IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Podnóża góry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Podnóża góry    Wto Lut 09, 2016 3:39 pm


Leniwie wznoszące się ziemie pokryte gęstym lasem mieszanym, gdzieniegdzie naruszonym wybrukowanymi lub wydeptanymi ścieżkami, po których i tak mało kto chodzi ze względu na zakaz zapuszczania się wgłąb pasma górskiego. Mimo to, wstęp do tych okolic nadal jest dozwolony, chociaż las jest często patrolowany przez członków Inkwizycji.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Wto Lut 09, 2016 6:44 pm

Czasami każdego nachodzi potrzeba, żeby zamiast pójść do miasta i pobawić się w karczmach, skierować swoje kroki w miejsca, gdzie jest mniej ludzi, może nawet i absolutnie odludne. Nawet człowiek tak uwielbiający obecność ludzi czasami potrzebuje godziny czy dwóch w całkowitym odosobnieniu, ciszy i spokoju. Czy to żeby zebrać myśli, czy to żeby po prostu walnąć się na trawie i mieć wyjebane na calusieńki świat, czy to żeby poćwiczyć do kolejnego występu, Astaroth preferowała miejsca, gdzie nie mógł jej zaszkodzić absolutnie nikt. A przynajmniej tak jej się zdawało, dopóki jej zabawy z ogniem nie przerwał jakiś człowiek lub, co gorsza, Inkwizytor. Wtedy pozostawało jej tylko zwiewać gdzie pieprz rośnie i szukać sobie nowej miejscówki.
Coś takiego stało się jakiś czas wcześniej, kiedy błądziła w tych okolicach, gdy słońce już ledwie wychylało się znad widnokręgu. To była jej pierwsza wizyta tutaj, więc nie wiedziała, jak łatwo natknąć się tu na którąś z kobiet w kolorowych, inkwizytorskich płaszczach. Jednak na początku, ciesząc się tym, że wreszcie znalazła spokojne miejsce, wcale nie napotkała na kogoś, kto chciał ją skrócić o głowę. Zamiast tego spotkała pewne młode dziewczę, a właściwie to nastoletnią wiedźmę, czego się dowiedziała później. Dopiero po jakimś czasie pragnęła dołączyć do nich jedna Inkwizytorka, na co obie czarownice nie dały jej szans, chowając się w ciemnym lesie. Jak się okazało, młoda również pałała miłością do ognia i również była w stanie robić z nim takie cuda co Astaroth.
Wreszcie dotarła do rozwidlenia dróg, gdzie, jak mówił drewniany drogowskaz, jedno odgałęzienie prowadziło na szczyt góry, a drugie prowadziło do Ponurego Boru, jednak ona nie wybierała się w żadne z tych miejsc. A przynajmniej nie planowała. Póki co wskoczyła na wysoki kamień stojący przy trakcie i rozejrzała się wokół, szukając jakiegokolwiek źródła światła w tym coraz bardziej ciemnym lesie. Oto właśnie znajdowała się w miejscu spotkań jej i Lisbeth, skąd zazwyczaj wyruszały, jeśli miały jakieś wspólne, piromańskie plany. Miała nadzieję, że i tego wieczoru uda im się odwalić coś razem. A nuż uda im się nawet przypiec tyłek jakiejś Inkwizytorki? Brzmi zbyt pięknie, żeby było możliwe, ale nadzieję trzeba mieć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Sro Lut 10, 2016 11:16 am

las od zawsze był jej przyjazny. Od dzieciństwa poznawała go, zaprzyjaźniała się i co najważniejsze żyła w nim niczym w swoim drugim domu... Właśnie dlatego mogła śmiało powiedzieć, że jest on czym więcej niż tylko miejscem. Skrywał przecież tyle tajemnic oraz ciekawych miejsc, a to tutaj było jednym z nich...
Góra przecież nie była zwykła! Nic w tym lesie nie było trywialne oraz bez znaczenia co już nie raz udało się udowodnić dziewczynie tak więc i ta góra była niezwykła przez swoją zwykłość. Tak czy inaczej trzeba tutaj nadmienić iż jest, to miejsce nie tyle mistyczne co wręcz uświęcone przynajmniej dla niej i jej drobnej znajomej. To właśnie tu u podnóża obie spotykały się i snuły plany. Knuły niczym skrytobójcy by później swe myśli wcielić w życie co najczęściej kończyło się jednym wielkim pożarem. Tak było zawsze więc czemu by i nie dziś? Lizze już od wielu godzin znajdowała się na szczycie. Co robiła? Standardowo rozmawiała, z drzewami opowiadała im nowo napisane ballady czy czasem ćwiczyła swe umiejętności. Dziś jednak ograniczała się jedynie do zabawy płomieniem jaki tańczył między jej dłońmi jak gdyby był istotą żywą za jaką oczywiście go miała. Cóż powiedzieć? Dziewczyna zawsze uważała iż wszystko co ją otacza żyje dzięki czemu czuła silną więź miedzy miejscem, fauną i florą oraz swym przyjacielem ogniem.
Przez wiele godzin wpatrywała się w delikatny płomień nijak nie gasnący przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych, a w jej spojrzeniu gościła nostalgia zamieniona po pewnym czasie w cicho spływającą pojedyncza łzę. Tak tęskniła, a zarazem nie mogła wybaczyć rodzinie tego że została tą jedyną... Przecież nie była gotowa by nosić takie brzmię przed jakim się broniła nie wypełniając swych obowiązków wiedźmy, z Martwego Jeziora. O ironio... powinna była posiąść dar wody lecz nijak nie potrafiła jej ujarzmić pomimo wielu prób... Kto wie może, z czasem nauczy się i będzie mogła pełnoprawnie się tak tytułować?
Koniec tego! Lizze wstała wreszcie, z ziemi otrzepując przy tym swe ubranie jakie stanowiły jedynie spodnie, koszula, wysokie buty oraz zapożyczony płaszcz jaki notabene ukradła pewnej kobiecie no ale cóż nie mogła zamarznąć prawda?
-Jeszcze do was wrócę- rzuciła na pożegnanie w stronę paru drzew, kamieni oraz miejsca w jakim siedziała po czym skierowała się schodami prowadzącymi ku zejściu, z szczytu. Szła powoli. Nigdzie się jej nie śpieszyło bo i po co? Nie, nie wiedziała co ją czeka na samym końcu swej podróży lecz i tak miała, to gdzieś przez wzgląd iż nadal nieświadomie bawiła się przyjemnym ogniem jaki tańczył teraz w jej prawej dłoni jaką miała wyciągniętą przed siebie.
Tak oto dotarła wreszcie na miejsce swego przeznaczenia jakim okazały się rozstaje dróg gdzie jej oczom ukazała się znajoma sylwetka uparcie wyglądająca czegoś... Ast przemknęło jej przez myśl, a serce nieznacznie przyspieszyło swe bicie. Spytacie czemu? Tak naprawdę lubiła tą dziewczynę mimo iż czasem miała ochotę przypiec jej tyłek ponieważ traktowała ją jak dziecko jakim nie była. Owszem może jej wiek nie był jakiś znaczny lecz mimo wszystko była ona o wiele dojrzalsza niż zdawać się wszystkim mogło... Jednak niewielu mogło ją zobaczyć taką. Czasem bowiem potrafiła siedzieć przez wiele godzin, z poważną miną bądź medytując. Czasem potrafiła zachowywać się prawie jak jej matka gdy wymagały tego okoliczności lecz najczęściej ludzie widzieli w niej wesołą, czasem naiwną panienkę opowiadającą historię w karczmie. Ot cała Lizze.
-Powinnam się cieszyć czy zacząć bać? - Odezwała się gdy była już na tyle blisko by tamta ją usłyszała
-Zresztą nieważne. Masz zamiar wpakować mnie dziś w kolejne kłopoty czy pragniesz znów coś upiękrzyć tańcem ognia? - Zadała kolejne pytanie, a wraz z nim na jej ustach zagościł szelmowski uśmiech mówiący ni więcej ni mniej niż tylko "miło cię znowu widzieć zarazo"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Czw Lut 11, 2016 9:18 am

Już z daleka dostrzegła majaczący w ciemnościach, tak bardzo znajomy jej ognik. W tym miejscu i o tej porze nie mógł to być nikt inny niż Lizzy, więc Astaroth uśmiechnęła się pod nosem i przysiadła na kamieniu, na którym wcześniej stała. Lubiła tego dzieciaka. W myśl zasady "poniżej szesnastki nie biorę", już po ich pierwszym spotkaniu musiała zadowolić się poznawaniem dziewczyny od innej strony i musiała przyznać, że nieraz ją zaskakiwała. Żyła sama w lesie, gdzie gadała z drzewami, ale mimo wszystko była cholernie otwarta, a do tego jeszcze bywała bardem. Pomimo tej złożoności jej charakteru, Astaroth i tak widziała w niej tylko dzieciaka, nieraz równie naiwnego i infantylnego jak ona sama. A do tego jeszcze lubiła przypalać i podpalać różne rzeczy! No i jak tu się z taką nie zadawać? Toż to idealny towarzysz na wiele wspólnych wypadów, których nie podjęłoby się większość ludzi!
Pomimo faktu, że zauważyła już Lisbeth, nadal rozglądała się po okolicy, szukając jakiejś okazji do... czegoś. Przypalenia inkwizytorskiego płaszczyku? Zwodzenia poszukiwaczy wrażeń, którzy zapuszczają się na zakazane tereny o takiej porze, chcąc udowodnić swoją odwagę? Jeszcze nie wiedziała. Wiedziała tylko tyle, że tego wieczoru chciała zaszaleć, zrobić coś głupiego i się rozerwać. Jej też się coś od życia należało, a co. Dokładnie tak, jakby jej życie nie było jedną wielką rozrywką i ryzykowaniem dla własnej przyjemności...
- Bój się! - odpowiedziała i zapaliła kępkę trawy i igliwia znajdującą się pod stopami dziewczyny, po czym odchyliła się nieco do tyłu i zaśmiała, zaplatając dłonie na karku i machając nogami w przód i w tył jak znudzone dziecko. - Myślałam, że przywykłaś do tego, że w moim towarzystwie zawsze trzeba się bać, dzieciaku. Zwłaszcza, gdy jest się kobietą - dodała zaraz i puściła jej oczko. Tak naprawdę, mogła się droczyć, mogła grozić, mogła kusić, ale w życiu nie tknęłaby Lizzy palcem. Żarty żartami, ale jednak jakieś swoje zasady miała, jak każdy.
Zaraz spoważniała, chociaż z jej twarzy nie schodził zaczepny uśmieszek. Wzruszyła ramionami, znowu kierując spojrzenie gdzieś wgłąb lasu.
- Nie wiem. Po ostatnim chyba nie mam ochoty na nic większego - odpowiedziała i zachichotała pod nosem. Tak... Ostatnio spaliły całą cholerną łąkę, pełną suchej trawy, która zajęła się tak szybko, że ledwie zdążyły stamtąd uciec, a Astaroth i tak musiała zawitać do szewca, żeby wymienił jej przypalone podeszwy i zrobił coś z przysmolonymi cholewkami. To cud, że pożar nie doszedł do rosnącego nieopodal lasu, bo miałyby spory problem. Inkwizycja przymknęła oko na ten wybryk, uznając to za głupią zabawę zwykłych podpalaczy, ale cyrkowcy doskonale wiedzieli, kto za tym stał. Zjechali ją z góry na dół za jej nieodpowiedzialność, a niektórzy do teraz rzucali głupimi żartami na ten temat, na co piromanka tylko grzecznie potaknęła i obiecała poprawę, a później i tak robiła swoje. Co nie oznaczało, że na taka skalę, żeby narażać wiele istnień na spłonięcie żywcem.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę na wkurwianie ludzi. Albo Inkwizycji - rzuciła zaraz i wbiła świecące się ślepia w twarzyczkę Lizzy. To chyba było równoznaczne z opcją numer jeden. - Widziałaś kogokolwiek jak tu szłaś? - spytała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Czw Lut 11, 2016 3:39 pm

Bój się!
Wraz, z tymi słowami zamknęła swą dłoń jednocześnie gasząc swego przyjaciela lecz przecież nic nie straciła! Ast przecież podpaliła trawę co raczej nie spodobało się za bardzo Lizze przez wzgląd iż robiła, to na jej ziemi. W miejscu gdzie świat był jej bliższy, a każda istota tutaj przebywająca była dla niej niczym brat czy siostra, a ta tutaj najzwyczajniej bezcześciła jej świat lecz... I tak jej wybaczy. Zawsze jej wybaczała niezależnie w jaki syf ją wpakowała czy też gdzie wylądowały. Ot taka drobna symbioza opierająca się na fakcie iż dziewczyna będąc dalej od niej żyła inaczej lecz bez niej nie potrafiła już wcale egzystować. Oczywiście jej przyjaciółka nie musiała o tym wiedzieć i najprawdopodobniej nie wiedziała. Nie czytała przecież w myślach, a spalała za sobą wszystko co tylko się dało... Prawie tak samo jak Lis w dzieciństwie.
-Znowu, to samo...- Rzuciła jedynie w jej stronę wzruszając przy tym ramionami oraz oczywiście przybierając na chwilę wyraz twarzy wielce skrzywdzonej istoty. Przecież jak ona mogła mówić, o niej dzieciaku?! Tak naprawdę nie wiedziała ile ma lat, to raz a dwa obie miały podobny charakter więc można śmiało powiedzieć iż są tak samo dziecinne! Co do kolejnej cześć jej słów Lizze nie do końca rozumiała o co jej chodzi lecz najwyraźniej nie musiała bo i po co? Tak drodzy państwo była baardzo nieuświadomiona jeśli chodzi o sprawy bliższe ludzi przez wzgląd iż mieszkała w takich warunkach, a nie innych a jej cała rodzina jakoś nigdy nie zajmowała czy też nie odczuwała potrzeby bliższych kontaktów więc biedna mała Lizz była nieuświadomiona i może, to dobrze? Przecież gdyby wiedziała o co chodzi zapewne drążyła by temat dogłębnie, a tego jej przyjaciółka zapewne nie chciała by tak samo jak nie miała by ochoty zostać osobą jaka miała by takową uświadomić.
-Kwiecistość Twej mowy zdaje się być wręcz wulgarna...-Stwierdziła podchodząc ku niej tylko i wyłącznie po to aby rzucić się na jej szyję. Zawsze tak robiła. Ba nawet uwielbiała czuć jej bliskość oraz specyficzny sąd spalenizny jaką nosiła wraz z sobą jej przyjaciółka jaka zapewnię nie zdawała sobie sprawy, z tego lecz Lizze dobrze, to czuła...
-A co jeśli zaproponuje ci udział w jednej, z moich ballad dzięki czemu zarobimy, a w międzyczasie wywołamy mały pożar w jakimś przybytku? Nic przecież nie jest tak piękne i pasjonujące jak widok pochłoniętych opowieścią mieszczan zdających sobie sprawę, z tego że własnie płonie im odzienie... - Nakreśliła swój plan dopiero gdy raczyła odsunąć się od niej na tyle by móc spojrzeć w jej dziecinne spojrzenie jakie miała zawsze gdy planowały wspólne intrygi... I gdyby tylko druga piromanka wiedziała jak niewiele się od siebie różnią... Ot dwójka dzieciaków na wielkim placu zabaw jakim był cały świat...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Pią Lut 12, 2016 9:42 am

Uśmiechnęła się szeroko, widząc tę skrzywdzoną minkę.
- Nie rób takich min, bo tym bardziej wyglądasz na dzieciaka - odmruknęła rozbawiona. Cóż miała poradzić? Po Lisbeth było widać, że jest jeszcze młodziutka. Nawet, jeśli przerastała Astaroth niemalże o głowę, to i tak delikatne rysy jej twarzy zdradzały wszystko. Zdawała się być taka... delikatna i niewinna. Nawet na dwuznaczne zaczepki ze strony starszej wiedźmy nie reagowała, bo nie wiedziała, o co jej chodzi. Czyż to nie urocze? Astaroth widziała dziewczęta w jej wieku, które chodziły już z pokaźnym brzuchem i były typowymi dziećmi ulicy, niewychowanymi i nie tyle dziecinnymi, co po prostu bezczelnymi. Tym bardziej nie chciałaby uświadamiać swojej młodziutkiej przyjaciółki w pewnych kwestiach. Wolała postrzegać ją jako dzieciaka i tak właśnie ją traktować, niż robić z niej nie wiadomo co. Niech się cieszy swoim dzieciństwem jak najdłużej, niech gada z drzewami, bawi się w artystę i pakuje się w dziwne akcje, bo w świecie dorosłych nie spotka jej nic dobrego. No i co by to było, gdyby Lizzy nagle wydoroślała? Z kim Astaroth robiłaby te wszystkie świetne rzeczy? Jeszcze miała czas na dorastanie, teraz trzeba było korzystać z dzieciństwa, póki dorośli jeszcze przymykali oko na niektóre zachowania. Co nie oznaczało, że później to już nie można być infantylnym i beztroskim, tylko takich dorosłych inni ludzie za to biją po łbie.
- Wulgarna? Jeszcze się nie rozkręciłam - zachichotała, gotowa w każdej chwili udowodnić swoje zdolności, chociaż ta chęć została natychmiast stłamszona, gdy dziewczyna rzuciła jej się na siłę. No jak taki niewinny dzieciak, do jasnej cholery. I jak tu miała postrzegać ją w jakikolwiek inny sposób albo chcieć ją demoralizować? Od razu objęła Lizzy rękami i przytuliła ją do siebie. Co do swądu spalenizny- zdawała sobie z niego sprawę. Wielu ludzi jej to już mówiło, jednak tego nie dało się w żaden sposób pozbyć. Jej ubrania były nim na wskroś przesiąknięte i żadne pranie czy próby wypachnienia go nie pomagały, a sama Astaroth była do tego na tyle przyzwyczajona, że przestało jej to przeszkadzać. Póki nie capiła na kilometr, tylko delikatnie przy bliższym zbliżeniu się do niej i nie odstraszało to innych ludzi, to nie próbowała z tym walczyć.
- Ballad? Z chęcią - powiedziała ożywiona, wypuszczając dziewczynę z objęć. Sama może i nie śpiewała ani nie grała na niczym, dając popisy wokalne tylko i wyłącznie przy jakichś grubszych popijawach, śpiewając typowo karczmiano-biesiadne piosenki, którymi Lizzy pewnie by wzgardziła, ale ta wizja i tak była dla niej kusząca. - Ty dajesz pokaz swoich wokalnych umiejętności, a ja przypalam tyłki nieświadomych słuchaczy i jeszcze zgarniamy za to pieniądze? Jesteś pieprzonym geniuszem zła, dzieciaku - zaśmiała się, klepiąc ją po przyjacielsku w ramię. A nuż uda jej się nie tyle zarobić pieniądze, co po drodze podebrać je z czyjejś kieszeni... A może swoimi wokalnymi pseudopopisami poderwie jakąś zachwyconą pannę? To był genialny plan, aż Astaroth się rozmarzyła, czego efektem było poszerzenie jej uśmiechu i oblizanie warg. Zaraz jednak zeszła na ziemię i znowu skupiła spojrzenie na Lisbeth, która tak uważnie się jej przyglądała.
- Znasz jakiś fajny przybytek, który by się do tego nadał? - spytała. Jakże niewiele może wystarczyć dwójce dzieciaków, temu fizycznemu i temu mentalnemu, żeby sprawić im radość. Czasami wystarczy tylko dopiec drugiemu człowiekowi, aby poprawić sobie humor.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Pon Lut 22, 2016 9:46 pm

Jak dziecko?!
Odkąd straciła rodzinę oraz zaczęła żyć sama oraz zarabiać na siebie nikt nie mówił otwarcie, o niej że jest dzieckiem! Była przecież młodą kobietą, a nie jakimś mazgajem jakiemu trzeba pomagać przez całe życie! Jednak mimo wszystko w oczach swej przyjaciółki była nadal dzieckiem. Beztroskim? Nie. Mimo swego wieku oraz upodobaniom nie można było nazwać ją beztroską. Musiała przecież martwić się o siebie, ludzi jacy czasem jeszcze zawitali w jej domu oraz co najważniejsze musiała się troszczyć, o tą tutaj! Przecież obie już dawno wylądowały by na stosie gdyby Lizze nie potrafiła wyłgać się od wszelakich zarzutów czy choćby nie trzymała głowy blisko karku... Owszem wiele też w ich wymigiwaniu pomagała druga piromanka lecz jakby nie spojrzeć, to właśnie L zdawała się być tą bardziej dojrzalszą przynajmniej w czasie gdy robiły razem wiele głupot czy też pokazywały się w miejscach publicznych. Tutaj nadmienić trzeba jedno. Czasem brano je za rodziną czy też spokrewniano na inne możliwe sposoby ponieważ ostatnimi czasy zbyt często widywano te dwie podejrzane istoty razem.
Pytasz co było by gdyby?
Tak naprawdę nikt nie wie jaka była by Lizze gdyby nagle wydoroślała. Ba można by pokusić się o stwierdzenie iż jest, to mało prawdopodobne ponieważ czym jest wydoroślenie? Niektórzy mimo wieku nadal zdają się być dziećmi, a jeszcze inni pod maską bycia dzieckiem skrywają swoją prawdziwą naturę. Więc? Jaka jest młoda? Naiwna aż do bólu czy raczej wyrachowany, z niej gracz?
Na to pytanie musi odpowiedzieć sobie jej przyjaciółka jaka mimo wszystko nie znała ją za dobrze. Oczywiście wiedziała, że razem naprawdę fajnie idzie się zabawić oraz porobić głupoty. Czasem mogła posłuchać jej opowieści czy też gdy lecz nawet wtedy coś w spojrzeniu dziewczyny zdawało się rzucać cień na cały obraz jaki tamta znała... Co jeśli tak naprawdę młoda straciła swe dzieciństwo wraz, z siostrą matką? Co jeśli tak naprawdę nigdy nie wydoroślała ani nie była dzieckiem? Cóż odpowiesz?
Wulgarna? Jeszcze się nie rozkręciłam
Zabawne. Każde wypowiadane słowo było zabawne ponieważ dla Lizze wulgaryzmem było wszystko, to co nie mieściło się w jej słowniku jaki poznała oraz zaakceptowała... Przecież, to ona kreowała swój świat. Była jego panią mimo iż był on zamknięty w łupinie... Spalonej łupinie. Pachnącej spalenizną lecz nie tą jaką czują inni. Dla niej owy zapach był czymś naturalnym, a zarazem pięknym. W chwili gdy tylko tamta ją otuliła ramieniem młoda zamknęła swe powieki zaciągając się tym specyficznym zapachem jaki ją uspokajał...Zawsze tak było. Coś w tej dziewczynie sprawiało, że Lizze potrafiła odnaleźć spokój oraz się wyciszyć. Nieważne czy była wkurzona, smutna czy choćby zagubiona. Wystarczy przecież jedna chwila oraz ten specyficzny zapach oraz ciepło jakie dla wielu było nienaturalne lecz one dobrze je znały. Nienaturalne ciepło spowodowane ich zdolnościami... Ciepło jakie jedynie one znają i rozumieją ponieważ mimo wszystko przez swe połączenie przez ogień były sobie bliskie.
-To tylko życie...- Wyszeptała mimowolnie oraz z dozą niezadowolenia ponieważ musiała odsunąć się od niej. Musiała pozostawić, to co znała tylko i wyłącznie po to aby wrócić do świata żywych, a tego wcale nie chciała! Tak czy inaczej wiedziała jedno. Plan był idealny lecz jak się zakończy taka noc?
-Może i znam... Jednak znowu mnie zostawisz jak ostatnio?- Spytała robiąc przy tym minę zmaltretowanego dziecka ponieważ dobrze pamiętała ostatnie takie wypady... Przecież poszły razem lecz ta tutaj wredna płomienna nierządnica pozostawiła ją samotną w karczmie ponieważ ot tak wyszła sobie z jakaś panienką, a Lizze? Cóż tkwiła w karczmie tak długo aż nie wpakowała się w wielkie problemy... Do tej pory przecież pamięta jak przedzierała się przez las mając nadzieję na zgubienie pościgu oraz jak skończył się ten cały dziwny dzień... Jednak nie opowie jej o tym. Przyjaźń przyjaźnią lecz pewnych rzeczy nikt poza nią nie powinien wiedzieć... Pewnie i tak mało by, to obeszło Ast. Jak zawsze. Lisbeth dobrze wiedziała, że ich przyjaźń jest jedynie iluzją... Matka ją przecież przestrzegała przed tym i najprawdopodobniej miała racje lecz ona... Ona nadal brnie w tą patologiczną relację mimo iż czasem, to boli...
-Nieważne. Wybierz miejsce najlepsze dla ciebie...- Delikatna niechęć zagościła w jej głosie ponieważ ona wiedziała jak, to się skończy mimo iż A mogła mówić inaczej. Ba mogła zaprzeczać lecz, to jedynie słowa jakie czasem nie mają pokrycia, a zwłaszcza wtedy gdy zbyt wiele ktoś wleje w swoje gardło bądź ujrzy pewne powabne kształty. Tak wiem jak, to brzmi lecz ma tak brzmieć... Nikt nie zabroni przecież tej małej istocie być zazdrosną prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Czw Lut 25, 2016 5:24 pm

Astaroth prosto postrzegała świat i nieraz zamykała się na rzeczy, których nie chciała widzieć. Tak jej było znacznie wygodniej. Już wystarczająco dużo widziała i nie chciała dodatkowo psuć sobie obrazu świata. Tak jej było dobrze. Dobrze jej było, kiedy mogła widzieć piękno świata, jego pozytywy, kiedy mogła się beztrosko bawić w cyrku i poza nim, kiedy wybywała do karczm napić się lub zapolować na swoją kolejną ofiarę, z którą miała spędzić całą noc. Dlatego nawet, jeśli miała świadomość tego, że Lisbeth nie była zwykłym dzieciakiem, którego największym problem było to, że nie dostał od rodziców cukierka, nie okazywała tego. Czasami dostrzegała jakiś cień na jej obliczu czy w jej spojrzeniu, ale zdawała się go nie zauważać, póki młoda wiedźma sama nie chciała poruszać tego tematu. Och, słodka ignorancja. Jakże ona pomagała Astaroth w normalnym życiu. Nawet, jeśli przez to zdarzało jej się wpadać w tarapaty, z których zazwyczaj wychodziła cało, nieraz dzięki pomocy Lizzy. A jednak pomimo świadomości, że dziewczyna jest znacznie dojrzalsza, niż mogłoby się wydawać, nadal traktowała ją pobłażliwie, jak dziecko, którym w tym wieku jeszcze powinna być.
Gdyby tylko wiedziała, jak potrafi działać na ludzi... Właściwie to wiedziała. Zazwyczaj działała niezwykle drażniąco i denerwująco, ale mimo wszystko swoją zabójczą szczerością budziła sympatię u tych, którzy mieli jakiś dystans do siebie i do świata. No, i jeszcze potrafiła podbijać niewieście serca. Nigdy jednak nie powiedziałaby, że potrafi uspokajać innych samym przytuleniem! Albo być dla kimś ważniejszym, niż ktokolwiek inny. Ona była po prostu sobą. Gdyby tylko wiedziała, jak wiele to dla kogoś może znaczyć.
Zaraz zmarszczyła lekko brwi i wbiła wzrok gdzieś w las. Miała nadzieję, że Lizzy już dawno o tym zapomniała lub przynajmniej jej to wybaczyła. Ta mała (chociaż i tak wyższa od Astaroth, to i tak mała) była jej przyjaciółką, dlatego nie chciała jej robić przykrości ani nic w tym stylu, ale tak czasami wychodzi. Taki już miała charakterek, a karczmiany klimat i dobry alkohol jeszcze bardziej go wyostrzały, tym samym czyniąc kształty wszystkich panien będących wokół bardziej seksownymi, a twarze bardziej uroczymi.
- Przepraszam. Wiesz, że nie chciałam cię zostawić. Tym razem będzie inaczej, obiecuję - powiedziała, kładąc rękę na sercu. Była wyjątkowo szczera i poważna. Do czasu, aż na jej usta znów nie zawitał szeroki uśmiech. - Ale nie powiesz mi, że tamta laska nie była ładna - mruknęła i klepnęła ją w ramię. Ale co z tego, że ładna, skoro alkohol bardzo szybko ją zmógł, a z pijanymi w sztok to mała radość z pieprzenia się.
Szybko wróciła na ziemię i zaczęła analizować listę miejsc, w których było w miarę przyjemnie i gdzie Inkwizycja nie witała za często. Jeśli chciały się bawić w taki sposób, to ostatnie, czego mogłyby pragnąć, to kat wiszący im nad głową. Zaraz klasnęła w dłonie, gdy przypomniała sobie nazwę idealnego miejsca do takich celów.
- Dobra, już wiem, gdzie pójdziemy. I nie bocz się tak. Jak będę próbowała wyjść z karczmy bez ciebie, to masz prawo przypalić mi tyłek, a później go skopać - rzekła, czochrając lekko włosy przyjaciółki. Jeśli miała widzieć taki wyrzut i taką niechęć do jej osoby po każdej próbie poderwania jakiejś ładnej panny, wolała się powstrzymać. Nic jej się nie stanie, jeśli tego wieczoru wróci do swojego namiotu sama, a może uda jej się sprawić radość na twarzyczce Lizzy. - No chodź, mamy lokal do rozwalenia - mruknęła po chwili i już ciągnęła swoją kompankę w stronę miasta.

/zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Pon Kwi 18, 2016 9:34 pm

Dni były do siebie podobne jak krople deszczu. Tylko praca, dom, praca, dom i tak aż do usrania. Naturalne było więc to, że Matthew chciał się trochę odchamić, ale co by tu zrobić? Znowu iść do jakiegoś zatęchłego baru i nachlać się w trzy dupy? Pół biedy jak jeszcze z kimś, ale ostatnimi czasami nie było to możliwe z różnych powodów... Poza tym rzygał już tym całym miastem. Wszędzie tylko dym i tłok! Postanowił więc zrobić coś czego zazwyczaj nie robił, czyli wybrać się na łono natury. Zazwyczaj unikał spotkań z lasem z powodu dość realnych obaw przed różnymi stworzeniami, które ów skrywał, jak i również z własnego lenistwa. Tym razem był jednak bliski szału spowodowanym monotonią swojego życia i postanowił zrobić coś zupełnie innego niż zwykle.
Dzisiejszy dzień był piękny - słoneczny i niewietrzny. Miła odmiana po ostatnim tygodniu ulew. Idealna okazja na wyjście, która mogła się w bliższym czasie już nie powtórzyć, znając przewrotność pogody o tej porze roku. Szczęście mu dopisało, ponieważ miał dziś wolne, więc na co czekać? Wziął ze sobą książkę, do której nie miał jeszcze okazji zajrzeć i ruszył w stronę Wish Mountain. Po drodze zaczepił dorożkę i był na miejscu jeszcze przed południem. Niewiele osób kręciło się po okolicy, ale to nawet i lepiej. Mógł w końcu odsapnąć od tego hałasu w mieście i pracy. Znalazł sobie jakąś ławeczkę i na niej usiadł, po czym ochoczo zabrał się za czytanie książki.
Czas zleciał niezwykle szybko, nawet się nie obejrzał, a był już na ostatniej stronie, tak bardzo się wciągnął. Tylko z raz lub dwa razy podniósł wzrok, by przywitać się z jakąś osobą, która najwyraźniej go rozpoznała, mimo iż on nie kojarzył nikogo. Posiedział jeszcze tak chwilę rozkoszując się ciszą. Po pewnym czasie jednak i tego miał dosyć. No ile można tak bezczynnie siedzieć na tej ławce? Rozejrzał się dookoła czy nie ma w pobliżu żadnego patrolu i skierował swoje kroki na bok od brukowanej ścieżki w głąb lasu.
Prawda była taka, że nie tylko przyszedł tu się rozerwać ale też, by dowiedzieć się czegoś o wiedźmach, a znajdował się u podnóża góry, na której miały się odbywać te domniemane sabaty. Decyzję tą podjął dość spontanicznie, czego zwykle nie robił i dość szybko zorientował się, że szuka igły w stogu siana, a na dodatek nie wie się jak ta igła wygląda. Poza tym mógł wpaść w kłopoty, gdyby ktoś go przyłapał na szwendaniu się tutaj. Chociaż w sumie zam był inkwizytorem nieprawdaż? Co z tego, że grabarzem? Miał nawet na sobie swój granatowy płaszcz, mimo iż zazwyczaj nie nosił go w dni wolne.
Szedł jeszcze chwile pod górę, kiedy już ostatecznie stwierdził, że był głupi i tylko niepotrzebnie zmarnował swój czas i energię. Przycupnął na jakiejś polance i zapalił swoją fajkę pogrążając się w myślach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucrezia
Kat
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 14/04/2016

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Wto Kwi 19, 2016 12:55 pm

Panienka Peacecraft zgrabnie omijała przeszkody w postaci innych humanoidalnych istot, starając się ani na chwilę nie spuścić z oczu Rudowłosego. Otóż nasz mały Kat obserwował Matt'a już od dłuższego czasu. Sama siedziała na jednej z ławek, starając się nie zwracać na siebie zbytecznej uwagi. Lustrowała wzrokiem błękitnych tęczówek całą jego sylwetkę, ubiór. Wyobrażała sobie jego lico na kartce papieru, którą okalały duże płomienie, albo węże, albo.. Sama nie mogła się zdecydować jak jego portret prezentowałby się najlepiej. Chciała spocząć swoimi drobnymi dłońmi na jego twarzy i móc lepiej poznać ułożenie jego żuchwy, brody, kości policzkowych. Sprawdzić jakiej wielkości są jego uszy, dotknąć ramion i poznać bliżej budowę ciała. Myśli wprowadzały ją w podobny stan bardzo rzadko, dlatego też rzadko dawała im upust na papierze, bo choć lubiła malować i sama zdecydowała się rozwijać swoje zdolności, tak ograniczała się do portretów. Usilnie wmówiła sobie, że do malowania potrzebne jest natchnienie i bez niego nie będzie marnować materiałów, chociaż pieniądz nie grał tutaj żadnej roli ze względu na jej pochodzenie.
Czas mijał nieubłaganie szybko, a dziewczę czuło jak narastająca w niej niecierpliwość niemalże wrzała. Wierciła się, przerzucała raz jedną nogę, raz drugą, krzyżowała ręce, bawiła się kruczą głową usadowioną na lasce. Starała się w jakiś sposób zająć swoje ciało, by wzrok mógł swobodnie przyglądać się Grabarzowi, powoli spostrzegając coraz więcej znaków charakterystycznych. Miał nietypową (dla niej) urodę, a rude włosy i drobno rozsypane piegi dodawały mu jeszcze więcej uroku. Ciężko powiedzieć, czy faktycznie tak było, czy to jej aktualny stan przedstawiał jego obraz w samych pozytywach, chcąc uchwycić jak najwięcej szczegółów na płótnie.
Nagle w ułamku sekundy poczuła jak wszystko w jej środku pęka, rozbijając się na drobne kawałeczki. Jak cała powstała nostalgia ulatnia się wraz z kolejnymi ruchami mężczyzny. Cóż, powinna się domyślić, że nie będzie trwał wiecznie w tej samej pozycji, w końcu każda książka miała swój koniec. Tak czy owak, chciała krzyknąć głośno w jego kierunku by się zatrzymał i wrócił na swoje pierwotne położenie, uświadamiając mu przy tym, że tam prezentuje się najlepiej i tam winien siedzieć do końca jej melancholijnych dni. Na szczęście jej władcza natura nie przejęła nad nią kontroli i ograniczyła się do ciężkiego westchnięcia, niczym rozczarowana kochanka, która budzi się nad ranem, ale obok zastaje tylko wygnieciony materiał prześcieradła, zamiast swojego kochanka.
Kiedy Matthew zaczął znacząco się oddalać, zdecydowała się ruszyć za nim. Pozostawiła sporą odległość między nimi, żeby nie wzbudzić u żadnego przechodnia, ani u samego Rudowłosego, podejrzeń. Starała się nie zahaczać o ubytki w chodniku. Po niedługiej chwili chód stał się lżejszy i niedosłyszalny, kiedy grunt pod nogami zmienił swoją strukturę, a przy zetknięciu niewielkich obcasów, nie słychać było charakterystycznego stuknięcia. Droga pod górę nie należała do najłatwiejszych, zwłaszcza dla niej, kiedy musiała nie tylko zachować równowagę, ale lawirować między drzewami, kryjąc się w ich cieniu. Przystanęła na dłużej, kryjąc się za jednym z drzew i obserwowała jego dalsze poczynania. Odepchnęła z ulgą, kiedy zdecydował się zatrzymać w jednym miejscu, wszakże powoli traciła chęci na dalsze obserwacje, czy w najgorszym przypadku — jakby nie patrzeć — szpiegowanie.
Trwała dłuższą chwilę w zamyśleniu, rozważając podejście do niego, czy obserwację w ukryciu. Dla osób trzecich musiała przypominać teraz niesamowicie uroczego(?) stalkera, który walczy z chęcią zbliżenia się do swojego obiektu westchnień.
Poprawiła podwinięty materiał odzienia, zapięła dokładnie płaszcz organizacyjny i ruszyła w jego stronę. Zatrzymała się jakieś parę centymetrów od niego, z chwilowym wahaniem, rozchylając nieznacznie różane usteczka:
Proszę mi wybaczyć to nagłe najście. — ukłoniła się delikatnie, starając przybrać te cechy charakteru, którymi musiała się chwalić na hucznych balach w domostwie, czy w obecności innych członków Inkwizycji. — Mam dość nietypowe pytanie: Widział Pan kiedykolwiek portret Rudowłosego mężczyzny? — zawahała się na chwilę, nie chcąc pokazywać po sobie aż nader wielkiej ekscytacji, a przy odrobinie szczęścia i aktorskich zdolności, udało jej się powstrzymać narastający na jej twarzy uśmiech. Swoją drogą ten nie należy do tych anielskich, czy nawet uroczych(w większości przypadków). Zazwyczaj przywodzi obserwatora na myśl, że ma się do czynienia z kimś ze sporymi zaburzeniami psychicznymi.
Nie dała mu możliwości odpowiedzenia na pytanie, wyciągając w jego stronę rękę, którą opatulał materiał ciemnej, jedwabnej rękawiczki:
Zgaduję, że nie. Bardzo dobrze się składa, bo ja również nigdy takiego nie widziałam. Na szczęście razem możemy to zmienić.. — rzuciła tajemniczo, poruszając nieznacznie smukłymi palcami dłoni, którą nadal trzymała wyciągniętą w jego stronę. Sama właściwie nie rozumiała dlaczego. Czy niepohamowana chęć jego dotyku była tak ogromna? Czy może chodziło o coś innego? Doprawdy Lucrezio, dla tak głupiego kaprysu, jaki pojawił się nagle w twojej głowie, pragniesz oddać się w objęcia nieznajomego? Niestety, myśli dziewczęcia były o wiele bardziej złożone, niż mogłoby się teraz wydawać, a aktualne zachowanie wytłumaczy się niebawem..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Czw Maj 25, 2017 4:29 pm

W życiu są pewne rzeczy, których człowiek nie może powierzyć drugiej osobie. Takie wymagające tego, by wykonać je całkowicie samodzielnie. Wiążą się z tym różne czynniki poczynając od chęci udowodnienia komuś czegoś, a na skrajnym perfekcjonizmie kończąc. Inkwizytorka opuściła swój przytulny gabinet, który zapewniał jej najlepszą możliwą ochronę. Zresztą cóż w tym dziwnego? Pod sobą miała setki tysięcy inkwizytorów, którzy w każdej chwili mogli stawić się na wezwanie z centrum dowodzenia. Była kimś ważnym kogo każda wiedźma mogłaby nienawidzić, a nawet powinna jeśli odczuwała jakąkolwiek solidarność ze swymi siostrami. Czerwonowłosy kat, diabeł wcielony lub po prostu Arcymistrzyni – tak ją zwano chociaż istniały też inne ciekawe przydomki, którymi czarownice mogłyby ją obdarować.
Glamred ubrana była w czarny płaszcz, który był jednym z prototypów balsamistów. Planowała przetestować empirycznie jak dobrze będzie chronił ją materiał tego ubrania. Evelyn znalazła w archiwach swojego ojca jakieś prototypy oraz schematy sztucznie otrzymywanych włókien, które w założeniu powinny móc zatrzymać lecącą kulę, a na dodatek być lekkimi niczym piórko. Stronheim kazała również wprowadzić pomiędzy włókna jedną warstwę metalicznych nici. Cały płaszcz przez to przybierał na wadze, jednak mogło to ochronić ją jako tako przed ewentualnymi dźgnięciami. Było jej troszkę dziwnie nosić takie coś, głównie dlatego, że sama rzadko kiedy nosiła jakieś opancerzenie lub coś co utrudniało ruch w jakikolwiek sposób. Preferowała unikanie ataków i wyprowadzanie kontr z zabójczą precyzją niż zdawać się na jakieś wynalazki. Musiała to jednak w jakiś sposób sprawdzić, by mieć pewność że tkanina będzie mogła ochronić nieco słabszych od niej inkwizytorów.
Udała się zatem w stronę podnóży góry. Dokładnie tej samej góry, na którą niedawno wysłała Selene oraz resztę, by pojmali kłopotliwą czarownicę. Teraz sama się tam pofatygowała. W wygodnym obuwiu o twardej podeszwie oraz z niewielkim plecakiem, w którym znajdowały się niezbędne przedmioty by przetrwać w lesie. Między innymi medykamenty, bandaże, suchy prowiant, zapas wody pitnej oraz mniejsze przedmioty jak proste krzesiwo. Nie zabrakło również dwóch bukłaków z czerwonym winem, które upodobała sobie Adrastia. Jej czerwone włosy związane były teraz w kucyk, a kapelusz nasunięty nieco na oczy. Raziło ją słońce. Powoli wspinała się w górę stoku, od czasu do czasu podpierając na swej czarnej lasce.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Umbra
Rubin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 01/05/2017

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Sob Maj 27, 2017 6:02 pm

Kilkadziesiąt dni po spotkaniu z Antoinette
Umbra od kilku lat uprawiała już swoje "Hobby" a zarazem obowiązek. Czyli po prostu zabijanie inkwizytorów. Tego ścierwa które zabiło jej rodziców. Truciznę tego świata nie widzącej tego że walczą z wrogiem który powinien być ich panem. Według cienistej panny po prostu boją się że istoty lepsze od nich pokażą prawdziwą ścieżkę światu. Władze obejmie ten kto powinien ją dzierżyć od samego początku i tym samym zostanie podważona rzecz której każdy człowiek się obawia. Że istnieją istoty lepsze pod każdym względem od gatunku, który przez tysiące lat uważał się za wyjątkowy i dominujący pod każdym względem.
Kobieta o fiołkowych oczach dosyć często zapuszczała się w te okolice aby likwidować pomniejsze płotki z inkwizycji. Lecz dzisiejszego dnia wszystko miało się odmienić. Inkwizycja miała stracić przywódczynię. Przynajmniej jej wywiad mówił że ich dowódca tutaj będzie. Nie mogła się wyposażyć na tą okazję byle jak. Ubrała na siebie projekt ubrania które łączyło ze sobą idealnie walory bitewne jak i skradanie się. Była to bardzo lekka szata łącząca się z lekkim pancerzem który był głównie zrobiony z kilku warstw skóry oraz cienką warstwą blachy w miejscach które były nieco bardziej narażone na trafienie sztyletem czy inną bronią. Była to lekka zbroja co prawda nie zapewniała jakiejś wybitnej ochrony. Na pewno musiała by wszyć dodatkowe blachy w większych ilościach ale straciła by wtedy na możliwości skradania. Tego zdecydowanie chciała uniknąć. Osobiście wolała mieć większą swobodę i pewniejszą możliwość skradania niż większą ochronę. Dodatkowo wyposażyła się w kilka zabawek które rzadko stosowała aczkolwiek na takiego wroga aż dziwne by było gdyby ruszyła z samymi sztyletami. Był to rewolwer. Który zdecydowanie miał już swoje lata za sobą ale działał i to się liczyło. Także wyposażyła się w noże do rzucania w ilości 6 sztuk oraz 2 bomby dymne gdyby pojawiły się posiłki, zawsze była to możliwość ucieczki.
Wracając do aktualnych wydarzeń. Dziewucha o kruczoczarnych włosach bardzo ostrożnie skradała się po lesie aby niezauważenie wyśledzić swoją ofiarę. Co prawda nie wiedziała w co jej cel jest wyposażony lecz nie mogła go lekceważyć. Wiedziała że prawie na pewno nie będzie przyodziana w byle co. Jeśli chodzi o umiejętność walki przeciwniki nie wiedziała że jest dobrze wyszkolona. Nie wiedziała także niczego o jej kapeluszu.
Po kilkunastu minutach zauważyła jakąś osobę. Od razu wiedziała że to jest jej cel. Powolutku zaczęła się bardzo precyzyjnie i bezszelestnie skradać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t458-umbra-regina
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Podnóża góry    Pią Cze 02, 2017 10:32 pm

Jedna z najpotężniejszych kobiet świata właśnie kierowała się w górę stoku. Przypominało jej to trochę czasy podróży kiedy miała tak z osiemnaście lat mniej. Nie wiedziała czy odczuć przyjemność z napływających wspomnień z tego okresu życia, który uważała za najlepszy czy raczej poczuć się staro i golnąć sobie z butelki na osłodę. Pozostało jedynie zrobić i jedno i drugie, czyli powspominać tamte piękne czasy w akompaniamencie smaku czerwonego wina. Jak pomyślała tak też uczyniła. Odkorkowała i upiła nieco wina z naczynia, aczkolwiek oszczędnie. Nie miała tak wiele alkoholu ze sobą i należało go oszczędzać.
Cóż jeszcze sprawiło, że sama Arcymistrzyni skierowała się w to miejsce a nie wysłała innych inkwizytorów, by zajęli się sprawą? To była kwestia etyki zawodowej i tego co planowała zrobić osobie, która śmiała podnieść rękę na inkwizytorów odbierając im również życie. Było kilka rzeczy, których czerwonowłosa nie trawiła, a znaleźć się na tej czarnej liście było naprawdę wyczynem. Właśnie na jej szczycie leżało sobie dobieranie się do członków jej organizacji i nie ważne czy ktoś był oficerem czy też płotką. Jeśli winny nadal był na wolności to inkwizytorka sama podejmie jakieś działania. Nie jest tym nędznym typem przywódcy jak królowa wiedźm, która ciągle chowa się w tym swoim pałacyku czy co tam ma, zamiast wyjść i bronić swoich ludzi. Glamred czuła się za nich odpowiedzialna, gdyż każdego dnia inkwizytorzy również ryzykowali życie w jej sprawie. W pewnym momencie na skraju dróżki dostrzegła ślady odciśnięte w runie leśnym. Delikatnie przyłożyła do niej dłoń i potarła palcami zbliżając je w pobliże swojego nosa. Znała ten zapach. Tędy przechodził ryś i na szczęście to nie były tereny łowieckie wilków. Nigdzie nie dostrzegła tych śladów ani również nie poczuła charakterystycznego zapachu wilczego znaczenia terytorium. Czasami warto jest mieć świetny węch, aczkolwiek w większości przypadków jest to przekleństwem. Zwłaszcza, gdy znajduje się w barze pełnym niedomytych mężczyzn lub co gorsza wymiocin. Wtedy ten dar potrafi spłatać naprawdę paskudnego figla.
Stronheim odruchowo dotknęła ronda kapelusza i wyciągnęła z kieszeni mały kompas. Drugą ręka cały czas spoczywała na swojej wiernej lasce, o którą się opierała. Ułatwiało to trochę wspinaczkę w górę. Po określeniu północy Adrastia skierowała się w tamtą stronę. Myślała z dalszą perspektywą, że jeśli ktoś poluje w lesie to najpewniej kiedyś będzie musiał zaczerpnąć wody z jakiegoś zbiornika wodnego. Najpewniej z jednej z wielu rzek, które wybijają z gór. Glamred skierowała się dalej w stronę gór, a dokładniej tej bardziej zalesionej części. Zawsze jest to świetne miejsce do ukrycia się przed zasadzką lub przeprowadzenia jej, ale czy już nie raz była w stanie odeprzeć coś takiego? Na dodatek jeszcze kiedy miała o wiele mniej latek na karku i doświadczenia! Szła w ciszy wsłuchując się w odgłosy lasu oraz od czasu do czasu pociągając nosem i chłonąc to świeże powietrze.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
 
Podnóża góry
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wioska u podnóża góry
» Podnóże gór Hakobe (południowy stok)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Wish Mountain-
Skocz do: