IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zajazd na obrzeżach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Zajazd na obrzeżach    Nie Lis 22, 2015 5:22 pm

First topic message reminder :


Zajazd na samym skraju miasta, mieszczący wielu spragnionych chwili relaksu mieszczan, a także podróżnych, wracających do Wishtown lub stawiających tu pierwsze kroki. Uświadczysz tu nie tylko ciepłego posiłku, nierozwodnionego piwa lub wygodnego posłania, ale także rodzinnej, przyjaznej dla każdego atmosfery. Wcale nierzadko można natrafić też na organizowane wesela. Jeśli zdarzy ci się w stanie mniejszego lub większego upojenia wyznać na głos, że właściwie to nie masz nic przeciwko wiedźmom albo co więcej; jesteś jedną z nich, nie zawiśniesz od razu na stryczku, jak może się wydarzyć w przypadku wyjawienia takiej informacji w centrum miasta. Miejsce pełne osobliwych charakterów, wyuczonych tolerancji o jakiej nieraz można tylko pomarzyć. Wszystko jest jak w bajce, do kiedy tylko nikt z Inkwizycji nie zajrzy tu na drobną kontrolę...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene

AutorWiadomość
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pon Gru 28, 2015 6:11 pm

To wszystko w znacznym stopniu przerastało Jacqueline. Lubiła chwile niepewności i zastrzyki adrenaliny, jednak miała zbyt wiele do stracenia, a przeciwnik nie był groźnym zwierzęciem, przed którym mogła uciec, ani zbójem, z którym mogłaby od biedy walczyć. Tu chodziło o całą organizację, o potężną, zjednoczoną siłę, specjalizująca się od lat w mordowaniu takich jak ona. Przez drobne odmienności. Nie mogła tu zostać dłużej.
- Nic cię nie interesuje – Mruknęła pod nosem, w końcu wypowiadając na głos fakt, który tak ją drażnił, od samego początku.
- Bezpieczna jak ryba na haczyku. Ja dziękuję. Nie pamiętam już czy miałyśmy choć fragment rozmowy, w którym nie wspominałabyś o mojej śmierci. Słuchaj, nie kręci mnie to. Znajdź sobie inną pannę, bardziej odporną na twoje ględzenie. – Odpowiedziała natychmiast, ostatni raz twardo wpatrując się w oczy kobiety. Później odwróciła się i zaczęła zbierać z podłogi swoje rzeczy.
Miała dosyć użerania się z kimś, komu bliżej było do potwora, niż człowieka. Nie wątpiła, że byłaby zdolna wygrać ich zakład, jednak zaczynała rozumieć, że czarnowłosa nie byłaby w stanie spełnić jej życzenia. Chciałaby jej uśmiechu. Krótkiego, choć trochę szczerego. Na próżno, straciła już wszystkie chęci.
Zarzuciła na ramiona płaszcz, sięgając po torbę z całym swoim dobytkiem, dodatkowo kradnąc z jednej półki drobny, ładnie zdobiony wazon. Za fatygę. Była już gotowa do drogi, na krótki moment wróciła wzrokiem do kobiety.
Nie była pewna, czy tamta w ogóle da jej wyjść. W razie czego zamierzała wykorzystać siłę swoich nóg i zwiewać najszybciej, jak się tylko dało. Podziękowania na wspólny posiłek, za to wszystko, nie przeszły jej przez gardło. Za wiele złego ją tu spotkało.
Wzruszyła ramionami na pożegnanie, cicho wysuwając się zza drzwi ruszając w swoją stronę.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 82
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pon Gru 28, 2015 6:25 pm

Miała racje. Sam tak naprawdę nie obchodziło nic poza własnymi korzyściami czy też śmiercią. Jednak mimo wszystko Sam zdawała sobie sprawę jak bardzo pozbawiła ją spokoju. Zdawała sobie również sprawę, z tego że dziewczyna popełniła błąd ponieważ znała jej zapach. Sposób poruszania czy choćby charakterystyczne poczucie życia...
Poznała ją. Na swój sposób potrafiła ją zrozumieć, a zarazem wytropić jeśli zechciała by. Jednak czy była by zdolna do tego? Owszem była by zdolna. Sam od dziecka lubowała się w tropieniu oraz obmyślaniu planów i szczerze powiedziawszy takowy posiadała w stosunku do tej dziewczyny...
Jej plan bazował właśnie na jej podejściu do świata. Bazował na oryginalności jaka zdawała się być niczym czyrak na zdrowej tkance... Jednak mimo wszystko nie potrafiła jej zatrzymać. Tak przecież było lepiej. Dac jej odejść... Zresztą gwarantowała jej bezpieczeństwo. Gwarantowała je własnym zachowaniem oraz życiem i gdyby tylko Jacq wiedziała jak daleko było Sam do organizacji, to zapewne by została. Jednak... Ona nie była, z tych co gnają za panienkami w celu wytłumaczenia czy zatrzymania. Nie była także typem jakiemu zależało by na tej konkretnej chwili ponieważ jak już padło wcześniej... Jej nie zależało na niczym.
Och gdyby tylko Jacq wiedziała jak wielce się myli. Gdyby znała jej pragnienia oraz marzenia... Gdyby...
Jednak nie znała. ie potrafiła oceniać ani rozumieć Sam taką jaką była... Dlatego właśnie odeszła. Dlatego zniknęła, za drzwiami tak szybko jak tylko się pojawiła... I własnie w tej oto chwili Samael westchnęła cicho ponownie stwierdzając iż kobiet nie rozumie po czym zebrała resztę swych rzeczy. Po raz ostatni spojrzała na pomieszczenie w jakim się znalazła. Nie, nie pozostanie tutaj do rana. Czas bowiem odejść... Dlatego jak myślała tak i zrobiła. Odeszła nim wstało słońce pozostawiając za sobą jedynie ciemność niknącą w pierwszych promieniach slońca...
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sro Sty 27, 2016 12:30 am

ciąg dalszy

Ścieżka, po której wkrótce zaczęły stąpać posiadała po obu swoich stronach wyłącznie małe (i to naprawdę drobne domki), chatki wręcz, rozmieszczone w rozproszeniu i ukazujące po prawej, kryjące się za nimi rozległe tereny za Wishtown, po lewej zaś inne budynki, poustawiane im dalej, tym gęściej. Również ich jakość stawała się coraz lepsza w miarę kierowania wzroku ku centrum miasta.
Pewnie myślisz, że mówię tak, bo nie mam żadnych problemów? – Blondynka uśmiechnęła się niejednoznacznie, acz nie oderwała wzroku od przestrzeni przed sobą, gdzie w dali stało jeszcze kilka chatek oraz świeciły się mętnie okna większej budowli, gospody. Nie inaczej.
Idziemy załatwić twoje sprawy – rzekła, w duchu licząc, że przedtem uda im się ogrzać w jakimś ciepłym pomieszczeniu.
Czy jednak nogi Veilore zamierzały zaprowadzić je obie do wnętrza lokalu, które stało na tym odludziu? Jej towarzyszka co prawda pewności mieć nie mogła, nie wiedząc czego dokładnie można się spodziewać po najemniczce, ale kiedy wreszcie wojowniczka skręciła w odśnieżoną dróżkę prowadzącą do drzwi budynku, uprzednio przekonawszy się, iż jest otwarty, innej opcji już nie było.
Po drodze niezgrabnie podrzuciła okutanemu w liczne materiały, pozbawionemu obu nóg kalece skradzione przez ciemnowłosą sakiewki. Wylądowały tuż obok prowizorycznych sanek, na których siedział. Jego umięśniony kundel o sztywnej od zimna sierści, wziął w pysk materiałowe woreczki i złożył w drżąco wyciągające się ku przedmiotom ręce swego pana.
Veilore szła już dalej, nie chcąc myśleć o niedowierzającym spojrzeniu mężczyzny. Kiedy dotarła do drzwi, kopnęła je nogą i wtargnęła do ciepłego wnętrza, prawie pustego. O tej porze mało kto pozwalał sobie na biesiadowanie. Wyminęła wszystkie ławy, a zatrzymała się dopiero przy jednym z czterech taboretów ustawionych przed buchającym płomieniami kominkiem. Wtedy w końcu uwolniła ciemnowłosą ze swoich rąk.
Ogarniesz się i pójdziemy dalej. Siedź tutaj, twoje ubranie musi wyschnąć – rzekła, po czym skinęła głową gospodyni rzucającej w ich stronę pytające spojrzenie. Kobieta znikła w otworze drzwi, skąd dochodziły charakterystyczne kuchenne odgłosy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Czw Sty 28, 2016 2:45 pm

Nie skupiała raczej całej uwagi na mianych budynkach. Co to to nie. Ciemnowłosa szukała wzrokiem charakterystycznych punktów albo innych tego typów rzeczy, które by jej wskazały na to gdzie idą. Chciała się zorientować w okolicy i po chwili to zrobiła, ale jakoś tak ją to nieco zdziwiło. Czy one idą w kierunku Zajazdu, który był nie tak daleko od nich? Czyżby jednak kobieta postanowiła się zlitować i nie kazać jej oddawać tamtych przedmiotów? Nie… To mało możliwe, wcześniej zbyt uparcie stała przy swoim. Hawke zwyczajnie nie wierzyła by ta teraz od tak zrezygnowała.
- Ludzie jak ty nie mają problemów... - szepnęła tylko, a powieki jakoś samej jej się przymknęły. Nie, Hawke! Nie śpimy! Nie wolno! Musisz wiedzieć gdzie jesteś. Tak na wszelki wypadek... Erin zwyczajnie sądziła, że blondynka nie ma większych problemów, bo czemu by je miała mieć? Młoda, szlachetna, uczciwa i takie tam, nie? No bo jaki problem mógł mieć problem człowiek pokroju Veilore? Serio nie wyglądała jakby miała jakieś większe troski. W końcu była tym sprawiedliwą i piękną osobistością, co nie? Hawke tu była tym typem spod ciemnej gwiazdy czyli tą zła i niedobra, a nie złotowłosa.
W milczeniu przyglądała się całej scence z kaleką. I szczerze? Miała serio cholernie mieszane uczucia do tego. Na prawdę, chyba nigdy jeszcze czegoś takiego nie doznała. Dziwnie się czuła z faktem, że takie emocje kryły się w niej tylko z powodu takiego błahego wydarzenia. Zaraz odwróciła spojrzenie od nieznajomego i w zamyśleniu wbiła spojrzenie we własne ramię. Milczała dłuższą chwilę, po czym potrząsnęła delikatnie głową jakby chciała się czegoś z niej pozbyć. Czemu się w ogóle przejmowała tym co się stało? Przecież tak na przykład ją nikt się nie przejmował. Sama musiała sobie radzić od najmłodszych lat. Co nie?
Nie mam żadnych spraw do załatwienia. To ty sobie kobieto coś ubzdurałaś przebiegło jej przez myśli, ale nie odważyła się tego powiedzieć na głos. Sądziła, że to mogło się źle skończyć… Choć pewnie jasnowłosa zaczęłaby zwyczajnie wygłaszać swoje kolejne wywody, a Hawke w sumie nie miała ochoty tego wysłuchiwać.
Och, czyli jednak najemniczka postanowiła się choć trochę nad nią zlitować i nie kazać od razu załatwiać sprawy z oddawaniem tamtych rzeczy. Nic nie odpowiedziała na słowa jasnowłosej, po prostu siedziała na krześle odprowadzając tamtą wzrokiem. I tu się zaczęło wahanie, bo zrozumiała, że może zwiać od Veilore. Przecież tak niewiele było potrzebne, tylko wstać i pójść w kierunku wyjścia. Jakby chciała to by zdążyła uciec przez nią, co nie? Tylko, że wtedy musiałaby wyjść na zimno… A to mogło się źle skończyć, co nie? A jeszcze brakowało żeby teraz się pochorowała, więc przeglądając plusy i minusy stwierdziła, że ucieczka raczej nie jest dobrym pomysłem. Odwróciła spojrzenie spojrzenie od drzwi i przeniosła burzowe tęczówki na ogień. Zaraz zdjęła przemoczony płaszcz i przysunęła się do kominka, a następnie próbowała rozgrzać dłonie.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Sty 29, 2016 10:56 pm

W chwili, gdy po uczynieniu dwóch gestów gospodyni zniknęła Veilore z oczu, najemniczka usiadła na drugim stołku spośród wszystkich czterech ustawionych naprzeciw kominka, w którym płonął strzelający, przyjemnie ciepły ogień. Prawdziwe przeciwieństwo tego mroźnego poranka.
Potem zaś zaczęła pocierać o siebie dłonie, żeby pozbyć się uczucia zdrętwienia, do którego przyczynił się przenikający aż do kości chłód. Wprawdzie jednak tylko jedna kończyna została tak doświadczona. Zamiast drugiej posiadała protezę, ale oczy, które nie zaznały wcześniej jej widoku, na pierwszy rzut oka, a nawet i przez większość kolejnych spojrzeń, nie byłyby w stanie poznać, że pod skórzaną rękawiczką kryje się sprawnie uformowany mechanizm przytwierdzony do ciała, na szczęście w taki sposób, aby skurcze nieuszkodzonych mięśni powodowały odpowiedni ruch palców. Rozpoznanie stawało się więc tym trudniejsze, choć posiadacze sokolego oka mogliby dostrzec mniej pewne ruchy prawicy. Acz prędzej pomyśleliby, że to przez jakiś uraz, nie wzięliby pod uwagę sztucznego tworu, znajdującego się na jej miejscu. W końcu nie było to jakieś szczególnie powszechne.
Wszyscy mają jakieś problemy. Większe lub mniejsze, wyolbrzymione bądź odrzucane przez podświadomość. Wszystko zależy od tego, jak kto sobie z nimi radzi – stwierdziła, a kiedy w lewej dłoni na nowo popłynęła ciepła krew, blondynka zaprzestała pocierania, strzeliła lekko stawami, lecz dźwięk zagłuszało trzaskanie drewna w kominku. Pochylona, oparła ręce na kolanach.
A ty? Przez całe życie zamierzasz rozwiązywać jeden problem, tworząc sobie kolejny? – zapytała, przerzucając spojrzenie z tańczących płomieni na ciemnowłosą nieznajomą. Właściwie to chyba powinna zapytać o godność dziewczyny, skoro sama została już zapytana o swe miano. Tak nie może być, żeby nie wiedziała jak zwracać się do osóbki, którą w pewnym sensie to porwała. Do tego plany, które sobie ułożyła, z pewnością nie pozwolą na przedwczesne rozstanie.
Właściwie... jak ci na imię?
W tym momencie podeszła do nich gospodyni. Choć nie była jakoś szczególnie piękna, to uśmiech miała czarujący. Nawet jeśli okazałoby się, że efekt zawdzięcza wieloma latami praktyki, to trudno przyszłoby gościowi zajazdu zmienić o nim zdanie. Kobieta przyniosła ze sobą niewielką, prostą jak tylko to możliwe tackę z misą parującej, gęstej zupy. Posiłek wręczyła zmarzniętej dziewczynie.
Veilore natomiast postanowiła się uraczyć kubkiem ziołowego naparu, który dwie sekundy później przejęła z rąk pracującej tu kobiety. Częściowo z konieczności, bo zawartość jej własnej sakiewki skurczyła się na tyle, że najemniczka prawie nie czuła jej ciężaru – częściowo przez inny tryb dnia. Nie była jeszcze głodna, a resztę pieniędzy wolała zostawić na później.
Najemniczka podziękowała w odpowiedzi na wypowiedziane przez kobietę "smacznego", w tym czasie oplatając dłońmi gorące naczynie, z którego wydobywał się intensywny, przyjemny zapach ziół. W ich zapachu wyczuła na pewno pokrzywę i aromat nagietka.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sob Sty 30, 2016 8:06 pm

Podsuwała dłonie i stopy pod ciepło, bijące od spalanego drewna. Próbowała na początek rozgrzać dłonie i dość sprawnie jej to poszło, bo już po chwili nie czuła takiego zimna jak kilka minut temu. Uśmiechnęła się wtedy lekko. Tak, ciepło było przyjemne no i dawało jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa ciemnowłosej złodziejce. Co do zachowanie wobec Veilore, trzymała nadal wobec niej pewien dystans i raczej nie było jej się co dziwić. Choć o dziwo postanowiła być na razie mniej opryskliwa i nieprzyjemna wobec jasnowłosej. Tak, najemniczka tym zabraniem Hawke do ciepłego pomieszczenia trochę zapunktowała u ciemnowłosej. Ale ci… Nie każdy musi o tym wiedzieć, a zwłaszcza Veilore.
Na pierwsze słowa złotowłosej nic nie powiedziała. Coś nadal nie wierzyła żeby ktoś taki jak jej towarzyszka mógł mieć większe problemy. O to taki mały niedowiarek z Erin w tej kwestii. Cóż, dopóki nie zobaczy to nie przyjemnie tego do wiadomości.
Coraz bardziej się jej nie podobały te ciągłe wywody kobiety. Co ona się ich tak kurczowo trzymała? Po jaką cholerę jej to mówiła? Co, myślała, że tym sposobem zmieni Hawke? Jeśli tak to się dość mocno myliła. W końcu Selene też ciągle pouczała, a większych efektów nie było widać. Za to sama ciemnowłosa się skrzywiła, gdy kolejne słowa padły z ust najemniczki. Tak, ją takie pouczanie tylko denerwowało.
- Odczep się… Nie rozwiązuje problemów przez tworzenie nowych… Nie wiesz jak się zachowuje. Nie wiesz jak postępuje, nie wiesz jaka jestem, więc mnie nie męcz tymi swoimi wywodami - mruknęła, starając się nie brzmieć zbyt nieprzyjemnie. W końcu przyjęła, że będzie się w miarę grzecznie zachowywała, co nie?
Nie zdążyła odpowiedzieć na pytanie, bo właśnie w tym momencie dostała tackę z miską. Zerknęła trochę zaskoczona na najmeniczkę. No to tego się nie spodziewała… Serio, teraz to ją Veilore zaskoczyła. Hawke zaraz podziękowała za jedzenie.
- Hawke… Ludzie mi mówią Hawke - powiedziała bardziej przyjacielskim tonem głosu niż wcześniej. Po chwili wzięła się za jedzenie zupy. Jadła w miarę szybko, na tyle ile pozwalało na to ciepło, które biło od zupy. Hawke jednak nie musiała długo czekać na efekty gorącego jedzenia. Zaraz jej się lepiej zrobiło, nawet to potłuczone ciało jakby trochę przestawało jej przeszkadzać, ale to pewnie tylko do czasu, gdy znów będzie musiała wstać i iść. Co jakiś czas zerkała w stronę Veilore, zastanawiając się czemu ona dla siebie wzięła tylko ten napój.
- A… A ty nic nie zjesz? - spytała dość niepewnie między przerwami w jedzeniu. No bo ej, to było dziwne! Zamówiła zupę dla niej, a dla siebie wzięła tylko jakieś ziółka? Głupie…

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sro Lut 03, 2016 3:29 am

Dziewczyna ewidentnie próbowała jej wmówić, że jest niewidzialna i nie ma opcji wyczytania z niej choćby odrobiny informacji. Veilore uśmiechnęła się prawie niewidocznie, sama do siebie, ale owe nieznaczne wygięcie warg jakby gubiło się na tle twarzy kobiety i w jakiś nieodgadniony sposób chowało za dziwną powłoką.
Nie wiem? – Wystarczyła spostrzegawczość, aby z samych obserwacji człowieka, poznać jego treść, jak poznaje się wnętrze książki. W tym jednak przypadku stwierdzała najprostsze fakty. – Przyłapano cię na kradzieży. Przestępca prędzej czy później trafi za kratki. Nie robisz więc sobie problemów, chcąc rozwiązać jeden? Kradzież, to chęć zdobycia pieniądza. Dlaczego sięgasz do czyichś kieszeni, skoro równie dobrze można utrzymać się uczciwymi sposobami? Przypominam ci, że pierwsze niesie ze sobą przykre konsekwencje w postaci co najmniej paru lat w małej, zimnej klitce. Trochę cię poobijano, acz jesteś w pełni sił, a mimo to uciekasz się do sztuczek i pasożytowania na innych. Skoro widzisz inną możliwość, to znaczy, że nie masz sumienia, nie myślisz o tych, którym miedziaki na ten kufel piwa i miskę zupy wpadły w ręce dzięki ciężkiej pracy. Zapewne powiesz... "a co do tego mają bogaci?". Ci z kolei mają pod sobą ludzi, którzy w zamian za zapłatę coś dla nich robią. Zabierając coś im, odbierasz od ust tym, którym taki jegomość płaci – mówiła spokojnie, spoglądając w ogień. Ciepło było przyjemne, ale jednak długotrwałe wpatrywanie się w płomienie męczyło jej oczy. Przymknęła powieki, a kiedy je rozwarła, jeszcze kilkukrotnie zamrugała, a na koniec przetarła wierzchem dłoni.
Udajesz, że nie widzisz problemu, jaki ciebie dotyczy. Albo oślepia cię buntowniczy upór. Wystarczy wytknąć ci twój własny uczynek, fanatycznie odmawiasz przyjęcia do wiadomości, że jest on w swej istocie okropny i pewne rzeczy można załatwić inaczej... – Westchnęła głęboko, po czym podsumowała – Męczy cię prawda. Męczy cię zakłócanie twojej rzeczywistości. Nie ja. Jak się zachowujesz, tak cię widzą.
Opatuliła szczelniej otrzymany kubek. Gorąco przedostawało się przez materiał rękawiczki i dodatkowo ogrzewał lewą dłoń kobiety. Pomyślała, że byłoby wspaniale wyjść z chatki ogrzewanej płomieniem z kominka, z czymś ciepłym w ręku, z ramionami okrytymi kocem lub futrem, po czym usiąść na werandzie i poobserwować zadrzewioną okolicę oraz dopatrywać się stworzeń, próbujących niezauważenie dostać się do brzegu rzeczki...
Veilore szybko przyłapała się na zamyśleniu, a co za tym idzie – dłuższym milczeniu. Poruszyła się.Założyła nogę na nogę, a metalową dłoń wsparła na krawędzi zydla, na którym siedziała. Teraz stopy najemniczki znajdowały się bliżej ciepłodajnych płomieni.
Smacznego – szepnęła znad parującego kubka. Ostrożnie zbliżyła wargi do przechylonego naczynia i jego zawartości. Łyk naparu nieco sparzył  jej usta i język, ale wkrótce gardło zapełniło bardziej znośne gorąco, choć musiała przyznać, że mogła trochę poczekać z tym piciem. Odkaszlnęła i zerknęła na ciemnowłosą dziewczynę.
Nie. Nie, nie jestem głodna. Jeszcze jest wcześnie –  odparła, zastanawiając się jednocześnie nad tym, czy zdąży coś zjeść przed robotą. Najwyżej upoluje sobie jakąś wiewiórkę w czasie tego całego ochroniarzownia. W takim przypadku starczyłoby jej na większy posiłek w dniu następnym. Gorzej jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego.
Nie zastanawiaj się, tylko jedz... bo Koszmary ci wychłepcą – powiedziała nieco żartobliwie drugą część zdania. – Niektórzy rozgłaszają takie bajki, jakoby im Koszmary nawiedzały spiżarnie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Czw Lut 04, 2016 9:29 pm

Nie lubiła, gdy ktoś próbował ją oceniać, gdy tak naprawdę jej nie znał. Niby jakie miał do tego prawo? Kto mu pozwolił oceniać ją prawie nic o niej nie wiedząc. Phy! Niech siebie ocenia, nie ją. Ona się dobrze czuła taka jaka była, a nie gdy ktoś jej coś chciał na musa pokazać czy wmówić.
- Nie wiesz - burknęła, ewidentnie niezadowolona, że kobieta znów rozpoczęła swój dziwny wykład. Tak, miała zamiar stać uparcie przy swoim. No bo czemu by miała słuchać takich pouczeń od człowiek, który nic tak naprawdę o niej nie wiedział? Hawke strzelała, że Veilore nigdy tak na prawdę nie poczuła jak to jest żyć od najmłodszych lat na ulicy. Przez dłuższą chwilę milczała. Wiedziała, że musi coś odpowiedzieć na słowa złotowłosej. Tylko, że jakoś nie wiedziała zbytnio co, a jakoś też nie miała ochoty się zwierzać ze swojego życia. Z drugiej jednak strony słowa kobiety jej się w ogóle nie podobały. - Wiesz co? Mało ludzi chcę chętnie przyjmować przybłędy z ulicy, które tak na prawdę prawie nic nie umieją i na niczym się nie znają... - mruknęła, nie patrząc na nią. - Kiedyś, jak była młodsza miałam do wyboru trzy możliwości. Zdechnąć z głodu w jakieś zapyziałej uliczce, spróbować szczęścia w kradzieży, albo sprzedawać się za pieniądze… - powiedział, po czym na chwilę zamilkła. - Ja wybrałam tę najmniej szkodliwą dla siebie, a ty co byś wybrała na moim miejscu, hm? - spytała, przenosząc spojrzenie na Veilore. - Wolałabyś sypiać z kimś za pieniądze czy ukraść coś by przeżyć? - strzeliła, że to nie przekona tymi słowami najemniczku, ta pewnie zaraz znajdzie jakiś kąt argument, ale zawsze mogła spróbować, co nie? Nadzieja umiera ostania czy coś w tym rodzaju…
Dłonią przeczesała włosy.
- Widzę swoje problemy. Codziennie się z nimi zmagam, ale ty nie musisz o tym wiedzieć. W końcu prawie nic o mnie nie wiesz, ale wiesz czego nauczyło mnie życie na ulicy? Życie jest okropne oraz okrutne i nic tego nie zmieni. Lepiej dbać o swoją skórę, jeśli chcę się przeżyć i uważnie wybierać przyjaciół, bo jednak niektóre typy lubią wbijać ostrze w plecy. I nic mnie nie męczy, chyba, że głupie zrzędzenie - mruknęła, wbijając wzrok w miskę z zupą.
- Dziękuję. Aha… Rozumiem - powiedziała między przerwami w jedzeniu. Hawke trochę nie rozumiała takiego podejścia ludzi do sprawy jedzenia. Erin, gdy tylko miała okazję do napełnienia sobie brzucha to z niej korzystała. Licho wiedziało ile mogła się u niej utrzymać dobra pasa, los jest w końcu złośliwy, i kiedy znów będzie mogła zjeść coś dobrego.
- Myszy co najwyżej - mruknęła, po czym skupiła się na dalszym jedzeniu zupy. W końcu ciepła była lepsza niż taka chłodna, co nie? No i ciepełko rozgrzewa, a to teraz dość ważna sprawa dla ciemnowłosej.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sob Lut 06, 2016 11:04 pm

Nie dane było jej wybrać domu, w którym przyszła na świat, a jej rodzina należała do tych, może nie bajecznie, ale dosyć zamożnych. Nie miała więc źle w dzieciństwie, ba – nadzwyczaj dobrze. Jednakże była to odległa już przeszłość. Teraz siedziała w tej oto przytulnej karczmie, przytulnej acz nie jakiejś szczególnie wykwintnej, a żeby w chwili obecnej w tym miejscu przebywać, musiała przebyć prawie dziesięcioletnią, trudną drogę. Podczas niej trzeba było sobie radzić i czasem bywało lepiej, w innych zaś przypadkach gorzej. Znała uczucie głodu, a nawet rozpaczy, która towarzyszyła załamaniu po utracie ręki, bo któż by przyjął do pracy kalekę, w dodatku kobietę? A jednak szybko przerodziła się ona w motywację – zmotywowało ją to do pracy nad sobą, a nie do rabunków. Znalazł się też pracodawca. I to nie byle jaki. Mniejsza! Czy to wszystko jest ważne? Veilore częścią życia sprzed ucieczki z nikim się nie dzieliła. O ręce wiedzieli nieliczni. Może parę osób więcej miało okazję usłyszeć różne opowiastki.
Gdyby to była jakaś urodziwa dama... – rzuciła, acz ton poważny nie był, a usta wyginały się w półuśmiechu. – Wybacz, głupi żart.
Kobieta nieznacznie pochyliła się w stronę ciemnowłosej dziewczyny, spoglądając na nią dla odmiany już bez humorystycznego zabarwienia.
Nie zrozum mnie źle. Nie potępiam cię za to, co robiłaś wcześniej, kiedy nie miałaś wyboru, a za to, co robisz teraz. Spójrz na siebie. Daleko ci, do słabego dziecka, jesteś dorosłą dziewczyną, która już coś umie i jeszcze więcej może się nauczyć. – rzekła, prostując plecy, następnie pochylając się w stronę kominka. Łokcie wsparła na kolanach, wtedy zaś spojrzała do wnętrza kubka.
Tkwisz w swojej słabości, Hawke.
Veilore przysunęła do ust krawędź kubka, przechyliła naczynie i powoli wypiła dwa łyki naparu. Nadal był bardzo ciepły, ale tym razem język lepiej to zniósł.
Trwania w bajzlu od początku do końca nijak nie mogła nazwać siłą. Z bajzlu trzeba się wyplątywać, zanim stanie się coś nieodwracalnego, a przecież złodziejka prawie trafiła do miejskiego więzienia. Prędzej czy później coś takiego się stanie. Niektórzy są sprytni i długo im się udaje działać, ale w pewnym momencie w umyśle zaczyna rodzić się pewność – zbytnia pewność siebie. Wtedy łatwo o błąd. Im mocniej ktoś myśli, że jest nieuchwytny, tym szybciej się to stanie. Po części tego doświadczyła, w końcu "po śladach" docierała do wiedźm zapewniających miastu i jego okolicom dawkę zniszczenia, innym razem zdarzyło się jej tropić zwykłych morderców, których władze nie potrafiły znaleźć.
Dlatego się tak spieszysz? Przez te myszy? – posłała w stronę dziewczyny lekki uśmiech. – A sądziłam, że Koszmary są bardziej przerażające.
Najemniczka przelała do gardła kolejny łyk naparu.
Chociaż taki to ci raczej śniadania nie zje.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Lut 07, 2016 6:15 pm

Jakby nie patrzeć Hawke nawet domu nie miała. Nigdy nie zaznała rodzinnego ciepła czy jakieś bezinteresownej pomocy. Po prostu niczego takiego nie doznała. Życie ją nauczyło tego, że musiała sobie radzić sama i zazwyczaj nie patrzeć na ludzi dokoła. W końcu albo ona, albo oni. Proste, prawda? Dlatego nie było dla niej niczym nadzwyczajnym sięgnięcie do czyjeś kieszeni, czy zastraszenie kogoś na czyjeś życzenie, aby zarobić. Dorastała w takim towarzystwie, że był dla niej to standard. Z resztą po cholerę miała się przejmować innymi, gdy tak na prawdę mało kto przejmował się nią? Czemu więc miała się interesować innymi ludźmi, który w żaden sposób nie byli dla niej bliscy? No po jaką cholerę? Każdy przecież powinien sobie radzić sam… Cóż, może by widziała to wszystko inaczej, gdyby miała kogoś kto w dzieciństwie nauczył ją innych wartości, ale nikogo takiego nie miała. Oczywiście Selene próbowała ją naprostować, ale to raczej ograniczało się do wrzeszczenia, awantur i stosowania kar. To nie było tłumaczenie, że czegoś się nie robi, bo może to komuś zaszkodzić.
Skrzywiła się na kolejne słowa i poruszyła trochę niespokojnie na krześle. Dla niej takie tematy nie były ani trochę zabawne. Nigdy nie chciała być dziwką. Wolała wybrać drogę złodzieja, nie raz nieco szemranych interesów i bycie najemnikiem niż bycie jedną z kurtyzan. Po prostu nie i już. Z resztą nie miała co teraz narzekać, co nie? Może miała trochę problemów z rudą inkwizytorką, ale nie było jakoś najgorzej. Przecież nie widywała jej codziennie… No zazwyczaj starała się jej unikać, ale ciii.. bo jeszcze Selene usłyszy.
Zerknęła na złotowłosą, gdy ta znów do niej przemówiła.
- Ludzie nie uczą za darmo, albo trzeba im dać pieniądze, albo wisieć przysługi, a ja nie lubię być dłużnikiem. Takie coś może się źle skończyć - mruknęła. -I nie tkwię w niczym - dodała zaraz. Pomijając ten chory układ z Selene. To tak Hawke, w niczym nie tkwisz przeszło przez myśli ciemnowłosej.
- Głodna jestem - burknęła, między jedzeniem, a nabieraniem zupy na łyżkę. Cóż, tak jest jak się nie je z rana, nie? Nie było trzeba czekać długo, aby Hawke opróżniła całą miskę. Już zaraz naczynie było puste, a ciemnowłosa uśmiechała się delikatnie. Tak, dobrze jest coś zjeść. Zwłaszcza, gdy jest się zmarzniętym, a jedzenie jest ciepłe. - Selene by raczej stwierdziła, że taki Koszmar to by chciał zjeść pół okolicy jak nie całą - mruknęła, przeciągając się lekko. Skrzywiła się przy tym delikatnie, dalej ją bolało ciało.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lut 09, 2016 1:48 am

Czyżby? – Najemniczka zapytała, uśmiechając się łagodnie Reguła jest jaka jest, ale Veilore była niezbitym dowodem na to, że we świecie zdarzają się różne rzeczy, nawet nauka zupełnie za darmo. Odkąd postanowiła osiąść w jednym miejscu na stałe (w pewnym sensie, bo przecież ciągle gdzieś łazikowała – aczkolwiek miała stałą bazę, gdzie mogła wrócić w każdej chwili), od czasu do czasu spotykała się ze "swoimi dzieciakami" i uczyła tę ciągle zmieniającą się gromadkę fechtunku. Nie oczekiwała za to nic w zamian, ale niejednokrotnie została mile zaskoczona, taką na przykład przydatną informacją.
A jednak jeśli odnieść się do ogółów, czy to nie jedna z zasad panujących we świecie? Wymiana? Ktoś daje innej osobie coś od siebie, czego potrzebuje ta druga osoba, a ta właśnie odwzajemnia się czymś innym. Veilore nie traktowała tego jako długu, wręcz odwrotnie – jako formę odwdzięczenia się. I być może był to element całości jej przepisu na w miarę dobre życie, a mianowicie – pozytywne kontakty.
Milczała chwilę, chłonąc kwestie, które tak bardzo pokrywały się z jej twierdzeniami. Spokojnie wlała w siebie kolejny łyk naparu.
Nie musi się kończyć źle. Właściwie w większości przypadków kończy się dobrze. Jednak ty nie widzisz żadnych pozytywów, bo zamykasz się w swoim marnym światku – odparła. – Czy nie jest to składowa naszej rzeczywistości? Handel? Wymiana? Jeśli potrzebne jest ci coś, co posiada ktoś inny, zobowiązujesz się dać mu coś, co wynagrodzi mu wysiłek. Obie strony są zadowolone, obie mają korzyści.
Blondynka przyglądała się jedzącej dziewczynie, acz nie nachalnie. Raz na jakiś czas zerkała do kubka, a potem opróżniała naczynie o kolejne łyki intensywnego naparu. A minęło już odpowiednio dużo czasu, że zawartość nie parzyła języka kobiety, tylko przyjemnie rozgrzewała gardło.
A tymczasem. Ilu wrogów zdążyłaś sobie narobić przez swoje kradzieże? Podobno w więzieniu któryś by walczył o stryczek dla ciebie. Domyślam się, że nie wystarczy ci palców, aby ich zliczyć. Czy nie tak?
Selene... ponownie zamilkła, umysłem podbiegając do myśli związanych z osobą inkwizytorki. Vei zastanawiała się nad tym, czy zdenerwowała wojowniczkę na tyle mocno, żeby ta urazę trzymała bardzo długo. Miała nadzieję, że aż tak źle nie będzie. Ale jak pójdzie ich kolejne spotkanie?
Cóż! Jest znawczynią! – rzuciła z delikatnym uśmiechem. – Ja nie miałam jeszcze okazji na żadnego się napatoczyć. Na szczęście. Wiesz, mieszkam w naszym koszmarnym lesie, a bór podobno się od nich roi.
A może po prostu wybudowała sobie chatkę w "dobrej dzielnicy"? Albo uważały ją za nieatrakcyjną ofiarę? Raczej niemożliwe, nieco rozbawiła ją owa myśl.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Wto Lut 09, 2016 11:13 am

Nic nie powiedziała na słowa kobiety. Coś czuła, że to całe wykłócanie się nie ma najmniejszego sensu. Złotowłosa ciągle wynajdowała jakieś argumenty przeciwko jej, a Erin miała powoli dość tą całą zabawę, a miała dodatkowo wrażenie, że jeśli ona teraz tego nie przerwie w jakikolwiek sposób, to cała rozmowa będzie się ciągnąć i ciągnąć.
- Żeby to było za same kradzieże... - wymamrotała do siebie pod nosem. Nie ma się co oszukiwać kradzież nie była jedynym grzechem Hawke. Bawienie się w najemnika zwłaszcza w tej mniej światłej części Wishtown nie była w żadnym stopniu wdzięczną pracą.
Hawke starała się nie myśleć o kolejnym spotkaniu z Selene. Coś czuła, że ono nie skończy się w żaden sposób dla niej przyjemnie. Tak, miała zamiar się przez najbliższy czas chować i unikać rudej inkiwzytorki. Kto wie, może tamta zapomni, albo przynajmniej złagodnieje w tym czasie? Cóż, małe szanse na to były, ale kto wie, kto wie? Może złudne nadzieje się ziszczą?
- Raczej powinnaś się z tego cieszyć... - mruknęła, odkładając pustą miskę i tace, gdzieś na bok. Zaraz poczochrała lekko swoje włosy, a potem schowała twarz w dłoniach. Wzięła głębszy wdech i zamknęła oczy. Najchętniej by się teraz zwinęła w kłębek niedaleko tego kominka i zwyczajnie poszła spać. Tak, to byłby świetny pomysł. Tylko coś strzelała, że nic z niego nie wyjdzie. Ech… Przetarła dłonią twarz, poprawiła swoją koszulę i spojrzała na Veilore z wyczekiwaniem. W końcu czym szybciej załatwią to co kobieta chciała tym wcześniej Hawke będzie mogła sobie znaleźć ciepły kąt do spania. Pewnie już więcej nie spotka złotowłosej, a wszyscy wrócą do swojej nudnej codzienności. Tak, Hawke taki układ pasował. Wróci do swojego trybu życia. Każdy powróci do swoich zajęć. Każdy będzie zadowolony, zwłaszcza ciemnowłosa, bo będzie miała względny spokój i brak zrzędzących ludzi nad głową. Cudny plan, prawda? Tak, Erin o niczym więcej w tej chwili nie marzyła.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Lut 12, 2016 6:38 pm

Chyba nie zabrzmiała, jakby czuła się źle z tym, że nigdy nie wpadła w łapska czy inne rodzaje odnóży Koszmarów? Całe szczęście, że nie miała takiej okazji! Cóż to za okropna śmierć, następująca nie wiedzieć kiedy, w czasie mrugnięcia jednego, znalazłszy się przedtem pod wpływem niewidzialnej istoty. W końcu jej najzwyczajniejsze, ludzkie oczy nie dostrzegały tych kreatur, ale z tego, co wiedziała, Sel miała inne doświadczenia. Veilore nie chciałaby ich dzielić z inkwizytorką... Choć z drugiej strony lepiej zauważyć swego przeciwnika w porę i móc stawić jakiś opór albo w porę się oddalić. Trudno określić która opcja jest lepsza...
I cieszę! Ciekawe tylko na ile starczy mi szczęścia. – Westchnęła cicho. Jak na razie utrzymywało się na dobrym poziomie i z żadnym Koszmarem styczności nie miała (a może miała, lecz o tym nie wiedziała?). Biorąc pod uwagę leśne wędrówki, to piekielnie świetny wynik.
Tymczasem dostrzegłszy, że jej towarzyszka kończy strawę, jaką podała gospodyni, Veilore przyspieszyła nieco tempo opróżniania kubka. Któryś z kolei łyk naparu przyniósł ze sobą spojrzenie poturbowanej dziewczyny. Najemniczka wyczuła w nim pragnienie przejścia do realizacji planów na najbliższą przyszłość. Jednak plany owe nie miały szans na zakończenie po krótkim czasie, wszakże czekał je długi spacer zaśnieżonymi ulicami miasta, a następnie trzeba było odnaleźć Selene, o czym złodziejce nic jeszcze nie powiedziała. Czy przemoczone ubranie wyschło na tyle, aby jej rozmówczyni nie nabawiła się jakiegoś złośliwego choróbska? Vei przesunęła wzrokiem po odzieniu dziewczyny, po czym podniosła się z krzesła i przeciągnęła lekko, w końcu nadal trzymając w dłoni kubek. Po rozprostowaniu nóg, kobieta przykucnęła przy siedzącej Hawke, aby sięgnąć po odstawioną tacę.
Mówiłam to wszystko, żeby ci pomóc. Nic nie jest stracone, dopóki dążysz do zmiany i chcesz wyjść na lepsze. – Uśmiechnęła się delikatnie, a chwyciwszy stabilnie tacę z wyczyszczoną do dna miską, wstała i ruszyła w kierunku pracującej gospodyni, żeby specjalnie się nie fatygowała z wyjściem w głąb sali. Po drodze dopiła resztki swojego naparu, więc również to naczynie oddała w ręce pracownicy. Przy okazji Veilore mogła spokojnie zapłacić za zamówienie, a jako że działo się to w znacznym oddaleniu od kominka, zaś akt oddania części posiadanej waluty przysłaniały plecy blondynki. Niewielka zawartość sakiewki, pozostała tajemnicą kobiety, która następnie wróciła pod wydzielający ciepłą poświatę ogień.
Nie chcę, aby moje słowa były jedynie wiązką dźwięku, o której zapomnisz. – Na wargi najemniczki ponownie wpłynął przyjazny uśmiech. Powiedziawszy to, kobieta przykucnęła naprzeciw wygłodniałych płomieni. Wrzuciła w nie ubrudzoną od krwi chusteczkę, której nijak już nie dałoby się doprowadzić do stanu sprzed oczyszczenia twarzy złodziejki.
Jeśli będziesz czegoś potrzebować, możesz się do mnie odezwać, Hawke. A teraz... – Veilore dźwignęła się na nogi. – Wysuszyłaś się już? Czeka nas niemała wycieczka, a potem wizyta u Sel. Musisz jej powiedzieć, że oddałaś swoje zdobycze. W końcu będzie źle, jeżeli nadal będzie trwała w takim gwałtownym wzburzeniu na ciebie! – Oczywiście część wspomnianej złości przetransportowała się na blondynkę. To też musiała załatwić.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Lut 12, 2016 8:00 pm

Nic nie odpowiedziała na jej słowa, wzruszyła tylko delikatnie ramionami. No bo co miała rzecz? Jasnowidzem nie była, nie wiedziała jak długo złotowłosa będzie miała jeszcze szczęście do unikania Koszmarów. Tamta mogła mieć co najwyżej nadzieje, że ten stan będzie się utrzymywać jak najdłużej. W końcu to byłaby dla niej najlepsza opcja, co nie?
Nie wyglądało też na to, że miałaby zamiar przemówić, czekając na to co zdecyduje Veilore. Serio myślała, że to posuniecie z poddaniem się woli kobiety w tej chwili, co miało skutkować niedługim uwolnieniem spod jej skrzydeł, jest dobrym rozwiązaniem. Cóż, miała się mylić przynajmniej co do czasu… No i tego jak się miało skończyć to oddanie tych przedmiotów. Nie ma się co oszukiwać, gdyby Hawke wiedziała, że tamta będzie chciała ją później zaprowadzić z powrotem do rudej inkwizytorki to dwa razy, by się nie zastanawiała nad opcją ucieczki od niej. Ba, gdyby się tylko nadarzyła najbliższa okazja ciemnowłosa, by ją zwyczajnie wykorzystała i zwiała jak najdalej, by się dało. Zmarszczyła lekko czoło i ściągnęła lekko brwi na kolejne słowa kobiety. Jakoś nie rozumiała jak takie słowa miały jej pomóc. Jeśli Veilote myślała, że one nawrócą naglę Hawke to dość mocno musiała się zawieść. W ciemnowłosej już długo był zakorzeniony taki, a nie inny tryb życia. Ona zwyczajnie nie znała innego, bo jakoś nikt nigdy nie chciał go jej pokazać. Nie żeby dziewczyna się im z tego powodu dziwiła. W końcu była włóczęgą, nieznajomym z ulicy, który nawet nie znał swojej rodzinny. O takich ludziach jak Hawke się nie pamięta, oni istnieją, ale jakoś nikt nie czuje większej potrzeby aby im pomagać. Erin o tym dobrze wiedziała i przyzwyczaiła się do tego. Ciemnowłosa odprowadziła kobietę wzrokiem do pomieszczenia gospodyni, po czym przeniosła burzowe spojrzenie na ogień. Grzecznie czekała, choć po jej głowie nadal błądziła myśl o ucieczce. Przecież to byłoby takie łatwe… Złapać za płaszcz i wydostać się stąd jak najszybciej. Uciec od tej kobiety i więcej jej nie spotkać. Pozostawiając ją bez słowa podziękowania za uratowanie przed Selene i postawienie ciepłego jadła… mimo to Hawke jakoś tego nie potrafiła zrobić. Coś ją trzymało na tym cholernym krześle, a ona sama nie widziała co takiego, a może zwyczajnie nie chciała tego uczucia w jakikolwiek sposób nazywać? Hm… Taka odpowiedź też jest możliwa. Ruszyła się trochę niespokojnie na krześle i objęła się ramionami, dalej patrząc na ogień. Tak… Niech już będzie po wszystkim… Chcę odpocząć… Przespać się w jakimś ciepłym kącie... Z jej rozmyślań wyrwał ją jednak głos kobiety. Przeniosła znów spojrzenie na nią, słuchając co ta ma znów do powiedzenia. Nie mam zamiaru się odzywać. Nie chcę mieć długów… Jeszcze tego mi brakuje przebiegło jej jeszcze przez myśl. Zdążyła wstać, a gdy usłyszała o pomyśle pójścia do inkwizytorki wzdrygnęła się i cofnęła o jakieś dwa kroki od najemniczki. W ogóle jej się nie podobał ten pomysł. No ej! To było, do cholery, pchanie się w jaskinie wygłodniałego lwa, a Hawke było jeszcze życie miłe, nawet jeśli bywało marne i beznadziejne.
- Nie chcę do niej iść - burknęła, krzywiąc się. Nawet nie miała zamiaru chować negatywnych odczuć co do dalszej części planu Veilore. - Ona mnie teraz zamorduje jak zobaczy w najłagodniejszym przypadku znów uderzy... - dodała zaraz.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Lut 14, 2016 10:46 pm

Veilore dostrzegła tę niewielką oznakę niechęci w oczach ciemnowłosej dziewczyny, a zdołała ją ujrzeć tylko ze względu na rozmowę, jaką prowadziły, dzięki słowom jakie wcześniej padły z jej ust. Inaczej być może kobieta nie rozpoznałaby tej niezwykle krótkotrwałej zmiany, a tym samym nie odpowiedziałaby w żaden sposób na obawy, jakie zapewne pojawiły się wraz z wspomnieniem o możliwości zwrócenia się w potrzebie.
Najemniczka wpatrzyła się w swoją młodszą towarzyszkę ze spokojnym wyrazem twarzy.
Nie musisz dawać mi nic w zamian – powiedziała i uśmiechnęła się łagodnie do dziewczyny. Nie oczekiwała tego i zdawało się jej, że nawet o tym nie napomknęła ani nie dała do zrozumienia żadną nutą z tych, które wypłynęły spomiędzy jej warg. To i owo byłaby w stanie zrobić nawet niewielkim kosztem. Choćby i udostępnić kąt.
A po zapewnieniu nadszedł czas na mniej przyjemną kwestię, a mianowicie temat odnalezienia Sel, do którego złodziejka nie podeszła zbyt entuzjastycznie, czemu akurat Vei się nie dziwiła. Wszakże widziała na własne oczy, co działo się z dziewczyną w rękach inkwizytorki, niemniej jednak najemniczka była zdania, że posunięcie to jest właściwe, a przynajmniej lepsze niż czekanie na bieg zdarzeń. Sel nie przejdzie tak łatwo, więc lepiej za jednym razem opróżnić cały magazynek, niżby wojowniczka miała spotkać Hawke później i wyżyć się na osobności. Nie daj jeszcze, gdyby przyłapała złodziejkę na kolejnym gorącym uczynku. Wtedy byłby to ostatni krąg piekielny! Najgłębsze jego czeluści!
Panna Silver, zbliżysz się, ułożyła dłoń na barku młodszej.
Też tam będę, zrobię co trzeba, aby nie dopuścić do kolejnej takiej akcji. Lepiej pójść, Hawke. Jeśli spotkasz ją później, może się okazać, że ta złość nie minęła. I sądzę, że jest to wielce prawdopodobne. Przede wszystkim dlatego, że Sel nie będzie miała pojęcia, że oddałaś te rzeczy.
Zresztą na Vei Selene też była zła, coś czuła, że w pierwszej kolejności, zaszarżuje właśnie na nią, a nie na złodziejkę. To najemniczka przerwała inkwizytorce jej "dzieło". A to zapewne, zdaniem wojowniczki, było jeszcze gorszym czynem!
Zsunąwszy dłoń z ramienia ciemnowłosej, kobieta, nie pytając, ujęła towarzyszkę pod ramię i pociągnęła w stronę drzwi. Tak czy owak wyjść musiały, a nie zamierzała ustępować, choćby i jej samej groziło coś gorszego niż poturbowanie.
Chodźmy, Hawke. – Uśmiechnęła się niepewnie, bo ciągle czekała ją praca, a starcie z Sel, jednym, eufemistycznym określeniem, mogłoby być "wyczerpujące". Tymczasem o późnej porze musiała trzymać się jeszcze na nogach i w razie konieczności, móc dobrze wypełniać obowiązki związane z zadaniem, którego się podjęła. – Lepiej zakopać topór wojenny szybciej, niż później.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pon Lut 15, 2016 10:09 pm

No to ją kolejne słowa złotowłosej zaskoczyły i to dość porządnie. Przecież przed chwilą o tym pomyślała, a ta jakby zaprzeczyła jej myślą. Poczuła się na prawdę dziwnie. Trochę nie wiedziała co o tym myśleć. Z drugiej strony poczuła się trochę głupio, że pomyślała o tym, że Veilore będzie coś od niej chciała. Przecież gdyby żądała zapłaty to już dawno kazała jej zapłacić za pomoc sobie.
Drgnęła, gdy tylko pomyślała o tym, że Selene będzie ją chciała pewnie ukarać. Uch… Aż się bała myśleć o tym jaką karę mogłaby sobie wymarzyć inkwizytorka. Tak, dobrze będzie jak tamta na nią nakrzyczy czy tam uderzy z raz czy dwa… Ale na prawdę Hawke nawet nie chciała myśleć na jaki pomysł mogła wpaść tamta. Z wymyślań ciemnowłosej wyrwał ją dotyk na ramieniu. Jakoś tak momentalnie się delikatnie skuliła i przymknęła ślepia jakby czekając na cios czy coś. Cóż… Nie było jej się co dziwić. Erin raczej nie była przyzwyczajona do delikatnego się obchodzienia z jej osobą. W końcu Selene nie należała do spokojnych i trzeźwo myślących gdy się wkurwi. Dzisiejsza akcja była tego najlepszym przykładem. Uspokoiła się jednak nieco, gdy cios nie nastąpił, a sama ciemnowłosa zrozumiała, że Veilore nie chce jej zrobić nic złego. Pokiwała tylko głową na znak, że zrozumiała. Nie widziała sensu dalszego stawiania się. Oczywiście nadal nie śpieszyło jej się by spotykać rudą inkwizytorkę, ale widziała, że tamta nie ma zamiaru odpuszczać i nie ważne co ona teraz zrobi, Veilore będzie stała uparcie przy swoim. Tak, było trzeba teraz odpuścić, bo taki upór nie miałby najmniejszego sensu w tej chwili. Wzięła swój płaszcz i go założyła, po czym niechętnie wstała, przy tej małej pomocy złotowłosej, i ruszyła razem z najemniczką.

// zt x2 Klik

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sro Wrz 21, 2016 5:06 pm

Dni bywały nudne, długie i nierzadko gorące. Wieczory zaś jeszcze nudniejsze, jeszcze dłuższe i jeszcze bardziej gorące. Wędrując po zakurzonej ścieżce od kilkunastu godzin Freya stwierdziła, że fajnie byłoby trochę odpocząć, zrelaksować się, napić czegoś itp itd. Jak na życzenie zza zakrętu wyrósł budynek zajazdu. Z wnętrza dobiegały rozmaite odgłosy. Zadowolona i bez wahania przekroczyła próg, poprawiając wiszący na jej plecach futerał z instrumentem.
Wewnątrz było dość dużo ludzi, mało kto zwrócił na nią uwagę. Najwyraźniej trwała jakaś zabawa, większość stolików była zajęta, pracownicy uwijali się jak mogli, na podwyższeniu stała grupa nieznanych muzyków, wszyscy obecni mieli świetne humory, pili, tańczyli i dokazywali. Głośno acz kulturalnie. Rudowłosa zielonymi oczyma omiotła całe pomieszczenie. W związku z brakiem wolnych krzeseł skrzypaczka usiadła przy barze, w sąsiedztwie dwóch niezajętych miejsc (miała pewność, że nikt nie będzie przeszkadzał). Gestem przywołała oberżystę zamawiając kufel miodu pitnego dobrej jakości. Niedawno sporo zarobiła występując dla zadufanego szlachcica z prowincji. W zapomnienie puściła fakt, że poza występem, przy każdej możliwej okazji, próbował ją obmacać. Prychnęła z rozbawieniem, cicho, jakby sama do siebie, wypijając duszkiem cały trunek. Westchnęła głęboko z najwyższym zadowoleniem. Jego chłód zaczął powoli przywracać jej energię, ponadto w przybytku panowała przyjemna letnia temperatura.
Zamówiła kolejny kufel i dopiero wtedy usłyszała "muzykę". Grupa pseudograjków rzępoliła niesamowicie. Freya zacisnęła mocno usta, z irytacją. Tego nie szło słuchać. Nie byli zgrani, fałszowali, całość ratowała jedynie żwawość melodii. Poczuła się w obowiązku aby zaserwować obecnym trochę lepszą muzykę. Opróżniła drugą szklanicę miodu do trochę więcej niż połowy po czym wstała, wyjmując i szybko strojąc skrzypce. Bezpardonowo wskoczyła na podwyższenie, stanowczym gestem ręki uciszając grajków. Patrzyli na nią z mieszaniną osłupienia oraz niedowierzania. Mimo wszystko przestali grać. Ludzie zebrani w zajeździe obrócili głowy w jej kierunku, zaniepokojeni nagłą ciszą. Rudowłosa oparła skrzypce o ramię, z powagą obserwując tłum. Po chwili na twarz dziewczyny znienacka wstąpił szalenie zadziorny, radosny uśmiech i zaczęła grać (KLIK!).
Pierwszą reakcją zebranych było osłupienie, które błyskawicznie zastąpił wybuch entuzjastycznej radości (ku uciesze muzykantki). Co żywsi powstawali z miejsc, tańcząc i krzycząc. Freya tanecznymi podskokami wskoczyła w tłum, ze szczerym śmiechem dając się porwać dzikiej zabawie i nie przestając grać. "Pseudograjkowie" przygrywali, próbując jakoś dołączyć do melodii, jednakże znacznie ciszej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Wrz 23, 2016 8:06 pm

Rachel szła ścieżką, wpatrując się w niebo. Słońce chyliło się już ku zachodowi, ale wciąż było niesamowicie gorąco. Blondynka otarła pot z czoła bawełnianą rękawiczką. Dokąd właściwie zmierzała? Chyba nigdzie. Nie miała ustalonego celu, ot, może natknie się na coś ciekawego. Jak zazwyczaj. Nabierała coraz większego przekonania, że tutaj nie można się nudzić. Zwłaszcza, że znajdowała się w części miasta aż rojącej się od interesujących ludzi.
Przechodziła właśnie koło zajazdu. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, czy by się nie zatrzymać odpocząć. Odrzuciła jednak tą myśl. Od jakiegoś czasu unikała takich miejsc. Nie przepadała za alkoholem, a pijani goście gospód niemal zawsze ją zaczepiali, nierzadko też próbowali wsadzić ręce tam, gdzie nie powinni. Nie brakowało także dość wulgarnych okrzyków. Nie, to zdecydowanie nie miejsce dla Rachel. A może jednak?
Przechodząc koło okna, zauważyła coś. A raczej kogoś. Poza dużym tłumem w sali i wszechobecnym nastrojem zabawy, Rachel wypatrzyła znajomą sylwetkę. Czy to... Tak! Słyszała także muzykę, nie mogła jej pomylić z nikim innym. Tylko ona miała tak cudowną rękę do skrzypiec.
A co tam... Blondynka postanowiła się chociaż przywitać. W końcu dawno się nie widziały, a poprzednie wspólne przygody nie były raczej z rodzaju łatwych do zapomnienia. Właściwie to myślała, że już nigdy jej nie spotka.
Z wesołą miną przekroczyła próg zajazdu. Całe szczęście nikt nie zwrócił na nią uwagi. Nie wyróżniała się strojem - błękitna sukienka, sięgająca czarnych pantofelków, pozbawiona była zbętnych ozdób. Włosy spięła na karku granatową wstążką, zawiązaną w kokardę.
Korzystała z faktu, że nikt się nie zainteresował jej osobą i przystanęła pod ścianą, woląc nie wtapiać się w tłum tańczących. Wpatrywała się cały czas w rudowłosą skrzypaczkę, delikatnie się uśmiechając i kołysząc do rytmu.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Wrz 25, 2016 12:10 pm

Pląsy i tańce zdawały się nie mieć końca. Niektórzy w końcu usiedli zmęczeni, łapiąc oddech i pijąc, inni ciągle radośnie hasali. Freya z kolei bezproblemowo utrzymywała tempo, powoli jednak mając dość nadmiaru ludzi. Wodząc oczami po każdym z osobna nagle zauważyła . Stała pod ścianą, tak po prostu, kompletnie nie zwracając na siebie uwagi. Udając, że jej nie widzi, muzykantka zrobiła kilka zwinnych obrotów, wymijając ludzi i ostatni "piruet" kończąc przodem do starej znajomej. Opuściła instrument (uprzednio wygrywając ostatnią nutę melodii), trzymając go w jednej ręce wraz ze smyczkiem i obserwując blondwłosą z łagodnym uśmiechem. Przez głowę rudowłosej przeleciało kilka scen ich wspólnych epizodów w przeszłości, nierzadko zabawnych. Mimowolnie lekko zachichotała.
- Cześć, Rachel, kopę lat - powiedziała, będąc doskonale słyszalna, gdyż w przybytku na moment zapanowała cisza, którą szybko wypełnili "pseudograjkowie". W związku z tym wszyscy, którzy ze zdziwieniem wbijali gały w rudowłosą, co to nagle przestała grać, wrócili do zabawy. Freya cieszyła się ze spotkania, miło było zobaczyć znajomą twarz. Takie już życie muzyka - wszyscy znają ciebie, ty zaś niemalże nikogo. Poza tym lubiła tę kruszynę.
- Dziwnie spotkać cię w takim miejscu. Ale najwidoczniej pomimo wszystko nadal nie chcesz zwracać na siebie uwagi, co? - rzekła frywolnie, mając na myśli wolny od ozdób ubiór. Skrzypaczka już jakiś czas temu upodobała sobie dokuczanie towarzyszce w taki czy inny sposób. Nie dziwota więc, że zaraz po tych słowach pochyliła się w kierunku ramienia towarzyszki z figlarnym uśmiechem, przejeżdżając powoli palcami po jej włosach, od góry zaczynając. - To nie działa, i tak wyglądasz pięknie... - szepnęła zalotnie, prosto do ucha blondwłosej, w tym samym czasie odwiązując kokardę, którą spięła włosy i, zanim dziewczę zdążyło zareagować, odskoczyła w tył, pokazując z tryumfem zdobycz.
- Już ci kilka razy mówiłam, że w rozpuszczonych włosach wyglądasz lepiej - wyjaśniła radośnie, zawiązując wstążkę na gryfie instrumentu. Nie wiedziała jeszcze czy jej ją odda. Granatowy kolor ładnie pasował do ciemnego, sosnowego drewna skrzypiec. Poza tym byłaby to swoista pamiątka. Kiedy skończyła, chwyciła dłoń towarzyszki, lekko acz stanowczo ciągnąc ją ku barze. - Skoro już tu jesteś to napijmy się! Ja stawiam - uspokoiła od razu, próbując sobie przypomnieć czy Rachel kiedykolwiek zdradziła jej jakie trunki lubi. Chyba wspomniała wino. Krzyknęła zamówienie, po chwili obserwując z zadowoleniem jak oberżysta nalewa do lampek dobrej jakości kilkunastoletniego wina. Zapomniała o kuflu z miodem, który, swoją droga, gdzieś przepadł. Mniejsza z nim.
- Ostatnimi czasy udało mi się wystąpić dla majętnego jegomościa, co się szlachcicem zwie. Był wyraźnie zadowolony dzięki czemu sporo zarobiłam - wyjaśniła z entuzjazmem. - A jak najlepiej wydać pieniądze jeśli nie po to aby kogoś uszczęśliwić? - dodała, puszczając towarzyszce figlarnie oko.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Sro Paź 05, 2016 11:58 pm

Rachel wciąż ukradkiem obserwowała skrzypaczkę. Każdy ruch fascynował. Złapała się na tym, że całe otoczenie jakby ucichło. Zignorowała nawet to, że ktoś ją niechcący potrącił. Potrząsnęła głową, wyrywając się z zamyślenia. Gdy już straciła nadzieję, że dziewczyna ją pamięta, ta zatrzymała się tuż przed nią.
- Witaj. Faktycznie, sporo czasu minęło. Dobrze widzieć cię w zdrowiu. – odparła z uśmiechem. Nie zwracała już uwagi na pozostałych grajków i ludzi w zajeździe, póki jej sylwetka była tak blisko.
- A więc pamiętasz nawet, że nie lubię takich miejsc. Czuję się zaskoczona. A jak wiesz, adoratorów mam już po sam nos. Wystarczy… – uśmiechnęła się niewinnie. – Nie weszłabym tutaj przecież bez powodu. – dodała, kierując spojrzenie na instrument w dłoniach dziewczyny.
Nie zdążyła nawet nic powiedzieć, stosownie zareagować, gdy ozdoba z jej włosów nagle zmieniła właściciela. Jednak Rachel musiała przyznać, że w nowym miejscu wstążka prezentowała się znakomicie.
- Nie tylko to mi mówiłaś. Nie chcę zwracać na siebie uwagi, pamiętasz? – Przekrzywiła delikatnie głowę, naprawdę ciesząc się ze spotkania i chłonąc je całą sobą. Nie miała jednak na to zbyt dużo czasu, bo w następnej chwili została już zaciągnięta do baru. Zapowiada się interesujący wieczór. I tak jak myślała, dostała zaraz zaproszenie do picia. No cóż, zwykle stroniła od alkoholu, zwłaszcza, gdy widziała i czuła zapach ludzi, którzy zdecydowanie za bardzo cieszyli się jego właściwościami. Jednak teraz…
- Majętny jegomość, czy nie majętny, nie znaczy, że zaraz masz za mnie płacić. – rzuciła towarzyszce figlarne spojrzenie z delikatną nutką wyrzutu. – Ale skoro nalegasz… – uśmiechnęła się ponownie do towarzyszki, mrużąc powieki. Naprawdę ją lubiła. Lubiła w niej świeżość, spontaniczność i radość z każdej chwili. Sięgnęła powoli po kielich z winem i wykonała nim kilka okrężnych ruchów, oceniając zawartość. Ujdzie. W takim towarzystwie może zresztą pić wszystko.
- Nie sądzisz, że właśnie zyskałaś we mnie dłużnika? – Spytała, dalej wpatrując się w ciemnoczerwoną ciecz, zamkniętą za szkłem. Zaraz jednak przeniosła spojrzenie na osóbkę, dzięki której w ogóle trzymała naczynie z ową cieczą w ręce. – A może taki był twój plan od początku? Bym musiała jakoś ci się odwdzięczyć? – mruknęła, zerkając zalotnie spod półprzymkniętych powiek, a kąciki ust wyginając w zadziornym półuśmiechu,

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Pią Paź 07, 2016 8:27 pm

Ludzie w gospodzie już od jakiejś chwili byli zajęci sobą jednak nawet gdyby robili raban to Freya nie zawracałaby na nich najmniejszej uwagi, w pełni pochłonięta towarzyszką. Nie mogła powstrzymać komentarza odnośnie słów blondwłosej.
– Wcale się nie dziwię twoim adoratorom, najwyraźniej wiedzą co dobre – skwitowała z perfidnym uśmieszkiem. Kolejne zdanie wywołało w muzykantce pewną konsternację, zwłaszcza gdy podążyła za spojrzeniem Rachel. Rudowłosa, jak to ona, nie omieszkała skomentować. – Mówisz o skrzypcach, muzyce czy o mnie? – spytała, unosząc brwi, i próbując zabrzmieć równie niewinnie co ona. Dla lepszego efektu pogładziła swój podbródek.
Całe szczęście nikt nie zawracał im głowy w związku z czym, pomimo zajętych obok miejsc, miały przy barze spokój. Jedynie karczmarz co jakiś czas spoglądał w ich kierunku, najwyraźniej oczekując jakichś zamówień (chociaż na brak zajęć nie mógł narzekać).
– Aczkolwiek nalegam, na coś te pieniądze trzeba wydać – rzekła, niby od niechcenia, kątem oka obserwując towarzyszkę. Freya może fortuny nie zbiła ale faktycznie, ostatnio wiodło jej się dobrze i z oszczędności zawsze zostawało trochę na dobrą zabawę lub bardziej komfortowy nocleg. Najwyraźniej ludzie poszukiwali rozrywki w tych trudnych i niebezpiecznych czasach. Sztuka niewątpliwie niosła swego rodzaju ukojenie na zszargane nerwy.
Widząc pełne skupienia i krytyki spojrzenie jakim Rachel obdarzyła kielich rudowłosa mimowolnie zachichotała z rozbawieniem.
Urocza… pomyślała z delikatnym uśmiechem.
– W przybytku jak ten nie oczekujmy może trunków najlepszej jakości… – zaczęła, sama upijając łyk. Zdecydowanie miód pitny bił wszystko inne na głowę ale wino nie było znowu takie złe. Być może kwestia gustu. Cóż, twarzy blondwłosej nie wykrzywił grymas zniesmaczenia, czyli zwycięstwo. - …Ale czy to nie odpowiednie towarzystwo sprawia, że wszystko smakuje lepiej? – dokończyła z pełnym sympatii uśmiechem, kręcąc trzymanym w ręce naczyniem. Z każdym łykiem czuła przyjemne ciepło płynące przez jej przełyk ale do stanu nietrzeźwości było jeszcze daleko. Mocna głowa robi swoje.
Muzykanci zmienili repertuar na nieco spokojniejszy, jak gdyby mieli w zamiarze dać roztańczonym i rozochoconym gościom chwilę na odpoczynek. Część ludzi głośno protestowała jednak szybko zostali uciszeni przez wykidajłę. Wyciszeni lub wyproszeni.
– Kto to wie?... – odparła na wypowiedź Rachel na temat bycia dłużnikiem, uśmiechając się tajemniczo i uciekając spojrzeniem gdzieś w bok.
Po kolejnym łyku wina postanowiła zmienić temat.
– Co cię sprowadza w te strony? Dość dawno nie miałyśmy okazji porozmawiać a co dopiero spokojnie się napić. – Na twarz rudowłosej wstąpiło szczere zaciekawienie. - A może przytrafiło ci się coś ciekawego? Opowiedz, nie daj się prosić – powiedziała, przysuwając się bliżej ze swoim krzesłem. Wyszczerz, który miała na twarzy, przypominał uśmiech dziecka, któremu obiecano ciekawą bajkę na dobranoc.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Zajazd na obrzeżach    Nie Kwi 09, 2017 1:50 am

Zbyła delikatnym uśmiechem odpowiedź dziewczyny o adoratorach. Uwielbiała tylko czuć ich spojrzenia podczas występu, nie potrzebowała ich w żadnym innym momencie. Jednak jednocześnie stwierdzenie cieszyło pewną część osobowości Rachel.  W końcu każdy lubi, jak mu się schlebia, prawda?
- Hm... Jakby się zastanowić... Staram się nie ignorować dobrej muzyki, a twoja zdecydowanie się wyróżnia. – Odpowiedziała na kolejne pytanie. – Szczególnie, jeśli trzymasz w dłoniach te piękne skrzypce. – dodała, trącając ręką wstążkę. Tak, zdecydowanie tu pasowała.
- Na coś… Skoro nalegasz, nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu zaakceptować ten fakt. – Ponownie się uśmiechnęła, tym razem w nieco inny sposób. Bardziej… ciepło niż zazwyczaj. Wbrew pozorom ten postawiony przez rudowłose dziewczę trunek nieco ratował blondynkę z opresji. Nie wiodło jej się ostatnio najlepiej i gdyby miała tracić pieniądze jedynie na picie, raczej by się na to nie zdecydowała. – Ale pozwól mi zrobić coś dla ciebie następnym razem. Długi bardzo ciążą mi na sumieniu.
Odwróciła na chwilę spojrzenie. Zapowiadał się naprawdę interesujący wieczór. A blondwłosa panienka szczególnie była ciekawa jego zakończenia.
Wróciła wzrokiem do swojej rozmówczyni.
- Cóż… Dobre towarzystwo potrafi zrekompensować braki w wielu kategoriach – stwierdziła, zdając sobie sprawę, że jeszcze nie skosztowała wina. To był chyba dobry moment. Uniosła kielich i delikatnie umoczyła usta. Oczywiście zdarzało jej się pić lepsze, ale… - I naturalnie wszystko smakuje lepiej.
Rozejrzała się po zajeździe. Zaczynało już być trochę spokojniej, co ucieszyło Rachel. Kątem oka zauważyła, że kilku potencjalnie problematycznych osobników zostało wydalonych z karczmy. Idealnie. Może nikt jej dzisiaj nie będzie zaczepiał. A raczej nikt nieproszony.
- Co mnie sprowadza, pytasz… - Zamyśliła się na chwilę. – Cóż, poniekąd tu mieszkam. – Nie wyjawiała nikomu swojej historii, toteż nie miała zamiaru robić tego i tym razem. Miała drugi dom, do którego, o ironio, też niebezpiecznie było się przyznawać. – Bardzo bym chciała zabawić cię jakąś opowieścią, ale nie przychodzi mi do głowy nic wartego uwagi. Zakładam, że doświadczałaś o wiele ciekawszych przygód. Może ty mi coś zdradzisz? Jak się wiodło na szlaku? – spytała, wpatrując się w towarzyszkę wielkimi, pełnymi zaintrygowania i cichej determinacji oczami.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zajazd na obrzeżach
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Dom Yui Takumi i Agavaen Brockway - Obrzeże Tokio
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Zaułek na obrzeżach
» Gospoda "Królewski Zajazd"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: