IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aesc Road

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 183
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Aesc Road   Czw Paź 15, 2015 12:50 am



Aleje ciągnące się wzdłuż Wish River po obu jej stronach, począwszy od jednych obrzeży aż do przeciwległych, idealnie nadają się do odprężających przechadzek, a dzieląca je droga wodna o szerokości ok 20 m do spokojnego przepłynięcia jej łódką.
Na większej części długości przyrzeczne ścieżki przedzielone zostały pasami zieleni, na których zasadzono drzewa i drobne rośliny ozdobne, aby podkreślić odprężający charakter tego miejsca. Nietrudno też tutaj się dostać, ku alei wychodzi mnóstwo uliczek z obu części Wishtown, od tych lepszych, po te mniej zadbane na przedmieściach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 183
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Paź 15, 2015 9:24 pm

Veilore ani myślała pozwolić dziewczynie, nad którą miała sprawować ochronę, czekać na siebie. Nie zwlekała, po prostu wyszła zaraz za rudowłosą kobietą i unoszącym się szlakiem przyjemnego zapachu. Drzwi leniwie same się domknęły, a blondynka przystanęła obok swej towarzyszki.
Pogoda nie była jedną z tych najcieplejszych, ale miały na tyle szczęścia, że nie zapowiadało się na to, aby na głowy miała spaść im ulewa. Pod tym względem mogły czuć się w miarę bezpiecznie, ale z bezpieczeństwem na ulicach mogło być inaczej. Jak zdążyła domyślić się z rozmowy, rudowłose dziewczę lubowało się w takim spędzaniu czasu, jaki niósł ze sobą mniejsze lub większe prawdopodobieństwo wystąpienia kłopotów.
Póki nie pada, a teraz o to nietrudno, dobrze to wykorzystać. – Przyznała rację, a następnie ruszyła, przez labirynt uliczek obierając kierunek ku rzece.

Mimo wszystko przez całą drogę do alei przy Wish River Veilore nie uświadczyła żadnych wybryków swojej towarzyszki. Czyżby się pomyliła? A może dziewczyna zwyczajnie chciała uśpić jej czujność? Albo po drodze nie dostrzegła żadnego na tyle interesującego miejsca, wydarzenia lub osoby, aby poświęcić temu uwagę? Zastanawiała się, lecz nie leniła się w swej pracy. To nie byłoby w jej stylu... bujać w obłokach! Przykładała się do każdego zajęcia, którego się podejmowała, ale to, że o czymś myślała, nie oznaczało, iż traciła swą umiejętność dostrzegania i słyszenia wielu rzeczy w otoczeniu.
Kiedy dotarły po dłuższym czasie nad rzekę, Veilore wydawała się nie być ani trochę zmęczona, chociaż przeszły pokaźną ilość ścieżek miejskiego labiryntu. W istocie tak to właśnie wyglądało. Przyzwyczaiła się do pieszych wędrówek oraz do węszenia tu i tam, taki spacerek nie był dla niej żadną nowością.
Dotarłyśmy. – Pokonały ostatni zakręt i wyszły na krótką prostą prowadzącą do alei, mijając po drodze niewielki sklep.
Wchodząc na drogę, blondynka nie rozejrzała się nawet, czy aby nie nadjeżdża jakiś powóz lub jeździec. Usłyszałaby stukot końskich kopyt, gdyby coś takiego miało miejsce. Tymczasem z obu stron jeśli już, nadchodzili wyłącznie ludzie.
Zerknęła na kroczącą obok kobietę.
Często wybierasz się, Annabeth, na dłuższe przechadzki w podobne miejsca? – zapytała w domyśle utrzymując "...lub inne", jakby zamierzając delikatnie wypytać pannę August, co do jej preferencji. Lepiej zawczasu przygotować się na różne opcje. Cóż czeka ją w najbliższej przyszłości w nowej pracy? Tego jeszcze wiedzieć nie mogła, a jedynymi, którzy byliby w stanie to uczynić, zaliczaliby się albo do jakichś wiedźmich wróżek, albo jasnowidzów o wątpliwej opinii...
Veilore nie była jednak osobą, która potrzebuje znać swoją przyszłość. Korzystała z teraźniejszości i to na niej najbardziej się skupiała. Jeśli dowiedziałaby się, że wracając nocą do mieszkania, w którymś z kolei zaułku czaiłoby się śmiertelne zagrożenie, a ominąwszy ów drogę, jaką miałaby pewność, że na innej ścieżce nie napotka czegoś innego? Przyszłość była losem, przyszłość stanowiła jedną wielką pajęczą sieć, której jedne nitki zrywały się, znikały bezpowrotnie, a inne zostawały właśnie stworzone, przy czym wszystkie łączyły się ze sobą i mogły prowadzić zarówno do tego samego wydarzenia, jak i innego.
Ach, ale poznanie swej podopiecznej w niczym by nie zaszkodziło!
Vei przytrzymała dłonią kosmyki, kiedy od boku naparł na spacerowiczki silniejszy podmuch wiatru. Zgarnęła je następnie do tyłu.
Oczywiście, mogła niczym cień iść lub stać u boku Annabeth i udawać niewidzialnego anioła stróża, skoro jednak już zaczęły rozmowę, postanowiła nie tylko odpowiadać, ale również pytać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Annabeth
Księżniczka doznań
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 19/08/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sob Paź 17, 2015 11:59 am

Droga nad rzekę była taka urokliwa! Wszędzie górowała miejsca infrastruktura - to, co August lubiła najbardziej i gdzie spędzała największą część życia. kiedy tak szła wraz z Veilore, zerkała na znajome alejki, którymi jeździła niejednokrotnie. Czy to z bratem, czy samotnie, albo z przyjaciółkami. Swoją drogą - dawno się z żadną nie widziała! Może przydałoby się wydać jakieś przyjęcie w rezydencji? Ostatnio zrobiło się tam tak pusto... Pewnie przez to, że Caspar zwolnił kilka osób, dając na ich miejsce inne, bardziej zasadnicze jednostki. Teraz nie mogła już wyskakiwać oknem, bo para stróży zatrzymywała ją za każdym razem! A jej brat się dziwił, dlaczego wracała później. Oczywiście dlatego, że gdyby próbowała przyjść wcześniej, to już by nie wyszła. A zależało jej, żeby całymi dniami udzielać się towarzysko! Która dama nie szukała miejsc, gdzie mogłaby nagłośnić imię rodziny? Pewnie tylko jakieś pomywaczki, których nie wpuszczano na dwory pańskie. Właśnie, ciekawe co u Marii. Dziewczyna pracowała kiedyś u Augustów w pralni i nie raz pomagała w niej ukryć jakiegoś kolegę, czy koleżankę Annabeth. Brat nie oszczędził nawet jej, ale Bettie nie miała serca, żeby dać jej od tak odejść. Całe szczęście, że dziewczyna była ładna, bo bardzo szybko znalazła jej bogatego męża. I się w sobie zakochali! Z drobną pomocą rudej wiedźmy, ale dowiedziała się o tej parze tyle, że nie było opcji, żeby się rozeszli.
Wróćmy do teraźniejszości. Veilore zadała jej pytanie. Do tej pory Ann dużo mówiła, były to jednak stwierdzenia i blondynka tylko na niektóre odpowiadała. Nie dziwne, bo co można było odpowiedzieć na zdania w stylu: "oh, a tam odbył się kiedyś koncert pianistów!". Co najwyżej "aha". Ruda nie miała tym samym za złe swojej towarzyszce, że niewiele wnosiła do jej stwierdzeń. Ale ucieszyła się, kiedy zadano jej pytanie. W końcu czas na poważny dialog!
- Oh, Veilore, wiesz, często nawet nie wiem gdzie idę. Wszystko zależy od towarzystwa z jakim mam przyjemność przebywać. Kawałek stąd jest pracownia artysty, który robi tatuaże. Kiedyś zdarzyło mi się patrzeć i powiem ci, że to nic przyjemnego - poinformowała, wzdrygając się na wspomnienie wszystkich tamtych igieł - A ty? Gdzie się kręcisz, kiedy nie musisz za nikim chodzić? - zapytała, patrząc na kobietę z uśmiechem. Owszem, ciekawiło ją to. Wyglądała na taką, co równie dobrze może pojawiać się na wszystkich elitarnych wydarzeniach, jak i pod przykrywką stołować się w podziemnych spelunach. Chociaż to drugie było mniej prawdopodobne w przypadku jej pani ochroniarz. Znaczy, nie żeby oceniała, skądże. Po prostu wysnuła wniosek.
Kiedy wiatr zawiał mocniej z jednej ze stron Ann zaczęła żałować, że nie wzięła niczego cieplejszego. Rozejrzała się w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby jej jakieś okrycie podarować. Natrafiła wzrokiem na kobietę w okolicy trzydziestki, która była owinięta pięknym, brązowym szalem. "Do dzieła, Ann." - pomyślała ruda, używając swojej mocy na tamtej. Posłała jej sporo współczucia, oraz chęci dzielenia się, przy okazji zwracając na siebie uwagę kichnięciem.
- No nie, zaczyna robić się zimno. - westchnęła i kobieta momentalnie była przy Annabeth i Veilore. Stwierdziła, że jest jej ciepło, podała szal Ann, pozdrowiła obie kobiety i odeszła w drugą stronę. Bettie z zadowoleniem posłała jej sporą dozę zadowolenia, oraz uczucie spełnienia, owijając się szalem w tym czasie.
- Bardzo lubię to miasto. - dodała, kiedy jej ramiona były już okryte brązowym materiałem. - Mam nadzieję, że ta altruistka nie zmarznie. - powiedziała, wzdychając nieco teatralnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 183
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Paź 18, 2015 10:40 pm

Wysłuchała odpowiedzi rudowłosej dziewczyny i uśmiechnęła się lekko, bo zapowiadało się na tysiące kilometrów przechadzek, a Veilore bardzo sobie je ceniła, nie tylko dlatego, że po drodze można zasłyszeć wiele różnych plotek i wieści, ale były po prostu przyjemne. Co to za życie, podczas którego trzeba przez większą część dnia siedzieć w jednym miejscu!? Vei z trudem wyobrażała sobie coś takiego, a myśl taką zakończyła stwierdzeniem, że muszą być to bardzo nieszczęśliwi ludzie.
Tak czy inaczej, jej towarzyszka miałaby niemały problem z ucieczką (jeśli zamierzała wprowadzić ją w życie), bo Vei w niczym nie przypominała jednego z tych ochroniarzy, którzy wydawali się stworzeni z jednej bryły, cechowali się ospałymi ruchami, a jedynym powodem wybrania dla siebie tej pracy, był fakt posiadania znacznego umięśnienia. Niestety często brakowało im spostrzegawczości i chroniona osoba lub rzecz potrafiła zniknąć im sprzed oczu.
Blondynka lekko uniosła złocistą brew ponownie zerknąwszy na swą podopieczną.
Myślałaś kiedyś zrobić sobie tatuaż, Annabeth? – zapytała nieco zaskoczona zainteresowaniem takim miejscem. Czy wyłącznie ciekawość przywiodłaby młodą pannę do tatuażysty? Może chciała sprawdzić jak wygląda proces powstawania takiego dzieła przed podjęciem ostatecznej decyzji?
Zamyślona wróciła spojrzeniem przed siebie, ale tym razem nie skupiała się już na powodzie wybrania się do pracowni. Veilore zaczęła się zastanawiać, czy zrobienie sobie tatuażu w paru miejscach nie byłby dobrym sposobem na zakrycie blizn. Co prawda nie przeszkadzały jej wcale, wstydzić się ich też szczególnie nie wstydziła. Ale może jakoś ładniej, ciekawiej by to wyglądało?
W każdym razie... wiedz, że nie łatwo mnie zmęczyć. Właściwie miło mi słyszeć, że lubisz odwiedzać tyle miejsc, Annabeth.
Na samym początku, zanim jeszcze doszło do spotkania, kiedy jeszcze niewiele wiedziała o swym przyszłym zajęciu, Vei była pewna, że praca, którą ma przyjąć, będzie dosyć nudna. W końcu co miała robić dobrze urodzona dziewczyna? Wałęsać się po ogrodach? Tańczyć na bankietach? Kiedy dowiedziała się, że pilnowanie panny August, może okazać się niekiedy wyzwaniem, od razu zrodziła się w niej nowa energia.
Ja? – Odwzajemniła uśmiech dziewczyny. – Mam nadzieję, że wybaczysz mi to małe nawiązanie do pracy. Nie zajmuję się wyłącznie ochroną. Zależy, co akurat się znajdzie – sprostowała, po czym dalej kontynuowała już odpowiadając na pytanie. – Sama z siebie lubię wędrować tu i tam, kiedy mam wolną chwilę. – Przecież nie powie, że przy okazji dowiaduje się co oraz gdzie się wydarzyło, dzieje, a nawet co ma się stać. Sens jednak został zachowany, uwielbiała łazikować i czyniła z tej czynności jeden z przyświecających celów, a myszkowanie w miejscach, od tych lepszych, po te gorsze, było zupełnie odrębną częścią tej samej czynności.
Odwiedzam lepsze i gorsze miejscówki. W zależności od ochoty i kwoty, którą akurat dysponuję. Staram się wszędzie dobrze bawić. Czasem zdarzy mi się poświęcić trochę czasu na bibliotekę...
Cóż, książki nie trzymała w kieszeni dla ozdoby. Tego akurat można byłoby się domyślić. Umiała dobrze czytać i pisać, jak na mieszkankę zaliczającą się do niższych sfer – w końcu nikt nie znał jej prawdziwego pochodzenia.
Niekiedy z grupą dzieciaków idę ich pouczyć fechtunku, a innym razem, możesz mi nie wierzyć, Annabeth, ale to prawda, funduję sobie wejściówkę na koncert wiolonczelowy.
Oczywiście ostatnie nie miało miejsca nazbyt często. Rzadko mogła sobie pozwolić na taki wypad, ale z drugiej strony stawały się one wyjątkowe, mogła w pełni się nimi rozkoszować w przeciwieństwie do stałych bywalców, na twarzach których dostrzegała znudzenie albo obojętność. Jakby przychodzili bardziej dla pokazu, niż dla muzyki.
Ach, nie mogłabym też zapomnieć o lesie, to znaczy Ponurym borze. Mam tam chatkę. – Mrugnęła do swojej towarzyszki. – To taka moja tajna baza.
W międzyczasie przyglądała się kobiecinie, która nagle zaczęła zmierzać w ich stronę, a następnie wręczyła swój szalik Annabeth. Chciała coś zaproponować, udanie się do jakiejś ciepłej herbaciarni albo chociaż swój płaszcz, ale zanim cokolwiek powiedziała, a nawet nim zdążyła o tym pomyśleć, kobieta zmieniła tor swojego chodu, ruszyła ku płomiennowłosej dziewczynie i oddała jej ów ciepły materiał. No nic! Nieważne.
Oby nie miała daleko do domu. – Veilore obejrzała się przez ramię, odprowadzając spacerowiczkę wzrokiem. – Chodźmy dalej. Gdyby nadal ci było zimno, możesz mi o tym powiedzieć.

SESJA ZAWIESZONA RACZEJ NA ZAWSZE

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t161-veilore-silver-hand
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 260
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Pon Mar 13, 2017 7:55 pm

Wiele tygodni minęło, odkąd Vivian ostatni raz zdecydowała się wybrać do miasta. Nie bez powodu - wypadek w kamienicy sąsiadującej z zakładem zegarmistrzowskim wzmógł czujność nie tylko straży, lecz również Inkwizycji. Bywający w Wishtown cyrkowcy donieśli o większej niż zwykle liczbie patroli, kontrolujących tereny nie tylko w pobliżu miejsca incydentu, ale również w pozostałych rejonach miasta. Czarownica, w przeciwieństwie do niektórych członków trupy, nie miała zamiaru ryzykować i niebezpieczny czas spędziła w Cyrku i okolicznych lasach. Teraz jednak sytuacja uległa zmianie.
Optymistyczne relacje głosiły, że wszystko wróciło do normy. Vivian, jak to miała w zwyczaju, odczekała jeszcze parę dni, nim postanowiła sama wybrać się na wyprawę do miasta. Nie zabawiła w nim długo, krótko pospacerowała po rynku i targu, dla niepoznaki kupując nieistotny drobiazg. Wracając, celowo obrała dłuższą drogę, która jednocześnie umożliwiłaby czarownicy zgubienie ewentualnego szpiega.
Po kilkunastominutowej wędrówce uliczkami Vivian w końcu wyszła na nieco bardziej otwartą przestrzeń. Bynajmniej nie ucieszyła się zmianą scenerii, gdyż oznaczało to tylko jedno - dotarła do rzeki, którą koniecznie musiała przekroczyć, by móc dostać się do Cyrku. Na ogół unikała owej niepozornej wody, tym razem jednak była zmuszona nie tylko się doń zbliżyć, a na dodatek przejść przez most. Wcześniej tego samego dnia podołała zadaniu, jednocześnie narażając się na kpiące i ciekawskie spojrzenia przypadkowych mieszkańców. Bo któż nie zwróciłby uwagi na niewiastę, która najpierw dłuższą chwilę wzbrania się przed wejściem na most, na następnie stąpa po nim tak ostrożnie, jakby lada moment miał runąć? Vivian po prostu bała się wody i nawet warstwa lodu na powierzchni rzeki nie zmniejszała jej strachu.
Czując nieprzyjemny skurcz w okolicach żołądka, kobieta niechętnie podeszła do mostu, a po krótkiej chwili zawahania wkroczyła na tworzące go drewniane deski. Pomimo bijącego szybko i mocno serca oraz dreszczy przebiegających po plecach, starała się iść jak najpewniej i najszybciej. Nawet jeśli dziesiątki, a może setki ludzi codziennie chodziło tym mostem, nawet jeśli sama już dzisiaj przez niego przeszła, nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że lada moment jakaś zdradziecka deska, nadgryziona zębem czasu, nie wytrzyma pod ciężarem kobiety i przełamie się wpół. Niemożliwe, by lód przetrwał upadek czarownicy z takiej wysokości, a wtedy... Niee, Vivian naprawdę wolała nie myśleć, co wtedy.
Choć spacer po moście nie trwał długo, dla Vivian chwila ta dłużyła się w nieskończoność. Gdy wreszcie stanęła na twardym gruncie, odetchnęła z ulgą, a na jej twarzy wymalowała się prawdziwa radość. Prawdopodobnie największą przeszkodę miała już za sobą, więc pełna nowej energii ruszyła do przodu dziarskim krokiem. I w tym momencie popełniła błąd.
Poślizgnęła się, momentalnie tracąc równowagę. Na twarzy czarownicy zdążył wymalować się tylko wyraz zdumienia, a ułamek sekundy później upadła na ziemię, jednocześnie puszczając torbę z rzeczami. Kobieta przeklęła cicho, lecz wyraźnie i zaraz podjęła się prób dźwignięcia na nogi. W pośpiechu złapała torbę i od razu zarejestrowała, że jej zawartość rozsypała się dookoła. Chwyciła tych parę drobiazgów i sprawdziła, czy nic się nie zgubiło. Co prawda nie powinno, ale... och.
Czegoś brakowało. Czegoś ważniejszego od zwykłego kawałka bandaża czy błyskotki kupionej na targu. Vivian z lekkim stresem zaczęła szukać małej buteleczki z drogocenną (dla niej) zawartością, najpierw w torbie, a później na ziemi w pobliżu swojego upadku. Bezskutecznie. Nie mogła przecież wyparować, prawda? Wzrok kobiety zataczał coraz większe okręgi, aż wreszcie natrafił na zgubę. I wcale nie ucieszyło to czarownicy. Buteleczka musiała się stoczyć z lekko pochyłego terenu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że zatrzymała się dopiero poza bezpiecznym brzegiem. Gdyby nie warstwa lodu, flakon już dawno znalazłby się na dnie rzeki.
Vivian wpatrywała się niepewnie w swoją własność, znajdującą się niby tak blisko, a jednak daleko. Szybko oceniła odległość, z żalem uświadamiając sobie, że nie zdoła ot tak dosięgnąć buteleczki, a w pobliżu nie było niczego, czym mogłaby spróbować przysunąć flakon. Nie wiedziała, co zrobić. Rozsądek podpowiadał, że wkroczenie na lód zdecydowanie nie jest roztropnym posunięciem. Każdą inną rzecz pozostawiłaby za sobą i nawet nie obejrzałaby się, uznając ją za niegodną ryzyka, jednak antidotum... To ostatnie stworzone przez Eleanor, nim jej żywot został zakończony na grupowej egzekucji czarownic. Vivian nie mogła tak po prostu machnąć na nie ręką.
Zastanawiała się parę dobrych minut. Myśl o tym, że lada moment mogłaby znaleźć się nad być może głęboką wodą, za jedyną osłonę mając niepewne parę centymetrów lodu, paraliżowała ją dogłębnie, uniemożliwiając wykonanie choćby najmniejszego gestu. Nie potrafiła ani sięgnąć po buteleczkę, ani odejść z pustymi rękoma. W końcu zacisnęła dłonie w pięści, uświadamiając sobie żałosność swojej postawy. Okazywała hart ducha w znacznie gorszych sytuacjach, czemu więc teraz drżała na brzegu rzeki niczym dziecko? Widziała wiele i przeżyła wiele, a mimo to wciąż nie potrafiła przezwyciężyć swojego strachu...
Przecież to tylko parę kroków. Załatwi to szybko. Wystarczy, aby nie myśleć o toni tuż pod stopami. Chwycić buteleczkę i natychmiast się wycofać, tak, tak... Vivian zrzuciła z siebie instynktownie płaszcz, chcąc zmniejszyć swoją masę. Niewiele to zapewne dało, jednak pokrzepiło nieco wciąż przerażoną swoimi działaniami kobietę. Rozejrzała się jeszcze pobieżnie, czy nikt nie nadchodzi, jednak nie skupiła się wcale na otoczeniu, w rzeczywistości odwlekając chwilę wejścia na lód. Nie mogła tego czynić w nieskończoność.
Przełamała się. Pierwszy krok był najgorszy, a zarazem niesamowicie delikatny. Stąpała ostrożnie, wystrzegając się nadmiernego pośpiechu. Serce łomotało jej w klatce, w uszach szumiało, lecz to wszystko nie miało znaczenia, nie teraz, gdy ze wszystkich sił koncentrowała myśli tylko na buteleczce. Była już tak blisko, tak blisko. I nareszcie!... Złapała ją! Przycisnęła zgubę do mostka, czując jednocześnie falę szczęścia i lęku przed drogą powrotną. Obróciła się z nieco szybszym tempem niż jeszcze przed chwilą, a nadmiar hamowanych do tej pory emocji nieco zawrócił jej w głowie. Krok, który wykonała, był nieco zbyt mocny.
Powietrze przeszył suchy trzask. Vivian ze zgrozą w oczach spojrzała na lód pod swoimi stopami. Już była gotowa zaryzykować i wielkimi susami przebyć drogę do brzegu, lecz nie było jej dane nawet spróbować. Tafla pękła pod ciężarem kobiety, zaś ona sama wpadła do lodowato zimnej rzeki, wydając z siebie tylko przeraźliwy krzyk, zaraz zagłuszony przez wodę wdzierającą się do ust.
Spełnił się jeden z jej najgorszych koszmarów - zaczęła się topić.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Mar 26, 2017 8:20 pm

Nie była jakimś wielkim miłośnikiem przemierzania okolicy, gdy wokoło było widać tylko i wyłącznie ośnieżoną okolice. Hawke mimo wszystko lubiła ciepło, a takie wędrówki były skazane na jakieś jej części odczucia chłodu na policzkach i nosie. No i poza miastem nie miała zbytnio co robić w zimę, ani to nie szło pograć sobie na lutni na odludziu, ani napełnić brzuch jagodami i jeżynami. Nic, a nic do roboty... No, chyba, że zawędrowała do pewnej chatki... Heh... Ale nie tym razem. Dziś musiała pozałatwiać parę rzeczy na mieście i jego obrzeżach. I jakoś tak zawędrowała w okolice niepozornej rzeczki i mostu, na którym uwielbiała się zatrzymywać w wiosenne i letnie dni i patrzeć na wodę. Nie spodziewała się tu spotkać niczego nadzwyczajnego, ani tym bardziej wplątać się w ratowanie komuś życia, ale cóż, los chciał widocznie inaczej...
Szła dość powoli, wpatrując się w swoje buty. Była ewidentnie zamyślona. Zdawała się nie zwracać uwagi na nic innego niż droga, ale to tylko do czasu. A dokładnie do momentu, gdy usłyszała, że coś właśnie rąbnęło ze sporą siłą do wody, kolejnym bodźcem do oprzytomnienia był urwany krzyk. Od razu się ogarnęła i szybko przeleciała okolice wzrokiem. Jej tęczówki o burzowym kolorze spoczęły na postacie w wodzie. Bez większego rozmyślania rzuciła się na ratunek. Podbiegła do brzegu rzeki, zrzuciła płaszcz i położyła na brzuchu na lodzie. Podczołgała się jak najszybciej do dziury, próbując złapać tonącą osóbkę i wyciągnąć ją z lodowatej wody. Może jej zachowanie było szczytem głupoty dla niektórych, ale no... Głupio dać komuś utonąć, gdy się tuż obok. Teraz nie było czasu na wahanie się, pytania czy czekanie na dalszy ciąg. Tu trzeba było działać i tyle.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 260
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sro Mar 29, 2017 1:50 pm

Panika wezbrała w niej natychmiastowo, tłumiąc logiczne myślenie, a władzę nad ciałem oddając instynktom. Vivian rozpaczliwie machała rękoma w zdawałoby się daremnej walce o utrzymanie się na powierzchni. Nawet gdy czasem natrafiła dłońmi na powierzchnię lodu nieopodal siebie, zaraz się z niej ześlizgiwała, zanurzając się jeszcze głębiej. Nie krzyczała już o pomoc. Woda była wszędzie, czarownica krztusiła się, a w każdej chwili zalewały ją nowe fale. Czuła każdy mięsień, wyjący z wysiłku, każdy najmniejszy skrawek skóry, niemalże zlodowaciałej, a jednak palącej jakby żywym ogniem. Wciąż walczyła, instynktownie, pomimo narastającego osłabienia, pomimo paraliżującego strachu, pomimo bezsilności wżartej głęboko w umysł. Walczyła uparcie, walczyła wytrwale, jednak...
Czyjeś dłonie zacisnęły się na ramionach Vivian, by zaraz mocno pociągnąć ją w górę.
Nie opierała się. Oszołomienie nie pozwoliło jej od razu zorientować się w sytuacji, jednak odruchowo starała się nie przeszkodzić wybawicielce, której jeszcze nie zdążyła się przyjrzeć.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Kwi 13, 2017 9:00 pm

Jakim cudem nie wylądowała z dziewczyną w lodowatej wodzie, a dodatkowo wyciągnęła ją na brzeg? No, właśnie jakimś cudem udało jej się wyciągnąć na stały ląd kobietę. Hawke po tym wyczynie ciężko oddychała, a po plecach ciekły jej krople potu. Zaraz na chwilę walnęła się na biały śnieg.
- O, bogowie… Wszystko w porządku, prze pani? Cała pani jest? - wyrzuciła z siebie, podnosząc się. Szybko ogarnęła, że w sumie to nie ma teraz czasu na odpoczynek. Trzeb zadbać o uratowaną nieznajomą. Wzięła swój płaszcz, aby zarzucić go na ramiona kobiety.- Da pani radę iść? Trzeba panią zabrać w ciepłe miejsce, bo się jeszcze pochorujesz poważnie. Tego raczej pani nie chce, prawda? Jest tu niedaleko karczma, w której wynajmuje pokój. Możemy tam spokojnie zawitać, jeśli pani chce - mówiła dalej. Oj tak, jak już uratowała kogoś to miała zamiar mu zapewnić pomoc do samego końca, a wiadomo, że w przemoczonych rzeczach nie można sobie od tak chodzić kawał drogi w taki mróz. Wzdrygnęła się lekko z zimna, ale zaraz owinęła szczelniej szalik i potarła dłońmi o ramiona, aby je trochę rozgrzać.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 260
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Pon Kwi 24, 2017 7:28 pm

Kiedy Vivian znalazła się na brzegu, zaczęła kaszleć mocno i wytrwale, pozbywając się z dróg oddechowych resztek wody. Tylko dzięki temu w końcu była w stanie wziąć głęboki wdech, przynoszący jednocześnie falę ulgi i bólu podrażnionych tkanek. O tak, powietrze paliło niczym ogień, a jednak kobieta łapczywie je łapała, wiedziona najbardziej podstawowymi instynktami. Zbierała siły z dłońmi opartymi o ziemię i wzrokiem wbitym w biały śnieg, wciąż roztrzęsiona i przeżywająca wypadek sprzed chwili. Minął dłuższy moment, nim jakkolwiek doszła do siebie i zorientowała się, iż jej wybawicielka kieruje do niej jakieś słowa. W odpowiedzi na pierwsze pytanie czarownica kiwnęła jedynie głową, a zaraz po tym znów się rozkaszlała.
- Tak, chyba tak, już zaraz wstanę... - odparła zachrypniętym głosem, lecz wciąż pozostała w tej samej pozycji.
Choć odczuwała ogromną wdzięczność za ratunek i troskę, Vivian nie zamierzała przystawać na propozycję kobiety, choć wydawała się ona najrozsądniejsza ze wszystkich możliwych opcji. Planowała podziękować, zabrać swoje rzeczy i uciec jak najszybciej do Cyrku, gdzie będzie mogła zaszyć się w swojej przyczepie i w spokoju całkowicie otrząsnąć się z tego jakże negatywnego przeżycia. Przytrzymała ręką płaszcz i w końcu ruszyła się, niezbyt zgrabnie przysiadając na piętach. Rzeczy czarownicy leżały gdzieś nieopodal, ona sama mocno ściskała w dłoni niedawną zgubę, a jej wybawicielka szczęśliwie nie okazała się inkwizytorką, chociaż Vivian i tak nie chciała ryzykować dalszego kontaktu. Otworzyła usta, by wymówić słowa podziękowania i wyjaśnienia, jednocześnie spoglądając prosto na twarz Hawke...
...jednak zamiast się odezwać, zamrugała intensywnie. Kobieta zdecydowanie jej kogoś przypominała.
- Dziękuję - wychrypiała zaraz cicho, szukając w myślach konkretnego wspomnienia. - Gdyby nie pani...
Nie dokończyła. Na samą myśl przejęła ją zgroza, która odmalowała się nawet na zwykle spokojnym obliczu Vivian. A zaraz po tym nastąpiło olśnienie.
Przypomniała sobie, skąd kojarzy postać swojej wybawicielki. Niejednokrotnie widziała ją w towarzystwie Astaroth na terenie Cyrku, lecz nigdy nie miały okazji się poznać. Czarownica nie zdziwiłaby się, gdyby kobieta nawet jej nie kojarzyła, w końcu Vivian nie lgnęła do ludzi odwiedzających Cyrk. Mimo to świadomość, że ma przed sobą kogoś obdarzonego zaufaniem innej cyrkówki, ba, innej czarownicy, znacząco odmieniała sytuację. Prawdopodobnie przeraźliwe zimno również miało w tym swój udział.
- To chyba nie jest zły pomysł... - odrzekła wciąż niepewna, jednak z każdą chwilą propozycja Hawke jawiła się coraz bardziej kusząco.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 408
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Maj 25, 2017 9:33 pm

Trochę ją zaniepokoił ten dość długi kaszel. A może zamiast do karczmy powinna ją zabrać do lekarza? To zdawał się być całkiem dobry pomysł, ale z drugiej strony włóczenie się w mokrych ciuchach już do takowych nie należał. Było to wręcz samobójstwo. Bogowie… Selene by ją chyba zamordowała, gdyby ciemnowłosa rozchorowała się przez takie coś. Tak, mało, że byłaby chora to jeszcze pobita. No, normalnie zajebiste połączeni. Nie ma co.
Kucała niepewnie obok nieznajomej, niezbyt wiedząc co powinna dokładnie zrobić. Nim się ogarnęła, poczuła jak lekkie dreszcze spowodowane zimnem zaczęły chodzić po jej ciele. Tak, cokolwiek miała zamiar zrobić, powinna uczynić to jak najszybciej.
Wcześniej nie miała czasu przyjrzeć się twarzy nieznajomej. Cóż, takie akcje raczej temu nie sprzyjają, prawda? Jakim byłoby trzeba być idiotą, aby podczas wyciągania kogoś z lodowatej wody lampić się przez dłuższą chwilę na jego twarz? Jednak teraz miała chwilę na przyjrzenie się twarzy nieznajomej i o dziwo ją skojarzyła. Na początku nie wiedziała skąd, ale po dłuższej chwili namysłu zrozumiała, że kobieta kilka razy mignęła jej, gdy Hawke była u Astaroth w cyrku. Jednak nigdy nie miała możliwości z nią pogadać czy nawet wymienić jakiś słów.
- Nie ma sensu zastanawiać się nad tym co było – powiedziała szybko. - Ważne, że była w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie – dodała zaraz. W końcu Hawke wyznawała regułę, że nie było co gdybać nad innymi opcjami. Ważne, że ta przygoda jak na razie miała szczęśliwe zakończenie.
Ciemnowłosa zaraz wstała, gdy nieznajoma postanowiła w końcu podjąć jakaś decyzję. Zaraz podała jej dłoń, aby pomóc jej wstać. Ta… Jaki dżentelmen z Erin, nie? Cóż, to był dla niej jakiś taki zwyczajny odruch. Zazwyczaj starała się traktować inne kobiety z szacunkiem. Ta, podejście, że będę cię szanować jeśli i ty to zrobisz wobec mnie.
- No to chodźmy – odparła, a gdy ta wstała i była gotowa do drogi ruszyła w kierunku karczmy.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 260
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Cze 11, 2017 3:37 pm

Vivian automatycznie przytaknęła słowom Hawke, mimo wszystko mając świadomość, że wizja nieszczęśliwego zakończenia tego wypadku i tak nie opuści jej prędko. Nawet jeśli zamknie przed nią umysł, ona i tak wróci, jeśli nie za dnia, to w nocy w postaci mary sennej. Niespodziewanie rozdrapane stare rany zaczęły krwawić goryczą i głębokim niepokojem, które w połączeniu z jeszcze świeżym panicznym przerażeniem stworzyły ogromny ładunek emocjonalny, przypominający bombę z opóźnionym zapłonem. Całe szczęście nagłe rozpoznanie swojej bohaterki w pewien sposób odciągnęło czarownicę od pogrążenia się w tych uczuciach, przynajmniej tymczasowo, choć wciąż odczuwała skutki konfrontacji z jednym ze swoich największych lęków. Ujęła wyciągniętą dłoń Erin i wstała, kiwnięciem głowy i niepewnym uśmiechem dziękując za pomoc.
- Do której gospody idziemy? - zapytała wciąż zachrypniętym głosem, jednocześnie zbierając swoje rzeczy. Nie znała wszystkich karczm w mieście, więc wykorzystała to, by jakoś zagaić do Hawke. Cichy głosik nieufności i ostrożności wciąż podpowiadał czarownicy, iż nie powinna ot tak zawierzać osobie, której praktycznie nie zna, a jednak Vivian zdecydowała się zaryzykować. Zamarznięcie gdzieś po drodze do Cyrku byłoby niezwykle głupim i żałosnym zakończeniem życia, które wiodła.

//ztx2

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Alistair
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 08/09/2017

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Wto Mar 27, 2018 5:35 pm

Reacher musiał zabić w jakiś sposób kilka godzin, nim dostanie się do punktu docelowego swej wędrówki jakim to było centrum miasteczka. Dla kogoś, kto był wszechstronnie wyszkolony do stosowania przemocy i zabijania nie stanowiło to większego problemu. A tego pięknego, słonecznego dnia nad alejami biegnącymi wzdłuż okolicznej rzeki Alistair musiał zabić jedynie swój czas, którego po opuszczeniu armii nie potrafił w większości przypadków dobrze spożytkować. Nadciągnał od zachodu, spacerując niespiesznym krokiem w cieniu drzew, okazjonalnie wygrzewając się w promieniach słonecznych, padających na jego skupioną twarz w przerwach między drzewami oraz innymi daglezjami. Bez kapelusza, czarnowłosy, w ciemnym fraku wykonanego z przyzwoitego jak na ogólnopanujące standardy modowe materiału, mógł uchodzić za człowieka interesu. Reacher westchnął cicho, rzucając wzrokiem na płynącą swoim rytmem rzeczkę. Stwierdził, że już czas najwyższy co by pomyśleć nieco na temat jego pobytu tutaj. Wypadałoby w jego przypadku znaleźć jakieś miejsce w którym to będzie mógł tymczasowo spocząć i zaplanować co dalej. Dotychczas bowiem wiódł żywot włóczęgi, podróżując po miastach i wioskach bez jasno określonego celu. Przyzwyczaił się do takiego trybu życia, szczególnie że przez znaczną część mówiono mu gdzie ma iść oraz co robić. Ponadto... nigdy nie miał sposobności co by poznać lepiej swój kraj, będac uwiązanym przez dowództwo do jednego miejsca. A skoro znajdował się już w tej jakże uroczej mieścinie, równie dobrze mógł rozpoczać nadrabianie owych zaległości jakie mogły się z nim wiązać. A na samym szczycie tego wszystkiego dochodziły do tego opłaty oraz koszta, które wraz ze spędzonym tutaj czasem zaczną dawać mu się we znaki. Wszystko to zdawało się gnać przez jego umysł, co zmusiło go by zatrzymać się i poukładać ten rwący potok myśli, jednocześnie racząc swe oczy niezgorszymi widokami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mildred Ewangelina Sander
Poruszająca przedmiotami
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2018

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Maj 17, 2018 12:42 pm

| START |

Mildred chodziła po terenach leżących niedaleko Wish River i wypominała sobie głupotę. Jak mogła postąpić aż tak lekkomyślnie? Jak mogła (na pchlim targu oczywiście) sprzedać parę ciepłych, wykonanych przez nią samodzielnie na drutach skarpetek za tak niską cenę? W normalnej sytuacji nie przejmowałaby się tym zbytnio, ale ta sytuacja była nieco inna, a mianowicie, pieniędzy miała coraz mniej. Chyba muszę zacząć oszczędzać, pomyślała staruszka. Sprzedała je tak tanio, gdyż kupić te skarpetki chciał i rzeczywiście kupił chłopiec, który na pewno był jeszcze dzieckiem. I wyglądał raczej na biedaka. A czarownica, która słynęła z nad wyraz miękkiego serca już chciała mu dać te skarpetki za darmo, ale chłopiec uparł się że zapłaci każdą cenę, więc Mildred nie miała wyjścia – musiała od niego wziąć chociaż tę nędzną kwotę pieniężną. A teraz tego żałowała, jednak to uczucie mieszało się z innym – że dobrze zrobiła. To na pewno był dobry uczynek, ale myśl że popełniła błąd górowała w jej umyśle. Dziwne, nigdy w takich przypadkach nie żałowała... No ale cóż.
Tak więc, czarownica, po dość długiej wędrówce zawędrowała na obrzeża miasta, i zawitała tam, gdzie zaczynała się pewna urodziwa alejka. A raczej – aleje. I dopiero teraz zorientowała, że znajduje się przy rzece, bo obmyślając jaka to ona jest głupia, nie zdawała sobie zbytnio sprawy z tego, gdzie się znajduje ani w jakim kierunku zmierza. Chociaż początkowo można było sądzić inaczej. Kiedy już się zorientowała w pełni w swoim położeniu, zaczęła cieszyć oczy tutejszą zielenią. Obserwowała uważnie rośliny, kiedy nagle zdało jej się, że gdzieś z oddali mignęła jej jakaś obca sylwetka, która taką się wydawała tylko z początku. Po chwili ujrzała twarz, i uznała że skądś ją kojarzy... tylko skąd? Mildred początkowo tylko stała i obserwowała tę osobę, i zaczęła zmierzać w tym kierunku. To, że postać ta nie stała po przeciwnej stronie rzeki, działało na korzyść czarownicy. Tak było jej o wiele łatwiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistair
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 08/09/2017

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Czw Maj 17, 2018 7:01 pm

Reacher w swoim życiu nigdy nie potrzebował zbyt wiele. Cały jego majątek oscylował wokół kilku miedziaków które miał pochowane po kieszeniach oraz książeczki wojskowej. Ba, nawet i ubrań się pozbywał kiedy uznał że są wystarczająco zużyte i resztę swoich pieniędzy przeznaczał na zakup nowych. Zdawałoby się więc, że Alistair z powodzeniem mógłby zostać uznanym za człowieka, który klepał równą biedę z niezliczoną ilością innych osób, jakich na pęczki to można było spotkać w różnych zakątkach miast. Zdradzał go jedynie wygląd. Nijak można było go przyporządkować do tej grupy w tym ogromnym układzie zwanym społeczeństwem, kiedy nosił gustowne ubrania jakich nie powstydziłby się żaden lord lub inny władyka. Tymczasem Thomas, stojąc pośród zieleni, zupełnie zafascynowany nią nie zwrócił jakiejkolwiek uwagi na fakt że oprócz niego znalazła się w pobliżu jakaś inna osoba. Nie żeby go to w jakiś sposób interesowało, albowiem było to miejsce dostępne dla wszystkich toteż każdy, niezależnie od wieku czy statusu społecznego mógł tutaj przyjść i podziwiać widoki jakie generowało to miejsce. Co dziwniejsze, nie czuł na sobie wzroku kiedy ta sama osoba obserwowała go od kilku chwil, a na tym punkcie był szczegółnie wyczulony - jeszcze jeden defekt, będacy wynikiem służby w wojsku. Trudno było orzec czy była to wina tego zwodniczo pięknego miejsca, czy też czarnoksięskie sztuczki czarownic, o których to szumno było od dłuższego czasu. Zareagował dopiero, kiedy jego słuch zarejestrował czyjeś kroki, które stawały się coraz głośniejsze. A zareagował, spoglądając na nią spod znużonych oczu nie poruszywszy się choćby na milimetr. Niby nic wielkiego, choć podczas takich chwil lepiej by ktokolwiek go nie zastawał zaabsorbowanego takimi rzeczami, bowiem stąd już krótka droga do tego by skończyć jako ochłap dyndający na maszcie Inkwizycji albo zaprawa w jakimś murze. Sama postać, po dość intensywnej chwili jaką było wpatrywanie się w jej lico, nie sprawiała wrazenia agresywnej. Już prędzej ciekawskiej, jak to zdołało przylgnąć do osób w podeszłym wieku. W pewnej chwili, zapewne jak i ona sama w stosunku do jego osoby, zdołał rozpoznać ją zanim jeszcze zdołała cokolwiek powiedzieć. Widywał ją nade często w czasach, kiedy jeszcze przyodziewał swój mundur. Jako jedna z nielicznych osób z tamtego okresu zdołała mu utkwić w pamięci dzięki swojemu miłemu usposobieniu, czego w jednostkach wojskowych próżno było się doszukiwać (szczególnie u przelożonych...). W mig przypomniał sobie czas różnorakich pogawędek, które były dla niego jedną z kilku rzeczy jakie pomagały mu oderwać się od posługi jaką wówczas pełnił. Posłał w jej kierunku szczery, niewymuszony uśmiech co zdarzało mu się niezwykle rzadko. Rzekł również...
- Kogóż to moje oczy widzą. Czyż to nie szanowna pani Mildred? Słowo daję, jak na swój wiek trudno odmówić pani żwawości!
Rzucił naprzeciw niej w duchu rozradowany tym niecodziennym spotkaniem. Nie przypuszczał bowiem że spotka ją właśnie tu. Szczególnie iż odkąd wyrwał się ze swej macierzystej jednostki nie utrzymywał kontaktów z kimkolwiek..
.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mildred Ewangelina Sander
Poruszająca przedmiotami
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2018

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Pią Maj 18, 2018 5:14 pm

A jednak, znała tę osobę. I ta osoba najwidoczniej również zauważyła ją samą, a serce Mildred uradowało się z tego powodu. Przecież to... Alistair, we własnej osobie! Miała często okazję pogadać z tym młodym mężczyzną, który w oczach czarownicy uchodził oczywiście za dziecko. Tak to już jest, jak osiągnie się tak pokaźny wiek. Wydawało jej się, że (słusznie bądź nie) znajoma postać zaczęła zmierzać ku niej samej. A słysząc komplement, początkowo nie wiedziała co odpowiedzieć, ale wiedziała, że na to ma czas – zanim obie postaci znajdą się blisko siebie (możliwe, że tylko dzięki kobiecie, która zmierzała w jego kierunku, ale niekoniecznie), trochę to potrwa. W trakcie, gdy dystans dzielący "znajomych" zmniejszał się powoli, uśmiech nawet na chwilę nie znikał z pomarszczonej, naznaczonej wieloma latami, acz przyjaznej twarzy.
Dziwne, że staruszka poruszała się tak szybko, co w jej wieku nie było czymś codziennym. Może to  za sprawą komplementu? Bardzo możliwe, że ten napędzał ją duchowo.
Doszło wreszcie do tego, że obie postaci stały teraz naprzeciwko siebie. A z twarzy Mildred ani na chwilę nie zniknął przyjemny, radosny uśmiech. Postanowiła zagadnąć jako pierwsza.
- Alistair... prawda? – mówiąc to, przechyliła nieznacznie głowę na prawy bok. - Jakie to miłe, moje dziecko, że trafiliśmy na siebie! Na dodatek w tak uroczym miejscu! – teraz wlepiła swoje oczy w jego osobę, a w nich było widać głównie bezgraniczną dobroć. - To musi być przeznaczenie. A ty, jak sądzisz? – zachichotała cichutko, co zabrzmiało bardziej jak żabi skrzek, jednak Alistair powinien zrozumieć, jakie zamiary wobec swojego głosu miała Mildred.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistair
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 08/09/2017

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Pon Maj 21, 2018 7:49 pm

Dostrzegł ją również i on sam, co wcale rzeczą trudną nie było albowiem obserwował ją już od kilku dobrych chwil. Nie mniej jej przypuszczenia okazały się być słuszne, albowiem również Reacher spokojnym krokiem zmierzał ku niej by należycie powitać starowinkę. Co jak co, ale wydzierać się na całą okolicę nie lza, a już tym bardziej prowadzić tę uroczą pogawędkę z odległości parunastu metrów. Przy czym również wyglądało to tak, jak by i jemu nie było gdziekolwiek spiesznie. Życie wiecznego włóczęgi sprawiło, że nigdzie nie był w stanie utrzymać się w jednym miejscu dłużej niż tydzień. Dopóki jednak nie zyska tymczasowego źródła dochodu by ponownie zapełnić trzos, zmuszony będzie się tu pokręcić. Kiedy był już na tyle blisko by móc dostrzec każdy detal na jej twarzy, w jednej chwili zdał sobie z faktu jak i ona sama zdołała w tak szybkim tempie skrócić dzielący ich dystans, co w tym wieku powinno stanowić dla niej nie lada wyzwanie. Nijak mógł odgadnąć gdzie leżał ów fenomen a już z całą pewnością nie mógł on mieć związku z jego osobą. Jej uśmiech nie uległ zmianie toteż takim właśnie go zapamiętał - ciepłym, pogodnym, przyjacielskim. Takim co to był w stanie podnieść kogoś z dna i przygotować na każdą burzę. Na próżno mu w nim było więc doszukiwać się czegoś złego.
- Dokładnie ten sam jak przed momentem i przez dwadzieścia sześć lat życia, pani Mildred.
Nie zaskoczył go również fakt iż nazwała go dzieckiem. Odkąd tylko rozpoczął służbę nie utrzymywał jakichkolwiek kontaktów z rodziną, dlatego też Mildred, jako jedyna osoba którą zdołał wówczas poznać była dla niego kimś w rodzaju przybranej babki. Tak, babć oraz dziadków nie miał już wcale.
- Cóż... to zawsze miła odmiana po surowych koszarach Hereford toteż skrycie liczę iż reszta tego zacnego miasteczka będzie prezentować się równie sielankowo jak to miejsce.
Rzadko kiedy miał sposobność bywać w takich miejscach. Główną część czasu, kiedy tylko został wcielony do korpusu oficerskiego było musztrowanie podkomendnych na terenie przeznaczonym dla wojska. Dopiero teraz, kiedy podróżował, chłonął każdy detal związany z konkretną lokacją. Dopiero teraz nadrabiał wszelakie braki z tym związane...
- Powiedziałbym że jest to zwyczajnym zbiegiem okoliczności - nie żeby wierzył w takie rzeczy jak przeznaczenie. Ich wysepka była zbyt mała by w którymś momencie zwyczajnie się nie minąć tudzież przeznaczenie nie miało w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia. Choć ze wszystkich osób jakie składały się te które w swoim życiu zdołał poznać, spodziewał się któregoś z kolegów po fachu.
- Cóż zatem sprowadza panią w te strony? Ostatnim razem kiedy mieliśmy sposobność się widzieć wszystko wskazywało na to że ostatecznie zaniecha pani tych wszystkich wędrówek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mildred Ewangelina Sander
Poruszająca przedmiotami
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2018

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sob Maj 26, 2018 4:57 pm

Teraz o wiele łatwiej było prowadzić konwersację, teraz gdy kobieta oraz ów mężczyzna stali naprzeciwko siebie. Mina Mildred nie zmieniała się, chociaż w duszy z sekundy na sekundę była coraz to bardziej szczęśliwsza. Zastanawiała się, czy trochę pogadają, czy spędzą razem ze sobą nieco więcej czasu? Mildred, po chwili zastanowienia odpowiedziała sobie w duszy na to pytanie. Staruszka była za tą drugą opcją. Lubiła tego człowieka. I nadal lubi. Zmartwiła się na jego kolejne słowa i od razu je skomentowała.
- Zbieg okoliczności? – drgnęła jej powieka, ale to raczej niczego nie znaczyło ani nic nie sugerowało. - Wiesz, dla mnie to było specjalne zrządzenie losu, które doskonale wiedziało, że musimy się spotkać. Na dodatek tu i teraz. W sumie, wybrało dość ładne tereny, nieprawdaż? – mrugnęła do niego porozumiewawczo.
- Nie jestem jeszcze taka stara, żeby przerwać takie wędrówki! – zachichotała -Jestem przed siedemdziesiątką, to fakt, ale w środku mam tyle lat, co ty. Ba, można nawet uznać, że mniej, z czasem, jak przybiera człowiekowi lat, człowiek czuje się, jakby miał ich coraz to mniej... – wciąż na niego patrzyła w ten sam sposób, tylko uśmiech zdawał się powoli jeszcze bardziej rozszerzać. - Powiedz, jak ci życie mija? Czyżbyś znalazł sobie jakąś dziewczynę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistair
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 08/09/2017

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Wto Maj 29, 2018 7:15 pm

Nie spieszyło mu się nigdzie. Wszak nie miał jakichkolwiek zobowiązań przybywając tutaj i prawdopodobnie nic na tej płaszczyźnie nie ulegnie zmianie kiedy się stąd zabierze. Z drugiej strony, faktów nie ma co uprzedzać. A nuż może tutaj znajdzie się coś, co sprawi że zakotwiczy na dłużej niż tydzień? Nie chciał również psuć tej chwili wytchnienia w ciągłym natłoku jakimi były podróże, szczególnie iż Mildred była jak dotąd jedyną, przyjaźnie nastawioną ku niemu osobą. Słowa które padły przed sekundą sprawiły, iż prawie się zaśmiał. Tego akurat się nie spodziewał, a mianowicie... jasnowidzenia! Powszechnie częstym było, jakoby starsi ludzie spoglądali na takie rzeczy poprzez pryzmat swojego życiowego bagażu doświadczeń ale jak dotąd staruszka była jedyną która dodawała by temu zwyczajnemu spotkaniu aury tajemniczości.
- W rzeczy samej, pani Mildred. Jeśli jest coś, w czy owe zrządzenie losu jest naprawdę dobre, to w wyborze urokliwych miejsc. Przy czym przyznaję, weszła pani w posiadanie dość ciekawego wachlarza umiejętności - pod żadnym jednak pozorem nie uważał Mildred za jedną z czarownic. Mimo iż miejsce w którym do tego spotkania doszło nie było przypadkiem, tak trudno mu było przypiąć tę metkę do kogoś takiego jak ona.
- To ciekawe, albowiem w ostatnim czasie czuję się tak, jak gdybym miał już i okrągły wiek na karku. Więc jeśli ma pani trochę tego niepoprawnego optymizmu na zbyciu, nie pogardzę takowym zastrzykiem. Nie mniej muszę przyznać, to celna uwaga w odniesieniu do procesu starzenia się - temu akurat zaprzeczyć nie sposób było. Przemijanie oraz kruchość ludzkiego życia było czymś czego zwyczajny śmiertelnik obejść nie mógł. Choć jak spoglądał na nią, tak dochodził do wniosku iż przeżyła i przeżyje nie takie zawalidrogi jakich w tych czasach pełno.
- Najogólniej mówiąc, ddkąd tylko opuściłem jednostkę, tak przez cały czas jestem w drodze. Trochę tu, trochę tam... Można by rzec, że dopiero teraz zaczynam cieszyć się dobrodziejstwami jakie niesie za sobą wolność. A co do dziewczyny... Cóż. Nie wiem czy przy takim trybie życia można w ogóle mówić o jakichkolwiek bliższych relacjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mildred Ewangelina Sander
Poruszająca przedmiotami
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2018

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sro Maj 30, 2018 6:04 pm

Słuchała, co miał do powiedzenia, ale myślami od czasu do czasu odlatywała gdzieś zupełnie indziej. Tak czy owak, zdecydowana część jego słów dotarła do Mildred, chwała Bogu. Najbardziej zapamiętała ciągnięcie przez mężczyznę tematu o losie, i w pełni się z nim zgadzała, a na słowa o jej umiejętnościach zarumieniła się nieznacznie. Należałoby tutaj dodać, że staruszka uważała iż Reacher wie, kim właściwie jest ona sama. Ale nie chciała poruszać tego tematu, zwłaszcza że nie było po drodze w ich dyskusji, nie było jak zahaczyć o ten temat. A jeśli byłoby inaczej... i tak by o tym nie wspomniała. Bo po co? A to, że naruszył temat wieku? Kobieta odpowiedziała na to automatycznie.
- Wierz mi, kochaniutki – w tym ostatnim słowie nie było krzty sarkazmu, była szczera. Tak, jak zawsze – Kiedy dotrzesz do mojego wieku, będziesz na wszystko miał inne spojrzenie. Nawet na siebie samego, nawet na swój wiek... I rzeczywiście, chętnie zarażę cię moim optymizmem. – ah, i znowu ten zniewalający uśmiech... ciepły, pełen dobroci i serdeczności.
Po chwili do jej głowy dotarł pomysł. I to całkiem dobry pomysł!
- Słuchaj... może przejdziemy się gdzieś, gdzie będziemy mogli usiąść i na spokojnie porozmawiać? – po krótkiej przerwie na namyślenie się, ponownie zabrała głos. - Chyba że masz jakieś inne plany. Ja to rozumiem. Aalbo... jak nie chcesz marnować swojego czasu na rozmowy z jakąś starą zrzędą... – mężczyzna powinien wyczuć żart, zwłaszcza, że Mildred nigdy zrzędą nie była. Na dowód tego, że jej słowa miały zabarwienie żartobliwe, puściła do niego ponownie oczko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistair
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 08/09/2017

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sob Cze 02, 2018 8:11 am

Na jej szczęście o niczym takim nie miał pojęcia. W czasach kiedy jeszcze służył w wojsku, nie dawał wiary we wszystko to o czym mówiło wówczas pospólstwo o czarownicach oraz praktykowaniu sztuk magicznych. I niewiele od tamtego czasu się zmieniło. Tym samym przez myśl mu nie przyszło, by posądzać Mildred o konszachty z tą grupką osób a tym bardziej przypuszczać że mogła być jedną z nich. To by się nie trzymało kupy. Jeśli czarownice były tak niebezpieczne jak o nich mówiono, to tym bardziej nie miała podstaw by trzymać go przy życiu.
- O ile dożyję takowego wieku... - mruknął ledwie słyszalnie, bardziej ku samemu sobie niżli ku niej. Choć jeśli jej percepcja była w równym stopniu dobra co i jej optymizm, tak mogła to zasłychnąć. Choć kiedy uraczyła go tym swoim uśmiechem, pożałował w duchu tych słów.
- Miałem to właśnie zasugerować. Z miłą chęcią pójdę w jakikolwiek kąt, z dala od tego palącego słońca... - podchwycił ów gest i poszedł za ciosem, rozglądając się za dogodnym miejscem w którym mogli przycupnąć. Szczęściem na większej części okalającej dwójkę było pasmo zieleni na której to rosły sobie drzewka tudzież inne daglezje. I chociaż mniejsze drzewka oferowały tyle ochrony przed promieniami słonecznymi co nic, tak jedno miejsce szczególnie zdawało się przykuwać jego uwagę. Przed jednym z drzew rozciągały się iście sielskie widoki na okoliczny tunel wodny, podkreslając w pełni uroki jakie owe miejsce miało do zaoferowania.
- Proszę się tak nie tytuować, bab- to znaczy, pani Mildred - młodzieniec dość szybko przywołał się do porządku. Nie do końca również wiedział dlaczego postanowił się w owy sposób doń zwrócić. Nie łączyły ich przecież żadne więzy krwi, więc nie sposób było znaleźć sensownej odpowiedzi na to pytanie. Miast tego przysiadł, gestem otwartej prawicy wskazując jej by uczyniła to samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mildred Ewangelina Sander
Poruszająca przedmiotami
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2018

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Sob Cze 02, 2018 8:33 pm

A jednak, staruszka usłyszała, co powiedział mężczyzna. Nie skomentowała tego jednak, ba, nie pokazała w ogóle po sobie, że dane jej było to usłyszeć. Pewnie z racji, że... po prostu nie wiedziała, co powiedzieć. W takim razie lepiej było pozostawić ten temat. Ucieszyła się, kiedy zgodził się na jej propozycję, oczywiście inaczej ubierając słowa, ale chodziło mniej więcej o to samo. I, nie wiedząc jakie plany co do ich odpoczynku i prowadzenia dalszej rozmowy kryją się w myślach Alistaira, zaproponowała:
- Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki, co? Z chęcią usiądę w jakimś klimatyzowanym miejscu, by napić się kawy albo herbaty... co ty na to? – spostrzegając, że zapomniała o czymś istotnym, zaraz po tym dodała: - Jeśli nie masz przy sobie pieniędzy, mogę ci pożyczyć. Albo nawet coś postawić. – ah, i znowu ten zniewalający uśmiech... dopiero po chwili zrozumiała, jak głupio postąpiła. No bo przecież nie ma zbyt wiele pieniędzy, zwłaszcza po niedawnych wydarzeniach na pchlim targu. Powinna oszczędzać. Ale nie cofnie swoich słów, prawda? Zwłaszcza że te były takie, dotyczyły akurat tego. Ale trudno się mówi, powiedziała, co powiedziała i powinna myśleć bardziej o przyszłości, aniżeli o przeszłości. Zwłaszcza, że przyszłość malowała się niezbyt kolorowo, ze względu że ma aż tyle lat, ale to nie zmienia jej optymistycznego podejścia do życia i świata. I może lepiej, by takie podejście u niej pozostało do końca jej dni. Wtedy na pewno będzie mogła cieszyć się ze swojej ziemskiej egzystencji. Ale... pozostaje jeszcze kwestia, co dalej. Co po śmierci, bo jeśli niebo i piekło istnieją, to... gdzie będzie jej miejsce? Niby czarownica powinna trafić do tego drugiego, ale z drugiej strony Mildred była dobrą wiedźmą, dlatego ta sprawa bardzo ją nurtowała. No ale nic. Mildred nie pokazała po sobie, że mała "pomyłka" mężczyzny wywarła na niej jakieś wrażenie, bo w sumie owszem, nie wywarła żadnego. Nie gniewała się za takie rzeczy, wiedziała, że to mogło się zdarzyć każdemu, z racji jej wieku. A kobieta miała do siebie dystans w wielu sprawach, a największy dotyczył chyba tego, że ma tyle lat, ile ma i nic pod tym względem nie da się zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistair
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 30
Join date : 08/09/2017

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Nie Cze 03, 2018 12:29 pm

Planów... również żadnych względem staruszki nie posiadał poza zwyczajnym odpoczynkiem. A że drzewo roztaczało przyjemny cień, zdecydował się skierować właśnie tu. Jednakże myśl o przeniesieniu się w jeszcze bardziej chłodniejsze odpowiadała Reacherowi. Nie tylko przez wzgląd na fakt iż będzie mógł zwilżyć czymś gardło, ale również przez to że dzięki temu pozna kawałek tego miasta a Mildred wychodząc z takową propozycją posiadać jakąś wiedzę na temat poruszania się po nim. Targnął się więc na równe nogi i przytaknął jej głową z aprobatą. Co zaś tyczy się wcześniejszej wypowiedzi - uchrońcie Bogi, nie było jego zamiarem stroić sobie żartów z jej wieku a tym bardziej pozostawiać jej z egzystencjonalnymi rozterkami. W duchu liczył że przyjacielska pogawędka przy gorącym napoju zdoła nieco załagodzić sytuację i tego rozdania też będzie się trzymał.
- Przednia myśl. Choć uwłaczałoby to z pewnością męskiej dumie, gdybym to nie ja zafundował ten wypad - w przypadku Alistaira płaszczyzna majątkowa prezentowała się równie drastycznie co i u Mildred. Przez ostatnie miesiące żył z wojskowej odprawy, która po opuszczeniu wojska mu przysługiwała. Warto by również nadmienić że nie były to jakieś przesadnie wielkie fundusze. Pozwalały one na w miarę przyzwoite przeżycie przy stałym miejscu zamieszkania. Nieco gorzej sprawa miała się przy jego ciągłych wojażach. Reacher nie potrafił usiedzieć w miejscu dłużej niż tydzień a ciągłe bycie w ruchu bardzo nadwyrężało zawartość jego trzosu. Naturalnie jednak w wysiłkach nie ustawał i niestrudzenie próbował przywyknąć do trudów jakie wiązały się ze zwyczajnym, cywilnym życiem.
- Nie mitręzmy zatem i ruszajmy. Przeczucie mi podpowiada, iż orientuje się pani znacznie lepiej w tych zawiłych uliczkach niż ktoś kto spędził nad mapami sporą część swego czasu - z tymi słowami przedstawił gotowość do wymarszu pod przywó- znaczy się, przewodnictwem Mildred.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mildred Ewangelina Sander
Poruszająca przedmiotami
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2018

PisanieTemat: Re: Aesc Road   Wto Cze 05, 2018 4:59 pm

Ucieszyła się, że mężczyzna przystał na jej propozycję. Wiedziała, że mogą już iść do miasta, gdyż to tam najprędzej znajdą jakiś dobre, odpowiednie lokum. Tyle że... pozostawała jeszcze jedna kwestia. Jak z płaceniem? Mildred już znalazła odpowiednią opcję.
- Najlepiej, jak każdy zapłaci za siebie. – przechyliła nieco głowę na lewy bok – Może tak być?
Staruszka nie mogła się doczekać, aż wyruszą w podróż w kierunku centrum miasta. Jeszcze nie bardzo wiedziała, jaki lokal zaproponuje. Przecież jest ich tak wiele... finalnie najlepsze chwile spędzała w "Różanej Kawiarence", ma stamtąd najmilsze wspomnienia, najlepiej spędzony czas. Lokal jest ciekawie zaprojektowany, a wykonanie go na podstawie tych projekcji stało na naprawdę wysokim poziomie. Do tego ta obsługa, która sprawia, że czas spędzony w tym miejscu jest jeszcze lepszy. Kelnerzy są nad wyraz mili, zawsze uprzejmie spytają się, czy dać do tego jeszcze coś innego. A ceny? Neutralne. Nie drogo i nie tanio, ale czemu się dziwić? Mildred uważała, że to naprawdę magiczne miejsce. W tle zazwyczaj leciała jakaś upojna melodia, która potrafiła rozkoszować klienta subtelnością różnorakich dźwięków. Staruszce zdarzało się wpaść tam, gdy akurat grał jakiś zespół muzyczny. Ewentualnie samotny wokalista. Albo samotny muzyk, grający przykładowo na skrzypcach. I idąc tam, nierzadko miewała nadzieję, że trafi akurat na jakiegoś muzycznego artystę. Bądź artystów, rzecz jasna.
- Więc... – podrapała się w skórę skrytą pod siwymi włosami – Co powiesz, byśmy udali się do pewnej uroczej kawiarenki? Nazywa się "Różana Kawiarenka" i jest to naprawdę niesamowite miejsce. Zaufaj mi. Ale jeśli nie chcesz tam iść... to ja to doskonale zrozumiem. – wpatrywała się w niego z tym samym wyrazem twarzy, z tym samym wykrzywieniem warg. Nie dało się zauważyć, że to wyjątkowo sympatyczna staruszka.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aesc Road   

Powrót do góry Go down
 
Aesc Road
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Beach Road 112
» Spokojnie, to tylko Irlandia... down the rocky road all the way to Dublin
» Targ uliczny na Portobello Road

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Wish River :: Miejski odcinek Wish River-
Skocz do: