IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lilianne
Balsamista
avatar

Liczba postów : 54
Join date : 21/06/2013

PisanieTemat: Polana   Czw Gru 10, 2015 1:06 am

Jak sama nazwa wskazuję połać porośnięta wszelkiego rodzaju roślinnością

Musiała wreszcie wybrać się po zioła i składniki w razie gdyby musiała ratować ludzkie istnienia. A poza tym przydawały się do wielu innych rzeczy m.in do badań, ulepszania broni, wyników prac, a także torturowania Wiedźm. Polana była pierwszym z wielu miejsc, które miała w planach odwiedzić. W jednej lokacji trudno było znaleźć wszystko czego potrzebowała.
W trakcie wędrówki obserwowała wyraźne zmiany ukształtowania terenu, a także jego zagospodarowania. Zorientowała się, że z każdym krokiem znajduje się coraz bliżej siedliska Czarownic. Coraz szybciej się rozprzestrzeniały. Przez letarg w jakim trwała od dawna nie miała pojęcia co się dzieje na świecie. Co prawda docierały do niej różnej maści informacje jednak nic nie zastąpi własnych spostrzeżeń. Mogła na własne oczy zobaczyć jak to teraz funkcjonuje.
Zmarszczyła nos widząc z daleka domostwa tych pomiotów. Gdyby mogła to własnoręcznie by je ubiła, ale nie zasilała odpowiednich szeregów. Fakt faktem co nieco wiedziała o walce i nawet dobrze posługiwała się bronią, ale służyła jej ona raczej do obrony, a nie do ataku. No, chyba że ktoś zalazł by jej za skórę. Z reguły była dyplomatką, ale nigdy nic z nią nie wiadomo. Raz emanowała stoickim spokojem, a zaraz potem byle błahostka mogła ją wyprowadzić z równowagi. Może była nieco niezrównoważona. A może po prostu dostawała na głowę jak przystało na szalonego naukowca. Wieczne siedzenie w laboratorium bez dopływu światła, informacji, bez żywej duszy u boku robiło swoje.
Czasami przydałby się jej jakiś towarzysz, którego mogłaby opieprzyć, a potem grzecznie udzielać rad. No i kto byłby w stanie słuchać tego pseudo filozoficznego lamentu. O zgrozo, jak ona ze sobą wytrzymywała.
Maszerowała z kapturem na głowie. Nie obawiała się Wiedźm. Dałaby jakoś radę się obronić, a przynajmniej spierniczyć w odpowiedniej chwili. Z dumą nosiła płaszcz Inkwizycji. W dodatku w jednym z jej ulubionych kolorów. Wracając jednak do sedna - wędrowała z wiklinowym koszem i dwoma mniejszymi, które zwiesiła sobie na szyi. Od czasu do czasu zatrzymywała się, by zerwać kilka roślin. Można tu było sporo znaleźć, ale raczej tych szkodliwych, nie uzdrawiających. Ale i te przydawały się do serum, trucizn, które we właściwy sposób oddziaływały na poszczególne układy organizmu człowieka (i nie tylko ich). Chociaż znalazła się i szałwia, pokrzywa, lawenda, babka lancetowata.
Cisza znowu szumiała jej w uszach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana   Pią Gru 18, 2015 10:11 pm

Twierdziła, że nigdy wcześniej w życiu nie była równie głodna. I chociaż Jacqueline miała w zwyczaju przesadzać i koloryzować swoje historie, to jednak przykrym faktem było, że nie miała nic w ustach od wczoraj, nie licząc oczywiście obgryzionych paznokci, które nijak zaspokoiły łaknienie. Była bez grosza przy duszy, co żadną nowością nie było. Rzeczą niespotykaną w jej przypadku okazało się, że zamiast kraść na mieście postanowiła zająć się bardziej uczciwymi metodami, a mianowicie szukaniem jedzenia w lesie, na własną rękę. Powrót do epoki kamienia, można tak powiedzieć.
Z tego właśnie powodu znajdowała się na drzewie w pobliżu bogato usianej roślinnością polany, doszukując wzrokiem orzechów. Ewentualnie wiewiórek, gdyż była gotowa zapolować również i na te rude, urocze stworzenia. Zjadłaby naprawdę wszystko, łącznie z Koszmarami i ich dziwacznymi członkami. Owoce znajdujące się na leszczynie, okazały się być zgniłymi resztkami jesieni, niespecjalnie jadalnymi. Wyciągnęła ku nim ręce, jedynie nogami wspierając się na jednej z gałęzi, gdy w oddali, zza pociemniałymi resztkami liści i gęstwiną patyków pojawił się nowy element krajobrazu. Fioletowy płaszcz, który poznałaby wszędzie, nawet na innym skraju świata.
W jej oczach zwiastowało to problemy; nie mogła powiedzieć, że ucieszyła się na ten widok. Ale nie miała czego się obawiać, a przynajmniej do czasu, gdy odgrywała swoją rolę biednej dziewczynki (lub młodzieńca, zależy czy jej strój i brak kobiecych kształtów nikogo nie zmyli) w pogoni za orzechami. Nigdy nie obnosiła się ze swoją mocą, a już na pewno nie była tak głupia, by zwierzać się tą informacją kimś z Inkwizycji. Chociaż to mogłoby dostarczyć jej życiu nieco kolorków i emocji...
Osoba zbliżała się w kierunku drzewa, na którym siedziała - wysoce prawdopodobne było to, że kobieta nie dostrzegła jej wcale, gdyż Jack przestała się wiercić, za wszelką cenę usiłując dostać się do orzechów, a tym razem zamarła wyczekując na rozwój zdarzeń. I zapewne nic by się nie wydarzyło, osoba w fioletowym płaszczu przeszłaby obok i tyle z historii. Jednak Jack nie chciała się ukrywać, o nie. Zamierzała wykorzystać okazję, skoro spotyka kogoś na tym pustkowiu. Nawet jeśli ten ktoś zaprzysiągł podjąć wszelakie starania, by wybić całą rasę czarownic.
Zeskoczyła zręcznie z drzewa, lądując miękko na nogach, ale też tworząc wokół dźwięk, którego przeoczyć już nie było można. Gałązki złamały się pod naciskiem jej stóp. Nie czekając na nic więcej zagadała:
- Zbierasz grzyby, o pani? – Idealny tekst na podryw, nieprawdaż? Och, nie takie rzeczy krążyły w jej głowie, o nie! Przede wszystkim była głodna i musiała zaspokoić swoje podstawowe pragnienia, by móc w ogóle zacząć myśleć o czymkolwiek innym. Dostrzegła kosz roślin, które ona w swojej ignorancji nazwałaby co najwyżej „zielskiem” lub „trawą”, ale na sam widok ślina napływała dziewczynie do ust. – Wiesz gdzie ich szukać? – Kontynuowała pytania, choć wzrok Jacqueline zatopił się w jej koszu. Potarła zmarznięte ręce, aby były możliwie zręczne, gdy tylko zabierze się za „pożyczenie” owego zielska do celów własnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilianne
Balsamista
avatar

Liczba postów : 54
Join date : 21/06/2013

PisanieTemat: Re: Polana   Pią Gru 18, 2015 10:29 pm

Najwyraźniej ostatnimi czasy była coraz mniej uważna. Musiała przyzwyczaić się do życia w ciągłym niebezpieczeństwie. Powinna zdawać sobie sprawę, że wypuściła się na nieodpowiednie tereny. W dodatku bez żadnej obstawy. Tutaj z łatwością mogły dopaść ją wiedźmy, ale musiała zebrać potrzebne zapasy. Laboratorium świeciło pustką, a Inkwizytorek do opatrzenia było zbyt wiele i przez ten długi czas wszystko się skończyło. Poza tym jeszcze inni oczekiwali od niej dostarczania na bieżąco ziół do różnych eliksirów. Z nieba się to nie brało. Ktoś musiał odwalać czarną, brudną robotę.  No, może bez przesady. Lubiła to robić. Mogła zebrać w spokoju myśli. Jakkolwiek beznadziejnie to zabrzmi - lubiła zbierać zioła. I stanowiło to dla niej swego rodzaju frajdę. Mogła w jakiś sposób odseparować się na chwilę od pracowni.
Ale! Nie dość, że robiła dużo rzeczy sama to jeszcze niektóre babska miały czelność do niej pyskować i jej rozkazywać. Ba! Miały pretensje, że albo niczego nie robi, albo robi za mało.
Tak czy inaczej powróciła do swojego zajęcia. Dwa kosze powoli się wypełniały, ale został jeszcze jeden większy. Tyle, że tutaj nie dałaby rady uzupełnić go wszystkim, czego potrzebowała. Jeszcze kilka lokacji. Im bardziej niebezpieczne tym cenniejsze składniki.
Była na tyle zamyślona, że nie usłyszała szelestu na drzewie. Chwilę później stało przed nią dziewczę, a ona niemal odruchowo nie zastosowała zapobiegawczego prawego sierpowego. Odetchnęła masując skroń. Ostatnio miała dużo niespodziewanych spotkań. Przyjrzała się dziewczęciu, a właściwie kobiecie z uwagą. Wyglądała trochę jak osoba wychowana w lesie. Z drugiej strony sądziła, że zadomowiona jest tak naprawdę tylko Inkwizycja. Wiedźmy zamieszkiwały jakieś obrzeża, albo znajdowały się w cyrku, zaś inni wędrowali po świecie prowadząc koczowniczy tryb życia.
Podryw na grzyby, nawet niezłe musiała przyznać. Zresztą lepszy taki niż żaden. I tak czuła się jak stara zrzędliwa baba, która ma okres całe życie, siedem kotów i mieszka w ciasnej klitce wypełnionej smrodem kocich odchodów. O zgrozo. Nie zdziwiłaby się, gdyby tak skończyła. Kiła i mogiła. Rozejrzała się ukradkiem po okolicy. Może ktoś niebezpieczny z nią tutaj był? Może to celowe zagranie i ktoś ją otoczył, a dziewczyna ma tylko uśpić jej czujność? O ile zmysły ją nie zawodziły to faktycznie nikogo w pobliżu nie było.
Utkwiła w Jack zaciekawione, a zarazem figlarne spojrzenie. - Grzybów nie. Dziewcząt, które mogłabym zgwałcić pod drzewem na odludziu- odpowiedziała głupkowato. Nie miejmy jej za złe, trochę mieszało jej się w główce od długiego zastoju życiowego. Poza tym ranga szalonego profesorka zobowiązywała. Tacy nigdy do końca nie mieli po kolei w garnku. Przy tym wcale nie musieli być niebezpieczni, a po prostu stuknięci.
Usłyszała kolejne pytanie. - Ach, tak. Owszem. Wiem o tym dość sporo. W końcu jakoś trzeba wspomagać swoje zdrowie albo leczyć różne rany, prawda? A natura z reguły proponuje najlepsze sposoby. Nie zawsze skuteczne, ale jedyne dostępne- wyjaśniła zdejmując koszyki z karku. Masowała go jedną dłonią z przymkniętym okiem przekręcając głowę. Od czasu do czasu strzyknęło jej coś w gnatkach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana   Sob Gru 19, 2015 12:27 am

Nie tylko cofnęła się o krok na wzmiankę o gwałcie, ale także uniosła nieco wyżej dłonie, jakby gotowa się bronić w każdej chwili. Śmieszyło ją wiele kwestii, niekoniecznie normalnych. Kpiła sobie z nieszczęść, śmierci, całej tej idiotycznej wojny między wiedźmami a Inkwizycją, przez którą ginęło tyle niczego winnych ludzi. Jednak temat seksu, a szczególnie gwałtu budził w niej niemałą konsternację, co jawnie odbiło się na twarzy Jacqueline.
- Zgwałcić? – Powtórzyła głupio, wzrokiem natychmiast badając okolice jej krocza, usiłując się dopatrzyć ewentualnych wzniesień na jej obcisłych spodniach. W razie czego była już gotowa do ucieczki, a przy okazji pokonania jakiegoś nieistniejącego rekordu w prędkości. Nie znajdowała się już na statku, tylko na otwartej polanie, gdzie drogi ucieczki znajdowały się praktycznie w każdym kierunku. – Ale że…? – Ciągnęła wątek dalej, zupełnie oszołomiona. Tekst o gwałcie był jeszcze bardziej rozbrajający niż ten o grzybach.
Właściwie wcale nie miała pewności, że ma do czynienia z kobietą, mimo tylu krzyczących za tym argumentów. Starała się jednak nie oceniać ludzi, zwłaszcza przez swój nieco osobliwy przypadek, który wielu potrafił już zmylić. Z tych rozmyślań nawet na moment zdążyła zapomnieć o głodzie. Po paru chwilach, Jack w końcu udało się odzyskać rezon i przybrać swój łobuzerski uśmieszek na twarz.
- Chodźmy więc spod tego drzewa. Może pod innym będzie czekał na ciebie bardziej łakomy kąsek ode mnie, kto wie. – Z Jacqueline poszło łatwo, bo dosłownie spadła jej z nieba, więc inne panny też zwyczajnie musiały rosnąć na drzewach. Na wszelki wypadek, gdyby słowa kobiety nie były żartem, wolała znaleźć jej jakieś zastępstwo za siebie.
- Leczysz ludzi? – Tylko cudem uniknęła rozbawionego tonu, a co gorsza – kpiny w głosie. Może wykształcenia to ona nie miała, ale słyszała różne plotki, a przez czas spędzony na lądzie zdążyła poznać zasady panujące w Inkwizycji. Fioletowy płaszcz – Balsamista. Osoba eksperymentująca na żywych organizmach, którym nieraz pisany jest los gorszy niż ten od śmierci. Nie mogła powstrzymać dreszczu, gdy z nią rozmawiała. Wyglądała tak niepozornie, delikatnie. Kobieco. Jacqueline po raz wtóry musiała sobie przypominać jak bardzo potrafią zmylić pozory.
- Potrafisz mi wskazać miejsce z grzybami, najlepiej jadalnymi? Albo innymi dobrodziejstwami natury, z których w pierwszej kolejności mogę ugotować zupę, a w drugiej kogoś uleczyć? – Zapytała bez ogródek, stawiając parę kroków i wymijając ją cicho, tylko po to, aby zaraz zatrzymać się tyłem do kobiety i wbić wzrok tępo w przestrzeń. Zachowanie niby bezcelowe, nieprawdaż? Och, nie – gdy znalazła się najbliżej niej sięgnęła do jej kosza po najbardziej obiecujące ziele, natychmiast wpychając je do ust. Zrobiła to nawet zręcznie i zdawać by się mogło, że niepostrzeżenie, ale nie starała się w sposób identyczny, jak przy swoich typowych kradzieżach. Stawka tu była dużo mniejsza.
Wszystko mogłoby ujść jej płazem, gdyby Jack nie zaczęła tylko się dusić. Jej gardło zaczęło płonąć, swędzieć i piec jednocześnie. Zakaszlała i wypluła na wpół przegryzioną zawartość swoich ust, zwracając pełną wyrzutu twarz ku Balsamistce.
- Chcesz tym kogoś otruć!? – Wychrypiała, chwytając się za gardło. Oczy zaszły jej łzami, czuła, że jej chwile są już policzone. Doprawdy, wolała nie wiedzieć jakiego cholerstwa się złapała, ale powątpiewała, by cokolwiek z jej kosza służyło leczeniu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilianne
Balsamista
avatar

Liczba postów : 54
Join date : 21/06/2013

PisanieTemat: Re: Polana   Pią Kwi 14, 2017 12:58 pm

Wzięła ze sobą koszyki, których zwartość miała zamiar później wykorzystać. Jednak nie miała więcej czasu, aby gawędzić z Jacqueline. Sprawy wzywały, a ona już dostatecznie dużo zmarnowała czasu na rzeczy poboczne i znacznie mniej istotne. Zarzuciła kaptur fioletowego płaszcza na głowę tak że nawet nos jej nie wystawał. O wiele lepiej, kiedy nikt nie mógł dostrzec jej oblicza. Czuła się wtedy anonimowa, trochę jak zjawa.
Pospiesznie opuściła polanę.
[zt]

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Polana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Dzika polana-
Skocz do: