IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Polana przed namiotem cyrkowym

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Polana przed namiotem cyrkowym   Sro Lut 24, 2016 9:05 pm


W cieplejsze dni odbywają się tu występy pod gołym niebem, zazwyczaj miejsce jednak służy do bliżej niezorganizowanych wydarzeń, pozbawionych ładu i składu lub dla po prostu - rozprostowania nóg po przedstawieniu i zaczerpnięcia oddechu świeżego powietrza.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Sro Lut 24, 2016 9:08 pm

Noc była chłodna, kolorowy materiał okrywający cyrkowe namioty łopotał na przenikliwym wietrze, a mimo to, dla wielu z ludzi, mogących nazywać to miejsce domem, wyszło na zewnątrz, w pełni korzystając z jej uroków. Jacqueline nie była pewna, czy jest właśnie świadkiem ogromnego święta, odbywającego się raz na parę lat, czy może natrafiła na cowieczorną libację cyrkowców, nieco bardziej ożywioną z powodu krwawej pełni księżyca, której nawet największy z ignorantów nie potrafiłby odmówić piękna.
Podziwiała tych ludzi, jednocześnie nieco się ich bojąc. Wiele w życiu widziała; przebywała z kamratami lubującymi się w odcinaniu uszów wrogów po zakończonej walce, znała piratów jedzących metalowe sztućce, a nawet zamieniła parę słów z dziwką portową, która pracowała na zasadzie wolontariatu, a żyła jak księżniczka. Mimo to, niewielu mogło się równać z tym, co spotykała tutaj. Tajemnicza dzikość, jakiej żaden śmiertelnik spoza ich kręgu nie potrafił objąć umysłem, była w równym stopniu przerażająca jak i pociągająca.
Pomiędzy namiotami cyrkowymi tliły się lub płonęły w pełnej krasie ogniska, wokół których skupiały się większe grupy ludzi, tańczących, śmiejących się, aż do utraty tchu. Przyglądała się, iście oczarowana, podziwiając jak wszystko tu mieniło się naturalnością, było zgrane... Bawili się głośno, jak pierwotni ludzie, nieznający obyczajów, których mieszkańcy Wishtown tak usilnie się trzymali. Byli jednością, jak dzień z nocą, powietrze z ziemią. Zdawać by się nawet mogło, że gdyby zza gęstych lasów wyłonił się jeden z Koszmarów, odnalazłby swoje miejsce w tłumie, dopasowując się i mieszając z bawiącymi się wiedźmami i resztą ferajny.
Kobiety odsłaniały dekolt, ramiona, łydki, co w mieście było nie do pomyślenia, aż Jack nie wiedziała gdzie powinna zatrzymać swój wzrok. W powietrzu nieustannie rozbrzmiewał krzyk, śmiech, a także  wzniosły dialog, jakby trening do przedstawienia. Widziała to, a oczy jej błyszczały. Chaos, w całym swoim pięknie i osobliwości. Indywidualizm na każdym kroku, wiele zaufania, aż namacalnego. Otarła twarz, podchodząc do jednego z bardziej ożywionych tłumów. Sięgnęła po otwartą butelkę wina, z pewnością nie należącą do niej. A zresztą – tu wszystko było wspólne.
Odwróciła wzrok, widząc w oddali obmacującą się parę. Pociągnęła łyk alkoholu, nie mając wysokich wymagań; chciała po prostu by nastrój się jej udzielił, chociaż w niewielkim skrawku.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pią Lut 26, 2016 1:39 pm

Cóż za piękna noc czyż nie? Ba, grzechem byłoby nie skorzystać z takiego cudnego wieczoru! Hawke o tym bardzo dobrze wiedziała. Zresztą przecież księżyc miał taki niesamowity i piękny kolor. Było w nim coś pociągającego, choć Erin pewnie nie umiałaby określić co to jest dokładnie, ale czy to ważne? Liczyła się zabawa. Może i noc była chłodna, ale właśnie nieco tego zimnego powietrza było potrzeba. Zwłaszcza, gdy bawiło się w środku takiej rozgrzanej hałastry jaką znalazła sobie dziś do zabawy Hawke. Tak, ciemnowłosa nie bała się pojawić wśród cyrkowców. W końcu, gdy pojawiała się okazja do zabawy i picia to czemu nie skorzystać? Zwłaszcza, że można było popatrzeć na ciała pięknych akrobatek… Tak, ciemnowłosa miała ewidentny problem z odwróceniem wzroku od nich. Niektóre wręcz pożerała wzrokiem. Nie można było zaprzeczyć, że było na czym oko zawiesić. Sama Erin miała cichą nadzieję, że może jakąś pannice uda jej się żal zaciągnąć na siano. Nie obchodził ją fakt, że pewnie dostałaby opieprz i prawdopodobnie karę za swoje podejście od Selene. W końcu znała jej podejście do tego typu ludzi, ale jej przecież tu nie było. No i ona nie musiała się o niczym dowiedzieć, prawda? Bo kto miał o ty puścić parę z ust? Na pewno nie Hawke.
Bawiła się, tańczyła, śpiewała, nie martwiąc się o nic, a już zwłaszcza o jutro. Nie, liczyło się to co teraz. Zabawa, alkohol i piękne kobiety. Sam przyjemności i nic więcej. Jednak Hawke też miała jakieś ograniczenia i w końcu musiała trochę przystopować, by złapać głębszy oddech. Stanęła gdzieś nieco z boku, sięgnęła po butelkę wina, nie przejmując się nic, a nic faktem, że napój nie należało do niej, i upiła z niej porządny łyk. Na jej ustach prawie cały czas widniał ten lekko łobuzerski uśmieszek, a jej spojrzenie błądziło po okolicy co chwila się na czymś zatrzymując. Mimo to wzrok Hawke spoczął najdłużej na jednej osóbce, która wcale nie zdawała się o wiele starsza od niej samej. Ba, Erin miała wręcz wrażenie, że może być od tej istotki starsza. Obserwowała ją, zastanawiając się kim ona i w sumie którą płeć dokładnie reprezentuje. W końcu jednak stwierdziła, że musi być to kobieta. Nie wiedziała innej opcji i w tej chwili coś ją tknęło do zagadnięcia do ów istotki o ciemnych spiętych włosach, ubraną bardziej po męsku. Odłożyła butelkę na bok i zbliżyła się do nieznajomej. Oczywiście zrobiła to od tyłu. Zawsze uważała, że takie zaskakiwanie ludzi było o wiele bardziej ciekawsze.
- Hej, piękna. Może ze mną zatańczysz, hm? W końcu szkoda stać samemu i marnować taką piękną noc - wyszeptała jej do ucha, pochylając się nad nią delikatnie i mając dalej na ustach ten swój typowy uśmieszek.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
 theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Lut 28, 2016 1:42 pm

Na jej twarzy z wolna wypełzały ciemne rumieńce; zasługa znajdującego się w pobliżu źródła ognia, a w mniejszym stopniu alkoholu, bo niestety – przez hektolitry  rumu, jakie miała okazję wypić w swoim krótkim życiu, nie upijała się już zbyt łatwo. Drgnęła lekko, wyczuwając wyraźnie pojawiającą się za nią postać, co było zdecydowanie bardziej przerażające niż zachęcające. Ale każdy miał swój sposób na podryw.
Odwróciła głowę powoli, lekko krzywiąc wargi w pytającym geście. Przed oczyma stanęła jej wysoka postać, wyglądająca tak normalnie w porównaniu z otaczającym ich tłumem, aż nudno. Nie pozwoliła sobie jednak na dłuższą ocenę dziewczyny, ani nie zadała sobie pytania, dlaczego ze wszystkich panien musiała podejść do tej, która najmniej przypominała przedstawicielkę płci pięknej. Pierwszą odpowiedzią Jacqueline na owe zaproszenie był śmiech. Gromki, szczery i donośny. Jedyna słuszna reakcja na podobne zaloty.
- Hahaha, słońce, nie wróże ci świetlanej przyszłości, jeśli będziesz usiłowała podrywać panny na takie teksty. Prędzej uschniesz w samotności w jakimiś domu spokojnej starości, grywając w szachy czy inny szajs – Odparła, wyraźnie rozbawiona, nie przestając się uśmiechać.
Zakładała, że dziewczę bezbłędnie odgadło jej płeć, co nie zawsze było codziennością. Włosy potrafiły dużo zmienić, nie miała wątpliwości, że gdyby skryła je pod kaszkietem jak na co dzień w swojej pracy, zadanie to pozostałoby o wiele trudniejsze.
- Nie wiem, która panna by na to poszła, naprawdę – Kontynuowała, w końcu odwracając głowę w kierunku ogniska, bo zaczęła ją boleć szyja od wpatrywania się w postać za nią, a nie czuła się na tyle zobowiązana, aby wstać i rozmawiać z nią twarzą w twarz. – Chociaż w sumie… Chętnie bym zatańczyła, nawet niekoniecznie z tobą, ale jeśli przemkniesz mi się obok, nie będę miała nic przeciwko. Powiem więcej; całkiem dobra ze mnie tancerka. Ale nie na trzeźwo, o nie. – Dodała zgodnie z prawdą, niepewna, czy potrafiłaby chociażby zrobić jakiś zgrabny przeskok bez alkoholu we krwi. Stan upojenia zdawał się być naturalnym stanem rzeczy, do jakiego przywykła i nauczyła się w nim robić dosłownie wszystko.
- Więc… albo poczekasz skończę tę flaszkę, albo poszukasz sobie kogoś o podobnie wysokiej tolerancji na beznadziejne podrywy. Tylko nie wiem, czy znajdziesz takową w promieniu dziesięciu mil. – Póki co Jacqueline było obojętne, jakiego wyboru dokona dziewczyna. Chciała się po prostu napić, a później zabawić, może w tańcu, a może w innych szalonych zabawach cyrkowców, których zasad jeszcze nie znała. Gdyby tamta odeszła, mogłaby zwyczajnie spotkać ją w tłumie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Mar 06, 2016 4:16 pm

Fakt, wyglądała dość zwyczajnie na tle tego wszystkiego, ale to wcale nie musiało oznaczać, że była nudną personą. Jednakże ludzi się raczej nie powinno osądzać po pozorach, prawda? W końcu ktoś nie pozorny może być istnym wilkiem w owczej skórze. Czasem się nie opłaca oceniać książki po okładce, ponieważ można się grubo pomylić. Dlatego Hawke starała się spędzić trochę czasu ze swoim nowym kompanem, a potem go oceniać.
Odsunęła się od niej delikatnie. Nie miała zamiaru jej za bardzo speszyć czy coś. Ten zawadiacki uśmieszek nie zniknął z ust ciemnowłosej, gdy nieznajoma się odwróciła. Skrzywiła się jednak lekko i delikatnie zmarszczyła brwi, gdy ta się zaczęła śmiać. Czyżby była już aż tak wstawiona? A może Erin miała coś na twarzy, hm? A może twój podryw się po prostu nie udał, o tym pomyślałaś Hawke? odezwał się w końcu jakiś głosik z tyłu głowy. W ów pomyśle tylko utwierdziły ją słowa towarzyszki.
- A co umiesz lepiej, hm? Bo jeśli tak to szkoda, że nie ma wokół ciebie wianuszka cudnych kobiet, które biją się o twoją uwagę - odpowiedziała, a na jej usta wrócił ten lekko bezczelny i zawadiacki uśmieszek. Tak, on był dla Hawke niczym jakiś bumerang. Mógł na chwilę zniknąć, ale wcześniej czy później wracał on na jej usta.
Cóż, może to i przyczyną rozpoznania w nieznajomej kobiety był fakt dłuższych włosów, ale czy na pewno tylko to? Tu trzeba by chwilę przystanąć i pomyśleć, jeśli w ogóle zwróciłoby się na ten szczegół uwagę. Może i nieznajoma nie wiedziała tego o Hawke, ale Erin nadal była złodziejem. Była spostrzegawcza, zazwyczaj dłuższą chwilę potrafiła się przyglądać danej 'ofierze', oceniając ją, na oko analizując możliwość wpadki u łupów. Ciemnowłosa po prostu potrafiła być spostrzegawcza i tyle.
Hawke wsunęła dłoń w swoje ciemne kosmyki i poczochrała je delikatnie. To nie tak, że one były w jakimś za małym nieładzie. Nie, ten gest pozwalał Erin zebrać myśli, jako tako przemyśleć to co chciała powiedzieć i nieco się odstresować.
- Wiesz, pewnie kilka by się znalazło. No, a że ty do takich nie należysz to mówi się trudno -rzekła, nie zdając się być poruszona słowami nieznajomej. Cóż, po prostu tym razem zdarzyła jej się wybredna sztuka i tyle. Czasem tak jest, ale czy to musiało od razu coś oznaczać? Przecież już kilka panien się udało uwieść Hawke. Troszkę jej się nie spodobał fakt, że kobieta odwróciła od niej spojrzenie. Hawke należała do tego typu ludzi, którzy lubili patrzeć na oblicze rozmówcy. Co jak co, ale z niego można było odczytać jakieś emocje i tym podobne, a z czyimiś plecami się słabo rozmawiało. No nic, nie przerywając nieznajomej wywodu, wysłuchała jej. Przez cały ten czas miała wzrok wbity w tańczące płomienie. - Wiesz, co? Zdajesz się strasznie wybredna i chyba moja osoba cię męczy, więc raczej będzie lepiej, gdy cię zostawię. Nie ma co bez potrzeby się ludziom naprzykrzać - odparła po chwili zastanowienia. Nie było trzeba czekać długo, by Erin zwinnie wyminęła siedzącą nieznajomą i ruszyła dalej w tłum, a w między czasie łapiąc jakąś butelkę alkoholu. Choć zanim Hawke jeszcze zniknęła w tłumie machnęła na oślep na pożegnanie kobiecie.
Zaskakujące, że Hawke tak łatwo sobie odpuściła? Cóż, może w nieco innym przypadku dalej, by próbowała poderwać nieznajomą, ale tym razem coś jej mówiło, że to nie ma sensu. Tak, ciemnowłosa po prostu czuła, że nie ma co marnować czasu. W okół było jeszcze sporo ludzi. No i jeśli nie ta panna to inna, co nie? No ba, noc przecież młoda i piękna! Trzeba korzystać i Hawke miała taki zamiar. W sumie nie długo było trzeba czekać, by Erin wplątała się w taniec z mniej oporną, a i całkiem urodziwą panną.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
 theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Czw Mar 10, 2016 2:16 am

Nie potrzebowała słów uznania, a wszelakie próby podrywu prędzej ją dziwiły niż zachwycały. Nie sposób było odmówić Jacqueline miana duszy towarzystwa, jednak jeśli chodziło o relacje, jakie powinny łączyć ludzi przy tym typie zbliżenia… pozostawała najprawdziwszą niezdarą. Jak ognia unikała zobowiązań, nie wiedząc jak się zachować, ani czego w rzeczywistości pragnie. Sztormy czy  potwory morskie mieniły się mniej groźnie niż osoba mająca wobec niej jednoznaczne zamiary. Ale swój honor trzeba było ratować; zresztą zbywanie wszystkiego śmiechem i żartem przychodziło jej z łatwością, jakby posiadała tę umiejętność od samych narodzin.
- Świerszcz w trawie czy niemy dąb zrobiliby to lepiej – skomentowała i kiwnęła głową, chociaż wątpiła, by jej podryw wyglądałby lepiej, nawet jeśli kiedykolwiek zdobyłaby się na podobną odwagę. – Kobiet? – powtórzyła głucho, gdy dotarło do niej, co dziewczyna powiedziała. Towarzystwo wokół nich było nader tolerancyjne, ale nic na świecie nie mogło ją jeszcze przekonać, że emocje, jakie żywiła ku kobietom było na porządku dziennym. Otrząsnęła się z zamyślenia i prędko wróciła do reszty treści od krótkowłosej. – Wianuszek cudnych kobiet, mówisz… Mamy zupełnie inne wyobrażenia, jeśli chodzi o idealny wieczór. Moje oczekiwania są bardziej prozaiczne; zamiast skaczącego wokół mnie haremu, wystarczy mi butelka drugorzędnych szczyn – Wzruszyła ramionami, unosząc lekko butelkę, którą wciąż ściskała w dłoni.
Ależ nie była wybredna! Po prostu zbywała wszystkich jednakowo, niezależnie jak pięknych słów by się nie użyło. Nie zatrzymywała jednak kobiety, nawet nie zdziwiła się, że tak łatwo odpuściła. Tak było lepiej dla obu stron, choć obydwie przychodząc tu, oczekiwały zabawy to miały odmienne o niej pojęcie.
Chwilę obserwowała jak tamta odchodzi, po czym prędko wyrzuciła ją z głowy, usiłując zagadać do siedzącego najbliżej niej mężczyzny w kolorowym, krzykliwym stroju cyrkowca. Jej zamiary równie prędko odeszły w niepamięć, gdyż jegomość okazał się być zupełnie pijany albo i zamroczony innymi substancjami, aż nie kontaktował ze światem, nie wspominając nawet o rozmowie. Bierność nie przeszkadzała Jack w prowadzeniu dialogu, ale od czasu do czasu wolała usłyszeć przytaknięcie lub chociaż okrzyk zachwytu na jej niestworzone opowieści.  Westchnęła ciężko, dopijając butelkę, ale nie czując się o wiele radośniej. Podniosła się, ruszając w tłum ludzi. Początkowo wystarczyła jej sama obserwacja; dziki taniec, skakanie przez mniejsze ogniska, często bez ubrań lub z podwiniętymi kieckami. Wszechobecna radość, dobywający się zewsząd śmiech. Jednak póki co nie potrafiła znaleźć swojego miejsca, nie mogła się odnaleźć. Trafiła tu, gdy wszyscy świętowali już najlepsze, więc potrzebowała chwili na oswojenie się z nowym klimatem.
Przeszła polanę po całej długości, docierając aż do skraju lasu. Obdarzyła wzrokiem gęstą ciemność wydobywającą się zza drzew, będącą kompletnym przeciwieństwem tego co działo się wokół płonących ognisk. Mrok i bijąca groza wydawały się niemal absurdalne przy widoku, który zostawiła za swoimi plecami. Im dłużej wpatrywała się w czarny las, tym bardziej zdawało jej się, że słyszy głos, niewyraźny, jakby napływający z oddali. Następnie ujrzała błysk, lekki, z niebieską poświatą, co w pierwszej chwili zdawało jej się kłamstwem pochodzącym od wyobraźni Jacqueline. Blask kusił, a alkohol, który w końcu delikatnie uderzył dziewczynie do głowy, dodawał odwagi. Obejrzała się przez ramię i zrobiła parę kroków w stronę ponurego lasu, pełnego z pewnością niezbyt przyjaznych stworzeń.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Wto Mar 15, 2016 11:59 am

Uczucia do innych? Czym były one dla Hawke? To zależało, ale najczęściej były czymś trudnym do pojęcia, często nietrwałym, ulotnym i nieuchwytnym. Wielu z nich nie rozumiała i zostawały one dla niej zagadką, którą chciała rozwiązać, ale nie umiała. Inne były chwilowym odurzeniem, żądzą, którą dawało się zaspokoić albo i nie. Niektóre były przyjemne, a jeszcze inne wręcz przeciwnie. Ciemnowłosej też zdarzało się w nich gubić i nie wiedzieć co zrobić, ale zazwyczaj robiła coś instynktownie, nie myśląc zbytnio czy ma to sens czy nie. Czasem nie wiedziała jak pewne uczucia z siebie wyrzuć czy pokazać, ale starała się nie zamykać na innych.
- Kto wiek, kto wie. Może i by sobie lepiej poradziły, ale by to sprawdzić było by trzeba spróbować, a mnie to jakoś nie kręci - odparła w ogóle nie zrażona słowami kobiety. Ma się jeszcze trochę dystansu do własnej osoby. - Ba, każdy ma inne pomysł, ale drugorzędnych szczyn można się napić w każdym z barów w tym mieście. Taką noc jak tę lepiej wykorzystać w inny sposób! Ale jak już wspominałam, nie będę ci się narzucać - powiedziała. Pominęła kwestie tego, że tu nie było trzeba płacić za napitek. W końcu taka Hawke dobrze wiedziała, że są sposoby by nie płacić w karczmie za piwo ze swojej sakiewki. Nie każdy je musiał oczywiście znać, a ciemnowłosa jakoś nie zamierzała się nim dzielić na prawo i lewo. A taki mały chytrusek w tej sprawie z Erin. - Ba, że kobiety - wyszczerzyła się nieco głupkowato jak jakiś młodziak. Tak, ciemnowłosa miała pewną słabość do kobiet. Bardzo dużą słabość. Zwłaszcza, gdy któraś jej się bardzo spodobała. Cóż, samym faktem tego, że bardziej woli kobiety się jakoś bardzo nie przejmowała. Oczywiście, była świadoma tego, że to nie jest coś typowego. Ba, dobrze wiedziała, że duża część społeczeństwa podchodziła do tego dość sceptycznie i dawało się zobaczyć krzywe spojrzenia skierowane w swoją stronę, ale czy ją to obchodziło? Ci ludzie nie mieli znaczenia. Nic ich z nią nie wiązało, prócz faktu spotkania, więc nie czuła potrzeby zamartwiania się nimi? Ona była dla nich nikim, a oni dla niej. W końcu kto, by się przejmował jakimś włóczęgą? Z resztą zazwyczaj jakoś bardzo nie odnosiła się do tego jaką płeć bardziej lubi, a tu bez problemów mogła. Cyrkowcy byli o wiele bardziej tolerancyjni. - Ale nie tylko i kobiety. Na przykład skakanie przez małe ogniska jest zabawne, albo śpiewanie i granie. Och... Tak, muzyka - dodała po chwili, uśmiechając się o wiele łagodniej niż wcześniej na ostatnie słowa.
Tak, ruszyła przed siebie, a nawet spory kawałek nie przeszła, bo już po chwili ona sama dostała propozycję tańca. Proszę bardzo jakie to było łatwe! Nawet nie musiała prosić ani nic. Nie było trzeba długo czekać na zgodę ze strony Hawke, zaraz ruszyła w tan z nieznajomą dziewczyną. Ba, Hawke zdawała się już w ogóle nie pamiętać wcześniejszej rozmowy z wcześniejszą nieznajomą jakby nigdy takowa nie miała miejsca. W sumie nie długo było trzeba czekać, by taniec się skończył, a Hawke została zaciągnięta z rękę przez tamtą nieco z dala od tłumu, a na jej ustach już widniał lekko głupkowaty uśmieszek zmieszany z tym łobuzerskim i pewnie wszystko, by poszło tak jak Hawke sobie wymyśliła, przychodząc tu, ale coś oderwało jej wzrok od zgrabnego tyłka jasnowłosej piękności. Coś kazało jej spojrzeć w stronę istotki, stojącej na skraju lasu, a polany i momentalnie coś ją tknęło. Szczerze? Gdyby ktoś ją spytał czemu to zrobiła, a potem zwyczajnie jak gdyby nigdy nic zostawiła swoją towarzyszkę i ruszyła w stronę tamtej osoby, Hawke zwyczajnie nie potrafiła jasno odpowiedzieć. Erin nie potrzebowała dużo czasu, aby stanąć obok nieznajomej i złapać ją za rękę, by powstrzymać przed wejściem w głąb lasu.
- Hej, hej, piękna, a tam po co idziesz? Tam alkoholu nie mają - rzuciła od razu. Kto wie, może to uratuje ją przed zadźganiem ze strony tamtej?

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
 theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Mar 20, 2016 5:32 pm

Bawiły się inaczej, każda miała swój sposób, jak spędzić wieczór i uznać go za udany. Jacqueline, choć obecnie się tego wystrzegała, lubiła tańczyć. Ale najwyraźniej nie w ten sam sposób co jej chwilowa rozmówczyni. Ona nie potrzebowała partnera, w tym i w wielu innych przypadkach była zupełnie samowystarczalna. Potrzebowała muzyki w tle, a o uczucie wolności, wiatr we włosach i przyjemne ciepło na policzkach, potrafiła zadbać sama. Bliskość drugiego człowieka była zbędna, a w często i nawet zawadzająca. Co miałaby robić z rękoma? Jak się zachować, co mówić? A co po tańcu? Czy było ono pewnego rodzaju zobowiązaniem, po którym nie wypada odmówić dalszego spędzania czasu? Unikała takich sytuacji, nie tylko przez to, że nie wiedziałaby, jak się zachować. Traciła swoją swobodę, gdy dochodziło do zbliżeń, przede wszystkim fizycznych.
Dlatego też wzruszyła ramionami na wypowiedź dziewczyny, zmuszając się nawet do przepraszającego uśmiechu. Temat uznała za zakończony, Jack nie drgnęła chociażby na milimetr, a tamta wkrótce odeszła, zajmując się sprawami bardziej zajmującymi od niechętnej do tańca osoby.
Podejrzewała, że w innych okolicznościach mogłyby się dogadać, jednak nie usiłowała jej zatrzymać, aż za bardzo było widoczne – tamta przyszła tu w innym celu, nie tylko dla rozmowy. A zdawało się, że bez problemu zamieniłyby kilka słów, gdy na jaw wyszły podobne upodobania do muzyki i zabawy. Jacqueline milczała jak zaklęta, a doskonale pomogła jej w tym butelka wina, którą raz co raz przytykała do ust.
Rozstała się ze szkłem dopiero podczas swojej niewiadomej wyprawy aż do lasu. Od kiedy zobaczyła niebieskawe światełko zza drzew, wyraźnie można było stwierdzić, że zachowywała się dziwnie, jak nie ona. Ale Hawke, która nie znała jej na co dzień, nie wiedziała tego, pozostało się tylko domyślać, dlaczego Jacqueline tak ciągnie tam, gdzie nie powinno. Na twarzy starszej z nich pojawił się nieodgadniony, lekko oczarowany wyraz.
- Spójrz! Nie widzisz? O tam, zobacz! – Ożywiła się nagle, wskazując ręką na czarny mrok, w którym zupełnie nic nie było widać, choć jej słowa wyraźnie wskazywały na coś innego. Wpadła w dziwny trans, jakby całe jej życie zależało od ujrzenia z bliska tego, co raz zamajaczyło w oddali. – Też to widzisz, prawda? Zresztą... cśśś! Posłuchaj! – Syknęła, milknąc na chwilę i nadstawiając uszu, aby jeszcze raz usłyszeć dochodzące z oddali nawoływanie. Nic się nie działo, a w rzeczywistości jedynym dźwiękiem, który mogły dosłyszeć byłą melodia i krzyki dochodzące z oddali polany przed namiotem cyrkowym. O dziwo, cała sytuacja wydawała się dla Jack oczywista i logiczna, ale na wszelki wypadek, gdyby tamta nie załapała, Jack pospieszyła z wyjaśnieniem:
- Coś tam jest, słyszałam, wyraźnie słyszałam jak mnie woła! – Podniosła głos, nagle nabierając pewności co chce zrobić. Strach przed nieznanym jakby na chwilę odszedł, zastąpiony czymś nowym, podejrzanym uczuciem, które koniecznie musiała spełnić, ciekawością, jaka teraz nie pozwalała jej myśleć, aż do czasu, gdy zostanie zaspokojona. – Chodź! – Zarządziła, uznając w pośpiechu, że dziewczyna, znajdująca się jeszcze raz w pobliżu zostanie towarzyszką jej wyprawy. Złapała ją za rękę, ciągnąc wprost do mrocznego, czarnego lasu.
Przyspieszyła kroku, a z czasem zaczęła biec, nie puszczając dziewczyny na chwilę; mało tego – ściskając ją coraz bardziej. Przedarły się przez drzewa, a z każdą sekundą, do ich źrenic wpadało coraz mniej światła, bo ich jedyne źródło zostało zza ich plecami, na polanie. Pozostały jeszcze migoczące gwiazdy i czerwony księżyc, ale one nie pozwalały nawet na zobaczenie własnych stóp, które ginęły gdzieś w czarnej otchłani nocy. Zatrzymała się na chwilę, gubiąc obraz, za którym tak podążała.
- Gdzie to...? – Zapytała siebie pod nosem, aż w końcu znów przed oczyma zamajaczył jej niebieski błysk. Ruszyła do przodu, wzdychając z ulgą. Zaczęła biec, biec i... znalazła się na skraju wysokiej skarpy, jakiej nie sposób było dostrzec w ciemności. Z rozpędu postawiła o krok za dużo, nie będąc się w stanie nawet zatrzymać. Krzyknęła głośno, a ten wysoki dźwięk przestraszył mniejsze żyjątka, aż cały las odpowiedział jej szmerem uciekających stworzeń. I może tym samym przywołała do siebie serię większych i bardziej krwiożerczych z nich.
Spadała, turlając się, zahaczając o wystające korzenie i dopiero gdzieś w środku lotu puszczając dłoń swojej przymusowej towarzyszki. Zdążyła nawet przekląć, po czym oberwała w głowę wystającą gałęzią i lądując w końcu o ładne kilka metrów dalej od Hawke, straciła przytomność. Znalezienie Jacqueline, leżącej sobie w gąszczu traw, z pewnością nie będzie należało do łatwych zadań.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Sro Mar 23, 2016 7:53 pm

Cóż, zanim jeszcze złapała swoją byłą, niechętną do tańca towarzyszkę, przebiegła jej tylko przez głowę myśl, że w sumie straciła okazje do tego po co tu przyszła. Zmarnowała bardzo dobrą okazję i w sumie to sama nie była pewna czy tego żałuje czy nie. Chodź pewnie miało się to pewnie okazać za niedługo.
Stała jak wryta, patrząc na poczynania kobiety. Ej, ej, ej, tu jest coś ostro nie tak. O co chodzi? Jakie głosy i cienie? Przecież tam nikogo nie było. Jej się musiało coś przywidzieć. Tak, to była wina alkoholu. Dziewczyna za dużo wypiła i teraz ma omamy. Tak, nie było innej opcji! Przynajmniej w to chciała wierzyć ciemnowłosa. Nie chciała wierzyć w to, że w tym lesie coś w tej chwili jest. Za dużo historii słyszała od Selene... Nie chciała żadnego z tych potworów spotkać. Zwłaszcza, gdy nie miała obok siebie rudej inkwizytorki.
- Ej, ej, piękna, zdawało ci się... tam nikogo nie ma. Nie może być - zdążyła z siebie wyrzucić, gdy nieco oprzytomniała z pierwszego szoku. W pierwszej chwili postanowiła odwieść dziewczynę od pójścia w las i nieco uspokoić, a następnie zabrać w jakieś spokojniejsze miejsce, gdzie tamta mogłaby się przespać. Cóż, nie wiedziała, że nie będzie miała okazji do zrealizowania tego planu... Nim się zorientowała i zdążyła zareagować, została pociągnięta w stronę lasu, a już moment po tym biegła w ciemności, trzymana za rękę przez nieznajomą. W pierwszej chwili nie wiedziała czemu tak posłusznie ruszyła za tą w sumie nadal nieznajomą kobietą. Po prostu była przez nią ciągnięta, a sam posłusznie za nią szła. No normalnie czuła się nieco jak zaczarowana.
Nie, cholera, nie odwalaj takich rzeczy, Hawke! Trzeba stąd iść i powstrzymać ją! postanowił się odezwać jakiś głos rozsądku w głowie ciemnowłosej.
- Ej, ej, przest... - wydusiła z siebie tylko to urwane zdanie, chcąc powstrzymać kobietę, jednakże postanowiła to zrobić trochę za późno, bo zaraz obie panie wpadły w ciemność. Usłyszała krzyk, poczuła kilka uderzeń i to, że kobieta puściła jej dłoń. Zaraz poczuła nieco mocniejsze uderzenie, które z połączeniem z upadkiem na ziemie ogłuszyło na dłuższą moment. Jęknęła głucho i złapała się za głowę. Poczuła się fatalnie i niczym jakieś zwierzę wystraszone zwierzę w klatce. Nie wiedziała co się stało, na dłuższy moment całkiem zgubiła wątek. Dopiero po dłuższej chwili nieco ogarnęła co i jak, spróbowała się wstać, ale skończyło się to cichymi jękami i podniesieniem się do pozycji na na klęczkach. Na oślep zaczęła nerwowo szukać w trawie swojej towarzyszki.
- Ej... Ej... Gdzie jesteś... Ej... - mamrotała. Ciemność i pozycja w której się znalazła wcale nie pomagały jej w odnalezieniu kobiety. Mimo to się nie poddawała i dalej próbowała. - Cholera... Cholera... Gdzie jesteś...?

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
 theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Czw Mar 24, 2016 2:02 am

Była głucha na wszelakie próby zatrzymania i odwiedzenia jej od upragnionego celu, który był… No właśnie, czym? Halucynacją, majakiem, pojawiającym się z nadmiaru alkoholu we krwi? Nie, Jack nie wypiła jeszcze dużo, a ruchy miała całkiem sprawne, inaczej nie śmigałaby na złamanie karku przez ciemny las. I to całe chwilowe oczarowanie, ją zgubiło, wylądowała nosem w trawie, znacznie poobijana.
Jęknęła, powracając do świata żywych, chociaż zdecydowanie wolałaby zostać jeszcze chwilę w krainie słodkiej nieświadomości, gdzie każda z kończyn nie pulsowałaby żywym bólem. Przewróciła się na drugi bok, aby nie leżeć na obitej, być może złamanej ręce, brudząc się jeszcze bardziej, aż ubranie przesiąkło jej na wskroś od wilgotnej ziemi. Co zabawne, pobudki w osobliwych miejscach miała opracowane – zdarzało się jej to dosyć często. Zaczynała w karczmie, a kończyła wszędzie; od cudzych domów zaczynając, a na cmentarzu (jak ostatnio z Desiderią) kończąc. Nie było może to dla niej przesadnie stresujące, ani zadziwiające, ale to nie oznacza, że przyjęła otaczający ja mrok z ulgą. Otworzyła szeroko oczy, ale widziała jedynie cienie i ledwie widoczne kształty, wyglądające groźnie, a wyobraźnia dorzuciła swoje parę groszy, nadając im jeszcze bardziej realistyczne i okropne charaktery.
Coś płaskiego, chyba kolano zdeptało jej dłoń, więc odpowiedziała wrzaskiem, zaraz zwijając się w największym trudzie na czworaka. Dyszała ciężko jakby przebiegła maraton, aż wzrok przyzwyczaił się do ciemności, dzięki czemu mogła dostrzec kobiecą sylwetkę. Najwyraźniej jej poszukiwała. Nie wiedziała, ile mogło to trwać, zanim się ocknęła, więc tamta mogła natrafić na nią, już wracając do domu lub cyrku, gdziekolwiek on był, bo nic nie było łatwe do określenia w środku lasu.
- Cooo…? Co się stało? Coś ty zrobiła!? – Pytała, a z każdym słowem narastała w niej panika. Poznała ową osobę, natychmiast się od niej odsuwając, wciąż na zgiętych nogach, aż nie dotknęła plecami pnia drzewa. Pamiętała ją dosyć dokładnie z polany cyrkowej, łącznie z ich przelotną rozmową. Później jednak miała lukę w pamięci, nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego znalazła się właśnie tutaj, gdy wieczór zaczynał się tak uroczo. Mogła się tylko domyślać, a przez głowę przeszło jej jedno z rozwiązań: tajemnicza dziewczyna otumaniła ją czymś, może ciosem w głowę i zaciągnęła właśnie tu. Nie znała motywów, ale spodziewała się już wszystkiego.
Wspierając się o gałęzie, podniosła się, zaraz sycząc z bólu, gdy przeniosła ciężar ciała na jedną z nóg. Planowała się odsunąć, najdalej jak było to możliwe, jednak prędko spostrzegła się, że ma najwyraźniej skręconą kostkę, co nie wróżyło sprawnych ucieczek. Nie komentowała sprawy na głos, nieco obawiała się swojej towarzyszki i wolała jej nie informować o przewadze, którą może chcieć wykorzystać. Rozejrzała się wokół, ale nie dostrzegła wydeptanych ścieżek. Każdy kierunek wydawał się być zdradliwy i nie prowadzić donikąd. Zaczynała nabierać wrażenia, że dokończy żywota w owej ciemności, co wcale nie uspokajało Jacqueline.
- Muszę iść, muszę się stąd wydostać! – Wydyszała, kręcąc głową i przybierając nieco obłąkaną minę. Ruszyła w pierwszą, lepszą stronę, byleby tylko nie stać w miejscu, ale z roztargnienia nastąpiła na uszkodzoną nogę, przez co zawyła z bólu i runęła jak długa, po raz kolejny lądując z twarzą w trawie.
Zacisnęła zęby, podnosząc się lekko na rękach… i rozpłakała się, jak dziecko. Głośno i bez żadnych oporów. Przełamała się w niej pewna granica, już nie obchodziło ją cudze zdanie, więc płakała, aż zabrakło jej tchu. Otarła łzy o ziemię, po czym ze złością wyrzuciła z siebie:
- Nienawidzę lądu! Nic mnie tu dobrego nie spotkało! Nic!!! A wszystkie lasy powinny spłonąć!!! – Krzyczała, a głos się jej co chwilę łamał, wiec przerywała, aby się wypłakać w spokoju. Jej słowa nie miały w sobie wiele z prawdy, a zazwyczaj kochała swoje życie i nosiła w sobie o wiele więcej optymizmu, ale teraz była przerażona do szpiku kości, wszystko ją bolało i za nic nie chciała spędzić tu nocy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pon Kwi 04, 2016 12:34 pm

W myślach bluźniła i to strasznie. Była zła sama na siebie, że postanowiła zareagować, że zamiast grzecznie pójść z tamtą panną. Miałaby swój upojny i namiętny wieczór. Oczywiście była możliwość, że panna byłaby słaba w łóżku, ale raczej nic na to nie wskazywało, a co miała za to? Była ubrudzona pobijana, a po chwili miała pewnie dostać kolejne kilka kopów. Cholera, cholera, cholera... Po chuja ja to zrobiła. Hawke ty pierdolony idioto?! Po chuja się wtrącasz i robisz za pierdolonego bohatera i zbawce tego jebanego świata?! Co on cię kurwa obchodzi!?
Szukała jej po omacku, z każdą chwilą się coraz bardziej denerwowała i stresowała. Dodatkowo czuła, że nie powinno ich tu być. Chciała jak najszybciej zwiać z tego miejsca. Może to dlatego nie zauważyła na początku swojej towarzyszki i kolanem nacisnęła na jej dłoń? Licho wie... Szybko wzięła nogę z jej ręki, a po słowach kobiety poczuła nagły przypływ wściekłości. Co ona zrobiła? Przecież ona nic nie zrobiła!? Przecież ona nic takiego nie zrobiła. Przerzuciła się zaraz do siadu, a swojej burzowe ślepia utkwiła na towarzyszce. Na jej obliczu malowało się zdenerwowanie i jakieś zmęczenie.
- Ja zrobiła?! Ja zrobiłam?! Kurwa, co ty odpierdalałaś?! Co to ma być!? Byłaś jak jakaś mocno napita?! Kurwa jego mać, jedyną osobą, którą możesz winić to siebie samą, a nie mnie! - warknęła niczym taki rozeźlony wilk. Ba, Hawke przez chwilę miała ochotę rzucić się na tę dziewczynę z pięściami, ale jej pewne zasady ją od tego powstrzymywały. Dopiero po chwili się uspokoiła. Było to spowodowane przez dwie rzeczy, po pierwsze zrozumiała, że wściekłość teraz nic nie da, a może tylko pogorszyć sprawę. Po drugie zauważyła, że coś jej nie tak z tamtą. No nie oszukujmy się, normalnie ludzie tak nie jęczą przy wstawaniu. No i kobieta znów się zaczęła zachowywać jak jakaś obłąkana... I bogowie za co...? Co ja wam, kurwa, zrobiłam!? Zaraz zobaczyła jak tamta runęła na ziemię i zaczęła płakać. I w tym momencie Erin zaniemówiła. W ogóle nie wiedziała co powinna zrobić. Bo co mogła teraz zrobić? Obie były w opłakanym stanie, choć Hawke w nieco lepszym, nie wiedziały, gdzie są, a dodatkowo było tu ciemno jak jasna cholera. W końcu jednak się opamiętała, postanowiła zrobić cokolwiek. Na początek wstała dość niezgrabnie, ale zaraz znów stała na równych nogach. Powoli podeszła do płaczącej kobiety, kucnęła przy niej i delikatnie położyła dłoń na jej ramieniu.
- Ej, ej... Ci.... - powiedziała dość cicho - Płacz teraz nic nie da. Uspokój się... Poradzimy sobie, ale uspokój się... Proszę... Spokojnie - powiedziała, starając się, aby jej głos był jak najbardziej łagodny. W końcu chciała tę kobietę uspokoić, a nie doprowadzić do kolejnego płaczu.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
 theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pią Kwi 08, 2016 6:16 pm

Była nie tylko obolała, ale i przerażona. Wrzeszcząca dziewczyna za nic na świecie nie wzbudzała jej zaufania, raczej powodowała, że do głowy Jacqueline napływała lawina pytań, na które nie znalazłaby odpowiedzi, bo nawet nie dostała chwili na namysł. Zajęta została odsuwaniem się, czy też właściwie czołganiem się po ziemi, aby znaleźć się jak najdalej od towarzyszki. Naprawdę nie wiedziała, do czego tu przed chwilą doszło.
- Czemu na mnie krzyczysz!? – Również odpowiedziała krzykiem, ale prędko się opamiętała, nie chcąc przywołać do siebie krwiożerczych stworzeń. – O czym ty mówisz!? – Ściszyła głos, ale ten stał się piskliwy, co było tylko gorsze. Nie wypiła dużo, a nawet jeśli, nigdy nie miewała luk w pamięci jak teraz. Nie potrafiła objąć tego wszystkiego umysłem, nic nie łączyło się tu w spójną całość.
Gdy tamta położyła dłoń na ramieniu Jack, obdarzyła ją złym spojrzeniem zza mokrych oczu, choć nie była w stanie zareagować bardziej stanowczo. Nie pocieszyło ją to specjalnie, dalej nie ufała dziewczynie, choć zdziwiło ją, jak w ciągu sekundy potrafiła zmienić ton swojej wypowiedzi.
- Nie płaczę – prychnęła, pociągnęła nosem i naburmuszyła się. Łzy zastygły na jej policzkach, nie płakała więcej, ale niewiele dzieliło ją przed kolejnym wybuchem, wystarczyło właściwie jedno nieodpowiednie słowo. Próbowała się uspokoić, aby nie wyjść na jeszcze bardziej niezrównoważoną psychicznie osobę, po czym wstała na nowo, tym razem uważając na skręconą kostkę.
- Nie mogę chodzić... – Zaczęła niepewnie, krzywiąc się na samą myśl, że będzie musiała poprosić o pomoc nieznaną dziewczynę, którą póki co uznawała za sprawczynie tego koszmaru.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Sro Kwi 13, 2016 4:25 pm

A ona niby nie była? Hawke nie była pewna co się tak naprawdę stało jeszcze chwilę temu. Co takiego opętało tę dziewczynę? Nigdy w życiu jeszcze czegoś takiego nie doświadczyła. W końcu była świadoma, że to raczej nie z powodu wypitego alkoholu dziewczynie odbiło. Tu chodziło o coś innego, ale o co? Czy Selene mówiła jej o czymś podobnym? Nawet jeśli to Hawke niczego takiego nie kojarzyła. Cóż... Albo po prostu nie słuchała wtedy rudej inkwizytorki. Tak, była taka spora możliwość.
- Bo próbujesz mnie wrobić w coś co nie zrobiłam! Kurwa, no! Zachowywałaś się jak jakaś zaczarowana czy coś. Gadałaś coś o czymś ruszającym się między drzewami wołającym cię do siebie - warknęła. Tak, ewidentnie była poddenerwowana, ale w tej kwestii raczej nie było co jej się dziwić. Złapała się za głowę, aby po chwili schować twarz w dłoniach i wziąć kilka głębszych oddechów.
Cóż, wzięła dłoń od dziewczyny, gdy ta na nią spojrzała. Hawke nie wyglądała na przestraszoną, ale chyba tamtej się to nie spodobało, więc co ją ma męczyć? Przez chwilę jej przeszło przez głowę, że może się z nią podrażnić, ale zrezygnowała z tego. Ta sytuacja raczej nie była odpowiednia. Tak, trzeba znać umiar czy coś takiego.
- Uch... To jest problem... - odparła marszcząc delikatnie czoło. - Gdzie boli? - dodała zaraz. Tak, zmartwiło ją to. Problem z nogą kobiety mógł im mocno utrudnić wydostanie się stąd.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
 theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Jacqueline
Dobra Wróżka
avatar

Liczba postów : 83
Join date : 20/08/2015

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Kwi 17, 2016 6:23 pm

Nie rozumiała, z każdym słowem nieznajomej, na twarzy Jacqueline pojawiało się zagubienie i próba zrozumienia całego zajścia. Co mogło się ruszać pomiędzy drzewami? Zupełnie nic z tego nie pamiętała, ani nawet nie potrafiła zrozumieć, o co może chodzić. Zaczynała podejrzewać, że dziewczyna wymyśla ową historię na bieżąco, chociaż to również podchodziło jej ciężko. Czegoś tak skomplikowanego i bezsensownego nie można było opowiedzieć ot tak. Przecież były ku temu lepsze wyjaśnienia, prawda? Krótkowłosa mogłaby chociażby powiedzieć, że Jack uderzyła się w głowę i dlatego nic nie pamięta.
A później przez twarz Jacqueline jakby przeszło olśnienie. Rozchyliła powieki, jakby wpadając na genialny pomysł.
- Gdzie my właściwie jesteśmy? – Zapytała się i nawet rozejrzała wkoło, choć mrok niewiele jej powiedział. – Słyszałam kiedyś… O ognikach. Niegroźnych Koszmarach. Wabiących w najgłębsze gąszcze lasu, a następnie plączących drogi, aby już nikt nie mógł z niego wyjść na wolność… - Im dłużej mówiła, tym bardziej obco się czuła. Atmosfera jakby zgęstniała, a cisza w lesie stała się osobliwa i niepokojąca. – Myślisz, że to one? Widziałaś coś? – Zapytała szeptem, maksymalnie ściszając głos i nieco zbliżając się do Erin.
- Kostka. Chyba nic z tego. – odparła na pytanie dziewczyny, kręcąc głową. Mogłaby co prawda skakać na jednej nodze albo się turlać, ale wszystko wokół sprawiało, że wolałaby być sprawna, by w razie czego chociaż spieprzyć na drzewo i tam spędzić noc. – Ach, głupia jestem – Westchnęła, na nowo pociągając nosem. – Mogłam zgodzić się z tobą zatańczyć, wtedy w życiu byśmy tu nie wylądowały…

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Maj 14, 2017 8:52 pm

Charlie błądziła po lesie już od dobrych paru godzin. Próbowała trzymać się jakiś wytartych ścieżek, jednak przy takim zmyśle orientacji pomogłaby jej jedynie prosta jak strzała droga. Czarownica raz już myślała, że jest bardzo blisko podnóża góry, jednak okazało się, że wróciła z powrotem na skraj lasu. Wrzód na tyłku, takie gubienie się. Charlie miała nadzieję, że uda jej się załatwić sprawę przed zapadnięciem zmroku, a zbliżało się już południe.
Nagle spostrzegła między drzewami kolorową plamę, w której prędko rozpoznała pewien znajomy namiot. Uśmiech wykrzywił wargi kobiety, gdy pokręciła głową z niedowierzaniem. Jakże to musiało działać! Zawsze gdy starała się odwiedzić przyjaciół, Cyrk jakby zapadał się pod ziemię.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci krótka przerwa w naszej podróży, hmm? - Kobieta odezwała się głosem cichym, lecz ożywionym, spojrzenie kierując na... pluszową zabawkę, którą trzymała w lewej dłoni. Pluszak, wyraźnie nadgryziony przez ząb czasu, nie charakteryzował się niczym szczególnym, a jednak czarownica niosła go niezwykle delikatnie, czego nie można było powiedzieć o łopacie i kiju, które mocno ściskała pod pachą.
Charlie nie czekała na żadną odpowiedź (która i tak by nie nadeszła), tylko od razu ochoczo ruszyła w stronę Cyrku. Kiedy wyszła spomiędzy drzew, znalazła się na otwartej przestrzeni polanki, często wykorzystywanej w różnych celach. Mogła dostrzec członków trupy krzątających się bliżej namiotu; mogłaby od razu do nich podejść, a jednak zawahała się przez moment. Nie była pewna, czy otwarte odwiedziny to w tym przypadku dobry pomysł. Może lepiej byłoby zajść do jednej, konkretnej osoby? Nim podjęła tę decyzję, upuściła kij i łopatę na ziemię, by zaraz po tym przeciągnąć się aż do trzeszczenia kości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pon Maj 15, 2017 6:47 pm

Standardowo, Astaroth miała gdzieś to, że piękny dzień mija, a ludzie na zewnątrz uwijają się jak małe mróweczki. Wstała wtedy, kiedy jej się to podobało, wysłała Vengeful po coś do jedzenia, a tymczasem sama zaczęła się ubierać. Zwichnięty bark zdążył się zregenerować, chociaż nadal trochę pobolewał, lecz mogła już darować sobie usztywnianie go, toteż gdy po późnym śniadaniu wyściubiła nos poza namiot, Cyrkowcy od razu wyłapali, że w końcu jest zdolna do normalnej pracy. Co za kochana rodzina. Od razu zaprzęgli ją do roboty, chociaż może nieco lżejszej niż standardowo, bo zaczęła jęczeć i marudzić, że "ledwie ruszam ręką, do ciężkiej cholery, a wy mi każecie klatki przenosić?". Dlatego zamiast pomagać przenosić klatki Koszmarów (na szczęście bez nich) w pobliże dużego namiotu, pozwolili jej nosić sprzęty, które miały się przydać podczas występu.
Szła więc taka obładowana jak zwierzę juczne naręczem maczug ogniowych, szczudeł i różnych akcesoriów żonglerskich, tak, że niezbyt widziała czubek swoich butów i teren tuż przed sobą. Bardzo starała się nie potknąć o cokolwiek, co mogło wystawać z ziemi i lub na niej leżeć. Wychodziło jej to tak dobrze, że będąc już tak blisko namiotu pozwoliła sobie na odrobinę swobody i zaczęła nucić coś pod nosem, ciesząc się z tego, że zaraz będzie miała chwilę przerwy. Zaraz zobaczyła w pobliżu znaną sylwetkę przyjaciółki wszystkich Cyrkowców, więc wyszczerzyła radośnie ząbki i ruszyła w jej stronę.
- Cześć, Cha... - nie skończyła, bo w tym momencie coś ją brutalnie podcięło, potknęła się i nagle sterta starannie ułożonych bibelotów zaczęła wylatywać jej z rąk, kiedy desperacko próbowała złapać równowagę. Udało jej się to, ale połowa rzeczy wylądowała na ziemi, niedaleko obok kija i łopaty, które dopiero teraz zobaczyła. - Cholera jasna, chcesz mnie zabić? - sapnęła, próbując pozbyć się wizji śmierci, która przed chwilą przeleciała jej przed oczami. - Możesz mi to poukładać tak, jak leżało? - poprosiła kobietę, wyciągając przed siebie ręce z ocalałymi przyrządami, aby ta jej pomogła w odbudowaniu tego, co zniszczyła.
- Swoją drogą, co cię tu sprowadza i kim jest ten przystojniak? - spytała w międzyczasie, skinąwszy w stronę trzymanego przez Charlotte pluszaka. Astaroth wiedziała, że starsza od niej czarownica miała trochę nierówno pod sufitem, ale w sumie nie bardziej niż ona sama! Dlatego strasznie spodobała jej się ta zabawka, nawet jeśli była już mocno zmaltretowana przez czas i życie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pią Maj 19, 2017 2:00 pm

Los postanowił zdecydować za czarownicę. Na dodatek całkowicie niespodziewanie.
Choć o Cyrku krążyło wiele złowrogich plotek, Charlie czuła się w nim wyjątkowo bezpiecznie. Właśnie ta pewność sprawiła, że czarownica zajęła się opowiadaniem pluszakowi ściszonym głosem o wspaniałych występach, jakie organizuje niezwykła trupa, przez co nie zauważyła zbliżającej się Astaroth. Dopiero słowa przywitania sprawiły, że Charlie zwróciła spojrzenie na połykaczkę ognia, akurat w momencie, gdy ta potknęła się o porzucone rzeczy Charlotte.
Wszystko potoczyło się szybko. Astaroth zachwiała się, a razem z nią sterta rzeczy, z których większość w następnej sekundzie spadła ku ziemi. Charlie zareagowała instynktownie, łapiąc jakiś wymyślny kij, jednak resztę sprzętu spotkało przeznaczenie. Czarownica aż przymknęła oczy, słysząc ten huk.
- Ciebie zabić? Nieeee, nie sądzę. Zawsze miło cię widzieć, szkoda byłoby nie mieć już okazji - odparła lekko z rozbrajającym uśmiechem i zaraz podjęła się zbierania sprzętu. Aby ułatwić sobie to zadanie, delikatnie zatknęła pluszaka za pasek torby. - Po co w ogóle nosisz te klamoty? Pomóc ci z czymś? Możemy zakopać je w lesie i udać, że zjadł je Koszmar!
Kiedy tylko Astaroth zapytała o powód odwiedzin i o pluszaka, radosny dotąd uśmiech Charlie stał się niezwykle tajemniczy.
- Gdzież moje maniery! Astaroth, poznaj Lucine; Lucine, to Astaroth, połykaczka ognia. Jestem pewna, że się polubicie. Co do mnie... Uwierzysz, jak ci powiem, że próbowałam dostać się na górę? I nagle bach, jestem tutaj. A skoro już jestem, to pomyślałam, że zostanę i odpocznę, ale tylko chwilkę. Nie mam zbyt dużo czasu, Lucine się szybko niecierpliwi, a poza tym chciałabym wrócić do noc do gospody, może załapię się na jakąś partyjkę!
Zamilkła na moment, popadając w widoczne zamyślenie. W tym czasie, w zależności od tego, czy Astaroth chciała pomocy lub nie, poprawiła chwyt podniesionych przez siebie sprzętów lub zaczęła stabilnie układać je na stercie trzymanej przez cyrkówkę.
- Chociaż jak znam życie znowu będę musiała zanocować w lesie. - Charlie westchnęła żałośnie, lecz żal ten nie miał żadnego odbicia w jej oczach. Zwróciła się też do pluszaka, zerkając na niego pytająco: - Lucine, mam nadzieję, że nie boisz się ciemności, co? Rozpalę pewnie ognisko, ale nie ma co liczyć na luksusy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pią Maj 19, 2017 9:25 pm

Chociaż Charlie miała dobre chęci, większość rzeczy upadła na ziemię z takim hukiem, że paru Cyrkowców kręcących się wokół od razu spojrzało w ich stronę. Z szybkich oględzin Astaroth wynikało, iż niczego nie potłukła ani nie połamała. To dobrze. Chyba wetknęliby ją na pal, gdyby znowu odwaliła coś takiego.
- Obyś mówiła prawdę - uśmiechnęła się szeroko. Tym bardziej, gdy kobieta zaczęła podnosić sprzęt z ziemi. - Nie mogę ich zakopać. Muszę je zanieść tam, do namiotu. Jeśli chcesz, możesz mi pomóc, będzie łatwiej - odparła. Jakże fajnie byłoby udać się teraz do lasu i spalić to ciężkie badziewie, a później zakopać kilka stóp pod ziemią! Niestety, nikt by jej nie uwierzył w historyjkę o Koszmarze, a nabicie na ostry pal byłoby wtedy jeszcze bardziej prawdopodobne. Czyż nie łatwiej i przyjemniej było zrobić jeszcze parędziesiąt kroków i rzucić to tałatajstwo tam, gdzie powinno się znaleźć?
- Cześć, Lucine! - przywitała się z pluszakiem. Pewnie podałaby mu dłoń, gdyby miała wolną. Później potakiwała słowom znajomej, próbując zrozumieć cały ten słowotok płynący z jej ust. To wszystko było takie skomplikowane i dziwne, ale zarazem fajne! Przynajmniej w porównaniu z tym, co miała tutaj, w Cyrku. Dlatego nie chciała pozostać obojętna na cierpienia Charlie i postanowiła jakoś im zaradzić:
- Znając twoją orientację w terenie, nigdy nie dojdziesz na górę. Jeśli chcesz, mogę cię tam zaprowadzić, tylko pomóż mi z tym cholerstwem i powiedz, po co właściwie pchasz się aż tak wysoko - powiedziała, powoli krocząc w stronę dużego namiotu. - I nie dam ci.... wam nocować w lesie. Jeśli po powrocie nie będziecie miały gdzie spać, załatwię wam nocleg chociażby we własnym namiocie - zaoferowała. Właściwie to nie wiedziała, czy będzie w stanie to wypełnić ze względu na Mściwego Ducha, który powinien nosić też miano Zazdrosnego Ducha lub Ducha Podłej Jędzy. Pozostawały jednak inne miejsca w Cyrku, gdzie Charlie mogła zagrzać miejsce na noc. Cyrkowcy znali ją na tyle dobrze, iż nie powinni mieć problemów z wzięciem jej do siebie. W ostateczności mogła przespać się w dużym namiocie na jednej z ławek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Sob Maj 20, 2017 7:00 pm

- Czy ja cię kiedyś okłamałam? - fuknęła z uśmiechem Charlie, natychmiast zapominając o propozycji zakopania sprzętów. Zaraz zebrała wszystko, co znalazło się na ziemi. - W kartach się nie liczy!
Kiedy tylko Astaroth ruszyła w kierunku namiotu, Charlie podążyła za nią ochoczo, trzymając pewnie swoją część cyrkowych rzeczy. Oczywiście robiła to tak, by żaden najmniejszy kij czy maczuga nie uwierały pluszaka. Troska, jaką otaczała tę niepozorną zabawę, była wręcz zdumiewająca.
- Lucine i ja mamy do załatwienia pewną drobną sprawę na górze - odparła tajemniczo Charlie, spoglądając z ukosa na cyrkówkę. - Chętnie bym ci wszystko opowiedziała, ale... Zdaje się, że Lucine nie przepada za tym tematem, a nie chciałabym jej drażnić. Jeśli chcesz nas poprowadzić, będę bardzo wdzięczna, a i ty nie powinnaś żałować. -  W tym momencie Charlie mrugnęła znacząco do swojej towarzyszki, która bez problemu mogła domyślić się, iż starszej czarownicy chodzi o podzielenie się najemniczym wynagrodzeniem. Przyjmowanie zleceń było głównym źródłem dochodu wędrującej wiedźmy, a najchętniej wybierała te dziwaczne i dobrze płatne. - I dzięki za troskę! Nocleg nie będzie problemem, jeśli szybko dotrzemy na górę. No i z niej wrócimy. Mam opłacony pokój w gospodzie. A nawet jakbym nie zdążyła do miasta przed nocą, nie ma problemu! Molly wisi mi przysługę, a spotkałam ją ostatnio na mieście i widziałam, że kupiła jakąś dobrą nalewkę. W sumie... To brzmi jak dobry plan na wieczór.
Choć szły powoli, namiot przybliżał się z każdą chwilą. Charlie przyjrzała mu się z uznaniem, chociaż widziała go z bliska niejednokrotnie.
- Spójrz Lucine, czyż nie wygląda cudownie? Słyszałam, że nigdy nie byłaś w Cyrku. Cóż, nie mamy co prawda czasu zostać na występy, ale przynajmniej mogłaś zobaczyć namiot. Mam nadzieję, że ci się podoba.
Zaraz po tym krótkim monologu do pluszaka ponownie spojrzała na Astaroth i zmierzyła ją uważnym spojrzeniem.
- A co u ciebie słychać, kochana? Dawno nie miałyśmy okazji się zobaczyć i to wcale nie jest tylko moja wina. Sztukę ukrywania się opanowaliście do perfekcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Maj 21, 2017 9:47 am

Zaśmiała się. Fakt, Charlie była zabójczo szczera w większości kwestii, więc posądzanie jej o kłamstwo było równie zasadne jak posądzanie psa o to, że zjadł całą główkę kapusty.
- Żebyś wiedziała, ile razy ja cię okantowałam w karty... - zaświergotała słodko i spojrzała na nią tak niewinnie, że tylko diabeł by nie uległ i zażądał z powrotem wszystkich pieniędzy, które przegrał w grze z tą małą wiedźmą.
Kiwała twierdząco głową na wszystkie słowa, które padały z ust Charlie, aż jedno zdanie wyraźnie przykuło jej uwagę. "I ty nie powinnaś żałować". Wyłapała również to znaczące mrugnięcie i zaraz uśmiechnęła się szeroko i nad wyraz wesoło. Oczywiście, że domyśliła się o co chodziło! Ona, największy zboczeniec w całym Wishtown, miałaby nie wyłapać? Przecież jak kobiety się tak zachowują, to zawsze chodzi im o jedno! Od tego momentu uśmiech z jej ust miał nie zniknąć aż do końca dnia, tak się ucieszyła.
- Rozumiem - mruknęła. - Ale dlaczego Lucine miałaby nie przepadać za tym tematem? Rozumiem, że jest twoją kompanką, ale to wciąż tylko pluszak. No mogłabyś mi powiedzieć, o co chodzi! - jęknęła żałośnie. Lubiła tajemnice, o ile rozwiązanie nie było na wyciągnięcie ręki. Wizja czekania takiej ilości czasu, żeby dowiedzieć się czegoś, co mogła usłyszeć już teraz, zaraz, była zbyt irytująca dla kąpanej w gorącej wodzie Astaroth.
Aż przejechała koniuszkiem języka po górnej wardze, gdy usłyszała te plany na wieczór. Gospoda albo Molly i nalewka... Ach, poezja. Była jedynie trochę zdziwiona, bo nie znała Charlie od tej strony, ale człowiek codziennie uczy się czegoś nowego. Biedna przeżyje niezłe zderzenie z rzeczywistością, gdy już dowie się, o co naprawdę chodziło jej znajomej, lecz póki co trwała w błogiej nieświadomości i przekonaniu, że bardzo miło spędzi ten dzień, a może nawet i noc.
Kiedy doszły do namiotu, Astaroth lekko uniosła jego brzeg i najpierw zaprosiła Charlotte do środka, a później sama się tam wślizgnęła. Położyła wszystkie trzymane graty w miejsce, gdzie leżały już inne przyrządy, a później wskazała kobiecie na tę stertę, jasno sugerując, że tam ma zostawić niesione rzeczy.
- Nic specjalnego - westchnęła. - Ostatnio złapałam kontuzję i musiałam przez dłuższy czas powstrzymać się od występów. Boże, jak mi się nudziło! - wyżaliła się. - Ale teraz jest dobrze. To co, jeśli nie chcesz chwili odpoczynku, możemy powoli iść. Im szybciej wyruszymy, tym szybciej będziesz mogła załatwić tę drobną sprawę - stwierdziła, wyprowadziwszy je z namiotu. Ciężko powiedzieć, czy bardziej była ciekawa tego, co stanie się na szczycie góry, czy po prostu oczekiwała swojej zapłaty.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Nie Cze 11, 2017 8:07 pm

Niezwykle radosny uśmiech Astaroth nie umknął uwadze Charlie. Choć starsza czarownica zwykle dobrze radziła sobie z rozszyfrowywaniem innych ludzi, tym razem nie domyśliła się, iż Ognista inaczej zinterpretowała niezbyt jasny znak. Być może gdyby Charlie o tym wiedziała, wyjaśniłaby całą sytuację już teraz. Albo… zdecydowałaby się potrzymać Astaroth w fałszywym przekonaniu do samego końca, by spłatać jej psikusa. Specyficzne poczucie humoru blondynki nie zawsze trafiało w gusta jej znajomych.
- Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o magię – zaśmiała się Charlotte, przekrzywiając komicznie głowę. - Skoro tak nalegasz, to zdradzę ci, że jest pewne drzewo, nieco powyżej podnóży góry, z wyrytą nań datą. Lucine darzy to drzewo wielkim sentymentem i dlatego wyruszyłyśmy w naszą pełną przygód podróż. Chętnie opowiedziałabym ci więcej, jednak nie chciałabym ryzykować, że potknę się o własne nogi, niosąc te wszystkie klamoty, więc musisz mi na ten moment wybaczyć.
Zaraz po tych słowach Charlie posłała swojej towarzyszce szeroki uśmiech, jakby miał on zrekompensować wszelkie nieścisłości i niedopowiedzenia w opowieści kobiety. Zadanie, które przyjęła najemniczka, nie było zbyt niebezpieczne dla doświadczonej czarownicy, a jednak Charlotte grzecznie stosowała się do przedstawionych środków bezpieczeństwa, głównie dlatego, że pozwalały zaoszczędzić na czasie.
Kiedy wreszcie znalazły się u celu, chętnie skorzystała z zaproszenia Astaroth i weszła do środka, pochylając się tak nisko, jak tylko pozwalały jej na to trzymane rzeczy. Wnętrze namiotu cyrkowego jak zwykle tętniło jakimś niesamowitym urokiem przeplatanym niteczkami tajemnicy.  Charlie, choć głęboko zaprzyjaźniona z trupą, nigdy nie brała udziału w przedstawieniach. Zawsze była ciekawa, jak wyglądają od strony artysty, bo od strony widza… czysta magia.
- Tu jest fantastycznie, prawda, Lucine? Gdzie mam to rzucić, As?
Kiedy zauważyła wskazane miejsce, z radością pozbyła się niepotrzebnego balastu. Takiej stercie w większości drewnianych rzeczy wystarczyłaby zaledwie iskierka, aby zapłonęła jasnym ogniem. Iskierka lub odrobina woli Astaroth. Charlie prędko stwierdziła, że musi kiedyś namówić cyrkowców na ognisko.
- Wypadek podczas występu? - zagaiła, choć nie miała zamiaru naciskać o szczegóły, gdyby Astaroth zdecydowała się nie rozwijać tematu. - Cóż, może i się wynudziłaś, ale przynajmniej nie musiałaś targać ciężarów, tak jak teraz. A na przedstawieniach świat się nie kończy, nie mogło być aż tak źle!
Znalazłszy się znów na zewnątrz, Charlie od razu sięgnęła do torby, z której wydobyła manierkę. Nie wypiła dużo, zaledwie parę łyków, gdyż wędrówka, która je czekała, mimo wszystko nie należała do najkrótszych.
- Może jeszcze tylko chwilka – oszacowała po chwili zastanowienia i przysiadła na trawie. Skoro już zwolniła ręce, nic nie stało na przeszkodzie, by mogła znowu ująć w nie pluszaka. - Jeśli chcesz coś ze sobą wziąć, to akurat mogę przez ten czas odpocząć i poczekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 298
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Czw Cze 15, 2017 2:59 pm

O magię? Astaroth zwolniła na chwilkę, żeby przyjrzeć się pluszakowi i przy okazji nie przewrócić się z naręczem rekwizytów. Słowa Charlie intrygowały ją coraz bardziej, tym mocniej, że czarownica wspomniała o tym, iż cała sytuacja miała jakiś związek z siłami nadprzyrodzonymi. Dreszczyk podekscytowania przeszedł jej po plecach, dodatkowo pobudzając ją do działania. Tylko diabeł wiedział, jak bardzo nie mogła się doczekać, aż wyruszą i wreszcie na własne oczy zobaczy, o co chodziło kobiecie.
Gdy weszła do namiotu, rozejrzała się wokół. Nie licząc paru Cyrkowców krzątających się w kółko i załatwiających swoje sprawy, było tu pusto. Brakowało rozradowanej publiki, artystów szalejących na arenie, płomieni o cale mijających twarze dzieciaków siedzących w pierwszym rzędzie i Koszmarów będących na każde skinienie swych treserów. A jednak wciąż można było wyczuć pewną magię otulającą to miejsce i jego tajemnice. Astaroth wcale się nie dziwiła, że Charlie jest zachwycona Cyrkiem. Ona sama również była, nawet po tylu latach mieszkania w nim i odkrywania go.
- Tak. Nic ciekawego, po prostu popełniłam jeden głupi błąd i miałam za swoje - odmruknęła. Och tak, jaki wielki, głupi błąd. O ile łatwiejsze byłoby jej życie, gdyby tamtej nocy nie popełniła serii błędów, które teraz skutkowały blizną na dłoni, traumą do końca życia i byciem własnością jakiegoś cholernego ducha. - Może i masz rację, ale uszkodzona ręka to nie tylko brak przedstawień... - powiedziała niezbyt głośno, posyłając jej nad wyraz znaczące spojrzenie. To była dopiero nuda dla niej! Może i Mściwa dbała o to, żeby zapewnić jej rozrywkę, jednak to nie było to samo, bo ciągle musiała uważać, żeby nie zrobić jej jeszcze większej krzywdy oraz nie sprawić zbyt wielkiego bólu.
Gdy znalazły się poza namiotem, Astaroth przysiadła się koło starszej wiedźmy i odetchnęła głęboko. Jak tylko Charlie zaproponowała jej zabranie jakichś rzeczy, potrząsnęła energicznie głową. To oznaczałoby, że musiałaby wrócić się do namiotu, a wtedy nie uciekłaby przed gradem pytań Ducha. Mogłoby nawet skończyć się tym, iż nie mogłaby wyruszyć z Charlotte na szczyt góry! Z dwojga złego wolała się przemęczyć bez tych rzeczy, które nie były jej niezbędne.
- Nie potrzeba. To nie zajmie nam bardzo długo, skoro ja będę prowadzić - stwierdziła i szturchnęła ją łokciem w bok, tak po przyjacielsku. Jej uwaga znowu skupiła się na pluszaku, przez cały czas traktowanym jakby był dzieckiem, któremu trzeba wszystko tłumaczyć i wszędzie zabierać. Nie umiała dłużej powstrzymywać pytania, które cisnęło jej się na usta: - Lucine jest magiczna, prawda?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 16
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Polana przed namiotem cyrkowym   Pon Cze 19, 2017 6:45 pm

Ton odpowiedzi Astaroth tylko utwierdził Charlie w przekonaniu, iż nie powinna drążyć tematu. Całe szczęście nie domyślała się, jak bardzo wypadek kobiety odbiegał od kategorii „nic ciekawego”. W przeciwnym razie resztki taktu nie miałyby najmniejszych szans z zaintrygowaniem, a gdy Charlotte chciała się czegoś dowiedzieć, potrafiła marudzić, dopytywać, a nawet uciekać się do mniej bezpośrednich metod.
- Ach, no tak! - Twarz Charlie przyjęła wyraz nagłego olśnienia, gdy kobieta zorientowała się, co tak bardzo dokuczało Ognistej w doli osoby kontuzjowanej. Zaraz po tym spojrzała na nią z najniewinniejszym uśmiechem, na jaki było ją stać i dodała równie ściszonym głosem: - Wybacz mi tę niedomyślność, to nie są rozrywki, w które angażuję się często. No, ale jak to mówią, woda smakuje najlepiej, gdy dokucza okrutne pragnienie.
Wzruszyła tylko ramionami, gdy Astaroth zdecydowała się nie brać nic ze sobą. Sama Charlotte przywykła do noszenia przy sobie wielu rzeczy. Inna sprawa, że nie zawsze były to przedmioty akurat potrzebne.
- Trzymam cię za słowo. – Kobieta zerknęła filuternie na towarzyszkę, choć nie miała żadnych wątpliwości co do jej słów. Każdy trafiłby prędzej na górę niż pozostawiona sama sobie Charlie. Każdy. Nawet staruszka chodząca o lasce.
Słysząc tak bezceremonialne pytanie o pluszaka, blondynka na moment wydęła usta i zmrużyła oczy, jednak zdecydowała się odpowiedzieć. W końcu to tylko stwierdzenie faktu, bez wnikania w szczegóły historii biednej Lucine. Nie miałaby się o co zdenerwować, czyż nie?
- Tak, można tak powiedzieć. - Czarownica kiwnęła głową i delikatnie pogłaskała zabawkę po łepku. Zaraz po tym podniosła ją na wysokość oczu. - Jest magiczna, a na dodatek złośliwa i psotna. I nie próbuj zaprzeczać, Lucine, bo widziałam, co potrafisz urządzić komuś, kto cię złości. - Charlie urwała w tym momencie i przeniosła wzrok na Astaroth. - Ale ciebie chyba polubiła.
Po chwili odpoczynku i krótkiej, luźnej rozmowie Charlie zdecydowała, że nadszedł czas zebrać się w drogę. Zebrała porzucone gdzieś pod drzewem rzeczy, upewniła się, że ma przy sobie wszystko, co mogłoby przydać się na szlaku i w końcu razem z Astaroth opuściły teren Cyrku, wyruszając na spotkanie z przygodą.

//ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Polana przed namiotem cyrkowym
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Polana w środku lasu
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cyrk-
Skocz do: