IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boczna sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lawaille
Piękna Jutrzenka
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 05/12/2015

PisanieTemat: Boczna sala    Wto Gru 08, 2015 6:43 pm

[Proszę o wyrozumiałość - opis, a ewentualnie ilustracja, pojawi się po jakimś czasie.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lawaille
Piękna Jutrzenka
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 05/12/2015

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Wto Gru 08, 2015 8:31 pm

Ciemna postać zwinnie lawirowała w natłoku ciał. Nie rzucała się w oczy. Stosunkowo średni wzrost i brak szczególnie rzucających się w oczy dodatków sprawiał, że w pogrążonym w półmroku pomieszczeniu stawała się niemal niewidzialna. Dziś mogła sobie na to pozwolić; wyjątkowo nie miała nic przeciwko bycia jedynie cząstką cienia własnej osoby. Ekscentryczna natura jej charakteru została zaspokojona, nadszedł więc czas na chwilę wyciszenia. Paradoksalnie tylko podobne temu miejsca pozwalały jej na osiągnięcie tak zwanego katharsis. Oczyszczała się z wszelkich trosk, natłoku myśli czy stłumionych emocji w dzikim tłumie obrzydliwych ludzi. To (niestety) tutaj odnajdywała najprawdziwszy spokój. Będąc w środku chaosu, jednała się z nim całą swą duszą. Znikały więc podziały, uprzedzenia, wszelka nienawiść, ale również sympatia i miłość. Pozostawała jedynie pustka, która błogością otulała zmęczone ciało i wyniszczały umysł.
Z początku jej tułaczka nie miała celu. Dzierżąc w dłoni potężny kufel piwa, z którego wciąż jeszcze sączyła się piana, beznamiętnym spojrzeniem błękitnej tęczówki lustrowała otaczającą ją maść zepsutego człowieczeństwa. Roześmiane twarze, nietrzeźwe spojrzenia, kąśliwe uwagi, otyłe sylwetki i niezgrabne ruchy tworzyły nad wyraz odpychający obraz. Mimo wszystko coś pięknego było w owej degradacji. Umacniało jej poczucie wyższości oraz napawało pewnością siebie. Dziękowała w duchu, że jest kimś więcej, że ich ambicje nie mogły jej dorównać - z resztą jak oni sami. Ten samozachwyt kończył rozkoszny etap jej próby wyciszenia.
Stojąc wciąż jeszcze gdzieś w środku panującego zamieszania, skosztowała nieco trunku i rozejrzała się. Tym razem jednak skupiając spojrzenie na wolnym miejscu. Lawaille nie wierzyła w przypadki (w końcu idea przypadku mogłaby zaprzeczyć całej nadzwyczajności jej osoby, której bynajmniej nie można uznać jedynie za zrządzenie losu). Dlatego, już nie zwlekając, ruszyła w stronę nieznajomej kobiety samotnie zasiadającej jedną z ław – bowiem należała ona do pierwszego spostrzeżenia Czarownicy.
- Takie urocze damy nie powinny szukać księcia w tak obskurnych miejscach. – Zauważyła jakby od zniechęcenia, co przejawiało się w nonszalancji, z jaką zajęła miejsce, nie trudząc się w oczekiwaniu na pozwolenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Wto Gru 08, 2015 8:54 pm

Ludzka rasa… Jedna, z najbar­dziej zepsu­tych na świe­cie zaraz bok pomiotu demo­nicz­nego. Tak przy­naj­mniej twier­dziła Sam po latach obser­wa­cji świata takim jakim on jest. Ludzie bowiem byli wsta­nie sprze­dać wła­snego brata, matkę czy kogo tylko się da za infor­ma­cje, złoto czy wpływy. Ludzie mor­do­wali nie, z przy­musu lecz z chęci, a w ich dzia­ła­niach nie było niczego co mogło by wnieść coś waż­nego do egzy­sten­cji. Owszem, to ludzie byli pre­kur­so­rami wielu waż­nych odkryć czy wyna­laz­ków lecz mimo wszystko te same jed­nostki we wszyst­kim szu­kały zasto­so­wa­nia mili­tar­nego… Jeśli zaś mowa, o jed­nost­kach nie­wy­róż­nia­ją­cych się z tłumu czyli miesz­cza­nach… cóż są oni jedyną grupą spo­łeczną jaka w dość szybki spo­sób potra­fią two­rzyć dobre rze­czy by w kolej­nej sekun­dzie wszystko psuć… Jed­nak dla śmierci nie było zna­cze­nia czy jest się miesz­cza­ni­nem, rycer­stwem, kle­rem czy też należy się do jed­nej, z orga­ni­za­cji. Wszy­scy byli prze­cież wobec niej oraz Sam równi.
Wła­śnie ta rów­ność oraz urok destruk­cyjny spra­wiał iż kobieta uwiel­biała w wol­nych chwi­lach mar­no­wać swój czas w przy­byt­kach róż­nych. Dziś jed­nak wybór padł na jedną, z karczm i szcze­rze powie­dziaw­szy naj­wy­raź­niej karczmy stały się miej­scem do jakich powraca czę­ściej niż do jedy­nej osoby jaka, z chę­cią zechciała by ją przy­jąć pod swój dach. Lecz jeśli ma sie do wyboru obser­wa­cje gatunku ludz­kiego w ilo­ściach dość spo­rych, a spę­dze­nie czasu z jedną jed­nostką… Wia­do­mym jest iż każdy wybie­rze tę pierw­szą opcję dzięki, któ­rej chwila relaksu może zaowo­co­wać rów­nież reflek­sją.
Tak było i tym razem. Sam pozo­sta­wała ską­pana w cie­niu karcz­mien­nej zawie­ru­chy obser­wu­jąc prze­różne sceny. Od tych bła­hych gdzie ludzie zapi­jali się by zapo­mnieć, przez te gdzie jakiś jego­mość gro­mił swą lubą czy też dziwkę, skoń­czyw­szy na wyzwa­niach na poje­dy­nek czy innych zakła­dach mniej lub bar­dziej uda­nych. Tak było i tym razem. Widziała dziś już wiele. Jed­nak jesz­cze wiele było przed nią. Tak jak choćby występ grajka uwa­ża­ją­cego się za barda czy śpie­waczka pie­jąca niczym wilk do księ­życa. Tak owe oko­licz­no­ści przy­rody były naprawdę piękne… Można by powie­dzieć iż pra­wie tak samo jak jej wino jakie nie zostało ruszone wcale od chwili zakupu lecz któż by się tym przej­mo­wał? Prze­cież nie kobieta wręcz nie­wi­dzialna. Dobrze. Kła­mię. Sam była dobrze widziana przez lud­ność lecz więk­szość obcho­dziła ją sze­ro­kim łukiem tylko i wyłącz­nie dla­tego iż wie­dzieli kim jest, a kon­kret­niej cóż nosi na swych bar­kach. Szary płaszcz. Insy­gnia przy­na­leż­no­ści do orga­ni­za­cji leżał teraz uło­żony za jej ple­cami jed­no­cze­śnie przy tym peł­niąc rolę cze­goś na wzór okry­cia nerek.
-Nie zali­czam się do dam- Odparła dopiero po paru minu­tach gdy intruz raczył zając miej­sce przy jej sto­liku. Jed­nak owy intruz nie został zaszczy­cony nawet prze­lot­nym brą­zo­wym spoj­rze­niem czy choćby jakim­kol­wiek prze­ja­wem więk­szego zain­te­re­so­wa­nia. Ot przy­la­zło coś, to i pój­dzie. Pro­ste.
Tak przy­naj­mniej uwa­żała Sam. Jed­nak świat nie jest tak pro­sty, a to czego tak naprawdę pra­gniemy ni­gdy nie otrzy­mu­jemy dla­tego też zna­jąc jej nie­szczę­ście owy intruz pozo­sta­nie tutaj przez czas jakiś. Jed­nak kobieta w duchu zakli­nała wszyst­kie świę­to­ści tylko i wyłącz­nie po to aby ta nie­chciana jed­nostka nie oka­zała się kolejną nawie­dzoną istotą… Prze­cież ile można tako­wych w swym życiu spo­ty­kać?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lawaille
Piękna Jutrzenka
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 05/12/2015

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sro Gru 09, 2015 10:03 pm

Samael rzeczywiście (i niestety) pomyliła się co do swojego intruza. Usiadłszy wygodnie, nie miał on najmniejszego zamiaru opuścić jej zbyt prędko. Zwłaszcza dostrzegając sytuację tak kusząco dogodną do małej potyczki słownej. W dodatku – nie oszukujmy się – o tej porze ze świecą szukać równie dogodnego miejsca, dalekiego od zwyczajowego miejsca wszelkich pijackich awantur, a zarazem idealnego w ich obserwacji.
Lawaille uśmiechnęła się delikatnie. Jednak żarliwa iskra, która pojawiła się w jej spojrzeniu, demaskowała kamuflaż względnej uprzejmości. Bowiem, jak przystało na prawdziwą Wiedźmę, nie darzyła Inkwizycji uczuciem szczególnie gorącym. Pogarda była wręcz najmilszym z zachowań, z jakim z jej strony mogła spotkać się przedstawicielka tej przeklętej organizacji. Zaskakiwał natomiast fakt, że kobiety, które postanowiły uczestniczyć w inkwizycyjnej farsie, zwykle same o to prosiły. Główną tego oznaką (w jakże skromnym mniemaniu Jutrzenki) była mordercza aura, szerzącą się wokół ich postaci. Lawaille nie próbowała nawet pojąć, dlaczego Inkwizycja – będąca rzekomą podporą ludzkości - pozwalała, by jej członkinie nie znały podstaw odpowiednich manier. Nie próbowała dociekać, czy naprawdę nikt nie zdołał zauważyć, że w ten sposób organizacja traciła ufności swego ukochanego ludu, a doświadczona czarownica bez zwątpienia potrafiłaby odpowiednio to wykorzystać. Wiedźmę bynajmniej nie zszokowałby podobny obrót sprawy. Wierzyła, że prędzej czy później „nędzny pomiot diabła” oczaruje wieśniaków, którzy pójdą zań w śmiercionośne objęcia ponurych strażników. Nienawiść zrodzi nienawiść, a Wielka Wojna zawładnie światem i przyjdzie czas na chwałę. Jeśli nie uda się Królowej, przyjdzie następna. Jednak niewątpliwie czarownice w końcu zatryumfują.
- Masz rację, damy zwykle nie oburzają się o nazwanie je damami, ale sugestię o pragnieniu księcia. Nie wypada w końcu damom marzyć o kimś tak wysokiej rangi. To byłaby oznaką pyszności. – Mówiła spokojnym, ale donośnym głosem, który przebijał się przez pijacki śpiew. W tym samym momencie wzrok Lawaille leniwie przesuwał się po licu dziewczyny. W innych okolicznościach delikatne rysy Inkwizytorki niewątpliwie mogłyby poruszyć sercem Jutrzenki. Jednak szary płaszcz skutecznie gasił cały temperament. Nie powinno nigdy wskakiwać się dwa razy do tej samej, pokrewnej ani podobnej rzeki. Zwłaszcza jeśli wspomnienie tamtej wciąż jeszcze wywołuje gorzki posmak na podniebieniu. Odwracając więc wzrok od ust Sam, skierowała twarz w stronę cywili. – O czym członkom Inkwizycji nie wypada marzyć?
Obecność dwóch kobiet, z która jedna wciąż w oczach wielu zdawała się mężczyzną, druga zaś nietypowa budziła postrach, mimo wszystko nie peszyła tłumu. Ta beztroska intrygowała podobne Jutrzence osoby, które świadome ciągłego zagrożenia, stale trzymały się na baczności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Desideria
Nieokreślony Twór
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 13/11/2015

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Gru 10, 2015 9:10 am

Zacho­wa­nie intruza było jedy­nie prze­lotną chwilą. Ludzie bowiem przy­cho­dzą i odcho­dzą tak też zapewne będzie i w tym przy­padku… Jeśli jed­nak będzie ina­czej, to cóż trudno się mówi. Nikt nie powie­dział iż Sam miała roz­ma­wiać, z kimś jej pokroju zwłasz­cza iż przy głęb­szej obser­wa­cji ujrzała rze­czy jakich nie powinna, a mia­no­wi­cie owy błysk w oku, pozy­cja wska­zu­jąca iż nie ma zamiaru ruszyć swego sza­cow­nego tyłka przy­naj­mniej przez dłuż­szy czas no ale… Kto jak kto lecz panna szary płaszcz nie miała zamiaru zbyt­nio się przej­mo­wać tego typu zacho­wa­niem. Była tutaj po to aby poob­ser­wo­wać ludzi nic wię­cej. Nie tknęła wina mimo iż na­dal stało przed nią lecz i ten fakt nic nie zna­czył…
Dłuż­szą chwilę dziew­czyna poświę­ciła na obser­wa­cji oto­cze­nia za nic mając swego nie­pro­szo­nego gościa tak samo jak i jej słowa jed­nak… W pew­nym momen­cie wzrok jej prze­su­nął się na dziew­czynę, a to co ujrzała było dla niej niczym innym jak tylko roz­rywką. Prze­cież przed jej spoj­rze­niem nie umknęło spoj­rze­nie tego dziw­nego ist­nie­nia. Spoj­rze­nie jakie nic nie wno­siło do życia, a wprost prze­ciw­nie mogło być wręcz iry­tu­jące bio­rąc pod uwagę zacho­wa­nie tych drob­nych gestów w sto­sunku do oko­licz­no­ści oraz słów jakie padły, z ust dziew­czyny. Słów pozba­wio­nych sensu bytu w świe­cie takim jak te.
-Przyj­rzyj się im- Ode­zwała się wresz­cie deli­kat­nie przy tym wska­zu­jąc głową prze­ciw­le­gły kąt sali gdzie wła­śnie odby­wała się potężna liba­cja połą­czona, z naj­wy­raź­niej oży­wioną roz­mową pro­wa­dzoną przez kobietę oraz męż­czy­znę. Dzięki gesty­ku­la­cji można było uznać iż owa para się kłóci lecz, o co? nie, to nie było ważne.
-Masz tu swój przy­kład dam oraz księ­cia… -Dodała tylko i wyłącz­nie po to aby zaak­cen­to­wać jej sto­su­nek do tego wszyst­kiego.
-Ludzie, z natury szu­kają tego czego nie mogą pra­gnąć, a jeśli już to otrzy­mają… cóż mar­nują wszystko na rzecz jakiś try­wial­nych pod­sta­wo­wych instynk­tów…– Oj tak. Des miała taki, a nie inny pogląd na świat ponie­waż widziała już naprawdę wiele i nic nie było wsta­nie zmie­nić jej podej­ścia… Podej­ścia do świata prze­gni­łego gdzie każdy jest równy w obli­czu śmierci oraz niej samej. Oczy­wi­ście przez cały czas trwa­nia tego wywodu wpa­try­wała się w tamto miej­sce obser­wu­jąc roz­wój wyda­rzeń, a trzeba przy­znać iż było co oglą­dać. Męż­czy­zna bowiem naj­wy­raź­niej był wku­rzony bądź wypił za wiele wnio­sku­jąc po czer­wo­nych pla­mach na jego twa­rzy, a wrza­ski jego żony czy też może nawet żony dzia­łała na niego naprawdę źle… Oczy­wi­stym był fakt tego jak zakoń­czy się ta scena. On ude­rzy ją, a ona mimo wszystko na­dal będzie trwać przy nim w imię miło­ści. Tak bowiem zwie się siła jaka nisz­czy ludz­kość od wielu tysięcy lat. Siła gor­sza od Kosz­ma­rów czy też ludzi obda­rzo­nych pew­nym genem.
Dopiero gdy ta scena zakoń­czyła się w prze­wi­dy­walny spo­sób Sam uchwy­ciła w dłoń drew­niany kubek w jakim znaj­do­wało się wino tylko i wyłącz­nie po to aby upić deli­kat­nie zawar­tość jaka oczy­wi­ście nie sma­ko­wała jej wcale. Jed­nak czego się dzi­wić skoro w dzi­siej­szych cza­sach nawet wino zda­wało się byc tak samo podłe jak cały ten świat!
-Spy­taj jej członka- odparła zadzior­nie dopiero teraz sku­pia­jąc całą swoją uwagę na dziew­czy­nie sie­dzą­cej na prze­ciw niej. dla­czego to uczy­niła? Tak naprawdę nie miała zamiaru odpo­wia­dać, na to pyta­nie z dwóch przy­czyn. Pierw­szą był fakt iż dzia­łała w owej orga­ni­za­cji na dystans nie prze­kra­cza­jąc murów jej sie­dziby, a po dru­gie nie za bar­dzo się utoż­sa­miała, z tym cho­ler­stwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Paź 06, 2016 2:34 pm

Pośpiech, natłok pracy i rozbawione, lekko pijane towarzystwo, tak w kilku słowach można było opisać ten wieczór. Lana lawirowała między stolikami, roznosząc zamówione posiłki i napitki oraz sprzątając naczynia. Jakby tego było mało, musiała sprytnie unikać pewnego jegomościa, któremu alkohol dodał kurażu i zapragnął porwać kobietę do tańca. Odmówiła mu już kilkakrotnie, jednak mężczyzna ani myślał odpuścić. Irytacja Lany stawała się coraz większa, szczególnie, że namolny adorator przeszkodził jej w podsłuchaniu paru ciekawych rozmów.
Gdy tylko nadarzyła się chwila spokoju, umknęła na zaplecze. Wieczorami ciężko było o dłuższą przerwę, więc jedynie poprawiła szybko fryzurę i upewniła się, że peruka znajduje się we właściwym miejscu. Kobieta bardzo o nią dbała, w końcu należała do najczęściej noszonych. Stworzona z naturalnych blond włosów, wykonana dłońmi prawdziwego mistrza - jedynie niesamowicie wprawne oko mogłoby dostrzec, że nie są to prawdziwe włosy Lany. Takie dzieła perukarskiej sztuki kosztowały majątek, ale warto było w nie inwestować. W końcu sztuczne włosy wyszły już z mody, a Męczennica nie chciała wyróżniać tanim badziewiem.
Wzięła parę głębokich wdechów i wróciła na salę. Sporo gości ubyło, jednak nie brakowało nowych. Właściciel spojrzał na nią ponaglająco. Przywołała na twarz promienny uśmiech i wróciła do pracy, tym razem w bocznej sali.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Paź 06, 2016 3:59 pm

- Selene… starczy ci już, chodźmy – dosłyszała i poczuła, jak jej towarzyszka pociągnęła delikatnie za mankiet rękawa od dłoni, którą właśnie odstawiła opróżniony do dna kufel piwa. Sel nie znała się na żartach. Wyłapywanie ich było dla niej tak wielkim wysiłkiem, niczym upojna noc z rachunkiem różniczkowym. Ale tym razem potraktowała wypowiedź swej rozmówczyni jako pierwszorzędny kabaret, wybuchnąwszy śmiechem tak gwałtownym i szczerym, aż zwróciła na siebie uwagę ludzi siedzących wkoło, co było nie lada wyczynem, gdyż wszyscy wkoło znajdowali się w stanie wątpliwej trzeźwości.
- Przecież dopiero przyszłyśmy…! – zachichotała, trącając ją łokciem. Nie była świadoma, że spędziła tu już znaczną część wieczoru, zamawiając jedno piwo za drugim. Została zaproszona w celu wysłuchania problemów swojej koleżanki, jednak bąbelki unoszące się wzdłuż kufla do góry okazały się być o wiele bardziej interesujące od rozterek miłosnych wspomnianej dziewczyny. Zresztą, Selene nigdy nie była najlepszym słuchaczem. O ile bardziej wolała mówić! A ile bardziej działać!
Włączył jej się głupkowaty nastrój. Miała ochotę puścić do kogoś oczko… gdyby tylko ktoś zechciał załapać z nią kontakt wzrokowy! Och, skutecznie odstraszała ludzi, zapewne krążyły już jakieś plotki o rudowłosej inkwizytorce, czyniącej rozpierdol wszędzie tam, gdzie się pojawia. Aż dziw, że przed wejściem do gospody pod Złotą Kaczką nie wywieszono jej portretu z podpisem „Ni chu-chu, ona tu nie wchodzi”.
Jej towarzyszka musiała zauważyć, że Sel wciąż żyje w swoim świecie, a wszelakie próby kontaktowania się z nią po prostu nie skutkują, bo wstała nagle i wyraźnie podirytowanym tonem oznajmiła:
- Rób, co chcesz; ja idę. – Gdyby dziewczę nie zrobiło tego tak (w mniemaniu Selene) szybko i zręcznie, z pewnością zdobyłaby się na trafną ripostę. Ta przyszła do jej głowy, gdy została sama jak palec przy stoliku, a brzmiała ona „chyba ty”. Niestety, nie zdążyła wypowiedzieć tych słów na głos, a nie była na tyle pijana, aby gadać sama ze sobą.
Jako że na gwałt potrzebowała rozrywki, również wstała, usiłując ją sobie zapewnić na własną rękę. Wzrokiem rozglądała się po wnętrzu sali, wypatrując znajomych twarzy. Nic z tego. Z braku lepszego pomysłu wylądowała chwilowo w toalecie, usiłując doprowadzić się do porządku. Obmyła twarz wodą, a wychodząc, skręciła do pomieszczenia obok, w nadziei, że tam zazna odrobinę bardziej interesujących towarzyszy.
I wtedy ujrzała ją, swoją najbardziej ulubioną, najukochańszą, najwspanialszą kelnerkę w całym Wishtown! A przynajmniej takie właśnie odnosiła wrażenie, gdyż kobieta jawiła się jej niczym czynna fontanna na pustyni, tyle że dla niespożytkowanej nadpobudliwości Selene.
- Lana, jak dobrze cię widzieć! – wykrzyknęła, podchodząc bliżej, z tonem tak uprzejmie zaskoczonym, jakby spotkanie kelnerki w karczmie było czymś wyjątkowym. – Spokojnie dziś tu macie… - westchnęła zaraz z nieukrywanym zawodem, nie mając wcale na myśli ilości klientów, ponieważ tych było całkiem sporo, a raczej… wszelakich urozmaiceń typu: bójki, przyśpiewki i gra w karty. Na to właściwie liczyła, ale wstyd jej było przyznać.
- Potrzebujesz może pomocy? – zapytała, trzepocząc rzęsami. Była skłonna do poświęceń. I choć do roznoszenia posiłków nadawałaby się jak rzeźnik do baletu, to z żywą przyjemnością potrafiłaby wyrzucić jakiegoś naprzykrzającego się jegomości za drzwi. – A może… skusisz się na piwo w moim towarzystwie? – proponowała dalej, jakby zupełnie nieświadoma, że biedna Lana ma w tej chwili istne urwanie głowy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Paź 06, 2016 5:38 pm

W bocznej sali spędziła dłuższy czas, szczególnie przy pewnej marudzącej parze, składającej zamówienie. Gdyby myśli mogły zabijać, parka dawno leżałaby martwa, a Lana perfekcyjnie udawałaby zaskoczenie i przerażenie tym niespodziewanym zgonem. Niestety, ów mordercze zamiary nie miały mocy sprawczej, więc tylko uśmiechała się przyjaźnie, cierpliwie wysłuchując ich monotonnych rozważań i czasami odpowiadając na pytania. W końcu jednak udało się! Zamówili specjalność kucharza.
Z ulgą odeszła od stolika, by przekazać instrukcje dalej, gdy nagle zauważyła znajomą postać. Selene. Kobieta wyglądała już na porządnie wciętą, jednak, jak na jej możliwości, było nieźle. Chyba. Inkwizytorka również ją zauważyła i natychmiast podeszła.
- Och, Selene, skarbie, ciebie też jak zawsze miło widzieć – odpowiedziała zgodnie z prawdą, obecność kobiety zawsze wywoływała jakieś ciekawe zdarzenia, z których wiele okazywało się wartych zapamiętania. - Nie widziałam cię wcześniej, długo już jesteś?
Jeszcze raz uważnie przyjrzała się Selene. Cóż, na pewno trochę pobalowała. Zaraz potem Lana usłyszała pytanie, przez które miała ochotę parsknąć śmiechem, jednak jedynie uśmiechnęła się rozkosznie.
- Tak, wśród gości owszem, jest spokojnie – na potwierdzenie swych słów kiwnęła głową, po czym dodała nieco ciszej - Wolałabyś więcej… rozrywki, czyż nie?
Selene szybko na powrót się ożywiła, a jej propozycja prawdziwie przeraziła Lanę. To mogłoby się skończyć interesująco i raczej źle dla posady Męczennicy.
- To miłe z twojej strony, ale nie trzeba – uśmiechnęła się, mając nadzieję, że Selene porzuci ten pomysł. - A co do piwa… bardzo bym chciała, jednak w pracy nie wypada. A może życzysz sobie jeszcze jedno?
Naprawdę nie była pewna, czy powinna proponować Sel więcej alkoholu. Ostatecznie jednak… Carpe diem!

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Pią Paź 07, 2016 6:08 am

Była wielce ucieszona z tego spotkania, co nawet udało jej się okazać. Może nie za pomocą gestów, ale w słowach nie zamierzała szczędzić jej entuzjazmu.
- Nie, dopiero przyszłam – odpowiedziała tak samo, jak uczyniła to swojej towarzyszce, która zdążyła już uciec. Selene nie kłamała często, bo zupełnie nie potrafiła tego czynić. Wyjątkiem były sytuacje, w których nie była świadoma tego, że mówi nieprawdę. - Przecież byś mnie zauważyła. Mnie ciężko przeoczyć. A na pewno ja zauważyłabym ciebie. Wyczuwam cię na szerokość całej karczmy, spokojnie – bredziła bez sensu, zapewniając dalej, że ich spotkanie było nieuniknione. I ona sama zaczęła tak uważać, zapominając, że jeszcze przed chwilą szukała byle kogo, kto tylko zechciałby jej potowarzyszyć i mieć tolerancje na jej pierdolenie. A to, że trafiła na swoją ulubioną karczmarkę (bo też jedyną, jaką znała i była na „ty”), tylko potwierdzało tezę Selene o niewątpliwym przeznaczeniu i dawało nadzieję na mile spędzony wieczór, nawet jeśli spędzi go na rozmowie, a nie na obijaniu czyjejś facjaty lub torturowaniu wiedźm.
Grzecznie pokierowała się w stronę wolnego stolika, ale zwolniła jeszcze, słysząc wypowiedź Lany. Zmarszczyła brwi, kręcąc głową. Coś czuła, że będzie musiała jeszcze powalczyć o obecność kelnerki u swojego boku. Miała ochotę wygonić wszystkich z gospody i zakazać im wstępu, skoro to powodowało, że kobieta nie chciała się z nią napić.
- Wystarczy mi twoje towarzystwo. W sumie… tak, to będzie dla mnie najlepsze – stwierdziła nagle, czując przypływ dojrzałości. W końcu, nazajutrz czekał ja normalny dzień w pracy. Gratulowała sobie w myślach, że przełożyła rozmowę ponad inne, mniej intelektualne rozrywki. Och, chyba się starzeję, pomyślała. -  Nie daj się prosić. Mam ci tyle do powiedzenia… - Zawsze miała wiele do opowiadania, właściwie ze względu na jej fuchę, w której ciężko było się nudzić.
Miała jednak takie śmieszne wrażenie, że kelnerka wcale nie będzie chciała wysłuchiwać jej historii o płonących stosach i przesłuchaniach. – Gdy zdejmiesz fartuch, nikt nawet nie pozna, że tu pracujesz, jestem pewna! – wykrzyknęła, mrugając do niej radośnie. Oho, zaczęły się jej „genialne” pomysły. Chociaż…? Lana powinna coś o tym wiedzieć, jak ubiór doskonale potrafi wpłynąć na odbiór u drugiego człowieka.
- A wiesz…? Przynieś mi, proszę, jeszcze jedno. A później przynieś siebie. Będę… gdzieś tam – machnęła ręką w bliżej niesprecyzowanym kierunku, tam też właśnie ruszając, zerkając jeszcze na Lanę przez ramię. Nie musiała się dwa razy zastanawiać, noc była wciąż młoda, chętnie napiłaby się jeszcze piwa… albo i kilku.
Zajęła miejsce przy samotnym stoliku przy ścianie, nieco oddalonym od reszty, wspierając głowę na łokciach i wyczekując powrotu swojej znajomej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Nie Paź 09, 2016 9:26 pm

Lana kiwała cierpliwie głową, z przyjazną miną słuchając opowieści Selene o przeznaczeniu. Choć twarz kelnerki zdradzała zainteresowanie, tak naprawdę skupiła się bardziej na toczeniu wewnętrznej walki. Pijana Selene była naprawdę uroczym człowiekiem, szczególnie gdy opowiadała o śmiesznych wypadkach w pracy, ale momentami stawała się aż nadto energiczna i żywiołowa. Istny tajfun. Pozwolić jej na więcej alkoholu czy zdecydowanie, acz delikatnie zasugerować otrzeźwienie?
Zauważyła drobną zmianę wyrazu twarzy kobiety, gdy ta usłyszała odmowę wspólnego picia. Lana zachichotała w myślach. Co by było, gdyby Selene dowiedziała się, że tak lubi i zabiega o uwagę Męczennicy? Przecież zdecydowanie za nimi nie przepada. A gdyby tak kiedyś popracować nad jej poglądami..? Nie, raczej nie, jak na razie słowne walki i docinki w pracy były dla Lany źródłem pewnego rodzaju rozrywki. Przynajmniej póki Selene nie przesadzała.
- Zobaczę, co da się zrobić, na razie muszę skończyć obsługiwać kilka stolików – mrugnęła uspokajająco do kobiety, jednocześnie ukradkiem zerkając na oczekujących klientów. Nikt chyba jeszcze nie zwrócił uwagi na malutką przerwę w pracy kelnerki. - Domyślam się, że masz, w końcu dawno się nie widziałyśmy, ale szef mógłby się wkurzyć, gdyby przyłapał mnie bez fartucha, a trochę mu już ostatnio podpadłam.
W każdym innym przypadku bez zastanowienia rzuciłaby fartuch w bok i usiadła z Selene przy kuflu piwa. Może dwóch. Góra siedmiu. Miała jednak całkiem uzasadnione obawy, że gospodarz bez litości wywaliłby ją z pracy, a ta akurat całkiem się przydawała.
- W porządku, zaraz będę – chwilę obserwowała, jak Inkwizytorka oddala się i zajmuje całkiem nieźle położony stolik, po czym wróciła na chwilę do lady.
Pośpiesznie przekazała zamówienia kucharzowi, w międzyczasie orientując się, że przybyła jej zmienniczka. Zdziwiło to Lanę, jednak przypomniała sobie, że w rodzinie młodej kobiety miało przyjść na świat kolejne dziecko, pomimo biedy dającej się we znaki. Drobniutka Betsy, prawie najstarsza z rodzeństwa, ale ostatnia niezamężna, starała się jak mogła, by pomóc matce. Męczennica natychmiast zobaczyła w tym swoją szansę. Zagadała do przełożonego, siląc się na jak najbardziej przekonujący uśmiech, na jaki było ją stać. Początkowo nie chciał się zgodzić, ale ostatecznie po wielu odmowach, kiwnął głową prawie niezauważalnie.
- Pół godziny. Nie dłużej. I pomagasz jutro w kuchni.
Powstrzymała pogardliwe prychnięcie. Już samo dopraszanie się o coś poważnie godziło w dumę Lany, a ten jeszcze stawia niegodne warunki. Oddaliła się czym prędzej, aby przypadkiem nie zmienił zdania. Lub aby ona (nie)chcący nie rzuciła jakiejś kąśliwej uwagi. Wszystko się mogło zdarzyć. Odłożyła w bezpieczne miejsce fartuch, wzięła piwo dla Selene i pomknęła z powrotem do bocznej sali. Niektórzy zerkali na nią z ciekawością, ale szybko tracili zainteresowanie. Betsy już wzięła się za pracę i przejęła tymczasowo obowiązki Lany w tej sali. Ta zaś z olśniewającym uśmiechem postawiła kufel z nalanym od serca złotym trunkiem i usiadła naprzeciw Inkwizytorki.
- Przez pół godziny jestem tylko dla ciebie.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Pią Paź 14, 2016 4:04 pm

Siedziała samotnie przy stoliku wieczność (jak jej się zdawało). Zwątpiła już zupełnie w ponownie pojawienie się Lany, jeśli by tylko nie powiedzieć, że zapomniała o jej istnieniu. Tysiące rzeczy pochłonęło jej uwagę, a jako że nie miała nic lepszego do roboty od obserwowania innych gości. Podsłuchała kilka rozmów, nadstawiając ucha tak bezczelnie, aż para mężczyzn nieopodal ściszyła głosy. Niespecjalnie się tym przejęła, to nie był odpowiedni stan na wyrzuty sumienia.
Już miała wstać z miejsca w bliżej niesprecyzowanym celu, gdy do stolika podeszło zbawienie Selene – kufel złocistego płynu, tfu… Lana! Jej ulubiona kelnerka! Wyszczerzyła zęby, machając na nią ręką, jakby chciała jej wskazać drogę, na wszelki wypadek, gdyby kobiecina mogła tu jeszcze zabłądzić. Gdy znalazły się już razem, naprzeciw siebie, a Selene zupełnie zignorowała wiadomość o trzydziestu minutach, jakby taki okres czasu nie wydawał się jej być adekwatny do setki opowieści, które ma do przekazania Lanie.
- Ach, dziękuję. – Skinęła głową, natychmiast odbierając kufel i ściskając go w dłoniach jako największy skarb. Upiła łyk, a nim przemówiła, wytarła usta wierzchem dłoni i wydała z siebie westchnienie, niewątpliwie pełne zachwytu. - Mówiłaś, że ostatnim razem zdążyłaś już podpaść temu staremu dziadydze? Och, spalę mu tę durną karczmę…! A. Nie, czekaj… -  Nagły wybuch złości Selene, prędko został ugaszony, gdy w końcu zrozumiała, co padło z jej ust. Osobiście wolała się nie przyczyniać do utraty pracy kobiety. – Chyba jednak nie mogę tego zrobić. Ale… jeśli chcesz, mogę mu przywiązać sznurówki do krzesła! – wymyśliła na poczekaniu, a minę miała tak bojową, że Lana nie powinna mieć podstaw, że Selene żartuje.
Od biedy, mogła mu również wrzucić muchę do zupy, gdyż jedynie pomysły podobnego pokroju przychodziły jej do głowy. Dla szczęścia swojej rozmówczyni, nie wypowiadała ich więcej na głos. Piła grzecznie swoje piwo, nawet na moment nie odrywając od Lany radosnego spojrzenia.
- Co ja ci miałam… A! – zamyśliła się, prędko jednak natrafiając na odpowiednią myśl, którą zdecydowała się zdradzić kobiecie jako pierwszą. – Pewnie nie słyszałaś… ale w Inkwizycji jeden z obiektów… obiektów badań balsamistów, pies gończy, zwiał ze swojej klatki, uprzednio zabijając swojego „twórcę”. Rozumiesz? Jak w tych strasznych książkach! Podobno może się gnieździć gdzieś w rurach… Nikt go nie może znaleźć już od kilku dni! Jak tak dalej pójdzie, pewnie trzeba będzie poinformować władze w mieście, zakładając, że piesek wydostał się na zewnątrz – przerwała, upijając nieco piwa. – Jak nic, ta historia rozniesie się po całym Wishtown. Kobiety będą straszyły na dobranoc swoje pociechy zbiegłym eksperymentem z Inkwizycji, wyobrażasz to sobie? – Pod koniec ściszyła głos do szeptu, śmiejąc się i usiłując jednocześnie być cicho, więc po prostu zaczęła się nieco dusić.
Nie powinna zdradzać tajemnic Inkwizycji komuś, kto właściwie częściowo żyje z odpowiadania na pytania gości w gospodzie, często tak spragnionych plotek. Ufała jednak kobiecie, w końcu znała ją nie od dziś, nigdy się nie nacinając. Zresztą… w obecnym nastroju i stanie, Lana mogłaby wyciągnąć od niej o wiele więcej.
- A u ciebie… coś się zmieniło? – wydobyła z siebie nieśmiałe pytanie, gdy już spostrzegła się, że nieco przytłoczyła ją nadmiarem informacji.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Pią Paź 14, 2016 6:38 pm

Entuzjazm Selene na widok kolejnego piwa był w pewien sposób przerażający. Lana miała nadzieję, że nie pożałuje tego za jakiś czas. Zupełnie by się tym nie przejmowała, gdyby mogła dołączyć do kobiety w sączeniu złocistego napoju bogów. Albo jakiegokolwiek innego napoju, byleby zawierał odpowiedni procent. Tymczasem jednak Selene zaczęła snuć naprawdę bardzo poważne plany.
- Nie musisz tego robić, moja droga, poradzę sobie z tą sytuacją – Lana uśmiechnęła się uspokajająco, mając tylko nadzieję, że właściciel nie usłyszał gróźb Inkwizytorki. Pamiętając jej dotychczasowe wyczyny podczas zakrapianych posiedzeń, pewnie nie dałby się przekonać, że to tylko żarty. Lana wciąż nie mogła się nadziwić, jak to możliwe, że jeszcze toleruje wizyty Kata w swojej gospodzie. Nie wątpiła też, że w głowie Selene roi się więcej równie genialnych planów zemsty na karczmarzu.
Kobieta na szczęście szybko odstąpiła od chęci mszczenia się za kelnerkę i wzięła się za snucie swoich opowieści. Lana słuchała uważnie, co chwila potakując bądź wtrącając krótką frazę, świadczącą o jej skupieniu. Lubiła opowieści Selene, dlatego zawsze cieszyła się, gdy ta była w nastroju, by dzielić się z nią różnymi informacjami. Szczególnie, że wiele z nich być może nigdy nie dotarłoby do uszu Męczennicy, będąc przeznaczonymi dla innych kręgów Inkwizycji. Za tym kryło się jednak niebezpieczeństwo. Selene stawała się zbyt gadatliwa po alkoholu i mogła niechcący zdradzić coś ważnego komuś nieodpowiedniemu. Właśnie przez to Lana postarała się, by zyskać jej względy i starała się w miarę możliwości skupić na sobie wylewność pijanej Inkwizytorki. Z czasem okazało się, że Męczennica naprawdę polubiła Selene i nawet nie gardziła nią ukradkiem.
- To naprawdę nieciekawie, mam nadzieję, że go złapią – podsumowała wywód kobiety, przybierając zaniepokojony wyraz twarzy. W rzeczywistości nie czuła potrzeby, by obawiać się Psów Gończych. Igrała już z podobnie niebezpiecznymi istotami i jeszcze jakoś żyła, dodatkowo całkiem nieźle jej się wiodło.
- Ach, cóż, troszeczkę. Ale to nic wielkiego – odpowiedziała, czując, że musi teraz w rewanżu uraczyć Selene jakąś historią. Nawet jeśli kobieta puści ją koło uszu, bo akurat przypomni sobie coś ciekawego. Lana miała w zanadrzu prawdopodobnie dobry temat. - Niedawno zakończyłam związek. Przestało się układać, więc cieszę się, że jest już po wszystkim – poniekąd była to prawda, mówiła o swoim ostatnim obiekcie zainteresowań zawodowych. - Liczyłam na płomień gorącej miłości, ale ta niestety nie wytrzymała ciosów zadanych przez życie. Trzeba iść do przodu, czyż nie? Tego kwiatu to pół światu.
Uśmiechnęła się, bardziej do siebie, niż do towarzyszki. Tak, stos na szczęście będzie płonąć jeszcze długo.
- A co jeszcze ciekawego u ciebie, hmm? - Lana postanowiła ponownie przekazać sterowanie rozmową Selene.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sob Paź 15, 2016 9:40 am

Nie była do końca świadoma swojej złej sławy. Dobrze, po tych wszystkich wpadkach nabrała pewności, że gospodarz rzuca jej przerażone spojrzenie nie tylko ze względu na buty niedopasowane do reszty stroju. A z drugiej strony musiała stwierdzić jedno – skoro jeszcze nie powiedział Sel dosłownie, że ma wypierdalać i nigdy nie wracać, karczmarz zapewne uznawał jej zachowanie za normalne, a przynajmniej nieodbiegające od normy innych gości. Nie mogła wiedzieć, ile w tym było zasługi szarego płaszcza, w jakim czasem się pojawiała.
Na wieść o karczmarzu, postanowiła nie naciskać więcej, wierząc w słowa Lany. Poradzi sobie, prawda? Wszystko na to wskazywało, więc zostawiła temat, nie tylko przez setkę innych myśli cisnących się jej na raz do głowy.
Kiwnęła głową na słowa pocieszenia, choć niezbyt przekonana. Ona bała się niewiadomego i niezrozumiałego. Może tego nie okazywała, ale nawet w przypadku wiedźm, obdarzała je pewnym dystansem i respektem, przez nic innego jak strach, który w niej budziły. Och, do czasu, aż nie poznała się na „nieznanym” lepiej. Zdołałaby się zamyślić i popaść w nieprzyjemny nastrój, gdyby Lana nie kontynuowała swojej opowieści. Wtedy aż zakrztusiła się napojem, rozlewając go co nieco na stół i własne ubranie. Prędko przeprosiła, ale uniesione brwi nie opadły jej chociażby o milimetr.
- Miałaś… narzeczonego? – wykrztusiła w końcu, w istnym szoku. Nie spodziewała się tego, naprawdę. - I nic mi nie mówiłaś! Albo… O boże, powiedz mi, że to nie moja wina, że po prostu nie zarejestrowałam twoich słów... – jęknęła z żalem, wyjątkowo postępując racjonalnie i w zgodzie z tym, co było bardziej prawdopodobne. Selene zbyt często potrafiła się wyłączyć, gdy temat akurat jej nie pasował. Ale związek Lany…?! Och, o tym powinna wiedzieć! – Opowiedz więcej! Jaki on był? Jak mogło się wam… „przestać układać”? Z taką kobietą jak ty? Och, to na pewno jego wina! – bredziła jak potłuczona. – Opowiedz – ponowiła swoją prośbę już spokojniej. – Dla kogoś kto był samotny od wieków… cóż, to może być… całkiem pokrzepiająca historia. – Zmarszczyła brwi, uśmiechając się nico żałośnie. Nie była pewna, czy mówiła Lanie wcześniej o swoich dawnych miłostkach i zauroczeniach, a resztki racjonalnego myślenia podpowiadały jej, że nie chce być kretynką powtarzającą swoje idiotyczne przeżycia aż do porzygu. Jeśli tamta zechce, sama zapyta, ot.
- W sumie… u mnie sytuacja wygląda podobnie – zastanowiła się głośno, gdy usiłując jeszcze zebrać myśli, uderzyło ją podobieństwo utraty Veilore do zakończenia związku. – Pokłóciłam się z bliską przyjaciółką… Dobrze, „kłótnia” to znacznie niedopowiedzenie. Powiedziałam, że nie chcę jej już nigdy… - Głos się jej na moment załamał; Lana była pierwszą, która mogła usłyszeć ich historię, gdy Selene w końcu uświadomiła sobie, że w tym przypadku nie było szans na powrót. Zajęła się chwilowo kuflem, wzdychając ciężko i podejmując jeszcze jedną próbę:
- I dopiero teraz potrafię zrozumieć, jak wspaniałym człowiekiem była, rozumiesz? Im dłużej jej nie widzę, tym więcej sobie dopowiadam… wyobrażam… - ściszyła głos, nie potrafiąc się ugryźć w porę w język, pomimo świadomości zbaczania na niebezpieczne ścieżki. Mówiła szczerze, wciąż nie pojmowała, jak z dnia na dzień mogła zaprzepaścić taką szansę. Co najgorsze, za późno już było na naprawę tego błędu. – Och, wybacz – zreflektowała się w porę, unosząc na nią spojrzenie. Atmosfera stała się ciężka, zupełnie niepodobna do tej pogodnej, od której zaczynały ich spotkanie. – Zapewne nie chcesz wysłuchiwać takich ponurych opowieści po męczącym dniu pracy? – zapytała, choć na chwilę obecną nie sądziła, że zdoła się tak łatwo przestawić z jednego nastroju na zupełnie inny. Ale szczerze, była pijana – skłonna zapomnieć o wszystkim, nawet jeśli działo się to przed sekundami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Nie Paź 23, 2016 5:16 pm

Zdziwienie na twarzy Lany było jak najbardziej autentyczne. Nie spodziewała się, że Selene tak żywo zareaguje na wieść o zakończeniu związku, ba, nie podejrzewałaby, że kobietę w ogóle zainteresuje ten temat. Chcąc nie chcąc, Męczennica musiała go podtrzymać, choć jeszcze przez chwilę.
- Nie, nie narzeczonego... - odparła, wciąż zdziwiona. - To był tylko taki zwykły... związek... Nic wielkiego, naprawdę! Chyba nawet nic ci nie wspominałam... I owszem, tak, to była jego wina. To w sumie niezbyt ciekawa historia.
W rzeczywistości mogłaby opowiedzieć Selene dużo, dużo więcej, ale niestety, obowiązywała ją tajemnica zawodowa. Lana gorączkowo się zastanawiała, jak zadowalająco skłamać, gdyby jednak jej rozmówczyni postanowiła dopytywać o jeszcze więcej szczegółów.
- Podobnie? - zapytała, raczej nie oczekując potwierdzenia. Uwadze Lany nie uszła zmiana nastroju Selene na zdecydowanie bardziej ponury. Słuchała uważnie, obserwując, jak uczucia łatwo malują się na twarzy kobiety. Ze zdziwieniem zaobserwowała, że nawet ją rozumie i jej współczuje. Z zawahaniem uniosła rękę i delikatnie pogłaskała Selene po przedramieniu. Jednocześnie miała ochotę zaśmiać się gorzko. Gdy kłamała, okazywanie współczucia nie było problemem. Teraz, gdy naprawdę chciała pocieszyć kobietę, nie wiedziała, jak się zachować. Miała nadzieję, że to wystarczy.
- Wiem, co czujesz - odezwała się cicho, nie zabierając swojej dłoni. - Utrata bliskiej osoby zawsze boli, szczególnie, gdy jest nieodwracalna - urwała i zadumała się. Próbowała uśmiechnąć się pocieszająco, ale wyszedł jej jedynie smutny grymas. Natychmiast odwróciła wzrok i zamrugała intensywnie.
„Nie, cholera, nie. Poradziłaś sobie z tym, prawda? Zrobiłaś to, co należało, a potem sobie z tym poradziłaś. I nie żałujesz, tak?!”
Było za późno. Słowa i nastrój Selene przerwały pewną tamę, którą pieczołowicie odbudowywała za każdym razem. To wracało zawsze, w najmniej odpowiednich momentach, gdy się tego nie spodziewała. Nie potrafiła się tego pozbyć. A może gdyby...
- Cóż, tak długo, jak obie żyjecie, wciąż jest szansa, by naprawić waszą relację - znów spojrzała na Selene, splatając swoje dłonie przed sobą. - Jeśli tylko się nadarzy... Wykorzystaj ją. Może nie warto unosić się dumą. Żal tylko rośnie z czasem. Nie sposób go zadusić, zawsze wróci. Bo wiesz... Ach...
Czuła się, jakby właśnie przyznała się do własnej słabości. Dosłownie przed sekundą miała ochotę opowiedzieć Selene o wszystkim, szczególnie o ciężarze odpowiedzialności i o tęsknocie. Wycofała się w ostatniej chwili.
- Nic nie szkodzi, choć teraz dla odmiany możesz opowiedzieć mi coś przyjemnego - próbowała otrząsnąć się i na powrót przybrać radosny i przyjazny wyraz twarzy.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sro Paź 26, 2016 6:50 pm

Mogła się lubować w łamaniu wiedźmich kończyn, mogła z zapałem kolekcjonować broń białą i z pasją chodzić na polowania, ale… wciąż była kobietą. Na wieść o możliwie romantycznej przygodzie w jej oczach pojawiała się seria niebezpiecznych rozbłysków zwiastująca pragnienie najmniejszych detali, bez których z pewnością uschnie z ciekawości.
Dlatego też nieco zawiodła się odpowiedzią Lany, żądając ewidentnie pikantnych szczegółów. Pięknego planowania wesela, łóżkowych przygód, aż po dramatyczne rozstanie. Zrobiła iście zdemotywowaną minę, jakby rozmówczyni urwała w najlepszym momencie. Nieco obrażona, skomentowała:
- Nie chcesz, nie mów. Ale nigdy nie uwierzę, że była to… „niezbyt ciekawa historia”. – W jej głośnie brzmiał tak jawny zawód, że Lana spokojnie mogła poczuć wyrzuty sumienia. Całe szczęście, Selene (nawet ta w trzeźwiej wersji) nigdy nie trzymała długo urazów, a na swoją powierniczkę tajemnic nie potrafiłaby się gniewać, niezależnie od prób i chęci. Jak gdyby nigdy nic, odpowiedziała, a jej twarz przybrała rozmarzony wyraz:
- Masz rację! Schowam dumę w kieszeń! Przecież z każdej sytuacji można dojść do porozumienia, nieprawdaż!? – wołała w przestrzeń, zadziwiona swoim geniuszem, jakby właśnie odkryła lekarstwo na raka. Teraz wszystko zdawało się jej tak proste i logiczne. Nie miała oporów, ba – właściwie to nabrała chęci, aby dopić piwo, a następnie pobiec do samotnej chatki w lesie, zagrać serenadę pod jej oknem, wyjąc właściwie do księżyca i przepraszając za swoje okropne zachowanie. – Co mi szkodzi?! – pytała się dalej, zupełnie zapominając, o co poszło i dlaczego w ogóle nie odzywa się do osoby, którą niegdyś uważała za życiową kompankę.
Jedynie przypadkiem dostrzegła jej chwilową konsternację, marszcząc brwi. W resztkach subtelności, jakie jej aktualnie zostały, postanowiła nie dopytywać, czując, że temat nie będzie dla Lany prosty. Obdarzyła ją pytającym spojrzeniem, jednak jak sądziła – jeśli kobieta będzie chciała, sama podzieli się swoimi tajemnicami.
- Chętnie – kiwnęła głową, zastanawiając się, co jeszcze zmieniło się w jej życiu od ich ostatniego spotkania. Upiła kilka łyków piwa, jakby to miało pomóc. I faktycznie, do głowy Selene wpadła kolejna opowieść. – Hawke! Zaczęłam o nią pytać u przełożonych… całkiem możliwe, że wezmą ją wkrótce na pogadankę, może sprawdzą, czego się nauczyła przez ostatnie lata. Szczerze… jestem dobrej myśli. Zmieniła się, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Och, dalej kradnie, ale jakby rzadziej… chociaż? Może po prostu jej na tym nie przyłapuję? – zaczęła się zastanawiać na głos, ma moment odpływając myślami, gdzieś daleko. – W każdym razie, w Inkwizycji wezmą ją w ryzy. Już nie bywa tak często w karczmie, prawda? – próbowała się upewnić, wiedząc, że kto jak kto, ale Lana powinna być doskonale obeznana w tym temacie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sob Lis 12, 2016 1:32 am

Kto by pomyślał, że Selene tak żywo i ochoczo zareaguje na pomysł odłożenia dumy na bok. Już samo to wystarczyło, by uśmiech powrócił na usta Lany. Dodatkowo Męczennica była wdzięczna, że mimo upojenia jej towarzyszka postanowiła nie drążyć tematu na siłę. Lana była świadoma, że prędzej czy później Sel dowie się o tym, w mniej lub bardziej okrojonej wersji, lecz jeszcze nie teraz. Na dodatek kelnerce udało się odepchnąć emocje i żal, a zastąpiła je pewnego rodzaju rozgoryczona pewność. W końcu gdyby nawet mogła cofnąć czas, postąpiła by tak samo. O ile nie gorzej.
Przekrzywiła lekko głowę, słysząc, jak kobieta podejmuje temat Hawke. Lana nigdy jej nie polubiła, choć gdy od czasu do czasu widywała ją w gospodzie, udawała sympatię. W przeciwieństwie do Selene nie widziała w tej dziewczynie dobrego materiału na Inkwizytora.
- Zatem nauczyła się wiele? - Męczennica była bardzo sceptycznie nastawiona do optymizmu towarzyszki, ale nie dała tego po sobie poznać. Przyglądała się uważnie Selene, gdy ta zadumała się nad uczciwością swojej podopiecznej.
- Cóż, nie wiem, jak w innych karczmach, ale tu czasami ją jeszcze widuję - wzruszyła ramionami, nie mając do powiedzenia na ten temat nic ciekawego. Niestety. - Wydaje się być tylko jakaś bardziej przybita, zastanawiałam się czemu. Może ty wiesz?
W rzeczywistości było to Lanie całkowicie obojętne. W przeciwnym wypadku mogłaby poruszyć niebo i ziemię, byleby dowiedzieć się prawdy.
- Tyle lat się już znacie - usta kobiety wykrzywiły się w promiennym uśmiechu. - Nie czujesz się, jakby Hawke stała się dla ciebie kimś w rodzaju rodziny?
Nie bez powodu zadała to pytanie. Liczyła, że Selene pozwoli skierować rozmowę na temat rodziny. Lana bardzo, ale to bardzo chciała zweryfikować plotki o pewnym rudowłosym krewnym. Nie zamierzała pytać wprost, więc cel musiała osiągnąć podstępem.
- Zupełnie inaczej niż z tym twoim kuzynem, czyż nie? - dodała jeszcze niewinnie. - Nadal tak cię złości, wciąż się nie lubicie?
Była świadoma, że mocno złagodziła opis ich relacji, chciała, by Selene powiedziała coś więcej, niż zwykłe przytaknięcie.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sob Lis 26, 2016 12:05 pm

Przeanalizowała w głowie kwestię Erin, co spowodowało u nie dłuższe milczenie. Dobiegała ją świadomość, że widziała w niej kogoś, kogo chciała zobaczyć, tłumiąc te wszystkie wady, powodujące, że dziewczyna nigdy nie będzie dobrym inkwizytorem.
- Tak, tak myślę - odparła ostatecznie zdecydowanym tonem. – Jednak nie mnie to oceniać, chyba nie byłabym w tym przypadku obiektywna. Nie mówię, że ma być od razu katem jak ja... Och, to zwyczajnie by się nie udało. Ale może... wiesz, może sprawdziłaby się jako męczennica? Ma swoje kontakty w różnych miejscach, a gdyby jeszcze popracować nad jej wiernością dla Inkwizycji... – zastanawiała się na głos, sama nie wiedząc, gdzie Erin pasowałaby najlepiej. Wcześniej nie obchodziło ją to, więc po prostu trenowała z nią, aby potrafiła walczyć i się bronić. – Nie, nie wiem. Nie zauważyłam tego – odparła jedynie, zdziwiona.
Zakrztusiła się piwem słysząc jej kolejne pytanie, kaszląc i dusząc się. Zaletą tego było, że niezdrowy rumieniec, który natychmiast pojawił się na twarzy Selene mógł być argumentowany brakiem tlenu, a nie jawnym zawstydzeniem na samą myśl, że może się komuś zwierzyć z tego, co dzieje się w gabinecie jego kuzyna podczas jej obecności. Odstawiła kufel, grając na czasie, kompletnie nie wiedząc co odpowiedzieć, nie tylko przez zobowiązanie do utrzymywania ich spotkań w tajemnicy, ale z prostszego powodu; sama nie wiedziała, jak może nazwać tę relację. Przecież tyle się między nimi zmieniło! Nie miała jednak czasu do namysłu, zdecydowała się więc na najbardziej prawdopodobną opowiastkę, nieświadoma, że jak na dłoni było widać jej kłamstwo. Bardzo nieumiejętne kłamstwo.
- O tak. Wciąż jest do bólu denerwującym, samolubnym, niepotrafiącym... – przymknęła się prędko, spostrzegając, że do tej wersji również zaczęła dodawać własne wyrzuty, jakie żywiła wobec Matta. Im więcej czasu z nim spędzała, tym również wymagała od niego więcej, dostrzegając, że to co jej oferuje, przestaje wystarczać. Chciała jego uwagi, rozmowy i komplementów. A on jej tego wszystkiego żałował, jakby kosztowało go to zbyt wiele. Prędko zmieniła taktykę, widząc, że idąc tą drogą powie o słowo za dużo. Zdecydowała się na półprawdę, jakby to miało jej przyjść łatwiej. – Ostatnio jednak... zdarza nam się znaleźć wspólny język. Choć niewiele to zmienia. Dalej mam ochotę go zamordować średnio co trzydzieści sekund. Matthew ma po prostu okropny charakter - jest uparty jak stado osłów i przy tym tak bezduszny, aż ciężko uwierzyć, że wychowaliśmy się w jednej rodzinie – I na powrót wróciła do własnych wytyków, dostrzegając w końcu, że powiedziała wystarczająco, a więc najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie przymknięcie się. Postanowiła zakończyć temat:
- Biedaczek ostatnio złamał sobie rękę. Znaczy... przytrzasnął sobie ją szafką. Pomyśl, jaki to cios, zwłaszcza w jego pracy! – Pokręciła energicznie głową, na powrót oblewając się rumieńcem, wciąż mając wyrzuty sumienia, gdyż przyczyniła się do tego wypadku. W obawie, że powie zbyt wiele, wróciła do picia piwa, ostatecznie opróżniając kufel po kilku łykach. Odstawiła go z trzaskiem, zerkając proszącym spojrzeniem na Lanę.
- Myślisz, że dobrym pomysłem będzie kolejne piwo? – zapytała, przechylając lekko głowę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sob Gru 03, 2016 4:35 pm

Lana oczekiwała odpowiedzi cierpliwie, przez cały ten czas badawczo obserwując Selene. Męczennicę zawsze dziwił upór, z jakim kobieta dążyła do wykształcenia swojej podopiecznej, a także miała pewność, że Selene zechce uczynić Hawke Katem na swoje podobieństwo. Dlatego też gdy rudowłosa zaczęła mówić, brew Lany mimowolnie uniosła się w górę w zdziwieniu. Następne zaś słowa były dla kelnerki niczym kubeł zimnej wody. Gdyby teraz coś piła, niechybnie by się zachłysnęła. Spojrzała na towarzyszkę z nieskrywanym już zaskoczeniem.
- Naprawdę chciałabyś, aby Erin została Męczennicą? - zapytała szeptem, nachylając się do Selene nad stolikiem. - Słyszałam, że to bardzo niewdzięczna i niebezpieczna praca…
Spojrzała kobiecie prosto w oczy, jakby pytając ją o zdanie, choć w rzeczywistości znała jej stosunek do swojego oddziału i rzucała jej nieme wyzwanie, by przyznała to po raz kolejny. Nieprawdopodobne, że chociażby pomyślała o skierowaniu Hawke na szkolenie Męczennic. Samej Lanie ten pomysł nie przypadł do gustu i, gdy tylko ochłonęła z pierwszego szoku, zaczęła intensywnie zastanawiać się i planować, jak odwieść kobietę od tej absurdalnej myśli.
Reakcja Selene na wzmiankę o jej kuzynie wywołała lekki uśmieszek u kelnerki, zaraz ukryty w wyrazie serdecznej troski. Lana nie była pewna, czy rumieńce również zostały spowodowane jej pytaniem, czy też jedynie walką o oddech, ale miała zamiar wkrótce się tego dowiedzieć. Bacznie obserwowała towarzyszkę, starając się wyczytać z jej zachowania więcej, niż ta zechciałaby powiedzieć. Selene szybko wycofała się ze swojej pierwszej wypowiedzi.
- Niepotrafiącym czego? - dopytała Lana najniewinniej jak tylko potrafiła, choć ciężko było jej powstrzymać ciekawość. - To dobrze, że doszliście do porozumienia. Szkoda tracić czas i energię na spory, nawet jeśli Matthew ma okropny charakter.
Uśmiechnęła się promiennie, jeszcze raz analizując słowa Selene. Stale się powstrzymywała przed powiedzeniem czegoś i Lana nie zamierzała tak po prostu odpuścić dowiedzenia prawdy.
- Złamał rękę? - przesłoniła dłonią usta, jakby strwożona tą wieścią. - Och, to naprawdę nieszczęście! Jaka ta szafka musiała być ciężka! Jak do tego w ogóle doszło?
Rumieniec, który pokrył policzki Selene podczas opowiadania o wypadku Matthewa, całkowicie odebrał kobiecie wiarygodność. Męczennica już wyczuła intrygujący temat, który należało kontynuować mimo wszystko.
- Czy kiedykolwiek kolejne piwo było złym pomysłem? - uśmiechnęła się szeroko, widząc wahanie Selene. Dla Lany odpowiedź była prosta. - Przynieść jeszcze jedno?

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Pią Gru 16, 2016 9:45 pm

- Naprawdę? – zdziwiła się. Musiała się zastanowić przed kolejną wypowiedzią. Z Laną wolała być szczera; jeśli sytuacja tego wymagała, potrafiłaby przyznać się do błędu. Tylko… Ona wciąż go nie widziała. Była pewna siebie i z jednakowym uporem głosiła swoje teorie dalej. – Mylisz się, nie ma w tym nic niebezpiecznego – odparła, zupełnie przekonana swoich racji. – Wystarczy przecież dobrze grać, prawda? To musi być przyjemna robota, ech… Jednak każda przysługa dla Inkwizycji jest istotna, nie mogłabym narzekać, gdyby usiłowała wybrać tę drogę – przyznała z prawdą. Jak sądziła, Erin trzeba będzie przypilnować, aby w ogóle dokonała wyboru. Ostatecznie nie byłaby niezadowolona, gdyby jej pomoc objawiała się w formie, na którą Selene, niestety, zwykła zbyt często narzekać.
Gdy Lana ciągnęła temat związany z kuzynem rudowłosej inkwizytorki, chwilowo poczuła się zagrożona, nie wydobywając z siebie słowa. Za dużo już kręciła. Kłamała tak nieudolnie, aż sama nie miała wątpliwości, że jej rozmówczyni to widzi. Zrezygnowała z brnięcia w to dalej, uspokoiła się i zdecydowała na szczerość, na ile tylko pozwoli jej wstyd. Dokończyła przerwaną wypowiedź, która tak długo ciążyła Selene na sercu:
- Niepotrafiącym… Przyznać się do błędu, ani własnych słabości. Mówi się, że to my, kobiety, myślimy jedno, a robimy drugie, prawda? Och, on jest po stokroć gorszy, przysięgam! Przykładowo, widzę, że coś go trapi, boli… A wystarczy tylko, że skończymy naszą, ekhem, pracę, a on nie potrafi nawet… nie wiem, porozmawiać jak człowiek z człowiekiem! Potrafiłabym mu pomóc, a on…! Po wszystkim traktuje mnie, jakbyśmy nie mieli ze sobą nic wspólnego! Jakbyśmy jeszcze przed chwilą nie dzielili jednego celu! To okropne, nawet nie wiesz… - W końcu wyrzuciła z siebie niemal wszystko, czując niesamowitą ulgę. Lana po prostu wzbudzała jej zaufanie. Póki co nie żałowała, miała wrażenie, że ogromny ciężar spadł z jej duszy. Mało tego, miała zamiar kontynuować.
Była zmęczona ich ukrywaną relacją, tym, że potrzebował jej wyłącznie do jednego, a gdy osiągnął już swój cel, stawała się dla niego nieistotna. Starała się dobierać ostrożnie słowa, aby nie można było sądzić o dziwnych zobowiązaniach, jakich się dopuszczają, ale trzymając się prawdy, korzystając z obecności tak zainteresowanego słuchacza.
- Od czasu wypadku jednak nie rozmawiamy ze sobą wcale. I nie sądzę, aby się to zmieniło. Chyba pokłóciliśmy się na dobre. Wiesz… tak szczerze, przekoloryzowałam z tą szafką. To wyłącznie moja wina. Złamałam mu ją przez nieuwagę, zwykły wypadek. W głupi sposób, nawet nieistotny. – Niechętnie przyznała. – W Inkwizycji utrzymujemy tę wersję z szafką, aby nie wzbudzać ciekawskich pytań… Ale i on, naprawdę, przesadził z reakcją! Przecież nie mogłabym zrobić czegoś takiego umyślnie… - przymknęła się, spuszczając spojrzenie i wracając myślami do feralnego wydarzenia. Było jej szkoda Matta, jednak żal do niego za reakcję, jaką obdarzył nią po wszystkim, przyćmiewał inne wrażenia.
Westchnęła cicho, zadowolona, że udało jej się powiedzieć prawie wszystko, co chciała.
- Nigdy – uśmiechnęła się w odpowiedzi na pytanie, choć jej uśmiech został nieco przyćmiony przez ten przykry temat. Nim odeszła, złapała Lanę za nadgarstek, ciągnąc lekko w swoją stronę, aby utrzymała z nią kontakt wzrokowy. – Lana… To musi być dla ciebie strasznie męczące. Pewnie jestem jedną z wielu, która zarzuca cię swoimi problemami czy już może… pijackim bełkotem – W swojej idiotycznej nieświadomości po prostu nie potrafiła nadziwić się nad jej bezinteresownością. Lana mieniła jej się jak anioł gotów wysłuchać i pogłaskać po główce, niezależnie od wypowiedzianych słów. – Jestem wdzięczna, ot – dopowiedziała jeszcze, obdarzając ją ciepłym spojrzeniem i puszczając rękę kobiety.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sro Gru 21, 2016 5:54 pm

Lana uważnie obserwowała, jak Selene pogrąża się w chwilowej zadumie. Nawet jeśli rozważała słowa kelnerki, ta nie spodziewała się nagłej zmiany poglądów tylko przez zdanie osoby pozornie spoza Inkwizycji. Męczennica już jakiś czas temu zaczęła zastanawiać się, jak wpłynąć na przekonania rudowłosej, jednak nigdy nie było sposobności, by choćby zagaić ten temat we właściwy sposób.
- Czemu tak uważasz? - wypowiedziała te słowa głosem pełnym zaintrygowania, jakby chciała, by Selene wytłumaczyła jej dziwy inkwizycyjnego świata. Cały czas pozostała nachylona w stronę kobiety, dla wygody podpierając głowę rękoma.
- Ludzie mówią, że czarownice nie mają litości dla zdrajców, to musi być przerażające szpiegować tak niebezpieczne istoty – szepnęła z przejęciem, patrząc Selene prosto w oczy, ale zaraz spuściła wzrok. - Ja bym się bała...
Lana zauważyła, że drążenie tematu Matthewa tylko spłoszyło Sel. Kobieta milczała, a gdy ponownie zabrała głos, coś się zmieniło. Męczennica z uwagą słuchała szczerych, lecz nie do końca jasnych słów towarzyszki, wpadając w coraz większe zastanowienie i zdziwienie. Podejrzewała, co ma miejsce pomiędzy Selene a Matthewem, a jednak w głębi duszy miała nadzieję, że to nieprawda.
- Próbowałaś powiedzieć mu o tym, jak się czujesz? - zapytała z uwagą, odrobinę poważniejąc. - To facet, faceci są kompletnie niedomyślni.
Uśmiechnęła się pocieszająco i splotła dłonie przed sobą. Nie zdziwił ją taki opis znajomego grabarza, nie spodziewała się po nim choćby letnich uczuć, ale by aż tak zmartwiło to Selene?… Niesłychane. Podejrzane.
- Och – fałszywy, cichy okrzyk zdumienia wyrwał się Lanie, gdy kobieta przyznała, że to ona złamała rękę swojemu kuzynowi. - Ale jeśli to był wypadek… Nie powinien obarczać cię winą, prawda? Może to tylko nieporozumienie, może nie jest aż tak źle? Nawet jeśli ma okropny charakter, nie powinien cię tak potraktować!
Lana przekrzywiła głowę, zamyślając się lekko. Być może drobne plotki o rzekomym romansie łączącym Selene i Matthewa nie były tak do końca bzdurne. Lecz jak mogło do tego dojść, skoro wcześniej tak się nie znosili? I jaki wypadek miał miejsce?
Chciała wstać, wciąż z tym samym, promiennym uśmiechem, gdy nagle poczuła dotyk na nadgarstku. Z zaskoczeniem spojrzała na Selene, która postanowiła ją zatrzymać. Zaraz jednak radosny grymas wrócił.
- Ach, to naprawdę nic takiego – odparła, czując dziwnie przyjemne uczucie. - A dla ciebie zawsze znajdę czas, nawet poza gospodą.
Wypowiedziała te słowa zgodnie z prawdą, choć w rzeczywistości ciężko byłoby je spełnić. Poza godzinami pracy rzadko bywała tą konkretną Laną. Zwykle realizowała jakieś obecne cele w innym przebraniu, bądź załatwiała sprawy w siedzibie Inkwizycji. A akurat tam… niezbyt dogadywały się ze sobą.
Odczekała jeszcze chwilę, po czym podniosła się, by zmierzyć w kierunku głównej sali. Nie było jej zaledwie chwilę, lecz gdy ponownie pojawiła się w wejściu, na jej ustach widniał jeszcze szerszy uśmiech. Jak na razie gospodarz nie zwracał najmniejszej uwagi na jej nieobecność, więc spokojnie mogła rozmawiać z Selene dalej, nawet jeśli czas już minął. Postawiła kolejny kufel przed kobietą i zajęła swoje miejsce, gotowa na ciąg dalszy.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Gru 22, 2016 12:06 am

Lana mogła próbować, na setkę różnych sposobów. Dla Selene było już za późno na nauki i zmianę zdania, gdyż przez lata zdążyła je sobie wyrobić i utwierdzić się w nim, że każdą odmienną opinię traktowała jako atak, usiłujący zaburzyć jej piękną wizję świata. Broniła swoich poglądów niczym suka własnych szczeniąt, za porażkę uznając odejście od nich. W tym, ciężkim przypadku, pozostały tylko brutalne uświadomienia, słowa nie miały żadnej mocy, tu potrzeba było czynów, możliwie drastycznych.
- Ludzie więc nie kłamią – zaczęła spokojnie, przyznając jej rację na tym etapie. Później musiała wpleść już swoje wrażenia, ale czyniła to w sposób spokojny, jakby nauczała niewiedzące nic o świecie dziecko. Zawsze z tym samym uporem i wytrwałą chęcią nakłaniania. – Właśnie, Lano. Po co to całe szpiegowanie, patyczkowanie się, ba - zabawa z kimś, kogo przysięgało się nienawidzić? Owszem, istnieje spore zagrożenie, jeśli już dojdzie do walki; ewentualnej zemsty. Ale czy nie jest tak w każdym innym oddziale, tyle że bez całego teatrzyku przed? Przecież można demaskować wiedźmie suki w inny sposób! To zbędne, nie uważasz? Poza moim wrażeniem, że męczennice zwyczajnie za dobrze się bawią, wiesz… dosyć ciężko sprawdzić ich wierność, czy w ogóle doprowadzą swoje zadanie do końca. Och, można byłoby prościej! – żachnęła się w końcu, zaczynając się lekko denerwować. Selene była zwolenniczką taktyki „najpierw uderz, później zadawaj pytania”.- Pewnie nawet ty słyszałaś o przypadkach zdrady wśród męczennic, czyż nie? Szkoda, najzwyczajniej szkoda zmarnowanego potencjału, działania w dobrej wierze, tylko po to aby raz pójść za sercem; nie rozumem i dać się ponieść ułudzie wykreowanej przez wiedźmę… - Nie miała nic przeciwko głoszeniu swoich poglądów, nawet jeśli za rozmówczynię miała osobę nieobeznaną w temacie, zapewne niestojącą po żadnej ze stron (a przynajmniej Selene tak uważała). Dla odmiany posmutniała i popadła w zamyślenie. Męczyła ją ta kwestia, nie do końca wiedziała, czy jej niechęć jest słuszna. Zdecydowała się poprowadzić Lanę odrobinę dalej, skoro tak gorliwie słuchała i przyjmowała nabytą wiedzę.
- Męczennice w Inkwizycji nie mają lekkiego życia… - zaczęła niepewnie, wiedząc doskonale, że sama się do tego przyczynia. – Nikt nie patrzy przychylnie na osoby sympatyzujące z wiedźmami, nawet pod jawnym rozkazem – przyznała, wzdychając i w myślach wspominając postać Fiony, którą zbyt często obdarzała drobnymi złośliwościami. Nie potrafiła inaczej, od samego początku pozostając względem niej uprzedzona. W dodatku, nic nie zapowiadało się na zmiany.
Gdy Lana zadała pytanie na temat kuzyna inkwizytorki, ta uznała kwestię za zamkniętą, jako że powiedziała już wszystko, co chciała powiedzieć. Okazało się jednak, że wciąż mogłaby o tym mówić i mówić. Nachyliła się nad stołem i nie szczędząc jej brzmiących w głosie emocji, odparła:
- Zapomnij, to już nieistotne. Nawet jeśli wszystkiemu zawiniło nieporozumienie, powrotu nie będzie. I mi przestało zależeć, jestem głupia, skoro kiedykolwiek sądziłam, że możemy żyć w symbiozie. – Nic nie wskazywało na ich pogodzenie, a więc i ona nabrała pewności, że tym razem nic z tego nie będzie. Padło o jedno słowo zbyt wiele, za późno było na przeprosiny. – Zdążyłam już zapomnieć, że odtrącał mnie przez te wszystkie lata – westchnęła, pamięcią sięgając do ich dawnej przeszłości – Nawet pierdolony Horacy, ech – jego wymyślony przyjaciel z dzieciństwa więcej dla niego znaczył. – Nie przyznawała tego, ale zagrożenie w postaci wyimaginowanej postaci z młodych lat traktowała bardzo poważnie, zazdrośnie strzygąc uszami, gdy tylko ktoś o nim wspominał. – Ale nie przejmuj się, to żadna nowość. Wszystko wróci do normy, co zapewne wyjdzie mi na dobre, ot – wzruszyła ramionami, prawie pogodzona z losem.
Gdy skończyła mówić, była już autentycznie zmęczona. Zbyt wiele wrażeń jak na jedną noc. Skorzystała z nieobecności kelnerki, jeszcze raz znikając w łazience. Tym razem czyniła wszystko w sposób wyjątkowo apatyczny, nawet nie rozglądając się wkoło i nie szukając więcej zaczepki. Ochlapała twarz zimną wodą i wróciła, zdążając przed powrotem kobiety. Powitała ją z uśmiechem, wypadającym nieco blado.
- Lana, na pewno możesz sobie pozwolić na siedzenie tu? – starała się upewnić, odbierając kufel i dziękując skinieniem głowy. – Dobrze spędza mi się z tobą czas, jednak nie chcę być dla ciebie kłopotem… Zresztą… myślę, że lepiej będzie dla mnie, jeśli nie będę zamawiała kolejnego piwa – westchnęła, gdy uświadomiła sobie o ilości obowiązków czekających na nią już jutro.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Sty 12, 2017 3:31 pm

Słuchała czujnie, na twarz przywołując wyraz skupienia pomieszanego z zainteresowaniem. Chciała sprawić wrażenie, że ufnie przyjmuje słowa rozmówczyni jako prawdę, chociaż w myślach komentowała każde najmniejsze słowo, a na poparcie swojego zdania dysponowała całym szeregiem argumentów. Tak bardzo żałowała, że nie może wypowiedzieć ich na głos. To jednak zburzyłoby budowany od dawna obraz niewinnej i towarzyskiej kelnerki.
- Pewnie masz rację – odparła pogodnie, dusząc w zarodku chęć wypomnienia Selene w rewanżu jej nieumiejętności kłamania. Zrobi to przy najbliższej okazji w Inkwizycji. Naprawdę nie chciała narażać na szwank tak cudownie funkcjonującego układu. - Zdaje się, że słyszałam jakieś plotki… Czy kara za zdradę jest tak straszliwa, jak mówią?
Przyjęła taki ton głosu, jakby nie była pewna, czy chce poznać odpowiedź na swoje pytanie. Jednocześnie znowu poczuła tę samą gorycz co wcześniej, obudzoną ponownie przez wspomnienie o głosie serca i ułudach wiedźm. Lana była przekonana, że prawie każda męczennica chociaż raz zapałała niepożądanym uczuciem do czarownicy, ostatecznie wyrzekając się go w imię Inkwizycji. Po prostu… o tym nie mówiło się głośno. A te, które prawdziwie dopuszczały się nielojalności, nie mogły liczyć na zbyt szczęśliwą przyszłość.
Lana przekrzywiła głowę, widząc nagłą zmianę humoru towarzyszki. Jeszcze bardziej zdziwiły ją słowa, których nie spodziewała się usłyszeć. Czyżby mimo wszystko jednak… Nie, niemożliwe. Zwykłe stwierdzenie faktu.
- Mają bardzo nietypowe zajęcie w porównaniu do reszty Inkwizycji – odezwała się ostrożnie, nie chcąc przypadkiem narazić się Selene. Co prawda nawet gdyby to tego doszło, udobruchanie rudowłosej nie należałoby do trudnych zadań, szczególnie w stanie nietrzeźwości. - Nic więc dziwnego, że trudno je zaakceptować…
Selene tak emocjonalnie reagowała na temat swojego kuzyna, że to aż prosiło się o wykorzystanie do wyciągnięcia jeszcze większej ilości informacji. Nie należało jednak z tym przesadzać, więc Lana postanowiła tymczasowo przystopować, choć wciąż miała ochotę drążyć. I tak dowiedziała się sporo. Z uwagą wysłuchała słów towarzyszki, z prawdziwą rozkoszą odnotowując w pamięci postać Horacego. Nie będzie mogła jawnie drwić z Matthewa, jednak samo posiadanie wiedzy o zmyślonym przyjacielu dawało Lanie poczucie przewagi.
- Zatem oby tak było – rzekła, uśmiechając się szeroko do Selene. - Jeśli ty będziesz zadowolona, ja też będę.
Nie do końca powiedziała prawdę. W rzeczywistości odczuwała zadowolenie tylko wtedy, gdy sprawy toczyły się wedle jej myśli, a ludzie zachowywali się tak, jak oczekiwała. By to osiągnąć, była gotowa manipulować i okłamywać, nie tylko wrogów, ale i sojuszników. Tak jak teraz Selene.
Kiedy po swojej wędrówce do głównej sali z powrotem zasiadła na miejscu, obdarzyła towarzyszkę czujnym spojrzeniem. Wyglądała na bardzo zmęczoną i w ciągu paru chwil Lana podjęła decyzję, by nie pozwolić zamówić jej kolejnego piwa. To, które właśnie przyniosła, było zapewne ponad pewien limit przyzwoitości.
- Tak, jak na razie nie jestem potrzebna – uśmiechnęła się odrobinę zadziornie, zadowolona ze swojego sprytnego wymigania się od pracy. Zresztą, nawet gdyby była, karczmarz nie mógł nie docenić tego, jak Lana skupiała na sobie uwagę pijanej Selene. Może dzięki temu ocaliła jakieś krzesło? - I w żadnym wypadku nie jesteś kłopotem.
Na moment zamilkła, intensywnie się zastanawiając. W końcu spojrzała kobiecie prosto w oczy i odezwała się:
- Jeśli wolałabyś zanocować tutaj, to proszę, daj znać. Sporo pokoi jest zajętych, ale mi na pewno uda się coś załatwić.
Nie chciała brzmieć, jakby próbowała naciągnąć Selene na kolejny wydatek w gospodzie. Po prostu widząc jej stan i mają świadomość, że dwa piwa w towarzystwie kelnerki to nie wszystko, co tego dnia wypiła, Lana wolałaby, aby kobieta darowała sobie powrót do domu.

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Sob Mar 04, 2017 8:02 am

Nim rozstały się jeszcze na krótką chwilę, Selene zdążyła odpowiedzieć na zadane przez Lanę pytanie. Czyniła to z przyjemnością, rada z jej zainteresowania, zwłaszcza, że praca była tematem, o którym mogłaby mówić i mówić.
- Ciężko mi ocenić… Takie sprawy same aż proszą się o zamiecenie pod dywan. Słyszałam różne plotki, widziałam jedną publiczną egzekucję… Inne opowieści głosiły zaś, że męczennice przyznawały się do winy, przyjmując pełną odpowiedzialność za swoje grzechy. Nie wiem, jaką poniosły za to cenę, nie znam ich żalu lub jego braku. Mam tylko nadzieję, że to nie było tego warte – zastanowiła się, ostatecznie nie udzielając konkretnej odpowiedzi. Zapewne najczęstszą karą za zdradę była śmierć, nie potrafiła jednak powiedzieć, czy niektóre z męczennic nie otrzymały drugiej szansy. Arcymistrzyni była łaskawa, jeśli potknięcia jej dzieci nie były wielorazowe lub nie zrujnowały cudownej wizji w układaniu nowego świata bez obecności wiedźm.
Przez głowę przeszło jej nawet, aby przy następnym spotkaniu z Fioną, spojrzeć na nią z nowej perspektywy. Dać szansę, nim uderzy ją złośliwością zamiast powitania, z którego mógł wyniknąć neutralny, jeśli nie przyjemny dla obu stron dialog. Nie wiedziała wtedy jeszcze, że do dnia kolejnego zapomni o swoim pomyśle, a tym bardziej, że po nadchodzącej rozmowie z Matthewem, nastawienie Selene pogłębi się w wrogiej niechęci do męczennicy.
Gdy Lana znalazła się znów u jej boku, podjęła decyzję o powrocie do domu. To była pora na ten odważny krok. Gdyby spędziła tu więcej czasu, zapewne nie musiałaby się martwić rankiem o kaca, gdyż zwyczajnie nie zdążyłaby wytrzeźwieć.
- Nie, nie chcę sprawiać ci więcej problemu – pokręciła gwałtownie głową, aż świat zawirował jej w oczach. – Pójdę już! I… odwdzięczę ci się kiedyś! Pamiętaj, że chętnie cię wysłucham… gdy już zdecydujesz się mówić – oznajmiła, ze świadomością, że na tym spotkaniu to ona pozostawała bardziej wylewna. Znowu. Następnym razem będzie musiała się hamować!
Wstała od stołu, sięgając po swój płaszcz i sprawdzając, czy wszystko znajduje się na swoim miejscu. Jeśli Lana wstała za nią, chwyciła ją pod ramię, na ten moment potrzebując stabilnej podpory, aby w jednym kawałku trafić do drzwi. O bezpieczny powrót będzie martwiła się już później.
- O mamo, świat się kręci… A mówiłaś, że kolejne piwo nigdy nie jest złym pomysłem! – zaśmiała się z udawanym wyrzutem, opierając się na niej bardziej niż powinna. – Odprowadź mnie do drzwi, wyrzuć mnie na śnieg, a następnie zatrzaśnij drzwi, abym nie miała możliwości odwrotu, dobrze? – Z tymi słowami rozpoczęła swoją wędrówkę, nieco chwiejnym krokiem. Do tego dołączyła również pijacką przyśpiewkę o wyjątkowo debilnej treści.

/zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Lana
Męczennica
avatar

Liczba postów : 98
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Boczna sala    Czw Mar 23, 2017 6:22 pm

Z powagą przytaknęła słowom Selene. Miała rację co do zamiatania spraw pod dywan; w rzeczywistości informacje o większości przewinień nie wychodziły poza męczeńskie kręgi, a ukaraniem bądź ułaskawieniem oskarżonej zajmowała się mistrzyni. Jedynie naprawdę poważne przestępstwa trafiały przed inkwizycyjny sąd, co również utrzymywano w jak największej tajemnicy. Przy tak niskim poziomie zaufania większości inkwizytorów i cywili do męczennic władze zadecydowały o zatajaniu prawdziwych danych. Nie powstrzymało to rozprzestrzeniania się plotek. Lana zastanawiała się, na jak wiarygodnych opowieściach opiera się wiedza Selene. W końcu utrzymywała bliskie kontakty z Matthewem, mógł zdradzić jej co nieco o oficjalnych procesach, jednak sama rudowłosa przyznała, że zwykle słyszała plotki. Kelnerka już prawie otworzyła usta, by o coś dopytać, jednak szybko wycofała się z zamiaru. To nie był właściwy moment. Wieczór nie będzie trwał wiecznie, a Lana nie zamierzała poprzestać na temacie męczennic.


Choć Selene zdecydowała się na jeszcze jedno piwo, wszystko wskazywało na to, że ich spotkanie dobiega końca. Po powrocie do stolika Lana zauważyła zmęczenie towarzyszki, która, choć przyjęła kufel, nie tknęła trunku. Swoiste przesłuchanie, jakiego dopuściła się na niej męczennica, ustąpiło wymienia kilku oderwanych od poprzednich tematów zdań, aż w końcu Selene wyjawiła swoją odpowiedzialną decyzję.
- Przecież wiesz, że nie sprawiasz problemu - odparła poważnie Lana, świadomie ignorując przytyk w stronę swojej powściągliwości. W myślach prędko oceniła, że o wiele bardziej kłopotliwa byłaby mocno pijana inkwizytorka szwendająca się po ulicach Wishtown, niż taka nadużywająca czyjejś gościnności. Właściciel gospody zapewne nie zgodziłby się z owym osądem, jednak nie śmiałby narazić się członkowi świętej organizacji.
Lana wstała zaraz za Selene, gotowa w razie czego pomóc (a najlepiej siłą zaciągnąć w bezpieczne zacisze, gdzie kobieta mogłaby w spokoju dojść do siebie), co też zaraz miało miejsce. Rudowłosa przewyższała kelnerkę na oko o głowę, przez co niełatwo było ją prowadzić. Przeszły zaledwie parę kroków w akompaniamencie przyśpiewki Selene, gdy Lana zdecydowała się jeszcze raz spróbować skłonić towarzyszkę do zmiany zdania.
- Nie mogłabym wyrzucić cię na śnieg, skarbie - nawiązała do jej poprzednich słów, przyjmując mocno zatroskany ton głos. Spojrzała też prosto w oczy Selene, jeśli ta na nią spojrzała. - Naprawdę uważam, że powinnaś zostać i odpocząć tutaj... Tak będzie o wiele bezpieczniej.
Szczególnie dla twojej reputacji jako inkwizytorki, dodała w myślach to, czego najbardziej się obawiała. Niezależnie od decyzji Selene, razem opuściły boczną salę.

[z/t]

___________________
"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Boczna sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki :: Gospoda pod Złotą Kaczką-
Skocz do: