IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Samotna chatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Samotna chatka   Pon Wrz 21, 2015 9:59 pm

First topic message reminder :



Stosunkowo niewielka, w większości drewniana chatka, stojąca samotnie nieopodal rzeczki, a wszystko to pomiędzy drzewami Ponurego boru. Ów skromny zakątek to dom najemniczki Veilore, która wzniosła go własnymi rękoma. Składa się na niego mała, okryta tylko dachem weranda, na którą dostać się można po kilku stopniach i przysiąść na drewnianej ławeczce lub dalej, wejść już tylko do środka. Wewnątrz wyszczególnić można trzy pomieszczenia, a właściwie dwa, jako że niewielki przedsionek od głównej izby oddzielony jest jedynie ścianą. W przejściu nie zostały wstawione drzwi, więc już przez otwór jest możliwość ujrzenia największego pomieszczenia chatki, gdzie w jednym kącie znajduje się łóżko i kufer; po prawej, pośrodku swoje miejsce ma kominek, a przed nim dywan z futra wyjątkowo dużego niedźwiedzia oraz stolik i dwa stare fotele. Przy ścianie po lewej wchodzącego została umieszczona lada, gdzie mieszkanka zapewne przygotowuje swoje posiłki. Na przeciwległej ścianie, przy której lewym kącie ustawiono łóżko, bardziej po prawej widać drzwi. Prowadzą one już tylko do łazienki wyposażonej w balię, kibelek, proste lustro, a także taboret.


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Pią Kwi 15, 2016 1:16 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pią Paź 30, 2015 9:25 pm

Cieszyła się, że trafiła w szeregi załogi na tyle postępowej i otwartej, aby nie robić problemów z powodu spraw tak błahych jak płeć. Choć kobiety często ustępowały mężczyznom pod względem siły i sprawności fizycznej, to zapału i zawziętości nikt nie potrafił im odmówić, co często sprawdzało się bardziej. Nie wyobrażała sobie życia bez Inkwizycji, a w równym stopniu nie mogła pojąć, jak to jest odgrywać zupełnie inną postać, niż się w naturze jest. Przez całe lata. W podobnej sytuacji zapewne zmuszona byłaby działać na własną rękę, bo jeśli chodziło o tak złożone akcje, w których dodatkowo trzeba używać jeszcze swojej gry aktorskiej... Sel najzwyczajniej spieprzyłaby sprawę przy pierwszej z możliwych okazji.
Nie dodała, że ona wcale nie należy do dziewcząt mdlejących na widok mężczyzn w mundurach, choćby nieważne jak dzielni by nie byli. Wzruszyła jedynie ramionami, co mogło oznaczać wszystko, a najprędzej;„no właśnie, która by tego nie chciała?” lub „mnie się nie pytaj”.
- Powątpiewam. Nie znam się na kobiecych sercach, ale mimo wszystko myślę, że to nieco odbiegałoby od ideału ich romantycznej miłości. Któż jednak wie? Może znalazłyby się oczarowane tobą panny, którym byłoby to na rękę? – Zastanowiła się na głos, zapewne po raz pierwszy w życiu, z braku wcześniejszej potrzeby. Zdarzało się co najwyżej, że mylono ją z mężczyzną przez posturę, ale jedynie do czasu aż się nie odwróciła.
Przyjrzała się protezie, wedle życzenia, chociaż nie podzielała zainteresowania do tego typu mechanizmów.
- Miałaś prawdziwe szczęście – Zaczęła, wiedząc, jak inaczej mogli skończyć weterani wojenni. – W nieszczęściu – Dodała, bo wydarzenie ostatecznie nie mogło należeć do przyjemnych.
Veilore mogła być otwarta, nawet dzielić się każdym szczegółem ze swojego życia. A Sel będzie jej słuchała z względnym spokojem, jednak nie odwzajemniając tej czarującej bezpośredniości. Zachowała milczenie, nie mające w sobie niczego z zakłopotania, a jedynie absolutny brak pomysłu na odpowiedź. Mogła tylko zapisać sobie w głowie kolejną informację o swojej towarzyszce, być może do wykorzystania w bliżej nieokreślonym czasie. Nie podzieliła się nawet przytaknięciem, ani rewanżem w postaci faktów ze swojej strony. Rzadko mówiła o sobie coś bez powodu. Była wyjątkowo konkretna; otrzymywała polecenie – wypełniała je, nie czerpiąc radości z rozdawania dodatkowych informacji lub wypowiadania dużej ilości słów, niekoniecznie na temat.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Nie Lis 01, 2015 4:03 pm

Odbiegało! A jak! Z całą pewnością wyobrażenia, nieśmiałe marzenia tych kobiet o przyszłej wielkiej miłości ległyby w gruzach niczym starożytne cywilizacje. Może zastanawiałyby się przy tym, co stało się ze światem, w którym żyją, że oto pomyliły ucharakteryzowaną kobietę z mężczyzną; może rozpoczęłyby próby odszukania swej kobiecej intuicji, która zgubiona, nie pozwoliła im domyślić się choć trochę, że coś jest nie w porządku. Możliwe też, że uznałyby ją za wadliwy element w mózgu, a w ich umysłach na zawsze pozostałaby dokuczliwa myśl, owo ziarno podejrzliwości, które przy każdej nowej sympatii rodziłoby niepewność co do rzeczywistej płci upatrzonego wybranka.
...trauma do końca życia... – wymruczała na głos żartobliwie brzmiącą frazę z myśli. W wyobraźni postawiła siebie w podobnych okolicznościach i stwierdziła, że byłaby to bezdennie głupia sytuacja, gdyby nagle jakieś dziewczę okazało się przebranym chłopakiem. Wybuchła w duchu gromkim śmiechem. Niczego już nie można być pewnym na tym świecie!
No właśnie... co do nich! Wspomniałam wcześniej o tym, że nie mnie jedynej wpadł pomysł na dołączenie do wojska.
Veilore kilkukrotnie skubnęła lekko skórę palca zdrowej ręki tą mechaniczną. Najwyraźniej na chwilę zagłębiła się między parę obrazów z przeszłości.
Przez dłuższy czas zastanawiałam się, co chodzi po głowie jednemu z przełożonych. Już myślałam, że domyślał się, iż nie jestem osobą, za którą się podawałam. Miałam wrażenie, że czeka tylko na odpowiedni moment, aby mnie zdemaskować... Nawet nie wiesz jakiego miałam stresa, kiedy musiałam przychodzić i przekazać, co miałam do przekazania. Aż w końcu okazało się, że to kobieta. Zdradziła mi to, jak zdecydowała się zażądać tego i owego od mojego żołnierzyka. – Zaśmiała się cicho. Myślała wtedy, że padnie na miejscu, nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Taki zbieg okoliczności. No i jeszcze dochodziło do tego zdziwienie, że udało się jej zajść na wyższe stanowisko i nie ujawnić w tym czasie. – Chyba nie była zbyt zadowolona, kiedy objawiła się jej prawda.
Przerwała na chwilę, aby odetchnąć i uraczyć się łykiem wina, które kusiło stojąc na wyciągnięcie ręki. Nie zamierzała pozbawić opowiastki zakończenia. Skoro już zaczęła, wątek należało doprowadzić do napisów końcowych. Odstawiła butelkę.
A później stwierdziła, że w sumie to lepsze niż nic, a nawet bezpieczniejsze, bo facet jeszcze by się wygadał po kilku piwach.
Vei resztę pozostawiła wyobraźni swej towarzyszki. Opowiadanie ze szczegółami wszystkiego, co wydarzyło się potem byłoby niesmaczne. Otwartość, otwartością, ale co komu szczegóły? Tego rodzaju smaczki lepiej doświadczać własnym ciałem.
Dobrze to ujęłaś. Szczęście w nieszczęściu. A nawet gdyby nie, też bym jakoś sobie poradziła! Ale w cholerę bolało to zamontowywanie.
Minęło wystarczająco dużo czasu, żeby jedzonko się ugotowało. Trzymanie go dłużej nad płomieniami mogłoby poskutkować zastaniem jednorodnej papki. Blondynka zatem przybliżyła się do kominka i ostrożnie pogrzebaczem zdjęła parujące wiaderko z warzywną zawartością i odstawiła na ziemię, trzymając z dala od siebie.
To jak? Powinnaś coś zjeść, bo nie wyjdziesz jutro z lasu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Nie Lis 08, 2015 6:03 pm

Selene nie tylko miewała problemy z wyczuciem ironii, ale także wszelakie dwuznaczności przelatywały obok niej niezauważone, nawet nie pozostawiając za sobą żadnego śladu ani tropu na to, że rozmówca miał na myśli coś zupełnie innego. Pozostało jej więc zastanawiać się, co ta Veilore ma na myśli, w międzyczasie przytakując i przyjmując możliwie rozumną minę. Nie dała po sobie poznać, że zgubiła wątek i przestała pojmować o czym mówią, całe szczęście posiadając umiejętność zręcznej zmiany tematu.
- W Inkwizycji nie byłoby takiego problemu, jak widzisz. Sama Arcymistrzyni jest kobietą, a i ponoć było ich kilka wśród pierwszych założycieli. To się nazywa postęp, czyż nie? Zapewne ci to już mówiłam, ale świetnie sprawdziłabyś się w szeregach organizacji. Nie twierdzę, że to co robisz jest nieprzydatne, jednak z twoim potencjałem... – Zdecydowanie nie chciała jej urazić, po prostu polowanie na czarownice uważała za najszlachetniejsze i najbardziej przydatne światu zajęcie. A Vel, jako że swoje doświadczenie miała, z pewnością zaszłaby całkiem daleko w karierze Inkwizytorki. – Mogłybyśmy stworzyć zgrany duet! – Zakończyła swoją wypowiedź, oczywiście nie zamierzając jej więcej nakłaniać, gdyż wiedziała, że sprawa jest z góry przesądzona. Pomarzyć zawsze było można!
Kiwnęła współczująco głową na kolejne słowa towarzyszki, mogąc się tylko domyślać, jakiego pokroju był ten ból, sama nigdy nie doświadczając poważniejszych uszczerbków na zdrowiu niż oparzenia, złamania i wszelakiego rodzaju ran otwartych.
Przybliżyła się, a właściwie podpełzła w bliższe okolice kominka, wyglądając potrawy. Już od dawna pachniało smakowicie, ale wolała nie przeszkadzać dzisiejszej mistrzyni kuchni, całość zostawiając jej artystycznej wizji. A dodatkowo sama Selene była beztalenciem kulinarnym, zwyczajnie nie posiadając cierpliwości do stania przy naczyniach dłużej niż parę minut.
- Chętnie. Znaczy się - chętnie coś przekąszę, nie chętnie nie wyjdę z lasu. Chociaż... – Zastanowiła się, bo obie opcja wydawały się być jednakowo kuszące. W lesie też były wiedźmy i koszmary, więc wszystko czego potrzebowała do życia znajdowało się w promieniu paru-parunastu mil. – Całe szczęście mamy za mało wina, bym miała szansę przegapić jutrzejszy świt, a później wracać na czworakach do pracy – Westchnęła, balansując gdzieś na granicy żartu, chociaż jak na Selene przystało, niezbyt finezyjnego.
Odstawiła butelkę na bok, w nadziei, że doczeka się posiłku podanego do stołu, bądź w ich przypadku – jedzenia na kolanach przy skwierczącym wesoło kominku.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pon Lis 09, 2015 1:07 am

Do odgłosów trzaskającego ognia dołączyło na moment głębokie westchnienie. Z Inkwizycją rzeczywiście było inaczej niż z wojskiem, ale pomimo braku wymagań co do płci kandydata na pełnoprawnego członka instytucji, Vei nie chciałaby wgryźć się w jej szeregi. Kłóciłoby się to z jej sumieniem i z poczuciem sprawiedliwości. Pokręciła więc przecząco głową.
Sel, Inkwizycja nie jest dla mnie – odrzekła właściwie niczego nie wyjaśniając, gdyż tłumaczenie mogłoby ugodzić jej kompankę, jak zapewne wielu, zapatrzoną w całą tę organizację. – Teraz też tworzymy swego rodzaju duet, nie sądzisz? Skoro zdarza nam się kontaktować w niektórych sprawach. A gdybym, jakimś dziwnym trafem, dołączyła do Inkwizycji nie byłabym taka pewna, czy tworzyłybyśmy cokolwiek. Ja jestem zwyczajnym człowiekiem, pewnie wylądowałabym przy papierkach – dodała, choć miało to na celu jedynie zatuszowanie myśli, których Veilore nie chciała uzewnętrznić, a które przecież mogłyby znacznie oddalić je od siebie.
W takim razie do rybek i suszonego mięska proszę bardzo, stos gotowanych pożywnych warzyw! – Kobieta uśmiechnęła się do rudowłosej inkwizytorki, wiedząc że i tak zapewne w głównej mierze skupi się na mięsnej części tego, co zgromadziły, a co znajdowało się już na stole.
Szybko zajęła swe dawne miejsce na podłodze. Fragment powierzchni futra jeszcze był rozgrzany. Grzał się również pod wiaderkiem, który stanowił dodatkowe źródło ciepła.
Jednakże blondynka nie wzięła się od razu do pałaszowania, którejś spośród smakowitych rzeczy znajdujących się w zasięgu rąk. Pochyliła się w stronę półleżącej Selene. Zanim zgarnęła dłonią włosy, złociste fale, mogły przez chwilę łaskotać skórę dziewczyny.
Jesteś stuprocentowo pewna, że mamy za mało wina? – Informatorka uśmiechnęła się szeroko i chytrze. – Może na przykład otworzyłam prywatną produkcję procentów?
Odsunęła się. Do czasu gdy wsunęła między wargi kawałek suszonego mięsa, na jej twarzy trwał podejrzany uśmieszek.
Wiesz... możemy sobie kiedyś zorganizować sobie jakąś... większą zabawę, jak znowu zdarzy się, że obie będziemy miały wolną chwilę – zaproponowała. – ... wduecie~.
Przed ostatnim oczywiście nie mogła się powstrzymać, zaśmiała się, ale szybko zatkała sobie usta kawałkiem marchewki.
Wracając do tematu... Nie narzekam na swoje obecne życie, Sel. Interesuję się tym i owym, ale działam kiedy mam na to ochotę. Mam nadzieję, że jesteś świadoma tego, że chociaż nie chcę dołączyć do twojej instytucji, lubię i cenię sobie twoje towarzystwo. I podrzucanie ci od czasu do czasu wskazówek czy wieści – mówiła z opartą szczęką na ugiętym kolanie spoglądając na rudzielca.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pon Lis 09, 2015 9:50 pm

Było jej trochę żal, to fakt. Ale wiedziała, że nie może posuwać się o krok dalej. Ona przecież nie tolerowałaby prób zmiany jej drogi, jedynej słusznej i wybranej zupełnie przez nią. Towarzystwo Vel było prawdopodobnie jedynym, jakie była w stanie znosić bez większych zastrzeżeń, przynajmniej jeśli chodziło o pracę, bo w chwilach takich jak ta, nie mogła zaprzeczyć, że go sobie nie życzyła. W innych sytuacjach, gdy Selene przydzielano kompana albo co gorsza – kazano działać w zespole, przejawiał się jej kompletny brak cierpliwości, jak i również dosyć widocznie; brak zdolności pójścia na kompromis, w przypadku odmiennych zdań. To z reguły nigdy nie kończyło się dobrze.
- Och, nie jesteś wcale takim zwykłym człowiekiem. A my miałybyśmy okazję spotykać się częściej niż obecnie. Urządzać zawody w polowaniach, dodatkowo prowadzić statystyki albo chociaż konkurs na Inkwizytora miesiąca! – Śmiała się, wspominając ich ostatni wyścig. Nie wątpiła, że prowadziłaby wesołe, ale i jakże pożyteczne życie! – Ale nie namawiam, wiem, że lubisz to co robisz teraz. – I na tym zakończyła swoją wypowiedź, nie zamierzając powracać do tematu więcej, a przynajmniej nie tak prędko.
Wyciągnęła się po posiłek, co przyszło jej z wielkim trudem, a właściwie byłoby nieosiągalne, gdyby ich kolacja znajdowała się o parę cali dalej. Nie wiedziała czy to zasługa miejsca, że czuje się tak rozleniwiona i spokojna, czy może zwyczajnie potrzebowała odrobiny snu przez tę całą męczarnię w szpitalach. Chuchając na swą porcję, czuła się jeszcze bardziej głodna. Słysząc kolejne słowa kobiety, odważniej pociągnęła łyk wina z butelki, zapijając pierwsze kęsy warzywnej kolacji (ich warzywny gulasz znajdował się jako jedyny w zasięgu ręki Selene).
- Zadziwiasz mnie. Czyżbyś dorabiała sobie w międzyczasie jako handlarz nalewek? – W zasadzie nie była aż tak zaskoczona, przez czas ich znajomości zdążyła się nauczyć, czego można się po Vel spodziewać. – Tylko bez szaleństw. Jutro o świcie muszę być na nogach i nawet najgorszy kac-morderca mnie przed tym nie powstrzyma – Oznajmiła tonem, do którego idealnie pasowałoby pogrożenie wskazującym palcem, co całe szczęście sobie darowała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Wto Lis 10, 2015 4:36 pm

Veilore skinęła głową dziękując tym gestem za zrozumienie ze strony swojej towarzyszki. Odpowiadało jej takie życie, jakie prowadziła. Na wolności. Bez większych zobowiązań. A przede wszystkim żaden kodeks nie nakazywał jej postępować postępować wbrew sobie. Dzięki sposobowi w jaki żyła, miała przywilej spoglądania na rzeczywistość z innej, własnej perspektywy – nikt jej nie rozmiękczał w plastyczną masę, którą można pociągnąć tu i tam, żeby odpowiednio ukształtować, a następnie w uzyskanym kształcie utwardzić.
W Inkwizycji potrzebowali właśnie takich ludzi – ludzi, którzy jako kandydaci przychodzili zbudowani z odpowiednich surowców w doskonałych proporcjach; takich, którzy po procesie "utwardzania" pozostawali w jednej, określonej formie i z wbitymi do głowy i serca zasadami, bez zbytecznego zastanawiania się, wykonywali to, do czego zostawali stworzeni.
A ona? Nie za bardzo wpasowywała się w ten kanon, dlatego nigdy nie zdecydowała się na dołączenie do znanej im organizacji.
Przesunęła górnymi zębami po dolnej wardze.
Być może, być może – powiedziała. – Ale bardziej produkuję na własny użytek, a innych obdarowuję ilościami, których nie jestem w stanie wchłonąć.
W końcu do chatki przybywała głównie w celach wypoczynkowych, swego czasu uznała, że zawsze warto mieć coś pod ręką, co osłodziłoby spędzanie czasu w surowej dziczy od jednego razu na kilka dni spędzonych w mieście na pracy, do nawet jednej chwilki raz na parę tygodni. Tak też się zdarzało!
Nie zdziw się, jak kiedyś przyniosę ci coś ciekawego w prezencie.
Kobieta wstała i wzięła na drogę kolejny kawałek gotowanej marchewki w usta i wsuwając ją powoli, zabrała się do zsuwania ze skrawka futra fotelu, o który do niedawna się opierała. A kiedy wszystkie jego nóżki znalazły się na drewnianej podłodze, podwinęła trochę ich mięciutką powierzchnię do leżenia przed kominkiem, w efekcie czego ukazała się klapa, którą podważyła lekko jednym ze swoich cienkich sztyletów, po czym uniosła odsłaniając zaciemniony otwór, w którym najpewniej musiały znajdować się nie tylko zbiory, ale odpowiednie przyrządy do jego produkcji. Prawie połowa ciała blondynki zniknęło w środku. Minęło z kilka sekund, aż wymacała palcami butelkę.
Wygramoliła się razem z nią. Zatrzasnęła klapę, przygładziła futrem. Strzepnęła jeszcze z głowy pająka i dumnie zaprezentowała jej znalezisko.
I oto jest! Nie będziemy musiały oszczędzać twojego wina. – Uśmiechnęła się, przysunęła fotel na jego prawidłowe miejsce, a dopełniwszy tych "obowiązków" zbliżyła na kolanach do rudowłosej dziewczyny. Oczywiście z wyciągniętą butelką, którą następnie ustawiła niedaleko tej obecnie obalanej.
Gdy naczynie znalazło się w bezpiecznym miejscu, Vei pochyliła się w stronę towarzyszki w tej ich biesiadzie.
A są jakieś przepisy karzące za upijanie inkwizytorek? – odrzekła z uśmieszkiem. Sama była już mocno rozluźniona i rozgrzana, aczkolwiek nie pijana. Do tego potrzeba byłoby znacznie więcej niż ta odrobinka alkoholu. Nawet więcej niż te dwie butelki. – Przed czarownicami mogłabyś odstawiać walkę w stylu pijanego mistrza.
Spróbowała sobie wyobrazić Selene w takiej walce. Wręcz musiała powstrzymać się przed parsknięciem śmiechem, bo nasunięty przez wyobraźnię obraz całkowicie nie pasował do poważnie podchodzącego do powołania rudzielca.
Zbliżyła się jeszcze odrobinę.
Przypomniałam sobie o tym obiecanym życzeniu po historii.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Sro Lis 11, 2015 8:25 pm

Przyglądała się jej poczynaniom, zaczynając się zastanawiać czy powinna zaprotestować, czy skusić się więcej. Nie miała zbyt wielkiego doświadczenia w piciu alkoholu, nie wiedziała na ile może sobie pozwolić. Wino towarzyszyło jej przy wykwintnym obiedzie lub jako prezent dla gospodarza, jednak nigdy nie spożywała go tyle, aby móc się upić lub dopuścić się czegoś, po czym miałaby wyrzuty sumienia lub okazje do wstydu.
Szybko wchłonęła swoją porcje, nie delektując się, bo na to była zbyt głodna. Odstawiła miskę z dala od kominka, zaraz wzrokiem wracając do kompanki.
- Mogłabyś założyć swoją markę – Oznajmiła wesoło, ciekawa jaki trunek wydobędzie Vel ze swojej skrytki. – Chętnie przyjmę od ciebie taki dar. Chociaż szkoda mi go będzie otworzyć. – Dodała, aby kobieta nie zdziwiła się, gdy zastanie w jej mieszkaniu butelkę na jednej z półek, niczym wyśmienitą ozdobę pokoju.
- I nie musisz się bać, wina będzie leżała wyłącznie po stronie Inkwizytorki. Nie myśl jednak, że dam się tak łatwo upić, niezależnie od tego jak wyśmienity byłby alkohol z twojej prywatnej wytwórni. – Pokręciła głową, chociaż pewna być nie mogła. Wiedziała, że dzień, w którym upije się aż do utraty wspomnień nadejdzie, bo umiaru jeszcze nie znała, a i odmówić zwykle nie potrafiła. Kiedy to było takie przyjemne! Po co miałaby więc tego unikać? – W każdym razie – twoje zdrowie! – Uniosła butelkę z otwartym winem, na wzór tego co się czyni z wysokimi szklanymi kieliszkami. Jednym haustem opróżniła resztkę znajdującą się w butelce, najwyraźniej do serca biorąc sobie słowa kobiety, że ma jej nie oszczędzać.
Selene wcale nie zapomniała o życzeniu, bo była ciekawa, co jej towarzyszka wymyśli. Nie upominała się, bo właściwie nie wiedziała, czy spełnienie go będzie jej na rękę.
- Czyli wpadło ci coś już do głowy? Podziel się więc swoim pomysłem. Ale nie miej wobec mnie zbyt wielkich oczekiwań. Zrobię tylko to, co w mojej mocy. – Wzruszyła ramionami, jakby to co oferowała mogło nie wystarczyć. Następnie odsunęła się nieco od kominka, bo otaczający ją gorąc stawał się coraz bardziej dotkliwy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Lis 12, 2015 3:43 pm

Własną markę... Myśl ta wywołała delikatny uśmiech. Gorzej, jakby wraz z tłumami klientów przybyłyby chętne Koszmary. Czy Koszmary mogłyby się upić? Na przykład oparami? Chyba nie byłoby niczego gorszego niż taka pijana, nieobliczalna kreatura!
Jak wymyślisz jakąś ciekawą nazwę, to dostaniesz 20% z zysków. Ale jak zwalą mi się na głowę Koszmary pędzące za zapachem trunku, to ty się nimi zajmiesz – zaznaczyła, mówiąc tonem zawierającym żartobliwą nutkę.
W końcu Veilore przytrzymała mocniej butelkę i zabrała się za zmagania z korkiem, który jako jedyny blokował im dojście do nowej, jeszcze nietkniętej porcji alkoholu.
Och, dajże spokój, Sel. Do kolejnej takiej okazji, z kilkoma godzinami, które spędzić można miło i spokojnie, dojdzie zapewne za bardzo, baaaardzooo długi kawał czasu. – Wszak obie miały ogrom pracy, na tyle, żeby nie móc co tydzień przybywać do chatki w leśnym wypizdowie, aby spędzić w okolicy pół dnia. Bo na parę minut się nie opłacało. Dlatego też Veilore częściej decydowała się przenocować w mieście niż wracać do swojej kryjówki.
Wiesz, i tak myślę, że nawet gdybyś była spita i skacowana, to żadna czarownica by się do ciebie nie zbliżyła. Nie masz się czego obawiać!
Uruchomiła w protezie mechanizm powodujący wysunięcie się "pazurów" z opuszek palców. Wczepiła dwa w wystającą część korka i pociągnęła, zaraz też pozbywając się korka wbitego na ostrza. Wrzuciła go w ogień, a igiełki wystające z palców szybko schowała, skoro nie były już potrzebne.
Tak. Za zdrowie i pomyślność!
Gdyby nalały sobie trunku do naczyń, z pewnością mogłyby poczuć aromat, jaki z dala od ich nozdrzy utrzymywała szyjka butelki. Niczym prawdziwy gospodarz, wzięła pierwszy łyk alkoholu, aby upewnić się, że wszystko z nim w porządku. Wtedy odłożyła je na powrót na podłogę do ich wspólnego użytku.
Toast, toastem, ale rezygnacji z tematu nie miała w planach.
Dopiero teraz miał mi wpaść? Głowę miałam od początku pełną pomysłów! Pamiętam też, że ty też powinnaś mieć jedno życzenie. W każdym razie... najpierw moje! – Pierwszeństwa nie zamierzała tak łatwo oddać. W końcu nie kto inny, tylko ona została wbita w stertę liści. A że wzięła pod uwagę opowiastkę, to uznała, że jak najbardziej się jej należy.
Za kogo ty mnie masz? Przecież nie każę ci nago przydźwigać paru drzew z lasu, koniecznie z ponad kilometra. – Usiadła, zginając pod sobą nogi i wpatrzyła zadziornie w swoją towarzyszkę, wyciągając się bardziej w jej stronę. Przywołała na usta uśmieszek, a po chwili oznajmiła swe życzenie:
Ha! Chcę całusa!
A powiedziawszy to, ułożyła dłonie na kolanach i poczyniła odpowiednie obserwacje, jaką jej słowa wywołają u kompanki reakcję.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Nie Lis 15, 2015 7:50 pm

- Vel, kompletnie nie umiesz się targować. Dwadzieścia procent za to, z czego żyje i co sprawia mi przyjemność? Zrobiłabym to i w gratisie, o ile tylko nie czując potrzeby odpłacenia się za taką możliwość. – Gdyby oferta była rzeczywista, przyjęłaby ją bez wahania, nadprogramowo zahaczając o parę czarownic, które odważą się podejść zbyt blisko. Niestety, Inkwizycja zajmowała jej już znaczną część życia, aby mogła sobie pozwolić na przyjmowanie dodatkowych zleceń. Chociaż tego akurat nie traktowała jako minus.
Nieco podskoczyła na niezbyt konwencjonalne otwieranie butelki wina, zupełnie się tego nie spodziewając, jak zwykle tutaj – tracąc czujność, jaką w pracy cała emanowała. Veilore, gdyby tylko chciała mogłaby zaskoczyć ją na setkę różnych sposobów.
Już miała ją popędzać, by się nie obijała, tylko dała jej spróbować tego wytworu. Gdy pociągnęła na raz parę łyków, natychmiast pożałowała pośpiechu, bo trunek marki „Sel&Vel Company” był zupełnie inny niż te pomyje, którymi jeszcze wcale nie tak dawno się raczyły.
- Ugh... Mocne! – Skomentowała kaszląc, a oczy na moment zaszły jej łzami. Był to oczywiście komplement! – Tak, nazajutrz będę mogła chuchnąć moim pijackim oddechem wiedźmom, które mi się napatoczą. Nie będą miały żadnych szans! – Bardzo rzadko żartowała, a szczególnie o czarownicach. Najwyraźniej nie tylko towarzystwo, chatka na skraju świata, ale i alkohol miał ku temu swoje zasługi. Nie miała nawet ochoty opowiadać, jak wyglądałoby to w rzeczywistości. Selene, choć ciągle młoda, swoje zasługi już miała, mało tego – stając się w niektórych kręgach twarzą dosyć znaną, a co za tym idzie... wiele z wiedźm (i nie tylko!) czekało na jej potknięcie, chwile słabości, do jakiej właściwie mogła dopuścić teraz.
Piła sobie spokojnie, tym razem mniejszymi łyczkami, aż odstawiła butelkę na środek, słuchając co Veilore ma do powiedzenia. I tylko to sprawiło, że nie zdołała się wypluć wszystkiego w geście zaskoczenia. Mogła się spodziewać po niej czegoś szalonego i ta świadomość też pomogła jej nie wydać żadnego bliżej nieokreślonego odgłosu. Przybrała kamienną twarz (przynajmniej we własnym mniemaniu, bo udawanie jak zwykle wychodziło jej tragicznie) i z pełną powagą rzekła:
- Och, zobowiązałam się, więc słowa swojego dotrzymam.
Jakby to było coś trudnego w wykonaniu, ha! Selenie swoje zasady miała i wolała ich nie naginać dla chwilowej zachcianki, ale Veilore była bardzo blisko ku temu, by właśnie do tego doszło.
- Jeśli takie jest twoje życzenie... – Przeciągała chwile, zaczynając się do niej zbliżać. Bardzo starała się zachować zimną krew, jednak Vel była inna niż kobiety, w towarzystwie których się zazwyczaj obracała. Była silna, niezależna i co najgorsze – nie dawała się tak łatwo zdominować i zawstydzić, co wbrew pozorom dla Selene było całkiem istotne. Nie chciała wyjść na osobę nieobeznaną w temacie, dlatego uporczywie wbijała spojrzenie wprost w oczy kobiety, zaraz lądując tuż przy niej.
Jedną dłonią ujęła jej brodę, kciukiem zahaczając o kącik warg, a palcami drugiej ręki przejechała po blond włosach, odgarniając je na bok i odsłaniając czoło, na którym wkrótce złożyła miękki pocałunek. Nie trwało to dłużej niż sekundę. Lekko się uśmiechnęła i aby nie naruszać jej przestrzeni osobistej więcej, wróciła na swoje dawne miejsce.
- A jeśli chodzi o moje życzenie... – Aż znowu zastanowiła się, czemu nie umówiły się na system kar. – Daj mi jeszcze chwilę. Do końca tej butelki z pewnością wymyślę dla ciebie coś odpowiedniego. – Uniosła jedną brew w niejednoznacznym geście.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pon Lis 16, 2015 8:46 pm

Veilore, rada z tego, że trunek zasmakował inkwizytorce i że ta wcale nie zareagowała negatywnie na jego moc, odetchnęła krótko. Gdy sama spróbowała zawartości butelki od razu po odkorkowaniu, również poczuła intensywność. Ale to, podobnie jak smak, były kwestią rozstrzyganą przez gust.
To nie to, co te rozwodnione alkohole ze stoiska. A wierz mi! Z tych, którzy sprowadzają je do kraju z innej części Europy, niektórzy popełniają takie karygodne czyny! – Kobieta cmoknęła z dezaprobatą. – A myślę, że i z naszymi niekiedy nie dzieje się najlepiej.
Z całym światem nie działo się dobrze, pomijając oczywiście cały konflikt, jak to może bezkarnie się dziać, że w tak wielu lokalach podają tak słabe jakościowo trunki? Skandal! Pojedynczy człowiek zostawał skazany na rozcieńczony soczek o znośnym smaku... w tych lepszych przypadkach.
A nawet jakby jakieś szanse miały, to ja będę mieć cię na oku! Na pewno będę w lepszym stanie niż ty. Dla mnie to nie pierwszyzna. Kiedyś musiałam wyciągnąć informacje od przyjezdnego Rosjanina. A jak już się dowiedziałam, czego chciałam się dowiedzieć, to kiedy wytrzeźwiałam, wyleciało mi z głowy. Przypomniałam sobie dopiero dwa dni później. Ale teraz jestem już trochę uodporniona w tej materii. Ty natomiast chyba nie aż tak często możesz sobie pozwolić na podobne wybryki, prawda?
Wpatrzyła się w zbliżającą towarzyszkę. Vei przez chwilę nie dowierzała własnym oczom, że dziewczyna postanowiła spełnić jej życzenie, nie uznając zachcianki informatorki za przesadę. Dlatego też z widocznym zadowoleniem wplecionym w wyczekiwanie odwzajemniła śmiałe spojrzenie inkwizytorki.
Takie jest moje życzenie... – potwierdziła. Do tej pory Veilore nie przyszło na myśl, że do odpowiedzi na te parę słów Selene mogła wykorzystać owo rozległe, interpretacyjne pole, jakie jej dała. Przecież nie sprecyzowała, gdzie wspomniany wcześniej pocałunek powinien zostać złożony...
Przy takim zbliżeniu musiała nieznacznie wznieść tęczówki, aby nadal móc obdarowywać towarzyszkę spojrzeniem niebieskich oczu połyskujących od światła energicznie tańczących płomieni. Lekko drgnęła, czując dotyk dłoni, a na usta, na których oparł się kciuk, przywołała swój charakterystyczny uśmieszek. A potem...
W chwilę później zaklęła w duchu, mając jednocześnie ochotę na roześmianie się, przeklęcie swojego niesprecyzowanego życzenia i trochę nawet na chwycenie metalowymi palcami za kołnierz koszuli inkwizytorki – na zatrzymanie jej w ów sposób i wzięcie tego, czego w rzeczywistości oczekiwała.
W żadnym wypadku nie zamierzała się obrażać (Właściwie nie miała w zwyczaju obrażać się kogokolwiek.). Wpatrzyła się w oddalającą dziewczynę, jakby chciała jej powiedzieć "Sprytna jesteś!"... Ale nie z nią takie numery!
Veilore zmieniła pozycję i usiadła po turecku, podczas tej czynności przewracając teatralnie oczami, a kiedy wróciła nimi do rudzielca, trwający uśmiech pogłębił się. Miałaby złożyć broń i oddać tę sprawę zapomnieniu? Powinna chociaż zwrócić na to uwagę. Nie daj, zostałaby uznana za zmieszaną sposobem realizacji życzenia.
Przygryzła na chwilę wargę.
Myślałam, że zdobędziesz się na więcej... Przynajmniej ja na więcej liczyłam.
Przesunęła opuszkami palców po skórze czoła w miejscu, gdzie usta inkwizytorki zetknęły się z jej własną, a następnie dotknęła nimi warg, jak gdyby chciała pocałunek przenieść właśnie na ten element twarzy, żywiąc nadzieję, że coś jeszcze z niego pozostało. Na koniec dopełniła to wszystko mrugnięciem oka do Selene.
Nie pospieszam... Chociaż mam pewne wątpliwości co do tego, czy po tej butelce będziesz w stanie coś wymyślić – rzekłszy to, sięgnęła po trunek i zmniejszyła jego ilość o parę spokojnie pociągniętych łyków.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Lis 19, 2015 2:22 pm

Veilore właściwie nie powiedziała nic śmiesznego, ale jedyną reakcją Selene na słowa kompanki był nagły atak śmiechu, którego dodatkowo szybko opanować nie potrafiła. Nie trzeba było być geniuszem, by stwierdzić, że alkohol uderzył jej do głowy. Chociaż młoda Inkwizytorka właściwie zdawała się tego nie dostrzegać, nawet na moment nie odrywając się od butelki mocnego wina, niczym dziecko od smoczka. Gdyby tylko ktoś z organizacji mógł ją zobaczyć w tym stanie... No wiedźma by się uśmiała!
- Jaaa? – Powtórzyła na moment gubiąc wątek i zapominając co chce powiedzieć, a z pewnością miała to powiedzenia wiele, niekoniecznie mądrych słów. – Mogę, jasne, że mogę. Ale po co? Wielu z Inkwizycji ma tyle czasu wolnego, że aż sięga po pracę dorywczą, rozumiesz? Też mogłabym pozwolić sobie na przeczytanie książki przy kominku. Ale są rzeczy, które sprawiają mi więcej satysfakcji. A przynajmniej na dłuższą metę. – Zapewne miała dodać też coś o tym, jak ona nienawidzi tych czarownic, ale dla swojego dobra zapomniała to zrobić.
Może gdyby była bardziej trzeźwa, zdołałaby się delektować tym drobnym zawodem. Mało tego, w końcu miałaby okazję wziąć sprawę w swoje ręce. „Co? Chciałaś więcej? No to dostaniesz swoje więcej!!!” – mogłaby wykrzyknąć tryumfalnie, ostatecznie rzucając się na swą towarzyszkę i prawidłowo spełniając życzenie. Problem właśnie polegał w działaniu alkoholu i tym, że trybiki w jej głowie nie do końca stykały, powodując znaczne opóźnienie w reakcjach. Oddała jej w końcu butelkę, chociaż bardzo niechętnie.
- Niiie no. Czemu? – Nie zrozumiała aluzji Vel, a jakże! Najwyraźniej też chciała dodać coś później, ale prędko zamilkła, natychmiast przybierając lekko przestraszony wyraz twarzy i lekko na niej blednąc. – Niedobrze mi – Wyjękną, po raz pierwszy w życiu czując się tak dziwnie. Na dalsze efekty nie trzeba było czekać długo.
Poderwała się z ziemi, co wyszło jej w łagodnym ujęciu śmiesznie i nie ubierając butów, wybiegła na zewnątrz. Cudem nie wywróciła się na schodkach, ale za to nie udało jej się nie wpaść w krzaki, gdzie... zwymiotowała, oczywiście z nadmiaru alkoholu. I po co im było to szaleństwo? Biednej, niedoświadczonej w piciu Selene?
Nie myślała już zbyt przytomnie, ale udało jej się o własnych siłach wrócić do chatki, być może razem z Veilore, jeśli tylko ta wychyliła się za nią, by sprawdzić co się dzieje. Zapewne tego momentu nie będzie pamiętała nazajutrz.
- To ja może... pójdę spać? – Zapytała, choć nie wyczekiwała zgody, a ułożyła się na zwierzęcej skórze przy kominku, przykrywając się kocykiem i odruchowo sięgając po butelkę z alkoholem, chociaż od razu przeklęła swój błąd, gdy poczuła ten okropny smak w ustach. Ledwo składała słowa, z myślami nie było wcale lepiej, możliwe więc, że życzenie będzie musiało poczekać na inny dzień.
/no yuri today

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Lis 19, 2015 8:50 pm

Wzruszyła ramionami.
Cóż różni różne mają priorytety, tak było i zawsze będzie. Mimo wszystko jestem zdania, że czasem trzeba odetchnąć.
Kobieta przeciągnęła się leniwie, wyciągając ręce w górę i jedną dłonią chwytając lekko palce drugiej. Wyprężyła plecy i rozprostowała ramiona nad złotą czupryną. Zaś po tej czynności Veilore na nowo się rozluźniła w swoim siadzie, przygarbiła lekko, łokieć oparła na kolanie, a głowę na otwartej metalowej dłoni, z początku chłodnej. Z czasem jednak nagrzała się trochę od ciepła jej skóry.
Odebrała od towarzyszki butelkę, od której Selene, zdawać by się mogło, ledwo się odczepiła. Podczas przechwycenia trunku, blondynka ani na chwilę nie oderwała oczu od inkwizytorki, a im dłużej na nią spoglądała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że z wojowniczką zaczynało się dziać tak, jak podejrzewała.
Upiła dwa drobne łyki, każdy z nich zatrzymując we wnętrzu ust kilka sekund dłużej niż powinna. Mimo wchłonięcia już znacznej ilości alkoholu, nadal była w stanie odczuwać przyjemny smak płynu z ich drugiej tego wieczoru butelki.
Może powinnam częściej przedzierać się przez las w poszukiwaniu składników? – pomyślała. Jednakże bez obstawy wolała nie ryzykować ze zbyt częstym szwendaniem się po lesie pełnym Koszmarów. Gdyby taki jeden obrał ją sobie za cel, nawet by o tym nie wiedziała! A kiedy wzięłaby to pod uwagę, byłoby już za późno. Miała wyjątkowe szczęście i wolała go nie nadwyrężać. Nie daj, spakowałoby się w końcu i wybyło na urlop.
To może... – zaczęła mówić, przechylając jeszcze raz trzymaną butelkę, ale szybko przerwała zdanie, zwracając uwagę na prawie zieloną twarz swej kompanki. I przypuszczenia stały się faktem... Odłożyła butelkę, ale zanim ta zdążyła w ogóle dotknąć podłogi, Sel wystrzeliła w stronę drzwi, jakby ktoś umieścił ją w wielkiej armacie. Cóż...
Veilore podniosła się ze stęknięciem i ruszyła śladem Selene, a następnie wyjrzała przez otwarte na oścież drzwi. Przesunęła spojrzeniem po mrocznym świecie na zewnątrz, aż odnalazła kształt postaci w gąszczu, z którego ów cień właśnie próbował niezdarnie się wygramolić.
Informatorka oparła się o framugę. Czekała, aż inkwizytorka upora się z roślinnością. Dopiero wtedy, kiedy dziewczyna ruszyła ku stopniom, Vei wysunęła się na taras gotowa w razie potrzeby chwycić pijaną towarzyszkę, gdyby ta straciła równowagę na schodach.
Nie sądziłam, że tak szybko polegniesz. No... Przynajmniej doszło do tego wcześniej, zanim zdążyłaś się porządnie uchlać. – Kobieta posłała jej delikatny uśmiech i poklepała ją pocieszająco po lewej łopatce. Może nawet rano nie będzie z nią tak źle, skoro wcześnie odpadła!
Ociągając się, weszła do chatki za rudzielcem, nie zapominając oczywiście o zamknięciu za sobą drzwi, mimo że złodziei to w pobliżu raczej nie było, a potencjalna wiedźma mogła zdmuchnąć chatkę razem z nimi w środku.
W końcu dotarła do głównej izby. Tam Veilore uniosła brew tak wysoko, jak tylko było to możliwe. Nie za dużo aby przeszedł już żołądek Selene tej nocy? Pokręciła głową na pół rozbawiona i na pół niedowierzająco.
Eja, ej! – Zbliżyła się do opatulonej w koc inkwizytorki i nachylając się nad nią, odebrała jej butelkę. – Sel! A kto to przed chwilą ledwo wydostał się z krzaków? – zapytała żartobliwym tonem. – Owszem, chyba powinnaś. Ale bez tego. Tak dla bezpieczeństwa.
Vei wyprostowała się.
Dokończę, żeby cię nie kusiło. – Przywołując na wargi uśmieszek, dodała jeszcze. – Zaraz wrócę, śpij spokojnie.
Razem z winem wróciła na taras, gdzie usiadła na drewnianej, jak prawie wszystko wokół, ławce. Plecy oparła o ścianę domu i zbliżyła do warg otwór szyjki butelki. Zamierzała przewietrzyć się trochę przed snem, a panujący chłód wykorzystać do przywrócenia sobie nieco trzeźwości. Popijając co jakiś czas, obserwowała przestrzeń oświetlaną tarczą księżyca. Tracące liście gałęzie kołysały się, a między nimi dostrzegła niewielką sówkę. W innym miejscu lis zbliżał się do rzeki, sądząc zapewne, że nikt go nie może zobaczyć.
No, zwiady przeciw podejrzanym jednostkom poczynione. Niczego niepokojącego nie dostrzegła, chociaż zawsze można coś przeoczyć...
Minęła dłuższa chwila licząc od wyjścia do pozostania na dnie butelki jednej kropelki trunku. Veilore przewietrzyć się, przewietrzyła, ale nie otrzeźwiała. Nie czuła się jednak ani skrajnie upita, ani skłonna zmienić kierunek z tego do drzwi na ten w stronę krzaków.
Towarzyszyła jej przyjemna lekkość i pewność siebie, moc oraz nutka senności. Znalazłszy się w rozgrzanym pomieszczeniu, odłożyła pustą butelkę na stół, po czym zbliżyła się do kominka. Dorzuciła do ognia kilka kawałków pociętego drewna, aby nie wygasł zbyt wcześnie, a zamierzając już wstać, rozmyśliła się jednak i jeszcze pozostała przy kominku. Umysł, do którego dotarło już wiele cząsteczek alkoholu powiedział jej, niczego nie wyjaśniając, że powinna coś zrobić. A dodatkowo popychały ją owa lekkość wraz z pewnością. Doskonale zdawała sobie sprawę po co spogląda na zawiniętą w koc towarzyszkę, ale dokończenie butelki wina usunęło wszelkie bariery, wątpliwości, poczucie konieczności zastanowienia się nad jakimikolwiek posunięciami. Gdyby w tej chwili pojawiła się przed domem jakaś czarownica, zapewne śmiało wybiegłaby jej na spotkanie, nawet nie pomyślawszy nad strategią.
W jednym momencie pochyliła się ku raczej śniącej inkwizytorce i przytrzymując dłońmi próbujące opaść włosy, musnęła wargi wojowniczki, a w drugim już podnosiła z podłogi.  Droga do łóżka przyniosła ze sobą trochę głupie uczucie, ale szybko zrzuciła z siebie wszystko poza luźną, przydługawą koszulą i zwinęła się na łóżku w kokon z koca, a umysł podał jej usprawiedliwienie. Że chciała zrealizować własne życzenie. Ale i tak nie przegnało to tego wcześniejszego uczucia. Zniknęło dopiero wtedy, kiedy zasnęła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Lis 19, 2015 9:38 pm

W głowie jej wirowało i wcale nie była pewna, czy nie będzie musiała wskoczyć jeszcze raz w krzaki. Walczyła z uczuciem przez dłuższy czas, aż w końcu zmorzył ją sen, chociaż ten był niespokojny i przerywany dziwnymi wrażeniami. Sama nie wiedziała czy to sen, czy może jeszcze jawa, ale zdawało jej się, że Veilore coś do niej mówi. Nie kojarzyła już jednak słów, zdania nie łączyły się w żadną spójną całość. Ostatnimi resztkami świadomości zdążyła zarejestrować drobny gest, nikły zapach tuż przy twarzy Sel, usiłując podnieść ociężałe powieki i pomóc sobie sprecyzować, co się dzieje poza jej głową. Nie udało się, odpłynęła w krainę nieświadomości, pełną niespokojnych wizji, objawiających się na twarzy Inkwizytorki lekkim zmarszczeniem brwi lub cichymi pomrukami.
Od czasów dzieciństwa nie spała tak długo. A jeśli chodzi o ścisłość, od kiedy tylko dowiedziała się o swoim nosicielstwie. Nie pozwalała sobie na całą noc w łóżku, mało tego – obawiała się snu i unikała go, jak to tylko możliwe. I proszę, jak niewiele było trzeba, by złamać swoje postanowienia, nawet przez ułamek sekundy się nad nimi nie zastanawiając. Trochę ponad butelka wina, tyle wystarczyło. Z tą okropną świadomością otworzyła oczy, zastając w chatce jeszcze ciemny świt.
Zerwała się do pozycji siedzącej, a serce tłukło jej niemiłosiernie. Za parę godzin musi być w siedzibie Inkwizycji! A ona była... w stanie co najmniej nieużywalności. Czuła się fatalnie, jakby ktoś ją przeżuł, wypluł i na nowo przeżuł. Całe szczęście, jeśli trzeba było, potrafiła się zebrać w sobie i wbrew wszystkiemu ruszyć do przodu. W błyskawicznym tempie rozebrała się do naga, zaraz myjąc twarz i pojedyncze części ciała w wiadrze z wodą (zapewne przeznaczoną do innych celów) i początkowo na siebie zakładając wczorajszą bieliznę i koszulę. Przez jej głowę przechodziła tylko jedna myśl:
- Drewno! – Wysapała i chwytając siekierę wybiegła na zewnątrz. Obiecała, że zapełni kobiecie składzik, więc nie było opcji, by odeszła bez zrobienia tego. Rąbała ustawione kłody na mniejsze części; połówki, czwórki, aż w końcu ćwiartki, grzejąc się przy tym niemiłosiernie mimo pierwszych mrozów na zewnątrz. Przyjemne to było zajęcie, jednak nie miała za dużo czasu by się nim rozkoszować, więc gdy wrzuciła porąbane belki na swoje miejsce, od razu ruszyła do chatki, również w biegu, a jakże!
Hałas towarzyszący tejże pracy mógł spokojnie obudzić Vel, nawet jeśli znajdowała się w pewnej odległości od pokoju kobiety. Nawet jeśli nie zdążyła jej postawić na nogi wcześniej wcześniej, to z pewnością zrobiła to teraz, z hukiem wpadając do pomieszczenia, w którym ta się znajdowała. W rozchełstanej koszuli, z szaleńczym wyrazem twarzy.
- Zaspałam! – Wykrzyknęła zapewne po raz pierwszy w swoim życiu. Aż dziw, że w ciągu jednej doby zdążyła doświadczyć tyle nowości! – Muszę się spieszyć. Ale... pierw chyba powinnam cię przeprosić. Nie spodziewałam się... Nie wiedziałam, że to tak działa! – Nie potrafiła się wysłowić, co przynajmniej w tym przypadku nie było żadną atrakcją. – Mam tylko nadzieję, że nie sprawiłam ci wiele kłopotu. Szczerze, to mam niemałą lukę w pamięci. To ty mnie położyłaś przy kominku? – Veilore w tej sytuacji mogła jej opowiedzieć wszystko, łącznie z wymyślonymi faktami, że tańczyła nago na stole i przyjmowała od swej rozbawionej kompanki datki w postaci miedziaków. Dla spokoju wolała jednak nie otrzymywać takich informacji.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pią Lis 20, 2015 12:37 am

Przez godziny Veilore niemalże nie zmieniła pozycji, jak się zwinęła i zasnęła, tak spała do świtania, jakby nic innego nie było ważniejszego niż sen, a nawet przekręcenie się na drugi bok oznaczało marnotrawstwo czasu i energii. Kiedy pod wpływem dobiegających ze świata rzeczywistego odgłosów jej sen zaczął słabnąć, a realna chatka, poranek, kolejny dzień i świadomość przyciągały ją coraz silniej, otworzyła leniwie oczy. Obudziła się w tym samym kokonie z koca, który utworzyła w nocy. Był tylko lekko rozluźniony, ale nie dopuszczał do jej ciała żadnego chłodu ni najmniejszego powiewu.
Podniosła się do pozycji siedzącej, spuszczając nogi z łóżka, po czym szybko narzuciła na ramiona rozgrzany koc. Zaczekała, aż odrętwienie lewej części ciała w końcu ustąpi. Chciało jej się pić, poskromienie pragnienia musiało jednak zaczekać, aż niewidzialne mrówki przestaną szczypać jej skórę, a członki znajdą siłę do utrzymania równowagi.
Gdy tylko blokujące ją dolegliwości znacznie osłabły, wstała albo raczej – podskoczyła, bo dokładnie w tym samym momencie inkwizytorka, której wzrokiem nie odnalazła wcześniej przy kominku, z impetem wparowała do chatki. Dopiero co zbudzone uszy zabolały od hałasu, przez ból przymrużyła powieki. W końcu jednak przyzwyczaiła się do głośniejszych dźwięków i uchyliła je, ukazując swe niebieskie oczy.  Zatrzymała je na swej towarzyszce. Była już dostatecznie rozbudzona, żeby zrozumieć wypowiadane przez Selene zdania.
Och... Co...? – powiedziała lekko zachrypniętym głosem. Odchrząknęła, po czym wróciła do kontynuowania swojej kwestii. – Raczej zdążymy... Jeszcze jest wcześnie. Możemy nawet trochę pobiec.
Jeśli już myślała o porannej rozgrzewce, to wcale nie było z nią źle. O formę trzeba dbać!
Nic się nie stało, Sel. Tak to już bywa z niewytrenowanymi. – Posłała jej półuśmieszek, owijając się szczelniej kocem. – Ale musiałam ci zabrać butelkę, bo pewnie sączyłabyś z niej przez sen.
Vei ruszyła się wreszcie. Przyszedł czas przywrócić pełną sprawność nogom i zacząć dzień. Praca nie mogła czekać, więc zgarnęła zużyte misy, a z jednego słoika wyjęła ostatni kawałek suszonego mięsa i zaczęła go przeżuwać w ustach już w czasie przenoszenia naczyń na długi blat po przeciwnej stronie pomieszczenia. Drugi słoik, jeszcze pełny, pozostał na stoliku między fotelami. Towarzyszyły mu czyste czarki, których nie użyły wczorajszej nocy do cieszenia się winem. A zatem bez krępacji mogły teraz nimi się posłużyć.
Z rozmyślań o planach dotyczących jak najszybszego ogarnięcia się wyrwały Vei dalsze słowa Selene... a właściwie przywołane przez nie wspomnienie śmiałego, bezmyślnego uczynku przed pójściem spać. Przełknęła ostrożnie ostatni kawałek mięsa. Miała nadzieję, że nie nabrała kolorów nawet o delikatnym odcieniu i nie wyglądała na zmieszaną. A jeśli tak, to uwagę odciągnie ogólnie nieogarnięcie, zwłaszcza na głowie.
Nie... Dałaś radę sama dostać się przed kominek. Pilnowałam tylko żebyś nie zwaliła się ze schodów. Wyleciałaś na zewnątrz jak z procy.
Przesunęła po niej spojrzeniem od stóp do głowy.
No, w miarę dobrze wyglądasz. Mówiłam, że lepiej, że wcześniej padłaś, niż gdybyś miała to zrobić później. A teraz ja szybko doprowadzę się do stanu używalności!
Wzięła ręcznik, wiadro ze zużytą wodą, a na nogi założyła tylko swoje buciory. Z tym ekwipunkiem i w tym wydaniu, mając na stopach buty, nad którymi nogi były całkowicie nagie, Veilore wyglądała śmiesznie wręcz przekomicznie, ale kogóż to obchodziło na takim zadupiu jak to!? Najwyraźniej nie zamierzała się cackać z rozgrzewaniem wody, gdyż zajęłoby to zbyt dużo czasu, a jej celem była lodowata woda w rzeczce.
Kiedy przekraczała próg, na części nóg nieosłoniętej przez koc pojawiła się gęsia skórka. Wylała szybko wodę na ziemię i popędziła w stronę brzegu, gdzie zostawiła wiadro i ręcznik, a zaraz potem dołączył do nich zrzucony z ramion koc oraz koszula. Nago weszła do spokojnej, ale lodowatej wstęgi rzeki. Zaciskała wargi, gdy kolejne dotąd suche części ciała stawały się mokre. Na zmywanie z siebie brudów dnia poprzedniego poświęciła ze dwie lub trzy minuty. Więcej nie zniosłaby w mrożącej kości wodzie. Wyskoczyła i jak tylko szybko mogła wysuszyła się ręcznikiem, aby następnie móc zarzucić koszulę. Przykucnęła jeszcze nad granicą lądu z rzeką, zaczerpnęła wiadrem porcję wody i otulając się kocem, wróciła z wszystkim do chatki.
Cholernie zimna... – oznajmiła, szczękając przez chwilę zębami. To był jeden z minusów mieszkania na odludziu. W chłodnych porach roku, nieustannie płynąca woda była lodowata, a przy konieczności szybkiego powrotu do miasta, w grę nie wchodziła inna opcja niż zrobienie sobie takiej oto kąpieli. Blondynka potrafiła znaleźć tylko jedną tego dobrą stronę – całkowicie otrzeźwiała, a resztki snu zostały wymyte wraz z brudem. No i na te parę minut zapomniała o skradnięciu pocałunku niczego nieświadomej inkwizytorce, ale efekt był krótkotrwały. Może powinna tam zostać do zmierzchu? Przecież nie mogła dziewczynie tak zwyczajnie o tym powiedzieć, aby z siebie zrzucić ten ciężar!
Możesz wzmocnić ogień w kominku i powiesić to nad nim? – zapytała, choć nie czekała na odpowiedź i po prostu wcisnęła jej w ręce zapełnione do połowy wiadro.
Koc wkrótce wylądował z powrotem na łóżku, aby nie utrudniał jej ruchów. Musiała szybko się ubrać. Truchtając po pomieszczeniu, dobiegła do niewielkiej szafki i wyciągnęła z niej czystą bieliznę i koszulę – ostatnie, co tam zostało, bo resztę wywiozła w walizce do Wishtown na okres dłuższego zlecenia. Dlatego też porwała ze sobą wczorajsze spodnie i aby nie świecić za długo swojej towarzyszce prawie golizną (w końcu koszula po szybkiej kąpieli nie była zapięta) zamknęła się w łazience.
Wyszła już ubrana, a do rozpoczęcia wędrówki brakowało jej tylko zaspokojenia pragnienia.
Woda już się zagrzała?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pią Lis 20, 2015 8:36 pm

Wstydziła się tego, co zaszło, jednocześnie wiedząc, że jest już za późno na naprawienie swoich błędów. Może i faktycznie była niewytrenowana, ale zaczynała wątpić, że jeszcze kiedykolwiek znajdzie się okazja, by nabrać wprawy. Początkowo będzie unikała alkoholu, aktualnie mając do niego obrzydzenie, a gdy to już minie... kiedy znów będzie miała okazję wypić tak sporo jak dziś?
Wolała porzucić temat, a najlepiej jak najprędzej o nim zapomnieć, więc nie odpowiedziała nic, robiąc tylko kwaśną minę.
- Jak możesz być tak spokojna!? – Krzyknęła na nią, zupełnie ignorując co robi i wciskając spodnie na tyłek. Wyszło jej to wyjątkowo sprawnie. – Szybciej, bo nie będę na ciebie czekać! – Dopowiedziała zaraz, oczywiście nie żartując. Jeśli chodziło o pracę, to wszystko musiało być jak w zegarku. Albo przynajmniej jak w wojsku. – Raz, raz! – Wrzeszczała dalej, a Veilore na myśl przyjść mogły wspomnienia właśnie z dawnych lat.
Skończyła się ubierać, gdy Vel zażyczyła sobie ciepłej wody, księżniczka jedna! Wiązała buty, rzucając jej piorunujące spojrzenie:
- Nie ma czasu na takie rzeczy! – Ton głosu miała dalej podniesiony, a jakże! – Żadnego ognia, żadnej wody! Już wychodzimy! – Zarządziła, po czym podniosła swoją torbę i zarzuciła strzelbę na ramię. Porządek wewnątrz chatki był bardzo względny, ale takie błahostki musiały poczekać.
- Dogonisz mnie! Chyba! – Rzuciła jej na pożegnanie, ruszając biegiem przed siebie. I tyle się widziały.
zt x 2

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pią Kwi 15, 2016 2:06 am

I oto dotarły pod drewnianą chatkę, dom Veilore, dosyć skromny, ale własny i będący efektem pracy jej rąk, a jeśli czepiać się szczegółów, to pracy ręki oraz protezy, która zastępowała jej prawicę. Można ogarnąć ów budyneczek i pomyśleć, że stanął on tutaj niemalże od razu, bo oczom ukazywał się jedynie koniec prac. Jednak byłoby to błędne stwierdzenie. Chatka nie powstała od razu, a zaczęło się od najprostszego schronienia, który w obecnej chwili już nie istniał, a niegdyś znajdował się parę metrów od budynku, w którym mieszkała teraz.
Z okien wylewała się mętna poświata, mająca swe źródło w płomieniach trzaskających kominku. Targając ze sobą zarówno jelenia, który ciągnięty był po ziemi, nadpalony, brudny i mokry płaszcz, przewieszony przez ramię oraz na szczęście niezbyt ciężkie dziewczę na plecach, zatrzymała się przed schodkami prowadzącymi na werandę z ławeczką. Przed domem szła już wydeptaną przez siebie ścieżką, więc ślady zlały się z licznymi poprzednimi. Była już trochę rozgrzana, a policzki nie były zaczerwienione tylko od mrozu, ale także od wysiłku.
Najemniczka pozwoliła czarownicy z siebie zejść dopiero na schodach, a kiedy już ciężar zniknął z jej pleców, wyprostowała się i odetchnęła. Niestety zimno zaatakowało jej plecy, które wcześniej chroniło, może i zmrożone, ale nadal dosyć ciepłe, ciało towarzyszki. Kobieta skinęła głową w stronę drzwi.
Idź już do środka. Na pewno jesteś przemarznięta – powiedziała. – Możesz wziąć koc z łóżka i najlepiej zrobisz, jak usiądziesz przed kominkiem. Zaraz do ciebie dołączę i pomogę ci się rozgrzać.
To rzekłszy, blondynka posłała dziewczynie spokojny, przyjemny uśmiech, po czym pociągnąwszy martwe zwierzę za sobą, ruszyła ku brzegowi rzeczki, której wody płynęły swobodnie, a lód występował tylko przy zatoczkach, gdzie nurt był spokojniejszy. W większości jednak płynęła wartko, a zapowiadało to, że zbliżały się roztopy.
Veilore zwierza oczywiście do wody nie wrzuciła. Jakże by miała pozbywać się swej zdobyczy! Przecież jego śmierć stałaby się wtedy pozbawiona sensu. A tak, dzięki niemu mogła spokojnie przeżyć parę dni z zapełnionym żołądkiem. Zrobiła tył zwrot. Po tych paru minutach marszu weszła na werandę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Kwi 21, 2016 4:04 pm

Czy przedzieranie się przez las może być przyjemny? A i owszem zwłaszcza gdy się jest pod kimś takim jak ta blond włosa kobieta. Lizze była wręcz prze-szczęśliwa faktem iż ta ją niesie ponieważ po raz pierwszy doświadczyła tego typu uczucia i wierzcie bądź nie lecz naprawdę się jej to podobało! Mogła by tak podróżować już zawsze jednak na nieszczęście chyba jej nowy rumak nie miał ochoty na tego typu podróże na krańce świata, a skoda. Tak czy inaczej Lizze nie zapomni tego dnia, ani niczego co się wydarzyło... Przecież... Przecież było fajnie! Mogła podpalić las, przejechać się na człowieku, a do tego przyprowadzono ją do miejsca jakie znała jedynie, z obserwacji! Czy ten dzień nie mógł być jeszcze lepszy?
Na jej słowa nie powiedziała nic lecz posłusznie weszła do domku. Nie by zrobić, to o co ją poproszono lecz wprost przeciwnie. Weszła tylko po to aby poznać wszystko co kryje się w jego wnętrzu ponieważ przez okno nie wszystko dało się zobaczyć, a co za tym idzie poznać. Dlatego też czas jaki jej dano przeznaczyła na szybkie poznanie terenu oraz opracowanie drogi ucieczki jakby doszło do czegoś mało przyjemnego... Zresztą ona zawsze musiała uciekać wiec i tym razem nie widziała różnicy w swoim zachowaniu poza tym iż wreszcie rozsiadła się wygodnie przed kominkiem jaki oczywiście ledwo się tlił lecz i na ten drobny problem znalazła rozwiązanie w postaci płomienia... Oczywiście wiadomym jest, że nie roznieciła ognia od razu. Najpierw przecież zaczeła od żaru. Delikatnego i subtelnego jaki przeradzał się z każdą sekundą w płomień. Najpierw delikatny niczym niemowlę. Później przybrał on kształt lampionu by w końcu rozświetlił pomieszczenie światłem jakiego jeszcze tu nie widziano nigdy.
I zapewne na tym zakończyła by swe zabawy lecz nie... Lizze przecież była małą piromanką kochającą wszystko co jej znane dlatego też nie przestała na podtrzymaniu ognia, a wprost przeciwnie. Pragnęła by ten zajął jej czas. By opowiedział historię dlatego też kształtowała go na swój obraz i podobieństwo co raczej, z boku musiało wyglądać niczym niewinna dziecinna zabawa lecz ogniem. Lizze przecież tworzyła, z niego kształty poddawała swej woli, z taką łatwością jak gdyby nie rzeźbiła w ogniu lecz w glinie.
-Ludzie nigdy cię nie zrozumieją...-Wyszeptała się nie przejmując się przy tym faktem czy jest w pomieszczeniu ktoś teraz czy też nie... Zresztą czy to wazne? Nie. Przecież nikt nie zrozumie jej myśli do jakich właśnie się uśmiechała naturalnym dziecinnym uśmiechem dzięki czemu zdawała się wyglądać niemal wielce dziecinnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Sob Maj 07, 2016 1:13 am

Ślady zostały wyrysowane w śniegu jej butami i jak na razie jasno pokazywały, że w pobliżu znajduje się już tylko jedna osoba, jedna żywa jednostka, co od momentu podjęcia decyzji o udzieleniu pomocy nastolatce, stanowiło podstawę jej planu. Podejrzana jednostka, którą ścigali inkwizytorzy, właśnie spływała rzeczną wstęgą, porywana przez nurt. Oczywiście była to tylko oficjalna prawda, którą wszystkimi podjętymi już krokami Veilore chciała uprawdopodobnić. Jednak rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej, a wspomniane biedne dziewczę siedziało teraz w izdebce jej chaty i grzało się przy kominku. Chciała jej pomóc i tak też zrobiła, zaoferowała schronienie i upozorowała odpowiednią scenkę, a gdyby zaszła potrzeba, zawsze mogła ją gdzieś ukryć.
Najemniczka zatrzymała się na werandzie, przed wejściem do chatki, gdzie zerknęła na dosłownie chwilę wgłąb pomieszczenia. Mocniejsze światło sugerowało, że zapewne jej towarzyszka usadowiła się przy kominku, nakarmiła nieco płomienie i postanowiła w pełni korzystać z ciepła, jakie one dawały. Veilore tymczasem musiała jeszcze zająć się swoją zdobyczą. Oddaliła się zatem od drzwi, ponownie zeszła z drewnianego podłoża i przykucnęła przy ściance, gdzie między innymi oskórowała martwe zwierzę i wypatroszyła. Łatwa to robota nie była, ale w końcu się uporała. Jadalne części zdobyczy niedługo potem wylądowały nad ogniskiem, które kobieta rozpaliła na zewnątrz, niedaleko chatki, w dobrze przygotowanym miejscu, na którym niejedno ognisko zostało rozpalone, a dalej zajęła się oczyszczaniem zdjętej skóry i przygotowywaniem jej do dalszych zabiegów. Na koniec zakopała pozostałe wnętrzności zakopała, wpierw oczywiście oddaliwszy się od swego domostwa na znaczną odległość, jakieś paręnaście metrów, maksymalnie dwadzieścia. Może jakieś inne zwierzę je sobie znajdzie i również skorzysta z ofiary jaką był jeleń.
Blondynka westchnęła głośno i wróciwszy w okolice chatki, umyła w rzece zmarzniętą rękę, bo pozbawioną na ten czas rękawiczki oraz o podwiniętym za łokieć rękawie koszuli, aby tkanina się nie ubrudziła. Jej skóra pokryta była gęsią skórką, która znikła, gdy mróz przestał mieć do niej dostęp.
Wróciła do chatki i zamknęła za sobą drzwi. Jej pierwszą myślą było "Nareszcie". W końcu mogła ogarnąć umysłem to, czego się dowiedziała i co niespełna dwie godziny temu się wydarzyło. Oto miała w chatce wiedźmę-zapalniczkę, młodą osóbkę, która podpadała Inkwizycji samym swym istnieniem.
Veilore ściągnęła na przedpokoju buciory, po czym weszła do głównego pomieszczenia swego domu i uśmiechnęła się przyjemnie w kierunku siedzącej przed kominkiem dziewczyny.
Widzę, że odzyskałaś kolory. Wtedy byłaś prawie sina – Blondynka zaobserwowała poprawę stanu swego gościa. Ruszyła w kierunku kąta pokoju i wzięła z łóżka koc, który potem, po podejściu do czarownicy, zarzuciła ciepły materiał na jej ramiona. Wtedy też dostrzegła czym nieznajoma właśnie się zajmowała. Coś takiego trudno nazwać częstym widokiem. Któż miał sposobność ujrzenia takich zjawisk w swoim życiu? Bez dwóch zdań – nieliczni. Najemniczka spoglądała na to trochę z zafascynowaniem.
Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek zaczął się kręcić w pobliżu. Przynajmniej na razie nikogo nie ma – powiedziała, rozsiadając się na jednym z foteli, które stały przed kominkiem i przed futrzanym, miękkim dywanem, które gdyby się na nim położyć, z pewnością skłoniłoby taką personę do natychmiastowego zaśnięcia. Jeśliby jakoś to określić, dawało to taką swego rodzaju błogość. A przynajmniej Veilore lubiła na nim leżeć, cieszyć się tym darem, a także ciepłem kominka.
Może przerwali ten cały pościg za tobą? – Kobieta wsparła policzek na dłoni.

SESJA TYMCZASOWO ZAWIESZONA

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Nie Cze 19, 2016 3:10 am

Ostatnimi rzeczami, jakie przypominały o cywilizacji, były wozy załadowane ściętymi konarami oraz siedzącymi nań najemnikami oraz drwalami. Po pracy, kawałek przejechały razem z resztą, jednak oni kierowali się z powrotem w stronę miasta, natomiast ich celem była chatka w lesie, gdzieś między tymi wysokimi drzewami, nad którymi niebo zaczynało leniwie jaśnieć. Niemniej nadal było ciemno i niezbyt przyjemnie, toteż po odebraniu wynagrodzenia pozostało im dosyć szybkim marszem przedrzeć się do miejscówki, nazywaną przez Vei jej domem. Najemniczka nie miała najmniejszych wątpliwości, że obie już czują zmęczenie ciężkim dniem poprzednim oraz kilkugodzinną wartą, dlatego też postarała się o to, żeby wysiąść w odpowiednim momencie, aby po dojściu do linii lasu mieć jak najprostszą drogę do schronienia.
Oczywiście, obserwacje urozmaicały sobie od czasu do czasu wymianą zdań – niektórych całkiem... barwnych... jak owo przeinaczenie "pierwszego razu", gdzie Vei udało się napotkać wzrokiem wyraz twarzy, który nie do końca odnosił się do pierwotnego tematu. Jednakże nie zmieniało to faktu, że musiały wytężać zmysły, a także ciągle stać na nogach w gotowości, co najwyżej opierając się o drzewa. Acz stanie, zdaniem blondynki, było bardziej męczące niż przechadzanie się po wyznaczonym obszarze. Chociaż kto tam wie poglądy innych. Veilore jednak przywykła do długich marszy. Lepiej iść niż aby nogi męczyły się w bezruchu.  
W każdym razie w końcu znalazły się pod drewnianym budyneczkiem o skośnym dachu. Jak zaproponowała wcześniej, przyprowadziła Haw do miejsca, gdzie wokół przeważnie tylko spokój, przynajmniej od ludzi; gdzie również dało się odsapnąć i ogrzać. Veilore szybko doszła do wniosku, że lepiej nie zliczać czasu, który spędziły na mrozie. W ciągu doby ciepła zaznały ostatnim razem w gospodzie po incydencie pod magazynem. Westchnęła ciężko.
No i jesteśmy. Na pewno jesteś zmęczona – powiedziała, wchodząc po paru stopniach prowadzących na werandę, przed drzwiami zaś dodała: – Śmiało, wchodź.
Ułożyła dłoń, na łopatce dziewczyny i pół kroku za ciemnowłosą weszła do środka przez otworzone w międzyczasie drzwi, które szybko zamknęła, kiedy tylko otoczyła je ciemność wnętrza chatki. Podmuchy wiatru już nie miały dostępu do małego przedpokoju i głównej izby.
Zaczekaj, zapalę światło. Jakichś wielkich luksusów tu nie mam, ale czuj się jak u siebie. – Kobieta po omacku częściowo, a częściowo z wiedzy, gdzie wcześniej przedmiot zostawiła, odnalazła lampę naftową, wyciągnęła zapalniczkę z kieszeni, zapałkę i zapaliła ją, zaraz opuszczając klosz. Dopiero teraz ukazało się proste wnętrze, ozdobione co najwyżej futrem na podłodze. Za to miękkim i przyjemnym w dotyku. No, błądzić po ciemku już nie musiały. Co prawda trudno byłoby się o coś potknąć, ale nie znająca tego miejsca Haw, mogła wpaść na ścianę czy jeden ze starych foteli.
Radzę jeszcze płaszcza nie ściągać. Zaraz rozpalę w kominku, a ty możesz już odsapnąć – blondynka posłała jej lekki uśmiech i wręczyła uchwyt lampy. – A jeśli jesteś naprawdę zmęczona, spokojnie się zdrzemnij.
Skinęła głową na łóżko postawione w jednym z widocznych z przedsionka kątów pokoju. Nie była do końca przekonana czy zaśnie tak prędko, jakby chciał jej organizm.
Blondynka wsunęła się do izby, gdzie od razu skierowała się po parę kawałów drewna, których jedynym nieszczęsnym losem było spłonięcie w kominku nieopodal. Zgarnęła pogrzebaczem popiół, ułożyła szczapy drewna, na nie nieco mniejsze kawałki, z których kilka podpaliła i od nich ogień zaczął się rozprzestrzeniać we wnęce kominka.
Jak ci się podobało, Haw? – rzuciła, chowając zapalniczkę do kieszeni i jeszcze przez chwilę pozostając w kucki przed kominkiem, pocierając dłonie w rękawiczkach, z których tylko jedna doświadczyła chłodu poprzedniego dnia.
Jesteś zadowolona z pracy? Spokojnie jak tym razem, jak wspomniałam, nie zawsze jest. Nie można o tym zapominać. – spytała, powoli podnosząc się na wyprostowane nogi. Zaraz powinno zrobić się cieplej. Blisko kominka już gorąco oplatało jej nogi, a prędzej czy później rozprzestrzeni się dalej. Aż chciałoby się powiedzieć: wreszcie w domu! A do tego miała towarzystwo. Samej, cóż, po prostu inaczej się tu przebywało. Jednak nie narzekała. Żyją na tym świecie i tacy, co mają gorzej.
Veilore odwróciła się w stronę Hawke z delikatnym uśmieszkiem na twarzy.
Wina?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Nie Cze 19, 2016 8:56 pm

Bogowie jak ona się w duchu cieszyła, gdy obie stanęły naprzeciwko drzwi chatki Veilore. W końcu kogo nie pocieszyłaby świadomość, że zaraz odpocznie w cieple po cały dniu roboty i problemów? Przecież to było coś co w tej chwili obie potrzebowały, co nie? Nic więc dziwnego, że na twarzy Hawke pojawił się lekki uśmiech, a z jej ust wyrwało się ciche westchnienie ulgi. Chciała się już ogrzać i dać odpocząć zmęczonemu ciału.
- Trochę jestem, ale to nic wielkiego - odparła, zerkając w kierunku Veilore. Nie, Hawke nie potrzebowała zachęty do wejścia do chatki. Choć było trzeba przyznać, że delikatnie drgnęła, gdy poczuła dłoń Veilore na swoich plecach. No po prostu w tej chwili Erin poczuła, że złotowłosa najemniczka jest ciut za blisko. Starała się jednak tego nie okazywać, a delikatne rumieńce na jej buźce przecież można było wytłumaczyć zimnem, co nie? No nic, weszła do środka, ale zaraz przystanęła. Ciemność, panie, ciemność widzę. Kiwnęła głową i grzecznie czekała aż Veilore zapali jakieś źródło światła w pomieszczeniu. Cóż, chwila minęła zanim jej oczy przyzwyczaiły się do otaczającego ją mroku, a jak to już zrobiły to dostała w dłonie lampę. Wzięła ją i zaraz usiadła na niedźwiedziej skórze naprzeciwko kominka. No co? Grzecznie czekała na to aby Veilore rozpaliła ogień w kominku. Nie chciała jej przeszkadzać. Wiedziała, że jeśli to będzie robić to blondynce dłużej zejdzie ta czynność, a ona chciała się zwyczajnie wygrzać. Zaraz odłożyła lampę na bok.
- Wiem, spokojnie. Jeszcze chwilę posiedzę w płaszczu. Bez większego pośpiechu, nie ma po co. Ja jeszcze wytrzymam. Chciałabym się trochę ogrzać zanim zasnę - odparła, uśmiechając się do nie lekko. Poczekała jeszcze trochę, a gdy w kominku pojawił się ogień, zaraz zaczęła ogrzewać zmarznięte dłonie.
- Hm? Całkiem miło tu - rzekła rozglądając się po pomieszczeniu. - Całkiem... przyjemnie mieć własny kąt - odparła nieco niepewnie. Dziwnie się czuła z tym stwierdzeniem, przecież ona sama nigdy nie miała swojego mieszkania. Mieszkała tam gdzie się w tej chwili jej udało. - Nie żebym zazdrościła czy coś - dodała zaraz, odwracając nieco zakłopotany wzrok od Veilore. Podciągnęła kolana pod brodę, a dłonią poczochrała swoje włosy. Dopiero po dłuższej chwili postanowiła odpowiedzieć na kolejne pytanie Veilore. - Raczej tak... Przynajmniej mi się nie dostało po tyłku i wiem, wiem... Kilka razy zdarzało mi się robić za najemnika... Wiem z czym się to je... - powiedziała, zerkając kątem oka na najemniczkę.
Siedziała tak, przyglądając się tańczącym złotym płomieniom. Dłuższa chwila minęła, ale Hawke w końcu postanowiła zdjąć płaszcz. Powoli jej się za ciepło robiło od ognia.
- Wina? - zerknęła, widocznie ożywiona wzmiankom o alkoholu. Ba, nawet spojrzała na Veilore. Cóż, Erin nadal była człowiekiem wychowanym na ulicy, który dość często przesiadywał w karczmach. No i była złodziejem, grajkiem i najemnikiem w jednym, jak ona miałaby nie lubić alkoholu? - Z chęcią bym się napiła - dodała zaraz, a na jej usta zawitał ten lekko łobuzerski uśmieszek.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Wto Cze 21, 2016 3:24 pm

Takie uroki. Nagrzać trzeba sobie samemu – rzuciła, czyniąc krok w stronę jednego ze starych foteli ustawionych za futrzanym dywanem. – Może okolica nieciekawa, ale w mieście trudniej o opał, trzeba go sobie kupować. A w lesie? Gdzie nie wyjdziesz, tam drewno.
Veilore oparła dłonie na siedzisku fotela i przesunęła mebel nieco dalej. Zaskrzypiał delikatnie przy nacisku rąk najemniczki, a potem zaszurał, przesuwając się po drewnianej podłodze. Wtedy też stały się widoczne nie jakieś szczególnie duże drzwiczki, choć spokojnie zmieściłby się w nich przeciętny człowiek. Kobieta odchyliła klapę, która jako jedyna blokowała zacieniony otwór. Nie chciało się jej za bardzo złazić na sam dół, bo i po co wydobywać zapasy siedząc w ciasnocie? Wystarczyło, że wsunęłaby się do połowy, a była w stanie sięgnąć poustawiane gotowe trunki. Ale teraz nie musiała robić nawet tego, bo ostatnimi czasy zaczęła wiązać na szyjkach butelek konopne sznurki tak, aby powstawała jeszcze pętelka.
Myślę, że każdy w głębi duszy chciałby mieć jakiś swój kącik. To nic, z czym trzeba się kryć – powiedziała, nachylając się nad kwadratowym otworem.
Sięgnęła więc po pogrzebacz i lampę. Lampą oświetliła sobie wnętrze skrytki, natomiast pogrzebaczem zahaczyła o butelkę. Raz, dwa! Znalazła się na górze. Kolejna krótka chwila i drugie naczynie z winem wpadło w jej ręce, nieco z nieco bardziej masywnego szkła. Na początek tyle chyba wystarczy. Tak. Reszta butelek nie ucieknie. W każdej chwili będzie można się dobrać do kolejnej. Co tam się ograniczać... Po takim dniu?
Przez jakiś czas sama nie wiedziałam, co ze sobą zrobić pod tym względem.  
Najemniczka odstawiła drugą butelkę obok drugiej. Zamknęła klapę i nasunęła na nią fotel. Teraz już z alkoholem przesunęła się na futrzany dywan.
Przybywam oto z naszym wspaniałym umilaczem czasu! – Uniosła kącik ust do góry. Przybrała taki ton wypowiedzi, jakby co najmniej wyszła za winem kilometry od chatki, a nie dwa kroki od Hawke. Jedną z butelek odstawiła na później, ciągle w zasięgu ręki. – A teraz spełnię swą powinność. Jak obyczaj nakazuje, pierwszy łyk należy do gospodarza.
Wolała nie używać do otwarcia swojej protezy, więc po prostu trochę powalczyła z korkiem swoją zdrową ręką. Moment potem rozległo się pyknięcie. Pociągnęła pierwszy łyk, przetrzymała go w buzi trochę dłużej niż to zwykło się robić z jakimiś mniej wartościowymi trunkami albo jak to inaczej się zwie – sikami w tawernie.
Tymczasem butelkę wręczyła Hawke.
Pij, Hawke. - Kobieta zaczęła powoli wstawać. Posłała jej miły uśmiech. – Ile tylko ci się zachce. Brakami raczej nie musimy się przejmować. Yyych, przynajmniej tych dotyczących trunków.
Podrapała się w tył głowy, spoglądając ku ladzie po przeciwnej stronie pomieszczenia i ruszyła w tamtą stronę. No w końcu wypadałoby czymś procenty zagryźć i posilić się po robocie. Tyle że to nie wieś, soczyste mięso nie biegało sobie w zagrodzie i jedyne, co pozostawało do zrobienia, to pójść coś upolować. Ale szczerze, była trochę za bardzo zmęczona na bieganinę za zwierzyną po rozległym lesie. Ale to nie znaczy, że niczego nie miała! Co to to nie! Coś się ostało. Tu parę jabłek w wiklinowym, niewielkim koszu. A w szafce chyba jeszcze miała suszone mięso. Tak! Pęczek plasterków stał w słoiku w szafce. Wszystko przyniosła i położyła na niewielkim stoliku między pobliskimi fotelami. Siedząc na futrze, wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i złapać, co się chce.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Wto Cze 21, 2016 10:36 pm

Nic nie mówiła na jej pierwsze słowa. Nic, a nic. Po prostu siedziała, słuchała jej i patrzyła na tańczące płonienie na drewnie w kominku. Czuła lekką senność, ale sama jakoś nie miała zamiaru jeszcze się położyć. Zwyczajnie nie chciała. Dlaczego tak postanowiła? Może dlatego, że miała obok siebie wyrozumiałe towarzystwo? No i oczywiście Veilore zaproponowała jej alkohol. Wino może nie jest piwem, ale to nadal trunek z procentami i to się liczy. Z resztą Erin już się zdarzało pijać gorsze trunki niż wino. Ba, wino mogło być przecież rarytasem jeśli się trafiło na dobry rocznik, co nie? No nic, ciemnowłosa zmieniła tylko nieco pozycje, by było jej wygodnie siedzieć na tej niedźwiedziej skórze. Co jakiś czas tylko zerkała na poczynania Veilore. Znów oczywiście miała chęć spytać, czy kobieta nie chcę pomocy, ale po raz drugi stwierdziła w myślach, że tylko by jej przeszkadzała. Sądziła, że najemniczka poradzi sobie o wiele szybciej sama niż jakby ona miała jej się plątać pod nogami. W końcu pewnie dość upierdliwym byłoby co chwila tłumaczenie świeżakowi co gdzie jest, co nie? Dla tego Hawke wolała nie irytować pani domu. Sama dobrze wiedziała, że jasnowłosa musi być już męczona i nie mam co jej dokładać. No i dziewczyna była świadoma, że Veilore mogła jej nie do końca ufać. Przecież miała przed sobą złodzieja, nie? Nic dziwnego, gdyby kobieta jej nie ufała. Ba, ona sama nie miałaby tego za złe Veilore. Sama nie do końca ufała swoim znajomym z fachu.
- Nie potrzebuję domu. Dom to przywiązanie. Nie chcę przywiązania... Przywiązywanie jest do bani... Same zobowiązania i problemy... - odparła tylko na jej słowa, lekko jakby pochmurniejąc na tę chwilę. Ba, na jej obliczu przez którą chwilę można było zauważyć subtelne skrzywienie się. Tak, Hawke przez cały czas sama przed sobą broniła się przed tym jakoby kiedykolwiek potrzebowała domu czy kogoś więcej. Co z tego, że prawie cały czas działała wbrew temu? Przecież cały czas była przywiązana do Selene i nie potrafiła od tak od niej uciec, choć już dawno powinna to zrobić. Z resztą nawet teraz szukała towarzystwa. Hipokryzja? Cóż, nie da się w tym przypadku zaprzeczyć, ale ciemnowłosa tak naprawdę trochę bała się tego całego przywiązania do tylko jednego miejsca, znajomych i pracy. W jej życiu było mało pewnych rzeczy. Jednymi z nich była właśnie Selene. Mimo to nadal przeważały te niepewne i dreszczyk emocji o każdy kolejny dzień. Nie miała przecież domu, pewnego źródła zarobku, włóczyła się po całym mieście, poznając różne osoby, które najczęściej i tak odgrywały w jej życiu role ledwo drugoplanowe lub trzecioplanowe, a i tak większość z nich robiła za statystów. Hawke od zawsze była przyzwyczajona do zmiany. No i co, od tak miałaby gdzieś osiąść? Przecież to ogromna zmiana dla kogoś takiego jak ona. Bardzo trudna i ogromna wręcz zmiana. Sama jakoś nie mogła siebie wyobrazić, siedzącej tylko w jednym domu. Tym bardziej nie widziała siebie w roli typowej kury domowej. Wiedziała, że na takie coś się nie nadawała. Dodatkowo nie sądziła, aby jakikolwiek mężczyzna tak naprawdę ją zechciał. Co w sumie jej nie przeszkadzało jakoś bardzo. W końcu bardziej pociągały ją panie.
Z niezbyt miłych przemyśleń wyrwały ją kolejne słowa Veilore. Przeniosła wzrok na starszą kobietę, a już po chwili uśmiech wrócił na jej usta.
- Nie znam takiego czegoś, ale jak tak twierdzisz to niech ci będzie - stwierdziła na jej słowa, grzecznie czekając, aby jasnowłosa pani domu zaczęła ich mały wieczorek przy alkoholu.  Nie było jej trzeba dwa razy powtarzać, by wzięła butelkę. Zaraz upiła spory łyk alkoholu z butelki, dając mu powoli spłynąć do gardła. W międzyczasie bacznie przyglądała się poczynaniom kobiety. I nie! Ani przez moment jej spojrzenie nie spoczęło na wdziękach starszej towarzyszki. Za kogo wy ją macie? Przecież Hawke to przykład cnót i niewinności! Nic tylko wzór z niej brać, zboczeńce jedne! Tak... Chyba w innym wymiarze, albo wcieleniu... Upiła jeszcze z dwa drobne łyczki, patrząc tak na kobietę i w sumie w tej chwili jej coś zaczęło nie pasować. W pierwszym momencie nie wiedziała o co chodzi. Ba, przez dłuższą chwilę się zastanawiała o co jej samej chodzi. Zmarszczyła lekko brwi, pomyślała, upiła jeszcze jeden łyk i w końcu stwierdziła, że w sumie ta ręka u najemniczki zdaje się jakaś taka... sztywna? Tak, to chyba było dość dobre stwierdzenie. W tym momencie, gdy do tego doszła w jej głowie zaczęło się zbierać od myśli czego to może być powód. Mimo, że wymyśliła sobie kilka pomysłów, nie miała zamiaru pytać o to Veilore. Postanowiła poczekać. Kto wie, może sprawa sama się wytłumaczy? Gdy Veilore usiadła obok niej, Hawke podsunęła jej butelkę z alkoholem, a sama sięgnęła po jeden plasterek suszonego mięsa. Cóż, troszkę zgłodniała. Ostatni posiłek miała przecież w karczmie.
- Powiem ci, że dobre masz to wino. O niebo lepsze od tego co dają w karczmach. W sumie co ja porównuje tamte szczyny do tego. Każdy alkohol zdaje się lepszy od tego pubowego – powiedziała, uśmiechając się do niej lekko, po czym wzięła się za jedzenie swojego kawałka mięsa. Tym razem starała się bardziej skupić na postaci najemniczki, a nie płomieniach w kominku.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Cze 30, 2016 2:24 am

Najemniczka w nie wierzyła tak do końca w słowa swej towarzyszki. Przecież dziewczyna na pewno nie czuła się dobrze, musząc pogodzić się z gołym niebem nad głową, gdy nie miała akurat gdzie się ulokować na noc, szczególnie w chłodnych okresach albo podczas licznie nawiedzających te ziemie deszczów. Tymczasem posiadając swój własny kąt, choćby i najmniejszy, to schronienie zawsze czekało na swego właściciela. Veilore szwendała się po mieście, czasem po kraju, właściwie więcej bywała gdzie indziej niż tutaj, w drewnianej chatce, ale nie musiała się martwić o dach, pod którym czekał spokój i odpoczynek. Sama postawiła sobie swoją bazę i dbała o nią nadal. To zawsze jakieś zabezpieczenie na trudniejsze czasy. Nikt też nie kazał jej tu siedzieć dniami i nocami. Zaglądała, gdy tego potrzebowała.
Przez chwilę spoglądała na swego gościa wzrokiem, w którym kryło się i zrozumienie, i swego rodzaju troska. Życie ciemnowłosej nie było łatwe i musiało mieć też wpływ na jej odpowiedź co do własnych czterech ścian.
Uśmiechnęła się delikatnie, czule – być może to ostatnie zostało podkreślone przez ciepłe światło, w którym tonęły, siedząc na wprost ogniska.
Wiesz. Przychodź, jeśli będziesz tego potrzebowała. Naprawdę, nie będę miała nic przeciwko twoim odwiedzinom. Nawet w przypadku, gdybyś mnie nie zastała.
Co do owych zwyczajów. Cóż...no tak się robiło od dawna. Gospodarz powinien wiedzieć, co podaje swoim gościom. Raczej mniej zwracano na to uwagę między ciemnymi uliczkami miasta. Ona miała z tym do czynienia głównie w domu, a potem w pierwszej poważnej pracy po wyrzuceniu z wojska. Ona sama zachowała sobie ten obyczaj, nie żeby tęskniła za starymi czasami. To zwyczajna grzeczność, niewiele znacząca. W końcu i tak bez ogłady chlały alkohol z gwinta.
Veilore położyła dłoń na barku Hawke po tym, jak już wszystko, co zajmowało jej ręce, złożone zostało na stoliku. Usiadła następnie obok towarzyszki, a dłoń naturalnie cofnęła i ułożyła na kolanie.
Coś taka markotna, Haw? Pij, niech smutki idą precz na te parę chwil. – Należało się cieszyć tym, co akurat się miało. Nawet z tych domowych procentów przy akompaniamencie trzaskających w kominku płomieni. Z towarzystwa. Najemniczka lubiła mieć towarzystwo. Zerknęła na ciemnowłosą, napotkała jej zamyślony wzrok. Uśmiechnęła się delikatnie, ale postanowiła jej nie przerywać. Nie zadała pytania "O czym tak rozmyślasz?". Przejęła natomiast butelkę, którą następnie zbliżyła do ust i wlała w siebie kilka łyków trunku. Skończywszy kolejkę, oddała wino w ręce dziewczyny. Procenty zadziałały na tyle, że postanowiła pozbyć się płaszcza. Rzuciła okrycie na fotel, a na nim wylądowała zaraz kamizelka. Ogień dawał wystarczające ciepło, a alkohol potęgował rozgrzanie się organizmu.
Ja już wiem, co oni tam wyprawiają. Tyle wody tam dolewają, że trudno nazwać piwo piwem, a wino winem. – Zaśmiała się cicho. W takich miejscach liczył się zarobek. Klient będzie chlał więcej, bo później padnie. Niska cena gwarantowała liczniejszą rzeszę gości. A raczej większej części społeczeństwa nie było stać na częste wypady do lepszych miejscówek na lepsze doświadczenia smakowe.
Bez krępacji jedną ręką odpięła parę guzików koszuli. Później, zdjęła buty, oparła plecy o dół fotela, który stał za jej plecami i wyciągnęła nogi, które przez kilka długich godzin pracowały, utrzymując ją w pionie. Westchnęła i wzięła ze słoika kawałek aromatycznego mięska, w które jeszcze przed suszeniem wtarła zioła.
Jutro się coś upoluje – rzekła, spoglądając w ogień i jednocześnie przeżuwając oderwany kawałek z całego plastra mięsa. Kobieta po tej kwestii milczała przez dłuższą chwilę. Myślami powróciła do problemu, jaki narodził się poprzedniego dnia. (W końcu było już grubo po północy.) Czy istniała jakaś szansa, żeby coś jeszcze zrobić w tej sprawie? Jak bardzo Selene nie chciała widzieć jej osoby? W końcu oderwała się od tego. Przynajmniej na jakiś czas. Zapewne krótszy niż dłuższy...
Veilore przekręciła się delikatnie w swoim siadzie. Teraz o fotel opierała się bokiem oraz jedną ręką, zgiętą w łokciu, ułożyła na siedzisku. Nogi lekko podkurczyła, a skroń oparła na dłoni. Na twarzy kobiety widniał uśmieszek i odrobina zainteresowania.
Wspominałaś, że grasz.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Czw Cze 30, 2016 10:05 pm

Zerkała co jakiś czas na Veilore. Widziała jej spojrzenia i uśmiechy. Szczerze? Dziwnie się z nimi czuła. One przecież były takie... niecodzienne. Czemu jasnowłosa się tak na nią patrzyła? O co jej chodziło? Czemu sama przez to wszystko czuła... spokój? O co w tym wszystkim chodziło? Ciemnowłosa tego nie rozumiała i w tej chwili to właśnie to ją najbardziej męczyło. Czułość i troska? Ale niby od kogo miała tego doświadczać? Od poderwanej panienki na noc? Jedna noc i tyle. Żadnych zobowiązań. Przecież o poranku znów się zniknie. A może karczmarza co zamiast dobrego piwa podaje szczyny? Nie, go tym bardziej ona nie interesowała. Dla niego był ważny pieniądz, tak samo jak dla kupców na rynku czy dla tego typa spod ciemnej gwiazdy, z którym Hawke zdarzało się gadać w sprawie interesów. Selene? Erin nie pamiętała, by ta kiedykolwiek patrzyła na nią z troską, zrozumieniem czy czułością. Przecież od samego początku była dla niej psem, który próbował ją okraść. Czemu więc teraz całkiem obca osoba tak na nią patrzyła? Czy Veilore aż tak się różniła od ludzi, których ona sama znała? Ciemnowłosa się coraz bardziej upewniała w tej myśli.
Kolejne słowa najemniczki ją zaskoczyły. Nie spodziewała się ich i w sumie nie wiedziała co powinna teraz zrobić. W końcu znów odwróciła zakłopotane oblicze w kierunku ognia.
- Ja... Ja dziękuję, ale to nie potrzebne... - mruknęła, dłonią gładząc swój kark. Tak, jakby ten drobny gest miał ją uspokoić. Cóż, zazwyczaj działał, ale tym razem nie. Za dużo informacji i niuansów, których zwyczajnie jej umysł nie umiała od tak przeanalizować, bo był przyzwyczajony, że nie ma nic za darmo. Bo przecież nie ma, prawda...?
Zerknęła na Veilore dopiero wtedy, gdy ta położyła na jej ramieniu dłoń i wyrwała ją przez to z zamyślenia. Spodziewała się tego, że jasnowłosa ją zaraz o coś poprosi, a może zacznie wygłaszać jakiś pouczający monolog.
- Nie jestem markotna - burknęła, po czym grzecznie czekała na to, aby najemniczka napiła się wina i oddała jej butelkę. W między czasie pozbyła się swoich butów. Stwierdziła, że stopą przyda się choć chwila odpoczynku po ciężkim i długim dniu. Kiedy ta z powrotem trafiła w jej dłonie bez wahania wlała sobie do gardła kolejny porządny łyk, po czym odstawiła butelkę na podłogę.
- Każdy chcę zarobić. Zawsze ktoś musi na tym stracić - odparła tylko. Przecież sama się kierowała tym mottem, co nie? Albo ona, albo gość, który ma przy pasie sakiewkę pełną brzęczących złotych monet, co nie? Ona albo bogaty dupek, z resztą co takiemu gościowi zrobi sakiewka w tą czy w tamtą? Jemu nie ubędzie, a ona będzie miała za co kupić sobie kolację.
Powoli i bez zbędnego pośpiechu żuła swój kawałek mięsa. Nikt ją przecież nie poganiał, a jedzenie samo raczej nagle nie dostanie nóżek i nie ucieknie, co nie? Gdyby tak się stało to chyba musiałaby podejrzewać Veilore o czarnoksięstwo, a nie sądziła, aby Selen zadawała się z jakąkolwiek wiedźmą. To ewidentnie nie byłoby w stylu rudowłosej inkwizytorki.
- Nie znam się zbytnio na polowaniu, ale w razie co mogę spróbować pomóc - odparła. Czuła, że powinna choć w minimalnym stopniu przysłużyć się jakoś swojej wybawicielce. Głupio tak ciągle korzystać i w żaden sposób się nie odwdzięczyć. Przynajmniej tak w tej chwili czuła Erin. Dziewczyna nie lubiła mieć długów wobec nikogo.
Jej oczy skierowały się w kierunku Veilore, gdy usłyszała cichy szmer spowodowany usadowieniem się starszej kobiety w bardziej wygodnej pozycji. No i cholera przez to właśnie znów się zagapiła na nią. Co ona miała poradzić, że blondynka zaczynała ją dziwnie pociągać? Nie, tu nie chodziło tylko o wygląd. Tu chodziło o coś więcej.
- Gram na lutni i  trochę na harmonijce, ale nie mam przy sobie żadnego z nich - odparła tylko, nie odwracając tym razem spojrzenia od Veilore.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Samotna chatka   Pon Lip 04, 2016 4:26 pm

Jakże to dziewczę wzbraniało się przed odrobiną ciepła, jakże było tym zakłopotane. Veilore musiałaby nazwać się nogą ze spostrzegawczości, gdyby tego nie zauważała. Ale widziała. Nie od dziś słuchała ulicznych głosów i nie od dziś przyglądała się różnym ludziom. Była jednak tej myśli, że Hawke przyzwyczai się do jej serdecznego sposobu bycia. Naprawdę, dla większości ludzi była całkiem dobrym towarzystwem, choć wiadomo, że zawsze zdarzają się jakieś wyjątki. Choćby na przykład najemniczka nie miała żadnych skrupułów, aby przynieść policji głowę jakiegoś seryjnego mordercy, gdy wystawili za takim list gończy.
Nie zmuszam cię oczywiście. Daję wieczne zaproszenie – powiedziała. Zresztą doskonale wiedziała, ile trzeba wędrować, aby dostać się z miasta do chatki w lesie oraz ile najeść się strachu, jeśli ktoś obawiał się najgorszego w postaci Koszmarów. Mimo wszystko była zdania, że lepiej pospać w cieple kominka niż pod obszczaną ścianą jakiegoś budynku, gdzie śpiącego prędzej zabiją, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma paru centów przy sobie, niż zaproszą do środka, aby mógł kimnąć się chociaż gdzieś na podłodze w kącie.
Problem w tym rozumowaniu jest taki, że wcale nie każdy musi stracić, kiedy ktoś inny chce zarobić. – Uśmiechnęła się doń wyrozumiale, po czym szafirowe oczy skierowała ku płomieniom. Dokończyła jeść swój pierwszy plasterek suszonego mięsa. – Są inne sposoby na utrzymanie, Hawke. Wystarczy odrobina chęci na zmiany. Wszystko w twoich rękach.
Jej rozmówczyni w przeciwieństwie do niej samej przynajmniej miała dwie bardzo sprawne dłonie. Nie to co ona. Kto chciałby jednoręką służbę w domu? Jednorękiego towarzysza w ważnej kompanii? Jak o nauczycielka straszyłaby dzieci swoim kikutem. Tylko los podarował jej trochę fartu z tamtym szczodrym pracodawcą, który sfinansował jej protezę.
Przymknęła na dosłownie kilka sekund swoje powieki, aby powstrzymać się od zerknięcia na dłonie nadal znajdujące się w rękawiczkach, co raczej nie stanowiło codziennego widoku we wnętrzach domów i innych przybytków. Jakby chciała się upewnić, że proteza nadal jest na swoim miejscu, poruszyła rytmicznie palcami, jak gdyby chciała wcisnąć niewidzialne klawisze fortepianu na udzie.
Nauczę cię. O ile coś wytropimy. – Uśmiechnęła się subtelnie, rozwierając powieki zakończone jasnymi rzęskami.
W końcu nie jest powiedziane, że coś od razu się znajdzie. Może do żadnego zwierza nie dojdą, a może też zajmie im to pół dnia. Bywało różnie. A może natrafią na niedźwiedzia i do futrzanego dywanu dojdzie futrzane okrycie? Pod nosem przemknął Veilore trudny do odgadnięcia uśmieszek, zapewne wywołany ową myślą. Następnie kobieta sięgnęła po drugi kawałek mięsa i odgryzłszy kawałek, zaczęła go bez pośpiechu żuć. Zadziwiające jak taka w gruncie rzeczy prosta rzecz może smakować, niczym wykwintna kolacja. Ale sposób na to okazywał się mało skomplikowany – zmęczyć się porządnie i zgłodnieć. Wtedy nawet zwykły ziemniak czy kromka chleba smakuje niczym słodycz dziecku. Przełknęła kęs.
A masz jakieś miejsca, gdzie grasz? Przyszłabym cię posłuchać. Jestem ciekawa – powiedziała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Samotna chatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Chatka Gajowego
» Chatka nad jeziorem
» Chatka maga
» Chatka Świąteczna
» Chata szalonego szamana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: