IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój numer 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Pokój numer 3   Czw Mar 24, 2016 6:04 pm

First topic message reminder :

Gdy wejdzie się po schodach na piętro gospody, ma się przed sobą długi korytarz, po którego obu stronach znajdują się drzwi do pokoi: po lewej stronie znajdują się numery nieparzyste, a po prawej parzyste. Jak łatwo wyliczyć, do rzeczonej trójki prowadzą drugie drzwi po lewej, a samo pomieszczenie nie różni się ani trochę od innych. Ot, posiada kilka takich luksusów jak duże łóżko, dębowe biurko i dosunięte do niego krzesło, niewielka szafka czy nawet zasłony w oknach, a cały pokój jest wytapetowany mdłą, jasnozieloną tapetą w różowe kwiatki, która obłazi w niektórych miejscach. Mimo wszystko pokoik jest całkiem nieźle utrzymany, idealnie na jedną lub dwie noce.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth

AutorWiadomość
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Maj 25, 2017 10:26 am

Czuła, jak najemniczka pragnęła jej bliskości, jej ciepła, obecności, jakby bała się, że wieża, po której schodkach wchodzi, zaczynała być zbyt wysoka. Astaroth nie miała zamiaru jej w tym momencie zostawiać, porzucić w połowie drogi, czy właściwie bliżej jej końca. Obejmowana przez ręce spragnionej pieszczot kobiety zbliżyła się do niej najbliżej, jak tylko mogła, aby ta mogła poczuć wewnętrzne ciepło, jakim emanowała wiedźma, gdy tylko zostało w niej rozpalone ognisko pożądania.
Nic nie mogło w tym momencie ugasić tego ognia, tak samo jak nic nie mogło oderwać jej od ciała swojej kochanki. Nawet, gdy mogło się zdawać, że znudziła się swoją ofiarą, która w napadzie syndromu sztokholmskiego próbowała ją przywołać z powrotem do siebie tak rozpaczliwie i uroczo. Nie wiedziała bowiem, że wszystko to jest częścią większego planu, a As nie śmiałaby porzucić jej na dłużej niż tych parę sekund, jakie zajmowało przemieszczenie się w inne miejsce. Zaraz po tym ogień zapłonął na nowo, pożerając wszystko to, co było za nimi, niemiłosiernie zmuszając Veilore do pędu coraz wyżej i wyżej, aż musiała skoczyć w bezkresną otchłań, gdzie podczas lotu mogła na chwilę zapomnieć o otaczającym świecie i poddać się wirowi doznań, jaki ze sobą niósł.
Astaroth nie przerywała drażnić najczulszego miejsca kochanki, wydłużając ten lot jak najbardziej. Z uśmiechem na ustach obserwowała ciało kobiety, wijące się w rozkoszy, drżące, a na koniec tak cudownie wygięte w przyjemnym spazmie. Gdy widziała, że to już koniec, bardzo powoli wyprostowała się, a po chwili ułożyła się na pościeli obok Vei, obróciła w jej stronę i podparła głowę na dłoni, żeby mieć lepszy widok na swoją kochankę. Cała jej postawa i radosny wyraz twarzy wyrażały niezmierną dumę i pewność siebie. Było również coś bezczelnego i zachłannego w tym, jak pożerała ją wzrokiem, jak palcami wolnej dłoni wodziła po jej ciele, gdy ta próbowała dojść do siebie. Chciała nacieszyć się tym cudownym widokiem, tym bardziej, że najprawdopodobniej nigdy więcej go już nie doświadczy, albo następnym razem zrobi to w dość dalekiej przyszłości. Dlatego chciała wykorzystać okazję jak najlepiej. Przysunęła się do najemniczki jak najbliżej, tak że delikatnie muskała ustami jej ucho, które owiała ciepłym oddechem, gdy postanowiła się odezwać:
- Mam nadzieję, że nigdzie się nie spieszysz... - wymruczała. Jej płomień nie zgasł, a przeciwnie - widząc spełnienie na twarzy Veilore, As czuła, że ten powiększał się coraz bardziej. Tak bardzo, że mógł szaleć jeszcze przez długie godziny, niszcząc wszystko dookoła... Ale czy na pewno tylko niszcząc i siejąc spustoszenie? Miała przecież dobre intencje, a to, co chciała zrobić, miało być niezgorsze. Wszystko zależało jednak od najemniczki, która miała tu ostatnie słowo i miała zadecydować, czy chce jeszcze raz poddać się wirowi emocji, czy jednak miała lepsze rzeczy do roboty.
Czuła, jakby na odpowiedź musiała czekać godzinami, lecz czekanie umilał jej widok nagiego ciała kobiety i jego gładkość wyczuwalna pod palcami. To zaaferowało ją w takim stopniu, że przestał się liczyć cały świat, łącznie ze skrzypieniem schodów i podłogi na korytarzu. W końcu wielu ludzi tędy chadzało, podróżując między pokojem a barem, więc czym miała się martwić? Na pewno nie tym, że ktoś je usłyszy, bo to było tak oczywiste, że nawet nie zawracała sobie tym głowy. Tym bardziej faktem, iż ktokolwiek mógłby chcieć się do nich przyłączyć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 641
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Maj 25, 2017 4:13 pm

Choć talentem nie grzeszyła, głos miała potężny i za jego pomocą ściągała uwagę co trzeźwiejszych biesiadników gospody. Docierała już do punktu zwrotnego pijackiej piosenki o wybitnie idiotycznej treści, gdy zachwiała się niebezpiecznie, co w obecnej chwili wydało jej się niezwykle zabawne. Zachowała równowagę, dla pewności ujmując swoją oporę (czyli przyjaciółkę z karczmy) w talii, pozwalając się prowadzić. Zakończyła krótki występ, zupełnie zapominając, że kiedykolwiek miał miejsce. Całe szczęście - nie czekając na brawa. Przechyliła głowę, opierając się o Lanę bardziej niż powinna. Z nieocenioną pomocą kobiety udało jej się opuścić salę boczną.
- Jesteś dla mnie zbyt dobra – mruknęła, a jej humor po raz enty już tego wieczoru, zmienił się nie do poznania. W stabilności emocjonalnej pijana Selene mogłaby dorównywać kobiecie w ciąży ze schizofrenią. Ton głosu inkwizytorki zdradzał teraz wyraźne rozrzewnienie, jakby kelnerka ponownie zdobyła się dla niej na ogromne poświęcenie. – Pójdę tam, gdzie mnie zaprowadzisz – zgodziła się w końcu, uderzając w podniosły ton; we własnym mniemaniu wyświadczając kobiecie przysługę. – Pod warunkiem, że załatwisz mi pobudkę o świcie… - Tak, nieświadoma swojej bezczelności, zdecydowała się nawet stawiać żądania.
Jak podróż po parterze zajęła im całe wieki, tak schody pokonały całkiem prędko, gdyż Selene na moment zaniechała śmiechu, wspierając się jedną ręką ściany, coraz rzadziej korzystając z opieki Lany. Na palcach jednej ręki mogłaby zliczyć wszystkie noce spędzone w gospodzie, jednak tyle wystarczyło, by wiedzieć, gdzie się kierować bez wskazówek swojej przyjaciółki. Tego wieczoru wszystko było proste i oczywiste. Wiedziała, w którą stronę się kierować. Minęła pierwsze drzwi po lewej stronie, co mogło zmylić Lanę, że grzecznie podąży za nią aż do końca. Nie mogło być tak pięknie. Lekko się zatoczyła, co uznała za idealną okazję, aby przestąpić próg pokoju, do którego ją zniosło. Istne przeznaczenie.
Nacisnęła klamkę, oczywiście – nie pukając, ani nie podejrzewając, że powinna to uczynić. Gdyby zatrzymała się na moment i pomyślała, może prędzej zdołałaby pojąć swój błąd. Jednak nie oczekujmy od Selene tak wymagających czynności. Niemrawy błysk światła pochodził z jego jedynego źródła w pomieszczeniu, stojącym na stoliku świeczniku. Idealne miejsce, aby polec po tak wyczerpującym dniu. Oparła dłoń o framugę drzwi, przestępując próg. Wzruszyła ramionami i z lekko przymkniętymi powiekami szepnęła:
- Jak zawsze o wszystkim myślisz, Lana… - Były to kolejne słowa uznania dla kobiety. Przecież była przekonana, że to wszystko, łącznie z przyjemnym ciepłem w pomieszczeniu jest zasługą Lany. Już wkrótce miała się przekonać, że nie wszystko kręci się wokół jej osoby.
Uniosła wzrok tam, gdzie dostrzegła drobne poruszenie, ewidentnie żywą postać, tak nie pasującą jej do pięknej wizji, którą już zdążyła sobie ułożyć. Zatrzymała się. Nie, stanęła jak wryta. Brwi powędrowały jej ku górze, a ona sama przez chwilę nie była w stanie wydusić z siebie słowa.
Veilore. Vel. Jej słodka Vel. Naga, nagusieńka jak w dniu narodzin. Ta sama Vel, którą jeszcze tego samego wieczoru określała mianem „bliskiej przyjaciółki”, obiecując Lanie, że spróbuje się z nią pogodzić. I ta sama, którą zapewniała z głębokim przekonaniem o końcu ich znajomości, bez możliwości powrotu. Nieco zbyt długo zatrzymała na niej wzrok, z najprawdziwszym trudem przenosząc go na towarzyszkę dawnej kompanki Selene.
- Hayden? – wydusiła z siebie w końcu, rozpoznając ją bez większych problemów, choć gdy widziały się ostatnim razem, miała na sobie więcej ubrań. Zacisnęła zęby, ociężale pojmując, do czego tu właśnie doszło. Wolała wierzyć w odmienny scenariusz, ale wszystko w tym przeklętym pokoju uświadamiało ją, jaka była prawda. Zapach ich zgrzanych ciał niemal przyprawił Selene o zawroty głowy. Miała ochotę kogoś zamordować. I szczerze – była gotowa to zrobić. Wzięła głęboki wdech, nim zwróciła się z groźnym błyskiem w oczach do swojej starej towarzyszki.
- Veliore. Prędko się pogodziłaś ze stratą przyjaciółki, całe szczęście – oznajmiła twardo, ani myśląc opuścić pomieszczenie, gdy już spostrzegła się, że Lana nie prowadziła jej tutaj. Słowa wypowiedziała w takim tonie, jakby żałowała, że nie zastała Vel klęczącej na grochu. Miała jej za złe tą chwilę szczęścia, zwłaszcza, że samej Selene nie udało się przejść ni kroku do przodu po przykrym rozstaniu. – Wyglądasz rozkosznie jak zawsze – skomentowała, wzrokiem obdarzając części ciała kobiety, których tamta nie zdążyła jeszcze zakryć.
Stała w bezruchu, jakby zupełnie niewzruszona. Czekała na powód, na kolejny wymierzony policzek, aby mogła w końcu wybuchnąć z pełnym impetem. Twarz miała ciemną. Z gniewu, z zawstydzenia. Z tlącej się w niej zazdrości.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Maj 25, 2017 11:51 pm

Kilka głębszych oddechów, podczas których jej pierś wyraźnie się wznosiła i opadała, pomogło Veilore w powrocie do tego świata; w pogodzeniu się z tym, że lot do raju właśnie się skończył, a jej stopy nie mogły stać na jego ziemi po wsze czasy i znów znalazła się w rzeczywistości. Tylko dobry seks potrafił otworzyć furtkę do tego uczucia, kiedy całe ciało ogarniała niewyobrażalna przyjemność – gdy wzlatywało ono do innej przestrzeni.
Blondynka skierowała spojrzenie roziskrzone niby ten szafir podniesiony pod światło. Wsuwając jedną łapkę pod głowę, zamruczała rozkosznie, jakby była kotem, a dłoń Astaroth, ciepła i delikatna, lecz nie kryjąca się z pożądaniem – dłonią pani, drapiącą za uchem bądź po grzbiecie. To tylko wzmagało żar, który jeszcze nie zdążył w kobiecie przygasnąć. W ogóle miała wrażenie, że tej nocy, bez względu na to, ile razy As kusiłaby ją do rozpoczęcia zabawy na nowo, uległaby za każdym razem owym diabelskim podszeptom.
Śledząc rękę Astaroth, najemniczka sięgnęła poruszającej się dłoni. Pieszczotliwie musnęła jej wierzch, jednak nie poprzestała wyłącznie na tym. Przespacerowała się palcami po całej długości ramienia dziewczyny, aż postanowiła przekręcić się na bok, aby ich twarze znalazły się naprzeciw siebie. Kiedy jej uda w tej pozycji złączyły się przekonała się, jak bardzo była podniecona i zresztą nadal jest. Poczuła również jak piersi obu przytulają się do siebie, odpoczywając po ostatnim wysiłku. Być może by zdobyć się na kolejny?
Veilore z iskierką spoglądała w ślepia swej kochanki. Lepszej kwestii od tej, jaka padła z ust As, nie mogła usłyszeć. Wywołała ona na jej wargach wymowny uśmieszek.
Gdzie miałabym się spieszyć, gdy to tutaj mam znakomite towarzystwo? – zapytała, smyrając jej biodro tuż nad krawędzią spodni.
Ale tym razem musisz być w pełni naga. – Zaśmiała się niecnie, a jej oczy pełne żądzy uciekały w stronę niepotrzebnego odzienia. Bawiła się przednio, ciągnąc ich krawędź w dół, powolutku, milimetr po milimetrze. W końcu miała dokończyć dzieła zdecydowanym ruchem, ale w tym samym momencie, w którym drzwi otwarły się na oścież (jej słuch w jakiś sposób pominął dźwięk naciskania klamki), aż podskoczyła, unosząc jednoczenie skrawek koca pod szyję, w szoku zakrywając się niezbyt udolnie. Popatrzyła się na swą towarzyszkę, jakby chciała wyczytać z jej twarzy, czy zamierzała mieć jakichś gości i pogubiła się w czasie, ale twarz cyrkówki wydawała się tak samo zaskoczona. Potem kobieta przerzuciła spojrzenie na postać stojącą w drzwiach.
W pierwszej chwili pomyślała, że ma jakieś omamy, lecz rzeczywistość była, jaka była. Jej rozszerzone oczy patrzały na inkwizytorkę, tę jedną, konkretną we własnej osobie, której nie spodziewała się już zobaczyć. A na pewno nie w takich okolicznościach. Zaniemówiła tak samo, jak nieproszony gość. Milczała, zaciskając nerwowo palce na kocu. Była jak sparaliżowana, nie pojmowała wypowiedzianych słów – dotarły do niej dopiero po chwili. W ogóle doszło do niej, jaki ten świat jest mały. Jeśli rudowłosa naprawdę znała dziewczynę, z którą Vei baraszkowała w łóżku i czyniłaby to dalej, gdyby niespodziewana wizyta nie miała teraz miejsca... to chyba znacznie pogarszało sprawę?
Veilore zaschło w gardle, lecz udało jej się odzyskać część pewności siebie, bo druga pozostawała poza jej zasięgiem. To najemniczka była na tej niższej pozycji, zdezorientowana i zaskoczona, zupełnie naga i narażona na spojrzenia i przykre uwagi. Zacisnęła wargi, by następnie je rozluźnić i przerwać ciszę, jaka zaległa w pomieszczeniu.
Mówisz to tak, jakbym to ja, a nie ty, zrezygnowała z tej przyjaźni – rzuciła. Gdzieś w jej głowie brzmiała nuta irytacji z powodu tego, w jaki sposób inkwizytorka odbiera zastany obraz. Najemniczka odwróciła wzrok, po uwadze rudowłosej dziewczyny, a to nie tylko ze względu na zachowanie Sel, miała również ochotę zwyczajnie zniknąć. Czuła się po prostu głupio ze względu na fakt, że Astaroth nie tylko musiała być świadkiem czegoś takiego, ale też brać udział w całej tej scenie, czy raczej jej wstępie, bo jak dobrze znała przyjaciółkę, jeśli się nakręci, nie odpuści łatwo. W końcu blondynka zasłoniła się kocem bardziej skutecznie.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Sob Maj 27, 2017 2:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Maj 26, 2017 5:54 pm

Uśmiechnęła się szerzej i zamruczała radośnie, gdy kobieta odwzajemniła jej dotyk i zaraz zmieniła pozycję tak, że Astaroth lepiej widziała jej piękne ciało i uroczą twarzyczkę, której wyraz sprawiał, iż wiedźma właściwie nie musiała zadawać swojego pytania. Mogła wyczytać z roziskrzonego, figlarnego spojrzenia i zadowolonej miny, jak bardzo podobało się kobiecie w jej obecnym położeniu i jak bardzo nie chciała tego przerywać. Ognista objęła swoją kochankę w pasie i przysunęła się do niej nieco. Ona również nie chciała kończyć tego teraz, gdy ledwie się rozkręciła i miała jeszcze tyle sił i pomysłów.
Jak widać, nie tylko ona. Słysząc, jak Veilore potwierdza jej wcześniejsze domniemania, ucieszyła się niezmiernie. Zerknęła na dłoń, która zaczęła smyrać jej biodro i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Czyżbyś chciała się tym zająć? - mruknęła po czym odwróciła się na plecy i uniosła nieco biodra, aby ułatwić najemniczce zadanie. Nie miała serca pozbawiać jej tej przyjemności, jaką było rozbieranie tej drugiej. Każdy przecież wie, jak przednia jest to zabawa, ile radości sprawia i jaką satysfakcją napełnia. Przygryzła przy tym wargę i wpatrywała się pożądliwie w kobietę, cierpliwie czekając, aż ta nacieszy się tą drobną uciechą, jaką miało być pozbawienie jej wszystkich ubrań.
Wtedy usłyszała, jak skrzypiące drzwi otwierają się na oścież, a do pokoju ktoś zaczął wchodzić. Momentalnie chwyciła brzeg koca i zakryła się po piersi, jak wszystkie te kobiety z obrazów, które chcą zasłonić swoją nagość przed nienasyconym okiem widza. Drugi raz w przeciągu jednego wieczoru nie zamknęła drzwi na klucz? Niech to szlag. Standardowo miała lepsze rzeczy na głowie niż takie drobnostki, więc teraz musiała za to zapłacić.
- Hej, ten pokój jest zajęty! - zawołała wściekle, że ktokolwiek ośmielił się przeszkodzić jej w takim cudownym momencie.
Pierwotnie myślała, że to gospodarz mści się za to, co niedawno zrobiła z salą na dole, jednak gdy wreszcie dojrzała twarz osoby stojącej w drzwiach, aż zdziwiła się, jak daleko od prawdy była. Nie był to właściciel przybytku, lecz kobieta, z którą go zdemolowała. Rudowłosa Inkwizytorka najwidoczniej nie zareagowała na okrzyk ognistej, a zamiast tego wpatrywała się bezczelnie w JEJ zdobycz. As zerknęła na swoją kochankę, która zdawała się być nie mniej zszokowana i zapatrzona w rudą. Cyrkówka nie rozumiała jeszcze, co tu się działo i w co właściwie się wplątała, ale miała wrażenie, że nie było to przypadkowe spotkanie przypadkowych ludzi.
- Witaj... Selene? - wymamrotała, wreszcie przypomniawszy sobie imię swojej znajomej od kufla i pięści, z którą spotkanie tak mgliście pamiętała. Wiedziała tylko, że to była gruba impreza. Miała też wrażenie, że jeśli po tamtym wypadzie Inkwizytorka miała jeszcze jakieś dobre zdanie o As, tak teraz właśnie zostało ono podeptane brudnymi buciorami i wgniecione w podłogę. Cóż, bywa. Nie żeby zależało jej na dobrej opinii kogokolwiek, zwłaszcza ludzi z okrutnej organizacji, która zabijała jej siostry.
Tymczasem akcja rozkręcała się niczym w starej, dobrej telenoweli. Jak widać, przypadkiem trafiła w tornado kłótni dwóch... przyjaciółek? Najwidoczniej takich z benefitami, bo przecież żadna przyjaciółka nie byłaby tak zazdrosna o to, że jej znajoma z kimś sypia. Podczas gdy te dwie pluły na siebie jadem, wiedźma powoli sięgnęła po swoją koszulę, stwierdziwszy, że rudowłosa szybko nie opuści tego pokoju i prawdopodobnie nici z dalszej zabawy, bo Inkwizytorka już popsuła im humor i zniszczyła atmosferę. Ach, te kapturki, zawsze wszystko psują! W takim wypadku najlepiej byłoby wyjść po angielsku, zostawiwszy je same i pozwoliwszy na to, żeby same rozwiązały swoje problemy, ale coś jej mówiło, że jednak będzie musiała być świadkiem tej szopki. Zresztą, nie wypadało zostawiać nagiej damy samej z rozwścieczonym Inkwizytorem.
- Nie wolicie tego przedyskutować na dole przy piwie? - spytała gdy już narzuciła na siebie koszulę, uśmiechając się rozbrajająco, jakby to miało jakkolwiek pomóc w obecnej sytuacji. Próbowała jakoś rozluźnić atmosferę, ale wiedziała, że to nie będzie takie łatwe. Prawdę mówiąc, nie zdziwiłaby się wcale, gdyby w tym momencie została uciszona lecącym w jej stronę butem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Fiona Everdell
Męczennica
avatar

Liczba postów : 112
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Maj 26, 2017 9:24 pm

Ledwo Selene zdążyła zgodzić się na nocleg w gospodzie, Lana już ciągnęła ją w stronę schodów, jednocześnie sprawdzając, czy ma przy sobie zapasowe klucze do pokojów. Na całe szczęście nie zapomniała wsunąć ich do kieszeni fartucha, co znacznie ułatwiało przemycenie inkwizytorki do części mieszkalnej budynku. Lana przeczuwała, że gospodarz nie zmartwiłby się honorem Inkwizycji i wolałby raczej wyrzucić kobietę na śnieg, niż pozwolić jej nocować w jego przybytku. Genialny plan męczennicy zakładał, że mężczyzna nie dowie się o niczym, a należność za pokój ureguluje sama Lana, później rozliczając się z Selene. To musiało się udać, szczególnie że nie widziała właściciela w głównej sali.
Ich współpraca szła doskonale. W pewnym momencie Selene zdawała się nieco otrzeźwieć, co objawiło się odrobiną powagi i samodzielnym pokonywaniem schodów. Oczywiście męczennica cały czas jej pilnowała; nie chciała, by rudowłosa niechcący spadła i połamała się... To by nie wróżyło dobrze ich dalszej relacji. Całe szczęście wspinaczka zakończyła się bez tragicznych wypadków.
Zachęcona względnie dobrym stanem i zachowaniem Selene, Lana zdecydowała się ruszyć przodem i otworzyć drzwi pierwszego lepszego, wolnego pokoju. Obejrzała się raz, gestem nakazując kobiecie podążanie za sobą. Ta zdawała się zrozumieć i usłuchać, ku zadowoleniu męczennicy. Kto wie, może już w zaciszu pokoju rozgada się raz jeszcze, tym razem zdradzając o wiele ciekawsze tajemnice? Lana skrycie na to liczyła.
Pośpiesznie otworzyła drzwi do pokoju numer sześć i zajrzała do środka, upewniając się, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie zawiodła się; pomieszczenie okazało się gotowe na przyjęcie gościa, więc Lana odwróciła się do swojej towarzyszki, chcąc w razie czego pomóc jej w...
- Selene?
W pierwszej chwili Lana pomyślała, że jej towarzyszka gdzieś zniknęła, prędko jednak dostrzegła otwarte wejście do innego pokoju i stojącą w nich Selene. Muzyka dobiegająca z dołu musiała zagłuszyć skrzypnięcie drzwi, jednak gdy męczennica skupiła swoją uwagę na niespodziewanym wypadku, udało jej się dosłyszeć wściekłe głosy dobiegające z owego pomieszczenia. Selenie nie wyglądała, jakby zamierzała się wycofać.
Lana zaklęła szpetnie i rzuciła się ku inkwizytorce, oczyma wyobraźni już widząc gości składających skargę do gospodarza. Niedobrze. Bardzo źle. Rzuciła się na ratunek swojej posadzie kelnerki, a drobne ukłucie strachu przerodziło się w złość na Selene. Lana nie widziała ani krzty swojej winy w tej sytuacji.
Wpadła do pokoju akurat w momencie, gdy Astaroth zdążyła zaproponować dyskusję przy piwie. Wzrok męczennicy prędko obiegł całe pomieszczenie, zatrzymując się niezauważalnie dłużej na postaciach dwóch kobiet. Świetnie. Na pewno złożą skargę. Lana mocno zacisnęła dłoń na ramieniu Selene, próbując pociągnąć ją w tył.
- Selene, to nie jest twój pokój - szepnęła z przejęciem, po czym zwróciła się do Veilore i Astaroth, nie patrząc na nie bezpośrednio. -  Proszę o wybaczenie za to najście i proszę mi wierzyć, iż czyn to nienaumyślny. Zobowiązuję się wynagrodzić straty moralne.
Skłoniła się pokornie, choć wewnętrznie palił ją gniew i zażenowanie takim uniżeniem swojej osoby. Och, już teraz Lana planowała, jak bardzo da Selene popalić przy okazji następnego spotkania w Inkwizycji. Tymczasem pociągnęła ją raz jeszcze, próbując zmusić do wyjścia z pokoju.
Coś było zdecydowanie nie tak.
Męczennica doskonale rozumiała (a przynajmniej tak jej się zdawało) napiętą atmosferę w pokoju, jednak zdziwiła się, gdy zwróciła więcej uwagi na postawę Selene. Skąd ta złość, skąd upór? Przecież nawet ona, a może szczególnie ona powinna poczuć wstyd, iż przeszkodziła komuś w takiej sytuacji.
Coś było zdecydowanie nie tak. Instynktownie Lana zwiększyła swoją czujność na wypadek niespodziewanego rozwoju sytuacji.

___________________
POSZUKIWANIA RELACJI

"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t340-lana
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 641
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Maj 27, 2017 12:53 pm

Stała przed nimi jak statua, spoglądając wyniośle i o dziwo – nie czując zażenowania z okoliczności sytuacji, choć nie potrzeba było pokaźnych zasobów przyzwoitości, aby po wtargnięciu w cudzą prywatność, przeprosić i prędko opuścić pomieszczenie. Zacisnęła wargi, jakby to od nich oczekując przeprosin, zaraz popadając w istną furię, gdy ich nie otrzymała. Zupełnie zignorowała pojawienie się Lany, choć jeszcze przed chwilą trzymała się jej silnie, jak zagubione dziecko matki. Kelnerka równie dobrze mogłaby usiłować przestawić pień zakorzenionego głęboko dębu, bo Selene ani drgnęła, zapierając się nogami i ani myśląc ustępować.
- Nie – ucięła twardo, nim Astaroth dokończyła zdanie. Nie obchodziły ją kompromisy ani pokojowe rozwiązania. Chciała rozładować swoją złość po linii najmniejszego oporu i żadna ilość piwa by jej w tym nie pomogła. Nawet na nią nie zerknęła; wzrok wbijała nieustannie w dawną przyjaciółkę i nie było to bynajmniej przyjazne spojrzenie. Zupełnie nie przejmowała się resztą świata zewnętrznego; podłoga mogłaby runąć i sam gospodarz dobytku stanąć jej za plecami, spełniając wreszcie ofiarowane jej niegdyś groźby, a ona dalej wlepiałaby oczy w Veilore.
Sprawiała wrażenie trzeźwiejszej niż przed minioną chwilą, aż obie kochanki mogłyby nawet posądzać ją o wieczór bez towarzystwa ni jednej kropli alkoholu. Zdradzać mógł ją wyłącznie swoisty brak wstydu, lecz nawet Veilore, która z obecnego zgromadzenia znała ją najlepiej, z pewnością nie doszukiwała się tak drugorzędnych faktów, pochłonięta zakrywaniem swojego nagiego ciała. Zresztą, okoliczności idealnie sprzyjały temu, by czara goryczy po ich ostatnim spotkaniu, wreszcie się przelała. Niecny uśmiech wpełzający na usta inkwizytorki nie wróżył niczego dobrego.
- Ależ… nie roztrząsajmy tych nieprzyjemnych tematów! – zaświergotała rozkosznie, zupełnie odmiennym tonem niż wtedy, gdy zwracała się do kochanki Veilore. Teraz jednak jad sączył się z każdego wypowiedzianego słowa. – Nie martw się, zaraz zniknę sprzed twoich oczu, a ty wrócisz do przerwanej uciechy – zapewniła ją, jakby nieświadoma, że bezpowrotnie zrujnowała atmosferę. Nie było już czego zbierać ani ratować, mało tego – z każdą chwilą miało być gorzej.
Bez precedensu zbliżyła się do Lany, zamierzonym gestem, nie spowodowanym przez jej kolejne szarpnięcie. Odchyliła ramię pod naciskiem, otaczając ją ręką w okolicach bioder i przyciągając do siebie, eksponując kochankom; z kulisów wciągając w sam środek zamieszania, istne centrum sceny. W tejże pozycji kelnerka miała większe pole do popisu, aby wyprowadzić nietaktownego gościa, co nie znaczy, że Selene zamierzała poddać się temu po dobroci. O nie. Zacisnęła palce na materiale sukni kobiety, podwijając ją po jej udzie o niecałe cale niezbyt delikatnym ruchem.
- Chciałam się tylko upewnić, jak sobie radzisz; z jakim powodzeniem pozbyłaś się kłopotliwych wspomnień i ruszyłaś do przodu -  mruknęła niemal życzliwie. Jej słowa mogły zdradzać, że w rzeczywistości kierowała się ciekawością, jednak dziecięce, uparte zachowanie sugerowało prędzej chęć pokazania na siłę swojego wykreowanego powodzenia – na zasadzie: „niezależnie, co powiesz, mi jest lepiej i jestem szczęśliwsza od ciebie”.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Maj 27, 2017 5:20 pm

Mimo że wzrok Veilore miała odwrócony, czuła na sobie spojrzenie inkwizytorki. Przez dłuższy moment paraliżował jej mięśnie, ale miała wtedy jeszcze iskierkę nadziei, że Selene powie, co musi, aż skończą się jej pomysły, po czym opuści pomieszczenie. Przez ten czas nie odzywała się, licząc na to, że dzięki temu nie sprowokuje jej do niczego gorszego. Ale nie, Selene nawet nie drgnęła w kierunku drzwi, mało tego – nie zapowiadało się na to, aby zamierzała choćby spuścić oczy. Uporczywie otaczała blondynkę uwagą, jakby wiedziała, że swym nagłym pojawieniem się burzyła pewność siebie swej dawnej przyjaciółki i dlatego działała z premedytacją.
Veilore jednak wracała do siebie po doznanym szoku, zaciskała mocno palce na zakrywającym jej ciało kocu. Najemniczka zaczynała się coraz bardziej irytować, krew szybciej płynęła w jej żyłach. Czuła się bowiem upokorzona przez osobę, którą ciągle w jakiś sposób uważała za przyjaciółkę. Z wielką trudnością pozwalała sobie na najmniejsze drgnięcie, wiedząc, że każdy ruch jaki wykona, zostanie zaobserwowany przez rudową, a w razie podjęcia próby zebrania wszystkich rozrzuconych po pokoju ubrań, całkowicie odsłoni się przed nią. "Wyglądasz rozkosznie jak zawsze" – wspomniała jej słowa. Aż zacisnęła szczękę. "Jakby miała pełne prawo tak mówić!" – pomyślała z gniewem.
Przedyskutować? Może realne... gdyby w ogóle posiadała taką umiejętność – rzuciła wzburzona, bo ledwie minęła minuta może trzy, a już miała dosyć, szczególnie tego spojrzenia, które na sobie skupiała.
Przesunęła się na brzeg łóżka, a następnie wstała. Pozwoliła materiałowi, który dotąd stanowił dla niej ochronę, zsunąć się z ciała. Bynajmniej nie była zaróżowiona ze wstydu, lecz z upokorzenia, które odczuwała. Jednoczenie oczy Veilore iskrzyły się wyzywająco – wyraźnie powróciła jej pewność siebie. Ostentacyjnie zaczęła gromadzić swoje rzeczy, a potem kolejno ubierać się w nie, nawet nie starając się odwrócić do inkwizytorki plecami. "Proszę bardzo, chciałaś popatrzeć, to patrz" – zdawała się mówić mową ciała i wyrazem twarzy. "A teraz przedstawienie skończone" – przysiadłszy ponownie na łóżku, właśnie zaczynała wiązać buty.
As, rzucisz mi kamizelkę? Byłabym wdzięczna.
Skończyła, a gdy tak się stało, najemniczka ponownie stanęła zdecydowana i wyprostowana.
No jasne, bo właśnie nie zniszczyłaś mi wieczoru. Jesteś z siebie zadowolona? – rzuciła, zapinając pas na biodrach. – Potrafisz tylko niszczyć – stwierdziła, a wraz z odzyskaniem równowagi ducha, przyspieszające przepływ jej krwi emocje zelżały znacznie. Pragnęła jak najszybciej wynieść się z gospody, najlepiej z Astaroth. Vei zerknęła w jej kierunku. Nie chciała przecież jej tutaj zostawić, bo nie była wstanie przewidzieć, czy Selene nie zrobi jej jakiejś krzywdy. Dlatego właśnie zdecydowała się trochę zwlekać do czasu, aż tamta też nie będzie gotowa do wyjścia. Przeszła kilka kroków w stronę swego płaszcza. Przewiesiła go przez ramię i znów wbiła wzrok w rudzielca.
Powiedz mi... Co ja ci zrobiłam? Dlaczego traktujesz mnie w ten sposób? Nawet nie wiesz, co mówisz. Tak jak sobie tego życzyłaś, trzymałam się z daleka. Nie wiesz, jaki sprawia mi to ból. Nie wiesz, jak bardzo chciałam powiedzieć ci chociaż zwykłe "cześć", ale musiałam schodzić ci z drogi, chować się w tłumie. – Zacisnęła palce na płaszczu, była w tej chwili szczera ze swoimi emocjami, potrzebując w końcu dać im jakiekolwiek ujście, zdecydowanie najlepiej informując o nich osobę, która była ich źródłem. Blondynka zapewne mówiłaby dalej, gdyby Sel nie zdecydowała się dorzucić kolejnej aktorki do teatrzyku.
I właśnie w tym celu nękasz mnie w sypialni... Wiesz co? Jesteś niemożliwa. Nie tylko przeszkodziłaś mi, ale zapewne popsułaś wieczór także swojej towarzyszce. Gratuluję.
Blondynka wydawała się zupełnie nie zwracać uwagi na popisy inkwizytorki, cokolwiek próbowała nimi wskórać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Maj 27, 2017 7:47 pm

Żałowała, że jej wspaniała propozycja spotkała się z odmową. Nie, nie żałowała. Była wkurzona, bo nie dość, iż przerwano jej zabawę, to jeszcze stawiano jej warunki. Upartość i nieustępliwość Selene zwiększały zasoby irytacji cyrkówki i żadna kelnerka próbująca "wynagradzać straty moralne" nie mogła tutaj pomóc. Całe szczęście, że Veilore postanowiła to bardzo celnie podsumować, powodując u As lekki uśmiech. Ogółem wyglądało na to, iż najemniczka była gotowa do kontrataku, a przynajmniej skutecznego bronienia się po chwili zmieszania spowodowanego przyłapaniem na gorącym uczynku. To dawało dwie możliwości: albo Inkwizytorkę ogarnie szał i pokój numer trzy zamieni się w arenę, gdzie wszystkie chwyty dozwolone, albo uda im się wyjść z tego w miarę cało. Astaroth, oczywiście, modliła się o tę drugą opcję, bo nie miała nastroju do bitki.
Nie spodziewała się jednak tego, co się stało. Wlepiła spojrzenie w nagie ciało blondynki, teraz tak bezwstydnie obnażone przed większą publicznością. Nawet poczuła się odrobinę zazdrosna o te krągłości, które jeszcze przed paroma minutami należały tylko do niej, a teraz skupiały na sobie spojrzenie również rudej pani kat i pani kelnerki oraz mogłoby przyciągnąć wzrok każdego, kto chciałby przejść obok i przypadkiem zerknąłby do wnętrza pomieszczenia. Dłuższą chwilę wpatrywała się w kobietę, jak ta krążyła po pokoju i zbierała swoje rzeczy, wcześniej porozrzucane w nagłym wybuchu uniesienia. Nagle zaczęła jeszcze bardziej żałować, że nie mogła nacieszyć się tym ciałem w wystarczającym stopniu.
Z tych rozmyślań i rozmarzenia wyrwała ją sama Veilore, prosząc ją o coś. Chwilkę to analizowała, po czym schyliła się, podniosła kamizelkę z ziemi i podała ją kobiecie. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że skoro ta się wynosi, ona również mogłaby. Ochota na seks skutecznie jej przeszła, podobnie z chęcią zabawy, chociaż jeśli wyjdzie z tego w pełni cała, mogłaby się znieczulić piwkiem albo dwoma. Ewentualnie winem. W samotności, o ile nie podąży za najemniczką, aby odprowadzić ją do jej chatki, jak to wcześniej obiecywała. Wiedźma zaczęła zapinać guziki koszuli, a później, poprawiwszy lekko zsunięte spodnie, wstała po swoją kamizelkę i chustę. Przynajmniej nie rozbierała się od pasa w dół. To pozwoliło jej zaoszczędzić odrobinę czasu i zmniejszyło ilość nagich kobiet paradujących po pokoju.
Kiedy już się całkiem ubrała i skierowała kroki po swój płaszcz, zauważyła, że Selene postanowiła zaciągnąć do ich małego teatrzyku kelnerkę, która dotychczas próbowała jedynie załagodzić sytuację i odciągnąć rudą od pokoju. Całość wyglądała tak sztucznie i wymuszenie, że As aż się zaśmiała.
- Swoją drogą, twoja towarzyszka nie wygląda na zbyt zadowoloną... - zachichotała, jakby nagle przestała się obawiać jakiejkolwiek agresji ze strony Inkwizytorki i mogła sobie pozwolić na odrobinę drwiny. A może po prostu chciała jej pokazać, kto tu się lepiej bawi?
Podeszła do wieszaka i zdjęła z niego swój płaszcz. Zaraz po tym podeszła do drzwi, w których nadal stała nieustępliwa Selene. Uśmiechnęła się do niej leciutko, wcale nie nieprzyjemnie czy wyzywająco, chociaż nadal kipiało w niej z powodu tego, co się stało.
- Cóż. Miło cię było znowu zobaczyć, Selene. Zapewniam cię, że twoja przyjaciółka wspaniale się bawiła i ma się całkiem dobrze, życzę waszej dwójce tego samego - powiedziała, spoglądając to na Inkwizytorkę, to na kelnerkę. - Pozwolisz...? - spytała, najwyraźniej prosząc ją o możliwość przejścia. Całość wyszła jej jakoś bardziej bezczelnie niż myślała, ale nawet tego nie zauważyła. Ot, niezamierzony efekt związany z posiadaniem niewyparzonej buzi. Jednak nie oszukujmy się: nie sądziła, że uda się jej tak łatwo opuścić pomieszczenie. W końcu była zamieszana w straszną zbrodnię, jaką było... przespanie się z byłą przyjaciółką Sel, z którą ta nie chciała utrzymywać żadnych kontaktów? Dobra, to faktycznie brzmiało idiotycznie. As miała nadzieję, że uda jej się w miarę szybko opuścić ten dom wariatów i przy okazji dostać zwrot pieniędzy za noc, której jednak nie mogła spędzić w gospodzie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Fiona Everdell
Męczennica
avatar

Liczba postów : 112
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Cze 06, 2017 1:56 pm

W tym momencie Lana odczuwała głównie złość. Irytację. Ach, i zażenowanie sytuacją, które tylko wzrosło, gdy Veilore wstała, demonstrując swoje nagie ciało bez cienia zawahania. Lana mogła być podłą męczennicą, zdradziecką istotą, która upodobała sobie wykorzystywanie innych ludzi do celów swoich i Inkwizycji; mogła kpić z konwenansów, nosząc spodnie i uchylając koszuli, jednak nigdy nie zapomniała zasad wpajanych na rodzinnym dworze. Zdecydowała się odwrócić wzrok i nie spojrzała na blondynkę nawet na moment, póki ta nie wdziała na siebie większości garderoby. Ach, pruderia, tak rozpowszechniona wśród ludzi, że aż odbierana jako coś naturalnego.
Wzrok Lany mógł oscylować wokół neutralnego punktu, jednak słuch kobiety pozostał czujny jak zwykle. Prędko wywnioskowała, że zrządzeniem losu Selene przeszkodziła osobom, które nie dość że znała, to na dodatek wyraźnie łączył je wcześniejszy konflikt. Czyżby… Czyżby to owa dawna przyjaciółka, o której inkwizytorka wspomniała jeszcze nie tak dawno? Gdyby gospoda nie była miejscem, w którym Lana czuła się pewnie i chętnie wpychała swój nosek we wszelkie możliwe sprawy, kobieta zapewne podejrzewałaby jakąś intrygę. To aż nieprawdopodobne, że zdarzył się taki przypadek.
- Selene, wychodzimy – fuknęła, kryjąc większość odczuwanej irytacji. Nie wtrącała się w wymianę zdań między dawnymi towarzyszkami, z góry uznając to za niewłaściwy ruch. Żeby podkreślić wagę swoich słów, szarpnęła mocniej ramię Selene, delikatnie wbijając w nie paznokcie. Inkwizytorka mogła tego nawet nie poczuć, jednak dla Lany był to subtelny sygnał nadużywania jej cierpliwości. A rudowłosa kat dopiero się rozkręcała!
Męczennica aż uniosła brwi, gdy Selene wykonała ruch niewymuszony przez szarpnięcie. Brwi powędrowały jeszcze wyżej, nadając Lanie wyrazu szczerego zdziwienia, gdy inkwizytorka przyciągnęła kobietę do siebie, obejmując ją w talii. Czy na tym się zakończyło? Ależ nie! Kelnerce serce niemalże podeszło do gardła, gdy dłoń rudowłosej spoczęła na jej udzie…
Kilka centymetrów w bok, a natrafiłaby na ukryty pod suknią sztylet.
Jeszcze tego brakowało, aby Selene przypomniała sobie o fakcie istnienia broni, którą zapewne również miała przy sobie. Rumieniec, który pojawił się na twarzy męczennicy, mógł zostać błędnie zinterpretowany jako zawstydzenie, podczas gdy w rzeczywistości był oznaką wzburzenia. Lana, korzystając z nowej pozycji, całym ciałem naparła na towarzyszkę, w ten sposób próbując zmusić ją do opuszczenia pomieszczenia. Nie można było odmówić jej siły.
- Już się upewniłaś – warknęła, co nigdy wcześniej jej się nie zdarzyło w rozmowie z Sel. - Odpuść już.
Choć Lana również uważała całą sytuację za absurdalną, zdążyła się już na tyle poznać na zapalczywości Selene, by wiedzieć, że kobieta nie ustąpi tak łatwo. Bezczelne komentarze Astaroth były niczym innym jak idealnym opałem dla gniewu inkwizytorki. Lana mimowolnie posłała cyrkówce naganne spojrzenie.
- Chciałabym tylko przypomnieć, że wszelkie konflikty należy rozwiązywać poza gospodą, aby uniknąć przykrych konsekwencji. - Żadna z obecnych w pomieszczeniu kobiet nie mogła wiedzieć, jak wiele wysiłku wymagało od męczennicy przybranie spokojnego i profesjonalnego tonu głosu. Lana wolała uprzedzić fakty i dać im do zrozumienia, że kontynuowanie sprzeczki w jednym z pokojów może nie skończyć się dobrze dla żadnej z nich, z samą kelnerką włącznie.

___________________
POSZUKIWANIA RELACJI

"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t340-lana
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 641
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Cze 16, 2017 6:31 pm

Jak wcześniej śledziła każdy ruch Veilore, jakby łapczywie doszukując się każdego podwinięcia pościeli, które mogło ukazać o jeden skrawek nagiej skóry kobiety więcej, tak teraz podniosła głowę, spojrzenie skupiając na jej twarzy. Utrzymywała z nią kontakt wzrokowy, gdy tamta tylko decydowała się spoglądać na Selene podczas wygłaszania swojej przemowy. Miała świadomość, że stała przed nią nago; kątem oka widziała kolor jej wciąż rozgrzanej skóry, jednak jej źrenice nie drgnęły nawet poniżej pewnej granicy, nie rejestrując żadnych szczegółów. Nie chciała przecież nasycić się jej nagością. Pragnęła ją tylko upokorzyć.
Grzecznie pozwoliła każdej z nich wypowiedzieć swoje kwestie, nie przerywając, a jedynie uśmiechając się przez zaciśnięte usta. Veilore, jako jedyna mogła wiedzieć, że to złośliwe wykrzywienie warg, urwany śmiech, były jak cisza przed burzą. Zwiastowało to, że wkrótce, z jadowitych słów, Selene przejdzie do czynów. Gdzieś w głębi świadomości, docierało do niej, że każda osoba w owym pomieszczeniu jest zwrócona przeciwko niej, wyczekując tylko, aż inkwizytorka odpuści; ulegnie, podążając za zachowanymi resztkami taktu. I absolutnie nic z tego powodu nie czuła. Żadnych wyrzutów sumienia, cienia myśli składających się w zalążek przeprosin.
Cudem zdzierżyła słowa Astaroth, bez rzucenia w nią dowolnym, ciężkim przedmiotem, podobnie jak wypowiedź Veilore, przy których uśmiech Selene stawał się jeszcze bardziej złowieszczy. Mogłaby wycofać się wyłącznie z jednego powodu. Zależało to od Lany – gdyby tylko kobieta obrała inną ścieżkę, usiłując ją odciągnąć od miejsca zamieszania. Zastosowanie siły było dla rudowłosej swoistego rodzaju wyzwaniem, które z przyjemnością oraz w każdych okolicznościach podejmie. Potrafiłaby zrezygnować, gdyby sytuacja mieniła się jej w innych barwach, przedstawiona przez kelnerkę jako tragedia, której wyłącznie Selene mogłaby zapobiec. Stawiając na szali swoją posadę, łącznie ze wszystkim, co usiłowała w swoim życiu zbudować. Biedna Lana. Po wszystkim będzie żałować wmieszania jej w cały burdel, którego sama była powodem.
Zachwiała się łagodnie, gdy kelnerka użyła więcej siły, dopiero wtedy uświadamiając sobie, że może przegrać w tym starciu, jeśli nie będzie wystarczająco ostrożna. Dłoń posunęła po jej udzie, natrafiając na pewien sztywny element, który zdecydowanie nie powinien znajdować się pod suknią kelnerki w jednej z najlepszych gospód w Wishtown. W obecnym stanie nie doszukiwała się jednak sensu. Bezwiednie zignorowała niepokojący fakt, puszczając ją, jakby zupełnie zmieniając taktykę, gdy dostrzegła, że ta przez nią prowadzona, zupełnie się nie sprawdza. Odsunęła się, wolnym, zrównoważonym krokiem kierując się do swojej dawnej przyjaciółki i tym samym przyzwalając Astaroth na opuszczeniu pomieszczenia. Na drodze do wyjścia cyrkówki stała już wyłącznie Lana.
Dopiero gdy zbliżyła się do Veilore, stając z nią twarzą w twarz, tamta mogła ocenić, jak zdesperowana i godna politowania stała się Selene. Cuchnęła alkoholem, spojrzenie miała zamroczone gniewem i żalem. Nic w niej nie pozwalało sądzić, że jej zdrowie psychiczne utrzymuje się w normach. Z jej ust wydobył się potok słów, który tłumiła w sobie od początku ich przypadkowego spotkania.
- Ach, tak!? – zaczęła, a mina jej zrzedła, wyłożyła na wierzch wszystko, co niegdyś przykrywała fałszywymi uśmiechami. – Myślisz, że ty jesteś tu pokrzywdzoną stroną?! Namieszałaś jej w głowie! Była taką dobrą dziewczyną… Teraz waha się... jest nieszczęśliwa – wyrzuciła z siebie pierwszy zarzut, jaki przyszedł jej do głowy, wspominając uprzednie słowa kelnerki, gdy rozmawiały jeszcze w spokoju piętro niżej. Nawiązywała oczywiście do Erin, osoby, przez którą się pokłóciły i od której się wszystko zaczęło. Obróciła kota ogonem; nie wiedziała, jak odeprzeć inne zarzuty, więc sięgnęła do innych, niezbyt czystych zagrywek. Nie mogła zabronić tejże znajomości swojej podopiecznej, która przecież była na dobrej drodze by wkrótce wstąpić w szeregi inkwizycji. – Trzymaj się od niej z daleka, o nic więcej cię nie proszę. I dziękuję ci bardzo. Zrozumiałam jedno. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego – oznajmiła twardo, celując w nią wskazującym palcem.
Była naprawdę blisko. Veilore jednak nie miała czego się obawiać, choć nieprzewidywalne zachowanie Selene mogło zwiastować co innego. Przecież by jej nie skrzywdziła, prawda? Powiedziała już wszystko, zrujnowała, co tylko było do zrujnowania; teraz mogła odpuścić. Odejść. Do wykonania pozostała tylko jedna sprawa. Spuściła wzrok w okolice broni Veilore. Bez precedensu, sięgnęła do odsłoniętej kabury, w której blondynka trzymała jeden z rewolwerów. Gwałtownym ruchem, nie czekając na jakiekolwiek sprzeciwy i próby zatrzymania. Odsunęła swoją dawną przyjaciółkę na długość ramienia, odwracając się w kierunku pozostałych, zgromadzonych w pokoju kobiet.
- A ciebie, bezczelna zebro… zamorduję. Za zniewagę – wyjaśniła pieczołowicie, jakby tłumacząc coś oczywistego. Przekręciła kciukiem bęben, zerkając wewnątrz jednej z komór. Naładowany, a jakże. Uniosła broń, celując.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Nie Cze 18, 2017 12:57 am

Veilore podziękowała krótko Astaroth za podrzucenie kamizelki. Z ust blondynki padło wdzięczne "Dzięki". Odzyskanie części odzienia pozwoliło jej uzupełnić własną garderobę o przedostatni element. Kobieta już wcześniej zakończyła swoje radykalne posunięcie, z którego w najmniejszym calu nie była zadowolona, a które uznała za najrozsądniejsze – ubrać się szybko, bez zbędnych ceregieli, a zarazem starając się pokazać, że mimo wszystko aż tak nie uderza jej zachowanie inkwizytorki, że nie zamierza poddać się doświadczonemu upokorzeniu. Teraz zaś była już właściwie gotowa do wyjścia. Lepsze chwilowe paradowanie nago z podniesioną wysoko głową niż to samo, ale po ewentualnej przegranej konfrontacji, jakikolwiek zyskałaby ona charakter.
Vei przeczuwała, że na coś się zanosi, na jeden z tych wybuchów, bo jednak Sel bywała nieobliczalna. Gdyby miała do czegoś porównać rudowłosą dziewczynę, to widziała inkwizytorkę jako bestię niecierpliwie wyczekującą odpowiedniego momentu, by zaatakować jeno dla własnej satysfakcji. Kobieta dostrzegała to w jej twarzy, którą przecież do momentu kłótni widywała w różnych okolicznościach, a więc również w rozmaitych odsłonach.
Szafirowe tęczówki skierowały się ku chcącej opuścić pomieszczenie Astaroth. Dziewczę o dwubarwnych włosach wcale nie starało się zadbać o swoją bezpieczną ewakuację, swymi słowami pogarszało sytuację. Vei próbowała jej to uzmysłowić wymownym spojrzeniem, ale tamta albo go nie dostrzegła, albo nie zrozumiała. Albo miała w głębokim poważaniu to, do czego może dojść w gospodzie.
Jej uwagę od kochanki oraz znajdującej się nieopodal Selene przerwała kwestia wypowiedziana przez towarzyszkę inkwizytorki, niezbyt zadowolonej z obrotu spraw. Z tego wszystkiego Veilore w sumie dopiero teraz zastanowiła się nad tym, że jakoś ją kojarzyła z twarzy. Chyba tu pracowała? Miała nadzieję, że właściciel przybytku nie zdążył w swej boleści ponarzekać każdemu z personelu, jak to zniknęła bez wieści pewnego pięknego dnia. Teraz była świeżo po uregulowaniu rachunku.
Powiedz to swojej towarzyszce, bo jako jedyna nic na tym nie straci. W końcu zawsze ktoś po niej posprząta – rzuciła, a kąśliwość jaka była w tym zawarta oczywiście celowała w jej przyjaciółkę, zaraz jednak skierowała wzrok w stronę owego rudzielca, bowiem inkwizytorka zaczęła zmierzać wgłąb pokoju. Vei drgnęła nieznacznie, wszystkie jej mięśnie spięły się momentalnie. Nie wiedziała, czego jeszcze teraz po niej oczekiwać, więc wbijała w przyjaciółkę wzrok – spojrzenie wypełnione wzburzeniem i zwątpieniem. Blondynka zacisnęła chwilowo wargi, przyjmując zarzuty stawiane przez Selene.
Namieszałam jej w głowie! Namieszałam w głowie! – powtórzyła. – Wyciągnęłam do niej rękę, kiedy ty swojej używałaś do miernej walki z błędem, który już został popełniony. Próbujesz siłą sprowadzić ją na jedyną słuszną drogę. Ale czy ty na swojej... jesteś szczęśliwa? – zapytała ni stąd, ni zowąd, pragnąc skłonić ją do namysłu. W jej oczach Selene nie wyglądała na cieszącą się życiem, a nawet przeciwnie, na osobę usiłującą doświadczyć ledwie ulgi tam, gdzie można znaleźć zajęcie, lecz nie szczęście. Szczęśliwi ludzie nie zachowywali się w taki sposób, nie podchodzili tak do życia.
O nie, nie za wiele masz tych życzeń? Mylisz się, jeśli sądzisz, że możesz wydawać mi polecenia. – Najemniczka odtrąciła na bok rękę z wyciągniętym paluchem. – Nie będę jej broniła przyjść do mnie, gdy będzie tego potrzebowała.
Veilore nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek przyjdzie jej w takim stopniu kłócić się z Selene. Była w tej chwili zdenerwowana, wkurzona za upokorzenie, za niereformowalny upór rudowłosej, ale również za to, że nie potrafiła inkwizytorki znienawidzić całym sercem. Jednocześnie czuła się tak bardzo zawiedziona...
Z ust blondynki wydobyło się tylko ciche "co ty robisz", było ono efektem zaskoczenia nagłym ruchem Sel. Oczy jej się rozszerzyły, kiedy zrozumiała, do czego właśnie doszło i co się święci. Nie zamierzała stać i biernie przyglądać się wszystkiemu zza pleców rudzielca. Nie byłaby sobą, gdyby pozwoliła, aby ucierpiał ktoś postronny przez konflikt, do jakiego między nimi doszło, a teraz jego kontynuacja miała dwóch świadków. Nie myśląc za wiele, sięgnęła po drugą ze swoich broni, która dotychczas była przyciśnięta ramieniem, więc gdyby inkwizytorka zechciała sięgnąć także po tą, okazałoby się to nie takie łatwe, jak w przypadku odsłoniętej. Wzniosła lufę, nakierowując ją na stojącą do niej plecami Selene.
Sel, nie rób głupstw! Od kiedy mordujesz cywili, którzy przypadkiem napatoczyli ci się w czasie prywatnych sprzeczek? – Vei zbliżyła się po wcześniejszym odepchnięciu, koniec rewolweru dotknął dziewczynę na wysokości karku.
Oddaj mi broń. To nasza sprawa, nie wciągaj w to innych.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pon Cze 19, 2017 1:46 pm

Nie zauważyła znaczących spojrzeń lecących w jej stronę, bo była zbyt zajęta radosną próbą opuszczenia pomieszczenia, żeby oglądać się na kogokolwiek. Nie sądziła, że jej słowa mogą zadziałać aż tak źle. Nawet, jeśli było to jak splunięcie Selene w twarz, wyglądało na to, że Inkwizytorka puściła to płazem. Główną ofiarą jej gniewu stała się bowiem Veilore, z którą to ruda miała na pieńku. Dlatego gdy kobieta się odsunęła, nie miała powodu, żeby nie skorzystać. Od razu ją minęła, później przeszła również koło kelnerki i koniec końców wylądowała na korytarzu, opierając się o przeciwległą ścianę, żeby mieć dobry widok na ten teatrzyk. Niby mogłaby odejść i to byłoby całkiem rozsądne posunięcie, ale nie chciała zostawiać jasnowłosej na pastwę losu, zdaną na łaskę i niełaskę pijanej Inkwizytorki. Dodatkowo ciekawiło ją, jak to się skończy. Gawiedź uwielbia szopki i publiczne egzekucje, a nie inaczej było tym razem. Będzie miała co opowiadać swoim wnukom, oj tak.
Wsunęła więc ręce do kieszeni płaszcza i obserwowała. Powoli przestawała rozumieć, o co właściwie im się rozchodzi. Na początku myślała, że Selene mówi o niej samej. Pasowałoby to do sytuacji. Veilore namieszała As w głowie, a wiedźma teraz odrobinę wahała się, czy powinna iść czy zostać... Ale nigdy nie była nieszczęśliwa, do diabła. Gdyby kobieta nie wparowała do pokoju, zapewne byłaby najszczęśliwszą osobą na świecie. Dopiero z czasem czarownica zdała sobie sprawę z tego, że musiało chodzić o kogoś całkiem innego, nawet jeśli nie padło dokładne imię. Z tego co rozumiała, prawdopodobnie chodziło o jakiegoś niedoszłego Inkwizytora... Albo i nie? Ta dyskusja była tak niezrozumiała dla osoby postronnej, że Astaroth powoli traciła nią zainteresowanie.
Odzyskała je dopiero wtedy, gdy zobaczyła jakieś poruszenie i usłyszała słowo "zebra". Uśmiechnęła się kpiąco, jakby bawiło ją to określenie, do którego zdążyła całkowicie przywyknąć, ale grymas ten nie pozostał na jej buźce zbyt długo. Szybko został zastąpiony najpierw przez zdziwienie, a później aż zbladła ze strachu, gdy spojrzała w czarną, pustą dziurę - wnętrze lufy, z której w każdej chwili mógł wylecieć pocisk, dość szybko kończąc życie czarownicy. Niby standardowa sytuacja. Inkwizytor dokonujący publicznej egzekucji. Od zwykłego zgładzenia na oczach tłumu zgromadzonych różniła się jednak prawie wszystkim, zwłaszcza powodem. Tym razem Astaroth była poniekąd zwykłym cywilem, który zawinił tylko tym, że za dzieciaka mama nie kazała mu jeść mydła za każdą obelgę rzuconą w stronę innego człowieka. Czarownica chciała jakoś się do tego odnieść, użyć tego swojego niewyparzonego języka do wyperswadowania Inkwizytorce, że kara śmierci jest zbyt surowa za coś takiego oraz że jej instytucja ponoć nie morduje cywili, ale nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Jedynie wyjęła dłonie z kieszeni i powoli podniosła je na wysokość głowy, przez cały czas patrząc się w hipnotyzującą otchłań lufy rewolweru. Nie miała czym się bronić i była skazana na łaskę lub niełaskę Selene.
Całe szczęście, że z pomocą przyszła jej Veilore i wypowiedziała prawie wszystko to, co nie mogło przejść przez gardło As. Gdy ta zbliżyła się do Inkwizytorki z bronią, czarownica spojrzała na nią błagalnie jak na swoją ostatnią deskę ratunku.
- Też myślę, że możemy to rozwiązać inaczej - wymamrotała jedynie, przelotnie zerkając na rudowłosą, jakby autentycznie bała się, że gdy jeszcze raz spojrzy jej w oczy lub powie cokolwiek więcej, ta pociągnie za spust.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Fiona Everdell
Męczennica
avatar

Liczba postów : 112
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Cze 27, 2017 3:17 pm

Na nic zdały się próby wyprowadzenia Selene z pokoju. Czyżby Lana nie znała jej aż tak dobrze, jak do tej pory sądziła? A może to przez zmęczenie po całym dniu pracy nie wybrała lepszej, bardziej pasującej do charakteru inkwizytorki metody? Nie zastanawiała się długo nad powodem, wszak szansa przepadła, a Selene ruszyła w głąb pomieszczenia, nie zareagowawszy w żaden widoczny sposób na ukryty pod suknią kelnerki sztylet. Lana nie miała czasu się z tego ucieszyć, gdyż od razu podążyła za swoją towarzyszką, jednocześnie przepuszczając Astaroth w drzwiach.
- Selene, proszę cię, chodźmy… - Męczennica postanowiła zmienić taktykę i przyjęła błagalny ton głosu, choć zabarwiła go odrobiną wcześniejszej irytacji. Nie chciała przecież, aby nagła zmiana zachowania wydała się nienaturalna. - Naprawdę, już wystarczy…
Sytuacja nie była zbyt klarowna dla osoby postronnej, a jednak Lana uważnie słuchała wymiany zdań i analizowała zdobyte informacje, starając się połączyć je w całość. Nigdy nie mogła mieć pewności, że jakaś wiedza nie przyda jej się w przyszłości. Jednocześnie musiała dobrze grać swoją rolę kelnerki nagle wrzuconej w sam środek bagna. Wyciągnęła właśnie rękę, chcąc jeszcze raz chwycić kobietę za ramię i przyciągnąć tym samym jej uwagę, gdy nagle inkwizytorka wykonała gwałtowny ruch w kierunku Veilore.
Lana w pierwszej chwili pomyślała, że Selene zaatakowała swoją dawną przyjaciółkę, by w ten sposób rozładować cały gniew i żal. Prawda okazała się jednak inna. W dłoni inkwizytorki błysnął jakiś kształt, który Lana rozpoznała dopiero wtedy, gdy Selene odwróciła się plecami do Veilore. Rewolwer. Cóż za intrygujący obrót sytuacji. Da radę strzelić do cywila, który niczym tak naprawdę nie zawinił?
Ach, nie, to nie jest moment, w którym Lana powinna z ciekawością obserwować rozwój wydarzeń. W końcu była tu kelnerką, w jej interesie leżało zażegnanie sytuacji. Była też inkwizytorką; nawet jeśli święta organizacja miała sposoby, by tuszować tego typu wypadki, nie powinno się do nich dopuszczać, szczególnie przy tak błahych powodach agresji. W pierwszej chwili, gdy tylko Selene wycelowała do Astaroth, Lana zareagowała wyuczonym, instynktownym ruchem: wydała z siebie okrzyk przerażenia i cofnęła się o krok. Nad następnym posunięciem musiała się zastanowić, szczególnie że i Veilore wyciągnęła broń. W tym tempie faktycznie mogło dojść do strzelaniny.
Lana na pewno wywarłaby duże wrażenie, gdyby w przypływie heroiczności stanęła między Astaroth a naładowanym rewolwerem. Na nieszczęście czarownicy postać wykreowanej przez męczennicę kelnerki nie byłaby zdolna do takiego ryzyka dla zupełnie obcej osoby. Sama inkwizytorka też nie miała ochoty narażać się na przypadkowe postrzelenie.
- Selene… - wymamrotała z szokiem i przerażeniem, utkwiwszy spojrzenie w swojej towarzyszce. - Rozlew krwi niczego nie rozwiąże… Proszę, przestań już… Jeśli teraz coś się stanie, gospodarz poruszy niebo i ziemię, aby jego skarga dotarła do Inkwizycji… A i mnie konsekwencje nie ominą… Proszę, oddaj broń i chodź ze mną.
Mogłaby jeszcze dodać, że nie każde przewinienie może być wybaczone. Arcymistrzyni miała miękkie serce w stosunku do członków Inkwizycji, jednak ręka mistrzyni katów była twarda, a wola niezłomna. Lepiej, aby Selene nie podpadła tej kobiecie, jednak kelnerka nie chciała wyrywać się z tak dokładnym ostrzeżeniem. Powinien ją zresztą bardziej obchodzić własny los, ale… szkoda byłoby dopuścić do zniszczenia tak perfekcyjnie działającego układu. Jeśli przestaną widywać się w gospodzie, w jakiż inny sposób Lana będzie dowiadywała się informacji od Selene?
Zrobiła chwilową pauzę po swoich ostatnich słowach i nieśmiało wyciągnęła rękę, patrząc na inkwizytorkę błagalnym wzrokiem. Wzięła pod uwagę, że być może Selene będzie bardziej skłonna oddać broń komuś, do kogo nie żywi urazy.

___________________
POSZUKIWANIA RELACJI

"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t340-lana
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 641
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sro Cze 28, 2017 11:21 am

Trybiki w głowie Selene ociężale zaskrzypiały, gdy słowa Veilore zmusiły ją do myślenia. Czy była szczęśliwa? Nie odpowiedziała, choć pytanie dźwięczało echem w uszach inkwizytorki jeszcze przez pewien czas.
Celowała, skupiając się na Astaroth, z wolna rejestrując gwałtowne reakcje kobiet w pobliżu. Powstrzymała uśmiech cisnący się jej na usta, nie chcąc wychodzić na kompletną wariatkę w ich oczach. Nie potrafiła pohamować jednak swoistego entuzjazmu i satysfakcji – lubiła stać po tejże stronie. Słysząc komentarz Veilore, przechyliła głowę w bok, jakby intensywnie się zastanawiając.
- Od dzisiaj? – odpowiedziała w zamyśleniu, lekko poddenerwowana, że tamta zadaje się jej tak oczywiste pytania. O wiele bardziej podziałała na nią prośba Lany. Ale jakże mogłaby zrezygnować w tym momencie, gdy zabrnęła już o krok za daleko?! Groziła drugiemu człowiekowi. Celowała bronią, najprawdziwszą bronią, gotowa oddać strzał, tylko w ten sposób zmywając zaznaną ujmę na dumie. Zamierzała więc pogodzić pracę Lany i spełnienie swojego nagłego pragnienia. – Posprzątam po sobie. Nie bój się, Lana – obiecała jej, wierząc w prawdziwość własnych, jakże absurdalnych słów. Oczywiście, nie zdołałaby zamieść tego morderstwa pod dywan; zdecydowanie nie w tych okolicznościach. Jednak alkohol i towarzyszące emocje szeptały jej słodko do ucha, że konsekwencje po wszystkim są najmniejszym z problemów…
I może uczyniłaby to, gdyby nie charakterystyczny odgłos odbezpieczanej broni. Ach. Tego się nie spodziewała. Chłód metalu na jej karku przyprawił ją o dreszcze.
Odwróciła głowę powoli, nie zmieniając pozycji, ani nawet na moment nie opuszczając wyciągniętej broni. Jeśli Veilore utrzymywała rewolwer na identycznej wysokości, nie zrażając się poczynaniami rudowłosej inkwizytorki, lufa sunęła się po żuchwie Selene, aż do jej policzka, gdzie pozostała, a dwie byłe przyjaciółki mogły nawiązać kontakt wzrokowy. Widziała, że tamta nie żartuje. A Selene, jak na złość, nie chciała utrzymywać powagi. Poczuła się dobrze. Żywa. Jak podczas ich pożegnania, mając pomiędzy sobą jedną osobę.
- Och, Vel… Byłabyś w stanie…? – zapytała, częściowo rozczulona i urzeczona ową chwilą. Kierowała się ciekawością, tak typową dla dziecka. Z setki niosących nią emocji, strach pozostawał odległy, jakby niemożliwy do zagoszczenia w jej sercu. Spojrzenie nie trwało długo. Rzuciła ostrzegawcze warknięcie w kierunku Astaroth:
- Ani się rusz. - Nie chciała, aby tamta skorzystała z nadarzającej się okazji.
Wtedy też mimowolnie wspomniała przypadkowe spotkanie w zagajniku, w którym Veilore przekonywała ją o wieczności uczucia, które niegdyś między nimi zakiełkowało. „Nie da się tak po prostu czegoś wykreślić.” – mówiła, co Selene pamiętała do teraz. „Myślisz, że nie zawahałabyś się?” – pytała, zupełnie nieświadoma, że ona pierwsza stanie przed wyborem.
Nie spełniła ich próśb. Jeśli Veilore jej na to pozwoliła, cofnęła się ostrożnie w bok, aby mieć ją w zasięgu wzroku. Zamiast strzału mogła oberwać samą konstrukcją rewolweru, co nie uśmiechało się jej równie mocno. Nie sądziła, by cokolwiek takiego mogło się wydarzyć, nim sama uczyni niespodziewany ruch. Postanowiła więc potrzymać je jeszcze trochę w niepewności, ponownie skupiając się na Astaroth.
Jej wina nie leżała w bezczelności, o nie. Selene nie przyznałaby tego, ale w obecnym stanie żywiła do dziewczyny szczerą, gorącą wrogość spowodowaną o wiele głupszymi powodami. Zniewaga? Czymże była kpina, aby dopuścić się do morderstwa? Czy uśmieszek i sarkastyczne słowa były powodem do pociągnięcia za spust? Nie. Błąd Astaroth polegał wyłącznie na przespaniu się z nieodpowiednią kobietą. Tą samą, do której Selene żywiła prawo na wyłączność, będąc jednocześnie ostatnią osobą na tym świecie, mogącą to czynić. I tylko to powodowało, że autentycznie w danej chwili chciała pozbawić ją życia.
Zazdrość gryzła ją od środka; nienawidziła ją za zbliżenie się do Veilore, podczas gdy ona pragnęła uczynić to od wieków. Od kiedy pamiętała. A teraz…? Już nigdy nie wróci do punktu wyjścia. Odtrąciwszy ją, zamknęła pewne drzwi.
Nienawidziła też samej Veilore. Wrzało w niej na wspomnienia, opowieści kobiety, których niegdyś słuchała z wypiekami na twarzy. Nienawidziła jej za niecodzienną szczerość, nienawidziła za cudowną bezpośredniość i otwartość, tak nieznaną Selene. Miała do niej żal za brak wstydu za wszystko, co ogół uznawał za odmienność, wszystko, co w ich oczach było uznawane za nieprawidłowe. Nie potrafiła się jej nadziwić, samej bojąc się odtrącenia; izolując się w kłamstwie tak głębokim, aż sama zdołała uwierzyć w jego prawdziwość.
Dłoń jej zadrżała. „Jesteś szczęśliwa?” – usłyszała w głowie jak na złość. Zmusiła się do ostrego, twardego tonu:
- Inaczej? Co proponujesz, zebro? – zapytała, łaskawie zgadzając się na dobicie targu, może nawet kompromis, który pozwoli jednej wyjść żywo, a drugiej z zarysowaną dumą. Błędem byłoby, gdyby Astaroth przystała na propozycję. Z terrorystami przecież nie należy negocjować.

/mam nadzieję, że wybaczycie mi te wewnętrzne dramy XD. EDIT: za pozwoleniem, dodałam jeden dialog do Astaroth.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Czw Cze 29, 2017 12:40 pm

Zaczynał ją oblewać zimny pot, a jej ciało drżało z każdym ruchem rudej Inkwizytorki. Sytuację pogarszał fakt, że ta była pijana i nierozsądna oraz zbyt przekonana o swojej sile i władzy, aby myśleć logicznie, a do tego zdawała się nie patrzeć na konsekwencje. A jak powszechnie wiadomo, pijani i źli ludzie z bronią robią różne rzeczy, zazwyczaj złe i głupie, co wcale nie pokrzepiało Astaroth. Z lufą pistoletu na wysokości twarzy naprawdę nie czuła się dobrze i komfortowo. Coraz bardziej bała się, że Selene nie wytrzyma i faktycznie strzeli, a z tej odległości nie było szans, żeby w ogóle zdążyła zrobić jakikolwiek ruch, a tym bardziej uniknąć kuli.
Przez chwilę wyglądało na to, że miała swoją szansę, gdy Veilore postanowiła wkroczyć do akcji. Mimo, iż broń nadal była wycelowana w stronę As i mogła wystrzelić w każdej chwili, ognistej wydawało się, że Inkwizytorka minimalnie zmiękła, a przynajmniej przestała być aż tak czujna. Wiedźma lekko wychyliła się w bok i rzuciła okiem w stronę schodów. Dzieliło ją od nich nie więcej niż pięć, może sześć metrów. Gdyby szybko rzuciła się w ich stronę, istniała szansa, że kobieta nawet nie zdąży ponownie w nią wycelować, a jej samej uda się uciec. Te rozmyślania nie trwały więcej niż dwie sekundy, lecz gdy po tym czasie chciała wcielić plan w życie, wyglądało na to, że została przejrzana zanim jeszcze ułożyła sobie wszystko w głowie.
"Ani się rusz."
W odpowiedzi wyprostowała się, wpatrzyła w Selene i gniewnie ściągnęła brwi, w myślach tocząc najdłuższą wiązankę, jaką słyszał świat. Tak blisko, a jednak tak daleko. Nie opłacało jej się uciekać teraz, gdy wiedziała, że rudowłosa jest czujna i wpakuje jej kulkę w łeb, gdy tylko spróbuje rzucić się w stronę schodów. Żałowała, że nie miała w pobliżu żadnego przedmiotu, którym mogłaby się bronić, zasłonić czy cokolwiek. Nie mogła też pomóc sobie magią, bo miała zbyt wielu świadków, a jej niedoszłym zabójcą był Inkwizytor, który zapewne pozbyłby się resztek skrupułów, gdyby wiedział, że ma przed sobą czarownicę. Pozostało jej mówić, w czym, jak widać, nie była najlepsza. To przez wypowiedzenie złych słów w złym czasie była w takiej a nie innej sytuacji. Musiała więc pomyśleć, co innego zrobić, żeby się stąd wydostać, a przynajmniej zyskać odrobinę na czasie i odwrócić uwagę Selene.
"Gdy zobaczysz niedźwiedzia, padnij na ziemię i udawaj martwą."
 Przechyliła lekko głowę na bok i wbiła wzrok w podłogę, wcale nie aby bardziej skupić się na rozmowie, lecz aby próbować zrozumieć, czemu słowa matki przypomniały jej się akurat teraz. Co to miało do sytuacji? Może to już był ten etap, kiedy człowiek godził się ze śmiercią, więc całe życie przelatywało mu przed oczami. Zerknęła ponownie na Selene. A co jeśli ona też była jak ten niedźwiedź? Nawet w myślach Astaroth zabrzmiało to okrutnie idiotycznie, ale jeśli istniała szansa na to, że chociaż odrobinę zbije ją z tropu i umożliwi sobie ucieczkę, chciała zaryzykować.
Wkrótce nadeszła jej szansa. Dostała propozycję negocjacji, lecz nie to było jej w głowie, wbrew temu, co mogłoby się początkowo wydawać. Najpierw jednak powoli uniosła dłoń i pogładziła nią skroń, lekko mrużąc przy tym oczy, jakby właśnie dopadł ją nagły atak migreny.
- Ty opuścisz tę broń i uratujesz się od konsekwencji, a ja... - o ile pierwsze słowa mówiła niezbyt głośno, tak końcówkę wymamrotała całkowicie niezrozumiale, aż na końcu bezwładnie osunęła się na podłogę pod ścianą. Czyżby nie wytrzymała presji? Nie, chociaż miała nadzieję, że Selene tak odbierze ten mały teatrzyk, który postanowiła jej zgotować. Liczyła na to, iż pijany umysł nie wykryje chytrego manewru wiedźmy, który jej zdaniem wyszedł całkiem nieźle. Nawet nie drgnęła, gdy podczas improwizowanego upadku rąbnęła głową o podłogę, chociaż łzy bólu stanęły jej w zamkniętych oczach. Pozostało jej udawać zemdloną, przy okazji nasłuchując, aby rozpoznać dobrą okazję do wstania jak gdyby nigdy nic i ucieczki.

// PATENT NA TEN POMYSŁ NALEŻY W 100% DO VIVIAN

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Nie Lip 02, 2017 9:44 pm

Drgnęła, gdy usłyszała krzyk dziewczyny, która prowadziła Sel do pokoi. Popatrzała się na nią, jednak szybko wróciła do tej ze zgromadzenia, która była źródłem rozgrywającej się afery.
...Jak mogłaby nazwać to uczucie? Ziemia usuwała się spod jej stóp – to chyba było najodpowiedniejsze określenie, jakiego Veilore mogłaby użyć. Zdecydowanie tak... a u podstawy tego wszystkiego leżał wewnętrzny konflikt, jaki rozgrywał się w jej umyśle. Przecież wzniosła rewolwer ku swej towarzyszce, ku osobie, z którą przed kłótnią dzieliła wiele wspomnień!
Dobycie przez kobietę broni było czynnością automatyczną, jak przystało na najemniczkę gotową do działania. Stało się to gdy jedna część jej serca przeważyła – ta, która nie mogła pozwolić, aby cokolwiek stało się którejś z uczestniczek wydarzeń, nie mających związku z poróżnieniem, do jakiego doszło między nią a inkwizytorką. Potem oczywiście do głosu doszła druga, ta świadoma tego, że w istocie nie byłaby w stanie zabić rudzielca, jakikolwiek by nie był, bo również i to kłóciło się z naturą Vei. Ciągle wierzyła, że Selene odnajdzie w sobie tę rozsądną część własnego "ja".
Tak oto najemniczka znalazła się w rozterce. W życiu nie pozwoliłaby sobie ani na jedno, ani na drugie. Żywiła więc nadzieję, że pełna zdecydowania reakcja i poważny wyraz twarzy pomogą w odwiedzeniu Selene od jej szalonych, napędzanych alkoholem pomysłów.
Nie gadaj głupot, Selene – powiedziała, zachowując powagę. – Dobrze wiesz, że będąc jednostką Inkwizycji, wraz z twoimi kolegami budujesz jej ogólną opinię. Naprawdę chcesz ryzykować?
Wszakże w pomieszczeniu znajdowali się świadkowie, a blondynka była przekonana, że okrzyk towarzyszki Sel zdążył dotrzeć do czyichś uszu, wzbudzając tym samym zainteresowanie kogoś znajdującego się niedaleko, kto po dokonaniu rozeznania, bez zwłoki pobiegłby zawiadomić gospodarza, a nawet istniała szansa, że jego we własnej osobie głośny dźwięk zwabił do części z pokojami na wynajem.
Jeśli cokolwiek jej zrobisz, osobiście zadbam, żeby te wieści nie ucichły – oznajmiła zdecydowanym głosem, marszcząc przy tym lekko brwi. – A może przy okazji porządków mnie również się pozbędziesz?
Veilore śledziła Sel zarówno wzrokiem, jak i lufą, także gdy tylko tamta odsunęła się na bardziej komfortową odległość, rewolwer trzymany przez najemniczkę poruszył się jej śladem. Kiedy zaś blondynka sama postanowiła się poruszyć, bicie serca w jej klatce piersiowej stało się tak intensywne, że słyszała wręcz pojedyncze uderzenia w uszach. A może tak naprawdę był to odgłos czyichś kroków na schodach? Albo jedno i drugie?
W każdym razie to Vei wzięła na siebie rolę tarczy służącej tej niewinnej stronie, choć jej kochanka może już nie była świadkiem tego heroicznego czynu. Kobieta stanęła naprzeciw inkwizytorki w niewiele większej odległości niż wyciągnięte ramię z bronią. Otwór swojego drugiego rewolweru miała tuż przed sobą. Widziała go naprawdę wyraźnie, a czas jak gdyby spowolnił... Były przyjaciółkami. Dlaczego doszło do tego, że mierzyły do siebie z broni? – Po głowie kobiety odbijały się te i tym podobne myśli. Czy tak miało wyglądać każde ich kolejne przypadkowe spotkanie?
Długo nie odpowiadała na pytanie postawione przez Selene, tak bardzo w stylu, w jakim zwracała się do niej przy innej okazji. Obserwowała twarz Selene, próbując odnaleźć na jej obliczu chociaż niewielki trop, za którym dotarłaby do wybicia z rudej głowy nierozsądnych pomysłów. Vei poszukiwała również śladu po swej przyjaciółce. Czy gdzieś tam jeszcze się kryła?
Czuła pulsującą w żyłach krew. Miała wrażenie, że słowa kierowane do dziewczyny niewiele dają. Rewolwer parzył nerwy jej dłoni, choć jego powierzchnię odgradzała od skóry rękawiczka. Selene wiedziała, jaka jest Veilore; że stanie w obronie niewinnych lub nie potrafiących się obronić, a w tym przypadku będzie przeszkodą na drodze do skrzywdzenia Astaroth. Jednocześnie Vei jako niedawna kompanka inkwizytorki... nie mogła pozwolić jej popełnić takiego błędu.
Najemniczka zacisnęła zęby.
...oczywiście, że nie byłabym w stanie... Ale popatrz co czynisz – rzuciła głośniejszym szeptem, uścisk na rączce rewolweru osłabł, trochę spuściła wzrok, lecz ramię utrzymywało się na tym samym poziomie jeszcze przez chwilę. Przecież i tak by go nie użyła.
Gdy opadał, kobieta wzniosła co innego. Płonące spojrzenie. I w zamian wymierzyła nagły cios w Selene pięścią z zaciśniętych palców wolnej ręki.
Mylisz się jednak, sądząc że pozwolę ci się tak zbrukać, idiotko!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fiona Everdell
Męczennica
avatar

Liczba postów : 112
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Wto Lip 04, 2017 11:24 pm

Przez umysł Lany przepłynęła fala złości, która w żaden sposób nie uwidoczniła się na jej twarzy, wciąż wykrzywionej w grymasie przerażenia. Posprząta po sobie. Selene chyba nie była świadoma, z czym to się wiązało. Miała co najmniej dwóch świadków. Na dole wciąż rozbrzmiewała głośna muzyka, jednak coś tak osobliwego, jak huk wystrzału, na pewno zawróciłoby uwagę biesiadników. Nawet jeśli nie, to w pobliskich pokojach mogli znajdować się ludzie. Jak niby chciałaby zatuszować tak głośną sprawę? Aż tak liczyła na pomoc Inkwizycji? Istniały granice wsparcia świętej organizacji, Lana doskonale o tym wiedziała, a właśnie teraz pomyślała, że ktoś powinien przypomnieć o tym jej nieroztropnej towarzyszce, nawet jeśli za doradcę miała zdradzieckie upojenie alkoholowe.

- Nie przekonałaś mnie, Selene – odparła tym samym tonem co wcześniej, zbliżając się nieco z wytrwale wyciągniętą ręką. - To nie przyniesie nic dobrego. Naprawdę. Gospodarz będzie bardzo zły.

Obserwowała Selene w milczeniu, wciąż utrzymując swoją pozę przerażonej, niewinnej kelnerki. Rudowłosa dość spokojnie zareagowała na posunięcie dawnej przyjaciółki. Lana poczuła wobec niej pewną drobinę uznania. A co do Veilore… Blondynka miała całkowitą rację.

Chciała coś powiedzieć, wtrącić jeszcze słówko na temat konsekwencji, gdy nagle kątem oka zauważyła jakiś ruch. Wzrok kelnerki od razu podążył w tamtym kierunku, na tyle szybko, by Lana zdążyła zauważyć, jak Astaroth pada na ziemię bez zmysłów. Och.

Zdziwiła się. A więc cięty język szedł w parze z delikatnym sercem. Co za niefortunne połączenie. Ależ nie, chwila… Lana, choć początkowo nabrała się na teatrzyk cyrkówki, zaraz poczuła kiełkujące podejrzenia. W końcu nie stała się męczennicą wczoraj.

Dostrzegła roszadę między dwiema dawnymi przyjaciółkami, jednak nie zareagowała na nią w żaden sposób. Nie żeby było to Lanie obojętne – ruch Veilore zabezpieczył plany inkwizytorki, która. zrobiła jeszcze bardziej przerażoną minę i rzuciła się nagle w kierunku omdlałej kobiety. Chorym należy nieść pomoc, czyż tak nie postąpiłaby kelnerka z sercem na dłoni? Bardzo szybko znalazła się przy Astaroth i padła na kolana, dłonie kierując ku jej twarzy i szyi. Na początek chciała sprawdzić tętno; dodatkowo uważnie obserwowała cyrkówkę, próbując dopatrzeć się ewentualnych oznak oszustwa. Po co jej to było? Czysta zawodowa ciekawość. Lepiej wiedzieć, kto potrafi dobrze kłamać i grać.

Choć pozornie cała uwaga męczennicy została pochłonięta przez nieprzytomną kobietę, w rzeczywistości Lana uważnie nasłuchiwała dźwięków dochodzących z pokoju. Nie sądziła, by któraś z nich była w stanie strzelić do tej drugiej, jednak nie chciała całkowicie opuścić gardy.

A mogłam spić ją do nieprzytomności...


___________________
POSZUKIWANIA RELACJI

"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t340-lana
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 641
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sro Lip 05, 2017 6:10 pm

Veilore z wolna zasłaniała jej drogę, powodując, że z Astaroth znalazły się na jednej linii. No, teraz przynajmniej Selene nie musiała zezować na dwie kobiety po przeciwnych stronach. To jeden z plusów ich pozycji. Wychylała się zza ramienia dawnej przyjaciółki, w przeciwieństwie do niej, nie mając zamiaru stracić Zebry nawet przez chwilę z pola widzenia. Celowała, wyginając się niemożliwie. Ręka od trzymania w jednakowej pozycji przez wieki napierdalała ją tak mocno, że nawet jeśli alkohol cudem zamaże Selene wspomnienia tego upojnego wieczoru, zakwasy pozostaną.
Zrobiła groźną minę, mrużąc oczy do kobiety stojącej już na korytarzu. Miało to w bardzo nieumiejętny sposób ostrzec ją, że zostanie dorwana, jak tylko upora się z stojącą na jej drodze Veilore. Doprawdy, niczym dziecko, niesłusznie strofowane przez matkę, podczas gdy młodsze z rodzeństwa tańczy w oddali taniec zwycięstwa. Dorwie ją! Już ona jej pokaże…! I wtedy padły te magiczne słowa, mające być początkiem ich owocnych negocjacji…
Nadstawiła ucha, nie chcąc niczego przegapić, gdy Astaroth, w prawdzie mistrzowskim posunięciu, runęła na podłogę. Inkwizytorka wydukała z siebie wtedy jedyną słuszną reakcję na tak niespodziewany czyn:
- C-co.
Przeniosła spojrzenie na Veilore, otwierając usta ze zdziwienia i poruszając nimi jak złota rybka, nie potrafiąc wykrztusić z siebie ni słowa więcej. Podniosła wolną dłoń, chcąc pokazać kobiecie, co wydarzyło się właśnie za jej plecami, gdyż słowa do określenia tej sytuacji zwyczajnie ją zawodziły. To trzeba było zobaczyć, po prostu.
I wtedy padł cios, na który nie potrafiła zareagować, chociaż został on zapowiedziany całkiem sugestywnymi słowami. Zacisnęła palce na broni, chcąc ją nader wszystko utrzymać przy sobie. Świat pociemniał; niebo opadło na ziemię, mieniąc się tysiącem gwiazd, wirujących gwałtownie wokół niej. W życiu tak nie oberwała, a przecież całe jej życie było nieustannym wpierdolem (zarówno ofiarowanym i odbieranym oczywiście).
Uderzenie było na tyle potężne, że runęła na drewnianą szafę, obijając sobie boleśnie potylicę i desperacko szarpiąc zasłony przy oknie, by mimo wszystko ustać na nogach. Zasłona i broń. Ostatnie przyjazne jej przedmioty, niczym deski ratunku, utrzymujące ją przy życiu, jakby ratując przed utonięciem. Efektem zaciśnięcia palców, było pociągnięcie za spust. Wrzasnęła w głos.
Ogłuszający strzał przerwał poczynania Sel, powodując, że ostatecznie wylądowała plecami na szafie, przez rozczochrane włosy i powoli opadający dym z broni usiłując rozpoznać, kogo zabiła. O kurwa. Ależ miała cela!
Świecznik poszedł w drzazgi. I tyle z romantycznej kolacji przy świecach. Za nim, na obrzydliwej, odchodzącej tapecie widniała teraz przeraźliwa, czarna dziura. Rozdziawiłaby usta, gdyby tylko nie straciła czucia w szczęce. Swoją drogą twarz Selene zaczynała puchnąć, brawo, Veilore!
Nie mogła wiedzieć, że jeszcze chwilę temu, gdy lądowała na szafie, ktoś dostrzegł zamieszanie na korytarzu, a dokładniej leżące bezwładnie ciało i pochylającą się nad nim kelnerkę. Przy schodach rozległo się wołanie o pomoc, a już wkrótce po nic biegła jedna z córek gospodarza, ubrana podobnie jak Lana. A za nią nikt inny niż gospodarz we własnej osobie. Pracownica zdążyła paść do „nieprzytomnej” dziewczyny, z przerażeniem w oczach usiłując się dowiedzieć czegokolwiek od swojej koleżanki po fachu:
- Co się tu, do licha, stało?! – również ujęła twarz Astaroth w ręce, pochylając się nad nią i najwyraźniej mając w dupie wszelakie zasady pierwszej pomocy - albo nigdy nie słyszała o dostarczeniu świeżego powietrza w przypadku omdlenia. Wtedy właśnie padł strzał. Pracownica podskoczyła, wydała z siebie zduszony okrzyk. A stojący za nią gospodarz zbladł jak ściana. Skołowany jak chyba każdy w tej sytuacji wydobył z siebie rezolutne:
- Co, kurwa?
Selene poznała ten głos, choć jeszcze nie widziała jego właściciela. I po raz pierwszy tego wieczoru serce podskoczyło jej do gardła. Zaklęła pod nosem, w mgnieniu oka zabezpieczając broń i zastanawiając się, gdzie powinna ją wyrzucić. Oczy Selene pomknęły po Veilore, jakby po raz pierwszy chciała spełnić jej życzenie z pełnym opóźnieniem i oddać własność kobiety. Nie było czasu. Wcisnęła sobie broń w spodnie, tuż nad pośladkami, zaraz przykrywając uchwyt rewolweru kamizelką. Dokładnie w tej samej chwili, w progu pomieszczenia pojawił się gospodarz z nietęgą miną, będąc już entą osobą, zasłaniającą Selene drogę do Zebry.
Tym razem jednak inkwizytorce nie było śpiesznie do zamordowania Astaroth. Wyjątkowo. Pisnęła jak mała dziewczyna na widok pająka, puszczając zasłony, ale tylko po to, by odgarnąć je zamaszyście i z hukiem roztworzyć okno. Zimne powietrze gwałtownie wtargnęło do środka pomieszczenia.
- ZNOWU TY!? – huknął na nią, ale Selene nawet przez głowę nie przeszło, by odpowiedzieć. Sława inkwizytorki najwyraźniej ją wyprzedzała. Zbliżał się do niej, gdy ona wyglądała przez okno, oceniając, jak wielkich szkód doświadczy, skacząc z pierwszego piętra. Oho, spadając niefortunnie mogłaby połamać sobie nogi. Zrezygnowała z tego pomysłu. A później spojrzała na twarz, łagodnie powiedziawszy – wkurwionego karczmarza i wiedziała już, że jeśli wpadnie w jego ręce, nie tylko jej nogi ucierpią. Nigdy nie sądziła, że to ona będzie tą, która zwieje przez okno.
Nie żegnała się z nikim, przytrzymując płaszcz w zębach, wyskoczyła przez okno, do końca trzymając się ram okiennych i stopami szukając stabilnej podpory, która pomoże jej nie złamać karku przy lądowaniu. Puściła się, a jej krzyk nie mógł zwiastować niczego dobrego.
Mężczyzna w końcu dostał się do otwartego okna, w mroku wypatrując ciemnej plamy na śniegu, oświetlonej przez lampę gospody, będącej w rzeczywistości Selene. Chyba przeżyła upadek, gdyż jeszcze wygrażał za nią, zanosząc się wrzaskiem.
- NIE CHCĘ CIĘ TU NIGDY WIĘCEJ WIDZIEĆ!!! NIGDY!!! – machał wściekle pięścią, plując i czerwieniejąc z wściekłości na twarzy. – Marie, podaj mi świecznik! – ryknął na swoją córkę, najwyraźniej chcąc sprezentować Selene podarek na pożegnanie. Zapewne celując w jej głowę. Dziewczyna pisnęła tylko, wzrokiem obdarzając to, co zostało z świecznika.
Tak właśnie wyglądał ostatni dzień Selene w Gospodzie pod Złota Kaczką. Wyjątkowo, postanowiła wziąć sobie do serca groźby karczmarza.

/zt najgłupszy post w historii gospody <3

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Pią Lip 07, 2017 5:55 pm

Każdy Cyrkowiec powinien przy okazji mieć coś z aktora, a Astaroth za swój wyczyn powinna dostać złoty medal w tej dziedzinie. Co prawda nie mogła przez dłuższy czas otworzyć oczu, żeby spojrzeć na nietęgą minę Selene, ale po tym krótkim "co" uznała, że nawet najgłupsze posunięcie niosło ze sobą pewną dozę skuteczności. Oczywiście, w połączeniu z dużą ilością szczęścia, bo przecież nie mogła być pewna, że zaraz nie dostanie kulki w łeb, ot, dla pewności.
Lecz śmierć nie nadchodziła, co było już sporym pocieszeniem. Zamiast tego nadszedł... ktoś. Naprawdę ciężko było wywnioskować tożsamość tej osoby, lecz gdy As usłyszała głos Veilore znacznie dalej, niż kilkadziesiąt centymetrów od niej, stwierdziła, że zajęła się nią kelnerka i wcześniejsza towarzyszka Selene. Może to i dobrze? Dzięki temu na polu bitwy zostały tylko dwie skłócone przyjaciółki, bez osób postronnych, które mogłyby przy tym ucierpieć.
Szkoda, że nie mogła widzieć tego, co działo się dalej. Słyszała jedynie okrzyk najemniczki i prawdopodobnie dźwięk uderzenia, a po oddalającym się stukaniu butów i skrzypieniu desek doszła do wniosku, że szamotanina przesunęła się wgłąb pokoju, lecz zagłuszał to krzyk kolejnej osoby, która dostrzegła zamieszanie. Wkrótce kolejna kobieta kucała tuż przy niej (miała tego dnia straszne branie!) i faktycznie, cholera, zaczynało jej się robić duszno.
Padł strzał i nawet ona w tym momencie wymiękła i zadrżała na całym ciele, wystraszona hukiem. Uchyliła oczy i spostrzegłszy, że to nie ona oberwała i tak właściwie nikt nie oberwał, powoli rozejrzała się wokół. Na szczęście, od Selene oddzielał ją mur ludzi, przez który ognista była w stanie dostrzec wnętrze pokoju i desperacko miotającego się kata, tak przerażonego na sam głos gospodarza. Skoro sytuacja była w miarę opanowana, As przetarła twarz dłonią i zaczęła powoli podnosić się do siadu, zapewniając kelnerki, że wszystko jest w porządku. Nawet uśmiechnęła się do nich lekko, aby zaraz później ponownie zerknąć w stronę pokoju i zdążyć idealnie na moment, kiedy to ruda krzątała się przy oknie, żeby zaraz z niego wyskoczyć, niczym kochanek zastany na nocnej wizycie u zamężnej kobiety. Idąc tym tokiem rozumowania, to Cyrkówka właśnie powinna wymykać się oknem i cholernie się cieszyła, że tym razem nie musiała tego robić. Przez moment zastanawiało ją, czy kobieta przeżyła upadek z pierwszego piętra, chociaż śnieg na dole był taki głęboki, że nie powinna mieć z tym problemu. I faktycznie, po wrzaskach gospodarza widać było, że, na jego nieszczęście, Selene była prawie nienaruszona.
Niespiesznie wstała, otrzepując się z kurzu i piasku z posadzki, a tym samym zwracając na siebie uwagę rozwścieczonego gospodarza. Ten musiał rozpoznać w niej drugą awanturniczkę, która nie tak dawno wraz z Inkwizytorką rozpętała piekło piętro niżej, bo poczerwieniał jeszcze bardziej i gdyby spojrzenie mogło zabijać, koniec końców skończyliby z jednym trupem.
- I ty. Won, zanim każę ci za to wszystko płacić. A spróbuj pokazać się znowu w mojej gospodzie, to ci nogi z dupy powyrywam - warknął rozgoryczony, choć okazał jej więcej litości ze względu na to, że przed chwilą jeszcze leżała na deskach.
- Tak jest, psze pana! - odparła nad wyraz pokornie, teraz doskonale rozumiejąc, dlaczego rudowłosa czuła przed tym facetem taki respekt. Mężczyzna chyba przez lata pracy w karczmie wyrobił sobie tak mocny autorytet, że na jego widok Inkwizytorzy kłaniali się w pas lub uciekali w popłochu, bójki natychmiast się kończyły, a sam burmistrz powinien przekazać mu klucz do miasta za niezwykłe dokonania. Tak czy siak, Astaroth nie chciała z nim zadzierać, nawet jeśli oznaczało to jedno miejsce do przychodzenia mniej i stratę pieniędzy, które wydała na pokój.
Zostało jej jeszcze jedno do załatwienia. Zwróciła się do Veilore, posyłając jej krótki, pokrzepiający uśmiech.
- Przepraszam, że przeze mnie musiałaś się tyle wycierpieć. Wyszło w chuj głupio. W ramach rekompensaty mogę odstąpić ci ten pokój na noc, jako, że i tak nie mogę w nim zostać. Ewentualnie odprowadzić cię do twojej chatki, jak ci wcześniej obiecałam - zaproponowała. Nic się nie uczyła na błędach, nic.
W zależności od tego, co zadecydowała najemniczka, Astaroth wkrótce opuściła karczmę po raz ostatni sama lub w towarzystwie. W obu przypadkach zaś odprowadzał ją gniewny wzrok gospodarza, chociaż gdy ten na chwilę odwrócił spojrzenie, żeby zająć się klientem oraz Veilore nie patrzyła, As... Klepnęła w tyłek jego córkę, ponieważ czemu nie. I tak już tu nie wróci, a nie mogła sobie odpuścić tego drobnego występku i zerkania ukradkiem na jej zarumienione ze wstydu policzki. Po wyjściu ognista jeszcze długo rozglądała się po otoczeniu, bojąc się, że Selene postanowiła czatować na nią na zewnątrz. Całe szczęście, iż tym razem ruda uciekła w popłochu, a życie Zebry nie skończyło się z powodu seksu z niewłaściwą osobą. Przynajmniej nie tym razem.

// ZT, OTWÓRZCIE SZAMPANA, KONIEC ŚWIATA JEST BLISKI

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Sob Lip 08, 2017 1:50 am

Mimo że była wzburzona jak prawdopodobnie nigdy wcześniej w swoim życiu, Veilore doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje. Wszakże nie stała się głucha przez to, że krew płynęła w jej żyłach wartkim nurtem rzeki w czasie wiosennych roztopów. Znajdowała się jednak w sytuacji, w której nieroztropnie byłoby odwracać się za siebie, przy tym zaś stracić Sel z oczu, kiedy po dzisiejszych wyczynach nie wiedziała, na co jeszcze będzie rudzielca stać. Najemniczka sądziła również, że nie przysłuży się bezpieczeństwu swojej towarzyszki lepiej, niż właśnie stojąc na drodze między nią a inkwizytorką.
Nieruchomo, ze skrytą w rękawiczce zaciśniętą pięścią, blondynka stała jeszcze przez chwilę po uderzeniu przyjaciółki. Częściowo trzymał ją szok powodowany tym, że zdobyła się na wyprowadzenie ciosu, chociaż w tamtym momencie była w pełni świadoma swych czynów. Dopiero huk wystrzału, który przetoczył się po pomieszczeniu, przegnał paraliż z jej mięśni. Drgnęła (a właściwie wręcz podskoczyła) wystraszona.
Następne sekundy upłynęły kobiecie na zorientowaniu się w sytuacji, czy i kto oberwał. Vei była cała, więc obróciła się w stronę cyrkówki i kelnerki, by przekonać się, że im również się nie dostało. Na jej twarzy zagościła wyraźna ulga. Poszkodowany został nieszczęsny świecznik – który szczęśliwie nie natrafił na nic łatwopalnego, gdy postrzelony spadł na deski podłogi. Veilore pobiegła doń wzrokiem, a raczej do jego pozostałości, by upewnić się, że nic im nie grozi ze strony płomieni. Po pomieszczeniu zaczęła nosić się drażniąca nozdrza woń zgaszonych świec.
A tymczasem na miejsce zdarzenia przybył pan tego przybytku i inna członkini jego świty. Vei chciała już podejść do swej kochanki, upewnić się co do jej stanu, a przy okazji jakoś uspokoić nowo przybyłych, jednak powstrzymał ją od tego odgłos gwałtownie otwieranego okna. Odwróciła się ponownie w stronę Selene, kiedy ta próbowała ocenić stopień ryzyka pierwszej lepszej drogi ucieczki.
Chyba nie zamierzasz... – Ruch ze strony blondynki nastąpił może sekundę po tym, jak karczmarz rozpoczął swój, lecz oboje dotarli do pustego już okna. Gdy znaleźli się przy otworze, byli w stanie zobaczyć tylko wijące się na wietrze kosmyki rudych włosów. Veilore musiała się odrobinę przepchnąć, by wyjrzeć za okno i zobaczyć, jak inkwizytorka zwiewa, brnąc przez śnieżne zaspy. Co za idiotka! – myślała, choć wprawdzie kobiecie ulżyło na widok biegnącego rudzielca. Odetchnęła głęboko, w następnej chwili orientując się, że Selene zabrała jej drugi rewolwer. No pięknie. Schowała ten, który jej pozostał do kabury pod pachą.
Zerknęła w stronę "powstającej z martwych" As, potem niepewnie na karczmarza, który już zdążył przejść przez pokój i stanąć na progu przed cyrkówką. Veilore również w końcu ruszyła się w tamtą stronę, dołączając tym samym do całego zgromadzenia, które zebrało się wokół do niedawna nieprzytomnej dziewczyny.
Położyła dłoń na ramieniu wściekłego gospodarza.
Proszę o wybaczenie, bardzo przepraszam za to zamieszanie – rzekła, choć chyba była osobą, do której mężczyzna miał najmniejszy uraz z nich wszystkich. – Zajmę się koleżanką, proszę się już nie kłopotać... Mogę?
Proszę – odpowiedział oschle, przepuszczając blondynkę na korytarz. – Zabierz ją, najlepiej jak najdalej stąd.
Kochanki stanęły zatem przed sobą, jej towarzyszka najwyraźniej zebrała siły do powstania. Najemniczka odwzajemniła niepewnie uśmiech. Prawdę mówiąc czuła się dosyć niezręcznie, że ich igraszki zakończyły się w ten sposób, a owo uczucie wzmogło się, gdy Astaroth wyskoczyła z przeprosinami.
Daj spokój, przecież to nie twoja wina. Raczej ja powinnam wynagrodzić ci straty i nadszarpnięte nerwy. Coś takiego nie powinno się wydarzyć, więc błagam, nie przepraszaj, bo czuję się jeszcze bardziej głupio. – Kobieta odchrząknęła cicho, szykując się do złożenia propozycji. Jakoś trzeba zaradzić kiepskiemu obrotowi spraw. Vei nieszczególnie miała teraz ochotę na samotne spędzanie czasu i to w pokoju, w którym zaszedł nieszczęsny incydent z udziałem inkwizytorki.
Jeśli oczywiście masz ochotę... może dasz się zaprosić na coś mocniejszego? A potem się zobaczy... – Tym razem uśmiech blondynki nie był już taki blady.
W każdym razie cokolwiek postanowiły, opuściły gospodę, może mając nadzieję na szybkie znalezienie innej miejscówki. Veilore miała szczerą ochotę odreagować na butelce jakiegoś dobrego trunku.

~ ZT

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fiona Everdell
Męczennica
avatar

Liczba postów : 112
Join date : 02/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   Nie Sie 06, 2017 9:39 pm

Jeśli chwilę temu któraś z nich pomyślała sobie, że gorzej być nie może, to tym samym sprowokowała los.

Wołanie o pomoc. Córka właściciela. Gospodarz we własnej osobie. Ich nadejście było tak szybkie, że Lana nie zdążyła się przygotować i zaplanować swojej gry. Chwilowo zszokowana, odsunęła się jedynie, pozostawiając zajęcie się nieprzytomną kobietą córce właściciela. Straciła w ten sposób swoją szansę na zbadanie, czy Astaroth faktycznie omdlała, czy też fantastycznie symulowała, jednak wiedza ta zeszła obecnie na dalszy plan.

Wystrzał.

Podskoczyła aż i przeniosła wzrok w stronę wnętrza pomieszczenia, doszukując się oznak morderstwa lub chociaż poważnego zranienia, lecz daremnie. Gospodarz zdążył wkroczyć do pokoju, razem z Veilore skutecznie osłaniając sprawczynię całego zamieszania przez ciekawskim spojrzeniem męczennicy. Nie przeszkadzało jej to w czujnym śledzeniu iście melodramatycznej sytuacji. Po słowach i czynach obecnych w pokoju ludzi wywnioskowała, że nikomu nic się nie stało, a Selene postanowiła opuścić pokój w iście niekonwencjonalny sposób, na dodatek odnosząc w tym sukces. Niebywałe. Więcej szczęścia niż rozumu.

Dźwięk głosu Astaroth dał Lanie do zrozumienia, że kobieta już się ocknęła. Przez moment kelnerka poudawała jeszcze zatroskaną, zaniepokojoną i pełną wyrzutów sumienia, jednak kiedy uwaga dwóch wcześniejszych kochanek skupiła się głównie na gospodarzu, Lana odpłynęła na moment, pozostając wciąż w tym samym miejscu. Zastanawiała się intensywnie.

Była… wściekła. Cholernie wściekła.

Być może powinna odczuwać lęk przed gniewem właściciela karczmy. Być może powinna obawiać się konsekwencji, przed którymi ostrzegała jeszcze przed momentem Selene. Być może… Ale nie. Czuła tylko złość. Złość, że wszystko się skomplikowało. Wściekłość, bo właśnie szlag trafia jej całą dotychczasową pracę, jej wyrobienie swojej reputacji, zasłużenie na względy, zdobycie zaufania, wszystko właśnie trafia szlag! Perfekcyjnie ukrywała cały ogień furii, który płonął w jej duszy.

Wstała nieśpiesznie, widząc jak Astaroth i Veilore kierują się do schodów, a gospodarz podąża za nimi, jakby miały wzniecić jeszcze jedną awanturę. A może jednak?…

- A ty – warknął nagle, spoglądając na męczennicę przez ramię - wyjaśnisz mi później, jakim kurwa cudem ta wariatka się tu znalazła. Teraz przydaj się na coś i posprzątaj tu!

Została sama. Nikt już nie mógł ujrzeć jej twarzy, więc pozwoliła sobie na grymas złości. Paskudny, pełen okrucieństwa. Gdyby wiedział, do kogo się właśnie zwrócił tak pozbawionym szacunku tonem, zaraz padłby na kolana, błagając o litość i przebaczenie. Czasami ubolewała, że wybrała ukrycie prawdy o swojej tożsamości… Ale… Nie, tak było zdecydowanie lepiej.

Dumnym, sztywnym krokiem weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Nie wzięła się od razu za sprzątanie, lecz poczęła szczegółowo oglądać efekty całej awantury, aż wreszcie wyjrzała przez okno, oceniając odległość i ślady. Lana była ciekawa, czy pijana Inkwizytorka, brnąca przez zaspy, zwróciła czyjąś uwagę i czy na następny dzień męczennica usłyszy plotki. O ile jeszcze pojawi się w gospodzie w charakterze kelnerki..



Tak niewiele brakowało! Gospodarz, choć rozgniewany awanturą i samowolą kelnerki, nie mógł pozostać obojętnym na rzewne (choć całkowicie fałszywe) łkanie kobiety i solenne obietnice poprawy. Lana w całej tej historii przedstawiła siebie jako osobę, która chciała dobrze i nie miała serca wyrzucać pijanej kobiety na mróz. Na dodatek powołała się na niepisane prawo, by członkom Inkwizycji nieść pomoc w każdej sytuacji. Gospodarz nie potrafił się z nią zgodzić, dobitnie opowiedział, co sądzi o pomaganiu awanturnikom i wandalom, jednak ostatecznie odpuścił, tak naprawdę głównie za sprawą żony, która przejęła się grą Lany bardziej niż sam Lucas. Koniec końców, męczennica straciła zaufanie mężczyzny, przywileje, jednak zachowała pracę.

I wcale nie cieszyła się, że uniknęła najgorszego. Przeciwnie. Wciąż była wściekła.



/zt~

___________________
POSZUKIWANIA RELACJI

"Don't you try to hide with those angel eyes
(If you let me inside, I won't hold back this time)
Such a deep disguise, the devil's right inside
(More than paralyzed, oh, it's the chase you like)"


Karta Postaci ♥♠ Relacje


Lista sesji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t340-lana
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój numer 3   

Powrót do góry Go down
 
Pokój numer 3
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.
» Pokój numer 188; Kyoji Kusatsu i Momo Kyubei.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki :: Gospoda pod Złotą Kaczką-
Skocz do: