IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pas owocowo-warzywny.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Sybille
Ofiara
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 11/05/2013

PisanieTemat: Pas owocowo-warzywny.    Sob Sty 25, 2014 3:23 pm

First topic message reminder :

Szereg kolorowych stoisk oferujących wszelakie warzywa i owoce. To jedyne miejsce w mieście, gdzie można dostać egzotyczne artykuły spożywcze. Pomimo kuszących produktów należy uważać na niektórych właścicieli, albowiem mogą się okazać sprytnymi złodziejami.
♦ ♦ ♦
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 309
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Sro Kwi 12, 2017 3:28 pm

Fanny wiedziała, że została wreszcie dostrzeżona. W końcu wyraźnie widoczne było to, jak Zjawa się w nią wpatrywała, jak ją lustrowała. Zdawała się intensywnie nad czymś myśleć. Kim była zielonowłosa? Po co się do niej zwracała? Jak to możliwe, że ją widziała? A może nad czymś jeszcze innym? Prawdopodobnie, pani detektyw nigdy się tego nie dowie. Zresztą, nie miała zamiaru zatruwać sobie tym głowy.
Gdy usłyszała ten zimny, demoniczny głos, to mimowolnie włoski na karku stanęły jej dęba. Ot, typowo ludzka reakcja. Nie można jednak powiedzieć, iż panna Morland bała się zjawy. Chociaż może powinna?
Była raczej ciekawa tego, z czym (lub z kim) miała do czynienia, jak ona działała i dlaczego nie zdecydowała się na przejście na drugą stronę, w zaświaty. Pani detektyw zastanowiła się przez chwilę nad tym, czy gdyby po śmierci miała możliwość wyboru pomiędzy zostaniem tutaj jako duch, a przejściem na drugą stronę, to którą opcję by wybrała? Musiałaby lepiej poznać te stworzenia. To, czym się kierowały, to, co je tutaj trzymało, to, co było powodem, dla których zrezygnowały z możliwości opalania się na chmurkach, jeśli ta cała bujda głoszona przez klechów i kaznodziei miała w sobie chociaż krztę prawdy.
Patrząc jednak na to, co się działo na tym świecie najpierw, prawdopodobnie zrobiłaby z życia kilku osób horror, a potem poszła dalej. A może w ogóle przestałaby sobie zaprzątać głowę tym światem, tylko od razu skierowałaby swoje oczy ku zaświatom? Któż to mógł wiedzieć?
Fanny zastanowiła się chwilę nad zadanym jej pytaniem, które jednocześnie było groźbą zawieszoną w powietrzu, wplecioną między wyrazy, chociaż niezwykle jasną i klarowną.
- Na początek może powiedz mi czym Ty tak naprawdę jesteś, bym wiedziała co nieco o Tobie, zanim poproszę cię o pomoc. Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia. - powiedziała, po czym usiadła na jakiejś ławeczce pod ścianą budynku. Wyciągnęła z płaszcza paczkę fajek, po czym wyciągnęła jedną i odpaliła ją srebrną zapalniczką. Założyła nogę na nogę, wolną rękę zaś położyła na oparciu. Noc była chłodna, ale jej to nie przeszkadzało zbytnio. Zaciągnęła się mocno, po czym wypuściła z ust chmurę dymu.
Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Fanny zapytała z czym ma do czynienia. Poza oczywistym zaspokojeniem ciekawości, wiedziała, że aby poprosić kogoś o pomoc musiała wiedzieć, kim tak naprawdę była ta osoba. I jaka była cena udzielenia tej pomocy. Nie można było przecież poprosić o pomoc pierwszego lepszego ducha, który się napatoczy, by potem ten duch wrócił i rzekł coś w stylu "dawaj duszę". Lepiej było wiedzieć na czym się stoi. Panna Morland jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, iż prawdopodobnie balansowała na granicy niebezpieczeństwa. W końcu była świadkiem tego, co ta istota potrafiła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 71
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Kwi 13, 2017 1:09 pm

Mściwa nie wiedziała skąd wziął się ten pogląd, że na końcu czeka człowieka to światełko w tunelu. Znała to trochę z innej perspektywy. Wiedziała, że przed samą śmiercią człowiekowi towarzyszy rozgoryczenie, smutek i desperacka chęć przedłużenia własnego żywota. Kiedy jej głowa została odcięta sama Zjawa nie widziała żadnego tunelu, ani tym bardziej nie została postawiona przed sądem bożym, który rzekomo czekał na każdego. Nie widziała bram niebiańskich, w których stał Święty Piotr, ani również otchłani piekielnych z Lucyferem. Widziała jedną rzecz, a była to pustka. Czuła się jakby była zawieszona pomiędzy życiem, a śmiercią. Posiadała swoją świadomość, jednak wokół niej nie było niczego. Jedynie istniała tam ciemność, ból oraz samotność, z których została wyrwana przez swoje wskrzeszenie. W trakcie tego zawieszenia miała naprawdę dużo czasu na przemyślenia i refleksję nad swoim życiem oraz postępowaniem, które doprowadziło ją do tego stanu. Wtedy dostała drugą szansę i powróciła na Ziemie jako Duch Zemsty, by niczym błękitna mścicielka dokonywać sprawiedliwości według swojego uznania, a nie kodeksów moralnych czy ziemskich praw. Dla niej nie miało znaczenia, że coś jest niedozwolone. Nie obchodziły ją skorumpowane sądy czy funkcjonariusze prawa. Ona wymierzała sprawiedliwość dokładnie taką jaką zażyczyły sobie ofiary. W swoim mniemaniu była jedyną osobą, która mogła złamać wszystkie zasady tego świata i nie ponieść żadnych konsekwencji tego czynu.
- Istotnie mniej pysznym bytem lub lekkomyślnym. Jam jest Vengeful Spirit, Mściwy Duch – odpowiedziała jednocześnie komentując w ten sposób zachowanie Zielonowłosej, która jak gdyby nigdy nic rozsiadła się i zapaliła papierosa. Zjawa zastanawiała się czy kobieta traktowała ją poważnie, czy jednak uważała że ma przed sobą kolejny okaz. Dokładnie taki jak w cyrku, jednak jeśli zasugerowałaby Spirit bycie Koszmarem lub co gorsza uniżenie jej do poziomu zwierzątka w klatce to biada jej, oj biada. Nie uciekła jednak, a wystawiała się bezpośrednio na furię błękitnoskórej, która rozejrzała się na boki próbując dostrzec ewentualnych pomocników kobiety. Nic jednak nie zauważyła, ani tym bardziej nie wyczuwała w pobliżu nikogo poza ewentualnymi przestraszonymi ludźmi w domach, którzy mogli słyszeć całe to miażdżenie stoiska jednak nie mieli tyle odwagi, by sprawdzić co się dzieje.
- Czego pragniesz? – zapytała ponownie Zjawa. Musiała mieć do niej jakiś interes, gdyż w przeciwnym wypadku po prostu ominęłaby ją szerokim łukiem lub uciekła. Ludzie nie nawykli do angażowania się w nie swoje sprawy, zwłaszcza gdy mogła im się stać krzywda. Fanny jednak najwyraźniej czegoś od Ducha chciała, a na dodatek nie była przestraszona pokazem umiejętności czy wyglądem Zjawy. Najpewniej ciekawość zaślepiła ją do tego stopnia, że nie zwracała uwagi na takie szczegóły lub najzwyczajniej w świecie widziała już podobne istoty. Równie przerażające oraz niebezpieczne dla śmiertelnika.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Fanny
Hipnotyzerka
avatar

Liczba postów : 309
Join date : 16/10/2016

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Sro Kwi 19, 2017 6:57 pm

Nie można powiedzieć, że Fanny miała kiedyś styczność z bytem takim, jaki stał przed nią. A raczej nad nią. Nie była jednak przerażona, gdyż nie raz widziała Koszmary, które wyglądały niesamowicie upiornie, potwornie. Vengeful jednak wyglądała bardziej...ludzko, a zatem i mniej przerażająco, chociaż zielonowłosa wiedziała, że pozory potrafią mylić. Wiedziała również, że tak było prawdopodobnie i w tym przypadku. Zdawała sobie sprawę z tego, iż w tym przypadku, najprawdopodobniej, miała do czynienia z bytem o wiele groźniejszym, o wiele bardziej niebezpiecznym, mimo iż wygląd nieco temu przeczył. Ale czy na pewno?
W końcu, nie Venge nie wyglądała w końcu do końca ludzko. Płomienna czupryna, niebieski odcień skóry...to mogło być przerażające dla niektórych.
Jak jednak zostało dobrze zauważone, pani detektyw była chorobliwie ciekawa. Czy i w tym przypadku okaże się, iż ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
Sposób jej wysławiania się przywodził na myśl ludzi, którzy żyli dawno dawno temu. Możliwe również, iż żyła całkiem niedawno. Któż to wiedział?
- Czego pragnę? - zapytała retorycznie. Udała chwilę zastanowienia, chociaż wiedziała, iż mogła być już teraz postrzegana jako osoba pyszna i arogancka. Zresztą, zostało jej to powiedziane wprost.
- Faktycznie, jest coś czego pragnę, ale zanim wyrzeknę swoją prośbę, chciałabym się dowiedzieć jeszcze, jaka jest cena twojej pomocy? Chcę wiedzieć, na czym stoję. - powiedziała, spoglądając na kobietę wzrokiem, który aż ociekał ciekawością. Bo czegóż mógł chcieć duch? Pieniędzy? Nie, to napewno nie to. Względów? Władzy? Na co duchowi takie rzeczy? Wnioskować by można, iż zechce coś, co uczyni ją silniejszą, potężniejszą. Dusze? Wspomnienia? Sama nie wiedziała. Miała przy tym nadzieję, iż Vengeful zejdzie do niej, by zielonowłosa mogła się jej przyjrzeć, bo mimo iż nosiła okulary, to jednak jej wzrok nie był doskonały. Był raczej...przeciętny, więc kobieta musiała wytężać wzrok, by dojrzeć coś więcej, niż tylko sylwetkę ducha.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 71
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Nie Kwi 23, 2017 2:30 am

W Wishtown był doprawdy niezły gabinet osobliwości. Poza tym, że mieszkali tu też zwykli ludzie i paliło się na stosach czarownice, a światem praktycznie rządziła organizacja samozwańczych zbawicieli, to jeszcze były tu takie specyficzne perełki jak chociażby Cyrk. Tamci różnili się nieco od Inkwizycji oraz mieszkańców. Przełamywali tabu i lęk przed nieznanym, byleby dostarczyć ludziom rozrywki oraz wrażeń. Ryzykowali skupiając wokół siebie czarownice oraz nosicieli. Te grupki łapały Koszmary i pokazywały je publiczności w bliżej nieznany sposób. Może po prostu mieli kogoś kto za pomocą swojego daru pozwalał tymczasowo zrobić z kogoś nosiciela? Ważne jednak było to, że zdarzały się w mieście osoby, które nie uciekały na widok Spirit i zarazem nie należały do zaprawionej w bojach Inkwizycji, a do ciekawskich śmiertelników z Cyrku. Sądząc po włosach Fanny i obecnie panującej modzie to chyba tylko tam by zagrzała miejsce.
Nie zdawała sobie jednak sprawy, że Zjawa również zaczęła odczuwać ciekawość oraz fascynację tą śmiertelną duszyczką, a to był już progres. Gniew był stopniowo wygaszany przez pytania rojące się w głowie Ducha. „Jakie są jej pragnienia i czego ode mnie oczekuje? Czyżby była szalona lub łaknęła wrażeń do tego stopnia, że stawia swe życie na szali?”. Mniej więcej takie myśli krążyły po jej głowie i przed dokładnie takim zachowaniem ostrzegała swoją kontrahentkę. Oczywiście zanim potraktowała ją w bardzo nieprzyjemny sposób cząstką swojej mocy, by ukazać jej nieco inny obraz rzeczywistości. Zdarła wtedy z oczu Astaroth te różowe okulary, przez które artystka patrzyła na świat. Jeżeli dla niej było to tak istotne i faktycznie było to jej sensem życia to przetrwa tą próbę charakteru. Vengeful potrzebowała kontrahentów, jednak nie znaczy to, że o nich nie dbała. Wręcz przeciwnie, dla niej byli najważniejsi i pod tym względem nie okłamała Cyrkówki, że jest wyjątkowa. Nie ma dwóch takich samych osób na świecie, a bycie własnością żądnej zemsty Zjawy jest jeszcze dodatkowym atutem podkreślającym ten stan.
- Są trzy zasady. Pierwszą oko za oko, co dasz to otrzymasz z nawiązką. Jeśli którakolwiek z nas zginie to pakt zostanie anulowany. Ostatnia pozwala mi okazać łaskę gdy człowiek, nędzna istota okażę szczerą skruchę za swe czyny. Ceną jest zasada pierwsza oraz bycie naznaczoną przez całe życie – rzekła enigmatycznie Zjawa podchodząc nieco bliżej kobiety, praktycznie zatrzymując się na 10 metrów przed nią i zerkając na nią swymi czerwonymi ślepiami, które gdyby mogły to przebijałyby teraz Fanny na wylot. Chciała się przewiercić do jej wnętrza i zobaczyć cóż Hipnotyzerce roiło się w głowie. Spirit jednak nie powiedziała czego dokładnie będzie chciała w zamian, gdyż po prostu Morland jeszcze nie wypowiedziała swojego życzenia. Duch nie negocjował i po prostu wyceniał jak sprawiedliwy lichwiarz. Człowiek mógł jedynie doprecyzować warunki umowy oraz zakres usług, jednak nie mógł bezpośrednio wpłynąć na cenę. Jedynym realnym wpływem byłoby zwężenie lub poszerzenie zakresu prośby, którą składano duchowi. Nie mógł się jednak potem z tej umowy wycofać, chyba że nie została wypełniona do końca. Rzadko się to zdarzało, jednak było możliwe przy odpowiednich okolicznościach. Stopniowo błękitny płomień Zjawy malał wraz z jej uspokajaniem się. Znikała również powoli biała grzywa, która sięgała wcześniej pleców Ducha, a teraz już tylko ramion. Może to i dobrze, bo kto wie co mogłoby się stać gdyby nadnaturalną istotę rozzłościło cokolwiek w tym momencie. Zwłaszcza po tamtej kłótni, do której pewnie kiedyś jeszcze wróci. W końcu będzie musiała odwiedzić połykaczkę ogni i sprawdzić jak się miewa oraz czy nikt nie położył łapsk na własności Ducha. Niechybnie taka osoba by je straciła.
- Czego pragniesz? - ponowiła Zjawa już odrobinę ponownie zirytowana. Zemsta do najcierpliwszych nie należała. Zwłaszcza, gdy nie odzyskała jeszcze pełni dobrego... no względnie dobrego nastroju.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 212
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Lis 19, 2018 1:43 pm

Jedna dorożka mknęła w drogę powrotną na tyle szybko, na ile pozwalał stangretowi jego zdrowy rozsądek i umiejętność określenia równowagi między potrzebą pracodawczyni a bezpieczeństwem. Żadna to dla niego była nowość, wszak niemal każdy dzień kobiety, której sprzedawał swoje usługi, wypełniony był rozmaitymi zajęciami, głównie skupiającymi się na sprawowaniu opieki nad odziedziczonym biznesem. Czasem zdarzało się tak, że praca zmuszała dr Noita do wyjazdu poza klinikę, aby klienta obsłużyć na miejscu i bardzo często bywali to członkowie śmietanki towarzyskiej, z którymi dobra znajomość przynosiła wiele korzyści.
Pośpiech był wskazany nie tylko w jedną stronę, ale także w drodze powrotnej, gdyż Deneve nigdy do końca nie ufała zatrudnionemu personelowi – w szczególności członkom rodziny, których sprowadzała do swojej kliniki – i zawsze lepiej się czuła, gdy znajdowała się w pobliżu, nad wszystkim trzymając pieczę. Jeśli najświetniejszy lekarz Wishtown musiał opuścić na jakiś czas rezydencję, dla Deneve za każdym razem była to mała tragedia, gdyż nabierała przekonania, że bez niej szansa na to, iż ktoś spartaczy robotę, niebezpiecznie wtedy wzrastała.
Na nieszczęście w czasie drogi doszło do komplikacji opóźniających powrót do posiadłości. W pewnym odcinku dwa dostępne rozwidlenia zostały zablokowane przez członków Inkwizycji w jednej i tłumek gapiów zagonionych w drugą tak, aby nie blokowali przejazdu w prosto prowadzącą drogę. Lekarkę, choć jej obojętna mina nie wskazywała na jakąkolwiek emocję, przeszły ciarki. Kobieta doskonale zobaczyła zajście przez okienko dorożki, które odsłoniła, gdy poczuła, że konie zwalniają.
Niestety ta jedyna droga prowadziła prosto w ulice targowe, gdzie przejazd utrudniały nie tylko stoiska, ale jeszcze większa ilość ludzi, którzy przychodzili tam załatwić sprawunki. Albinoska westchnęła ciężko, bo wiedziała już, że będzie ją to kosztowało wiele cierpliwości. Nie musiała nawet patrzeć na zegarek schowany w kieszonce kamizelki. W głowie automatycznie uruchomił się jej taki jeden czasomierz naliczający, ile czasu już zmarnowała tego dnia.
„Gorzej mogłoby być tylko wtedy, gdyby zatrzymała mnie Inkwizycja” – pomyślała Dev. Całe szczęście nie miała powodu do obaw, bo nikt bez ważnego powodu nie zatrzymywałby powozu, którego oznaczenia wprost wskazywały, że należy do jej kliniki, bo na takie wyprawy „biznesowe” właśnie wybierała tę.
Doktorka myliła się jednak co do tego, że nikt jej bezpośrednio nie zatrzyma...

___________________


Ostatnio zmieniony przez Devil dnia Pon Gru 10, 2018 1:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t120-doktoryna
Merveille
Handlująca półprawdami
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 02/11/2018

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Lis 19, 2018 5:47 pm

Ten dzień nie należał do zbyt udanych. Żaden ze sprzedawców, z którymi rozmawiała Merveille, nadal nie był skory do wyjawienia jej położenia Czarnego Rynku, mimo że starała się tego dowiedzieć od czasu, gdy ktoś powiedział jej o jego istnieniu, czyli ładnych paru tygodni. W końcu miejsce pełne nielegalnego towaru otworzyłoby  przed nią tyle możliwości... Pocieszała się w myślach, że niedawno nawiązała dobrze się zapowiadającą współpracę, ale nie zmieniało to tego, że jej nieodłączny uśmiech dzisiaj był trochę wymuszony.
Pchała wózek wypełniony jabłkami, które obiecała sprzedać. Miała nadzieję, że dzięki temu pewien mężczyzna spojrzy na nią przychylniejszym okiem i wyjawi jej w końcu tak ciekawiącą ją informację. Od początku ten konkretny sprzedawca najbardziej entuzjastycznie reagował na pomoc panny Ambler w różnych sprawach. Tych mniej i bardziej legalnych.
Jednakże patrząc na wciąż dużą liczbę owoców w wózku, dziewczyna zaczęła wątpić, że uwinie się z tym w ciągu dnia, bo nikt nie kwapił się do kupowania.
Wtedy oczom handlarki ukazał się powóz. Zagwizdała cicho. Gdyby ją było stać na coś takiego...
Oczy się jej zaświeciły, gdy coś sobie uświadomiła. Jeśli ktoś się tak woził, to na pewno kupienie dwóch kilogramów tych durnych jabłek nie było dla niego dużym wydatkiem, prawda? Prawda?!
Gdy dorożka znajdowała się jakieś osiem metrów od Merv, ta zablokowała drogę wózkiem i stanęła przed nim, machając rękoma.
- Piękne, dojrzałe i czerwone, pyszne w całości i krojone! Kto mógł, a nie spróbował, ten później tego żałował! - krzyczała na cały głos, starając się zagłuszyć ewentualne "Zjeżdżaj stąd!". - Upewniam panią, pana i stangreta, że cel podróży może poczekać! Okazjonalna to cena, pewni, mili państwo, bądźcie, bierzcie, kupujcie, potem mnie za blokowanie drogi sądźcie! - dodała, widząc spojrzenia naocznych świadków: jedni wyglądali na zirytowanych, drudzy na rozbawionych. Ciekawe, do której grupy należała osoba wewnątrz powozu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t585-merveille-ambler
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 212
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pon Gru 10, 2018 1:18 pm

Nie inaczej jak podejrzewała Deneve, dorożka zwolniła do iście żółwiego tempa. Nawet konie zdawały się poirytowane przebieraniem kopytami wręcz w miejscu. Stangret robił, co tylko mógł, by nie pozostawać w bezruchu i chociaż trochę posuwać się do przodu. Ludzie widząc powóz starali się usuwać z drogi, lecz nie mieli za bardzo gdzie się wcisnąć, toteż wszystko to szło w powolnym dosyć tempie.
Aż do pewnego momentu... gdy pojazd nagle zatrzymał się całkowicie, co nie uszło uwadze siedzącej w środku albinosce. Podniosło się jej ciśnienie, nie było nic gorszego niż utknięcie przy jednoczesnym śpieszeniu się do obowiązków, a mnóstwo ich przecież czekało Deneve w rezydencji.
„...Ta Inkwizycja, zawsze przez nią jakieś problemy.” – pomyślała lekarka, bo oczywiście znalazła się w słabo przejezdnej ulicy właśnie przez niezaprzeczalnie pełną zaangażowania akcję złapania jakiejś wiedźmy, w związku z czym postanowiono zablokować ulicę, którą jej stangret chciał jechać. Pytanie, co tym razem się stało? Wpadli na korek innych powozów, które wcześniej tu wjechały? A może przestrzeń między straganami stała się tak wąska, że przyjdzie czekać im do wieczora, aż tłum się przerzedzi...?
Jednak, jak się chwilę później okazało, nie było to ani jedno, ani drugie. Zwyczajnie ktoś z premedytacją stanął na środku drogi, a mężczyzna musiał wstrzymać konie.
– Zejdź z drogi, panienko, to niebezpieczne! – zawołał mężczyzna ze swojego miejsca na powozie. – Spieszymy się!
Tylko że dziewczę nic sobie nie zrobiło z tych nawet uprzejmie wypowiedzianych słów, więc jak stanęli, tak stali dalej. Deneve zdążyła w tym czasie uchylić odrobinę drzwiczki, żeby dowiedzieć się, co zaszło i usłyszała każde natrętne słowo zachęty do kupna towaru oferowanego przez dziewczęcy głos, który zdawał się, mimo ogólnego hałasu wokół, lekko znajomy. Acz ta myśl zakiełkowała w umyśle lekarki gdzieś na jego skraju, nie zwróciła na to większej uwagi, wszak miała na co dzień do czynienia z wieloma ludźmi, trudno byłoby się od czasu do czasu nie doszukać w tłumie jakiegoś znanego jej głosu.
– Panienko, powtarzam, proszę zejść z drogi. Nie widzisz? Jesteśmy z kliniki i czas akurat jest dla nas istotny! – mówił nadal bez zdenerwowania, choć wewnętrznie mógł być nieco zirytowany faktem, że sprzedawczyni jabłek go zignorowała. Ale mężczyzna nie był ulicznym woźnicą, więc wydzierać się z przekleństwami na przechodniów po prostu mu nie przystawało. To ostatnie czego można się po nim było spodziewać.
– Louis, co się dzieje?
Deneve w końcu uchyliła drzwi mocniej. Założyła cylinder na głowę i wychylając się na schodkach z laską pod pachą, zerknęła w stronę powożącego, a potem na... Merveille. Kto by pomyślał...

___________________


Ostatnio zmieniony przez Devil dnia Pią Sty 04, 2019 12:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t120-doktoryna
Merveille
Handlująca półprawdami
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 02/11/2018

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Czw Gru 13, 2018 7:39 pm

Trwając w błogiej nieświadomości tego, że całkiem niedaleko ktoś inny miał dużo większe problemy niż rozwijanie interesu, dziewczyna uparcie ignorowała uprzejme prośby o zejście z drogi, jedynie na chwilę wątpiąc: wtedy, gdy usłyszała słowo "klinika". Miała nadzieję, że nie będzie pośrednim powodem pogorszenia się czyjegoś stanu, mimo wszystko nie lubiła poważnie szkodzić osobom, które nic jej nie zrobiły...
Gdy usłyszała nowy głos i ktoś uchylił drzwiczki powozu, Merveille stała się czujna i gotowa do biegu. Zastanawiała się, czy dopięła swego i pozbędzie się towaru, czy może jednak powinna czym prędzej brać nogi za pas. Zmierzyła wzrokiem eleganckiego pasażera i... zamarła. Nie było mowy o pomyłce. Znała tylko jedną osobę o dosłownie białej karnacji. Mimowolnie uśmiechnęła się szeroko. Tak, nie miała wątpliwości, od ich ostatniego spotkania minęło trochę czasu, ale zbyt mało, by Deneve mogła się zmienić nie do poznania. Handlarka niezbyt wierzyła w przeznaczenie, ale jednocześnie jeszcze mniej w zbiegi okoliczności, toteż nie wiedziała, jak wyjaśnić samej sobie, że oto miała przed sobą panią doktor.
Nagle sprzedaż owoców przestała być priorytetem Merveille, choć i tak wciąż znajdowała się wysoko na jej liście rzeczy do zrobienia, w końcu inaczej młoda czarownica nie byłaby sobą. Dziewczyna pociągnęła wózek za sobą i pośpiesznie ruszyła w stronę Deneve, tym samym przestając blokować drogę. Z boku musiało to wyglądać na ostatnią próbę przekonania kobiety o wyższości jabłek nad resztą świata i, w konsekwencji, zarobienia trochę pieniędzy, lecz Mer powiedziała coś zupełnie z tym niezwiązanego:
- Witam - zaczęła, mając nadzieję, że niezupełnie zraziła do siebie Deneve. - Nie spodziewałam się, że jeszcze raz cię zobaczę. Nie żeby mi to przeszkadzało - przyznała z uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t585-merveille-ambler
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 212
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Pią Sty 04, 2019 2:50 am

Spotkanie zaskoczyło Deneve. Zaprawdę...Kto by pomyślał? – raczej nie miała okazji ponownie zetknąć się z osobami, które napotkała podczas swoich podróży. „Ale może to i dobrze..?” – przemknęło jej przez myśl.
Obecnie albinoska była zdecydowanie inną osobą niż dawniej. Życie poza domem przywróciło jej znaną z dzieciństwa empatię oraz jakąś taką wrażliwość na otoczenie, podczas gdy obecnie do człowieka w potrzebie odniosłaby się z dosyć mechanicznym podejściem pozbawionego choćby cienia współczucia: obowiązek wypełniony, pora przejść do kolejnego. Pewne rzeczy udawała... jeżeli wypadało, ale nic zupełnie nie czuła. Żadna wewnętrzna reakcja nie zmuszała jej do przejmowania się czyimkolwiek losem bardziej niż następnym posiłkiem.
Lecz były to zmiany, które trudno było dostrzec na pierwszy rzut oka. Inaczej sprawa wyglądała z aparycją, bo tutaj Merveille (jeśli jej wspomnienia nie były zbyt mgliste) to mogła wychwycić kilka różnic. Na pierwszy plan wychodziło lepiej dopasowane i wyraźnie lepszej jakości odzienie równające się całkiem sporej sumce funtów. Co prawda tamtego czasu nieczęsto musiała martwić się o przetrwanie, jednak jej przychody były nieporównywalnie mniejsze od odziedziczonego i rozrastającego się majątku. Mocno podkrążone oczy świadczyły o poważnych problemach ze snem, chociaż bardziej by pasowało określenie „przepracowanie”.
Kiedy dziewczyna zeszła z drogi, stangret odzyskał nadzieję, na wznowienie podróży przez miasto.
Ta mała zeszła, chyba możemy ruszać – powiedział Louis.
– Zaczekaj chwilę... – odparła Deneve, nadal mając Merveille w polu widzenia. Widziała, jak ta próbuje się przedostać przed powóz.
Prawdę mówiąc w głowie Dev rozgrywał się dylemat, jak potraktować owo niespodziewane, ponowne spotkanie. Kilka wspomnień wyskoczyło z szufladek pamięci i albinoska niekoniecznie była z tego faktu zadowolona, choć sama Merv nie miała z nimi nic absolutnie wspólnego poza tym, że wszystko działo się w czasie, w którym podróżowała razem z bliską sercu kobietą... Zdecydowanie wolała uniknąć pytań o dalsze losy, najlepiej, gdyby nigdy nie zaistniały w głowie napotkanej dziewczyny.
– Właśnie tak mi się zdawało, że słyszę znajomy głos. Widzę, że zmysły mnie nie oszukały. – powiedziała i w tym samym momencie zeszła z ostatniego stopnia schodków, po czym stanęła na brukowanej ulicy, wspierając się na lasce.
– A ja nigdy nie pomyślałabym, że kiedyś trafisz do Wishtown. Co ciebie tutaj sprowadza?
Deneve zerknęła na zegarek na łańcuszku, wsuwany do kieszonki kamizelki. To już chyba należało zaliczyć do tików...
– Prowadzisz tutaj jakiś swój interes? – zapytała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t120-doktoryna
Merveille
Handlująca półprawdami
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 02/11/2018

PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    Wto Sty 08, 2019 12:09 pm

Z bliska Merveille mogła lepiej się przyjrzeć Deneve. Jej uwadze nie umknął zadbany ubiór pani doktor – dziewczyna od dawna na podstawie tego, co ktoś miał na sobie, dosyć trafnie oceniała jego status społeczny, a czasami nawet mogła zgadnąć, czym owa osoba zajmuje się na co dzień. Właśnie dlatego tak ją frustrowało to, że nie mogła sobie przypomnieć, w co ubrana była albinoska, gdy się poznały. Tuż po – w gruncie rzeczy bezsensownej – bójce Merv bardziej się przejmowała tym, by jak najszybciej wrócić do pełni sił.
Jednakże było coś, co młodej czarownicy nie pasowało. W jej pamięci pozostał obraz osoby ciepłej i przejmującej się losem innych, teraz zaś odczuła pewien dystans. Stwierdziła jednak, że to dziwne wrażenie jest spowodowane tym, od jak dawna się nie widziały.
No właśnie, minęło tyle czasu, a jedyną poważniejszą zmianą w moim wyglądzie są skrócone włosy – pomyślała nieco przygnębiona. Mogła sobie wmawiać, że to nic takiego, ale tak naprawdę miała kompleks na punkcie jej dziecięcej urody. Jakby nie patrzeć, gdyby jej życie potoczyło się inaczej, teraz kończyłaby szkolenie na balsamistę i rozglądała się za kandydatem na męża.
Co ją sprowadza do Wishtown? Mimowolnie uśmiechnęła się szerzej. Na usta cisnęło jej się jedno słowo: „sentyment”, ale wiedziała, że w jej przypadku jest to najgorsza odpowiedź z możliwych. Amber Brown nie żyła, a Merveille Ambler nigdy wcześniej nie była w Wishtown.
- Ciekawość – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Tak, była ciekawa tego, czy i co się tu zmieniło; ciekawa miejsca, gdzie ścierały się ze sobą przeciwne światy. A wreszcie chciała sprawdzić, czy uda jej się patrzeć na znajome miejsca nie jako ktoś, kto powrócił, a kto przybył tu pierwszy raz, kto umie odciąć się od przeszłości.
Nie. Nadal tego nie potrafiła.
Z tyłu jej głowy pojawiła się myśl, że mogłaby również zapytać o to, jak kobieta tu trafiła, ale Merveille wiedziała, że targ nie był najlepszym miejscem na długie wspominki. Na razie postanowiła się z tym wstrzymać.
Sprawdzenie zegarka przez Deneve nie umknęło uwadze dziewczyny. Jak powinna odczytać ten gest? Zniecierpliwienie? Upewnienie się, że ma czas? Nawyk?
- Interes? – powtórzyła, dając sobie chwilę na ułożenie odpowiedzi. Mogłaby potraktować to jako wymianę formalności, ale wiedziała, że powinna wykorzystać nadarzającą się okazję. – Zależy, co rozumiesz przez „tu”… Jestem w pracy dwadzieścia cztery na dobę, a każde miejsce, na tym placu zaczynając, a na zwykłej uliczce kończąc, jest dobre, by ubić interes. Handluję… prawie wszystkim. Nie tylko owocami – dodała, uśmiechając się lekko. – Niezwykłe, ilu ciekawych, mających wiele do powiedzenia ludzi można poznać, nie ograniczając się… naprawdę różnych ludzi – podkreśliła, zastanawiając się, czy jej aluzja była wystarczająco jasna, a jeśli tak – czy udało jej się zainteresować Deneve.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t585-merveille-ambler
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pas owocowo-warzywny.    

Powrót do góry Go down
 
Pas owocowo-warzywny.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Pchli targ-
Skocz do: