IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pas owocowo-warzywny.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Sybille
Ofiara
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 11/05/2013

PisanieTemat: Pas owocowo-warzywny.    Sob Sty 25, 2014 3:23 pm

Szereg kolorowych stoisk oferujących wszelakie warzywa i owoce. To jedyne miejsce w mieście, gdzie można dostać egzotyczne artykuły spożywcze. Pomimo kuszących produktów należy uważać na niektórych właścicieli, albowiem mogą się okazać sprytnymi złodziejami.
♦ ♦ ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Gru 28, 2015 8:31 pm

Ciemna postać całkiem sprawnie (właściwie, to cholernie sprawnie i zgrabnie, jak na uszkodzoną kostkę, z której ledwo co wczoraj zlazła opuchlizna) przemieszczała się przez ludzi - i nie ludzi. A było ich wszystkich pełno! Któż by nie miał chętkę na tańsze rzeczy, być może nawet lepsze, najczęściej nielegalne! Szkoda tylko, że nowi poszukiwacze okazji nie byli w stanie wykryć oszustwa, choć samej Mary daleko było do empatyzowania z takimi ludźmi. Sama bowiem naciągaczy najczęściej wyczuwała na odległość, nie mówiąc już o ich zachłannym błysku w oku i uśmieszku, który iluzyjnie obiecuje wszelkie dobra za półdarmo.
Idealnie wtapiała się w tłum i nie wychylała się za bardzo. Niczego też nie kupowała, przechodząc z jednego stoiska do drugiego. Niektórzy z tych bazarków być może ją kojarzyli, chociaż siedzieli cicho - i cholernie dobrze. Inkwizycja bowiem miała w garści całe miasto (a przynajmniej zdawała się mieć) i ludzie, którzy za bardzo utrudniali, zazwyczaj kończyli marnie lub po prostu znikali, jeśli nie dało odpowiednio się ich przekonać, a - powiedzmy sobie szczerze - potrafili być bardzo charyzmatyczni. Dlatego też, nic dziwnego, że jakiś człowiek inkwizycji pod przykryciem taniego kapelusza przemieszczał się po tymże miejscu, który tylko pozornie był poza kontrolą i łypał okiem na produkty, ich ceny i nowych biznesmenów, których od  razu zapisywał w pamięci, mając w planach dokonać dokładnej rewizji jego biografii. Czarna Dama, jako osoba czujna i spostrzegawcza, nie ignorowała też klientów, których również zapisywała w pamięci - w szczególności tych wyróżniających się.
Inkwizycja nie była tak święta, na jaką chciałaby uchodzić - a przynajmniej taka nie była Mary i większość jej doświadczonych i sprytnych kolegów, którzy mieli swoje układy i informatorów. Teraz wymieniała z nimi jedynie spojrzenie, krótkie i jakby nic nie znaczące, choć obaj wiedzieli, że mają siebie na oku.
W końcu zatrzymała się dłużej przy jednym ze straganie, nawet nie orientując się, kiedy znalazła się na warzywkach i owockach. Straganem zarządzał jakiś nowy mężczyzna, który był ubrany w jakieś szmaty, lecz jego uśmiech był biały. Właśnie kokietował jakąś kobietę, najwidoczniej chcąc ugrać z kupna jak najwięcej. Jedynie krótko zerknął na Mary, szybko skupiając się na kobiecie w drogich szatach, ewidentnie będąc nowym.
Przesunęła palcami po jednym z wyjątkowo dorodnych jabłek, dyskretnie zerkając na sylwetkę mężczyzny. Prawie w ogóle nie zainteresowała się jakimś wyjątkowo zachłannym klientem, który popchnął ją, mamrocząc jedynie skąpe przeprosiny na odchodne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 82
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Sob Sty 02, 2016 1:46 pm

Miejska arena na której od ranka do nocy toczone są walki. Tak właśnie można nazwać targ miejski na którym, to ścierają się ze sobą trzy siły. Pierwszą, z nich są uczciwi kupcy pragnący sprzedać jak najlepiej swe wyśmienite towary. Drugą grupą są kupcy oszuści jacy zrobią wszystko aby taki przeciętny mieszczanin kupił ich towar niekoniecznie dobry czy też legalny. Trzecią i najważniejszą siłą był czarny rynek... To właśnie dla niego na to targowisko zepsucia przybyła Samael.
Kobieta już od wielu dni krążyła po straganach w poszukiwaniu rzeczy jakie na pewno przydadzą się jej w jej planach oraz co gorsza, w poszukiwaniu jakich ziół uśmierzających ból. Nadal bowiem odczuwała skutki spotkania w altanie. Jej ramię nadal nie było do końca sprawne, a ona sama nadal odczuwała tępy ból starający się przyćmić jej zmysły na tyle aby na jakiś czas musiała zrobić sobie urlop. Jednak ten niechciany przestój sprawił iż kobieta nie wiedziała co ma ze sobą czynić. Przecież ile można przesiadywać w swym pokoju? Ile można włóczyć się po mieście bez celu czy też po straganach w nadziei na coś ciekawego, a nawet jeśli coś przykuło jej uwagę, to po czasie okazywało się iż nie jest ona na tyle sprawna aby móc poczynić jakieś kroki dlatego też cały swój czas przymusowego wolnego spędzała albo w karczmie albo w miejskiej bibliotece gdzie studiowała po raz kolejny dobrze znane sobie woluminy...
Jednak dziś przybyła na targowisko bez celu. Ot tak po prostu dla własnego kaprysu przyznać trzeba, a może miała jakiś cel? Tak naprawde przy niej nie wiadomo czy działa nieświadomie czy raczej pod wpływem impulsu. Nie wiadomo także czy przebywanie wśród ludzi przynosiło jej jakąś ulgę ponieważ nieważnie kiedy się ją spotkała, to na zawsze posiadała tą samą minę obojętności. Jakby cały świat był dla niej jedynie przeszkodą, a ona sama żyła jedynie za karę. Tak było i tym razem... Przemykała przez tłum ze spokojem oraz obojętnością wymalowaną na twarzy nie zatrzymując się przy żadnym straganie jakby tak naprawdę nic ją tutaj nie interesowało. Jednak... Jednak prawda była inna. Przemykając miedzy ludźmi kobieta uważnie przyglądała się otoczeniu jakie na swój sposób ją fascynowało. Przecież w takim miejscu jak, to wyczuwała naprawdę wiele przepięknych rzeczy czy istot. Jej nos był atakowany przez tysiące zapachów. Do uszu dochodziło wiele rozmów, krzyków czy choćby licytacji o dany towar, lecz jej oczy oraz przeczucie widziały coś więcej. Kobieta bowiem podświadomie wyczuwała wszystkie anomalie, a w tym miejscu było ich tak wiele... Gdyby tylko mogła i miała ochotę, to zapewne policzyła by ich wszystkich lecz miała, to gdzieś. Wystarczyło jej iż napawa się esencją tego miejsca. To ją uspokajało. Przynajmniej na chwilę wyciszało... Jednak gdy wreszcie przyjdzie jej opuścić to miejsce zapewne znowu poczuje się jak zwierze zamknięte w zamarłej klatce. Na razie jednak była tutaj. Między nimi wszystkimi.
Dziś bowiem pragnęła wtopić się w tum. W tym oto celu nie zabrała ze sobą swego ekwipunku. Nie odziała się w charakterystyczne symbole organizacji dzięki jakiej mogła by tędy przejść w spokoju zachowując przy tym własną przestrzeń prywatną... Nie chciała tego. Wiedziała dobrze, że w stanie jakim się znajduje nie miało by, to sensu... Przecież nawet w środku miasta Organizacja nie była bezpieczna tak samo jak i wiedźmy... Nikt przecież nie był bezpieczny...
Ta drobna myśl sprawiła iż Sam uśmiechnęła się do własnych myśli nie przejmując sie tym że ktoś mógłby to zauważyć. Przecież i tak nie rzucała się w oczy. Była jak reszta. Zwykłym prostym człowiekiem... Zresztą czasem uwielbiała wtopić się w tłum. Mogła wtedy przecież usłyszeć wiele ciekawych plotek czy też zdobyć przydatne informacje jakie, z czasem mogła by wykorzystać ... Dziś jednak była ponad to. Przecież miała wole!
Możliwe iż dlatego podeszła do jednego ze straganów oferujących egzotyczne owoce. Nie, nie kupi ich. Wprost przeciwnie przybyła tutaj ponieważ do jej uszu dobiegł temat jaki ją zainteresował, a co za tym idzie jej natura zrobiła swoje. Musiała wiedzieć o czym prawią ludzie... A przecież miała zrobić sobie dziś wolne... Cholera jednak przyzwyczajenia, to druga natura...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 11:46 am

Czarna Dama niekoniecznie była zafascynowana tym wszystkim; tutaj chodziło o zwierzęcą czujność, cały czas w gotowości, cały czas ostrzyła zęby na atak wroga,  którego - póki co - nie dostrzegała. Chodziło o dominację, o słodki smaczek przewagi i ryzyka, który jako jeden z nielicznych czynników, wymuszał biegnięcie krwi w żyłach znacznie szybciej, niż normalnie. Życie tego żniwiarza dzieliło się jedynie na szarość i czerwień, słodką, soczystą czerwień w kolorze krwi i lekkiego brązu, gdy już zaschnie. Wczoraj stracili jedną wiedźmę, którą ona i jej towarzyszki dorwały, potorturowały przez niemal tydzień, fizycznie i psychicznie, ach, kaci mieli zwykle takie ohydne fantazje... I stracili na oczach wszystkich. Pewnie wśród gapiów były wiedźmy, ale to dobrze. To była wojna. Zwykła, prosta wojna w kolorze krwi i łez (nie Mary).
Z lekkiego zamyślenia wyrwała ją obecność. Dziwna obecność, niby taka sama a różniąca się od innych, sprawiająca, że czuła dreszcze i oddech przyspieszał. Nie była żadnym psem, była to jedynie intuicja zabójcy, wyczulona na wszelkie dziwactwa.
Czarny kłębek powoli odwrócił się; czarne jak otchłań oczy najpierw spotkały się w brodą, potem powoli przesunęły w górę, aż do piwnych oczu nieznajomej. Jasne, intuicja bywała wadliwa, jej samej niekiedy dopadała drobna paranoja, dlatego niekoniecznie miała ochotę zdejmować kobietę, jednak sprawiała, że teraz przyciągała wzrok żniwiarza bardziej, niż inni. Jej strój był dość maskujący - tak samo, jak i Mary - twarzyczka całkiem ładna, jednak ta dziwna atmosfera... Nie, żeby Czarna Dama miała wokół siebie lepszą, bo od niej to nawet głodne komary uciekają.
- Dobry wieczór - powiedziała krótko, głosem nieco ochrypłym, beznamiętnym. Na przekór, na trupiej twarzyczce Mary pojawił się lekki uśmiech. Zaledwie wykrzywienie ust, pozwalające podzielić emocjonalność twarzy na pół. - Chyba nie bywa pani tutaj często. Jako stary wyjadacz, muszę ostrzec przed oszustami! Ich tutaj co nie miara, nie mają litości dla tych biedniejszych i mniej doświadczonych - pokręciła głową z dezaprobatą, przesuwając wzrok na buty kobieciny.
No cóż, długowłosa sama w sobie jakoś nigdy nie potrafiła utrzymać kontaktu wzrokowego dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 82
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 5:08 pm

Dziwactwa? Takowe określenie można było by nazwać obrazoburczym czy też prowokującym! Jednak w przypadku tej dwójki wszystko było zaplanowane w każdym nawet najmniejszym stopniu... Przecież przypadek nie istnieje.
Jednak coś bądź ktoś musiał kierować ruchami tej dwójki jaka na swój sposób przyciągała się mimo wszystko. Samael bowiem odczuwała dziwną obecność zmierzającą w jej stronę. Obecność jaka zdawała się być wielce drażliwa, a zarazem tak bardzo irracjonalna. Żadna mara bowiem nie była by chętna wpaść w środek tej zbieraniny gdzie mieszały się ze sobą różne światy. Kobieta wyczuwała, to zbyt dobrze... Jednak nie mogła ich ignorować. Nie mogła także pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak... Uczucie, to rosło w niej niczym mała roślinka. Powoli lecz wytrwale paraliżując jej zmysły na tyle by przez chwilę przestała słyszeć gwar rozmów panujących na targowisku. Niedobrze... prosta myśl przemknęła przez jej umysł w chwili gdy usłyszała obcy głos najwyraźniej skierowany ku niej.
-Wieczory nigdy nie są dobre- Odparła odruchowo przenosząc swój wzrok na twarz osoby pragnącej urozmaicić jej wieczór. Kobieta. Blada, o nijakiej twarzy. Najprawdopodobniej mogła być każdym lecz ten delikatny cień uśmiechu sprawił iż przez umysł Sam przeszły same najgorsze myśli. Nikt bowiem nie uśmiecha się w ten sposób, a może po prostu miała już paranoje?
-Dziękuje za radę. - Dodała po chwili odrywając wzrok swój od twarzy kobiety, o pięknie hipnotyzującym czarnym spojrzeniu jakie było wręcz idealnie podobne do jej samego w chwilach gdy musiała zaczerpną pomocy.
-Muszę spytać. Skąd u Pani taka troska o obcych panno..?- Po co zadawała, to pytanie? Po co wdawała się rozmowę, z kimś kogo nie znała skoro przyszła tutaj w innym celu? Sam nie wiedziała czemu, z taka łatwością podjęła grę oraz czemu musiała się wręcz zmusić do zrobienia paru kroków w inną stronę aby utrzymać pozory bycia wybredną kobietą poszukującą czegoś specjalnego na dzisiejszy wieczór...
Pozory.. To one tworzyły teatr życia oraz wyznaczały koniec wszystkiego co znamy. Pozory towarzyszyły ludziom od zarania dziejów lecz w tym konkretnym przypadku nijak nie pomagały Sam. Ona bowiem nie potrafiła pozbyć sie uczucia iż coś ją prześladuje. Podąża za nią w tej konkretnej chwili oraz stara otoczyć się siecią. Jej zmysły ostrzegały ją. Ujawniały jej położenie lecz jednocześnie pragnęły poddać się temu co może sie wydarzyć. Zabawne. Niby wszystko zależy od nas samych lecz, w tej konkretnej sytuacji wynikało iż, to własnie ten znienawidzony los pociąga za sznurki, a może była to jedynie nasza mała Dama?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 6:49 pm

Ten żniwiarz niekoniecznie skupiał się na celach wyższych, dlatego miał gdzieś Boga, los, karmę i inne siły wyższe, na które - najzwyczajniej w świecie - nie miał czasu, ani ochoty. Właściwie, najpewniej - gdyby jej się nie spodobali - zachciałaby ich skrócić o głowę, bo właściwie z tego składało się jej życie; wieczne pościgi, wygrani i przegrani, którzy nie ujrzą nazajutrz słońca, wieczne ryzyko i adrenalina, która napędzała ją do życia.
Nie czuła żadnej wyższej siły.
Za to czuła ciężar sztyletu schowanego w wysokim bucie.
- Wieczór jedynie poprzedza noc, a noc to pora grzechu - odparowała, jakby odrobinę rozbawiona słowami nieznajomej.
Osobiście, nie miała niczego do nocy, gdyż sama wtapiała się w nią lepiej niż ktokolwiek inny. Potrafiła polować i równie łatwo znikać, czego chcieć więcej? Jedynie czasem zdradzał ją księżyc, gdy jej skóra wtem świeciła jak u jakiegoś cholernego ducha, w mig ją demaskując.
Nie była zdziwiona tym, że szybko przestała czuć na sobie spojrzenie kobieciny. Czarna Dama była typem, na którym rzadko ktokolwiek chciał - i umiał - skupić na dłużej wzrok. Sama odwróciła wzrok do straganu, gdzie czarujący sprzedawca próbował wcisnąć jak najwięcej kolejnemu biedakowi.
- Mów mi Mary  - powiedziała, a na jej buźce wciąż igrał ten uśmieszek. Nawet nie drgał. - Przypływ dobrego serca - ha! Serca! Właśnie kilkanaście czarownic poprzewracało się w piekle - ... zatem potraktuj to jako dobrą radę bardziej doświadczonej, bo chyba nie bywa pani tutaj często. A przynajmniej nie zwróciłam uwagi - powiedziała, a jej ton głosu wydawał się być o nutkę cieplejszy. Modelująca nutka, a tyle zmieniła...
Jednak nie na tyle, żeby ta anomalia jej nie uciekła.
A ona, oczywiście, jako urodzony drapieżca, ruszyła w ślad za ofiarą. Przecież takie coś było jedynie otwartym zaproszeniem, jawną prowokacją, niemal uwodzeniem, prawda?
- Pani jednak się nie przedstawiła - powiedziała tuż za jej plecami, stojąc dumnie, bez skrępowania z tym podziałem emocji na twarzy. Naprawdę, to dziwactwo powinno być zaznajomione z podstawowymi prawami natury, mianowicie nie uciekaj, bo to tylko podnieci drapieżnika i zechce się... bawić, pomyślała, a przy ostatnim słówku myśli uniosła kąciki nieco wyżej.
- Pozwoli panienka, abym jej towarzyszyła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 82
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 7:12 pm

Podobieństwa i różnice. One rządziły światem i one nadawały mu sens niczym serce w organizmie... Jednak w tym oto miejscu różnice otaczały jedynie te dwa istnienia ponieważ one same w sobie były niczym innym jak podobieństwem. Obie odziane w czerń... Obie na swój sposób zostały pochłonięte przez ciemność jaka zdawała się być ich domem oraz ostoją. Ciemność bowiem wyzwalała w człowieku wszystko co najgorsze... Ona dawała siłę oraz odbierała wszelakie emocje. Pozwalała aby ludzie stali wobec niej obdarci ze wszystkiego. Nadzy. Uczucia, emocje czy pragnienia uciekały gdzieś w głąb otchłani dzięki czemu tak dobrze można było zrozumieć drugiego człowieka cienia jakiego oczywiście Sam miała koło siebie.
-Lecz czym że jest grzech?-Spytała odruchowo i gdyby mogła zapewne uśmiechnęła by się do niej lecz Sam nigdy się nie uśmiechała. Nigdy także nie ukazywała emocji mimo iz kiedyś uczono ją tego.
-Nie jest on jedynie odzwierciedleniem naszych pragnień? - Zadała kolejne pytanie sunąc dalej wzdłuż straganów jak gdyby jej słowa nie miały ukrytego dna oraz nie zachęcały do kolejnego kroku ku ciemności. Zapraszały ją do potyczki na niewidzialne ostrza jakie tylko one mogły ujrzeć w danej chwili. Kobieta ponownie zatrzymała się przy straganie na jakim zauważyć można było wiele trywialnych owoców i warzyw. Ot nic nadzwyczajnego dla tej dwójki jaka nadal toczyła swą rozmowę niczym para dobrze znanych sobie istot.
-Mary...- Powtórzyła cicho imię jakie padło notując przy tym aby twarz przypisać danemu imieniu jakie oczywiście mogło być kłamstwem jak wszystko inne. Przecież Sam wyczuwała, że to gra. Gra cieni oraz delikatnych emocji. Ponownie przecież podniosła wzrok na jej uśmiech. Ponownie zatrzymała go na dłuższą chwilę zastanawiając się o co tutaj chodzi. Przecież tamta... Nie, Mary zrobiła cos co zdawało się przeczyć wszystkiemu. Połączyła uśmiech, z tonem głosu jaki teoretycznie miał koić innych lecz mięśnie Sam zdawały się mówić coś innego. Dziewczyna poczuła nagle ból przeszywający jej ramię. Zapomniała, o swym wypadku lecz automatycznie napinające się mięśnie przypomniały jej o wszystkim co miało miejsce jakiś czas temu jednocześnie oczyszczając jej umysł, ze zbędnych emocji.
-W takim razie proszę mi wybaczyć ten haniebny czyn- Czyżby tamta pragnęła walki? W takim razie dostanie ją... Biedna nie zdawała sobie sprawy iż ofiara jaką sobie upatrzyła potrafi gryźć jeśli źle sie ją dotnie, że tak powiem. -Laila- rzuciła krótko nie odwracając swego spojrzenia od oponentki dając jej przy tym jasno do zrozumienia iż nie będzie to trywialna rozgrywka. Oczywiście ona sama mogła wpaść ku temu stwierdzeniu przyglądając się twarzy Sam. Twarz ta bowiem była niewzruszona. Brak emocji w spojrzeniu czy mimice sprawiały iż dziewczyna wyglądała niczym posąg... Prawda jednak była taka iż naprawdę miała wiele, z siebie z posągu. Była przecież odzwierciedleniem swej matki i wierzcie mi bądź nie cieszyła się w duchu iż nikt jeszcze nie wpadł na połączanie tej dwójki... Jednak starożytna prawda mówiła "jeśli pragniesz coś ukryć, ukryj to pod nogami... tam nikt nie będzie szukać."
-Zakładam, że nie przyjmujesz odmowy... Mary - Wypowiadając te słowa odwróciła sie ku niej plecami - mimo iz wiedziała że tak czynić nie można - po czym ruszyła wgłąb targowiska, z nadzieją na rozwiązanie tej niedogodnej sytuacji... Przecież nie mogła sobie pozwolić aby owa kobieta dręczyła ją całą noc... Chyba, że...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 7:45 pm

- Grzech jest dokonaniem tego, czego się wstydzimy. Przekroczenie granic - wzruszyła ramionami. - Zatem, kwestia grzechu jest dość indywidualna.
Patrząc na to w ten sposób, Mary nigdy nie grzeszyła i grzechu nie znała. To czyni mnie świętą?, pomyślała, będąc z sekundy na sekundę coraz bardziej rozbawiona, chociaż niekoniecznie malowało się to na jej twarzyczce. No cóż, potrafiła malować na niej emocje jak pędzlem, szkoda tylko, że oczy są źródłem duszy, zatem żniwiarz już od dawien duszy nie miał.
- Laila. Cóż za niespotykane imię. Jesteś przyjezdna? - zapytała lekko, trochę ciekawa.
No bo cóż, Mary było imieniem bardzo pospolitym. Dlatego, wcześniej pozbawiona z godności, przydzieliła sobie inną, pospolitą, mieszającą się w tłum. A tutaj niemal co druga dziewczynka miała na imię Mary.
Znajoma nieznajoma nie była jedyną, która miała napięte mięśnie. Jednak mięśnie żniwiarza, były wyrzeźbionymi mięśniami zwykłego zabójcy. Wydawała się być drobna, jednak ktoś, kto miał do czynienia z jej prawym sierpowym, śmiałby się na ów przymiotnik. Niekoniecznie chciała walki, bo cóż, nawet kostka trochę doskwierała (pani lekarz-potencjalna-wiedźma pewnie przywiązałaby ją do łóżka, gdyby udała się do jej kliniki, bo od tego, ile minęło już czasu, powinna być w o wiele lepszym stanie, a nadal zmaga się w opuchlizną przez nadwyrężanie). Pragnęła jedynie przesunąć paznokciem wzdłuż kręgosłupa tego dziwactwa, sprawdzić, czy z niej też sączyłaby się czerwona krew i czy odczuwało ból, jak każdy inny.
Chociaż nadal mogła być to paranoja. Z drugiej strony, każdy z diabłów miał ludzką twarz.
- Haha, dlaczego jesteś taka oziębła? Nie ufasz tutejszym? - zapytała niewinnie, depcząc za nią krok w krok. Niemal jak własny cień kobiety, podającej się za Lailę. - Szukasz czegoś konkretnego? Spróbuję jak najlepiej pomóc - kolejne niewinne pytanie.
Niemal otwarcie kpiła sobie z tej chodzącej anomalii w sposób wyrafinowany, niemniej bezczelnym i chamskim. Obecność Czarnej Damy była odrobinę przytłaczająca, jednak wyzbyta z faktycznej chęci prymitywnej walki. A przynajmniej starała się przytłumić tę chęć na wszelkie sposoby, bo to była jedna z nielicznych porcji adrenaliny, która potrafiła - co prawda, na chwilę, ale jednak! - skutecznie namieszać jej w głowie.
Niemal tak samo, jak seks.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 82
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 8:08 pm

Jej interpretacja grzechu była nader ciekawa. Można by uznać iż zbyt ciekawa. Dla wielu było by,t o nić innego jak bluźnierstwo lecz nie dla Sam. Ona dobrze wiedziała że indywidualizm jest w cenie lecz nie jeśli chodzi o organizacje, a znając życie oraz realia tego miejsca nie mogła powstrzymać się od wypowiedzenia tych słów. -Według inkwizycji grzechem jest wszystko co odbiega od tak zwanej normalności... Dlatego właśnie tak wieloma przepięknymi ogniskami raczą lud - Pragniesz gry? Proszę bardzo. Przemknęło jej przez głowę gdy tylko zakończyła swój wywód wiedząc iż jest, to kolejna iskra dokładana do tego ogniska. Pytanie brzmi czy owe dokładanie nie zakończy się wielkim pożarem...
-To tylko imię- Sam nigdy nie przywiązywała wagi do nich dlatego też znano ją pod wieloma imionami. Jednak te prawdziwe skrywała przed światem i tylko dwie osoby wiedziały jak mają się zwracać ku niej. Szkoda tylko, ze obie były tak daleko. A przecież mogła teraz być gdzieś indziej. Mogła siedzieć w ciepłym salonie sącząc jakiś specyfik, z ohydnych filiżanek jedynej osoby jakiej ufała lecz oczywiście musiała wpakować się w kolejna kabałę jakiej oczywiście będzie żałować, o ile potrafiła by odczuć coś takiego.
Cholerne odczucie. Przez cały czas nie chciało odpuścić. Przez cały czas kryło się tuż za tęczówkami Mary... Uczucie jakie narastało, a zarazem zdawało się być pociągające... Na tyle by grała dalej. By nadal brnęła w kolejne kłamstwa jakie z każdą sekundą ewoluowały oraz rozprzestrzeniały się po całym tym bazarze... Wszystko przecież było kłamstwem. Ci ludzie, one, ich rozmowa... Ono było jednak następstwem tej drażniącej obecności jakiej Sam nie mogła określić. Nie w takim miejscu. Owszem bezbłędnie odgadła by ją gdyby były same lecz, to miejsce całkowicie blokowało informacje jakie zderzało sie ze sobą niczym spadające skały. Cholera... musimy stąd odejść... Postanowiła jednocześnie ignorując jej pytanie czy jest tutejsza. Zresztą jakie, to miało znaczenie?
-Owszem szukam lecz nie tu- Ponownie przemilczała kolejne pytanie zatrzymując się przy tym w miejscu. Szybko zmierzyła wzrokiem swój cień po czym dodała
-Skoro pragniesz być tak pomocna Mary... może zechcesz pokazać mi miejsce gdzie rozmowy są bardziej prywatne? - Wiedziała, że nie pozbędzie się jej tak łatwo dlatego też pragnęła zmienić miejsce. Można by wręcz powiedzieć iż pragnęła zmienić pozycję bo jak na razie była na dole, a to przecież wcale nie było miłe uczucie...
-Ty zaś zdajesz się być osobą pragnącą poznania najskrytszych sekretów świata czy ludzi... - Rzuciła jej rękawice. Dobrze wiedziała, z kim ma styczność ponieważ na swój sposób przynajmniej w tej drobnej kwestii były podobne co sprawiało iż nawet tak trywalna rozmowa była niczym gra wstępna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 8:33 pm

- Lud, który wywatuje i sami rzucają na pożarcie wiedźmy, traktując to jak bardzo... wyrafinowaną rozrywkę - powiedziała niewzruszona, nie przecząc i nie zgadzając się ze słowami kobiety.
Prawda była taka, że organizacja była jedną wielką, ale cholernie patologiczną rodzinką, która zgadzała się jedynie w kwestii tego, że te cholerne diabły powinno się torturować teraz i po śmierci, gdy oni wszyscy wylądują razem w piekle. Ciekawa sprawa, tak w nieskończoność kogoś mordować, ale czy szybko by się nie znudziła? Wątpiła, żeby kobieta wiedziała, z kim na do czynienia i - o zgrozo - w czym dokładnie specjalizuje się ten konkretny członek inkwizycji. Żniwiarze siali strach nawet w samej inkwizycji, chociaż mniej niż kaci, z którymi Mary zwykle miała całkiem dobry kontakt, co chyba nie świadczyło o niej dobrze.
Gdy kobieta zignorowała pytanie, to mogła założyć prawie na pewno, że nie była tutejsza. Nowa. Podejrzana i dziwna. Dobry materiał na spędzenie nudnego wieczorku na szukaniu informacji.
Uniosła pytająco brewkę, gdy ta stwierdziła, że nie tutaj szuka... To właściwie po co tutaj przyszłaś, Leilo, zapytała retorycznie, bo Mary - jeśli miała być szczera - podejrzewała, że chciała kupić coś wysoce nielegalnego lub poznać kogoś zajmującego się tym, bo w takie miejsca przychodzi się głównie po to (lub na szpiegi).
I zatrzymała się na chwilę w miejscu, analizując wypowiedziane słowa przez ten niewzruszony posąg. Czy było mądre iść na małe tête-à-tête ze skręconą kostką z osobą bliżej dziwną? Gdyby porzucić aurę nieznajomej, brzmiała jak typowy sprzedawca, który szukał naiwniaków. Ale, niestety, aura wciąż była, nadając słowom niebanalnego kuszenia, więc - w ogóle tego nie kontrolując! - usta Mary wypowiedziały następującą kwestię:
- Jak bardzo prywatną? Poszukujesz jakiejś uliczki, czy może hotelu? - pozwoliła sobie otwarcie zakpić, najwidoczniej nie będąc przekonaną słów Lailii.
Chociaż ciągnęło ją jak cholera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 82
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 8:49 pm

Owszem Sam nie wiedziała, z kim przyszło jej toczyć batalię lecz i jej towarzyszka przedstawiająca się jako Mary nie miała pojęcia, z czym przyszło się jej mierzyć.  przecież Sam dobrze znała inkwizycje od podszewki. Była jej częścią mimo iż oficjalnie nie istnienia w jej rejestrach. Była duchem przeszłości zaklętym przez czas oraz miejsce. Och gdyby tylko Mary wiedziała... Zapewne ta rozmowa wyglądała by zupełnie inaczej. Jednak zaraz... Zawsze można odmienić oblicze tego co miało nadejść. Wystarczy bowiem jedynie znaleźć pokój bądź ustronne miejsce aby na nowo stać się osobą publiczną. By na nowo odziać się w ten przeklęty uniform czy też płaszcza, a wtedy nie była by zaczepiana przez innych na targowisku. Nie była by obiektem wielkiego ryzyka mimo iż przyszła tutaj incognito. Los jednak chciał inaczej. Napuścił na nią ogara bez smyczy czy pana. Ogara jaki wielce szczekał lecz kąsać jeszcze nie zdołał. Kwestia czasu czy może jednak da się, to jeszcze udomowić? Sam nie wiedziała. Jedyne co było pewne, to fakt bycia tu i teraz. Rozmowy, z tą dziwną kobietą jaka ukrywała za swym spojrzeniem coś co dobrze znała nasza mała inkwizytorka. Ten cień był jej bliski prawie tak samo jak bliskim było bycie posągiem.
-Twoje słowa.. Są niczym płomień- Odparła na jej kpinę. -Na razie jednak jesteś jedynie płomyczkiem Mary... Daleko Ci do oczyszczającego ognia, a tym bardziej... -Zamilkła na chwilę by ponownie omieść jej sylwetkę wzrokiem. Oj tak uwielbiała tego typu istoty. Były niczym małe plugawce. Z natury zdawały się być groźne lecz tak na dobrą sprawę gdy je poznajesz wiesz czego możesz oczekiwać. Tutaj natomiast było inaczej. Dziewczę zdawało się być zwykłe lecz owy cień zdradzał zbyt wiele. Groźba wisząca w powietrzu połączona, z chęcią poznania... Poznania jakie kusiło, a zarazem ostrzegało.  
-Co jeśli odpowiem.. bardzo prywatną? - Odpowiedziała wreszcie pytaniem na jej pytanie nei spuszczając swego spokojnego niewzruszonego spojrzenia, z jej twarzy jaka zdawala się być jednym wielkim sekretem. Intrygującym, delikatnym, podniecającym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Sty 07, 2016 9:15 pm

Czarna Dama nie wiedziała, z kim lub czym ma do czynienia, chociaż prawie pewne było, że z czymś niezwykłym. Perfidnie wepchnęła kobietę do kategorii wiedźm, które miały za długi język i próbowały coś zaoferować, popisać się i jaka szkoda, że akurat przed samą Śmiercią.
Pewnie by się nieco zbulwersowała, gdyby usłyszała to porównanie! I jeszcze to bez smyczy i pana. Wszak, nadal czuła się istotą wolną, czyniąca wszystko z własnej woli, chociaż - powiedzmy sobie szczerze - jedynie czuła, już od dawna zmanipulowana przez inkwizycję. I jeszcze to dziwne spojrzenie, jakby były jakimiś cholernymi przyjaciółeczkami, siostrzyczkami, dźwigającymi ten sam krzyż na plecach... Aż musiała zgryźć wargę, żeby odegnać te dziwne myśli, jednak szybko ją puściła, gdy przypomniała sobie o małej szwie. Dobrze, że warga akurat szybko się goiła, bo jeszcze kilka dni wcześniej, gdyby pozwoliła sobie na takie maltretowanie, poczułaby żelazny smak.
- Widzę, że już dobrze mnie znasz, Lailo - powiedziała łagodnie, głosem jedwabistym, jakby nuciła jej jakąś kołysankę.
Chociaż, szczerze mówiąc, nie wiedziała, czy bardziej się irytować czy być rozbawioną. Właściwie, jedno i drugie, bo zwykle sprzeczności ciało drobnym ciałkiem Mary, która dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ta była wyższa, co jednak wcale jej nie speszyło.
I jeszcze tak bezczelnie omiotła jej sylwetkę wzrokiem! Jedyną reakcją, jaką dostała nieznajoma, było skąpe uniesienie brewki. Akurat, co do ciałka, nie miała sobie nic do zarzucenia.
Przez chwilę szacowała, jak wielką głupotą było udanie się w bardzo prywatne miejsce z prawdopodobną wiedźmą, gdy zaczynała doskwierać jej kostka i pozbawiona była broni typowo na te diabelskie stworzenia (bo głupotą niewątpliwie było)... Jednak jedynie, co zrobiła, to przewróciła oczami i wykonała drobny gest dłonią, aby kobiecina szła za nią.
Najlepiej kilka kroków wolniej, żeby nie wzbudzać niepotrzebnej uwagi nieprzyjaznym oczom.

[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Wrz 12, 2016 7:09 pm

Wyglądał fatalnie. Niemal równie źle, co za starych czasów, gdy odchodził z Inkwizycji, a raczej usiłował to uczynić. Niewiele jadł, jeszcze mniej spał. Nie był typem osoby, która radziła sobie w kryzysowych sytuacjach i nieraz przyszło mu za to płacić. Dlatego wyglądał teraz jak siedem nieszczęść, zwracając na siebie spojrzenia przechodniów, akurat wtedy, gdy chciał tego uniknąć. Włosy miał potargane, cienie pod oczyma nad wyraz widoczne, w przeciągu kilku dni wyraźnie schudnął, a całość tego marnego obrazu dopełniał bandaż na szyi i na jego nadgarstkach. Z dwojga złego wolał przykryć dzieło Isabelli białym materiałem, gdyż rany budziły niepowołane pytania.
Czuł się równie źle. Miewał wyrzuty sumienia, nie tylko z powodu śmierci, do której się przyczynił, ale także do słów, które wypowiedział w złości, mimo że te nigdy nie powinny zobaczyć światła dziennego. Porozumiewał się z Isabellą listownie, razem zdołali dojść do porozumienia chociaż w jednej kwestii – należało załatwić sprawę z dorożkarzem. Dlatego spotkali się na mieście, wypytując o tego konkretnego mężczyznę. Przeszli plac główny, ograniczając rozmowę do minimum. Lynn naprawdę nie był w nastroju. Stresował się, nawet jeśli działało to tylko na jego niekorzyść.
Za wskazówkami przechodni i innych właścicieli pojazdów, ruszyli na targ, gdzie w końcu upatrzyli swój cel. Głęboki wdech i krok w jego stronę.
- Isa, po prostu daj mi z nim porozmawiać. Najlepiej nie odzywaj się i grzecznie potakuj – zarządził, chcąc brzmieć pewnie, ale jego głos okazał się być słaby. Szli więc w akompaniamencie stukotu jego laski.
Dorożkarz, całe szczęście znajdował się w oddali od zgiełku panującego na targu, pojazd zostawiając kilka metrów obok, zdecydował się zapalić fajkę na jednym z większych kamieniu, w oczekiwaniu na kolejnego klienta. Mieli idealne warunki do rozmowy, miejsce to częściowo było przysłonięte drzewami, w chłodnym cieniu, z dala od ciekawskich spojrzeń i centrum wydarzeń w miasteczku.
Lynn przywitał się z mężczyzną, podając dłoń, zdejmując uprzednio rękawiczkę. Starał się przy tym przybrać normalny ton głosu. Dorożkarz nie zaczął na nich wyklinać już na samym starcie, co było całkiem dobrą oznaką.
- Oho, pan Cavendish. I panienka…? – wychylił się nieco, wstając z kamienia, aby ująć dłoń Isabelli z zamiarem ucałowania jej. Jakby nie było; Inkwizytorka czy nie, należał się jej szacunek. Tak, najwyraźniej wciąż nie wiedział, jak Isabella się nazywa. – Dopalę i możemy ruszać, dobrze? – zapytał, najwyraźniej przekonany, że podeszli do niego w tym celu. Lynn prędko odwiódł go od tego pomysłu.
- Nie, proszę pana. Jesteśmy tu z innego powodu. Chcielibyśmy… Chciałbym… Z panem porozmawiać. Tylko tyle. Pamięta pan nasze ostatnie spotkanie? – zaczął, wyraźnie kręcąc i gubiąc się w swojej wypowiedzi. Sprawiał wrażenie takiego, który nie do końca wie, co chce powiedzieć.
Dorożkarz obdarzył ich zdziwionym spojrzeniem, aż na jego twarzy z wolna zaczynało się malować zrozumienie. Kiwnął głową i czekał na ciąg dalszy dziwnego dialogu zegarmistrza.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Isabelle
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 11/03/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Wrz 12, 2016 8:31 pm

Nie był to najlepszy czas w życiu Isabelle, a jednak mimo wszystko starała się zachowywać chociaż pozory normalności.  Ale codzienne zajęcia wykonywała jakby mechanicznie, bez uczuć. Ot, ma być zrobione? Proszę bardzo, ale nie licz na więcej. Tylko to ciężkie, przyspieszone bicie serca, strasznie uciążliwe, które nie pozwalało jej zasnąć, a jeśli już jej się to udawało, to dręczyły ją koszmary. I chyba tylko karnacja chroniła ją przez dziwną bladością, na której odznaczałyby się skaleczenia.
  Jedyne czemu próbowała poświęcić więcej uwagi były informacje, na temat morderstwa. Problem w tym, że pilnowali danych dotyczących śledztwa. Jednak próbowała ukradkiem podpytywać innych. Aczkolwiek co nieco udało się wydobyć.
  Czuła się, jakby szła sama, pomimo iż targ tętnił życiem. Nie tylko ona odczuwała całą tę dziwną sytuację. Milczenie było najlepszą opcją, a Isabelle skryła twarz w cieniu kaptura. Po co wzbudzać więcej pytań? I tak ludzie będą gadać, jeśli będzie się często pokazywała z Lynnem, a jej czarny płaszcz przynajmniej ograniczał możliwość określenia tożsamości osoby. Chociaż i tak nie była tutaj znana.
  Na szczęście jednak dorożkarz był z dala od tego wszystkiego, tego całego gwaru. Raczej dodatkowych świadków tej rozmowy nie powinno być. Zawahała się chwilę, myląc krok. Musnęła palcami delikatny materiał chustki, która przypominała jej, jak wtedy została z nią w dłoniach, czując się jeszcze fatalniej niż teraz, o ile było to możliwe. Nie odpowiedziała ani słowem, nawet mruknięciem na wypowiedź zegarmistrza. Nie miała na to ani siły, ani ochoty, chociaż to aż się prosiło o ciętą ripostę. Po prostu pogrążyła się we własnym świecie.
  Kiedy podeszli bliżej, delikatnie zdjęła kaptur, by nie rozwalić koka. Nie powiem, nieco jej ulżyło, kiedy nie zareagował jakoś specjalnie na ich widok. Może nic nie podejrzewał? A może nie chciał wzbudzać w nich podejrzeń, że coś wie? Musiała porzucić jednak te rozmyślania, by skupić się na rozmowie.
  - Panienka Foster – uśmiechnęła się do dorożkarza, dygając, jak ją dawno temu uczono, co było wbrew pozorom niemałym wysiłkiem i podała mu dłoń wierzchem do góry. Pozory, ach te pozory.
  Z początku pozwoliła mówić Lynnowi, jakby była ciekawa, co też on wymyślił. A chwilę później już wiedziała, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Za bardzo się wahał. Ale czy ona będzie lepsza? Mistrzyni dyplomacji? Nie powiedziałabym, lecz żyje się tylko raz, więc co szkodzi spróbować?
  Zaczynała się powoli niecierpliwić, przestępując z nogi na nogę. Co Lynn zamierzał mu powiedzieć? Nie czekając na słowa zegarmistrza, zaczęła mówić, jakby zapomniała, że miała się w ogóle nie odzywać.
  - Widzi pan... Chodzi o to, że – tak, skąd ona wiedziała. O takich sprawach nie jest łatwo mówić, zwłaszcza kiedy są kłamstwem; odchrząknęła więc, by po części dodać sobie odwagi. - może to się wyda dziwne, ale -  poczuła, jak się rumieni. - jesteśmy razem... - rozejrzała się dyskretnie dookoła. - I cóż... - urwała, jakby liczyła na pomoc ze strony zegarmistrza. A może reakcję dorożkarza?
  Powiedziała to, udało się, chociaż Lynn ją za to zabije. Albo obrazi się na nią na wieki. Nie, raczej zabije, to było pewniejsze.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Isabelle dnia Wto Wrz 13, 2016 5:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Wto Wrz 13, 2016 2:32 am

Gdy usłyszał głos Isabelli, wiedział już, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Wkopie ich jeszcze bardziej, jej dziwaczna wersja z jego zwątpieniem tworzą razem okropną mieszankę. Dorożkarz musiałby być kompletnym debilem, by nie przejrzeć, że coś knują. Trzeba było im przyznać, że zupełnie nie nadawali się na morderców, zwłaszcza kiedy trzeba było zatuszować swoje zbrodnie.
Jednak, gdy przetworzył, co powiedziała w następnej kolejności… Zachłysnął się powietrzem, otwierając szeroko oczy. Zastanowił się, czy instrukcje były nie jasne, czy przeoczył jakiś punkt i dodał „Isabello, możesz się wtrącić, jeśli bardzo tego chcesz”. Wkopali się, znowu. Z trudem powstrzymał się, aby nie ukryć twarzy w dłoniach. Nie, teraz musiał odgrywać zakochanego jegomościa, bo zaprzeczenie jej słowom dopełniłoby tylko ich nieumiejętną próbę oszukania mężczyzny.
Owszem, aktualnie miał ochotę ją zabić, ale w całej swojej łaskawości postanowił zrobić to później, gdy już znajdą się sami. Uznajmy to za znaczne poświęcenie z jego strony. Brnął w opowiastkę Isabelli, starając się brzmieć wiarygodnie, zwłaszcza jak na mężczyznę w obrączce:
- Tamtej nocy widział nas pan razem… i muszę przyznać, festyn się udał, nieco… ekhem, zabalowaliśmy. Z pewnością wydało się to panu dziwne i nie mogę mieć tego panu za złe. Rozumiem, jeśli jest pan oburzony. To w końcu się nie godzi… Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie fakt, że upiłem się do nieprzytomności, co właściwie lepiej byłoby przemilczeć… - wczuł się trochę w swoją opowieść, mimo że zdecydowanie odbiegała od początkowej wersji, którą zamierzał przedstawić dorożkarzowi. – Wiem, że nie mam prawa, jednak muszę pana prosić o… dyskrecję. Nikomu jeszcze nie powiedzieliśmy, jest pan pierwszy. Nie chcę by moja narzeczona – zerknął znacząco na Isabelle, gdy słowa lewie przeciskały mu się przez gardło. – Miałaby z tego powodu jakiekolwiek nieprzyjemności – przerwał, robiąc głęboki oddech. To było dla niego trudniejsze, niż przypuszczał. – Rodzina Isabelli nie do końca pochwala naszą poufałość. Ale to kwestia czasu. Tylko… rozumie pan, nie chcemy się z tym obnosić.
Podczas monologu Lynna, dorożkarz wysłuchiwał go z szeroko otwartymi oczyma, nawet na moment nie przerywając, jedynie ćmiąc swoją fajkę od czasu do czasu. Gdy zegarmistrz jednak skończył, ten… zwyczajnie huknął gromkim śmiechem, sprawiając, że Lynn aż otworzył usta w zdumieniu. Rękawiczki, które dotychczas mocno ściskał, wypadły mu z rąk na bruk i nie miał najmniejszego zamiaru się po nie schylać.
- Za kogo wy mnie macie? – zapytał, ocierając aż oczy, w który zgromadziły się łzy rozbawienia. – Nie jestem plotkarzem jak stary Frank. Nic mi do tego, o matko i córko – pokręcił głową, zapewne wspominając jakiegoś swojego kolegę po fachu.
- To… świetna wiadomość – odparł Lynn, wciąż w szoku. Zerknął niepewnie na Isabelle. – Ha, ha… Nie wiem jak się panu odwdzięczyć. Chyba po prostu zaprosimy pana na ślub? – Chciał stwierdzić, jednak zabrzmiało to niezwykle niepewnie. Właściciel pojazdu machnął tylko ręką.
- Dajże spokój. Ja też byłem kiedyś młody… - westchnął, a jego oczy zalśniły niebezpiecznie, w łobuzerskim geście.
Potrzeba zabicia Isabelli spadła o nieznaczne minimum, bo w sumie… nie wyszło tak źle, nieprawdaż? Nie wątpił, że jeśli ktoś z Inkwizycji go zapyta, nie będzie trzymał długo tej tajemnicy, ale przynajmniej uniknęli rozpowiadania tego na prawo i lewo. Aż ogarniał go wstyd, że kiedykolwiek pomyślał o porwaniu jego córki.
- W takim razie, muszę jeszcze przeprosić… za bałagan, który zostawiliśmy ostatnim razem – dodał niepewnie, idąc za ciosem, skoro tak dobrze mu szło.
Mężczyzna obdarzył go ponownie zdziwionym spojrzeniem.
- To byliście wy….? Och, nie. Nie chciałem tego wiedzieć. Bez szczegółów – prychnął z rozbawieniem, zaskakująco szybko domyślając się, do czego mogło dojść wnętrzu dorożki. Lynn dawno już nie czuł się tak zażenowany.
- Tak… racja – wydusił, nie wiedząc, jak zachować się w tej koszmarnej sytuacji. – Dziękujemy więc, naprawdę. Isabello? Chcesz coś dodać? – zapytał, obdarzając ją morderczym spojrzeniem, jak może uczynić to tylko narzeczony przed ślubem, doprawdy. Nie wiedział czy bardziej cieszył się z tego, że najgorsze ma już za dobą, czy bardziej przez nadchodząca możliwość wygarnięcia Inkwizytorce zmuszenia go do tego chorego tłumaczenia się.
Sięgnął do kieszeni, czując, że mężczyźnie należy się spory napiwek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Isabelle
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 11/03/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Wto Wrz 13, 2016 7:11 am

Zaskoczyła Lynna, mogła być tego pewna. W sumie... nie do końca ustalili, co mają powiedzieć dorożkarzowi, a ona wypaliła z wyjaśnieniem ni z gruszki ni z pietruszki. Jednak szanowała to, że Lynn mimo wszystko podjął wyzwanie. Chociaż postawiła go pod ścianą w sumie w sytuacji bez wyjścia.
  Słuchała słów zegarmistrza, z niepokojem czekając na reakcję dorożkarza. Albo uwierzy, albo będą mieli ogromne kłopoty. Spuściła wzrok, poprawiając jednocześnie kosmyk, który opadał jej na oczy. Nie do końca wiedziała, jak powinna się zachowywać. Myślała przy tym, co ona najlepszego zrobiła? W sumie... to mogła być najbezpieczniejsza wersja, chociaż potem planowała zapytać Lynna, co planował powiedzieć mężczyźnie, by przekabacić go na ich stronę.
  Widziała zdumienie, malujące się w oczach dorożkarza, a kiedy wybuchnął śmiechem, prawie podskoczyła. W sumie dobrze, że tego nie zrobiła, to byłoby bardzo podejrzane. Serce tłukło się niespokojnie w piersi Isabelle jeszcze szybciej niż zazwyczaj. Odetchnęła z ulgą, mówiąc jednocześnie z Lynnem:
  - To świetnie – uśmiechnęła się nieśmiało, posyłając towarzyszowi nieco triumfujące spojrzenie.
  Tak, musieli wyjaśnić już wszystko, chociaż nie do końca podobały jej się domysły dorożkarza o pochodzeniu krwi. Ale tego nie dało się nie uniknąć. Mimo że nie znał wtedy sprawcy, lepiej było mu powiedzieć, zanim wpadnie na prawdziwą przyczynę śladów. Czuła jak policzki płoną jej szkarłatem. Wolała się nie odzywać, lecz skoro już zwrócili się do niej...
  - Tak... Dziękujemy za dyskrecję – wydusiła z siebie, posławszy wcześniej uśmiech do jej "narzeczonego" – i naprawdę przepraszamy za kłopoty.
  Sięgnęła również do sakiewki, chcąc dorzucić coś od siebie. Wyczuwała, że zegarmistrz nie był zadowolony z jej wymówki. Oj, nie... Podała dorożkarzowi monety.
  - To my... nie będziemy już panu zawracali głowy – powiedziała i zwróciła się do Lynna – prawda?
  Szykowała się już psychicznie, bo znając go, nie ominie jej, jakże pouczający wykład na temat tego, jaka jest nieodpowiedzialna. Tak szczerze, nie miała jednak dzisiaj siły, by się kłócić. A niech dzieje się, co chce. Pewnie i tak nie weźmie sobie jego słów do serca. Mieli tylko jakoś przetrwać tę sprawę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Sro Wrz 14, 2016 3:52 am

Jego agonia zdawała się już dobiegać końca, zaczął się wylewnie żegnać, śmiejąc się przy tym tak sztucznie, że aż owoce na pobliskim targu zapewne pogniły. Zazwyczaj okazywał więcej talentu aktorskiego, ale z drugiej strony - zazwyczaj też nie brał udziału w tak żenujących sytuacjach. Miał za złe Isabelli dosłownie wszystko: zainicjowanie tematu, zignorowanie jego prośby i co najgorsze, zrobienie tego bez żadnego ostrzeżenia, gdyż musiał wymyślać ich ckliwą przedmałżeńską historię na poczekaniu. Ze złości miał ochotę się ugryźć w tyłek albo przynajmniej szpetnie zakląć, czego zrobić zupełnie nie mógł, gdyż nie przystało mu podobne zachowanie, do kiedy odgrywał rolę świeżo upieczonego narzeczonego.
Pośmiał się jeszcze trochę, po czym zamilknął jak kamień i spoważniał. Na odchodne dłoń drgnęła mu w kierunku Isabelli, gdyż stwierdził, że skoro byli parą, powinien ją objąć, co prędko uznał za głupie, jeśli mieli to ukrywać. Udawanie w udawaniu. To zdecydowanie nie był jego ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu.
Ukłonił się po raz ostatni, po czym poprowadził Isabellę w przeciwną stronę, nie wiedząc jeszcze, gdzie zmierza, byleby tylko znaleźć się z dala od ufnego spojrzenia ich byłego rozmówcy i móc w spokoju zamordować Inkwizytorkę. Skierował ich kroki w boczną ścieżkę, przestępując zaledwie parę kroków, a ułamek sekundy po tym, jak dorożkarz zniknął im z oczu za powozem, zaczął swój wykład i wcale nie szczędząc jej cierpkiego tonu:
- Ty kretynko! – ściszył głos do syku, gdyż wciąż nie znaleźli się na wystarczającej odległości. Wbijał w nią wściekłe spojrzenie, zatrzymując się w końcu, co nie było najmądrzejszym rozwiązaniem. – Miałaś jedno zadanie. Tylko jedno zadanie. Miałaś siedzieć cicho. I co? Musiałaś. Po prostu, musiałaś wyjechać ze swoją poronioną historyjką, bo jakże tak, gdyby nie wyszło po twojemu! Ty głupia, nierozważna… - mógłby tak wymieniać w nieskończoność, gdyby tylko nie usłyszał znajomego głosu i kroków, dochodzących z pobliża.
- Panie Cavendish…! – wołanie dorożkarza miało swoje źródło całkiem blisko, tuż za rogiem. A on właśnie przeczył całej utopijnej scence, którą z takim trudem odegrali, celując w nią palcem zza groźnego wzroku i wcale nietęgiej miny.
Nie myślał wiele. A na pewno nie rozważał żadnych za i przeciw. Po prostu… wziął ją w ramiona, dłoń wplatając w jej włosy i przypierając ją do drewnianej ściany powozu, złożył na jej ustach namiętny, jeśliby uniknąć słowa – brutalny, pocałunek. Trwało to nie dłużej niż ułamki sekund, gdyż natychmiast oderwał się od niej jak oparzony, gdy mężczyzna, z którym jeszcze niedawno rozmawiali, wyłonił się zza rogu, obdarzając ich nieco zadziwionym spojrzeniem. Lynn przyłożył dłoń do warg, udając skruszonego.
- Zapomniał pan rękawiczek, panie Cavendish… - mruknął, faktycznie wyciągając ku zegarmistrzowi jego rękawiczki, które upuścił w szoku, nawet nie kwapiąc się, aby się po nie schylić. – Och, ale… nie wróżę wam przyszłości w ukrywaniu tego związku, gołąbeczki… - zacmokał, ni to ze zgorszeniem, ni ze współczuciem. Lynn odbierając zagubiony element garderoby bardzo starał się nie błysnąć swoją obrączką. Prawdopodobnie mu się to udało, bo dorożkarz pożegnał się po raz kolejny, a za nim słychać było jeszcze westchnienie: „Ech, młodzi…”.
Wciąż w lekkim szoku, zerknął na Isabellę. Jakoś… odechciało mu się kontynuować przerwanej lekcji, być może z prozaicznego powodu – dwa razy wolał nie popełnić tego samego błędu.

/To mały krok dla człowieka, ale duży krok dla Lynnelle, lel XD

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Isabelle
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 11/03/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Sro Wrz 14, 2016 8:33 pm

Nie obchodziło jej dokąd teraz zmierzają. W sumie to planowała ulotnić się jak najszybciej, by nie ciągnąć tego przedstawienia dłużej, niż to konieczne. I tak już wiele namieszała, jak to zwykle ona. Dorożkarz zniknął w końcu z ich pola widzenia, a Isabelle odetchnęła z ulgą. Jednak niedługo trwała jej chwila wytchnienia, bo oto nadeszło coś, czego się spodziewała. Niby nie chciała tym razem ingerować, wykłócać się z Lynnem, a jednak jej charakter doszedł do głosu i musiała się odezwać, chociażby tylko po to, by oznajmić mu, że droga wolna.
  - Tak, musiałam... - powiedziała cicho, bezbarwnym głosem, kiedy się zatrzymali. Wbiła wzrok w ziemię. - Śmiało, dokończ, proszę bardzo: nierozwa... - nie udało jej się skończyć wypowiedzi, słysząc głos ich byłego rozmówcy. A już miała nadzieję, płonną zresztą. No co w końcu nic nie szło zgodnie z planem w jej wydaniu.
  Nie dopowiedziała tego, co chciała przekazać Lynnowi. Przerwało jej coś więcej niż pojawienie się dorożkarza. Doskonale zdawała sobie sprawę, że powinni udawać, a mimo wszystko... Wydawało się, że stało się to jej na przekór, jakby zegarmistrz chciał, by zamilkła. Powód jednak był bardziej prozaiczny, mianowicie podtrzymanie historyjki jej autorstwa.
  Zdążyła tylko zamknąć oczy i położyć zegarmistrzowi dłonie na ramionach, gdy ten ją pocałował. Trwało to zbyt krótko, by w jej głowie pojawiły się myśli, towarzyszyły jej za to mieszane emocje. Gdy Lynn się odsunął do głowy przyszło jej czy tak właśnie czuła się Lilianne? A co gdyby była na jej miejscu? Skarciła się zaraz za to rozważanie i odpędziła je od siebie, zakrywając usta dłonią, dostrzegając dorożkarza. Myślała, że zaraz spali się ze wstydu, a policzki płonęły jej czerwienią.
  Nie zarejestrowała słów mężczyzn, po prostu trwała w szoku, resztkami sił próbując grać zażenowanie, co raczej i tak trudnym nie było. Skinęła tylko głową na pożegnanie ich byłego rozmówcy, po czym, gdy zniknął, musiała oprzeć się chwilowo o ścianę powozu, bezskutecznie próbując uspokoić bicie serca oraz swój oddech.
  - Co... to... miało... być? - zapytała go bardzo cicho, chcąc się otrząsnąć z szoku.
  Nie wiedziała co robić, walczyła ze sobą, mając jednocześnie ochotę zdzielić zegarmistrza z liścia, wrzeszczeć na niego i pogratulować mu trzeźwego myślenia. Oczywiście sarkastycznie. Ostatecznie nie wybrała żadnej z tych opcji, zarzucając kaptur i ruszając przed siebie, by znaleźć się jak najdalej od dorożkarza. A może i nawet Lynna? Nie była pewna, czy chce go w tej chwili oglądać, a tym bardziej słuchać. Jednak jeśli chce jej dalej prawić morały czy się tłumaczyć – proszę bardzo.

/Błędy poprawię już jutro. Lecę spać <3

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Wrz 15, 2016 3:46 pm

Zabawne, ale on w tamtej chwili nie myślał o Lillianne. Bo przez ułamki chwil nie zdążył? Nie... zwyczajnie nie potrafił się zdobyć na porównanie. Ów gest był mechaniczny, wyuczony. Nie kierował się żadnymi uczuciami, ani żądzą. Pocałunek ten można było przyrównać do zabrania ręki od ognia, aby się nie oparzyć. Instynkt, chęć ratowania sypiącego się domku z kart. I niewiele więcej.
Nie myślał o niej, ani o żadnej innej kobiecie. Bo żadne inne kobiety po Lil nie istniały.
Ruszył za nią, właściwie goniąc ją kawałek, gdy ruszyła przodem. Postanowił nie zostawiać tego bez słowa, odrobinę wyjaśnień uważał za co najmniej odpowiednie w tym przypadku, jednak nie wiedział od razu jak odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. Idąc obok, zerkał na jej twarz, przysłonioną częściowo kapturem.
„Zarumieniłaś się” – cisnęło mu się na usta, aż z trudem powstrzymał lekko złośliwy uśmieszek. Nie wypowiedział myśli na głos, przecież matka niegdyś z takim uporem uczyła go szacunku dla kobiet. Chociaż... z drugiej strony, Lil nieustannie szkoliła go w szczerej bezczelności, więc wychodziło na zero.
Miał chociaż te resztki empatii, aby nie odczuwać przyjemności z grania Isabelli na uczuciach. Jego cynizm i chęć zemsty za wszystko, co mu urządziła, walczyła z wyrzutami sumienia. Czas bez odpowiedzi ciągnął się w nieskończoność, aż można było zapomnieć, na czym polegało pytanie. Kroczył przy niej, myśląc intensywnie. Ignorował przechodniów, otaczający go hałas i zgiełk, tysiące barw i poruszeń wkoło; nic do niego nie docierało, jakby schodząc na dalszy plan. W końcu zdecydował się obrać najmniej groźną ścieżkę:
- Poczekaj – poprosił, powstrzymując się od złapania Inkwizytorki za skraj płaszcza. Jak się jednak spodziewał, kontakt fizyczny nie był aktualnie zbyt bezpiecznym rozwiązaniem. – Nie powinienem – wypowiedział z niemałym trudem. Przyznawanie się do błędu nigdy nie wychodziło mu gładko. Nie prosił jednak o wybaczenie, przeprosiny w takich chwilach uznał za nad wyraz niestosowne. – Wiem, że nie chciałaś źle... i wcale źle nie wyszło. Ale nie zaprzeczysz, że mieliśmy szczęście. To mogło się skończyć inaczej. Nie warto brać wszystkiego na siebie. Korzystaj z tego, że jesteśmy na siebie skazani. Później, być może nie będę mógł ci pomóc – próbował tłumaczyć, ostatecznie tylko trochę zawiedziony z takiego obrotu spraw. Nie powinien narzekać, skoro życie wyjątkowo pozwoliło im nie iść pod górkę, chociaż raz. Tylko... stracony respekt ciężko było odbudować, a już na pewno nie mógłby w tym wesprzeć Isabelli.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Isabelle
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 11/03/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Wrz 15, 2016 8:15 pm

Szła, byle by tylko iść, nie zatrzymywać się. Zapomnieć o tej mieszance uczuć i myśli. Nie roztrząsać tego, do czego doprowadziła. Co powinna myśleć, jak się zachować? Nie wiedziała. Nie mogła się za to pozbyć poczucia, że źle zrobiła. Ten niewielki gest, wykonany tylko po to, by ratować sytuację obudził w niej coś, czego nie chciała czuć.
Zagłębiła się w świat Wishtown, nie odczuwając jednocześnie nic związanego z nim. Mijali ją mieszkańcy, roześmiane dzieci, których nie upilnowali rodzice, biegały wśród tłumów, krzycząc z radości. A ona szła, nie zwracając na to wszystko uwagi. Zbyt wiele miała na głowie. Wpatrywała się w ziemię pod stopami w sumie nie patrząc dokąd zmierza.
Ci wszyscy wokół... nawet nie zdawali sobie sprawy, że oto między nimi kroczy tajemnicza morderczyni ze wspólnikiem. Za kogo ją mieli? Za szaloną, że wstąpiła do Inkwizycji? Czy może za kogoś, kto "chronił" ich przed wiedźmami? Co ona mogła o sobie samej powiedzieć, co osiągnęła? W głębi duszy znała odpowiedzi na te pytania, lecz nie dopuszczała ich do siebie.
Niechętnie przystanęła na prośbę Lynna. W milczeniu słuchała jego słów, z początku nie będąc po prostu w stanie się odezwać. Wątpiła, czy uda jej się wypowiedzieć chociaż słówko, słuchała więc. W końcu jednak nie wytrzymała i roześmiała się żałośnie.
- Tak, nie warto – powiedziała ze sztucznym optymizmem, rozkładając ręce i rozglądając się teatralnie – no bo przecież zawsze miałam na kogo liczyć, prawda? Bo przecież do tego jestem przyzwyczajona – dodała i ściszyła głos. - Módl się lepiej, żebyś nie musiał pomagać – przyjęła na chwilę ten nieco służbowy ton, tylko po to, by go zaraz porzucić.
Pomysł zadziałał, dorożkarza mieli po swojej stronie, nawet jeśli skutki były... nieoczekiwane. I to tak nieoczekiwane, że wciąż była jeszcze w lekkim szoku; czuła się, jakby budziła się ze snu.
- Wkopałam nas tylko bardziej... - westchnęła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 258
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pią Wrz 16, 2016 5:04 pm

Zmęczenie jeszcze głębiej odbiło się na jego twarzy i w zielonych oczach, jakby dopiero odczuł w pełnej sile brak snu i jedzenia. Był wyczerpany, przeraźliwie głodny; zdecydowanie nie miał ochoty na poważne rozmowy, ani zapewne w ogóle na obecność drugiego człowieka przy sobie, a jednak czuł w poważnym obowiązku wyjaśnienie całego zajścia. Nieumiejętnie i ze sporym oporem tłumaczył:
- Nie, przecież… Mamy z głowy, chociaż tę jedną sprawę. Spodziewałabyś się, że wyjdzie nam to tak gładko? Oczywiście, wciąż mamy przed sobą zabawę z Inkwizycją… Dobra, przyznaję; mogłem w ciebie bardziej uwierzyć. Ale… och, miałaś całkiem sporo do stracenia. Nigdy nie powinnaś tego oferować, nawet gdybym miał się zgodzić. – Ostatecznie złagodniał, co stało się prawdopodobnie za sprawą zmęczenia i ubiegłego wydarzenia. Nie zamierzał się dalej rozwarstwiać, oboje byli jednakowo uparci, on zdecydowanie nie planował zmienić swojej opinii, która głosiła, że Isabelle postąpiła nieodpowiedzialnie.
Przymknął powieki, zakładając rękawiczki i przytykając dłoń do czoła, jakby nagle zaczęła boleć go głowa. Mówił dalej, nie otwierając oczu.
- Przywyknij lepiej, Lil. Siedzimy w tym razem. Jakkolwiek to debilnie nie zabrzmi, jesteśmy wspólnikami, aby nie powiedzieć… współtowarzyszami zbro… Wiesz. – Pokręcił głową, w końcu rozchylając powieki i obdarzając ją na nowo apatycznym spojrzeniem. Głupio było wypowiadać głośno takie słowa w miejscach publicznych. Ale Lynn nigdy nie miał okazji wyłapać doświadczenia w tejże kwestii. Całe szczęście, chyba. – Tymczasem, pójdę coś zjeść. Jak nic, na pewno nie jadłem nic od… - zastanowił się na głos, wspominając wczorajszą głodówkę, ale nigdy nie skończył, bo nagle dostrzegł znajomy kolor pod szyją inkwizytorki.
- Hej, czy to moja chusta…? – zapytał, zerkając na nią podejrzliwie. No, co za kobieta! Skrzywdzi go, okaleczy, a dodatkowo, gdy straci czujność, ogołoci go z garderoby, tylko po to, aby nosić ją na sobie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Isabelle
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 11/03/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Nie Wrz 18, 2016 3:17 pm

Pokręciła przecząco głową.
  - Zdaje ci się, naprawdę mało mogę już stracić – powiedziała cicho – Jednak ryzyko czasami się opłaca.
  Ale tylko czasami, czego już nie dodała. W sumie ryzykowała już tyle razy i nie zawsze wychodziło jej to na dobre. Jak się tak nad tym zastanowić, to jej życie w dużej mierze składało się z takich sytuacji.
  Poszło aż za łatwo, dopiero teraz sobie to uświadomiła. Z serca spadła jej część ciężaru, chociaż najgorsze dopiero przed nimi. W głębi duszy obawiała się co z tego wyniknie. Wtedy nie wierzyła do końca, czemu uniknęła kary. Podobno dostrzegli w niej, jak to określono, "potencjał". I co z tego wynikło?...
  Cofnęła się pod wpływem jego słów, a w niebieskich oczach pojawiło się zatroskanie. Niespokojnym ruchem zsunęła kaptur, mrużąc oczy. Po raz pierwszy Isabelle dostrzegła, jak fatalnie wygląda zegarmistrz.
  - Hm... Dobrze się czujesz Lynn? - zapytała go ostrożnie, a w jej głosie pojawiły się niepewne nuty. - Nie chcę ci przerywać rozmyśleń, ale nie jestem Lil – odchrząknęła. - Ja rozumiem, że ta sytuacja jest dziwna i te pe, ale to nie powód żebyś się głodził. Nie mam ochoty, żebyś mi tu padł – zaczęła, przerywając tylko na chwilę, gdy wspomniał o chustce. - Nie zmieniaj tematu – ostrzegła go.
  Dłoń jednak powędrowała jej automatycznie do materiału. Pogładziła go delikatnie kciukiem, rozmyślając chwileczkę, potem zaczęła go rozwiązywać.
  - Tak, twoja – podała mu ją, właściwie to prawie rzuciła mu ją w twarz. - Wiesz co? Wolę cię odprowadzić, żebyś "nie zasłabł" po drodze – zadrwiła jeszcze.

// z/t x2

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Kwi 10, 2017 7:44 pm

Do tej pory Zjawa była wściekła na Astaroth, która zachowywała się doprawy jak zapatrzone w idealny świat dziecko. Vengeful po prostu kipiała gniewem, który wcześniej zaabsorbowała od dziewczyny, a na dodatek emocje narastały wraz z jej własnymi. Czemu tak bardzo przejmowała się tą czarownicą, które przecież powinna być kolejną kontrahentką jakich wielu? Nie potrafiła tego wyjaśnić, a tym bardziej odsuwała na bok myśli, które podpowiadały jej, że coś może czuć do ognistej. Przecież, że jej serce było od wielu, wielu lat martwe niczym kamień, a to co pomiędzy nimi zaszło było jedynie wynikiem pożądania, które narastało w Aś. Spirit wcale nie chciała, by dziewczę zrzuciło z oczu klapki i spojrzało na rzeczywistość. Wcale nie pragnęła tego dla jej własnego dobra. Tylko dlaczego uciekła z namiotu oraz czemu czuła to ukłucie wewnątrz swego martwego serca?
Od dłuższego czasu nie było takiego momentu, gdy Duch musiała pobyć sama. Bez kontrahentów, których prośby spełniała. Teraz musiała sobie wszystko w swojej płonącej łepetynie poukładać, gdyż w obecnym stanie nie mogła nic wskórać. Gniew powoli z niej schodził, a płonąca grzywa stopniowo malała do poprzednich rozmiarów. Była już noc, a od tamtego wydarzenia minęło kilka dobrych godzin. Słońce zaszło, a Spirit przemierzała dachy Wishtown, skacząc z jednego na drugi w poszukiwaniu czegoś co mogłoby jej pomóc odwrócić myśli od ognistej cyrkówki, która teraz siedziała wewnątrz głowy Zjawy. Rzadko się zdarzało, że niebieskoskóra wykorzystywała złowieszcze wizje przeciwko swoim kontrahentom, jednak tutaj zagalopowała się i pochłonął ją gniew oraz czysta furia. Niemniej teraz z tego powodu miała wyrzuty sumienia. Otóż tak, istota która jest zrodzona z pragnienia zemsty również posiadała coś takiego jak moralność. Nieco inną niż statystycznego człowieka, ale jednak.
Trafiła w końcu w okolice targu. Alejki były puste i nikt nie chodził pomiędzy nimi. W zaułkach od czasu do czasu mógł mignąć kryjący się przed zimnem i wzrokiem bezdomny. Zazwyczaj nie widzieli przechadzającej się Zjawy, jednak czasami zdarzali się nosiciele, którzy ją widzieli, a potem wpadali w panikę. Uciekali lub kryli się po kątach. Spirit lustrowała teraz swymi czerwonymi ślepiami puste stoiska, na których za dnia rozkładane są owoce i warzywa. Poszukiwała czegoś godnego zainteresowania, jednak niczego takiego nie znalazła. Proste stoisko mogło jej posłużyć jednak za materiał do wyładowania emocji, które w niej siedziały. Czarna mgła pochłonęła jedno z nich i niczym bańka owinęła zbudowaną z drewna konstrukcję. Owa bańka stopniowo zmniejszała się, aż w końcu dało się usłyszeć trzask drewna i pękających desek. Zjawa właśnie zmiażdżyła jedno ze stoisk, a kawałki drewna zostawiła na chodniku. Tam gdzie stało wcześniej stoisko. Podczas całego tego aktu wandalizmu miała zacięty wyraz twarzy, jednak nie odczuła ulgi. Nawet po zniszczeniu czegoś nie odczuła, że emocje z niej upłynęły.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Wto Kwi 11, 2017 12:42 pm

Fanny słyszała, że w ostatnim czasie mają miejsce w mieście niesamowite zbiegi okoliczności, których nie da się w racjonalny sposób wyjaśnić. Zazwyczaj te niewytłumaczalne zdarzenia wiązały się z czyimś nieszczęściem, czymś co mogłoby sugerować działalność złośliwego demona lub ducha. Ducha? Przecież duchy nie istnieją, tak samo jak demony. Są tylko Koszmary, których to one, wiedźmy, są twórczyniami. Jakże więc zaprzątać sobie głowę bujdą o duchach?
Rzecz w tym jednak, iż żyjąc w tych zabobonnych czasach, w tym kraju, gdzie na co drugim zamku straszyła Dama Bez Głowy, Ręki, czy innego kuperka, ciężko było o tym nie myśleć. Literatura dodatkowo traktowała ten temat dosyć poważnie, więc nie trudne było znalezienie odpowiednich pozycji przedstawiających to zjawisko. Znacznie trudniejsze okazało się wyselekcjonowanie tych dzieł, w których były jedynie fakty, od tych prostych bajań spisanych często przez prosty lud lub bogobojnych kaznodziei. To utrudniało, ale nie uniemożliwiało znalezienie tego, czego się szukało. Zwłaszcza, kiedy było się detektywem. W końcu w szerokim wachlarzu umiejętności każdej osoby, która trudniła się tą profesją, powinna być zdolność wyszukiwania i uzyskiwania informacji.
Oraz zacierania za sobą śladów, ale to już mniejsza o to.
Postanowiła sprawdzić, a przede wszystkim być może wykorzystać to, czego się nauczyła o tych dziwnych istotach. Czy one jednak faktycznie istniały?
Zielonowłosa z zadowoleniem i pewną perwersyjną satysfakcją patrzyła na zapadające się stoisko, które rano jeszcze było straganem z owocami sprowadzonymi wprost ze słonecznej Afryki. Ciekawe gdzie teraz biedny Rene, francuski imigrant, rozłoży swój towar?
Gdy przedstawienie się skończyło, Fanny zaklaskała przez chwilę.
- Imponujące. Brawo. - powiedziała, wyłoniwszy się z mroku. Była wyraźnie zadowolona z siebie i tego, co udało jej się odkryć, czego być świadkiem. Chociaż może słowo "odkryć" było raczej nie na miejscu. Może lepszym byłoby "udowodnić" sobie samej?
- Nazywam się Fanny Morland. – powiedziała pani detektyw do ducha, który pozostawał dla niej wciąż anonimowy. Czy owa zjawa była niebezpieczna? Jedne podania mówiły, iż niektóre z duchów bywały niebezpieczne, inne zaś, że były dobrymi istotami pomagającymi ludziom. Jak było naprawdę? To się miało okazać.
Fanny stanęła w świetle jednej z ulicznych latarni. Ubrana była w brązowe, skórzane, obcisłe spodnie, które podkreślały jej nogi oraz tyłek. Mosiężny, wypolerowany, delikatny guzik byłaszczał w świetle. Na górę miała założoną białą bluzkę zapinaną na guziki, również mosiężne i tak samo doskonale wypolerowane. Pod bluzką nie miała natomiast niczego, co można było zaobserwować dzięki temu, iż jej dwa kształtne walory dosyć swobodnie się poruszały pod materiałem. Dodatkowo, w dwóch strategicznych miejscach można było dostrzec kształt przebijających się przez materiał sutków. Na to wszystko miała nałożony rozpięty, sięgający kostek płaszcz. Buty zaś były wysokie, bo sięgające połowy łydki, na delikatnym obcasie. W nie wpuszczone były spodnie.
Fanny skupiła wzrok na sylwetce zjawy i doszła do wniosku, że była to postać pięknej, młodej kobiety z uroczą, ale brzydko wykrzywioną gniewem twarzą. Ponoć duchy były w stanie wyczuwać nastroje osób, z którymi przebywały. Co więc zatem tajemnicza, mściwa manifestacja była w stanie wyczuć będąc niedaleko Fanny? Zaciekawienie? Zadowolenie? Z trudem kontrolowane podniecenie seksualne, które zielonowłosa odczuwała bez ustanku, a które trzymane było w ryzach jedynie cieniutką warstewką moralności oraz poczucia obowiązku? To były niezwykle ciekawe pytania, na które pani detektyw bardzo chciała poznać odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Wto Kwi 11, 2017 9:12 pm

Zjawa wyczuła, że ktoś był w pobliżu. Czuła emocje, które budowały się w obserwatorze jednak w trakcie miażdżenia straganu postanowiła chwilowo zignorować obecność tejże osoby. Nie był to jednak czysty strach, który zwykle czuli ludzie widząc takie zjawisko i dlatego ostatecznie Vengeful po zmiażdżeniu desek w końcu zwróciła się ku Fanny. Kobieta ją widziała, a to oznaczało trzy opcje. Mogła być czarownicą, nosicielką lub osobą potrzebującą usług Mściwego Ducha. Była jednak istotą bardzo zuchwałą myśląc, że białowłosa nie stanowi dla niej zagrożenia. Była zadowolona, a na dodatek przedstawiła się formalnie.
Zjawa zlustrowała ją tylko swymi czerwonymi ślepiami od stóp do głów. Zamrugała nimi powoli i wpatrywała się jeszcze chwile w kobietę, która najwyraźniej lubiła eksponować swoje piękno. Obcisłe spodnie, wyraźny brak bielizny, a na pewno stanika. Nie wyglądała na żadną żebraczkę lub sprzedajną dziwkę, których było wszakże pełno na ulicach. Jej zielone włosy kojarzyły się duchowi z cyrkiem, a samo to miejsce aktualnie niezbyt przyjemnie jej się wspominało. Nadal była zła na Astaroth, jednak obecnie już trochę mniej, a nawet zatęskniła za swoją małą iskierką, która rozpaliła jej zeszłą noc. Teraz przed sobą miała kobietę o nietypowym kolorze włosów, który był charakterystyczną rzeczą dla tamtego miejsca. Jednak równie dobrze mogła być mieszczką o bardzo dziwnych gustach. Chociaż czy jej pochodzenie miało znaczenie? W oczach zemsty wszyscy ludzie są równi, niezależnie od statusu majątkowego czy przywilejów społecznych. Vendetta nie uznawała czegoś takiego jak immunitet dyplomatyczny lub wysoko postawieni znajomi. Nawet nie mogła zliczyć jak wiele razy osoby bogate oferowały Spirit łapówkę, byle ta nie robiła im krzywdy. Zjawa za nic miała dobra materialne tego świata. Liczyły się dla niej tylko dusze oraz dokonanie aktu zemsty. Nic więcej, nic mniej. Przez to właśnie Zjawa była praktycznie nieprzekupna, ale czasami zdarzały się również osoby, które pragnęły rozgrzeszenia. Takim była serwowana pokuta o ile szczerze pragnęli zadośćuczynić tym, których skrzywdzili.
- Twa godność nieistotna dla mnie. Zdradź czego pragniesz lub odejdź pókim przychylna – odpowiedziała Zjawa swoim chłodnym, przerażającym dla niektórych ludzi tonem. Nie brzmiała teraz jak aniołek. Była zirytowana i nawet nie siliła się na modulację głosu ale stopniowo jej negatywne emocje były niwelowane przez odczucia Fanny. Nie tylko pobudzenie seksualne, ale również sama ciekawość czy też zadowolenie. To był najprawdopodobniej jedyny czynnik, który sprawił, że Zjawa nie zapragnęła uczynić tego samego z Fanny co uczyniła ze stoiskiem. Oparła ręce na swych biodrach, a wyraz jej twarzy nieco złagodniał. Nadal był gniewny, aczkolwiek mniej.
Jeśli planowała wykorzystać ducha seksualnie to trafiła na naprawdę zły wieczór. Chociaż może nawet umarli miewali swoje gorsze dni, podczas których bywali jeszcze gorsi niż zazwyczaj. Co jeśli również i zjawy miewają okres? Vengeful planowała teraz wysłuchać cóż miała do powiedzenia kobieta, która stała przed nią. Cóż uczyni? A może jest z Inkwizycji i uznała ją za Koszmara, którego należy wyeliminować? Zjawa już na samo określenie mianem tejże niskiej istoty jaką były zrodzone ze snów paskudztwa poczułaby się urażona. To tak jakby przyrównać pięknego łabędzie do najpaskudniejszego insekta, który rył w ziemi każdego dnia. Za samą zniewagę tego typu Spirit mogłaby komuś połamać gnaty lub ukazać najgorszą, najbardziej traumatyczną wizję jaką tylko ten ktoś potrafił sobie wyobrazić.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
 
Pas owocowo-warzywny.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sklep Warzywny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Pchli targ-
Skocz do: