IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Darling, darling, doesn't have a problem...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Nancy
Cicha Wiedźma
avatar

Liczba postów : 76
Join date : 25/10/2015

PisanieTemat: Darling, darling, doesn't have a problem...   Wto Lis 24, 2015 11:37 pm

Imię i nazwisko:
Jedno odziedziczone po matce, kolejne po babce… Trzeba przyznać, że jej rodzina miała talent do wymyślania imion i komponowania ich w długie, niekiedy nawet śmieszne korowody. W przypadku blondynki padło na Nancy Elisebeth Violette Sarah Marie Lucy Claire Adler z domu Windworth. Bardzo, ale to bardzo trefny wybór. Dlatego też zwykła skracać to przydługie nazwisko do Nancy Elisebeth Adler, ostatecznie do pani Adler.
Pseudonim:
W zasadzie nie lubi jakichkolwiek przezwisk czy zdrobnień. Uważa, że jej pierwsze imię jest na tyle ładne i krótkie, że nie potrzebuje żadnych zbędnych dodatków kosmetycznych. Ale jeśli już znajdzie się ktoś, dla kogo imię Nancy jest za długie, można zawsze do niej mówić per Nana lub Nan. Wśród czarownic znana jest jako Eleanor Braithwaite.
Wiek:
Wizualnie niebezpiecznie oscyluje pomiędzy dwudziestką piątką a trzydziestką, i mniej więcej tyle właśnie ma. Przyszła na świat czternastego marca dwadzieścia sześć lat temu. Z zachowania jest wyjątkowo poważną kobietą, przez co większość osób niekiedy podwaja jej wiek. A to wszystko dzięki małżeństwu z dwukrotnie starszym mężczyzną, za którego wydano ją, gdy miała zaledwie piętnaście lat.
Rasa:
Córka marnotrawna, wybryk natury, piąte koło u wozu… Tak nazywał ją ojciec, gdy na łożu śmierci jego jedyna córka wyznała mu, że jest czarownicą. Sama uważa się za człowieka, bo ze swoich mocy niechętnie korzysta, ale ogarnia ją bezsilna złość przemieszana ze smutkiem, gdy tylko dowiaduje się o egzekucji kolejnej z jej sióstr.
Grupa:
Chociaż nie jest tutejsza, nie utożsamia się z mieszkańcami czy cyrkowcami, od których woli uciekać gdzie pieprz rośnie. Odziedziczone po zmarłym mężu pieniążki pozwalają jej na prowadzenie luksusowego życia w dworku. Dlatego też skutecznie udaje zwykłą, młodą wdowę, która do miasta, jak każdy szanujący się wędrowiec, zagląda tylko w celach biznesowych.
Ranga:
To ona jest głównym celem Inkwizycji. Niby nie ma twardych dowodów, że ta młoda dama jest Cichą Wiedźmą, jednak śmierć jej męża krótko po wyjściu jego licznych romansów na światło dzienne rzuca cień na jej reputację. Tak samo jak domniemane kontakty z czarownicami. Dziwnym trafem ślady Nancy i Eleanor dość często się krzyżują…
Zawód:
Mąż, aby ją udobruchać, otworzył dla niej kwiaciarnię ze szklarnią. Obecnie jest ona jej właścicielką. Zatrudnia kilka osób do pracy w ogrodzie, z którego kwiatów tworzy piękne bukiety i wieńce, zarówno dla najbogatszych, jak i tych o nieco mniej zasobnym portfelu. Bo jednak hodowlą koni i winnicą jej zmarłego męża zajmuje się majordom.
Moce:
Co powiesz na pocałunek?
Usta i dłonie Nancy mają to do siebie, że potrafią leczyć. Samym tylko dotykiem potrafi uśmierzyć ból, ograniczyć krwawienie czy zmniejszyć obrzęk, ale sekret tkwi w jej ustach. Wystarczy, że kobieta pocałuje poszkodowanego w czoło, a już można niektóre obrażenia między bajki włożyć. Może nastawiać kości, przyspieszać gojenie się ran czy też je oczyszczać, ale nie wyleczy groźnej choroby, co najwyżej zbije temperaturę.
[ sugerowane ograniczenia – małe rany i tamowanie małych krwotoków: raz na trzy posty; duże rany o tamowanie dużych krwotoków: raz na sześć postów; przeziębienia i inne niegroźne choroby: raz na osiem postów; nastawianie kości: jedna mała kość, na przykład paliczki, raz na trzy posty, każda większa: raz na pięć postów ]
Broń:
brak
Umiejętności:
Jest bardzo zdolną zielarką i ogrodniczką. Ma dobrą dłoń do roślin, zna również ich praktyczne zastosowanie w medycynie, kuchni czy komponowaniu perfum.
Nie gotuje za dobrze, chociaż trzeba jej przyznać, że piecze pyszne ciasta, zwłaszcza te owocowe.
Ma bardzo dobrą pamięć, wręcz fenomenalną. Dlatego też lepiej jej nie podpadać, bo charakter ma mściwy.
Ikebana, czyli sztuka układania kwiatów. Jakby nie spojrzeć – specjalnością jej kwiaciarni są bukiety, które sama przecież komponuje na tyłach zakładu.
Bardzo ładnie intonuje słowo pisane. Gdyby miała dzieci, z pewnością by to doceniła. Niemniej jednak czytana przez nią poezja naprawdę trafia do duszy słuchaczy.
Ze względu na słabe zdrowie potrafi zemdleć w każdej możliwej sytuacji i miejscu. Ale równie dobrze udaje, że omdlała. Aktorka z niej pierwszorzędna.
Bardzo elokwentne z niej babsko. Ładnie się wysławia i umie to wykorzystać przy zagadywaniu innych. Czasem ciężko jej przychodzi zamykanie jadaczki.
Jest dość samodzielna: sama sobie zaszyje dziurę w sukni, naprawi mniejszą usterkę w domu czy posprząta, ale jest za leniwa. Niemniej jednak w razie czego poradziłaby sobie bez pokojówek i służących.

Charakter:
Nancy ma dość specyficzny charakter. Bijąca od niej powaga i pewność siebie raczej odstrasza, niż na wzór magnesu przyciąga otoczenie. Wśród wiedźm znane są jej humory. Niby dorosła, niby wiedźma, ale czary niewiele są w stanie wskórać z silnymi wahaniami nastroju u kobiety. Zresztą, nawet niedana jej jest przecież taka moc! Zawsze jednak potrafi przeprosić po niekontrolowanym wybuchu złości.
Ma opinię kobiety fatalnej. Po śmierci męża, która - notabene miała miejsce akurat wtedy, gdy Nancy dowiedziała się o jego romansach i stale rosnącej liczby dzieci z nieprawego łoża - rodzina często posyłała ją na spotkania z mężczyznami, którym wcale nie przeszkadzały nieciekawe plotki na temat kobiety. Wręcz przeciwnie. Oczarowani jej urodą i nienagannymi manierami, niestety też majątkiem, często czynili jej niemoralne propozycje. I dziwnym trafem wszyscy zapijali się na śmierć. Jakby odrzucenie ze strony Nancy kompletnie rujnowało ich psychikę.
Umysł Nany jest nieco ograniczony. Kobieta, pomimo pewnej inteligencji, przejawia cechy typowe dla psychopatów. Jej myśli krążą utartymi ścieżkami, które znane są tylko samej Nancy. Ciężko jej wyłamać się spoza schemat, a przynajmniej tak sama z siebie. Jeśli już, to udaje, że rozumie koncept zgoła odmienny od jej postrzegania rzeczywistości.
Dysponuje niewielką, ale wystarczającą dla niej ilością charyzmy, która pozwala jej zjednywać sobie serca wiedźm. Udostępnia im pokoje w swoim domu, pozwala płakać sobie na ramieniu, jest łaskawa, sprawiedliwa. Opiekunka idealna? Może tak, może nie. Ale w swoim zamiłowaniu do wiedźm jest momentami ślepa. Nie dostrzega potencjalnego zagrożenia z ich strony. Może go nie ma? Nie ma to znaczenia, i tak go nie dostrzeże.
Niewiele jej potrzeba do szczęścia. Jeśli gest jest szczery, przyjmie go z otwartymi ramionami. Nawet zwykły polny kwiatek potrafi wywołać na jej twarzy szczery uśmiech. Jednak każdy potrafi się przyzwyczaić do luksusów, prawda?
Charakter, pomimo sprzeczności, ma silny. Odporna psychicznie, silna, zdecydowana. Czego chcieć więcej od wiedźmy, która udaje przykładną obywatelkę? Nawet przyjmuje komunię, co jest dla niej silnym upokorzeniem. Duma ją kiedyś zgubi. Nie znosi ulegać, a czasy, kiedy musiała być posłuszna swojemu mężowi najchętniej wytarłaby ze swojej pamięci pumeksem.
Wygląd:
Urodą Nancy idealnie wpisuje w europejski kanon piękna. Właściwie jest bardzo urodziwą kobietą, która pomimo dwudziestu sześciu lat na karku zachowała świeżość osiemnastoletniej dziewczyny. Twarz ma delikatną, wręcz: dziewczęcą. Duże, fiołkowe oczy z zaciekawieniem obserwują każdego, kto tylko przewinie się jej przed nosem. Okrągłe i otoczone długimi rzęsami dodają jej tylko niewinnego uroku, a w połączeniu z drobnym noskiem i piegowatymi policzkami, w których przy każdym uśmiechu pojawiają się słodkie dołeczki, tylko się uśmiechnie. Usta Nany nie należą jednak do niewinnych – pełne, malinowe i ciągle się wykrzywiają w kokieteryjnym uśmiechu. Albo są przygryzane przez rząd prostych, zadbanych zębów.
Wzrostem zdecydowanie nie grzeszy. Niby metr sześćdziesiąt pięć to wcale niemało, zwłaszcza jak na kobietę, jednak dzieciństwo spędzone pośród braci utwierdziło ją w przekonaniu, że im więcej centymetrów wzwyż, tym lepiej. Mankament ten nadrabia wąską talią i sporym biustem. Chodzą też plotki, że jej mąż zdecydował się na ślub z nią tylko dlatego, że jej biodra, szerokie, zaokrąglone, są idealne do rodzenia synów, silnych, młodych chłopców, którzy przejęliby po śmierci ojca majątek. Brak jednak w tym jakiegokolwiek ziarna prawdy. Nancy urodziła jedynie dwie córki, obie zresztą zmarły krótko po urodzinach. Ale złośliwi będą przecież wiedzieli lepiej, prawda?
Dumą kobiety są jej długie, długie, lekko falowane włosy. Na pierwszy rzut oka - piękny odcień niemalże białego blondu. Dopiero w naturalnym świetle zdaje się jakby dostrzec rude refleksy, które niby sugerują jej nieludzkie pochodzenie. Dużo poświęca im uwagi. Codziennie spędza godzinę rano i wieczorem na szczotkowaniu, myciu i nakładaniu rozmaitych specyfików, które sama produkuje z tego, co może zaoferować jej Matka Natura.
Z racji bycia wdową, zawsze nosi się na czarno. Nie odsłania ciała nawet w najgorętszy dzień. Latem całości stroju zwykł dopełniać kapelusz z czarnym welonem. Jedynym kolorowym dodatkiem są wplatane we włosy wielobarwne kwiaty. Tylko jako Eleanor ubiera się na kolorowo. A może nawet nie tyle, co barwnie, co po prostu przywdziewa stroje z ciemnofioletowych materiałów. I zawsze welon. Zawsze.
Historia:


Braciszku!

Słowa nie oddadzą, jak bardzo mi Ciebie brakuje. To takie śmieszne - jako najstarszy z rodzeństwa najszybciej mnie pokochałeś. Czy to może dlatego, że już jako dwunastolatek miałeś silne poczucie więzi rodzinnych? Gdy pozostała piątka naszych braci usilnie upodabniała się do dzikich zwierząt, Ty jeden pomagałeś matce w opiece nade mną. To ty stałeś przy mnie, gdy niepewnie stawiałam pierwsze kroki. Niestety, nie dostrzegłam Cię, gdy stawałam przed ołtarzem. Byli wszyscy, tylko nie Ty. A to właśnie Ciebie chciałam najusilniej tego dnia zobaczyć. Chociaż jestem mężatką już od trzech miesięcy, nie czuję się dobrze. Dodam: boję się. Boję się tego mężczyzny, za którego wydali mnie rodzice.
Braciszku, mam tylko piętnaście lat. I tak pokojówka wyznała mi, że jej siostrę wydano w wieku lat dwunastu. Żadna to ulga, Mój mąż ma już trzydzieści cztery i czwóro uznanych dzieci, same córeczki, ze zmarłymi dwoma żonami. Nie mogę mu odmówić pewnego uroku osobistego. Jest też przystojny i chociaż nie mogę go uznać za najmłodszego mężczyznę na całym świecie, zestarzał się jednak dobrze. Tylko raz traktuje mnie jak kobietę, raz jak dziecko. C'est chiant! Nawet jak nie chciałam, to zostałam jego żoną. A ten tylko mnie przytula, bierze na kolana i czasami, z miną bardzo zblazowaną, nawija moje włosy na palce i je całuje. Najbardziej się boję nocy. Póki co śpimy w osobnych sypialniach. On śpi, ja nie. Bardzo się boję tej konsumpcji związku. Przeraża mnie myśl o tym, co może mnie wtedy spotkać. Czasami przychodzi do mnie w nocy. Niby nic nie robi, ale wiesz, jakie to nieprzyjemne uczucie, gdy dwie duże dłonie wsuwają się pod Twoje ubranie? Dotyk sam w sobie przyjemny, przyznam ze wstydem (tuszę, iż wykażesz się dyskrecją, Bracie kochany), jednak niepokojący. Mówi, że robi to, żebym się do niego przyzwyczaiła. Potem zawsze się na mnie kładzie i całując, nadal dotyka. A kiedy się nacałuje, wstaje i wraca do swojej sypialni. Krótko po tym dobiega mnie jego spokojny oddech. On śpi, a ja do rana nie mogę otrząsnąć się z tego szoku. Dlaczego to na mnie padło? Pourquoi, jak to mawiają Francuzi?
Proszę, prześlij mi pocztą kilka kwiatów z ogrodu rodzinnego. Tylko to może chwilowo ukoić moją zbolałą duszę.
Adieu, Braciszku. Przesyłam serdeczne uściski i prośby o mentalne wsparcie.


Braciszku!

Jestem na samym dnie rozpaczy. Excusez moi, niepotrzebnie zaczynam od uderzenia w tak dramatyczny ton, ale... Stało się. Mój mąż, mój własny mąż, który ślubował mi opiekę, klął się na boga, że nigdy mnie nie skrzywdzi, mi to zrobił. Trzy tygodnie temu. Byłam zajęta czytaniem Twojego ostatniego listu, który w końcu został dostarczony (zaiste, Royal Post czyni mi ostatnio niesłychane trudności), gdy on nagle wszedł do mojego pokoju. Był niezdrowo pobudzony. Dopóki się nie odezwał, zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie ma gorączki. Oddychał szybko, wręcz sapał. Wzrok błędny, szaleńczy, obłąkany uśmiech, ciało rozpalone. Bełkotał coś, że za długo czeka, że nie może tak dłużej. Nim zdążyłam połączyć fakty w jedną, spójną całość, chwycił mnie za rękę i pchnął na łóżko. Reszty nie mogę opisać. Robi mi się niedobrze, gdy tylko sobie przypominam tę obrzydliwą brutalność, która towarzyszyła jego ruchom w tej chwili. Nie chodzi mi o ból. Ból fizyczny to nic w porównaniu z urażoną, pohańbioną dumą. Byłam wtedy jego lalką, zabawką służącą zaspokojeniu żądz. Gdy skończył, po prostu wstał i opuścił mój pokój. Znalazła mnie w tym stanie pokojówka. Tylko ona ma dla mnie chociaż odrobinę ciepłych uczuć. Od razu, nie pytając się o nic, zabrała mnie do łazienki i naszykowała gorącą kąpiel. Odrobinę pomogło mi to ukoić zszargane nerwy i obolałe ciało. Zupełnie jakby było dwóch moich mężów - ten czuły, który starał się mnie ze sobą oswoić i ta bestia, która w biały dzień wydarła mi to, co było dla mnie najcenniejsze.
Od kilku dni nie mogę przestać wymiotować. Pokojówka, panna Dolores, twierdzi, iż wysoce prawdopodobne jest to, że zaszłam w ciążę. Noszę pod sercem owoc mojej nienawiści do męża. Ach, jakżebym chciała sprawić mu ten sam ból!
Braciszku, zaklinam Cię: nie mów o tym jednak rodzicom. To bestialstwo zasługuje na potępienie, ale nie chcę, by rodzice się dowiedzieli o tym, do jakiego bestialstwa dochodzi pod moim dachem. To bym im złamało serca. Ojciec wiele razy powtarzał mi, że mam służyć mężowi również cieleśnie, ale biedny ojczulek nie przeżyłby wieści o gwałcie na swojej jedynej córce. Przekaż im tylko tyle, że mogą doczekać się wnucząt. Mam nadzieję, że to będzie dziewczynka, wolna od okrucieństwa, które jej ojcu rozsadza żyły.
Całuję Cię i proszę o mentalne wsparcie. Dziękuję też za tę herbacianą różę i bukiecik bratków. Suszą się już w starym albumie.


Braciszku!

To już jest pewne. Jestem w ciąży. Noszę pod sercem dziecko, które jest owocem haniebnego czynu, którego dopuścił się mój mąż. On sam nie wykazuje żadnych śladów skruchy. Wręcz przeciwnie, zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Prowadzi mnie po Wishtown za rękę. Czuję się źle z tym za dużym brzuchem. Wręcz okropnie. Niby jeszcze nie czuję kopnięć, jednak zawsze byłam chuda. Mam wrażenie, że on czuje niejaką dumę, pokazując się ze mną publicznie. Sprezentował mi nawet suknię, która maskuje mój rosnący brzuch. Gdyby nie moje złe samopoczucie wywołane ciążą, z pewnością bym odrzuciła podarek, jednakże... Wspominałam, że niedobrze mi z tym bębnem na dziecko. Suknia jest naprawdę śliczna, fioletowa, z haftowanymi czarnymi motylami u brzegów i mnóstwem szkarłatnych falbanek przy rękawach i gorsecie. Chyba ucieszyło go to, że przełamał moją dumę. Obecnie śpimy razem - przynajmniej nie dlatego, że pomimo mego stanu nadal pragnie mojego ciała - ale dlatego, że chce być przy mnie i pilnować, abym sobie nic nie zrobiła. Obejmuje mnie, całuje moje ramiona i kark, gładzi nasze nienarodzone jeszcze dziecko, czasem poczyta mu bajki i wiersze. Ten człowiek doprawdy wyprzedza swoją epokę. Uważa, że to dobrze robi na rozwój naszego maleństwa. I wcale się nie obraża, gdy nagle wybucham śmiechem, tylko się uśmiecha i obejmuje mnie ramieniem. Z niechęcią odnotuję pewne polepszenie naszych relacji. Wspomnienie gwałtu nie dopada mnie tak intensywnie, jak wcześniej, gdy tylko na niego spojrzę. Mimo to wciąż ogarnia mnie pewne przerażenie, gdy tylko nasze spojrzenia się spotykają.
Przeraża mnie myśl, że pomna doznanych krzywd zaczynam się w nim powoli zakochiwać.
Powiedz mi, Bracie, co u Ciebie? Royal Post nadal czyni trudności, za to przesyłka dostarczona przez Twego posłańca bardzo mnie ucieszyła. Jeśli to będzie dziewczynka, będę ubierała ją w ten kaftanik w każdą niedzielę i święta.
Całuję Ciebie i Cathrine. Bardzo się cieszę, że i Wam w końcu się powiodły próby poczęcia dziecka, a co najważniejsze: że wspólnie tego pragnęliście.


Kochany bracie!

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz pisałam do Ciebie list. Wybacz mi, ale jednak nie mogłam się pozbierać. Najpierw we śnie odeszła Lilianne, a rok temu moja pierworodna, Rosemary. Nie mogę w to uwierzyć. W wieku dwudziestu jeden lat straciłam dwójkę dzieci. Elles, moje najukochańsze córeczki, dla których poruszyłabym niebo i ziemię odeszły. Michael jest dla mnie jak opoka. Czuwa nade mną każdej nocy, czyta mi wiersze. Niedawno sprezentował mi kwiaciarnię. Piękny to podarek, ale co może ukoić krwawiące serce matki? Chodzę i oglądamy groby moich dziewczynek każdego dnia. Codziennie przynoszę im świeże kwiaty. Grób Lilianne otoczyłam niskimi liliami, zaś przy grobie Rosemary nakazałam zasadzić mały różany krzew odmiany Amorosa. Codziennie doglądam rośliny i przynoszę im skomponowane przez samą siebie bukiety. Najczęściej niezapominajki i fiołki, a także lawendę. Chcę, żeby moje dziewczynki słodko śniły. Sama używam lawendy do snu. Michael nie lubi jej woni, ale nie protestuje, gdy w wspólnym łóżku ukrywam pod prześcieradłami i poduszkami mieszki z mieszanką tych kwiatów. Mój mąż w tym roku ukończy czterdziesty rok życia. Niewiele się zmienił. Zmartwienie i stres wyryły lekkie zmarszczki na jego licu, ale i tak prezentuje się okazale. Chyba miałeś rację. Miłość przychodzi z czasem. Nawet wspomnienie poczęcia Rosemary nie napawa mnie takim bólem. Owszem, nadal mam obawy przed oddawaniem się mężowi, jednak z każdym razem są one coraz słabsze.
Od blisko pół roku staramy się o dziecko. Bez skutku. Chyba widok moich córeczek, jednej po drugiej, pogrążonych w śmiertelnym śnie wysuszył moje łono. Michael mnie nie obwinia. Z wiekiem robi się coraz bardziej rozsądny. Na razie kupił mi psa. To radosne stworzenie naprawdę umie dodać kolorów każdej chwili, w której mi towarzyszy. Ty, Catherine i Amelie musicie go zobaczyć. Jackie to naprawdę urocze zwierzę. Od razu podbiło moje serce.
Ten rok był dla mnie naprawdę ciężki. Wykazuję się przy tym egoizmem. Cała nasza szóstka - Ty, ja, Markus, Anthony, Gabriel, Louis, Benedict i matka dobrodziejka bardzo przeżyliśmy śmierć ojca. Pamiętam, jak biedny starzec majaczył, gdy żegnałam go sam na sam. Co on nagadywał! Teraz wywołuje to u mnie śmiech i łzy.
Całuję całą Waszą trójkę i oczekuję rychłej odpowiedzi.


Bracie najdroższy,

zostałam sama. Nie wiem, co mam zrobić. Los za szybko odebrał mi męża. Do tej pory nie wiem, czemu odszedł we śnie w strasznej agonii. Bracie, co mam począć? Polecani mi przez Was kawalerowie napawają mnie wstrętem. Nie mogę dość do siebie po spotkaniu z ostatnim z tych prostaków. Co się stało z arystokracją, Anglio, płacz! Jako kobieta w sile wieku, dwudziestu trzech lat, straciłam już ukochanego męża i dzieci, a także pożegnałam matkę i ojca. Mam tylko Ciebie, Bracie. Błagam, poproś Catherine, aby przyjechała do mnie na kilka dni. Jak dawno nie spożywałam z nią deseru na ogrodzie. Brakuje mi tej lekkości, radości i chęci życia. Trafiła Ci się rzadka perła, Bracie. Dbaj o nią. Catherine, niby egzotyczna orchidea, wymaga wiele uwagi i czułości. Wiem, że stać Cię na więcej. Powiedz mi, dlaczego ona tak często płacze? Na pogrzebie Michaela prawie się udusiła własnymi szlochami. Poczułam się jak zwykła nałożnica, nie jak żona, gdy uświadomiłam sobie, że ja tak go nie opłakuję. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz, czemu nakazałam jej się oddalić.
Z niegasnącą miłością i tęsknotą


Maisy!

Jak ja dawno do Ciebie nie pisałam! Ach, któżby to pamiętał? Powstałaś jako wytwór wyobraźni samotnej dziewczynki, teraz stałaś się realna. Utożsamiam Ciebie z Dolores, moją pokojówką. Obie odznaczacie się tą samą lojalnością i łagodnymi ruchami, które zawsze sobie u Ciebie wyobrażałam. Wyobraźnia naprawdę czyni cuda. Byłaś przy mnie, gdy wyznałam ojcu, że jestem czarownicą. To Ty pomogłaś mi zająć moje miejsce. Świadomość, że śpisz w moim umyśle, zawsze dodawała mi sił. Byłaś iluzją konieczną. Nie istniejesz, ale dla mnie tak. Wiem, że piszę te słowa do nikogo, że zaraz spalę tenże list, jednak muszę przelać moje myśli na papier. Dzięki Tobie odkryłam prawdę o niewierności mojego męża. Mieszanki ziołowe z dodatkiem trucizny pomogły mi się zemścić. Skrzywdził mnie po trzykroć, Maisy. Pokochałam go, pomimo gwałtu i zdrad. Ale gdy odkryłam podobieństwo małej Amelie, domniemanej córki mego brata, do niego, wpadłam w szał. Serce mi drżało, ale to zrobiłam. Tak samo z Catherine. Z nią było o wiele łatwiej.
Dzięki Ci za wszystko.

Ciekawostki:
Urodziła dwie córki, niestety, najdłużej żyła druga, bo aż całe dwa lata.
Boi się ognia.
Nie umie pływać.
Bardzo lubi czytać. Najchętniej studiuje dzieła wybitnych filozofów i myślicieli, ale zwykłą, dobrą powieścią też nie pogardzi.
Unika kościoła i symboli związanych z chrześcijaństwem jak ognia. Ale jednak chodzi, modli się w kaplicy, starając się odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Cóż za masochizm, cóż za poświęcenie dla sprawy.
Jako mała dziewczynka wymyśliła sobie przyjaciółkę, Maisy. Jeszcze jako nastolatka i dorosła kobieta pisała do niej listy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Darling, darling, doesn't have a problem...   Czw Lis 26, 2015 4:42 pm

Kartę czytało się szybko i przyjemnie, a postać jest całkiem milutka <3. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na fabule. Życzę miłej gry!


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
 
Darling, darling, doesn't have a problem...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Organizacja :: Zapisy-
Skocz do: