IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Malutki park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Sybille
Ofiara
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 11/05/2013

PisanieTemat: Malutki park   Sob Sty 25, 2014 3:16 pm

First topic message reminder :

Niewielki obszar znajdujący się pod gołym niebem. Minimalnie zmieniono wizerunek tego miejsca, albowiem na tej przestrzeni pozostawiono drzewa i krzewy typowe dla położenia Wishtown. Cały park otacza ścieżka zrobiona z różnych odłamków szkła, należącego najprawdopodobniej do mieszkańców miasta. Tu i ówdzie znajdzie się ławeczkę. Na samym środku zielonego terenu postawiono osobliwą altankę.
♦ ♦ ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pon Sty 11, 2016 1:17 pm

To tylko chwila... Nic więcej.
Jednak ta drobna chwila dała jej czas by zadziałać. By na jakiś czas skupić się oraz zrobić coś co miało pomóc wszystkim znajdującym się tutaj. Owszem słyszała jak gałęzie uginają się pod ciężarem przeciwnika. Odgłos ten był coraz bliżej i bliżej... Przeciwnik jednak nie docenił tej dwójki. Popełnił błąd jakiego nie można było zignorować. Błędem tym było danie się wciągnąć w walkę na terenie jaki teoretycznie sprzyjał jedynie wiedźmie. Przecież, to ona atakowała ich z góry uważając iż obie staną się idealnymi ofiarami lecz teraz wszystko się zmieniło.
Inkwizytorka powoli stanęła na wyprostowanych nogach opierając się przy tym zdrową ręką o drzewo. Zmęczenie mieszało się z bólem lecz nie mogła teraz odpuścić. Musiała zakończyć to starcie nawet jeśli miała by dorobić się kolejnych ran. Wiedziała, że jest to gra warta świeczki dlatego też powolnym krokiem ruszyła w stronę, z jakiej dochodził odgłos zbliżającego się przeciwnika. Była szybka. Z każdą sekundą dystans między nimi malał. Sam dostrzegała już opadający śnieg, z konarów na jakich wcześniej stawiana była stopa egzekutora. Widziała bardzo dobrze jak ta zaczyna swe łowy pozostawiając przy tym widoczne ślady swej bytności. Wtem wszystko zaczęło się zmieniać. Odgłos wystrzału rozerwał ciszę panującą w tym miejscu. Był on niesiony przez wiatr dzięki czemu określenie czy został on oddany daleko czy blisko było wręcz niemożliwe przynajmniej dla niej... Nie dla Wiedźmy jaka ruszyła w stronę Vei. Skąd było, to wiadome? Cóż śnieg nie wybacza. Na nim bowiem można ujrzeć ślady poruszania się bądź też ślad czerwonej posoli jaka ozdobiła biel.
-Błąd- Wyszeptała podchodząc do miejsca gdzie jeszcze parę chwil wcześniej bytowała ich oponentka nie przejmując się przy tym faktem iż ta zainteresowała się teraz Vei. Dla Sam nie miało, to znaczenia ponieważ teraz już wiedziała jak należy postępować... Teraz, to one miały stać się łowcą, a nie ofiarą. Rolę się odwróciły... Przynajmniej na chwilę.
Co robiła w tej chwili Vei ze swoją urokliwą ofiarą z jaką miała się zaprzyjaźnić? Tego nie wiedział. Mogła tylko się domyślać, że ta walczy o swe przeżycie na różne sposoby... Inkwizytorka zaś przykucnęła nad kropą krwi i przez parę sekund przyglądała się jej. Po co? Nie dowiecie się tego na razie. Przecież ważniejszym był fakt iż wreszcie wstała na równe nogi i powoli zaczęła kroczyć za swym śladem. Zdawać się mogło iż nie śpieszy się, z pomocą. Wręcz czeka aż tamte powyrzynają się nawzajem lecz prawda była inna. Jej krok był spowolniony poprzez utratę krwi oraz manipulacje. Niosła ona przecież ze sobą ładunek śnieżny... Wraz, z nią bowiem przesuwał się płat śniegu
-Patrz pod nogi..!- Krzyknęła w stronę Vei gdy tylko ją zauważyła -Trafiłaś! - wykrzykując te słowa zdrową ręką sięgnęła do pasa przy jakim nadal miała przypięty rapier po matce. Uchwyciła jego rękojeść przy tym jednym szybkim ruchem obnażyła ostrze.
-Będe tego żałować- Wymamrotała pod nosem porzucając skupienie na rzecz sprintu w stronę Vei.
-Zmiana planów - Wyszeptała gdy znalazła się koło jej ramienia -Wystawiam się Ty zatop ostrze- Jej głos zdawał się być zmęczony oraz lekko ochrypnięty. Jednak nie dziwmy się. Nie przywykła do sprintu, a tym bardziej w takim stanie dlatego też wszystko wkoło zdawało sie być dla niej już jedynie iluzją... Świat jaki znała nabrał innych kolorów lecz nie przeszkadzało jej, to w tym aby szybko odnaleźć ostatnie miejsce w jakim mogła znajdować się wiedźma. Jakie było prawdopodobieństwo? Znikome jednak nie przeszkadzało jej to wcale. Ba z chęcią odezwała się prowokującym mrocznym tonem
-Powtórz, to... Tym razem postaraj się trafić w serce! - Prowokacja. Jedyna rzecz jak jej została. Przecież biedna nie będzie walczyć! Nie do tego była stworzona... I wierzcie bądź nie miała wielki żal do matki że nie nauczyła jej posługiwać się bronią tak dobrze... jednak czasu nie cofnie... chyba ze znajdzie kiedyś na to sposób...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pią Sty 15, 2016 2:13 am

Vei za bardzo nie wiedziała, gdzie i po co oddala się nieznajoma, ale postanowiła sobie już na początku, że ta walka będzie również jej walką. W końcu to była Veilore, a z kolei takie bezpardonowe zaatakowanie kogoś, wyprowadzenie ciosu z zamiarem wydalenia na tamten świat niczego nieświadomej jednostki wybitnie świadczyło o czyimś zepsuciu, już nie mówiąc o złych intencjach, te wszak były oczywiste... Nie znała powodu, dla którego czarownica zaczaiła się akurat w tym miejscu i cóż uczyniła czarnowłosa kobieta (rzecz jasna poza obwieszczaniem wszystkim swojej przynależności do Inkwizycji), że w oczach tamtej zasłużyła sobie na śmierć. Jedno nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Niewidzialna wiedźma obrała je za swój cel, a one musiały wyjść z tego obronną ręką, co – o ile nie przegrają – niechybnie zakończy się zabiciem napastniczki. Ze złem trzeba walczyć, a nie wypuszczać je na wolność. Veilore nie pomyślała nawet o czymś takim. Za to jeszcze przez chwilę zastanawiała się, gdzie też znikła tajemnicza nieznajoma.
Czy skorzystała z okazji i uciekła? Blondynka wcale by się nie zdziwiła. Dla inkwizytorki byłoby to najlepsze rozwiązanie. Z taką raną szybko o wykrwawienie, a z niesprawną ręką i osłabieniem tylko zbędnie naraziłaby się na kolejne obrażenia.
A tymczasem biegła. Przebierała nogami tak szybko, jak tylko pozwalało jej rozmiękczone podłoże. Za plecami czuła od czasu do czasu gwałtowne powiewy wiatru, które chybiały przy każdej kolejnej próbie. Zapewne sterowanie swym lotem między drzewami nie było takie łatwe, ale jednak nadal nad głową miała pełno potencjalnych punktów podparcia. Przeciwniczka miała ich od wyboru do koloru.
Najemniczka zerknęła za siebie tylko na chwilę. Szlak, który przemierzała czarownica odznaczał się za każdym razem nienaturalnym uginaniem się gałęzi oddalonych od siebie minimum o cztery metry. Tak, coś koło tego. W przypadku mniejszej odległości niewidzialna kobieta nie wprawiłaby swego ciała w ruch o wystarczającej prędkości, który nadałby ciosowi odpowiedniej siły. A na tym właśnie, domyślała się Vei, polegał styl walki tego nadprzyrodzonego umysłu. Jego właścicielka musiała zaczepiać się o gałęzie czymś w rodzaju linek, których długość można w pełni kontrolować. Najlepiej jedną ręką. Ogólnie zaś rzecz ujmując, tłumaczyłoby to kiepską precyzję.
No chodź – myślała. – Na pewno jesteś nieźle spanikowana. Twój pomysł nie wypalił – komentowała w duchu i biegła. Nie był jej znany stan psychiczny przeciwniczki, ale w ten sposób pomagała umysłowi skupić się na problemie. Co można zrobić? Daleko jeszcze do tej ścieżki wokół parku? Zawsze wydawało się jej, że był mniejszy. Teraz zdawał się nie mieć końca.
A na otwartej przestrzeni znacznie łatwiej przyszłoby wykryć niewidzialną postać. Tam, gdzie wiedźma nie mogłaby użyć swego sprzętu, nogi trzeba byłoby postawić na ścieżce, która wskazałaby odciski przeźroczystych stóp. Pogoda jak najbardziej temu sprzyjała, w końcu przez nią wszystko podmokło... choć Vei musiała przyznać, że teraz zrobiło się nieco zimniej... a przecież pędziła, więc raczej powinna być zgrzana. Spadające z nieba krople deszczu również zanikałyby w pustą przestrzeń o kształcie istoty ludzkiej i dostrzeżenie jej stałoby się jeszcze łatwiejsze...
Tyle że... może lepiej nie tracić sił na szaleńczy bieg? No i odezwała się tamta inkwizytorka. Jednak nie oddaliła się od niebezpiecznego obszaru. Jak miło! Gorzej jeśli nieznajoma nie będzie potrafiła się obronić przy wykorzystaniu własnych, malejących sił.
Veilore rozejrzała się po podłożu, które stopniowo zaczynało pokrywać się cienką, białą powłoką. Kiedy to się stało? Nawet tego nie zauważyła... ale mniejsza. Nie to było najważniejsze. Kiedy podmuch wiatru się zbliżył, a kobieta odskoczyła nadążając z jego wcześniejszym wyczuciem, dostrzegła kilka kropek krwi na śniegu. Trafiła. Chociaż tyle dobrego.
Zerknęła na zrównującą się z nią czarnowłosą inkwizytorką. Posłała jej lekki uśmiech.
Witaj z powrotem. A myślałam, że gdzieś się schowasz – rzuciła w leśną przestrzeń.
Gdyby nie utrzymywała właśnie swego oddechu w ryzach, zapewne by prychnęła. Łatwo mówić o trafieniu, trudniej do niego doprowadzić. Wiedźma była latającym, niewidzialnym celem i ledwo dało się w odpowiednim momencie usunąć z jej drogi. Gałąź się ugnie, ale gdy najemniczka strzeli, przeciwnik będzie już w innym miejscu. Liczyły się ułamki sekund i naboje, bowiem amunicji nie posiadała w nieskończonych ilościach. W magazynkach obu rewolwerów mieściło się po sześć naboi. Po dwa już wystrzeliła. Pozostało cztery w każdym. Na ładowanie bębna nie było po prostu żadnych szans. Za mało czasu i za paskudna pogoda.
Rzuciła w stronę dziewczyny szary płaszcz.
Zwracam – wydyszała, po czym stanęła. Para wydostająca się z ust blondynki tworzyła niewielkie obłoczki, które szybko rozpływały się w powietrzu. Kobieta rozglądała się i nasłuchiwała. Gdzieś zatrzeszczało drzewo. Odwróciła się w tamtą stronę, trzymając w gotowości i jeden ze swoich rewolwerów i szablę.
W pięści zaciskającej się na rękojeści ostrza trzymała skrawek materiału, który zdążyła wyszarpać wcześniej podczas krótkiego zetknięcia się z nadlatującą wiedźmą, jeszcze przed powrotem nieznajomej. Poszarpana tkanina, gdyby nie ciemność, byłay ciemnoniebieska niczym niebo przed nastaniem prawdziwej nocy.
Przybywa... – szepnęła, jeszcze w tej sekundzie, w której był na to czas. Dźwięk przedzierania się przez powietrze wzmacniał się, ale stała w niemalże bezruchu. Aż nie okazało się, że wiedźma celuje w drugą wojowniczkę. Niewidzialne ciało przemknęło obok niej, wytwarzając niewielki podmuch.
Veilore błyskawicznie się odwróciła i wystrzeliła z rewolweru dwa razy. Nie trafiła. Ewentualnie nabój nieszkodliwie drasnął napastniczkę, ale...
...obłok dymu, który wydobył się wraz z wystrzałami, na chwilę ukazał sylwetkę. Skoczyła na nią. Uderzyła ciałem w niewidzialny kształt. Kobieta nie wiedziała, czy wiedźma zdążyła dodatkowo uszkodzić inkwizytorkę, ale schwytała kogoś... czy raczej powaliła. I ów ktoś próbował się wyrwać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pią Sty 15, 2016 8:46 pm

Ciało obumierało. Każdy ruch zdawał się być ociężały oraz ospały, a chwile płynące dla wielu, z zawrotną szybkością były dla niej jedynie wieloma tygodniami. Świat natomiast zdawał się rozmywać. Powoli lecz skutecznie. Najpierw zaczęło się niewinnie. Delikatnie skaczący obraz... Z czasem oraz wysiłkiem włożonym w utrzymanie takiej pogody obraz zaczął przybierać bardziej wyraz morza rozbijającego się o zimne skały. Wszystko było zbyt wyraźne. Każda nawet najmniejsza rzecz zdawała się atakować jej zmysły mimo iż nie potrafiła już odróżnić powiewu powietrza, od spadającego płatka śniegu.
Mimo wszystko grała na zwłokę wiedząc, że manipulacja przestaje działać. grała aby ściągnąć na siebie uwagę tylko i wyłącznie po to aby Vei mogła wymierzyć cios. Taki był plan... Czy się udał?
Nie, nie wiedziała. Wszystko, to co się działo w tamtej chwili dochodziło do niej, z w zwolnionym tempie dzięki czemu Sam nie była niczego pewna... Czy tamta trafiła? Czy może wiedźma ponownie przeszyła jej ciało? Nie, nie wiedziała. Jedyne co tak naprawdę rejestrował jej organizm w tej chwili, to chłód oraz przerażające zmęczenie nakazujące wreszcie zamknąć obolałe oczy jednocześnie przy tym ignorując wszystko inne. Ból? Jaki Ból? Sam nie czuła już bólu ani ciepła jakie jeszcze parę chwil temu było takie przyjemne... wręcz rozleniwiające. Teraz wszystko było inne...
-Odpocznij...- Nagle niczym, zza grobu doszedł ku niej ten głos. Znajomy, przyjemny, kojący. Głos należący do niej samej. Jednak tylko Sam wiedziała, że jest to osoba jakiej może zaufać... Jaka nie musi wypowiadać dalszej cześć słów jakie zapewne brzmiały by zajmę się tobą... Wiele razy już, to słyszała... Ta myśl przywołała wspomnienie i zapewne przesunęła by teraz palcem po swym udzie gdyby nie fakt iz nie była wstanie tego uczynić. Trudno. Wtedy też się nią zajęła. Wtedy też mogła odpocząć...
Kobieta powoli zamknęła ociężałe powieki. Tylko na chwilę. Zaraz potem na nowo je otwarła lecz tym razem spojrzenie jakie mogły ujrzeć wprawny obserwator było czarne niczym bezgwieździsta noc.
-Za twoje przewinienia...- Ciche lecz dobitne słowa przyszły na świat będąc wydane przez jej struny głosowe. Głos ten jednak zdawał się być odrobinę inny. Nie dało się wyczuć w nim ani zmęczenia ani także spokoju jaki do tej pory towarzyszył Sam. Był on po prostu zimny. Jeszcze bardziej przenikliwy niż chłód jaki powoli zaczynał zanikać dzięki czemu śnieg jaki do tej pory zalegał na ziemi, z wolna zaczynał się topić. Sam, to jednak nie przeszkadzało, a wprost przeciwnie.
-...Skazuję cię na śmierć- Inkwizytorka podeszła do szamoczących się osób i nie czekając na reakcję Vei czy choćby jakiekolwiek pytanie szybkim zdecydowanym ciosem wbiła ostrze rapiera tam gdzie powinna się teraz znajdować czaszka wiedźmy. Jeśli nie trafiła mówi się trudno. Wyrok został wydany więc zapewne sama Vei wykona go bez szemrania. Jeśli natomiast trafiła... resztki śniegu zostaną zabarwione czerwienią, z szybka uchodzącą z martwego już ciała wiedźmy. Ciała jakie nie powie po co tutaj była ani dlaczego pragnęła śmierci Sam. Nie, nie zdradzi jej przed światem...
Jednak nie ważnym jest, co się stało. Ważnym natomiast jest fakt iż Inkwizytorka zaraz, po tym zdarzeniu zamknęła ponownie powieki lecz tym razem nie otwarła ich z powrotem... Nie miała już siły, a ciało jej padło bezwładnie na ziemię. Żaden człowiek przecież nie jest wstanie funkcjonować gdy ucieka, z niego życie a tak było w przypadku Sam. Życiodajna krew ulatywała, z niej wraz z każdą kolejną sekundą... Jednak nie było, to ważne. Nie dla niej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pon Sty 18, 2016 3:43 am

Błoto z przegniłymi liśćmi mieszało się ze śniegiem, tworząc obrzydliwą, brązową i chłodną breję w miejscu, gdzie szarpały się Veilore i czarownica. Druga z postaci w tym splocie próbowała wyrwać się pierwszej, wydostać spod przyciskającego ją ciała blondynki, która starała się tak ustawić nadgarstek i dłoń trzymającą rewolwer, aby przezwyciężyć irytująco wymachującą rękę wiedźmy, chcącej powstrzymać jakoś kierującą się w jej stronę lufę.
Warknęła coś, zapewne jakieś przekleństwo. Gdyby teraz puściła dziewczynę, aby dopomóc sobie w odepchnięciu jej ramienia, przeciwniczce udałoby się wyślizgnąć spod niej i może nawet uciec. Vei nie mogła pozwolić sobie na osłabienie uścisku i naporu ciała, ale niewskazane byłoby również ciągłe wiązanie nadziei z dobrym wycelowaniem do czarownicy z broni. Bezsensownie marnowałaby siły, kiedy tamta próbowałaby coś uknuć, żeby zwalić z siebie najemniczkę.
Na szczęście znalazła się dodatkowa para członków. Nie, nie wyrosły jej z pleców, wszakże nie była żadnym mutantem, wyróżniała się ewentualnie protezą. Interwencję nieznajomej w szarym płaszczu spostrzegła dopiero wtedy, gdy w kąciku oka jej zmysł wzroku zarejestrował srebrzystą smugę.
Kobieta wstrzymała w płucach powietrze. Kształt błyskawicznie się zatrzymał, a jego koniec wbił w przytrzymywaną wiedźmę, z której ust dobył się osłabiony, krótki krzyk, jakiego powodem było przedziurawione gardło – bo tam właśnie trafiło ostrze inkwizytorki, w szyję, niewiele pod podbródkiem. Z pozostawionego nakłucia zaczęła intensywnie sączyć się krew. Lepka, soczyście czerwona posoka wypływała z wydrążonej dziury, aczkolwiek czarownica przez chwilę jeszcze wierzgała, ale owe ruchy stawały się coraz słabsze. Nie miała już żadnych szans. Ręka, która tak bardzo przeszkadzała Veilore opadła na ziemię, a do oczu przeciwniczki nabiegła złość i rozpacz.
Moment później najemniczka usłyszała głośny dźwięk osuwającego się na podłoże ciała i wtedy przypomniała sobie, że nieznajoma została poważnie ranna.
A niech to... – wysyczała przez zaciśnięte zęby. Coś trzeba z tym zrobić, ale najpierw...
Veilore podniosła się z wiedźmy, stanęła wyprostowana, po czym wypaliła dwa razy w głowę dygoczącej, duszącej się przeciwniczki. Nastąpiło ostatnie drgnięcie i już duch całkowicie opuścił śmiertelnie ranioną, nierozsądną czarownicę.
Kiedy blondynka przykucnęła przy dziewczynie w szarym płaszczu, zagryzła lekko wargę. Mokra plama na odzieniu wojowniczki nie wróżyła dobrze. Musiała mocno krwawić... Ułożyła zemdlone ciało czarnowłosej w lepszej pozycji, po czym zerwała z czarownicy opończę i podarła ją na pasy, którymi zaczęła przewiązywać ramię towarzyszki w walce. Nie zapomniała również o rapierze. Włożyła broń do pochwy u boku poszkodowanej. Dobrze wiedziała, jak ważna może być dla wojownika jego broń.
W kolejnym etapie pomocy przewiesiła sobie ręce nieprzytomnej przez barki.
Pomóż mi trochę, muszę cię jakoś złapać... – mruknęła, choć zdawała sobie sprawę, że dziewczyna jej raczej nie usłyszy, a jeśli nawet – to nie zrozumie.
Kiedy zdołała ją i siebie podnieść do pionu, pociągnęła inkwizytorkę w stronę drzewa, do którego przyparła ją, dociskając plecami i pośladkami, w tym czasie starając się sięgnąć rękoma jej wiotkich ud.
W końcu się to udało. Na szczęście. Przecież nie mogła poszkodowanej tak tu zostawić, aby zdechła w błocie niczym zwierzęce truchło.
No... – Veilore wypuściła powietrze w momencie, w którym objęła mocno górną część nóg dziewczyny. Teraz najemniczka mogła stabilnie unieść ją na plecach. I wreszcie odejść z tego miejsca... dotrzeć tam, gdzie będą w stanie pomóc rannej.

ZT x2 -> ciąg dalszy APTEKA

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Nie Lip 03, 2016 8:40 pm

W parku zawitał dość niecodzienny gość. Rudy grabarz nie był typem człowieka, który lubi często opuszczać zacisze swojego mieszkania, w którym mógł odciąć się od reszty ludzi, a przy tym całego syfu, który niosą ze sobą. O wiele bardziej preferował godzinami przesiadywanie w swoim fotelu, rozmyślając o tym jaki to jest szczęśliwy, że nie musi już więcej nikogo widzieć i może w spokoju poczytać książkę, napić się whisky, a przy tym pieścić Bethanię siedzącą na jego kolanach. Tak miał w zwyczaju robić, lecz dzisiejszy dzień był jednak wyjątkiem od reguły. Ostatnio w pracy wydarzyło się parę rzeczy, które... Powiedzmy, że niepotrzebnie zaśmiecały mu umysł i wiedział, że jak dziś będzie siedział w domu to nie skończy się tylko na jednej szklance jego ulubionego trunku. Nie mógł przecież do tego dopuścić. Jeszcze tak się nie stoczył, by przychodzić do pracy wstawiony. Ostatnimi czasami jednak nie potrafił się "zdystansować" i jak on mawiał miał "chwilę słabości" co kończyło się zazwyczaj opróżnieniem całej butelki, lub dwóch, a później cóż... działy się rzeczy o których sam woli nie myśleć. Musiał więc dziś znaleźć sobie inne zajęcie, a najlepiej takie trzymające go z dala od alkoholu.
Miał parę rzeczy do załatwienia w mieście. Jakieś zakupy do, których przygotowywał się ładne dwie godziny, by sporządzić dokładną listę i jak najbardziej wydajny plan trasy. Dzięki temu już samo wyjście zajęło mu śmiesznie mało czasu. Jeszcze przed południem miał już wszystko załatwione. Nie mógł sobie pozwolić na bycie niczym nie zajętym, a przy tym pogrążaniu się w swoich rozmyślaniach jeszcze bardziej, bo wiedział, że nie skończy się to dobrze.
Jakoś tak zawędrował do parku. Właściwie tak nie wiedział dokładnie po co. Atmosfera parku sprzyjała zadumaniu, a nie na tym mu zależało w tym momencie. Może liczył na to, że nie będzie tam tylu ludzi co na mieście? Szedł tak po ścieżce ze szkła i wyraźnie niepocieszony spoglądał w niebo. Było szaro i pochmurnie, czyli tak samo jak wtedy, kiedy wychodził z domu. Wyglądało jakby zaraz miało się rozpadać, a nie mogło. Trochę go to irytowało, ponieważ jak taki głupek łaził z parasolem, który otwierał tylko na parę sekund, jak tylko zaczynało mżyć, a później musiał go chować, bo zaraz przestawało. Istne utrapienie, ale co zrobisz? Matthew nie cierpiał mieć mokrych ubrań, do tego stopnia, że nie obchodziło go to, że wyglądał jak debil starając się tego uniknąć.
Udało mu się zawędrować nawet do altanki, w której nikogo nie było. Jak widać normalny pan i pani typowy mieszkaniec Wishtown również stwierdzili, że dzisiaj będzie padać i darują sobie umizgi w altance. Jak cudownie. Nie dość, że znalazł sobie miejsce gdzie będzie mógł sobie w spokoju zapalić, to jeszcze nikt nie będzie go widział z wypchaną torbą z zakupami, co go w dziwny sposób krępowało.
Wyciągnął więc swoją fajkę, ugniótł w niej tytoń, a przy tym wielce niepocieszony stwierdził, że musi się w niego zaopatrzyć i odpalił. Zaciągnął się. Pokręcił głową widząc mokrą ławkę, przez którą musiał stać i wbił wzrok w zwilżone lekkim deszczem drzewa. Ogarnęło go dziwne uczucie. Nie mógł do końca sprecyzować co to było, ale najbliżej była lekka melancholia. Chyba dziś będzie musiał dać za wygraną swojemu durnemu poczuciu winy i wróci do czym prędzej do domu do swojej ukochanej butelki whisky. Tylko na to miał w tej chwili ochotę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosaline
Różyczka
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Malutki park   Czw Lip 14, 2016 9:16 pm

Jaki wspaniały dzionek! Po prostu idealny na spacerek po parku!

Z takiego założenia – jak bardzo antagonistycznego do punktu widzenia pewnego rudzielca – wychodziła inna osóbka o jeszcze bardziej nietypowym kolorze włosów. Nasza mała Różyczka oczywiście. Znużona siedzeniem w domu i doglądaniem sióstr, a skuszona pierwszymi letnimi promykami słońca, zdecydowała się opuścić dom rodzinny w celu dotlenienia się – ot tak dla zdrowotności, jak to zwykł mówić jej ojciec. Co prawda dla niego szczytem dbania o rzeczoną zdrowotność było kopcenie fajki na przydomowym ogródku – no ale, przynajmniej mówił dość rozsądnie.

Gdy dotarła do parku, pogoda ją srogo rozczarowała. Kilkanaście minut temu, kiedy opuszczała dom, niebo było ładne, czyste i nic nie wskazywało, by miał lunąć deszcz. Ale teraz niegdyś błękitny nieboskłon nabrał niepokojąco zszarzałego odcienia, a do tego zdecydował na odgrodzenie się od reszty świata grubą warstwą chmur. Rose zmarszczyła nos. Nie po to się tutaj targała, aby zaczęło tak nagle, samo z siebie – o zgrozo, padać. Niby odbębniła już spacer, ale moknąć nie zamierzała. A jakby była burza… Chowanie się pod drzewami to najprostszy sposób na samobójstwo w takich okolicznościach… W sumie to romantyczne. Taka śmierć… Jak Romeo i Brzoza. Jednym, krótkim do tego słowem – odlot. Czysty odlot!

Mimo narastającej świadomości, że jak lunie deszcz, to w towarzystwie piorunów, nie zrezygnowała jednak ze spaceru – wręcz przeciwnie. Maszerowała dzielnie ścieżką, jednak z żołnierską czujnością przyglądając się niebu, posyłając w jego stronę co jakiś czas ostrzegawcze spojrzenie, zupełnie jakby chciała przekazać sklepieniu niebieskiemu, że jak choćby jedna kropelka wody spadnie jej na nos, a niebo przetnie chociaż jedna błyskawica, Rosia tak mu nakopie do tyłka, że nie będzie wiedziało, gdzie tęcza ma początek, a gdzie koniec. Ma moknięcie w żadnej postaci nie miała ochoty – co się więc Rosi dziwić? Hm, może na przykład temu, że nie wiem… Nie wzięła ze sobą parasola?

Tak przykładowo, pff.

Co jakiś czas zbaczała ze ścieżki w celu zerwania kwiatków, które wolno sobie rosły i tu i ówdzie. Owszem, bała się, że dostanie reprymendę, ale przecież one rosły tu dla każdego… A i tak kiedyś zwiędną… Więc czemu nie mogą pocieszyć przez ten jeden dzień oczu Różyczki robiąc za jej wianek? Dużo tu ich nie było… Kaczeńce, stokrotki, kwitnąca koniczyna… Zwykłe kwiatki, ale przynajmniej ładne. Najbardziej lubiła pleść wianki z koniczyny właśnie, a to przez wzgląd na jej ciekawe zabarwienie. Taka ciekawostka o Rosi.

Kwiatki ładowała wręcz hurtowo do sukienki, którą przytrzymała tak, by mogła coś ukryć pomiędzy jej falbanami. Pozostało tylko znaleźć dogodne miejsce, w którym mogłaby przysiąść i przystąpić do produkcji. I właśnie dlatego ucieszyła się, gdy znalazła altankę. Niestety, ktoś w niej był… Ale hej, nie powinno być to chyba problemem… Nadęła lekko policzki i przyspieszyła kroku, starając się jednocześnie upuścić jak najmniej kwiatków.

Akuku! – zawołała radośnie do rudzielca. Bo kto normalny mówi „dzień dobry”? Na pewno nie Rosie. Takie zwroty są dla słabych! – Nie będzie problemu, jak usiądę sobie w pańskim towarzystwie? – spytała się uprzejmie. – Nie chcę panu przeszkadzać, po prostu… Pod altanką jest chyba najlepsze miejsce na robienie wianków! – paplała radośnie, nadal stojąc przed altanką i nie zdając sobie kompletnie sprawy, że choć nie chciała przeszkadzać Mattowi, właśnie zrobiła to swoim niemalże dziecięcym gawożeniem.


___________________
MyśliMowa

karta postaciinformacjeposzukiwaniarelacjewarsztat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Wto Sie 02, 2016 2:53 am

Chroniony przed mżawką w altance, stał jak taki kołek i gapił się w przestrzeń. Niebo nadal było szare, a reszta świata jakby chcąc się mu przypodobać, również odrzuciła swoje barwy. Cała ta aura wprowadzała go w przygnębiający nastrój, co mogło się wydawać wręcz fatalne mając na uwadze, że wyszedł z domu tylko po to, by nie czuć przygnębienia, ale ten cały brak jakiegokolwiek klującego w oczy koloru był dziwnie kojący. Można było również dosłyszeć śpiew ptaków, które jak widać nie miały w naturze przerywać swoich codziennych rytuałów ze względu na jakiś tam deszcz, co potęgowało w nim jeszcze to słodko-gorzkie uczucie. Przedziwne jak takie nieistotne rzezy mogą tak zadziałać na człowieka, było to wręcz żałosne, ale zamiast się nad tym zastanawiać wolał się porwać temu błogiemu, z lekka melancholijnemu uczuciu spokoju. Nic nie było w stanie wyprowadzić już z tego stanu... no chyba, że znalazłaby się tu nagle jakaś różowo-włosa istota, która za cel w życiu postawiłby sobie brutalne wyrwanie z tej chwili.
Wyraźnie zdziwiony opuścił wzrok na niewielką osóbkę stojącą tuż obok i uniósł brwi w dezaprobacie.  Nie sposób było nie rozpoznać ów dziewczęcia, bo był to nikt inny jak tylko krawcowa, u której zwykł zamawiać swoje odzienie. Doprawdy osobliwa persona, ale że czerpał korzyści ze znajomości z nią i utrzymywania w miarę dobrych stosunków, postanowił ugryźć się w język i nie komentować jej infantylnego zachowania, a jedynie się uśmiechnął i co było niesłychane, nie był to jeden z jego wyraźnie złośliwych uśmiechów, choć bardziej uważny obserwator mógłby się dopatrzeć sporych pokładów ironii.
- Moje uszanowanie panno Endeavour. - Ukłonił się, zdejmując przy tym cylinder. - Ależ skądże, będę iście zaszczycony panny towarzystwem. Nie wiem skąd u panny to przeświadczenie, że mogłaby mi panna w jakikolwiek sposób przeszkadzać. - odparł prostując się. Wypuścił dum z ust i z lekkim rozbawieniem (oraz politowaniem) począł się przyglądać Rosaline. - Z całym szacunkiem panno Endeavour, ale stanowczo odradzam siadanie na którąkolwiek z tych oto ławek, iż zakładam, że nie ma panna ochoty pobrudzić swojej sukni. Z resztą, czy nie są to kwiaty z parku?Zdaje sobie sprawę panna, że nie jest to zgodne z prawem, a ja jako przedstawiciel władz, jestem zmuszony odprowadzić pannę na przesłuchanie? - Kpił sobie z niej, ale po prostu nie mógł się powstrzymać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pią Sie 25, 2017 4:09 pm

| Po spotkaniu z Devil |

Sama nie wiedziała, jak się tu znalazła.
Pamięta tylko tyle, że ocknęła się na jednej z tutejszych ławek. I że bolały ją wszystkie kości. I że w ogóle było jej niewygodnie. Ale nie to było najważniejsze. Istotniejsze było to, że... nie miała pojęcia, gdzie jest (chociaż powoli zaczynało jej się wydawać, że to jakiś park). Ale jeszcze gorszy był inny typ niewiedzy. Dotyczący jej samej. Kim ona, do kurwy nędzy, jest?! Może to jakiś sen, z którego lada chwila się obudzi? Uszczypnęła się w prawe przedramię, co nie pomogło. A to dziwne, pomyślała.
Wstała gwałtownie i zaczęła się przechadzać po parku (dziwne było to, że nie znała swojego imienia i nazwiska, i w ogóle tego kim jest, a nazwała po imieniu to miejsce... dziwne, naprawdę dziwne, w ogóle to wszystko tutaj było dla niej... nienormalne, i nawet nie przeszło jej przez głowę, że to może po prostu ona jest nienormalna, co z czasem ulegnie zmianie). W te i wewte. W jedną, potem drugą stronę, nerwowo wydreptując malutkimi nóżkami o nawierzchnię. Chodząc, ocierała się ramieniem o innych przechodniów, a ci odwracali się w jej stronę, nierzadko pukając palcem wskazującym o własną skroń. To był dość wymowny gest... nieprawdaż?
Ale ona nie zwracała na nich uwagi. Na nikogo. Po dość długim kręceniu się w te i wewte usiadła ponownie na ławce i ukryła twarz w dłoniach. Ale nie płakała. Chyba nie była w stanie. Ale fakt faktem, to, że trzęsła się jak galareta, nie ustąpiło. Ba, drgawki nasiliły się. To pewnie przez nadmiar emocji, wywołany wieloma emocjami, naraz kłębiącymi się pod jej czaszką. Nie warto nawet próbować zaczynać ich wymieniać, było ich tak wiele.
A ona siedziała i siedziała. I trzęsła się. Ale nie płakała. Jej oczy były suche, podobnie jak policzki.
Nawet nie wiedziała, że ma ze sobą torbę, w której znajduje się zeszyt, będący odpowiedzią na jej wszystkie pytania. Ah, gdyby tylko wiedziała... świat, jej cały świat automatycznie obróciłby się o sto osiemdziesiąt stopni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 207
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pią Sie 25, 2017 5:16 pm

Saja szła spokojnie po ścieżkach parku. Szczerze mówiąc, to łaziła po nim bez większego celu. Dziewczyna, co jakiś czas się, zatrzymywał i spoglądał raz w prawo, raz w lewo szukając czegoś? No właśnie ale czego? W parku jakoś nic nigdy ciekawego się nie działo. Jednak spokój oraz cisza od miasta przyciągała do zielonego zacisza. Nagle jej wzrok przykład postać dziewczyny. Tak mogła, to spokojnie ocenić, bo znajdowała się już nie daleko ławeczki na której ona siedziała. Wyglądała bardzo dziwnie. Dosłownie trząsła się, ale nie zimna, tylko ze strachu. Saja podeszła bliżej niej, starając się jej nie przestraszyć. Wyglądała jej na zagubioną osobę, ale mógł ją też ktoś napaść i skrzywdzić? No cóż młoda Inkwizytor-ka postanowiła pomóc dziewczynie. Podeszła jeszcze bliżej, a tak dosłownie, to przystaneła na w prost niej. Uśmiechając się szepnęła spokojnym głosem :
- Witaj może Ci pomóc? Siedzisz tutaj całkiem sama. Może Cię ktoś skrzywdził? Biedactwo. - mówiąc ostatnie słowa ze zmartwieniem. Saja nie usiadła obok niej, ale szybko dodała czułym głosem :
- Nie mam zamiaru Cię skrzywdzić. Więc nieasz się czego obawiać z mojej strony.
Dałaś obserwacja dziewczyny z której wywnioskowała, że z pewnością jest głodna i ziębnięta. Jednak nie chciała jej narazie nic proponować, żeby jej nie wystraszyć jeszcze bardziej niż teraz. W tym momencie chciała się dowiedzieć, co Tutaj robi? Taka samotną? I dla czego spędziła tutaj noc? Tak widać było po jej policzku, że ma małe odbicia na nim od ubrania.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pią Sie 25, 2017 6:35 pm

A ona jak siedziała, tak siedziała. W sumie, jej myśli nie zmieniły się zbytnio, o ile w ogóle. Nadal była roztrzęsiona, zrozpaczona i – co chyba najistotniejsze – zagubiona. Ale wiadomo, najistotniejsze nie oznacza najlepsze. Tak czy owak, na chwilę podniosła głowę i zaczęła przyglądać się przechodniom. Podobnie jak to było wcześniej, ci spoglądali na nią przelotnie, niektórzy pukali się w głowę, widząc ją, ale fakt faktem, ludzi poświęcających chociażby odrobinę czasu na widok roztrzęsionej Esther było mniej. Zdecydowanie mniej. Ponownie skryła twarz w dłoniach, a kiedy ponownie ją podniosła, zauważyła (i poczuła na sobie ów wzrok) jakąś kobietę. Esther oceniła, że ta jest starsza od naszej lalkarki (nawiasem mówiąc, dobrze by było gdyby chora na amnezję czarownica zdawała sobie sprawę, że ma taką, a nie inną profesję), no ale nie ma co oceniać po wyglądzie, wiele ludzi nie wygląda w ogóle na swój wiek. Spójrzmy na taką Esther. Ma szesnaście lat, a wygląda młodziej. O wiele młodziej. Tak czy owak, nieznajoma odezwała się do niej dość kojącym tonem. Szeptem, dokładniej to określając. Czarownica spojrzała na nią kątem oka, by w końcu odchylić się nieco w ten sposób, że dzięki temu mogła całym ciężarem pleców oprzeć się o oparcie ławki. I przyglądała się jej. Oczywiście, nadal się trzęsła, ale... już nie aż tak bardzo, jak to było wcześniej, tak czy owak różnica ta nie była jakaś powalająca.
Nie wiedziała, co myśleć o tym, co usłyszała. Prawie się rozkleiła (ale, całe szczęście nie doszło do tego), słysząc pierwsze zdanie... co do słowa "biedactwo", poczuła się dzięki temu jak jakieś małe dziecko. Nie spodobało jej się to. Tak czy owak, postanowiła tego nie skomentować. Nie odpowiadając, wciąż się przyglądała jej pięknym oczom. Na chwilę zapomniała o swoim problemie: o niewiedzy odnośnie siebie samej i o niewiedzy w wielu innych kwestiach. W tym czasie kobieta bynajmniej nie zajęła miejsca obok niej. A Esther jak nie odzywała się, tak wciąż trzymała język za zębami. Do chwili, w której usłyszała kolejne słowa. Tym razem Esther jednak zabrała głos.
- Wierzę pani. – powiedziała to dość cichym tonem, i zdobyła się na lekki uśmiech. Ale po chwili drgawki wróciły, a sama czarownica skryła ponownie twarz w dłoniach. Jednak, podobnie jak to było wcześniej, nie rozpłakała się. I nic nie wyglądało na to, że tak się stanie. To dobrze, czy źle? Zależy, jak kto patrzy.
Trwała tak i trwała i nic nie wyglądało na to, że Esther szybko zmieni swoje położenie. O, albo odezwie się w jakikolwiek sposób. Może zapomniała, że od teraz ma towarzyszkę? Chociaż, być może "towarzyszka" to niezbyt trafne słowo, nie wiadomo w końcu ile czasu będą w swoim towarzystwie. Ale czarownica chyba nie miała zamiaru ponownie odchylać głowy... a przynajmniej tak się mogło wydawać.
Co będzie dalej? To z pewnością zależy od dwóch kobiet. Chociaż, może nie po równo, no ale jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 207
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pią Sie 25, 2017 6:57 pm

Widząc jej zachowania, dostrzegła że coś się stało, o czym może nie miała chęci, a może i nie tak samej chęci, ale ze strachu nie mogła rozmawiać o tym. Saja więc chcąc skrócić ich odległość usiadła obok niej na ławce. Nie patrzyła jednak w jej kierunku. Jej wzrok wędrował po ziemi. Saja podniosła delikatnie prawą dłoń w kierunku swoich ramion i rozpięła klamrę od płaszcza. Inkwizytor-ka pociągła go w dół, a sam płaszcz opat jej delikatnie za plecy. Dziewczyna zabrała go i delikatnie odkryła nim młodą dziewczynę siedząca tuż obok. Miała nadzieję, że w ten sposób poczuje się pewniej i nie będzie już taka nieśmiała. Przynajmniej na tyle, że ponownie ujrzy jej uroczą twarzyczke o pięknych oczach i jasnym uśmiechu. Tak uśmiech choć lekki wydała się dla Saji bardzo piękny i pogodny. Czarnowłosa nie mogła jej tak zostawić samą na pastwę losu. Czuła wewnętrzną chęć pomocy obecnej obok niej dziewczynie.
- Na imię mam Saja. Miło mi Cię poznać. - kierując te słowa, dziewczyna uśmiechnęła się i spojrzała w jej kierunku, mając nadzieję, że podniesie skrytą twarz w delikatnych dłoniach. Saja wiedziała, że dziewczyna raczej ciężko nie pracuje. Miała bardzo zadbane i delikatnie dłonie. Stworzone w prost do delikatniejszej pracy. Uśmiechnęła się poraz kolejny :
- Zdradzisz mi swoje imię?
Usiadła już nieco wygodniej, opierając obie ręce, o kark. Patrzyła przed siebie, w prost na drzewo po którym wędrowała wiewiórka. Saja jeszcze bardziej się uśmiechnęła dodając ;
- Spójrz na nią. Jest taka piękna i zwinna. Z taką gracją skaka po gałęzi. To rzadki widok w tych stronach.
Nie chciała obrazu zasypywać ją stertą pytań. Wolała zaczekać na odpowiedni moment, aż sama zechce porozmawiać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Sob Sie 26, 2017 4:50 pm

Był jakiś plus. Dzięki kobiecie chociaż na moment zapomniała o swoim problemie. A raczej: problemach, bo jej niewiedza spowodowana amjezją dotyczyła wielu spraw. Chociaż, można to równie dobrze nazwać w liczbie pojedynczej. Wszystko jedno, jak kto woli.
Było jej miło, jak jej towarzyszka zajęła miejsce obok niej na tej samej ławce. A jeszcze bardziej, gdy została okryta jej płaszczem. Esther nie próbowała nawet protestować, ba, złapała za końcówki płaszcza i pociągnęła tak, że niemożliwym było, by ten spadł z jej ramion.
- Ja... dziękuję – nie patrzyła się na nią i nawet nie wiedziała, dlaczego.
- A ja... ja... – zająknęła się, kiedy tamta przedstawiła się jej. Ale szybko znalazła dobrą, alternatywną odpowiedź. - a czy to takie ważne, jak mam na imię? – mówiąc to, błądziła wzrokiem po ziemi. Kurczę, czemu nie odpowiedziała w ten sposób na samym początku, zamiast jąkać się, nie wiedząc, jaka powinna być jej odpowiedź? Ah, ta jej amnezja...- I mi jest miło cię poznać, Sajo. – mówiąc, uśmiechnęła się nieco za blado w jej kierunku. W końcu i ona zauważyła rudą wiewiórkę. Była doprawdy urocza. Esther, patrząc na nią, znów zapomniała na moment o tym, co jest aktualnie jej problemem. Ale nie odpowiedziała na jej słowa. W sensie że te dotyczące rudawego zwierzęcia, skaczącego po gałęziach. Jedyne, co zrobiła, to skinęła potakująco głową. Ah, to był naprawdę śliczny i cudowny widok! I jeszcze coś dziwnego, Esther potrafiła nazwać zwierzę po imieniu oraz określić jego barwę, a nie pamiętała, kim ona sama jest ani skąd jest, i tak dalej, i tak dalej... to absurd, pomyślała. To wszystko to jakiś absurd!, a jej całe ciało naprężyło się momentalnie. Miała nadzieję, że Saja tego nie zauważyła. W końcu, po jakimś czasie, rozluźniła się. Westchnęła głęboko.
- Nie jest ci zimno? W końcu dałaś mi, mam nadzieję że chwilowo, swoje wierzchnie odzienie... – nie czekała na odpowiedź, gdyż w końcu wpadła na pewien pomysł. Nie myśląc nawet, że jest strasznie głupi, spojrzała głęboko w jej otoczone pięknymi tęczówkami źrenice i odparła:
- Przepraszam za śmiałość, ale wiesz może kim jestem? – i dopiero po fakcie zrozumiała absurdalność swojego pytania. Że to było co najmniej śmieszne. Przestała wierzyć, że tamta może jej w ten sposób pomóc. Ale nie przeprosiła. Już się – przynajmniej na razie – nie odzywała. Bała się bowiem, że może jeszcze bardziej pogorszyć swoją sytuację. Zamiast tego utkwiła wzrok w swe splecione i ułożone na kolanach dłonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 207
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Malutki park   Nie Sie 27, 2017 1:42 pm

Siedziała i słuchała słów młodej ślicznej dziewczyny. Cieszyła się, że jednak odsłonęła twarz. Dzięki temu mogła znowu ukradkiem, spoglądać na jej uroczą twarz. Kiedy wspomniała czy warte jest znać jej imię? Dla Saji taka informacja była istotną, bo szczerze mówiąc imię oraz nazwisko dużo zdradza o danej osobie. Pomijając już fakt samego zwracania się do niej. No cóż może Saja wymyśli jej jakąś nazwę tym czasowo zanim się do końca nie przedstawi. Miała już na myśli urocze słowo wybrane tylko dla niej, kiedy do jej uszu dobiegły ostatnie jej słowa. Na twarzy czarnowłosej pojawił się lekki uśmiech, lecz jej wzrok się zmienił. Jej wyraz twarzy wyglądał bardziej na zamyślony. Patrzyła przed siebie nic nie mówiąc przez chwilę. W głowie Inkwizytor-ki pojawiło się tysiące myśli dotyczące tej siedzącej obok niej piękność. W duchu Saja rozmyślała nad jej przypadkiem dla czego nie pamięta swego imienia? A skoro go nie pamięta to nawet nie wie z pewnością gdzie mieszka? I w ten sposób Saji zrobiło się lekko na sercu. Czuła, że nie może jej tak zostawić i że musi postarać się w jakiś sposób jej pomóc. Wracając z obłoków na ziemię, jej wzrok zatrzymał się na niej. Głos Inkwizytor-ki był jeszcze milczy i cieplejszy niż wcześniej ;
- Nie jest mi zimno.- uśmiechnęła się, po czym mówiła dalej :- Przykro mi, ale nie wiem tego, gdyby wiedziała nie pytałambym o nie. - jej twarz przybrała kształt bardziej uczuciowy, a jej prawa dłoń spoczęła na ramieniu towarzyszki ;- Jeśli chce pomogę Ci dowiedzieć, lub przypomnieć sobie kim jesteś? A dopóki tego się nie dowiemy, to będę Cię nazywać " Laleczką " o ile nie masz nic przeciwko temu?
Wygląd i delikatna twarz oraz dłonie idealnie pasowały jej do wyglądu porcelanowej laleczki, jednak nie miała zamiaru jej o tym mówić, aby nie poczuła się w jej towarzystwie nieśmiało. Czuła wewnątrz siebie, że zagadka odkrycia tożsamość "Laleczki " będzie niezwykłą przygodą na ten wieczór i może na kolejne. Spojrzała w kierunku drzew mówiąc ; - Może razem wspólnymi siłami uda nam się odkryć coś co pamiętasz? Może pomogą na kilka pytań. Nie musisz na nie odpowiadać, ale może dzięki temu nasuną Ci się jakieś bliższe myśl? Więc jeśli mogę zadam Ci kilka podstawowych pytań.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Pon Sie 28, 2017 9:49 am

Nie wiedziała, że Saja uważa ją za ślicznotkę. W sumie, Esther była takiego samego zdania co do czarnowłosej dziewczyny. Siedziały tak, Saja zabrała głos a czarownica (w sumie, ciekawe co by było gdyby towarzyszka lalkarki dowiedziała się o tym, kim ta w rzeczywistości jest... no ale sama Esther też nie miała pojęcia) przysłuchiwała się jej, chociaż trzeba przyznać, że nie było to dla niej łatwym zadaniem. Po prostu prawie wszystkie jej myśli były zajęte pytaniem odnośnie jej tożsamości. I wieloma podobnymi pytaniami, dotyczącymi, oczywiście, jej samej. Ostatnie słowa przed wypowiedzeniem słowa "laleczka"zostały przez Esther zupełnie zignorowane, więc dziewczyna, słysząc owe wyrażenie, jakby obudziła się z jakiegoś transu. Laleczka? Kurde, skądś ona zna to słowo... tylko skąd? I nagle w jej sercu rozpaliła się nadzieja, że oto zaczyna sobie coś przypominać... tyle że... jaką rolę w jej życiu pełni owo wyrażenie? Nie miała pojęcia. Ale miała nadzieję, że już wkrótce się tego dowie. A może... tylko się jej tak wydawało? Może jest inny powód, że na dźwięk tego słowa w dziewczynie się coś tak jakby przebudziło? O ile jest to odpowiednie określenie.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że po usłyszeniu pytania milczała naprawdę długo. Postanowiła to nadrobić sympatycznym, już tylko odrobinkę (oczywiście, nie celowo) zagubionym uśmiechem oraz odpowiedzią.
- Mhm – założyła sobie pasmo włosów za ucho – W porządku. Możesz tak do mnie mówić.
Oparła się o oparcie ławki i westchnęła głęboko. Wtedy usłyszała, jak Saja zabiera głos ponownie. Esther spojrzała na nią rzeczowo i skinęła lekko głową, ale, co jest dość oczywiste, po krótkim zastanowieniu. Do tego wypowiedziała krótkie "dobrze", bo co innego mogła odpowiedzieć? No właśnie, co? I uznała rzeczywiście, że wypowiedziała odpowiednie słowo, dobre jako odpowiedź na słowa Saji, które padły tuż przed chwilą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 207
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Malutki park   Sob Wrz 02, 2017 1:47 pm

Saja czuła wewnętrzne zadowolenie, że dziewczyna przestała na jej propozycję. Uśmiechając się z lekka wstała z ławeczki i delikatnie przyciągła się. Stojąc prosto rozgląda się ukradkiem raz w prawo raz w lewo, po czym zrobiła mały krok do przodu.
- Pamiętasz może jak się tu znalazłaś? Albo po co tutaj przyszłaś? Może miałaś się tu z kimś spotkać? - zrobiła kolejny krok do przodu, po czym obróciła się twarzą w prost na uroczą dziewczynę. Nagle jej wzrok przykuła niewielka torebka i jej dość interesująca zawartość.
- Powiedz mi "Laleczko " a ta torebka leżąca obok Ciebię, to Twoja własność? Jeśli tak, to z niej wystaje zeszyt lub notatnik może w nim coś znajdziemy? - uśmiechnęła się zastanawiając się w duchu, co tej piękności się stało, albo może na coś choruje? Akurat te pytania wolała zostawić na sam koniec. Miała nadziej, że w tym zeszycie znajdą się jakieś choć podstawowe informację na jej temat. Inkwizytor-ka stała spokojnie i rozglądała się po parku. Promienie słońca przedostawały się przez uporczywie przez koronę liści. Ciepło dawało się troszkę we znaki czarnowłosej. Mimo lekkiego ubioru było jej wystarczająco ciepło. Postanowiła więc jak nigdy wcześniej, zdjąć swój metalowe rękawice. Delikatnie sunęła je z dłoni i przypieła do pasa. Mówiąc z cicha " teraz będzie o wiele lepiej"przypinając je, "Laleczka " mogła zauważyć miecz z herbem Inkwizycji.


Ps; Wybacz, że tak krótko i że tak długo musiałaś czekać, ale teraz mam straszny młyn w pracy. Na przyszły tydzień będzie lepiej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Sob Wrz 02, 2017 3:03 pm

Pokręciła głową.
- Niestety nie... nie pamiętam. – była bliska płaczu, lecz udało jej się, w miarę szybko, opanować. - Nie wiem, jak się tu znalazłam i czy z kimś się umówiłam. – spojrzała w jej oczy – I co ja teraz zrobię? – zacisnęła powieki i ponownie udało jej się stłumić potok łez. Ale nie myślała o tym, nie pomyślała nawet, że powinna być z siebie z tego powodu dumna. Bardziej zamartwiała się tym, co teraz z nią będzie. Może to sen? Coraz bardziej wątpiła w tę opcję. Uszczypnięcie nie poskutkowało, na dodatek, oprócz niewiedzy na temat jej samej wszystko było... no, normalne. A to nie jest cecha snów. Dziwne było też to, że znała to słowo, zresztą podobnie, jak wiele innych, a nie wiedziała, kim jest... To absurdalne, pomyślała i uderzyła się w czoło rozpłaszczoną dłonią a dokładnie - wewnętrzną jej stroną w czoło w wyrazie swojej frustracji. A jednak, sądziła iż to jawa...
Usłyszawszy kolejne słowa Saji, Esther spojrzała na nią, niemało zaskoczona. Potem swój wzrok przeniosła na torbę, o której tamta mówiła, następnie wyciągnęła zeszyt, na który szczególnie zwróciła uwagę towarzyszka lalkarki, nie myśląc nawet, że głupio zrobiła, nawet nic nie mówiąc, gdy brała zeszyt w swoje drobne dłonie. Początkowo przejrzała go tylko z grubsza, nie zwracając na treść. Może dlatego, że było jej dużo? Zbyt dużo słów. Może przeczyta... potem. Nie spieszy jej się, chociaż, z drugiej strony było odwrotnie, czym prędzej chciała poznać swoją tożsamość, a przecież treść zeszytu mogła jej w tym pomóc! I jeszcze jedna dziwna rzecz: umiała czytać. Zadziwiające, ile rzeczy wie, a jak niewiele o sobie samej! Tak czy owak, wkrótce potem otworzyła na początku.
I to był klucz do wszystkiego.
Oczy Esther zrobiły się nagle wielkie. Czytając informacje znajdujące się na wewnętrznej stronicy okładki, palce jej dłoni nagle wyprostowały się i przez to zeszyt upadł na ziemię. Ani cicho, ani głośno, ot, umiarkowanie.
Czy kiedykolwiek była w tym stanie? A skąd mogła wiedzieć? Zwłaszcza ze względu na jej amnezję, ale nie potrafiła w ten sposób, po imieniu, nazwać tego, co jej dolega.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 207
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Malutki park   Nie Wrz 03, 2017 3:55 pm

Przyglądała się jej reakcji, która wyglądała nieco zabawnie. Można rzec, że Saja musiała powstrzymać się od wybuch śmiechu. Taka uroczo, to wyglądało. Zachowanie Laleczki w tym momencie, przypominało czarnowłosej małe słodkie dziecko, które klepiąc się w śliczną główkę próbowało sobie coś uporczywie przypomnieć. Dziewczyna stała i wpatrywał się w tajemniczy zeszyt. Oczywiście nie miała zamiaru go zabrać i samej przeczytać. Dbała o czyjąś prywatność, przynajmniej narazie. Troszkę inaczej, to wygląda gdy musi przeszukać czyjeś mieszkanie, żeby zdobyć cenne informację. Wtedy Saja bez większych wyrzutów sumienia myszkuje po obcym mieszkaniu. Taką niestety ma pracę, ale pracę która sprawia jej przyjemność. Saja odeszła trochę do tyłu, aby towarzyszka mogła w spokoju przeczytać swoje zapisy. Inkwizytor-ka miała nadzieję, że znajdźe tam zapis na temat swojego miejsca zamieszkania, swojej rodziny, przyjaciół czy znajomych. Patrząc na nią wyczekiwała momentu, aż się odezwie, jednak jak na złość dziewczyna tylko czytała i milczał przy tym jak grób. Dla tego też młoda Panna nie mogła wytrzymać i zapytała ;
- No i jak znalazłaś jakąś informację o sobie? Jeśli nie, to może znajdziesz coś ciekawego w tej torebce? Kobiety zawsze oprócz zeszytu, czy tam pióra noszą coś więcej.- stała i rozmyślała nad zawartością torebki. Szczerze mówiąc wyglądała na dość okazałą. Zakładając, że nie nosi tam kamieni, czy jakieś cegły? Saja podejrzewała, że mogłaby posłużyć do samo obrony. Załóżmy, że walnie nią potencjalnego złodzieja, to z pewnością się szybko nie pozbiera, a ona zdąży uciec. Czarnowłosa przymarszczyła brwi na tą myśl, bo "Laleczka " Noe wyglądała na kogoś zdolnego do samo obrony, raczej szybciej wszystko by oddała, a potem się rozpłakała. Przypominała jej teraz bardziej bezradną dziewczynkę, zagubioną w nieznanym dla niej świecie, lecz mimo płukania potrafiła zachować zimną krew. Przynajmniej nie ucieka i nie krzyczy. Saja podeszła bliżej, ale nie usiadła, tylko stała nadal.
- Może tak przejdziemy się? Taka ładna pogoda szkoda siedzieć na ławce. - uśmiechnęła się.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Malutki park   Sro Wrz 06, 2017 8:03 am

Tak, właśnie tak. Była w niemałym szoku, po tym, co przeczytała w zeszycie. A raczej w pewnej jego części. Pochyliła się, oparła łokcie o kolana a twarz skryła w dłoniach, jednak nie trwała zbyt długo w tym stanie. Wkrótce potem wyprostowala się, westchnęła głęboko i spojrzała na Saję.
- T-tu pisze – zaczęła lekkim zająknięciem – Że jestem Esther Rodriguez. Że jestem czarownicą i że mam amnezję dysocjacyjną. – zrobiła dłuższą pauzę, pewnie na ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie. - A skoro pisze o amnezji, to znaczy, to znaczy że... to o mnie. I nie, nie muszę jednak buszować w swojej torebce, by się czegoś dowiedzieć. – trochę szperała spojrzeniem po okolicy, po czym jej wzrok ponownie utkwił w spojrzeniu towarzyszki. Była taka piękna, zaiste! Esther nawet nigdy by nie pomyślała o sobie w ten sposób. Ot, już taka była. - Tutaj jest napisane wszystko. A skoro nie pamiętam, kim jestem, a tu pisze o amnezji, to tak, to na pewno jest o mnie. – na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Ale takiego szczerego, sympatycznego, który, gdyby go tylko nieco wzmocnić, mógłby roztopić góry lodowe. Nie zwróciła nawet uwagi, że powtórzyła swoje słowa. Te o amnezji. Ale... czy to było aż tak ważne? Może w ten sposób chciała to podkreślić?
Posiedziała tak jeszcze chwilę, próbując oswoić się z przeczytanymi informacjami. Chciała do nich przywyknąć. Początkowo zignorowała propozycję Saji, ale nie trwało to długo. Po krótkich czasie spojrzała na nią ponownie, uśmiechnęła się tym samym, mimo wszystko jeszcze z lekka zagubionym uśmiechem, po czym wstała powoli, a zeszyt schowała do torby. Tam, gdzie jego miejsce.
- W porządku – nie odrywała przy tym wzroku od jej oczu – W porządku, możemy się gdzieś przejść... – podrapała się wymownie po przedziałku – ...tyle że gdzie? Znasz jakieś fajne miejsce? A może... – na chwilę schowała wzrok, utkwiła go w bucie, którego czubkiem wierciła dziurę w ziemi – ...a może przejdziemy się ot tak, przed siebie, by rozprostować kości? Może być? – powróciła wzrokiem na jej twarz i puściła do niej oczko. Wpadła na pewien pomysł. Przewiesiła sobie torbę przez ramię, a Saję złapała ochoczo za dłoń i pociągnęła – Może się pościgamy? Dajesz, kto ostatni przy fontannie – i tu wskazała palcem drugiej dłoni na marmurowy twór – Ten gapa! – czekała na reakcję Saji, a jeśli ta się zgodziła, pobiegła czym prędzej. Było w niej tak wiele dziecięcej radości! Nieważne, że ma szesnaście lat. Zachowuje się – i, rzecz jasna, wygląda – jakby miała mniej. Może... z dwanaście? Teraz, gdy ponownie pokonała amnezję, cieszyła się ze wszystkiego niczym dziecko, które znalazło zagubioną wcześniej zabawkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 207
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Malutki park   Yesterday at 6:12 pm

Stała spokojnie niczy drzewo, które miało zapuścić po woli korzenie
Stała spokojnie niczym drzewo, które miało zapuścić po woli swoje korzenie. Nie żeby nie słuchała uroczych słów laleczki, można było powiedzieć, że skoncetrowała się włiaśnie na nich. Tak bardzo, że świat wokół niej właśnie przestał istnieć. Drgnęła lekko, kiedy urocza istosta siedząca tuż przed nią, wypowiedział "brutalne "słowa, które trafiły w nią niczym piorun z jasnego z nieba. Nie dawała tego jednak po sobie poznać, choć wiedział co powinna zrobić w tej sytuacji. Niestety czarnowłosa nie była pewna w stu procentach jej słów. Twierdziła, że cierpi na amnezję, więc czemu tak bardzo wieży w ten dziwny zeszyt? W którym zapisywała najskrytsze rzeczy, które mogłby okazać się całkowitą nieprawdą? Inkwizytor-ka  stała jak wryta w ziemię. Patrzyła na nią ze zdumieniem w oczach. Nie wiedziała, że można wierzyć w coś takiego tak łatwo? Ale skoro w to wierzy, to może jest w tym zeszycie jakieś ziarenko prawdy. Postanowiła więc dyskretnie to zbadać, a przedewszystkim spędzić miły czas z śliczną dziewczyną. Uśmiechając się szepła cichym głosem ;
- No to teraz przynajmniej wiesz kim jesteś. Nie przejmuj się tak. Taka miła dziewczyna da sobie radę ze wszystkim. Jestem co do tego przekonana. - przymarszczyła z lekka brwi dodając przy tym słodki uśmiech.
Bardzo spodobała się jej pomysł wyścigu w kierunku fontanny. Mogłaby w końcu rozruszać swoje cale ciało. Najbardziej urzekła ją chwila kiedy chwyciła ją za rękę, to było słodki i urocze. Policzki Saji zrobiły się lekko różowe i poczuła w głębi duszy zakłopotanie, ale nie na tyle silne, żeby dać to po sobie poznać.
Jak przystało na inkwizytor-ke była bardzo szybka, ale chciała zrobić dla niej coś sypatycznego i dała wygrać dziewczynie. Stojąc przy fontannie wyciągła z kieszeni dwie monety. Po czym zbliżyła się do niej mówiąc ;
- Podobno gdy się wrzucić monetę do fontanny i pomyśli życzenie, to ono po pewnym czasie się spełni. Przynajmniej tak słyszałam. - wyciągła dłoń w jej kierunku i gracją podała dziewczynie monete.
- Skoro już tu jesteśmy, żal byłoby nie sprubować prawda?
Odsunęła się od niej trochę w bok, po czym obróciła się plecami w stronę fotanny. Zamkła oczy i wypowiedziała w głębi duszy życzenie. Po chwil otworzyła oczy i obróciła się twarzą w jej stronę mówiąc ;
- Teraz Twoja kolej. Spróbuj, to noc nie kosztuje. - uśmiechnęła się po raz kolejny.

Ps; Wybacz, kolejny będzie lepszy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Malutki park   

Powrót do góry Go down
 
Malutki park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Miejskie ogrody-
Skocz do: