IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stoisko z kwiatkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sybille
Ofiara
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 11/05/2013

PisanieTemat: Stoisko z kwiatkami   Sob Sty 25, 2014 12:30 am

Drewniane stoisko ozdobione ręcznie malowanymi lawendami - roślinami, które bardzo obficie rosną nieopodal miasta. W tej niedużej przestrzeni mieszczą się przeróżne kwiaty, od lilii po tulipany, zahaczając o róże, gerbery i wiele innych gatunków. Wiele amantów i uwodzicielek często są tutaj klientami.
♦ ♦ ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z kwiatkami   Pią Lis 11, 2016 8:18 pm

| Po spotkaniu z Octavią |

Esther szła przez miasto, niezwykle z siebie zadowolona. Dlaczego? Bo kupiła coś, co chciała mieć już od jakiegoś czasu. Wiedziała o tym, kartkując swój nieśmiertelny zeszyt.  Tym przedmiotem okazał się... zegarek. Tak, taki prosty, niedrogi, na szarym pasku. Zdążyła już założyć go sobie na rękę i cieszyć się za każdym razem, kiedy dłoń tej drugiej kończyny dotyka tego nowego nabytku. Mimo że to drobnostka, chyba każdy na jej miejscu byłby uradowany. No dobra. Prawie każdy, przecież ludzie (i nie tylko) są różni, nie sposób znaleźć dwóch identycznych istot, i mówimy tu głównie o wyglądzie wewnętrznym, chociaż fakt faktem podobnie mówić można o wyglądzie zewnętrznym. Pomijając oczywiście bliźniaki. Ale nie każde są do siebie podobne niczym dwie krople wody.
A ona szła i szła. Jakimś sposobem nogi zaprowadziły ją na stoisko z kwiatami. Zatrzymała się przed drewnianym stoiskiem i zaczęła chłonąć wzrokiem różne ich kolory, nie mogąc nacieszyć się w pełni. Ah jak cudownie, pomyślała, tym razem mając na uwadze subtelne zapachy królujące nad tym miejscem. Nie zapominając oczywiście o barwach.
Odruchowo położyła dłoń na swojej torbie i ogarnęła ją panika. Mogłaby przysiąc, że czegoś brakuje. Szybkim ruchem otworzyła, zobaczyła Zoe, długopis i portfel, ale... nie było w niej zeszytu. Spanikowana jeszcze bardziej, niż to było do tej chwili zaczęła nerwowo rozglądać się wokół siebie. Uspokoiwszy się nieco (ale naprawdę nieznacznie), zaczęła myśleć nieco racjonalniej. W takim razie przeniosła swój wzrok na ziemię, rozumiejąc że jeżeli zeszyt wyślizgnął się i po prostu wypadł z torby, musi leżeć gdzieś na trawniku bądź chodniku. Chodziła w te i wewte, rozbieganymi oczami patrząc wciąż na dół. A zeszytu nie ma. Pomyślała, że powinna powrócić tą samą drogą, którą szła. Jej kroki zaczęły kierować ją w tym kierunku. Powoli. To trochę dziwne, nie? Była zrozpaczona. I nie tylko zrozpaczona. A mimo tego szła powolutku. Może chciała w ten sposób nieco się uspokoić? Ostudzić nerwy. Tak, to dość prawdopodobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z kwiatkami   Sob Lis 12, 2016 12:19 am

Dzień jak co dzień. Do pracowni przychodziło mnóstwo ludzi, a ona za ladą musiała ich wszystkich obsłużyć, podczas gdy zegarmistrz siedział w swoim ciemnym kącie i składał zegarki z dala od świata. Od jakiegoś czasu spadło na nią dużo obowiązków, ale nie narzekała. Na początku może trochę trudno było jej się przemóc, by tak po prostu gadać z innymi, lecz z czasem się do tego przyzwyczaiła. Ba, nawet sama zagadywała, aby podsłuchać trochę miejskich ploteczek, a do tego jak jakaś ładniejsza panienka przyszła do zakładu, ach...
Dziś była tylko jedna i niestety nie zagościła u nich zbyt długo. Wzięła jedynie taki o, mały zegareczek damski na pasku, po czym zapłaciła (a Shilvia uśmiechnęła się do niej najpiękniej jak potrafiła) i zniknęła za drzwiami. Dziewczyna westchnęła. Wszystko to działo się tak szybko, a czarownica strasznie żałowała, że nie zdążyła owej dziewoi zapytać o imię. No cóż... Takie życie. Lepiej niech skorzysta z przerwy i trochę posprząta póki nikogo nie ma.
Nagle spostrzegła się, że na ladzie leży stary, zniszczony zeszyt. Dziwne. Nie przypominała sobie, aby to Lynn miał taki, nawet dla pewności zapytała. Wtedy jak grom z jasnego nieba trafiło coś do niej. Natychmiast pochwyciła zeszyt i wybiegła z zakładu, krzycząc że zaraz wróci.
Na szczęście kątem oka przyuważyła ją gdzieś na horyzoncie. Rzuciła się w pogoń, aż do centrum miasta, mając nadzieję, że jej nie zgubiła w tłumie ludzi.
Przez chwilę spanikowała, kiedy dziewczyna zniknęła z jej pola widzenia gdzieś na straganach, ale na szczęście znajomą czuprynę przy stoisku z kwiatami. Shilvia odetchnęła z ulgą. Wyglądało na to, że chyba zorientowała się, że czegoś jej brakuje.
Patrzyła tak na nią jeszcze przez chwilę, no ale nie biegła za nią po to by tak stać i wlepiać na nią swoje gały, tak więc wyprostowała się, wzięła głęboki oddech i przyjęła bardzo poważną minę. W sumie nie wiedziała jak do niej zagadać. W takich momentach myślała co na tym miejscu zrobiłby pan Cavendish.
- Panienko - odezwała się  możliwie jak najpoważniejszym tonem. - Czyżbyś tego szukała? - Wyciągnęła w jej stronę zeszyt.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z kwiatkami   Sob Lis 12, 2016 2:04 pm

A ona nie przerwała poszukiwań zgubionego zeszytu. Szkoda tylko, że te poszukiwania są bezowocne i raczej bezowocne pozostaną. Gdyby tylko wiedziała, gdzie go zostawiła, i gdzie on teraz się znajduje... byłoby jej łatwiej. Bez porównania łatwiej. A teraz denerwowała się na tyle, że nie potrafiła powstrzymać natłoku myśli, które podsuwały jej same czarne wizje. Coś jej podpowiadało, że zeszyt trafił w ręce kogoś, kto raczej nie ma w zwyczaju oddawać cudzych rzeczy. Po części miała rację, po części nie. Ale o tym przekona się już za chwilę.
Krocząc powoli w obranym kierunku, zauważyła, jak mężczyzna (tak, jak jej się wydawało, i nie można się jej dziwić) którego kojarzy z pracowni zegarmistrzowskiej biegnie i coś czuła, że biegnie w kierunku Esther. Ta ostatnia nie wiedziała jeszcze po co. Nie zauważyła jeszcze zeszytu, trzymanego przez pracownicę. Ale ona sama uważała, że jest to pracownik. Czuła na sobie jej wzrok, aż w końcu dziewczyny znalazły się tak blisko siebie, że owa kobieta, którą Esther brała za mężczyznę mogła się do niej zwrócić, ale zanim to nastąpiło, Esther przypatrywała jej się z wielkim znakiem zapytania na twarzy. Nawet sama nie doszła, o co może jej chodzić. Może zapłaciła za mało? Nie wzięła reszty? Może jest inny powód? Poznała go już po chwili, kiedy kobieta (o wyglądzie mężczyzny, ale o tym już wiemy) o bladozielonej cerze otworzyła usta.
Teraz już zrozumiała. Dzięki temu, jak wyciągnęła w jej kierunku zeszyt należący do Esther. Zaraz po tym, jak i po tym jak skończyła wypowiadać swoją kwestię, lalkarka nie mogła się powstrzymać. Po pochwyceniu notatnika i schowania go do swojej równie nieśmiertelnej torby... po prostu przytuliła ją. Objęła dość mocno i nie chciała puścić przez dobre kilkanaście sekund, po czym zwolniła uścisk. Po całym tym incydencie poczuła się zawstydzona swoją śmiałością.
- Przepraszam pana wylewnie za ten bezwstydny akt – nie mogła uwierzyć, że udało jej się znaleźć odpowiednie słowa. Była z siebie z tego powodu po prostu dumna. Inaczej rzecz miała się z incydentem, do którego się uciekła – Ale nie potrafiłam powstrzymać radości. Szukałam go i szukałam... a okazało się, że zostawiłam go w pracowni zegarmistrzowskiej! – zaśmiała się cicho, po czym spoważniała powtórnie – O ile naprawdę go tam zostawiłam, o ile pan nie znalazł go gdzie indziej... – podrapała się po przedziałku, zastanawiając się czy oby na pewno powinna o tym mówić. Ale cóż, trudno, słów nie można cofnąć. Podobnie jest z czynami.
Po całym tym zamieszeniu, spojrzała w jej oczy jeszcze bardziej natrętnie wciąż nie wiedząc, że zwraca się do kobiety. Nie wpadła na właściwy trop mimo, że głos rzekomego mężczyzny miał damską barwę głosu, co bardzo ją zastanowiło. Ale nie pomyślała nawet, że to kobieta przebrana za faceta.
Miała nadzieję, że uda jej się ją bliżej poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z kwiatkami   Sob Lis 12, 2016 5:04 pm

Shilvia wpatrywała się w tą maleńką osóbkę swoimi ślepiami, z lekka przekręcając swoją głowę jak to miała w zwyczaju robić, kiedy coś ją zaciekawiło. Szybko się jednak otrząsnęła i na nowo przybrała poważny wyraz twarzy, musiała przecież grać swoją rolę, czyż nie? Jednak im dłużej przyglądała się dziewczynie tym bardziej zaczęła przypominać jej lalkę z tymi jej wielkimi, piwnymi oczyma, jasną cerą i jeszcze w tej sukience. Na dodatek zachowując się w ten sposób zaczęła zawstydzać zieloną czarownicę. Cóż poradzić, to stworzenie naprawdę było przeurocze.
By nie wyglądać na zakłopotaną cały czas starała się trzymać swoją taktykę zwaną “na pana Cavednisha”.
- Niech się panienka nie kłopocze. Tak to już bywa jak zwróci się nam naszą zgubę. Następnym razem radzę raczej bardziej uważać na swój dobytek i gdzie go panienka zostawia. - Uśmiechnęła się do niej najbardziej czarująco jak tylko mogła. Zegarmistrz będzie musiał sobie na nią jeszcze chwilę poczekać.
- Gdzież są moje maniery? - Shilvia ukłoniła się. - Nazywam się Simon Verdure, i proszę mi mówić Simon, a nie "pan". - Uśmiechnęła się serdecznie. - Móc pomóc tak urokliwej panience to dla mnie - tak zwykłego pomocnika w zakładzie zegarmistrzowskim czysta przyjemność. Na dodatek, kiedy panienka ma tak dobry gust w wybieraniu mechanizmów... - I tu spojrzała na jej rękę, na której znajdował się zegarek. Mimo iż był prosty to dla dziewczyny był szczególny, gdyż przed paroma dniami pan Cavendish uczył jej na nim budowy takich skomplikowanych mechanizmów.
Patrzyła tak jeszcze chwilę po czym tracąc lekko kontrolę nad swoją chorobliwą ciekawością wypaliła. - Proszę mi wybaczyć, ale po co pani jest taki wielki, zniszczony zeszyt?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z kwiatkami   Nie Lis 13, 2016 7:26 pm

Szkoda, że nie wiedziała, jak wypadła w oczach rzekomego pracownika. No bo... no w sumie, dlaczego szkoda? Czy to by cokolwiek zmieniło? Możliwe, że tak, ale bardziej, że nie.
Ucieszyła się niezmiernie z powodu zrozumienia, jakim została obdarzona. Była z tego powodu szczęśliwa, to fakt, ale szczęście z tego powodu nie może konkurować z radością po odzyskaniu zeszytu.
- A ja jestem Esther. Esther Rodriguez, proszę pana... – przerwała przypominając sobie, że ta kazała jej mówić po imieniu.- przepraszam, zapomniało mi się. Do mnie również proszę mówić po imieniu. – jak na podsumowanie własnych słów, ziewnęła niezauważalnie. Chociaż niewykluczone, że jej towarzyszka to zauważyła.
Poczuła, jak ta ewidentnie wpatruje się w jej rękę. Początkowo nie rozumiała, o co chodzi, o czym "Simon" właściwie teraz myśli. Ale po chwili zrozumiała, jednakże.... po co interesuje się nabytym przez nią zegarkiem? Nabytym niedawno, góra piętnaście minut temu. To akurat nie jest aż tak ważne. Ważniejsze jest to, że pracownica zegarmistrza wpatruje się w zegarek na nadgarstku Esther. I to dość intensywnie.
Nie wiedzieć czemu, schowała rękę do kieszeni swojej czarnej sukienki.
- Eeeee... – początkowo nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. W końcu uznała, że najlepszą opcją będzie powiedzenie prawdy, chociaż z drugiej strony... one się w ogóle nie znają! Jeszcze. W takim razie czy powinna zdradzać jej sekret, który w pełni sekretem nie był? Zdecydowała, że uchyli rąbka tajemnicy. - Ja mam amnezję i w tym zeszycie mam zapisane, co powinnam pamiętać. – powiedziała pomijając szczegóły, uznawszy że tak właśnie powinna postąpić. Że to najlepsza droga, jaką mogła obrać. Uśmiechnęła się nieśmiało do kobiety, którą wzięła za mężczyznę, ale nie można mieć jej tego za złe zważywszy na to, jak pracownica u zegarmistrza w istocie wygląda.
Pomijając szczegóły. Tak. Ale kto wie, czy to się z czasem nie zmieni? Możliwe że, po jakimś czasie, Esther zdradzi jej nieco więcej faktów dotyczących jej choroby.
- Naprawdę bardzo, bardzo, bardzo ale to bardzo dziękuję pa... to znaczy tobie, Simon. Niewiele osób postąpiłaby tak, jak ty. Większości by się nie chciało biec tyle za poszukiwaniami osoby, której powinno się coś oddać. Większość wolałaby taki zeszyt zostawić dla siebie, by, w przypływie ciekawości, przeczytać, co ten zawiera. – wykonała ukłon w jej stronę – Jestem więc tobie naprawdę wdzięczna. Głównie za uczciwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Stoisko z kwiatkami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stoisko "Rzuć Urok"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta-
Skocz do: