IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pracownia Zegarmistrzowska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Lut 17, 2016 10:27 am

First topic message reminder :

Przed zakładam wisi przekrzywiony, lekko pozłacany napis „Zegarmistrz”, niech jednak nie zwiedzie cię ukierunkowanie, bowiem bo przekroczeniu progu pracowni nie zastaniesz uśmiechniętego dżentelmena na tle setki tykających zegarków. O nie, gdy znajdziesz się już w środku zakładu należącego do niejakiego Lynna, możesz mieć wrażenie, jakby udało ci się pomylić owe miejsce z ostatnim kręgiem piekielnym. Może i odnajdziesz gdzieś tą setkę zegarków, jednak będzie ona częściowo zakryta toną dziwacznych wynalazków, których pierwotnego zastosowania zapewne nigdy nie rozpoznasz. Co kolejne to bardziej osobliwe od poprzedniego – buchający parą blaszany sześcian z okienkiem przykrytym kratką, metalowa proteza palca z wbudowanym nożem do smarowania chleba lub chociaż broń palna z kilkoma wystającymi elementami, aż spokojnie posądzić można ją o umiejętność parzenia kawy. Wszystkie urządzenia oznaczone są kartkami z nazwiskami, a więc czekają na swój odbiór, który sądząc po ilości sprzętu w zakładzie – nigdy nie następuje. Podsumowując… znajdziesz tu niemal wszystko, cokolwiek sobie zażyczysz! I niech nie ogranicza cię wyobraźnia, bo im lepsze wyzwanie tym prowadzący zakład mężczyzna chętniej je wykona. Tylko naprawdę, nie licz na tego uśmiechniętego dżentelmena. Usługiwać cię będzie ubrudzony smarem, zgrzany i spocony mężczyzna z zakasanymi rękawami wcale białej koszuli.
/później dodam obrazek

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn

AutorWiadomość
Tabula rasa
Tkacz doznań
Tkacz doznań
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Sty 04, 2017 12:46 pm

Jak wcześniej wypełniało go zadowolenie, to teraz drżał aż z ekscytacji. Postanowił absolutnie nic nie zmieniać - dokonał tego, co trzeba było by nadać temu krótkiemu, bezbarwnemu spotkaniu życia! Oh, to będzie coś, co w szczególności zapamiętają na bardzo, bardzo długo. Może nawet i na całe życie, i to będzie jego zasługa!
Zadrżały również jego macki, które zaczęły się cofać do jego ciała. Nic tu po nim, może poza wektorem który tam siedział, a odbierze później. Póki on tam był miał bardzo dobry ogląd na to co się tam działo. Reżyser, scenarzysta, aktor, i widz jednocześnie! To dopiero trzeba było mieć talent taki jak on! Tylko teraz jak tu się wycofać, skoro ciało nie słucha? Głowa przepełniona myślami i wydarzeniami, członki rozleniwione alkoholem, ale i podniecone doznaniami. A co tam zrobić, co tam zdziałać? Toż to od niego głównie zależy, jak się to potoczy? Stawiać opór? Być dekoracją? Może nawet wdać się w tragiczną w skutkach szarpaninę? Albo też wsunąć delikatnie swoje pnącze na spust pistoletu... wypadki się zdarzają, KEKEKEKEKEKEKEKEKEKEKE!
***
Białogłowa krzyknęła, gdy została obrócona przez pociągnięcie za włosy, ale zamilkła niemal całkowicie gdy ostrze zostało przyłożone jej do gardła. Ani drgnęła, ale patrzyła z przerażeniem jak w jej kierunku Vivian celowała pistoletem. Z dobrych wiadomości było to, że nie planowała się ruszyć ani na krok, czy to z powodu świadomej decyzji, czy też przez to, że ją wręcz sparaliżowało. Nie mogła jednak znaleźć języka w gębie przez zaciśnięte gardło i łzy lecące po jej twarzy. Próbowała mówić, owszem, ale nie mogła wydusić z siebie nic składnego. Widać było jednak napięcie rosnące na jej twarzy, jakby miała zaraz eksplodować.
***
Miał plan I-DE-AL-NY! Chrzanić niewtrącanie się przez jakieś subtelne mieszanie, samemu... samej trzeba było się zaangażować w to przedstawienie! Musiał tylko zmienić pozycje! O, tam był taki ładny, wyższy budyneczek. Wystarczy, że tam wskoczy, a później z niego zeskoczy prosto do środka pracowni! Przez ścianę, a co! To dopiero będzie zamieszanie! Tamta nie będzie wiedzieć co się dzieje, tamten tym bardziej, i dopiero wtedy zacznie się zabawa! Co prawda pewnie zarżnie jego wektor, ale trudno! Będzie wiedział, co się dzieje! Będzie mógł zobaczyć na własne oczy kolejny akt tego dramatu! Tylko teraz dobre wybicie, złapać się, i...
Poleciał. Dosłownie poleciał. Alkohol i akrobacje przy mokrej powierzchni to nie jest dobre połączenie. Wybicie miał niezłe, ale jednak trochę się poślizgnął i zamiast na dach zaczął lecieć w stronę ściany. Jedyne co zdążył zrobić to częściowo zasłonić się mackami i przeraźliwie zaskrzeczeć, zanim przeleciał przez nią na wylot do środka kamienicy...
***
Wszyscy usłyszeli dziwny, wysoki dźwięk przeszywający uszy oraz potężne uderzenie połączone z trzaskiem pękającej ściany. Ale nie tutaj, tylko parę metrów dalej. A potem następne, chociaż słabsze. Lynn mógł poczuć, jak nagle obiekt przez niego trzymany stał się całkowicie bezwładny. To nieznajoma dziewczyna wywróciła oczyma do góry i straciła przytomność. A ostrze przy skórze blisko...
***
Cholera cholera cholera cholera cholera gdzie on jest co on zrobił czemu tu były ciała... i dlaczego ich jeszcze nie pożarł? Wziął jedno w zęby, tak na przegryzkę. Jakaś kobiecina... tylko dlaczego ubrana na karmelowo? Yuck!
A tak, akt. Ale to nie tak miało wyglądać, nie nie nie... o rany, ale mu się teraz kręciło... w takim stanie to nic tu po nim, ugh..
Wybił okno co by mu nie przeszkadzało i dosłownie wytoczył się później z całości na ulicę. W jaki sposób wybił? Zaszarżował ponownie, tym razem celując bardziej we framugę okna. Przez jego rozmiary i tak zahaczył o ścianę, kalecząc swoje macki i obijając pancerz. Ledwo co wylądował (Znaczy, spadł na ziemię z głuchym plaskiem) i zaczął powoli, niezgrabnie uciekać gdzieś po uliczkach, zataczając się na lewo i prawo. Już nie wiedział właściwie co robił, po co robił, jak robił, za co i gdzie był, i jakim cudem za pomocą dziesięciu kończyn był w stanie się poruszać do przodu i w lewo... nie, to prawo... albo tył? Nie, prawo!
Chyba też sobie złamał oko, jakoś tak dziwnie teraz na nie widział... albo to może alkohol? Nawet takie stworzenie jak on musiało stwierdzić, że miał dosyć wrażeń jak na jeden wieczór. Po wektor wróci później, jak się gdzieś zaszyje i trochę ochłonie. Z dwie czy trzy godziny jeszcze chyba wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Czw Sty 05, 2017 12:35 pm

Prychnął z rozbawieniem na wypowiedzi Vivian, zupełnie jej nie wierząc, a nawet uznając padające pytania za pierwszorzędny teatrzyk, jaki musiał zostać rozegrany, skoro już przyłapał ich na gorącym uczynku. Oho, tonący brzytwy się chwyta. Przejrzał je, był pewien. I żadne pytania nie odwiodłyby go od zdania, które zdążył już sobie wyrobić. Niestety, wkrótce stracili możliwość na dalszy dialog.
Najpierw usłyszał przeraźliwy zgrzyt, na co drgnął lekko, biorąc ostatecznie odgłos za skrzeczenie walczącego kota i planując go zignorować, aby całość uwagi poświęcić Vivian i jej – zapewne – wspólniczce. Kolejnego dźwięku już nie mógł lekceważyć, nawet gdyby chciał, bo huk jaki się wkrótce rozległ niemal zwalił go z nóg. Miał wrażenie, że cały zakład zatrząsnął się w posadach, a upewnił go w tym biały pył sypiący się z sufitu, wprost na jego głowę. Kilka z mechanizmów runęło na podłogę, nie utrzymując się na półkach pod wpływem dziwnego uderzenia. Apokalipsa. Ktoś chce wysadzić jego pracownię!~
Lampa gazowa na uliczce zamigotała ostrzegawczo. Działo się tu coś naprawdę niepokojącego. I wtedy… dziewczyna dotychczas spoczywająca grzecznie w jego uścisku, postanowiła zemdleć, a przynajmniej takie odniósł wrażenie. W pierwszej myśli potraktował to jako próbę ucieczki, więc ścisnął ją mocniej, co dobre dla jej szyi zagrożonej ostrzem nie było. Wkrótce zdołał zrozumieć, że straciła kontakt z rzeczywistością, gdy już leciała mu przez ręce niczym pusta kukła. Ostrze nacięło jej skórę, nim pojął co się dzieje, chwytając ją pod ramiona i nieumyślnie wypuszczając swoją tymczasową broń z rąk. Przerażony, przytknął jej dłoń do szyi, jednocześnie hamując krwotok i sprawdzając głębokość nacięcia. Ciepła krew zalewała mu palce w dosyć miarowy sposób, nie tryskając pod większym ciśnieniem, więc z ulgą przyjął, że jeszcze nie zdołał jej zabić.
Unikał jednak wyraźnie spojrzenia w tym kierunku, po omacku zaciskając palce na ranie. Widok krwi pomimo tych wszystkich lat wciąż na niego działał. Zbladł wyraźnie na twarzy, i choć strach nie ustępował, częściowo stracił wolę walki. Nie miał już jak się bronić, aktualnie jego priorytetem było utrzymanie przy życiu nieprzytomnej dziewczyny, pomimo wszelakich zapewnień, że pragnie pomóc jej dokonać żywota. Poniósł porażkę, niemalże czuł tryumf Vivian. Do ich konfliktu doszło jednak dziwne wydarzenie za ścianą obok, dlatego z jego ust wydobyło się niemrawe:
- Co się tu dzieje? – jego pytanie nie miało w sobie już cienia wściekłości, a raczej ponowne podjęcie desperackiej próby zrozumienia sytuacji. Ostrożnie poruszył się w stronę drzwi, nawet na moment nie wypuszczając dziewczyny z rąk, częściowo traktując ją jako tarczę przed Vivian (o ile ta celowała w niego wciąż bronią), a częściowo usiłował uciskać zranione miejsce.
Wyjrzał przez okno. W budynku obok wyraźnie coś się działo; na ulicy wzbił się kurz i tynk, cegły walały się po całej uliczce. Nie wiedział już czy to jego wyobraźnia, ale pośród całego zamieszania dostrzegł jakby ruch… Osobę? Zwierzę? Miało bardzo niepokojący kształt…
- Coś tam… ucieka…? – wyjąknął niepewnie, nie rozumiejąc już niczego. Przeniósł wzrok na Vivian, sprawdzając, czy wciąż chce go postrzelić. – Słuchaj, nie wiem, co knujesz, ale chyba ci się nie udało… - Nie wiedział już, za którą część zamachu była odpowiedzialna Vivian, ale przestało go to interesować. Miał ochotę sięgnąć do whisky schowanej pod ladą, ukryć się pod stołem i tam spędzić resztę wieczora. Musiał jednak doprowadzić sprawę do końca, pomimo wszelkiej niechęci.
- Słuchaj, zaraz zapewne pojawi się tu straż, a może i Inkwizycja… Bierz tą swoją pannę i odejdź, najlepiej tylnym wyjściem – polecił jej, nawet wyciągając nieprzytomne dziewczę w kierunku wiedźmy, jakby czynią przy tym wielką łaskę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pią Sty 06, 2017 8:05 pm

Chciała zignorować dziwny zgrzyt, który usłyszała, lecz mimowolnie zaczęła się rozglądać, wciąż spoglądając na Lynna kątem oka. Nie zamierzała przedwcześnie interpretować dźwięku, więc nasłuchiwała bacznie, słysząc zaraz kolejny. Tuż po nim po nim rozległ się huk.
Vivian aż cofnęła się o krok, na wszelki wypadek opuszczając broń. Z nieskrywanym szokiem wpatrywała się w okna, na moment zapomniawszy o konflikcie, w środku którego się znalazła. Czy to był… wybuch? Ciekawość kazała jej wyjrzeć na zewnątrz, zorientować się w sytuacji, lecz zdecydowała się pozostać w miejscu.
Serce zabiło jej mocniej, gdy wróciła spojrzeniem do Lynna i dziewczyny. Krew. Świeża, ciemnoczerwona, cieknąca mimo bariery w postaci palców mężczyzny. Zaklęła głośno, na powrót unosząc broń i celując nią w zegarmistrza. Chciałaby wierzyć w wypadek, jednak złe nastawienie podpowiadało zupełnie co innego.
- Ty kretynie! - ryknęła, wolną dłoń wsuwając do torby i wyraźnie czegoś poszukując. - Czego nie rozumiesz w słowach: Nie ruszać się?!
Śpieszyła się. Choć rodzaj ostrza nie wróżył głębokiej rany, wszystkiego należało się spodziewać i potraktować sprawę jak najbardziej pesymistycznie. Vivian nie miała zamiaru mieć na sumieniu kogoś niewinnego przez Lynna, który zresztą zdawał się nic sobie nie robić ze stanu nieznajomej, ciągając ją po pomieszczeniu. Co najwyżej trochę się przestraszył, co wywnioskowała z nagłej bladości. Vivian nie zareagowała początkowo na jego pytania, krzywiąc się jedynie z gniewu. Doprawdy, znalazł sobie idealny moment na rozeznanie się w sytuacji na zewnątrz. W końcu czarownica odnalazła to, czego tak intensywnie poszukiwała. Wyciągnęła z torby bandaż, który zawsze przezornie zabierała ze sobą. Oby wystarczył.
- Zamknij się – odezwała się tym razem spokojnie, jednocześnie strzelając ostrzegawczo w podłogę. Odniosła wrażenie, że Lynn niezbyt poważnie odebrał jej wcześniejsze polecenia. Pocisk zostawił niewielką dziurę w desce, a Vivian z powrotem skierowała lufę w stronę mężczyzny. - Mówiłam ci, że nic nie knuję, imbecylu. Łap – rzuciła mu bandaż. - Opatrz ją, póki jeszcze się nie wykrwawiła. Strażą pomartwimy się później.
Jeśli zdecydował się to zrobić, w milczeniu obserwowała, ani na moment nie opuszczając rewolweru. Dawał jej teraz poczucie namiastki kontroli nad sytuacją, która zrobiła się o wiele zbyt skomplikowana. Sama nie rozumiała, dlaczego sprawy potoczyły się właśnie w ten sposób. Marszczyła brwi, intensywnie się zastanawiając i szukając odpowiednich słów. Czuła potrzebę wyjaśnienia swoich intencji, po raz kolejny wspominając o przeklętym zegarze. Nie spodziewała się, aby odniosło to jakiś skutek. Wizja ucieczki tylnym wyjściem wydała się nagle niezwykle kusząca, lecz chciała się najpierw przekonać, że z dziewczyną będzie wszystko w porządku.
- Co się stało na zewnątrz? - zagaiła nagle, aby przygotować na to, co zastanie. - Co uciekało?

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pon Sty 09, 2017 4:54 pm

Podskoczył niemal cały, gdy strzeliła, ściskając mocniej nieprzytomną dziewczynę i natychmiast przenosząc spojrzenie na dziurę w drewnianej podłodze, z której aktualnie unosił się dym. No pięknie. Będzie musiał się z tego tłumaczyć Shilvii, jak nic. I faktycznie, jego pierwszym odruchem było ustalenie planu działania, aby załatać postrzeloną deskę, co świadczyło o tym, że wracał do normalności. Nie docierało do niego, że w każdej chwili może zginąć, to wszystko schodziło na drugi plan, jakby Vivian groziła mu zabawkową bronią, mimo że jej efekty działania były aż nadto realne. Uspokajał się, irracjonalnie, bo przecież jego sytuacja nie poprawiła się chociażby o jotę. Podszedł do sprawy odrobinę rozsądniej, powoli zdając sobie sprawę, że zdecydowanie poniosły go emocje.
Mimo wszystko, działanie Vivian przyniosło skutki. Nie drgnął więcej, w żadną ze stron, zaciskając zęby i przyglądając się wściekle, jak rządzi się w jego królestwie. Nie odpowiedział na jej zapewnienia, wciąż nie zamierzał jej ufać. Złapał bandaż, ale oparł przedramię na barku dziewczyny, nie spiesząc się z opatrywaniem, jakby uścisk jego dłoni był wystarczający do pohamowania krwotoku. Co go obchodziła jakaś przypadkowa panna, będąca zapewne wspólniczką Vivian? Mogła wyglądać niewinnie i być w wieku Shilvii, ale sumienie nie ruszało go, do kiedy miał pewność, że nie pozbawił jej życia. Koniec końców, przejąłby się, gdyby w tej serii nieprzemyślanych działań porwał również życie tejże dziewczynki.
Nie miał zamiaru jednak pozwolić sobą pomiatać, co by się nie działo. W głowie knuł już plan zemsty, z wolna odwijając bandaż, jednak wzrok wpijając cały czas w oczy swojej rozmówczyni.
- Myślisz, że możesz tu przychodzić, jak ci się podoba i grozić mi w mojej własnej pracowni? – prychnął, zaciskając zęby i marszcząc brwi zza groźnego spojrzenia. – Musisz mi wybaczyć, Vivian; nie wierzę w przeznaczenie. Ale czy śmiałabyś mówić tu o przypadku? – zagaił, powoli przenosząc ciężar ciała na nogę ustawioną z tyłu, powoli i ledwo zauważalnie. Nie miał już żadnej broni, jeśli nie liczyć kilku narzędzi, które na dzielącą ich odległość nie sprawdziłyby się zachwycająco.
- Co się stało? – powtórzył jej pytanie z lekkim rozbawieniem. – Myślałem, że ty mi powiesz…  - rzucił jej znaczące spojrzenie, po raz wtóry sugerując, że to ona jest tu panią sytuacji i główną inicjatorką całego spisku, od jej feralnego wejścia do pracowni, a na wybuchu w budynku obok kończąc. – Zwierzę… jakby… nie wiem. Uciekało, potykając się o cegły budynku. – Chciałby powiedzieć więcej, ale nie potrafił przyrównać stworzenia do żadnego ze znanych mu zwierząt. Jedno było pewne – nie przewidziało mu się. Coraz mniej rozumiał, ale niewiele się zmieniło; wciąż miał ochotę utrzeć nosa swojej towarzyszce.
- Nie podoba mi się ta cała sytuacja… Ani twoje niezdecydowanie. Coś cię tu trzyma? Coś nie pozwala ci oddać strzału? – zakpił, wykonując paskudny uśmiech. – Pozwól więc… - przerwał, biorąc powietrze w płuca. – Że ci pomogę!
Cisnął nieprzytomną dziewczyną w kierunku Vivian, niczym workiem ziemniaków, jeszcze chwilę traktując ją jako tarczę, jednocześnie wypuszczając z uścisku przygotowany bandaż i krwawiącą wciąż szyję. Przyłożył w to sporo swojej siły. Miał nadzieję, że zajmie się złapaniem swojej towarzyszki, ale nawet jeśli nie – dokonał wszelkich starań, aby wytrącić jej rewolwer z dłoni. W drugiej kolejności chciał ją powalić na ziemię za pomocą wymierzonego podcięcia nóg kobiety. Zamierzał zdobyć panowanie nad sytuacją niezależnie od ceny, jaką mogło przyjść mu zapłacić.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Wto Sty 10, 2017 5:31 pm

Obserwowała w milczeniu, chociaż z każdą sekundą czuła narastającą irytację i strach. Tak, Lynn zdecydowanie nie wydawał się być przejęty losem dziewczyny, traktując sprawę opatrzenia rany jak jakąś zabawę. Vivian zgrzytnęła zębami, wbijając wściekłe spojrzenie w jego osobę, po czym nerwowo poruszyła nadgarstkiem ręki trzymającej broń.
- No, pośpiesz się – upomniała mężczyznę warknięciem, nie mając zamiaru czekać, aż jego zwłoka zakończy się czymś tragicznym.
Lynn nieśpiesznie odwijał bandaż. Dostrzegła jego spojrzenie, lecz swoim uciekła, skupiając je na ruchach dłoni. Nie wytrzymałaby zbyt długiego kontaktu wzrokowego. Czuła się źle przez to całe zajście i pragnęła jak najszybciej móc się oddalić. Chciała jednak mieć pewność, że zegarmistrz wykona swoje zadanie jak należy, choćby miała zmotywować go kolejnym ostrzegawczym wystrzałem.
- Sprowokowałeś mnie do tego – odparła krótko, nawiązując do wcześniejszego dobycia ostrza przez Lynna. Pozostałe słowa mężczyzny pozostawiła bez komentarza. Nawet jeśli chciała się wytłumaczyć, czułaby się jak skończona idiotka, po raz kolejny wspominając zegar i niewinną chęć oddania go do naprawy. Chociaż Lynn nie przyjmował prawdy, Vivian nie zamierzała kłamać, nie widząc w tym większego sensu.
Prychnęła ze złością, słysząc mało subtelną sugestię, jakoby całe zajście było jedynie spiskiem na życie zegarmistrza. Ścisnęła mocniej rewolwer, poważnie zastanawiając się, czy jednak go nie schować. Być może taki gest zadziałałby relaksująco na napiętą sytuację i przekonał Lynna o czystych zamiarach wiedźmy? Jednocześnie zaczęła analizować nowo przyswojoną informację. Zwierzę… Niby nic nadzwyczajnego, lecz skoro mężczyzna je dostrzegł przez okno, musiało być sporych rozmiarów. Vivian nie mogła pozbyć się pewnego niepokojącego przeczucia, którego nie umiała ubrać w słowa. Ostatecznie odepchnęła je od siebie, mając świadomość wielu bardziej naglących kwestii.
Krytycznie spojrzała na brak postępów w opatrywaniu nieznajomej i już chciała po raz kolejny ponaglić mężczyznę, jednak odezwał się, nim zdołała choćby otworzyć usta. Zacisnęła je w wąską linię, słuchając słów Lynna. Nie podobały jej się. Była pewna, że coś knuje, być może miał coś w zanadrzu, może rewolwer, po który lada moment sięgnie, korzystając z chwili zaskocz…
Nie spodziewała się następnego posunięcia zegarmistrza. W jednej sekundzie zaobserwowała, jak zwiotczałe ciało dziewczyny zbliża się ku niej, gotowe lada moment upaść na podłogę, a w następnej instynktownie je łapała. Był to odruch silniejszy niż rozsądek. Nieznajoma nie wydawała się być ciężka, jednak bezwładność utrudniała utrzymanie ciała. Vivian musiała chwycić dziewczynę obiema rękoma, a nieuciśnięta rana zaczęła krwawić w pełni na nowo. Czarownica poczuła, jak wzbiera w niej panika, a zaraz za nią gniew, nim jednak odnalazła się w sytuacji, mocny cios w nogi pozbawił ją równowagi.
Upadały, razem. Vivian otoczyła ramionami głowę nieznajomej, chcąc w ten sposób ochronić ją przed dalszymi obrażeniami, w tym samym momencie swoją zahaczając o ladę. Uderzenie oszołomiło ją na chwilę, nie zdążyła nawet dojść do siebie, a już gruchnęła o podłogę, wciąż asekurując dziewczynę.
Huczało jej w uszach, czaszkę rozsadzał przeraźliwy ból, a po skórze rozchodziło się ciepło i dziwna wilgoć. Zdezorientowanie i zamroczenie na krótki moment wymazały wszystkie inne uczucia i myśli, zostawiając tylko jedno. Ból, ból, pulsujący, przeszywający, obezwładniający. Nie zarejestrowała nawet, jak zduszone sapnięcie wyrwało się spomiędzy jej ust; przez krótką chwilę, trwającą może ułamki sekund, nie wiedziała nawet, gdzie się znajduje. Wszystko jednak wróciło z podwójną mocą.
Z przerażeniem uniosła się na łokciach, szybko orientując się w nowym położeniu. Głowa zdawała się pękać, czoło piekło nieznośnie, a krew, jej własna, zalewała prawe oko. Dziewczyna… Chyba nie doznała większego uszczerbku. Rewolwer… Tak, wciąż go trzymała, choć niewiele brakowało, by wysunął się jej z ręki. Na całe szczęście nie nacisnęła przypadkiem na spust.
Jeśli Lynn nie wykonał kolejnego ruchu od razu, Vivian rozejrzała się po całym pomieszczeniu, szukając przeciwnika wzrokiem. Złość w niej wezbrała, o wiele silniejsza niż do tej pory. Po tak jawnym ataku czuła się upoważniona do obrony, bez względu na to, jak daleko będzie musiała się posunąć. Niechętnie puściła dziewczynę. Najpierw wolałaby zająć się jej raną, jednak już zdążyła się zorientować, że rozcięcie było mniej groźne, niż początkowo się obawiała. Nieznajoma powinna spokojnie wytrzymać jeszcze chwilę, może nawet dłuższą. Vivian, o ile Lynn do tego dopuścił, złapała się lady i z jej pomocą podciągnęła się w górę, stając na nieco chwiejnych nogach.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sob Sty 14, 2017 8:40 pm

Runęła w kierunku lady, a stojąca na niej, pięknie zdobiona, szklana lampa, stanowiąca o tej godzinie jedyne źródło światła w pomieszczeniu, zachybotała się niebezpiecznie, jakby dając im ostrzeżenie przed tym, co miało się wkrótce stać. Serce podskoczyło mu do gardła. Nie. Pożar w jego świętej pracowni? To już, kurwa, zbyt wiele! Zignorował zupełnie to, cokolwiek działo się po rzuceniu nieprzytomnej dziewczyny w kierunku Viv, porywając się na ratunek spadającej lampie.
Zdeptał czyjeś stopy, już nieświadom, do kogo należą, zupełnie zaabsorbowany ratowaniem swojego cennego dobytku. Runął na podłogę, częściowo znikając za ladą i wykonując niezgrabny ślizg na kolanach. Zdążył jedynie musnąć ją wysuniętymi kończynami, gdy spadła z hukiem na drewnianą podłogę, tłukąc się na tysiąc drobnych części. Płomień zamrugał i zgasnął, nim zdążyło dojść do tragedii, choć wkrótce po tym z dolnego zbiornika wylała się ciecz o ostrym, charakterystycznym zapachu.
Dopiero wtedy odetchnął z ulgą, pomimo że w pomieszczeniu zapadła ciemność, nie licząc światła przebijającego się przez szyby okienne z uliczki. Usiłował rozpoznać dźwięki pochodzące z lego lewej strony, gdyż jego zdrowe oko nie zdążyło się jeszcze przyzwyczaić do ogarniających ich ciemności. Wiedział jedynie, że oboje znaleźli się na podłodze, w dosyć bezpiecznej odległości. Nie był pewny, czy Vivian wciąż trzyma broń, właściwie nie wiedząc też nic o jej niefortunnym upadku. W końcu zdołał dostrzec lekko niestabilne poruszenie, jakby unosiła się z trudem na równe nogi.
Ukrył się za ladą, po omacku szukając nowej broni. Poszedłby w zakład, że jeszcze niedawno otrzymał od pewnego jegomościa rewolwer do naprawy, ale gdzież, do cholery, go odłożył? I gdzie mogły znajdować się pasujące do niego naboje? Zamiast tego, natrafił na obleczone żywicą kółka na metalowej osi, poruszające się gładko pod jego palcami. Prototyp wrotek. O tak, Vivian z pewnością się przed nimi zlęknie. Zaklął w duchu, sunąc na czworakach dalej, w poszukiwaniu czegoś lepszego.
- Dlaczego jesteś taka uparta? – zapytał się w końcu, nie odnajdując przez dłuższy czas nic wartego jego uwagi. Zdradził tym samym swoją pozycję w mroku, jeśli Vivian nie zdążyła przez ten czas namierzyć czołgającego się po swojej pracowni zegarmistrza. – Dlaczego nie możesz zabrać stąd swoich cennych czterech liter wraz ze swoją bezużyteczną towarzyszką? Jestem pewien, że kilka przecznic dalej funkcjonuje całkiem dobrze prosperujący zakład zegarmistrzowski. Narysuję ci mapę z zaznaczoną drogą, załatwię powóz, tylko… - urwał, milknąc niespodziewanie i przenosząc wzrok na szybę, dzięki której w pomieszczeniu nie zapadły absolutne ciemności.
Ktoś przeszedł tuż pod jego zakładem, wyraźnie zwalniając kroku, jakby chcąc zajrzeć do środka. Drzwi nie były zamknięte na zamek, jednak było już po godzinach zamknięcia zakładu, co zapewne zmusiło postać do zrezygnowania z zapukania do środka. Zmrużył oko, aby lepiej widzieć, jednak nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Syknął więc do Viv, gdziekolwiek się znajdowała:
- Co…? Kto to? Twój kolejny przydupas? – zapytał się cicho, choć tym razem złapał się bardziej logicznych argumentów, nabierając pewności, że pod jego pracownię zawitał strażnik albo inkwizytor. Nie chciał stawać oko w oko z żadnym z tych przypadków, więc postanowił odłożyć wyrzucenie Vivian za drzwi aż odzyska więcej swobody.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Czw Sty 19, 2017 6:55 pm

To nie była najlepsza decyzja.
Choć poruszała się ostrożnie, zmiana pozycji wywołała potężne zawroty głowy, od których na moment ją zemdliło. Oparła się o ladę, próbując opanować niepożądaną reakcję organizmu i jednocześnie szukając wzrokiem Lynna. Ciemności ani trochę w tym nie pomagały.
Chwilę wcześniej, gdy próbowała dojść do siebie po upadku, udało jej się usłyszeć coś, co wskazywało na pośpieszny ruch mężczyzny. Przez moment Vivian myślała, że zegarmistrz przystąpił do następnego ataku, jednak zaraz rozległ się huk i właśnie wtedy zgasło światło. Łatwo było domyślić się powodu.
Ścisnęła mocniej rewolwer, nie dostrzegłszy nigdzie postaci mężczyzny. Skrył się? W pomieszczeniu rozlegały się ciche szelesty, ale Vivian nie potrafiła zlokalizować ich źródła. Nie w tym stanie. Potarła dłonią twarz, jednocześnie rozcierając krew, która zdążyła zebrać się w załamaniu powieki. Wciąż czuła ból głowy, któremu towarzyszyło uczucie oszołomienia i trudność w zebraniu myśli. Ten wieczór zdecydowanie nie tak miał wyglądać.
Prychnęła gniewnie, słysząc jego pytanie. Sama się nad tym zastanawiała. I ostatecznie nie była w stanie znaleźć zadowalającej odpowiedzi. Bo żadna wdzięczność nie jest warta mąk, przez jakie teraz musi przechodzić Vivian.
- Ooo, teraz nagle mi wierzysz, że przyniosłam tu zegar? - syknęła sarkastycznie i nieco niewyraźnie, błądząc spojrzeniem po miejscu, z którego zdawał się dobiegać głos. Nie zwróciła większej uwagi na urwane zdanie, skupiona na otoczeniu i swojej koordynacji. Przesunęła się nieznacznie, wciąż opierając ciężar ciała o ladę.
Nagle ujrzała coś kątem oka. Natychmiast powiodła wzrokiem w stronę okna, w pełni dostrzegając postać w ciemnym płaszczu, tak się zdawało. Przez krótki moment czarownica wpatrywała się w nią szeroko otwartymi oczami, niezbyt pewna, co właśnie się dzieje. W następnej chwili, bardziej instynktownie niż świadomie, z powrotem przypadła do podłogi, chcąc uchronić się przed ewentualnym zauważeniem. Poskutkowało to kolejną falą osłabienia i zawrotów głowy, które prawie przypłaciła bezwładnym osunięciem się na deski.
- Tak, każdy w promieniu stu metrów jest moim wspólnikiem – warknęła wściekle słabym głosem, próbując ustalić w myślach plan działania. Szło jej to nadzwyczaj opornie. Gdyby tylko zamknąć niespostrzeżenie drzwi… Klucz. Gdzie jest? A jeśli zamek zazgrzyta?
Vivian przeklęła cicho, przesuwając się wzdłuż lady w głąb pomieszczenia. Przypomniały jej się drugie drzwi, znajdujące się prawie naprzeciw wejścia. Niezależnie od tego, czy prowadziły do innego pokoju, czy też na zewnątrz, stanowiły pewną szansę. Nie miała żadnego konkretnego powodu swojej uciążliwej wędrówki, jednak coraz bardziej kusząca stawała się wizja ucieczki i pozostawienia zegarmistrza samego z tym bałaganem.
Właśnie wtedy rozległo się ciche, nieco nieśmiałe pukanie, a Vivian zamarła, czując, jak serce podchodzi jej do gardła.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pią Sty 20, 2017 11:15 pm

Powstrzymał odruch rzucenia ją natkniętym wrotkiem po ciemku, gdy tylko usłyszał jej odpowiedź, choć naprawdę – niewiele brakowało. Zamiast tego, przewrócił oczyma, zapominając, że i tak nie mogłaby dostrzec jego wyrazu zniecierpliwienia.
- Nie, kretynko. Uderzyłaś się w głowę, czy jak? Prędzej mi śrubokręt na czole wyrośnie niż ci uwierzę – machnął na nią ręką, przesuwając się już na sam skraj lady, a właściwie lądując w kącie pracowni, tuż przy ścianie wejściowej. – Abyś nie miała złudzeń, powiem ci wprost – chcę się ciebie jak najszybciej pozbyć. Bez większych strat na zdrowiu psychicznym, ciele i mojej biednej pracowni – oznajmił zdecydowanym tonem, zupełnie szczerze. Chciał dodać jeszcze ciąg dalszy, czując się coraz pewniej, a mianowicie mógłby kazać jej zabrać siebie i swój urojony zegar ponownie, ale przerwało im pojawienie się tejże tajemniczej postaci.
Widział coraz więcej, jego oko przyzwyczajało się do mroku, a jako że na uliczce było jaśniej niż w jego zawalonej różnego rodzaju gratami pracowni, mógł rozpoznać, kim jest postać stojąca przy drzwiach, usiłująca zajrzeć do wnętrza przez okiennicę. Przez posturę przybysza mógł zgadywać, że ma do czynienia z mężczyzną, jednak jego wątpliwości rozwiał w całości niski głos, jaki rozległ się zaraz po pukaniu:
- Panie Cavendish…? – zawołał, zapewne odczytując nazwisko zegarmistrza na wywieszce znajdującej się przy drzwiach. – Panie Cavendish, jest pan jeszcze w środku? Słyszałem jakiś hałas i myślałem, że… - dodał coś jeszcze, czego Lynn już nie usłyszał, łapiąc się za głowę i ani myśląc wychylać się poza swój bezpieczny kąt. Serce tłukło mu jak młotem, na nowo uświadamiał sobie, w jak opłakanej sytuacji się znalazł.
- Kurwa – zaczął i bynajmniej na tym nie poprzestał. – Kurwa, kurwa, kurwa – panikował, przez chwilę będąc w stanie zdobyć się wyłącznie na tyle; żaden plan nie chciał wykiełkować w jego głowie. Nie wymigałby się, gdyby znaleziono go w pracowni z dwoma wiedźmami w tak osobliwej sytuacji. Zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby przyznać się do winy na tym etapie… może kara byłaby łagodniejsza? Widząc, jak mężczyzna przechodzi do drugiego okna, w celu wypatrzenia śladów obecności zegarmistrza, postanowił wykorzystać obecność Vivian, w nadziei, że będzie z nim współpracowała, gdy już pozna szczegóły sprawy.
- Słuchaj mnie – syknął na nią, wychylając się i obdarzając spojrzeniem kształt, którym zapewne była, choć nie mógł sprecyzować, gdzie znajdowały się jej oczy. – Znam ten głos. Ten koleś to inkwizytor – wyjaśnił po krótce, bynajmniej nie kłamiąc. Kojarzył mężczyznę – był kilka lat wyżej od niego i choć nie znali się bezpośrednio, sława tego człowieka znacznie go wyprzedzała. – Jesteś bliżej… dam ci klucz od drzwi, zamkniesz je od środka. Tak, aby cię nie zobaczył, jasne? – zarządził, nawet nie sądząc, że mogłaby w tej chwili z nim dyskutować. Nie czekając dłużej, wygrzebał ostrożnymi, ale pospiesznymi ruchami z kieszeni swojej kamizelki pęk kluczy. Wymacał odpowiedni, pasujący do drzwi głównych i odpinając go, cicho posunął go po ziemi, tuż pod kolana Vivian, resztę chowając ponownie na miejsce.
Teraz wiele zależało od niej, on powoli zaczął się czołgać w przeciwną stronę, chcąc znaleźć się jak najdalej od źródła zamieszania. Nie omieszkał podzielić się z czarownicą jeszcze swoimi planami na przyszłość, wciąż zachowując stłumiony półszept:
- Jeśli ten skurwysyn tu wejdzie, przysięgam – będę utrzymywał wersję, że padłem ofiarą dwóch wiedźm, które przyszły tu pod najgłupszym pretekstem świata. – Mógł zabrzmieć niedorzecznie, ale dokładnie taki miał plan. Nie wahałby się dodatkowo uszkodzić, zacząć wrzeszczeć albo po wtargnięciu mężczyzny, rzucić mu się w ramiona z okrzykiem „wybawco!”. Był gotów na największe poświęcenia, aby nie wrócić do Inkwizycji, ba – z dwojga złego wolałby już śmierć na stosie. Nie widział jej już więcej, ukryty za ladą, ale syknął jeszcze w mrok:
- Uważaj na deski przy zawiasach, skrzypią jak cholera.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pon Sty 30, 2017 12:28 pm

Zacisnęła dłonie w pięści, przejeżdżając paznokciami po blacie lady. Miała ochotę rzucić czymś w Lynna, najlepiej czymś ciężkim i twardym, ale jak na złość nie miała nic pod ręką. Może poza zegarem, jednak szkoda antyku.
- Wyobraź sobie, że tak – syknęła gniewnie, wbijając zamglony wzrok w ciemność tam, gdzie spodziewała się jego obecności. Zaraz kontynuowała jadowicie słodkim głosem: - Czyżbyś oślepł i na drugie oko, że umknął ci tak istotny efekt twoich działań?
Zignorowała resztę wypowiedzi zegarmistrza, rozproszona niespodziewanym przybyszem. Vivian miała tylko nadzieję, że różnica w oświetleniu jest na tyle duża, by mężczyzna nie był w stanie dostrzec zbyt wiele przez okno, a szczególnie gwałtownego poruszenia, gdy czarownica zmieniała pozycję.
Początkowo próbowała przesuwać się wciąż w pozycji kucającej, by móc w razie czego szybko zerwać się do pionu, jednak okazało się to zbyt uciążliwe. Wymagało też poczucia równowagi, które nie było w tym momencie mocną stroną kobiety. Przeniosła się na kolana, wcześniej zatknąwszy rewolwer z powrotem za pasek. Dodatkowo ciężar ciała oparła na dłoniach i w ten sposób kontynuowała swoją wędrówkę, nim ta została zakłócona przez dźwięk pukania.
Skuliła się, świadoma, że jeśli tylko mężczyzna zdecyduje się wejść, pierwszym widokiem, jaki ujrzy, będzie nieprzytomna dziewczyna i sama Vivian. Przekleństwa, które dobiegły ją ze strony zegarmistrza, doskonale oddawały również i jej uczucia. Wpatrywała się w drzwi, niepewna, czy dalej dążyć do drugiego wyjścia, czy też raczej spróbować skryć się za ladą.
Drgnęła, gdy usłyszała głos Lynna i obróciła w jego kierunku głowę. Teraz udało jej się dostrzec ciemny kształt, będący sylwetką mężczyzny. Zmarszczyła brwi i zacisnęła pięści, nie wiedząc, czego się spodziewać, ale kiedy tylko wyraził swoje polecenie, zawahała się. Z irytacją wykrzywiła usta, zbierając myśli, nim jednak zdążyła się sprzeciwić, Lynn już pchnął w jej stronę klucz. Sięgnęła po niego, ale przez moment jeszcze się nie ruszyła.
- Ty jesteś bliżej! – warknęła ściszonym głosem, słysząc dźwięki świadczące o jego odwrocie.
Pomimo niechęci dla pomysłu Lynna, nie dyskutowała dłużej, mając świadomość presji czasu. Była święcie przekonana, że wtargnięcie inkwizytora nie będzie niosło ze sobą zbyt wielu konsekwencji dla zegarmistrza, w przeciwieństwie do niej i nieprzytomnej dziewczyny. Oskarżeń o czary się nie lekceważyło, a Vivian miała pewność, że Lynn spełniłby swoje plany, którymi zdążył się z nią podzielić. Ostrożnie pełzła w kierunku drzwi z nadzieją, że inkwizytor zrezygnuje lub chociaż odczeka jeszcze chwilę przed próbą wejścia.
Prychnęła w odpowiedzi na ostrzeżenie. Uważała na tyle, na ile była w stanie, niewiele widząc i wciąż się chwiejąc. Obiecała sobie gorąco, że gdy tylko sytuacja się uspokoi, trzaśnie Lynna w głowę pierwszą rzeczą, która wpadnie jej w ręce. O ile będzie wystarczająco twarda.
Kiedy znalazła się wystarczająco blisko, zwolniła, przesuwając się jeszcze ostrożniej niż dotychczas. Z duszą na ramieniu nasłuchiwała zdradzieckiego skrzypnięcia drewna lub, co gorsza, kliknięcia otwieranych drzwi. Z każdą kolejną chwilą serce łomotało jej coraz mocniej, w miarę jak  upływ czasu zwiększał ryzyko, że inkwizytor zdecyduje się wejść.
Dotarła do nich. Drżącymi rękoma sięgnęła do zamka, przez dobrą chwilę nie mogąc trafić kluczem do dziurki. Westchnęła z ulgą, gdy wreszcie się to udało, a zamek zaskoczył gładko, nie dając możliwości spostrzeżenia, że jakiekolwiek manipulacje miały miejsce przy drzwiach, odkąd inkwizytor zainteresował się pracownią i jej właścicielem.
Miała wrażenie, jakby cała akcja trwała wieczność, a w rzeczywistości zajęło jej to jedynie krótki moment. Poczęła się wycofywać, czując się nieco bezpieczniej, lecz nie lekceważąc wciąż istniejącego niebezpieczeństwa. W końcu jeśli inkwizytor dostrzeże coś, co wzbudzi jego niepokój, może zdecydować się na wybicie okna i wtargnięcie do środka tą drogą. Ostrożnie przesunęła się w bok, pozostając przy frontowej ścianie, gdzie istniało najmniejsze ryzyko, że zostanie dostrzeżona. Nie odchodziła daleko, jedynie na tyle, by odsunąć się od drzwi i by móc w spokoju usiąść. Potrzebowała chwili odpoczynku.
Oparła głowę o kolana, podciągnięte do klatki piersiowej. Oddychała płytko i urywanie, wciąż czuła się słabo, a wysiłek na pewno nie poprawił jej stanu. Vivian zaczęło dokuczać gorąco, a skoro wszystko wskazywało na to, że przez niespodziewanego gościa pewnie jeszcze chwilę zostanie w zakładzie, zdecydowała się zdjąć płaszcz. Zrobiła to niezgrabnymi ruchami, nie chcąc zbytnio się poruszać, a gdy materiał wreszcie zsunął się z jej ramion, poczuła ulgę. Torbę położyła po swojej lewej stronie i ponownie oparła czoło o kolana. Miała ochotę przeklinać wszystko, zaczynając od zegarmistrza, a kończąc na ładnej cyrkówce i jej zegarze.
- Zadanie wykonanie, panie Cavendish – parsknęła w końcu niewyraźnie, wkładając w ton głosu tak wiele sarkazmu, ile tylko potrafiła.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Lut 01, 2017 8:32 pm

Jak nie zdążył jeszcze przywyknąć do stanu związanego z brakiem posiadania jednego z oczu, nawet nie jednorazowo uderzając w coś głową z powodu ograniczonego zakresu widzenia, tak z tym faktem poradził sobie dosyć szybko, coraz więcej myśli poświęcając wynalezieniu elementów mogących ułatwić mu życie. Kobieta aktualnie znajdująca się w jego pracowni działa na niego w sposób tak silny, że nieruszające go na co dzień docinki, teraz rosły do rangi śmiertelnej obelgi. Całe szczęście było ciemno, a za drzwiami stała osoba zupełnie im nieprzychylna, co uchroniło Vivian przed pociskiem w postaci wrotek. To sobie darował, ale nie mógł się powstrzymać od komentarza.
- Czy ty masz do mnie pretensje?! Trzeba było wziąć poprawkę na ewentualne obrażenia, jeśli już knuje się zamach na moją nieszczęsną pracownię! – odpowiedział jej również sykiem, gotów się wykłócać dalej, nawet jeśli miałoby ich to narazić na zauważenie. Ostatnie słowo musiało należeć do niego, jakby obudziło się w nim dawno niewidziane dziecko.
Zignorował jej słowa, machając na nią wściekle ręką, by się pospieszyła. Z jego perspektywy to Vivian miała idealny dostęp do drzwi, choć był tylko ślepym na jedno oko człowiekiem, więc kto by mu tam wierzył. Po rzuceniu Vivian klucza było za późno na targowanie się. Wstrzymał oddech, gdy zbliżała się do skrzypiących desek przy zawiasach, zastanawiając się, czy powinien jej zaufać w tak istotnej kwestii. Oczyma wyobraźni już widział, jak kobieta otwiera inkwizytorowi drzwi na oścież, zapraszając go do środka. Wiedział, że nie miałaby motywów, aby to uczynić, ale równocześnie wiedział, że kobieta jest walniętą w głowę sadystką, po której należy się spodziewać wiele. Odetchnął dopiero, gdy zamek wydał z siebie lewie dosłyszalne kliknięcie.
Doczłapał się do niej, wciąż zachowując ciszę, nie czując się zbyt pewnie.
- Świetnie – prychnął równie nieprzyjemnym tonem, a gdy dostrzegł jej chwilową przerwę w działaniu, zmarszczył brwi. - Czekasz na medal za specjalne zasługi dla Wishtown? Och, poszukaj w kraju obok, tu nic takiego cię nie spotka – szeptał pod nosem, przesuwając się jednocześnie przy ladzie, choć podskoczył cały, gdy za plecami dosłyszał iście przerażający dźwięk naciskanej klamki. A jednak. Zatrzymał się, oddychając ciężko, czując jak jego serce zaraz wyskoczy. Doprawdy, czy mogło być gorzej? Brakowało tu jeszcze tylko Shilvii. Choć raz w życiu był zadowolony, że jej zajęcia przedłużyły się.
- Nie wiem jak ty, ale ja planuję udać się na zaplecze, by przeczekać zamieszanie na ulicy – oznajmił, co częściowo mogło być propozycją. – Jeśli chcesz, mamy na podwórzu śmietnik; mogłabyś zostawić tam ciało swojej koleżanki – dodał, choć jednocześnie był świadom stanu dziewczęcia, wciąż jak najbardziej żywego. Nie miałby jednak nic przeciwko, jeśli choć jedna z wiedźm zniknęłaby z jego pracowni.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pią Lut 03, 2017 12:34 am

Tylko cudem powstrzymała się od rzucenia w odpowiedzi kolejnej kąśliwej uwagi, tym razem na temat słuchu. Już nawet formowała w myślach wypowiedź, gotowa wdać się w iście niedojrzałą sprzeczkę, pełną złośliwości i wzajemnego obrzucania się winą; już nawet otwierała usta, by znów plunąć jadem, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Zamiast brnąć w kłótnię, wydała z siebie tylko wściekły pomruk, który Lynn mógłby zinterpretować jako oznakę swego zwycięstwa. Vivian jednak bynajmniej wcale się nie poddała. Ona po prostu odłożyła swoje zwycięstwo w czasie, już teraz planując, jak odegra się na zegarmistrzu za zniewagi i tamten podstępny atak.
Akcja potajemnego zamknięcia drzwi niewątpliwie była stresująca. Przez cały czas jej trwania kobieta starała się ignorować obecność Lynna, a szczególnie jego ponaglający gest na samym początku. Teraz, gdy już zapewniła im pozorne bezpieczeństwo, zegarmistrz zajął prawie całą jej uwagę. Uniosła głowę, gdy usłyszała, jak się zbliża. W jednej chwili znieruchomiała, napinając wszystkie mięśnie, mimo że tak naprawdę miała ochotę posunąć się do rękoczynów, by choć trochę rozładować napięcie.
- Nie - wysyczała przez zaciśnięte zęby, a zaraz po tym ciągnęła dalej, po części kpiąc z jego wcześniejszej podejrzliwości, a po części chcąc go nastraszyć: - Czekam, aż odwrócisz się do mnie plecami, by bez najmniejszego problemu przestrzelić ci łe...
Urwała, gdy rozległo się skrzypnięcie klamki, niby subtelne, a jednak w tej cichości sprawiające wrażenie oszałamiającego huku. Wzdrygnęła się i spojrzała na wejście, a przerażenie ścisnęło jej gardło, choć inkwizytor nie miał najmniejszej szansy, by dostać się do środka tą drogą.
Tylko raz. Tylko raz nacisnął klamkę, spokojnie, choć bez wahania. Nie szarpał nią, nie próbował wyważyć drzwi. Czyżby nic nie wzbudziło jego podejrzeń na tyle, by zdecydował się na radykalne kroki? Vivian kątem oka dostrzegła cień w oknie, jednak nie była w stanie stwierdzić, czy inkwizytor odszedł, czy też jedynie znów zmienił pozycję. Pełna lęku w każdej chwili oczekiwała odgłosu tłuczonego szkła.
Nieco niechętnie przeniosła wzrok na Lynna, gdy tylko się odezwał, i wzięła pod rozwagę jego słowa. Kobieta nie była pewna intencji, jakie skryły się w tym wyznaniu, jednak z dwojga złego wolała towarzystwo zegarmistrza na zapleczu, niż bliskość o wiele groźniejszego inkwizytora. Druga część wypowiedzi za to już nie przypadła czarownicy do gustu. Zmarszczyła brwi, jednocześnie czując nerwowy skurcz w żołądku na myśl o aktualnym stanie dziewczęcia.
- Empatia wciąż na inkwizycyjnym poziomie, gratuluję - warknęła ściszonym głosem, rzucając jeszcze kontrolne spojrzenie w stronę drzwi i okna. - Jeśli kiedyś znudzi ci się życie przeciętnego człowieka, możesz śmiało się do nich zwrócić, chętnie przyjmą cię z powrotem.
Ruszyła się z miejsca, zostawiając pod ścianą swój płaszcz i torbę. I tak tu później wróci, gdy po opanowaniu sytuacji będzie mogła z radością opuścić pracownię i nigdy więcej się do niej nie zbliżyć. Niby zegarmistrz wspominał wcześniej o ucieczce tylnym wyjściem, ale... ostatecznie nie miała zamiaru z niego korzystać. Nie będzie wymykać się po kryjomu, jakby faktycznie miała coś (dzisiaj) na sumieniu.
Przebyła niewielką odległość, jaka dzieliła ją od nieprzytomnej dziewczyny i zatrzymała się. Drżącą ręką dotknęła jej szyi, z ulgą wyczuwając słaby, ale miarowy puls. Krwawienie zdawało się zmaleć, jednak w tych warunkach Vivian nie mogła tego dokładnie określić. Niezależnie od tego, należało się nią zająć jak najszybciej. Czarownica posłała Lynnowi oskarżycielskie spojrzenie. Wciąż uważała, że to jego wina.
- Masz więcej siły, przenieś ją na to zaplecze - szepnęła zdecydowanym tonem, być może trochę naiwnie licząc, że mężczyzna się usłucha.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Tabula rasa
Tkacz doznań
Tkacz doznań
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pią Lut 03, 2017 11:00 pm

Ugh ohg ah oghr blleeeeeeeeeeergh...
...no to sobie pogadali, prawda obśliniony skrawku materiału? Moment, czy właśnie żuł gruz?
A nie, to chyba szkliwo. Albo może... za miękkie jakieś... i jak to gruz między zębami? Co właściwie teraz miał zrobić? Moment... czy czasem nie zostawił gdzieś wektora? A tak. Chyba... ojej!
Tyle zabawy go omijało! Musiał tam jak najszybciej wrócić! Tylko... o, oko działało, chociaż się poobijał. Ale jakoś tak trochę... o, już lepiej jak trochę obtarł.
Tylko teraz tak, jak tu się skupić, by... może podejdzie trochę, tak dyskretniej. Czy żył? Żył, chociaż zerwanie połączenia na pewno mu nie służy. Tak marnie żył. Trochę jak ono, KEKEKEK. Nigdy więcej skakania po winie. Bo czuł się winnie... nie, chwila, winny? Kekek.
No to chwilkę. Teraz jak się czaił po zaułkach powinien się skupić. Powinien się skupić mocno na więzi. W końcu to była jego część ciała, i to żywa! Jedynie nieco... odrętwiała. Trochę rozrusza to będzie działać...
***
"Ciało" zaczęło się chyba budzić. Zmrużyło oczy i zaczęło mruczeć niewyraźnie. Gdzie było? Dalej chyba w pracowni. Lekko odchyliło oczy, ale nie widziało zbyt wiele. Ciemność. Za to czuło ciepłą ciecz na szyi, a z drugiej strony chłód i ból.
Przeciął! Świetnie, wykwawiała się! Chociaż raczej od tego nie umrze, za płytkie. JAKA SZKODA.
-Ja... czy ja umarłam?-Zapytała dziewczyna słabo. Wyciągnęła po omacku dłoń, na nic jednak nie natrafiając. Próbowała się też chyba podnieść, ale bezskutecznie.
-Kto... gdzie jestem? Zimno mi...-Szept. Tak, niech będzie czuć, że jest słaba. Kto wie, może jedynie dochodzi do siebie, a może jednak straciła tyle krwi, że lada moment znowu odpłynie? Albo i gorzej?
Ktoś się kręcił wokół domku... i chyba za dużo w okolicy kręciło się ludzi. Ktoś mógłby go zobaczyć, więc... lepiej będzie, jak zostanie tam gdzie jest... khiekhiekhie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Nie Lut 05, 2017 9:51 pm

Wbrew temu, co działo się wkoło, zdołał się uśmiechnąć, ba – musiał się powstrzymywać od prychnięcia śmiechem. Uwielbiał tak absurdalne poczucie humoru. Napięcie powoli z niego schodziło, choć za nic na świecie nie mógłby teraz stwierdzić, że jest w pełni bezpieczny. Inkwizytor nie zdążył nawet oddalić się od pracowni, a może i szukał tylnego wejścia, a oczy Lynna zalśniły niebezpiecznie, co świadczyło o jego nieposkromionej chęci do podjęcia tej słownej potyczki.
- O nie, Vivian. Jeśli kiedykolwiek tam wrócę, to tylko z tobą. Jeśli mnie oczekują z otwartymi ramionami, to na swój powrót zastaniesz fajerwerki, wraz z komitetem powitalnym w postaci szeregu katów – wypowiedział, choć równocześnie zauważył, że jej drobna kpina niosła za sobą ważną informację – w końcu mu uwierzyła. Za sprawą minionych wydarzeń pojęła prawdę, którą z takim uporem odtrącała od siebie w teatrze. Niepisana umowa wciąż jednak ich obowiązywała, przynajmniej do czasu opuszczenia przez Vivian pracowni. Jeśli zostaną złapani, zamierzał pociągnąć ją za sobą, oczywiście uprzednio planując ratować się, chociażby jej kosztem.
Usłuchał jej, im ruszył na zaplecze. Faktycznie, w mroku wciąż potrafił dostrzec spoczywające na ziemi ciało, nieporuszające się od jakiegoś czasu. Był gotów podjąć współprace, zwłaszcza, że wyrzuty sumienia zaczynały go trawić. Naraził tę młodą na niepotrzebne ryzyko, wbrew swoim zamiarom. A poza tym… współpracowali, czyż nie? Musiał kiedyś iść na kompromis. Nie wyczuwał więcej zagrożenia, a myśli, jakie nachodziły go na początku ich spotkania, teraz zdawały mu się śmieszne.
- Niech będzie – zgodził się z przekąsem, jakby czynił jej wielką łaskę. Ukucnął nad ciałem dziewczyny, zastanawiając się chwilę z jakiej strony powinien się zabrać. Już wsuwał dłonie pod jej ręce i kolana zamierzając ją unieść, najdelikatniej jak potrafił, gdy… dziewczę drgnęło! Był pewien! Odskoczył jak oparzony, wydając z siebie cichy syk. Obudziła się powoli, naturalnie, nie wykonując żadnych ruchów, mogących wzbudzić podejrzenia zegarmistrza. Póki co ręce jednak trzymał na powrót przy sobie.
- Nie… - odpowiedział cichym szeptem. Obejrzał się na okno, aby po raz wtóry upewnić się, czy mężczyzna już ich opuścił. – Jednak twoja współtowarzyszka zbrodni chciała cię już zostawić na śmietniku, gdy przestałaś zdradzać oznaki życia. Następnym razem wybieraj sobie znajomych ostrożniej, dziewczyno. – Uśmiechnął się pod nosem, bo sytuacja na powrót zaczęła go niezmiernie bawić. Już czuł na sobie wściekłe spojrzenie Vivian. – I z łaski swojej, proszę, zachowaj spokój. Nie hałasuj, jeśli ci życie miłe – ostrzegł ją, nie zagłębiając się w szczegóły. Jeśli chciała wiedzieć więcej, nie zapyta się tej swojej kompanki, o!
Powiedział już wszystko, co chciał powiedzieć, a więc przeszedł do przerwanej czynności – ponownie podjął próbę wzięcia białowłosej na ręce, by przenieść ją na zaplecze. Jeśli się nie opierała, udało im się znaleźć w tylnej części pracowni, gdzie ułożył dziewczynę na rzemieślniczym stole, być może nawet do pozycji siedzącej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Nie Lut 12, 2017 11:47 pm

Vivian, w przeciwieństwie do Lynna, nie postrzegała ich wymiany zdań jako przejawu humoru, nawet absurdalnego. Emocje zawrzały w niej niemalże tak, jak w obliczu paranoicznego wybuchu zegarmistrza, a przez twarz przebiegł gniewny grymas. Milczała krótką chwilę, prawie gotując się ze złości i zbierając myśli, aż w końcu warknęła ściszonym głosem:
- Marzenie ściętej głowy, Cavendish...
Nie czuła się usatysfakcjonowana swoją odpowiedzią, lecz nic lepszego w tym momencie nie przychodziło jej do głowy. Mruknęła jeszcze pod nosem jakieś niezrozumiałe zdanie i prychnęła wyjątkowo teatralnie, odwracając głowę na bok.
Vivian zdziwiła się szczerze, gdy Lynn nie odmówił jej poleceniu, gdyż prośbą nazywać tego nie należało. Szok i zadowolenie spowodowało, że nie zareagowała na drwinę w jego odpowiedzi, tylko odsunęła się pośpiesznie, umożliwiając mężczyźnie dostęp do dziewczyny. Gdzieś tam tliła się w niej jeszcze iskra nieufności, jednak miała pewność, że nieznajomej nie wyszłoby na dobre ciągnięcie po podłodze. I hej, ona swoje zadanie z kluczem wypełniła jak należy, zegarmistrz powinien odwdzięczyć się bez próbowania żadnych sztuczek. Mimo wszystko czarownica przyglądała się czujnie, jak Lynn przymierza się do podniesienia dziewczyny.
Kiedy zegarmistrz odskoczył, Vivian zareagowała równie instynktownie, napinając się i sięgając po rewolwer. Nie wyciągnęła go, a jedynie zacisnęła dłoń na chwycie, gotowa natychmiast zareagować, gdyby nastała taka potrzeba. Wszystko wyjaśniło się, gdy dziewczyna przemówiła. Kobieta od razu się rozluźniła i choć trochę uspokoiła.
- Niewiele jednak brakowało i zgadnij, któremu tępakowi to zawdzięczasz? - mruknęła, przysuwając się odrobinę. Zerknęła na Lynna wzrokiem pełnym dezaprobaty i chęci wydrapania drugiego oka. - Ano temu, który bawi się bandażem, zamiast go użyć, a teraz próbuje oczernić całkowicie niewinną osobę!
Zaraz po tych słowach obejrzała się pośpiesznie, sprawdzając, czy jednak inkwizytor nie ponowił swoich prób najścia zegarmistrza po godzinach otwarcia. Zaczęła też zastanawiać się, jak rozwiązać problem rannej dziewczyny. W końcu padła ofiarą napaści, jeśli nie ona, to ktoś z jej bliskich może zgłosić przestępstwo strażom. W takim wypadku Vivian musiałaby na długi czas zrezygnować z wizyt w mieście, by nie podejmować zbędnego ryzyka.
Jeśli Lynn przeniósł dziewczynę na zaplecze, ruszyła za nimi, wpierw podnosząc się z pomocą lady. Po przejściu do drugiego pomieszczenia od razu oparła się o najbliższy, wolny kawałek ściany i mimowolnie rozejrzała się po otoczeniu, by zaraz po tym wbić spojrzenie w dziewczynę.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Tabula rasa
Tkacz doznań
Tkacz doznań
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pon Lut 13, 2017 12:19 am

Sytuacja była diabelnie chaotyczna. Chyba go naprawdę minęło bardzo, bardzo dużo. I równie przykro było mu z tego powodu, ale nie poradzi. Dobry spektakl sam się prowadzi, a z pewnością tutaj coś takiego zaszło. Moment, co też właściwie oni powiedzieli... musiał to dobrze teraz rozegrać, by było ciekawiej, o tak~ musi się wczuć, musi to przeżyć... musi wyciągnąć tego palca spomiędzy zębów... Byle brzmiało to autentycznie.
***
Dziewczyna rozejrzała się nieprzytomnie po pomieszczeniu. Niewiele chyba widziała bo przez brak wewnętrznego źródła światła było trochę ciemno. Miał być cicho? Oh, kusiło zrobienie rabanu w takim razie, ale miało być autentycznie, a ona na pewno była teraz słaba. Wystraszona. W całkowicie obcym miejscu wśród obcych, wrogich jej ludzi. Musiał tak to zrobić, by jedno i drugie odczuwało wyrzuty sumienia. Taaaak... z kobietą może być problem, ale ten mężczyzna to drobnostka.
Znajomej. Czyli ten mężczyzna wziął jego wektor za wspólnika jakiejś zbrodni. Kim oni byli, dawnymi kochankami? Może jakimiś wrogami? Na pewno nie byli do siebie miło nastawieni, i było mu to bardzo w smak! Niestety już trochę był daleko i nie miał takiej kontroli, ale na szczęście myśl popędzana emocjami już działała swoje. Idealnie, wystarczyło teraz trochę jeszcze zakręcić samym słowem!
W końcu przeniosła wzrok na kobietę. Przyglądała się jej przez chwilę, potem wróciła do mężczyzny. Źrenice się jej zwęziły, kącik ust zadrżał. Widać było strach i obawę.
-Ja chciałam tylko... zobaczyć zegarki...-Łzy pociekły po policzkach, które i tak były już pomazane krwią. Powieki zaczęły jej opadać, a sama zaczynała znowu wiotczeć. Tak, to chyba tak się robiło. Jakby miała zaraz znowu stracić przytomność, tym razem jednak z powodu wycieńczenia i utraty krwi. Ale nie, jeszcze ją potrzyma, zanim ewentualnie... tak, to by było zabawne. Ale nie, jeszcze nie. Poza tym, chyba aż tyle jej nie straciła.
-Nie róbcie mi krzywdy... proszę...-Zajęczała słabo. Ledwo chyba co do niej docierało cokolwiek, a na pewno wyglądała na dosyć odrealnioną. Co się dziwić przy takim natłoku wrażeń, heheheh...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Pon Lut 13, 2017 1:29 am

Wysłuchiwał dziewczyny czując rosnące gorąco na twarzy i niemalże aurę satysfakcji buchającą od Vivian. Jego poziom zażenowania wskoczył na niemożliwe poziomy, aż mógłby nim obdarzyć wszystkich mieszkańców Wishtown, a jeszcze by zostało. Mógł się upierać, mógł zostać przy swojej wersji, jednak sam już w to nie wierzył. Wziął głęboki wdech, powstrzymując się od grania głupiego. Nie mogła przecież płakać na zawołanie, czyż nie?! Jej strach był taki prawdziwy, namacalny… Jeśli jej zachowanie było wyłącznie grą aktorską… Niechże go tego nauczy!
Ukrył twarz w dłoniach, czując już, że przyznanie się do porażki jest nieuniknione. Chwila przeciągała się w nieskończoność, milczenie stawało się już na tyle nieznośne, że był zmuszony je przerwać. Odwrócił się w stronę Vivian, obdarzając ją zmęczonym spojrzeniem, które mogła dostrzec nawet w otaczającym ich półmroku.
- Może jeszcze mi powiesz, że masz zegar do naprawy...? – zapytał pustym tonem, czując się jak ostatni kretyn. Jeśli Vivian zamierzała go zbesztać, przyjmie wszystko z pokorą. Zasłużył na to po stokroć. Co go wtedy pokusiło, aby reagować tak gwałtownie!? Skąd niewyjaśniony strach i nieopisane pragnienie do wyspowiadania się z spraw, które powinien zachować dla siebie?!
- Nikt nie zrobi ci więcej krzywdy – starał się przekonać młodą, świadom, że ma prawo mu nie wierzyć, wplątując się w dziwną awanturę pomiędzy starymi „znajomymi”. Odsunął się, zaczynając grzebać po półkach. Z dolnej szuflady wydobył blaszane pudełko, a w nim wszystkie niezbędne do opatrywania skaleczeń przedmioty – w końcu niezbędne mu do codziennej pracy. – Pozwól się opatrzyć. Później pokaże ci zegarki – zaproponował, wzdychając po raz kolejny.
Wiedział, że nigdy nie zrekompensuje dziewczynie rany, wkrótce przeradzającą się w szkaradną bliznę, na zawsze przypominającą jej o porywczości pewnego zegarmistrza. Przeklinał się, a wyrzuty sumienia nie pozwalały mu spojrzeć młodej w oczy. Cudem nie umarł wtedy ze wstydu.
Kazał im poczekać moment, udając się ostrożnie do drugiego z pomieszczeń pracowni. Zza lady wydobył whisky trzymaną na cięższe czasy. Nim wrócił do Vivian i dziewczęcia o nieznanym mu imieniu, pociągnął z butelki solidny łyk, decydując, że ciężkie czasy właśnie nastały.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sob Lut 25, 2017 11:55 pm

Przyznała to.
Przyznała, że pojawiła się w pracowni przypadkiem, nie uknuwszy nic wcześniej.

Słowa dziewczyny, choć przesycone strachem, wywołały w Vivian uczucie pewnego rodzaju ulgi. Nie na długo. Po przedstawieniu, jakim uraczył ją jeszcze nie tak dawno Lynn, czarownica nie spodziewała się, by prędko uwierzył w jej czyste zamiary. O ile w ogóle uwierzy nieznajomej. Vivian skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, oczekując reakcji zegarmistrza. Zmarszczyła lekko brwi, dostrzegając w tej ciemności spokojny ruch. Niepokój znów zaczął narastać, tym bardziej, im dłużej przeciągała się cisza. Już otworzyła usta, by rzucić jakąś kąśliwą uwagę, gdy nagle Lynn sam zdecydował się przerwać milczenie.
Choć miała ochotę wybuchnąć gorzkim śmiechem i dobitnie wyrzucić mężczyźnie jego dotychczasową pomyłkę, zacisnęła jedynie mocno zęby, wykrzywiając jednocześnie usta w parodii uśmiechu. Milczała wymownie, a ciężka atmosfera, która zapanowała na ten moment, przekazywała więcej, niż mogłyby słowa.
Strach, jaki wzbudzili u nieznajomej dziewczyny, był zatrważający. Vivian cały czas intensywnie zastanawiała się, jak załagodzić sytuację, jednak z braku lepszych pomysłów pozostała w wycofaniu, wciąż oparta o ścianę. Nie przeszkodziło jej to w podsumowaniu słów Lynna prychnięciem.
- Tak, na pewno tylko o tym teraz marzy - mruknęła tak cicho, że mężczyzna mógł mieć problem ze zrozumieniem słów. Zaraz po tym dodała głośniej: - Chcesz ją zszywać? Do tego przyda ci się światło - zdecydowanym ruchem oderwała się od ściany z zamiarem podejścia do stołu.
Kiedy tylko się poruszyła, zalała ją fala nowych mdłości. Przeklęła i złapała się gwałtownie blatu, czego Lynn mógł już nie zauważyć, gdyż ruszył właśnie do głównego pomieszczenia. Vivian naiwnie liczyła, że te chwile, które spędziła na odpoczynku tuż po zamknięciu drzwi wejściowych i teraz przy ścianie, wystarczą, aby poczuła się lepiej. Zacisnęła mocno powieki, walcząc z narastającym osłabieniem i bólem głowy. To było trudne. Prawie tak samo, jak chwilę po niefortunnym upadku. Trwała w bezruchu, zaledwie kilkanaście centymetrów od nieznajomej dziewczyny, póki nie poczuła się na siłach, by kontynuować swoje działania. Ostrożnie wyciągnęła rękę do kształtu, który z bliska wydał jej się znajomy, tym samym znajdując lampę. To jedynie połowa sukcesu. Nie miała przy sobie nic, co pozwoliłoby jej na zapalenie światła. Skoro i tak już postanowiła się porządzić w zakładzie mężczyzny, przesunęła dłońmi po powierzchni stolika, uważnie dotykając drobnych przedmiotów. Nie rozpoznawała większości z nich, domyślając się, że mogą być to narzędzia zegarmistrzowskie. Mruknęła z niezadowoleniem i jednocześnie zerknęła w stronę dziewczyny, czy przypadkiem nie postanowiła uciec, korzystając z okazji, lub też wręcz przeciwnie, zacząć się bronić, swój pierwszy atak kierując w stronę czarownicy. Jeśli wszystko było w porządku, a nieznajoma siedziała względnie spokojnie, Vivian kontynuowała poszukiwania... czegoś. A tym czymś wkrótce okazało się pudełko zapałek, leżące prawie na skraju blatu. Jeśli kobiecie nic nie przeszkodziło, chwyciła je i zapaliła lampę. Słabe i migotliwe światło rozjaśniło zaplecze akurat w momencie, gdy zegarmistrz wrócił z butelką whisky. Jeśli Lynn lub nieznajoma dziewczyna skierowaliby wzrok na Vivian, dostrzegliby krew rozmazaną po twarzy, częściowo kamuflującą niewielkie rozmiary pęknięcia skóry na łuku brwiowym.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Tabula rasa
Tkacz doznań
Tkacz doznań
avatar

Liczba postów : 11
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Sro Kwi 26, 2017 10:23 am

Urokliwe. Wszystko działo się tak, jak zwykle było to zaplanowane. Czyli dział się kompletny chaos, a jego rolą było dyrygowanie by podążało to w ściśle okreslonym, przypadkowym kierunku. Mógł czuć się z siebie dumny. Prawie.
O ile mężczyzna zdawał się być rzeczywiście podłamany, to ta kobieta... dziwne. Jej opanowanie... a tam, może przesadzał, kekek! Niemniej jednak, czy też przez uderzenie o ścianę, czy też poprzez lenistwo spowodowane nasyceniem nie mógł wymyślić nic więcej. Szkoda. Jednak co to by była za sztuka bez epilogu? Jakby tylko to teraz, w jaką stronę... Zatrząść posadami nie ma jak, zatem...
...ugh, a może to jednak była cegła. Ale dziwny kształt, uhm...
***
Dziewcze trzęsło się lekko. Czy ze strachu, czy z zimna, czy z jakiś innych powodów, wyglądało na bardzo słabą i kruchą. Patrzyła, jak mężczyzna oddalał się w stronę innego pomieszczenia. Co też szykował, hm? Rzeczy do szycia miał przy sobie, chociaż... zegarmistrz szyjący rany? Ciekawe, czyżby precyzja działania miała mu wystarczyć za bycie medykiem? Jeszcze w takiej ciemnicy, hyhy...
Potem dziewczę popatrzyło na kobietę. Mało co było widać, przynajmniej do momentu, aż nie zapaliła lampy. Musiało się tu dziać, musiało, bo i ona oberwała, hyhy... albo jej krwią, albo... nie, to była własna, zdawała się nie reagować. Szkoda.
Mężczyzna wrócił, z butelką. Więc jednak planował coś zrobić... szycie w tak newralgicznym miejscu? Prosiło się to aż o kłopoty.
-Ja... nie chcę...-Dziewczyna uniosła się trochę na dłoniach, jakby właśnie zorientowała się co też właśnie będzie się działo. Ciekawe, czy to samo, co też im właśnie chodziło do głowy. Łzy zaczęły znowu nabiegać pod oczy, a ona znalazła się pod najbliższą powierzchnią płaską. Ściana, szafka? Nie widział. Nogi też podkuliła, ale troszkę. Z największą obawą patrzyła na zegarmistrza, niezgrabnie chroniąc się dłońmi przyciskającymi się to swojego dziewczęcego torsu-Chce do domu... chce do domu...
Krwawienie zdawało się stabilizować, trudno było powiedzieć pod tym światłem. Skoro jednak się na tyle ruszała i nie tryskała, to sytuacja zdawała się być opanowana. Przynajmniej na razie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 264
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Nie Maj 07, 2017 1:08 pm

Na uliczce kręciło się trochę osób, zwiedzionych hałasem z tajemniczego wybuchu, dlatego postanowił przeczekać sprawę. Shilvia zapewne znalazła już bezpieczny kąt, widząc zamieszanie w pobliżu pracowni. Będą musieli się odnaleźć w innych okolicznościach – teraz nie zamierzał jej otwierać, niezależnie jak bardzo by się nie dobijała do jego zakładu. Pojawił się na zapleczu, dostrzegając nowe źródło światła i marszcząc brwi. Wolał je ostrzec zawczasu:
- Hej, nie mam zamiaru nikogo zszywać. Nie potrafię. Pogorszyłbym tylko sprawę – warknął, a ton jego głosu był twardy i zdecydowany. Kłamstwo. Nie skończyłby kursu na balsamistę, gdyby nie nauczył się tej sztuki. Jednak, widok krwi wciąż działał na niego identycznie. Gotów był się zwijać z obrzydzenia, mdleć i rzygać. Im było jej więcej, tym gorzej reagował. A nieustanne przyglądanie się ociekającej ranie i nakłuwanie skóry dziewczęcia, aby złączyć rozcięcie? Zdecydowanie ponad jego siły. Nie zamierzał się jednak do tego przyznawać z wielu powodów.
- Ty to zrób – oznajmił nagle, a następnie wyciągnął ku Vivian przedmioty i alkohol do przemycia rany. Spojrzał na nią znacząco, nie dodając niczego więcej, choć jego spojrzenie mówiło wyraźnie „jesteś kobietą, ciebie będzie bała się mniej”. Miał nadzieję, że przystanie na jego propozycję. – Zostawisz ten zegar. Po tym nie chcę cię nigdy więcej widzieć – dodał niemal pojednawczo, przyznając ostatecznie istnieniu tego przeklętego, zepsutego mechanizmu. Naprawdę, miał zamiar go naprawić.
Serce mu się krajało, gdy słyszał płaczliwy ton dziewczęcia. Przejął się, oczywiście. Ale do skutku zamierzał przyjąć postawę niewzruszonego niczym dupka. Wychodziło mu to z lepszym lub gorszym skutkiem.
- Nie bój się. Rana nie wygląda tak źle – skłamał cicho, usiłując ją pocieszyć. – Wrócisz wkrótce do domu. Gdy na zewnątrz się nieco uspokoi… Tymczasem… pozwól pani cię opatrzyć, dobrze? – spróbował po dobroci, mając w sobie jeszcze tyle empatii, aby nie próbować grozić rannej pacjentce. Odsunął się, pozwalając Vivian przejść do czynu. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się, wypowiadając na głos coś, co trapiło go już od pewnego czasu:
- Nie byłem sobą – wypowiedział cicho, w iście tajemniczy sposób. Nie rozumiał. Mówił, nim myśli uformowały się w jego głowie w logiczną całość. – Wydarzyło się coś… osobliwego. Wypowiedziałem wiele słów, których nie miałem zamiaru wypowiadać. Ani… - chciał spojrzeć na dziewczynę, ale nie był w stanie. Nawiązanie do wyrządzonych czynów nie przeszło mu przez gardło. Nie chciał tego. Zamilknął, czując, że bredzi od rzeczy, a Vivian go nie zrozumie. Był pewien, że nie poczuła tego samego; tajemniczej siły, nakłaniającej do czegoś, na co nigdy by nie wpadł…

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 178
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Pracownia Zegarmistrzowska   Nie Maj 21, 2017 6:26 pm

Zmierzyła go krytycznym spojrzeniem i zacisnęła mocno usta, w tym niewerbalnym komunikacie przekazując mężczyźnie całą swoją irytację. Bardzo chciała powiedzieć Lynnowi, jak mało ją to obchodzi i by sam sprzątał swój bałagan, lecz prawda jawiła się tak, iż Vivian czuła się częściowo odpowiedzialna za krzywdę wyrządzoną dziewczynie, nawet jeśli zawiniła jedynie swoją obecnością w zakładzie tego wieczora. Problem tkwił jednak w tym, że choć Vivian umiała zakładać opatrunki i na oko ocenić powagę rany, brakowało jej medycznej wiedzy.

- Czy ja ci wyglądam na kogoś, kto zna się na tym lepiej - warknęła, jednak gwałtownym szarpnięciem odebrała podane rzeczy. Nie ufała mu ani trochę i z dwojga złego wolała sama zająć się raną nieznajomej. Zignorowała też wzmiankę o zegarze, uznając ją za niegodną dalszego roztrząsania. Zostawiłaby go tutaj niezależnie od zgody mężczyzny.

Kiedy zwróciła się w stronę nieznajomej, starała się trzymać emocje na wodzy. Vivian mogła być wściekła na zegarmistrza, jednak nie miała powodu, by wyżywać się na niewinnej dziewczynie.

- Rozumiem, że chcesz do domu, jednak nie możesz chodzić w takim stanie - odezwała się spokojnym i cichym tonem, nie chcąc jeszcze bardziej spłoszyć dziewczyny. - Nie będę nic szyła, założę ci po prostu tymczasowy opatrunek, który wystarczy, nim otrzymasz fachową pomoc.

Liczyła, że rodzina dziewczyny zajmie się nią jak należy, gdy ta wróci do domu. Kryło się za tym niebezpieczeństwo: nikt nie zignorowałby napaści, a słowa dziewczyny doprowadziłyby straż prosto do pewnego zegarmistrza. Vivian miała pewność, że Lynn w ramach zemsty złoży doniesienie i na nią, czyniąc wizyty czarownicy w mieście zbyt ryzykownymi. Niezależnie od tego, Vivian miała szczery zamiar udzielić nieznajomej pomocy, a potem uciec i zaszyć się w Cyrku na długi czas.

Czekając, aż dziewczyna pozwoli się opatrzyć, czarownica, chcąc nie chcąc, słuchała wyznania Lynna. Jej twarz pozostała kamienna, gdyż udało jej się tymczasowo uspokoić, jednak następne słowa nie pozostawiały wątpliwości co do tego, jak odebrała zwierzenia zegarmistrza:

- A może to był... instynkt inkwizytora? - zakpiła, w każdej chwili gotowa odkazić ranę, jeśli dziewczyna na to pozwoli. - Co, zaraz zaczniesz mnie podejrzewać o kolejną wspólniczkę, wiedźmę kontrolującą umysły?

Prychnęła, kręcąc głową na tę myśl. Gdyby taka znalazła się w pobliżu i wybrała ich na swoje ofiary, Vivian też odczułaby wpływ. Chyba że nie byłaby celem... Cyrkówka ukradkiem zerknęła na siedzącą przed nią dziewczynę i doszła nagle do wniosku, że ostatnimi czasy zrobiła się zbyt nieostrożna.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
 
Pracownia Zegarmistrzowska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pracownia Laczka.
» Opuszczona pracownia
» Pracownia Eliksirów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: