IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cyrkowy namiot (od zewnątrz)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Lut 08, 2016 6:45 pm


Oto jest on. Słynny namiot znikającego cyrku z Wishtown. Z zewnątrz nie wygląda wcale tak okazale jak mawiają ludzie, którzy mieli już przyjemność bycia na jednym ot taki, czerwono-biały najzwyklejszy. Nie zapominajmy jednak o tym, że w środku może być o wiele większy.
Nocą trudno go przeoczyć, ze względu jasne światło i hałasów, więc nie trzeba się martwić, że ktoś przegapi spektakl. Mimo iż cyrk non-stop zmienia swoje położenie, zaraz przed spektaklem znajduje się tu olbrzymia kolejka zarówno do namiotu jak i przy najróżniejszych stoiskach z jedzeniem lub nagrodami. Można tu kupić zarówno słodycze z całego świata, czekoladki, watę cukrową, lukrecję itp. Jak i spróbować swoich sił w uczciwych* grach, by wygrać wspaniałe fanty. Wszystkie budki, są tak kolorowe, że aż grzech nie wydać paru groszy choćby na najmniejszą przyjemność.
Nawet kiedy krążą pogłoski o znikaniu dzieci to trupa nie musi się martwić o jakikolwiek spadek w liczbie odwiedzających.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Lut 08, 2016 8:27 pm

Nie było jeszcze południa, gdy dziewczyna trafiła do cyrku. Sama nawet nie wie jak to zrobiła, po prostu szła przed siebie, a przed nią jakby naglę wyrósł namiot. Wciąż nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, ponieważ rzadko komu udawało się tu dotrzeć przed zachodem słońca. Była tu wcześniej tylko raz, lecz tylko w nocy kiedy było tu tak ciasno, że nie można było się przecisnąć do żadnego stoiska. Na spektaklu też nie była, bo bilety były za drogie, a nikt nie chciał jej wtedy dać pieniędzy ze względu na tłum. Teraz jednak nie poznawała tego miejsca. Było cicho jak makiem zasiał i nie było tu żywej duszy poza nią. Wszystkie stragany stały zamknięte za kratami, a wejście do namiotu jakby w ogóle nie istniało.
Shilvia pospiesznie obchodziła dokładnie każdy stragan w poszukiwaniu... Właściwie nie wiadomo czego. Sprawdzała tylko czy na prawdę jest tutaj sama. Podeszła nawet do namiotu i przystawiła ucho, ale nie było odzewu. Może to i lepiej? Szczerze wolała nie spotkać żadnego cyrkowca ze względu na plotki o porywaniu dzieci, chociaż sama nie wie czy w nie wierzy, czy nie. Zapewne byli gdzieś i przygotowywali swój spektakl na wieczór. Może sama jakoś się tam wślizgnie? Może nawet uda jej się uzbierać jakąś ładną sumkę? Przecież mogło coś komuś wypaść czyż nie?
Zabrał się wtedy ochoczo do szukania, ale szybko jej zapał został stłumiony, kiedy przypomniała sobie, że przecież cyrk się rusza. Nie poddała się jednak i wpadła na kolejny pomysł. Podbiegła do najbliższego straganu, i obeszła go dookoła. W środku było mnóstwo wypchanych miśków i zajączków. Nawet gdyby grała uczciwie to i tak by nie wygrała, więc dlaczego ma go sobie po prostu nie wziąć? Nie chciało jej się szukać kłódki, tylko od razu zanurzyła swoje zęby w kratach.
Jak tylko poczuła smak metalu zapomniała o pluszaku. Nie miała już żadnych zahamowań, tylko rozejrzała się w lewo, i w prawo i oddała się konsumpcji kraty na straganie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Wto Lut 09, 2016 10:27 am

To zdecydowanie nie była jej godzina. Nie, jeśliby wziąć pod uwagę to, że poprzedniego wieczora cyrk zgromadził jeszcze więcej ciekawskich niż zazwyczaj, występy trwały do późnej nocy, a później trupa balowała do białego rana. Pięć godzin snu to nie było to, co Astaroth lubiła najbardziej. Gdyby mogła, to leniłaby się do późnego popołudnia, ale jej pusty żołądek zaczął protestować jeszcze przed dwunastą. Chwilę kręciła się na swojej pryczy, aż wreszcie zrezygnowana postanowiła się szybko ubrać i poszukać czegoś zjadliwego w najbliższym otoczeniu. Może nawet skoczy do jakiejś knajpy, kupi sobie coś lepszego do jedzenia za ukradzione pieniądze, a później przygarnie jakąś niewinną pannę pod swoje skrzydła... Aż się uśmiechnęła na tę myśl i oblizała wargi. Brzmiało kusząco.
Wyszła ze swojego namiotu i przeciągnęła się leniwie, a później zaczęła żwawym krokiem iść przez obóz i nucić jakąś sprośną, karczmianą piosnkę, stąpając po białym puchu, który tak obficie leciał z nieba poprzedniej nocy, a teraz zaledwie delikatnie prószył. Cóż za wspaniały dzień! Śnieg pada, skrzeczą kruki, prócz tego cisza, spokój, totalny brak ludzi... A przynajmniej Astaroth tak sądziła, zanim nie usłyszała jakiegoś dziwnego, metalicznego dźwięku. Jej wrodzona ciekawość nie postanowiłaby przejść koło tego obojętnie. A nuż ktoś od samego rana ćwiczył nowe sztuczki albo, co gorsza, jakiś Inkwizytor postanowił zrobić zwiady. Dlatego od razu skierowała swoje kroki w stronę dziwnego hałasu, którego źródłem był... zjadający kraty dzieciak wyglądający niczym zjawa z tych strasznych opowieści, które opowiada się maluchom na dobranoc, przez co one nie śpią przez kolejne trzy doby.
Co się tutaj kurwa dzieje.
Przez moment stała jak wryta i analizowała prawdopodobieństwo tego, że poprzedniej nocy wypiła za dużo i jeszcze ją trzymało lub ktoś jej dosypał czegoś do picia... Ale nie, cholera. Ewidentnie widziała dziewczynę bezczelnie wpieprzającą kraty, co w ogóle jej się nie podobało, bo po pierwsze: to było dziwne, a po drugie: to była własność cyrku, co tamtej wyraźnie nie robiło różnicy. Natomiast zdawało się, że w ogóle nie dziwi jej sam fakt, że ktoś ma na tyle pary w gębie, żeby przegryźć metal. Przyzwyczaiła się do takich paranormalnych i nietypowych zachowań i z góry założyła, że biedaczka musi być czarownicą albo innym dziwnym tworem. I nie, nie dawało jej to żadnej taryfy ulgowej.
- Ej, ty! - zawołała zdenerwowana i szybko dopadła dzieciaka, którego szarpnęła do tyłu za materiał koca, żeby odciągnąć go od posiłku. - Myślisz, że takie kraty rosną na drzewach? - warknęła w jej stronę. Jasne, wyglądała na biedną, głodną i tak dalej, no ale nie przesadzajmy. Gdyby ładnie poprosiła, ktoś na pewno dałby jej jakąś metalową siatkę czy stare pręty do zjedzenia, ale wchodząc na chama na teren cyrku i zżerając część atrakcji, wręcz prosiła się o to, żeby któryś z cyrkowców zrobił jej za to piekło na ziemi. Tym razem padło na Astaroth, która zwykle była bardzo przyjazna wobec wszystkich i wszystkiego, ale widocznie dziewczynka tak mocno nacisnęła jej na odcisk tym wybrykiem, żeby spowodować u niej irytację. Tudzież gniew z połączeniem niepewności i pewnego obrzydzenia, bo nie dość, że dziewczę wyglądało średnio i pachniało podobnie, to jeszcze miało bardzo nietypowe upodobania gastronomiczne.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Wto Lut 09, 2016 8:33 pm

Podczas jedzenia swojego "posiłku" nie docierały do niej żadne bodźce z zewnątrz, jakby jadła pierwszy raz od roku. Oczywiście zanim nie została odciągnięta przez nieznajomą.
Jak za dotknięciem różdżki wróciła do świata żywych. Lodowaty deszcz przeszedł jej po plecach, ale się wkopała. Powoli odwracała, aż natrafiła na gniewny wzrok kobiety i natychmiast wypluła to co miała w buzi.. Ze względu na toczącą się ślinę z buzi i rozszerzone źrenice nie wyglądała w tym momencie zbyt uroczo, nawet jak na nią. - Przepraszam ja zwrócę!- Powiedziała w pośpiechu, rozglądając się dookoła za ucieczką, ale nie pobiegła by za daleko. Brawo Shilvia. Nie dość, że wpadłaś po same uszy w gówno to jeszcze dopiero teraz zauważyłaś, ze zaczął padać śnieg.
Jak już trochę się uspokoiła, poczęła się dokładnie przyglądać nieznajomej. Mimo nie spuszczania wzroku z kobiety, aż do tego momentu nie zauważyła, że ta posiada dość niezwykłe, srebrne oczy. Jeszcze bardziej niezwykłe siwe pasemka na włosach, choć ona nie wyglądała staro. Jej ubiór też był dość osobliwy. Pewnie była cyrkowcem! -Ja na prawdę oddam!- Lepiej już być nie mogło.
-Hej, ja Cię chyba znam.- Rzekła po chwili dziewczyna. -Pracujesz w tym cyrku prawda? Jesteś połykaczem ognia? O, mamo.-Wdziała tą kobietę na jednym z cyrkowych plakatów. Rozpoznała jej charakterystyczny kolor włosów, poza tym widziała jak prowadzi się inną panienka na mieście. Poprosiłaby o autograf na kocu mimo, że nie znała jej imienia i gdyby sytuacja była inna oczywiście. - Wiem, że obydwie znalazłyśmy się w dziwnej sytuacji i nie ukrywam, że również mi jest niezręcznie, ale serio oddam!- Powiedziała podniecona.
Dziewczyna uniosła ręce do góry i mocno się naprężyła. Po chwili na miejscu blizn zaczęły pojawiać cię ostre czubki jej prętów. Shilvia przygryzła wargę. Nie minęło jeszcze dość czasu, by mogła cokolwiek wyhodować.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Lut 10, 2016 11:51 am

Gdy zobaczyła to nieco ćpuńskie spojrzenie i ślinę spływającą z jej buzi, odruchowo zabrała rękę i odsunęła się o krok, marszcząc brwi i mierząc ją mocno niepewnym i czujnym spojrzeniem od czubka głowy po podeszwy zniszczonych butów. Wolała mieć ją na oku i unikać jakichś bliższych kontaktów, tak dla pewności. W końcu wyglądała biednie, może nawet była chora albo najadła się jakichś grzybków czy czegoś takiego. Nie żeby oceniała ludzi po samym wyglądzie i tym, że lubią wpierdzielać metal i później mówić, że go zwrócą, jednak zawsze warto zachować ostrożność. Skoro pogryzła kraty, to nie powinna mieć większego problemu z odgryzieniem ręki, a Astaroth bardzo lubiła swoje ręce!
Wyglądało jednak na to, że dziewczyna była w stanie zarówno logicznie myśleć, jak i zachowywać się całkiem normalnie. Plus dla niej, może obejdzie się bez większej ilości rękoczynów. Gdy tylko poruszyła temat pracowania w cyrku, Astaroth opuściła gardę i uśmiechnęła się szeroko. Oho, ktoś tu połechtał jej ego, a ona wręcz uwielbiała, kiedy ktoś to robił. Nawet, jeśli była to mała, biedna dziewczynka.
- Ano pracuję i tak, to ja - powiedziała i wyprostowała się dumnie. Dalej rajcowało ją to, że ludzie potrafili rozpoznać ją na ulicy. Hej, przecież to był świetny sposób na podbijanie niewieścich serc! Tym razem nie trafiła, bo w dzieciach nie gustowała, a to konkretne dziecko kompletnie ją nie kręciło, ale dobrze było wiedzieć, że jej piromańskie zabawy nie idą na marne.
Zaraz jednak na jej twarz powróciła wcześniejsza niepewność i ostrożność, gdy rozentuzjazmowana dziewczyna zaczęła odstawiać swoje cyrki.
- Nie wiem jak chcesz to... - zaczęła, wbijając czujne spojrzenie w biedaczkę, a zauważywszy metalowe, ostre czubki wystające z jej blizn, musiała zakryć dłonią usta i powstrzymać odruch wymiotny, Mogła wytrzymać żrący jej żołądek głód, widok toczącej się z ust piany, nawet znieść nieprzyjemny zapach, ale to było już trochę za dużo. - Dobra, przestań - powiedziała nieco podniesionym tonem, nie patrząc się na dziewczynę. - Coś wymyślę. Najwyżej wcisnę jakiś kit dyrektorowi, ale błagam, nie rób tak więcej - dodała szybko, żywo przy tym gestykulując, a później wsadziła obie ręce do kieszeni i westchnęła cicho. Poczuła znajdującą się pod płaszczem sakiewkę z zarobionymi za wczorajszy występ pieniędzmi i spojrzała na małą wiedźmę.
- Dlaczego właściwie chciałaś zeżreć te kraty? - spytała. Może była głodna albo potrzebowała jakiejś innej pomocy. Nie należało jej zaraz karać za to, że w akcie desperacji chwytała się takich metod. Astaroth też kradła, a będąc niewiele młodsza od tamtej dziewczyny też musiała żebrać i nieraz bardzo się upadlać, żeby dostać kawałek chleba. Sumienie nie pozwoliłoby jej wywalić tego dzieciaka na zbity pysk poza teren obozu, nie upewniwszy się, że wszystko jest we względnym porządku.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Nie Lut 14, 2016 2:31 am

Dziewczyna z schowała dłonie za siebie i odetchnęła z ulgą. Nie udałoby się jej czegokolwiek w tym momencie wyhodować, lecz co miała zrobić, spanikowała przecież. Kobieta i tak zareagowała lepiej niż poprzednia osoba, która miała okazję zobaczyć demonstrację mocy czarownicy narobiła takiego krzyku, że Shilvia musiała opuścić miejsce swojego pobytu i uciekać przez trzy dni, by nie zostać spalona na stosie. Nie zmienia to jednak faktu, że była bardzo, ale to bardzo nieostrożna i wydać na siebie wyrok śmierci, ale pokładała wielkie nadzieje w tym, że ów artystka również posiada aktywny gen i nie będzie chciała jej wydać. Co samo w sobie było głupotą i już nigdy więcej tak nie zrobi, nawet w akcie desperacji. Cieszyła się jednak, że uszło jej to jakby na sucho.
Pytanie o kraty niestety popsuło jej nastrój. Pochmurniała trochę i smutna wbiła wzrok w ziemię. To tak jakby pytać ćpuna dlaczego bierze, albo alkoholika dlaczego pije. Co miała odpowiedzieć? Że jest zwierzęciem, bez jakichkolwiek zahamowań i, że jest pierdzielonym masochistom, który uwielbia to uczucie gdy skórę przebijają jej metalowe pręty, a po wszystkim czuje tylko wstyd i zastanawia się czy to wszystko jest czegokolwiek warte? Przecież nie musi mówić prawdy. -Byłam bardzo głodna i nie mogłam się powstrzymać.- Rzekła nie patrząc cyrkówce w oczy i opatuliła się mocniej kocem, bo było jej coraz zimniej. -Nie miałam nic w ustach od dwóch dni.- Odparła i tym razem mówiła prawdę. Nie lubiła o tym rozmawiać, w ogóle nie lubiła rozmawiać o sobie.
-Dzięki za wyrozumiałość!-Zerwała się i uśmiechnęła przekornie.-Bo ja już myślałam, że mnie porwiesz i z resztą trupy cyrkowej zjecie czy coś, bo ze mnie to tylko się zupę na kościach dałoby zrobić!- Zażartowała.-Bo ja w ogóle nie wierzyłam w te plotki, ani trochę.-Mówiła, ale ugryzła się w język. Nie wiedziała na ile tamtej mogła ufać, więc postanowiła ją popytać o pare rzeczy.
-Jak to jest być cyrkowcem? Nigdy nie byłam w środku namiotu i nie widziałam żadnego występu.- Mówiła kiwając się energicznie na boki. Miała okazję się zapytać, więc dlaczego nie miałaby jej wykorzystać? Na chwilę jednak przestała się chwiać i zorientowała się, że o czymś zapomniała. - Tak w ogóle to Shilvia jestem! Podałabym rękę, ale nie chcę przedziurawić twojej, hehe.- Powiedziała. Nie umiała czytać, a jak miała się czegokolwiek dowiedzieć skoro nie znała nawet imienia tej osoby.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Lut 17, 2016 5:04 pm

Szkoda jej się tej dziewczyny zrobiło i z każdą sekundą czuła ten żal jakoś coraz bardziej. Widziała ją jako biednego dzieciaka, który ma w życiu ciężko, nie jako masochistycznego ćpuna. Cóż, może umiała przewidywać przyszłość i wróżyć, ale nie umiała czytać w myślach. Już chciała zaproponować jakąś pomoc, chociażby i dać jej zakoszone pieniądze, jednak nie było jej to dane przez wypluwany przez nią potok słów, przez który Astaroth totalnie straciła wątek.
- ... co - mruknęła tylko, wyraźnie skołowana tym, co właśnie usłyszała. - Nie porywam ani nie pożeram. A jak już porywam, to w innych celach - dodała zaraz i kiwnęła brewką, czemu towarzyszył wyjątkowo nieprzyzwoity uśmieszek. Przecież nie powie, że również brała udział w procederze porywania ludzi. Tak właściwie, robiła to niezwykle rzadko i zazwyczaj szybko oddawała swoje ofiary w odpowiednie ręce i czmychała jak najdalej. Nie kręciły ją te zabawy, brzydziło ją to i oddawała się im jedynie dlatego, że czasami musiała. Nie chciała stracić dachu nad głową i jedynego oparcia z powodu takiej błahostki.
- Astaroth. Miło poznać - odpowiedziała i ostrożnie chwyciła jej kciuk i potrząsnęła w minimalistycznej wersji uścisku dłoni, po czym zaplotła obie dłonie na karku i uśmiechnęła się szeroko. - Fajna robota. Występujesz przed całą masą ludzi i wszyscy biją ci brawo... - rozmarzyła się, wbijając wzrok gdzieś w przestrzeń, aby zaraz wrócić na ziemię. - Jak chcesz, to mogę ci załatwić wejście na dzisiaj wieczorem, żebyś zobaczyła - powiedziała. Pewnie będzie musiała zająć z pół sektora, bo wszyscy będą się bali usiąść koło niej, ale co tam. Przynajmniej się dzieciak rozerwie i chociaż tyle będzie miała od życia.
- A ten... Właśnie wybierałam się do miasta coś zjeść. Jak jesteś głodna, to możesz zabrać się ze mną - powiedziała, przestępując z nogi na nogę, kiedy sama usłyszała, jak burczy jej w brzuchu. - Chyba, że wpierdalasz tylko i wyłącznie metal, a normalne jedzenie ci szkodzi - zastanowiła się głośno. W końcu cholera wie. Może moc Shilvi uniemożliwiała jej spożywanie czegoś, co nie posiada metalicznego połysku i nie jest twarde jak... jak pręt, no.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Czw Lut 18, 2016 2:39 pm

-Aaastaroth...- Powtórzyła Shilvia. Dziewczyna bardzo się cieszyła wiadomościami jakimi obdarzyła ją Astaroth. Ba, to był pierwszy raz od dawna jak ktoś ją sam dotknął nie będąc do tego zmuszonym w żaden sposób! Cyrk coraz bardziej ją przyciągał do siebie. Czyżby to było to coś co mogła robić? Gdzieś gdzie nie byłaby dziwolągiem? Strasznie się podnieciła tym co ta cyrkówka opowiadała, a co? Zapomniała nagle o całym wstydzie i tym co przed chwilą zaszło, jak tylko usłyszała o możliwości przyjścia dziś wieczorem na spektakl. Jej oczy nagle rozbłysły.-Na prawdę mogłabym?- Prawie, aż podskoczyła z wrażenia.-Ale zajebiaszczo!-Powiedziała i już wyobraziła sobie akrobatów robiących te swoje wygibasy na linach i poskramiaczy koszmarów, i oczywiście sztuczki z ogniem Astaroth. Dawno już się z niczego tak bardzo nie cieszyła.
Jednak drugie pytanie całkowicie zbiło ją z tropu. Ostrożnie zrobiła jeden krok do tyłu i zmierzyła tamtą babkę wzrokiem. Znała ją przecież jakieś 15 minut i tamta do tego jest z cyrku, lecz Astaroth nie wyglądała na kogoś kto zrobiłby jej krzywdę, a z resztą poszłyby do miejsca gdzie byłoby dużo ludzi. Z drugiej strony cyrkówka znana była ze swoich podbojów miłosnych i niejednoznacznego zachowania, tak gadała przynajmniej ulica. Tylko kto o zdrowych zmysłach tknąłby zielono-skórą, śmierdzącą dziewczynę? Miała teraz zagwozdkę... Sama przecież była bardzo głodna i odmówienie takiej okazji to czyste szaleństwo.
-Jasne, że pójdę! Zeżarłabym konia z kopytami! - Odpowiedziała. Przypomniała sobie, że przecież ma wyhodowane kolce na dłoniach i mogłaby w każdej chwili dźgnąć tamtą i uciec, gdyby tamta zaczęła się podejrzanie zachowywać.-I metal wpierdzielam tylko w ostateczności!- Odrzekła. Jak na razie podobało się jej towarzystwo połykacza ognia, więc postanowiła zaryzykować.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sob Lut 20, 2016 8:27 pm

Kiwnęła głową i uśmiechnęła się szerzej, widząc ten entuzjazm malujący się na zielonkawej i niezbyt urodziwej twarzy dziewczyny. Astaroth przez całe życie zadawała się z dziwakami i wyrzutkami społecznymi, do których mało kto chciał się zbliżać, więc nic dziwnego, że i tym razem nie miała z tym większych problemów. Jej dziecięca ciekawość i otwartość po prostu nie pozwoliłaby jej przejść obok obojętnie. No, już pomijając fakt, że nie mogłaby tego zrobić i zignorować tego, że Shilvia zrobiła sobie obiad z cyrkowej atrakcji, prosząc się o atencję starszej dziewczyny. Nie miałaby też nic przeciwko zaciągnięcia młodej czarownicy do cyrku, gdyby nie fakt, że jedzenie metalu i wydalanie go przez skórę jest nie tyle mało widowiskowe, co powodujące mdłości.
Spojrzała na Shilvię z zaciekawieniem, kiedy ta odsunęła się i zaczęła się jej tak dokładnie przyglądać. Astaroth ani przez chwilę by nie przeszło przez myśl, że jej zachowanie może być jakieś podejrzane lub mieć drugie dno. Może ciężko w to uwierzyć, ale tym razem jej intencje były bardzo szczere i nie miała żadnego asa w rękawie. Ot, pomóc dziewczynie, która wyglądała kiepsko. Wiedźmy muszą sobie pomagać w tych trudnych czasach.
- Tym bardziej muszę zabrać cię na coś do żarcia - powiedziała, wyraźnie zadowolona z siebie. Wow, Astaroth, jakaś ty dobroduszna i miła, naprawdę. Zdarzało jej się to! Nie była tylko i wyłącznie głupkowatym podrywaczem, który wykorzysta każdą okazję, żeby wyciąć jakiś głupi numer lub zmacać przechodzącą pannę po tyłku. A propos tego... - I nie bój się tak. Nie zjem cię, a rączki mam tutaj - dodała zaraz, unosząc dłonie na wysokość twarzy, pomachała paluszkami, a później wsadziła łapy do kieszeni płaszcza. Póki co nie widziała potrzeby, aby trzymać je na wierzchu. Nie wyglądało na to, żeby miała robić z nimi cokolwiek nieprzyzwoitego, a nie chciała też zmarznąć, bo na mieście to tak średnio rozsądnie bawić się magią, żeby tylko się ogrzać. Później zapraszająco skinęła głową w stronę wyjścia z cyrku, uśmiechając się przy tym wyjątkowo uprzejmie i ruszyła w stronę miasta upewniając się, że Shilvia idzie za nią.
/ zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Blanche
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 17/04/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Czw Maj 12, 2016 10:36 am

Nie mogła opanować drżenia rąk, a była to jedyna rzecz odzwierciedlająca wszystko, co właśnie miało miejsce we wnętrzu kobiety. Bała się, najzwyczajniej w świecie – wszak, nawet jeśli obdarzona magicznym genem, wciąż pozostawała tylko człowiekiem i tym razem nie starała się tego ukryć. Chyba zwyczajnie potrzebowała pozwolić, by lęki opanowały jej ciało, znów o sobie przypomniały poprzez malujące się przed szafirowymi oczami, obrazy wydarzeń z feralnego dnia, a wszystko po to, żeby się pogodzić oraz wrócić do normalnego funkcjonowania. Wieczne unikanie Cyrku na dłuższą metę nie było rozsądnym rozwiązaniem, przecież uwielbiała występy przed publicznością, związany z tym zachwyt jej osobą, no i przede wszystkim… Znów pragnęła ujrzeć wśród widowni tę jedną, jedyną, dla której warto było się starać, a która, na całe szczęście, ataku Koszmaru nie widziała.
Nie wszystkie rany na jej ciele były już zagojone, choć na opiekę medyczną nie mogła narzekać. Ach, tylko by spróbowała… Niemniej wszystkie skutecznie ukrywała pod zakrywającą większość jej bladej skóry, suknią. Jedynie odsłonięty dekolt pozostawał w okropnym sinozielonym kolorze, czego nie dało się dokładnie zapudrować. Cóż, na swoją zgubę nie pomyślała o żadnej apaszce, za to szyję ozdobiła kolią tym bardziej przykuwającą uwagę. Jak zawsze starała się wyglądać lepiej, niż rzeczywiście się czuła. Dłuższe siedzenie w zamknięciu przyprawiłoby ją o chorobę, musiała w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza, a okazja wydała się ku temu idealna – miała możliwość osobiście spotkać się z hafciarką, z której pracami miała już styczność poprzez pośredników. Tym razem zlecenie nie miało być realizowane od zera, Blanche miała gotową suknię, lecz jej surowy, gładki materiał wcale jej nie urzekał, wręcz od siebie odstraszał. Brakowało mu życia, brakowało czegoś absolutnie w jej stylu. Tak, brakowało koronek, a biały, falowany tiul sukni wręcz się o to prosił.
Nie bez powodu na miejsce spotkania wybrała okolice Cyrku. Mogła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, bo i przy okazji skonsultować zresztą trupy swój ewentualny powrót i dać znak życia. Czy ktokolwiek się w ogóle o nią martwił? Nikt nie poszedł za tratowaną przez tłumy drobną kobietą, sprawdzić czy żyje. Rodzina, solidarność… Tak.
Z mieszanym nastrojem wyszła przed namiot, wzrokiem szukając gościa. Właściwie nie wiedziała, kogo wypatrywać, z której strony przybędzie i czy jednak się nie rozmyśliła. Podczas oczekiwania gładziła swoje rękawy, po złości układające się w przeciwną, niż przewidywała stronę. Zsunęła z głowy kaptur, lecz kruczoczarne włosy, będące jeszcze niedawno powodem jej chluby, teraz straciły dawny blask, miejscami były krótsze niż reszta, co nerwowymi ruchami starała się schować. Przeklęte! Nieznośne! Narzuciła kaptur z powrotem, pozostawiając widoczną twarz i część włosów będących długą grzywką. Uspokój się, Blanche. Nie panikuj, przecież będzie dobrze. Jesteś dumną czarownicą, pamiętaj! Odetchnęła głośno, gdzież się podziewała ta hafciarka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Cze 21, 2017 9:16 pm

Zbliżała się północ, choć zaledwie parę godzin temu wciąż było jasno. Najkrótsza noc w roku.

Niektórzy wykorzystali to, by móc dłużej popracować, inni, by spędzić więcej czasu na zewnątrz, a znalazły się też osoby, które całkowicie zignorowały niezwykłość tego wydarzenia. Vivian przez cały dzień usilnie starała zachowywać jak ten ostatni typ, chociaż w rzeczywistości kipiała entuzjazmem i niecierpliwie odliczała godziny dzielące ją od północy. Właśnie wtedy zaczynał się sabat. Nieduży w porównaniu z Beltane, a jednak wciąż istotny. W końcu rozpoczynało się lato.

Gdy nadeszła odpowiednia chwila, wymknęła się ukradkiem ze swojej przyczepy i, trzymając się półmroku, ruszyła w kierunku lasu. Nie miała ochoty tłumaczyć nikomu celu swojej nocnej wędrówki, toteż zmniejszyła jak się tylko dało płomień trzymanej przez siebie lampy. Nie potrzebowała świadków, a do tej pory zawsze udawało jej się wymknąć niezauważoną. Tak przynajmniej sądziła. Gdyby było inaczej, ktoś, kto ujrzałby w środku nocy postać w białej, sięgającej ziemi sukni, mógłby się nieźle wystraszyć, nim skojarzyłby ją z niepozorną treserką bestii. O ile w ogóle poznałby Vivian z oddali. Rzadko kiedy prezentowała się tak jak teraz: w zwiewnym odzieniu, z niedbale i luźno zaplecionym warkoczem oraz z wiankiem świeżych ziół i kwiatów na głowie.

Była już prawie przy drzewach, gdy zatrzymała się nagle i schyliła się. Pośpiesznie zerwała obficie ukwieconą łodyżkę rumianku, która przykuła jej uwagę. Właśnie tą rośliną chciała wyrazić swoje pragnienie, gdy zapłonie już ognisko.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Cze 26, 2017 4:14 pm

Przesilenie letnie. Dla większości było jedynie okazją do tego, żeby dłużej cieszyć się dniem, dla innych przekleństwem, gdyż skracała się noc i tym samym cenne godziny snu. Traktowali ją jako coś normalnego, jak każdy inny dzień. Z ludźmi interesującymi się magią było inaczej, nie mówiąc o czarownicach. Astaroth odczuwała to szczególnie, jako że w dniu tym celebrowano między innymi słońce i ogień, z którymi była tak związana. Wierzono także, że był to najlepszy dzień na praktykowanie magii i wróżenie, czego wiedźma nie mogła sobie odpuścić.
Jako, że nie wiedziała o jakichkolwiek zebraniach w celu obchodzenia sabatu Litha, postanowiła samotnie uczcić ten dzień. Miała zamiar wieczorem pożegnać słońce i wymknąć się do lasu, znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie rozpali ognisko, zatańczy wokół niego, uplecie wianek, powróży z kamieni runicznych, a następnie pójdzie spać na łonie natury i wróci jeszcze przed świtem. To brzmiało jak wspaniały plan, który koniecznie musiała zrealizować, także już od rana czuła się niezwykle podekscytowana i nie mogła doczekać się swojej małej wyprawy.
Gdy zaszło słońce i zdążyło się zrobić prawie całkiem ciemno, zabrała niezbędne rzeczy, opuściła swój namiot i powoli ruszyła w stronę lasu. Było pusto, cicho, jakby wszyscy postanowili pójść w jej ślady i uczcić dzień przesilenia. Wszyscy prócz jednej duszy tkwiącej przy skraju lasu i najprawdopodobniej zbierającej kwiaty. Astaroth wytężyła wzrok. Oto widziała damę w białej sukni i z wiankiem na głowie, lecz dopiero gdy kobieta się wyprostowała, ognista rozpoznała w niej Vivian. Wiedźma uśmiechnęła się lekko. Wyglądało na to, że nie tylko ona miała pewne bałwochwalcze plany co do tej nocy, wnioskując po nietypowym wyglądzie jej cyrkowej koleżanki. Zaraz cichutko, na samych paluszkach podeszła bliżej treserki bestii, a gdy tylko znalazła się parę metrów od niej, zgasiła wątły płomień trzymanej przez nią lampy. Zrobiła dwa kolejne kroki i już była tuż za nią, zaglądając jej przez ramię.
- A dokąd się wybierasz, Vi? - wymruczała z ciekawością, kładąc dłonie na jej talii, gotowa do odskoczenia, gdyby dziewczynie nie spodobało się to nagłe powitanie. A nuż będzie mogła do niej dołączyć i nie będzie skazana na samotną kontemplację w ciemnym lesie?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Wto Cze 27, 2017 9:29 pm

Delikatnie obróciła w palcach łodyżkę rumianku, uśmiechając się do siebie. Piękny i skromny. Nie musiała daleko szukać idealnego kwiatu. Może krył się w tym jakiś znak? Czarownice zajmujące się przepowiadaniem przyszłości mogłyby z łatwością przejrzeć ten przypadek, ale Vivian do nich nie należała. Umiała przy pomocy chłodnej logiki przeanalizować sytuację i przewidzieć możliwy rozwój wypadków, ale pozostawała ślepa na nadnaturalne sygnały. Może to i dobrze? Jasnowidzenie czasami obdarzało bardzo bolesną wiedzą.

Już chciała ruszyć w dalszą drogę, z umysłem pełnym głębokich rozważań, gdy nagle lampa zgasła, pozostawiając czarownicę bez źródła światła. Vivian od razu uświadomiła sobie, że zapomniała o czymś niezwykle ważnym w nocnych wędrówkach – nie wzięła ze sobą żadnych zapałek. Mruknęła z niezadowoleniem pod nosem i… wyczuła czyjąś obecność za sobą.

Zareagowała natychmiast. Poczuła tylko muśnięcie dłoni na talii, a w trakcie obrotu dobiegł ją znajomy, kobiecy głos. Tylko on powstrzymał Vivian przed instynktowną samoobroną w postaci ciosu lampą.

Astaroth.

W oczach Vivian wymalowało się chwilowe zaskoczenie, zaraz zastąpione przez ulgę, która przerodziła się w irytację. Ognista napędziła jej niezłego strachu swoim niespodziewanym pojawieniem się; treserka jeszcze czuła ten nieprzyjemny skurcz w żołądku.

- Astaroth! – fuknęła czarownica, nerwowym gestem poprawiając włosy. - Nigdy, ale to nigdy więcej nie zachodź mnie od tyłu, proszę!

Kiedy tylko wyraziła swoje pretensje, złość jej przeszła. W końcu dzisiejszy wieczór nie był po to, aby spędzić go na kłótniach. Przypomniała sobie pytanie Ognistej i przez moment się zawahała.

- Postanowiłam wybrać się na spacer do lasu, ot tak - zaczęła ostrożnie, mając świadomość, jak bardzo jej strój nie pasuje na zwykłą przechadzkę. Ktoś taki jak Astaroth na pewno nie da się zbyć prostą półprawdą, a Vivian… nie miała pewności, czy jest z tego niezadowolona. Nie umiała czytać znaków, ale… Może to nie był przypadek? Rumianek i niespodziewane spotkanie? Wszystko jest możliwe w przesilenie letnie.

- A ty? - zagaiła nagle, zerkając na nią z ciekawością. - To rzadkość widzieć cię w sukni. Wracasz z miasta?


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Cze 28, 2017 9:45 am

Zaśmiała się jak dziecko, gdy tylko Vivian opanowała początkową burzę emocji związaną z jej małym psikusem i postanowiła ją ochrzanić. Misja zakończona powodzeniem! Wewnętrzny bachor Astaroth skakał teraz z radości i robił piruety, nakarmiony niezłą dawką dziecinady.
- Przemyślę to - wyszeptała z rozbawieniem i delikatnie odsunęła się od swojej ofiary. Przecież nie mogła jej tego obiecać, bo jeszcze mogło nadarzyć się tyle wspaniałych okazji do zajścia treserki od tyłu i wystraszenia jej, albo chociaż lekkiego zaskoczenia! Ewentualnie będzie chciała podejść ją od tyłu w innych celach, hm. Tak czy siak, nie chciała z tego rezygnować, już wolała oberwać zgaszoną latarnią.
- Ach, na spacer do lasu... - zaczęła, uśmiechając się tajemniczo i zrobiła parę kroków, aby obejść kobietę dookoła, uważnie przyglądając się przy tym jej strojowi ze wszystkich możliwych stron na tyle, na ile pozwalał blask księżyca. - W długiej sukni, po zmroku i z wiankiem na głowie w dniu letniego przesilenia? - dodała jeszcze tonem, który jasno zdradzał jej wątpliwości co do celu wędrówki znajomej. To się po prostu nie trzymało kupy, nawet w przypadku Vivian, która miewała swoje dziwactwa, ale raczej nie aż takie. I nie w tym konkretnym dniu.
- Ponieważ nie zakładam ich na byle jakie okazje. I nie, nie wracam z miasta. Tak się składa, że też wybierałam się do lasu na... dłuższy spacer. Ale nie powiem nic, póki sama nie powiesz prawdy - powiedziała i zaplotła ręce na piersi, przyglądając się treserce bestii. Informacja za informację, to była dobra i uczciwa umowa, bowiem Astaroth nie miała niczego do ukrycia i nie planowała kłamać, jeśli i Viv chciała być z nią szczera. Ufała jej na tyle, żeby ewentualnie zwierzyć się ze swoich zamiarów, a może nawet spleść je z planami drugiej czarownicy, gdyby te okazały się podobne.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Cze 28, 2017 8:55 pm

Usłyszawszy przekorną odpowiedź Astaroth, Vivian przewróciła oczami, ale kąciki jej ust nieznacznie drgnęły. Czegóż innego miała się spodziewać, pokornej zgody? Wtedy niechybnie zaczęłaby podejrzewać stojącą przed sobą osobę o podszywanie się pod Astaroth. W obecnej zaś sytuacji pozostało jej jedynie mieć nadzieję, że nie będzie miała pod ręką czegoś groźniejszego od lampy, gdy Ognistej ponownie zbierze się na podstępne żarty.

Westchnęła cicho i wzrokiem podążyła za Astaroth, gdy ta zaczęła swój obchód. Treserka poczuła się dziwnie nieswojo, poddana tak dokładnym oględzinom, jednak nie dała po sobie tego w żaden sposób poznać.

- Czy to coś dziwnego? - odparła niewinnie, lekko przekrzywiając głowę. Miała opory przed wyjawieniem całej prawdy od razu, więc grała na czas w nader oczywisty sposób. Chociaż... Astaroth nie mogła o tym wiedzieć, ale Vivian zdarzyło się nosić tego typu suknie w sytuacjach o wiele mniej odpowiednich niż spacer po lesie.

Vivian złapała z Astaroth kontakt wzrokowy, gdy ta przedstawiła swój warunek. Treserka od razu założyła, iż cel mają podobny, nieznane pozostały jedynie szczegóły. Interesujące. Czyżby miała swoją własną grupę, w której obchodziła sabaty?

- A powinnam dociekać twojej prawdy? - zapytała retorycznie tylko po to, by odrobinę podroczyć się z Ognistą. Zaraz jednak wyjawiła więcej, mając świadomość, iż każdy, kto chociaż słyszał o praktykach czarownic, dopatrzyłby się prawdziwego znaczenia tych słów: - Mam zamiar się z kimś spotkać… Właściwie z paroma osobami… Noc jest krótka, szkoda marnować ją na sen.

Urwała na moment, zbierając myśli. Musiała przyznać się przed sobą, że plany Astaroth budziły w niej pewne zaintrygowanie i liczyła na szczerą odpowiedź, choćby tak samo dyskretną jak jej.

- Ty też planujesz się z kimś spotkać?

Choć początkowo podejrzewała Ognistą o posiadanie własnej grupy, teraz w głowie Vivian wykiełkowała inna myśl. Co jeśli… celem wędrówki Astaroth był ten sam sabat? Prawda jawiła się tak, iż od swojego przybycia do Cyrku Vivian nie brała udziału w żadnych zgromadzeniach. Wymykała się czasami pod osłoną nocy, aby zapełniać duchową pustkę poprzez samodzielne praktyki, jednak brakowało jej prawdziwych sabatów, przesyconych poczuciem wspólnoty. Dlatego teraz przełamała się i nawiązała kontakt ze znajomymi czarownicami, zapowiadając swoje przybycie. Z pewnych powodów unikała wszelkich wieści, więc tak naprawdę zmierzała ku nieznanemu. Raźniej byłoby zmierzać w towarzystwie.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Czw Cze 29, 2017 6:53 pm

Jej pytanie zbyła tylko pobłażliwym, nieco zadziornym uśmieszkiem, jasno wyrażającym jej powątpiewanie. Czyżby Vivian chciała się pobawić w kotka i myszkę? Zabawne. Obie były wiedźmami i już się znały trochę czasu, więc odrobinę nie na miejscu były te podchody i udawanie. Chyba, że treserka bestii faktycznie miała wiele do ukrycia, lecz i tu mogła liczyć na wyrozumiałość ognistej, póki nie chciała zaszkodzić jej i Cyrkowi. As potrafiła wiele zrozumieć i przy okazji nie oceniać, bo sama miała swoje za uszami i wiedziała, że była jedną z ostatnich osób, które mogłyby kpić z innych.
 Przekrzywiła lekko głowę, jeszcze bardziej unosząc kąciki ust. Nie chciała wdawać się w głupie dyskusje, które miały tylko odciągnąć ją od zdobycia informacji. Jej świdrujące spojrzenie próbowało przeszyć Viv na wylot, aby zmusić ją do mówienia i nawet, jeśli ta nie chciała dociekać jej prawdy, to ognistej bardzo zależało na odkryciu prawdy treserki. Dlatego gdy ta wreszcie przeszła do konkretów, oczy As zaświeciły się radośnie, wyrażając nawet większe podniecenie i ekscytację niż w momencie wyjścia z namiotu, co zaraz mogła ujrzeć także i Vivian, gdy płomień w jej lampie zapłonął na nowo. Więc jednak ona też szła do lasu, aby uczcić tę noc! W dodatku nie sama!
- Idziesz na sabat? - spytała wprost, nie umiejąc ukryć swojego przejęcia. Cieszyła się tym bardziej, że pomimo swojego zainteresowania tematem i zapalenia, na takowym była tylko raz, niedługo po swoim przybyciu do Cyrku, bowiem wcześniej nie miała okazji. Cyganie nie wydawali się być szczególnie podnieceni sabatami, lecz tutaj wyglądało to inaczej. Szkoda, że kobiety, z którymi się wtedy zabrała, już dawno skończyły na stosie lub stryczku... Od tamtego czasu As była skazana na samotne praktyki lub towarzystwo jednej, góra dwóch osób. Aż do dziś.
- Właściwie planowałam iść sama, ale widzę, że masz ciekawsze plany. Mogłabym ci towarzyszyć? Niebezpiecznie jest iść samej w ciemnym lesie... - zaproponowała, przybierając najbardziej rozbrajający i proszący wyraz twarzy, jaki była w stanie zrobić. - Będę grzeczna! - dodała zaraz, jakby wcześniejsze słowa nie zrobiły na kobiecie żadnego wrażenia. Tak bardzo chciała z nią iść, że była gotowa zrobić wszystko, byle móc to zrobić. Mogła nawet nie odzywać się przez całą drogę i nie zaczepiać Vivian ani innych wiedźm, a to w jej przypadku już było wielkim poświeceniem!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Nie Lip 02, 2017 8:54 pm

Vivian drgnęła mimowolnie, gdy lampa rozbłysła jasnym płomieniem. Kobieta zerknęła na nią przelotnie, a potem przeniosła spojrzenie na swoją towarzyszkę, widząc, jak wiele pozytywnych emocji wymalowało się na jej twarzy. Gdyby miała jeszcze jakieś obawy przed reakcją Astaroth na prawdę, teraz zniknęłyby bezpowrotnie.

- Tak – odparła cicho, dodatkowo kiwając głową. Nie miała powodu, by dłużej owijać w bawełnę, choć nim potwierdziła swoje plany, ukradkowo rozejrzała się po okolicy. Nie umiała się całkowicie wyzbyć ostrożności i nieufności, więc wolała przypilnować, by przypadkiem ktoś niepowołany nie dowiedział się o sabacie. Nie żeby obawiała się szpiegów. Nieproszonym gościom nie udałoby się nawet zbliżyć do miejsca spotkania.

Skwitowała lekkim uśmiechem argument nawiązujący do niebezpieczeństw osnutego mrokiem lasu. Jedno z największych zagrożeń ulegało mocy Vivian, więc czemu miałaby obawiać się innych? Pewność siebie nie była jednak wystarczającym powodem, aby chciała odmówić Ognistej. Tak naprawdę zamierzała się zgodzić, zadziwiając tym samą siebie, gdyż zwykle każdą decyzję poddawała rozwadze, analizując każde możliwe konsekwencje. Być może podświadomie chciała zabrać ze sobą Astaroth od samego początku? Vivian mogła być samotniczką, ale wiedziała, jak ważne jest, by czarownice trzymały się razem i mogły na sobie polegać.

Już prawie odpowiadała Ognistej, gdy nagle ta dodała swoją prośbę. Zszokowana Vivian zrezygnowała z pierwotnego zamiaru i zamilkła na ułamek sekundy, by zaraz wybuchnąć cichym, szczerym śmiechem.

- Nie sądzę, aby to było możliwe – skwitowała z rozbawieniem, zawadiacko spoglądając na Astaroth. - Są wśród nas co prawda dumne damy, które nawet w obliczu wielkiej radości nie odpuszczą sobie wpojonych obyczajów, ale uwierz mi, nie jest tak łatwo siedzieć z boku. One co prawda zwykle nie zostają zbyt długo… - Ostatnie zdanie wypowiedziała już bardziej do siebie, na krótki moment odwracając wzrok. - W każdym razie! Wracając do twojego pytania: tak, oczywiście że możesz mi towarzyszyć. To byłoby straszne przewinienie, gdybym skazała cię na samotne świętowanie.

Treserka zerknęła na niebo, lokalizując pozycję księżyca i oszacowując czas. Dobrze, wciąż miały go dużo.

- Powiedz mi… byłaś kiedyś na jakimś sabacie?


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Lip 05, 2017 7:52 pm

Uśmiechnęła się wesoło, gdy Vivian potwierdziła jej podejrzenia. Tylko głupiec nie wyłapałby, że coś jest tutaj nie tak, ale Astaroth mimo wszystko była z siebie dumna co najmniej tak, jakby rozgryzła trudny, tajemny szyfr, nad którym naukowcy głowili się od lat. Poza tym jej odkrycie było fascynujące i ciekawe, a na pewno niecodzienne. Wcześniej nie posądzałaby Viv o takie rzeczy jak chodzenie na sabaty czy inne magiczne praktyki prócz tych, które stosowała w Cyrku. Nie wyglądała na kogoś, kto tańczy nago wokół ogniska, mówi do drzew, a później składa krwawą ofiarę z czegoś, co jeszcze przed chwilą żyło. Teraz jednak, gdy widziała ją w długiej sukni, z wiankiem ze świeżych kwiatów i ziół, musiała porzucić swoje dotychczasowe przekonania, żeby nie dziwić się na każdym kroku.
Jej propozycja wcale nie była tylko czczą gadaniną, byle tylko dostać się na sabat. No dobra, w większości była, lecz zawsze było warto mieć ze sobą Astaroth jako towarzysza. Po pierwsze, nie miała problemów z nawigacją w terenie, nawet po zmroku, a po drugie, cóż lepiej odstrasza dziką zwierzynę niż odrobina ognia? Moc Vivian mogła pomóc w przypadku Koszmarów, lecz wciąż pozostawała masa niemagicznych istot, których treserka nie mogła kontrolować, a które zwiałyby na widok płomienia w środku lasu.
Wpatrywała się w kobietę, szczerze zdziwiona jej reakcją, a później sama zaśmiała się cicho, nie do końca wiedząc z czego. Szybko jednak posmutniała, gdy tylko usłyszała magiczne "nie sądzę, aby to było możliwe", bowiem odebrała to jako jasną odmowę, więc nawet nie słuchała, co Vivian mówi dalej o jakichś tam damach, obyczajach i tak dalej. Po co miała tego wysłuchiwać, skoro i tak nie będzie mogła uczestniczyć w tym sabacie i zobaczyć wszystkiego na własne oczy? Przez to prawie umknęło jej to, co kobieta właściwie chciała jej przekazać i tym samym zgoda na wspólną wędrówkę. Astaroth chwilę analizowała słowa treserki, a kiedy dotarło do niej, jak bardzo się pomyliła i nie będzie musiała iść sama, przez chwilę dalej nie dowierzała swoim uszom.
- Naprawdę? - spytała cicho, spoglądając na Viv z nadzieją, a następnie wybuchnęła tak niepohamowaną radością i entuzjazmem, że aż rzuciła się jej na szyję i przytuliła. - Dziękuję! Obiecuję, że nie będziesz żałować i nie będziesz chciała zostawić mnie samej w ciemnym lesie - zachichotała, odsuwając się od niej powoli.
Odruchowo podążyła za spojrzeniem kobiety, koniec końców spoglądając na gwiazdy i Księżyc. Nie przestała ich podziwiać nawet wtedy, gdy zadano jej pytanie.
- Byłam raz, ale obawiam się, że połowa będących na nim wiedźm przez ten czas skończyła na stosie - odparła w zamyśleniu całkowicie do niej niepodobnym, aby zaraz zerknąć na Vivian. - To co? Idziemy? - spytała, bo powoli zaczynała się niecierpliwić. Noc była krótka, a pewnie musiały przejść jeszcze kawał drogi, zanim dojdą na miejsce spotkania.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sob Lip 08, 2017 9:45 pm

Astaroth słusznie nie dostrzegała żadnego powodu do śmiechu, gdyż widoczny był on jedynie dla Vivian. Treserka, choć doskonale wiedziała, co ma na myśli jej towarzyszka, mimowolnie wyobraziła sobie Ognistą, siedzącą spokojnie na kamieniu i cudem powstrzymującą się od dołączenia do dzikich tanów przy ognisku i zakazanych przez Inkwizycję praktyk. Owa wizja trafiła prosto w specyficzne poczucie humoru czarownicy i zaowocowała nagłym wybuchem wesołości. Nie zauważyła nawet, że jej żartobliwa odpowiedź została zupełnie inaczej odebrana przez Astaroth; dopiero po powrocie do konkretów udało jej się dostrzec jakąś zmianę we wcześniejszym nastroju kobiety. Vivian z lekkim zaniepokojeniem kiwnęła głową, potwierdzając swoją wcześniejszą zgodę, a potem…

Wydała z siebie tylko krótkie, bardzo ciche „Och”, gdy Astaroth rzuciła się jej na szyję. Pod wpływem impetu treserka aż cofnęła się o krok, jednak gdy zaskoczenie minęło, zdecydowała się odwzajemnić uścisk. Na jej twarzy z powrotem wymalował się delikatny uśmiech.

- Mam nadzieję, że to ty nie będziesz żałować. – Vivian nie udało się powstrzymać obawy płynącej z jej ust. Ona sama dorastała z tymi ludźmi, wielu znała na wylot, a przede wszystkim czuła się mocno z nimi związana. Choć goście na sabacie nie należeli do rzadkości, treserka pierwszy raz przyprowadzała kogoś ze sobą. Nie bez powodu odczuła pewien stres.

Zasępiła się, usłyszawszy smutne dzieje sabatu Astaroth. Tak wiele śmierci… Tak wiele istnień, które na nią nie zasłużyły. Vivian zacisnęła mocniej dłoń na gałązce rumianku, a spojrzenie wbiła w ziemię. To nie jest coś, nad czym powinna się teraz rozwodzić, jednak… każda najmniejsza wzmianka o egzekucjach budziła w niej gorycz i gniew.

Otrząsnęła się zaledwie moment po pytaniu swojej towarzyszki i kiwnęła głową, od razu ruszając w kierunku lasu. Choć wciąż czuła rozżalenie, na powrót skupiła się na obecnych sprawach i kiedy tylko oddaliły się nieco od Cyrku, pociągnęła wcześniej zaczęty temat.

- Zatem pewnie wiesz, jak wyglądają takie spotkania… Chociaż wiele zależy od osób uczestniczących. - Czarownica zerknęła na Astaroth i kontynuowała, nie czekając na odpowiedź. - My mamy pewną tradycję. Na początku każdego sabatu uznajemy naszą jedność z naturą, powierzając jej nasze drobne życzenia. Wierzymy, że jeśli przyniosą nam dobro, przeznaczenie splecie się wedle naszej woli. - Treserka urwała na moment, unosząc w górę rumianek. - W tym celu przynosimy ze sobą roślinę, owoc ziemi. W momencie rozpoczęcia rytuału naznaczamy ją wodą zmieszaną z olejkami, a następne wrzucamy do ognia i obserwujemy dym, przez cały czas myśląc o życzeniu. To zjednoczenie. Cztery żywioły, cztery pierwotne oblicza natury.

Zmieszała się. Przypomniała sobie, jak pierwszy raz słuchała o przyrodzie, jedności i wierze, jak pierwszy raz brała udział w sabacie; uświadomiła sobie, jak wiele to dla niej znaczyło i jak bardzo od tego odeszła. Czuła... wstyd. Zerknęła na Astaroth, szukając w niej tego samego, co sama dawniej doznała. Fascynacji.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Lip 10, 2017 10:14 am

- Nie będę. W końcu to sabat - odparła, chcąc odegnać obawy Vivian. Wszystko przecież mogło być lepsze niż samotne siedzenie w lesie i praktykowanie magii, mając do tego świadomość, że gdzieś w tym samym lesie spotkała się grupa czarownic i robi dokładnie to samo, tylko lepiej. Nie dało się bowiem tańczyć w kółku wokół ogniska, gdy było się samemu, tak samo jak nie dało się wtedy porozmawiać z innymi wiedźmami o mocach, udzielać sobie rad i czuć więź ze wszystkimi czarownicami. Samotna celebracja nigdy nie może równać się z sabatem, a że Astaroth była do tego typową duszą towarzystwa, w magicznym gronie powinna poczuć się jak ryba w wodzie.
Powoli ruszyła za Vivian, zastanawiając się, czy możliwym było, aby jej sabat i ten, na który właśnie szły, był tym samym. Czy spotka znajome twarze, które jakimś cudem uratowały się od stosu. Później jednak odsunęła tę myśl, bo wzięła poprawkę na to, ile czarownic jest w Wishtown i jak bardzo pofragmentowana jest ich społeczność. Nie zdziwiłoby jej, gdyby każda grupka tej nocy miała swoje własne uroczystości rozsiane w różnych okolicach.
Gdy Viv zaczęła swój wywód, As tylko kiwnęła głową. Słyszała już, jak to jest, chociaż sama niewiele mogła powiedzieć, skoro była tylko na jednym prawdziwym sabacie. Gdy ta mówiła dalej, ognista patrzyła na nią jak oczarowana. Słyszała już kiedyś o wrzucaniu roślin do ognia, lecz nigdy nie miała okazji ani widzieć tego na własne oczy, ani własnoręcznie uczynić. W tym momencie płomień lampy młodszej wiedźmy rozbłysł mocniej i jaśniej niż dotychczas, oświetlając nieco więcej, niż tylko ziemię na pół metra przed nimi.
- Macie jakieś preferencje co do tych roślin? Specjalne wymagania? - zapytała z nutką ekscytacji w głosie i błyskiem w oku, najwidoczniej gotowa do poszukiwań, gdy tylko uzyska odpowiedź. Miała już kilka swoich typów, ale najpierw musiała dowiedzieć się więcej, a później znaleźć to co chciała w lesie. Z tym nie powinno być jednak wielkich problemów.
- Powinnam wiedzieć o czymś jeszcze? - spytała, bo przecież nie chciała strzelić żadnej gafy, skoro już obiecała Vivian, że będzie grzeczna.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Pon Lip 17, 2017 11:34 pm

Zachowanie płomienia lampy wystarczyło Vivian za odpowiedź. Uśmiechnęła się ukradkiem, czując pewnego rodzaju nić porozumienia między sobą a Astaroth. Nie dopytywała o więcej, ten drobny znak uznając za wartościowszy od słów.

- Nie. Decyzja należy tylko do ciebie – odpowiedziała bez wahania, wzrok mając już utkwiony w drzewach przed sobą, by nie zboczyć za bardzo z obranego kierunku. - Nikt nie będzie podważał twojego wyboru, nikt nie zakwestionuje sposobu, w jaki go dokonałaś. Choć nie byłoby zbyt wygodnie wrzucać sosnową gałąź do ogniska.

Posłała jej lekki uśmiech. Sama też nie miała zamiaru ingerować w decyzję swojej towarzyszki, nawet gdyby uparła się przyciągnąć na sabat ową gałąź. W końcu… taki kawał drewna paliłby się pięknie, na długo zasilając ognisko.

Treserka zamyśliła się głęboko, słysząc kolejne pytanie Astaroth. Powiadomiła ją już o niezmiennym od lat rytuale, zaś następujący po nim czas wróżb, zabaw i tańców był na tyle spontaniczny, iż nie sposób jakkolwiek go określać. Vivian nie miała wątpliwości, że Ognista prędko się w nim odnajdzie.

- To raczej tyle – odparła, jeszcze chwilę pozostając w zadumie. - Na początku po prostu rób to co wszyscy… A potem wszystko będzie działo się samo z siebie. Ach, i ja bym nie ryzykowała uwodzeniem przypadkowych kobiet. Więzi między niektórymi czarownicami są… ściślejsze, niż mogłoby się to wydawać.

Posłała Astaroth poważne spojrzenie, by ta wiedziała, iż nie są to błahe słowa. Zazdrość potrafiła przejawiać się w strasznych czynach, szkoda byłoby psuć tym atmosferę sabatu.

Nagle jedna myśl wpadła Vivian do głowy i na moment zmąciła jej spokój. Kobieta przypomniała sobie o pewnej innej tradycji, realizowanej rzadko, w pozornym ukryciu. Tradycji kompletnie niepasującej do pełnego radości spotkania czarownic. Niechybnie zechciałaby przestrzec Astaroth przed owym zwyczajem, jednak na całe szczęście miała pewność, iż dzisiaj się nie odbędzie. Jego prowodyrka nie przebywała w okolicy. I to był jedyny powód, dla którego Vivian zdecydowała się uczestniczyć w sabacie.

Odepchnęła od siebie niechciane wspomnienie i z powrotem skupiła się na rozmowie z Astaroth. Nawet jeśli oszacowała, że nie trzeba jej więcej wyjaśnień, Vivian była gotowa cierpliwie odpowiadać na pytania, które mogłyby przyjść Ognistej na myśl. W końcu wciąż miały kawałek drogi do przebycia, nawet jeśli poruszały się całkiem sprawnie.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 315
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Cyrkowy namiot (od zewnątrz)   Sro Lip 19, 2017 7:10 pm

Ucieszyła się tym bardziej, że mogła sama dokonać wyboru zgodnie ze swoim widzimisię, co było dla niej dość ważne. Nie chciała bowiem, żeby ktoś pozbawiał jej możliwości wybrania rośliny, która najlepiej odda istotę jej pragnienia. Cóż jej bowiem po tym, że wrzuci w ognisko pierwszego lepszego chwasta, skoro mogła poświęcić kwiat, który faktycznie coś dla niej znaczył?
- Nie martw się, nie będzie mi się chciało taszczyć całego drzewa przez las - rzekła nie patrząc na Vivian, bowiem już badała ściółkę leśną w poszukiwaniu rośliny idealnej. W najgorszym wypadku nazbiera tych cholernych szyszek sosnowych, przynajmniej będą fajnie wybuchać w ognisku.
Czekając na odpowiedź treserki, dalej rozglądała się wokół, aż wreszcie z radosnym "oho!" przystanęła i schyliła się po niewielki, fioletowy kwiat bodziszka wraz z łodyżką. Zwykle pewnie szukałaby maków czy nawet próbowałaby zwinąć komuś nać selera, lecz tym razem magia miłosna nie była jej potrzebna. Zdecydowanie bardziej przyda jej się redukcja negatywnych myśli i zwiększenie ochrony i szczęścia. Nietypowy wybór na nietypowy okres w jej życiu.
Wyprostowała się i zerknęła na Vivian, w międzyczasie ponownie zmniejszając płomień lampy. Początkowo tylko potakiwała jej głową, lecz gdy ta przestrzegła ją przed miłosnymi wybrykami, zniszczyła poważną atmosferę cichym chichotem.
- A wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam? - odparła radośnie, dość subtelnie  sygnalizując kobiecie, że tym razem wyjątkowo to właśnie ona miała brudne myśli, nie As. Ognista nawet nie próbowałaby uwodzić którejkolwiek kobiety na sabacie, bo to nie był na to czas. Może rzuciłaby jakimś niezbyt wyszukanym tekstem, ale tylko tyle. Nie amory były jej w głowie, zwłaszcza ostatnimi czasy, kiedy nie mogła mieć pewności, czy jej potencjalna kochanka nie padnie ofiarą przez pakt zawarty między połykaczką ognia a zazdrosnym, kapryśnym i niezwykle mściwym duchem. Dodatkowo to był sabat, który chciała przeżyć szczególnie, a nie jak większość dni w roku, łapiąc nowo poznane kobiety za tyłki i próbując zaciągnąć je do łóżka.
Nie zadawała już więcej pytań. Skoro wiedziała, że większość uroczystości odbywała się spontanicznie, nie musiała niczego więcej wiedzieć. Czysto teoretycznie mogła dopytać się jeszcze o to, kto przybędzie, aby ocenić, czy nie ma z żadną z tych wiedźm jakichś zatargów, ale co by to zmieniło? Szła na sabat, a nie roztrząsać burzliwą przeszłość z innymi czarownicami! Co do innych rzeczy, to nie chciała psuć sobie atmosfery i wrażenia spontaniczności i niezwykłości, wolała wszystkiego doznać na własnej skórze. Dlatego zamiast zadawać pytań, zeszła na temat mniejszych i większych plotek, cały czas obracając w palcach łodyżkę bodziszka, ot, żeby urozmaicić nieco ich wędrówkę. Była taka podekscytowana, że nie potrafiła wytrzymać ani minuty w ciszy! Bo przecież SZŁY NA SABAT!

// zt x2

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
 
Cyrkowy namiot (od zewnątrz)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Namiot cyrkowy
» Bank Gringotta
» Pole biwakowe
» Namiot nauczycielski - Chantal Lacroix
» Namiot biesiadny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cyrk-
Skocz do: