IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac pod ratuszem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 611
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Plac pod ratuszem   Sro Maj 18, 2016 8:47 pm

First topic message reminder :


Miejsce wielu spotkań, codziennie mijane przez setki ludzi, zapełnione po brzegi przez tłumy w niemal każdej porze dnia. Sporych rozmiarów plac, wyłożony kocimi łbami, od którego odchodzą główne ulice. W jego centrum wybudowany jest ratusz miasta, a w pobliżu znajduje się siedziba Inkwizycji, rynek i stos, czyli wszystko, co przeciętny mieszkaniec Wishtown potrzebuje do szczęścia.
Plac okalany jest na całej długości lampami gazowymi, zapalanymi przez latarnika, gdy zacznie się ściemniać. Cała przestrzeń jest utrzymywana w czystości, wraz z idealnie zadbaną roślinnością; jest to w końcu miejsce reprezentujące całe miasto.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene

AutorWiadomość
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 5:44 pm

Nie liczyło się dla niej nic, ta chwila gdy mogła spełnić to co chodziło jej po głowie, było dla niej niczym lek na rany. Cicho westchnęła gdy poczuła jego palec na swoich ustach. Wpatrywała się w niego w milczeniu obserwując jego rysy twarzy. Był tak przystojny, niemal nierealny, zakazany. Bała się, że jeśli się ocknie, go nie będzie a ona? Ona znowu będzie z dłonią w przysłowiowym nocniku. Jednak teraz...teraz był, stał obok, dotykał jej twarzy. Odruchowo uśmiechnęła się lekko, chciała coś dodać, powiedzieć gdy nagle jego usta znów zamknęły się na jej. Uciszył ją, dominował. Spodobało się to jej, nawet bardzo. Zamruczała cicho. Upuściła zakupy pod stopy, a dłonie ułożyła na jego głowie, splatając palce we włosach mężczyzny. Jej oddech przyspieszył, serce zaczęło bić mocniej. Przymknęła powieki rozkoszując się przyjemnym doznaniem. Czuła jak motylki w brzuchu zaczynają drażnić ją tak bardzo przyjemnie. Trwała tak, w nieskończoność, ale ileż można? W końcu musieli też dojść do domu. Odsunęła się od niego i uśmiechnęła lekko.
- Chodźmy, pokażę Ci zatem gdzie ja chadzałam. Tylko proszę Cię o jedno.
Urwała na chwilę i uśmiechnęła się lekko do niego.
- Nie zniechęć się na to co zobaczysz.
Szepnęła by po chwili pocałować go ponownie czule i namiętnie. Zaraz potem ruszyli przed siebie. Powoli i stopniowo, uprzednio zbierając zakupy jakie upadły jej u stóp.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Brendan Flamel
Mistrz Żniwiarzy
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 17/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 6:29 pm

Pocałunek był wręcz przecudowny, lepszego nie dało się wyobrazić. Mężczyzna zatracił się w nim do reszty, nie potrzebował już wody, ani pożywienia, zapomniał nawet, że tlen jest mu niezbędny do życia. Teraz żył siłą pocałunku, zamknięty w najmilszym więzieniu jakie było dane mu kiedykolwiek odwiedzić. Jednak i ten błogostan musiał się kiedyś skończyć. Azazel odsunęła się od niego i zaprosiła do dalszej wędrówki. No cóż któż by odmówił tak pięknej kobiecie? Być może ślepy, kto wie.
- A więc prowadź piękna. - skinął ręką na znak, że oddaje jej dowodzenia nad wycieczką.
- Cóż niby miałoby mnie zniechęcić? - Zdziwił się - Uwierz mi Azazel, że w swoim życiu widziałem już tyle dziwów, że chyba nic nie jest w stanie mnie zniechęcić - odpowiedział pewnym siebie głosem. Cóż akurat tutaj trzeba mu przyznać rację. W swoim być może niezbyt długim życiu widział już nie jedno poczynając od nieprzeciętnie pięknych po przeokrutne maszkarony lub zwłoki w różnym stanie rozkładu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 6:42 pm

Azazel bała się panicznie jednego, że mężczyzna odkryje prawdę o niej. Bała się jego reakcji, bała się tego jak zareaguje na ów wiadomość. Ale kiedyś...może mu powie? Tego nie wiedziała na obecną chwilę. Na razie czuła się naprawdę bezpiecznie i spokojnie. Dla tego gdy ruszyli prowadziła go w milczeniu między uliczkami. W dłoniach miała pakunek z zakupami. Wiedziała, że matka zabroniła jej chodzenia po takich miejscach, ale była teraz z Mistrzem Żniwiarzy prawda? Nic nie może się stać! Uśmiechnięta powoli, stopniowo weszła w jedną z uliczek. Ciemna i śmierdząca uliczka, w której krzątało się bez celu kilka osób w tym dzieci. Na widok Azazel i mężczyzny zesztywnieli ale zaraz potem na gest wiedźmy podeszli do niej niemal potykając się o własne nogi. Wyciągnęła im kilka owoców i pieczywo.
- Czarna Pani do Nas wróciła?
Zapytał chłopczyk może około pięciu lat. Azazel uśmiechnęła się lekko i pogładziła go po brudnej głowie.
- Nie odeszłam od Was Anthony. Widzisz malutki, mój świat się zmienił. Ale, to nie oznacza, że Was zostawiłam.  Jutro przyjdź proszę w okolice stosów. Przyniosę Ci więcej jedzenia. Dzisiaj mam tylko to.
Uśmiechnęła się lekko do chłopca i podała mu owoce i pieczywo. Spojrzała na Brandona z delikatnym uśmiechem.
- To mój świat, który zamknęłam za sobą. Nim odnalazła mnie moja matka. Wieczorami pomagałam takim jak oni. Opatrywałam ich rany, karmiłam, wspierałam w ostatnich chwilach.
Dodała zbierając się w stronę przeciwną tak by pozostawić biedotę i skierować się w stronę ogromnej figury w samym centrum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Brendan Flamel
Mistrz Żniwiarzy
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 17/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 7:46 pm

Mężczyzna idąc z kobietą po coraz gorszych częściach miasta zaczął odczuwać lekki niepokój. Czyżby kobieta chciała wyprowadzić go w pole i te wszystkie zaczątki miłosnych uniesień były jedynie obłudą? Nie możliwe, Brendan nie chciał w to wierzyć. Mimo, że znał okolicę niechętnie tutaj przychodził, bardziej z obowiązku niż z chęci, lecz odwiedzał te tereny dosyć często.
- Twój świat powiadasz? - zapytał już mniej entuzjastycznym tonem patrząc na ludzi zebranych dookoła nich i jak Azazel rozdaje jedzenie potrzebującym. Znał tych ludzi, wszystkich pokolei i każdego z osobna. Nie uważał ich za przyjaciół lecz za ciemniejszą część jego życia, gdy przebywał pośród nich ucząc się "przetrwania" był to bowiem pewien rytuał, który musiał przejść, swoista inicjacja, której został poddany po znalezieniu w rodzinnym domu przez Żniwiarza-wybawcę.
- Rozumiem, więc to ty jesteś sławną Czarną Panią, tak? - Zapytał.
Żyjąc wśród nich wiele się dowiedział na temat stylu życia biedoty, jednak miał zakazane by przyjmować od kogokolwiek jakąkolwiek pomoc toteż nigdy nie widział owej Czarnej Pani, o której mimo wszystko słyszał bardzo wiele. Nagle jeden ze starszych mężczyzn odezwał się w kierunku Mistrza Żniwiarzy: -" Czyżbyś naprawdę został Mistrzem Żniwiarzy podlotku? Gdy to usłyszałem postawiłem ostatnią parę butów, że to nie prawda."- splunął na ziemię tuż pod jego nogi -" Zwykły sowizdrzał i złodziejaszek jedną z głów Inkwizycji, też mi dobry żart"-
- A oto moja ciemniejsza strona przeszłości - Te słowa zwrócił do Azazel głosem pełnym politowania.
- Masz, to za wszystko com ci ukradł kiedykolwiek. - Rzucił w mężczyznę mieszkiem pełnym złotych monet.
- Nie zniechęciłaś mnie o Czarna Pani, lecz wydaje mi się, że ja Ciebie tak. Mylę się? - Te słowa przeszły mu przez gardło z wielkim trudem, ale niestety musiał je wypowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 7:59 pm

Oj gdybyś wiedział Mistrzu Żniwiarzy z kim masz styczność, w kim się zakochałeś, w kim ona się zakochała, pewnie pierwszy byłbyś kierował ją na stos. Uznając, że rzuciła na Ciebie czar. Jednak czy by mogła? Może i tak, znała eliksiry miłosne, znała wiele zkalęć. Ale nigdy nie korzystała z nich jeśli nie musiała. Słysząc słowa jakie wypowiedział, ton z jakim to mówił i niechęć do okolicy uniosła brew. A potem...potem stało się coś czego się nie spodziewała. Widząc zachowanie starca, a potem wyrzuty względem Brandona. Uniosła brew. Zabrała mieszek z pieniędzmi i oddała go Mistrzowi Żniwiarzy.
- Zapomniałeś starcze jak wiele razy Ty kradłeś? Jak robiłeś wszystko by przetrwać? Zapominasz, że nie jesteś lepszym. Miast wypominać, powinieneś cieszyć się, że Inkwizycja nie pozbawiła Cie jeszcze głowy.
Fuknęła na niego ostrzegawczo. Nie trawiła mężczyzny, starzec czasami bywał bardzo natarczywy i uparty. Nie docierały do niego słowa i prośby. Spojrzała na Brandona i lekko się uśmiechnęła dotykając jego policzka.
- Czy powinnam się brzydzić? Nie zrobiłeś niczego złego. Wiem, co to bieda, walka o przetrwanie. Oni też wiedzą. Wiedzą doskonale kim byłam, kim jestem. Gdybym mogła...zmieniłabym wiele, ale nie jest mi to dane.
Uśmiechnięta ucałowała go delikatnie i czule jednocześnie odganiając wzrok mężczyzny od starca. W głowie Azazel wiele się zmieniło. A starzec? Był bliski śmierci, to raz, dwa naskoczył na Brandona a tego, nie potrafiła mu darować. Spojrzała kątem oka na starca by po chwili w jej dłoniach pojawiła się kula ognia, cisnęła nią w stronę starca tak, by Brandon niczego nie dostrzegł. W oczach Azazel czaiła się wściekłość, furia ale i ekscytacja. Oderwała się dopiero gdy usłyszała krzyk starca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Brendan Flamel
Mistrz Żniwiarzy
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 17/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 8:19 pm

On niestety wiedział w kim się zakochał, a może i "stety"? Któż to wie. Wiedział, że Czarna Pani była czarodziejką, wiedział co robiła dla ludzi i wiedział jak ich traktowała. Starzec byś może nie miał racji próbując wyegzekwować od Żniwiarza zadośćuczynienia za wcześniejsze krzywdy, ponieważ nie raz próbował okraść młodzieńca, lecz ten był sprytniejszy od niegdyś rosłego szczupłego mężczyzny. Nikt z tych tutaj biedaczków nie mógł mu dorównać sprawnościowo i sprytem. Brendan mieszkając tutaj nie był tak zgorzkniały jak oni ani przeżarty biedą, radził sobie niemalże doskonale, polował w lasach pod miastem, kradł ze stoisk na rynku lub szmuglował różne rzeczy. Koniec końców inicjację zaliczył śpiewająco i dostał pozwolenie by zacząć uczęszczanie do Akademii. Na ulicy spędził jednak prawie cały rok i poznał wszystkie aspekty takiego życia.
- Przestań Aza...- Nie skończył jednak wypowiedzi, ponieważ został pocałowany i jego uwaga została odciągnięta od biedaka. Po chwili jednak usłyszał krzyk mężczyzny i zobaczył jego poparzone ciało. Wiedział, że to sprawka córki Arcymistrzyni.
- Nie musiałaś tego robić Azazel naprawdę. Poza tym nie zbyt ci do twarzy z taką miną. Piękniej ci z uśmiechem na twym przepięknym licu.- Powiedział namiętnym głosem po czym złożył pocałunek na czole czarownicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 8:28 pm

Nie spodziewała się, że wie o niej. Nie spodziewała się tego, że jest świadom tego kim jest Azia. Spojrzała na niego zaskoczona i wystraszona. Był jakby nie patrzeć częścią głowy Inkwizycji. W raz z Adrastią stali na wysokich pozycjach. Przyjrzała się mu z uwagą a potem przeniosła wzrok  na spalone zwłoki.
- Zasłużył sobie. Prawdę mówiąc..nie spodziewałam się, że go spotkam tutaj, dzisiaj. Kiedyś...skłamał przeciwko mojej przyjaciółce. Młoda dziewczyna. Miała zaledwie dwanaście lat. Powiedział, że jest wiedźmą. Nie była nią, była zwykłym dzieciakiem. To ona pomagała mi wymykać się z domu. Dzięki niej stałam się Czarną Panią.
Urwała uśmiechając się lekko.
- Wiedziałeś...a mimo to jesteś ze mną? Nikt nie może wiedzieć, nikt. Zagroziłoby to nie tylko mnie, ale i mamie. Nie mogę pozwolić na to, by coś się jej stało.
Spojrzała na Brandona z powagą na twarzy i smutkiem w oczach.
- Skoro wiesz kim jestem...co zamierzasz?
Zapytała cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Brendan Flamel
Mistrz Żniwiarzy
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 17/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 8:47 pm

Tak to może być szok dla każdej czarownicy, żadna by nie chciała, żeby Mistrz Żniwiarzy odkrył jej powiązania z magią, ponieważ z reguły kończyło to się stosem lub ścięciem. Czy i tym razem się to skończy? Czy Brendan wykorzysta swoją wiedzę i zdetronizuje wielką Arcymistrzyni Inkwizycji i zajmie jej miejsce? Otóż każdy człowiek przy zdrowych zmysłach zrobiłby to bez mrugnięcia okiem, jednak Bren nie należał do takich ludzi. Mimo, że był głową najbardziej brutalnej odnogi Inkwizycji to nie uważał, że każda czarownica zasługuje na śmierć. Uważał, że powinny być sądzone sprawiedliwie tak jak każda inna istota żywa, według swoich poczynać, więc czemu miałby zabijać wiedźmy, które są dobre i zmieniają ten świat na lepszy? Przecież to nie logiczne.
- Na początku nie wiedziałem, ale mieszkając tutaj dowiedziałem się, że Czarna Pani jest czarownicą, a teraz okazało się, że właśnie nią jesteś ty. By było jeszcze ciekawiej okazało się, że Arcymistrzyni Inkwizycji również jest czarownicą, ponieważ tylko czarownica jest w stanie urodzić czarownicę, prawda? - Brendanowi nikt nigdy nie mógł odmówić zdolności kojarzenia faktów. To była jedna z jego najlepszych cech, ponieważ była dopracowana prawie do perfekcji.
- Pytasz kochanie co zamierzam?- Rzucił z przekąsem - Więc nie jesteś pewna co mam zamiar zrobić? Otóż mam zamiar teraz cię pocałować, a wiedzę o tym wszystkim pozostawić dla siebie. Nie uważam, że każda czarownica za to że włada magią zasługuje na stos. Zasługują te, które mordują ludzi i łamią prawo w inny sposób. - Po tych słowach posłał kobiecie ciepły uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Kwi 05, 2017 9:02 pm

Oj tak, jednak było małe ale. Arcymistrzyni nie była biologiczną matką Azazel, a jej mąż. Jednak dziewczyna uśmiechnęła się lekko i pogładziła policzek mężczyzny.
- Owszem, tylko czarownica urodzi czarownicę, jednak Arcymistrzyni nie jest moją biologiczną matką. Jest moją macochą. Mój Ojciec, mąż Adrasti oddał mnie pod piecze wiedźmie, chcąc ocalić mnie przed moją biologiczną matką podrzucił mnie do innej wiedźmy, która jego zdaniem była odpowiednią kobietą. Jednak po jej śmierci odnalazła mnie Ad. Całkiem przypadkowo.
Wyjaśniła z uśmiechem, chociaż czy przypadek? Tego nie wiedziała, ale stało się. Odnalazła ją, cieszyła się bowiem w innym wypadku nie byłoby jej z nią. Na jego słowa odnośnie tego co dalej zamarła. Bała się, spięta twarz nie popuszczała ani na chwilę. Dopiero jak wyjaśnił jej co ma zamiar poczuła ulgę. Mógł ją spalić, mógł pozbyć się jej jak pionka, ale nie zrobił tego. Uśmiechnęła się lekko i musnęła jego usta swoimi.
- Więc na co czekasz? Pocałuj mnie.
Uśmiech na twarzy młodej wiedźmy powiększył się zadziornie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Brendan Flamel
Mistrz Żniwiarzy
avatar

Liczba postów : 102
Join date : 17/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Czw Kwi 06, 2017 3:32 pm

Brendan słuchał uważnie Azazel. Cieszył się słysząc te słowa. Wiedział, że po tym co jej powiedział dziewczyna bardzo mu zaufała. Zbliżył się do niej i złapał za dłonie gdy mówiła i pocałował ją w czoło.
- Wiesz na co czekam? - Zapytał jednak nie czekając na odpowiedź ze strony dziewczyny - Na zaproszenie do twojego domu.- Rzucił szarmanckim tonem. Być może odpokutuje za to, ale musiał powiedzieć te słowa, ponieważ ściskały mu serce tak, że nie mógł dłużej wytrzymać. Chciał zostać z czarownicą sam na sam. Nie chciał też jej opuszczać, chciał iść razem z nią, chciał by nie musiał jej opuszczać już nigdy. Czuł, że jego miejsce jest właśnie przy niej, że powinien otoczyć ją swoją opieką i miłością. Przede wszystkim miłością. Nazywając rzeczy po imieniu. Naprawdę zakochał się w Azazel, prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia trafiła go jak piorun z bezchmurnego nieba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Czw Kwi 06, 2017 4:16 pm

Czy ją zaskoczył? Owszem, nie spodziewała się że tak szybko pokocha, że tak szybko odda serce obcemu człowiekowi. Po prostu, coś się stało, coś czego nie potrafiła opisać. Początkowo obserwowała go, przyglądała się w milczeniu i z dala. A jak miała okazję się z nim spotkać sam na sam czuła pewne obawy.  Strach ściskał jej gardło. A tutaj, nagle wszystko potoczyło się niemal jak z bicza strzelił. Zacisnęła zęby nieco by dodać sobie odwagi i odetchnęła.
- Ty mój drogi nie potrzebujesz zaproszenia.
Uśmiechnęła się lekko i musnęła jego policzek. Czuła się o niebo pewnie i spokojniej. Zaraz potem spojrzała na niego i po prostu pocałowała go czule.
- I pomyśleć, że jeszcze tak niedawno temu, wypierałam od siebie myśli, że komuś mogę się podobać.
Roześmiała się kierując się powoli w stronę wyjścia z uliczki.
- Zatem, zapraszam kochanie do siebie.
zt.x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Sro Maj 24, 2017 11:50 pm

Charlie spacerowała nieśpiesznym krokiem po placu, nucąc w myślach przypadkową, dziką melodię. Zwykle o tej porze przesiadywała w jakiejś karczmie, zażywając uciech życia (takich jak dobry posiłek i napitek) i nawiązując znajomości, które wróżyły dobry zarobek lub interesującą przygodę. Ba, nawet znalazła gospodę, w której zdecydowała się na spędzenie czasu wolnego, jednak niespodziewany wypadek zniweczył jej plany. Któż by odgadł, że obrotna kelnerka, którą Charlie zupełnym przypadkiem uszczypnęła w pośladek, okaże się córką gospodarza? Mężczyzna nie uznał tego gestu za godny komplement i bezceremonialne wyrzucił czarownicę z gospody. Cóż, zdarza się i tak.
Charlotte przysiadła w końcu na pierwszej z brzegu ławeczce i w zadumie zaczęła się przyglądać mijającym ją ludziom, próbując dopatrzeć się jakiejś znajomej twarzy. Potrzebowała nowego pomysłu na dzisiejsze zajęcie, gdyż incydent w karczmie uznała za znak od losu, zmuszający ją do oderwania się od kart.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Czw Cze 01, 2017 7:46 am

Minęło wiele miesięcy od kiedy Lizze była ostatni raz w mieście. Minęło wiele miesięcy od kiedy ostatni raz zapuszczała się w stronę cywilizacji, a była to zasługa ostatnich wydarzeń jakie miały miejsce. Kobiety, która zdawała się darować jej życie. Załamania jakie przeszła. Oraz zwątpienia jakie narosło w jej sercu. Owe zwątpienie sprawiło iż dziewczyna nie była wstanie tworzyć czy choćby dobrze się bawić. Nie miała ochoty także na podpalanie czegokolwiek mimo iż jej wewnętrzny płomień wzrastał z każdym dniem. Zapytacie więc co też robiła owa młoda dama? Już pędzę z wyjaśnieniami. Zaszyła się ona w swojej samotni. Odwiedzała zgliszcza swego starego domu będąc przy tym pogrążoną w smutku i żabie jaka zagościła w jej sercu.
W tamtym czasie nikt kto ją znał wcześniej nie powiedział by że to ta sama bardka. Na jej twarzy nie gościł wtedy uśmiech, a beztroska już dawno została przegnana. Cóż zatem posiadała? Smutek, żal oraz zwątpienie. Jej cały światopogląd zmienił się. Była nawet gotowa pogodzić się ze swoim losem samotnej utrapionej duszy jednak jak zwykle los pragnął dla niej czegoś innego.
Cóż się stało?
To pozostanie na razie tajemnicą. Przecież artysta nie tłumaczy swoich sztuk prawda?
Ważnym jest iż dziewczę przeszło ponowną transformacje. Na nowo zaczęło się uśmiechać oraz co najważniejsze odwiedzać miasto w celu zarobku (nie tak małego) oraz delikatnej dywersji w stronę inkwizycji. Jednak nie zawsze. Dziś bowiem nogi zaprowadziły ją w stronę ratusza. Tutaj bowiem płonęły stosy. Czasem także w innych miejscach lecz sentyment pozostał. Jaki? Cóż głupio się przyznać lecz Lizze mimowolnie poszukiwała w tłumie znajomej twarzy. Twarzy należącej do tej samej kobiety jaka pragnęła jej śmierci. Dlatego też pewnie podświadomie zaczęła podśpiewywać tą samą smutną melodię opisującą śmierć na stosach. Czyżby prosiła się o śmierć? Czy może na swój sposób pragnęła wywabić z tłumu tą samą osobę co ostatnio? Zabawne. Lizze mimo wszystko obdarzyła ową kobietę dziwnym sentymentem jednocześnie starając się unikać osób jak do tej pory dla niej bliskich. Jednak kto był teraz bliski? Kogo mogła by tak nazwać? Stare znajomości umarły. Osoby dla jakich była wstanie zrobić wszystko zniknęły w mrokach życia, a ona pozostała sama. Dlatego też musiała jakoś na nowo ułożyć sobie życie. Dlatego przemierzała owy plac z pieśnią na ustach. Szukając przy tym kolejnego celu dla swoich zdolności... Celu jaki dałby jej chwilę dziecinnej zabawy. Przecież nic tak nie polepsza nastroju jak podpalenie czegoś bądź kogoś prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Wto Cze 06, 2017 1:41 pm

Charlie już sama nie wiedziała, ile czasu spędziła na ławce, zerkając na mijających ją ludzi. Wszystko było takie typowe, zwykłe i… nudne. Czasem na placu można było stać się świadkiem naprawdę interesujących scen. Czarownica ostatnio widziała mężczyznę, który wdrapał się na szubienicę i zaczął wykrzykiwać, że Inkwizycja zabiła jego niewinną żonę. Oczywiście na ów niezwykły występ prędko przybyła dwójka żniwiarzy, którzy z całą dozą serdeczności postanowili nauczyć mieszkańca co nieco o obowiązujących w Wishtown zasadach. Zarobił akurat potężny cios w żołądek za oplucie jednego z inkwizytorów, gdy Charlie udało się zbliżyć na tyle, by móc wtrącić do tej sytuacji swoje trzy grosze. To było naprawdę zabawne, gdy jeden z mężczyzn nagle spotulniał, jakby niepewny, co powinien teraz uczynić. Wahanie wyraźnie malowało się na jego twarzy i nie przemijało pomimo uwagi zwróconej przez partnera. A i na niego przyszła pora. Koniec końców, mieszkańcowi udało się wyrwać i wmieszać w tłum, gdy dwójka żniwiarzy została zmuszona do stawienia czoła głębokim, obezwładniającym wątpliwościom, które pojawiły się znikąd. Dostarczyli Charlie całkiem sporo rozrywki, nawet jeśli prędko odeszli z miejsca zdarzenia.
A teraz nie działo się nic. A nie, chwila! Czarownica rozejrzała się po tłumie o wiele czujniej, niż jeszcze przed chwilą. Do jej uszu dobiegła pieśń. I to nie byle jaka pieśń, bo opowiadająca o śmierci na stosach. A jednak nie brakowało odważnych ludzi w tym mieście. Kobieta od razu zerwała się na równe nogi i poczęła zmierzać w kierunku solistki. Prowadziły ją własny słuch i spojrzenia zaniepokojonych mieszkańców. Niektórzy starali się oddalić, by w razie czego uniknąć wplątania się w jakąś niebezpieczną sytuację. Charlie nie byłaby sobą, gdyby przynajmniej raz na tydzień nie wpakowała się w kłopoty.
I w końcu ujrzała ją, młodą dziewczynę, z której piersi wydobywała się przejmująca pieśń. Charlotte aż przekrzywiła głowę, gdy opanowało ją dziwne wrażenie, jakby widziała już tę osobę. Na pewno nie była dłużniczką czarownicy, Charlie doskonale pamiętała ich twarze. Więc może w jakiejś gospodzie, może gdzieś na szlaku?… Czas pokaże.
- To nie jest pieśń, za którą otrzymasz gromkie brawa – rzuciła żartobliwie, by zagaić do tajemniczej śpiewaczki. - Za to ludzkiej uwagi ci teraz dostatek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lisbeth De'nar
Mała piromanka
avatar

Liczba postów : 39
Join date : 07/01/2016

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Czw Cze 15, 2017 5:12 pm

Dziewczę zatrzymało się w pół kroku. Miała przecież nadzieję iż właśnie owa pieśń przyciągnie wzrok tej konkretnej osoby a tu proszę przywiało kogoś zupełnie innego. Dzięki niej nasza Lizze przeżyła kolejny zawód w swoim życiu, a to bolało... Bardzo. Lecz nie dała poznać tego po sobie. Nie chciała by świat na nowo ujrzał jej upadek dlatego też jedynie uśmiechnęła się ze swoim wrodzonym dziecinnym wdziękiem nie przejmując się spojrzeniami przerażonych ludzi czy też tych bardziej ciekawskich. Nie przejmowała się również faktem iż wiatr smuga jej długie czarne włosy jakie zapragnęły ukryć bladość jej delikatnej wręcz porcelanowej cery. Nie zapominajmy przecież o tym iż Lizze wyglądała niczym krucha przepiękna lalka mogąca się rozsypać przy jakimkolwiek dotyku. Ot jedna, z tych rzeczy dzięki którym potrafiła zjednywać sobie widownie oraz oczarować ludzi ot tak.
-Co jeśli właśnie o uwagę mi chodziło?- Odparła zadając przy tym jednocześnie pytanie które w ustach kogoś innego można nazwać prowokacją lecz nie w jej. Nikt bowiem nie uznał by iż ktoś jej pokroju stanowił by niebezpieczeństwo czy coś w tym stylu. Zresztą za sztukę jeszcze nie zamykają! Tak przynajmniej tłumaczyła sobie sama przed sobą. ostatnim razem przecież się jej udało! Ostatnim razem wyszła obronną ręką z opałów mimo iż śpiewała dokładnie, to samo co przed paroma sekundami dopóki bezczelnie je nie przerwano! Ach ci ludzie. Nie potrafią docenić sztuki dzięki czemu nawet tak piękną i uroczą pieśń muszą przerwać!
-Co jeśli pragnę przyciągnąć uwagę tych nielicznych co tak naprawdę rozumieją sens tej pieśni... Kogoś takiego jak Ty?- Nie, nie wiedziała czy ma rację lecz skoro już igrać, z ogniem, to czemu nie robić tego w odpowiednim miejscu oraz czasie? A wszystkie te najważniejsze aspekty juz dawno pozostały spełnione.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte „Charlie” White
Siewca zwątpienia
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 30/01/2017

PisanieTemat: Re: Plac pod ratuszem   Pon Cze 19, 2017 7:54 pm

Gdy tylko bardka zwróciła uwagę na Charlie, ta skorzystała z okazji i przyjrzała się dziewczynie lepiej. Bladość jej skóry przywodziła na myśl szlachetne panny, chronione przed najmniejszym muśnięciem słońca. Być może czarownica uznałaby Lisbeth za jedną z arystokratek, ale dalsza obserwacja przeczyła temu prostemu wnioskowi. W aparycji śpiewaczki kryła się swoboda obca sztucznie wymodelowanym damom. Druga sprawa, że Charlotte nie bywała wśród arystokracji, a wciąż miała wrażenie, że kojarzy odważną śpiewaczkę.
- W takim przypadku pozostało mi gratulować skuteczności. - Charlotte skłoniła się, szarmancko uchylając kapelusza, a na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech. W postaci bardki kryło się coś tajemniczego, co wyjątkowo mocno intrygowało Charlotte.
- Kogoś takiego jak ja? - powtórzyła jej pytanie, w lekkim zdumieniu unosząc brwi. Ktoś inny mógłby się speszyć taką bezpośredniością dziewczyny, jednak Charlie nie należała do tego typu osób. - Ach, panienko, jeśli próbowałaś złowić znudzonego łowcę przygód, to tak, jak najbardziej ci się powiodło! W przeciwnym przypadku… pozwolisz, iż poczekam na finał twego występu?
Rozejrzała się czujnie po placu, co częściowo kamuflowało rondo kapelusza. Atmosfera była wciąż w pewien sposób spokojna, chociaż pieśń dziewczyny naruszyła pewne tabu. Wszystko mogłoby się zdarzyć, gdyby zdecydowała się kontynuować.
- Nie lada odwagi wymaga jawny smutek, gdy nakazują się cieszyć – szepnęła tak cicho, by tylko dziewczyna mogła ją usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Plac pod ratuszem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta-
Skocz do: