IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój numer 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Pokój numer 3   Czw Mar 24, 2016 6:04 pm

Gdy wejdzie się po schodach na piętro gospody, ma się przed sobą długi korytarz, po którego obu stronach znajdują się drzwi do pokoi: po lewej stronie znajdują się numery nieparzyste, a po prawej parzyste. Jak łatwo wyliczyć, do rzeczonej trójki prowadzą drugie drzwi po lewej, a samo pomieszczenie nie różni się ani trochę od innych. Ot, posiada kilka takich luksusów jak duże łóżko, dębowe biurko i dosunięte do niego krzesło, niewielka szafka czy nawet zasłony w oknach, a cały pokój jest wytapetowany mdłą, jasnozieloną tapetą w różowe kwiatki, która obłazi w niektórych miejscach. Mimo wszystko pokoik jest całkiem nieźle utrzymany, idealnie na jedną lub dwie noce.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Mar 24, 2016 6:39 pm

Astaroth nie wymagała zbyt wiele od życia. Wystarczał jej talerz dobrego jedzenia, kufel nierozwodnionego piwa, łóżko do spania i miejsce zarówno do zabawy, jak i do samotnego odpoczynku. W cyrku ciężko było o niektóre z tych punktów, bowiem tam zawsze wszyscy chcieli się bawić, o ile nie odsypiali właśnie ciężkiej nocy po przedstawieniu i późniejszej hulance. Teraz był właśnie ten drugi okres, kiedy nikomu nic się nie chciało i wszyscy leżeli brzuchami do góry, czekając na zbawienie. Akurat wtedy, kiedy ją totalnie roznosiła energia, co oznaczało jedno - tego wieczoru trzeba będzie wyjść się zabawić.
Jak postanowiła, tak zrobiła. Zabrawszy ze sobą trochę pieniędzy, ruszyła w miasto. Po drodze okradła paru możniejszych panów, bo doszła do wniosku, że może jej braknąć hajsu. A zamierzała ostro zabalować, ha! Może nawet wynająć pokój na jedną noc, bo możliwe, że trochę jej się zaszaleje i nie będzie w stanie wrócić do cyrku lub nawet lepiej- nie będzie szła tak daleko, bo załatwi sobie jakieś piękne towarzystwo. Dlatego też pierwsze, co zrobiła po przyjściu do gospody, to wzięła klucze od gospodarza i zamówiła kufel piwa. Po wysłuchaniu szczegółowych informacji, co jej wolno a co nie ze strony mężczyzny, który patrzył na nią wyjątkowo nieufnie, po tym jak przyczyniła się do doszczętnego zdemolowania jego lokalu i po opłaceniu sobie noclegu, przysiadła przy barze i zaczęła przyglądać się towarzystwu, popijając w spokoju złocisty trunek. Szczerze? Chujnia z nędzą. Podejrzewała, że o tej porze będzie ciut więcej osób i będzie miała z kim się pobawić, tymczasem nie widziała okazji ani do bójki, ani do przyłączenia się do kogoś ani tym bardziej nie dostrzegała żadnych pięknych kobiet, które jak one szukały przygody lub po prostu siedziały sobie samotnie. Nudy jak flaki z olejem.
Gdy tylko dopiła swoje piwo, zebrała się i poszła na górę, do pokoju wskazanego jej przez gospodarza. Na miejscu stwierdziła, że nie pasują jej egipskie ciemności, jakie zastała, więc jednym pstryknięciem palców zapaliła świeczki na stojącym na stoliku świeczniku. Mogłaby jeszcze zająć się żyrandolem, ale po chwili doszła do wniosku, że nie ma takiej potrzeby. Chciała tylko wejść na parę sekund, zostawić płaszcz, może chwilę posiedzieć, a w gruncie rzeczy lubiła ciemność, o ile cokolwiek w niej widziała i nie musiała bać się o to, że zrobi sobie krzywdę. Jak pomyślała, tak zaraz zrobiła. Zdjęła z siebie płaszcz i odwiesiła go na wieszak, po czym odpięła guziki kamizelki, dwa górne koszuli i poluzowała nieco owiniętą wokół szyi chustę, żeby było jej ciut wygodniej, usiadła na krześle i odetchnęła ciężko. Nawet nie słyszała głosów z dołu, żadnych oznak rozkręcającej się zabawy! Nie było sensu, aby tam iść, lepiej było poczekać jeszcze paręnaście minut, aż się ludzi nazbiera i będzie można coś zdziałać. Póki co postanowiła oddać się czynności typowej dla śmiertelnie znudzonej Astaroth - bawieniem się ogniem, a dokładniej małym ognikiem wędrującym po jej dłoniach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Kwi 12, 2016 2:58 am

Gdy pewnego dnia chyłkiem wymknęła się z budynku gospody jeszcze przed świtem, aby uniknąć niepotrzebnego spięcia z właścicielem przybytku, tak dziś wróciła po tym, jak przez całe dnie nie dawała znaku życia, zniknąwszy w niewyjaśniony sposób, tym dziwniejszy, że pozostawiła w pokoju swój bagaż. Ale sama przepadła bez wieści. Nikt nie słyszał jej przedwczesnego wybycia w miasto. A później... później Veilore pochłonęła praca oraz przykre wydarzenia.
Krótko mówiąc albo się szwendała, albo zabierała się do roboty, a jeśli o dziwo nie to, to przyjemnie spędzała chwile z którąś ze swoich dobrych znajomych. Choć przy pierwszej nocy, ze względu na kiepski nastrój, zrezygnowała z takiego wykorzystania kilku godzin po zakończonej warcie.
Sprawa mogła wyglądać dosyć podejrzanie na pierwszy rzut oka, ale rozwiązanie było prostsze niż się wydaje, bo jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A jakże! Najemniczka na czas dłuższych zleceń wynajmowała sobie jakiś ciepły kąt w mieścinie, jednak nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem. To nie była żadna nowość, że załatwiała sobie rozbicie płatności, lecz problem w tym, że nie pierwszy raz trochę spóźniała się z wyrównaniem należności w tej oto gospodzie.
Mimo że zarządzający lokalem mężczyzna nic nie mówił, Veilore odczuwała jego zniecierpliwienie. Dzień przed ucieczką napięta żyłka tylko czekała, aby pęknąć, jednak najemniczka, jako że i tak więcej czasu jej nie było w wynajętym pokoju, niż go wykorzystywała, postanowiła uniknąć bezsensownego doprowadzenia do pogorszenia się stosunków z gospodarzem. I tak jej zlecenie się kończyło, więc po prostu postanowiła wrócić po wypłacie, zabrać pozostawiony bagaż robiący za tabliczkę informacyjną "jeszcze tu wrócę" i oczywiście wyregulować rachunek. Miała swoje zasady, dlatego jakby nie przyszła tego zrobić, to oznaczałoby, że przeszła przez bramy zaświatów.
Kiedy tylko najemniczka pojawiła się w Złotej Kaczce, zwróciła na siebie uwagę gospodarza. Nie obeszło się bez lekko zdenerwowanego tonu, ale też ulgi, bo przecież, gdyby gdzieś leżała martwa w rowie, mężczyzna zostałby w tyle z kasą. Próbował ją także zatrzymać na dłużej na dole, jako że przecież wynajął jej pokój komuś innemu – w końcu po co miał stać pusty, skoro można było zyskać trochę monet. "To tylko jeden dzień, interes musi się kręcić" – to zapewne sobie myślał, jednocześnie nie spodziewając się, że blondynka wróci jakoś szybko, skoro już znikła bez śladu.
Z drugiej strony, dostał już zapłatę, a złotowłosa najemniczka zamierzała tylko wziąć swoje rzeczy, które zawczasu wsunął w walizce po łóżko, a tutaj czekali klienci na trunki i jadło. Nie naciskał więc zbyt długo i pozwolił kobiecie samej zająć się sprawą.
Veilore prawdę mówiąc niezbyt słuchała, co gospodarz mówił później, kiedy już wręczyła mu odliczoną kwotę. Była dosyć zmęczona i w gwarze męskich głosów ginęły wypowiadane słowa. Idąc w stronę schodów, wyciągnęła oryginalny kluczyk i posłużyła się nim przy odpowiednich drzwiach. Przeczesując palcami włosy, weszła do pomieszczenia, zaraz też przekonując się, że w pokoju panowały nie ciemności, a półmrok, w którym kołysały się niewielkie płomienie świec, a oprócz niej znajdowała się tu jeszcze jedna osoba. Niemożliwe, przecież drzwi się otworzyły, klucz był dobry! A może to o tym mówił karczmarz? Po chwili milczenia spowodowanego zdziwieniem na widok innej postaci, Veilore wreszcie się odezwała.
Przepraszam najmocniej – rzekła, przymykając drzwi, jednak nie zatrzaskując ich do końca. – Ja... zostawiłam tutaj swoją walizkę. Mogłabym ją zabrać?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Kwi 16, 2016 5:50 pm

Ziewnęła przeciągle. Po dziesięciu minutach była już totalnie znużona tym bezczynnym siedzeniem w miejscu, a dotychczas nie usłyszała, żeby na dole działo się coś konkretnego. To głupie. Zazwyczaj jak już znajdowała się w karczmach czy gospodach, to atmosfera była żywa i zawsze coś się działo. Czy to jakaś bójka, czy to wyjątkowo emocjonujące rozgrywki w karty lub w kości czy też po prostu wszyscy byli na tyle podchmieleni, żeby roztaczać wokół siebie wesołą aurę zabawy. Może trafiła na zbyt drogi przybytek, cholera wie. Ale jedno Astaroth wiedziała na pewno - musiała wziąć sprawę w swoje ręce, jeśli chciała się dobrze bawić tego wieczoru. Ledwie jednak poderwała się z krzesła, a już usłyszała dźwięk wkładanego klucza i brzdęk otwieranego zamka, przez co niemalże podskoczyła w miejscu i zgasiła płomyk, którym się bawiła. W samą porę, bo zaraz do pokoju weszła wysoka postać, a pierwsze, co czarownica zobaczyła, był błyskający w płomieniu świec oręż, przez co zrobiła pół kroku do tyłu, jakby szykowała się do ewentualnej ucieczki. Czyżby to była zemsta karczmarza za to, że nie tak dawno zdemolowała jego przybytek? Nasłał na nią Inkwizycję? Ale zaraz... Kobieta nie miała na sobie typowego płaszcza. Niby mogła być incognito, ale z drugiej strony jej mina wskazywała na to, że była równie zaskoczona tym spotkaniem co Astaroth, a brak złych intencji został potwierdzony przez jej słowa. Niby cyrkówka mogła jej nie uwierzyć, ale niby dlaczego miałaby trząść portkami na widok kobiety tylko dlatego, że ta miała przy sobie broń? To głupie. Ona sama przecież też miała ukryty nóż przy sobie. A zresztą... Chciała się rozerwać, a właśnie do jej pokoju weszła ładna kobieta, a As nie umiała przejść obok tego ot tak.
- Oczywiście, pani - powiedziała, wykonując zapraszający gest i uśmiechając się kącikami ust. - Chociaż przyznam szczerze, że od kiedy tu jestem, nie widziałam na oczy żadnej walizki - dodała i odsunęła się nieco na bok, dzięki czemu nie dość, że mogła wpuścić kobietę do pomieszczenia, to jeszcze zyskała szansę na dokładne przyglądnięcie się jej, a było na co popatrzeć, bo nawet, jeśli męski strój przesłaniał znaczną część tego, co najważniejsze, to nie mógł zasłaniać wszystkiego. Pozwalało to Astaroth na dokładne obejrzenie jej twarzy lśniącej w blasku świec i długich nóg oraz dawało jej spore pole do popisu, jeśli chodziło o wyobrażanie sobie reszty jej ciała, które na pewno wyglądałoby świetnie bez tych wszystkich warstw ubrań. Jak ciało każdej innej kobiety, na której zawiesiłaś oko - pomyślała i ledwie zauważalnie przejechała językiem po górnej wardze, poszerzając nieco swój uśmiech.
- Czyżbym zabrała pani pokój? Gospodarz nic nie mówił, że będę miała lokatora - zachichotała niewinnie, aby spróbować zatrzymać blondwłosą na jeszcze parę sekund, może na parę minut. Ewentualnie parę godzin, jeśliby spojrzeć na roziskrzone spojrzenie cyrkówki, co było dodatkowo spotęgowane blaskiem świec odbijającym się w jej szarych tęczówkach. Cóż miała biedna poradzić, że miała słabość do kobiet i nie mogła opanować swojego wewnętrznego perwersa czy nakazać mu nie spoglądać na każdą niewiastę tak, jakby chciała ją zjeść!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Kwi 29, 2016 2:37 am

Och, z pewnością jej nagłe wtargnięcie było powodem przestrachu przez chwilę widocznego w oczach i w mięśniach twarzy obecnej mieszkanki pokoju. Veilore próbowała wrócić pamięcią do konwersacji z głównej sali, ale wyjątkowo nie słuchała uważnie gadaniny gospodarza. Zależało jej tylko na uregulowaniu należności, zabraniu bagażu i powrocie do wypełnionej ciszą i spokojem chatki. Właściwie zamiast bezmyślnie wrzucać wydaną resztę do sakiewki, mogła przeliczyć ją i wtedy przekonałaby się, że otrzymała jej więcej niż powinna, bo mężczyzna, mimo że trochę zniecierpliwiony, sam doszedł do wniosku, że nieźle się wygłupił z tym wynajmowaniem już wynajętego pokoju. A że najemniczka jednak nie wykonała wcześniej wspomnianej czynności, toteż niczego nie wiedziała i tym samym nie zaczęła się zastanawiać, dlaczego zaszła taka pomyłka w zwróconej kwocie. No cóż, co się stało, to się już nie odstanie. Stała twarzą w twarz z teraźniejszą lokatorką i nie było najgorzej, bo co by nie mówić, miała pełne prawo wylecieć z pomieszczenia i zrobić teraz awanturę na swój sposób "zaradnemu" gospodarzowi.
Dziękuję – powiedziała. – Mogłam spodziewać się jakiejś sceny, to miłe, że taka nie nastąpiła. A widocznie nastąpiło jakieś nieporozumienie przez mój mały psikus. Nie było mnie tutaj od dwóch dni. Czasy są teraz niepewne, mam wrażenie, że dla co poniektórych bardzo prawdopodobne byłoby, że od jakiegoś czasu spływam wraz z nurtem Wish River. – Westchnęła, ale także uśmiechnęła się przyjemnie dla oka i może przy tym trochę przepraszająco.
Kobieta rozejrzała się po pokoiku, w którym do nie tak dawna drzemała po każdym dniu pracy. Czy raczej nocy, bo zakończone zlecenie obejmowało godziny nocne wraz ze świtem. Po ogarnięciu pomieszczenia wzrokiem, Veilore rzeczywiście nie odnalazła żadnej walizki, aczkolwiek szybko doszła do wniosku, że jeśli nie ma jej na wierzchu, to ostatnim miejscem, w którym by się zmieściła i stała niewidoczna na pierwszy rzut oka, to przestrzeń pod łóżkiem. A gdyby i tam jej nie było, to już powinna dowiadywać się u gospodarza.
Ależ skąd, nie pani. – Blondynka powróciwszy szafirowymi tęczówkami do postaci dziewczyny, pokręciła głową, wprawiając spływające po ramionach nieco potargane fale jasnych włosów. Jak nic było to jeden z objawów tego, że zbliżał się koniec jej dnia pracy, niż początek.
To trochę skomplikowane, jeśli chodzi o moją wersję. Niestety sama nie wiem do końca co się stało... ale podejrzewam. Choć niepewne osądy wolę zostawić dla siebie, żeby nikogo przypadkiem nie wprowadzić w błąd – rzekła, a że w postawie nieznajomej nie dostrzegła żadnych oznak sprzeciwu, może tylko zastanawiający charakter spojrzenia, podeszła do łóżka i zerknęła pod nie lekko.
Jest! – mruknęła zadowolona, po czym pochyliła się mocniej i wpełzła do prawie połowy ciała pod łóżko. Bagaż wsunięto aż tak głęboko. Właściwie nie stałaby się biedniejsza, gdyby pozostał tam na zawsze, bo znajdowały się w nim w większości już noszone ubrania wepchnięte do tobołka, oddzielającego te sztuki od może czegoś świeżego. Nie była do końca pewna. Zresztą przecież nie do końca uprzejmie oraz stosownie byłoby się przebierać w już czyimś pokoju.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Maj 10, 2016 4:50 pm

Z każdą sekundą wszelkie jej obawy topniały niczym śnieg na trzydziestostopniowym upale. Oto stało przed nią nie zagrożenie, tylko szansa, która tylko mogła przybliżyć ją do niepisanego celu Astaroth. Celu, który obrała dopiero teraz, gdy do jej pokoju weszła piękna blondynka, co do której, no nie ukrywajmy, cyrkówka miała takie same zamiary, co do większości istot płci pięknej w przedziale od siedemnastego do trzydziestego piątego roku życia w okolicach Wishtown.
- Sceny? - zaśmiała się krótko. Miała zacząć robić sceny jak typowa baba? Lecieć do gospodarza, kiedy łup sam wpadał w jej łapy? Niezła heca, naprawdę. Zaraz potarła podbródek dłonią, wyraźnie się nad czymś zastanawiając, aby po tym machnąć ręką w bliżej nieokreślonym geście, który był tylko podkreśleniem dla jej słów. - Rozumiem. Ale nie może być aż tak źle. Chyba, że jesteś wiedźmą, ale nawet te nie lądują w rzekach - powiedziała. Znała tę kobietę tylko krótką chwilę, a tyle wystarczyło, żeby ją zaintrygowała. Broń przy boku, znikanie, groźba śmierci? Brzmiało jak niezła zabawa. Tym lepiej będzie się bawić podczas prób rozpracowania jej, bowiem Astaroth już wiedziała, że trafiła jej się całkiem dobra sztuka, a przy takich zawsze się trzeba trochę namęczyć. Oby było warto.
- Jeśli nie pani, to...? - zagadnęła, nie odrywając spojrzenia od sylwetki blondynki. Od czegoś trzeba zacząć, a niegrzecznie zwracać się do damy per "ty" bez uprzedniego pozwolenia. Kolejna rzecz, która zaskoczyła Astaroth, oczywiście całkowicie pozytywnie, co było widać po nieznikającym, tajemniczym uśmiechu na jej twarzy. Niewielu paniom to przeszkadzało. Większość kobiet lubi, gdy oddaje im się szacunek, chociażby w takich małych gestach. Jak widać, ta jedna kompletnie różniła się od większości.
Pokiwała głową, widocznie nie chcąc wgłębiać się w szczegóły tego, czemu było tak, a nie inaczej. Jej podobał się ten mniej lub bardziej celowy błąd, a i nie chciała, żeby blondynka opuściła ją przedwcześnie, wyczuwając w Astaroth jakąkolwiek niechęć czy wrogość. Gdy ta tylko weszła wgłąb pokoju, czarownica powoli zamknęła drzwi, które o dziwo zaskrzypiały tylko troszeczkę, a później wolnym krokiem poszła za swoim pięknym gościem, aby wreszcie usiąść na łóżku tuż obok tej, która właśnie nurkowała pod nim w poszukiwaniu walizki.
- Gratuluję - mruknęła. - Jaki jest twój plan teraz? Na twoim miejscu bałabym się szwendać samej o tej porze, tym bardziej, jeśli ktoś może dybać na twoje życie - wymruczała, bezczelnie jej się przyglądając, po czym przejechała opuszkami palców po jej plecach. I tak, oto jest stuprocentowa troska wobec człowieka, którego nie znała. Bo nawet, jeśli była uzbrojona, to w nocy wszystko mogło się wydarzyć, tym bardziej jak była sama. Astaroth nie mogła pozwolić, żeby taka piękna kobieta zginęła w środku ciemnego lasu, jeśli mogła temu w jakikolwiek sposób zapobiec!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pon Maj 16, 2016 3:04 am

Wiedźmą? Veilore zastanowiła się nad tym, na ile mogłaby komukolwiek kojarzyć się z czarownicą. Myślała – Z tymi włosami wcale bym się nie zdziwiła. Jakbym wyszła z buszu. No, może owo stwierdzenie było drobną przesadą, bo kosmyki po prostu przez wszystkie godziny pracy oraz łażenia po mieście nie zaznały grzebienia. Ale na całej powierzchni głowy brakowało takich ozdób, jak gałązki bądź liście, które mogłyby wplątać się podczas biegania najgorszymi gąszczami Ponurego boru, gdzie przecież nierzadko czarownice szukały schronienia.
Kobieta uśmiechnęła się szeroko, nieco rozbawiona.
Żadna ze mnie wiedźma. Tyle we mnie czarów, ile w butelce dobrego wina... – rzuciła, wiedząc jednocześnie, że tak czy owak żadna czarownica nie przyznałaby się do faktu nią bycia. – Każdy wie, że ma moc i potrafi umilić życie, ale wiadomo także, że nie bierze się to z magii. – Czemu by od razu nie odwołać się również do przyjemnych chwil z drugą osobą? Wszakże były równie "magiczne", chociaż owe harce w łóżku, lub gdziekolwiek indziej, nie miały nic wspólnego z problemem obecnego świata. Vei zatrzymała się jednak na alkoholu, w wystarczającym stopniu oddawał jej myśl. Nadal też czuła się odrobinę niezręcznie z powodu pomyłki karczmarza. I po naprawdę krótkiej chwili milczenia, dodała: – Swoją drogą kiedyś tak robiono... To znaczy wrzucano do rzeki, żeby sprawdzić, czy podejrzana jest czarownicą. Jeśli tonęła była niewinna, a kiedy się unosiła na wodzie, uznawano, że parała się magią. Straszne, prawda?
Na szczęście blondynka była tylko zwykłą najemniczką, o czym między innymi świadczyło liczne zabójcze wyposażenie, skrywane pod w miarę ciepłym płaszczem. Być może znaleźliby się ludzie, którzy nie bawią się w rozróżnianie niebezpieczeństwa związanego z umiejętnościami wiedźm od zagrożenia, które stanowił człowiek sprawnie operujący bronią. Niemniej na co dzień Veilore nie straszyła siłą i ostrzem każdej napotkanej osoby. Była miła, ale wszystko się zmieniało, kiedy ktoś zmuszał ją do wyciągnięcia broni – i to nie w celach treningowych.
Veilore. Nazywam się Veilore – powiedziała, wyruszając już w jakże emocjonującą podróż pod łóżko. – Momencik...
Właśnie wtedy, gdy łapała palcami uchwyt walizki i pierwsze parę razy pociągnęła bagaż w swoją stronę, niespodziewanie poczuła delikatne muśnięcie na swoich plecach. Najemniczka drgnęła lekko, ale na tyle mocno, że lokatorka mogła odczuć to pod swoimi palcami. No cóż, nie wykonawszy jakiegoś większego ruchu, Veilore oszczędziła sobie uderzenia głową w spód łóżka, pod którym w połowie się znajdowała.
Chwyciwszy już zdecydowanie swoje rzeczy, pociągnęła pakunek, wysuwając się jednocześnie spod mebla. Następnie wyprostowała plecy, a bagaż ułożył się tuż na przeciw niej. Zakryte rękawiczkami dłonie blondynki otrzepały jego powierzchnię z cienkiej warstewki kurzu. A zebrawszy się w końcu sobie po wcześniejszym zaskoczeniu, uniosła wzrok na siedzącą na krawędzi łóżka nieznajomą.
Plan? Powinnam zrobić sobie wycieczkę przez las. – Vei uśmiechnęła się lekko do kobiety. Prawdę mówiąc, choć oczywiście dostrzegła to wcześniej, dopiero teraz przyjrzała się dwubarwnej fryzurze obecnej mieszkanki tego pokoju.
To nie pierwszy raz, kiedy tak wędruję. W końcu mam tam dom – rzekła spokojnie. – Potrafię o siebie zadbać. Gdyby sprawy miały się inaczej, nie nadawałabym się do swojej roboty, prawda? Jak miałabym załatwić kogoś lub kogoś obronić, jeśli nie potrafiłabym zawalczyć dla siebie? Gorzej z Koszmarami... ale miałam szczęście nie natknąć się na żadnego.
W tym momencie zamilkła na trochę dłuższą chwilę, bo co prawda, nie natknęła się na żadnego... ale to od długiego czasu. Od okresu, w którym służyła w wojsku. Przeciwdziałać czemuś, czego się nie widziało? Co niszczyło, ale także próbowało opanować zmysły? To nie było takie proste! Wiele osób nigdy się nie pozbierało. Żołnierze nawet nie byli przygotowani na coś takiego. Dopiero po jakimś czasie do jej rodzimego kraju dotarła Inkwizycja.
W końcu westchnęła. Nie powinna psuć sobie humoru jeszcze bardziej. Potrzebowała odpocząć, odprężyć się albo zabawić. A najlepiej wszystko!
Bardziej obawiałabym się o panią.... Ale wracając do poprzedniej kwestii... Czy mogłabym poznać również pani imię? Niepodobna, aby z mojej pamięci umknął taki miły gość naszego gospodarza – powiedziała, uśmiechając się czarująco. Wkrótce też podniosła się z podłogi. Czuła, że źle byłoby zbyt długo narzucać się swej rozmówczyni. Cierpliwość miewa swoje granice.
Chyba powinnam powoli się zbierać. Z pewnością w czymś przeszkodziłam.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Maj 19, 2016 9:00 pm

Uniosła jedną brew, słuchając porównania do wina, po czym wybuchła szczerym, przyjemnym dla ucha śmiechem. No proszę, proszę, kto by pomyślał. Astaroth była bardzo ciekawa, jakie czary kryła blondynka i co rozumiała przez "umilanie życia" oraz czy byłaby w stanie zaprezentować jej tu i teraz, w jaki sposób to robi. Zaraz jednak spoważniała jako tako, chociaż już było po niej widać, że jest w tym głupkowato-napalonym nastroju i nic nie mogło tego zmienić. Nawet anegdotki o zabijaniu czarownic, za którymi to historyjkami zwykle niezbyt przepadała.
- Nie straszniejsze od tego, co teraz robi się z wiedźmami. Pewnie też wiele zwykłych ludzi ginie, a z dwojga złego lepsza podróż w jedną stronę na dno niż publiczna egzekucja - rzuciła beztrosko, wzruszywszy ramionami. Ot, jakby mówiła o czymś zupełnie błahym, a nie o ludzkim nieszczęściu. Była po prostu przyzwyczajona do tego, co odwalała Inkwizycja i zarazem zbyt oczarowana będącą obok kobietą, aby odczuwać w tej chwili jakiś smutek czy inne zbyt negatywne uczucia, zupełnie niepotrzebne jej w tej chwili.
- Veilore... – powiedziała niezbyt głośno, jakby się nad czymś zastanawiała albo po prostu próbowała tego imienia na własnym języku. - Piękne, nietypowe imię. Miło poznać – stwierdziła wesoło, gdy kobieta już nurkowała pod łóżkiem. Jakże szeroki stał się jej uśmiech, gdy tylko poczuła lekkie drgnięcie blondynki. Mogło ono równie dobrze być spowodowane po prostu nagłością tego gestu, ale Astaroth i tak zacieszała z tego jak dziecko, ale mimo wszystko po chwili cofnęła rękę, chociaż korciło ją, aby podręczyć tajemniczą Veilore jeszcze troszkę. Jeszcze będziesz miała na to czas.
Skrzywiła się, wyraźnie nie aprobując tego, co właśnie usłyszała. Spacer po lesie w nocy? As posiadała moc, dzięki której nie było to takie złe. Potrafiła rozświetlać ciemność, a w razie potrzeby ogień mógł posłużyć jako jej broń, ale przeciętny człowiek nie był w stanie tego zrobić. Oto miała przed sobą samotną kobietę, może i uzbrojoną, prawdopodobnie najemniczkę lub inną trudzącą się podobnym fachem, ale to wciąż płeć słabsza. Wiedźma podziwiała jej odwagę i zarazem sama kochała noc, ale nie uważała, aby to był dobry pomysł.
- Nie wiem, jako kto pracujesz, ale kobiety, nawet uzbrojone, nie mają szans z grupą rozbójników czy nawet czarownic, które czają się w nocy w lesie. Lepiej, żebyś została tu, a rano wyruszyła do domu. Albo chociażby wzięła ze sobą obstawę – rzekła, przypatrując się uważnie kobiecie, która troszeczkę zmarkotniała i położyła jej dłoń na ramieniu. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że i ona zapomniała o tak ważnej rzeczy jak przestawienie się! Zaraz podniosła się z łóżka i skłoniła się lekko. - Przepraszam najmocniej, gapa ze mnie. Faktycznie, nie bywam tu często, bo gospodarz za mną... nie przepada. Astaroth – powiedziała, nadając nieschodzącemu z jej ust uśmieszkowi nieco przepraszającego charakteru.
Gdy tylko Veilore wstała, czarownica już stała tuż koło niej, wbijając w nią błyszczące ślepia, od których odbijały się jasne płomyki świec. Musiała nieźle zadzierać łeb do góry, aby w ogóle spojrzeć jej w oczy, ale takie już są uroki bycia wiecznym kurduplem.
- Nie przeszkadzasz w niczym. Dobrze jest mieć towarzystwo, zwłaszcza takie towarzystwo – wymruczała i delikatnie przejechała opuszkami palców po boku i biodrze kobiety, nie spuszczając z niej spojrzenia. - I jeśli nie masz pieniędzy, żeby przeczekać tu noc, to z chęcią użyczę połowy łóżka, bo nie pozwolę ci iść samej do domu przez las – szepnęła, uśmiechając się przy tym rozbrajająco. Jeśli kobieta miała wcześniej jakiekolwiek podejrzenia na temat tego, dlatego Astaroth była taka miła i troskliwa oraz czemu patrzyła na nią jak na porządny obiad po godzinach wędrówki, to teraz nie powinna mieć najmniejszych wątpliwości. Tylko pytanie, czy ta zabójcza szczerość czynów wiedźmy zostanie zaaprobowana przez jej niedoszłą ofiarę, czy może urok osobisty As jednak ją onieśmieli lub spłoszy, bo różne kobiety po świecie chadzają! Póki co pozostawało jej stać i spokojnie spoglądać na Veilore z wyraźnym zainteresowaniem, delikatnie przechylając głowę na bok i uśmiechając się nadzwyczaj znacząco, a zarazem tak niewinnie jak małe dziecko, a nie dorosła kobieta składająca jednoznaczne propozycje.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sro Maj 25, 2016 2:25 am

Dziewczynie chyba spodobało się porównanie, którym się posłużyła, a który można by interpretować dwojako... Raczej dobrze się stało, że powstrzymała się od ciągu dalszego. Jak na jeden krótki moment takie natężenie to chyba zbyt wiele. No cóż, przynajmniej pozwoliło to nieco łatwiej przewinąć się przez kolejny temat, już dużo cięższy, bo kręcący się wokół obecnej sytuacji na świecie. Czarownice i ciążące nad nimi widmo kary tylko dlatego, że urodziły się, jakie urodziły. Gdyby Veilore chciała dalej pociągnąć rozmowę tym torem, z pewnością rzuciłaby jakimś stwierdzeniem, że gorsze od tego wszystkiego jednak jest to, co robi się za murami siedziby Inkwizycji z wykazującymi nadnaturalne zdolności kobietami, że egzekucja to w porównaniu ze znęcaniem się mały pikuś.
Skinęła lekko głową, gdy nieznajoma powtórzyła jej imię, ale w chwilę potem uniosła lekko brwi. Trochę dziwiła ją troska dziewczyny. Mimo wszystko widziały się pierwszy raz w życiu. Jak już zdążyła napomknąć, maszerowanie między drzewami Ponurego boru nie było dla niej pierwszyzną. Nic, z czym by sobie nie poradziła, jeszcze się nie wydarzyło, odkąd postanowiła zbudować chatkę w środku buszu, swoją małą bazę. A już najmniej spodziewałaby się grupy zbirów – co jak co, ale w obawie, w szczególności przed Koszmarami, ludzie nawet niechętnie spoglądali ku wysoko pnącym się drzewom, które od murów dzieliły okazałe pola, a co dopiero, jak kazano by im tam pójść. Również nie było sensu się tam udawać takim oto rozbójnikom, bo skoro większość starała się unikać tych terenów, to i zysk mały, przecież dla marnych zdobyczy nie warto się narażać. Veilore zdążyła się przekonać, że jeśli już, to czają się przy torach bądź trakcie, a te akurat blondynce nie były za bardzo po drodze, głównie napotykała dzikie zwierzęta, wśród których czasem dostrzegała idealny posiłek.
Kobietę zastanowiło też jedno, a mianowicie to, jak bardzo dziewczę o dwubarwnych włosach przejęłoby się, gdyby dowiedziało o braku jednej prawdziwej ręki. Czy i w jakim stopniu skorzystałaby z tego, aby podbudować swą argumentację. Czegoś podobnego Vei oczywiście by nie zaakceptowała. Radziła sobie w swoim obecnym stanie, dlatego też nie lubiła, gdy ktoś zwracał na to uwagę, gdzieś w głębi tworząc sobie taką myśl o swego rodzaju ćwierćkalece.
Twoja troska, pani, jest naprawdę urocza – powiedziała, uśmiechając lekko. – Niemniej i na paru przeciwników istnieją odpowiednie środki. Czasem wystarczy mieć dobrego cela i parę asów w rękawie.
...Albo posłużyć się małym fortelem i poudawać, że widzi się Koszmara. A potem strzelić dwóm, trzem w tył głowy i od razu kłopotu trochę mniej. W każdym razie szabla, którą z pewnością dostrzegła nieznajoma, nie była jedyną bronią na jej wyposażeniu.
Kto wie, czy ta wiedza niedługo nie miała zostać uzupełniona...
Astaroth? – Najemniczka lekko przechyliła głowę. – Muszę przyznać, że dosyć osobliwego używasz miana. – Jednocześnie nie sądziła, aby było jej ono prawdziwym imieniem i chyba zaczynało do niej dochodzić, co ma ono oddawać. Właściwie nieświadomie lekko przygryzła wargę.
Czy zatem mam rozumieć, że... taką obstawą, miałabyś zostać ty, pani? Cóż jednak poczniemy, skoro obie jesteśmy kobietami, a twierdzisz, że w obliczu licznego wroga mamy małe szanse na wyjście z tego cało? – zapytała. Miała wrażenie, że dobrze się kryje ze swoim uśmieszkiem. Ponownie, dla części ludzi zapewne kusząco, przygryzła lekko dolną wargę, gdy przez płaszcz poczuła ruch palców mieszkanki pokoju. Mogła o tym pomyśleć jako o okazji do zrzucenia z siebie ciężaru nagromadzonego w ostatnim czasie. Do zapewnienia sobie dawki rozrywki i przyjemności w czyichś ciepłych ramionach. Nie odtrąciła od siebie ręki dziewczyny. Ale... ach, nie tak od razu! – w duszy uśmiechnęła się, choć zewnętrznie jeszcze nic na to nie wskazywało. Skierowała wzrok w nieco innym kierunku, a potem odstąpiła nieco do tyłu.
Powinnam już iść... – szepnęła i odwróciła się natychmiast, aby ruszyć w kierunku drzwi. Być może spowodowała zawód młodej dziewczynie. Ale jeśli już, to chwilowy. Bo nie pozwoliła jej zawodzić się zbyt długo. Miała ochotę trochę się podrażnić. Kto wie, czy nie chciała się odwdzięczyć, za tę sytuację, kiedy prawie wbiła się w łóżko od spodu oraz za zwątpienie w umiejętności.
Veilore przystanęła jakieś trzy kroki od drzwi i obejrzała się przez ramię. Jej usta wyginęły się w jednym kąciku, a w szafirowych oczach czaiła się iskierka.
...Więc jak? Zatrzymasz mnie czy pójdziesz za mną, Astaroth?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Maj 31, 2016 8:19 pm

Jak już wiadomo i czego nietrudno się domyślić, troska Astaroth wcale nie byłaby taka silna, gdyby miała do czynienia z mężczyzną. Po pierwsze, nie obawiałaby się, że coś mu się stanie, a gdyby jednak spotkało go coś przykrego po drodze, uznałaby go za pizdę. Po drugie, nie mogła pozwolić ładnej kobiecie odejść, zanim pokaże jej, że warto zostać. Może gdyby Veilore zdjęła rękawiczkę i pokazała jej protezę, to miałaby większe pole do popisu jeśli chodziło o argumentację, ale póki co nie zdawała się nawet zauważać, jakoby coś było z nią nie tak. Wszystko ruszało się jak powinno, a skoro się ruszało, to nie można było uznać tego za niesprawne. Z drugiej strony, ciekawe, czy najemniczka potrafiła robić coś z tą dłonią oprócz dzierżenia w niej orężu... khem khem.
- Po co zwalczać, skoro można zapobiegać? - spytała niezwykle bystrze zaraz po tym, jak nieznacznie zmarszczyła czoło na uwagę dotyczącą jej troski, którą prócz tego całkowicie zignorowała. Czasami trzeba wiedzieć, kiedy powstrzymać jadaczkę od głupich dyskusji na temat tego, co jest czy nie jest urocze. Och, od kiedy As tak bardzo uważa na słowa? Może od chwili, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że ma przed sobą świetną okazję i nie powinna jej marnować.
Pokiwała głową, gdy tylko usłyszała komentarz co do swojego miana, aby zaraz wykonać gest kompletnie odwrotny i pokręcić nią szybko, nie zostawiając blondynce czasu na chociażby zastanawianie się nad sprawą, która dla wiedźmy była wręcz oczywista.
- Nie sądzę, żebym w tej kwestii dorównywała pani - stwierdziła krótko. Tylko mogę podpalić cały las, jak mnie ktoś zdenerwuje. Jaka szkoda, że nie mogła tego powiedzieć. Nie była jeszcze na tyle głupia, żeby chwalić się swoją mocą przed każdą napotkaną kobietą, której chciała zaimponować. Nawet, jeśli to mogłoby być rozwiązaniem ich problemu, to z pewnością posunęłaby się do tego w sytuacji bez wyjścia, gdzie miałaby do wyboru podpalenie napastnika lub śmierć. Za dobrze wiedziała, czym kończyło się jawne używanie czarów w nieznanym towarzystwie. - Gdybym z panią poszła, to tylko po to, żeby uspokoić swoje sumienie. Raczej zaproponowałabym któregoś ze znajomych osiłków, ale, jak już wspomniałam, nie ma sensu pchać się w paszczę lwa, skoro można zostać poza jego klatką - powiedziała, mimowolnie zezując na usta najemniczki, którymi ta wyczyniała jakieś cuda, jakby dodatkowo chciała rozkręcić Astaroth i skusić ją do udowodnienia, dlaczego przyjęła właśnie taki pseudonim...
... I była prawie pewna, że jej się to uda. W końcu jej dłoń nie została odtrącona, a im dłużej Veilore stała w miejscu i zdawała się zastanawiać, tym większe pole do popisu dostawała Astaroth, której dłoń wędrowała coraz niżej, powoli sunąc w dół biodra najemniczki w stronę jej uda. Już zdążyła otworzyć mentalnego szampana i nawet przybliżyła się nieco bliżej jasnowłosej, kiedy ta nagle zwiększyła dystans między nimi, całkowicie wybijając wiedźmę z pantałyku. Wystarczył ten jeden gest i trzy słowa, aby dwukolorowa straciła panowanie nad sytuacją i zniechęciła się nieco do całej sprawy. Stała w bezruchu, nawet nie odwróciwszy spojrzenia w stronę kobiety i skrzywiła się półgębkiem, co musiało wyglądać dość komicznie w połączeniu z leciutko uniesionym drugim kącikiem ust, jakby nie mogła się zdecydować, czy bardziej ją taka reakcja zawiodła czy rozbawiła, zachęcając do dalszej zabawy. Sądziła, że zaraz usłyszy stukot obcasów i trzask drzwi, ale zamiast tego do jej uszu doszedł tylko przyjemny głos jej towarzyszki.
"Zatrzymasz mnie czy pójdziesz ze mną, Astaroth?"
Tyle wystarczyło, żeby ognista odwróciła się do niej przodem. Splotła ręce na piersi, uśmiechnęła się tajemniczo i z lekko uniesioną brodą spojrzała na Veilore wyzywająco, wyraźnie podchwyciwszy zabawę.
- Czemu miałabym cię powstrzymywać? To ty stracisz ciepły kąt i szansę na mile spędzony wieczór oraz narazisz się na napaść - rzekła, powoli kierując swoje kroki w stronę blondynki, dość głośno stukając przy tym obcasami. - Nie mogę cię tu trzymać, ale wiedz, że jeśli wyjdziesz, udam się za tobą i zrobię dokładnie to samo, co zrobiłabym tu, ale w zimnym lesie - szepnęła jej na ucho, gdy zbliżyła się do niej na tyle blisko i wspięła się na palce, aby jako-tako dorównać jej wzrostem, po czym odsunęła się nagle i skierowała swoje kroki w stronę okna. - Chyba, że mam tego nie robić. Wtedy życzę powodzenia w samotnej wędrówce, madam - dodała, kątem oka wypatrując reakcji najemniczki, aby po chwili obrócić się do niej przodem i oprzeć się tyłem o parapet, nie spuszczając roziskrzonego spojrzenia ze swojej towarzyszki. - Więc jak? Zostaniesz czy pójdziesz, Veilore? - wymruczała zaczepnie. Nawet, jeśli kobieta weźmie jej słowa na serio i po prostu wyjdzie, nie zezwalając Astaroth na jakiekolwiek działania mające na celu zatrzymanie jej, to i tak pozostawała cała sala pełna podchmielonych ludzi, pomiędzy którymi była co najmniej jedna dama, która nie pogardziłaby towarzystwem, a ognista świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że mogła mieć każdą. Póki co jednak czekała, aż Veilore podtrzyma grę lub całkiem zgasi jej nadzieje na niezwykle interesujący wieczór, którego na pewno nie można byłoby porównać do tego, co przeżyłaby z pierwszą z brzegu rozochoconą dziewką.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Cze 11, 2016 12:52 am

Kiedy już dała po sobie poznać, że nie do końca ma ochotę na odrzucanie zalotów dziewczyny o dwubarwnej czuprynie, a owe parę kroków, które uczyniła kierując się w stronę drzwi, nie było niczym innym jak tylko pozorem, mającym prowadzić... może do czegoś więcej?... najemniczka, utrzymując spojrzenie na rozmówczyni, obróciła powoli resztę ciała, aby ponownie za plecami mieć drzwi, a przed sobą dopiero poznaną osobistość. Młoda kobieta, jak Veilore zdążyła zauważyć, była ponadprzeciętnie pewna siebie – na tyle, aby zaczepić uzbrojoną blondynkę, która przecież pojawiła się w jej życiu tak nagle i niespodziewanie, że raczej powinno to wywołać masę wątpliwości oraz skrępowanie. A przynajmniej w większości przypadków ujawniłyby się takie objawy u przeciętnego mieszkańca ziemskiego padołu.
Jednak tutaj, w tej oto chwili było inaczej... choć może dziewczę nieco się zawiesiło przez ten jej prztyczek w nos. Ale najwyraźniej Astaroth nie miała problemu z wejściem w nową sytuację, w której nie wszystko miało pójść tak szybko i bez większej uwagi.
Czyżbyś sądziła, że mieszkam pod drzewem bądź w jaskini niczym człowiek pierwotny? W mojej chatce można równie dobrze... się rozgrzać... – Vei mówiła, ściszając głos w miarę jak rozmówczyni się do niej zbliżała. Zakończyła prawdziwym szeptem, gdy tuż przy swoim uchu czuła już ciepły oddech obecnej mieszkanki pokoju. Jednocześnie przymrużyła lekko oczy.
Bliskość stawała się trudna do zniesienia – rzecz oczywista, że nie przez to, iż w jakiś sposób jej przeszkadzała, a dlatego, że zwyczajnie pragnęła więcej. Bo cóż może być lepszego w jej położeniu? Z trudem o podobnej mierze wcześniej zwiększyła dystans między sobą, a dziewczyną, jaką przyszło jej poznać. Właśnie – poznanie. Veilore lubiła odrobinę pobyć i pobawić się w towarzystwie osoby, którą sobie upodobała bądź, jak to zdarzyło się w tym przypadku – która obrała ją sobie za cel, niemalże od samego początku, zanim jeszcze wymieniły się swoimi imionami.
Ach, ale czy nie byłaby to jedna z tych napaści, która niby czeka mnie w lesie, a przed którymi tak mnie przestrzegasz? – odpowiedziała na kolejną usłyszaną wypowiedź, która docierała do jej ucha razem z przyjemnie otulającymi skórę oddechami As.
Kobieta westchnęła cicho, kiedy ciepło jej rozmówczyni oddaliło się, a jego źródło przykleiło się do okna znacznie dalej niż na wyciągnięcie ręki ku drobnemu niezadowoleniu najemniczki. Ale przynajmniej popatrzyła sobie na zgrabnie poruszające się biodra i wsłuchała w stukot obcasów, więc tak czy owak, jeden kącik jej ust uniósł się.
Gra trwała dalej, a Veilore ani myślała ją przedwcześnie zakańczać, rzucając coś w stylu "No nie chcę, żebyś to robiła", zaraz potem wychodząc zgodnie z planem. Nie byłaby sobą, gdyby coś takiego uczyniła, bezwzględnie zarówno dla siebie samej, jak i dla tej tu Astaroth.
Mam wrażenie, że nie powinnam wierzyć podstępnemu wilkowi, że nie pójdzie za mną nawet, gdy poproszę go o pozostanie na miejscu. Czy dobrze myślę?
W końcu ów Wilk uprzejmie zdradził się ze swymi niecnymi zamiarami, a zatem może już lepiej zaspokoić go odpowiedzią. Vei przytrzymała walizkę za sobą. Jeszcze chwilę unosiła ją w powietrzu, jedna z jej płaskich powierzchni stykała się z płaszczyzną drewnianych drzwi. Wkrótce jednak zaczęła się powoli obniżać, aż została ustawiona na ziemi, tuż za jej nogami. Najemniczka zrobiła jeden krok do przodu, a potem kolejny, przesuwając opuszką palca po elemencie łączącym pojedyncze kwiaty będące wzorem tapety.
Wygląda jednak na to, że należałoby mnie wpierw rozbroić. – Posłała do towarzyszki delikatny uśmieszek.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Sro Lip 13, 2016 6:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Lip 01, 2016 8:25 pm

Nie bała się. Już nie. Początkowy szok i niepewność zostały całkowicie wyrzucone na rzecz dziecięcej ciekawości i chęci zdobycia tej kobiety, która wtargnęła do jej życia tak niespodziewanie i przypuszczalnie na tak krótko, że wkrótce o niej zapomni. Czego miała się bać? Tym bardziej, że Veilore tak doskonale rozumiała reguły narzucane przez Astaroth. Wiedźma od początku wiedziała, że trafiła na nietypową personę, jednak nie sądziła, iż tak dobrze się dogadają i razem rozegrają całkiem ciekawą, niecodzienną grę, póki co polegającą tylko na tańcu po pokoju. Oby na tańcu po pokoju się nie skończyło, bo ognista wolała całkiem inne harce, z czym blondynka zdawała się nie mieć kompletnych problemów. Ba! Wręcz kusiła tę dwukolorową mendę, takie z niej diablę w owczej skórze.
- Nie wątpię, pani. Tylko po co się rozgrzewać gdzieś daleko, uprzednio marznąc, skoro można w ogóle nie narażać się na chłód i mieć więcej czasu na grzanie się? - szepnęła jeszcze, zanim odsunęła się od Veilore, uprzednio posławszy jej ciut triumfalne spojrzenie. Argument nie do przebicia, nawet nie było o co się kłócić. Chyba, że przez zabawę z drugą osobą najemniczka rozumiała droczenie się z nią, aż ta w końcu nie wytrzyma i dobitnie pokaże jej, dlaczego naprawdę nie warto uciekać z karczmy. Bo dla As jasne było, że nie warto. Ona sama w życiu nie odmówiłaby, gdyby ktoś oferował jej nocleg i seks. Błagam, ona byłaby najszczęśliwszą kobietą na świecie, widząc, że ma co robić tej nocy i nie musi wracać do Cyrku, gdzie i tak nie miała nic do roboty. A że stojąca naprzeciwko blondwłosa piękność nie wyglądała, jakby miała coś przeciwko, a jedynie się droczyła... Tym lepiej.
- To nie jest napaść, kiedy bandyta informuje cię wcześniej o swoich zamiarach, a ty na niego czekasz - zabójczo szczera uwaga poleciała wprost do Veil, do której uszu zaraz mógł dojść cichy chichot, śmieszek zbyt pewnego siebie diabła, który uważał, że w tej chwili jedyne, o czym marzyła jej nowa towarzyszka, to udana noc z wiedźmą. Jak widać, nic nie dawały policzki wymierzane jej przez zniesmaczone panny. Ona zawsze wiedziała swoje, zapewne dlatego, że zbyt wiele kobiet dawało jej się podejść.
Nie odpowiedziała nic na pytanie najemniczki, tylko zaplotła dłonie na piersi, przechyliła lekko głowę i uśmiechnęła się tak rozbrajająco, że kobieta nie powinna mieć najmniejszych wątpliwości co do planów Astaroth. Nie miała już nic do powiedzenia w tej kwestii. Od owcy (tudzież diabła w owczej skórze, jak już zostało to nazwane) zależało, co zrobi z wilkiem, który wbrew pozorom był całkiem podatny na sugestie i propozycje oraz cierpliwie czekał na jej decyzję. Już po szerokim uśmiechu ognistej można było poznać, że jej wybór należał do grona słusznych. Astaroth momentalnie odbiła się od parapetu i skierowała powolne kroki w stronę Veilore. Kiedy była tuż-tuż, ponownie wbiła srebrzyste spojrzenie w jej oczy, podczas gdy jej łapki zawędrowały bezczelnie na guziki jej paletotu, zwinnie odpinając te, które wciąż trzymały materiał na miejscu, nieznośnie odgradzając ciało blondynki od rąk wiedźmy.
- Najpierw wypadałoby się bronić - wymruczała, zbliżając twarz do jej twarzy i musnęła ustami jej szyję. W tym momencie prawdziwie żałowała, że dostała jakieś kurduplowate geny, bo gdy stała naprzeciwko Veilore, musiałaby stanąć na palcach, żeby pocałować ją w usta, a i tak nie byłaby jej wzrostu. To mogłoby wyglądać uroczo z daleka, ale na dłuższą metę było męczące. Dlatego wspięła się na palce dopiero wtedy, kiedy odpięła wszystkie guziki jej płaszcza i zaczęła dobierać się do pasa trzymającego broń, żeby dosłownie ją rozbroić. W tym samym momencie spojrzała jej głęboko w oczy, żeby zaraz wpić się w jej usta gwałtownie i namiętnie, próbując na oślep pozbyć się skórzanego pasa.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sro Lip 13, 2016 10:20 pm

Tylko po co się rozgrzewać gdzieś daleko – umysł Veilore powtórzył za głosem jej rozmówczyni. Prawda, że było to logiczne, aby zostać na miejscu i bez najkrótszej chwili poświęconej przeszywającemu do szpiku kości zimnu, przylgnąć do ciepłego ciała drugiej osoby? Żadnej zwłoki, żadnego oczekiwania, przyjemność tu i teraz. Z drugiej strony jakże kuszący wydawał się dotyk na skórze jeszcze przemarzniętej, odsłoniętej niemalże od razu po zamknięciu się drzwi. Przez uciążliwą drogę zmuszającą do opóźnienia planów, z pewnością nie widziałyby sensu, aby na miejscu zwlekać choćby moment. Po plecach przeszedł jej delikatny dreszcz. Ale nie. Najemniczka już dawno czuła się przekonana, tylko nie chciała rezygnować z tej osobliwej zabawy, jaką między sobą rozgrywały. Chciała zostać.
Kącik ust blondynki uniósł się w uśmieszku, kobieta zatrzymała się niespełna cztery kroki przed zajmowanym przez pośladki Astaroth parapetem i nią samą.
Nie? – zapytała. – Zatem widocznie na ciebie czekam... Ale ty nadal siedzisz niewzruszona, pani. Czyżbyś sądziła, że zależy mi wyłącznie na uśpieniu twej czujności? Nie jesteś pewna, czy swoimi czarami całkowicie mnie opętałaś? Wyjątkowo urodziwy demonie? – Na krótką chwilę zamilkła, pragnąc przekonać się, czy owe siedzenie nie jest odmianą czajenia się w zaroślach. Ale tamta jeszcze nie wykonała żadnego ruchu.
Może faktycznie staram się odwrócić twoją uwagę? Chyba lepiej będzie, jeśli użyjesz pełni swojej mocy po tym, jak już odbierzesz mi wszystko co niebezpieczne, a co przy sobie mam – rzekła, jakby nie tylko chciała zachować pozory niepewności w tej zabawie, ale również sprowokować mieszkankę pokoiku.
Vei przygryzła lekko wargę, spoglądając spod rzędu jasnych rzęs na dziewczyną znajdującą się dokładnie naprzeciwko. W końcu doczekała się ruchu ze strony tamtej. Najemniczka nie przesunęła się ani o krok, raczej dobitnie pokazując, że ani myślała nie skorzystać z okazji, jaką obdarowało ją niespodziewane spotkanie. Drgnęła lekko, czując na szyi przyjemnie ciepłe wargi. Przymrużyła delikatnie oczy, nie przeszkadzając Astaroth w bezpośrednim starciu z guzikami płaszcza. Kiedy już dziewczę o dwubarwnej fryzurze uporało się z nimi, Veilore poruszyła ramionami, pozwalając na to, aby odzienie zsunęło się nieco z barków, a później opadło na podłogę, po wysunięciu ramion z rękawów.
Doprawdy? A słyszałaś o takim powiedzeniu, że najlepszą obroną jest atak? – zapytała z uśmieszkiem, robiąc drobny użytek z ręki uwolnionej z tkaniny paletotu. Blondynka zaczepiła dwa palce o krawędź spodni, które miała na sobie dziewczyna i przyciągnęła ją do siebie tak, że na próżno doszukiwać się pomiędzy ich ciałami chociażby pełnego centymetra odległości.
Naraz poczuła na wargach silny, zdecydowany pocałunek. Nawet gdyby chciała, chybaby nie potrafiła powstrzymać się od odwzajemnienia go. Prosiła wargami o kontynuowanie, przedłużenie pocałunku, a w międzyczasie wolną dłonią zrzuciła z ramienia pasek, przytrzymujący jedną kaburę z rewolwerem. Kilka sekund później tę samą dłoń zacisnęła na koszuli As, jakby chciała powiedzieć, że "wilk" nigdzie nie ucieknie. Wtedy też pozbyła się paska z drugiego barku, a pistolety w końcu opadły na ziemię razem z pasem, z którym poradziła sobie Astaroth. Dźwięk, jaki powstał z uderzenia ciężkich przedmiotów o drewnianą podłogę, tylko po części przytłumiony przez płaszcz, z pewnością rozszedł się na tyle, że ktoś pod nimi to usłyszał. Wydawało się jej, że gdzieś tam musi być jakaś kuchnia gospody albo prywatne kwatery właściciela i jego rodziny. Nieważne. Trudno, najwyżej ktoś wybudzi się ze snu.  
Zamruczała cicho.
Czuję się przekonana. Nigdzie nie uciekam... – szepnęła, gdy ich usta się rozdzieliły. – To musi być jakiś rodzaj syndromu sztokholmskiego... nie sądzisz? – nawiązała do ich gry.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Lip 16, 2016 8:55 pm

Z jej ust nie schodził delikatny uśmieszek, który poszerzył się dodatkowo na dźwięk niejakiego komplementu z ust Veilore. Wyjątkowo urodziwy demon? To idealnie pasowało do ognistej wiedźmy, która zdecydowanie miała w sobie coś z istoty piekielnej, nie tylko miano. Bo któż inny pogrywałby sobie w ten sposób, próbując zawładnąć duszą drugiej osoby tylko dla własnej przyjemności, czego radość drugiej była tylko miłym efektem ubocznym? Jeśli nie sam Szatan maczał w tym swoje brudne paluchy, to As można by nazwać świętą. A jednak nie mogła być bez skazy, skoro nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że jej plan szedł jak po maśle i wszystko wskazywało na to, że blondynka tylko się z nią droczyła, a jej słowa nie miały odbicia w rzeczywistości, więc ognista powstrzymała się od jakiegokolwiek komentarza. Jeśli chodziło o te sprawy, była raczej człowiekiem czynu, nawet jeśli póki co tego nie okazywała, bawiąc się swoim celem.
- Nie martw się o to, pani. Komu jak komu, ale mi nie trzeba przypominać, co powinnam robić - odpowiedziała tylko, nie mogąc ciągle milczeć czy puścić tej uwagi płazem. Nie trzeba było jej prowokować, aby dała z siebie wszystko. Zawsze to robiła. Chyba, że trafiała na jakiś wybitnie beznadziejny przypadek, od którego wolałaby raczej uciekać. Prócz tego zawsze starała się być jak najlepsza w tym, co robiła. Czy to chodziło o seks czy też o kuglarstwo, Astaroth zawsze musiała się popisywać, dzięki czemu miała wiele asów w rękawie. Również tym razem miała zamiar udowodnić, że wcale nie jest byle młodzikiem, od którego panny chcą się jak najszybciej uwolnić, o!
I póki co, szło jej całkiem całkiem. To na pewno dzięki jej urokowi osobistemu, który powodował, że Veilore powoli miękła i nawet nie próbowała się opierać, co wiedźmie było jak najbardziej na rękę. Prawie tak samo jak to, iż najemniczka nie była pierwszą z brzegu miękką bułą, nieruchomą deską, która tylko czeka, aż druga osoba przejmie inicjatywę, lecz widać było, że potrafi dać od siebie coś więcej, niż tylko prowokujące słówka. Gdy tylko cyrkówka poczuła dotyk gdzieś niżej, odruchowo skierowała w tamtą stronę wzrok, aby zaraz ponownie unieść go na twarz kobiety i bardziej przylgnąć biodrami do jej ciała, nie pozostawiając już żadnej przerwy między nimi.
- W takim razie mam zamiar sporo się bronić przed twoim urokiem - wymruczała z rozbawieniem, nim ich wargi połączyły się w pocałunku, podczas którego wiedźma przymknęła oczy i tylko po kilkukrotnych, tłumionych uderzeniach o podłogę mogła stwierdzić, ile orężu musiała nosić ta kobieta na co dzień. Podczas gdy As wystarczał jeden dobry nóż i własne moce, tak blondynka miała przy sobie cały cholerny arsenał! Pozostawało jej mieć nadzieję, że nie chowa kolejnego rewolweru w gaciach i nie będzie chciała sterroryzować biednej Astaroth... Ale zaraz się o tym przekonamy, bowiem nie miała ona zamiaru próżnować i dawać Veilore ani chwili spokoju. Już rozwiązała i niemalże zdarła halsztuk z jej szyi, kiedy usłyszała kuszący pomruk i szept, który zmusił ją do dosłownie sekundki przerwy na zastanowienie się. Dobra, tylko udawała, że myśli. Była zdecydowanie za blisko pięknej kobiety, żeby jej móżdżek był w stanie dostrzegać cokolwiek innego i myśleć o jakichś filozoficzno-psychologicznych kwestiach, zwłaszcza po tym, kiedy ta kobieta sama przyznała, że dała się złapać w jej sidła.
- Nie wiem. Wiem tylko tyle, że zdecydowanie za dużo gadasz - odszepnęła szybko, zupełnie jakby nie miała czasu na głupie dyskusje, po czym znowu ją pocałowała, smakując jej ust jak najdłużej, aby wybić jej z głowy czczą gadaninę. Momentalnie jej zwinne, złodziejskie łapki znalazły się na guzikach kamizelki Veil, dość niespiesznie acz wprawnie rozpinając po kolei każdy z nich, przy okazji lekko napierając na blondynkę, zmuszając ją do powolnego marszu w stronę łóżka. Nie było to jednak mocne pchnięcie: gdyby najemniczka zdecydowała się postawić, nie sprawiłoby jej to żadnych trudności, ale... po co? Przecież każdy wie, że łóżko to najwygodniejszy i najciekawszy przedmiot w tym małym pokoiku.
Chyba, że miałaby jakiś ciekawszy pomysł.
As aż błysnęła ząbkami w wątłym świetle świec. Wtedy nie śmiałaby krzyżować jej planów, a jedynie przekształciłaby je na własne potrzeby.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Lip 22, 2016 3:28 am

Zaiste wielką miała nadzieję, że nie trzeba przypominać dziewczynie, czym powinna się zająć w tych okolicznościach. Veilore zdążyła zbyt mocno nastawić się na konkretny scenariusz i byłaby wielce niepocieszona, gdyby przez jakieś nieprzewidziane zdarzenie miało nie dojść do jego realizacji albo przerwania w trakcie. Toż to nie do pomyślenia. Taki obrót spraw nie mieścił się jej w głowie, dlatego kobieta przytrzymywała Astaroth, rozkoszując się największą możliwą w tej chwili bliskością po tym, jak zetknęły się biodrami i brzuchami, zupełnie tak, jakby zaistniało między ich ciałami magnetyczne przyciąganie. Ale pragnęła tego ciepła więcej, znacznie więcej, w końcu nadal rozdzielały je warstewki materiału w postaci ubrań, które miały na sobie, a które skutecznie blokowały dostęp do nagiej, rozgrzanej skóry. Vei uśmiechnęła się więc zachęcająco, nadając twarzy kuszący wyraz. W tej chwili chyba wyraziła się już wystarczająco dokładnie, choć nie wypowiedziała żadnych słów.
Moim urokiem? – Kamuflująca co innego niewinność biła od oblicza najemniczki. Nic innego nie kryło się jej w główce jak tylko zamiar przystania na to, czego oczekiwało dziewczę o dwubarwnych włosach po tym, kiedy wtargnęła bez zapowiedzi do jej lokum. – Och proszę, gdybym chciała zrobić ci tak okrutnego psikusa, a na to określenie zasługuje sobie odwrócenie uwagi i ucieczka, nie byłabym sobą. – Veilore drapieżnie przejechała palcami po koszuli swej towarzyszki, a naprawdę przyszła jej ochota wręcz na zdrapanie materiału z ciała As, co umożliwiłoby zaopiekowanie się wszelaką powierzchnią kryjącą się pod tkaniną.
Jakże chciała w końcu pokazania swojej osobie pełni ciepła oferowanego przez dziewczynę lokum, dla którego porzuciła wędrówkę przez niebezpieczny Ponury bór do własnoręcznie wzniesionej chatki i trwającego między jej ścianami spokoju.
Nawet nie dano jej możliwości odpowiedzi. Jej usta zostały zamknięte pocałunkiem. Za dużo mówiła, tak? W takim razie poddała się wargom Astaroth, co wcale nie było takie trudne, biorąc pod uwagę, że przecież nie spotkało jej nic złego – przeciwnie! – żadna negatywna myśl nie przeszła Veilore przez głowę. Zatopiła się w ustach dziewczyny, od czasu pozwoliła sobie subtelnym i krótkim ruchem języka zaprosić towarzyszkę do pogłębienia pocałunku, ale nie wiedziała, czy tamta w końcu na to się zdecyduje. Niemniej fakty przedstawiały się tak, że blondynka ulegała jej, pozwalając kierować swoje ciało, gdzie tylko przyszłaby jej ochota. Podłoga też nie była taka zła. Acz pokój biedny nie był i ustawiono w nim całkiem wygodne łóżko, więc dlaczego by z niego nie skorzystać właśnie w tym momencie?
Veilore drogi prawie nie zauważała, skupiwszy się na rozkosznie całujących ją wargach i zrzucaniu z ramion dziewczyny rozpiętej kamizelki. Coraz bardziej oddalała się od porzuconego oręża, broni palnej i płaszcza, który zapewne nie zdążył jeszcze pozbyć się wchłoniętego z jej ciała ciepła. I choć cały arsenał to nie był, to pozostało go niewiele, bo dwa sztyleciki w cholewie butów oraz dłoń, której siłą rzeczy zdemontować się od tak nie dało. Vei miała tylko nadzieję, że dziewczyna nie będzie miała nic przeciwko ściągnięciu tylko jednej rękawiczki. Po cóż miałaby ją straszyć całą tą maszynerią i blizną? Miała ich wystarczająco na reszcie skóry.
Zrzuciła kamizelkę, którą u As od początku spotkania widziała rozpiętą. Nie było z nią większego problemu. A tymczasem docierały do krawędzi łóżka i kiedy co do tego się zorientowała, Veilore postanowiła nie padać nań pierwsza w kolejności. Że niby za dużo mówiła? Przesunęła dłoń na mostek "demona". W chwili, w której jej łydki zetknęły się z meblem, najemniczka rozłożyła ciężar w ten sposób, aby wykorzystać delikatne prowadzenie Astaroth, do odpowiedniego pociągnięcia jej, obrotu i popchnięciem posłania jej wprost na łóżko. Zaraz blondynka przysiadła nad jej biodrami okrakiem, po czym pochyliła się, podpierając jedną ręką, a drugą przytrzymując sobie w miarę możliwości fale włosów.
Za dużo gadam, tak? – Uśmiechnęła się wcale nie niewinnie. Czyżby to był jeden z tych ataków w odpowiedzi na atak? Kto wie?
Więc jak tam twoje demoniczne sztuczki?

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Wto Sie 30, 2016 4:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Lip 23, 2016 7:41 pm

Nic nie łechtało jej ego jak fakt, że jej urok osobisty robił swoje. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co się właśnie działo? Astaroth wiedziała, że to zasługa niej samej, ale też temperamentu Veilore. Gdyby ktoś inny wszedł wtedy do pokoju, wiedźma mogłaby nie mieć tak łatwo, a tak to bawiła się wyśmienicie, chociaż chyba nie do końca doceniała tej kobiety, co miało mieć swoje skutki w przyszłości.
Każdy kolejny pocałunek, każdy dotyk blondynki i bliskość między nimi powodowały, że ten mały zboczeniec rósł w siłę, pragnąc jeszcze więcej... pocałunków, dotyków i bliskości, no cóż, tu nie ma co filozofować. Nic więc dziwnego, iż wystarczyła niewielka zaczepka ze strony kobiety, żeby As pogłębiła pocałunek i zaprosiła jej język do namiętnego, acz szalonego tańca, jednak nie tracąc przy tym głowy. W czasie, gdy jej usta były zajęte smakowaniem warg Veilore, łapki sprawnie radziły sobie z jej kamizelką, która wkrótce skończyła na podłodze tak samo, jak cała reszta jej ubrań, a wkrótce też kamizelka Astaroth, tak bardzo jej teraz zbędna, jak wszystkie ubrania, które nieznośnie torowały im drogę do swoich ciał.
Łóżko okazało się być bliżej, niż myślała. A może tak szybko mijał jej czas, bo miała, że to tak ujmę, ręce pełne roboty? Tak czy siak, zwróciła uwagę na stojący obok mebel dokładnie w tym momencie, kiedy Veilore jakby zwolniła i położyła jej dłoń na klatce piersiowej. Z początku pomyślała, że po prostu będzie chciała pozbyć się jej koszuli, a później... Tak jakby zabrakło jej czasu na dalsze myślenie. Nawet nie zdążyła się oprzeć, a już leżała rozłożona na łopatki. Zdążyła tylko wydać z siebie stłumiony, zaskoczony jęk, aby po chwili znaleźć się na dole, tuż pod Vei, która widocznie była zadowolona z takiego obrotu akcji, w przeciwieństwie do wiedźmy, na której twarzy od razu można było zobaczyć rys oburzenia. Jak to tak?! Jakim prawem ktokolwiek mógł choćby spróbować zdominować tę niewyżytą i stuprocentowo dominującą cholerę? Za jakie grzechy? Nie mogła zaprzeczyć, że było to niezwykle podniecające i jeszcze bardziej zachęcało As do działania, ale kompletnie się tego nie spodziewała i mimo wszystko wolałaby, żeby potoczyło się to ciut inaczej. Tak to nie dość, że leżała na dole, to jeszcze poczuła delikatne ciepełko na policzkach, na które wkradł się delikatny rumieniec, który być może nie był aż tak widoczny w wątłym blasku świec. I jak się z tego, do diabła, wykaraskać? Spojrzała na ten bezczelny wyszczerz najemniczki, szybko przeanalizowała sytuację, a później odwzajemniła uśmiech, wykazując się nie mniejszą pewnością siebie. Pozwoli jej wygrać, ten jeden raz. I w dodatku nie na długo. Niech się nacieszy triumfem, niech pomyśli, że wszystko jest w jej rękach, a gdy za bardzo się zagalopuje, Astaroth odpowiednio ją utemperuje. Nie przypuszczała, aby miała mieć z tym jakiś problem- nawet, jeśli Veilore miała parę asów w rękawie, to i tak zdawała się być kobietą na tyle uległą, aby nie protestować przy próbie zamiany ról.
Gdy już przygotowała sobie plan awaryjny, całe jej oburzenie nagle zniknęło, jakby pogodziła się z losem i zaakceptowała taki obrót wydarzeń. Najpierw zaśmiała się cicho, a później przeciągnęła się kusząco, patrząc wyzywająco w oczy swojej oprawczyni, aby zaraz wyciągnąć dłoń w jej stronę i przyciągnąć ją do siebie za kołnierz koszuli, wolną ręką poprawiając czerwoną chustę, która jakimś cudem jeszcze tkwiła na szyi czarownicy.
- W takiej sytuacji powinnam raczej zapytać, jakie są twoje magiczne sztuczki - wymruczała, chociaż przez myśl jej przeszło, że mogłaby pokazać, na czym polegają JEJ czary i pozbyć się resztki ubrań jasnowłosej poprzez... spalenie ich. Wtedy naprawdę mogłaby powiedzieć, że ją rozpaliła, hehehe.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Wrz 01, 2016 5:37 pm

Słodkie i zachęcone wargi oraz przyjemnie ciepły język, który włączył się do ich ruchów sprawił, że wspomnienie niedawno doświadczanego chłodu już całkowicie poszło w niepamięć. Dopiero co poznane dziewczę rozgrzało ją niemal natychmiastowo, a z każdą chwilą gdzieś w swoim ciele Veilore docierała coraz bliżej nieznośnie żarzących się pokładów pożądania. Mylne jednak miałby wrażenie o jego "nieznośności" ten, kto nigdy nie wiedział, jakie jest to uczucie. Było nieznośne... Najemniczce było gorąco i przyjemnie, i właśnie dlatego chciała się jak najszybciej pozbyć odzieży, która jeszcze otulała jej ciało. Wręcz w myślach nakazywała swej towarzyszce wreszcie się tym zająć; rozbierz mnie wreszcie – pospieszała bezgłośnie w swojej głowie.
Jednocześnie jednak doświadczała zupełnie innych pragnień. Niech owa chwila jeszcze trwa, skazując ją na drażniące, ale rodzące przyjemny dreszczy oczekiwanie. Vei chciała, aby uczucie to rosło w niej, aż będzie trudne do zniesienia i doprowadzi do szaleństwa. Jeszcze trochę...
Przyglądała się roziskrzonym spojrzeniem na przewróconą na łóżko Astaroth, najwyraźniej usatysfakcjonowana swoim małym psikusem i zaskoczeniem, które wywołał. Acz blondynka nie zamierzała długo męczyć dziewczyny takim zwrotem akcji. Wyczuła, że jej towarzyszka widzi się w zupełnie innej roli, odwrotnej; wolała być tą, która prowadzi, przewodzi, jest górą. Veilore natomiast nie widziała żadnego problemu z poddaniem się temu demonowi, jaki swoimi słowami i zaczepkami skusił ją do pozostania w wynajętym pokoju. Wcześniejsze działanie najemniczki było małym kaprysem, drobnym utarciem nosa. Blondynkę trudno byłoby nazwać zagrożeniem dla preferencji łóżkowych rozłożonej pod nią dziewczyny o dwubarwnych włosach. Dla Vei liczyła się obustronna przyjemność i zadowolenie płynące ze stosunku, więc dopasowywała do osóbki z którą akurat spędzała czas. Tak i teraz, zaraz nawet, mogłaby ulec As, gdyby tylko ta zechciała pokazać swój temperament, a także na co ją stać.
No proszę, tobie też robi się tak gorąco? – zapytała, z uśmieszkiem, dostrzegając z góry subtelny rumieniec na twarzy Astaroth. – Mi również... Nie mogę się doczekać – szepnęła zmysłowo tuż przy uchu dziewczyny, kiedy ta postanowiła przyciągnąć Vei do siebie łapką zaciśniętą na koszuli.
Och, magiczne? W moim przypadku to jedynie fortele, właśnie po jednym ległaś na plecy... Ale myślę, że ty masz lepsze, As. – mruknęła.
Kobieta złożyła delikatny pocałunek po prawej stronie na krawędzi szczęki kochanki. Przesunęła palcami po przedramieniu przytrzymującej ją ręki. Vei odczepiła ją i uniosła się ponownie nad "demonem".
Pozwolisz? – Posłała towarzyszce uśmieszek, spoglądając na koszulę czarnowłosej. Podniosła prawą rękę, podciągnęła rękaw, po czym za pomocą drugiej kończyny odpięła sprzączkę rękawiczki. Pasek rozluźnił się, a najemniczka przytrzymując zębami materiał, wysunęła zdrową dłoń na zewnątrz. Teraz już wygodniej przyjdzie jej odpiąć drobne guziki koszuli Astaroth, za co bez zwłoki się zabrała, jednocześnie pochylając się. Złożyła kilka pocałunków na szyi, nad krawędzią zawiązanej chusty, a potem powróciła do ust dziewczyny.
Veilore dawała jej czas do wprowadzenia swych niecnych zamiarów, choć przypuszczała, że dziewczę wcale nie musi długo się namyślać nad tym, co chce zrobić. Wraz z kolejnymi guzikami, koszula rozchylała się coraz bardziej, ukazując klatkę piersiową dziewczyny, potem zarys piersi, brzuch. Przygryzła lekko wargę. Zastanawiała się, czy wiedząc, jak bardzo drży wewnętrznie z chęci przejścia dalej, Astaroth teraz odwzajemni się drażnieniem z nią, czy jednak przyjdzie jej na myśl co innego?
Odczepiwszy wreszcie guziki, a przy tym ciesząc się widokiem, przesunęła palcami wzdłuż ciała kochanki, zatrzymując się na czerwonej tkaninie chusty.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Nie Wrz 04, 2016 6:37 pm

Nie zamierzała czekać. Nigdy nie była w stanie bawić się w kotka i myszkę zbyt długo, kiedy już dostała pozwolenie na zabawę. Nigdy nie była w stanie kontrolować się na tyle, żeby niepotrzebnie przedłużać. Im szybciej zacznie, tym więcej będą miały czasu na część właściwą, czyż nie? Tylko szkoda, że tym razem nie do niej należała decyzja. Nie lubiła się podporządkowywać komuś, bo nigdy nie miała pewności, czy rozegra to po jej myśli, a Astaroth bardzo nie lubiła, kiedy coś nie szło tak, jak ona sobie zaplanowała. To było dobre zwłaszcza przy spotkaniu z takimi ciepłymi kluchami, które same nie wiedziały, co mają zrobić i w efekcie robiły to tak miernie, że kończyło się szybką zamianą ról.
Ale w tym przypadku nie miała do czynienia z miękką bułą. Z sekundy na sekundę coraz bardziej jej się to podobało, nawet, jeśli chwilowo skończyła na dole. Zaskakiwała i zarazem imponowała jej bezczelność Veilore, jej pewność siebie i zarazem to, że wcale się nie ukrywała ze swoimi uczuciami, o ile można było mówić tu o czymś więcej, niż o czystej namiętności.
- To pewnie przez te ubrania - odrzekła krótko i zaczęła sprawnie radzić sobie z kolejnymi guzikami koszuli kochanki, która gdyby przyjrzała się dłoniom wiedźmy, mogłaby dostrzec, że leciutko drżały z podniecenia. Nie przeszkodziło jej to jednak w postawionym sobie zadaniu i już po chwili mogła rozkoszować się widokiem odsłoniętego ciała najemniczki. Dla takich widoków mogła pozostać w swojej obecnej pozycji, oj tak. Tym bardziej, kiedy ta znowu znalazła się tuż nad As, która pozwoliła sobie nieco rozchylić poły jej koszuli i przejechać palcami po jej skórze od obojczyków, przez pierś i brzuch, a na podbrzuszu kończąc.
Zachichotała cicho i pokiwała głową na tak.
- Cóż za głupie pytanie - wymruczała, obserwując poczynania blondynki. Nieco zdziwiła się, że ta nie ściągnęła również drugiej rękawiczki, bo przecież tak byłoby jej wygodniej, ale właściwie nic jej do tego. Wszystko jej było jedno, póki było przyjemnie. Odchyliła nieco głowę i zamruczała cichutko na te drobne pocałunki, a całowana niemalże od razu owy pocałunek odwzajemniła.
I tak właśnie pozwalała robić ze sobą wszystko, póki wszystkie guziki nie zostały rozpięte, a najemniczka nie zahaczyła palcami o brzeg jej chusty. Wiatr zawył dziko, a kilka świeczek ze świecznika zgasło pod wpływem jego podmuchu, przez co wątłego światła było jeszcze mniej, a teraz ledwie oświetlało kontury kochanek. A może nie była to do końca sprawka nieszczelnych okien...? Tak czy siak, Astaroth szybkim ruchem zdjęła chustę z szyi i rzuciła ją na podłogę, mając nadzieję, że w takich ciemnościach Veilore nie dojrzy lśniącej blizny, z której wiedźma wcale nie była dumna. Bądź co bądź, to jedna z tych rzeczy, które mogły zdradzić jej tożsamość rasową, a tego raczej nie chciała. Jeszcze nim chusta zetknęła się z posadzką, czarownica uniosła się nieco i wpiła się w usta blondynki, a łapkami zawędrowała na jej biodra. Nie przypuszczała, żeby kobieta chciała się opierać niewielkiej zamianie ról, więc popchnęła ją na bok, żeby zeszła z bioder ognistej, a później ułożyła się na łóżku, aby As mogła zawisnąć tuż nad nią. Nareszcie znalazła się w komfortowej dla siebie pozycji: klęczała na łóżku, a dłońmi podpierała się po bokach głowy kochanki. Jedną nogę trzymała między nogami Veilore, przez co ta mogła zaraz poczuć, jak ta dwukolorowa menda smyra ją kolanem między udami, a później i ciut wyżej, szczerząc kły w wesołym, rozbrajającym uśmieszku. Zupełnie jak dziecko, które właśnie ułożyło wysoką wieżę z klocków po całym dniu pracy nad nią.
Wspomniałam, że Astaroth nie lubiła przedłużać, tak? W tym przypadku postanowiła zrobić wyjątek. Ot, za tego psikusa wcześniej, miała zamiar nieco podrażnić się ze swoją niedoszłą zdobyczą, sprawić, żeby szalała z pożądania i nie mogła nic z tym zrobić. Pochyliła się nad nią jeszcze bardziej i musnęła czubkiem nosa i wargami szyję najemniczki, aby zaraz złożyć na niej kilka pocałunków i szczypnąć ja delikatnie ząbkami, podczas gdy jedną ręką poczęła rozwiązywać wiązanie skórzanego topu kochanki - ostatniego elementu dzielącego As od jej piersi. Wszystko to robiła jednak nieznośnie powoli, dodatkowo chcąc rozpalić Veilore przez to niewinne drażnienie jej intymności kolankiem.
Ciekawe, ile wytrzyma. Zupełnie tak, jakby chodziło o jakieś tortury... Och, stop. To poniekąd były tortury.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Wrz 24, 2016 11:48 pm

"To pewnie przez te ubrania" – ileż w tym racji, w znaczeniu, że należałoby jak najszybciej oswobodzić się ze zbędnej odzieży, która już przeszło paręnaście minut temu przestała przydawać się do czegokolwiek. Ciepło zapewniało rosnące z każdą chwilą podniecenie oraz bliskość ciała drugiej osoby. W przypadku tego ostatniego nie warto było zwlekać, tylko prędko doprowadzić do tego, aby móc przylgnąć do niezakrytej, rozgrzanej skóry drugiej osoby. Chyba tylko przeklęte diabły (bo na pewno nie bóg, już dawno zakrywający dłońmi oczodoły w swej świętobliwości i odwracający się w pogardzie dla dziejących się tu aktów rozpusty) wiedziały, jak bardzo tego pragnęła.
Pozwól więc, że już tego się pozbędę, skoro tak ładnie mi w tym dopomogłaś. – Po tych słowach Veilore raz-dwa zrzuciła z ramion swą białą, już pomiętą po pracy koszulę. Odrzuciła ją, jak odrzuca się rzecz zupełnie nieprzydatną, a owa część odzienia zawiesiła się na tylnej ściance łóżka, tej od strony nóg. Na tu i ówdzie naznaczonej bliznami – również jedną starą, zabliźnioną kreską na lewej piersi, jeszcze kryjącą się za materiałem, a znajdującą się ledwie dwa centymetry od sutka – skórze pojawiła się na krótką chwilę gęsia skórka. Minęła jednak prędko, gdyż ciało kochanki szybko ją ogrzało swym ciepłem i tylko plecy odczuwały delikatny, orzeźwiający chłód w niczym nieporównywalny do mrozu na zewnątrz.
Korzystając więc z miłego ciepełka, przysuwając się bliziutko, przyklejając do odsłoniętego brzucha i dekoltu, Vei złożyła kilka pocałunków na klatce piersiowej dziewczyny, aby później przejść nieco wyżej, na uwolnioną od chusty szyję, gdzie językiem pozostawiła wilgotny szlak na wybrzuszeniu mięśnia szyi. Najemniczka zainteresowała się też blizną, którą wyczuła głównie dotykiem, bo słabe oświetlenie dawało mniejsze pole do popisu wzrokowi, niemniej dawało się ją dostrzec. Wzdłuż niej przesunęła usta, dotykając dolną wargą, po czym delikatnie ucałowała płatek ucha dwukolorowej. Dla Veilore owa pamiątka-skaza po jakimś nieznanym jej, nieprzyjemnym wydarzeniu zupełnie nie miała znaczenia – nie przejęła się nią, ani też na długo nie zajęła jej umysłu, jako że sama wiedziała, jak to w życiu bywa. Jej pełne subtelności działania wręcz dawały do zrozumienia, że w żaden sposób ją to nie razi ni nie odrzuca, ani też nie odwraca uwagi od tego, co miało miejsce w chwili obecnej. Ot blizna, różne rzeczy się zdarzają. Spokojnie! – zdawała się przekazywać w niemy sposób.
Unosząc się nieco śladem towarzyszki w igraszkach, uśmiechnęła się, a potem oddała się intensywnemu pocałunkowi. Przesłodkie, przyjemnie natarczywe wargi za każdym razem sprawiały, że w jej ciele rozchodziło się ciepło. Odwzajemniała się więc z tym samym zapałem, błogo przymrużając oczy przy każdym dotyku łapek, które, jak wyczuła, niecierpliwiły się już i chciały w końcu przejąć stery, nawet cierpliwie znosząc dotychczasowe położenie.
Bez większego problemu i użycia większego przymusu, właścicielka tych łapek odzyskała panowanie nad kierunkiem wydarzeń, bo Veilore nie zamierzała o to przesadnie walczyć, zwłaszcza że łóżkowe gusta miała na tyle luźne, że przypasowałoby jej wszystko. Liczyło się przyjemne spędzenie czasu, nieważne w jakim układzie. Najemniczka z chęcią oddała stery, posyłając dziewczynie półuśmieszek już z dołu.
I jak tam na górze, As? – zapytała, oplatając ręce wokół niej, aby chociaż trochę rozgrzać jej plecy w tak nagły sposób oderwane od skromnej, taniej pościeli. Korzystając zaś z tego, że Astaroth była już na górze i łatwiej było ściągnąć z niej rozpiętą wcześniej koszulę, blondynka uczyniła to natychmiast.
Ciemnoniebieskie oczy spoglądały na towarzyszkę, a ich spojrzenie niejednokrotnie przesuwało się po jej figurze. Widoki z tej perspektywy rysowały się inaczej, a nacieszyć oczy też warto. Z różnych stron. Jedna z łapek z zachwytem przesunęła się na wgłębienie w talii dziewczyny i pogładziła je spokojnym ruchem.
A zarówno wspomniana dłoń, jak i palce dłoni w dalszym ciągu gładzące plecy kochanki w jednej chwili niezbyt mocno zacisnęły się na skórze dziewczęcia o dwubarwnych włosach. Wypuściła spomiędzy warg ciche westchnienie, a potem oczekująco i nawet głośno przełknęła ślinę, kiedy Astaroth przysunęła kolano jeszcze bliżej krocza, dociskając, a zarazem złośliwie poruszając kończyną, gdzie pod materiałem spodni i bielizny podniecenie dawało o sobie znać w dosadny sposób, ciepłem znacznie większym niż gdzie indziej oraz wilgocią.
Ale wszystko miało jeszcze potrwać. Spod przymrużonych lekko powiek widziała jak powolnie zostaje pozbawiana ostatniej części górnego odzienia. Widziała także uśmieszek widniejący na twarzy dziewczyny. Mała zemsta. Veilore jednak musiała przyznać, że nieznośnie bo nieznośnie, acz przyjemna była ta odpowiedź na jej wcześniejszy śmiały wyczyn.
Kobieta odchyliła lekko głowę pod działaniem pocałunków i wydała z siebie cichutkie, stłumione przygryzioną dolną wargą jęknięcie. Wcale nie miałaby nic przeciwko, gdyby zęby zacisnęły się nieco mocniej. Przemieściła więc dłoń na tył głowy, chowając ją w czarno-białych pasmach i dociskając porozumiewawczo twarz kochanki do swej szyi. Sama zaś nagląco przygryzła ucho towarzyszki na tyle, na ile mogła sięgnąć kiełkiem.
A kolanko nadal działało drażniąco i pobudzająco. Veilore chciała więcej, choć przypuszczała, że dostanie to, czego pragnęła nie wtedy, kiedy sama będzie chciała, a wtedy, gdy łaskawie zadecyduje o tym Astaroth. Zacisnęła zdrowe palce na pośladku poruszającej nogą dziewczyny, jakby co najmniej przyszła jej ochota na pochwycenie materiału i zerwanie go samym tylko pociągnięciem.
Daj mi chociaż z powrotem swoje usta – szepnęła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Nie Wrz 25, 2016 8:38 pm

halo, uwaga, jeśli ktoś przypadkiem nie zauważył wcześniej, tutaj dzieją się straszne rzeczy, które chyba powinnam oznaczyć jako +18, co właśnie robię owo

Drgnęła ledwie wyczuwalnie, kiedy Veilore w swoich pieszczotach doszła do szyi. To zdecydowanie był jej słaby punkt. Nie przepadała za samym wzrokiem skierowanym na nią, a co dopiero za dotykiem, lecz najemniczka obchodziła się z nią na tyle delikatnie, że As momentalnie się rozluźniła. Nawet zamruczała przeciągle jak mały kociak i uniosła kąciki ust w zadowolonym uśmieszku. Dodatkowo odwagi dodały jej liczne wybrzuszenia na ciele kobiety, zapewne będące bliznami czy innymi ranami bojowymi, które wiedźma średnio widziała, ale czuła je pod opuszkami palców.
Znowu cichy chichot rozniósł się po pokoju, jakby wiedźma usłyszała wybitnie dobry kawał.
- Znakomicie - mruknęła kobiecie na ucho i oderwała ręce od jej półnagiego ciała tylko po to, żeby zrzucić z siebie koszulę, jak najbardziej niepotrzebną jej w tym momencie. Jakże inaczej mogłaby się czuć, kiedy wreszcie znalazła się w swoim żywiole, na swoim miejscu i mogła pociągać sznureczkami? To było właśnie coś, co uwielbiała bardziej, niż wszystko inne.
 Jej plan powodził się doskonale, co już czuła po delikatnym ukłuciu paznokci na swoich plecach, co słyszała z ust najemniczki i co ta zdawała się tłumić. Astaroth aż zaczęła się zastanawiać, jak długo będzie w stanie to robić, nim całkowicie zmięknie i zamiast tłumić zadowolenie, będzie błagać o więcej... Posłusznie przysunęła twarz jeszcze bliżej szyi kochanki i szarpnęła ząbkami delikatną skórę, na której zaraz zostawiła sinoczerwony ślad w postaci dość sporej malinki. Nie przejmowała się specjalnie tym, czy najemniczce będzie to później przeszkadzało. Póki co należała do As, a co będzie później, to już jej sprawa. W międzyczasie zaczęła dobierać się do guzika jej spodni, lecz przerwała jej Veilore, która najwidoczniej zaczynała się niecierpliwić. Ognista przylgnęła do niej, wodząc palcami po krawędzi materiału – jednego z niewielu, które wciąż trzymały się na ciele blondynki.
- Usta, powiadasz? – szepnęła i radośnie błysnęła ząbkami, aby ponownie złączyć ich wargi w pocałunku. Jednocześnie szarpnęła energicznie za brzeg spodni, zsuwając je z bioder kochanki razem z bielizną. Przez chwilę pozwalała nacieszyć się jej smakiem swoich ust, czego tak pragnęła, aby zaraz szybko zacząć obcałowywać drobnymi pocałunkami i ugryzieniami jej piersi i brzuch, podczas gdy próbowała trochę na oślep pozbyć się reszty ubrań, jakie Veilore mogła mieć jeszcze na sobie. Zsuwała się z pieszczotami coraz niżej, aż wreszcie na kobiecie nie znajdował się żaden ciuch, który mógłby przeszkadzać Astaroth. Wiedźma rozsunęła wtedy nogi kochanki, usadowiła się między nimi i przejechała językiem po wewnętrznej stronie uda jasnowłosej, pazurkami wbijając się w jej biodra. Kiedy tylko zbliżyła się do jej intymności, ledwie, aczkolwiek wyczuwalnie, musnęła ją języczkiem, a później wyprostowała się, jakby coś sobie przypomniała i po chwili jej twarz, wykrzywiona przez wyjątkowo figlarny uśmieszek, zbliżyła się do oblicza Veilore. - Jak sobie życzysz – rzekła i przygryzła jej dolną wargę. Jedną dłonią powoli powiodła po ciele kobiety, aż wreszcie zatrzymała się na jej kobiecości, którą zaczęła wręcz nieznośnie delikatnie pieścić, kontynuując swoją drobną zemstę. Gdyby ktoś się z nią tak cackał, chyba osobiście by temu komuś pomogła albo wsadziłaby temu komuś rozgrzany pręt w tyłek, lecz nie przypuszczała, żeby leżąca pod nią kobieta miała zrobić jej krzywdę. Nie wyglądała na furiata, a Astaroth chciała dobrze, prawda...?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pon Lis 14, 2016 12:44 am

Blizny jak to blizny, w profesji Veilore raz na jakiś czas się zdarzały. Mimo że pozbawiały ciała gładkości, którą powinna się szczycić skóra kobiet, zwłaszcza tych wyżej urodzonych, blondynka nie przejmowała się nimi, nie wstydziła się paru zupełnie w niczym nie przeszkadzających śladów. Nie czuła też żadnego spięcia wobec ukazania jakiejś wyjątkowej damie swej nagości. Tak samo nie zważała na czyjeś "pamiątki" po nieprzyjemnych zdarzeniach. Usłyszała wspaniały śmiech, zdradzający dobrą zabawę, przeradzającą się stopniowo w jeszcze lepszą. O tak, najwyraźniej chwilowe skupienie na szyi dziewczęcia, na jakie najemniczka sobie pozwoliła, niczego nie zepsuło.
Kiedy ramiona i plecy Astaroth nie były już zakryte tkaniną koszuli, Vei oblizała lekko dolną wargę, chłonąc ów widok i zarazem szykując się na upolowanie materiału, który przysłaniał piersi dziewczyny o dwubarwnych włosach. As dała się wkrótce przekonać jej niemej prośbie w postaci przyciągającego do szyi gestu. Poczuła w jednej chwili ból, acz należący do tych przyjemnych. Przygryzła wargę, jeszcze się powstrzymując. Veilore nie zapomniała też o swojej misji, bo korzystając z bliskości kochanki, całując ją z wielką przyjemnością, pogmerała zwinnie tu i tam łapkami, aż pozbyła się zbędnego skrawka materiału, który blokował jej możliwość dotarcia do ciepłych i jędrnych krągłości. Mruknęła. Następnie zaś wtuliła w nie twarz na ten moment, który pozostał jej do czasu, aż Astaroth postanowiła się nieco oddalić.
Ale Vei jednak wolała zachować dla siebie swą częściową niepełnosprawność i bardziej rażącą w oczy bliznę na prawej ręce, więc delikatnie wsunęła ramię zakończone metalową prawicą pod głowę, jakby chciała sobie ułatwić spoglądanie na swą kochankę, dając główce dodatkową podporę.
Przyglądała się poczynaniom młodszej dziewczyny, jak zostaje pozbawiona całego swego odzienia, łącznie z rękawiczką na lewej dłoni. W jej przypadku nie miała jakichkolwiek obiekcji. W końcu przymknęła lekko oczy, a przekręcając jednocześnie główkę w bok, cicho jęknęła w pobliskie wzniesienie zmiętej kołdry. Ewidentnie jeszcze miała trochę siły na droczenie się ze swą towarzyszką, skoro stłumiła wydobywający się z ust dźwięk materiałem przykrycia, które zdążyło się już lekko zwinąć od ich ruchów.
Niemniej coraz trudniej przychodziło jej powstrzymywanie się przed wyrażaniem odczuwanej przyjemności oraz pragnienia zaznania większej rozkoszy. Powiedziała sobie w myślach, że jeszcze odrobinę wytrzyma, choć pocałunki i podgryzanie marszem idące po jej ciele, po piersiach i brzuchu, zmierzające do miejsca największej ekstazy.
Mięśnie najemniczki delikatnie zadrżały, gdy poczuła język dziewczyny, sunący po wewnętrznej stronie uda, jej paznokcie, a w końcu mokry język na swej wilgotnej kobiecości. Jakby po jej nerwach przeprawił się dreszcz wyczekiwania. Z pewnością dało się to dostrzec. Veilore była tego pewna, choć jeszcze się nie odezwała. Jeszcze... Roziskrzonymi, szafirowymi oczyma spoglądała w ślepia kochanki. Ostatnie wyzwanie?
Z jej gardła wydobyło się ciche "mmhhhh", kiedy dziewczę przygryzło jej wargę. Ale gdy została uwolniona, usta uciekły w stronę piersi Astaroth, delikatnie gładzonej opuszkami palców dłoni. Uśmiechnęła się zadowolona.
Potem uśmiechnęła się jeszcze bardziej, unosząc wzrok, aby spojrzeć na As i jej wyraz twarzy w momencie kolejnego dotyku na swym najczulszej części ciała. Przysunęła buzię do barku kochanki. Jej umysł zaczynał poddawać się upragnionej rozkoszy i skłonił jej bioderka, do delikatnych ruchów. Zamiast obdarować pocałunkiem ramię dziewczyny, jak pierwotnie zamierzała, westchnęła cicho, po czym szepnęła:
Asss, proszę...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Nie Lis 20, 2016 2:35 pm

Nie poczuła najmniejszego nawet skrępowania, kiedy kolejna część jej garderoby wylądowała obok, odsłaniając piersi ognistej. Nawet jej powieka nie drgnęła, a wręcz ucieszył ją fakt pozbycia się tej jakże niewygodnej dla każdej kobiety części ubioru, tym bardziej, że jej towarzyszka wydawała się nie mniej radosna z tego powodu. Jak niewiele trzeba, aby kogoś uszczęśliwić! Dlatego nim się oddaliła, pozwoliła jej przez chwilę nacieszyć się swoją zdobyczą, ot, niech zna łaskę Astaroth.
Tak była pochłonięta swoim zadaniem, że nawet nie zauważyła, iż zamiast zdjąć dwie rękawiczki, uporała się tylko z jedną. Druga tak skutecznie schowała się pod głową i kaskadą złocistych włosów Veilore, że wiedźma nawet nie zwróciła na nią najmniejszej uwagi. Na to czas niewątpliwie przyjdzie później, kiedy zobaczy, że naga kobieta jednak nie była tak bardzo naga, jak ognista myślała. Teraz rangę tego niedopatrzenia umniejszał fakt, iż cała reszta ubrań leżała już rozrzucona po pokoju, odsłaniając fragmenty ciała znacznie ciekawsze, niż dłoń. Umożliwiało to As nie tylko pieszczenie kochanki, ale też doprowadzanie jej do szału z rozkoszy, jak to widać na załączonym obrazku. Wiedźma wspaniale się przy tym bawiła, chociaż nigdy nie należała do sadystek, toteż wiedziała, że istnieją jakieś granice. Cienka linia między tym, co przyjemne, a tym, co męczące.
Nie miała zamiaru jej przekraczać. Fakt, testowała granice wytrzymałości Veilore i próbowała je jeszcze trochę nagiąć, ale respektowała je. Widziała, że jej ostatnie wyzwanie zostało przyjęte bez większego sprzeciwu, dlatego też wyraz głębokiej satysfakcji i zadowolenia nie znikały z jej twarzy, tylko zostały pogłębione przez równie rozradowany uśmiech najemniczki. Gdy jednak poczuła, iż tej przez wiedźmowe pieszczoty zrobiło się tak przyjemnie, że aż prosi o więcej, połechtało to jej ego na tyle, żeby całkowicie zaniechać jakiejkolwiek zemsty, na którą już zresztą nie miała ochoty. Zamiast niej wolała oferować kobiecie przyjemność, na którą niewątpliwie zasłużyła. Nie potrzebując więcej próśb i zaproszeń, weszła w nią dwoma paluszkami, którymi po chwili zaczęła zmysłowo i coraz mocniej poruszać, dodatkowo pieszcząc jej najczulszy punkt kciukiem, jakby chciała zrekompensować jej to, jak długo musiała na to czekać. Zamruczała przeciągle, jakby jej też sprawiało to wielką przyjemność i uśmiechnęła się zadziornie, nie pozostawiając nawet najmniejszych złudzeń, że znakomicie się bawi. Ciężko powiedzieć, czy lepiej od samej Veilore, ale na pewno niewiele gorzej. Już same próby sprawienia, żeby jasnowłosej było jak najlepiej, działały na nią jak kocimiętka.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Lut 07, 2017 11:17 pm

Czasem niewiele potrzeba było do osiągnięcia szczęścia. Jednego rodzaju czy innego. Zadziwiające, jak bardzo druga osoba, właściwie nawet obca, mogła na to wpłynąć, doprowadzić do znacznej poprawy w prosty sposób; sposób, który – jeśli trzeba podkreślić – nie jest jednostronny, korzyści czerpią obie strony. Aż chciałoby się zakrzyknąć: jakie to proste!
Niezbyt wiele myśli przewijało się przez głowę Veilore od kiedy "gra" posunęła się dalej i nabrała tempa. A jeśli już jakaś pojawiała się w zasięgu, w którym możliwe było jej zarejestrowanie, ta zaraz szybko umykała. Jedyną jaką najemniczka zapamiętała, dotyczyła kwestii obcości. Jakby tak się zastanowić, słowo nie oddawało idealnie rzeczywistości. Pomijając skrywającą protezę rękawiczkę, leżała przed As zupełnie naga, z widocznymi niedoskonałościami, jak i elementami przyciągającymi oko. Dziewczę o dwubarwnych włosach również zostało częściowo obnażone. Poznawały swoje ciała, w pewnym stopniu pragnienia. A także, zdaniem Vei, wiedziały mniej więcej, czym zajmują się poza tymi chwilami, w jakich oddawały się tym i innym rozrywkom.
No cóż – pojawiło się w jej głowie i rozpłynęło się w oka mgnieniu, gdy przyjemność, uwalniając ją od napięcia i wyczekiwania, jakie trzymało ją w objęciach w czasie początkowej zabawy, zaczęła rozprzestrzeniać się falami po jej ciele. Najemniczka stopniowo oddalała się od stabilnego brzegu, płynąc wraz z prądem wstecznym gdzieś ku środkowi pełnego uciech morza, ku celowi, jakim mógłby być wir ekstazy, gdyby dokończyć ten malowniczy obraz, próbujący oddać wewnętrzne przeżycia kobiety.
Westchnęła błogo.
Niejednokrotnie zapuszczała się na te wody, lecz mimo wszystko za każdym razem wszystko wydawało się nieco inne i tak również było w tym przypadku. Pragnęła odbyć tę podróż jeszcze raz. I jak sądziła, nie ma takiej osoby na świecie, która znudziłaby się zbliżeniami.
Proszę... o więcej... – szepnęła pomiędzy jęknięciami, jakby owe ciche słowa z trudem zdołały przerwać pierwszy dźwięk przyjemności. Musiała delikatnie przygryźć ząbkami materiał rękawiczki, do niedawna ukrytej wraz z dłonią pod rozrzuconymi po pościeli włosami, aby go opanować. Cóż innego mogło być jej zamiarem, jak nie dalsze nakręcanie As, której wypowiedziane tonem zachwyconym dotychczasowymi pokazami umiejętności prośby widocznie się podobały.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sro Mar 08, 2017 8:11 pm

Astaroth od dawna wiedziała jedno - nic tak nie pozwala poznać drugiego człowieka, jak jedna wspólnie spędzona noc. Nikt nie jest szczerszy niż kochanka targana pożądaniem. Dopiero po tym widać, jakie są jej prawdziwe pragnienia, co kryje się pod ubraniami i maską, którą przywdziewa na co dzień, aby móc wpasować się w tłum. Zdaniem wiedźmy, wszyscy powinni poznawać się tak, jak ona właśnie poznawała Veilore. Czuła bowiem, że ma się wtedy szerszy obraz tego, jaka jest druga osoba i zna się ją jak łysego konia. Spójrzmy na obecną sytuację. Ognista znała swoją kochankę od najdalej parudziesięciu minut, a już wiedziała, czym ta zajmowała się na co dzień, znała jej upodobania, temperament, nie mówiąc już o szczegółach jej anatomii, wyłączając ostatni fragment zakryty ubraniami. Czyż to nie najlepszy dowód?
Najlepsze jednak było to, że najemniczka zdawała się w ogóle nie kryć z tym, czego pragnęła. Niektóre kobiety przed nią jeszcze udawały, że nie powinny, że nie są pewne, że może nie tym razem, po czym ulegały niemalże od razu, kiedy przychodziło co do czego, co niezwykle bawiło As. W tym przypadku było inaczej, co dodawało czarownicy odwagi i pewności siebie. Czuła, jakby mogła zrobić absolutnie wszystko, bo miała na to niezaprzeczalne przyzwolenie. Na dodatek Veilore potrafiła doskonale uderzyć w czuły punkt ognistej, błagając ją o więcej. To zawsze strasznie ją nakręcało, rozpalało jeszcze bardziej.
Nic dziwnego więc w tym, że faktycznie postanowiła jej dać jak najwięcej od siebie. Zaczęła od przygryzienia materiału rękawiczki, jednak, wbrew pozorom, nie usiłowała jej ściągnąć, a jedynie przesunąć dłoń kobiety nieco na bok, aby móc wpić się namiętnie w jej usta, jednocześnie zwiększając tempo i intensywność pieszczot. Bawiła się językiem swojej kochanki, czasami odsuwając się tylko na moment, aby spojrzeć na jej błogą minę i zamglone spojrzenie. Nie chciała jednak poprzestać na tym, bo przecież kobieta prosiła o więcej i zasługiwała na więcej, toteż Astaroth zamierzała jej to dać. Nieco zwolniła ruchy łapką, jakby chciała dać Veilore chwilę odpoczynku przed ostatecznym atakiem. Rozpoczęła ponowną wędrówkę po ciele jasnowłosej, miziając je wolną łapką i składając drobne pocałunki, które nieraz doprawiała lekkimi szczypnięciami ząbków. Tym razem nie miała zamiaru się droczyć, nie chciała doprowadzić kobiety do utraty zmysłów... A może chciała? Tylko w ten znacznie przyjemniejszy sposób, a przynajmniej taki miała cel, kiedy do paluszków dołączył język wiedźmy, aby ostatecznie sprawić, by najemniczkę porwał wir rozkoszy, gwałtowny i niepohamowany, a jednak tak upragniony.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Maj 23, 2017 7:47 pm

Czy była świadoma? Czy ona wiedziała? Czy pod plątaniną czarno-białych włosów choćby zakiełkowała bądź na ułamek sekundy zagościła taka myśl, jak czynione starania wpływają na najemniczkę? Zmysły opuszczały ją właśnie teraz. A może blondynka już je straciła?
Działo się to stopniowo, jak gdyby schodziła po stromych schodach, stopień za stopniem, czasem zachwiana uderzeniem przyjemności jednym krokiem pokonując kilka naraz, omal nie tracąc wtedy równowagi.
Ta chwila, gdy twarze obu dziewczyn dzielił jedynie materiał rękawiczki, pozwoliła Veilore odzyskać odrobinę kontroli nad sobą, swoim ciałem i umysłem. Spojrzała na Astaroth spod półprzymkniętych powiek, oczekując tego, co kochanka zamierza uczynić. Prawdę mówiąc najemniczka była w takim stanie, że całkiem możliwe, iż pozwoliłaby nawet na ściągnięcie rękawiczki, czy raczej nie zareagowałaby na to, jak reagowała "na trzeźwo". Czuła się bowiem upojona darem As, jaki płynął z oddania własnego ciała w jej ręce.
Ubrana dłoń została jednak odsunięta, a blondynka ponownie zaznała ust młodszej dziewczyny. Od razu odwzajemniła się z pełnym zaangażowaniem, nie brnąc pod prąd, lecz płynąc z nurtem swych pragnień. Dłoń kobiety nie wisiała sparaliżowana w powietrzu. Przylgnęła do policzka kochanki, przesunęła się po nim łagodnie, później materiał rękawiczki musnął krawędź ucha, a następnie palce wplotły się mocno w niecodzienne włosy As. Pragnęła zatrzymać ją jeszcze przez chwilę przy sobie, czuć na sobie jej ciężar i chłonąć ciepło jej ciała, piersi, które aż prosiły się o pieszczoty. A przynajmniej owe krągłości niemożliwie ją kusiły do skierowania protezy w ich miejsce.
Vei prężyła się pod kochanką, więc As mogła wręcz namacalnie się przekonać, jak na nią wpływa oraz jak wielka jest przyjemność, która przepływała przez całe ciało najemniczki. Obejmowała ją tym sprawniejszym ramieniem, mimowolnie lekko wbijając paznokcie w jej skórę; niecierpliwie, jakby jej nerwy nie mogły już się doczekać ostatniego stopnia schodów, po którym okazać się miało, że dalej rozciągała się głęboka przepaść.
As… – szepnęła Vei, po czym odrobinę głośniej powtórzyła skrót imienia, którym dziewczyna się przedstawiła. Może nawet głośniej, niż sama sądziła. Z jednej strony wywoływała ją w szale namiętności, z drugiej natomiast, wyczuwszy spadek intensywności doznań, miało charakter prośby, aby nie przestawała, żeby kontynuowała. Z trzeciej jeszcze, jakby subtelnie wyrażała ubolewanie nad tym, że kochanka uciekła przed jej skuszonymi dłońmi, z których jedna zdążyła sięgnąć podbrzusza Astaroth, posmyrać delikatnie i dotknąć krawędzi reszty odzienia, jakiego nie zdążyła się pozbyć.
Zaraz jednak Veilore przekonała się, że nie miała czego się obawiać. Nie tylko powróciło to, co miała, otrzymała więcej i kiedy zaczęła czuć miękki, wilgotny język kochanki w swym najczulszym miejscu, myślała, że naprawdę utraci wszelkie zmysły. Świat tracił na rzeczywistości. Czuła, jak drży. Odchyliła głowę, aż w końcu spadła w tę przepaść, która na nią czekała razem z istniejącymi weń prądami powietrza, które gwałtownie uniosły ją do góry.
Zaciskając palce na pościeli, jęknęła naprawdę głośno, gdy doznała szczytowania. Przez chwilę spoglądała zamglonym wzrokiem w sufit, usiłując uspokoić szybki oddech.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   

Powrót do góry Go down
 
Pokój numer 3
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.
» Pokój numer 188; Kyoji Kusatsu i Momo Kyubei.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki :: Gospoda pod Złotą Kaczką-
Skocz do: