IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Czerwono-różowa szklarnia.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sybille
Ofiara
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 11/05/2013

PisanieTemat: Czerwono-różowa szklarnia.    Sob Sty 25, 2014 12:54 am

Nie bez powodu zakochane pary tak często tutaj przychodzą. Miejsce przepełnione czerwonymi i różowymi kwiatami. Najczęściej można tutaj spotkać róże oraz tulipany, jednakże znajdują się tu również rzadkie rośliny, takie jak piękne glicynie japońskie. Obfituje w ciepłe odcienie i romantyczny nastrój, zaś białe ławeczki dodają uroku temu miejscu. Gdzieniegdzie stoją posągi małych amorków oraz duet znanych kochanków z każdego rodzaju literatury.  
♦ ♦ ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cecilia
Dyrygentka
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/08/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Nie Paź 23, 2016 1:24 pm

Przybyła do ogrodu z nadzieją, że uda się jej wciągnąć zapach kończącego się lata, a będzie mogła w spokoju przywitać jesień. A pogoda była ku temu zachęcająca - świeciło słoneczko, nie było nawet zimno, czasem tylko zawiał jakiś delikatny wiaterek, który porwał to tu, to tam jakiś zbłąkany liść. Cecilia w rzeczy samej bardzo rada była z tego widoku. Dlatego też przybyła tu do tego miejsca, które jeszcze jakiś miesiąc temu, może dwa zachwycało kolorami jak i zapachami.
Panienka nie lubiła pokazywać się w swym oryginalnym wyglądzie w miejscach, które tego wyglądu nie wymagają. Lepiej ukryć swe prawdziwe "ja" przed oczami tych, co mają za długie języki. Szczególnie, jak lubi się zrobić coś dziwnego od czasu do czasu. Tu wciąż gęste, ale już żółte krzaki róży skutecznie ją maskowały i dawały złudne poczucie spokoju i bezpieczeństwa. I tu jest pułapka, bo te uczucie Cecilia zwykła wykorzystywać by zrobić komuś jakiegoś psikusa.
Lecz wracając do wyglądu, Tym razem przyjęła postać rosłej pannicy, mierzącej około 170 centymetrów wzrostu, o długich, gęstych i ciemnych włosach, splecionych w warkocz. Krótszy niż jej włosy, lecz za to gęstszy i grubszy. W nich miała wplecione ostatnie jesienne kwiaty z jej własnego ogrodu. Jasne, niebieskie oczy miło świeciły spod jej grzywki. Ubrana W długą, wystawną suknię oraz cienkie, jesienne futerko. Samo dziewczę było dość krępej budowy, ze sporawym biustem; robiła wrażenie "starszawej pani", lecz ani ona, ani jej ciało nie miało jakichkolwiek oznak starzenia. Siadła sobie na białej ławce, a za nią rosły gęste połacie róż. Czytała ona książkę, o historii Prus, ale miała przy sobie też inną, mniej sztywną i bardziej romantyczną. Tę po prostu chciała dokończyć, bo zostało jej zaledwie kilka stron. Naprzeciw niej siedziała jej służka. Brązowowłose, mierzące prawie 180 cm dziewczę, tym razem nie ubrana w strój pokojówki a zwykłą, dość wystawną suknię. Jej zadanie było jedno - mieć oko na Cecilię i do tego się ograniczało. Po za tym miała tak jakby "czas wolny". 
Natomiast Cecilia kartkowała z uśmiechem książkę, mówiąc raz przypadkiem na głos "Got Mit Uns, we are also united, all together, Got Mit Uns", chcąc doszukać się znaczenia tych słów w Pruskiej historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 94
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Pon Paź 24, 2016 8:44 am

"Podsumujmy wszystkie informacje, które do tej pory zebrałam. Zginęła młoda kobieta, która okazała się być czarownicą. Zasztyletowana w dosyć...bestialski sposób. Obcięte stopy, obcięte dłonie wyrwany język, wyłupane oczy. Liścik o dobitnej treści: "Kto kroczy ścieżką grzechu, tego stopy będą obcięte. Kto dopuszcza się haniebnych czynów, tego dłonie zostaną odjęte. Kto bluźni, zostanie pozbawiony języka. A kto na grzech z lubością patrzy, tego oczy zostaną zdeptane". Odcisk buta na miejscu zbrodni wskazywał na krój damski, ale poza tym nie było żadnych śladów. No i wychodziło na to, że ofiara została porzucona dokładnie w miejscu, w którym została zamordowana. Żadnych wskazówek, poza odciskiem buta, żadnych świadków, nic. Kto zabił? Inkwizycja? Jejku, dlaczego to musi być takie trudne...", zastanawiała się. Fanny wpatrywała się teraz w błękitne niebo oparta wygodnie o oparcie ławki w parku. Delikatny wietrzyk muskał jej skórę, a delikatna woń, jaka rozchodziła się wokół, dobitnie przypominała o panującej obecnie porze roku. Było chłodnawo, więc kobieta do swojej zielonkawej, całkiem wystawnej, rozkloszowanej i sięgającej, przyzwoicie, za kolano, sukienki założyła na ramiona jesienne futerko w kolorze brązowym Na nogach miała ciepłe, adekwatne do panującej pory roku, pończochy samonośne. Ze względu na swoje uwielbienie wygody, jej włosy były spięte w prosty kucyk, który jednak sięgał jej daleko poza łopatki, niemalże do samej talii.
Panna Morland uwielbiała przesiadywać w tym parku, chociaż, trzeba było przyznać, że nienawidziła tego miasta z całego serca. Z jakiego względu? Ze względu na Inkwizycję, między innymi. Westchnęła. Nie zamierzała chwilowo dłużej łamać sobie głowy zagadką, która, pozornie, wydawała się być nie do rozwiązania. Chciała maksymalnie wykorzystać kilka wolnych dni od występów cyrkowych, chociaż doskonale wiedziała, że musiała się skupić na znalezieniu mordercy owej obiecującej ponoć czarownicy. W pewnym momencie zielonowłosa dostrzegła młodą kobietę ubraną w wystawną suknię, na którą miała narzucone jesienne futerko. Urodziwa twarz o wyraźnych rysach, smukła, niemalże łabędzia twarz, piękna suknia. Wydawała się być oderwana od rzeczywistości, zaczytana w książkę, która spoczywała na jej kolanach. Przeszkodzić? A może zostawić w spokoju? Panna Morland ze względu na to, iż w zasadzie z nikim dzisiaj jeszcze nie rozmawiała, postanowiła zagadać do nieznajomej. W razie gdyby tamta zachowała się agresywnie, zawsze przecież można się zmyć, czyż nie? Wstała więc ze swojej ławki i ruszyła w stronę zaczytanej kobiety delikatnie kręcąc przy tym biodrami. Ot nawyk taki. Zatrzymała się przed nią, poprawiła okulary, które odrobinę się zsunęły, po czym uśmiechnęła się życzliwie.
- Witam. Czy mogę się dosiąść? - zapytała uprzejmie licząc na zgodę. Jednakże, w razie odmowy, zamierzała po prostu wtedy odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cecilia
Dyrygentka
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/08/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Sob Paź 29, 2016 10:13 am

Panna z wolna kartkowała swoją książkę. Niektórych kwestii w nich poruszonych nie rozumiała do końca. Nie wiedziała, czy jest zbyt mądra, by zrozumieć trywialny problem, czy wręcz całkowicie odwrotnie. W każdym bądź razie spokój nie opuszczał ją ani na chwilę, mimo wrodzonej ciekawości, która powinna przerodzić się w paranoję.  Na historii jednak nie trzeba rozumieć. Trzeba ją akceptować. I to właśnie robiła Cecilia.
Raczej kończyłaby studiowanie tej książki i brała się za drugą, gdyby cienia nie rzuciła na nią jakaś urokliwa panna.
-Dziewczę dość wysokie, obdarzone urodą i dziwnym poczuciem mody i jeszcze dziwniejszych zielonych włosach. Wyglądała młodziutko, prawie tak samo jak ja, gdy się nie przemienię! Ale ja oczywiście jestem słodsza... i panienka robi wrażenie bogatej - futro to nie coś, co spotykasz u każdego na ulicy...
Pomyślała sobie Cecilia, po pierwszej optycznej analizie tej osoby. Do skromnych nie należała, czego może nie było widać, ale diabeł w człowieku siedzi. Wbiła znowu głowę w książkę, z zamiarem doczytania tych dwóch ostatnich stron. Na pytanie nieznajomej odpowiedziała:
-Bardzo proszę. Ramie w ramię będzie nam nieco cieplej.
Powiedziała uśmiechając się tajemniczo ale szczerze. Zastanawiała się, czy przypadkiem zaciekawiła jakoś ją swą osobą, czy był to zwykły przypadek? Musiała zapytać.
-Przyszła Pani zbierać ostatnie tchnienia jesiennego słońca, czy może jest jakiś konkretny cel Pani pobytu tutaj?
Uderzyła prosto z mostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 94
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Sro Lis 02, 2016 7:18 pm

Historia nie była po to, by ją rozumieć, tylko po to, by ją akceptować. By zmieniać przyszłość mając na kartce skutki działań naszych przodków. By robić tak, aby żyło się jak najlepiej, jak najbezpieczniej. Dlatego też, panna Morland jakoś nigdy nie przykładała się do tego, by rozumieć przyczyny i skutki działań poprzednich pokoleń. Od tego były rządy. Ona skupiała się przede wszystkim na teraźniejszości, głównie na tym, by jak najszybciej łapać i karać ludzi, którzy czyhali na życie przedstawicielek z jej "gatunku".
Zerknęła z bliska na kobietę, do której podeszła. Była atrakcyjna, chociaż coś było nie tak z jej wyglądem. Ubiór? Nie. Twarz? Też nie. Reszta ciała? Tym bardziej nie o to chodziło. Coś jednak było nie tak jak być powinno. Fanny nie wiedziała co i, chwilowo, postanowiła nie wnikać.
Zielonowłosa wiedziała, iż przerwała nieznajomej lekturę pod koniec książki. Z jakiegoś względu nie było jej przykro, a ten tajemniczy uśmiech zadziałał na czarownicę zachęcająco. Przysiadła się i zerknęła w bok na młodziutką kobietę, która bacznie je obserwowała.
"Przyzwoitka? Służka? A może ktoś inny? Diabli wiedzieli", pomyślała. Usłyszała pytanie kobiety, więc przeniosła na nią swój wzrok.
- Powiedzmy, że i jedno i drugie. Zbieram natchnienie do dalszej części mojej pracy. A jak to jest z Panią? Przyszła tutaj Pani kontemplować naturę z książką w ręku, czy czeka Pani na kogoś? - zapytała dla podtrzymania rozmowy. Fanny nie mogła mówić wprost o swojej pracy. Bo jakby zareagowali ludzie, gdyby dowiedzieli się, że zielonowłosa zajmowała się tropieniem Inkwizycji oraz śledztwami, gdy ta organizacja już się do jakiejś czarownicy dobrała? Stałaby się od razu celem ataków, z łowcy stałaby się ofiarą. A to byłoby nawet więcej jak nie wskazane.
- Nazywam się Fanny Morland. - powiedziała, gdyż nie chciała, by myślano o niej jako o "nieznajomej". Poza tym, był to zabieg psychologiczny, który sprawiał, że druga strona zazwyczaj czuła się zobligowana do przedstawienia się. I w ten sposób obie strony przestawały być dla siebie całkowitymi "nieznajomymi".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cecilia
Dyrygentka
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/08/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Wto Lis 08, 2016 10:22 pm

Można powiedzieć, że zielonowłosa troszkę ją zainteresowała. Chyba nie tym, że obija się w pracy, a tym, że w ogóle pracuje w ogrodzie, który jest miejscem powstawania niechcianych dzieci. Cecili było to oczywiście bardziej niż obojętne okoliczne grzeszące pary.
-Musi Pani lubić swoją pracę, skoro jest to Pani nie tylko źródło utrzymania. Dobre dla Pani. Szczęście w pracy to dłuższe życie i wolniej przemijająca uroda, której Pani nie brak. Jeśli jeszcze Pani nikogo nie ma, to pewnie ma Pani liczną grupę adoratorów, nieprawdaż? ... Przepraszam za bezpośredniość, to wada mojego charakteru... Jeśli uznała to Pani za obrazę, to zapewniam z całego serca, że był to komplement.
Cecilia złapała oddech po tak długim monologu. Spojrzała w górę i łapiąc w nozdrza jesienne powietrze wymyśliła prostą odpowiedź na skierowane do niej pytanie.
- A ja... Myślę, że po prostu przyszłam złapać w płuca ostatni, nie zimowy wiatr w płuca. To dobrze mi robi, nie choruję. A czytam... bo jestem niecierpliwy człowiek i bym pewnie zwariowała prędzej czy później. Kontenta jestem więc, że wybrała Pani właśnie mnie jako swego rozmówcę, by trochę odpocząć. Tak na marginesie... Pracuje Pani o jakiś stałych godzinach?
Powiedziała Cecilia wskazując na zielonowłosą i zataczając palcem dwa kółeczka w powietrzu z uśmiechem na twarzy W rzeczy samej była niezwykle gadatliwa i ciekawska. Dała temu upust i nie było tu niczego, co zahamowałoby tę ciekawość. Takie dziecinne pragnienie wiedzy, nic wielkiego. 
Na nagłe przedstawienie zareagowała delikatnym otwarciem ust, jakby pokazującym zdziwienie. W pewien sposób musi być też ostrożna - gdy ktoś się przedstawia tak po prostu, to pewnie ma do ciebie sprawę. Oczywiście to nie reguła. Zachowując więc środki ostrożności, przedstawiła się. Jednak to nie tak, że ona sama myślała nad tym tyle, co ja tutaj...
-Fanny... ładne imię! -Krzyknęła ciemnowłosa radośnie i aż objęła jej ramię. -Ja jestem Cecilia. -Po czym trochę się zawahała, bo chciała podać swoje prawdziwe nazwisko. Jednak zrozumiała, że jej ogromna posiadłość, która uzupełnia panoramę miasta to raczej znane miejsce. Głupio by było, gdyby się wydało, że jej właścicielka jest wiedźmą i zmienia swój wygląd. Niby przypadki się zdarzają... ale chyba ten tutaj, byłby ewenementem. -Cecilia... Helfart. Miło mi cię poznać. Nie pogniewasz się, jeśli będę kradła Twoje ciepełko? 
Rzekła tuląc jej lewe ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 94
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Nie Lis 13, 2016 4:27 pm

Jak się okazało, Cecilia była dosyć gadatliwą osobą. W żaden sposób to oczywiście Fanny nie przeszkadzało. Ba! To było nawet dobre biorąc pod uwagę to, iż skoro kobieta się rozgadała, to znaczyło iż dobrze się czuła w jej obecności. A to dobrze rokowało na dalszą część tego spotkania. W końcu, mogły spędzić kilka godzin na rozmowie i, jak sądziła czarownica, obie byłyby zadowolone z tego. Mogło się też skończyć na kilku minutach konwersacji i rozejściu się w swoje strony, co zostałoby przez Fanny odebrane raczej jako jej osobista porażka.
Na stwierdzenie kobiety odnośnie adoratorów, roześmiała się.
- A co, chce Pani zostać kolejną z moich adoratorek? I nie uważam, by ta bezpośredniość byłą wadą. To raczej zaleta - zapytała, po czym zdała sobie sprawę z tego, że w zasadzie nie miałaby nic przeciwko. W końcu Cecilia była atrakcyjną kobietą obdarzoną przez naturę tu i ówdzie. Mimo iż pytanie zostało zadane żartobliwym tonem, to panna Morland zdała sobie sprawę z tego, iż nie miałaby nic przeciwko, gdyby ta kobieta została jej adoratorką. A to było dosyć dziwne, zważywszy na fakt, iż zielonowłosa nie postrzegła w ten sposób byle kogo. Cecilia musiała zatem podświadomie ją czymś oczarować.
- A co do pracy. Pracuję w takich godzinach, jakie sobie sama wyznaczę. Także obecnie mogę stwierdzić, że jestem w pracy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, bym mogła rzec, iż moja praca zakończyła się z chwilą odezwania się do Pani. - powiedziała, uśmiechając się ciepło do kobiety. Kompletnie nie zwracała uwagi na jej służkę, która siedziała naprzeciwko nich i przysłuchiwała się całej rozmowie. W końcu...Fanny rozmawiała z Octavią, a nie z jej przyzwoitką, czyż nie?
Skinęła głową w podzięce za ten komplement na temat swojego imienia. Ona za nim nie przepadała za zbytnio, gdyż uważała, że brzmi raczej jak zdrobnienie, aniżeli pełna forma. Skutkowało to tym, iż czasem mogła nie być brana na poważnie. Ale...imienia się nie wybiera.
- Oczywiście, że się nie pogniewam. Ale stawiam pewien warunek. Że i ty sama oddasz mi trochę swojego ciepełka. Albo nawet więcej niż trochę... - dodała, spoglądając jej w oczy i pozwalając sobie na pierwszą niejednoznaczną odpowiedź, która mogła zostać zinterpretowana w różny sposób. W jaki? To zależało od Cecilii. Przysunęła się bliżej kobiety delikatnie i dyskretnie zaciągając się zapachem, jaki roztaczała. Był cudowny. Subtelny, ale jednocześnie niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek innym. Dodatkowo, ciepło jakie biło od niej było wyczuwalne.
- Wnioskując z tego co powiedziałaś, stwierdzam, iż masz nieco czasu, który mogłabyś ze mną...spędzić, prawda? - zapytała prostując się na ławce i zerkając na kobietę, która tuliła się do jej lewego ramienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cecilia
Dyrygentka
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/08/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Nie Lis 20, 2016 1:33 am

Cecilia spojrzała się na dziewczynę zdziwiona. Było to raczej zrozumiałe - szczególnie w jej wypadku. Świat i ludzie zawsze mówił i pokazywał jej, że to ona jest tą, której piękno trzeba podziwiać. Ona sama była jednej rzeczy pewna. Poruszyć jej serce potrafią tylko i wyłącznie dzieci swą słodkością. W tym wypadku nie zważając zbytnio na konsekwencje, postanowiła pociągnąć ten żart. Jednego była pewna - dziewczyna miała już jakieś lubiące ją panny, skoro do Cecilii zwróciła się słowem "kolejną". Postanowiła nie zwracać na to uwagi, lecz powiedziało to jej kilka rzecz o rozmówczyni - była świadoma swojej popularności. Mniej oczywistym było fakt, że prawdopodobnie doskonale potrafiła to wykorzystać. Czarnowłosa była bowiem na swoim terytorium i takie rzeczy łatwo potrafiła stwierdzić.
-Z chęcią bym została, ale chyba lata w których to ja uganiałam się za innymi, już przeminęły. Teraz to wolę, gdy Ci ganiają za mną. Bowiem powiadam sobie tak: w młodości człowiek chciał mieć zawsze rację. Teraz, to ja raczej chcę mieć święty spokój. Nie twierdzę jednak, że młodość jest głupia tylko, że rządzi się swoimi prawami. I... myślę, że mogłabym za panią trochę poganiać, gdyby moja duma mi na to pozwalała. A tak... musi mi Pani wybaczyć.
Nie chciała, by to wyszło tak poważnie. Żart miał być otulony żartem, lecz wyszło tak, jakby Cecilia wzięła to na serio. Człowiek strzela, Bóg kulę niesie. Tu jest podobnie - planujesz coś powiedzieć, ale i tak powiesz co innego. Jej siedząca naprzeciw niej pokojówka, mimo iż teraz nie fartuszku udawała, że czyta książkę. Tak naprawdę poprawiała co chwilę okulary i z pobłażaniem obserwowała tę dwójkę, próbując usłyszeć o czym mówią. Była dziwnie spokojna, ale też w pewien sposób dało się wyczytać zażenowanie na jej twarzy. Ale to chyba nie był problem, bo nic nie mówiła.
W tym samym czasie jej Pani coraz bardziej dochodziła do konkluzji, że ta cała rozmowa toczy się powoli w dość niebezpiecznym kierunku. Chociaż, ona niebezpieczeństw się nie boi - w końcu jest wiedźmą. Oczywiście nie o takim niebezpieczeństwie tu mowa.
-A więc czy ma osoba jest na tyle ciekawa, byś zakończyła swą pracę?
Zapytała, zadając to dwuznaczne pytanie. Przynajmniej będzie śmiesznie, a o to właśnie chodzi. Rzuciła wzrokiem na horyzont, na koniec ścieżki, widząc w oddali tylko jedną parę zbliżającą się w ich kierunku. Stwierdziła, że nie będą się raczej na nią patrzeć ze zdziwieniem. Postanowiła poczuć się młodziej i bardziej niewinnie (tudzież głupio), krzyknęła:
-Kyaa! To takie nieprzyzwoite! Ale jeśli Panienka pragnie nieco więcej, to niech się częstuje...
Powiedziała z głupią miną. Kobieta podsuwała jej zbyt wiele kontekstów, a ona była wystarczająco dorosła, by wiedzieć, o co chodzi. Powinna być zdziwiona, ale stwierdziła iż w świecie czarownic nic ją nie zdziwi. Nawet kobieta, która otwarcie prosi ją na stronę. Nudziło się jej. Stwierdziła, że jeszcze przed chwilę zagra głupią. W końcu jak zielonowłosa stwierdziła, ( a stwierdziła słusznie) miała sporo wolnego czasu.
-Mam mnóstwo wolnego czasu i nie mam nic przeciwko, by troszkę go poświęcić. Pytanie jest tylko jedno. Panienko Fanny, jak spędza Pani czas z dopiero co poznanymi sobie ludźmi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 94
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Czerwono-różowa szklarnia.    Pon Lis 28, 2016 8:36 pm

Fanny wysłuchała cierpliwie słów swojej towarzyszki, po czym uśmiechnęła się lekko. Nie podejrzewała, iż Cecilia mówiła poważnie, bo w takim razie, dlaczego wciąż by jeszcze rozmawiały. Gdyby mówiła serio, to można by się dowiedzieć na jej temat wielu rzeczy. A najważniejszą było to, iż nie było sensu marnować na ową osobę swojego czasu. Panna Morland uważała osoby poważne, za zbyt sztywne, a to z kolei niosło za sobą kolejną konkluzję. Iż były to osoby nudne, nie warte uwagi. Teraz jednak podświadomie czuła, iż Cecilia żartowała, więc postanowiła pociągnąć to dalej.
- Człowiek jest młody, dopóki takim się czuje. A nie podejrzewałabym Pani o to, iż czułaby się Pani staro. Także, nic nie stoi na przeszkodzie, by pouganiać się za mną. Zresztą, muszę Pani o czymś wspomnieć. Jeśli Pani nie będzie chciała się uganiać za mną, to wtedy ja będę musiała się pouganiać za Panią. W końcu, jakże inaczej zabić czas w tym nudnym i pozbawionym rozrywek mieście, jeśli nie doborowym towarzystwem? - zapytała zerkając na nią. Poprawiła okulary, które zsunęły się lekko na nos. Niewygodna pozycja szkieł doprowadzała ją do szału już od jakiś trzech minut.
Słysząc kolejne pytanie, westchnęła, po czym zerknęła na swoją rozmówczynię.
- Gdyby Pani była kimś nudnym, już dawno bym stąd poszła. Także na chwilę obecną jest Pani na mnie skazana, chyba że sama podejmiesz decyzję o odejściu, milady. - powiedziała, tuląc się do swojej nowej towarzyszki, która siedziała obok niej.
Fanny nie zwracała kompletnie żadnej uwagi na służkę Cecilii, która siedziała naprzeciwko nich i próbowała podsłuchać coś z ich rozmowy. No cóż, w takich żył czasach, iż przyzwoitki były wszędzie.
Gdy usłyszała głupawe słowa Cecilii wypowiedziane równie głupawym tonem, to na początku nie zrozumiałą o co chodzi. Potem jednak dostrzegła parę idącą w ich stronę, a że słowa zostały powiedziane głośniej niż to było wymagane, to zapewne tamci to usłyszeli. Zielonowłosa szybko wyciągnęła wnioski (w końcu była w tym dobra) i postanowiła pociągnąć tę grę.
- Ależ panienko, wezmę tyle, na ile będę miała ochotę. Ale może nie tutaj, gdyż ktoś jeszcze mógłby nas przyłapać! - rzekła w podobny sposób, co Cecilia. Oczywiście, był to żart, ale gdyby jednak skończyło się na tym, co teraz zostało powiedziane, to pani detektyw wcale by się nie obraziła.
- To może by mi panienka pokazała gdzie mieszka? - zapytała również głośno, by dać do zrozumienia idącej parze, iże mowa tutaj o tym, o czym mogli pomyśleć.
Kolejne i ostatnie tym razem stwierdzenie sprawiło, że Fanny zastanowiła się przez chwilę co powinna odpowiedzieć. Zwłaszcza, że z nowo poznanymi osobami to różnie bywało. Czasem przesiadywała z nimi w karczmie, czasem szła na kawę, a czasem bywało i tak, iż szły do niej lub do drugiej osoby i...oddawały się przyjemnościom cielesnym. Na co zresztą miała dzisiaj nadzieję.
- Wiesz....czasem po prostu rozmawiam z takimi osobami, a czasem spędzamy czas w... inny sposób. Ale o tym teraz się nie będę rozwodzić. - powiedziała, po czym oparła się wygodniej o oparcie w ławce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Czerwono-różowa szklarnia.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Miejskie ogrody-
Skocz do: