IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pijalnia piw, innych trunków i czekolady

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Brynhildr
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 11/12/2015

PisanieTemat: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Wto Gru 15, 2015 4:08 pm

Wśród karczm znajduje się taka oto niewinna pijalnia praktycznie wszystkiego, co zdatne do picia. Atmosfera panuje tutaj naprawdę różna, jakby zależała od tego, co się w danym dniu sprzedaje najbardziej. Nie trzeba chyba zgadywać, że dominuje zapach alkoholu, zwłaszcza w godzinach nocnych. Na słodkości przychodzi się tu do południa, by nie musieć użerać się z upierdliwymi smakoszami procentów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brynhildr
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Wto Gru 15, 2015 4:58 pm

Jak już kiedyś wspominane było, Brynhildr nie przepada za noszeniem długich sukienek, bo to sprawiało, że czuła się dość skrępowana. Najwidoczniej zbytnio przyzwyczaiła się do swego stroju cyrkowego, w którym może się pokazać i chwilę pobawić. Czuła się wprawdzie wtedy jak dziecko, które znów może pobiegać po domu w ciuchach swojej mamy i udawać dorosłego. Tyle że ona przebierała się w strój cyrkowca i udawała jednego z nich. Albo i nie - przecież była jednym z nich. Czuła, że przynależy do tej dziwnej rodziny, dlatego chodzenie w falbanach ją nieco przytłaczało. Ale w tej, co teraz była, czuła się nawet przyjemnie. Była w ładnym odcieniu błękitu, dość prosta i miała uroczo poszerzane rękawy. Jak czasem patrzyła na te wystrojone panie w falbanach i jakimś kloszem, co to tylko je poszerzał, to nie wiedziała, czy to nie jest czasem większy cyrk od jej. Po czym sobie przypominała, że ten jej jest fajniejszy i w ogóle przyjemniejszy do życia. Poprawiła delikatnie włosy, które upięła tak, by nie sięgały za pas i nie wycierały się o każdy stół, który napotka. Jeszcze będzie śmierdziała wódką, pachniała czekoladą i zajeżdżała piwem. A ona nie pije i nie zamierza.
Tylko co w takim razie chciała zamówić? Opcją inną było zakupienie czekolady, która była dość... droga. Przynajmniej na jej kieszeń, bo jako że nie pracuje nigdzie indziej, to dostaje jakieś tam grosze z występów. Wolałaby nie robić za ulicznego wyzyskiwacza, bo jest przekonana, że skupiłaby na sobie uwagę Inkwizycji. A nie chciałaby zwracać na siebie uwagi Inkwizycji. Jest święcie przekonana, że jej ciało jest niezbyt palne i nie nadawałoby się jako podpałka. Zresztą, lubi swoje wędrowanie po Wishtown i nagabywanie ludzi. Pseudo-nagabywanie, bo de facto nic nie robi. Jest jak taki przypadkowy przechodzień, który chce porozmawiać z każdym o pogodzie i tych wszystkich rzeczach, jakich nie ma. Niezbyt działało to w przypadku podchmielonych i zapitych mężczyzn, co to jedną ręką połamaliby jej wszystkie żebra. Wtedy raczej zachowywała się jak każda normalna dziewczyna i unikała kontaktów owymi osobnikami. Bo lubiła mieć swoje żebra w całości.
Niepewnie przekroczyła próg pijalni, sprawdzając, kto znajduje się w środku. Z wytchnieniem stwierdziła, że nie zdążyło się na tyle ściemnić, żeby pojawili się potencjalni koneserzy piw i trunków. Z łagodnym uśmiechem weszła do środka i mijała poustawiane stoliki, przy których jeszcze siedział przekrój klasowy ludzi. Przy ladzie wisiała drewniana tabliczka z listą dostępnych napojów i ich cen. Policzyła pieniążki, które miała aktualnie przy sobie i przybrała skupiony wyraz twarzy. W sumie oferowali nie tylko trunki i czekoladę, ale także i herbatę. A ona herbaty także chętnie by się napiła, nawet bardzo-bardzo. Tyle że ona także była droga i chociaż nauczyła się ją parzyć, kiedy zdarzyło się w cyrku znaleźć pieniądze na to (to wcale nie tak, że czasem porywają bogatych ludzi...), no ale... W dodatku mogliby jej nie sprzedać, bo wydawało się jej, że odpowiednia pora na nią już minęła. Westchnęła cicho. Woda też była dobra...

___________________
Me | They
Voice | Theme | Psyche



Art: Himaruya Hidekaz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Czw Gru 31, 2015 6:25 am

Zanim przekroczyła próg pijalni, rozejrzała się dokładnie wkoło. Miała na pieńku z tyloma osobami, że wolała dwa razy przemyśleć, nim postawi kolejny krok. Liczba miejsc, w których nie była zadłużona albo do których nie miała dożywotniego zakazu wstępu, drastycznie malała, a Jacqueline najzwyczajniej na świecie nie miała gdzie się podziać. Szczerze? Nie podobało jej się tu. Rozchodzący się wszędzie zapach czekolady może i był urzekający, jednak ona wolała bardziej swojskie klimaty, gdzie w ramach rozrywki można było dostać po ryju. Cóż, Jack. Kiedyś trzeba było się odchamić, czyż nie?
W końcu weszła do środka, nie przestając się rozglądać. Uśmiechała się do każdego, z kim tylko załapała kontakt wzrokowy, a każda osobistość zdawała jej się wybitnie nudna, nawet niewarta uwagi. Banda snobów. Miała ochotę urządzić im żywe piekło na ziemi, sprezentować zabawę, jakiej długo nie zapomną. A później spojrzała na ceny. I omal nie zeszła na zawał.
Czego się spodziewała? Czyżby miała nadzieję, że ciągle istnieją niepoznane przez nią wcześniej miejsca, w których piwo jest nie tylko tanie, ale i nierozwodnione? Och, co za naiwność! Fakt, faktem – uzbierało jej się trochę grosza i jeszcze nie miała okazji go wydać, jednak wedle szybkich kalkulacji wynikało, że jeśli spędzi tu noc, nie szczędząc sobie żadnych udogodnień, przez kolejny tydzień nie będzie miała co jeść. Chociaż… To przecież tylko tydzień… Nie, nie mogła sobie na to pozwolić.
Jeszcze żywiej zaczęła się rozglądać za ludźmi, tym razem w nadziei na łatwy zarobek. Namierzyła paru bogaczy, którzy jak na jej oko mieli za dużo pieniędzy, aż nawet nie zauważyliby różnicy w drobnym ubytku, przez myśl przeszło jej nawet targować się z mężczyzną za ladą – mogłaby umilać innym gościom czas przy pomocy gry na harmonijce, jeśli ten tylko zapewniłby jej całonocny zapas piwa.
A później dostrzegła (aż dziw, że dopiero teraz!) fioletową czuprynę, znacznie wyróżniającą się na tle zwyczajnych, szaro-burych barw. I dosyć spontanicznie, bez większego pomyślunku, postąpiła o krok do przodu, znajdując się tuż przy niej. Z profilu wyglądała na całkiem majętną, więc zaczęła:
- Dobry wieczór, witam, ahoj – Powitała ją dosyć typowo jak na swoją osobę, a gdy już zwróciła na siebie uwagę dziewczyny, natychmiast tego pożałowała. Źle ją oceniła, fioletowłosa okazała się być zupełnie młoda, a to niekoniecznie szło w parze z zasobem pieniędzy. Nawet szkoda było rąk, by taką okraść. Nie spodziewała się też wielkich efektów w wyłudzaniu, ale spróbować nie zaszkodziło. – Ja panią skądś kojarzę, o tak. Jest pani tą sławną harfistką, czyż nie? Chwila… - Gdy rzucała bezsensownymi słowami, tylko po to, by zacząć rozmowę, spostrzegła, że chyba naprawdę widziała wcześniej tę twarz. Czyżby w cyrku, gdy zdarzało jej się spędzać tam bezsenne noce? – Już wiem! Tresuje pani lwy w cyrku! – Wykrzyknęła, co może nie było zbyt mądre. Dla ich dobra, lepiej, aby żaden z Inkwizytorów nie znajdował się w pobliżu, cyrk nie był organizacją (jeśli tylko tak można nazwać ten brak zorganizowania) nieprzysparzającą im problemów.
- Nieważne. Słyszałam, że chce pani kupić… - Zastanowiła się chwilę. – Kompas. I to nie byle jaki. – Pokiwała głową, ściszając głos, jakby uczestniczyła w tajnej misji, a dziewczynie właśnie zdradzała informacje, od których cały świat może się załamać.
/wybacz, nie wiem co tworzę XD

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brynhildr
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Pon Sty 04, 2016 4:06 pm

Ale ona kiedyś była bogata! Naprawdę mówię. Przecież ten majętny profil  mówi sam za siebie, nieprawdaż? Niestety życie potoczyło się jak życie, tak więc i nasza Brynhildr musiała się nauczyć żyć jak ktoś całkowicie niemajętny, co w sumie nie przyszło jej tak bardzo z trudem. Jako dziecko zdarzało się jej myśleć o tym, co by było gdyby. I jako takie małe Brynciątko sobie rozmyślała, czy byłaby w stanie żyć jako taka dość normalna pani, ba, jako taka całkiem dość biedna pani. Można się domyślić, że im więcej lat było, tym bardziej mówiła "tak". Czy też może na to wskazywała, bo odpowiedzieć, nie odpowiadała. Zawsze była dziwnym dzieckiem, ale wciąż okazywała zachowania podobne do dzieci w jej wieku i w takiej klasie społecznej. Jednakże wszyscy dziwili się tym, że w pewnym momencie zaczęła przyjmować wszystko. Dlatego też gdyby ktoś miał określić, czy Bryn kiedyś należała do tej wysokiej klasy, to z pewnością by uznał, że nie. I jej się to podobało, a może nawet o tym zapomniała. Cóż, niektóre jej zwyczaje tego nie zapomniały.
Odwróciła się w stronę nieznanego głosu. Praktycznie jej wzrostu dziewczyna (kobieta? Wyglądała na dość młodą) sprawiała wrażenie przez chwilę zdziwioną samą fioletowowłosą, która odruchowo przejechała ręką po tyle swej głowy. Jakby spodziewała się uderzenia z tamtej strony lub poprawiała fryzurę. Delikatnie się uśmiechnęła, jak to miała w zwyczaju.
- Dzień dobry - powiedziała grzecznie i nawet delikatnie dygnęła. W jej oczkach kryła się radość, której często nie potrafiła wytłumaczyć. Być może cieszyła się z kolejnego dnia, który mógł być wypełniony praktycznie wszystkim. A może tak po prostu.
Przechyliła niczym psiak delikatnie główkę na prawo, z wymalowanym lekkim zdezorientowaniem na twarzy. Rzadko kiedy ktoś jej mówił, że ją kojarzy. Nigdy nie obawiała się, że ktoś ją rozpozna jeszcze za dostojnego bycia, ale to ją zaciekawiło. Chociaż chętnie występowała w cyrku, nawet jeśli była już jedna marionetkarka w składzie, to jakoś nie wydawało się, że była dość... rozpoznawalna? Nie potrafiła tego określić, ale musiała przyznać, że czułaby się nieco dumna, gdyby ktoś ją naprawdę rozpoznawał z jej własnych występów. To jest coś, nie? Harfiarka? Pokręciła baaardzo powoli głową, ale też zadawała sobie pytanie, czy jest jakaś znana harfiarka o podobnym wyglądzie. I kolorze włosów, bo to ją w sumie najbardziej interesowało. Czy ktoś był na tym świecie tak samo postrzelony jak ona? Tresuje lwy? Lubi zwierzęta, ale nie powiedziałaby, że dałaby radę tresować takie... spore kotki. Niebezpieczne kotki.
Zaśmiała się delikatnie. Chociaż miałaby tak bardzo mocno przechlapane, gdyby znalazłby się w pobliżu ktokolwiek z Inkwizycji, nie okazywała niepokoju. Założyła ręce za sobą, patrzyła tymi swoimi dużymi oczami na osobę przed nią. Poniekąd ją lustrowała wzrokiem, ale robiła to bez jakiejkolwiek wrogości czy natręctwa. Po prostu. Zalśniły nieco, kiedy dziewczyna wspomniała o rzekomym niezwykłym kompasie. Powstrzymała w sobie delikatny chichot, który wręcz cisnął się jej na usta, które musiała aż przygryźć. Żeby nie wyszła na jakąś idiotkę czy coś.
- Nie wiedziałam, że chcę cokolwiek kupić. Znaczy, wiedziałam, ale nie wiedziałam, że tak długo się za tym rozglądałam. Kompas, pani powiada? Takie fajne okrągłe pudełeczko z wirującą wskazówką? - Oczywiście, że kojarzyła, co to jest kompas. Jednakże takie pytania zawsze ją intrygowały, bo zwykle wprawiają w chociaż chwilowe zatrzymanie. Sama to przeżyła wiele razy i do dziś to przeżywa, co czasem ją delikatnie irytuje. Co nie zmienia faktu, że jest ciekawa reakcji. Chyba że wiedza o kompasie nie jest taka powszechna, jak się jej wydaje. Zawsze świat ją może zaskoczyć, prawda? - Cóż takiego może być niezwykłego w tym jednym, hm? Pokazuje mi cel podróży? A może to kompas dla zakochanych? Szczęścia?
Brynhildr. Zachowujesz się jak dziecko i ci nie wstyd?

___________________
Me | They
Voice | Theme | Psyche



Art: Himaruya Hidekaz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Pią Sty 08, 2016 1:08 pm

Chęć zrównania tego miejsca z ziemną chwilowo została okiełznana, ale tylko z powodu zajęcia myśli innymi. Miała przecież ważniejsze sprawy na głowie, chociażby opchnięcie kompasu w dobrej cenie, aby wyjść stąd w dowolnym stanie upojenia lub najlepiej nie wyjść wcale. Na zewnątrz panował siarczysty mróz, więc ze wszystkich opcji musiała skreślić tą, która mówiła o spaniu na zewnątrz w rynsztoku.
Na tym etapie konwersacji nie była do końca pewna czy jej rozmówczyni jest na tyle naiwna, aby uwierzyć w to, co się do niej mówi, czy może sama się z niej nabija. A może zwyczajnie jest ciekawa rozwoju sytuacji? W końcu nie na co dzień można spotkać takie osobliwości, udające wiedzę na temat, o którym mówią. Kontynuowała swą szaleńczą wypowiedź:
- Proszę mi zaufać, mam lata doświadczenia w rozpoznawaniu ludzkich pragnień, dodatkowo także potrafię sprecyzować, czym ono jest. Wie pani, przysłowiowy szósty zmysł. Jestem nieodłącznym towarzyszem dam na zakupach, tak zwanym doradcą. To ostatnio szalenie modne na południu kraju. – Jako że wszystko wypowiedziała na niemal jednym tchu, na moment zatrzymała się na głębszy oddech, tylko po to, aby zaraz znów nadawać jak katarynka. – Proszę nie brać tego do siebie, to nic osobistego. Jestem ekspertem. Widzę te drobne iskierki w oczach tak dobrze, jak pani widzi mnie w całej okazałości. – Żywo gestykulowała, nie tylko kończynami, ale także za pomocą swojej głowy. O tańczących brwiach nawet nie wspominając.
- To nie tylko takie tam pudełeczko. Niezbędny element każdej podróży, ratunek zgubionych, zbawienie poszukujących. O, proszę spojrzeć – Wygrzebała z torby całkiem stylowe drewniane pudełeczko, z którego natychmiast strząsnęła okruszki – resztki jej posiłku. Odwróciła się do kobiety, z szacunkiem i teatralną delikatnością, wysuwając na swoje dłonie małych rozmiarów, niemal kieszonkowy kompas, złoty na obręczy, z cienkim wisiorkiem i lekko ozdobną pokrywką. Jego posrebrzana igła z końcem, który powinien wskazywać północ zawirowała, lądując gdzieś w okolicach wschodu, drgając lekko.
Cały przedmiot oczywiście od wielu lat na nic się jej nie przydał, nie tylko przez to, że od dawna nie miała okazji postawić nogi na prawdziwym statku, ale bardziej z powodu kompletnej nieprzydatności kompasu, który żył własnym życiem, cały czas wskazując inny kierunek. Jacqueline nigdy nie była specjalnie sentymentalna, więc mogłaby go sprzedać bez większych wzruszeń, mimo że owy przedmiot był światkiem kilku ważniejszych w jej życiu chwil.
- Proszę się przyjrzeć uważnie. Igła wskazuje miejsce tego, czego nieraz podświadomie, w głębi duszy chcemy – Zaznaczona końcówka, jak na życzenie odwróciła się w inną stronę, chwilę się kołysząc i zatrzymując się tuż w kierunku baru i karczmarza. – Sztuką jest tylko właściwa interpretacja naszych życzeń. Niech się zastanowię... Ma pani ochotę na herbatę? Och, to nie było trudne. Gdy zrealizuje pani to pragnienie, można użyć tego do wyższych celów. – Kiwnęła głową, wcale nie mogąc mieć pewności, czy dziewczyna przyszła tu napić się herbaty. Ale wszystkie wybory Jacqueline opierały się na ryzyku. Ona jednak z dosyć dużym doświadczeniem potrafiła ocenić ludzi. Przydawało się to nieraz w fachu, jakim się trudniła. A fioletowłosa wcale nie wyglądała na taką, co by podzielała cel wyprawy Jack.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brynhildr
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Nie Sty 17, 2016 6:00 pm

Można powiedzieć, że wyglądała jak dziecko, któremu właśnie jest oferowana zabawka jego życia. Próbowała nadążać wzrokiem za rzekomym ekspertem i sprzedawcą, lecz oczy same lgnęły do kompasu, który widziała przed sobą. No nie mogła powiedzieć, że ów urządzenie jest brzydkie. Wręcz przeciwnie, było naprawdę ładne, zdecydowanie ładniejsze od tych, które kiedyś miała okazję zobaczyć. Zabawnie się jednak słuchało tej paplaniny, która miała być takim chwytem marketingowym. Próbowała wyłapać jakiekolwiek dziwne elementy wypowiedzi osobnika przed nią, lecz przecież to wszystko brzmiało tak strasznie naciąganie, że w sumie mogła wypytywać się o wszystko, co powie. Interesowała się tym jak dziecko, bo poczuła się jak dziecko. Jednakże była bardziej ciekawa tego, co się stanie potem, jak zada to pytanie, jak ma odpowiedzieć na coś i tak dalej. Interesowało ją to, co wyniknie. No bo co się stanie, jak nie kupi? Nie ma innej opcji, bo chyba nie miała za dużo funtów przy sobie. Właściwie to będzie cud, jak znajdzie chociaż jeden.
Przyjrzała się nieco dokładniej wskazówce kompasu, która na jej gust zdecydowanie źle pokazywała. Chwilę się przyglądała kompasowi, a potem podniosła wzrok na sprzedawcę. Z nieco udawanym zdziwieniem zasłoniła dłonią usta, kiedy zgadła, że chodziło o herbatę. Cóż, wybór był dość ograniczony, ale musiała przyznać, że żadnej gwarancji nie miała. A gdyby nie trafiła, to straciłaby na wiarygodności, która zresztą i tak sama w sobie jest wątpliwa. Na potwierdzenie przypuszczenia pokiwała energicznie głową i znów skupiła całą swą uwagę na małym urządzeniu. Przez chwilę zastanawiała się, o co mogłaby zapytać. Bo jeśli zapyta o to, dlaczego nie wskazuje północy, to nie będzie to miało sensu. Rzekomo wskazuje pragnienia, więc nie ma obowiązku wskazywania jednego kierunku. Musi to być pytanie dość infantylne, ale na tyle sensowne, że sprzedawca będzie musiał jej wytłumaczyć dlaczego.
- Dlaczego więc zaznaczona jest róża wiatrów? Jeśli to pokazuje kierunek, w którym znajduje się moje pragnienie, to chyba nie potrzebuję wiedzieć, czy to północ? Wystarczy, że będę szła w kierunku, który pokazuje. To trochę jest mylące, bo przecież mogę sobie pomyśleć, że to jest zwyczajny i zepsuty kompas, prawda? - zapytała dość poważnie. W sumie dopiero po chwili dotarło do niej, że to wcale nie jest dobre pytanie i może tylko rozeźlić sprzedawcę. Uśmiechnęła się delikatnie i jakby przepraszająco. - Proszę mi wybaczyć mą ciekawość, jednakże jest to niezwykle frapujące! Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam i trochę ciężko mi uwierzyć, że coś takiego może istnieć! - Pilnowała się bardzo mocno, aby nie powiedzieć słowa "magia". Ani żadnego z rodziny. Co jak co, ale nie miała pewności, czy aby tutaj nie znajduje się nikt z Inkwizycji, a jakoś nie ma ochoty na nieprzyjazne zainteresowanie się ich rozmową. Nie wiadomo, jaką teorię sobie do tego dorobią, jeśli któraś ze stron będzie wspominać o magii. Teraz to chyba wygląda jak nagabywanie, prawda? Prawda?

//Łaaaa, naprawdę przepraszam za obsuwę! Miałam trochę spraw w tygodniu i się nie mogłam zebrać do napisania. Ale to się już nie powtórzy! ;A;//

___________________
Me | They
Voice | Theme | Psyche



Art: Himaruya Hidekaz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Pon Sty 18, 2016 9:46 pm

No i masz, babo! Musiała trafić na osobę, która najwyraźniej znała się na rzeczy? Jacqueline zazwyczaj trafnie potrafiła rozpoznać człowieka już po samej obserwacji, jednak tym razem los naprowadził ją na bardziej rozumną dziewczynę, niż mówił to jej wygląd. Sama nawet unikała używania mądrych słów (chociaż sama miała ograniczony ich zasób), by nie zawstydzić swojej potencjalnej klientki i jak najszybciej dobić targu. Róża wiatrów!? No kto by pomyślał, że dziewczę zna takie zaawansowane słownictwo i dodatkowo używa go w dobrym kontekście, a nie jako... nazwę dziwacznej, kolczastej rośliny, powiedzmy.
- Odpowiedź jest prosta, o pani. Ze względów czysto estetycznych. Proszę wyobrazić sobie igłę... nie, patyk! Patyk, który wskazuje cel, ot tak na gładkiej powierzchni. Niezbyt zachęcające, prawda? Albo przejdźmy w drugą skrajność – przepiękne kolorowe pudełko, zrobione malowanymi pąkami kwiatów, gwiazdami i mydlanymi bańkami. Coś takiego wzbudziłoby zainteresowanie bardziej. A może i pożądanie. A to już prawie niezdrowe. Lepiej dla wszechświata było umieścić ten cud w niepozornym urządzeniu, sprawiającym wrażenie... zepsutego kompasu. - Ponownie wyrzuciła z siebie wszystko, biorąc zaledwie krótkie przerwy na oddech. Nie lubiła marnować czasu, jak zwykle mówiła wszystko szybko, jak zwykle nad wyraz żwawo i zamaszyście. Użyła nawet niebezpieczniej zagrywki, zdradzając czym przedmiot jest naprawdę, w nadziei, że nie będzie wzięta na poważnie.
Zdawać by się mogło, że traciła stabilny grunt pod stopami, za bardzo zbiegając w niebezpieczną strefę, po przekroczeniu, której już nikt jej nie uwierzy. Chociaż...? Gdy wszystko będzie nieprawdopodobne, dlaczego by nie uznać istnienia pudełka kierującego do życzeń? Zwłaszcza na tle tego, co działo się w świecie obecnie. Setki czarownic, zaklętych przedmiotów, koszmarów przebiegających przed ulicę, cały ten tajemniczy cyrk...
Nie zamykała się chociażby na moment, wręcz przeciwnie; mówiła coraz to więcej:
- Rozumiem pani wątpliwości, mi też cały czas ciężko uwierzyć w działanie tego, co leży w moich dłoniach. Proszę jednak spróbować. Jeśli chwyci pani ten cud we własne dłonie i wypowie swoje życzenie, pragnienie lub cel na głos, przybierze ono na mocy, nakierowując, niemal ciągnąc do owego miejsca. Najlepiej zapomnieć o herbacie na krótką chwilę, o proszę. – Wyciągnęła ku niej dłonie z tym jakże cennym przedmiotem, który na zwykłym targu nie byłby wart miski kaszy.
Przy odrobinie szczęścia uzna owe życzenie za ciekawe i zdecyduje się je spełnić. Dla rozrywki. Dla prostej chęci zaznania odrobiny chaosu i niecodzienności w tejże zapomnianej przez bogów karczmie.

//Bryndziu, ależ nie szkodzi nic, a nic! Odpisy co parę-paręnaście dni też mi pasują. Najważniejsze byś w ogóle odpowiadała albo chociaż mnie ostrzegała, gdy wyjedziesz na sto lat, czy coś xD

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brynhildr
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Sro Sty 20, 2016 3:08 pm

Znać się nie znała, ale słyszała to i owo. Zanim świat nie postanowił, że zacznie żyć jako wiedźma i o swoim luksusowym życiu mogła potem tylko sobie pośnić. Nie chciała od razu wychodzić na jakąś znającą się na kompasach, bo się na nic nie zna. Plus obawiała się, że ktoś mógłby zacząć drążyć jej temat. No bo jak to tak? Taka biedna, a taką wiedzę ma? Coś tu jest nie halo i pierwsze podejrzenia byłyby raczej o uprawianie magii, aniżeli o jakąś ucieczkę z domu czy coś. Zawsze mogła dorzucić coś w stylu "tak słyszałam" lub "tak mi się wydaje", ale to tylko stwarza wrażenie, że ma coś do ukrycia. A nie miała, tylko... Tylko jakoś nie miała zamiaru się tłumaczyć z całego życia, nieprawdaż? Dlatego też mówiła z pewnością to, co mówiła, nie wycofywała się. Nawet jeśli ją korciło to, żeby czasem się wrócić w rozmowie i powiedzieć coś innego. Lubiła obserwować reakcje, ale niekoniecznie chciałaby na poczekaniu wymyślać swoje wymówki. Zresztą, nie lubiła tego robić, bo zawsze coś pójdzie nie tak. Niby taka rozgadana, ale dobrej bujdy nie umie wymyślić!
Pokiwała z uznaniem głową i w duchu przyznała jej rację. Bo lepiej zrobić coś, co się nie rzuca w oczy. To się w sumie zalicza do wiedźm. Przecież jak ktoś słyszy słowo "wiedźma", to oczekuje starego babska w kapeluszu z czarnym kotem, nieprawdaż? A gdyby powiedzieć takiemu dziecku, że taka Brynhildr to wiedźma, to mogłoby nie uwierzyć, nie? Chociaż może lepiej nie stawiać na takie rzeczy. Dzieci też mogą być dobrymi donosicielami, zwłaszcza nieświadomie. Pochwalą się, że jakaś pani im pokazała niezwykłą sztuczkę z ogniem, a następnego dnia ta pani sama staje w ogniu. I to niekoniecznie w wyczarowanym przez siebie. Dlatego też musi się powstrzymywać przed entuzjastycznym przedstawieniem swoich umiejętności jako członkini cyrku i marionetkarka. Zacznijmy od tego, że pewnie nie spotkałoby się to z miłym odzewem, a chyba najważniejsze - nigdy nie chodzi po mieście z tymi swoimi duperelami do udawania...
Zamrugała parę razy, po czym się wesoło roześmiała.
- Z chęcią bym to zrobiła, gdyby nie fakt, że nic mi do głowy nie przychodzi. A jak rozumiem, to powinno być to szczere i najprawdziwsze pragnienie, czy chociażby zachcianka. Moje może być wymuszone, a co za tym idzie, urządzenie nie zadziała jak trzeba. I może się zachowywać tak, jak wygląda. Jak zepsuty kompas, prawda? - powiedziała dość wesoło, po czym odsunęła od siebie wysunięte w jej stronę dłonie z urządzonkiem. Szybko schowała je za siebie. Po czym jednak zaczęła się bawić kosmykami. - Zresztą, dość nierozsądne byłoby wyznanie czegoś tak intymnego w takim miejscu. To byłoby jak narażenie życia! Nigdy nie wiesz, kto słucha, nigdy nie wiesz, co to za sobą niesie! Inną sprawą jest fakt, że nie do końca jestem pewna. Zresztą, czy przypadkiem nie zadziałał on bez mówienia czegokolwiek? Czyżby był dość kapryśnym kompasem?

___________________
Me | They
Voice | Theme | Psyche



Art: Himaruya Hidekaz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Pon Lut 08, 2016 12:18 am

Doprawdy, nie wiedziała, co się z nią dzieje. Już wieki temu powinna dać sobie spokój z młodym dziewczęciem i wcisnąć kompas komuś, kto wyglądał na mniej rozgarniętego. Ale za to bardziej majętnego. Atmosfera z każdą chwilą gęstniała, ludzie pili coraz więcej i stawali się coraz głośniejsi. Zabawne, ale Jack zaczynała czuć się jak w domu, którego oczywiście nigdy nie miała.
Przypuszczała, że długość tejże rozmowy zawdzięcza swojej niecodzienności. Ona grała jak potrafiła, a fioletowłosa sprawiała wrażenie naturalnie uprzejmej, ciekawej świata i w całej swojej dziecinności nieco naiwnej. Ale Jack nie wierzyła jej do końca. Kobiety rodziły się chyba z naturalną gracją w grze aktorskiej, w celu zdobycia określonych celów. Dlatego też, zawiodła się, gdy nie usłyszała jej życzenia. A mogło być tak pięknie! Może ożywiłyby to miejsce, ciągle nudne jak szachy emerytów.
- Nie namawiam – Musiała odrzec, aby cały czas utrzymywać pozory. – Rozumiem, co się będzie panna zwierzać pierwszej lepszej osobie! Sama nie wiem, czy bym skorzystała, och, zwłaszcza tak nagle… - Mówiła, ale była wielce niezadowolona. – Nie wierzę jednak, że nie ma panienka w głowie nawet najmniejszego pomysłu. Zawsze się znajdzie jakieś pragnienie, choć często tak skryte, że aż wstyd wypowiadać na głos… - Kiwnęła głową z udawanym zrozumieniem, sama już nie wiedząc, czy ją namawia, czy usiłuje już zmienić temat. Chyba była gdzieś pomiędzy, a dodatkowo – jak to ona, nie potrafiła się zwyczajnie zamknąć.
- Jednak miejscem, ani okolicznościami proszę się nie przejmować… Kto by nam chciał nas słuchać pośród tych… - Przez ułamek sekundy nie wiedziała jak nazwać ludzi, którzy zachowują się całkiem przyzwoicie, w przeciwieństwie do tego, co zwykła zastawać w innych karczmach. Chęć pokazania się w jak najlepszym świetle wygrała. – Pijaczyn. Najciemniej pod latarnią, rozumie panienka. A kompas… tak to nazwijmy, z braku innego, godnego go mienia, bywa i czasami złośliwy. Przynajmniej może się tak zdawać na pierwszy rzut oka. Potrafi zaprowadzić do dawnej miłości, mimo że będziemy się zarzekać, że wcale nie tego pragnęliśmy. Ale on wie najlepiej. I na wszelki wypadek lepiej jest sprecyzować życzenie, oszukać go i może samego siebie, kto wie? – Zastanowiła się na głos. – Widzę, że panienka zna się na rzeczy. Dawno tak rozumnej istoty nie spotkałam, o nie. Szkoda tylko, że nie interesuje się panienka takimi cudami techniki. Proszę się jednak nie martwić i nie brać tego do siebie, zaoferuję kompas w innym czasie, komuś innemu, gdy tylko znajdę kogoś tak wartego uwagi jak pani. – Komplementowała ją jak leci, od góry do dołu, właściwie stosując nową taktykę. Jak to jej nie przekabaci, to już nie widziała dla nich nadziei.
Odebrała od niej pudełeczko, prędko chowając ją w odmętach skórzanej torby. Może teraz zatęskni…? Jeśli nie, to Jacqueline zawsze miała plan B, a mianowicie kradzież. Z miejsca, w które dotychczas patrzyła – z jej oczu – przeniosła się na strój dziewczyny, wypatrując wszelakich miejsc, gdzie ta mogłaby trzymać swój wątpliwy majątek.
/Jej, teraz ja Cię bardzo, bardzo przepraszam ;-; Za nic na świecie nie mogłam się zebrać do napisania tego posta... Wyyybacz >___<

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Brynhildr
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Wto Lut 23, 2016 4:35 pm

Z przyjemnością prowadziła tę rozmowę. Czasem ją to dość mocno ponosiło, bardzo często na jej niekorzyść. Bryn starała się być ostrożna w słowach, jak i w czynach. Jednak ostrożna. Lubiła swoje podejście, innych ludzi i rozmowę z nimi, jednakże jednocześnie starała się jak najmocniej trzymać jednej linii, aby potem się nie zgubić. Cały czas spokojna, jakby kontrolowała z łatwością całą sytuację. Zupełnie jak marionetkarz. Aczkolwiek niczego poza przedmiotami nie umiała tak zgrabnie kontrolować. Dawała się ponosić prądowi, oczekując kolejnych zakrętów i sytuacji, w których będzie musiała zareagować. Kompletnie nie spodziewała się, że będzie jej dane z kimś rozmawiać. Jeszcze bardziej, że ten ktoś będzie chciał ją nagabywać na zepsuty kompas. Przecież to było wspaniale ekscytujące! Jednocześnie była tak silnie ustawiona i tak bardzo łatwa do porwania. Aż zadziwiające i ona sama chyba nie wiedziała, że mogłaby być do czegoś takiego zdolna. Ha, człek sam siebie potrafi zaskakiwać!
- Ooooch? Tak przyjemnie się to cudeńko trzymałooo - powiedziała uroczo niczym dziecko, po czym się wesoło roześmiała. Przytrzymała swoją spódniczkę, po czym grzecznie dygnęła. Schowała potem ręce za siebie. - Jest mi niezwykle miło, że miałam okazję dostać tak wspaniałą i ciekawą ofertę. Obawiam się, że nie jestem... hmm, dostatecznie godna takiego wspaniałego wynalazku, który został mi przedstawiony. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto będzie równie mocno jak ja zauroczony tym cudeńkiem. Nic tylko tego życzyć! - powiedziała, jednocześnie mając dziwne wrażenie, że jest dość wnikliwie obserwowana. Przez sprzedawcę? Tłum dookoła? Schodziło się coraz więcej ludzi, przynajmniej łatwiej się wtopić w tłum. Jednocześnie gorzej wybrnąć z sytuacji, kiedy to przez przypadek się zwróciło na siebie uwagę. Umiejętnie się nie chowała, zatem jeśli ktoś się jej przyglądał, to nie byłaby w stanie chyba skutecznie go minąć. Zresztą, czy właśnie w ten sposób się nie odsłaniała? - Rozumniej istoty? Ach, proszę tak nie mówić! Tak wścibskie dziewoje jak ja muszą być tylko i wyłącznie problemem i mordęgą! Mam nadzieję, że przeze mnie nie zostało stracone zbyt wiele cennego czasu... Jednak chciałam rozwiać pewne wątpliwości.
Coraz głośniej robiło się w tym miejscu. Czyżby zmieniała się pora na wieczorną zmianę? Możniejsi ludzie wydawali się coraz to częściej wychodzić, a na ich miejsce wchodzili już bardziej przystępnie wyglądający młodzieńcy czy barczyste chłopy. Ukłuł ją delikatny strach. Nie żeby coś, ale właśnie takiego towarzystwa chciała za wszelką cenę uniknąć. Nie miała żadnych porachunków, a z cyrku jej raczej nie kojarzyli, jednakże nie chciała ich spotkać... bo tak. Bo wyglądali tak jak wyglądali i dla niej to był wystarczający powód, dla którego powinna omijać tych barczystych, wysokich i, co najważniejsze, masywnych. Wciąż jednak wydawała się spokojna. Zamierzała się dać porwać biegowi wydarzeń, z których może wyniknąć coś równie interesującego. Oczywiście wiedziała, że będzie pewnie musiała reagować. Zwłaszcza jeśli stanie się nieco bardziej dostrzegalna. Odruchowo wzięła swoje włosy na ramię i zaczęła się nimi bawić. Głaskać, nakręcać na palec. Kolor jagód był jednak dość charakterystyczny, na jej nieszczęście...
- Ojej, nie robi się tu dość gwarno? I niebezpiecznie? Alkohol nigdy mnie nie interesował, bo robił z ludzi naprawdę dziwne stwory. Udaje się tu sprzedawać różne wynalazki i interesujące przedmioty?

___________________
Me | They
Voice | Theme | Psyche



Art: Himaruya Hidekaz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Devil
Kryptowiedźma w kitlu
avatar

Liczba postów : 191
Join date : 09/08/2013

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Pią Mar 11, 2016 2:37 am


MISTRZ GRY


Istotnie, czas nigdy nie stawał w miejscu, biegł ile sił, nigdy się nie zatrzymując, a jedynie zamieszkujące ten świat istoty, poświęciwszy całą swą uwagę jakiemuś zajęciu, potrafiły zastopować go dla siebie. Później zaś orientowały się, jak wiele długich minut czy godzin śmignęło im przed nosem.
Szare, smutne niebo ściemniało już o kilka tonów, a to oznaczało, że część ludzi już pokończyła prace, dzięki którym mieli możliwość jako tako się utrzymać, a swe rozterki, nierzadko zatopić w kilku kuflach trunku. Tak działo się choćby i tutaj, w tej niepozornej pijalni, nieco lepszej od tych, gdzie serwuje się maksymalnie rozwodnione, ale za to tanie jak diabli, trunki. Więc jak to bywało prawie dzień w dzień, wraz z odpowiednią godziną, uwolnieni od obowiązków ludzie, w większości panowie, z rozkoszą porozchodzili się po różnej maści tawernach. Część z nich przybyła tutaj, a wtedy co porządniejsi goście, którzy dotąd korzystali z uroków przebywania w mniej rozhukanym towarzystwie, zaczęli żegnać się z ostatkami tego, co mieli w kubkach, kieliszkach lub kuflach i stopniowo opuszczali kulturalnie lokal, ustępując miejsca nowo przybyłym gościom.
Zdawać by się mogło, że nikt nie zwracał szczególnej uwagi na dwie, prowadzące osobliwą rozmowę dziewczyny. Chcący rozluźnienia po pracy mężczyźni bardziej interesowali się kwestią, co do picia wybrać i na ile porcji starczy im pieniędzy. Rozważali, czy zaszaleć i uraczyć się czymś wyjątkowym, czy może zamówić coś tańszego, lecz w większych ilościach, po czym raczyć się tym do zamknięcia pijalni. Właśnie tak było z początku, bo kiedy już nowi klienci rozsiedli się na wolnych miejscach, a tu i ówdzie rozbrzmiały rozmowy, niektórzy w końcu poczęli zerkać na konwersujące dziewczyny i posyłać czasem uśmieszki w stronę tej, która nie robiła tajemnicy ze swojej płci, do Bryn. Acz owych uśmiechów mogły nie dostrzegać, zajęte sobą.
Jednak żaden z nich nie zdobył się na zagadanie do chyba jedynej piękności w lokalu. Z pewnością nazbyt się obawiali utraty trunku, na który ciężko zarobili. Z pewnością jakiś sąsiad ze stolika wychłeptałby takiemu delikwentowi ukradkiem zawartość kufla!
Do gawędzących bohaterek podbił "niedobitek" z poprzedniej ekipy gości, na którego do tej chwili nie zwracano w ogóle uwagi. A przecież znać po nim było, że nie należy (lub nie należał) do najbiedniejszych. Mężczyzna z zadbanymi bokobrodami nosił dobrej jakości odzienie, acz jegomość był nieco rozchłestany, a przy tym sprawiał wrażenie wstawionego. Wstał ze swojego niepozornego miejsca i podszedł do dziewczyn, niemalże zachodząc Jacka od tyłu.
– Och, dziewczęta, czy ja dobrze słyszałem? Czy tu się rozmawiało o czymś niezwykłym? – powiedział tuż nad głową ochoczo reklamującej swój towar "sprzedawczyni". Jego oczy przez jakiś czas były jednak bardziej zainteresowane niezwykłymi włosami Brynhildr.
Tak niechcący was podsłuchałem!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Pijalnia piw, innych trunków i czekolady   Pią Mar 11, 2016 11:25 pm

Temat z kompasem uznała za zakończony, żałując, że nie udało się wcisnąć go dziewczynie i teraz będzie musiała radzić sobie z pieniędzmi w inny sposób. Ach, że też trafiła w tak burżuazyjne miejsce! Cena piwa aż raziła ją w oczy, za jej wartość mogłaby wykupić sobie czynsz do końca tygodnia. I co najdziwniejsze – nikt nie wyglądał jej na przesadnie bogatego. Dodatkowo nie potrafiła sprecyzować, gdzie dziewczę trzyma swój majątek. Westchnęła lekko, nie przykładając się, aby ukryć swój zawód.
- Święta prawda. Czyni z ludzi zwierzęta, odkrywa na światło dzienne najpodlejsze cechy. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie ułatwia mi to momentami pracy… - udawała szczerą w swojej obłudzie, gotowa zrzucić kogoś ze schodów, byleby „przypadkiem” sięgnąć po portmonetkę z marnymi groszami. Och, co ona dałaby, aby mieć pieniądze na sponiewieranie się, aż do nieprzytomności. Póki co musiała zaspokoić się rozmową zupełnie na trzeźwo. – Nie sprzedaję tu często, a właściwie jestem tu pierwszy raz. I coraz bardziej nabieram przekonania, że moja noga więcej tu nie postanie – było to akurat prawdą, choć nie ze względu na hałas i nadmiar alkoholu. – Aż dziw, że spotkałam tu panią. To jak znaleźć fiołki w gąszczu mleczy. – Obdarzyła znaczącym spojrzeniem włosy dziewczyny, co nie leżało do końca w charakterze Jacqueline. Stroniła od sugestii, nie wspominając już o komplementach, a przynajmniej nieprowadzących do uzyskania pewnych względów. Chyba za bardzo pogrążyła się w kłamstwie, aż nie mogła machnąć na nią ręką i odejść; musiała doprowadzić sprawę do końca. – Och, właśnie… Czy ja pani nie zatrzymuję? Z pewnością jest pani umówiona. A może na kogoś pani czeka? Nie widzę innego powodu, dla którego mogłabym natrafić na panią w tym miejscu… - biadoliła jak potłuczona, powoli wkraczając w wymówki, aby dać wkrótce drapaka od tej – co jak co – czarującej damy.
Nie ruszyła się jednak z miejsca, słysząc za swoimi plecami głos, wyraźnie skierowany do nich. Powstrzymała się od kolejnego westchnienia. Zachowała zimną krew, gdyż widok pianych w szpadel mężczyzn bywał dla niej niegdyś codziennością, ba, mało tego – wyprostowała się dumnie, nawet osłaniając fioletowowłosą własnym ciałem niczym rycerz… chociaż nie miała jej jeszcze przed niczym chronić, o ile tylko nie liczyć oddechu przybysza.
- Miły panie, zdecydowanie źle usłyszałeś. Jedyną niezwykłością tutaj jest fakt, że utrzymuje się pan na równych nogach – Uśmiechnęła się czarująco, trzepocząc rzęsami, aż przez ułamek sekundy można było rozpoznać jej płeć. Albo co bardziej prawdopodobne – wziąć za zniewieściałego jegomościa, zachowującego się nieco osobliwie. – I nie będę sobą, jeśli pana nie uświadomię – niemożliwością jest podsłuchanie kogoś „niechcący”. Jeśli był pan zainteresowany, nie było potrzeby czaić się niezauważonym, to przecież się nie godzi. – Powtarzała na głos te wszystkie banały, jakich zdążyła się nauczyć w swoim krótkim życiu, oczywiście nie stosując się do nich na co dzień. – Sprawa jest już zamknięta – Podsumowała, wzruszając ramionami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Pijalnia piw, innych trunków i czekolady
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: