IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Zagajnik   Czw Maj 19, 2016 1:28 am


Parę wierzb, jeszcze młodych pni dębów i niemalże całe podłoże porośnięte w paprociach i innych roślinach, których przeciętny człowiek nazwy nie zna. Miejsce niby zwyczajne, a jednak na swój sposób magiczne i chętnie odwiedzane, chociaż głównie przez czarownice, nie tylko z powodu obecności wielu ziół leczniczych, ale także dla samej atmosfery. Zagajnik od początków swojego istnienia nie został zmieniony przez ludzką rękę, pozostając dalej dziki, nieodgadniony i tajemniczy. Charakteru nabiera do cna jedynie w nocy – poprzez nieregularnie i losowo rosnące drzewa pozwalając promieniom księżyca zaznaczyć swój blask na świeżych, wilgotnych od rosy liściach. To również jedyne miejsce, w którym pod wieczór w sposób wyjątkowo zjawiskowy drogę oświetlą nam świetliki, różnorakiej, niezwykłej barwy.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Czw Maj 19, 2016 1:33 am

Biegła do kiedy starczyło jej tchu, a właściwie do momentu, w którym potknęła się o złamany pień drzewa, niefortunnie leżący na ścieżce. Runęła przed siebie, spadając po lekkim zboczu, obijając się każdą możliwą kończyną, a ostatecznie hamując twarzą po wszelakiej maści zielsku. Jęknęła przeciągle, w końcu biorąc głębszy oddech. To nie był jej dzień.
Nim jeszcze podjęła pierwszą próbę wstania, odwróciła głowę, sprawdzając, czy w końcu znalazła się sama. Teren był czysty, poruszały się jedynie gałązki, które zahaczyła własnym ciałem, uciekając ile sił w nogach, a także kwitnące pąki młodych drzew. Widok iście urokliwy, aż prawie zapomniała o zagrożeniu, które wciąż ciążyło nad jej głową. Przeczołgała się kilka metrów, aby znaleźć się bliżej wielkiego głazu, dysząc głośno i oceniając straty na swoim ciele.
Zęby miała całe, wargę rozciętą, kilkanaście zadrapań i siniaków. Czyli wynik całkiem dobry. Wiedziała, że nim zdąży się zupełnie ściemnić, wróci do normalnego stanu, a po ranach nie pozostanie nawet ślad. Martwiła ją tylko boląca kostka. Podniosła się lekko, stawiając ciężar ciała na niepewnej nodze.
- Auuuu! - aż wrzasnęła w głos z bólu, za co prędko przeklęła się w myślach i dla bezpieczeństwa dokuśtykała aż do zagajnika, który doskonale już znała. Była niemal w domu, nie spodziewała się, że niebezpieczeństwo może ją dopaść na samym skraju leśnego labiryntu z cywilizacją. Na wszelki wypadek jednak pozostawała czujna, starając się poruszać cicho, co wcale proste nie było.
Wspierała się na młodych pniach i pomimo zastraszająco wolnego tempa, w jakim teraz się poruszała, była z siebie dumna. Odnalazła miejsce, którym krwiożerczy Koszmar urządził sobie legowisko. W jaskini, jak potwór z bajek, zapewne zżerając dziewice na śniadanie. Co z tego, że jedyną krzywdą, jaką mu uczyniła, było zasypanie go przekleństwami! I co z tego, że jeśli chciała przeżyć to czarujące spotkanie, musiała wziąć nogi za pas, uciekając tak prędko, aż z pewnością pobiła jakiś rekord, którego nikt, niestety, nie miał sposobności zmierzyć.
Zamierzała powrócić do owego potwora wkrótce. Z lepszym towarzystwem i po nabraniu sił. I to była myśl, dzięki której pomimo tymczasowej porażki, była zadowolona.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pią Maj 20, 2016 9:50 pm

Jako że mieszkała w lesie, przechadzki między konarami nie były dla Veilore niczym dziwnym, a wręcz codziennością, mniej lub bardziej konieczną – zależnie od sytuacji. Jednego razu wybierała się na polowanie, bo potrzebowała uzupełnić zapasy i napełnić żołądek, może też trochę kieszeń, kiedy sprzedawała futro lub skórę. Kiedy indziej wybierała się w określone miejsca, gdzie wiedziała, że rośnie coś, co stale jest przedmiotem poszukiwań niektórych osób, które niekoniecznie miały ochotę, aby ryzykować spotkaniem z Koszmarem bądź czarownicą, nurkując w głąb Ponurego boru.
Jak było tym razem?
Ot, właściwie nic szczególnego. Szukała owoców, z których zamierzała sporządzić butelkę domowego wina. Czasem dobrze było się odprężyć przy paru łykach alkoholu, poprawić sobie nim nieco humor oraz rozluźnić się. Zwłaszcza ostatnimi czasy tego potrzebowała. Cóż, może to przez to przejście wszystkiego w wiosenny tryb... Ale także nieustannie przypominała o sobie zerwana relacja z Selene. Kiedy zajmowała się pracą, skupiała się na zajęciu, które jej zlecono. Nie pozwalała sobie na odbieganie myślami gdzie indziej. Jednak sprawy miały się inaczej w czasie wolnym. Co jakiś czas wracało do niej to męczące uczucie... Straty? Chyba tak to można nazwać w skrócie.
Vei przycupnęła przy napotkanym krzaku, minąwszy parę minut temu krzew, na którym rosły niejadalne owoce. Zebrała drobne zdobycze do koszyka wsadzonego w torbę utrzymywaną paskiem przewieszonym przez ramię, po czym westchnęła i już miała wstawać, kiedy po wyprostowaniu pleców, dostrzegła w dali sunącą po zieleni postać. Poruszała się szybko, jakby gonił ją sam szatan. A może coś gorszego? – zastanowiła się, nie wychylając jeszcze zza cienkich gałązek krzaku. Tymczasem mikroskopijna postać zniknęła... Nie. Zaczęła się staczać. Na końcu tej bolesnej trasy czekał ją gąszcz pełen zdradzieckich, szponiastych gałęzi i innych leśnych przeszkód.
Wszystko działo się szybko, ale najemniczka dostrzegła rude włosy, falujące na wietrze i splątane, jakby targały nimi fale podczas sztormu. Gdyby dodatkowo nie dostrzegła dwóch sztuk tej samej broni, a później, tuż przed stopieniem się uciekinierki z roślinnością, szarego płaszcza, prawdopodobnie Veilore udałaby się jej śladem bez świadomości, że osobą tą mogłaby się okazać Selene. Ale dosyć jasne niebo przysłużyło się przy próbie dostrzeżenia szczegółów, które od razu skojarzyły się kobiecie z jedną osobą. Choć równie dobrze blondynka w chwili wykrycia biegnącej dziewczyny i jej włosów, podświadomie mogła chcieć, aby była to znana jej osoba.
Zamknęła torbę, po czym wstała i pobiegła w kierunku zagajnika, żywiąc nadzieję, że uda się jej dogonić inkwizytorkę. Podczas biegu nie zastanawiała się nad tym, czy ruszyłaby tak szybko, gdyby nie istniało żadne zagrożenie. Kto wie, czy nie pozostałaby wtedy w ukryciu, za tym swoim krzewem, nie chcąc narzucać się przyjaciółce, która przecież wyraźnie powiedziała, że nie chce jej widzieć. Z drugiej strony naprawdę chciała z nią porozmawiać i spróbować naprawić to, co zdarzyło się jakiś czas temu.
Zmachana dotarła do granicy utworzonej przez pierwsze drzewa. Przebiegła naprawdę sporą odległość. Szybko złapała parę oddechów i pobiegła dalej, rzuciła się między konary. Wkrótce zaczęła dostrzegać ruch w dalszych partiach zagajnika, aż w końcu znalazła się parę metrów za rudowłosą dziewczyną.
Selene... – wyszeptała, po czym się poprawiła, już głośniej – Selene

___________________


Ostatnio zmieniony przez Veilore dnia Wto Maj 31, 2016 3:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon Maj 23, 2016 5:40 am

Zdawało jej się, że słyszy za sobą szelest kroków. Rozglądała się, nie widząc niczego nadzwyczajnego. Wyobraźnia jednak robiła swoje, wciąż miała przed oczyma obraz rozsierdzonego Koszmara. Adrenalina w niej buzowała, ból w kostce nie doskwierał jeszcze tak, aby nie mogła tego wytrzymać. Dopiero, gdy znajdzie się za bramami Inkwizycji, w spokoju odczuje jej pierwsze skutki, wtedy przeklinając siebie i swoją nieuwagę. Aktualnie była gotowa walczyć na śmierć i życie, chociaż w tym przypadku prędzej – o śmierć lub szybką śmierć. Jeśli miała jednak wybór, wolała znaleźć się jak najdalej od zagrożenia. Przyspieszyła więc kroku, krzywiąc się i jęcząc pod nosem, jednocześnie łamiąc sobie paznokcie, zaciskające się często na korze drzew, bez których mogłaby się co najwyżej czołgać albo skakać na jednej nodze.
Wrażenie nie odchodziło, pozostała jej tylko ucieczka. Chwilowo przestała nawet zerkać przez ramię, pochłonięta tymże zajęciem. W końcu była jednak pewna, że nie jest już sama. Usłyszała głos za swoimi plecami. Odwróciła się natychmiast, stając w miejscu.
Była w szoku, co aż nadto było widoczne na jej twarzy. Powinna czuć ulgę, jednak nie potrafiła znaleźć w sobie jeszcze miejsca dla tego odczucia. Długo nie potrafiła wykrztusić z siebie chociażby słowa. Nie spodziewała się jej tutaj, ale to zdecydowanie za mało powiedziane.
Miasto było duże, od czasów ich kłótni nie starała się nawet specjalnie unikać swej dawnej kompanki, świadoma, że prawdopodobieństwo spotkania jest niemal zerowe. Również w Ponurym Borze poruszała się swobodnie, pomimo faktu – chatka, w której pomieszkiwała Veilore nie znajdowała się wcale tak daleko od miejsca ich dzisiejszego spotkania.
Wkrótce przekroczyła czas na odpowiedź, po którym Veilore mogła zupełnie w nią zwątpić albo zacząć podejrzewać u Sel przynajmniej wylew. Gapiła się na nią wybitnie tępo. Przecież… nie widziała jej sto lat! A co gorsza – bardzo powstrzymywała się, aby o niej nie myśleć, już nigdy więcej. A teraz to wszystko wróciło, uderzając ją jak grom z jasnego nieba. Miała wrażenie, że się zmieniła. Zawsze miała tak czarująco niebieskie oczy?
Skarciła się natychmiast w myślach. Nie, nie mogła sobie na to pozwolić! Skończyły z tym, klamka zapadła. Powiedziała jej już o słowo zbyt wiele. Wydobyła z siebie najbardziej lodowaty ton, na jaki było ją stać:
- Cóż za spotkanie – początkowo chciała zapytać „co tu robisz?”, ale przekroczyłaby granice debilizmu, zważywszy na to, że są w lesie i mają do tego miejsca jednakie prawo. – Pozwól jednak, że je zakończę. Obowiązki wzywają. – dodała, zadzierając nos ku górze, nawet dumna ze swojego zdecydowanego i twardego tonu. Naprawdę, nie przychodziło jej to łatwo.
I tymi słowami zamierzała się pożegnać, stawiając pierwszy krok w stronę, w którą uprzednio szła, a raczej usiłowała iść. Ostatecznie jednak zdecydowała się ją ostrzec, więc rzuciła przez ramię:
- Unikaj północnej części boru, nie dzieje się tam teraz nic dobrego. – nie podzieliła się szczegółami, ale miała nadzieję, że Vel uwierzy jej na słowo. Mimo wszystko czuła się w obowiązku, aby jej to powiedzieć. Mogły się unikać resztę życia, ale Veilore wciąż była człowiekiem, który nie zasługiwał na pożarcie przez Koszmara.
Ruszyła przed siebie, bardzo starając się wyglądać na zdrową i niezależną. Oczywiście, marnie jej to wychodziło. Człapała w swoim żółwim tempie, a wszystko wskazywało na to, że wkrótce zaliczy kolejny upadek.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Wto Maj 31, 2016 3:33 pm

Gałązki i listowie kołysały się energicznie przed nią, jak i tam, gdzie właśnie stawiała stopę. Veilore biegła trasą wyznaczoną przez nadwyrężone, cienkie gałązki krzaków – nierzadko połamanych. Mijała też drzewa z obtłuczoną bądź zdartą korą. Ale w późniejszym czasie biegu nie zważała już na to, bo postać, którą pragnęła ujrzeć z bliska, zaczynała być widoczna. Szary płaszcz i rude włosy zaczepiały się o leśne przeszkody, zresztą podobnie zachowywały się jej odzienie i czupryna, a dodatkowo torba gdzieś fruwała z tyłu i odbijała się raz po raz od jej pośladków, co nie wróżyło dobrze umieszczonej w pakunku zawartości.
W końcu najemniczka zdecydowanie ujęła ręką bagaż, nie pozwalając sobie na ponownie zaprzestanie tej czynności, dzięki czemu nic już nie przeszkadzało jej w biegu. Zyskała na prędkości i wkrótce dogoniła inkwizytorkę. Zostało parę metrów! Wtedy też po raz pierwszy wyrzuciła z siebie zawołanie, a wkrótce rudowłosa dziewczyna zatrzymała się i odwróciła.
Blondynka także przystanęła. Pochyliła się lekko do przodu i wsparła ręce na udach. Do szybko pracujących płuc pozwoliła dotrzeć paru głębszym wdechom. Żeby powiedzieć cokolwiek, co można uznać za dłuższą wypowiedź, musiała uspokoić organy i mięśnie. Kiedy dostrzegła wojowniczkę, była ona zaledwie kreską... Teraz miała ją tuż przed oczyma, w pełnej okazałości.
Sel... ene.
Vei uniosła wzrok i powoli prostując się, wpatrzyła trochę niepewnie w zastygłą przyjaciółkę. Nie była pewna, czego oczekiwać po owym przypadkowym spotkaniu. Czy inkwizytorka postanowi ją zignorować? Czy jednak zdenerwuje się, a najemniczka straci szansę na normalną rozmowę? Zwilżyła lekko suche od wysiłku wargi i oparła dłoń o pobliskie drzewo.
Widziałam cię, jak biegłaś – powiedziała półszeptem, po czym zrobiła krótką przerwę, bo zrozumiała, że właściwie nie wie, co dokładnie mówić, jak rozmawiać z Selene, która przecież ostatnim razem zastrzegła sobie, aby w żaden sposób nie próbować się z nią kontaktować, co miało być równoznaczne z zakończeniem znajomości. Ostatecznie, skoro inkwizytorka miała kłopoty, również w poruszaniu się, Veilore zdecydowała się na proste:
Mogę ci jakoś pomóc?
Więc tak chciała postąpić rudowłosa? Jak najszybciej ów krótki moment wyciąć i umieścić w przeszłości? Oddalić się czym prędzej? Zabolało ją brzmienie słów wypowiadanych przez dawną towarzyszkę, ale nie spodziewała się niczego innego, a przynajmniej niczego miłego. Kobieta wcale nie liczyła na to, że wojowniczka wykona pierwszy krok, wszakże trochę już ją znała. Zresztą nie myślała o niczym szczególnym, gdy ruszyła z miejsca w pogoni za uciekinierką. Był to niemalże odruch, któremu z trudem przyszłoby się przeciwstawić. Mimo wszystko nadal przejmował ją los rudzielca, nieważne jak została potraktowana.
Veilore skinęła lekko głową, przyjmując do wiadomości ostrzeżenie Selene. Przełknięta ślina ciężko przeszła jej przez gardło. Przecież nie mogła zaprzepaścić takiej okazji, nie mogła pozwolić inkwizytorce tak po prostu odejść, na domiar nie wiedząc, czy ta zdoła ujść na tyle daleko, by dostać się do miasta, w międzyczasie nie padając ofiarą jakiejś mściwej wiedźmy.
Przymknęła powieki, słyszała już pierwsze kroki dziewczyny. Do tych dźwięków zaraz dołączyły jej własne. Wystarczyły tylko dwa susy, aby dostać się do wojowniczki, jako że ta nie poruszała się zbyt szybko. Najemniczka wyciągnęła rękę i złapała w palce skrawek jej pogniecionego od turlania po zboczu płaszcza.
Zaczekaj, Sel... – szepnęła. – Proszę, porozmawiaj ze mną.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Wto Maj 31, 2016 7:35 pm

Zamierzała ignorować wszystkie jej słowa, jakby przelatywały one obok, niknąc gdzieś w szumie liści targanych przez wiatr. I nigdy w życiu nie mogła podejrzewać, że milczenie sprawi jej tyle kłopotu. To było chore. Niecodzienne, nienormalne. Nie czuła się na siłach, aby traktować w ten sposób osobę, z którą jeszcze wcale niedawno śmiała się i rozmawiała tak otwarcie, że nie posądziłaby o jakąkolwiek kłótnie w ich związku.
Przemilczenie pytania okazało się najtrudniejsze, dlatego ruszyła z miejsca, jakby to miało zająć myśli Sel i pozwolić udawać, że niczego nie usłyszała. Nie chciała być dla niej nieuprzejma, ale jednocześnie czuła się na to skazana, skoro ich drogi miały się na zawsze rozejść. Bała się, że jeszcze słowo i ulegnie Veilore. Zatrzyma się, zerknie przez ramie, a jej tęskne spojrzenie zdradzi wszystko, co próbowała w sobie tłumić pod nieobecność towarzyszki.
Nie. Nie mogła na to pozwolić. Dla ich dobra. Co z tego, że dobrze czuły się w swoim towarzystwie, jeśli żadna ze stron nie potrafiła ulec i ceniła swoje ideały ponad wszystko. Nawet tę druga osobę. Dlatego była zmuszona udawać. Odgrywać okropne przedstawienie, czego nienawidziła nader wszystko. I nikt nie mógł wiedzieć, że z każdą chwilą stawało się to dla niej coraz większą męczarnią.
Zdecydowała się ponownie odwrócić, jednak nie zatrzymała się, by wypowiedzieć kolejne słowa, utrzymywane w równie nieprzyjemnym tonie:
- Możesz. Przestań za mną iść. – polecenie, choć szorstkie, było akurat szczere. Dla Selene zostawienie jej w spokoju było jedyną formą pomocy, jaką mogła otrzymać od Veilore. Kobieta nie ułatwiała Inkwizytorce niczego swoją obecnością. Ani podejmowania decyzji, ani wypowiadanych słów.
Prawdziwe zwątpienie dopadło ją, gdy poczuła za sobą szarpnięcie. Lekkie, ale wyczuwalne. Zatrzymała się zupełnie, stając twarzą w stronę Vel. Minę miała jednak nieubłaganą, nic nie wskazywało na to, że uczyniła to w celu wysłuchania, co jasnowłosa ma do powiedzenia.
Wyszarpała materiał płaszcza z jej rąk, wcale delikatnie.
- Powiedziałyśmy sobie już wszystko. Ja nie mam nic do dodania i ty też nie powinnaś mieć, Veilore. – mówiła przez zaciśnięte zęby, spojrzenie wbijając w jej niebieskie oczy. Pełne imię kompanki aż zazgrzytało w umyśle Inkwizytorki, jednak teraz uznała za stosowne zwracać się do niej możliwie oficjalnie, zamiast używać typowej dla Selene, niepoprawnie zdrobnionej formy. Po chwili jednak jej spojrzenie zmiękło, a w głosie pojawił się niemal błagalny ton. – Proszę, nie utrudniaj mi tego…

/Selene męczennica XDDD

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie Cze 05, 2016 12:56 am

Veilore nie zraziła się, mimo wszystkich słów, które padły przez ostatnie minuty. Nie zniechęciły jej próby odepchnięcia. Skoro już otrzymała taką szansę, iż los rzucił inkwizytorkę w pole jej widzenia, dodatkowo w takich okolicznościach, które mogły zwiastować kłopoty, to najemniczka nie chciała stracić okazji do nawiązania kontaktu z kompanką. Pragnęła teraz podjąć próbę zmiany obecnego stanu rzeczy.
Kobieta niemo powtórzyła swoją prośbę. Świadczył o tym wyraz całej twarzy, szczególnie owo zbolałe spojrzenie, jakie wbijała w towarzyszkę.
Może powiedziałyśmy sobie wiele... – zamilkła na chwilę, po czym kontynuowała ze spuszczonym wzrokiem, z początku na jeszcze uniesioną w powietrzu dłoń, z której palców energicznie wysunął się skrawek szarego materiału, jakby go wcale tam nie było. Nie dziwiła się, poruszyła palcami i opuściła rękę wzdłuż ciała.
Brakuje mi ciebie, Sel. Brakuje mi twojego towarzystwa. Tęsknię za naszymi wspólnymi wypadami.
A jednocześnie czuła, że wojowniczce też musi być z tym źle, a przynajmniej nie do końca dobrze. Nie wiedziała, ile dotarło do Selene z tego, o czym rozmawiały z Hawkie, teraz jednak Vei uznawała to za mniej istotną kwestię. Chociaż może lepiej to ująć inaczej – że wolała nie wypowiadać na głos żadnego stwierdzenia typu "Wiem, że tobie też się to nie podoba". Podświadomie czuła, że istniało spore prawdopodobieństwo na wywołanie niepożądanego efektu, jakiegoś zupełnie odwrotnego.
...nie. To ja cię proszę. Porozmawiaj ze mną – odpowiedziała, ponosząc wreszcie spojrzenie. – Czy nie ma innej opcji, aby jakoś to rozwiązać? Czy to musi, musiało się tak skończyć?
Przecież pomimo tego, że wcześniej też miały jakieś swoje drogi, potrafiły przebywać w swoim towarzystwie, wspólnie bawić się, a nawet od czasu do czasu łączyć siły. Ona w niektórych przypadkach się wymigiwała, ale nie przeszkadzała rudowłosej i nie odciągała jej od tego, natomiast z drugiej strony Selene akceptowała jej niechęć do bezpośredniego kontaktu z Inkwizycją, z naciskiem na wchodzenie w jej szeregi, być może z perspektywy inkwizytorki było to akceptowanie swego rodzaju delikatności jej charakteru, Vei nie wiedziała jak tamta to widziała. Jednak tylko parę zdarzyło się takich luźnych propozycji, napomknień na ów temat. Czy taki porządek nie mógłby trwać dalej?
Dlaczego...? – Najemniczka przygryzła lekko dolną wargę. – Dlaczego zakładasz najgorsze? Bo zakładasz, prawda?
Veilore nie opuszczało jakieś dziwne wrażenie. Rosło ze słowa na słowo, choć jeszcze nie była świadoma, jak to dokładnie nazwać. Jakby się nakręcała na swój sposób i odpowiednio do sytuacji. Ale tuż obok tego pojawiało się jakieś zaprzeczenie. W jakim stopniu będzie w stanie zadziałać, aby odmienić tory losu po kłótni? Dałaby radę, nie, pozwoliłaby sobie na kłamstwo, gdyby okazał osi ono jedynym sposobem? Blondynka próbowała wyrzucić z siebie tę myśl w oczekiwaniu na reakcję Selene. Biła się z tym, choć przecież trudno nazwać to czymś obcym. Każdy człowiek się do tego posuwał. Jedni sporadycznie, drudzy nałogowo. W wojsku kłamstwo zwie się fortelem, jeśli wymierzone jest przeciwko oponentowi i służy sojusznikom oraz towarzyszom, brane jest jako coś pozytywnego i charakterystycznego dla sprawnych, doświadczonych umysłów. A w końcu ona też niekiedy nim się posługiwała, w pracy przy zdobywaniu informacji. Jednakże teraz, ten przypadek, to całkowicie co innego. Nie, nie byłaby w stanie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie Cze 05, 2016 1:31 pm

Udało jej się odwrócić i przejść jeszcze trochę. Kroczyła coraz wolniej i wolniej, jakby jej nogi były spowite smołą, aż w końcu stanęła w miejscu, nie będąc w stanie nawet drgnąć. Bała się nawet odwrócić. Gdyby tylko mogła, z dwojga złego, wolałaby już stanąć oko w oko z Koszmarem, od którego z takim zawzięciem uciekała. Zasępiony głos Vel paraliżował ją bardziej niż cały zastęp krwiożerczych Koszmarów. Stała tak, jakby kobieta używała siły, aby zatrzymać Inkwizytorkę; jakby co najmniej objęła ją ramionami, przytykając uparcie do swojego ciała.
- Veilore… Vel. – zaczęła, choć nie wiedziała, co chce powiedzieć. Przeraził ją zachrypnięty głos, jaki wydobył się z jej warg. Jakby nie należał do niej. Gdy się rozstawały, zmusiła się do twardego, lodowatego tonu, jednak teraz za nic nie potrafiła do niego powrócić. Zmiękła, zastraszająco łatwo. Przeraziło ją to, ale nie dała się porwać negatywnym myślom. Serce jej zadrżało. Nigdy nie sądziła, ze ktoś będzie potrafił pokonać ja jednym zdaniem. Kilkoma słowami. Rozłożyć na łopatki, rozczulić na amen. Była już bezsilna, pozbawiona jakiejkolwiek szansy na obronę.  
Odwróciła się po raz kolejny, wbijając w nią smutne spojrzenie.
- Myślisz, że… - zaczęła niewyraźnie, wkrótce nabierając powietrza w płuca i zaczynając od nowa. – Myślisz, że ja za tobą nie tęsknię? Boże, Vel. Zabroniłam Hawke wypowiadać twojego imienia w mojej obecności, rozumiesz? – ostatnie zdanie wypowiedziała z uśmiechem, w którym więcej było żalu niźli rozbawienia. Durny zakaz miał jej pomóc zapomnieć. Sama nie potrafiła uwierzyć, że sądziła niegdyś o jego powodzeniu.
- Rozmowa niczego nie zmieni. Też jesteś tego świadoma, prawda? Ja nie ulegnę, ani ty nie zamierzasz tego robić. – kontynuowała, kręcąc lekko głowa. Mogła się powtórzyć, chociaż wiedziała, że z każdym wymienionym słowem będzie jej trudniej odejść.
Skrzywiła się z bólu, gdy przez nieuwagę nastąpiła na ranną nogę. Na moment zdążyła o niej zapomnieć, owa chwila pochłonęła ją do reszty. Nie zamierzała już jednak uciekać. Doprowadzą tę rozmowę do końca, dochodząc do identycznych wniosków co ostatnio. Selene naprawdę nie wiedziała, jak to przeżyje, skoro ostatnim razem niemalże pękło jej serce, nawet jeśli nie uważała się za szczęśliwą posiadaczkę tegoż organu.
- Prędzej czy później staniemy przed wyborem. A ja nie mogę się zawahać. Im dalej, tym będzie nam trudniej. Po prostu… pogódźmy się z tym? – chciała użyć bardziej zdecydowanego tonu, ostatecznie zadając niemal pytanie, którego wcale nie planowała zadać. – Miałam nadzieję, że już nigdy więcej cię nie spotkam. – dodała szeptem, unosząc lekko brwi. O ile byłoby łatwiej bez kolejnej rozmowy, która budziła w niej setki sprzecznych uczuć!
Spoglądała na nią, oddychając w spokoju, nader wszystko pragnąc, by Veilore podzielała jej zdanie. Ba, mało tego. Chciała złości kobiety, pragnęła, aby tamta kazała zniknąć jej sprzed oczu. Miała okropne wrażenie, że jeszcze chwila i zaniesie się szlochem. Ona, okrutny kat, inkwizytorka, którą przeklina niejedna wiedźma!

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon Cze 06, 2016 12:16 am

Przez paręnaście sekund Veilore miała szaleńczą, niezwykle trudną do poskromienia chęć rzucenia się ku Selene, próbującej odejść niezgrabnym krokiem. Ale ta ponownie się zatrzymała. Czyżby słowa, jakie kierowała ku dziewczynie, jednak działały na tyle mocno, żeby rozbić owo słabnące, próbujące odepchnąć od siebie pole siłowe? Blondynka spoglądała ze smutkiem, niepewnie, ale również wyczekująco w plecy rudowłosej, jak gdyby samym spojrzeniem chciała wpłynąć na swoją rozmówczynię. Pomimo bolesnego ciężaru, jaki wewnętrznie znosiła, determinacja nie pozwalała jej teraz odstąpić od tego, co już zaczęła, od prób zatrzymania Selene przy sobie.
Więc... – zaczęła cicho, skubiąc krawędź rozpiętego płaszcza, a potem zaciskając na nim lekko palce. – Więc dlaczego...? Czemu musimy cierpieć przez tę rozłąkę? Czy to nie jest pozbawione sensu? Sel, tobie jest źle z tym, że mnie odpychasz, mi jest źle, że nie ma mnie w twoim życiu...
Najemniczka uczyniła krok, drugi i jeszcze kolejny, na nowo zmniejszając dystans między nimi.
Czemu obie musimy zmuszać się do tolerowania takiego stanu rzeczy? Przecież... przecież wcześniej obie byłyśmy takie same jak teraz. I wszystko grało. Przez jeden incydent i wbrew sobie mamy z tego zrezygnować?
Veilore wzięła głębszy wdech i wypuściła powoli powietrze, chcąc tym samym uspokoić głos, który zaczynał wymykać się jej spod kontroli. Powinna być w stanie mówić dalej, gdyby teraz dała się opanować targającymi nią emocjami, może nawet nic już nie zdołałoby wydostać się z jej gardła. Bądź silna – szeptała do siebie w myślach.
To zależy tylko od nas – rzuciła cicho, z fałszywą nutą łamiącego się w pewnym momencie głosu. Przygryzła mocno wargę i wypuściła ją z uścisku szczęki, następnie zaciskając zęby. Sapnęła cicho i uderzyła metalową pięścią w konar drzewa rosnącego na wyciągnięcie ręki od miejsca, w którym stała. Drobinka chropowatej kory odprysnęła i po krótkim locie wylądowała gdzieś w trawie zagajnika.
...do cholery! – zaklęła nieco podniesionym głosem, ale nadal pobrzmiewało w nim echo rozżalenia. Jej sztuczna dłoń okryta rękawiczką, rozluźniła się, a palce zsunęły po powierzchni drzewa.
Proszę cię, Sel, proszę... Zastanów się – mówiła rozpaczliwie. – I co nam to da? Jeśli los ma dla nas przyszykowane takie... wybory... to i tak to zrobi, rzuci nam pod nogi tę kłodę, nawet w przypadku naszego rozejścia się. Gdyby przyszło nam zająć przeciwne stanowiska... Czy to, że już byśmy nie rozmawiały, nie widywały się, cokolwiek by zmieniło?
Veilore na chwilę obniżyła spojrzenie, aby po chwili unieść je ponownie na nieco wyższą towarzyszkę. Czuła, że coś znaczy i zarazem wiedziała, że dosyć długa rozłąka nie zatarła tej relacji.
Uważasz, że to by coś zmieniło? Myślisz, że nie zawahałabyś się?
To nie było takie proste, jak Selene uważała. Nie ma takiej możliwości, aby wyciąć coś ze swojego życia. Zwłaszcza wtedy, gdy pragnie się tego całym umysłem. Pamięć nie odchodzi.
Nie da się tak po prostu czegoś wykreślić. Ja... ja bym się zawahała. Czy bym cię zobaczyła po roku, pięciu, czy też dwudziestu...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob Cze 18, 2016 2:09 pm

Jakże żałośnie się czuła! Obdarta z resztek godności, wystawiona gdzieś na pośmiewisko, gdzie wszyscy mogli wyraźnie dostrzec jej słabości, podane jak na tacy. Jak mogła do tego dopuścić? Dlaczego w ogóle się zatrzymała, dopuściła do siebie jakiekolwiek słowa? Teraz już ucieczki nie było, po raz kolejny musiała stawić czoła wyzwaniu. Tym razem porażka aż zaglądała w jej oczy.
Selene też nie było z tym dobrze. Chciałaby żyć w utopii z Veilore, nigdy nie wyściubiając nosa poza okolice jej chatki w lesie, żywić się jagodami i polować na zwierzynę. I zapomnieć o bożym świecie, całym konflikcie między wiedźmami, a Inkiwzycją. Gdyby tylko mogła! Nie, gdyby tylko potrafiła to uczynić! Jej wybory nie należały już wyłącznie do niej. Zaprzysięgła swą duszę i ciało świętej organizacji. Od tego już nie było odwrotu, nawet jeśli by tego chciała.
Nawet ucieszyła się na złość Veilore. Tak, takie rozwianie sytuacji byłoby w stylu Selene. Mogłyby na siebie wrzeszczeć, przekrzykiwać, aż w końcu i krzywdzić fizycznie, co z pewnością przyniosłoby jej pewną ulgę, nawet jeśli nie doszłyby do żadnego porozumienia.
- Vel, daj już spokój. – podniosła trochę głos, podejmując ostatnią próbę obrony. Nie mogła ulec i swojego zdania nie zamierzała zmieniać. – Dlatego próbuję zapomnieć. Jeśli spotkamy się kiedyś, po przeciwnych stronach... Och, dlatego byłoby mi łatwiej! Gdybym cię znienawidziła lub, gdybyśmy obie się na to zgodziły! – ostatnie zdania już wykrzyczała, pozwoliła dać złości upust. Chciała od niej pomocy, jednak wiedziała, że Veilore nie udzieli jej wbrew sobie.
Nie potrafiła się pogodzić z myślą, że Veilore będzie wciąż na nią czekała, właśnie po drugiej stronie. To dawało wątpliwości, których tak chciała się wyzbyć.
- Teraz? Zawahałabym się. Ale nie pozostało mi nic innego, niż sprawdzić... żywić nadzieję, że pewnego dnia, gdy los da nam już sposobność, będę w stanie zrobić, co do mnie należy. – odparła twardo, decydując już ostatecznie. – To koniec, Vel. Zrozum to, proszę. – wychrypiała z żalem. Musiała to powiedzieć, choć nie chciała tak bardzo, aż dziw, że ciało zdecydowało się na współpracę z nią.
Spojrzała na nią po raz kolejny, jakby naprawdę miał być to ostatni raz w ich życiu. Miała nadzieję nigdy więcej jej nie spotkać, szczególnie przypadkiem, podczas sytuacji, która zmusi ją do wyboru. Będzie za nią tęskniła, to pewne. Podjęła już decyzję.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon Cze 20, 2016 2:35 am

Dać spokój? Och! Nie! Nie potrafiłaby teraz odpuścić – teraz, kiedy galop tego wszystkiego, co właśnie odczuwała i przeżywała trwał. Miała wrażenie, że nie zaznaje choćby minuty wytchnienia, zwolnienia tempa. To było gorsze niż rzeczywisty wysiłek, jaki włożyła w dotarcie do inkwizytorki. Ale jeśli istniał jakiś cień szansy, żeby zmienić bieg historii, jaki nadany został tamtego dnia, kiedy doszło do poróżnienia, to Veilore zamierzała brnąć dalej, mimo niewidzialnych ran, objawiających się jeno pod postacią kształtującej się mimiki. Przyjaźń była czymś, o co warto walczyć. Nawet jeśli oponentem była bliska osoba, która twierdziła, że będzie lepiej, jeśli wszystko się skończy i przejdzie do przyszłości.
Nie mogę, Sel... Nie mogę... – powiedziała po dłużej chwili milczenia, po czasie zbierania się w sobie, aby kolejne słowa zdołały wyjść spomiędzy jej warg. Żadnego w nich echa gniewu, nawet wtedy, gdy dosyć głośno zaklęła, więcej w nich było żałości niż zdenerwowania.
Zbyt mocno zawierzasz czasowi. Że uleczy cię z pamięci. Ale on nie ma takiej siły. Nie zapomnisz. – Wstrzymała się na moment, przymykając oczy. Zabłądziła gdzieś zarówno wzrokiem, jak i myślami, jednak trwało to tylko sekundy. – ...Nie zapomnisz, a wszystko wróci ze zdwojoną mocą.
A jakże. O ile życie byłoby prostsze, gdyby człowiek miał możliwość albo wycięcia czegoś ze zbioru swoich życiowych doświadczeń, albo pozbawienia się wszelkich pozytywnych uczuć, emocjonalnej więzi lub ich części. Ale wtedy cóż to za życie? Łatwiejsze, może tak, ale co z owymi potraconymi więziami? Dlaczego Sel chciała skazywać się na coś takiego? Skoro dobrze im było w swoim towarzystwie? Dlaczego tak bardzo chciała się odgrodzić od normalnego życia, które toczy się poza Inkwizycją?
Nie musimy się na to skazywać, Sel! – rzuciła. – Nie uzyskasz efektu, którego pożądasz. Minęło już sporo czasu, a nadal tęsknisz, sama to powiedziałaś. Proszę, Sel, nie rezygnuj.
Najemniczka nie dowierzała w to, co właśnie usłyszała: "Będę w stanie zrobić, co do mnie należy". I szczerze powiedziawszy wątpiła w taki obrót spraw. Sel nadal była człowiekiem i serce także nadal posiadała, mimo wszystko. W to właśnie Vei wierzyła, że gdzieś tam w głębi siedzi coś, co nie pozwoliłoby jej śmiertelnie zagłębić stali w swojej przyjaciółce, i to także sprawiało, że od kilku minut stała w miejscu, prowadząc z nią rozmowę. W głębi duszy nie chciała pozbywać się Vei ze swego życia, choć podejmowała ku temu kroki w imię lepszego i pewniejszego jutra dosłownie i w przenośni za zimnymi murami. A może to tylko pusta wiara? Bez żadnego pokrycia?
Nie chcę takiego końca, nie zaakceptuję go. – Kobieta przygryzła wargę, ześliznęła się po niej zębami, a potem zacisnęła szczęki, próbując przełknąć dławiące powietrze w gardle.
Tak naprawdę po części nie chcesz... tego wszystkiego. Nie chcesz postawić ściany między sobą a mną. Zmuszasz się do tego. Twoja duma i strach ci każą. Inaczej... inaczej nie zatrzymałabyś się.
Wierzchem rękawiczki potarła powieki. Dłoń Veilore lekko drżała.
A może się mylę? – powiedziała załamanym głosem. Zbliżyła się nieco, ledwie przesunęła stopy po trawie i liściach. Potem zmniejszyła dystans jeszcze bardziej. Sel ze swoją nieszczęsną nogą nie miała za bardzo możliwości jej uciekać.
Czy się mylę? Jak bardzo? – Wilgotnymi oczyma spoglądała na twarz wojowniczki, ale w jakiś sposób unikała przecięcia się ich spojrzeń. – Ale w takim razie... co ci szkodzi?
Pozwoliła plecom Selene oprzeć się na konarze drzewa, na które ją naprowadzała. Blondynka była blisko.
Co ci szkodzi? Po co się męczyć, po co narażać się na przeciwne strony barykady, poróżnienia. Może łatwiej ci będzie, zapomnieć, jak od razu się mnie pozbędziesz? Im szybciej tym lepiej, szybciej, to brak trudnych sytuacji w przyszłości. Przecież tak bardzo tego nie chcesz.
Głos Veilore łamał się coraz bardziej i działo się to też wewnętrznie, ale już z widokiem łez sobie jakoś poradziła, wtulając twarz w ramię rudowłosej. Jej własne ramiona delikatnie drżały.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro Cze 29, 2016 2:44 pm

Pozwoliła ciszy trwać. To dawało jej możliwość wygrzebania z najciemniejszych zakamarków jej umysłu kolejnych argumentów, nim utonie. Chociaż dno zbliżało się nieubłaganie, aż możliwość powitania Veilore w swym małym świecie stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Wiedziała, że jeśli ulegnie, będzie tego żałowała. To będzie ją gryzło każdego dnia. Powoli, stopniowo. Aż dojdą do tego samego punktu, w którym znajdują się teraz.
- Nie wiesz tego! – krzyknęła w końcu, dłonie zaciskając w pięści. – Nie możesz wiedzieć! – pokręciła energicznie głową, pewna swoich słów. Veilore znała ją dobrze, jak zapewne nikt inny na tym świecie, jednak stwierdzenie to było na tyle odważne, że zdołało zdenerwować Selene. Przypuszczała, że jej towarzyszka mówi prawdę. I nie potrafiła się z nią pogodzić. Zaczęła na nowo, spokojniejszym, lecz wciąż roztrzęsionym głosem:
- Musimy, Vel. Wyobrażasz sobie teraz powrót do normalności? Jak dochodzimy do kompromisu? Widzisz mnie, mnie, stosującą się do twoich zakazów, gdy chodzi o kwestie, na których mi zależy? Nawet, gdybym wytrzymała w danym słowie… Nie byłabym szczęśliwa. – nie chciała się torturować. Za rozsądniejsze uważała zakończyć to zawczasu. – I mam wrażenie, że od teraz takich konfliktów będzie więcej. – Dodała już zupełnie ściszonym tonem. Nie chodziło jej tylko o obecność Hawke, która pojawiła się nagle w ich życiu. Od niej się zaczęło, ale do sporów i decyzji w przypadku odmiennych zdań doszłoby prędzej czy później. Spodziewała się, że wojna między wiedźmami, a Inkwizycją pogłębi się jeszcze bardziej, co da im okazje do podejmowania wyborów.
- Ja muszę spróbować – Sprostowała początkowe słowa, ostatecznie ściszając głos do szeptu, kręcąc lekko.
Nie miała możliwości na sprawną ucieczkę, ale tym razem nie próbowała nawet tego czynić. Chciała, aby Veilore zrozumiała. Nie może sobie na to pozwolić.
- Och, znasz mnie przecież. Nie wypowiadaj na głos takich oczywistości. I nie bierz mnie pod włos. – uśmiechnęła się smutno, prychając cicho. – Nie mylisz się, oczywiście, że nie. To, czego pragnę nie ma jednak znaczenia. Gdybym mogła robić wszystko, na co mam ochotę…! – roześmiała się, a w jej oczach również zalśniły łzy. Nie potrafiła skończyć zdania, urwała w połowie. Wymienianie wszystkich jej pragnień w momencie rozstanie było co najmniej nie na miejscu.
Osunęła się na drzewo, nie walcząc chociaż z tym. Z trudem stała na drżących nogach. Pozwoliła jej, chociaż na to. Bliskość nie raziła Selene. Znała ją wystarczająco dobrze. Wiedziała, czego może się spodziewać.
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł ją po plecach. Czy… ona mówiła poważnie?, pomyślała, zerkając na nią z przerażeniem w oczach.
- Co…? Jak mogłabym, teraz?! Nie pogrywaj ze mną w ten sposób, Vel. Jeśli uważasz, że skoro nie zrobię tego teraz, to nie będę w stanie uczynić tego nigdy… - „To będziesz miała rację” – mogła tylko dodać w duchu, czego oczywiście nie wypowiedziała na głos.
Chociaż czuła, że powinna, nie objęła jej. To mogłoby zostać mylnie odebrane.
- Proszę, pozwól mi już odejść – wypowiedziała niemal błagalnie.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob Lip 02, 2016 3:33 am

Próbowała tak bardzo zmienić kolej rzeczy, a i tak niewiele to dawało. Selene nie ustępowała. Bezsilność zacieśniała swe więzy na jej walczącym duchu. Nigdy przedtem nie znalazła się w sytuacji takiej jak ta. Bolesnej jak cholera. Veilore miała ochotę wyć i krzyczeć, ale przecież nie mogła, nie teraz. Przecież nie chciała w przyjaciółce, za którą nadal uważała rudą rozmówczynię, wzbudzać litości, tylko przemówić jej do rozumu; przekonać, że nadal istnieje możliwość, aby dalej cieszyły się swoim towarzystwem. Nic właściwie się nie zmieniło poza tą jedną kłótnią, zupełnie niezwiązaną z tym, na czym opierały obecnie trwającą rozmowę. Nic a nic, wcześniej było dokładnie tak samo. Ona robiła swoje, Sel swoje, czasem stawały ramię w ramię... Jednak inkwizytorka obawiała się wyborów, które majaczyły gdzieś w przyszłości. Ale podobne okoliczności wcale nie musiały nastąpić. Po co więc martwić się na zapas, co ma być, to i tak będzie. Różnica polegała tylko na tym, że albo miałyby za sobą miłą przeszłość, albo przeszłość z uwierającą pustką i tęsknotą. W jej przypadku, jeżeli przytrafiłoby im się trudne wydarzenie, wolała to pierwsze – przeżyć dobrze i zadowalająco ten okres czasu, który dało się w ten sposób przeżyć, bez ciągłego zastanawiania się nad kwestią, czy zaraz nie spotka dawnej kompanki i nie stanie naprzeciw niej. Należy cieszyć się z tego, co się posiada, jak również cieszyć się i korzystać z tego, co się może mieć, nawet jeśli istniało jakieś tam prawdopodobieństwo, że coś skończy się przedwcześnie.
Spróbujesz, a i tak to niczego nie zmieni... Przeżywałabyś to na marne... – szepnęła cicho. Żal wręcz ją dławił i odezwała się dopiero teraz. Każde poprzednie słowo instynktownie wyczuwała, ale w stanie, w jakim przez chwilę się znajdowała, wszystkie zatrzymywała niewidzialna bariera. Nie docierały do niej w stu procentach. Odgradzając się, zbierała siły, żeby w ogóle móc cokolwiek z siebie jeszcze wyrzucić. Rozsypywała się i bała, że ów moment nastąpi za wcześnie, bo przecież nadal się nie poddawała.
Nie jesteś maszyną, Sel... Zrozum, nie zniszczysz w sobie tego, co było... Daleko ci do pracującej w jakiejś fabryce machiny – Veilore wpatrzyła się w korę drzewa nad ramieniem inkwizytorki, w którą wtulała twarz. Miała wrażenie, że drży. Czy to działo się tylko wewnątrz niej, czy również w rzeczywistości? Nie potrafiłaby dać pewnej odpowiedzi. – ...którą rozgrzano jednego dnia, a po nocy, rankiem, ta nie pamięta, jak zapracowała się wcześniej.
Najemniczka potarła lekko oko o materiał płaszcza Selene. To, co powiedziała później, mówiła jak najbardziej poważnie, bo raczej pewna była, że jej rozmówczyni tego nie zrobi. Wierzyła w nią, jak wierzyło się w przyjaciela i chciała jej uzmysłowić, że i teraz i ewentualnie kiedyś tego nie zrobi.
A co? Cykasz się z jakiegoś powodu!? Jestem teraz blisko. Zabierz mi rewolwer, odwróć mnie, co bym ci nie patrzała w oczy i strzel! Co ci szkodzi? Wtedy już na zawsze pozostanę daleko... Nie będziesz przejmować się co ze mną! Nie będziesz roztrząsała jakichś niewiadomych głupot przez pół życia! Rzucisz kwiatki, posmucisz się przez jakiś czas. Po problemie!!! Za rok, pięć, dziesięć, dwadzieścia lat nie będziesz musiała tego przechodzić!!! – wyrzuciła z siebie niemalże jednym tchem donośnie, może z nutą irytacji i zdenerwowania, ale też łamiącym się od płaczu głosem.
Sel... Sel... – wyszeptała, powoli rozluźniając palce, które zacisnęła na płaszczu, na klatce piersiowej inkwizytorki, nawet nie wiedząc, kiedy do tego doszło.
Sel... Czy kiedykolwiek wcześniej... stanęłam ci na drodze? Czy pamiętasz, abym przeszkodziłam ci w istotnej sprawie? Wtrącałam się w twoją pracę? – Vei oderwała się lekko i spojrzała na twarz okoloną rudymi, potarganymi włosami. Poddała się niemocy i zmęczeniu. Osunęła się na kolana.
Zareagowałam... kiedy... kiedy... zwykłej mieszkance... – Otarła rękawiczką policzek. – Nigdy  w najistotniejszych sprawach... nie było żadnych moich zakazów... Przemyśl to, Sel. Czy warto rezygnować z wartościowej więzi w imię mglistych wyobrażeń przyszłości... Z tych, którym na tobie zależy... Nikt nie chce być sam...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie Lip 03, 2016 8:33 pm

Nie spodziewała się, że będzie potrafiła się w tej chwili zdenerwować na poważnie, bo łzy w oczach Veilore, jej poważny, smutny głos nie były wcale sprzyjającymi czynnikami. Jednak traciła cierpliwość, zła na kontynuację sceny po tym, jak rzekła już ostatnie słowo. Powinny już ukłonić się i opuścić przedstawienie jakiś czas temu. A ona wciąż nie zdołała wbić Vel do głowy swoich racji, przekonać, że to do czego tak dąży jest już niemożliwe.
Żałowała, że w rzeczywistości nie potrafi pracować jak automat, a zamiast serca nie ma mechanizmu, dzięki któremu nie przeżywałaby teraz żadnych rozterek. Była na dobrej drodze, aby wyzbyć się wiążących ją uczuć. Na drodze do celu stała jej jedynie Veilore. Jeśli nie mogła w żaden sposób wyminąć, należało ją pokonać.
- Przestań… - zaczęła cicho. – Przestań, natychmiast!!! – wrzasnęła na nią, dając w końcu upust rosnącej złości. - Nie zmienię zdania. Co byś nie powiedziała, czego byś nie zrobiła. Postanowiłam już. – głos miała podniesiony, poddenerwowany. Odtrąciła w końcu swoją towarzyszkę, skoro pokojowe rozwiązania nie przynosiły zamierzonych efektów.
Nie dotykaj mnie! Nie waż się. – krzyknęła, gdy udało jej się już oswobodzić z bliskości kobiety. - Gdybym mogła… nie, gdybym potrafiła, zrobiłabym to z pewnością! – mówiąc, przestąpiła na skręconą kostkę, więc zaklęła pod nosem, uderzając dłonią i plecami w pień stojącego za nią drzewa. Miała ochotę kopnąć klęczącą przed nią Veilore. Aż sama wstydziła się tej myśli. Nie traktowała jej w ten sposób, nigdy wcześniej.
- Ty… zawsze byłaś inna. Miałaś zdanie, które musiałam tolerować, chociaż nie podobało mi się to ani trochę. Nigdy tego nie ukrywałaś. A ja nie mam prawa złościć się na ludzi, ze względu na ich odmienny światopogląd… - Ale czyniła to, cały czas. Początkowo dusząc w sobie niezrozumienie, tylko po to by później wybuchnąć z pełną mocą. – Sytuacja z Erin uświadomiła mi, że nie będziesz się wahała. Gdy będzie ci zależało, wpieprzysz się z butami, gdzie wcale nie jesteś mi potrzebna, Vel!
Nie chciała robić z sytuacji większych dramatów, niż obecnie się dopuszczały, więc przynajmniej darowała sobie, by wykrzyczeć jej w twarz, że musi być samotna. Nie oczekiwała niczego innego, poświęcając się zadaniu, jakie podjęła odległe lata temu.
- Teraz odejdę. Jeśli powiesz jeszcze choć słowo… jeśli mnie tkniesz… przysięgam, nie zdzierżę tego. Nie będę tego kontynuować – zagroziła twardo, w końcu cofając się o krok, choć jeszcze nie spuszczając z niej wzroku.
Czuła się okropnie. Ale postanowiła nie wahać się więcej. Nie zostawi za sobą żadnych złudzeń.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon Lip 04, 2016 10:21 pm

Serce w jej piersi jakby kruszyło się na małe kawałeczki. Nigdy w życiu nie sądziła, że osoba, którą uważała za dobrą towarzyszkę, przyjaciółkę, już nie wspominając o tym, że swego czasu miała ochotę wskoczyć pod jej pierzynę, potraktuje ją w ten sposób. Że usłyszy takie słowa. Że przekona się, że cały ten wspólnie spędzony wolny czas, wypite trunki, razem wypełniane misje zupełnie nie mają znaczenia. Nagle to wszystko straciło na wartości. Piękny obrazek rozmywał się, jak gdyby potraktowano go rozpuszczalnikiem.
Nie... nie przestanę... – szepnęła cicho, choć trudno się było rozeznać, czy mówi do siebie, czy może kieruje te słowa do swojej rozmówczyni. – Czy naprawdę to, co było już dla ciebie się nie liczy? Ja, ja naprawę, przez cały ten czas, gdy się nie widziałyśmy... myślałam o tobie jak o przyjaciółce.
W tym momencie została odepchnięta, popatrzała się jeszcze na nią z bólem w połyskujących szafirowych oczach, zanim bezsilnie opadła na kolana. Tak usilnie próbowała, co jeszcze miała zrobić? Teraz, kiedy już coś w niej pękło, skłamać, że nigdy nic podobnego nie uczyni w tych najważniejszych dla inkwizytorki sprawach? Selene i tak już była przekonana o czymś przeciwnym. Jakie niby argumenty miałaby jej przedstawić, aby potwierdzić swoje kłamliwe słowa? Sytuacja z trudnej przeradzała się w bezkreśnie beznadziejną, szybko zmierzającą ku zakończeniu, będącym najpewniej jednym z tych ostatecznych. Skuliła się w sobie. Nie podnosiła już wzroku z ziemi i warstwy suchych, przegniłych liści, których przyroda jeszcze nie wchłonęła całkowicie po zeszłej jesieni.
Ale nie potrafisz... nie potrafisz, bo nie jesteś taka... Sel...
Najemniczka ledwie przełknęła gorycz razem z płaczem.
Nie kłam... Nie kłam, Sel! Nie oszukuj ani mnie, ani siebie! – zdołała jeszcze powiedzieć nieco bardziej zdecydowanym tonem a w mniejszym stopniu zrezygnowanym. – ...Gdyby naprawdę ci to przeszkadzało, pozostałybyśmy wyłącznie w stosunkach czysto zawodowych... – Zaszlochała cicho. – Nie byłoby żadnych wypadów... Najmniejszej interakcji poza wspólnymi sprawami. Nie łączyłaby nas żadna nić, poza pojedynczą współpracą raz na jakiś czas. Nie przesiadywałabyś w mojej chatce, ciesząc się wolną chwilą...
Zacisnęła wargi w mocną linię, starając się powstrzymać gromadzące się w kącikach oczu łzy skapujące od czasu do czasu z pochylonej głowy na glebę. Co tam, mogła nawet i dostać od inkwizytorki, ale nie potrafiła powstrzymać się przed ostatnimi słowami wypuszczonymi za Selene, która właśnie podjęła decyzję o odejściu.
Przyznaj... – zaczęła. – Przyznaj się sama przed sobą! Też potrzebujesz odrobiny ciepła... chwili na ucieczkę od tego, co masz na co dzień. Ale boisz się tego! – mówiła, zaciskając powieki. – Jesteś strasznym tchórzem, Sel. Wolisz ranić siebie i mnie... I uciekać... – szepnęła, ściszając stopniowo głos, aż złączył się z szumem wiatru.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Wto Lip 05, 2016 11:27 pm

Z kolei teraz zaczynała żałować, że nie posiada wystarczająco wiele talentu aktorskiego, aby móc zaprzeczyć i udawać, że Veilore znaczy dla niej tyle co nic. Wtedy właściwie mogłaby zapobiec całej tej scence. Gdyby tylko lepiej potrafiła kłamać…! Od razu zarzuciłaby ją serią niestworzonych historyjek. Och. Obiecała sobie podszkolić się w tej trudnej sztuce. Teraz jednak musiała grać tak, jak potrafiła.
- Liczyło się, owszem. Nie zaprzeczę. I od dziś… przestanie się liczyć. Zapomnę o tobie. Z czasem, powoli. To wszystko, co było między nami... przestanie mieć znaczenie – wyjaśniła stanowczo, przekonana, że jej się uda, jeśli będzie wystarczająco mocno tego chciała. I może faktycznie, będzie miała ku temu możliwości. Nie była maszyną, jak porównywała Veilore, a jednak miała możliwość rzucić się w wir pracy, skupić się na tym, co uznaje za pożyteczne i słuszne… a także sprawiające jej pustą przyjemność.
Nie wiedziała jakie słowa wybrać na koniec, gdy spostrzegła się, że nadciąga on nieubłaganie. Ostatnio nie rozstała się z nią się dobrze. I tym razem zapewne jej się nie uda, bo sytuacja nie należała do naturalnych. Pożegnania nigdy nie powinny mieć miejsca, do kiedy pozostawała droga na rozwiązanie ich problemu. Będą mieszkały wcale nie tak daleko siebie. Możliwość spotkania cały czas istniała, w przyszłości zapewne krążąc nad ich głowami jeszcze przez długi czas.
Zaśmiała się ostro, krótko. Już bez cienia żalu spoglądając w jej twarz. Selene sądziła, że Veilore wie o niej niemal wszystko. Charakter, wspomnienia, największe lęki. Ale kolejne słowa kobiety po prostu ją zezłościły. Potraktowała je niemalże jako wyzwanie.
- Nie jestem taka? No to patrz. Zdziwisz się. – przeraziło ją to, że wypowiedziała owe słowa ze złośliwym uśmiechem na ustach. Nie znała się z tej strony, nie spodziewała się, że będzie w stanie obdarzyć taką potwornością osobę najbliższą jej sercu. Brzydziła się sobą. Ale dalej brnęła w to bagno, bo odwrotu już nie było. – Najwyraźniej nie znasz mnie aż tak dobrze, Vel. A szkoda – dodała ostatecznie, a uśmiech jej zbladł. Gdyby kobieta czytała w myślach Selene, mogłaby dostrzec w nich tak nieskończony upór, aż nigdy nie próbowałaby rozpoczynać tejże rozmowy na nowo.
Wzruszyła ramionami, jakby cierpienie, które im przynosiła było niczym. Mogła się z tym przecież pogodzić. Przyjaźń nie była przecież najpiękniejszym, co ją w życiu spotka… prawda? Nie o to chodziło, musiało być coś więcej…
- Nie, Vel. Wystarcza mi to, co mam – rzuciła, cofając się. – A teraz żegnaj. I pamiętaj, następnym razem się nie zawaham – pożegnała ją tymi słowami, w końcu puszczając się kory drzewa i odwracając się, by odejść w stronę miasta. Powoli, bez pośpiechu. Nie sądziła, że Veliore będzie ją jeszcze goniła po tym, co usłyszała.
Nawet nie płakała, po prostu szła, powoli, opierając się o drzewa, unikając stawania na skręconą kostkę. Nie była z tego powodu dumna, ale wiedziała, że nie miała innej drogi.

// zt

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Veilore
Panna srebrna rączka
avatar

Liczba postów : 161
Join date : 22/08/2015

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pią Lip 08, 2016 1:59 am

Zamilkła jak dopiero co postawiony grób, utraciwszy wszelką nadzieję na zażegnanie konfliktu między nią Selene. To tak cholernie bolało, jeszcze gorzej niż za pierwszym razem. Bolało tak, że nie potrafiła powstrzymywać wolno spływających po policzkach łez. Veilore słuchała tylko ostatnich słów inkwizytorki, doskonale wiedząc, że więcej już nie będzie jej dane usłyszeć brzmienia jej głosu. Może jedynie w postaci echa odbijającego się po myślach raz na jakiś czas, a może gdzieś wśród tłumu, gdzie przytłumi go gwar, ale nie pozostanie jej nic innego jak iść swoją drogą, nie mogąc podążyć śladem znanego dźwięku oraz zaczepić, przywitać się bądź posłać chociaż uprzejmy, przyjacielski uśmiech.
Skierowała ku Selene ostatnie spojrzenie i nietrudno się domyślić, ile emitowało w przestrzeń żalu, ile bólu, jakiej wielkości kropelkę wyrzutu i goryczy, a nawet niedowierzania w to, co właśnie zaszło. Chwilę później ponownie pochyliła głowę i zacisnęła palce w miękką glebę zagajnika, pokrytą warstewką liści, które jeszcze nie do końca się rozłożyły. Do rękawiczek przywarły co wilgotniejsze ich fragmenty i drobne grudki ziemi, a Veilore cicho płakała.
Przepraszam... przepraszam, że pojawiłam się w twoim życiu – wyszeptała naprawdę cicho przez ściśnięte gardło. Nie widziała niczego poza zasłoną własnych pofalowanych kosmyków, dłoni i podłoża. Z czasem zacisnęła powieki i tylko słyszała, jak inkwizytorka, jej kompanka oddala się nierównym, kulejącym krokiem. A wkrótce pozostał tylko szelest liści i odgłosy ocierających się o siebie gałęzi.
Została sama. Po raz wtóry zapytywała się jak do tego mogło dojść, jak można zrezygnować z więzi, w której obu było dobrze. Właśnie... było.
Najemniczka w końcu uniosła wzrok. Jak okiem sięgnąć – żadnej żywej, inteligentnej duszy. Słyszało się wyłącznie charakterystyczną ciszę przyrody. Zerknęła w listowie ponad sobą, ocierając w tym samym czasie mokre policzki, nawet nie pomyślawszy o tym, aby wyciągnąć chusteczkę. Jakby tak ciemniej się zrobiło od momentu, w którym spacerowała po lesie i przyuważyła inkwizytorkę. Ile tak siedziała? Kilka godzin? W kolanach czuła chłód ziemi, a w nogach delikatne odrętwienie. Wstała powoli i obrzuciła spojrzeniem przestrzeń przed sobą, a dokładniej skupiła się na kierunku, w którym poszła Selene. Oczywiście nie mogła jej już zobaczyć. Już dawno odeszła z tego miejsca i z więzi, jaka je łączyła do tej pory.
Veilore zmusiła się w końcu do odwrócenia się o sto osiemdziesiąt stopni. Powolnym krokiem, bez entuzjazmu, który wcześniej jej towarzyszył, kiedy myszkowała po lesie, skierowała się w drogę powrotną do swojej chatki.


ZT

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary Jane
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 01/09/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon Paź 03, 2016 8:54 pm

Zapadła już noc. Księżyc świecił jasno, pomimo zbliżającego sie nowiu. Cienki i jasny sierp połyskiwał na ciemnym niebie zupełnie w ten sam sposób, co metaliczne ostrze wśród leśnej gęstwiny.
- Got a secret, can you keep it, swear this one you'll save... - rozległo się w miarę donośne nucenie, niosące się w ciemność niczym złowieszcze echo. Zaraz potem na skraju zieleni pojawiła się wysoka i chuda, zakapturzona postać, w prawej dłoni trzymając trzon kosy, w której odbijały sie światła świetlików. Ta własnie postać, tanecznym krokiem zbliżając się do zielonej kępy wysokich traw, nuciła dalej radosnie:
- Better lock it in your pocket, taking this one to the grave...
Mary Jane zachichotała wesoło i kucnęła równie nagle, co się pojawiła w zagajniku. Kosą odchyliła zielone liście, ukazując światłu księżyca delikatne, żółte kwiaty, na widok których zamruczała zadowolona niczym kot. Wstała i zawirowała parę razy wokół swojego znaleziska a potem jednym cięciem kosy pozbyła się zieleni zasłaniającej kwiaty. Nadziała ścięte liście na czubek kosy a następnie zgrabnym ruchem usiadła naprzeciw kwiatów i ściągnęła zębami świeżo scięte ziele z ostrza kosy, które zaraz zaczęła żuć. Bardzo szybko poczuła jak drętwieje jej język oraz usta, wyciągnęła więc z wewnętrznej kieszeni płaszcza chustkę, poplamioną wszystkim, czym sie tylko dało - sadzą, kurzem, tłuszczem a nawet krwią. Wypluła to, co trzymała w ustach, położyła chusteczkę na kolanach i usiadła wygodnie, opierając się rękoma o ziemię za nią. Patrzyła na księżyc i rozkoszowała się uczuciem odrętwienia, które rozchodziło się po jej ciele. Kiedy jej usta delikatnie się rozchyliły pod wpływem działania specyfiku, sięgnęła po jeden z kwiatów, ułożyła go na dłoni i wolna ręką przeszukała kieszenie. Znalazła parę fiolek, które ułożyła na chustecze obok przeżutego zioła i z dwóch z nich skapnęła po kropli na kwiat ułozony na dłoni. Ten momentalnie zmienił kolor na biały, niemal srebrzysty i silnie odbijał światło księżyca. Ponieważ Mary Jane nie była w stanie zlizać tego z dłoni, odchyliła głowę do tyłu i pozwoliła paru białym i gęstym kroplom skapnąc do jej ust. Odrętwienie przestało postępować coraz dalej, a nawet zaczęło powoli cofać się w kierunku języka. Ten pozostawał w odrętwieniu najdłużej, przez co Mary Jane oddała się cichemu mlaskaniu. Jak dziecko puszczające bąbelki ze śliny tak sie zapamiętała w swojej zabawie, że prawie zupełnie przestała zwracac uwagę na otoczenie. Oczywiście, jako przykładna żniwiarz nasłuchiwała tego, co się dzieje dookoła, ale nie miała najmniejszego zamiaru wstawać ani się nawet odwracać, dopóki nie miałaby w tym interesu bronienia własnego tyłka. Bawiła się doskonale, schowała tylko fiolki z powrotem do kieszeni i zawinęła ścięte ziele oraz przemieniony kwiatek do chusteczki, którą wetknęła pozornie niedbale za pasek sukienki. W rzeczywistości powstała mieszanka była wetknięta tam na wszelki wypadek, by, jesli Mary poczułaby się w jakikolwiek sposób zagrożona, cisnąc przeciwnikowi w oczy i wywołać tym nieprzyjemne uczucie pieczenia. Dzieki temu mogła dalej spokojnie czekac az odrętwienie języka minie, choć bawiło ją to i nie miała najmniejszej ochoty na pozbywanie sie tego uczucia.


Ostatnio zmieniony przez Mary Jane dnia Sro Lis 09, 2016 7:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pią Paź 07, 2016 5:24 pm

Jeśli ktoś tutaj lubił nocne spacery po okolicach, gdzie nikt inny się nie zapuszczał, na pewno była to As. Dla niej chodzenie przez Ponury Bór było jak bułka z masłem. Nie bała się, że zza drzewa wysunie się cień i pozbawi ją życia, gdyż to jej powinno się poniekąd bać ze względu na to, kim była. Wystarczyłby mały płomień, żeby skutecznie zniechęcić rozbójnika do wszelkich niecnych czynów względem niej. Jedynym, co mogło zrobić jej realną krzywdę, były Koszmary, ale...
W tym momencie Astaroth nie bała się niczego. Szła przed siebie skocznym krokiem wyciszanym przez grubą warstwę mchu, łudząc się, że na skróty szybciej dojdzie do Cyrku. Tak naprawdę była w tym miejscu już co najmniej raz podczas swojego krążenia, lecz hej! Kto by się tym przejmował! Jak tylko znajdzie ścieżkę, na pewno na nią zejdzie i wtedy będzie z górki. Nic nie mogło popsuć jej dobrego humoru spowodowanego tym, że właśnie wracała z dobrej biesiady, na której poznała piękną kobietę, z którą przetańczyła cały wieczór. Co prawda nie skończyło się tak, jak As bardzo by chciała, ale była pewna, że jeszcze ją kiedyś znajdzie i dopnie swego!
Szła nucąc coś cichutko pod nosem, kiedy usłyszała pohukiwanie sowy. Ucichła i nie przestając kroczyć, rozejrzała się po lesie w poszukiwaniu tego cygańskiego symbolu śmierci, przed którym niegdyś była tak bardzo przestrzegana, a teraz... Dźwięk jak dźwięk! Dopóki przez swoją uwagę nie potknęła się o coś i nie wyrżnęła o wilgotną ziemię, klnąc wniebogłosy. Gdy otworzyła oczy, jej oczom ukazała się najpierw kosa lśniąca z blasku księżyca, a po chwili faktyczna przyczyna jej upadku - postać w czarnym płaszczu, przywodząca na myśl tylko jedno.
- Niech to diabli, Śmierć! - wybełkotała niewyraźnie, jakby chciała krzyknąć, ale gula nagle znikąd znajdująca się w jej gardle uniemożliwiła jej to. Momentalnie podniosła się do siadu, plącząc się o własne kończyny i odsunęła się jak najdalej od mrocznej postaci. - A Jonkaro mówił, żebym nigdy nie lekceważyła znaków! Nie zabijaj mnie, już nie będę! - zawyła, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co mówi. Na chwilę obecną jedyne, co wiedziała na pewno, to fakt, że chwilowo sparaliżowało ją ze strachu. Tylko dlatego nie próbowała używać magii i uciekać gdzie pieprz rośnie. Była zbyt podpita i zdenerwowana, żeby logicznie myśleć, więc tylko przyglądała się kobiecie ze strachem i pewnym zainteresowaniem, bo hej! To Śmierć! Zawsze chciała przekonać się, jak wygląda Kostucha, a ta wydawała się być całkiem ładną laską! Na tyle, ile można ocenić zakapturzoną postać w środku nocy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Mary Jane
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 01/09/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie Paź 16, 2016 10:12 pm

Jej uszu dobiegło ciche nucenie, które ucichło na dźwięk pohukiwania sowy. Mary Jane ani myślała wstawać, odwracać się, sprawdzać kogo diabli niosą o tak nieludzkiej porze w tak nieludzkie miejsce. Zgarbiła się tylko mając nadzieję, że dana osoba przejdzie sobie spokojnie dalej i nie będzie przeszkadzała żniwiarz w rozkoszowaniu się ostatnimi chwilami odrętwienia w ustach. Kiedy usłyszała tuż obok siebie szelest nie potrafiła się jednak powstrzymać i trzonem kosy podcięła nogi przechodzącej postaci. Zaśmiała się i powoli wstała, dla efektu próbując ukazywać tylko wytatuowaną część ciała. Czuła strach i przerażenie, które wzbudziła, a to działało na nią w podobny sposób jak uczucie odrętwienia pod wpływem trucizny. Mary Jane była bliska szaleństwa z radości, całą siłę woli wkładała w to, żeby nie zacząć radośnie skakać. Nie potrafiła jednak powstrzymać radosnego chichotu, kiedy usłyszała to błaganie. Teraz już całą atmosferę szlag trafił, Mary Jane pozostając w wyśmienitym nastroju nie zamierzała się tym jednak przejmować.
- To twoja szczęśliwa noc! Żadnych złudzeń co do znaków, bo to niepoważne. Wyjdź na zewnątrz i się przewietrz, to będzie rozważne, ihihihi- podeszła bliżej i odrzuciła kaptur do tyłu patrząc na dziewczynę z ciekawością.
- Co tutaj robisz, złotko, ślicznotko, kto tu zostawił cię? - zanuciła i przeskoczyła z nogi na nogę, rozradowana całym tym wieczorem. Nie zastanawiała się skąd i dlaczego wzięła się tutaj ta kobieta, ale najwyraźniej nie było jej to zupełnie do szczęścia potrzebne, zastanawiać się jacyż to "normalni" ludzie chadzają w nocy po lesie. Patrzyła z radosnym uśmiechem na kobietę i lekko przekrzywiając głowę wyraźnie oczekiwała na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro Paź 19, 2016 4:46 pm

Przez dłuższą chwilę naprawdę była przerażona. Siedziała na mokrym mchu, próbując powoli odsuwać się jak najdalej od strasznej kobiety, ale co próbowała wstać, to zahaczała o coś i wracała do poprzedniej pozycji. Tak było, dopóki domniemana Śmierć nie odezwała się, swoją bliskością sprawiając, że Astaroth po prostu musiała na nią spojrzeć. O ile jako cyrkówka i wcześniejsza prawie-cyganka widziała w swoim życiu naprawdę masę osobliwych typów, ta kobieta przebijała wszystkich i nic dziwnego, że budziła w ognistej takie, a nie inne reakcje. Dość upiorne znaki na twarzy, kosa i szeroki uśmiech w połączeniu z nieco obłąkańczą mową potrafiły zbić z tropu nawet najodważniejszych. Ale plus był jeden - As po dłuższej chwili zdała sobie sprawę z tego, że może jednak jej dni nie były policzone, jednak wciąż wszystko było możliwe przy zdrowo szurniętej lasce z kosą.
- E... Nikt? - odpowiedziała, nadal nieco skołowana tym nietypowym spotkaniem, a zaraz po tym podniosła się z ziemi i otrzepała się ze wszystkiego, co mogło się do niej przyczepić przez ten czas. - Ja tylko... wracam do siebie. Trochę okrężnie, ale wracam - przyznała i uśmiechnęła się półgębkiem, może nieco nerwowo. Dopiero teraz obejrzała kobietę dokładniej. Nie przez pryzmat strachu, tylko tak, jak czyniła to zazwyczaj. I okej, tu musiała przyznać jedną rzecz. Gdyby nie te znaki na twarzy, wyglądałaby całkiem pięknie.
- Mogłabym zapytać o to samo. Co taka czarująca kobieta robi w środku lasu po zmroku? - spytała, chociaż nie wiedziała, czy chciałaby usłyszeć odpowiedź. Może po prostu wracała bardzo dziwną drogą ze żniw, ale co do tego Astaroth niestety nie była przekonana. Spojrzała na nią jeszcze raz i zobaczyła kwiatki wetknięte za pas sukienki. Przyjrzała się im dokładniej i przeszły ją lekkie ciarki, gdy dostrzegła kwiaty wrotyczy o srebrzystej barwie świadczącej o tym, że mogły zostać potraktowane wyciągiem z cykuty o większej czy mniejszej jej zawartości, która w tym połączeniu wzmacniała działanie kwiatu. Po raz kolejny miała nadzieję, że się myli, a to tylko księżyc tak dziwnie odbija się od rośliny. No oczywiście. Przecież wiedźma tylko świrowała i nie myślała logicznie. No proszę. Śmierć, morderczyni w lesie? Nonsens! Z tą myślą powróciła do dalszej rozmowy.
- Uważaj na te kwiatki. Zatniesz się przypadkiem, dotkniesz takiego i będzie piekło jak diabli, a może nawet stracisz czucie na dłuższą chwilę - ostrzegła ją nieco pouczającym tonem, chociaż gdzieś z tyłu jej głowy błąkała się myśl, że wcale nie musiała tego mówić na głos.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Mary Jane
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 01/09/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Czw Lis 17, 2016 8:52 pm

Przechylała się w jej stronę coraz bardziej, naginając niemal do granic wytrzymałości swój zmysł równowagi. Słysząc odpowiedź, pokiwała głową z satysfakcją i zachichotała. Widząc spojrzenie kobiety na sobie, niemal momentalnie wróciła do pionu i okręciła się wokół własnej osi ujawniając talent nie tylko muzyczny, ale również taneczny. Z gracją oparła się o kosę i lekko zakołysała biodrami. Jednak w odpowiedzi na zadane pytanie tylko zaśmiała się cicho i lekko przymrużyła oczy.
- Nie widzisz, kochana, nie jestem tu sama, Śmierć towarzyszy mi - zanuciła cicho i nie przestając opierać i... tulić się do kosy, czule pogłaskała ostrze. - Jeśli nie widzisz w niej pięknej istoty, z chęcią pokażę ci...
Przestała opierać się o kosę i przysunęła się bliżej nieznajomej, przekrzywiając z ciekawością głowę. Każdy na miejscu Mary Jane zapewne zacząłby się zastanawiać kim jest przybyła kobieta, co tu robi, czy się boi i czy ma się czego bać. Ale nie Mary Jane. Nie, ona właśnie głęboko zastanawiała się czy kobieta nie cierpi na jakiś rodzaj przykrego schorzenia związanego z pamięcią. Najpierw boi się Śmierci i krzyczy na jej widok tak, że zmarłego by obudziła a następnie pomija fakt obecności tejże Śmierci i pyta Mary Jane dlaczego ta jest tutaj sama. Żniwiarka mlasnęła cicho i przygryzła wargę widocznie popadając w stan głębokiego zastanowienia. Przez dłuższą chwilę zdawała się nie zwracać zupełnie uwagi na kobietę, usiadła znów na ziemi, kosę oczywiście trzymając pionowo i zaczęła głęboko rozmyślać czy zna już takie przypadki podobnych zaników pamięci i, jeśli tak, to co je powoduje. Kto wie, może da się je wywoływać. A wtedy... Mary Jane aż zachichotała na samą myśl, że można by kogoś straszyć, podawać mu specyfik na zapomnienie i... znów straszyć.
W tym samym momencie dotarło do niej co właściwie przed chwilą powiedziała nieznajoma. Spojrzała na kobietę wyraźnie zdumiona, że ta nadal tu jest i, co więcej, ma odwagę mówić do niej wtedy, kiedy Mary Jane głęboko rozmyśla. Wszyscy inni już dawno by zniknęli, przerażeni lub zbyt zajęci, by się przerażać na dłużej. Żniwiarka zmarszczyła brwi a potem jej mina rozpogodziła się, kiedy przypomniała sobie swój wniosek na temat nowo napotkanej: przecież ta ma zaniki pamięci! Z pewnością zapomniała, że przed chwilą się już spotkały. Chcąc być wyjątkowo grzeczną dziewczynką i, oczywiście, mieć okazje do przyjrzenia się bliżej owej specyficznej przypadłości, Mary Jane uśmiechnęła się niemal przyjaźnie.
- Wiem - mruknęła cicho, wyraźnie zadowolona na żywe wspomnienie drętwiejącego języka. Zerknęła na kobietę i niemal od razu przyszedł jej do głowy cudowny pomysł. Przecież, chcąc się zaprzyjaźnić, trzeba oferować prezenty. Bez większego namysłu Mary Jane wyciągnęła w kierunku kobiety trujące kwiaty.
- Chcesz? - zapytała tak naiwnym, acz przyjaznym tonem, z pewnością niemal od razu przywodząc na myśl dziecko, które w uczynnym geście chce kogoś obdarować własnoręcznie zrobionym wiankiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie Lis 20, 2016 10:29 am

Pewnym było, że kobieta nie była osobą normalną. Nawet laska nie mniej świrnięta mogła to przyznać z czystym sumieniem. Może dlatego wiedźma podchodziła do niej z niezwykłą rezerwą, absolutnie dziwną jak na osobę, której obce są wszelkie pohamowania i zdrowy rozsądek. Odruchowo odeszła o pół kroku do tyłu, gdy Pani Śmierć postanowiła się do niej zbliżyć i uniosła łapki w obronnym geście, jakby była gotowa odepchnąć ją i uciec, jeśli jeszcze raz zbliży się do niej z tą kosą.
- Nie przeczę, że śmierć jest piękna, chociaż w sumie to nigdy jej nie doświadczyłam i raczej mi do tego nie spieszno - odrzekła, zerkając nieufnie na wcale nie tępe ostrze kosy. Było tak zadbane, że mogła się w nim przejrzeć i zobaczyć swoją nietęgą minę. Dziarsko uśmiechnęła się do swojego odbicia, jakby chciała mu udowodnić, że wcale nie jest taka przerażona, jak mogło się wydawać. Ciężko powiedzieć, kogo chciała tym oszukać, ale niewątpliwie dodało jej to odrobinę pewności siebie.
W tym momencie kosa jej nieco uciekła, podobnie jak sama postać tajemniczej kobiety, która ni z tego ni z owego usiadła na wilgotnym gruncie i zaczęła kontemplację głęboką jak u tybetańskiego mnicha, co wprawiło Astaroth w stan podobnego zamyślenia. Coś powiedziała nie tak? Coś się stało? O ile zwykle nie rozgrzebywała takich nudnych tematów, tak teraz sytuacja jak i promile alkoholu we krwi zmusiły ją do zastanowienia. Odpowiedź, jak myślała, przyszła dopiero w momencie, kiedy kobieta się odezwała. Wtedy wszystko stało się dla ognistej jasne. Ona była naćpana! Bo kto o zdrowych zmysłach by się tak zachowywał? Skoro tak bezwstydnie delektowała się wrotyczą, to kto wie, czym wcześniej się nafaszerowała. Nagle wszystko stało się jasne. Tutaj obudził się dżentelmeński pierwiastek Astaroth jasno mówiący, że nie powinna zostawiać aż tak oszołomionej osoby w środku lasu, ale też powinna uważać, bo przecież z takimi to nic nie wiadomo...
- Nie, dziękuję, nie trafia w mój gust, smacznego - odrzekła i zaplotła dłonie na karku, jakby to miało uruchomić większą ilość trybików w jej mózgu. - Nie powinnyśmy tu być o tej porze. Co ty na to, że odprowadzę cię do domu albo w jakieś bezpieczniejsze miejsce? - zaproponowała nad wyraz łagodnie i życzliwie, pełna nadziei, że za taką śmiałą propozycję nie oberwie kosą. Z drugiej strony, przecież była miła i nie powiedziała niczego złego! Mogła przecież zaproponować kobiecie coś innego, bardziej chamskiego i zbereźnego i za to faktycznie mogłaby dostać w łeb, ale nie za coś takiego.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Mary Jane
Żniwiarz
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 01/09/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro Lis 30, 2016 11:53 am

Poczuła się nieco urażona, że nowo poznana osoba nie ma ochoty zapoznać się ani ze Śmiercią ani z paraliżującą mocą trucizny. Mary Jane patrzyła żałośnie na kosę, rozczarowana zaistniałą sytuacją. Zrobiła nawet bardzo smutną minę do swojego odbicia w ostrzu kosy. Następnie wstała z taką samą płynnością i gracją z jaką wcześniej usiadła i jeszcze raz wyciągnęła dłoń z kwiatami w stronę kobiety.
- Naprawdę Ci nie smakują? - zajęczała tak przejmująco, że najprawdziwsza Kostucha nie powstydziłaby się tego dźwięku. W tym momencie jednak usłyszała propozycję kobiety i odsunęła się gwałtownie z mina kogoś, kto własnie oberwał patelnią w twarz.
- Spotkałaś po drodze coś niebezpieczniejszego ode mnie? - w głosie Mary Jane zabrzmiało ogromne zdziwienie i jeszcze większa uraza. Cóż, jak już słusznie zostało powiedziane każdy normalny człowiek na ich miejscu zachowywałby się inaczej, ale żadna z nich nie była normalna. Dlatego właśnie to, co najbardziej było widać w zachowaniu Mary Jane to widoczny niesmak spowodowany nieodpowiednim wartościowaniem jej osoby jako siejącej postrach i śmierć. Każde dziecko poczułoby się niedocenione w takiej sytuacji, cóż dopiero ona, Mary Jane!
Zebrała więc wszystkie swoje rzeczy i nie zamierzała czekać na odpowiedź, więc po prostu odeszła. Parę kroków. Wtedy przypomniała sobie, że zależny jej na tej znajomości, żeby wyciągnąć z dziewczyny co powoduje zaniki pamięci. Przekonana, że ta i tak za chwilę zapomni, że Mary Jane się obraziła, żniwiarka wróciła do poprzedniego miejsca i uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Oczywiście, że możemy pójść w bezpieczne miejsce. Najlepsza będzie moja komnata w zamku. Co ty na to? - przechyliła głowę i zaśmiała się cicho.

___________________
KP || CHARACTER SONG || RELACJE || FABUŁY


Ostatnio zmieniony przez Mary Jane dnia Wto Sty 24, 2017 11:36 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 338
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro Gru 14, 2016 8:25 pm

Aż jej się zrobiło głupio, że tak zasmuciła kobietę, jednak... Halo, ona właśnie oferowała jej truciznę. Astaroth robiła w życiu różne dziwne rzeczy, czasami zdarzało jej się przypalić całkiem świadomie, ale zażywanie toksycznych substancji nie należało do jej hobby czy nawet rzeczy, których chciałaby w życiu spróbować.
- Niezbyt, ale dziękuję - gestem wyciągniętej dłoni grzecznie odmówiła, uśmiechnęła się przepraszająco i... No właśnie. Bardzo próbowała nie skrzywić się ani nie pokazać w jakikolwiek sposób, jak wpłynęła na nią następna wypowiedź Kostuchy i może nawet by jej się udało, gdyby szczery i miły uśmiech nie zaczął lekko drżeć ze zdenerwowania. A nuż nie zauważyła? As, ty to jednak jesteś paranoiczką. Uspokój się, no. Ona żartuje.
- Nie... Swoją drogą, nikogo innego nie zauważyłam po drodze - wzruszyła ramionami, bardziej podkreślając to, jak bardzo dziwna była obecność zakapturzonej kobiety tutaj. I nie, naprawdę nie widziała nikogo bardziej nietypowego niż ona, nie tylko podczas powrotu do Cyrku, lecz w ciągu przynajmniej ostatniego tygodnia. Może nie niebezpiecznego, bo jeszcze nie była świadoma tego, z kim właśnie rozmawiała, ale na pewno niespotykanego.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, z kim właściwie miała do czynienia. Dokładniej w tym momencie, kiedy dziewczyna podniosła się z ziemi i odwróciła tyłem, a blask księżyca oświetlił wzór na płaszczu przedstawiający znany Astaroth symbol. Symbol Inkwizycji. Wręcz dało się słyszeć, jak głośno przełknęła ślinę. Jak ona mogła wcześniej na to nie wpaść i nie zauważyć charakterystycznego płaszczyka?! Zrzućmy to na barki podpicia. Ale teraz wypadałoby jakoś z tego wybrnąć... Najlepiej tak, żeby wyjść z tego w całości!
- Zamku? Ja... Boję się zamków. Przerażają mnie - odpowiedziała, czy raczej częściowo wybełkotała, mimo wszystko próbując dokładnie przemyśleć każde słowo. Jak jej  to wyszło, pozostało do ocenienia przez Inkwizytorkę. Tymczasem ognista spojrzała w niebo, na Księżyc i westchnęła ciężko.
- Księżyc świeci niezwykle jasno. Chyba będzie padać - wymruczała w zamyśleniu, co najmniej jakby recytowała fragment romantycznego wiersza, po czym spojrzała na niedoszłą Śmierć. - Musimy znaleźć schronienie. Ale nie w zamku. Nie lubię zamków. Może... - zrobiła chwilę przerwy, żeby przemyśleć, co właściwie najbezpieczniej będzie zrobić. Najlepiej byłoby uciec - pomyślała, ale ta myśl szybko się rozwiała. Kimkolwiek była ta kobieta, głupio byłoby zostawić ją pośrodku lasu... A gdyby tak zapewniła jej bezpieczeństwo, a później zwiała gdzie pieprz rośnie? To brzmiało dobrze. Wystarczająco dobrze, żeby w głowie As urodził się zalążek planu. - Może pójdziemy do gospody, co? Blisko jest, prześpimy się i jutro odprowadzę cię do zamku - zaproponowała. Prawdę mówiąc, nie miała już kasy, ale coś wymyśli. W końcu miała układy chyba ze wszystkimi gospodarzami w tym mieście. Nie miała też zamiaru spędzać z Inkwizytorką więcej czasu, niż to absolutnie konieczne. Im dłużej przebywała w jej towarzystwie, tym większa była szansa, że odetnie jej łeb i nadzieje go na pal na środku rynku Wishtown. I nawet urok osobisty Astaroth na nic się tu zda!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zagajnik   

Powrót do góry Go down
 
Zagajnik
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Ponury bór-
Skocz do: