IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Nie Kwi 17, 2016 9:24 pm



Stojąca na obrzeżach zamku katedra od zawsze była uświęconym miejscem. Sakramenty małżeńskie, uroczystości pogrzebowe czy chociażby zwykłe msze - miały tu miejsce wszystkie wydarzenia, które na co dzień można obserwować w każdym kościele. Pomimo upływu wielu lat nadal jakaś specyficzna aura wypełniała to miejsce, zaś po majestatycznej budowli zostały jedynie ruiny. W gruncie rzeczy nie wiadomo czemu budynek został opuszczony i kto go zniszczył. Jedni sądzą, że czas, inni winią wiedźmy, które, w akcie zemsty, rzekomo miały w tajemniczy sposób zburzyć katedrę. Prawdy nigdy nie dowiedziono. Natura chwyciła pozostałości katedry w swoje szpony i wszędzie widać skutki jej działania. Spomiędzy kamiennych ścian wyzierają mchy i trawy, podłogę okala warstwa roślinności zaś w wąskich, długich zagłębieniach zawsze płynie krystalicznie czysta woda. Nikt nie zdołał wyjaśnić skąd się ona bierze. Istnieją dwie hipotezy: boska siła lub po prostu podziemne źródło. Ruiny są świetnym punktem postojowym dla wszelakiej maści podróżników - zawsze to ochrona przed np deszczem lub możliwość ugaszenia pragnienia. Ponadto wielu ludzi wciąż przybywa tu na pielgrzymki lub po prostu aby się pomodlić.

****

Pogoda dopisywała. Chociaż nie było zbyt gorąco to słońce oświetlało wszystko dookoła, ocieplając każde żywe stworzenie w zasięgu jego promieni. Wyblakłe i zmatowiałe ściany ruin słabo odbijały światło, nadając otoczeniu magicznej aury. Cisza tańczyła między milczącymi ścianami, z kolei wiatr jakby nieśmiało przemykał wśród szczelin i kamiennych odłamków. Ten niezmącony niczym spokój przerwało głośne echo spokojnych kroków. Jeden po drugim, wygrywając swoją własną melodię, wgryzały się w osamotnienie katedry.
Przeciętnej postury dziewczyna wkroczyła między święte, choć zrujnowane mury i bez wahania ruszyła w kierunku jednego z zagłębień. Kucnęła, zrzucając z pleców pakowny, bordowy plecak i wyciągając z jego odmętów wyblakły bukłak. Trochę staroświecki wynalazek ale najważniejsze, że pomimo upływu czasu spełniał swoją funkcję. Rudowłosa ostrożnie pochyliła się nad wodą i napełniła przedmiot do pełna. Niedbale strąciła z jego wierzchu zabłąkane krople i wsunęła z powrotem do plecaka.
Dziewka ubrana była w luźną, szmaragdową koszulę na którą narzuciła brunatne palto, nogi odziała w czarne, obcisłe spodnie, które dobrze podkreślały jej figurę, na stopach zaś widniały typowe, skórzane buty do dalekich wędrówek, nieco nadgryzione czasem i dystansem, który w nich zrobiła. Rude, wręcz czerwonawe włosy opadały dziewczynie swobodnie na wątłe ramiona, przywodząc na myśl melancholijne gałęzie wierzby. Zielonymi oczyma, w których tańczyły pogodne iskierki, obserwowała uważnie każdy zakątek ruin, jakby obawiając się czyjejś obecności.
Zsunęła z ramienia futerał ze skrzypcami i ostrożnie postawiła go na ziemi, opierając o plecak. Próbując opanować narastającą, niemal dziecięcą ekscytację zrzuciła ze stóp buty wraz ze skarpetkami i powoli weszła do chłodnej wody, w międzyczasie podwijając nogawki spodni na wysokość kolan. Na twarzy dziewczyny wykwitł delikatny uśmiech zadowolenia połączony z zupełnym zrelaksowaniem. Kucnęła, nabierając w dłonie cieczy i łapczywie pijąc. Przyjemna odskocznia od rutyny podróży. Nadal mając zanurzone stopy usiadła na brzegu, który tworzyły zimne lecz wypolerowane strumieniem głazy, wyjęła z kieszeni zapalniczkę wraz z opakowaniem, w którym przechowywała papierosy, wsunęła jednego do ust i odpaliła, chowając "ekwipunek" z powrotem. Gryzący dym wypełnił płuca i zaraz powrócił, wsiąkając w milczące powietrze. Rudowłosa oparła wolną dłoń za plecami, uniosła głowę i przymknęła oczy, w stu procentach oddając się odpoczynkowi.
Uwielbiała takie chwile samotności, kiedy nikt nie zawracał jej głowy i nie zakłócał pięknej ciszy drażniącym dźwiękiem swojego głosu. Chłodna woda uderzała w zgrabne łydki, niestrudzenie płynąc dalej. Kiedy Freya wypaliła papierosa, rozdarła pozostałą bibułkę i zrobiła z niej mały, koślawy stateczek. Położyła go na powierzchni wody i z dziwnym uczuciem tęsknoty obserwowała jak odpływa wraz z prądem. Trwała tak chwilę po czym westchnęła głęboko, dobywając skrzypiec. Stroiła je chwilę po czym zaczęła grać.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Freya dnia Wto Kwi 26, 2016 3:56 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Aria
Zakonnica
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Pon Kwi 18, 2016 7:11 pm

Aria ubrana jest w jej standardowy strój. Mało przydatne w takich miejscach buty na obcasie, powodowały, iż chodziła nieco pokracznie i powoli. Dodatkowo, w rękach trzyma czerwony, zakończony pięknie wykonanym, złotym krzyżem różaniec.

***

Życie w stałym, niezmiennym tempie, ma swój urok, o ile potrafi się go w nim znaleźć. Ja przywykłam do tych spokojnych dni. Do tego, by być jak wahadełko w metronomie. Na wszystko mam czas, a czas ma mnie. Jednak co się Aria będzie na ten temat rozwodziła. Trzeba było umieć go spożytkować. I wierzcie mi, nie jest to łatwe dla takiej samotniczki, jak ja. Nigdy nie będę pewna, czy to właściwe podejście do życia, taka izolacja. Niby wiem, że "każda ścieżka jest właściwą ścieżką". W końcu Bóg nas tu, na ziemi prowadzi. Dodatkowo, każda rzecz, teoretycznie  mogła by być czymkolwiek innym, a i tak znaczyła by to samo. Nie wiem czy się z tym zgadzam, nie wiem, czy mogę to odnieść do mojej osoby, w tej sytuacji i tej właśnie chwili. W szachach, mówimy na to "zugzwang" gdy najlepszym możliwym ruchem, jest się nie ruszać...
Aria miała skłonności do tego, by szczerze myśleć nad swoim bytem. Miała na jego temat mieszanie uczucia. Uważała, że jej istnienie jest grzechem, podczas gdy jest też cudem. Dzisiejszy dzień nie był też wyjątkiem. Swoje wolne popołudnie Aria spędziła w samotności, w starej zrujnowanej katedrze. Dawne miejsce kultu, spokojne i opuszczone - Aria nie spotkała tutaj prawie nikogo, prócz kilku, bawiących się dzieci. A więc tu, gdzie jej nie wadził nikt, w bocznej nawie, znaleźć można było ją często. To tu bowiem dziewczyna modliła się do Boga o lepszy świat. Mimo iż wiatr, niósł zapach świeżych kwiatów i orzeźwiał ją, ona powtarzała swój rytuał: modliła się, a potem skulona w jakimś kącie czytała sobie książki. Dziś nie było wyjątkiem.
Oj tatku i mamciu. W samotności żyć nie jest łatwo wszak. W samotności się podobno człowiek sypie w pył. A może ja chciałam, by kto ktokolwiek tam, mym przyjacielem kiedykolwiek był? Ech, Ario, wstań i przestań myśleć o głupich rzeczach. Mogłaś zdobyć sobie przyjaciół wiele lat temu, prawda? Ta myśl przybija i dobija. Czy nadejdzie kiedyś świt, czy noc nie pokona mnie?  Czy do przodu warto przeć, bo ludzi dookoła mnie nie zrozumiem. Nie  ma szans. Jeśli nawet zmienię się, jeśli świat przymnie mnie, to jeśli tylko zrobię krok, jeśli tylko ruszę się, to wszystko się zamieni w mrok, cały świat spowije czerń.
Aria pewnie myślała by nad istotą swego bytu jeszcze przez jakąś chwilę, bo książka którą teraz czytała, nie dawała jej chwili wytchnienia i zmuszała do refleksji nad swoim bytem. Jedak dziewczyna usłyszała w oddali donośną, ale bardzo piękną melodię. Dziewczyna od razu zbystrzała i podniosła się z ziemi, trzymając w ręku małą, już bardzo zużytą poduszkę, na której tutaj siadała, tu dzież klęczała.
Może tylko śnię? Pewnie jawa jest mym snem. Nikogo tu być nie powinno, tak sądzę. Nieważne! Ta melodia jest piękna. Aria chce ją lepiej usłyszeć, poczuć.
Mówiła tak, chociaż przeszły ją po plecach ciarki. I ruszyła, powoli i cicho, jakby się skradała. Uważała też, by się nie wywalić i nie zrobić sobie po raz kolejny krzywdy. Była bowiem nieco ciamajdowata. Szczerze, to był z niej strachliwy szczeniaczek i pewnie dlatego zawsze chodziła z nabitym rewolwerem przy pasie. Mimo to, nawet nigdy nie skierowała go nawet w stronę człowieka. Jednak sama jego obecność, potrafiła odpędzić nie jednego rzezimieszka. Świątynia była wielka, a ona szła powoli, bowiem chciała słyszeć piękną melodię. Ostatecznie, po krótkiej chwili znalazła jej źródło. Ta, piękna skrzypka nie mogła widzieć jednak małej zakonnicy, ponieważ była do niej odwrócona plecami. Idąc cichutko, w tym nieco przyciemnionym budynku, zaszła ją dosłownie na wyciągnięcie ręki po czym zatrzymała się. Nie odezwała się ani słowem, w końcu nie to było w jej naturze.
Piękna melodia i piękna skrzypka! Aria jest wielce poruszona! Graj, graj, nie przejmuj się mną! Rozbrzmiewaj echem w historii. Zaśpiewałabym, gdybym znała słowa. Jestem ciekawa!
Aria bardzo się podekscytowała. Jej oczka świeciły jasnym blaskiem, z których łatwo było wnioskować, że blondyneczka czegoś chce, ale się raczej nie odezwie, bo... bo tak. Jednak póki co, to musiała zostać zauważona przez tę nieznajomą, od której Aria wyraźnie wyczuła zapach palonego tytoniu. Pewnie dlatego, że używki były jej całkowicie nieznane. No może po za herbatą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Wto Kwi 19, 2016 3:30 am

Spokojna muzyka niosła się echem wśród kamiennych ścian. Melodia koiła nerwy z podobną mocą co woda tajemniczego strumienia i z siłą równą uderzała w ludzkie serce. Nie była perfekcyjna, bo nic nie jest. Wprawne ucho wyłapałoby dwa czy trzy fałszywe tony kiedy smyczek, jakby wiedziony własną wolą, załamał trajektorię pociągnięcia i przesunął po strunie za mocno bądź zbyt lekko. Freya właśnie grała ciche pizzicato kiedy zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak jak być powinno.
Najwyraźniej przestała w ruinach przebywać sama. Lub, być może, cały ten czas ktoś również tu był.
Nie przerywając występu, którego jedynym widzem, jak do tej pory sądziła, były kamienie, obróciła lekko głowę, próbując odkryć źródło pochodzenia dziwnego uczucia. Niemal natychmiast dostrzegła obecność nieznajomej, która w dość upiorny sposób po prostu stała za nią i obserwowała ruchy jej dłoni. Ruda drgnęła lekko, machinalnie uniosła brwi i rozchyliła nieco wargi na skutek szoku, tym samym przerywając graną melodię. Zamarła tak, ze smyczkiem w ręce opierającym się o struny i przytrzymując dłonią szyjkę skrzypiec, przez dobre kilkadziesiąt sekund. Nie była do końca pewna co ma zrobić. Kontynuować? Zacząć rozmowę? Uciekać? Zwykle ludzie chcący posłuchać granych przez nią melodii nie podchodzą ukradkiem, nieomal doprowadzając do zawału serca, lecz siadają gdzieś w zasięgu wzroku.
Po dłuższej chwili bezruchu Freya zwinnie obróciła się na pośladkach, siadając "po turecku" przodem do dziewczyny i kładąc ostrożnie instrument na swoje skrzyżowane nogi. Woda z mokrych stóp niemal natychmiast zaczęła wsiąkać w spodnie, pozostawiając na nich ciemne ślady. Skrzypaczka jakby tego nie zauważyła. Cóż, mało istotny szczegół. Zlustrowała nieznajomą uważnie, z ciekawością, od stóp aż po czubek głowy i uniosła nieco w górę płaską dłoń, przywołując na twarz nieporadny uśmiech.
- Dzień dobry. - Oparła ręce na kolanach.
W sumie nawet ładniusia jest. Ile mogła mieć lat? Raczej niewiele. Wyglądała bardzo młodo. Strój, w który była ubrana, dodawał jej nieco wiosen lecz nie mógł ukryć młodzieńczych rys twarzy. Kolor włosów niemalże oślepiał rudowłosą.
Zakonnica...? pomyślała ze szczerym zdziwieniem, dostrzegając krzyż na ubiorze.
- Długo już słuchasz, panienko? - rzekła nagle, gwałtownie przerywając ciszę. Zupełnie spoważniała, wyciągając przed siebie dłoń skierowaną wierzchem do dołu. - To będzie sztuka złota za każdą minutę więc lepiej niech panienka będzie szczera.
Trwała tak chwilę, z żywą ciekawością oczekując reakcji. Wbijała w oczy nieznajomej cierpliwe, przeszywające spojrzenie, po czym niespodziewanie wybuchła śmiechem. Chociaż "parsknęła" byłoby tu chyba lepszym określeniem...
- Żartowałam - stwierdziła (jak już skończyła się śmiać), takim tonem jakby to było oczywiste. Zadowolona ze swojego małego dowcipu zaczęła chować instrument do futerału. Zupełnie oddała się tej czynności w ogóle nie patrząc na jasnowłosą. W sumie zawsze odpływała jeśli chodzi o pielęgnację jej narzędzia pracy. Nie znaczyło to jednak, że milczała.
- Jasna cholibka, toż w pierwszej chwili jak panienkę zobaczyłam to myślałam, że mi mały aniołek na kark dyszy. - Podniosła się w kucki, na powrót ostrożnie opierając skrzypce o plecak i wyjęła zeń jabłko, powoli wstając. Przygryzła owoc i z głębokim, pełnym odprężenia westchnięciem przeciągnęła się mocno.
Odgryzła kawałek jabłka, pogryzła i przełknęła. Było słodkie. Takie najbardziej lubiła. Oparła wolną dłoń o biodro i posłała zakonnicy szczery i pogodny, acz delikatny uśmiech.
Przewyższała ją niemal o głowę.
- Chyba nie jestem aż tak stara żeby anioły się po mnie fatygowały - oznajmiła, puszczając jej figlarnie oko.



MMMAGNUM!

___________________


Ostatnio zmieniony przez Freya dnia Wto Kwi 26, 2016 3:56 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Aria
Zakonnica
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Sro Kwi 20, 2016 7:48 pm

Stojąc dość sztywno w cieniu czerwonowłosej skrzypki, wsłuchując się w graną przez nią melodię. Nie przeszkadzała w jej występie - starała się ukryć swą obecność, by usłyszeć graną melodię do końca. Wiadomo jednak, że nie można być jak powietrze z samego faktu, że dziewczyna, a dla niej raczej kobieta, mogła się po prostu spojrzeć w jej stronę. I tak też się stało. Aria obserwowała uważnie powolne ruchu panienki. Nie odpowiedziała nawet na jej przywitanie.
Ciekawi Arię, co ją tutaj przywiało. Niespokojny duch? Muzykant? Turystka? Nie powinna siedzieć na ziemi!. Ziemia jest zimna, złapie jakąś chorobę, albo się przeziębi!
Dziewczyna chciała już podarować jej swoją poduszeczkę, by ta mogła na niej usiąść, jednak gdy zanim sobie to uświadomiła, ta z wolna podniosła się z ziemi. Aria nawet nie odpowiedziała na jej dzień dobry, a na pytanie, "ile czasu tu stoi" rozłożyła delikatnie ręce, mówiąc tak jakby "nie wiem" i delikatnie zakłopotana tylko się uśmiechnęła. Obserwowała tylko, jak ta śmieje się z własnych dowcipów. W sumie to było jej trochę jej szkoda, bo najwyraźniej jej żarcik się nie udał. W końcu... rozmawiała z Arią, która to rozmownych nie należała.
Powinnam była coś powiedzieć, pewnie myśli sobie, że jestem jakąś nawiedzoną prześladowczynią! Tylko... ja nie wiem co powiedzieć.
Jej policzki nabrały rumieńców, bowiem zawstydziły ją jej własne myśli. Nie zabierało się więc na to, że coś powie. Jednak czerwonowłosa panienka powiedziała coś, co zwróciło uwagę dziewczyny. Gdy to usłyszała, odpowiedziała od razu:
-Aria nie jest aniołem! Aria jest zła, wszystko jest w niej złe! -Aria powiedziała to z wielką ekspresją i dość głośno. Te słowa nie pasowały do jej wysokiego, niezwykle piskliwego głosu. Mówiąc teraz o kilka tonacji niżej, po dosłownie sekundzie, może dwóch przerwy, dodała : -A przynajmniej... prawie wszystko... Po czym spuściła wzrok i urwała tak długo utrzymywany z panienką kontakt wzrokowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Pon Kwi 25, 2016 10:49 pm

Przeważnie poznając kogoś nowego Freya dowiadywała się wielu ciekawych rzeczy o tej osobie, zaczynając od imienia oraz wieku, przez profesję i zainteresowania, nierzadko na celu egzystencji kończąc. Zwykle proszono ją o utwory na jakąś cześć, melodie nasycone sentymentalizmami lub powierzano rozmaite wspominki, tajemnice czy po prostu obdarowywano rudowłosą miłą pogawędką (nierzadko w stanie wysokiej nietrzeźwości). Wieloletnie obserwowanie ludzi pomogło skrzypaczce wyciągnąć wiele ciekawych wniosków i dokonać kluczowych obserwacji w celu lepszego zrozumienia ludzkiej psychiki. Jak lubiła mawiać (wzorem ojca): "Człowieka można poznać po oczach."
Bruno nauczył ją, że każdy zasługuje na szansę, nie ważne co zrobił bądź powiedział. Człowiek, istota podatna na manipulację i emocje, czasem traci nad sobą kontrolę. Mężczyzna zrobił jednak podstawowy błąd - był zbyt ufny.
Dziewczę nie było szczególnie rozmowne. Kręciła głową i robiła dziwne miny. Intrygowała rudowłosą. Co robiła w ruinach sama? Czemu nie ma towarzystwa do modlitwy albo grupki wiernych w celu głoszenia kazania?
Jasna dupa, chyba brak mi wiedzy z zakresu wierzenia w pierdoły.
Odgryzła nieco jabłka. Pogryzła, połknęła. Nie przestawała obserwować "aniołka".
Pewnie jakaś nieśmiała. Przypuszczenia skrzypaczki potwierdziły rumieńce na twarzy Arii, ponadto opuściła wzrok. Może boi się ludzi? Z zamyślenia wyrwały ją pierwsze słowa nieznajomej.
Jak...jaka słodka! Mimochodem wykrzywiła usta w pełnym rozczulenia i pobłażliwości uśmiechu.
- W wierzeniach ludowych anioły są uosobieniem piękna, niewinności i mnóstwa bieli. Cóż, niczego Ci, panienko, nie brakuje. - Zrobiła krok w jej kierunku. Dzieliła je odległość nieco większa niż pół metra. Bosa stopa muzykantki zostawiła mokry ślad na ciepłej, kamiennej posadzce. Cóż, jeden z wielu. - Jak możesz być złem, Ario, skoro jesteś zakonnicą? - spytała z lekkim rozbawieniem. Ostrożnie, żeby nie przestraszyć dziewczyny, położyła jej dłoń na boku głowy, przegubem muskając o skroń. W głębi duszy Freya miała nadzieję, że nowa znajoma nie będzie miała nic przeciwko zwracaniu się do niej po imieniu. - Przeczysz w ten sposób sama sobie. - Przynajmniej tak sądziła. Zazwyczaj kiedy zaglądała z ciekawości do kościołów to śpiewano tam o dobroci, miłosierdziu i wybaczeniu, jednak jak oni postępują naprawdę...?
Każdy zasługuje na szansę. Biała kartka.
Z niemym zachwytem powoli opuściła rękę, delikatnie gładząc jej wypływające spod welonu włosy i unosząc ich nieco na spodzie dłoni. Przyglądała się im badawczo. Niesamowity kolor, naprawdę oślepiający. W myślach próbowała go nazwać. Z twarzy rudowłosej nie schodził delikatny uśmiech. Lubiła odkrywać i poznawać, zawsze z taką samą, niemal dziecięcą ekscytacją. Nauka. Życie wciąż uczy czegoś nowego.
- Czy ktoś Cię skrzywdził? - spytała niespodziewanie, nadal wpatrzona w jej włosy, przewracając je w palcach, badając dotykiem ich strukturę. Spoważniała nagle, odpływając. Myślami była nieobecna jednak mimo wszystko oczekiwała na odpowiedź.



MMMAAAGNUM! @___@

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Aria
Zakonnica
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Czw Maj 05, 2016 12:19 am

Te tak dobrze znane uczucie…  Poczucie bycia niezrozumianą. Aria znała je dobrze, a jej delikatny głos, nie dodawał jej wypowiedziom powagi, której w tej chwili tak bardzo szukała. Niewielka i słodka zakonnica nie była zapewne kimś, kto mógł mówić coś od rzeczy. Wiadome, że było to źródłem coraz to większych frustracji dziewczyny. Tutaj było podobnie, rudowłosa nie przyjęła do wiadomości, niczego, co ta powiedziała. Albo po prostu zbagatelizowała tę wypowiedź. Jeszcze przed otrzymaniem jakiejkolwiek odpowiedzi, Aria już wiedziała, jaką dostanie. Po nieznajomej spodziewała się dwóch, skrajnych reakcji na jej wypowiedź, tymczasem ta patrzyła na nią dalej, jakby to co powiedziała, dosłownie do niej nie dotarło. Ta po prostu jadła sobie jabłko. Aria nie chciała być jej dłużna, temu też penetrowała ją wzrokiem z pokerową twarzą.
Wypowiedź rudowłosej utwierdziła ją w przekonaniu, że ta za nic miała sobie jej wypowiedź. Była podirytowana.. ale też ucieszyła się. Ucieszyła się, że ktoś porównał jej mały, grzeszny byt do tak pięknej istoty, jakim jest anioł. Na ustach Arii zawitał przez chwilę mało wyraźny uśmiech, który jednak szybko został zabity. –Niewiedza jest powodem wychodzenia ze złych założeń. – Stwierdziła szybko, co zabrało z jej twarzy uśmiech. –Sun Tzu śmiał rzec, że”ten kto zna siebie i zna swojego wroga, odniesie zwycięstwo w chociażby tysiącu bitew. Kto nie zna swojego wroga, a zna siebie, czasem wygra, a czasem zostanie pokonany. A dlatego, kto nie zna ani siebie, ani swojego wroga, każda bitwa będzie wyniszczającą porażką”. Myślę, że tu jest podobnie. – Pomyślała sobie Aria. Z miną raczej zbitego psiaka, spoglądała na gładzącą ją po głowie rękę i w takiej pozycji przez chwilę zastała, po czym zdecydowała się coś powiedzieć.
-Pewnie… pewnie masz rację. Anioły są piękne, białe, niewinne. Ale ja… ja nie jestem piękna, biała i niewinna. Każdy nosi swój własny krzyż. Aria jest tylko człowiekiem, a to, że jest zakonnicą, nie ma nic do rzeczy. -Powiedziała jak najbardziej spokojnym i pewnym siebie głosem, znowu obserwując, jak kobiecina bawi jej ciałem.  – Po za tym… Aria… Ona powiedziała że jest zła… nie, że jest złem… Zło i dobro, to pojęcia mierzone miarą każdego człowieka z osobna… Moja miarka nie pozwala określić siebie samej, za osobę dobrą. – Powiedziawszy to, wyraźnie posmutniała. Zignorowała całkowicie to, iż ta ją dotykała. W końcu… to nie grzech dotknąć kogoś- szczególnie, jak ma się w tym dobre intencje. Aria miała tylko delikatnie rumiane policzki.
-Nie… Chyba nie… - Odwróciła wzrok. – Zależy też, o jakich krzywdach jest mowa… Jednak ja kiedyś krzywdziłam… i… i nie chcę by się to powtórzyło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Czw Maj 12, 2016 12:02 am

Ciężko było coś wyczytać z twarzy tej drobnej istoty. Zbyt wiele emocji przez nią przepływało. Gniew, ulga, smutek, radość, uraza, zagubienie. Zdawała się być osobą, która wiele w życiu przeszła. To te oczy.
Słowa dziewczyny wywarły ogromny wpływ na rudowłosą, zmuszając jej mózg do intensywnej pracy.
Każdy swój krzyż nosi... Wspomnienia wręcz zaatakowały świadomość skrzypaczki. Westchnęła ciężko, z trudem wyrzucając niepotrzebne myśli ze swojej głowy. Dopiero w tym momencie zauważyła broń. Zaciekawiła ją, jednak postanowiła przemilczeć ten fakt, uważnie słuchając nowej znajomej.
- Cóż, nikt nie jest perfekcyjny. Ludzie mają swoją zasadniczą słabość czyli emocje - powiedziała po chwili namysłu. Uśmiechnęła się smutno. - Ale, paradoksalnie, są one też naszą największą zaletą bo to dzięki nim jesteśmy tym kim jesteśmy.
Zabrała dłoń, opuszczając ją wraz z drugą swobodnie wzdłuż swojego ciała. Miała wrażenie, że sprawia tym towarzyszce dyskomfort. Obserwowała Arię z uwagą i powagą, analizując każde słowo padające z jej ust.
- Chyba każdy zrobił kiedyś coś złego. No i masz rację, Ario, każdy zinterpretuje to po swojemu.
Zrobiła krok w tył i usiadła na kamiennej posadzce po "turecku", bokiem do dziewczyny. Spojrzenie utkwiła w przepływającej nieopodal wodzie, słuchając jej szumu. Echo niosło go po całych ruinach.
- Moim zdaniem skoro nie chcesz już krzywdzić to masz dobre intencje, a skoro masz dobre intencje to nie jesteś złym człowiekiem bo chcesz działać w dobrej mierze. I nie chcesz już sprawiać nikomu przykrości. - powiedziała po krótkiej chwili, spoglądając na Arię z delikatnym uśmiechem.
Odruchowo zaczęła zastanawiać się co by było gdyby ta w przypływie złości wymierzyła w nią broń. To byłoby... na pewno niecodzienne.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Aria
Zakonnica
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Sro Lip 06, 2016 9:28 am

Jasne, że nikt nie jest perfekcyjny. Jesteśmy tylko ludźmi – boimy się gdy jesteśmy przerażeni, śmiejemy, gdy jest nas ktoś rozśmieszy. Nasze zdolności manualne i intelektualne są ograniczone. Ale… Czy to tak źle być człowiekiem? Aria raczyła by stwierdzić, że nie. I nie uważała tutaj emocji za element, który decydował o słabości człowieka. Emocje pozwalają nam wyrażać siebie, mówią nam kim jesteśmy. Dzięki nim, mała Aria może się rumienić, gdy jest zakłopotana i uśmiechać, gdy się cieszy. Panienka ta, powiedziała jej w sumie coś, o czym dobrze wiedziała.
-Nie chcę… Nie chcę by strach kiedykolwiek jadł mnie od środka. Dlatego uważam, że pewne słabości powinno się nosić w sercu… z dumą… -Mówiła, ciągle urywając końcówki swoich zdań spoglądając na ziemię. Ale nie była już smutna o ile przedtem można było nazwać ją smutną. –Czasami miło jest być człowiekiem… nie sądzi Pani?
Te rozterki filozoficzne powoli powodowały, że nie mogła złapać oddechu. Starała się więc zmienić nieco temat, by nie ciągnąć dalej tematu, który kłopotał i ją, i jej rozmówczynię. Ona go zaczęła, to i jej wypadało go skończyć.
Skoro ta opuściła swą dłoń, Aria jak to już miała chyba w nawyku, zaczerwieniła się i powiedziała –Twój dotyk… był taki nostalgiczny…! Aria nie była zła, że została dotknięta. – Powiedziała, wypowiadając ostatnie zdanie nieco niższym tonem, niż poprzednio. Postanowiła już nie upierać się z faktem, że jest zła i, że ta ma się do niej nie zbliżać dla własnego bezpieczeństwa. Pomyślała, że jeśli się jej nie boi, mimo jej ostrzeżeń, to nie ma nic złego w tym, by przysiąść i z nią trochę porozmawiać. Poprawiła więc swoje rękawiczki, tak na wszelki wypadek.

Miała rację, ludzie różnie postępują. Nie chciała jednak  opowiadać jej, jak ona to widzi… Niech to pozostanie w jej małej główce, dla niej i tylko dla niej. Chciała wierzyć, że to co mówi ta Pani jest prawdą. Nie wiedziała. Ale naprawdę, miło by było. Na jej wypowiedź o intencjach powiedziała lakonicznie: -Może…? –Po czym pochyliła się nad siedzącą na ziemi panną i powiedziała: -Nie powinna Pani siadać na tej zimnej podłodze… To na pewno nie wyjdzie Pani na dobre. Usiądzie Pani tu… na tej poduszeczce. –Powiedziała w trosce o duszę, której imienia jeszcze nie poznała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aria
Zakonnica
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Sro Lip 06, 2016 9:30 am

Jasne, że nikt nie jest perfekcyjny. Jesteśmy tylko ludźmi – boimy się gdy jesteśmy przerażeni, śmiejemy, gdy jest nas ktoś rozśmieszy. Nasze zdolności manualne i intelektualne są ograniczone. Ale… Czy to tak źle być człowiekiem? Aria raczyła by stwierdzić, że nie. I nie uważała tutaj emocji za element, który decydował o słabości człowieka. Emocje pozwalają nam wyrażać siebie, mówią nam kim jesteśmy. Dzięki nim, mała Aria może się rumienić, gdy jest zakłopotana i uśmiechać, gdy się cieszy. Panienka ta, powiedziała jej w sumie coś, o czym dobrze wiedziała.

-Nie chcę… Nie chcę by strach kiedykolwiek jadł mnie od środka. Dlatego uważam, że pewne słabości powinno się nosić w sercu… z dumą…
 -Mówiła, ciągle urywając końcówki swoich zdań spoglądając na ziemię. Ale nie była już smutna o ile przedtem można było nazwać ją smutną. –Czasami miło jest być człowiekiem… nie sądzi Pani?

Te rozterki filozoficzne powoli powodowały, że nie mogła złapać oddechu. Starała się więc zmienić nieco temat, by nie ciągnąć dalej tematu, który kłopotał i ją, i jej rozmówczynię. Ona go zaczęła, to i jej wypadało go skończyć.

Skoro ta opuściła swą dłoń, Aria jak to już miała chyba w nawyku, zaczerwieniła się i powiedziała –Twój dotyk… był taki nostalgiczny…! Aria nie była zła, że została dotknięta. – Powiedziała, wypowiadając ostatnie zdanie nieco niższym tonem, niż poprzednio. Postanowiła już nie upierać się z faktem, że jest zła i, że ta ma się do niej nie zbliżać dla własnego bezpieczeństwa. Pomyślała, że jeśli się jej nie boi, mimo jej ostrzeżeń, to nie ma nic złego w tym, by przysiąść i z nią trochę porozmawiać. Poprawiła więc swoje rękawiczki, tak na wszelki wypadek.

Miała rację, ludzie różnie postępują. Nie chciała jednak  opowiadać jej, jak ona to widzi… Niech to pozostanie w jej małej główce, dla niej i tylko dla niej. Chciała wierzyć, że to co mówi ta Pani jest prawdą. Nie wiedziała. Ale naprawdę, miło by było. Na jej wypowiedź o intencjach powiedziała lakonicznie: -Może…? –Po czym pochyliła się nad siedzącą na ziemi panną i powiedziała: -Nie powinna Pani siadać na tej zimnej podłodze… To na pewno nie wyjdzie Pani na dobre. Usiądzie Pani tu… na tej poduszeczce. –Powiedziała w trosce o duszę, której imienia jeszcze nie poznała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Pią Paź 07, 2016 8:54 pm

Ta drobna istotka zaczynała coraz bardziej intrygować muzykantkę. Sposób w jaki mówiła, jej gesty, przemyślenia, wszystko sprawiało, że nie przypominała normalnego człowieka a co dopiero zwyczajnej zakonnicy. Już sam fakt poznania kogoś tak wyjątkowego w tak nietypowym miejscu utwierdzał Freyę w przekonaniu, iż szybko nie zapomni tego spotkania.
– Duma jest dość szerokim pojęciem jednak wydaje mi się, że masz rację, Ario. Bycie człowiekiem ma zdecydowanie dużo zalet – skomentowała z delikatnym uśmiechem, na końcówkę zdania lekko chichocząc. – Do miana „Pani” jeszcze trochę mi daleko. Moje imię Freya – dodała, wbijając rozmarzone spojrzenie gdzieś w popękany sufit katedry, czy raczej tego co z biegiem czasu po niej zostało.
Czas… Bezlitosny zabójca wszystkiego. Na wszystko kiedyś przyjdzie czas. Czas na nikogo nie czeka. Wszystko z czasem umiera. Póki co wlókł się wyjątkowo powoli, ku uciesze muzykantki, która, chociaż nieustannie atakowana przemyśleniami, czerpała swoistą radość z tego nieoczekiwanego spotkania.
Słowa dziewczyny uwolniły umysł rudowłosej ze stanu rozkojarzenia. Utkwiła w niej dość zaskoczone spojrzenie, nie bardzo rozumiejąc co tamta ma na myśli. Zanim miała choćby okazję na wysunięcie jakichkolwiek wniosków owa podała jej… poduszkę.
Po… Poduszeczce… powtórzyła muzykantka w umyśle. Jej oczy niemalże rozbłysły, zahipnotyzowane tym jak bardzo urocze było to młode dziewczę. Ponadto biła od niej swoista aura niewinności, która nieustannie sprawiała, że Freya ciągle miała ochotę ją przytulić i choć do tej pory tłumiła tę chęć tak teraz nie dała rady.
Uniosła się nieco na ręce, przysuwając do twarzy kucającej blondynki i delikatnie, z czułością musnęła ustami jej policzek.
– Dziękuję – powiedziała, opadając z powrotem na tyłek lecz uprzednio szybko podsuwając sobie pod niego otrzymaną poduchę. Zadowolona, posłała dziewczynie pełen sympatii uśmiech.
Jako niewierząca postanowiła, że spróbuje poszerzyć swoją wiedzę. Nauka bywa fascynująca, w każdej formie.
– Opowiesz mi coś o swoim Bogu? – poprosiła uprzejmie, obserwując strumyk z uśmiechem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
Aria
Zakonnica
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Sob Paź 22, 2016 3:28 pm

Przybiera różne formy... Jak wszystko, co abstrakcyjne. Zależna od punktu siedzenia, tudzież widzenia.Jednak Aria wierzyła, że mimo wszystko pewne prawdy i wartości moralne są niezmienne. Dlatego mogła to powiedzieć z uniesioną piersią "Dobrze jest być człowiekiem". Słabości to to, co w pewien sposób nas definiuje. Jednak myśląc nad tym Aria uśmiechnęła się jakby na siłę, dodając na koniec słowa:
-Szkoda tylko, że ta duma nie ratuje stąpających po ziemi...
 Ucieszyła się, gdy ta się jej przedstawiła. Jednak nie mogła jej tak po prostu mówić po imieniu... Po prostu - nie wypadało! W końcu była od niej wyraźnie starsza i prawie w ogóle się nie znały, by tak młoda zakonnica jak ona mogła jej mówić na przysłowiowe "Ty".
-Wybaczy Pani, nie mogę... Jest Pani starsza ode mnie... tak mnie po prostu uczono w domu, że do nieznajomych i starszych należy się odnosić z szacunkiem. Aria jest temu rada. Bo ona może kogoś nie znać, a ktoś może ją znać i co wtedy?! Aria nie chce być niemiła.
 Uśmiechnęła się, tym razem bardziej szczerze niż ostatnio. Ale w rzeczy samej, podróżniczka miała bardzo śliczne imię. Arię ucieszył fakt, że nie siedziała już na zimnych kamieniach. To niedobre dla zdrowia.
Ale ale! Aria aż cała na moment zdrętwiała, gdy ta ją pocałowała w policzek. W sumie nie wiedziała, czy to pocałunek. Ale jak to każda młoda dama, od razu tak to zinterpretowała. Po chwili wyprostowała się zmieszana i czerwona na twarzy, pomasowała się po policzku. Powiedziała tylko naprawdę cicho:
-Nie ma za co...
prawdziwie zmieszana. Na jej prośbę, normalnie zaczęłaby nawijać jak opętana ze złożonymi rękoma, a pewnie ktoś mógłby zobaczyć spadające na nią światło, z powodu jej świętego opowiadania. Jednak tym razem była zbyt szokowana, by powiedzieć cokolwiek. W końcu jakiekolwiek dwuznaczne kontakty z osobami niespokrewnionymi nie uchodzą,a w jej przypadku są wręcz zabronione. Aria analizowała, czy wszystko jest "ok". Pewnie jakby Freya była mężczyzną, dostała by od razu z otwartej ręki, a sama zakonnica uciekła z płaczem. Tu jednak jej czystość nie była w żaden sposób zagrożona, więc ta nie posunęła się do tak radykalnych środków. Faktem jest jednak, że zamiast coś powiedzieć, wciąż z bardzo rumianą twarzą spuściła głowę i mogła powiedzieć tylko:
-No... to... więc... o Bogu...
Robiąc długie przerwy między każdym słowem.








Nie żeby coś, ale trzeba sobie przypomnieć realia tego forum. W tamtych czasach bliskie kontakty z nieznajomymi nie były w oczach etykiety tolerowane. Trzeba tu podkreślić, że Aria to dziewczę z dobrego domu i co nieco o tym wie. Druga sprawa -> to zakonnica, co mówi samo za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freya
Wagabunda
avatar

Liczba postów : 36
Join date : 13/04/2016

PisanieTemat: Re: Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora   Pon Kwi 03, 2017 7:45 pm

//To ja Z/T bo ni mam pomysłów. Soreczki Ariś :* Załatwię ci za to jakąś lolitkę.//

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t261-wagabunda-zwana-freya
 
Zrujnowana Katedra imienia św. Lenora
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pierwszy dzień imienia forum
» Klasa Numerologii
» Finnick Odair
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Katedra Kardia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Ruiny zamku-
Skocz do: