IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Główna sala   Wto Sie 25, 2015 4:59 pm



Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Nie Lut 21, 2016 9:17 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Wto Sie 25, 2015 7:24 pm

Wypełniona ludźmi dolna część gospody mieniła się wieloma kolorami ich ubrań. Przez biesiadujące gromady ciał temperatura w pomieszczeniu diametralnie różniła się od tej na zewnątrz. Dosyć proste, ale niepozbawione dobrego smaku wnętrze mogło zadowolić większość oczu, a obsługa i przyrządzane posiłki w pełni zaspokajały wszystkich tych, którzy decydowali się na zatrzymanie w tym przyjaznym lokalu.
Veilore, kiedy tylko gorąco buchnęło jej w twarz, który zaraz szybko cały ją otoczył, musiała się powstrzymać przed natychmiastowym zrzuceniem płaszcza. Trzymając w ręce walizkę, z niemałym wysiłkiem przedostała się do szynkwasu, gdzie u gospodarza zamówiła przedostatni wolny pokój. Złapała kluczyk w sztuczną dłoń, po czym powędrowała w stronę schodów, a dalej – na piętro, gdzie znajdowało się opłacone lokum.
Wieczór miała cały dla siebie. O tej porze, w godzinach trwania wielkiej uczty i w takim zgiełku sprawne przeprowadzenie istotnej rozmowy mogłoby się okazać wręcz niemożliwe, dlatego zostało ono ustalone na dzień jutrzejszy, dokładniej miało do niego dojść wczesnym popołudniem. Zatem Veilore nie miała powodów do pośpiechu. Odłożyła walizkę obok łóżka, zrzuciła z siebie zbędną odzież, a broń ulokowała na komodzie. Posiliła się już wcześniej, więc do nastania kolejnego dnia pozostała w swoim pokoju.

Rankiem odświeżyła się, przywdziała świeże ubrania, a swój stały ekwipunek umieściła na swoim miejscu. Gdy kobieta doprowadziła się już do porządku, zgarnęła z nocnej szafki książkę i zeszła na dół, po drodze jeszcze przeczesując palcami nieposkromione jasne fale. Zgodnie z zegarem umieszczonym w pokoju spotkanie powinno się odbyć za niecałe trzy godziny. Tak samo twierdził zegar w głównej sali, więc bez popędzania siebie samej, zamówiła śniadanie i posiliła się.
Wnętrze Gospody pod Złotą Kaczką, w przeciwieństwie do późnych godzin, teraz emanowało spokojem, a mała grupa gości nie przeszkadzała zupełnie w niczym. Ba, nawet miło było nie siedzieć w ciężkiej ciszy, mieć zaś możliwość wysłuchania najświeższych wiadomości. Dwóch panów, zajmujących stolik nie tak daleko od niej wymieniało właśnie zdania na temat porannej gazety.
Przepraszam... – jedna z pomocnic gospodarza, kiedy Vei już od dłuższego czasu śledziła treść książki, zapytała czy może wziąć wykorzystane naczynia. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie i skinęła głową.
Jeśli to nie problem, poproszę jeszcze szklankę wody – rzekłszy to, wróciła do lektury.
W międzyczasie na stoliku pojawiła się szklanka pełna przeźroczystej cieczy, którą raczyła się w trakcie czytania i przysłuchiwania się dwóm panom z gazetami.
I pusta szklanka w końcu zniknęła, i nadejść miała chwila umówionego spotkania. Nie pomyliła się co do punktualności swoich przyszłych pracodawców. Niebieskie oczy dostrzegły w idealnie wypolerowanym, przejrzystym oknie mężczyznę, z którym już do czynienia miała, oraz jego towarzyszkę, będącą z pewnością jego siostrą.
W momencie, w którym drzwi się uchylały, blondynka wstała. Oznaczyła wstążką stronę książki, a sama lektura została odłożona na stół.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Pon Wrz 28, 2015 7:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Wto Sie 25, 2015 7:57 pm

- Caspar, nie mogę uwierzyć, że mnie tam ciągniesz. - powiedziała Annabeth z wyrzutem. Przez całą drogę z posiadłości uparcie wpatrywała się w okno, chcąc zademonstrować bratu, jaka jest na niego zła. Kto to widział, żeby dorosły mężczyzna był aż tak skupiony na własnej siostrze. Jej brat był przecież zajętym dżentelmenem, który nie powinien mieć tyle czasu wolnego, żeby zorientować się, że Ann pozwala sobie na dużo więcej szaleństw, niż niejedna dzisiejsza dama. Ale co rudowłosa mogła poradzić, że wyższe sfery bywały tak nudne? Całe to towarzystwo, które rzekomo powinno jej odpowiadać - oczywiście, w mniemaniu Caspara, jakże inaczej! - było w wieku jej ojca. Mogła czasem pomówić z kimś dojrzałym, ale na miłość boską, nie przez cały czas. Pech chciał, że pewnego wieczora, kiedy ponownie wymknęła się z posiadłości jakiegoś "odpowiedniego towarzysza" w celu znalezienia choćby drobnej dawki rozrywki i złapała dyliżans na jednej z uliczek, natknęła się na brata w dokładnie tym samym pojeździe.
Zaklęła w myśli na wspomnienie tamtej niefortunnej sytuacji. Że też chłopak musiał akurat wyjść wcześniej z tego swojego... No, cokolwiek on tam robił. Teraz patrzył na nią z pobłażliwym uśmiechem, czekając aż skończy przepełnione pretensją zdanie. A potem nawet go nie skomentował, tylko wrócił do czytania! Bettie prychnęła z oburzeniem.
- Ochroniarz. To też sobie wymyśliłeś. - powiedziała, splatając ramiona na piersi. Brat mógł coś odpowiedzieć, ale niespodziewanie przestała go słuchać. O ile ochroniarz będzie taki jak każdy facet, bez problemu owinie go sobie w okół palca. Jeszcze ze swoją mocą? Phi, co to dla niej! W dodatku, jeżeli chodziłaby po ulicach wraz z obstawą, wyglądałaby dużo dostojniej.
Hm. Może to mi się nawet opłaci. - pomyślała, unosząc nieco kąciki ust. Zerknęła na Caspara, prostując się i wygładzając sukienkę.
- Wiesz, że i tak wyjdzie na moje. - stwierdziła, kładąc dłonie na kolanach z usatysfakcjonowanym uśmiechem. Zdziwił ją brak reakcji ze strony brata, ale zdecydowała się, że zacznie go ignorować, podobnie jak on ją.
W końcu dojechali na miejsce. Chłopak wysiadł pierwszy, a następnie pomógł jej zejść po krótkich schodkach. Jej buty przez chwilę stukały po posadzce w tempie jej energicznego kroku. Zerknęła na miejsce, w które zabrał ją brat. Uniosła brwi, wzdychając. Cóż, mogło być gorzej. Stanęła przed drzwiami, czekając, aż Caspar otworzy je przed nią, a kiedy spełnił swój męski obowiązek, wstąpiła do prostego wnętrza gospody, rozglądając się w poszukiwaniu swojego przyszłego ochroniarza.
- No? Gdzie on jest? - spytała, zerkając na chłopaka. Ten wskazał na wysoką... Kobietę? Annabeth rozchyliła wargi w wyrazie niemego szoku. Jej brat chyba do reszty zwariował. Jej zdolnym obrońcą miała być dziewczyna, chyba równie szczupła jak sama Ann? Wspaniale, Caspar, niezła decyzja. Jednak mimo obaw, przywołała na twarz uśmiech i ruszyła do stołu, przy którym stała kobieta. Automatycznie złożyła dłonie przed sobą, dostojnie krocząc wzdłuż sali. Kiedy stanęli już w odpowiednim miejscu, chwyciła za materiał sukni i dygnęła z gracją.
- Witam. - powiedziała nieco chłodno, taksując kobietę wzrokiem. Zerknęła na brata, wzrokiem przekazując, że nie jest zadowolona. Miała wielką nadzieję, że jej brat odbierze jej chłód wyraźnie. Gdyby nie to, że go szanowała, to potraktowałaby go swoją mocą i już nie pozwalałby sobie na szaleństwa w tym stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Sie 27, 2015 6:38 pm

Niebieskie oczy śledziły rodzeństwo zmierzające ku niej i uwadze Veilore nie umknęło zdziwienie, jakie spłynęło na twarz płomiennowłosej dziewczyny. O ile niczego w tym dziwnego nie było, o tyle kobiecie zajmującej się tego typu zajęciami jak ochrona, już pełnoprawnie dziwić się było można. Co by nie mówić, w tym świecie rzadkością było spotkanie kobiety pracującej poza domem, a jeśli już, to trudno w roli innej niż guwernantki czy pomocy domowej... Tylko Inkwizycja była pod tym względem wyjątkowa. W gronie, które skupiała, liczyły się wyłącznie umiejętności i nienawiść do czarownic.
Dzień dobry – przywitała się z lekkim ukłonem w kierunku siostry mężczyzny. – Bardzo miło mi panienkę wreszcie zobaczyć. Nazywam się Veilore Silver.
Blondynka uśmiechnęła się serdecznie, po czym wymieniła uścisk dłoni ze swoim pracodawcą.
Pan August postanowił wyznaczyć mnie na panienki ochroniarza. Gwarantuję, że nie stanę się przyczyną choćby najmniejszego rozczarowania – rzekła. Po prawdzie to nawet mężczyźnie się nie dziwiła. Mając tak wyróżniającą się z tłumu siostrę, szczególnie włosami, musiał się obawiać, że ktoś o niekoniecznie dobrych zamiarach prędzej na nią zwróci uwagę, niż na podobnego statusu inną dziewczynę. Vei pozwoliła sobie nie wygłaszać tej uwagi. Zachowała ją dla siebie.
Ciągle jednak zastanawiało ją jedno. Dlaczego wybór padł właśnie na nią, a nie na kogoś innego? Owszem, miała dobrą opinię, ale była zdania, że przynajmniej kilka, jak nie więcej, osób mogłoby się taką pochwalić. Wystarczyłoby dobrze poszukać w mieście, ale wiązało się to oczywiście z dodatkowym wysiłkiem, przede wszystkim wypytywaniem. Opcją, którą Veilore uznała za mało prawdopodobną, było polecenie przez hrabinę. Caspar August słowem o tym nie wspomniał podczas poprzedniego spotkania, a ona postanowiła nie dociekać. Owa wiedza niczego by nie zmieniła. Od ostatniego, dosyć krótkiego zlecenia, minęło już trochę czasu. Potrzebowała nowego zajęcia.
Może usiądziemy? – zaproponowała po wymianie uprzejmości.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Pon Wrz 28, 2015 7:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Sie 27, 2015 9:35 pm

Wystarczyła chwila, żeby Annabeth zdołała zauważyć w dziewczynie kilka elementów, które mocno ją zainteresowały. Po pierwsze, rysy twarzy. Szlachetność i powaga, może nawet nieco wyniosłości. Bardzo imponujące, biorąc pod uwagę, że ochroniarze często bywali naprawdę toporni, a kąciki ich ust były wygięte w dół, niczym u praczłowieka z książek Caspara. Blondynka wydawała się jednak bardzo dostojna. Świetny towarzysz, by się z nim pokazywać, tyle estetyki! A skoro o blond zahaczamy - jak ta kobieta znajduje czas, żeby dbać o włosy? Nie były tak długie jak u typowej damy, ale czy ktoś się dziwi? Przecież taki zawód. Jasne włosy, jeszcze w połączeniu z oczami przypominającymi krystalicznie czyste jeziora. I była wyższa! Miała wrażenie, że będzie się dziś w nocy nad tym rozwodzić. Oczywiście, zaraz po tym, jak udusi swojego brata.
Jak on mógł zrobić coś takiego? Przecież znał gust swojej siostry i powinien mieć świadomość, że taki ochroniarz będzie dla niej męczarnią! Moglibyśmy zapytać: Annabeth, dlaczego zwyczajnie z nią nie poflirtujesz? Wystarczy użyć mocy! Jak jednak mogłaby zdobyć się na romanse z pracownicą, przecież to niedorzeczne. Co prawda, słyszała o kilku takich udanych parach, ona jednak akurat w tej kwestii pozostawała konserwatywna. Chociaż, te oczy...
- Mi również jest miło. - powiedziała już milej, pozbywając się chłodu, jaki zmroził jej słowa, gdy mówiła do brata - Annabeth August, możesz zwracać się do mnie po imieniu. - poprosiła z uśmiechem. Nie przepadała, gdy ktoś z kim teoretycznie mogłaby zawrzeć relację bliższą niż pracodawca-pracownik zwraca się do niej per "pani". Czuła się wtedy staro i dojrzale, jakby była własną matką. Oczywiście, nie pozwoliłaby nazywać się po imieniu byle komu. Ale już kucharka i pokojówka miały pełne prawo mówić z nią na "ty". Clara -  to jest, kucharka - nawet mogła zdrabniać jej imię, tak dobrze się dogadywały.
- To się okaże. - stwierdziła z nieco figlarnym uśmiechem, kątem oka zerkając na Caspara. Mógł znaleźć kobietę idealną, oczywiście. Ale niech nie myśli, że przekona tym Ann do zmiany nawyków. Ba, postara się być nawet mniej znośna, niż normalnie. Będzie wybierać się do tylu szemranych miejscówek, aż się nie sparzy i nie pożałuje. A i wtedy pewnie odpuści sobie zaledwie na jakieś dwa, czy trzy tygodnie. Była młodą szlachcianką, czemu miałaby się ograniczać?
- Wspaniały pomysł. Chociaż, drogi bracie, czy nie wspominałeś, że spieszysz się dziś na ważne spotkanie na południu miasta? - przypomniała bratu, który co prawda pokiwał głową, ale zapewnił, że jeżeli wyruszy za dwadzieścia minut, to nic się nie stanie. Annabeth westchnęła, dyskretnie przewracając oczami, po czym usiadła do stołu, rozglądając się za którymś z pracowników. Miała ochotę na coś do picia. Nawet sok by ją ucieszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pią Sie 28, 2015 9:21 pm

Na dziewczynę, której miała strzec, na równi, a nawet bardziej, jak gdyby chodziło o jej własne życie, pani ochroniarz zerknęła z pewnym ożywieniem iskrzącym w zwykle nieodgadnionym błękicie.
Czy to wyzwanie? Annabeth? – zapytała, wahając się nieznacznie przed zwróceniem się do swej pracodawczyni po imieniu, jakby wciąż nie była pewna czy powinna.
Brońcie się przed takim osądem, nie miała niczego złego na myśli. Można by przysiąc, że gdy się odwracała, jej wargi wygięły się w zawadiackim uśmiechu. Veilore, zanim jeszcze usiadła, podobnie przesunęła źrenicami po pomieszczeniu w poszukiwaniu którejś z pomocnic gospodarza. Jedna zanosiła właśnie posiłek innemu klientowi, ale dostrzegła znaczące spojrzenie wysokiej kobiety. Choć poczynione przez blondynkę przywołanie było nieme, ciężko byłoby przeoczyć tak charakterystyczną postać. Nie co dzień widziało się kobietę w typowo "męskim" odzieniu. Więc gdy tylko trzymany przez dziewczę talerz wylądował przed odpowiednią osobą, bez zwłoki skierowała w stronę trójki gości gibkie, wyćwiczone w manewrowaniu między stolikami nogi skryte pod długą spódnicą.
Dwudziestosiedmiolatka zajęła swoje wcześniejsze miejsce i przesunęła dłonią leżącą przed nią książkę w część blatu, gdzie nikomu w niczym nie przeszkodzi.
Wolałabym uniknąć kłopotania swoich poprzednich pracodawców, żeby uzyskać referencje. Mam nadzieję, że moje słowo wystarczy.
Nie musieli długo czekać, aż do stolika dotarła kelnerka gotowa przyjąć kolejne zamówienie. Wyciągnęła z kieszonki niewielki notesik i w połowie wykorzystany już ołówek, po czym standardowo, z uniesionymi kącikami ust zapytała:
W czym mogę służyć?
Veilore zaczekała, aż jej towarzysze coś wybiorą, po czym zamówiła dla siebie czerwoną herbatę Pu-erh. Dziewczyna zaś spełniwszy pierwszą część swej pracy, odeszła, zwinnie wracając do kuchni gospody, aby tam przygotowano, co trzeba i oddano w jej ręce.
Brat chronionej uznał, że czas na dopełnienie formalności, bo nie daj, przy późniejszym odejściu w celu załatwienia swych pilnych spraw, mógłby o tym zapomnieć. Sięgnął zatem do teczki, przeszukał ją i wyjął dwie kopie umowy, które następnie znalazły się na środku stołu wraz ze stylowym piórem.
Vei przysunęła je do siebie i ujęła pióro w lewą dłoń. Uważnie przejrzała cały tekst, a w międzyczasie powróciła kelnerka, tym razem przynosząc ze sobą zamówienie. Nie zapomniała także o cukierniczce z kostkami cukru – tych jednak, przynajmniej Veilore, nie zamierzała użyć. Zakończywszy sprawdzanie, podpisała się imieniem i nazwiskiem.
Oddaję swoje umiejętności do dyspozycji – rzekła z lekkim uśmiechem, zwróciła papiery i pióro Casparowi, a następnie podziękowała pracownicy, kiedy ta stawiała przed nią filiżankę wypełnioną ciemnobrązowym płynem.
Przyjrzała się po raz kolejny rudowłosej piękności i pomyślała, biorąc pod uwagę wcześniejszą wypowiedź, że rzeczywiście może się to okazać większym wyzwaniem. Przeczucie? Nieważne. Cokolwiek miało nastąpić, już się zdecydowała, a to, czego się podejmowała, starała się robić jak najlepiej potrafiła.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Pon Wrz 28, 2015 7:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sob Sie 29, 2015 1:07 am

Zaśmiała się cicho, mrużąc oczy. No proszę, myślałby kto, że ci ochroniarze niby tacy porządni i nudni. Jednak ten błysk w oku świadczył, że za poważną maską kryła się jakaś chęć do szaleństw.
- O ile je podejmiesz. - odparła, niedbale wzruszając ramionami. Jednak nieschodzący z jej oblicza uśmieszek świadczył, że owszem. Miała w planach kilka zrywów, mających na celu sprawdzić elastyczność nowej towarzyszki. Da jej swobodę, martwiąc się tylko o jej bezpieczeństwo? A może weźmie ją na smycz, robiąc za drugiego Caspara? W razie pierwszej wersji, będzie nawet udawać niezadowoloną przed bratem, żeby jej pani ochroniarz nie straciła braty. W razie drugiej niestety nie musiałaby udawać. Chociaż, wtedy mogłaby mówić, że jest zadowolona! Prawdopodobnie jej brat i tak uwierzyłby Veilore, zamiast Annabeth, ale mogłaby próbować.
Uradowana, iż kelnerka z gospody idzie w ich stronę, zastanowiła się, na co właściwie miała ochotę. Może dziś spróbowałaby tutejszej kawy? Nie miała pojęcia, czy ma na nią ochotę, ale najwyżej zamówi co innego. Stwierdziła, że pragnie napić się kawy z mlekiem. Tak, to mógł nie być zły wybór. Miała tylko nadzieję, że porcja tego napoju nie sprawi, że będzie czuła potrzebę spożytkowania energii trzy razy silniej, niż na co dzień. Kiedyś tak już się zdarzyło, co skończyło się szaloną wyprawą do lasu i z powrotem. Nie wspominała tego źle, ale wolałaby uniknąć powtórek w życiu.
- Ależ w żadnym wypadku nie sugeruję, że ci nie wierzę. - zapewniła szczerze, odgarniając włosy z szyi. Chciała kontynuować wypowiedź, gdy niespodziewanie wciął się jej brat.
- Ann tylko nieświadomie stwierdza, że jest okropnym obiektem do ochro-ał! - nie miała pojęcia, jak jej obcas znalazł się na bucie Caspara, to musiał być kompletny przypadek. Spojrzała na chłopaka, marszcząc brwi w smutnym grymasie.
- Och, bracie, czyżbym nieumyślnie cię kopnęła? Najmocniej przepraszam. - powiedziała, po czym wróciła spojrzeniem do Veilore. Miała wrażenie, że jeżeli wytrzyma z tą panią ochroniarz dłużej, to pozwoli jej czasem na dni wolnego. To znaczy, że zamiast hasać, próbując ją zgubić, będzie siedzieć i się w nią wpatrywać, mając nadzieję, że ją zawstydzi. Mogła zrobić to mocą, ale osiągnięcie tego w pełni uczciwie byłoby dużo przyjemniejsze.
Splotła palce i oparła na nich brodę, spoglądając na kelnerkę. Z uśmiechem poprosiła o kawę, o której wcześniej myślała i westchnęła z ulgą cicho, słysząc, że jej brat nie chce niczego. Czyli, że zaraz zniknie, a Bettie będzie mogła realizować swoje niecne plany.
Ze znużeniem obserwowała wymianę jakichś papierów, mieszając swoją kawę, wcześniej wrzucając do niej dwie kostki cukru. Nie, żeby czuła się jak specjalny okaz psa, którego trzeba wypro... O, w sumie, chciałaby mieć psa. Najlepiej charta, który pięknie prezentowałby się koło niej. W dodatku byłby kimś, kto poświęcałby jej cały swój czas. I kochał by ją swoją szczerą, psią miłością, co byłoby niezmiernie urocze. W dodatku czułby się dobrze na terenie, jakim dysponowali Augustowie. Dostałby nie tylko mięciutkie posłanie wewnątrz rezydencji, ale też dostojną budę. Czy ekstrawagancją byłaby aranżacja budy jako mniejszą wersję domu?
Wróciła do rzeczywistości na słowa Caspara, który zaczął wstawać i przyjaźnie pożegnał się z obiema paniami. Ann podniosła się, pocałowała brata w policzek i pozdrowiła go skinieniem dłoni. Potem zajęła swoje miejsce, pozwoliła bratu wyjść, odprowadzając go wzrokiem, aż w końcu zostały we dwie przy stole, a panna August mogła swobodnie zacząć doprowadzać Veilore do szału.
- Zechcesz opowiedzieć mi coś o sobie? - zapytała, podnosząc filiżankę. - Tylko nie o pracy, błagam, od tego mam brata. Podróżowałaś kiedyś? - zapytała Ann, biorąc kilka łyków świeżo zmielonej kawy, która nawet nie była zła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Wto Wrz 01, 2015 6:34 pm

Vei spoglądała na swoich towarzyszy, skrywając uśmieszek z rodzaju tych, które wchodzą na usta w czasie natknięcia się na kolejny przykład potwierdzający regułę. Rodzeństwo – pomyślała. Gdyby wypowiedziała to na głos, najpewniej by przy tym westchnęła. Chyba wszędzie miało ono podobną postać.
Mężczyzna postanowił się ulotnić szybciej niż przewidywała. Może nie tylko gnał do swoich spraw, może również chciał jak najszybciej rozwiązać problem z zapewnieniem bezpieczeństwa siostrze i skorzystać z chwili wytchnienia? Tak się zastanawiając blondynka wkrótce pożegnała swego pracodawcę. Ponownie zajmując krzesło, odprowadziła go wzrokiem, który ostatecznie wrócił do rudowłosej kobiety, zdecydowanie lepiej wypadającej w konkurencji bycia obiektem obserwacji.
Od teraz wszystkie te wyzwania będę podejmować – nawiązała do poprzedniej wypowiedzi, w pierwszej chwili od momentu, gdy zostały same przy stoliku. Założyła nogę na nogę i uśmiechając się subtelnie, ostrożnie przysunęła biały spodek z filiżanką w tym samym stylu bliżej siebie. Napar był jeszcze zbyt gorący, aby się nim uraczyć bez obaw o sparzony język, ale wraz z wydobywającym się dymkiem znad ciemnej powierzchni ulatniał się charakterystyczny, intensywny aromat. Nie każdemu musiał on przypaść do gustu, ale dla niej ciężki, ziemisto-korzenny zapach stanowił miły dodatek na początek nowej pracy.
Jeśli naprawdę chcesz coś wiedzieć, Annabeth. Proszę, pytaj, nie mam nic przeciwko.
Choć Veilore odpowiedziała dziewczynie w sposób, który mógł oznaczać, iż zaspokoiłaby każdą ciekawość bez wyjątku, w rzeczywistości nie na wszystkie postawione pytania udzieliłaby szczerych informacji. Do zbioru zakazanych tematów należało między innymi jej pochodzenie. Blondynka nie chciałaby, aby ktokolwiek miał o nim nawet najmniejsze pojęcie. Ileż wynikłoby z faktu odkrycia kłopotów! Teraz miała spokój, własne życie. Jej poprzednie "ja" pewnego dnia w niewytłumaczalny sposób zniknęło, nie pozostawiając żadnego śladu ni tropu i tak też powinno pozostać do jej śmierci.
Robiłam dotąd wiele rzeczy, ale podejrzewam właśnie że, takie szczególiki doprowadziłyby do panienki zaśnięcia. Nawet po kawie. – Już nie mówiąc, że w niektóre Annabeth mogłaby powątpiewać.
Byłam trochę tu, trochę tam. Jakiś czas temu wylądowałam w Wishtown. Podróżowanie to naprawdę interesujące zajęcie, zwłaszcza wtedy, kiedy kolejny dzień może okazać... wyzwaniem. Bardzo sobie to cenię.
Zawód ochroniarza łączył się z takimi nagłymi zwrotami akcji, dlatego najczęściej i najchętniej decydowała się na podjęcie wspomnianego zajęcia. Jednak Veilore chyba jeszcze nie do końca była świadoma, że tym razem dalece większym wyzwaniem będzie sam obiekt ochroniony.
Chwyciła prawą ręką uchwyt filiżanki, trochę sztywno, jako że mechaniczne palce były mniej zręczne niż prawdziwe, ale za to nic nimi nie czuła. Nagrzane ucho naczynia, nawet jeśli przesyłało ciepło przez materiał rękawiczki, metalowej kończynie nie robiło to różnicy. Nie ucierpiałaby włożona do wrzątku. Rozumie się na jakiś niedługi czas, bo w końcu metal nagrzałby się na tyle mocno, że gorąco dotarłoby do łączenia z żywą tkanką. A wtedy by już bolało...

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Pon Wrz 28, 2015 7:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Wrz 06, 2015 6:39 pm

Ann przez moment zdjęła wzrok z towarzyszki i wpatrzyła się w małe bańki, które utworzyły się na ściankach filiżanki. Miała ochotę wziąć serwetkę i je zetrzeć. Były nierówne i nie dało się ich przeoczyć. Upiła jeszcze łyk kawy, po czym odstawiła ją na spodeczek i sięgnęła po łyżeczkę ponownie, powoli zsuwając pianę z naczynia, oraz z powierzchni ciemnego napoju.
Słysząc odpowiedź na swoją wcześniejszą kwestię, uśmiechnęła się, zatrzymując łyżeczkę zanurzoną do połowy w napoju. Znowu podniosła wzrok na kobietę, coraz bardziej utwierdzona w przekonaniu, że nie będzie wcale tak nudno. Pomyśleć, że mogłaby trafić na gburowatego mężczyznę, ta perspektywa w porównaniu z rzeczywistością wypadała jeszcze nędzniej, niż wtedy, kiedy myślała o niej w dyliżansie. Ale, Bettie, nie bądź zanadto optymistyczna - dziewczyna musiała pamiętać, że mimo ciekawego pierwszego wrażenia, Veilore dalej została wybrana przez Caspara, co oznaczało, że była kompetentna. Musiała uważnie formułować swoje wnioski, aby nie wprowadzić samej siebie w błąd.
Och, kobieta mogła być pewna, że Annabeth będzie pytać. Wiele i często, chcąc znaleźć jak najwięcej ciekawostek na jej temat. Może pokusi się nawet o przejażdżkę do poprzednich klientów kobiety? Tylko musiałaby dowiedzieć się od Caspara, kim oni byli. Albo niekoniecznie od Caspara. Równie dobrze mogła zapytać swojej pani ochroniarz. Niestety, nie mogła od tego zacząć. To jest, mogła, ale wydawało jej się to dosyć nudne. Dowiedziałaby się, pomyślała nad tym moment, no i co zrobiła z tą wiedzą? Była nawet szansa, że w czasie szaleństw po mieście, wyleci jej ta informacja z głowy. Musiałaby spytać o nią raz jeszcze, co byłoby nieprzyjemne, niezręczne i nie chciałaby tego robić. Miała wiele pytań i mogła zadać inne.
Pokiwała delikatnie głową na stwierdzenie, że byłaby znudzona. Ponieważ owszem, byłaby, nie miała ochoty słuchać o karierach. Zdecydowanie nie, już wystarczy, że znosi brata, który biega po posiadłości i wykrzykuje, jaki to zrobił świetny interes tego dnia. Albo gorzej - jakiego to interesu nie zrobił! Wtedy rudowłosa szybko znajduje sobie zajęcia, byleby uciec przed wściekłym braciszkiem, który w przypływie emocji zwykł tłuc wazony i rzucać talerzami niczym dyskami.
Słuchając Veilore, ponownie upiła łyk kawy. Słuchała słów kobiety, ale większą wagę przywiązała do samego brzemienia głosu. Subtelny. To najlepsze określenie. Gdyby tak skłonić ją do naprawdę długiej kwestii, mogłaby nie tylko patrzeć, ale i słuchać z przyjemnością. Musi wymyślić coś, żeby kobieta odpowiedziała jej wyczerpująco. Na jaki temat powinna naciskać? Prawdopodobnie najlepszy efekt odniosłaby praca, ale nie, nie ma takiej siły, która sprawiłaby, że mówienie o pracy brzmiałoby ładnie. Najzdolniejsze śpiewaczki operowe by tego nie umiały.
Wyzwanie. Jakie to słowo było kuszące. Na sam jego wydźwięk pojawiło się w jej głowie tysiąc pomysłów na utrudnianie pracy kobiecie. Na który powinna zdecydować się dzisiaj?
- Mam ochotę wybrać się gdzieś tego dnia. - powiedziała tonem, przywodzącym na myśl, że naprawdę zastanawia się, gdzie chciałaby pójść. W rzeczywistości, miała niemal sto procent pewności, że wie, gdzie będzie bawić się najlepiej. Myślała chwilę nad dokładniejszą lokalizacją, a kiedy przyszedł jej pomysł, uśmiechnęła się wesoło.
- Spacer brzegiem rzeki. To jest to. - uznała z zadowoleniem, upijając kolejne kilka łyków z powoli pustoszejącej filiżanki. Rzeka ciągnęła się długo, długo, wykraczając poza miasto i dając ogromne nadzieje na natknięcie się na coś ciekawego. Gdyby naprawdę niesamowitym zbiegiem okoliczności nic się nie działo - sama narobi kłopotów! Dwa, czy trzy zauroczenia i zazdrość to najlepszy przepis na dramat!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Wto Wrz 08, 2015 1:36 pm

Skoro już kobieta wzięła między palce uchwyt filiżanki, naturalnie chwilę później uniosła jej brzeg do ust. A w czasie kiedy zapach sycił jej zmysł węchu, a pierwszy łyk trochę zbyt ciepłego płynu zetknął się z powierzchnię języka traktując go gorzkawym posmakiem, przysłuchiwała się pomysłom swej towarzyszki. W większości jednak, spod jasnych rzęs spoglądając na rudowłosą dziewczynę, próbowała doszukać się drobnych wskazówek, co też mogło w danej chwili chodzić tejże po głowie.
Vei odłożyła na spodek trzymane naczynie, aby jego zawartość jeszcze trochę ostygła. Wszakże chuchać na herbatę albo posiorbywać dla wytrzymania temperatury było nieelegancko, natomiast picie łyżeczką uchodziło płazem jedynie dzieciom. Na więcej pozwoliłaby sobie w towarzystwie bliższym. Wtedy wolała po prostu chwycić zwyczajny kubek i otaczając go dłońmi, ogrzewać tę prawdziwą. I wiele, wiele więcej... Praca stanowiła oddzielny element życia i choć przynosiła jej ona nierzadko jakąś rozrywkę, którą ceniła sobie wielce, Vei starała się jednak, aby nie mieszać zajęcia z tym, co poza obowiązkiem. Miała wrażenie, że gdyby traktować sprawę inaczej, ucierpiałaby na tym dokładność i profesjonalizm.
W końcu, gdy ponownie przymierzyła się do spróbowania herbaty, okazała się idealna, a kolejne łyki przeszły przez gardło blondynki bez wrażenia żywego ognia w gardle. Uśmiechnęła się lekko, lecz wygięcie warg bynajmniej nie wywołał napar, a słowa. Zdążyła wyczuć, że jej płomiennowłosy obiekt ochrony nie byłby sobą, gdyby pół dnia przesiedział na krześle w gospodzie. Cóż to musiałaby być za tortura! Ale czy tylko dla siedzącej na przeciwko młodej kobiety? Skądże, sama nie zdołałaby tyle czasu niemalże nieruchomo tkwić z pośladkami przytwierdzonymi do drewnianego stołka.
Filiżanka z już niewielką ilością herbaty wylądowała na talerzyku.
Spodziewałam się, że w końcu dojdziemy do tej kwestii. – Wypowiedź owa wypłynęła z niej z takim zabarwieniem jakby było to dla niej oczywiste. – Proszę się nie ograniczać. Ja tu jestem tylko od pilnowania... ewentualnie doradzania. I jeślibyś koniecznie zechciała, Annabeth, mimo ostrzeżeń, wejść do klatki z tygrysem, musiałabym wejść tam także i zadbać o to, żeby nie tknął on panienki nawet jednym pazurem.
Chociaż Veilore wyraziła się w ten sposób, nie omieszkałaby siłą powstrzymać dziewczyny przed przesadnym ryzykiem... ale wyłącznie w wyjątkowych przypadkach. O tym jednak nie mówiła, bo i po co? Lepiej kiedy ktoś nie bierze pod uwagę podobnego obrotu spraw, iż obrońca, w przenośni, jak torbę przewiesi przez ramię i wybije nadzwyczaj głupi pomysł z głowy.
Pogoda powinna nam dopisywać przez całą drogę – stwierdziła. Dla Vei warunki atmosferyczne nie miały jednak większego znaczenia, mogłaby wędrować w najgorszej ulewie, ale jej towarzyszkę raczej mogło to interesować.
Blondynka dopiła spokojnie swój napój, a w oczekiwaniu na uporanie się z kawą przez Annabeth odchyliła się lekko i szepnęła przechodzącej kelnerce, żeby dopisała jej wszystko do rachunku za wynajęcie pokoju.
Na koniec, kiedy w obu filiżankach było już pusto i nadszedł czas na wprowadzenie w życie dzisiejszego planu dnia, Veilore z wolna podniosła się z krzesła. Wsunęła ręce pod włosy i zarzuciła ich fale do tyłu, po czym wyciągnęła dłoń w stronę rudowłosej damy.
Zatem nad rzekę... Pozwolisz? – powiedziała, uśmiechając się przy tym uprzejmie, a następnie pomogła jej wstać. – Pójdziemy pieszo wydłużając spacer czy skorzystamy z transportu? – zapytała, sięgając po książkę, którą wsunęła do kieszeni płaszcza. Nie mogła zostać zapomniana.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pon Paź 12, 2015 6:14 pm

Ostatni łyk kawy wypiła, gdy blondynka zaczęła wypowiedź. Ciekawe, jak to wszystko miało się toczyć. Czy zmierza, jak zazwyczaj, ku zwolnieniu kobiety liczącej na dobrze płatną pracę? A może tym razem ktoś na dłużej zostanie przy jej boku, spełniając przy tym oczekiwania brata? Pozostaje też kwestia, czy pozostanie przy boku jak pies stróżujący, czy może jako ktoś ponadto?
Choćby ciekawa alternatywa od przelotnych miłostek? - pomyślała ruda, uważnie śledząc ruchy Veilore. Zaraz po tej myśli zganiła się za nią, dobrze wiedząc, że nawet gdyby coś poczuła - aha, pierwszy raz od wielu, wielu lat - to by w to nie poszła. Ekhem, relacje pomiędzy panem i sługą nigdy nie są zdrowe.
Po tym wniosku natomiast miała ochotę uderzyć głową w stół, tyle wspomnień z przeszłości pojawiło się w jej głowie po tym niewinnym z pozoru zdaniu.
Oh, chciałaby, żeby blondynka nie zrujnowała swojej szansy. Żeby nie wchodziła za Annie do pokojów do których nie powinna, ale żeby wyciągała ją z tych, w których wcale znaleźć się nie chciała. Tylko czy mogła mieć nadzieję, że towarzyszka wykaże się takim wyczuciem? Musiałaby chyba czytać Annabeth w myślach, żeby wiedzieć, kiedy ma wkraczać. Ewentualnie, być bardzo podatną na jej magię. To również mogłoby skutkować. Najpierw oczywiście spróbuje zrozumieć, czy Vei oddaje się przeczuciom, czy raczej je poskramia. Najlepszym testem będzie test praktyczny, który Ann zacznie w stosownym według własnego uznania momencie.
A aby dowieść, że potrafi zniknąć z oczu nawet takiej pani ochroniarz, może jeszcze dziś zabierze ją ze sobą... Gdzieś. Jeszcze nie wiedziała, które miejsce byłoby najbardziej odpowiednie. Głównie dlatego, że nie miała pojęcia, jak bardzo skalaną może być ta kobieta. Przecież nawet ona nie byłaby tak bestialska, żeby niemal święte dziewczę prowadzić za sobą do miejscówek takich jak Wellus. Choć to pewnie skutecznie odegnałoby od niej nudę.
Skorzystała z pomocy przy wstaniu, chętnie demonstrując swój wdzięk. Podnosząc się odgarnęła kilka kosmyków, które przesłoniły jej twarz. Subtelny ruch ręką natomiast obudził intensywny zapach perfum - wanilii i pomarańczy, rozprowadzony przez jej pokojówkę po włosach dziś rano.
- Bardzo dziękuję, Veilore - powiedziała, uśmiechając się, kiedy już stanęła obok stołu - Jestem pewna, że mój brat pokryje rachunek, jeżeli mu go przedstawisz. - dodała, po czym zaczęła spokojnie iść w stronę drzwi. Następnie udała, że się nad tym szczególnie zastanawia, unosząc dłoń do ust.
- Skoro pogoda ma nam dopisywać, to spacer jest dobrym pomysłem. - stwierdziła ruda, po czym wyszła, oczekując, aż Veilore dołączy do niej za drzwiami.

[z/t - obie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Wto Paź 20, 2015 4:29 pm

< Z gospody na kurzej nóżce.

- Porównujesz mnie do rekina, a siebie do tego mężczyzny? - zapytała rozbawiona, co nawet było słychać w głosie żniwiarza, choć o wiele subtelniej niż u innych ludzi. Naprawdę nie wiedziała, czemu kontynuuje to droczenie się, ale było relaksujące i - poniekąd - pomagało odciągnąć uwagę od bolącej kostki.
W głowie kostuchy zapaliła się lampka - a raczej cała latarnia. Intuicja niewygodnie tyrpała psychikę, nakazując kontynuowanie tematu i odkrycia fetyszy młodzieńca, do tego dochodziła czysta, naturalna ciekawość u czarnej plamy na barkach, nic dziwnego, że nachyliła się jeszcze bardziej do przodu, ciążąc na plecach jeszcze bardziej - za to z osobistymi korzyściami, jak lepszy widok na twarzyczkę Jacka.
- Doprawdy? Jak zwracali się do ciebie rodzice? Jack, czy Jacqueline? - zapytała drażniąco, jakąś powątpiewając, żeby ci chcieli zrobić z ewentualnej panienki samca, bo to byłoby niemoralne... och, pieprzyć moralność, po prostu nie wolno wprowadzać żniwiarza w błąd, tym bardziej, gdy w każdej chwili mógł poczęstować śmiałka kosą.
Prawdopodobnie, mogłaby zapytać wprost, czy jest mężczyzną, czy kobietą, ale to byłoby za proste i nudne dla nich obu, prawda? Ale! Zamierzała jeszcze dziś rozwiązać tę zagadkę, dla zwykłej satysfakcji.
Naturalnie, mogła być ranna, ale nadal była wyszkolonym zabójcą i była w stanie przeżyć takie przeszkody, jak jakieś tam turbolencje, na przykład, wbiciem paznokci jeszcze głębiej w skórę. Poluzowała, gdy uznała, że ofiara uspokoiła się i uległa, a przynajmniej na tyle dobrze udawała. Pamiątka za ten uczynek pozostanie na kilka dni później, skazując biednego Jacka na niewybredne żarty od strony swoich kumpli do picia. To sprawiło jej na tyle dużą przyjemność, że oszczędziła komentarzy na temat haftowania i innych bzdur, które robiły prawdziwe damy.
Milczała całą drogę do miejsca docelowego - okazała się być to Gospoda pod Złotą Kaczką. Od razu zsunęła się - albo wyszarpała, jeśli musiała - z pleców towarzysza, spoglądając czujnym okiem na szyld, a potem nasłuchując odgłosów ze środka; no cóż, wszak już wiedziała, jaki typ preferował Jack. Gdy nie usłyszała i nie zauważyła niczego podejrzanego, z całą godnością poszkodownej kobiety wsunęła się do środka. Starała się nie zwracać na siebie uwagi, żeby móc w spokoju otaksować wnętrze pomieszczenia; żadna szklanka nie latała, żaden pijak jej nie obłapał, tak więc, kryteria spełnione.
Zerknęła krótko Jacka, a potem skinęła mu głową - kostucha zaakceptował pomieszczenie, więc pierwszy test zdany!
- Teraz wypróbujmy piwa, bo przysięgam, nie będę zadowolona, gdy dadzą mi jakieś rozcięczone coś - stwierdziła kostucha, już czekając, jak Jack poprowadzi ją do baru, jak przystało na prawdziwego dżentelmena.
A co najważniejsze, wywiąże się z dalszej części umowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sob Paź 24, 2015 12:32 pm

- Interpretację pozostawiam odbiorcy – Gdyby tylko nie była odwrócona do niej tyłem, z pewnością zaśmiałaby się jej w twarz, dosłownie. – Niczego nie sugeruję, nawet dziecko wie, iż nie należy drażnić rekina. A kobiet to już w ogóle, te w przeciwieństwie do rekinów, te nie zapominają tak łatwo. – Pokręciła głową, z przekonaniem głosząc swoje życiowe prawdy, jakimi zwykle się kierowała. I przy okazji przyznając się do tego, kto w ich relacji jest bestią z mórz, a kto niczemu winnym człowiekiem.
Skręciła z bocznej uliczki, wychodząc na drogę częściej uczęszczaną, nawet godzinach tak niewątpliwie późnych. Zmierzała go gospody pod złotą kaczką, jedynego miejsca, które nie znajdowało się setki kilometrów dalej, a do którego miała wstęp i czyste konto, chociaż niekoniecznie dobrą opinię. Powiedzmy jednak, że na chwilę aktualną nie miała większego wyboru, starając się spełnić zachciankę Mary.
- Zabawne, że pytasz. Matka nazywała mnie Jacqueline, ojciec wołał za mną Jack – Podpowiedź to była żadna, ale dlaczego by nie utrudnić sprawy bardziej? Czuła, że Kostucha... tfu, Mary zdoła rozwiązać zagadkę już wkrótce.
Gdy tylko wypuściła kobietę ze swych objęć, stawiając ją możliwie delikatnie na ziemię, spodziewała się, zaznania większego uszczerbku na zdrowiu, niż podczas walki z wściekłymi samcami. Mężczyźni nie używali paznokci. Westchnęła cicho, gdyż parę zadrapań w tą, czy we tamtą nie robiło nikomu różnicy. Przed wejściem wierzchem dłoni starła, a właściwie zdrapała resztki krwi z twarzy, nie chcąc dać gospodarzom pierwszego argumentu, by mogli wywalić ją za drzwi. Później musiała gonić swą towarzyszkę, bo ona, w przeciwieństwie do Jacka, wsunęła się beztrosko do środka, przecież nie mając powodu, by martwić się czym zapłaci za trunek.
Przekroczyła próg, nerwowo rozglądając się wkoło. Jacqueline była zawodowcem, nim przeszła do czynu, długo obserwowała swą ofiarę, minimalizując ryzyko porażki. A teraz właściwie jednym okiem spoglądała na Mary, a drugim wyszukiwała możliwości zarobku. Nieubłaganie zbliżali się do lady.
- Jack! – Usłyszała niski, męski głos tuż przed sobą. Karczmarz uśmiechnął się szeroko na jej widok, machając do nich ręką, w bliżej niezidentyfikowanym geście. – Jeśli jesteś bez grosza, jak ostatnio... to hmm, nie wiem. Możesz mnie pocałować dupę? – Wydał wyrok, choć pozwalając sobie na śmiech, nawet życzliwy.
- Ty stary dziadu, tak się składa... – Zaczęła, naprawdę zaczynając się stresować. Niech ktoś się nasunie pod jej dłoń, ktokolwiek. Odstąpiła krok, wpadając na mężczyznę w kolorowym płaszczu. Numer stary jak świat, ale jak to się mówi; tonący brzytwy się chwyta. Łagodnie wślizgnęła dłoń do jego torby, zręcznym ruchem wysuwając z jej wnętrza jedyny element. Zacisnęła palce, zdobycz ukrywając pod kamizelką, z kamienną twarzą dochodząc do lady. Serce zabiło jej mocniej, ale niczego nie dała po sobie poznać. – Że pieniędzy mi dziś nie brak. Dostałam wypłatę – Wysypała zawartość skradzionego mieszka na blat, zasłaniając się plecami. Dwa miedziaki i kolorowe elementy z brzękiem wypadły przed karczmarza. – ...w guzikach? – Zapytała sama siebie, nie potrafiąc wyjść z szoku. Kto do cholery trzyma setkę guzików w portmonetce?!
Wybuch śmiechu mężczyzny za ladą wzbudził zainteresowanie wkoło, co również spowodowało, że Jacqueline w desperackim akcie zaczęła zbierać swój „majątek”, nie chcąc by dojrzał to okradziony mężczyzna. Mimo wszystko.
- Rozbawiłeś mnie, gówniarzu. – Powiedział gospodarz, zgarniając z blatu dwa miedziane krążki, będące jedyną spośród guzików formą płatności. – Niech ci będzie... po piwie, tak? – Zapytał się, wskazując na Jacka swoją brodą.
- Dwa, jeśli łaska – Zatrzepotała rzęsami, co pod obecnym wyglądem nie zawsze było dobrze odbierane. – Mam dziś towarzystwo! – Objęła w talii swą towarzyszkę, w nadziei, że dostanie co najmniej kredyt małżeński.
Karczmarz dokładnie zmierzył wzrokiem Mary, tylko cudem powstrzymując się od komentarza, być może rozpoznając w niej coś znajomego. Leniwie zabrał się do nalewania piwa.
/wybacz mi, że nie odpisałam Ci wczoraj :C

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pią Paź 30, 2015 5:16 pm

- Musisz mieć naprawdę kiepskie doświadczenie z kobietami - stwierdziła prześmiewczo Mary, gdy po raz któryś usłyszała jakże wybredne zdanie na temat płci pięknej. Nie brała tego do siebie ani trochę, wszak daleko jej do panienki z dobrego domu szyjącej nową modną sukieneczkę.
Odpowiedź Jacka na pytanie o imię nie rozjaśniła ani trochę mgiełki tajemnicy; ta nadal miała konsytencje zupy mlecznej i niekoniecznie spieszyło jej się do odkrycia zagadki - płci towarzysza. Żeby tego było mało, ten zachowywał się nad wyraz podejrzanie - wręcz teatralnie - zaraz po wejściu do karczmy, co żniwiarz zauważył kątem oka. Nic dziwnego, przecież jest spłukany, a teraz musiał kupić sobie kolejne - zapewne marne - dni piwem, bo kostucha zawsze miała kosę naostrzoną i błyszczącą, jeszcze pachnącą świeżą krwią.
Jack niedługo pozostał sam, bo niemal zmaterializował się nad nim mężczyzna, który od samego początku raczył kwiecistą mową  (chociaż Mary skłamałaby, mówiąc, że gdzieś tam w głębi duszy delikatnie się nie uśmiechnęła). Następne akcje odgrywały się szybko i sprawnie, bardzo pachnące samym niepokornym Jackiem, dzielnym trupem o płci niewiadomej. Jednakże! Stało się coś, coś małego, ale istotnego, mianowicie, Jack użył damskiej końcówki. Brwi żniwiarza nieznacznie drgnęły w koncentracji, bowiem trudno powiedzieć, czy miało to jakiekolwiek większe znaczenie - chociaż było to powiedziane w stresie, więc godne zanotowania. Być może mężczyzna był blisko z Jackiem? Jacqueline?
I - uwaga! - trup odważył się objąć Śmierć. Otrzeć się. Dosłownie.
Mary w jednej chwili napięła mięśnie, niemal jeżąc się jak cholerny kocur, potem zerknęła krótko na Jacka, potem na karczmiarza, który właśnie był w trakcie taksowania ją spojrzeniem...
Czyżbym nie była w jego typie?, pomyślała kpiąco, bez jakichkolwiek czułostek odsuwając się od Jacka i siadając na wolnym miejscu blisko baru, gdzie miała świetny widok na większość karczmy i ręce dziwnego typka.
Śmiało przyciągnęła Jacka na krzesło obok siebie, gdzie widocznie przysunęła się do nań, następnie objęła go w szyi, niby delikatnie, ale stanowczo. Oddech żniwiarza omotał ucho ofiary.
- Za dobre sprawowanie, jeszcze cztery takie i będziemy kwita - wyszeptała, zaraz zerkając mu w oczy i odsuwając się.
Karczmiarz nie mógł usłyszeć słów, za to został poczęstowany jakże prowokacyjną scenką, gdzie Mary jakby perfidnie filtrowała z malutkim Jackiem. Przecież najskuteczniejszą metodą jest zwykła, prehistoryczna prowokacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sob Paź 31, 2015 12:41 am

Nie tylko zaczynała przeklinać swoje życie, ale także na poważnie rozważała opcję ucieczki. Skacząc przez stoły, rozlewając za sobą morze alkoholu i rozpychając łokciami gości przybytku, byleby tylko nie dosięgła jej zaostrzona kosa Kostuchy, przez którą niewątpliwie zacznie się bać wszystkich kobiet. Niemożliwe obliczenia przelatywały przez jej głowę, uwzględniając wszelakie czynniki mające wpływ na powodzenie misji, zaczynając od skręconej kostki, a na oporze powietrza kończąc. Szanse jakieś tam miała. Wolała się jednak nie przekonywać na własnej skórze, jakie mogłyby być konsekwencje porażki.
Nie mając większego wyboru, podążyła za czarnowłosą, w ręku niosąc dwa kufle świeżo nalanego jasnego, pszenicznego piwa, nader ostrożnie stawiając kroki, by nie uronić ani kropli. W innym przypadku Kostucha mogłaby potraktować to jako niekompletne wywiązanie się z umowy.
O mało co nie pisnęła, gdy pętla w postaci palców panny Śmierci owinęła się wokół jej niczemu winnej szyi. Nijak mogła się wyswobodzić, zresztą za późno już było na ominięcie zaznania poważnego uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Jeśli tylko przeżyje to spotkanie, z pewnością będzie musiała zajść do jakiegoś dobrego psychologa. Wzięła parę głębokich oddechów i usiłowała się tłumaczyć:
- Jesteś przydatna jak pomylony wieszcz na statku! Gorzej! Jak krowa podczas sztormu! Zero korzyści! Nic o mnie nie dbasz! – Syczała ze złością, jakimś dziwnym sposobem dalej utrzymując promienny uśmiech i odgrywając tę absurdalną scenkę szczęśliwej parki podczas romantycznej randki. – Chadzasz sobie beztrosko, gdy ja muszę się martwić co włożyć do garnka... Tfu, za co kupić ci piwsko. – Na moment się zagalopowała, za bardzo wczuwając się rolę młodzieńca, dbającego o ich wspólny majątek. – Odwróciłabyś się czasem, spojrzała czy nie potrzebuję pomocy! – Rzuciła jej groźne spojrzenie, ale prędko złagodniała, spodziewając się, że takie przyziemne sprawy panny Śmierci nie ruszą. Akcje kradzieży organizowane w dwie osoby gwarantowały większe prawdopodobieństwo sukcesu. Jednak po takim paśmie nieszczęść nie liczyła na zmiany.
- Lepiej więc delektuj się tym piwem. Bo... – Groźba o tym, że następnej kolejki może wcale nie być nie przeszła jej przez usta. Grunt pod stopami miała wyjątkowo niestabilny, wolała więc nie ryzykować. Zamiast skończyć, uniosła swój kufel, wznosząc toast – Ach, wypijmy za ten rozkoszny wieczór! – Stuknęła o szkło kobiety, zaraz głośno się śmiejąc. Tylko nieliczni mogli doszukać się w jej głosie histerycznej nutki.
Upiła parę łyków, wkrótce rękawem ścierając pianę z warg i przechodząc do rozglądania się po sali za możliwością dodatkowego zarobku. Miejsce było spokojne, w kominku tlił się żar, parę osób tuliło się, bądź też tańczyło wolny taniec do przyjemnego brzmienia lutni i lekkiego kobiecego głosu, większość gości jednak siedziała grzecznie przy swoich stolikach, rozmawiając nieraz nawet ściszonymi głosami. W przeciwnym kącie dostrzegła krąg nielicznych osób grających w kości, a tuż obok paru osobników zajmowało się zabawą o nieznanych Jack zasadach, w której istotną rolę odgrywały butelki po winie i korki. Ze wszystkich opcji, właśnie w tamtych okolicach dostrzegała swoją szansę.
- Mam pewien pomysł. Tylko musiałabyś mi kompletnie zaufać. – Posłała jej uśmiech, spodziewając się, że dla Mary będzie to jak pakt z samym diabłem o wieczną służbę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pon Lis 02, 2015 8:01 am

- Dlaczego miałabym o ciebie dbać, Jack? To mężczyźni zabiegają o kobiety, nigdy na odwrót. Musisz zatem pokazać, jak wielkim macho jesteś - stwierdziła Mary, która z jednej strony miała ochotę jak najbardziej utrudnić i tak trudną sytuację osobnika płci nie wiadomej, z drugiej nie chciała nadto rozlaniem - lub co gorsza! - całkowitą utratą piwa - Dzięki temu czujesz na sobie moje spojrzenie, którego tak bardzo się domagasz, ty rozpuszczony dzieciaku - zamruczała prowokująco, ewidentnie przekręcając jego słowa na własną korzyść.
Póki co, całkiem daleko było jej do bycia zirytowaną, mimo że kostka ponownie zaczynała dawać o sobie znać, przez co bardzo łatwo byłoby rozwścieczyć Kostuchę. Nie ma co się dziwić! Upierdliwy, odrobinę pulsujący ból, który znacznie wzmagał się, jak nieostrożnie za mocno docisnęła stopę do podłogi, nie sprawiał, że Czarna Dama była jakkolwiek zrelaksowana - i właściwie, nie była nigdy specjalnie zrelaksowana. Z drugiej strony, w swojej żniwiarskiej karierze posiadała o wiele gorsze rany, z którymi musiała normalnie funkcjonować, a nawet walczyć, więc na dłuższą metę, ta zwichnięta kostka była właściwie niczym. Nie zmieniało to faktu, że miała ochotę zacisnąć swoje zimne palce na szyi Jacka, a drugą sięgnąć pomiędzy nogi, żeby namacalnie poczuć jego płeć. A z drugiej strony, publiczność sprawiała, że zagranie to byłoby bardzo nieeleganckie i niestosowne dla damy.
Upiła trzy porządne łyki piwa, co gardło przyjęło z ulgą - nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo chciało jej się pić od poprzedniej potyczki. Upiła kolejne dwa, już mniejsze, bardziej się delektując, a pijanę zlizala językiem. Powędrowała za spojrzeniem towarzysza, a potem przeniosła wzrok gdzieś między oczy Jacka, gdy ten postanowił poprosić ją o zaufanie. Czarna brew uniosła się do góry, co było odrobinę ostrzegawczym gestem, mówiącym chyba nie myślisz, że załatwię sobie piwo, które mi wisisz.
- Zależy o co chodzi - odparła zatem dyplomatycznie, z drugiej strony będąc ciekawą, co kryło się pod tą niesforną czupryną.
Krótko zerknęła w kierunku karczmarza, którego dziwnego spojrzenia bynajmniej nie zapomniała. Powątpiewała, żeby wiedział, że jest żniwiarzem - a z drugiej strony, nawet jeśli, to co z tego? Gdyby wiedział, jeszcze bardziej powinien pilnować swojego nieprzychylnego wzroku, wszak nadal była zabójcą.
Powróciła spojrzeniem w kierunku Jacka.
- Właściwie, a co mi tam. Co mam robić? - dodała, a potem upiła kolejnego łyka piwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Lis 08, 2015 6:40 pm

Była o krok od kapitulacji, przyznania się do swojej wielkiej tajemnicy (której wcale właściwie nie ukrywała) i błagań na kolanach o wybaczenie. Po raz kolejny przekonała się na własnej skórze jakie ciężkie życie w tym mieście wiedli mężczyźni. Taka odpowiedzialność, obowiązek wobec kobiet! Całe szczęście, gdy bardzo tego potrzebowała, zdejmowała z głowy kaszkiet, rozpuszczała włosy, odgrywając tą nieco przyjemniejszą dla oka rolę.
- Czy ja ci wyglądam na macho? Jestem tylko biednym pucybutem, który na co dzień nie musi... nie ma przyjemności obracać się w towarzystwie tak wytwornych dam jak ty – Poprawiła się w trakcie mówienia, czując, że coraz bardziej zaczyna się pogrążać. Przy okazji również zdradzając swój zawód, z którego była dumna, gdyż to zajęcie, jako jedno z niewielu opierało się na czystej, fizycznej pracy, a nie oszustwie i co najmniej łamaniu prawa.
Ostatecznie powstrzymała się przed wykrzyczeniem jej wprost do ucha „TAK, jestem kobietą!”, chociaż nie wiedziała ile jeszcze wytrzyma. Jeśli Mary w rzeczywistości miała w planach poznać płeć Jacqueline namacalnie, nie należało celować dłoni w kierunku klatki piersiowej dziewczyny, gdyż tamte okolice zdecydowanie przywodziły na myśl męskie atrybuty, bez krzty zaokrągleń i miękkości, co spowodowane było nie tylko drobnymi piersiami, a także ściśle spłaszczającym je bandażem.
A komentarz, że od jej spojrzenia, wolałaby czuć na sobie spojrzenie samego Lewiatana, Krakena lub Nessie, postanowiła zachować dla siebie, chociaż nie spodziewała się kompletnego braku świadomości Mary o swojej przerażającej aurze.
Nie liczyła oczywiście na automatyczną zgodę, ale i tak poszło lepiej niż mogła się spodziewać. Nie czekając na lepszą zachętę przeszła do tłumaczenia:
- Póki co ciesz się swoim piwem. A później... – Obdarzyła wzrokiem przeciwny róg karczmy, a dokładniej zgromadzenie ludzi zajmujących się w mniej profesjonalnym ujęciu hazardem. – Mogłabym zagrać w kości o pieniądze. Albo dołączyć do owych panów, grających w jakieś dziecinne zabawy z flaszką po winie. Załapię zasady w parę sekund. – Zapewniła ją, oczywiście nie będąc tego taka pewna. Przy okazji dała jej wybór. – Od ciebie będę wymagać odgrywania swojej roli potulnej kobiety, przytakiwania na moje wybory, uśmiechania się do reszty graczy. Nic specjalnego, jestem pewna, że podołasz – Dopowiedziała, choć w pełni świadomości, że i owa „potulność” może być dla Kostuchy niewykonalna. Cały czas miała w zanadrzu plan B, który opierał się na starej, dobrej kradzieży niezbędnych do spełnienia jej zachcianki pieniędzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Lis 19, 2015 1:10 pm

- Jestem niemal pewna, że każda wytworna dama ucieka na widok twój i twoich kolegów - stwierdziła prychnąwszy; niekoniecznie czuła się urażona, ba, na pewno nie była żadną wytworną damą, dlatego właśnie miała zamiar wypić kilka porządnych kufli piwa w towarzystwie osobnika o płci nieokreślonej, który rozbawiał i irytował w tym samym momencie.
Wysłuchała wypowiedzi Jacka, która - swoją drogą - miała solidne luki. Między innymi i główna, był udział Czarnej Damy w byciu potulną kobietą, która odwracałaby uwagę innych jegomościów. Owszem, była świadom, że cieleśnie mogła pociągać niejednego samca, jednakże, uśmiech, choć najbardziej czarujący, da efekt szalonego psychopaty w połączeniu z zimną, bezduszną czernią oczu.
- Jeśli chcesz ich przestraszyć, nie ma problemu - stwierdziła spokojnie Mary, świadoma tego, że nie była śliczną dziewojką dla wszystkich i tylko masochiści chcieli być niej bliżej, niż to konieczne. Nie było co się irytować, fakt to fakt, dlatego po zakończeniu wypowiedzi nonszalancko chwyciła za swój kufel i wypiła porządnego łyka.
A potem kolejnego.
I następnego, tym samym kończąc ciężko uzyskane piwko.
- Właściwie, kim jest ten karczmarz? - zapytała ot tak, niekoniecznie wyczuwając w nim zagrożenie. Raczej z kociej ciekawości,wszak była jedną z tych osób, którzy otwierają szafę wiedząc, że już są tam gnijące zwłoki. - Łączy was coś? - Kolejne pytanie, zadane równie łatwo co poprzednie. Zazdrość była najłatwiejszym i najczęstszym powodem do wielu nieszczęść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Czw Lis 19, 2015 5:26 pm

Zaśmiała się na jej żart, który właściwie wcale nie był żartem, zastanawiając się, czy kiedykolwiek miara się przebierze i Jack poczuje się urażona. Nie, to chyba niewykonalne. Im uwagi były trafniejsze, tym była bardziej rozbawiona, o dziwo.
- Och, prosto w me serce! – Udała zawód, łapiąc się za klatkę piersiową i śmiejąc się przy tym głośno. Uśmiech prędko zrzedł z jej twarzy, gdy ujrzała w jakim tempie panna Kostucha pochłania swój alkohol, na zakup którego tak ciężko pracowała! Nawet Jacqueline nie dotarła do połowy, a nie należała do osób przekładających walory smakowe piwa nad możliwością prozaicznego „nawalenia się” jakie szło z tym w parze.
- Więc choć raz w życiu nie wyglądaj jak kostucha, pokaż trochę dekoltu i uśmiechnij się... wiesz, to taka czynność, którą okazujemy przy szczęściu, angażując w to mięśnie policzków, bez inicjowania tego przerażającego spojrzenia, psującego wszystko. Początkowo może być trudne, jednak wierzę, że dasz radę. – Na wszelki wypadek wyjaśniła jej to łopatologicznie, trochę żartując, ale też podejrzewając, że dla Mary takie ustępstwa będą prawdziwą traumą.
- Karczmarz? – Powtórzyła, lekko zbita z tropu. Zupełnie zdążyła zapomnieć o istnieniu tego starego dziada. – Pracuje tutaj, nic więcej. Ale zna niemal każdego, zawsze pierwszy słyszy najnowsze pogłoski i plotki, o tym co się dzieje w mieście. Ludzie o dziwo chętnie mu się zwierzają. – Oparła lekko, zgodnie z prawdą. Bywały takie chwile, gdy ona sama szepnęła mu pod wpływem alkoholu o jedno słówko za dużo. – A co? Widziałam jak ci się przygląda. Bywałaś tu wcześniej? A może... Jesteś kimś sławnym? – Druga wersja była o wiele bardziej prawdopodobna, Mary nie wyglądała jej na taką co by siedziała gdzieś cicho, by świat mógł o niej w spokoju zapomnieć.
- Chodźmy więc! – Pogoniła ją i wstała od stołu, chwytając w rękę swoje niedokończone piwo. Lekko tanecznym krokiem przeszła przez środek sali, poruszona spokojnymi rytmami pochodzącymi od strun lutni. Na krótki moment przymrużyła oczy, niespecjalnie zastanawiając się tym, jak jej towarzyszka przemierzy owy odcinek drogi. Dotarła do stolika z mężczyznami, grającymi w kości.
- Ahoj, witam, pozdrawiam – Zawołała niewyraźnie na powitanie, sprawiając wrażenie lekko pijanej. – Moglibyśmy się dołączyć? Ja i moja czarująca pani? – Zapytała, wzrokiem wypatrując zaraz Mary, w nadziei, że ta nie zdążyła jej jeszcze uciec. Jeśli ta znalazła się obok, kontynuowała:
- Znam zasady. Wiem co robić. Potrzebuję tylko trochę rozrywki. O pieniądze się nie bójcie, mam ich pod dostatkiem. – Oznajmiła wyniośle, natychmiast rzucając na stół mieszek z guzikami, które zabrzęczały zachęcająco. Całe szczęście, że były metalowe i sprawiały dobre wrażenie, aż oczy zgromadzonych wokół mężczyzn zaświeciły niebezpiecznie. – Na początek powinno wystarczyć. Ale zwykłem grać o pokaźniejsze sumy – Po raz pierwszy tego dnia użyła formy męskiej, tylko dlatego, by mężczyźni nie mieli żadnych oporów, by wpuścić ją swojego kręgu graczy. – A moja piękna towarzyszka będzie przynosiła mi szczęście, prawda? – Odwróciła się do Mary, wysyłając jej telepatycznie wiadomość „Uśmiechnij się, do ciężkiej cholery!”.
Mężczyźni nie potrzebowali więcej zachęt, jeden z nich rzucił parę słów powitania, drugi przystawił drewniane krzesła, robiąc dla nich miejsce. Teraz pozostało chwilę się szczerzyć i zgarnąć cały ich majątek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Gru 20, 2015 8:03 am

Nieznacznie zmarszczyła nos, gdy usłyszała tę kpinę Jacka. Właściwie, nie oczekiwała po nim niczego normalnego, jednakże - a przynajmniej z tego, co wiedziała - to naturalna kolej rzeczy, żeby łączyć się w pary na noc lub większość życia, natomiast ten młodzieniec o młodym wigorze miał w nosie te wszystkie sprawy.
Nie, żeby żniwiarz był lepszy. Chociaż on miał swoje nocki, a po Jacku tego nie oczekiwała.
Wyjaśnienie definicji uśmiechu było dość zabawne, jednak nie na tyle, żeby nie uniosła brewki w ostrzegawczym geście. Prawdopodobnie, kopnęłaby bachora w kostkę, gdyby nie nawiązanie do karczmarza, któremu posłała ostatnie spojrzenie, nim skupiła się na osobniku płci niewiadomej. Być może, słyszał o bezbożnych przechadzkach do bezbożnego burdelu, gdzie bezbożnie oddawała się w ramiona bezbożnego inkuba, bo szczerze wątpiła, aby ktoś wiedział coś o profesji żniwiarza. Zresztą, nawet jeśli, większość traktowała członków inkwizycji jak jedyną szansę na ucieczkę od pomiotów diabła, a reszta to były nawiedzone przypadki lub same czarownice.
- Nie bywałam i nie bardzo - odpowiedziała krótko, wzruszając ramionami i udała się za Jackiem.
Leniwie.
Kulejąc.
Z zirytowaną miną, zgodnie ze wskazówkami odsłaniając ładny dekolt.
I dochodząc do stolika z lekkim uśmiechem - a co jak co, ale uśmiechać się potrafi! Czarująco, z lisio zmrużonymi oczami, do tych starych pijaków, choć wolała uśmiechać się do kobiet pełnych wigoru. Splotła ręce pod biustem, jednocześnie odrobinę go unosząc - stare, proste sztuczki, a jakże skuteczne!
Kiwnęła głową w stronę dżentelmena, który zrobił dla niej miejsce i od razu usiadła delikatnie bokiem, jednocześnie odsłaniając trochę nóżki, wszak im więcej rozpraszaczy, tym lepiej dla przyszłego piwa.
Gdy mężczyźni zaczęli porozumiewać się między sobą, ona całkiem dyskretnie nachyliła się do swojego pazia, aby szepnąć nisko, niemal sadystycznie mrucząc:
- Spróbuj to spieprzyć, a odetnę ci palce. - A potem, jakby nigdy nic, pocałowała go delikatnie w policzek.
Dla ludzi wokół, mogła wyjść na czarującą kokietkę, zaś dla samego Jacka, pewnie sprawiała wrażenie anioła śmierci. I jego wczesny werdykt śmiercionośnym pocałunkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Gru 20, 2015 10:02 pm

Gdy tylko dosiadła do stolika i przez smukłe palce przetoczyła ciężkie kości do gry, uznała ten dzień za udany. Emocje, podniesiony poziom adrenaliny nie opuszczał jej, nie tylko za sprawą niewidzialnej kosy przyciśniętej do gardła, ale też przez pasmo wydarzeń, przez które nie miała chwili na głębszy oddech. Tym razem została zmuszona do gry, a jeśli chodzi o ścisłość – wygranej, bo inne rozwiązanie mogło nie skończyć się dobrze, sądząc po zawartości sakiewki, znajdującej się już na środku stołu.
Póki co była z niej naprawdę zadowolona. Pochwaliła ją, gdyby tylko nie musiała udawać, że takie zachowanie jest dlań codziennością. Nie mogła odmówić uroku odsłoniętej nóżce, nie była też w stanie ominąć jej spojrzeniem. Jednak nie działało to na nią tak jak na resztę graczy. Widziała jawne napalenie w ich oczach i nie tylko, sądząc po rozdziawionych wargach i dłoniach, niewiedzących gdzie się podziać. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie posunęły się o krok za daleko.
Ale rumieńca wykwitającego na jej twarzy nie mogła powstrzymać. Niepotrzebnie proponowała odgrywanie takiej roli, gdy sama nie była na to gotowa lub co bardziej prawdopodobne – nie spodziewała się, że Mary weźmie sobie jej wskazówki do serca. Dzięki temu Jacqueline udało się przetrwać nadchodzące później ostrzeżenie z krzywym uśmiechem na ustach.
Kości z cichym stukotem uderzyły o blat stołu. Obserwowała ich, usiłowała rozgryźć ich oszustwa (bo oczywiście - oszukiwali), drobne gesty, które im towarzyszyły. Rzuty, stawki, ogólną taktykę. Powoli zaczynała rozumieć. Pierwszą partię wygrała, mając już za co grać. Ale podczas dalszego poznawania przegrała kolejną. A później i trzecią, wcale nie czując mrocznej aury rozchodzącej się ze strony siedzącej obok towarzyszki, wcaaale.
Podciągnęła rękawy, zwiastując tym, że gra zaczyna się na poważnie. W rozgrywce znajdowały się trzy kości z różną ilością oczek, dorzuciła więc kolejne dwie, wierzchem dłoni zahaczając o krawędź jednej z nich, zaraz zgodnie z zasadami wymieniając niepasujące do układu elementy, a także dopuszczając się kolejnego, drobnego oszustwa. Układ trafiła najlepszy z możliwych, co jej towarzysze wzięli za szczęśliwy traf. Jeszcze.
- Może zagramy o większą stawkę? Widzę, że mój mieszek nie dorównuje waszym. Weźmy tamte partie za rozgrzewkę i zajmijmy się prawdziwą grą, co by moja pani nie usnęła z nudów. – Uniosła brwi, jakby robiła to na co dzień, spodziewając się, że jeszcze trochę pieniędzy mają w zanadrzu.
- Młody, nie stać się na takie szaleństwa – Odparł natychmiast jeden, z nich, zaraz wzrokiem obdarzając czarnowłosą. – Chociaż... – Zastanowił się na głos.
- Dorzuć pannę do stawki, to inaczej pogadamy. Na jedną noc, słońce, nie więcej. – Odezwał się do kobiety kolejny, najwyraźniej odczytując myśli kompana i uśmiechając się w taki sposób, że Jack aż powstrzymała grymas obrzydzenia.
- To się nie godzi! Prawda, kochanie? – Ostatnie słowa dodała zupełnie niepewnie, zaraz szepcząc jej do ucha – Zgódź się. Wygram to, nie ma innej opcji. Już ich rozgryzłam. – Wbiła spojrzenie głęboko w jej oczy, czekając na decyzję, a na czole Jacqueline widniał niemal napis „miałaś mi zaufać!”.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sro Gru 23, 2015 7:56 am

Mary była świadoma tego, że zazwyczaj uważano jej ciało za całkiem atrakcyjne; była bardzo proporcjonalna i miała ładne krągłości tu i ówdzie, co zazwyczaj było widać jedynie wtedy, gdy mięśnie jej twarzy były napięte inaczej. Musiała opanować tę trudną umiejętność, wszak niekiedy zachodziła potrzeba w pozyskiwaniu informacji bardziej dyplomatycznie, nie mówiąc już o zachęceniu na spędzeniu wspólnie jednej nocy.
Gdyby miała mniejsze doświadczenie, zapewne czułaby się zniesmaczona zachowaniem innych chłopów. A jednocześnie, nadal była poniekąd dumna z tego, że jej towarzysz był ponad to i pokazywał jakąś klasę, przez co jego zerkanie było naprawdę dużym komplementem, a przynajmniej porównując do innych graczy. Jednak ten szybko skupił się na grze, a jej pozostało jedynie obserwować go i jego ręce spod rzęs.
Jednakże, na logikę Mary, Jack popełnił błąd. Pokazując, że potrafi grać i ograć innych, ci inni niekoniecznie chcieliby ryzykować dużą sumą pieniędzy - jednakże, gdyby Jack zaproponował postawienia więcej pieniędzy, gdyby miał zaledwie jedną wygraną, zapewne zgodziliby się od razu, widząc w tym łatwy zysk i początkującego durnia. Dlatego nie zdziwiła się za bardzo, gdy trafiła jako przedmiot stawki. Natomiast teraz byłaby zaskoczona, gdyby nagle reszta graczy pokazała swoje asy w rękawie i musiała spędzić z nimi noc, a w efekcie ich zadźgwać, no cóż. I tak wszystko byłoby winą Jacka, którego płeć nadal była sprawą niewiadomą.
- Niech będzie - stwierdziła ciężko, jednocześnie dając dłoń na twarz swojego towarzysza i odsuwając nieznacznie za mocno i jedynie trochę pogardliwie. Następnie, nachyliła się nieznacznie w kierunku mężczyzn, którzy mieli teraz piękny widok na piersi Mary. - Chciałabym tylko uprzedzić, że w obyciu jestem bardzo delikatna i wrażliwa, o czym mój luby o tym wie i bardzo, bardzo go to pociąga - powiedziała cicho, ostatnie słowa niemal mrucząc.
Miała nadzieję, że gdy ich odpowiednio zdekoncentruje, przeczucie w kościach nieco zelży.
Sięgnęła pod stołem do nogi Jacka, a we wewnętrzną część uda wbiła palce. Zaraz jednak wycofała się na wierzch uda, trzymając tam dłoń zaskakująco delikatnie.
Bo, szczerze, naprawdę niekoniecznie uśmiechało jej się oddanie się w ich ręce nawet na sekundkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Sro Gru 23, 2015 8:12 pm

Zachowała się iście profesjonalnie, nie wybuchając gromkim śmiechem, gdy już usłyszała  zapewnienia Mary, co wcale nie było takie proste. Stawka po prostu była zbyt wielka, aby pozwolić sobie na błędy. Przynajmniej posiadła błogosławieństwo na ciągnięcie tej szopki, bo bez tego niewiele by zdziałała. Zamierzała to szybko i sprawnie rozegrać, wykorzystując całą swoją wiedzę i dotychczasowe doświadczenie. Skoro jej czarnowłosa towarzyszka dawała z siebie wszystko, dekoncentrując przecinków w sposób całkiem skuteczny, Jacqueline także musiała się postarać.
- Anioł w ludzkiej skórze. Typ kobiety, o której fantazjowanie nigdy się nie znudzi – Zapewniła gorliwie, kiwając głową i zastanawiając się czy właśnie tak wygląda normalny związek, czy może reszta uczestników gry musi mieć szeroki zakres tolerancji wciskanych im bredni. Lub co bardziej prawdopodobne... otumaniło ich niezaprzeczalne piękno tych dwóch idealnych, wyeksponowanych... Och, koniec, Jack. To miało działać na innych, nie na ciebie!
Ale z drugiej strony... Kiedy miała okazję podziwiać tak delikatne, możliwie kobiece kształty? Na statku, pośród setki chłopa? Pośród dziwek, nieznających słowa „umiar”? Jeszcze ta dłoń, której mogła się spodziewać, owszem, ale gdy tylko ją poczuła pisnęła cicho, podskakując cała. Oddychała ciężko, zupełnie nie potrafiąc tego powstrzymać. Gdy doszła do swojej tury miała ciemność w głowie, a kości chwyciła w drżące dłonie. Przewracała je dłuższy czas w palcach, wyszukując odpowiednich wgłębień, ustawiając plan w myślach.
Rzut przebiegł według jej zamiaru, póki co miała najlepszy układ w grze. Teraz wystarczyło tylko oszukiwać lepiej niż pozostali. W nagrodę pozwoliła sobie zwrócić spojrzenie do Mary, obdarzając ją promiennym uśmiechem, który zwiastował już hektolitry przelanego piwa. Zaraz, niby niewinnie zjechała wzrokiem na krągłości, jakie zostały niedawno obnażone,  zagryzając wargi i czując się przy tym jak ostatni napaleniec, nie lepszy od mężczyzn naprzeciw nich. Podobała jej się, nie mogła temu zaprzeczyć. Nie zwykła odczuwać podobnego gorąca, wrażenia, którego nawet nie potrafiła właściwie nazwać. Pożądanie? Tak, chyba o to chodziło. Zwłaszcza, że wszystko, co przestało być mroczne i groźne, a stało się delikatne i pociągające, było na wyciągnięcie jej dłoni – tak blisko, aż czuła bijące od niej ciepło.
Westchnęła, naprawdę usiłując się opanować. Pozostali gracze wymienili już swoje kości, a Jacqueline nawet nie potrafiła sprecyzować kiedy to się stało. Nie zdążyła im nawet przeszkodzić, ruszyć stołem, rozproszyć debilnym żartem. Nie było dobrze. Wybrała tylko jedną kość, w trzęsących się, ale zręcznych palcach pokładając swoją nadzieję. Do idealnego układu potrzebowała szóstki, czego ustawienie w normalnych okolicznościach nie byłoby takie trudne. Ciążąca na Jack presja, grobowa cisza jaka zapadła nad stołem i wdzięki, o których wciąż nie mogła przestać myśleć, sprawiły że nie do końca była sobą.
Podniosła się, chcąc uwieńczyć tę ceremonię. Rzuciła lekko, dłoń drgnęła jej mimowolnie. Zacisnęła zęby, widząc jak kość buja się na jednej z krawędzi. Przez sekundę wszystko zależało od losu. A ten nigdy nie przepadał za Jack. Na blat wypadła trójka.
- O kurwa – Poruszyła ustami bezgłośnie, podczas gdy inni kalkulowali wynik Jacqueline, spoglądając na resztę jej kości. Instynkt poderwał ją na równe nogi, wykorzystując tę chwilę zamyślenia. Nie czekała na okrzyki zadowolenia, próby dobicia targu, podpisanie z nimi umowy. Wskoczyła na stół, rozsypując zgromadzone nań monety i ze zwierzęcą niemal zawziętością rzuciła się w stronę drzwi. Zignorowała wszystkie krzyki za swoimi plecami, przewracając kilku mężczyzn i powodując wcale niemałe straty dla karczmy. Zwiała, bardziej od oszukanych graczy, bojąc się samej Mary.
Tego życzenia nie była w stanie spełnić.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Dama
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 29/09/2015

PisanieTemat: Re: Główna sala   Pon Gru 28, 2015 6:42 pm

Wszystko szło całkiem gładko. Jack zagorzale bronił smakowitej wersji Mary, a Mary tylko kiwała głową, starając się skupić uwagę towarzyszy na sobie, odsłaniając kolejny centymetr ciała. Starała się nie przegiąć i nie wyjść na kobietę łatwą i bez klasy, bo nie ma niczego mniej seksownego, jak prosta wulgarność (chociaż nie sądziła, żeby ci napaleńcy mieli jakieś poczucie smaku).
Nawet pozwoliła sobie na lekki uśmiech w odwzajemnieniu na ten promienny, ot tak, bo czemu nie, skoro właśnie grała swoją rolę. Miała smaka na kolejne piwo, ciężko zarobione zgrabnymi paluszkami Jacka (o płci wciąż niewiadomej).
I wszystko szło całkiem gładko, dopóki nie zobaczyła, że towarzysz zachowuje się co najmniej... nieoczekiwanie. Bez koncentracji. Trzęsące się palce. Na policzkach dostrzegła już dawno rumieńce, choć zrzuciła to na słabą głowę (bądź przedobrzenie).
Ostatni raz zacisnęła palce na udzie towarzysza, nim nie odpuściła; ten zamaszyście wstał, przeklął i... zwiał. Tak po prostu.
Zostawiając kulejący obiekt seksualny na pastwę kilku rosłym chłopom.
Mary, zdając się na szczęście losu, wykorzystała zainteresowanie uciekanym graczem i wyzwiskami do nań, umykając powoli w kierunku wyjścia. Niestety, mężczyźni szybko to dostrzegli i dopadli ją w drzwiach, gdzie słono się pokłócili o to, do jakiego miejsca powinna przenieść się impreza, kłócąc się o dom jednego z nich (oni) lub hotelik (Mary), ale wszyscy byli zgodni, żeby wziąć alkohol. Dzielnie zaciskała zęby na dotyk lubieżnych łapek, które z gracją odrzucała, jednocześnie udając, że wcale nie słyszy tych sprośnych żarcików.
Noc skończyła się na tym, że nim ktoś zdołał dobrać się do Mary, zaliczył zgona, a ostatni, który śmiało położył dłoń na jej talii, został znokautowany.
I tym samym odeszła nad ranem, chowając twarz przed recepcjonistką i niepotrzebnymi gapiami.
Nie żyjesz, Jack!
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Główna sala   Nie Lut 21, 2016 11:56 am

Idąc przez miasto, musiały wyglądać na bardzo osobliwą parkę: beztrosko wyglądająca cyrkówka i jej zielonkawa, owinięta w koc towarzyszka. Przyciągały wzrok niektórych przechodniów, jednak były to tylko przelotne spojrzenia, aby upewnić się, czy nie zostaną przez nie okradzeni czy kij wie co jeszcze. Prócz tego, Astaroth zauważyła jeszcze pewną zależność- gdy obok niej szła Shilvia, ciężej było utrzymać na sobie wzrok pięknych panien, nie mówiąc już o niczym więcej, nawet krótkiej rozmowie. Nawet te znajome tylko zerkały na nią, a później marszczyły brwi w niedowierzaniu, jakby... Jakby biedaczka miała być jej kolejnym celem czy coś. Tym razem musiała obejść się smakiem.
Kiedy doszły do gospody, również nie zyskały zbyt wielkiej atencji. Głównie dlatego, że o tej porze świeciła pustkami i prócz gospodarza i jego pomocnic, na sali było może tylko paru wędrowców, którzy zahaczyli o ten lokal, aby trochę wypocząć przed dalszą podróżą. Astaroth od razu skierowała swój skoczno-rozbujany krok w stronę pierwszego z brzegu stolika, uśmiechając się zaczepnie w stronę dziewczyny, która akurat obsługiwała inny stolik. Ta nawet nie siliła się na uśmiech, kiedy podeszła do obu wiedźm i w pierwszej kolejności spojrzała na cyrkówkę.
- Co podać? - spytała, wyraźnie siląc się na to, żeby nie brzmieć nieuprzejmie, bo gospodarz patrzył.
- Dla mnie to co zawsze, skarbie – wymruczała Astaroth, gdy tylko odwiesiła swój płaszcz na oparcie krzesła, na co pracownica zacisnęła dłoń w pięść, widocznie próbując powstrzymać się od sprania bezczelnego gościa na kwaśne jabłko. - A ty co chcesz, młoda? – zwróciła się w stronę Shilvii . Gdy ta wreszcie zdecydowała, a niezadowolona kelnerka odeszła, starsza wiedźma pochyliła się nad blatem I zbliżyła się do młodszej dziewczyny.
- Warczy I wygląda, jakby chciała mnie zabić, bo nie chce przyznać, że to była najlepsza noc jej życia – szepnęła rozbawiona, puszczając Shilvii oczko, a później wyprostowała się. - Jesteś stąd czy tak sobie wędrujesz? Nie widziałam cię nigdy – spytała, żeby podtrzymać rozmowę w oczekiwaniu na posiłek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
 
Główna sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki :: Gospoda pod Złotą Kaczką-
Skocz do: