IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aesc Road

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Aesc Road   Czw Paź 15, 2015 12:50 am



Aleje ciągnące się wzdłuż Wish River po obu jej stronach, począwszy od jednych obrzeży aż do przeciwległych, idealnie nadają się do odprężających przechadzek, a dzieląca je droga wodna o szerokości ok 20 m do spokojnego przepłynięcia jej łódką.
Na większej części długości przyrzeczne ścieżki przedzielone zostały pasami zieleni, na których zasadzono drzewa i drobne rośliny ozdobne, aby podkreślić odprężający charakter tego miejsca. Nietrudno też tutaj się dostać, ku alei wychodzi mnóstwo uliczek z obu części Wishtown, od tych lepszych, po te mniej zadbane na przedmieściach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Paź 15, 2015 9:24 pm

Veilore ani myślała pozwolić dziewczynie, nad którą miała sprawować ochronę, czekać na siebie. Nie zwlekała, po prostu wyszła zaraz za rudowłosą kobietą i unoszącym się szlakiem przyjemnego zapachu. Drzwi leniwie same się domknęły, a blondynka przystanęła obok swej towarzyszki.
Pogoda nie była jedną z tych najcieplejszych, ale miały na tyle szczęścia, że nie zapowiadało się na to, aby na głowy miała spaść im ulewa. Pod tym względem mogły czuć się w miarę bezpiecznie, ale z bezpieczeństwem na ulicach mogło być inaczej. Jak zdążyła domyślić się z rozmowy, rudowłose dziewczę lubowało się w takim spędzaniu czasu, jaki niósł ze sobą mniejsze lub większe prawdopodobieństwo wystąpienia kłopotów.
Póki nie pada, a teraz o to nietrudno, dobrze to wykorzystać. – Przyznała rację, a następnie ruszyła, przez labirynt uliczek obierając kierunek ku rzece.

Mimo wszystko przez całą drogę do alei przy Wish River Veilore nie uświadczyła żadnych wybryków swojej towarzyszki. Czyżby się pomyliła? A może dziewczyna zwyczajnie chciała uśpić jej czujność? Albo po drodze nie dostrzegła żadnego na tyle interesującego miejsca, wydarzenia lub osoby, aby poświęcić temu uwagę? Zastanawiała się, lecz nie leniła się w swej pracy. To nie byłoby w jej stylu... bujać w obłokach! Przykładała się do każdego zajęcia, którego się podejmowała, ale to, że o czymś myślała, nie oznaczało, iż traciła swą umiejętność dostrzegania i słyszenia wielu rzeczy w otoczeniu.
Kiedy dotarły po dłuższym czasie nad rzekę, Veilore wydawała się nie być ani trochę zmęczona, chociaż przeszły pokaźną ilość ścieżek miejskiego labiryntu. W istocie tak to właśnie wyglądało. Przyzwyczaiła się do pieszych wędrówek oraz do węszenia tu i tam, taki spacerek nie był dla niej żadną nowością.
Dotarłyśmy. – Pokonały ostatni zakręt i wyszły na krótką prostą prowadzącą do alei, mijając po drodze niewielki sklep.
Wchodząc na drogę, blondynka nie rozejrzała się nawet, czy aby nie nadjeżdża jakiś powóz lub jeździec. Usłyszałaby stukot końskich kopyt, gdyby coś takiego miało miejsce. Tymczasem z obu stron jeśli już, nadchodzili wyłącznie ludzie.
Zerknęła na kroczącą obok kobietę.
Często wybierasz się, Annabeth, na dłuższe przechadzki w podobne miejsca? – zapytała w domyśle utrzymując "...lub inne", jakby zamierzając delikatnie wypytać pannę August, co do jej preferencji. Lepiej zawczasu przygotować się na różne opcje. Cóż czeka ją w najbliższej przyszłości w nowej pracy? Tego jeszcze wiedzieć nie mogła, a jedynymi, którzy byliby w stanie to uczynić, zaliczaliby się albo do jakichś wiedźmich wróżek, albo jasnowidzów o wątpliwej opinii...
Veilore nie była jednak osobą, która potrzebuje znać swoją przyszłość. Korzystała z teraźniejszości i to na niej najbardziej się skupiała. Jeśli dowiedziałaby się, że wracając nocą do mieszkania, w którymś z kolei zaułku czaiłoby się śmiertelne zagrożenie, a ominąwszy ów drogę, jaką miałaby pewność, że na innej ścieżce nie napotka czegoś innego? Przyszłość była losem, przyszłość stanowiła jedną wielką pajęczą sieć, której jedne nitki zrywały się, znikały bezpowrotnie, a inne zostawały właśnie stworzone, przy czym wszystkie łączyły się ze sobą i mogły prowadzić zarówno do tego samego wydarzenia, jak i innego.
Ach, ale poznanie swej podopiecznej w niczym by nie zaszkodziło!
Vei przytrzymała dłonią kosmyki, kiedy od boku naparł na spacerowiczki silniejszy podmuch wiatru. Zgarnęła je następnie do tyłu.
Oczywiście, mogła niczym cień iść lub stać u boku Annabeth i udawać niewidzialnego anioła stróża, skoro jednak już zaczęły rozmowę, postanowiła nie tylko odpowiadać, ale również pytać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sob Paź 17, 2015 11:59 am

Droga nad rzekę była taka urokliwa! Wszędzie górowała miejsca infrastruktura - to, co August lubiła najbardziej i gdzie spędzała największą część życia. kiedy tak szła wraz z Veilore, zerkała na znajome alejki, którymi jeździła niejednokrotnie. Czy to z bratem, czy samotnie, albo z przyjaciółkami. Swoją drogą - dawno się z żadną nie widziała! Może przydałoby się wydać jakieś przyjęcie w rezydencji? Ostatnio zrobiło się tam tak pusto... Pewnie przez to, że Caspar zwolnił kilka osób, dając na ich miejsce inne, bardziej zasadnicze jednostki. Teraz nie mogła już wyskakiwać oknem, bo para stróży zatrzymywała ją za każdym razem! A jej brat się dziwił, dlaczego wracała później. Oczywiście dlatego, że gdyby próbowała przyjść wcześniej, to już by nie wyszła. A zależało jej, żeby całymi dniami udzielać się towarzysko! Która dama nie szukała miejsc, gdzie mogłaby nagłośnić imię rodziny? Pewnie tylko jakieś pomywaczki, których nie wpuszczano na dwory pańskie. Właśnie, ciekawe co u Marii. Dziewczyna pracowała kiedyś u Augustów w pralni i nie raz pomagała w niej ukryć jakiegoś kolegę, czy koleżankę Annabeth. Brat nie oszczędził nawet jej, ale Bettie nie miała serca, żeby dać jej od tak odejść. Całe szczęście, że dziewczyna była ładna, bo bardzo szybko znalazła jej bogatego męża. I się w sobie zakochali! Z drobną pomocą rudej wiedźmy, ale dowiedziała się o tej parze tyle, że nie było opcji, żeby się rozeszli.
Wróćmy do teraźniejszości. Veilore zadała jej pytanie. Do tej pory Ann dużo mówiła, były to jednak stwierdzenia i blondynka tylko na niektóre odpowiadała. Nie dziwne, bo co można było odpowiedzieć na zdania w stylu: "oh, a tam odbył się kiedyś koncert pianistów!". Co najwyżej "aha". Ruda nie miała tym samym za złe swojej towarzyszce, że niewiele wnosiła do jej stwierdzeń. Ale ucieszyła się, kiedy zadano jej pytanie. W końcu czas na poważny dialog!
- Oh, Veilore, wiesz, często nawet nie wiem gdzie idę. Wszystko zależy od towarzystwa z jakim mam przyjemność przebywać. Kawałek stąd jest pracownia artysty, który robi tatuaże. Kiedyś zdarzyło mi się patrzeć i powiem ci, że to nic przyjemnego - poinformowała, wzdrygając się na wspomnienie wszystkich tamtych igieł - A ty? Gdzie się kręcisz, kiedy nie musisz za nikim chodzić? - zapytała, patrząc na kobietę z uśmiechem. Owszem, ciekawiło ją to. Wyglądała na taką, co równie dobrze może pojawiać się na wszystkich elitarnych wydarzeniach, jak i pod przykrywką stołować się w podziemnych spelunach. Chociaż to drugie było mniej prawdopodobne w przypadku jej pani ochroniarz. Znaczy, nie żeby oceniała, skądże. Po prostu wysnuła wniosek.
Kiedy wiatr zawiał mocniej z jednej ze stron Ann zaczęła żałować, że nie wzięła niczego cieplejszego. Rozejrzała się w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby jej jakieś okrycie podarować. Natrafiła wzrokiem na kobietę w okolicy trzydziestki, która była owinięta pięknym, brązowym szalem. "Do dzieła, Ann." - pomyślała ruda, używając swojej mocy na tamtej. Posłała jej sporo współczucia, oraz chęci dzielenia się, przy okazji zwracając na siebie uwagę kichnięciem.
- No nie, zaczyna robić się zimno. - westchnęła i kobieta momentalnie była przy Annabeth i Veilore. Stwierdziła, że jest jej ciepło, podała szal Ann, pozdrowiła obie kobiety i odeszła w drugą stronę. Bettie z zadowoleniem posłała jej sporą dozę zadowolenia, oraz uczucie spełnienia, owijając się szalem w tym czasie.
- Bardzo lubię to miasto. - dodała, kiedy jej ramiona były już okryte brązowym materiałem. - Mam nadzieję, że ta altruistka nie zmarznie. - powiedziała, wzdychając nieco teatralnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Paź 18, 2015 10:40 pm

Wysłuchała odpowiedzi rudowłosej dziewczyny i uśmiechnęła się lekko, bo zapowiadało się na tysiące kilometrów przechadzek, a Veilore bardzo sobie je ceniła, nie tylko dlatego, że po drodze można zasłyszeć wiele różnych plotek i wieści, ale były po prostu przyjemne. Co to za życie, podczas którego trzeba przez większą część dnia siedzieć w jednym miejscu!? Vei z trudem wyobrażała sobie coś takiego, a myśl taką zakończyła stwierdzeniem, że muszą być to bardzo nieszczęśliwi ludzie.
Tak czy inaczej, jej towarzyszka miałaby niemały problem z ucieczką (jeśli zamierzała wprowadzić ją w życie), bo Vei w niczym nie przypominała jednego z tych ochroniarzy, którzy wydawali się stworzeni z jednej bryły, cechowali się ospałymi ruchami, a jedynym powodem wybrania dla siebie tej pracy, był fakt posiadania znacznego umięśnienia. Niestety często brakowało im spostrzegawczości i chroniona osoba lub rzecz potrafiła zniknąć im sprzed oczu.
Blondynka lekko uniosła złocistą brew ponownie zerknąwszy na swą podopieczną.
Myślałaś kiedyś zrobić sobie tatuaż, Annabeth? – zapytała nieco zaskoczona zainteresowaniem takim miejscem. Czy wyłącznie ciekawość przywiodłaby młodą pannę do tatuażysty? Może chciała sprawdzić jak wygląda proces powstawania takiego dzieła przed podjęciem ostatecznej decyzji?
Zamyślona wróciła spojrzeniem przed siebie, ale tym razem nie skupiała się już na powodzie wybrania się do pracowni. Veilore zaczęła się zastanawiać, czy zrobienie sobie tatuażu w paru miejscach nie byłby dobrym sposobem na zakrycie blizn. Co prawda nie przeszkadzały jej wcale, wstydzić się ich też szczególnie nie wstydziła. Ale może jakoś ładniej, ciekawiej by to wyglądało?
W każdym razie... wiedz, że nie łatwo mnie zmęczyć. Właściwie miło mi słyszeć, że lubisz odwiedzać tyle miejsc, Annabeth.
Na samym początku, zanim jeszcze doszło do spotkania, kiedy jeszcze niewiele wiedziała o swym przyszłym zajęciu, Vei była pewna, że praca, którą ma przyjąć, będzie dosyć nudna. W końcu co miała robić dobrze urodzona dziewczyna? Wałęsać się po ogrodach? Tańczyć na bankietach? Kiedy dowiedziała się, że pilnowanie panny August, może okazać się niekiedy wyzwaniem, od razu zrodziła się w niej nowa energia.
Ja? – Odwzajemniła uśmiech dziewczyny. – Mam nadzieję, że wybaczysz mi to małe nawiązanie do pracy. Nie zajmuję się wyłącznie ochroną. Zależy, co akurat się znajdzie – sprostowała, po czym dalej kontynuowała już odpowiadając na pytanie. – Sama z siebie lubię wędrować tu i tam, kiedy mam wolną chwilę. – Przecież nie powie, że przy okazji dowiaduje się co oraz gdzie się wydarzyło, dzieje, a nawet co ma się stać. Sens jednak został zachowany, uwielbiała łazikować i czyniła z tej czynności jeden z przyświecających celów, a myszkowanie w miejscach, od tych lepszych, po te gorsze, było zupełnie odrębną częścią tej samej czynności.
Odwiedzam lepsze i gorsze miejscówki. W zależności od ochoty i kwoty, którą akurat dysponuję. Staram się wszędzie dobrze bawić. Czasem zdarzy mi się poświęcić trochę czasu na bibliotekę...
Cóż, książki nie trzymała w kieszeni dla ozdoby. Tego akurat można byłoby się domyślić. Umiała dobrze czytać i pisać, jak na mieszkankę zaliczającą się do niższych sfer – w końcu nikt nie znał jej prawdziwego pochodzenia.
Niekiedy z grupą dzieciaków idę ich pouczyć fechtunku, a innym razem, możesz mi nie wierzyć, Annabeth, ale to prawda, funduję sobie wejściówkę na koncert wiolonczelowy.
Oczywiście ostatnie nie miało miejsca nazbyt często. Rzadko mogła sobie pozwolić na taki wypad, ale z drugiej strony stawały się one wyjątkowe, mogła w pełni się nimi rozkoszować w przeciwieństwie do stałych bywalców, na twarzach których dostrzegała znudzenie albo obojętność. Jakby przychodzili bardziej dla pokazu, niż dla muzyki.
Ach, nie mogłabym też zapomnieć o lesie, to znaczy Ponurym borze. Mam tam chatkę. – Mrugnęła do swojej towarzyszki. – To taka moja tajna baza.
W międzyczasie przyglądała się kobiecinie, która nagle zaczęła zmierzać w ich stronę, a następnie wręczyła swój szalik Annabeth. Chciała coś zaproponować, udanie się do jakiejś ciepłej herbaciarni albo chociaż swój płaszcz, ale zanim cokolwiek powiedziała, a nawet nim zdążyła o tym pomyśleć, kobieta zmieniła tor swojego chodu, ruszyła ku płomiennowłosej dziewczynie i oddała jej ów ciepły materiał. No nic! Nieważne.
Oby nie miała daleko do domu. – Veilore obejrzała się przez ramię, odprowadzając spacerowiczkę wzrokiem. – Chodźmy dalej. Gdyby nadal ci było zimno, możesz mi o tym powiedzieć.

SESJA ZAWIESZONA RACZEJ NA ZAWSZE

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Pon Mar 13, 2017 7:55 pm

Wiele tygodni minęło, odkąd Vivian ostatni raz zdecydowała się wybrać do miasta. Nie bez powodu - wypadek w kamienicy sąsiadującej z zakładem zegarmistrzowskim wzmógł czujność nie tylko straży, lecz również Inkwizycji. Bywający w Wishtown cyrkowcy donieśli o większej niż zwykle liczbie patroli, kontrolujących tereny nie tylko w pobliżu miejsca incydentu, ale również w pozostałych rejonach miasta. Czarownica, w przeciwieństwie do niektórych członków trupy, nie miała zamiaru ryzykować i niebezpieczny czas spędziła w Cyrku i okolicznych lasach. Teraz jednak sytuacja uległa zmianie.
Optymistyczne relacje głosiły, że wszystko wróciło do normy. Vivian, jak to miała w zwyczaju, odczekała jeszcze parę dni, nim postanowiła sama wybrać się na wyprawę do miasta. Nie zabawiła w nim długo, krótko pospacerowała po rynku i targu, dla niepoznaki kupując nieistotny drobiazg. Wracając, celowo obrała dłuższą drogę, która jednocześnie umożliwiłaby czarownicy zgubienie ewentualnego szpiega.
Po kilkunastominutowej wędrówce uliczkami Vivian w końcu wyszła na nieco bardziej otwartą przestrzeń. Bynajmniej nie ucieszyła się zmianą scenerii, gdyż oznaczało to tylko jedno - dotarła do rzeki, którą koniecznie musiała przekroczyć, by móc dostać się do Cyrku. Na ogół unikała owej niepozornej wody, tym razem jednak była zmuszona nie tylko się doń zbliżyć, a na dodatek przejść przez most. Wcześniej tego samego dnia podołała zadaniu, jednocześnie narażając się na kpiące i ciekawskie spojrzenia przypadkowych mieszkańców. Bo któż nie zwróciłby uwagi na niewiastę, która najpierw dłuższą chwilę wzbrania się przed wejściem na most, na następnie stąpa po nim tak ostrożnie, jakby lada moment miał runąć? Vivian po prostu bała się wody i nawet warstwa lodu na powierzchni rzeki nie zmniejszała jej strachu.
Czując nieprzyjemny skurcz w okolicach żołądka, kobieta niechętnie podeszła do mostu, a po krótkiej chwili zawahania wkroczyła na tworzące go drewniane deski. Pomimo bijącego szybko i mocno serca oraz dreszczy przebiegających po plecach, starała się iść jak najpewniej i najszybciej. Nawet jeśli dziesiątki, a może setki ludzi codziennie chodziło tym mostem, nawet jeśli sama już dzisiaj przez niego przeszła, nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że lada moment jakaś zdradziecka deska, nadgryziona zębem czasu, nie wytrzyma pod ciężarem kobiety i przełamie się wpół. Niemożliwe, by lód przetrwał upadek czarownicy z takiej wysokości, a wtedy... Niee, Vivian naprawdę wolała nie myśleć, co wtedy.
Choć spacer po moście nie trwał długo, dla Vivian chwila ta dłużyła się w nieskończoność. Gdy wreszcie stanęła na twardym gruncie, odetchnęła z ulgą, a na jej twarzy wymalowała się prawdziwa radość. Prawdopodobnie największą przeszkodę miała już za sobą, więc pełna nowej energii ruszyła do przodu dziarskim krokiem. I w tym momencie popełniła błąd.
Poślizgnęła się, momentalnie tracąc równowagę. Na twarzy czarownicy zdążył wymalować się tylko wyraz zdumienia, a ułamek sekundy później upadła na ziemię, jednocześnie puszczając torbę z rzeczami. Kobieta przeklęła cicho, lecz wyraźnie i zaraz podjęła się prób dźwignięcia na nogi. W pośpiechu złapała torbę i od razu zarejestrowała, że jej zawartość rozsypała się dookoła. Chwyciła tych parę drobiazgów i sprawdziła, czy nic się nie zgubiło. Co prawda nie powinno, ale... och.
Czegoś brakowało. Czegoś ważniejszego od zwykłego kawałka bandaża czy błyskotki kupionej na targu. Vivian z lekkim stresem zaczęła szukać małej buteleczki z drogocenną (dla niej) zawartością, najpierw w torbie, a później na ziemi w pobliżu swojego upadku. Bezskutecznie. Nie mogła przecież wyparować, prawda? Wzrok kobiety zataczał coraz większe okręgi, aż wreszcie natrafił na zgubę. I wcale nie ucieszyło to czarownicy. Buteleczka musiała się stoczyć z lekko pochyłego terenu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że zatrzymała się dopiero poza bezpiecznym brzegiem. Gdyby nie warstwa lodu, flakon już dawno znalazłby się na dnie rzeki.
Vivian wpatrywała się niepewnie w swoją własność, znajdującą się niby tak blisko, a jednak daleko. Szybko oceniła odległość, z żalem uświadamiając sobie, że nie zdoła ot tak dosięgnąć buteleczki, a w pobliżu nie było niczego, czym mogłaby spróbować przysunąć flakon. Nie wiedziała, co zrobić. Rozsądek podpowiadał, że wkroczenie na lód zdecydowanie nie jest roztropnym posunięciem. Każdą inną rzecz pozostawiłaby za sobą i nawet nie obejrzałaby się, uznając ją za niegodną ryzyka, jednak antidotum... To ostatnie stworzone przez Eleanor, nim jej żywot został zakończony na grupowej egzekucji czarownic. Vivian nie mogła tak po prostu machnąć na nie ręką.
Zastanawiała się parę dobrych minut. Myśl o tym, że lada moment mogłaby znaleźć się nad być może głęboką wodą, za jedyną osłonę mając niepewne parę centymetrów lodu, paraliżowała ją dogłębnie, uniemożliwiając wykonanie choćby najmniejszego gestu. Nie potrafiła ani sięgnąć po buteleczkę, ani odejść z pustymi rękoma. W końcu zacisnęła dłonie w pięści, uświadamiając sobie żałosność swojej postawy. Okazywała hart ducha w znacznie gorszych sytuacjach, czemu więc teraz drżała na brzegu rzeki niczym dziecko? Widziała wiele i przeżyła wiele, a mimo to wciąż nie potrafiła przezwyciężyć swojego strachu...
Przecież to tylko parę kroków. Załatwi to szybko. Wystarczy, aby nie myśleć o toni tuż pod stopami. Chwycić buteleczkę i natychmiast się wycofać, tak, tak... Vivian zrzuciła z siebie instynktownie płaszcz, chcąc zmniejszyć swoją masę. Niewiele to zapewne dało, jednak pokrzepiło nieco wciąż przerażoną swoimi działaniami kobietę. Rozejrzała się jeszcze pobieżnie, czy nikt nie nadchodzi, jednak nie skupiła się wcale na otoczeniu, w rzeczywistości odwlekając chwilę wejścia na lód. Nie mogła tego czynić w nieskończoność.
Przełamała się. Pierwszy krok był najgorszy, a zarazem niesamowicie delikatny. Stąpała ostrożnie, wystrzegając się nadmiernego pośpiechu. Serce łomotało jej w klatce, w uszach szumiało, lecz to wszystko nie miało znaczenia, nie teraz, gdy ze wszystkich sił koncentrowała myśli tylko na buteleczce. Była już tak blisko, tak blisko. I nareszcie!... Złapała ją! Przycisnęła zgubę do mostka, czując jednocześnie falę szczęścia i lęku przed drogą powrotną. Obróciła się z nieco szybszym tempem niż jeszcze przed chwilą, a nadmiar hamowanych do tej pory emocji nieco zawrócił jej w głowie. Krok, który wykonała, był nieco zbyt mocny.
Powietrze przeszył suchy trzask. Vivian ze zgrozą w oczach spojrzała na lód pod swoimi stopami. Już była gotowa zaryzykować i wielkimi susami przebyć drogę do brzegu, lecz nie było jej dane nawet spróbować. Tafla pękła pod ciężarem kobiety, zaś ona sama wpadła do lodowato zimnej rzeki, wydając z siebie tylko przeraźliwy krzyk, zaraz zagłuszony przez wodę wdzierającą się do ust.
Spełnił się jeden z jej najgorszych koszmarów - zaczęła się topić.

___________________
"It starts with pain
Followed by hate
No, I don't believe men are born to be killers
I don't believe that the world can't be saved

How did you get there and when did it start?
An innocent child with a thorn in his heart"

12 Stones - World So Cold

Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Mar 26, 2017 8:20 pm

Nie była jakimś wielkim miłośnikiem przemierzania okolicy, gdy wokoło było widać tylko i wyłącznie ośnieżoną okolice. Hawke mimo wszystko lubiła ciepło, a takie wędrówki były skazane na jakieś jej części odczucia chłodu na policzkach i nosie. No i poza miastem nie miała zbytnio co robić w zimę, ani to nie szło pograć sobie na lutni na odludziu, ani napełnić brzuch jagodami i jeżynami. Nic, a nic do roboty... No, chyba, że zawędrowała do pewnej chatki... Heh... Ale nie tym razem. Dziś musiała pozałatwiać parę rzeczy na mieście i jego obrzeżach. I jakoś tak zawędrowała w okolice niepozornej rzeczki i mostu, na którym uwielbiała się zatrzymywać w wiosenne i letnie dni i patrzeć na wodę. Nie spodziewała się tu spotkać niczego nadzwyczajnego, ani tym bardziej wplątać się w ratowanie komuś życia, ale cóż, los chciał widocznie inaczej...
Szła dość powoli, wpatrując się w swoje buty. Była ewidentnie zamyślona. Zdawała się nie zwracać uwagi na nic innego niż droga, ale to tylko do czasu. A dokładnie do momentu, gdy usłyszała, że coś właśnie rąbnęło ze sporą siłą do wody, kolejnym bodźcem do oprzytomnienia był urwany krzyk. Od razu się ogarnęła i szybko przeleciała okolice wzrokiem. Jej tęczówki o burzowym kolorze spoczęły na postacie w wodzie. Bez większego rozmyślania rzuciła się na ratunek. Podbiegła do brzegu rzeki, zrzuciła płaszcz i położyła na brzuchu na lodzie. Podczołgała się jak najszybciej do dziury, próbując złapać tonącą osóbkę i wyciągnąć ją z lodowatej wody. Może jej zachowanie było szczytem głupoty dla niektórych, ale no... Głupio dać komuś utonąć, gdy się tuż obok. Teraz nie było czasu na wahanie się, pytania czy czekanie na dalszy ciąg. Tu trzeba było działać i tyle.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sro Mar 29, 2017 1:50 pm

Panika wezbrała w niej natychmiastowo, tłumiąc logiczne myślenie, a władzę nad ciałem oddając instynktom. Vivian rozpaczliwie machała rękoma w zdawałoby się daremnej walce o utrzymanie się na powierzchni. Nawet gdy czasem natrafiła dłońmi na powierzchnię lodu nieopodal siebie, zaraz się z niej ześlizgiwała, zanurzając się jeszcze głębiej. Nie krzyczała już o pomoc. Woda była wszędzie, czarownica krztusiła się, a w każdej chwili zalewały ją nowe fale. Czuła każdy mięsień, wyjący z wysiłku, każdy najmniejszy skrawek skóry, niemalże zlodowaciałej, a jednak palącej jakby żywym ogniem. Wciąż walczyła, instynktownie, pomimo narastającego osłabienia, pomimo paraliżującego strachu, pomimo bezsilności wżartej głęboko w umysł. Walczyła uparcie, walczyła wytrwale, jednak...
Czyjeś dłonie zacisnęły się na ramionach Vivian, by zaraz mocno pociągnąć ją w górę.
Nie opierała się. Oszołomienie nie pozwoliło jej od razu zorientować się w sytuacji, jednak odruchowo starała się nie przeszkodzić wybawicielce, której jeszcze nie zdążyła się przyjrzeć.

___________________
"It starts with pain
Followed by hate
No, I don't believe men are born to be killers
I don't believe that the world can't be saved

How did you get there and when did it start?
An innocent child with a thorn in his heart"

12 Stones - World So Cold

Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Kwi 13, 2017 9:00 pm

Jakim cudem nie wylądowała z dziewczyną w lodowatej wodzie, a dodatkowo wyciągnęła ją na brzeg? No, właśnie jakimś cudem udało jej się wyciągnąć na stały ląd kobietę. Hawke po tym wyczynie ciężko oddychała, a po plecach ciekły jej krople potu. Zaraz na chwilę walnęła się na biały śnieg.
- O, bogowie… Wszystko w porządku, prze pani? Cała pani jest? - wyrzuciła z siebie, podnosząc się. Szybko ogarnęła, że w sumie to nie ma teraz czasu na odpoczynek. Trzeb zadbać o uratowaną nieznajomą. Wzięła swój płaszcz, aby zarzucić go na ramiona kobiety.- Da pani radę iść? Trzeba panią zabrać w ciepłe miejsce, bo się jeszcze pochorujesz poważnie. Tego raczej pani nie chce, prawda? Jest tu niedaleko karczma, w której wynajmuje pokój. Możemy tam spokojnie zawitać, jeśli pani chce - mówiła dalej. Oj tak, jak już uratowała kogoś to miała zamiar mu zapewnić pomoc do samego końca, a wiadomo, że w przemoczonych rzeczach nie można sobie od tak chodzić kawał drogi w taki mróz. Wzdrygnęła się lekko z zimna, ale zaraz owinęła szczelniej szalik i potarła dłońmi o ramiona, aby je trochę rozgrzać.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Pon Kwi 24, 2017 7:28 pm

Kiedy Vivian znalazła się na brzegu, zaczęła kaszleć mocno i wytrwale, pozbywając się z dróg oddechowych resztek wody. Tylko dzięki temu w końcu była w stanie wziąć głęboki wdech, przynoszący jednocześnie falę ulgi i bólu podrażnionych tkanek. O tak, powietrze paliło niczym ogień, a jednak kobieta łapczywie je łapała, wiedziona najbardziej podstawowymi instynktami. Zbierała siły z dłońmi opartymi o ziemię i wzrokiem wbitym w biały śnieg, wciąż roztrzęsiona i przeżywająca wypadek sprzed chwili. Minął dłuższy moment, nim jakkolwiek doszła do siebie i zorientowała się, iż jej wybawicielka kieruje do niej jakieś słowa. W odpowiedzi na pierwsze pytanie czarownica kiwnęła jedynie głową, a zaraz po tym znów się rozkaszlała.
- Tak, chyba tak, już zaraz wstanę... - odparła zachrypniętym głosem, lecz wciąż pozostała w tej samej pozycji.
Choć odczuwała ogromną wdzięczność za ratunek i troskę, Vivian nie zamierzała przystawać na propozycję kobiety, choć wydawała się ona najrozsądniejsza ze wszystkich możliwych opcji. Planowała podziękować, zabrać swoje rzeczy i uciec jak najszybciej do Cyrku, gdzie będzie mogła zaszyć się w swojej przyczepie i w spokoju całkowicie otrząsnąć się z tego jakże negatywnego przeżycia. Przytrzymała ręką płaszcz i w końcu ruszyła się, niezbyt zgrabnie przysiadając na piętach. Rzeczy czarownicy leżały gdzieś nieopodal, ona sama mocno ściskała w dłoni niedawną zgubę, a jej wybawicielka szczęśliwie nie okazała się inkwizytorką, chociaż Vivian i tak nie chciała ryzykować dalszego kontaktu. Otworzyła usta, by wymówić słowa podziękowania i wyjaśnienia, jednocześnie spoglądając prosto na twarz Hawke...
...jednak zamiast się odezwać, zamrugała intensywnie. Kobieta zdecydowanie jej kogoś przypominała.
- Dziękuję - wychrypiała zaraz cicho, szukając w myślach konkretnego wspomnienia. - Gdyby nie pani...
Nie dokończyła. Na samą myśl przejęła ją zgroza, która odmalowała się nawet na zwykle spokojnym obliczu Vivian. A zaraz po tym nastąpiło olśnienie.
Przypomniała sobie, skąd kojarzy postać swojej wybawicielki. Niejednokrotnie widziała ją w towarzystwie Astaroth na terenie Cyrku, lecz nigdy nie miały okazji się poznać. Czarownica nie zdziwiłaby się, gdyby kobieta nawet jej nie kojarzyła, w końcu Vivian nie lgnęła do ludzi odwiedzających Cyrk. Mimo to świadomość, że ma przed sobą kogoś obdarzonego zaufaniem innej cyrkówki, ba, innej czarownicy, znacząco odmieniała sytuację. Prawdopodobnie przeraźliwe zimno również miało w tym swój udział.
- To chyba nie jest zły pomysł... - odrzekła wciąż niepewna, jednak z każdą chwilą propozycja Hawke jawiła się coraz bardziej kusząco.

___________________
"It starts with pain
Followed by hate
No, I don't believe men are born to be killers
I don't believe that the world can't be saved

How did you get there and when did it start?
An innocent child with a thorn in his heart"

12 Stones - World So Cold

Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Maj 25, 2017 9:33 pm

Trochę ją zaniepokoił ten dość długi kaszel. A może zamiast do karczmy powinna ją zabrać do lekarza? To zdawał się być całkiem dobry pomysł, ale z drugiej strony włóczenie się w mokrych ciuchach już do takowych nie należał. Było to wręcz samobójstwo. Bogowie… Selene by ją chyba zamordowała, gdyby ciemnowłosa rozchorowała się przez takie coś. Tak, mało, że byłaby chora to jeszcze pobita. No, normalnie zajebiste połączeni. Nie ma co.
Kucała niepewnie obok nieznajomej, niezbyt wiedząc co powinna dokładnie zrobić. Nim się ogarnęła, poczuła jak lekkie dreszcze spowodowane zimnem zaczęły chodzić po jej ciele. Tak, cokolwiek miała zamiar zrobić, powinna uczynić to jak najszybciej.
Wcześniej nie miała czasu przyjrzeć się twarzy nieznajomej. Cóż, takie akcje raczej temu nie sprzyjają, prawda? Jakim byłoby trzeba być idiotą, aby podczas wyciągania kogoś z lodowatej wody lampić się przez dłuższą chwilę na jego twarz? Jednak teraz miała chwilę na przyjrzenie się twarzy nieznajomej i o dziwo ją skojarzyła. Na początku nie wiedziała skąd, ale po dłuższej chwili namysłu zrozumiała, że kobieta kilka razy mignęła jej, gdy Hawke była u Astaroth w cyrku. Jednak nigdy nie miała możliwości z nią pogadać czy nawet wymienić jakiś słów.
- Nie ma sensu zastanawiać się nad tym co było – powiedziała szybko. - Ważne, że była w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie – dodała zaraz. W końcu Hawke wyznawała regułę, że nie było co gdybać nad innymi opcjami. Ważne, że ta przygoda jak na razie miała szczęśliwe zakończenie.
Ciemnowłosa zaraz wstała, gdy nieznajoma postanowiła w końcu podjąć jakaś decyzję. Zaraz podała jej dłoń, aby pomóc jej wstać. Ta… Jaki dżentelmen z Erin, nie? Cóż, to był dla niej jakiś taki zwyczajny odruch. Zazwyczaj starała się traktować inne kobiety z szacunkiem. Ta, podejście, że będę cię szanować jeśli i ty to zrobisz wobec mnie.
- No to chodźmy – odparła, a gdy ta wstała i była gotowa do drogi ruszyła w kierunku karczmy.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Cze 11, 2017 3:37 pm

Vivian automatycznie przytaknęła słowom Hawke, mimo wszystko mając świadomość, że wizja nieszczęśliwego zakończenia tego wypadku i tak nie opuści jej prędko. Nawet jeśli zamknie przed nią umysł, ona i tak wróci, jeśli nie za dnia, to w nocy w postaci mary sennej. Niespodziewanie rozdrapane stare rany zaczęły krwawić goryczą i głębokim niepokojem, które w połączeniu z jeszcze świeżym panicznym przerażeniem stworzyły ogromny ładunek emocjonalny, przypominający bombę z opóźnionym zapłonem. Całe szczęście nagłe rozpoznanie swojej bohaterki w pewien sposób odciągnęło czarownicę od pogrążenia się w tych uczuciach, przynajmniej tymczasowo, choć wciąż odczuwała skutki konfrontacji z jednym ze swoich największych lęków. Ujęła wyciągniętą dłoń Erin i wstała, kiwnięciem głowy i niepewnym uśmiechem dziękując za pomoc.
- Do której gospody idziemy? - zapytała wciąż zachrypniętym głosem, jednocześnie zbierając swoje rzeczy. Nie znała wszystkich karczm w mieście, więc wykorzystała to, by jakoś zagaić do Hawke. Cichy głosik nieufności i ostrożności wciąż podpowiadał czarownicy, iż nie powinna ot tak zawierzać osobie, której praktycznie nie zna, a jednak Vivian zdecydowała się zaryzykować. Zamarznięcie gdzieś po drodze do Cyrku byłoby niezwykle głupim i żałosnym zakończeniem życia, które wiodła.

//zt?

___________________
"It starts with pain
Followed by hate
No, I don't believe men are born to be killers
I don't believe that the world can't be saved

How did you get there and when did it start?
An innocent child with a thorn in his heart"

12 Stones - World So Cold

Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
 
Aesc Road
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Beach Road 112
» Spokojnie, to tylko Irlandia... down the rocky road all the way to Dublin
» Targ uliczny na Portobello Road

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Wish River :: Miejski odcinek Wish River-
Skocz do: