IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cyrkowy namiot (od zewnątrz)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Lut 08, 2016 6:45 pm


Oto jest on. Słynny namiot znikającego cyrku z Wishtown. Z zewnątrz nie wygląda wcale tak okazale jak mawiają ludzie, którzy mieli już przyjemność bycia na jednym ot taki, czerwono-biały najzwyklejszy. Nie zapominajmy jednak o tym, że w środku może być o wiele większy.
Nocą trudno go przeoczyć, ze względu jasne światło i hałasów, więc nie trzeba się martwić, że ktoś przegapi spektakl. Mimo iż cyrk non-stop zmienia swoje położenie, zaraz przed spektaklem znajduje się tu olbrzymia kolejka zarówno do namiotu jak i przy najróżniejszych stoiskach z jedzeniem lub nagrodami. Można tu kupić zarówno słodycze z całego świata, czekoladki, watę cukrową, lukrecję itp. Jak i spróbować swoich sił w uczciwych* grach, by wygrać wspaniałe fanty. Wszystkie budki, są tak kolorowe, że aż grzech nie wydać paru groszy choćby na najmniejszą przyjemność.
Nawet kiedy krążą pogłoski o znikaniu dzieci to trupa nie musi się martwić o jakikolwiek spadek w liczbie odwiedzających.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Lut 08, 2016 8:27 pm

Nie było jeszcze południa, gdy dziewczyna trafiła do cyrku. Sama nawet nie wie jak to zrobiła, po prostu szła przed siebie, a przed nią jakby naglę wyrósł namiot. Wciąż nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, ponieważ rzadko komu udawało się tu dotrzeć przed zachodem słońca. Była tu wcześniej tylko raz, lecz tylko w nocy kiedy było tu tak ciasno, że nie można było się przecisnąć do żadnego stoiska. Na spektaklu też nie była, bo bilety były za drogie, a nikt nie chciał jej wtedy dać pieniędzy ze względu na tłum. Teraz jednak nie poznawała tego miejsca. Było cicho jak makiem zasiał i nie było tu żywej duszy poza nią. Wszystkie stragany stały zamknięte za kratami, a wejście do namiotu jakby w ogóle nie istniało.
Shilvia pospiesznie obchodziła dokładnie każdy stragan w poszukiwaniu... Właściwie nie wiadomo czego. Sprawdzała tylko czy na prawdę jest tutaj sama. Podeszła nawet do namiotu i przystawiła ucho, ale nie było odzewu. Może to i lepiej? Szczerze wolała nie spotkać żadnego cyrkowca ze względu na plotki o porywaniu dzieci, chociaż sama nie wie czy w nie wierzy, czy nie. Zapewne byli gdzieś i przygotowywali swój spektakl na wieczór. Może sama jakoś się tam wślizgnie? Może nawet uda jej się uzbierać jakąś ładną sumkę? Przecież mogło coś komuś wypaść czyż nie?
Zabrał się wtedy ochoczo do szukania, ale szybko jej zapał został stłumiony, kiedy przypomniała sobie, że przecież cyrk się rusza. Nie poddała się jednak i wpadła na kolejny pomysł. Podbiegła do najbliższego straganu, i obeszła go dookoła. W środku było mnóstwo wypchanych miśków i zajączków. Nawet gdyby grała uczciwie to i tak by nie wygrała, więc dlaczego ma go sobie po prostu nie wziąć? Nie chciało jej się szukać kłódki, tylko od razu zanurzyła swoje zęby w kratach.
Jak tylko poczuła smak metalu zapomniała o pluszaku. Nie miała już żadnych zahamowań, tylko rozejrzała się w lewo, i w prawo i oddała się konsumpcji kraty na straganie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Wto Lut 09, 2016 10:27 am

To zdecydowanie nie była jej godzina. Nie, jeśliby wziąć pod uwagę to, że poprzedniego wieczora cyrk zgromadził jeszcze więcej ciekawskich niż zazwyczaj, występy trwały do późnej nocy, a później trupa balowała do białego rana. Pięć godzin snu to nie było to, co Astaroth lubiła najbardziej. Gdyby mogła, to leniłaby się do późnego popołudnia, ale jej pusty żołądek zaczął protestować jeszcze przed dwunastą. Chwilę kręciła się na swojej pryczy, aż wreszcie zrezygnowana postanowiła się szybko ubrać i poszukać czegoś zjadliwego w najbliższym otoczeniu. Może nawet skoczy do jakiejś knajpy, kupi sobie coś lepszego do jedzenia za ukradzione pieniądze, a później przygarnie jakąś niewinną pannę pod swoje skrzydła... Aż się uśmiechnęła na tę myśl i oblizała wargi. Brzmiało kusząco.
Wyszła ze swojego namiotu i przeciągnęła się leniwie, a później zaczęła żwawym krokiem iść przez obóz i nucić jakąś sprośną, karczmianą piosnkę, stąpając po białym puchu, który tak obficie leciał z nieba poprzedniej nocy, a teraz zaledwie delikatnie prószył. Cóż za wspaniały dzień! Śnieg pada, skrzeczą kruki, prócz tego cisza, spokój, totalny brak ludzi... A przynajmniej Astaroth tak sądziła, zanim nie usłyszała jakiegoś dziwnego, metalicznego dźwięku. Jej wrodzona ciekawość nie postanowiłaby przejść koło tego obojętnie. A nuż ktoś od samego rana ćwiczył nowe sztuczki albo, co gorsza, jakiś Inkwizytor postanowił zrobić zwiady. Dlatego od razu skierowała swoje kroki w stronę dziwnego hałasu, którego źródłem był... zjadający kraty dzieciak wyglądający niczym zjawa z tych strasznych opowieści, które opowiada się maluchom na dobranoc, przez co one nie śpią przez kolejne trzy doby.
Co się tutaj kurwa dzieje.
Przez moment stała jak wryta i analizowała prawdopodobieństwo tego, że poprzedniej nocy wypiła za dużo i jeszcze ją trzymało lub ktoś jej dosypał czegoś do picia... Ale nie, cholera. Ewidentnie widziała dziewczynę bezczelnie wpieprzającą kraty, co w ogóle jej się nie podobało, bo po pierwsze: to było dziwne, a po drugie: to była własność cyrku, co tamtej wyraźnie nie robiło różnicy. Natomiast zdawało się, że w ogóle nie dziwi jej sam fakt, że ktoś ma na tyle pary w gębie, żeby przegryźć metal. Przyzwyczaiła się do takich paranormalnych i nietypowych zachowań i z góry założyła, że biedaczka musi być czarownicą albo innym dziwnym tworem. I nie, nie dawało jej to żadnej taryfy ulgowej.
- Ej, ty! - zawołała zdenerwowana i szybko dopadła dzieciaka, którego szarpnęła do tyłu za materiał koca, żeby odciągnąć go od posiłku. - Myślisz, że takie kraty rosną na drzewach? - warknęła w jej stronę. Jasne, wyglądała na biedną, głodną i tak dalej, no ale nie przesadzajmy. Gdyby ładnie poprosiła, ktoś na pewno dałby jej jakąś metalową siatkę czy stare pręty do zjedzenia, ale wchodząc na chama na teren cyrku i zżerając część atrakcji, wręcz prosiła się o to, żeby któryś z cyrkowców zrobił jej za to piekło na ziemi. Tym razem padło na Astaroth, która zwykle była bardzo przyjazna wobec wszystkich i wszystkiego, ale widocznie dziewczynka tak mocno nacisnęła jej na odcisk tym wybrykiem, żeby spowodować u niej irytację. Tudzież gniew z połączeniem niepewności i pewnego obrzydzenia, bo nie dość, że dziewczę wyglądało średnio i pachniało podobnie, to jeszcze miało bardzo nietypowe upodobania gastronomiczne.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Wto Lut 09, 2016 8:33 pm

Podczas jedzenia swojego "posiłku" nie docierały do niej żadne bodźce z zewnątrz, jakby jadła pierwszy raz od roku. Oczywiście zanim nie została odciągnięta przez nieznajomą.
Jak za dotknięciem różdżki wróciła do świata żywych. Lodowaty deszcz przeszedł jej po plecach, ale się wkopała. Powoli odwracała, aż natrafiła na gniewny wzrok kobiety i natychmiast wypluła to co miała w buzi.. Ze względu na toczącą się ślinę z buzi i rozszerzone źrenice nie wyglądała w tym momencie zbyt uroczo, nawet jak na nią. - Przepraszam ja zwrócę!- Powiedziała w pośpiechu, rozglądając się dookoła za ucieczką, ale nie pobiegła by za daleko. Brawo Shilvia. Nie dość, że wpadłaś po same uszy w gówno to jeszcze dopiero teraz zauważyłaś, ze zaczął padać śnieg.
Jak już trochę się uspokoiła, poczęła się dokładnie przyglądać nieznajomej. Mimo nie spuszczania wzroku z kobiety, aż do tego momentu nie zauważyła, że ta posiada dość niezwykłe, srebrne oczy. Jeszcze bardziej niezwykłe siwe pasemka na włosach, choć ona nie wyglądała staro. Jej ubiór też był dość osobliwy. Pewnie była cyrkowcem! -Ja na prawdę oddam!- Lepiej już być nie mogło.
-Hej, ja Cię chyba znam.- Rzekła po chwili dziewczyna. -Pracujesz w tym cyrku prawda? Jesteś połykaczem ognia? O, mamo.-Wdziała tą kobietę na jednym z cyrkowych plakatów. Rozpoznała jej charakterystyczny kolor włosów, poza tym widziała jak prowadzi się inną panienka na mieście. Poprosiłaby o autograf na kocu mimo, że nie znała jej imienia i gdyby sytuacja była inna oczywiście. - Wiem, że obydwie znalazłyśmy się w dziwnej sytuacji i nie ukrywam, że również mi jest niezręcznie, ale serio oddam!- Powiedziała podniecona.
Dziewczyna uniosła ręce do góry i mocno się naprężyła. Po chwili na miejscu blizn zaczęły pojawiać cię ostre czubki jej prętów. Shilvia przygryzła wargę. Nie minęło jeszcze dość czasu, by mogła cokolwiek wyhodować.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Lut 10, 2016 11:51 am

Gdy zobaczyła to nieco ćpuńskie spojrzenie i ślinę spływającą z jej buzi, odruchowo zabrała rękę i odsunęła się o krok, marszcząc brwi i mierząc ją mocno niepewnym i czujnym spojrzeniem od czubka głowy po podeszwy zniszczonych butów. Wolała mieć ją na oku i unikać jakichś bliższych kontaktów, tak dla pewności. W końcu wyglądała biednie, może nawet była chora albo najadła się jakichś grzybków czy czegoś takiego. Nie żeby oceniała ludzi po samym wyglądzie i tym, że lubią wpierdzielać metal i później mówić, że go zwrócą, jednak zawsze warto zachować ostrożność. Skoro pogryzła kraty, to nie powinna mieć większego problemu z odgryzieniem ręki, a Astaroth bardzo lubiła swoje ręce!
Wyglądało jednak na to, że dziewczyna była w stanie zarówno logicznie myśleć, jak i zachowywać się całkiem normalnie. Plus dla niej, może obejdzie się bez większej ilości rękoczynów. Gdy tylko poruszyła temat pracowania w cyrku, Astaroth opuściła gardę i uśmiechnęła się szeroko. Oho, ktoś tu połechtał jej ego, a ona wręcz uwielbiała, kiedy ktoś to robił. Nawet, jeśli była to mała, biedna dziewczynka.
- Ano pracuję i tak, to ja - powiedziała i wyprostowała się dumnie. Dalej rajcowało ją to, że ludzie potrafili rozpoznać ją na ulicy. Hej, przecież to był świetny sposób na podbijanie niewieścich serc! Tym razem nie trafiła, bo w dzieciach nie gustowała, a to konkretne dziecko kompletnie ją nie kręciło, ale dobrze było wiedzieć, że jej piromańskie zabawy nie idą na marne.
Zaraz jednak na jej twarz powróciła wcześniejsza niepewność i ostrożność, gdy rozentuzjazmowana dziewczyna zaczęła odstawiać swoje cyrki.
- Nie wiem jak chcesz to... - zaczęła, wbijając czujne spojrzenie w biedaczkę, a zauważywszy metalowe, ostre czubki wystające z jej blizn, musiała zakryć dłonią usta i powstrzymać odruch wymiotny, Mogła wytrzymać żrący jej żołądek głód, widok toczącej się z ust piany, nawet znieść nieprzyjemny zapach, ale to było już trochę za dużo. - Dobra, przestań - powiedziała nieco podniesionym tonem, nie patrząc się na dziewczynę. - Coś wymyślę. Najwyżej wcisnę jakiś kit dyrektorowi, ale błagam, nie rób tak więcej - dodała szybko, żywo przy tym gestykulując, a później wsadziła obie ręce do kieszeni i westchnęła cicho. Poczuła znajdującą się pod płaszczem sakiewkę z zarobionymi za wczorajszy występ pieniędzmi i spojrzała na małą wiedźmę.
- Dlaczego właściwie chciałaś zeżreć te kraty? - spytała. Może była głodna albo potrzebowała jakiejś innej pomocy. Nie należało jej zaraz karać za to, że w akcie desperacji chwytała się takich metod. Astaroth też kradła, a będąc niewiele młodsza od tamtej dziewczyny też musiała żebrać i nieraz bardzo się upadlać, żeby dostać kawałek chleba. Sumienie nie pozwoliłoby jej wywalić tego dzieciaka na zbity pysk poza teren obozu, nie upewniwszy się, że wszystko jest we względnym porządku.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Nie Lut 14, 2016 2:31 am

Dziewczyna z schowała dłonie za siebie i odetchnęła z ulgą. Nie udałoby się jej czegokolwiek w tym momencie wyhodować, lecz co miała zrobić, spanikowała przecież. Kobieta i tak zareagowała lepiej niż poprzednia osoba, która miała okazję zobaczyć demonstrację mocy czarownicy narobiła takiego krzyku, że Shilvia musiała opuścić miejsce swojego pobytu i uciekać przez trzy dni, by nie zostać spalona na stosie. Nie zmienia to jednak faktu, że była bardzo, ale to bardzo nieostrożna i wydać na siebie wyrok śmierci, ale pokładała wielkie nadzieje w tym, że ów artystka również posiada aktywny gen i nie będzie chciała jej wydać. Co samo w sobie było głupotą i już nigdy więcej tak nie zrobi, nawet w akcie desperacji. Cieszyła się jednak, że uszło jej to jakby na sucho.
Pytanie o kraty niestety popsuło jej nastrój. Pochmurniała trochę i smutna wbiła wzrok w ziemię. To tak jakby pytać ćpuna dlaczego bierze, albo alkoholika dlaczego pije. Co miała odpowiedzieć? Że jest zwierzęciem, bez jakichkolwiek zahamowań i, że jest pierdzielonym masochistom, który uwielbia to uczucie gdy skórę przebijają jej metalowe pręty, a po wszystkim czuje tylko wstyd i zastanawia się czy to wszystko jest czegokolwiek warte? Przecież nie musi mówić prawdy. -Byłam bardzo głodna i nie mogłam się powstrzymać.- Rzekła nie patrząc cyrkówce w oczy i opatuliła się mocniej kocem, bo było jej coraz zimniej. -Nie miałam nic w ustach od dwóch dni.- Odparła i tym razem mówiła prawdę. Nie lubiła o tym rozmawiać, w ogóle nie lubiła rozmawiać o sobie.
-Dzięki za wyrozumiałość!-Zerwała się i uśmiechnęła przekornie.-Bo ja już myślałam, że mnie porwiesz i z resztą trupy cyrkowej zjecie czy coś, bo ze mnie to tylko się zupę na kościach dałoby zrobić!- Zażartowała.-Bo ja w ogóle nie wierzyłam w te plotki, ani trochę.-Mówiła, ale ugryzła się w język. Nie wiedziała na ile tamtej mogła ufać, więc postanowiła ją popytać o pare rzeczy.
-Jak to jest być cyrkowcem? Nigdy nie byłam w środku namiotu i nie widziałam żadnego występu.- Mówiła kiwając się energicznie na boki. Miała okazję się zapytać, więc dlaczego nie miałaby jej wykorzystać? Na chwilę jednak przestała się chwiać i zorientowała się, że o czymś zapomniała. - Tak w ogóle to Shilvia jestem! Podałabym rękę, ale nie chcę przedziurawić twojej, hehe.- Powiedziała. Nie umiała czytać, a jak miała się czegokolwiek dowiedzieć skoro nie znała nawet imienia tej osoby.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Lut 17, 2016 5:04 pm

Szkoda jej się tej dziewczyny zrobiło i z każdą sekundą czuła ten żal jakoś coraz bardziej. Widziała ją jako biednego dzieciaka, który ma w życiu ciężko, nie jako masochistycznego ćpuna. Cóż, może umiała przewidywać przyszłość i wróżyć, ale nie umiała czytać w myślach. Już chciała zaproponować jakąś pomoc, chociażby i dać jej zakoszone pieniądze, jednak nie było jej to dane przez wypluwany przez nią potok słów, przez który Astaroth totalnie straciła wątek.
- ... co - mruknęła tylko, wyraźnie skołowana tym, co właśnie usłyszała. - Nie porywam ani nie pożeram. A jak już porywam, to w innych celach - dodała zaraz i kiwnęła brewką, czemu towarzyszył wyjątkowo nieprzyzwoity uśmieszek. Przecież nie powie, że również brała udział w procederze porywania ludzi. Tak właściwie, robiła to niezwykle rzadko i zazwyczaj szybko oddawała swoje ofiary w odpowiednie ręce i czmychała jak najdalej. Nie kręciły ją te zabawy, brzydziło ją to i oddawała się im jedynie dlatego, że czasami musiała. Nie chciała stracić dachu nad głową i jedynego oparcia z powodu takiej błahostki.
- Astaroth. Miło poznać - odpowiedziała i ostrożnie chwyciła jej kciuk i potrząsnęła w minimalistycznej wersji uścisku dłoni, po czym zaplotła obie dłonie na karku i uśmiechnęła się szeroko. - Fajna robota. Występujesz przed całą masą ludzi i wszyscy biją ci brawo... - rozmarzyła się, wbijając wzrok gdzieś w przestrzeń, aby zaraz wrócić na ziemię. - Jak chcesz, to mogę ci załatwić wejście na dzisiaj wieczorem, żebyś zobaczyła - powiedziała. Pewnie będzie musiała zająć z pół sektora, bo wszyscy będą się bali usiąść koło niej, ale co tam. Przynajmniej się dzieciak rozerwie i chociaż tyle będzie miała od życia.
- A ten... Właśnie wybierałam się do miasta coś zjeść. Jak jesteś głodna, to możesz zabrać się ze mną - powiedziała, przestępując z nogi na nogę, kiedy sama usłyszała, jak burczy jej w brzuchu. - Chyba, że wpierdalasz tylko i wyłącznie metal, a normalne jedzenie ci szkodzi - zastanowiła się głośno. W końcu cholera wie. Może moc Shilvi uniemożliwiała jej spożywanie czegoś, co nie posiada metalicznego połysku i nie jest twarde jak... jak pręt, no.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 124
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Czw Lut 18, 2016 2:39 pm

-Aaastaroth...- Powtórzyła Shilvia. Dziewczyna bardzo się cieszyła wiadomościami jakimi obdarzyła ją Astaroth. Ba, to był pierwszy raz od dawna jak ktoś ją sam dotknął nie będąc do tego zmuszonym w żaden sposób! Cyrk coraz bardziej ją przyciągał do siebie. Czyżby to było to coś co mogła robić? Gdzieś gdzie nie byłaby dziwolągiem? Strasznie się podnieciła tym co ta cyrkówka opowiadała, a co? Zapomniała nagle o całym wstydzie i tym co przed chwilą zaszło, jak tylko usłyszała o możliwości przyjścia dziś wieczorem na spektakl. Jej oczy nagle rozbłysły.-Na prawdę mogłabym?- Prawie, aż podskoczyła z wrażenia.-Ale zajebiaszczo!-Powiedziała i już wyobraziła sobie akrobatów robiących te swoje wygibasy na linach i poskramiaczy koszmarów, i oczywiście sztuczki z ogniem Astaroth. Dawno już się z niczego tak bardzo nie cieszyła.
Jednak drugie pytanie całkowicie zbiło ją z tropu. Ostrożnie zrobiła jeden krok do tyłu i zmierzyła tamtą babkę wzrokiem. Znała ją przecież jakieś 15 minut i tamta do tego jest z cyrku, lecz Astaroth nie wyglądała na kogoś kto zrobiłby jej krzywdę, a z resztą poszłyby do miejsca gdzie byłoby dużo ludzi. Z drugiej strony cyrkówka znana była ze swoich podbojów miłosnych i niejednoznacznego zachowania, tak gadała przynajmniej ulica. Tylko kto o zdrowych zmysłach tknąłby zielono-skórą, śmierdzącą dziewczynę? Miała teraz zagwozdkę... Sama przecież była bardzo głodna i odmówienie takiej okazji to czyste szaleństwo.
-Jasne, że pójdę! Zeżarłabym konia z kopytami! - Odpowiedziała. Przypomniała sobie, że przecież ma wyhodowane kolce na dłoniach i mogłaby w każdej chwili dźgnąć tamtą i uciec, gdyby tamta zaczęła się podejrzanie zachowywać.-I metal wpierdzielam tylko w ostateczności!- Odrzekła. Jak na razie podobało się jej towarzystwo połykacza ognia, więc postanowiła zaryzykować.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sob Lut 20, 2016 8:27 pm

Kiwnęła głową i uśmiechnęła się szerzej, widząc ten entuzjazm malujący się na zielonkawej i niezbyt urodziwej twarzy dziewczyny. Astaroth przez całe życie zadawała się z dziwakami i wyrzutkami społecznymi, do których mało kto chciał się zbliżać, więc nic dziwnego, że i tym razem nie miała z tym większych problemów. Jej dziecięca ciekawość i otwartość po prostu nie pozwoliłaby jej przejść obok obojętnie. No, już pomijając fakt, że nie mogłaby tego zrobić i zignorować tego, że Shilvia zrobiła sobie obiad z cyrkowej atrakcji, prosząc się o atencję starszej dziewczyny. Nie miałaby też nic przeciwko zaciągnięcia młodej czarownicy do cyrku, gdyby nie fakt, że jedzenie metalu i wydalanie go przez skórę jest nie tyle mało widowiskowe, co powodujące mdłości.
Spojrzała na Shilvię z zaciekawieniem, kiedy ta odsunęła się i zaczęła się jej tak dokładnie przyglądać. Astaroth ani przez chwilę by nie przeszło przez myśl, że jej zachowanie może być jakieś podejrzane lub mieć drugie dno. Może ciężko w to uwierzyć, ale tym razem jej intencje były bardzo szczere i nie miała żadnego asa w rękawie. Ot, pomóc dziewczynie, która wyglądała kiepsko. Wiedźmy muszą sobie pomagać w tych trudnych czasach.
- Tym bardziej muszę zabrać cię na coś do żarcia - powiedziała, wyraźnie zadowolona z siebie. Wow, Astaroth, jakaś ty dobroduszna i miła, naprawdę. Zdarzało jej się to! Nie była tylko i wyłącznie głupkowatym podrywaczem, który wykorzysta każdą okazję, żeby wyciąć jakiś głupi numer lub zmacać przechodzącą pannę po tyłku. A propos tego... - I nie bój się tak. Nie zjem cię, a rączki mam tutaj - dodała zaraz, unosząc dłonie na wysokość twarzy, pomachała paluszkami, a później wsadziła łapy do kieszeni płaszcza. Póki co nie widziała potrzeby, aby trzymać je na wierzchu. Nie wyglądało na to, żeby miała robić z nimi cokolwiek nieprzyzwoitego, a nie chciała też zmarznąć, bo na mieście to tak średnio rozsądnie bawić się magią, żeby tylko się ogrzać. Później zapraszająco skinęła głową w stronę wyjścia z cyrku, uśmiechając się przy tym wyjątkowo uprzejmie i ruszyła w stronę miasta upewniając się, że Shilvia idzie za nią.
/ zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Blanche
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 17/04/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Czw Maj 12, 2016 10:36 am

Nie mogła opanować drżenia rąk, a była to jedyna rzecz odzwierciedlająca wszystko, co właśnie miało miejsce we wnętrzu kobiety. Bała się, najzwyczajniej w świecie – wszak, nawet jeśli obdarzona magicznym genem, wciąż pozostawała tylko człowiekiem i tym razem nie starała się tego ukryć. Chyba zwyczajnie potrzebowała pozwolić, by lęki opanowały jej ciało, znów o sobie przypomniały poprzez malujące się przed szafirowymi oczami, obrazy wydarzeń z feralnego dnia, a wszystko po to, żeby się pogodzić oraz wrócić do normalnego funkcjonowania. Wieczne unikanie Cyrku na dłuższą metę nie było rozsądnym rozwiązaniem, przecież uwielbiała występy przed publicznością, związany z tym zachwyt jej osobą, no i przede wszystkim… Znów pragnęła ujrzeć wśród widowni tę jedną, jedyną, dla której warto było się starać, a która, na całe szczęście, ataku Koszmaru nie widziała.
Nie wszystkie rany na jej ciele były już zagojone, choć na opiekę medyczną nie mogła narzekać. Ach, tylko by spróbowała… Niemniej wszystkie skutecznie ukrywała pod zakrywającą większość jej bladej skóry, suknią. Jedynie odsłonięty dekolt pozostawał w okropnym sinozielonym kolorze, czego nie dało się dokładnie zapudrować. Cóż, na swoją zgubę nie pomyślała o żadnej apaszce, za to szyję ozdobiła kolią tym bardziej przykuwającą uwagę. Jak zawsze starała się wyglądać lepiej, niż rzeczywiście się czuła. Dłuższe siedzenie w zamknięciu przyprawiłoby ją o chorobę, musiała w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza, a okazja wydała się ku temu idealna – miała możliwość osobiście spotkać się z hafciarką, z której pracami miała już styczność poprzez pośredników. Tym razem zlecenie nie miało być realizowane od zera, Blanche miała gotową suknię, lecz jej surowy, gładki materiał wcale jej nie urzekał, wręcz od siebie odstraszał. Brakowało mu życia, brakowało czegoś absolutnie w jej stylu. Tak, brakowało koronek, a biały, falowany tiul sukni wręcz się o to prosił.
Nie bez powodu na miejsce spotkania wybrała okolice Cyrku. Mogła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, bo i przy okazji skonsultować zresztą trupy swój ewentualny powrót i dać znak życia. Czy ktokolwiek się w ogóle o nią martwił? Nikt nie poszedł za tratowaną przez tłumy drobną kobietą, sprawdzić czy żyje. Rodzina, solidarność… Tak.
Z mieszanym nastrojem wyszła przed namiot, wzrokiem szukając gościa. Właściwie nie wiedziała, kogo wypatrywać, z której strony przybędzie i czy jednak się nie rozmyśliła. Podczas oczekiwania gładziła swoje rękawy, po złości układające się w przeciwną, niż przewidywała stronę. Zsunęła z głowy kaptur, lecz kruczoczarne włosy, będące jeszcze niedawno powodem jej chluby, teraz straciły dawny blask, miejscami były krótsze niż reszta, co nerwowymi ruchami starała się schować. Przeklęte! Nieznośne! Narzuciła kaptur z powrotem, pozostawiając widoczną twarz i część włosów będących długą grzywką. Uspokój się, Blanche. Nie panikuj, przecież będzie dobrze. Jesteś dumną czarownicą, pamiętaj! Odetchnęła głośno, gdzież się podziewała ta hafciarka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Cze 21, 2017 9:16 pm

Zbliżała się północ, choć zaledwie parę godzin temu wciąż było jasno. Najkrótsza noc w roku.

Niektórzy wykorzystali to, by móc dłużej popracować, inni, by spędzić więcej czasu na zewnątrz, a znalazły się też osoby, które całkowicie zignorowały niezwykłość tego wydarzenia. Vivian przez cały dzień usilnie starała zachowywać jak ten ostatni typ, chociaż w rzeczywistości kipiała entuzjazmem i niecierpliwie odliczała godziny dzielące ją od północy. Właśnie wtedy zaczynał się sabat. Nieduży w porównaniu z Beltane, a jednak wciąż istotny. W końcu rozpoczynało się lato.

Gdy nadeszła odpowiednia chwila, wymknęła się ukradkiem ze swojej przyczepy i, trzymając się półmroku, ruszyła w kierunku lasu. Nie miała ochoty tłumaczyć nikomu celu swojej nocnej wędrówki, toteż zmniejszyła jak się tylko dało płomień trzymanej przez siebie lampy. Nie potrzebowała świadków, a do tej pory zawsze udawało jej się wymknąć niezauważoną. Tak przynajmniej sądziła. Gdyby było inaczej, ktoś, kto ujrzałby w środku nocy postać w białej, sięgającej ziemi sukni, mógłby się nieźle wystraszyć, nim skojarzyłby ją z niepozorną treserką bestii. O ile w ogóle poznałby Vivian z oddali. Rzadko kiedy prezentowała się tak jak teraz: w zwiewnym odzieniu, z niedbale i luźno zaplecionym warkoczem oraz z wiankiem świeżych ziół i kwiatów na głowie.

Była już prawie przy drzewach, gdy zatrzymała się nagle i schyliła się. Pośpiesznie zerwała obficie ukwieconą łodyżkę rumianku, która przykuła jej uwagę. Właśnie tą rośliną chciała wyrazić swoje pragnienie, gdy zapłonie już ognisko.


___________________
"It starts with pain
Followed by hate
No, I don't believe men are born to be killers
I don't believe that the world can't be saved

How did you get there and when did it start?
An innocent child with a thorn in his heart"

12 Stones - World So Cold

Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
 
Cyrkowy namiot (od zewnątrz)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Namiot cyrkowy
» Bank Gringotta
» Pole biwakowe
» Namiot nauczycielski - Chantal Lacroix
» Namiot biesiadny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cyrk-
Skocz do: