IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Skraj lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 155
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Skraj lasu   Pon Lut 22, 2016 10:30 pm

First topic message reminder :



Ot, granica Ponurego boru, do którego tak niespieszno żadnemu mieszkańcowi Wishtown. I nic dziwnego! Nie od dziś wiadomo, że cały ten drzewostan jest siedliskiem potwornych kreatur rodzących się z głów czarownic. Wysokie drzewa i cień pod nimi przytłaczają, zwłaszcza że każdy krok wzmacnia świadomość, że po tej samej ziemi mógł kroczyć Koszmar, a nawet być gdzieś w pobliżu. Koszmar albo niebezpieczna czarownica dybiąca na śmiałka. Już nie mówiąc o oczywistej oczywistości, jaką są dzikie zwierzęta. Dosyć liczne przez wzgląd na to, że w lasy niewielu się zapuszcza. Niekiedy jednak wychodzą na teren pastwisk otaczających Wishtown i wtedy łatwo im stać się zdobyczą człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Kwi 02, 2017 9:51 pm

Już nie pamiętał, kiedy ostatnio był w terenie i miał do tego dobry powód, gdyż użeranie się z lekkomyślnymi żniwiażami, albo kompletnie pozbawionymi mózgu katami nie sprawiało mu żadnej przyjemności tym bardziej, że podczas myśli zachowywali się jeszcze, niż za murami Inkwizycji. Aczkolwiek mimo to wszystko nie wykazywał dzisiaj jakiejś większej niechęci. Ostatnio w ogóle nie mógł się skupić na pracy co również odbiło się na jego samopoczuciu. Może było to spowodowane pogodą? A może czymś zupełnie innym..? Tak czy siak, taka odmiana dobrze mu zrobi. Wielce prawdopodobne było to że się maj zwyczajnie w świecie po prostu zasiedział się na tym przeklętym krześle przy biurku. Potrzebował odmiany, nawet jeśli miało nią być użeranie się z tą bandą idiotów, a poza tym zawsze dobrze jest mieć od czasu do czasu na nich oko, nieprawdaż?
Wiadomość, którą dostał, sprawiła mu dość duży problem. Nie dość, że była strasznie ogólnikowa i nieprecyzyjna to jeszcze jej sama treść, a przede wszystkim jedno słowo - “las”. Matthew oczywiście nie miał nic przeciwko samym wypadom na łono natury. Ba, sam kiedyś zwiedził niemal że wszystkie szlaki na Wish Mountain, lecz z pewnych powodów z tego zrezygnował, a teraz został problem z tym w co ma się ubrać. Chyba nie wyrzucił swoich trochę mniej ekstrawaganckich ubrań, nieprawdaż? Nie wiedział ile czasu spędził na przegrzebywaniu swoich szaf i szuflad, ale w końcu znalazł coś praktyczniejszego, a mianowicie: zwyczajne, jasnobrązowe spodnie, białą koszulę, przewiązaną u szyi zieloną chustą, szelki, a na to oczywiście swój granatowy płaszcz. Przywdział jeszcze swój cylinder z czerwoną wstęgą i ptasimi piórami (nie mógł się oprzeć), oraz ku swojej bolączce buty bez obcasów. Już sobie wyobrażał jak będą się Ci dwumetrowi żniwiarze na niego gapić, ugh.
Oprócz tego założył na siebie swoją skórzaną torbę w której jak zwykle znajdował się jego notes i pióro, a poza tym dopakował jeszcze koc, jeśli miałoby zrobić się zimno (oraz gdyby musiał gdzieś usiąść), piersiówkę, tym razem napełnioną wodą, swój zepsuty zegarek, który zawsze ze sobą nosił, kompas i mapę, bo znając swoje szczęście zapewne będzie musiał ich użyć, dowiązał do niej małą lampkę naftową i oczywiście nie mógł zapomnieć o papierośnicy, wraz z zapalniczką, a do małej kieszeni obok włożył bandaże i… woreczek z pierniczkami, które upiekł parę dni temu. Co, przecież nie wiadomo jak długo tam będą.
Przeglądał się jeszcze w świeżo wypolerowanym rewolwerze. Czarno to widział. W prawdzie jeszcze nie zdarzyła się okazja, kiedy mógł go użyć i szczerze mówiąc dziękował za to Bogu, gdyż zapewne prędzej postrzelił by sam siebie, a niżeli w coś trafił. Włożył go jednak do swojej pochwy przy spodniach i praktycznie był gotowy.
Nim wyszedł podszedł jeszcze do Bethanii i pogłaskał ją po głowie. - Tatuś wróci wieczorem, albo jutro rano. Bądź grzeczna. - powiedział, po czym opuścił mieszkanie.
Po drodze złapał powóz i nim się obejrzał dotarł na miejsce. Dochodząc do skraju lasu, w końcu przyuważył stojące tam osoby. Dwóch mężczyzn i… Matthew stanął jak wryty. Czy to była..? Nie! Przecież… Przyspieszył kroku, a im bardziej się przybliżał tym mniejsze miał wątpliwości. Ale jak to?! Ze wszystkich osób, które mogły brać w tym udział, dlaczego poproszono ją? Zaczęło mu coś śmierdzieć, ale równie dobrze mogłyby to zwyczajnie być jego fanaberie, co było bardziej prawdopodobne… NIe chciał jej tam spotkać. Nie po… Nie ważne! Był na misji, musiał być profesjonalistą, nie mógł się wycofać, a już na pewno nie z tak błahego powodu.
- Moje uszanowanie - powiedział jak zwykle teatralnie, mierząc wzrokiem zebranych. Skinął lekko głową w stronę żniwiarza, którego miał już przyjemność (albo i nie) poznać, po czym jego wzrok przeniósł się na nieznajomego mężczyznę bez płaszcza. Zmarszczył lekko brwi, ale postanowił go nie strofować (jeszcze). - Chyba nie miałem okazji jeszcze pana poznać - stwierdził z powagą i wyciągnął dłoń ku mężczyźnie. - Matthew Alfred Borcke. Grabarz, jak widać… - ciągnął dalej, chcąc wyciągnąć od niego informacje na temat profesji.
W końcu przeszedł do Selene. Czuł jak w jego głowie znów zaczyna się ten szczególny potok myśli, lecz nie dał tego po sobie pokazać, przywdziewając kamienny, z lekka zmęczony wyraz twarzy i mówiąc jak najbardziej bezpłciowo. - Dzień dobry, Selene
Po raz kolejny miał wrażenie, że nie widział jej przez wieki. Wyglądała na spokojną. Ha, nic dziwnego, przecież las i polowania, były jej drugim imieniem, nieprawdaż? Przypomniał sobie jak, kiedyś z koszykiem szła ze swoim i jego ojcem podczas wypraw do puszczy. Co jak co, ale go to rozczuliło na tyle, że odbiło się to lekko na jego twarzy i nawet mały uśmiech wkradł się na jego usta. - Dobrze cię tu widzieć. - odparł, po czym odwrócił się do żniwiarza. - To już wszyscy, czy czekamy na kogoś jeszcze?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bread Devourer
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 3
Join date : 24/03/2017

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Pon Kwi 03, 2017 9:48 pm

Żniwiarz istotnie był dosyć małomówną personą, gdyż z każdym inkwizytorem przywitał się kiwnięciem głowy. Stanął sobie pod drzewem i oparł się o nie. W ręku świszczał mu nóż motylkowy, którym się bawił. Składając oraz rozkładając go błyskawicznie. Ubrany był w coś co przypominało garnitur, aczkolwiek nie pasowały do tego buty, które już były znacznie lepiej przystosowane do walki czy też przemierzania gór niż sam wierzch jego stroju. Do tego na szyi mężczyzny zwisał lekko rozluźniony krawat, a w ustach miał jeszcze tlącego się papierosa. Tytoń jednak miał jakiś taki dziwny zapach. Bardziej drażniący nozdrza i przypominający jakieś kadzidła lub palone zioła. Czarnowłosy zabójca wyczekał, aż wszyscy przybędą na miejsce spotkania. Każdego lustrował swoim zimnym, przenikliwym spojrzeniem, od czasu do czasu zerkając w stronę nieba, które zaczęło się chmurzyć. Nie miał niczego ze sobą. Żadnych pakunków, plecaka, nic. Las był nader spokojny, a ptactwo ucichło jakby kryjąc się przed inkwizytorami. Ludzie, których mu przysłano jawili się najpewniej jak amatorzy, jednak cóż mógł na to poradzić. Jeszcze raz zlustrował ich swymi błękitnymi oczyma wzdychając cicho przy tym. Zadaniem było pojmać czarownicę, a jak to zrobią było kwestią drugorzędną. Kiedy już cała drużyna była w komplecie Żniwiarz się w końcu odezwał. Przedtem jednak odchrząknął i splunął gdzieś w bok, znacząc runo leśne plwociną. Warto napomknąć, że tu i ówdzie leżał jeszcze niestopniały śnieg, aczkolwiek do lasu powinna niebawem zawitać wiosna.
Mężczyzna schował nóż do kieszeni i wyciągnął rękę w stronę Matthew. Uścisnął dłoń pewnie, przedstawiając się przy tym – Nazywam się Aleksander Mercer. Jestem żniwiarzem, który ma was zaprowadzić do czarownicy, a na dodatek mam wam pomóc ją schwytać – powiedział i puścił dłoń chłopaka powracając do zabawy nożem. Wypluł papierosa i przydeptał go, by niedopałek nie rozpoczął pożaru. Było to mało prawdopodobne, jednak najwyraźniej był to jakiś odruch. Swoją drogą Aleksander mieścił się w granicach normy jeśli chodzi o wzrost. Miał około 180 cm wzrostu. Chwilę później mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki metalowe pudełeczko. Dla wtajemniczonych owe pudełko nazywało się skrętownicą lub po prostu papierośnicą. Zaczął sobie nabijać kolejnego papierosa, mocniej nacisnął i pyk. Miał już fajka w ustach, a pudełko również przy boku miało najwyraźniej zapalniczkę.
- Przejdę do sedna – rzucił i wskazał głową, by ruszyli za nim – Czarownica specjalizuje się w wykorzystywaniu drzew oraz innych roślin – mówił wchodząc do wnętrza lasu. W dłoni nadal obracał swój nóż, który od czasu do czasu wydawał metaliczny dźwięk. Bardzo rytmiczny dźwięk – Może manipulować drzewami, trawą, czymkolwiek. Nie możemy pozwolić sobie na to, by karczować las specjalnie dla niej dlatego potrzebny jest nam jakiś plan, by pokonać na jej własnym podwórku – przerzucił nożyk do drugiej dłoni i w jednym momencie przestał nim obracać. Z wnętrza marynarki wyciągnął kawałek papieru, który następnie rozwinął. Była to mapa tej części lasu. Za pomocą noża przybił mapę do pobliskiego drzewa.
- Jesteśmy tutaj – wskazał na punkt na mapie, a następnie przesunął palcem gdzieś na jej środek – A ona ma swoją pieczarę tutaj – wskazał inkwizytor. Objaśnił, że jej dom jest otoczony skalistymi zboczami, a nieopodal płynie niewielki strumień. Od waszej strony natomiast według mapy był nieco rzadszy las oraz kilka mniejszych pagórków.
- Jakieś pomysły jak czarownicę wykurzyć z domu? Naszym celem jest dosyć niewysoka brunetka. Z 50 lat pewnie ma. Ubrana jak pustelnica. Macie jeszcze jakieś pytania? - zapytał wydmuchując dym z papierosa. Pewnie miał kilka swoich pomysłów w rękawie, jednak chciał by inkwizytorzy się wykazali. Chwilowo patrzył na nich z góry.
Żniwiarz:
 
Mapka poglądowa:
 

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Czw Kwi 06, 2017 5:49 pm

Niewiele potrzeba było, aby zezłościć Selene. Już samo czekanie dłużej niż kilka minut okazało się być ponad cierpliwość młodej inkwizytorki. Zdążyła się poważnie zniecierpliwić, gdy na miejscu zbiórki zawitał drugi w kolejności jej rankingu na najmniej ulubionego z lekarzy Wishtown. Na widok mężczyzny wykrzywiła wargi, co oznaczało, że zarejestrowała jego obecność, jednak powitanie samo w sobie pozostawiało wiele do życzenia. Zerkała na niego ukradkiem, ciekawa roli Jacoba w ich misji, jednak nie na tyle, by go zagadać.
Nie upłynęło dużo czasu, a na powrót miała ochotę zbesztać żniwiarza, jakby to właśnie on był winien ich czekania. Nienawidziła trwonić czasu, choć wyłącznie winą Selene było, że przybyła znacznie przed umówioną godziną. Już miała otwierać usta, by rzucić złośliwym komentarzem, który niczego by nie zmienił, gdy…
O cholera! A ten co tu robi?! Wszystko wskazywało na to, że byli już w komplecie. Och… Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o bardziej nieodpowiedniej do przydzielonego zadania drużynie? Narwana sadystka, przyjazny wiedźmom inkwizytor i metroseksualny grabarz, bynajmniej niepotrafiący obsługiwać swojej broni, tak dumnie noszonej w kaburze. Cała nadzieja w żniwiarzu. Doprawdy, arcymistrzyni wybrała sobie specjalny skład. W najgorszym znaczeniu tejże „specjalności”.
Selene nie wyglądała na zadowoloną z obecności Matthewa, ale zdołała wykonać mizerny uśmiech, nieco dłużej zatrzymując jawnie sceptyczne spojrzenie na jego ozdobnym cylindrze. Jej mina zdradzała „ciebie niekoniecznie” w odpowiedzi na jego powitanie. Podniosła plecak, zakładając go ponownie na ramiona. Zbliżając się do żniwiarza w centrum zbiórki, uszczypnęła kuzyna w przedramię, pytając go ściszonym, zaczepnym tonem:
- Przyszedłeś tu na grzyby, Matt? – Nie czekała jednak na odpowiedź, ani kontynuację dialogu. Gdyby miała więcej czasu, nie omieszkałaby wystrofować go od góry do dołu za to, że w ogóle miał czelność wyściubić swój nos zza bezpiecznego, grabarskiego gabinetu. Nie wspominając już nawet o tym nieszczęsnym cylindrze, na widok którego robiło jej się słabo.
Słuchała uważnie wypowiedzi żniwiarza, kiwając głową co jakiś czas na znak, że rozumie. Zapamiętała miejsce, w którym powinna znajdować się wiedźma, rejestrując też strumień do przekroczenia. Krzywiła się na zapach dziwnego dymu tytoniowego, lecz nie odważyła się upomnieć mężczyzny. Odezwała się dopiero, gdy nastał czas na ewentualnie rozjaśnianie wątpliwości. Nie mogła się powstrzymać, choć próbowała.
- Tak… Jeśli chodzi o pytania… Dlaczego jest z nami Matthew? Czy mamy aż takie braki w kadrze, że na „polowania” posyłamy grabarzy? – Dużo siły włożyła w to, aby zabrzmieć możliwie uprzejmie. Nie chciała urazić ani żniwiarza, ani swojego kuzyna. Po prostu miała ochotę w trybie natychmiastowym odesłać Matta tam, gdzie jego miejsce – za biurkiem przy papierach. Dla jego własnego dobra. Też sobie wymyśli, ot! Przy Matthewie „walka piórem” nabierze nowego znaczenia. – Może na to nie wyglądam, ale potrafię napisać po wszystkim raport, Aleksandrze. A ty... Nie jesteś w stanie zagwarantować mojemu kuzynowi bezpieczeństwa, czyż nie? – zmierzyła czarnowłosego uważnym spojrzeniem, za pomocą tego pytania chcąc się dowiedzieć, jak niebezpieczna może być ich misja. Niezależnie od odpowiedzi, uważała, że rudzielec jest typem człowieka potrafiącego zrobić sobie krzywdę na prostej drodze. Choć była od niego młodsza, uważała się za odpowiedzialną za kuzyna. Wkrótce przeszła do sedna sprawy:
- Możemy poczekać do zmierzchu… by zakraść się środkiem nocy, załatwiając sprawę po cichu, wewnątrz wiedźmiej pieczary. Ogłuszając ją i odciągając z dala od flory. Nie chcemy chyba, aby przedwcześnie wyzionęła ducha, nieprawdaż? – Ostatnie zdanie wypowiedziała przez zaciśnięte zęby, z niemałym trudem. Gdyby zależało to od Selene, przerobiłaby czarownicę na szaszłyki jeszcze na miejscu. Jednak ostatnimi czasy obiecała coś arcymistrzyni, a swojego słowa dotrzymać zamierzała za wszelką cenę. Czuła jednak, że propozycja nie przypadnie mężczyznom do gustu, dlatego zdecydowała się podzielić kolejnym z pomysłów. – Możemy również wywabić ją w pułapkę, wzywając… ekhem, pomocy, odgrywając rolę zagubionej w lesie duszy – dodała, co również nie przyszło jej łatwo, gdy już spostrzegła się, że bredzi niczym męczennica, za którymi zwyczajnie nie przepadała.
Ukradkiem zerknęła na swojego kuzyna, nadającego się idealnie do wzbudzania litości ze swoim niewinnym, jeśli nie powiedzieć – zniewieściałym wyglądem, ale nie zamierzała go narażać na niebezpieczeństwo. Nim ktokolwiek zdołał to zaproponować, odezwała się ponownie.
- Z przyjemnością podjęłabym się takiej roli – zapewniła, pochylając łagodnie głowę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 170
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Pią Kwi 07, 2017 5:08 pm

Dziewczyna siedziała wygodnie w swoim czarnym skórzanym fotelu, rozkoszując niecodzienną błogą ciszą i ciepłem rozżarzonego drewna w kominku. Trzymała w prawej dłoni kieliszek czerwonego wina i od czasu do czasu robiła jego nie wielki łyk. Było już dość grubo po północy. Oczy dziewczyny powoli zaczeły się zamykać i prawie lekki słodki sen spowijał jej oczy. Nagle do jej drzwi dobiegł przerwźliwy dźwięk kilku krotnego szybkiego pukania do drzwi. Echo dźwięku rozeszło się po całej rezydencji. Dźwięk był na tyle donośny, że umartego obudziłby z grobu. Saja zerwała się na równe nogi, jednocześnie wypuszczając kieliszek z prawej dłoni na drewnianą podłogę, huk szkła również odniósł się echem pośród salonu, choć nie tak wyraźnie, jak pukanie do drzwi. Saja nie tracąc czasu pobiegła w ich kierunku. Otworzyła je dopiero po kilku sekundach. W drzwiach stała dobrze jej znana zakapturzona postać. Podał jej wiadomość do ręki i jak szybko się pojawił, tak szybko, też zniknął. Saja wiedziała, co to oznacza, nie raz nie dwa otrzymywała tego typu wiadomości. Zamykając drzwi zza sobą, podeszła w kierunku kominka od, którego biły jasne płomienie. Rozwineła powoli rulon pergaminu i zanurzyła się w jego czytaniu. Znając już jego zawartość dziewczyna ruszyła w stronę szafy po najbardziej potrzebne jej rzeczy. Wyciagła z niej kilka sztyletów, nóż, tarczę, miecz i kilka drobiazgów zakupionych na targu. Te tak zwane drobiazgi znajdowały się w niewielkiej torebce, którą zawsze zabierała ze sobą na takie wyprawy. Dokładnie rzecz mówiąc, to były wszystkim znane zioła i inne fiolki potrzebne jej wrazie czego, do udzielenia pierwszej pomocy. Gotowa do wyprawy, już miała wychodzić z domu kiedy, dotarło do niej, że nie zabrała niczego do jedzenia, ani do picia. Obróciła się na pięcie w stronę kuchni zabrała kilka podstawowych rzeczy i nareszcie wyszła z domu.
Zarzucając kaptur na głowę wyruszyła w drogę mimo późnej godziny. Nie lubiła się spoźniać, a jednak czuła, że jednak jest już spóźniona. Idąc ciemnymi uliczkami miasta, mijała kilku pijanych ludzi, którzy coś mamrotali pod nosem. Chyba jednemu z nich się coś nie spodobało, bo wzdała się bójka między nimi. Saja nie miała zamiaru ich rozdzielać, szkoda jej było marnować na to cennego czasu, bo i tak była już spóźniona. Idąc dość szybkim krokiem, mineła jeszcze kilka krętych uliczek, pojawiając się na nich jak duch, który po kilku sekundach rozpływał się w powietrzu nie zostawiając najmniejszego śladu po sobię. Minęło jeszcze kilka dobrych minut zanim dziewczyna wyszła z miasta i trafiła do Leśnego Boru. Noc była nawet dość ciepła. Z oddali do jej uszu dobiegały czyjeś głosy, dla tego też zachowała ostrożność. Zwolniła nieco tempa. Przystaneła niepostrzeżenie w mroku i wsuchiwała się baczniej, co raz to bardziej wyraźne głosy. Obserwował całe zebrane towarzystwo, które odrazu rozpoznała. Mijała, tą śmietankę nie raz, nie dwa w korytarzach inkwizycji. Nie znała ich bliżej i praca u ich boku w cale się jej nie uśmiechał. Zresztą jak zwykle lubiła pracować sama. Jednak wyraźnie, to co ich czeka wymaga sporego wysiłku skoro zebrało się największa elita inkwizycji. Podeszła bliżej nich, po czym przemkneła z cicha w ich szeregi niczym cień, tak że nikt nawet nie zauważył jej przybycia. Patrząc w stronę Żniwiarza kiwła tylko głową, zerkając od czasu do czasu na wybraną grupę inkwizytorów. Wnioskując z rozmowy towarzyszki, która najwyraźniej nie pajała jakimś większym uczuciem do towarzysza stojącego nie daleko niej. Czarnowłosa zastanawiała sie w duchu, jak będzie ta misja wyglądała skoro na samym początku nie mogą się dogadać, te uszczypliwe słowa?.... A jak przyjdzie mi zaufać takiej osobie i oddać w jej ręce własne życie to co wtedy? To są chyba jakieś jaja?. Szybko jednak wróciła myślami do kolejnych jej słów. Jej plan był nawet dość interesujący, gdyby nie jeden fakt. Nagle zabrała głos ;
- Chcesz się zakraść do nory wiedźmy, która zapewne już wie o naszej obecności, a jak nie to szybko się o niej dowie, jak tylko zbliżamy się wstronę jej kryjówki. Jej szpiedzy, to drzewa i reszta fauny. Raczej wątpię, żeby kogoś takiego dało się w jakiś sposób zaskoczyć. To raczej bardzo trudny przeciwnik i bez dobrego planu wybije nas wszystkich jedego po drugim jak kaczki. Trzeba tu dobrego strategicznego planu. Fakt dobrze było by wyruszyć o zmierzchu, albo jeszcze dziś nie tracą więcej czasu. Możemy też dopracować plan koleżanki. - spojrzała zimnym spojrzeniem w kierunku kolegi po fachu. Saja już wiedziała, że żeby misja się udała nie trzeba używać siły, ale finezji. Ona pewnie będzie się spodziewała grupy uzbrojonych po zęby inkwizytorów. Dobrze byłoby wysłać kogoś na zwiady, tak bez broni, gdy tylko dotrą na miejsce. Przecież nikt o zdrowym umyśle z inkwizycji nie pójdzie do czarownicy bez broni. Jednak kto wie może ktoś wśród grupy się taki znajdzie? Nie miała zamiaru narazie mówić o swoim pomyślę, choć ten wydał się jej podobny, do wspomnianego wcześniej przez towarzyszkę. Podział na grupy, też byłby całkiem niezły. Jedni mogli by zatakować wiedźme znienacka, a drudzy uderzyć odrazu. Wten sposób odciągając jej uwagę od reszty. Wolała zaczekać na resztę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob Arthur Stevenson
Balsamista
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 18/01/2017

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Sob Kwi 08, 2017 7:11 pm

Wkrótce dostrzegł mężczyznę idącego w ich stronę. Nie wyglądał, jakby był ubrany na polowanie na wiedźmy. Bardziej jak na pokazowe polowanie na jelenie organizowane przez jakiegoś bogatego szlachcica. Była jednak jedna rzecz, która utwierdzała Jacoba w przekonaniu, że ów mężczyzna faktycznie szedł do nich: inkwizytorski płaszcz. Nie oszukujmy się, nikt inny nie nosi inkwizytorskich płaszczy.
Nie pomylił się ani trochę. Gdy mężczyzna zwrócił się ku niemu z wyciągniętą dłonią, Stevenson od razu ją uścisnął.
- Doktor Jacob Arthur Stevenson. Balsamista. Miło mi pana poznać, panie Borcke - odpowiedział grzecznie. Wyczuł delikatną aluzję do jego braku służbowego stroju, ale najwidoczniej się tym nie przejął. Jak na razie, Matthew był jedyną osobą, która miała na sobie inkwizycyjny płaszcz. Nawet Żniwiarz, który był dowódcą całej akcji, był incognito.
Musieli być już w komplecie, bo mężczyzna zaczął mówić coś więcej, niż kilka zdawkowych słów przywitania, a zaraz potem ruszyli w stronę lasu. Mimo, że Jacob trzymał się w bezpiecznej odległości od Mercera ze względu na duszący dym z papierosa, uważnie słuchał jego słów. Nie brzmiało to najlepiej, biorąc pod uwagę, że byli w lesie, nad którym wiedźma mogła bez problemu zapanować. Pewnie dlatego zamiast wysłać w teren jednego Żniwiarza, posłano całą grupkę różnorakich Inkwizytorów, w nadziei, że któryś coś wymyśli. Był jednak jeden drobny szczegół: wiedźma mieszkała w pobliżu strumienia. Czuł, że to będzie ich punkt zaczepienia, jednak nie chciał się za bardzo wychylać. Wolał pozostać nieco w cieniu, jedynie potakując i wypełniając to, o co go proszono. Dlatego dopiero wtedy, kiedy skończyły się pytania o formalności i kłótnie, kto powinien być na polowaniu, a kto nie, a później zostały rzucone propozycje, Jacob postanowił się odezwać.
- Z całym szacunkiem, Selene, ale myślę, że faktycznie ciężko będzie zakraść się do niej, nawet we śnie. Nie wiemy, czy nie zabezpiecza się w jakiś sposób przed nieproszonymi gośćmi - rzekł. - Zaginiona w lesie dusza brzmi lepiej. Powinniśmy jednak ubezpieczyć się na wypadek ataku wiedźmy, w razie gdyby ta się połapała w naszych zamiarach - dodał jeszcze. Gdyby w jakikolwiek sposób wyczuła, że coś jest nie tak, albo że ktoś jeszcze jest w pobliżu, na pewno przestałaby być miła. Z drugiej strony, jak to powiedział Żniwiarz, nie mogli wykarczować połowy lasu. Fakt, tu trzeba było dobrego planu. Jacob - mimo, że był dobrze wykształcony i całkiem bystry - nie znał się za dobrze na strategii ani nigdy nie brał udziału w polowaniu, więc nie wiedział, czego się spodziewać. Oby jego towarzysze byli bardziej doświadczeni.

___________________
"Życie uczy nas jak żyć" - Il Etait Une Fois... La Vie


“The life so short, the craft so long to learn.”
- Hippocrates

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bread Devourer
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 3
Join date : 24/03/2017

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Kwi 23, 2017 3:22 pm

Najwyraźniej żniwiarz miał bardzo podobne myśli co Selene, bo patrzył na zebranych trochę z politowaniem i może nutką nadziei, że może jakoś to będzie jak im się poszczęści. Może liczył na to, że czarownica się potknie i połamie sobie rękę w 3 miejscach jednocześnie tym samym pozbawiając się przytomności z bólu. Gdyby miał tyle szczęścia to nawet by nie potrzebował tu obecnych. Poprawił jedynie Jacoba, że nie nazywa się Borcke, a Mercer.
- Grabarz jest tutaj, by sporządzić protokół z przesłuchania. Też mi się to nie podoba, jednak takie było zalecenie Arcymistrzyni by na polowaniu była również jedna osoba spisująca protokół z przesłuchania na miejscu – odpowiedział i ewidentnie mu było nie na rękę, że przysłali tu Grabarza. Nic dziwnego, gdyż takie osoby zwykle nie potrafiły walczyć i po prostu stanowiły dosyć spore obciążenie dla grupy. Miało to też swoje plusy, bo Grabarz mógł się okazać umysłem taktycznym i zaplanować całą akcję jednocześnie ją nadzorując, jednak Matthew raczej nie wyglądał na kogoś charyzmatycznego. Miał bardzo podobną ilość charyzmy co źdźbło trawy skryte pod kamieniem.
- Cóż decydując się na zawód inkwizytora trzeba liczyć się z każdą ewentualnością. To czy dam radę pokaże po prostu czas – wzruszył ramionami i odpowiedział całkiem szczerze. Wolał nie składać pustych obietnic bo najwyraźniej taką zasadę wyznawał. Nie owijał w bawełnę, a zachowywał się po prostu jak weteran, któremu przysłano dzieciaki do pomocy. Pokrzepiała go jedynie obecność Saji i Jacoba, którzy najpewniej na swoim fachu się znali. Zwłaszcza to, że druga żniwiarz również mogła zapewnić niezgorsze wsparcie w trakcie całej konfrontacji.
- Gdyby zakradanie się po nocy było takie proste to już sam bym to dawno zrobił. Jacob i Saja mają częściową rację, gdyż najwyraźniej faktycznie większość flory jej pomaga. Czarownica najpewniej wie, że jesteśmy na terenie lasu jednak nie wie kim jesteśmy, dlatego musimy działać szybko oraz nieszablonowo. Pułapka nie jest złym pomysłem, tylko musi się tym zająć osoba najbardziej przekonująca w tej roli – ukradkiem spojrzał na Matthew, który nawet by pasował na damę w opałach, jednak szybko skierował wzrok na Torment, którą obejrzał od stóp do głów. Mogłoby to nawet wypalić, gdyby odpowiednio kobietę ucharakteryzować albo jakby wzięła kilka ładnych kiecek, by nieco urealnić całą sytuację.
- Z całym szacunkiem ale brakuje ci zwiewnej kiecki i trochę hmmm… nie obraź się, ale brakuje tutaj też trochę kobiecości – faktycznie coś mu brakowało w Selene, która nie wyglądała raczej niczym dama w opałach. Prędzej jak ten bohater, który biegnie na ratunek i wyciąga ją z płonącej wieży czy innej architektonicznej cudawianki.
Akurat kiedy grupa omawiała swój plan, w jednym z krzaków coś się poruszyło. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować pnącze dorwało nogę Matthew, który bądź co bądź najbardziej z grupy się wyróżniał i wyglądał na najsłabszego. Szybkim ruchem powaliło go na ziemie i wciągnęło do krzaków. Nawet nie krzyczał, gdyż przy upadku uderzył się w głowę o wystający korzeń drzewa. Żniwiarz wyciągnął z kieszeni nóż motylkowy oraz kieszonkowy zegarek z pozłacaną tarczą. Upuścił skręta na ziemię i rzucił tylko w powietrze.
- To tyle jeśli chodzi o element zaskoczenia. Plecami do siebie! – rozkazał, a wokół nich las zaczął ożywać. Dosłownie, gdyż właśnie jedno z drzew powstało z ziemi. Jego grube korzenie uformowały się w stopy, a gałęzie w dłonie zakończone ostrymi, drewnianymi szponami. Jeśli był wśród nich botanik to mógł rozpoznać gatunek tego drzewa – buk zwyczajny, a zarazem nadzwyczajny ze względu na to, że się ruszał. Drzewo miało około 3 metrów wysokości, a na szczycie jego korony uformowało się coś na kształt twarzy. Humanoidalnej jak na drzewca, jednak o bardzo tępym wyrazie. Z gęby wydobył się głuchy ryk, a następnie gigant skierował się w stronę inkwizytorów. Nie był powalająco szybki, jednak lepiej było nie ryzykować spotkania z jego rękoma czy bycia zdeptanym. Takie drzewo mogło ważyć nawet półtorej tony, zwłaszcza że ten egzemplarz miał dosyć gruby pień. Przeciwnik zamachnął się od góry. Splótł swoje ręce ze sobą na tak zwany młot, by wyprowadzić uderzenie w stronę nieproszonych gości, którzy teraz mieli czas na reakcję. Przed samym powstaniem agresywnego drzewa dało się usłyszeć jeden bardzo charakterystyczny dźwięk. Granie cykad, które było bardzo donośne i rozpoznawalne dla osób, które kiedykolwiek w życiu widziały tego owada. Zresztą nasiało się to przy każdym ruchu drzewa.
/Jako, że Matthew może nie być dłuższy czas to pozwoliłem chwilowo usunąć go ze sceny. Jeśli wróci i będzie chciał grać dalej to jest taka opcja.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Nie Maj 07, 2017 12:21 pm

Początkowo powitała przybyłą osobę z ulgą, choć prędko uznała ją za taką, która zadziera nosa. Dla dobra sprawy postanowiła jednak pohamować swoją przedwczesną ocenę i przedstawić jej się, gdy nadarzy się ku temu okazja, gdyż kojarzyła kobietę wyłącznie z widzenia, plotek i krótkiej historii, która niekoniecznie musiała być prawdą. Niestety, nie mogła wiedzieć, że takowa okazja nie miała prędko nastąpić.
Przyjęła uwagi swoich towarzyszy z cierpliwością, od początku wiedząc, że ten plan niezbyt przypadnie im do gustu. Obruszyła się dopiero na słowa żniwiarza, ciemniejąc ze wstydu i złości na twarzy, lecz nie śmiejąc się odezwać. Bóg jeden wiedział, że była przeczulona na tym punkcie, jednocześnie czyniąc wszystko – swoim ubiorem, zachowaniem, aby można było ją określić mianem „babochłopa”.
Nie otrzymała czasu na ripostę, nawet gdyby jakąkolwiek wymyśliła, bo wkrótce ich plany i słowa przeszły w niepamięć, a oni zostali zmuszeni do działania wbrew woli. Selene ucieszyłaby się w normalnych okolicznościach na ten przebieg zdarzeń, gdyż zwyczajnie była człowiekiem czynu, lecz gdy jej kuzyn został pochwycony przez to niecne… pnącze, wydała z siebie zduszony okrzyk niewątpliwego przerażenia. Pierwszym odruchem inkwizytorki było podjęcie prób chwycenia rudzielca i pociągnięcie go do siebie.
Później musiała się bronić i dbać o siebie, aby jej misja, pierwsza od długiego już czasu nie zakończyła się tuż po jej rozpoczęciu. Nie wiedziała, co stało się z Matthewem, jednak drzewiec i wydany rozkaz częściowo zajął jej uwagę. Obiecała sobie pomóc kuzynowi, gdy będzie mogła. Prędko odwróciła się plecami, jak przykazał żniwiarz. Skupiła się głównie na drzewcu i ziemi, wyczuwając z niej instynktownie największe zagrożenie. Każdy element natury miał okazać się zdradliwym. Łącznie z tym, na czym stąpała.
- Trzeba było spalić ten jebany las aż do zgliszczy – jęknęła niezbyt wyraźnie, szykując się do uniku tego, co nawet w jej najgorszych koszmarach nie pozostawało ożywione. Dobiegł ją nieznany dźwięk; nie mogła go przeoczyć, gdyż był całkiem donośny i charakterystyczny. Nie rozumiała jeszcze jego znaczenia, jednak na chwilę obecną wszystko zdawało się nie mieć najmniejszego sensu. – Czy nie pora stąd spierdalać? – zwróciła się grzecznie do żniwiarza, jakby czekając na przyzwolenie na unik. W razie, gdy drewniane łapy stworzenia miały ją dosięgnąć swoim ciosem, zamierzała rzucić się w prawą stronę, chcąc znaleźć się jak najdalej od zagrożenia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Saja
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 170
Join date : 06/01/2017

PisanieTemat: Re: Skraj lasu   Czw Maj 25, 2017 1:20 pm

Nie zabrała głosu. Widok zbliżającego się drzewa nie robił na niej wrażenia, choć wiedziała, że walka z czymś takim nie należy do najłatwiejszych. Saja usłyszała głos koleżanki, o "spierdalaniu" jednak nie miała tego w naturze. Patrząc nie patrząc, zanim zdążą uciec, to oberwią jeszcze mocniej. Stanęła jak wryta. Chwyciła swój miecz i jednym szybkim ruchem odcięła kilka gałęzi, które zmierzały w jej kierunku. Robiąc przy tym unik odskakując w bezpieczne miejsce. Gdzie drzewo nie miało jak narazie jej w swym zasięgu.
- Nie ma, co uciekać. Trzeba zatakować wspólnymi siłami. Nie każdy z osobna, tylko razem. Wtedy stwór się zdezorientuje i go pokonamy. Ucieczka nie jest najlepszą strategią, przynajmniej teraz.- krzyczała, ale wątpiła, cz ktoś ją słyszy?
Huk przemieszczającego się drzewa odbijała się echem, po lesie. Gruchane gałęzie, pod jego potężnymi korzeniami niszczył wszystko, co stanęło na jego drodzę. Pozostawiając po sobię miazge i kilka większych dziur. Czarnowłosa zastanawiała się skąd? Tak szybko dowiedziała się o ich pobycie tutaj? Wiadomo było, że las to jej szpiedzy, ale jednak musi być zdesperowana skoro odrazu przypuściła atak. Kątem oka patrzyła na całą resztę. Obserwowała jak gałęzie drzewa są coraz bliżej i bliżej. Nagle do głowy przyszedł jej pomysł, a gdyby tak schować się na kilka sekund, do jednej z pozostawionych dziur po jego korzeniach? Zostawić na niego wybuchową pułapkę i zmusić go, żeby się cofnął. Wtedy potwór wyleciał by w powietrze. To by świetny plan, ale teraz jak go przekazać całej reszcie, która się gdzieś rozproszyła. Można by też rzucić do niego laską dynamitu i odwrócić jego uwagę na jakiś czas, aby mogli się zebrać na krótką chwilę. Saja wyczekiwała odpowiedniego momentu, jednak nie rzuciła dynamitem, jak wcześniej myślała. Wolała go zostawić na pułapkę. Postanowiła się przedrzeć, co mogło się udać, gdyż drzewo nie zbliżało się za bardzo w jej kierunku, ale gdyby tak się stało dziewczyna miała kolejny plan jak wydostać się z jego drewnianych macek. Gdyby chwycił ją za nogi, to odcina gałęzie mieczem i turlając się po ziemi w prawo w lewo unika jego przypadkowych ciosów. Gdy nadarzy się okazja, to ucieka. Jeśli chwyciłby za jej ręce, to dziewczyna stara się obiema nogami chwycić się gałęzi i uwolnić się, po czym chowa się w jego konarach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Skraj lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Skraj lasu
» Południowy skraj lasu
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Centrum Zakazanego Lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: