IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Leśna Dróżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Leśna Dróżka   Pon Sty 11, 2016 7:44 pm





Tak mroźnej nocy jeszcze nie widziała...
Przynajmniej jak żyje i jeśli się nie pośpieszy będzie, to jej ostatni widok w życiu. Nikt przecież nie powiedział, że uciekanie przed inkwizycją będzie przyjemne oraz łatwe jednak ona właśnie, to robiła. W mieście zapewne nie miała by szans lecz tutaj... tutaj była na swoim terenie. Znała każdy zakamarek tego miejsca jakie dla wielu było śmiercionośne lecz nie dla niej. Tu w lesie czuła się dobrze. Można by powiedzieć, że jak w domu lecz domu nie miała. Od tamtego pamiętnego dnia tułała się od miejsca do miejsca zarabiając na swe życie w przeróżne sposoby. Głównie opowiadając historię w karczmach lecz i to najwyraźniej stało się ostatnio mało legalne.
A przecież mogła siedzieć cicho. Gdyby nie złe decyzje zapewne teraz sączyła by jakiś podły trunek i wygrzewała się przy ogniu wesoło strzelającym w karczmie. Jednak nie... Musiała opowiadać swoje historię ponieważ dzięki nim zarabiała aby nie chodzić głodną. Jednak jak już wspomniałam i historie stały się powodem do ścigania, z urzędu... Dobra możliwe, że trochę przesadziła... Mogła nie mówić tak głośno, o oficjalnym buncie czy nawoływać do bojkotu tej wielce znanej wszystkim organizacji jednak... Nie, nie umiała. Nie potrafiła przestać mówić tego co myśli i oto były skutki jej własnej głupoty.
Teraz jednak nie miało, to znaczenia ponieważ najważniejszą rzeczą o jakiej myślała, to przetrwanie. Musiała biec i biegła jak nigdy dotąd. Jej nogi niosły ją samą w kierunku jaki znała. Podświadomie biegła do jednej, z tych kryjówek jakie są najlepsze, a w tym przypadku biegła by odzyskać swój ekwipunek jaki musiała schować przed wizytą w mieście. Przecież co by, to było gdyby weszła tam z łukiem przewieszonym przez plecy?! Zapewne od razu stała by się sensacją a tak przynajmniej mogła przez jakiś czas zarabiać w spokoju... Chyba, że popełni taki sam błąd jak dziś. No nic. Dziewczyna biegła przed siebie nie zważając na drobne rany jakie ozdobiły jej twarz. Nie miała przecież czasu by uważać gdzie biegnie oraz by odgarniać wszystkie gałęzie... Nie miała czasu na nic ponieważ przez cały czas czuła na swoim karku oddech inkwizycji. Zdawał się być on naprawdę irytujący, a zarazem wspomagał jej zmęczone ciało.
-niedobrze- jęknęła sama do siebie gdy wreszcie przykucnęła przy grzbiecie oddzielającym leśny trakt od reszty lasu szybko przy tym odgarniając liście oraz gałęzie jakie zasłaniały wejście do jej schowka, z jakiego wyciągnęła swojego przepięknego przyjaciela wraz, z kołczanem w jakim znajdowało się niewiele szczał. Morigan nie była zachwycona lecz mogła zając się tą kwestią wcześniej, a nie teraz! -Bardzo niedobrze... - szybkim sprawnym ruchem założyła kołczan na plecy mocniej przy tym zaciskając dłoń na drewnie.
Nagle coś przykuło jej uwagę. Ruch w pobliskich krzakach sprawiający iż krew zamarła przez chwilę w jej żyłach. Jednak zaraz chwila! Z krzaków wykicał niczego nieświadomy królik dzięki czemu dziewczyna prawie zdradziła swoją pozycję ponieważ cała ta sytuacja zaczęła ją śmieszyć. Serio? Bałam się królika?! Głupia... Gdy tylko ta przyjemna chwila minęła dziewczę nadal nasłuchiwało lecz jedyne co jej teraz odpowiadało, to cisza. wszechobecna martwa cisza do jakiej przywykła... Jednak czy na pewno wszystko się skończyło, a może to dopiero zapowiedź czegoś o wiele gorszego co miało się jej przydarzyć?
Była świadoma zagrożenia jakie może pojawić się w każdej chwili ponieważ te bezmyślne osoby, z inkwizycji nigdy nie odpuszczają prawie tak samo jak ona... Jednak w tej chwili, to na nią polowali i byli gdzieś tu... tylko gdzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sob Sty 16, 2016 1:58 am

Noc szczypała zimnem i sprawiała, że drętwiały jej palce. Okropne uczucie... Buty o wysokiej cholewie raz po raz zapadały się w zaspach śniegu, tworząc długi, ciągnący się kilometrami szlak głębokich odcisków podeszew. Veilore nieustannie towarzyszyło charakterystyczne skrzypienie deptanej białej pokrywy. Niekiedy odzywało się pohukiwanie sów i trzeszczenie gałęzi. Te ostatnie interesowały blondynkę najbardziej, bowiem świadczyć mogły o obecności jakiegoś zwierza.
Od dłuższego czasu podążała za tropem mniejszych niż jej własne odnóży. Odciski należały zapewne do jakiegoś jelenia, więc tym lepiej, bo po powrocie do chatki zorientowała się, że poza zapasami wina, resztkami suszonego mięsa oraz jedną czwartą stwardniałego chleba nie ma nic, co mogłaby włożyć do ust. Nie wróżyło to dobrze jej pobytowi w chatce, która jej lokum będzie przez jakieś dwa dni. Potrzebowała tego czasu na uzupełnienie ekwipunku oraz jego konserwacji. Przede wszystkim skończyły się jej ładunki wybuchowe. Wykorzystała je do odstraszania wychodzących z ukrycia wilków, które szły śladem dwóch karawan kupieckich, jakie znajdowały się między innymi pod jej ochroną.
Wszyscy bez większych problemów wyszli z tej podróży – najpierw z Wishtown, a potem z powrotem do miasta. Teraz Vei była po robocie i musiała znaleźć dla siebie kolejne zlecenie... Ale to później. Miała potrzebę zająć się sobą, a że zaszła konieczność uzupełnienia zapasów, toteż wyruszyła na mróz i w ciemność...

Po lesie rozszedł się głośny odgłos wystrzału. Jeśli co skrzydlatego na pół drzemiąc siedziało na gałęziach i raczyło się upolowaną zdobyczą, to właśnie zerwało się w powietrze. Również w pobliżu miejsca użycia broni ptaki gwałtownie bijąc skrzydłami wzleciały ku niebu. Szybko jednak do boru powróciła cisza i naturalne odgłosy otoczenia.
Jedynym kształtem, który w tej przestrzeni się wyróżniał, była wysoka kobieta opatulona ciemnobrązowym, długim płaszczem oraz szalem, pod którym dodatkowo zawiązana była chusta... wszakże było okropnie zimno!
Veilore wstąpiła na ledwo wyróżniającą się dróżkę. Śnieg pokrył ją w takim samym stopniu co resztę powierzchni lasu i tylko nacięcia na drzewach świadczyły o istnieniu tego traktu. westchnęła i schowała nos za szal. Obłoki pary zostały nieco stłumione przez materiał.
– A mogłam siedzieć w domu... – mruknęła cicho. I siedziałaby wtedy. Głodna! Prędzej czy później jej brzuch zacząłby się domagać ciepłej strawy. Za te wszystkie godziny wędrowania w śnieżycy.
Poprawiła swoją zdobycz, którą przewiesiła przez barki, trzymając martwe zwierzę jedną ręką za przednie nogi, a drugą za tylne. Głowa gdzieś tam zwisała za nią z wywieszonym językiem. Zwierzę musiało kierować się do jeziora, zapewne liczyło na jakiś otwór w lodowej pokrywie i na parę łyków wody. Jeleń trafił jednak w jej ręce. Ruszyła dalej, chcąc szybko wrócić do swej chatki.
Vei maszerowała wytrwale, zachowując jednak ostrożność. Kobieta doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że te okolice nie były bezpieczne. I choć Koszmarów nie widziała, to podobno łatwo o natknięcie się na nie na tych dzikich terenach. Dlatego też nie zatrzymywała się i przedzierała się przez zaspy. Gdyby niczego nie napotkała, na pewno nie przerywałaby marszu... ale tak się złożyło, że na pokrytej bielą ziemi ujrzała ślady.
Najemniczka uniosła wysoko brwi. A kogo tu przywiało? – zapytała siebie w myślach. To nie jej własne odciski. Te były nieco mniejsze, drobne. A Veilore na stopy zakładała mocne, wytrzymałe buciory.
Mimo to zaczęła iść dalej, ale że jej droga jak na razie pokrywała się z tropem, śledziła wzrokiem szlak i zastanawiała się nad drugim gościem lasu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Nie Sty 17, 2016 4:15 pm

Ziąb...
Nie dało się go nie odczuć, a przy czym nie ignorować jeśli stało się w środku lasu bez nakrycia jakie chroniło by przed nim. Jednak cóż biedna miała zrobić skoro ucieczka była ważniejsza, od pozostawionego w karczmie płaszcza? W pierwszej kolejności przecież ratuje się własną skórę, a potem myśli dalej. Tak było w przypadku tej tutaj jaka dopiero przed chwilą zdała sobie sprawę jak bardzo jest jej zimno... Przecież biegnąć niczym oszalała nie zwracała uwagi na nic, a teraz? Teraz stała pośród śniegu zastanawiając się co ma właściwie zrobić. Do miasta nie wróci przynajmniej na jakiś czas, a w lesie zostać nie może jeśli nie znajdzie odpowiedniego schronienia.
-Myśl...-Wyrzekła sama do siebie przeszukując swoje najbardziej mroczne zakamarki umysłu w poszukiwaniu jakiegoś sensownego rozwiązania i proszę! Znalazła! Jednak entuzjazm jaki zagościł na jej twarzy zgasł prawie natychmiast gdy zdała sobie sprawę, z faktu że ten plan jest o królicza pupę. Przecież musiała by się cofnąć lecz nie było takiej możliwości. Nie teraz gdy z oddali słyszała odgłosy dobiegającej jej nagonki w jakiej, to ona była tym biednym zajączkiem.
Sytuacja zdawała się być bez wyjścia dlatego też młoda postanowiła brnąć głębiej w las.. Tak było lepiej. Przecież znała go jak nikt inny więc bez problemu pozbędzie się tej zgrai mało użytecznych Inkwizytorów, a potem jak dobrze pójdzie i nie zamarznie, to wróci do swojej kryjówki...
Plan był idealny. Przynajmniej do chwili gdy ponownie przeraźliwy chłód zaatakował jej najmniejsze komórki w ciele powodując u niej coraz, to bardziej rozległe wyziębienie organizmu. Ba można było by powiedzieć że poczuła nawet jak krople potu jakie wcześniej spływały po jej plecach zaczęły zamarzać! Biedna jednak zapomniała, o najważniejszej rzeczy czyli śladach... Jak dobrze można było się domyśleć nie uważała, że ktoś z tej zgrai potrafi je odczytywać aż tak dobrze lecz co jeśli było inaczej? Dopiero teraz ją olśniło, ze musi uważać gdzie staje oraz co robi dlatego też ruszyła przed siebie uważnie stawiając stopy i chyba po raz pierwszy w swoim życiu nie była tak głośna oraz łatwa do odnalezienia. Po raz pierwszy no może drugi w swoim życiu zdawała się nieco bać... Lecz cóż poradzić? Była jedynie człowiekiem. Fakt mogła się ogrzać rozpalając ognisko lecz wtedy była by łatwym celem... Ta świadomość napędzała u niej strach i niczym zwierze nim prowadzona brnęła przed siebie. Byle jak najdalej od wszystkiego i wszystkich...
Wreszcie po jakimś czasie ponownie znalazła się na środku leśnej drogi prowadzącej donikąd jak zakładać mogli by wszyscy nieobeznani lecz nie ona. Dobrze wiedziała gdzie prowadzi ta droga lecz nie poszła nią. Zatrzymała się jedynie i nasłuchiwała. Cisza... Tylko tyle jej odpowiedziało nie licząc wyjącego wiatru oraz paru innych mało przyjemnych rzeczy. Dziewczyna przestała już prawie odczuwać zimno, a jej palce zdrętwiały na tyle by nie wiedziała czy nadal trzyma w dłoni drzewiec czy też już dawno go puściła... Cholerna zima...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sro Sty 20, 2016 5:54 pm

Śnieg monotonnie skrzypiał i równie monotonne zdawałyby się kolejne kroki po białym dywanie, gdyby nie owe zastanawiające ślady. Veilore wodziła po nich wzrokiem i jakoby pragnieniem jej było wyłącznie podążanie za osobą, która je pozostawiła, szła szlakiem równoległym do pozostawionych tropów. I nie był to czyn celowy. Po co miałaby zbaczać z kursu, kiedy na plecach dźwigała zdobycz? Z szyi niedawno zabitego zwierzęcia kapała jeszcze krew, która opadała na wydeptaną butami blondynki drogę. Daleko za plecami kobiety czerwone kropki wyraźnie odcinały się od dominującego koloru śnieżnej bieli.
Veilore cieszyłaby się niezmiernie, gdyby przyszło jej znaleźć się prędko we wnętrzu chatki, w cieple rozpalonego kominka, do którego dorzuciłaby kilka szczap drewna, aby podsycić ogień. Szła więc prosto do domu i nic więcej, przynajmniej do czasu...
Ślady widoczne na zasypanej puchem glebie stawały się coraz mniej wyraźne, a i wydawało się, że ich właścicielka próbuje wybierać taką drogę, aby pozostawić ich jak najmniej... W końcu też doszło do rozdzielenia kursów. Najemniczka, aby ruszyć do swej bazy, musiałaby skręcić nieco, gdy tymczasem odciski butów nieznanej, ludzkiej istoty w 99%, kierowały się gdzie indziej. Stanęła przed wyborem: czy powinna wrócić i zająć się przygotowywaniem strawy tak, jak to sobie zamierzyła, gdy ujrzała braki w zapasach, czy może lepiej iść i przekonać się, kto sam wałęsa się po okolicy – i to w pośpiechu... no chyba, że ów osobnik jest znaczącego wzrostu i dlatego pozostawia takie dosyć odległe i rozsypane wgłębienia.
Zatrzymała się i wbiła wzrok gdzieś w dal, zawsze przecież mogło się jej poszczęścić i ujrzałaby między konarami niewyraźny kształt sylwetki śmiałka zapuszczającego się w okolice Martwego Jeziora i między drzewa Ponurego Boru, które to raczej wywoływały u ludzi nieprzyjemne dreszcze, w niczym nie zachęcające do udania się o tej porze na terytorium mrocznych cieni i dzikich zwierząt, a i mówiło się, że również Koszmarów oraz czarownic. Dzieci przestrzegało się "Bądź grzeczny, bo wiedźmy wyjdą z lasu i zjedzą cię żywcem", to chyba najpopularniejszy straszak na małolatów, a używany przez ich rodziców i krewnych.
Ciekawość była trudna do zniesienia, ale ruszyła dalej, gdyż ważący z kilkanaście kilogramów jeleń ciążył Veilore na barkach, a ciało drętwiało od zimna. Kiedy jednak miała wrażenie, że szybko zapomni o tajemniczych śladach, nic z tego nie wyszło, a dodatkowo wkrótce w ciemności nocy prawdopodobnie dojrzała ludzki cień.
A może to zwidy?
Pociągnęła odnóża zwierzęcia, aby poprawić jego ułożenie, po czym wyprostowała się i jeszcze raz swe oczy skierowała ku miejscu w mroku, w którym jakiś zarys jej chwilę temu mignął.
Koszmary chyba nie noszą butów... – stwierdziła w myślach. I zresztą chyba też nie zostawiają śladów, przynajmniej większość... Koszmary. Nie chciałaby się na żadnego natknąć, jako że nie zorientowałaby się nawet, kiedy trafiłaby pod wpływ takiej kreatury.
Odchrząknęła cicho, lecz w milczącym lesie odgłos ten zdawał się nieco głośniejszy, niż był naprawdę. Vei przerzuciła tylne kopyta do jednej dłoni, a tę, która pozbyła się konieczności podtrzymywania zwierzęcia, ułożyła na klatce piersiowej, nieznacznie wsuwając palce za materiał płaszcza. Pozostawała w gotowości do dobycia rewolweru.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Czw Sty 21, 2016 2:37 pm

Cienie zawsze zdradzają ludzi dzięki czemu nawet najlepszy myśliwy czy zabójca może zostać zdemaskowany wręcz od razu. Tak było i w tym przypadku. Cień jaki ujrzała należał oczywiście do naszej bohaterki jaka mówiąc najprościej zamarzała i jeszcze chwila, a stanie się całkowitym sopelkiem jednak sama tego chciała!
Nagle ciszę przerwał odgłos nijak nie przypominający ludzkiego! Wprost przeciwnie był on raczej czymś czego nikt nie chciał usłyszeć zwłaszcza przy takiej paskudnej pogodzie no ale traf chciał, że ona usłyszała. Dłoń odruchowo skierowała się ku strzale wydobywając ją z kołczanu. Ułamek sekundy. Tyle trwała reakcja dziewczyny naciągającej cięciwę oraz wypuszczającej strzałę w stronę, z jakiej dobiegł ją ten przedziwny odgłos. Tutaj trzeba nadmienić iż intruz do jakiego należał głos miał wielkie szczęście ponieważ przez skostniałe palce oraz chłód nasza bohaterka nie wycelowała zbyt precyzyjnie dzięki czemu strzała najprawdopodobniej przeleciała tuż koło głowy Vei zakończywszy swój lot w jednym, z drzew jakie rosły koło niej. Przecież jesteśmy, w cholernym lesie więc co i rusz zawsze znajdzie się jakieś przeklęte drzewo dzielnie przyjmujące strzałę na klatę...
-Co do..? - Wyszeptała nasłuchując. Musiała wiedzieć przecież czy trafiła coś, a jeśli tak czy, to coś uderzy w ziemię czy może ucieknie lecz tym razem odpowiedziała jej cisza. Przynajmniej przez chwilę. Jednak czy będzie ona trwać dalej? Nie, nie wiedziała. W najlepszym przypadku przecież mogła zabić coś, a to upadło na śnieg jaki zamortyzował uderzenie oraz odgłos... Jeśli natomiast miała pecha zapewne coś rzuci się na nią chyba, że takowe ostrzeżenie jakie wysłała przy pomocy strzały zadziałało. Tak czy inaczej mogła być stratna bądź coś zyska... Zresztą, to co będzie nie liczy się aż tak bardzo, a zwłaszcza teraz gdy ważna jest chwila oraz dzień lecz ten... Cóż mógł być jej ostatnim biorąc pod uwagę fakt w jakim położeniu się znalazła oraz co uczyniła...
Biedna jednak nie wiedziała w co lub do kogo strzelała. Nie miała nawet najmniejszej pewności czy zrobiła słusznie lecz musimy jej wybaczyć. Działała impulsywnie, a adrenalina jaką wywołała nagonka również zrobiła swoje... Jednak czy uczyniła by inaczej gdyby wiedziała co kryje się za zasłoną cienia, wiatru oraz śniegu jaki straszliwie sypał przysłaniając jej cały świat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Wto Sty 26, 2016 1:50 am

Do diabła! – Między drzewa pohulało to niewielkiej wagi przekleństwo, jakie zostało wypowiedziane wybitnie niezadowolonym tonem głosu nie inaczej, jak przez ów nagły atak, jaki miał miejsce i szczęśliwie jej nie uśmiercił. Co prawda strzała nie przeleciała kobiecie nad ramieniem, a żadne uśpione drzewo nie zostało ugodzone grotem doczepionym do kawałka swego kuzyna; głos kobiety nie wskazywał również, że to ona została trafiona, bo wraz z zawołaniem, nie wydobył się z jej ust jęk bólu.
Strzała wbiła się głęboko w ciało zwierza, które utrzymywała na swych barkach. Pocisk spenetrował zdobycz na jakieś kilkanaście centymetrów, uszkadzając tym samym dodatkowo skórę, a przecież im więcej nań uszkodzeń, tym mniej była warta i mniej można było z niej zrobić.
Najemniczka westchnęła. Dawało się znak, że się zbliża i nic. A blondynka oznajmiła to przez neutralne odchrząknięcie, jakim niekiedy chce się podkreślić, iż dalej uczestniczy się w spotkaniu lub że pragnie się kogoś zaczepić. Człowiek z własnej woli i specjalnie zaznacza swą obecność, aby nie zaskoczyć innego leśnego wędrowca, a tu i tak niemal zostaje zabity!
Hola! Ten zwierz już jest martwy, nie potrzeba mu kolejnych strzał! – zawołała, przysuwając się do drzewa, które mogłoby w razie czego robić jej za osłonę.
Jeśli masz zamiar dalej strzelać, licz się z tym, że możesz zostać w parę sekund podziurawiona jedenastoma kulami – powiedziawszy to, ściągnęła jelenia z barków i ułożyła tymczasowo na śniegu, aby mieć wolne obie ręce i móc wydobyć rewolwery z dwóch kabur. W jednym z nich brakowało jednego naboju, który uśmiercił wcześniej zwierzaka. Teraz jedna z jego ciała sterczała nadprogramowa strzała.
Veilore przyległa następnie do drzewa i wyciągnęła zza płaszcza swą broń. Trzymała ją gotową, bo w zależności od reakcji drugiego leśnego gościa będzie musiała ich użyć lub nie.
Więc...? – zapytała tajemniczego łucznika. – Zdejmij cięciwę z łuku i pokaż się, jeśli nie chcesz, aby doszło do walki. Kim jesteś?
Blondynka wolałaby teraz być w swojej chatce. Doprawdy, napastniczka wybrała sobie wspaniałą porę do przecinania powietrza swymi strzałami. Okropny chłód z pewnością doskwierał nieznanej osobie tak samo, jak jej. Zimno gryzło i szczypało w odsłoniętą skórę, a nawet przenikało przez materiał odzienia.
Widziałam twoje ślady.
A poszła nimi, dążąc jednocześnie do domu. Dopiero w momencie rozdzielenia się ich dróg, postanowiła dalej iść za tropem. W końcu lepiej wiedzieć, kto kręci się w pobliżu schronienia, niż w błogiej nieświadomości pójść spać, a potem, zostając zaskoczonym, żałować, że nie wykonało się pierwszego kroku.
Skąd bowiem miała wiedzieć jakie zamiary ma ów przybysz?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Czw Sty 28, 2016 3:58 pm

Pierwsze co pojawiło się na twarzy młodej, to uśmiech wywołany słowami kobiety. Fakt nie wiedziała do czego strzela lecz wizja martwego już zwierzęcia ustrzelonego raz jeszcze sprawiała dość zabawne wrażenie... Tak czy inaczej młoda zachichotała pod nosem co raczej nie było normalnym zachowaniem biorąc pod uwagę okoliczności w jakich się znalazła lecz cóż poradzić. Chwytała dzień i nie przejmowała się za bardzo tym co stanie się później! Jednak ten szybko zniknął, z jej twarzy gdy do jej uszu doleciały kolejne słowa jakie zostały wypowiedziane przez... Drzewo? Tak musiała już naprawdę zamarzać skoro gadała, z strzelającym drzewem! jednak czy nie było, to piękne? Wyobraźcie sobie wielkie drzewo trzymające w swych konarach pistolet o wiele mniejszy niż ono samo...
-W takim razie mam jedenaście szans na przeżycie!- Odkrzyknęła w nieznane po czym kontynuowała. -Nie wiem jakim zwariowanym drzewem jesteś ale nie mam zamiaru się kłaść! I tak już zamarzam więc Nie i już!- Uparta. Trzeba było jej przyznać, że jednak naprawdę była uparta lecz jednocześnie nie miała zamiaru pozostawać obojętną na, to co usłyszała. Głos przecież dobiegał z południa? Nie. Może była, to północ albo lewo... Jak nic powoli traciła świadomość dzięki czemu jej myśli były nazbyt otępiale lecz mimo wszystko nie miała zamiaru odpuścić i poddać się woli jakiegoś zwariowanego drzewa jakie najwyraźniej chciało zjeść zwierza na kolacje!
-W takim razie zawróć i udaj, ze nic nie widzisz...-Ponownie krzyknęła w stronę nieznanego. Jednak czy drzewa mogą od tak sobie odejść? Zadała sobie pytanie starając przy tym przypomnieć nauki matki, o tych wrednych podpałkach do kominka jednak nijak nie mogła, z siebie wykrzesać jakiegoś sensownego wytłumaczenia. Trudno. Wzruszyła jedynie ramionami po czym powoli i spokojnie zaczęła wycofywać się. I naprawdę robiła, to powoli ponieważ nei wiedziała gdzie idzie ani co ma pod stopami jeśli w ogóle jeszcze je ma! Oczywiście nie spuszczała spojrzenia, z miejsca gdzie najprawdopodobniej znajduje się to nawiedzone drzewo jakie mogła spalić no ale... miała sentyment do nich... Lecz, to nie tak aby była dendrofilem! Ona po prostu lubiła wylegiwać się na konarach!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pią Lut 05, 2016 3:25 am

Najemniczka, robiąc sobie z konaru tarczę, zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem właśnie nie ma do czynienia z wariatką, której udało się wydostać z psychiatryka albo z personą, jakiej niedawno zdarzyło się coś wciągnąć. Tkwiła za drzewem, a owa myśl coraz śmielej mościła się w jej umyśle.
Szalona! – zawołała w końcu, bo żadnego innego podsumowania zachowania dziewczyny nie była w stanie wymyślić na tę chwilę. A jeśli naprawdę niedaleko stała szurnięta osóbka? Toć tacy ludzie są nieobliczalni i kto wie, czy to jakiś wyimaginowany głosik nie zachęcił tej tu do strzału. Veilore pokręciła głową w zamyśleniu. Co za sytuacja! Z jednej strony zastanawiała się, po co poszła za śladami, a z drugiej wiedziała, że istniała szansa odnalezienia przez nieznajomą chatki będącej dla blondynki domem.
Chyba mnie nie słuchałaś uważnie! Nie kazałam ci się kłaść, tylko odpiąć cięciwę w twoim łuku. Zrób to.
Kobieta celowo nie odniosła się do innej istotnej kwestii, jaka łączyła się z tożsamością. Nie napomknęła, że nie jest żadnym drzewem ni entem z opowieści. Niech jeszcze chwilę dziewczyna pomyśli, że ma do czynienia z dziwną, niebezpieczną istotą. A biorąc pod uwagę fakt, że sytuacja miała miejsce w lesie, to być może łuczniczka dojdzie do wniosku, że nie warto podpadać takiemu drzewu, gdyż te mogłoby przecież być gotowe do posłania za nią swoich przyjaciół. Gdzie nie spojrzeć, w górę pięły się konary. To jak stanąć na przeciw całej armii!
Radzę ci, oprzytomnij i mnie posłuchaj. Jeśli tego nie uczynisz, ja nie będę mogła schować mojej broni. To ty pierwsza zaatakowałaś, więc pierwsza zabezpieczysz swoją!
Zamilkła i zaczęła nasłuchiwać, czy dziewczyna zrezygnuje z ponownego napięcia łuku, czy też wypuści kolejną strzałę. Zaległa cisza. Przerywały ją tylko podmuchy wiatru, targające nagimi lub ubranymi w igły koronami drzew. W pewnym momencie Veilore usłyszała delikatne skrzypienie puszystego podłoża. Zagryzła lekko wargę. Ucieczka, tak?
Nie ruszaj się, drogie dziewczę. Nie widzisz, że przed lasem nie uciekniesz? Rozejrzyj się! – zawołała, aby zatrzymać prawdopodobnie szaloną łuczniczkę. Tyle drzewiastych sług wyrastało w zasięgu wzroku, iż dałoby się z nich utworzyć cały regiment.
Możesz rozwiązać problem na spokojnie. Naprawdę chcesz oberwać kulką jak ten zwierz?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pon Lut 08, 2016 12:24 pm

Szalona? Nie! Może troszkę mało zrównoważona lecz nie szalona wypraszam sobie! Lisbeth była po prostu przemarznięta, widziała gadające drzewo a do tego jeszcze strzelano do niej! Więc miała prawo do takiego, a nie innego zachowania! Zwłaszcza teraz gdy publicznie jej ubliżano... Dobra może nie publicznie chyba, że policzymy wszystkie drzewa i nadamy im imiona jak, to uczyniła kiedyś jak była mała no ale koniec! Skupmy się na historii jaka tutaj się toczyła ponieważ jest ona ważniejsza niż wszystko inne...
Przyznać trzeba iż owszem odczytała słowa tego popapranego drzewca na opak lecz cóż zrobić? Wiatr wieje śnieg pada, a ona poza odgłosem własnego serca, wiatru oraz niknącego głosu nie słyszała więcej... Mogła się pomylić lecz mimo wszystko niech ta przebrzydła istota nie mówi jej co ma robić! O nie... Nie pozbędzie się własnej obrony, a tym bardziej jej nie zbezcześci dlatego że jakiś wariat sobie tego życzy... Co gorsza owe słowa stawiły iż dziewczyna podświadomie wyciągnęła kolejną strzałę i nałożyła ją na cięciwę tak aby być gotową do kolejnego pojedynku nawet jeśli miała by przegrać... Przecież strzelec, z niej był dobry lecz tylko przy sprzyjających okolicznościach, a te tutaj zdawały się być gorsze niż wszystko co przeżyła.
Nie ruszaj się, drogie dziewczę. Nie widzisz, że przed lasem nie uciekniesz?
Vei zapewne nie będzie szczęśliwą jeśli dowie się iż na te słowa jedyną odpowiedzią jaką usłyszała był śmiech... Radosny śmiech zdający się odbijać echem po całym lesie mimo iż nie powinien tego czynić... Śmiech nasilał się z każdą sekundą dając przy tym do zrozumienia intruzowi, że to ona jest na obcym terenie. Nie Lis, nie truchło zwierza lecz właśnie nasz rewolwerowiec. Była intruzem w miejscu jakie wychowało naszą piromankę. Miejscu jakie widziało jej radość, smutek oraz przeżywało, z nią pościgi czy teraz zamarzało... Właśnie, to miejsce było bardziej podobne do tej dziewczyny niż można było się spodziewać.
Nagle śmiech ucichł tak samo jak odgłos kroków. Przez chwilę można było by rzec iż las umarł by narodzić się na nowo do życia wraz, z naszą przemarzniętą balansującą miedzy szaleństwem, a zdrowym rozsądkiem Lis.
-Nie znasz jego potęgi więc nie strasz mnie czymś co jest Ci obce!- Wreszcie dało się usłyszeć odpowiedź na całą tyradę naszego jednorękiego bandyty Po czym zapadła ponowna cisza. Można by pokusić się o stwierdzenie iż była ona wręcz martwa...
Co jednak działo się, z Lis? Stała teraz będąc opartą, o drzewo tuż za plecami kobiety jaka miała zamiar ją zabić. Niech spróbuje... Przeszło jej przez myśl gdy splatała swe lodowate dłonie na piersiach tak aby choć przez chwilę móc poczuć coś w rodzaju ciepła lecz było mało wykonalne. Przecież stała tutaj jedynie w cienkiej koszuli narzuconej na swe ramiona jaka przypominała papier nijak chroniący ją przed zimnem tak samo jak i reszta. A przecież mogła zgarnąć jakiś płaszcz... Cholera jaka była głupia. No ale instynkt mówił sam za siebie. Uciekaj, a teraz ten sam instynkt nazywał jej zobaczyć kto panoszy się na jej ziemiach.
-Strzelaj więc- odezwała się na tyle by kobieta usłyszała jednocześnie przy tym nie przejmując się tym iż ta mogła spełnić jej prośbę... Przecież stała za jej plecami w małej odległości i wątpiła by tamta spodziewała się jej aż tutaj...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sro Lut 17, 2016 12:38 am

Przez szczypaną przez mróz twarz najemniczki przeszedł grymas. Pojawił się jedynie na chwilę, trochę kłócąc się z buzią, na której częściej gościł pogodny wyraz twarzy, zbytnio nie narzekający na wcale niełatwe życie, w którym kobieta jakoś dawała sobie radę.
Powinna teraz wysunąć rękę w odpowiednim kierunku i wypuścić parę nabojów w stronę niebezpiecznej dla siebie i otoczenia dziewczyny. Taki jet los tych, którzy wyciągają broń przeciw innym. Muszą się liczyć z tym, że ktoś użyje własnej przeciwko nim, dlatego lepiej bez sensu nie wymachiwać orężem. Tymczasem nieznajoma zdążyła już wypuścić strzałę, specjalnie czy nie, Veilore miała powody, aby posądzać ją o chęć zabójstwa i jej niezbyt przyjazna reakcja była jak najbardziej na miejscu. Nie zamierzała podejrzeń ignorować. Problem zrodziłby się wtedy, gdyby dysponowała wyłącznie swoją szablą, ale oto została nauczona, że lepiej mieć przy sobie mocniejszy argument w postaci dwóch rewolwerów. Nie daj, gdyby miała jeszcze ten jeden, upragniony, zdolny urwać komuś głowę przy samym tyłku, ale jak na razie, nie dysponowała taką kwotą, którą mogłaby poświęcić na takie cacko.
W tym jednak przypadku posiadana broń palna w zupełności wystarczyła. I tak była szybsza niż łuk.
Czy jednak naprawdę miała ochotę wystrzelić do szalonej niewiasty? Och, niekoniecznie! Jej myśli były podyktowane ostrożnością, gotowością do walki w swojej obronie i doświadczeniem. To nieznajoma nie dawała jej wyboru, zachowując się tak, jak właśnie słyszała. Żeby dojść do porozumienia, koniecznie było rozbrojenie. Pierwsza uczynić powinna ta, która jako pierwsza zaatakowała, bo tej ufać w pełni nie można, a skrywająca się za drzewem kobieta, jak dotąd nic nie uczyniła, co mogłoby zranić łuczniczkę. Przemawiało to na korzyść Veilore, ale najwidoczniej szaleństwo nie pozwalało dziewczynie przeanalizować okoliczności w każdym jej najmniejszym elemencie.
Mieszkam tutaj od lat, dziewczyno. To jest też mój dom i gdyby wszystko było mi obce, nie zaglądałabym tutaj tak, jak ma w zwyczaju większa część Wishtown. Odłóż łuk lub odczep cięciwę. Ja nie miałam powodu do ciebie strzelać, ale ty to uczyniłaś, skłaniając mnie do obrony.
Słyszała jak kroki ponownie zaczynają dźwięczeć, a raczej świadczące o chodzie skrzypienie śniegu, na którego uniknięcie nie było sposobu w otaczającej je bieli. Veilore zagryzła lekko wargę, bo kolejne słowa rozbrzmiały bardzo blisko. Tuż przed konarem, z jakiego uczyniła sobie tarczę. Kobieta głucha nie była. Chowała się za nim, a dziewczyna irytująco zrobiła to samo, tylko od przeciwnej strony! Szalona! Chyba chciała się bawić w kotka i myszkę, ganiających się wokół jednego pnia i to właśnie było dla najemniczki drażniące.
Nie pozostawiasz mi wyboru. Ten bór mi świadkiem, że pragnęłam innego rozwiązania.
Veilore strzeliła, jednak nie wyskakując nagle zza osłony, aby wziąć obcą na muszkę. Nie zmienia to faktu, że dziewczyna mogła się wystraszyć, ale to, co musiało ją skłonić do oderwania się od drzewa, znajdowało się wysoko w górze. Tam właśnie pomknął pocisk. W nagie gałęzie z zalegającym nań śniegiem i zwisającymi, ostrymi soplami, które zaczęły się niebezpiecznie chwiać od wystrzału i celnego uderzenia w gałąź, skłaniającą się właśnie do upadku, gdyż urwało jej część drewna, zwisała więc teraz na ostatnich pasmach kory. Efektem domina stało się zsypywanie się śniegu i odpadanie kawałków lodu.
Wszystko działo się szybko. Veilore nie wiedziała, czy napastniczka nadal trzyma łuk w gotowości, ale to było mniej ważne, bo w zamieszaniu celność spada, a Vei na nisko, na mocno ugiętych nogach rzuciła się prosto na nieznajomą, czy raczej wyrzuciła swe ciało w stronę, aby uderzyć całym jego ciężarem i powalić na ziemię łuczniczkę, która okazała się być dosyć lekkim celem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pon Lut 22, 2016 9:21 pm

Las jej domem. Drzewa braćmi... Jednak w takiej chwili jak ta dziewczyna nie mogła pozwolić sobie na sentymenty dlatego też prawie natychmiast uchwyciła strzałę w dłoń jaka utrzymywała łuk by tą wolną wykonać jedynie sobie znany gest. Zawsze tak robiła... Od dziecka musiała układać palce oraz nieznacznie przekręcić nadgarstek aby jej władza nad światem nabrała rumieńców. Tak było i tym razem. Szybko wykonała wszystkie czynności. Wręcz podświadomie ogrzewając powietrze wkoło siebie na tyle by nie oberwać wrednym soplem czy też śniegiem, a co najwyżej wodą jaka wytrąciła się dzięki takowemu działaniu lecz... Nie miało, to większego sensu w chwili gdy poczuła na sobie ciężar obcego ciała jakie przeważyła ją na tyle by mogła opaść na delikatny puch..
Oczywiście Lizzy nie była by sobą gdyby nie przywaliła przy tym głową w korzeń uparcie ukrywający się pod cienką warstwą śnieżnego puchu.
-Osz, ty...- wykrztusiła z ciężka przez chwilę nie widząc za dobrze swego celu mimo iż był on na tyle blisko by mogła w spokoju widzieć kto zakłóca jej ucieczkę. Lecz cóż zrobić? Zamroczyło biedną, a ciepło jakie poczuła w miejscu uderzenia dało jej jasno do zrozumienia że krwawi.. Pięknie... Przemknęło jej przez myśl by zaraz potem jej zmysły zostały sparaliżowane od szyi w dół przez zimno jakie przeszyło ponownie jej ciało, a przyznać trzeba że było cholernie zimno, a ona sama przecież nie miała na sobie za wiele warstw więc odczuwała każdą nawet najmniejszą zmianę w tym chłodnym klimacie!
-Dobra wygrałaś, a teraz złaś Ty przerośnięta wróżko leśna- odezwała się w końcu nadal zaciskając kurczowo dłoń na łuku co by w racie czego użyć go jako broni masowej zagłady mimo iż obie dobrze wiedziały, że Lizze nie ma szans lecz cóż poradzić. Była młoda głupia i co najważniejsze zawsze mogła w ostateczności uskutecznić samozapłon co raczej było wyjściem ekstremalnym i sama nie pragnęła tego czynić przez wzgląd na przywiązanie. Przecież ta skóra była, z nią od dziecka więc szkoda było by ją tracić przez taką głupotę...
Zaraz... blond włosom głupotę jaka przy dość bliższym poznaniu zdawała się być mało groźna. Przynajmniej w chwili gdy Lizz przelotnie raczyła spojrzeć nań. I tutaj powinien nastąpić wszystkim znany spowalniacz czasu ponieważ, to co ujrzała nasza mała bohaterka było nijak nie podobne do groźnego drzewa, z bronią palną czy leśnej wróżki przedawkowującej nektar, z kielicha! Co gorsza, to co ujrzało jej spojrzenie zdawało się być zaprzeczeniem groźności ponieważ burza blond włosów zakrywająca przy najmniej w tej chwili pół twarzy zdawała się niczym welon oplatać lico przemarznięte, a mimo wszystko nadal urokliwe.
-Jeśli mnie zastrzelisz oddasz przysługę sztuce lecz nie mej godności - Wypaliła nagle jednocześnie przy tym kładąc na plecach szalonej kobiety, z bronią swą dłoń. Ot taki odruch. Dobra przyznaje. Zrobiła, to z zamierzeniem aby w razie czego móc przypalić jej tą blond czuprynę jeśli oczywiście ta ją sprowokuje... lecz jak na razie tego nie robiła więc cóż tak już pozostało przynajmniej w tej chwili gdy obie wylegiwały się w przyjemnie chłodnym śniegu.
-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sob Lut 27, 2016 1:05 am

Zderzenie okazało się dosyć gwałtowne. Obie zaryły w leśne, zimowe podłoże, a właściwie... to plecy i głowa szalonej łuczniczki miały bliskie spotkanie z ziemią, natomiast Veilore wylądowała twarzą gdzieś na brzuchu dziewczyny, tuż pod jej biustem. Jasna grzywa okryła cel najemniczki, a gdzieniegdzie przemieszała się z czarnymi włosami nieznajomej, tworząc czarno-złocistą mieszaninę.
Veilore otrząsnęła się błyskawicznie, jako że miała z racji własnej inicjatywy lepszą pozycję lądowania, co innego jednak spotkało nieznajomą. Zarzucając głową, aby odsłonić sobie pole widzenia przysłaniane przez blond kosmyki, uniosła się lekko na rękach, nadal jednak częściowo leżała na zamroczonej łuczniczce. Kobieta uważnie się jej przyjrzała. Nie do końca wyglądała tak, jak ją sobie wyobraziła; jak chora psychicznie dziewczyna zawinięta częściowo w kaftan bezpieczeństwa, z którego udało się jej w jakiś tajemniczy sposób uwolnić. Co nie zmienia faktu, że pewną oznaką szaleństwa było kierowanie swych słów do drzewa oraz... Vei zwróciła uwagę na odzienie powalonej dziewczyny, które nijak nie mogło uchronić jej przed zimnem.
Ty... – zaczęła, jednak najpierw postanowiła uspokoić oddech. Złapała jej ramiona i przycisnęła do podłoża, także i jedna ręka i druga przestała mieć kontakt z jej ciałem. Wolała nie dostać na przykład w oko końcem tego o, łuku. Z drugiej jednak strony, kiedy tak ją przytrzymywała, sama miała zajęte kończyny, a co za tym idzie – nie zdołałaby żadnych zamierzeń wprowadzić w życie bez uprzedniego zwolnienia uścisku. Któż jednak mówił, że chciała ją ustrzelić jak dziką gęś przelatującą pod nieboskłonem? Gdyby w istocie pragnęła urzeczywistnić swą groźbę, strzeliłaby od razu, miast tarzać się z nieznajomą w śniegu, dziwnie nadtopniałym...
...ty, serio jesteś szalona – wyrzuciła z siebie. – Skąd ty żeś się urwała? Co robisz na takim mrozie w tej lichej koszuli!?
Niedowierzanie, niedowierzaniem, ale młode, urodziwe dziewczę zaczynało jej tu pyskować. Zmarszczyła lekko brwi. Zwycięscy dyktują warunki, tak to wyglądało od wieków. Kobieta uśmiechnęła się kącikiem ust.
Nie boisz się, że gdy moje ręce nie będą musiały cię przytrzymywać, to cię po prostu zastrzelę? – zapytała. – Sama zadecyduję, kiedy z ciebie zejść. Przypomnę ci, że to ty mnie zaatakowałaś. Masz coś na swoją obronę? Och...
Najemniczka zamilkła na chwilę, widząc drobne plamy krwi, wsiąkające w rozmemłany śnieg. W jej oczach ujawniło się przejęcie.
Krwawisz... – szepnęła. Pokręciła głową. – Nie miałam w planach cię zabijać, dopóki nie zaszłaby taka konieczność. Nie dawałaś mi wyboru.
Veilore zerknęła na zaciśniętą na uchwycie łuku dłoń dziewczyny. Był jednak bezużyteczny, kiedy tak przyszpilała jej ręce do ziemi.
Och, puść go wreszcie! – nakazała stanowczo. – Ja... Ja cię opatrzę, ale puść go.
Druga część ostatniej wypowiedzi padła z jej ust, kiedy plama na śniegu nieco się powiększyła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sob Lut 27, 2016 12:48 pm

Ból powoli zaczynał stawać się irytujący lecz nie na tyle by musiała skupić się jedynie na nim. Jednak cóż miała zrobić? Odpychała go wgłąb swej świadomości ponieważ miała tutaj inny problem jaki leżał na niej i to nawet w dość dziwny sposób co nijak nie podobało się jej. Cała ta sytuacja przecież była mało korzystna lecz czy to wszystko mogło skończyć się inaczej? Nie, nie mogło. Nikt normalny przecież nie pojawia się w środku głuszy przez przypadek... Lizze nie wierzyła w przypadki lecz w fakty, a te połączyła na tyle by po dodaniu pogoni i pojawienia się tej tutaj wyszło coś naprawdę prostego czyli zagrożenie... Jednak nie potrafiła go zniwelować, a wprost przeciwnie sprawiła iż było ono bliskie oraz namacalne (w dosłownym tego słowa znaczeniu).
Co gorsza owe zagrożenie lustrowało ją wzrokiem albo tak się jej zdawało... Cóż powiedzmy sobie szczerze Lizze nijak nie wiedziała do końca co się dzieje ponieważ nadal była zamroczona na tyle by nie widzieć wszystkiego wyraźnie lecz na szczęście posiadała inne zmysły jakie miała zamiar wykorzystać... Taki był plan lecz plany ostatnimi czasy strasznie ją zawodziły! Wszystko, to było winą Ast! Gdyby ta mała cholera nie poszła gdzieś z jakąś panną zapewne obie teraz były by w innym miejscu, a tu proszę jedna wylądowała nie wiadomo gdzie, a piromanka? Przyszło jej być pod kimś kogo nie znała, a kto zapewne miał ją ochotę zastrzelić mimo iż słowa wypowiadane zdawały się temu przeczyć...
-Akurat leżę pod tobą? - Odparła z rozbrajającą szczerością nie przejmując się swoja bezpośredniością jaka była wskazana.  Przecież, to ta dzikuska skoczyła ku niej co zaowocowało taką a nie inna sytuacją oraz wzmagającym się drzeniem ciała wywołanym przez zimno jakie już dawno posiadło ciało bardki dzięki czemu nawet jeśli chciała by puścić łuk, to nie mogła... Ot uroki biegania prawie nagiej po lesie w czasie tak parszywej pogody!
-Nie nie boje się- Wypowiedziała te słowa, z dumą oraz pełną powagą. Tak przynajmniej jej się zdawało lecz prawda była inna. Każda bowiem próba wypowiedzenia słów była równoznaczna z wielkim wysiłkiem jaki musiała włożyć w tak błahą czynność co oczywiście męczyło ją szybciej lecz młoda nie była by sobą gdyby mimo wszystko nie starała się jakoś zrzucić kobiety... Jednak cóż jej po próbach skoro ta była cięższa i było jej cieplej? To takie mało sprawiedliwe!
-Ty mi nie dajesz! Trzeba nie było chodzić po śladach nagonki!- Chciała jej wykrzyczeć te słowa lecz miała już dość. Wszystkiego. To przecież nie był czas ani miejsce na tego typu sprzeczki, a tym bardziej okoliczności! Może i tej tutaj się, to podobało lecz Lizze wcale. Nie była gotowa na zamarznięcie na śmierć ani tym bardziej nie miała już siły na nic innego jak tylko na odruchy warunkowe jakimi było drżenie ciała oraz powolne zamykanie się powiek.. Chłód... Był dla niej tym samym czym silny wiatr dla knota.. Mimo oporu kiedyś każdy ogień musi zgasnąć. Tak mówiła jej matka lecz Lizze nie miała zamiaru zamarznąć tu. To nie był dobry koniec... Możliwe że właśnie tego typu myśli sprawiły iż wysiliła się aby wyprostować palce jakie jeszcze parę chwil temu kurczowo zaciskały jej jedyną miłość...
-I co dalej?- Spytała wysilając sie przy tym na słaby uśmiech jaki na swój sposób miał zmylić tą tutaj... Przecież nadal mogła się bronić... Nadal mogła po raz ostatni wzniecić ogień dzięki czemu kupiła by sobie chwilę jeśli zajdzie takowa potrzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sro Mar 02, 2016 2:08 am

Najemniczka zacisnęła na chwilę usta, nieznajoma dobrze wiedziała, że nie pyta w dosłownym znaczeniu o to, co akurat robi, a o jej wędrówki po lesie w ubraniu, które niezbyt się nadawało do biegania między drzewami, kiedy zimne powietrze zamrażało wszystko, co postanowiło wyjść z ukrycia. A przynajmniej powinna wiedzieć. Że też ta przerośnięta kostka lodu miała ochotę na droczenie się w obecnych warunkach pogodowych.
Naprawdę? Nie zauważyłam, myślałam, że uwijasz sobie tu gniazdko – powiedziała z nutką ironii w głosie.
Veilore żywiła wielką nadzieję, że zabawi tutaj jak najkrócej. Nie widziało się jej tarzać po śniegu. A już na pewno nie teraz, ciemną nocą, kiedy w każdej chwili mogła zostać zaatakowana przez Koszmary lub czarownicę o wcale dobrych zamiarach... Różnie przecież bywa, choć najemniczka nie podchodziła do tej kwestii tak radykalnie, jak w zwyczaju mieli członkowie Inkwizycji. Wśród wiedźm również są osoby w porządku i te mniej w porządku.
Po kolejnej kwestii dziewczyny, blondynka uniosła lekko brew.
Nagonki? Jakiej nagonki? – zapytała ze zdziwieniem. W momencie, w którym natknęła się na ślady, był to trop pojedynczej osoby. Więc albo trafiła między ściganą, a ścigającymi, albo ci drudzy w końcu sobie odpuścili. W każdym razie miała swój powód, jeśli chodzi o podążanie za wgłębieniami w śnieżnej pokrywie. Przez dłuższy czas biegły one tą samą trasą, którą obrałaby, chcąc wrócić do domu. Dopiero później kierunki miały się rozdzielić, jednak Vei wolała zareagować zawczasu niż później zostać zaskoczoną we własnej chatce. Zamiast powędrować prosto do swego lokum.
Chciałam sprawdzić, kto pałęta się po okolicy. Mieszkam całkiem niedaleko – odparła, unosząc się i zmieniając pozycję. Nareszcie doczekała się chwili, w której dziewczyna sobie odpuściła i złożyła broń, uwalniając ją ze zmarzniętych palców zaczerwienionych od mrozu. Znalazłszy się zatem w wygodniejszym ułożeniu, odsunęła krańcem buta łuk nieco dalej tak, aby nieznajoma nie była w stanie niepostrzeżenie go dosięgnąć.
Teraz możesz usiąść – powiedziawszy to, Veilore puściła ręce leżącej pod nią dziewczyny i odsunęła się nieco, pozwalając jej swobodnie oderwać plecy od zmarzniętej ziemi. W tym czasie wbijała wzrok w zranioną głowę.
Nie wygląda tak tragicznie. Na szczęście – stwierdziła, po czym uchyliła nieco swój ciepły szal i odwinęła chustę, która dodatkowo chroniła szyję pod pierwszą warstwą materiału. Zbliżyła się ponownie do nieznajomej.
Nie ruszaj się. – Złożyła odpowiednio materiał, który miał robić za prowizoryczny opatrunek, a następnie zaczęła go owijać wokół czaszki łuczniczki. – W domu mam bardziej do tego przydatne rzeczy, ale to na razie musi wystarczyć – rzekła, zaczynając zawiązywać krańce chustki w supełek.
Co żeś przeskrobała, że aż musiałaś uciekać w las? Rzadko ktokolwiek tu zagląda. Z wiadomych powodów... – Blondynka rzuciła okiem dookoła, jakby chcąc się upewnić, że nic nie czai się wśród konarów. Gdyby jednak był to koszmar, z pewnością nie dostrzegłaby zagrożenia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pon Mar 07, 2016 2:04 pm

Ta przerośnięta kostka lodu jak ją nazywasz mogła by użyć Vei jako naturalnej pochodni do ogrzania swego ciała co było by naprawdę urocze i przyjemne lecz wybacz że nie o takim ogrzaniu mówię... Zresztą w obecnej sytuacji to Vei miała przewagę oraz co najgorsze mogła dominować lecz do czasu... Każdy przecież da się zwieść... A jeśli, nie to pozostaje kwestia odpowiedniego nakierowania rozmówcy co też uczyniła Lizze w stosunku do blond burzy.
-Jakiej?!- wykrzyczała by jej, to w twarz lecz nie miała siły dlatego też ograniczyła się jedynie do wyszeptania owego zdania oraz do przewrócenia oczyma teatralnie.
-Najświętsze duchy trafiłam jednak na tępe drzewo...- Wymamrotała raczej do siebie niż do niej po czym skierowała dalszą część swej wypowiedzi już w stronę owej dziewoi. -Mówiłaś o śladach... spytam więc co zostawia głębokie okute ślady jest hałaśliwe i niezdarne a do tego lubi palić na stosie? - Nawet teraz była wstanie zadać jej tą mało skomplikowaną zagadkę po czym posłała ku niej delikatny uśmiech jaki najwyraźniej miał być przełamaniem pierwszych sopli lodów jakie zwisały nad tą dziwną znajomością. Przecież skoro już tak razem wylegują się na śniegu oraz zaciskają obręcz przyjaźni w mroźnym klimacie, to czemu by nie przejść trochę dalej co? Och i proszę udało się! Lizze już wiedziała czemu ta tutaj się pałęta, a co najważniejsze nawet wiedziała o jakie miejsce chodzi! I nikt poza nią nie wie jak bardzo się cieszyła... Przecież rozwiązała tajemnice zaginionego miejsca! Miejsca do jakiego trafiła swego czasu lecz widziała oznaki życia w głuszy i wierz mi badź nie zazdrościła jej! Sama przecież chciała mieć domek w środku głuszy lecz jak przystało na wiedźmę pisano jej inny los... Lecz wracając do jej dziecinnej radości... Była ona widoczna już na pierwszy rzut oka. Twarz jej zdawała się być jakby bardziej weselsza, a w oczach rozpaliły się drobne iskierki niczym u dziecka odpakowującego prezent.
-Ach, to TY!- Gdyby mogła, to zapewne rzuciła by się teraz na nią i uściskała lecz cóż... Musiała dalej leżeć na ziemi pod tą blond burzą i jedyne co mogła uczynić, to spokojnie przyglądać się jej... Tyle przecież jej zostało!
-Ależ dziękuję...- była, to raczej formułka wyuczona niż naturalny odruch lecz jeśli pozwolono jej na coś, to czemu nie skorzystać? w sumie zmiana pozycji niewiele jej dała. Tyłek i tak miała już przemoczony i przemarznięty jak wszystko inne, a do tego zaczęło jej się kręcić w głowie no ale przynajmniej nie leżała już w śniegu prawda? Przejdźmy jednak do samej Lizze. Cóz tu powiedzieć można? Tak naprawdę dziewczyna nie wiedziała, o co chodzi tej tutaj. Nie rozumiała jej zachowania lecz mimo wszystko siedziała grzecznie i przyglądała się temu wszystkiemu co ta robi z miną typową dla swojego wieku czyli ciekawskiego dziecka. I oto przyszłą nagroda za ciekawość oraz wytrwałość w postaci ciepła otulającego jej czaszkę. Było, to przyjemne uczucie prawie porównywalne z przesiadywaniem przy ognisku no ale wszystko co dobre musi się skończyć dlatego i ta drobna chwila stała się teraz jedynie wspomnieniem.
-Ja?! Nic! Siedzę grzecznie w karczmie powiadam koleją historię gdy nagle wpada inkwizycja, a dalej cóż... znasz tą historię...- Mówiła szczerze... prawie. Nie powie jej przecież ze opowiadała kolejną historię o wiedźmach i inkwizycji co raczej w złym świetle stawiało drugiego stronnika no ale cóż... Żeby za opowieści karać i gonić niczym jakieś zwierze?! Toć to przesada już była!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sob Mar 12, 2016 3:45 am

Jakiej, jakiej, jakiej... Westchnęła ciężko. Jakby nie istniały różne rodzaje nagonki. Dziewczyna mogła znaleźć się w wielu różnych sytuacjach, które by doprowadziły do pogoni i zagnania jej w sam środek lasu. Tyle że kąśliwa uwaga poszkodowanej łuczniczki zrodziła w jej sercu pewne podejrzenia, czy aby nie ma do czynienia z czarownicą. Choć chciałaby zapytać, nie uczyniła tego. Przynajmniej na razie. Swoich wątpliwości również starała się nie ukazywać, skupiła się na swej czynności, zawiązywaniu chusty wokół krwawiącej głowy młodej niewiasty.
Wybacz, ale równie dobrze mogłaś próbować zwinąć z obory świniaka, po czym rzuciłby się na ciebie rozwścieczony tłum wieśniaków, biegnących za tobą aż do lasu.
Najemniczka uniosła lekko lewą brew. Dziewczyna odezwała się do niej, jakby kiedyś już miały do czynienia, lecz Veilore zupełnie czegoś takiego sobie nie przypominała. Nie kojarzyła jej twarzy, a to oznaczało, że nigdy wcześniej nie miała okazji napotkać jej właścicielki. Choćby i widziała tę piękną twarzyszkę jedynie przez kilka sekund, chadzając ulicami Wishtown, to z pewnością chociaż trochę zapisałaby się w jej pamięci. Tymczasem osóbka ta była dla niej obca.
Z supełka, jaki właśnie blondynka utworzyła z krańców chusty, przeniosła wzrok na nieco spokojniejszą i pogodniejszą twarz łuczniczki. Vei posłała jej delikatny. trochę niepewny uśmiech, a owa niepewność wskazywała na to, że czuje się odrobinę zakłopotana zagadkowym wyznaniem kojarzenia jej osoby, mimo że czyniąca gest wojowniczka czarnowłosego dziewczęcia nie widziała na oczy.
Nie sądzę, abyśmy się znały. Skąd o mnie wiesz? – zapytała, powoli podnosząc się z ziemi. Kiedy już dźwignęła się do pionu, otrzepała spodnie i płaszcz z przylepionego doń śniegu. To wszystko nie zapowiadało się dobrze, skoro nieznajomą gonili nadpobudliwi członkowie Inkwizycji. I nie miało znaczenia, czy łuczniczka rzeczywiście jest wiedźmą, czy może po prostu opowiadała niestworzone historie publicznie, bez krępacji, bo jeśli taki o, inkwizytor się zaweźmie, to go się nie przekona. Mało tego, podejrzanego czekało bolesne przesłuchiwanie, a nawet gdyby okazało się, że jest czysty, to zakopią go na koniec gdzieś głęboko w ziemi, żeby przypadkiem pomyłka nie wyszła na jaw. Vei zacisnęła zmarznięte wargi. Niedobrze. Tym bardziej, że dziewczyna nie wyglądała na kogoś, kto mógłby mieć kaprys kogoś uśmiercić lub zniszczyć całe miasto. Jeśli istotnie wszystko rozchodziło się o zwykłą bajkę przy piwku, to powinna jej jakoś pomóc. Sumienie nie pozwoliłoby jej przegonić nieznajomej i owym czynem doprowadzić do jej zguby. Nie można karać kogoś za nic. a w przeciwieństwie do najemniczki, Inkwizycja nie przejmowała się dylematami moralnymi. Dla jej członków być czarownicą lub podejrzaną o to nadprzyrodzone zdolności oznaczało skazać taką istotę na śmierć w mękach.
Teraz Veilore musiała wiedzieć. Musiała zapytać.
Najemniczka wyciągnęła rękę w stronę czarnowłosej uciekinierki, ofiary obecnego porządku świata, aby pomóc jej wstać z zimnego podłoża. Uśmiechnęła się przy tym życzliwie i zarazem spokojnie, przypatrując się jej swoimi szafirowymi oczyma. I w końcu zadała to pytanie.
Takie życie, nic teraz nie można powiedzieć – stwierdziła. – ...więc jesteś jedną z nich? Czarownicą?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sob Mar 12, 2016 5:20 pm

Milczenie. Była, to strategia oparta na tym co nauczyła ją matka. Przecież zawsze powtarzała jej "czasem lepiej nic nie odpowiedzieć". jednak czy na pewno robiła dobrze? Vei nie musiała wiedzieć dlaczego akurat Lizze wybrała ucieczkę do lasu jaki stał się jej domem. Lasu gdzie znała każdy kamień, cierń, korzeń czy zagrożenie realne czy też nieistniejące. Ludzie przecież wygadywali, o tym miejscu tyle strasznych historii jakie notabene były jej dziełem i wierzcie bądź nie lecz młoda uwielbiała słuchać opowieści jakie wyewoluowały w jakieś wielce straszne koszmary...
Jednak, to właśnie Lizze trwała teraz w koszmarze jakim był oddech inkwizycji na swej szyi. Oddech coraz, to bardziej realny i niebezpieczny lecz młodość połączona z głupotą robiły swoje... I może właśnie dlatego w tej chwili nie odczuwała już nic? Może dlatego skupiła się jedynie na prostej czynności wykonywanej przez kobietę oraz na tonie jej głosu? Jaki był? Dziwny. Nie, nie rozumiała go lecz mimo wszystko chciała słuchać...
-Tylko nieliczni posiadają ciekawy domek pośród drzew...- Odparła enigmatycznie na jej pytanie po czym uśmiechnęła się do własnych myśli. Och gdyby tylko wiedziała... Wtedy zapewne było by inaczej lecz nie, nie powie jej tego... Zresztą jak miała by, to zrobić? Przecież nie wypali nagle że zna jej tryb dnia oraz zachowanie gdy przebywa w lesie. Wie o różnych rzeczach, o jakich nie powinna... Wtedy zapewne blond burza uznała by ją za podglądacza bądź gorzej! A przecież ona nim nie była!
Dobra może trochę no ale trzymajmy się wersji iż mała była jedynie ciekawskim dzieckiem jakie uwielbiało przyglądać się temu co nieznane, a ta tutaj była dla niej nieznana przynajmniej częściowo.. Teraz jednak miało się, to zmienić. Tak przypuszczała gdy wyciągała ku niej dłoń by z wolna wstać, z ziemi jaka nadal zdawała się być dla niej niczym innym jak lodową pieluchą...
-Wiesz że za zadanie takiego pytania można nieźle oberwać prawda?- Odpowiedziała pytaniem na pytanie jednocześnie przy tym otrzepując swe ubranie ze śniegu kontynuując przy tym jak gdyby nigdy nic -...Odpowiem pytaniem. Rozejrzyj się i powiedz nie jesteśmy przypadkiem w środku głuszy? - Wypowiadając ostatni słowo skupiła wzrok swój na twarzy kobiety jednocześnie przy tym uśmiechając się najniewinniej jak tylko potrafiła, a robiła to naprawdę naturalnie... I zapewne nikt nie uwierzył by teraz w jej przyznanie się do winy gdyby nie ognik jaki zagościł w jej prawej dłoni jaka jeszcze do niedawna była spleciona, z dłonią nieznajomej. Oczywiście Lizze nie widziała, w tym nic złego, a wprost przeciwnie zabawa ogniem była dla niej czymś naturalnym dlatego też zaczęła przenosić płomień pomiędzy kostkami paców tak jak czynią, to magicy z monetą.
-Czasem lepiej nie zbaczać, z wcześniej obranej ścieżki..- Dodała po chwili gasząc płomień jaki zdążył ogrzać jej dłoń na tyle aby mogła bez bólu poruszyć palcami co było naprawdę przyjemnym uczuciem do pierwszego silniejszego podmuchu wiatru niosącego zimny zew. -Pytanie brzmi co jeśli weszłaś teraz na drogę, z jakiej się nie wraca? - Lizze oczywiście nie chciała nikogo prowokować ani straszyć, a wprost przeciwnie ukazała jej jedynie rąbek świata w jakim się znalazła... Przecież... Bycie Wiedźmą, to powód do dumy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Wto Mar 15, 2016 7:15 pm

Rękawiczki, jakie kobieta wędrująca po borze nosiła na dłoniach ograniczały możliwości docierania szczypiącego chłodu do skóry. Veilore nie czuła również zimna palców i ręki łuczniczki, której pomagała wstać z podłoża, ale domyślała się, jak bardzo jej kończyny musiały przemarznąć. Dziwne, że jeszcze nie odpadły zesztywniałe jak mrożonka. Ale to przecież dobrze dla młodej dziewczyny, bo kiedy ogrzeje się przed kominkiem, wszystko wróci do normy.
Najemniczka podciągnęła łuczniczkę do pionu i tym razem przyjrzała się jej uważniej. Była nieco niższa i drobniejsza. Vei przez chwilę zastanawiała się, jak nieznajoma uniknęła zaplątania się w krzaki i gałęzie nagich drzew, bo długość jej czarnych, oblepionych śniegiem włosów teraz, kiedy dziewczę zdołało się podnieść, bardziej rzucała się w oczy.
Więc bywałaś już w tej okolicy! – rzuciła zarówno podekscytowana, trochę zaskoczona, jak i zainteresowana inną postacią pałętającą się po lesie. Gdzieś jednak w głosie i pozie blondynki kryła się pewna obawa, choć owo słowo nie do końca pasowało do tego, co kobieta właśnie odczuła. Możliwe, iż bardziej adekwatnym określeniem byłby swego rodzaju "dyskomfort", który wiązał się z zostaniem obiektem czyichś obserwacji. Jednak mimo wszystko na inne negatywne uczucia najemniczka nie mogła się zdobyć. Ani trochę nie wrzała złością, która mogłaby się zrodzić w sercach niektórych ludzi. Veilore była w głębi duszy bardziej zmieszana.
Wiesz, gdzie mieszkam... i nigdy nie wpadłaś na herbatę i ciastko? – zapytała żartobliwie, lekkim tonem chcąc rozluźnić nieco całą sytuację oraz odegnać od siebie owo drażniące wrażenie, które zaczęło skubać jej umysł. Nadal należało wspomnieć także o tym, że Vei nigdy nie miała okazji zobaczyć żadnego przybysza, pragnącego jednak pozostać w ukryciu. Była odwiedzana przez różne osoby, ale otwarcie. A to był inny przypadek i nawet jeśli od czasu do czasu widywała nieznane ślady w okolicy albo miała jakieś przeczucia, to nie udało się jej odkryć wszystkich osób, które przemierzały najbliższe szlaki w pobliżu jej chatki.
W obecnych czasach to chyba najbardziej kłopotliwe pytanie, a jednak w tej sytuacji tak samo potrzebne, jak problematyczne. – Uśmiechnęła się lekko i uspokajająco, licząc na to, że nie zostanie opacznie zrozumiana. Wszakże nie chciała zrobić jej krzywdy z powodu urodzenia się czarownicą i wcale nie pytała o to, aby podjąć decyzję, czy warto nieznajomej pomagać, czy lepiej zostawić inkwizytorom. Najemniczka pytała, ponieważ chciała wiedzieć w jaki sposób zadziałać oraz jak ułożyć plan? Mieszkance drewnianej chatki daleko było do osoby ziejącej nienawiścią do części kobiet, które posiadały nadnaturalne umiejętności. Istniała jednak jeszcze druga strona prawdy. Nie miała nic do czarownic samych w sobie, ale nie każda wiedźma otrzymałaby od niej pomoc i nie wszystkie mogłyby nawiązać z nią przyjazne stosunki. Veilore nie zamierzała bratać się z kimś, kto czyni zło. Brzydziła się tak samo przestępcami ludźmi, jak i czarownicami, które przynosiły światu zniszczenie z własnej woli – a trudno do tego wliczyć wytwarzanie Koszmarów, gdyż to działo się nieświadomie. Chodziło o dopuszczanie się godnych potępienia czynów własnymi rękoma.
Domysły już wcześniej zaczęły gościć w jej głowie, aczkolwiek blondynka musiała mieć pewność. A tę zyskała, gdy została światkiem pokazu, jaki urządziła jej przemoczona niewiasta.
Och... – wydała najpierw z siebie, ale nie była jakoś wybitnie pod wrażeniem, bo to nie pierwszy raz w jej życiu, kiedy miała do czynienia z czarownicą. Uniosła tylko lekko brwi, ale szybko wróciły one do normalnej wysokości nad oczami.
Chodzę własnymi drogami... Ale teraz musimy się pospieszyć – dokończyła już odnosząc się do obecnej sytuacji. Zagryzła lekko wargę. – Jesteś w stanie podtopić śnieg tu i tam oraz osmolić krzaki i drzewa? Jakiś samotny krzew możesz nawet podpalić, w końcu nie chcemy, aby spłonął las. Zrobimy małe przedstawienie. Zaraz przyjdę, wezmę swojego zwierzaka.
Oznajmiwszy to, najemniczka poczyniła kilka kroków w kierunku leżącego w śniegu, martwego zwierzęcia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Wto Mar 15, 2016 8:32 pm

Wreszcie na własnych nogach. Lizze poczuła coś na wzór ulgi gdy tylko przy pomocy blond burzy pozwoliła sobie na powstanie i było, to dobre. Przecież jej ciało nie stykało się już bezpośrednio z ziemią dzięki czemu nie przemarzało trzydzieści razy szybciej niż miało, to miejsce jeszcze parę sekund temu.
Więc bywałaś już w tej okolicy!
Na te słowa młoda piromanka jedynie przytaknęła, z cicha nie wyrzucając z siebie zbędnych słów jakie teraz i tak nie miały sensu przez fakt zimna jakie splątało jej język oraz całe ciało. Zapewne w innych okolicznościach młoda nie przejmowała by się takimi drobnostkami jak zimo lecz noc jaką spędziła poprzednio w karczmie oraz bieg przez las sprawiły iż nie mogła skupić się na ogrzaniu swego ciała. Nie mogła rozplątać splątanych myśli oraz wycieczenia organizmu i tak już drobnego oraz kruchego. Ba można by powiedzieć ze teraz wyglądała niczym jedna, z tych porcelanowych laleczek jakie po wzięciu w dłoń stawały się kruche i bezbronne wręcz prawie tak samo jak teraz wyglądała Lizze stojąc pośród boru ciemnego oraz głuchego gdzie nawet zwierzyna się nie zapuszczała, a tym bardziej nie dało się jej słyszeć.
-Wiem - Ponownie przytaknęła by zaraz potem kontynuować -Nauczono mnie nie zakłócać spokoju domowego- Była, to prawda tak samo prawa jak najczystszy ogień wydobywający się z jej serca! Zresztą nigdy w życiu nie miała okazji poznać nikogo kto mieszkał by tak jak ona w lesie,a tym bardziej nie była nauczona odwiedzać takowych ludzi... Przecież, to zawsze do niej przychodzono i to głównie w interesach... Dlatego też nie miała w sobie tego typu śmiałości mimo iż przyglądała się jej teraz, z ciekawością godną dziecka oraz zainteresowaniem godnym młodego inkwizytora. Ot takie ciekawskie, z niej stworzenie niepotrafiące żyć bez odpowiedzi na wiele pytań...
I zapewne przyglądała by się jej tak bez końca gdyby nie zimno jakie ponownie dało znać o sobie sprawiając iż przez jej ciało przeszedł dreszcz. Odruchowo chciała okryć swe ciało lecz w tej oto chwili zdała sobie sprawę, z faktu iż nie posiada na sobie nic więcej niż tylko proste ubranie więc o okryciu się płaszczem mogła jedynie pomarzyć bądź zamarznąć na kość! Ach cóż za wybór prawda?
Zresztą jaki miała wybór dziewczyna będąca wiedźma? Och miała ich naprawdę wiele! Mogła na przykład oddać się w ręce stęsknionych sióstr jakie, z chęcią ogrzały by ją na stosie! Mogła także wrócić do źródła i poddać się władzy królowej lecz, to akurat nie było w stylu Lizze bądź wybrać trzecią drogę jaką i ona wybrała czyli samotne życie w miejscach gdzie świat nie miał kontroli nad nią, a władza jaka notabene zmieniała się co jakiś czas była jedynie cieniem swej świetności jedna... Zawsze pojawia się jakieś ale. W tym przypadku tym ale była ta blond kobieta mówiąca do niej jak do jakiegoś kuglarza co wcale nie spodobało się młodej.
-Nie jestem pierwszym lepszym kuglarzem tylko bardem! - gdy wypowiadała te słowa wszyscy tu obecni czyli one dwie oraz drzewa mogły usłyszeć w tonie jej głosu dumę, z zajęcia jakim się para jednak, to co przyszło później wcale nie pomogło w ich nowej znajomości ponieważ ta tutaj wredna co strzela do wszystkich raczyła sobie pójść po ducha winną bestię. Jednak sie przeliczyła. Lizze poszła za jej śladem i gdy tylko znalazła się przy zwierzęciu opadła na kolana
-Biedne zwierze... - Wyszeptała kładąc dłoń na szyi martwego jelenia tylko po to aby zacząć przesuwać nią po zimnej już nieco przyprószonej śniegiem sierści...
-Nie, nie będzie przedstawień oraz ranienia natury... -Wypowiedziała te słowa do tej dziwnej kobiety lecz jednocześnie nie odrywała spojrzenia od martwego zwierza... Spojrzenie jej zaś było pełne smutku oraz bólu i mogę nawet przysiąść iż oczy się jej zaszkliły! Jak nic smutno jej było, z jego powodu no ale cóż nie jej wina że trafiła na barbarzyńcę jakim okazała się być ta tutaj...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pon Mar 21, 2016 3:23 am

Skoro sytuacja została przedstawiona najemniczce w całej swej okazałości, teraz należało zadziałać szybko i sprawnie, bo trzeźwo myślącej osobie od razu ukształtowałby się obraz niedalekiej przyszłości, jaka czeka dwie przedstawicielki płci pięknej, jeśli zignorują pędzący na łeb na szyję czas oraz zagrożenie, które nie zatrzymywało się w miejscu. W takich momentach nasilał się w osobie dwudziestosiedmiolatki "tryb militarny", który pozostał w niej od zakończonej już dosyć dawno służby w wojsku. Co prawda nie dowodziła jakimiś szczególnymi oddziałami, tylko należała do tych, którzy mieli za zadanie wypełniać rozkazy tych bardziej doświadczonych w strategii i zarządzaniu ludzkimi zasobami. Za tamtych czasów odznaczała się karnością i nie pozwalała sobie na porzucenie swych obowiązków. Tak w tym właśnie momencie, kiedy w jej głowie wykluwał się plan i wygłaszała tę jego część, którą powinno zrealizować nieznane jej, uzdolnione dziewczę, założyła, że towarzyszka, jako mniej ogarnięta, a do niedawna uciekająca w te pędy, jak również z powodu przemarznięcia niemogąca porządnie się skupić, od razu usłucha poleceń i przejdzie do ich realizacji. Niestety uwagę czarownicy odwróciły sprawy niezasługujące na szczególne zainteresowanie z jej strony. Nie w chwili, kiedy zagrożone było jej życie, o czym czarnowłosa najwidoczniej zupełnie zapomniała.
Veilore westchnęła ciężko.
Stanęła nad martwym zwierzęciem, którego mięso wyżywi ją prawdopodobnie przez cały tydzień, tuż obok klęczącej, przejętej jego śmiercią młodej czarownicy. Działała na swoją własną szkodę. Czas uciekał, gdy tymczasem nastolatka rozpaczała nad cielskiem jelenia, który i tak prędzej czy później straciłby życie, tylko że z ręki drapieżnika. W tym roku wilcze mioty okazały się zadziwiająco liczne i wiele szczeniąt przeżyło trudny okres dorastania. Wiele licznych watah przemierzało rozległe tereny boru, a głodne, bo populacje innych zwierząt aż tak się nie rozrosły, rzucały się desperacko na każde napotkane zwierzę, kiedy w normalnych warunkach wyszukiwałyby tylko te najsłabsze, oczywiście te także padały ich ofiarą. Taka była natura. Ona, mieszkająca w środku głuszy, ciężko pracująca kobieta, też musiała coś jeść i mieć co na siebie włożyć. Nic się nie marnowało. Ale nie czas na podobne dylematy i rozważania!
Blondynka chwyciła dziewczynę i ponownie podciągnęła do pionu, lecz gdy to uczyniła, nie oderwała od niej rąk, a dalej przytrzymywała tuż przed sobą. Twarzą w twarz.
Goni cię zgraja inkwizytorów, pamiętasz!? – powiedziała dosyć spokojnie, a jednak ostro, na tyle, by przypomnieć nieznajomej w jakiej sytuacji się znalazła oraz wyrwać z objęć smutku.
Jasne, że pamiętasz – rzuciła, nie czekając na żadne potwierdzenie. Wbijała w czarownicę stanowcze spojrzenie szafirowych oczu. – Nie obchodzi mnie czym tam się zajmujesz na co dzień, ani że jesteś czarownicą. To nie jest istotne. Ale skoro już masz umiejętności, jakie masz, to zrobisz, co ci kazałam. Przedstawienie. To była tylko metafora. Twoje biegnące za tobą istotki mają uwierzyć, że rozegrała się tutaj jakaś walka, dlatego potrzebny jest tutaj mały bałagan, którego nie mogła spowodować ludzka ręka. – Nawet posiliła się o krótkie wyjaśnienia, dlaczego chciała, aby uczyniła coś takiego i nie poprzestała tylko na "zrób to, zrób tamto, bez dyskusji", jak to bywało z wojskowymi rozkazami, prostymi w formie i nie pozostawiających wątpliwości przy interpretacji.
Daleko w tym stanie nie zajdziesz, a tym bardziej nie dobiegniesz. Chcesz przeżyć? Na pewno tak. A ja chcę ci pomóc. Dlatego skup się na rzeczach, które umożliwią ci przetrwanie.
Najemniczka puściła dziewczynę, po czym delikatnie i czule zgarnęła długie kosmyki czarnych włosów towarzyszki, zrzuciła je z ramion na plecy. Potem ponownie zajrzała w oczy młodej wiedźmy.
Do roboty – szepnęła, po czym odsunęła się od nieznajomej i pochyliła, aby podnieść swoją zdobycz.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pon Mar 21, 2016 2:53 pm

Delikatny płomień... Tylko tyle mogła ujrzeć Vei gdy Lizze posłała jej przelotne spojrzenie. Płomień ten był pełen pogardy oraz braku zrozumienia odnośnie jej zachowania. Przecież po co mordować niewinne zwierzę? Po co zadawać mu ból skoro mogło sobie dalej żyć? Nie, nie zrozumie ludzi nigdy. Owszem bliżej było jej do zrozumienia innego zwierzęcia ponieważ w pewnym stopniu była ona bliższa im niż ludziom no ale cóż po tylu latach w głuszy miała wiele zaległości w względem komunikacji międzyludzkiej jaką ograniczała jedynie do swoich występów i przemierzania targu.
Lizze bowiem na swój sposób sama była niczym takie zwierze. Niczym samotny wilk... Wilk wolny ponieważ trzy łapy. We krwi miała ucieczkę oraz walkę. We krwi miała też poszanowanie do życia innych zwierząt dlatego też każda bezsensowna śmierć była dla niej czymś niewybaczalnym chyba że mowa o naturalnym cyku życia.Tutaj jednak takowego nie było. Dlatego właśnie miała takie a nie inne odczucia. Dlatego też głaskała truchło powoli, z czymś na wzór miłości jakiej najwyraźniej jej brakowało.
Zapewne Lizze dalej tkwiła by przy zwłokach tego biednego zwierzęcia gdyby nie silny uścisk jaki nakazał jej ponowne powstanie. Chwilę później dziewczyna wpatrywała się już w spojrzenie tej wariatki co udawała wcześniej drzewca i wierzcie bądź nie lecz nie mogła się nadziwić czemu ta dziwna kobieta ma tak dziwne spojrzenie nijak nie pasujące do jej twarzy oraz burzy włosów...
I tutaj wypadało by powiedzieć słów kilka lecz nie dane było je to uczynić ponieważ ta dziwna kobieta zaczęła zmieniać front. Jej głos oraz zachowanie zdawało się być zupełnie inne niż wcześniej dzięki czemu z każdą kolejna chwilą spojrzenie Lize ulegało zmianie aż wreszcie biedna spoglądała ku niej prawie tak samo jak spogląda na swych słuchaczy czyli mówiąc prosto, z ciekawością malującą się w oczach oraz tym czego nawet ona sama nazwać nie potrafi lecz kto by się przejmował? Na pewno nie ta mała. Nie w chwili gdy poczuła się prawie jak mała dziewczynka patrząca na matkę wyjaśniającą jak działa cały ten mroczny świat.
-Skoro tak stawiasz sprawę...- Rzuciła w jej stronę delikatnym szeptem Obracając się ku niej plecami nie zapominać przy tym oczywiście o wrodzonej gracji jaka czyniła, z niej nieprzeciętną mała czarodziejkę! Och tak uwielbiała tak mówić o sobie ponieważ słowo wiedźma brzmiało niczym obelga!
-Zaraz wyczaruję tutaj przepiękne pole bitwy! - gdyby tylko nie miała zamarzniętych dłoni, to zapewne klasnęła by ze szczęścia! Jednak w tej chwili musiała skupić się zadaniu jakie jej powierzono, a jakie było dla niej czymś przyjemnym. Przecież miała połączyć przyjemne z pożytecznym! Miała podpalić świat jednocześnie tworząc przy tym opowieść! I wierzcie bądź nie lecz dziewczyna naprawdę przyłożyła się do swej pracy jednocześnie przy tym nucąc jedną ze swoich ballad...
oczywiście Lizze nie była by sobą gdyby przez przypadek oczywiście nie skierowała ognia w stronę tej dziwnej kobiety... I to nie tak że miała coś do niej no ale nie mogła sobie odpuścić! Musiała w jakiś sposób dać jej do zrozumienia by następnym razem nie igrała, z ogniem a tym bardziej z nią!
Młoda wreszcie zakończyła swoje dzieło wraz z ostatnimi wersami ballady tyczącej o dzikich ostępach oraz wielkiej walce dobra ze złem -Skończyłam!- oznajmiła w chwili gdy podeszła ponownie w stronę nieznajomej uprzednio podnosząc swój ukochany łuk jaki przełożyła przez plecy. -Może nie jest, to pobojowisko po wielkiej wojnie no ale mały oddział został tutaj pogrzebany... - W jej głosie dało się słyszeć radość oraz dumę ponieważ wykonała swoją robotę, z namaszczeniem... A pobojowisko jakie pozostawiła wyglądała jakby co najwyżej spłoną tutaj mały obóz no ale cóż dziewczyna miała fantazje oraz talent do takich rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Pią Kwi 08, 2016 2:58 am

Veilore wzniosła oczy ku niebu i mało brakowało, aby nie wzniosła także przytrzymujących młodą dziewczynę w pionie rąk, czyniąc to w modłach dziękczynnych do wszystkich znanych i nieznanych bogów każdej religii. Obracająca się do niej plecami czarownica wyrwała się wreszcie z objęć żalu i postanowiła zabrać się do zwiększenia swoich szans na przeżycie. Wszystko zależało od scenografii, jaka zmieni się z obecnej na taką, po której nie ma się wątpliwości, że ktoś w tym miejscu umarł. A jeśli pragnęły, aby plan się powiódł, to scena musiała wyglądać wiarygodnie, czego po prostu nie dało się osiągnąć bez śladów świadczących o użyciu nadprzyrodzonych mocy. Dlatego też dobrze się stało, że dziewczę przestało przejmować się martwym zwierzęciem.
Najemniczka nie do końca rozumiała zachowanie nastolatki względem uśmierconego jelenia, lecz potrafiła wyobrazić sobie, co tamta może czuć i jak dotknął ją ów widok. Nie mniej jednak ani nie był to odpowiedni czas na żale, ani Veilore nie zamierzała podzielić z nieznajomą tych samych emocji, bo dla niej wyglądało to inaczej. Była głodna i potrzebowała jedzenia. Właściwie z większości ciała coś dało się zrobić, więc bynajmniej nie żadna to śmierć bezsensowna. W naturze bez przerwy zwierzęta umierają, aby stać się pokarmem dla innych zwierząt. Żadna to różnica czy trafi do paszczy pełnej kłów, czy do ust człowieka.
Tak stawiam sprawę, niech uwierzą, że stało się tutaj coś złego. – Uśmiechnęła się lekko na tę całą próbę wywiedzenia inkwizycji w pole.
Kiedy jej towarzyszka zaczęła działać, Veilore pochyliła się po postrzelonego parzystokopytnego rogacza i podniosła się wraz z nim, biorąc go na ramię. Wokół zdążyła się już pojawić ciepła jasność ognia. Wstęp do przedstawienia trwał, acz szybko dostrzegła, że trochę wyrwał się spod kontroli i postanowił liznąć krawędź jej płaszcza.
Ale może tak trochę uważaj! – rzuciła do płomiennej wiedźmy, wrzucając krawędź tkaniny w górkę śniegu, gdzie niewielki płomień szybko zgasł. Gdyby to była inna sytuacja, mogłaby uznać ją za wroga, a to nie skończyłoby się dlań dobrze. Prawda była taka, że Veilore miała na koncie uśmiercone wiedźmy, co prawda były też uratowane przed mackami Inkwizycji, ale kiedy przebywała jeszcze w swoim ojczystym kraju i służyła w wojsku, brała udział w kampaniach przeciw tamtejszym wiedźmom agresorkom.
Uporawszy się z problemem, Vei ruszyła ku miejscu, gdzie ostatnio leżały obie w śniegu, a raczej czarnowłosa we śniegu, a blondynka na niej. Oczywiście targała ze sobą jelenia. Gdy stanęła nad rozdeptanym śniegiem, ściągnęła zwierzę z ramienia, potem zaś wyciągnęła sztylet i wbiła go w miejsce, gdzie przeszła wystrzelona podczas polowania kula. Zamierzyła sobie upuścić jeszcze trochę jego krwi. Tyle ile się da.
W topniejący śnieg, a potem podmokłą ziemię z pozostałościami śniegu wsiąkła ciemnoczerwona posoka. Najemniczka przedziurawiła skórę rogacza parę razy już w innych miejscach jego ciała i pozwoliła resztkom czerwieni ubarwić glebę tu i tam. Natomiast zakończywszy ów zabieg, schowała sztylet z powrotem do cholewki i wzięła zwierzę pod pachę. Powinno wystarczyć – pomyślała, po czym odwróciła się, bo młoda czarownica właśnie oznajmiła, że zakończyła swe dzieło. Zarówno magiczne, jak i słowne, które mimo trzaskającego ognia, Veilore słyszała.
Idealnie – rzekła, rozglądając się na boki. – Tyle wystarczy.
Kobieta chciała postąpić parę kroków, ale wpadła na jeszcze jeden pomysł. W sumie to całe wcześniejsze nadpalenie płaszcza nie było takim złym konceptem. Tylko westchnęła cicho, bo był jeden z niewielu jej okryć wierzchnich. Ale zresztą i tak już był trochę uszkodzony przez niesforny płomień. Po dłuższym zastanowieniu, złożyła ciało jelenia na ziemię i ściągnęła płaszcz, pozostając tym samym jedynie w kamizelce i koszuli. oraz zaczepionych kaburach z rewolwerami, które zwisały pod pachami.
Położyła płaszcz na ziemi, a wyciągnąwszy z jego kieszeni zapalniczkę, podpaliła materiał w paru miejscach. Zaczekała chwilę, aż nieco się wzmocnią, po czym wdeptała tkaninę w podłoże, aby ugasić płomienie. I wyszedł płaszcz po walecznych przejściach. Tylko było nieco za zimno...
Zerknęła na dziewczynę.
To teraz wskakuj mi na plecy. – Najemniczka uśmiechnęła się lekko, a zaraz potem przykucnęła, aby czarnowłosa mogła się uczepić jej ciała. – W końcu nie możemy zostawić dwóch par ludzkich śladów.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 40
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sob Kwi 09, 2016 4:06 pm

Nie, nie chciała jej spalić. Przynajmniej teraz... Przecież przypalenie płaszcza było jedynie dziecinnym psikusem na jaki zareagowała niewinnym śmiechem w chwili gdy ta zwróciła jej uwagę. Przecież nic sie nie stało prawda? Więc czemu tamta nakazywała jej uważać? Zresztą ta uwaga szybko poszła w zapomnienie gdy pierwsze słowa pochwały doszły do jej uszu i wierzcie bądź nie lecz dla Lizze były one czymś naprawdę przecudownym. Nikt przecież jej nie chwalił za palenie, a tym bardziej nie robiła tego obca dla niej osoba, a tu proszę takie szczęście! Jak nic młoda była zadowolona oraz dumna, z siebie na tyle by móc pozwolić sobie na uśmiech tak radosny co i beztroski. Jednak, to co stało się później było dla młodej mało zrozumiałe. Owszem wiedziała do czego ma doprowadzić lecz nie do końca rozumiała zachowania kobiety.  Zdawało się przecież, że chce ona zatrzeć wszelkie ślady ich bytności tutaj, a zarazem pragnie sprawić aby świat uważał iż przeszła tutaj mała wojna jaka oczywiście wyczarowała Lizze no ale po co? Przecież nie dla niej prawda?
Nie miała przecież powodu, a tym bardziej nie powinna była ryzykować. Przynajmniej tak mówiła Ast. Ona przecież wpajała młodej by nie mówiła głośno kim jest oraz co trzeba robić gdy pojawią się kłopoty, a tu proszę... Ta niereformowalna dziewczyna jaka jest dumna, z bycia czarodziejką wręcz trafia w łapy, a dokładniej na grzbiet obcej kobiety jaka na swój sposób chce ją ratować... Po co? Te dwa słowa zdawały się zawładnąć umysłem Lizze w chwili gdy pozwoliła sobie na wykonanie prośby kobiety dzięki czemu zyskała nietuzinkowego wierzchowca jakim stał się człowiek... Jednak gdzie ją zabierze? Co dalej uczyni, z wiedzą jaką nabyła oraz co najważniejsze jak dalej potoczy się ta dziwna znajomość?
Tyle pytań, a zero odpowiedzi lecz... Lizze, to nie przeszkadzało. Przecież kto by przejmował się takimi głupotami? Na pewno nie ona, a zwłaszcza teraz gdy przez jakiś czas na nowo mogła poczuć się niczym małe dziecko

ZT x2 -> ciąg dalszy SAMOTNA CHATKA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 205
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sro Maj 31, 2017 7:53 pm

Dróżka jak dróżka, wyglądała na bardzo przyjemną, gdyby nie fakt, że można spotkać na niej dosłownie każdego. Nigdy do końca nie wiadomo na kogo się trafi? Czy na przyjaciela, a może wroga? Saja skończyła wcześniejsze zlecenie. Doprowadzając pewnego starszego mężczyznę właśnie w to miejsce. Czarnowłosą nie interesowało po co on tutaj przyszedł? W sumie rzeczy niczego tutaj nie było oprócz lasu i gęstych zarośli. Czego on tutaj szuka? Pomyślała i z nudów mogła go śledzić, ale po co ma to robić? To biedny staruszek, który wyglądał na takiego, co postradał zmysły. Zresztą z rozmowy znim wynikało, że tak właśnie jest. Dziewczyna przystaneła spokojnie na rozdrożu i lekkim uśmiechem pożegnała klienta, bo szczerze mówiąc zapłacił dość sporo za ochronę i przewodnika. Obraciła się na pięcie w powrotną stronę. Szła wolnym krokiem. Zachowywała przy tym niebywałą ostrożność, bo w tym lesie można nie tylko natknąć się na wroga, ale także na różne dzikie zwierzęta. Jednak szum liści ją uspokajał. Nic innego nie było słychać. Nagle zobaczyła rzadko niespotykany kwiat, który szybko goi rany. Ten kwiat, to skarb. Weszła w głąb lasu i już miała go zerwać, kiedy zobaczyła kawałek ubrania, tuż za drzewem. Saja chwyciła za rękojeść miecza, trzymając go w pogotowiu, aby nie dać się w taki sposób podejść.
- Hej żyjesz tam? Może potrzebujesz pomocy? - zawołała twardym spokojnym głosem. Nie miała zamiaru się przybliżać. Wolała zachować ostrożność i stać z tyłu. Prawą ręką, nadal spoczywała na rękojeść miecza, skrywanego pod czarnym płaszczem. Druga natomias była spokojnie ułożona wzdłuż bioder. Oczy Saji były wpatrzone w jeden skrawek wystającego ubrania za drzewa.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Umbra
Rubin
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 01/05/2017

PisanieTemat: Re: Leśna Dróżka   Sro Lip 05, 2017 8:34 am

(Wydarzenie dzieje się między wydarzeniami u An i Adiego)
W tym momencie Umbra leżała pod drzewem w bardzo ciężkim stanie. Była poważnie ranna, kurczowo trzymała się krwawiącego lewego boku. Oprócz poważnej rany między żebrami miała kilka mniejszych cieć na całym ciele. Między innymi na obu dłoniach i jedno cięcie na prawej nodze. Jeśli chodzi o ubiór. Nie miała na sobie wyspecjalizowanej szaty której używała na polowaniach. Miała na sobie skórzane spodnie w których zazwyczaj walczyła oraz białą koszulę czerwoną od krwi. Jednak jak to się zdarzyło? Jak rubin królowej znalazł się w tej sytuacji? To miało być zwyczajne polowanie na inkwizycję. Pięciu przeciwników nie robiło na dziewczynie z fiołkowymi oczami najmniejszego wrażenia. Szybko za pomocą swojej mocy zmieniła się w cień i podbiegając do przeciwników będących obok siebie, jednemu z nich przebiła mu krtań sztyletem. Po czym ekspresowo wyciągnęła sztylet z trupa i szybkim ruchem podcięła gardło kolejnemu przeciwnikowi. W tym momencie trzech pozostałych inkwizytorów zauważyło co się właściwie stało. Szybko teleportowała się do cienia jednego z przeciwników. Szybko wyciągnęła rewolwer z pazuchy i wycelowała przeciwnikowi w głowę. W tym momencie kolejny przeciwnik padł bezwładnie na ziemię. I tutaj zdarzyła się felerna rzecz. Nie zauważyła że jeden z inwizytorów rzucił się na nią. Niestety nie zdążyła uniknąć ciosu, poczuła olbrzymi ból. Puściła w tym momencie rewolwer. W panice oddała cios sztyletem w brzuch przeciwnika. Szybko chciała się wycofać. Jednak jeden z wrogów zaatakował ją ponownie i chwycił za szatę. Szybko zrzuciła z siebie strój zabójcy, porzuciła sztylety i uciekła za pomocą zamiany w cień. Po około 5 minutach ciągłego biegu padła wycieńczona pod drzewem. Była świadoma że prawdopodobnie zginie jednak nagle usłyszała czyiś głos. Chciała odpowiedzieć, jednak nie miała siły. Była wycieńczona. Próbowała wygramolić się spod drzewa. Gdy wychodziła zza drzewa zobaczyła tylko zarys jakiejś kobiety. W tym momencie straciła przytomność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t458-umbra-regina
 
Leśna Dróżka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Martwe Jezioro-
Skocz do: