IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Krwawe spotkanie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rabbit
Królik z kapelusza
Królik z kapelusza
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Krwawe spotkanie   Czw Maj 19, 2016 6:22 pm

Do tej pory nie wiedziała jak smakuje wolność. Od dnia swoich narodzin żyła w zamknięciu. Potem wychodząc na zewnątrz miała cel wyznaczony jej przez Inkwizycję. Nie mogła robić tego, co chce, pójść tam, gdzie się jej żywnie podoba. Dlatego teraz wolność smakowała tak pięknie, ale zarazem okazała się być nieco... przytłaczająca.
Biegła przez las, w szaleńczym tempie uciekając przed własną przeszłością. Ścigali ją tylko przez jakiś czas - potem uznali, że nie warto. Królik zginie w wielkim świecie, zabity przez coś silniejszego, albo w inny sposób. Nie dali jej wielkich szans... Ale miała coś, czego oni nie mieli - instynkt. Przetrwa.
Nogi zaczęły ją piec z bólu, ale nie mogła się zatrzymać. Głód był zbyt wielki, by odpocząć. Nieopodal wyczuła lisa. Niewielkie, rude stworzenie. Mięsa dużo nie ma, ale zawsze to lepsze od niczego. Przemieniła się w krwiożerczego królika i zapolowała. Wbijając ostre zęby w szyję biednego stworzenia, poczuła zaraz ciepło posokę. Oniemiała na moment, świeża krew była taka cudowna... Zmieniła się z powrotem do swojej ludzkiej postaci i zaczęła łapczywie jeść, rozrywając ciało zwierzęcia paznokciami i zębami.
W końcu po napełnieniu żołądka wstała i zaczęła iść wolnym krokiem przed siebie. Nie wiedziała, dokąd ma iść... Co ze sobą zrobić. Jakie będzie jutro? Zadrżała. Po przemianie w królika straciła ubrania, nie wróciła po nie... Nie warto, szmaty z więzienia, których lepiej się pozbyć. Szła coraz wolniej, zmęczenie i ból mięśni powoli przejmowały jej ciało. Wyszła w końcu na jakąś polanę z małą rzeczką. Padła na kolana i upiła parę łyków niebiańsko świeżej wody. Usta, szyję i klatkę piersiową miała we krwi lisa. Nie zmyła jej, już nie miała na to sił. Po prostu siedziała w klęczkach, zerkając podejrzliwie na każdy szelest wokół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Krwawe spotkanie   Pią Maj 20, 2016 1:44 pm

Ah, jak ona to uwielbiała. Las. Powietrze jakby przesączone wilgocią. Dookoła drzewa, krzewy, a pomiędzy nimi gdzieniegdzie jakiś pająk postanowił stworzyć niewidoczną za pierwszym, powierzchownym spojrzeniem pajęczynkę. Co jeszcze? Miękka ściółka leśna, a nade wszystko mech. Miękki, zielony mech. Krocząc po nim, Esther czuła się jakby szła po grubym, z całą pewnością drogim dywanie. Brakowało tylko fantazyjnych wzorów, zaprojektowanych przez kogoś obdarzonego zmysłem estetycznym i swoistym wyczuciem. Ale to nic. Esther wolała to, co w pełni naturalne, coś, co istnieje bez ingerencji rąk ludzkich. Ale nie tylko ludzkich. Doskonale wiedziała, że człowiek to nie jedyna rozumna istota, krocząca po tym świecie. Ale to dobrze. Dodaje szczyptę urozmaicenia. W sumie, nie tylko.
Szła i badając każdym ze zmysłów otaczającą ją przyrodę, cieszyła się niezmiernie, że wszystko, co wokół, jest tak cudowne. Nozdrze analizowały zapach tak typowy dla lasu, oczy cieszyły się wszechobecną zielenią, dłoń przejeżdżała delikatnie po niektórych liściach oraz szorstkich korach drzewnych, uszy mogły nacieszyć się niezbyt głośnym śpiewem ptaków. Zignorowała jedynie zmysł smaku.
Na dodatek była sama, co sprawiało, że była jeszcze szczęśliwsza. Pomyślawszy o tym, do jej myśli dołączyły znienacka pewne wspomnienia. I to nie były raczej miłe wspomnienia. Skoro pomyślała o samotności, do jej głowy jakby automatycznie dotarły obrazy i dźwięki dotyczące dzieciństwa. Jej dzieciństwa, które nie przedstawiało się w zbyt kolorowych barwach, jednak musi przyznać, że nie było najgorzej. Do czasu... aż jej matka została stracona. Nie pamięta tego wszystkiego szczegółowo, a jednak, wie o tym wszystkim, za sprawą własnych notatek w grubym, zniszczonym zeszycie, który nosi przy sobie nieustannie. W końcu, może jej się przydać w każdej chwili. Wolała nie ryzykować opuszczenia domu lalek, który stanowił również jej miejsce zamieszkania, bez schowania go do torby, którą przewieszała sobie przez prawe ramię. Tak, chorując na amnezję (nieważne, że nie była to książkowa amnezja), była skazana, by dźwigać ten ciężar: w znaczeniu zarówno fizycznym, jak i psychicznym.
Próbowała odgonić od siebie chmarę nieprzyjemnych wspomnień, jednak te, jak na złość, trzymały się jej niezwykle silnie i nie chciały puścić za wszelką cenę. Usiłowała skupić się na cudownym zapachu leśnym oraz widoku wszechobecnej zieleni. To niestety, najwidoczniej, nie wystarczało, więc myślami przeniosła się do swojej lalkarskiej pracowni. Wyobraziła sobie, że wyżłabia w miejscu porcelanowej twarzy usta i nozdrza. Dzięki temu udało jej się nieznacznie odsunąć od siebie niemiłe wspomnienia, chociaż trzeba było przyznać, że nie do końca, ale... lepsze to, niż nic, nie?
Idąc, zauważyła że gąszcz drzew i krzewów zaczął się nagle przerzedzać. Zaskoczona, szła powoli przed siebie, w końcu uwiadamiając sobie, że... doszła do jakiejś polany. Widziała jakiś zbiornik wodny, trawę, kwiaty... i coś, co siedziało tuż przy wodzie. Do uszu Esther dotarły jakieś dźwięki, których nie potrafiła określić (w rzeczywistości był do odgłos picia wody), co sprawiło, że zlękła się nieznacznie. Czym prędzej schowała się za grube, monumentalne drzewo i nie wiedziała, co zrobić. Czuła bicie swojego serca, miała wrażenie że za chwilę wyskoczy z jej klatki piersiowej. Ale.. czego się bała? Sama nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie. Po kilku minutach, zyskawszy odrobinę odwagi która umożliwiła jej racjonalne rozumowanie, wychyliła się lekko zza drzewa i zaczęła obserwować to coś, co siedzi nad rzeczką i – tak, teraz to zrozumiała – zaspokaja swoje pragnienie. Albo nie zaspokaja, może chciało po prostu zwilżyć wargi. No nieważne. Tak czy owak, nie miała w sobie jeszcze wystarczającej ilości odwagi, by podejść i dowiedzieć się, kto to jest. Czy do tego kiedykolwiek dojdzie?
Pożyjemy, zobaczymy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rabbit
Królik z kapelusza
Królik z kapelusza
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Krwawe spotkanie   Sro Maj 25, 2016 9:18 pm

Chłeptała wodę, jakby to było jedyne źródełko na całej pustyni. Była tak niebiańsko smaczna, że nie potrafiła przestać dopóty, dopóki żołądek nie zakomunikował lekkim bólem, że jest już pełny. Siły jej nieco wróciły, choć dalej w nogach czuła ogień. Musi trochę odpocząć, a dalej... No właśnie. Nie potrafiła sobie dopowiedzieć dalszej części planu, nie miała pomysłu. Samodzielne myślenie było trudne... Wcześniej wydawano jej rozkaz, to go robiła. A zanim do tego doszło, to był tylko przymus. To w końcu nie było tresowanie domowego pupila, zachęcając go ciasteczkiem do zrobienia siadu. Tam motywacją było nierzadko bicie, a jak ktoś na to nie reagował to głodował kilka dni, póki się grzeczny nie zrobił. Na pewno za Inkwizycją nie zatęskni nigdy...
Wyczuła czyjś wzrok na sobie. Dyskretnie spojrzała po drzewach i krzewach, w tym samym czasie dłonią sięgając do wody, by nieco obmyć się z krwi, która zaczynała już na niej schnąć. Potem się nie domyje, kurde. Po niedługim czasie spostrzegła postać. Z tej odległości mogła jedynie wywnioskować, że jest niska. Umywszy się, pochyliła się raz jeszcze, by łyknąć nieco wody i podniosła się wolno. Zgięła parę razy nogę w kolanie, najpierw jedną, potem drugą. Nie jest źle, mięśnie już nieco wypoczęły, acz nie ma mowy na szybką wędrówkę. Zaczęła iść przed siebie, kierując się na prawo od miejsca, gdzie obserwowała ją niska osóbka. Dzięki temu Rabbit mogła wcielić w życie swój plan. Gdy tylko zniknęła z oczu obserwatora, chowając się za drzewo, natychmiast przemieniła się w królika. Mniejsze, szybsze, cichsze, w tej postaci szybciej dotrze do nieznajomej postaci. Trwało to zaledwie chwilę i już była niemalże przy niej. Zmieniła się z powrotem do ludzkiej postaci za osłoną pobliskiego drzewa. Wyszła zza niego, dopadając momentalnie niskiego dziewczęcia... Zacisnęła palce na jej ramieniu.
- Czego chcesz?! Inkwizycja Cię wysłała? Gadaj! - warknęła groźne... Acz, całą grozę zepsuło w sumie charakterystyczne poruszanie się jej nosa. Jak to króliki mają... Nie znaczyło to oczywiście, że nie była zdenerwowana. I przestraszona. A w strachu można zrobić naprawdę bardzo wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Krwawe spotkanie   Czw Maj 26, 2016 11:46 am

Pożyjemy, zobaczymy.
Tak, dokładnie tak. Jednak, ze względu na okoliczności można wnioskować, że nie trzeba będzie długo czekać. Wystarczy tylko popatrzeć: polana. Sąsiadująca z lasem. Jakaś istotka pijąca wodę. Oraz... zaraz! Najwidoczniej zauważyła Esther. Ta ostatnia skuliła się za drzewem, by nie zostać zauważoną, a serce zaczęło bić jeszcze mocniej i szybciej. Po długim westchnięciu, zauważyła że obiekt jej obserwacji ot tak, po postu zniknął z jej pola widzenia, a czarownica od tej chwili naprawdę zaczynała bać się o swoje bezpieczeństwo. Odwróciwszy się, zauważyła że ktoś stoi tuż przy niej. Lalkarka wbiła swoje oczy w oblicze tej osoby, a jej twarz z pewnością musiała nabrać barwę białej ściany. Przestraszyła się jeszcze bardziej, gdy zacisnęła palce na ramieniu. Tak. Jej ramieniu. Ramieniu Esther.
- C-c-czego chcesz? – zadała pytanie z drżeniem w głosie. Kiedy ostatni raz wysławiała się w ten sposób? Sposób, w którym można wyczuć bezgraniczny strach. Chyba dawno, choć nie wyklucza to jednego, a mianowicie faktu, że Esther boi się często. Ale nie zawsze pokazuje tego po sobie. W sumie, podobnie było z innymi emocjami, choć nie zawsze. Nie było to utartą regułką. Wiadomo, ludzie są różni, jednocześnie różnie się zachowują w różnych sytuacjach. Czują jedno, prezentują rodzajem spojrzenia, wykrzywieniem warg, marszczeniem czoła, postawą reszty ciała drugie. I to również nie było utartą regułką. To dobrze, że Bóg, czy kto tam stworzył świat, ulepił z gliny tak różnorodne społeczeństwo. Niby na własne podobieństwo... a jednak każdy jest inny. Esther dość często się nad tym zastanawiała.
Po chwili nieznajoma zabrała głos, a czarownica obdarzyła ją spojrzeniem sugerującym, że nie wie, o czym ta mówi. Ponownie westchnęła i postanowiła odpowiedzieć na jej "oskarżenia".
- A co to jest inkwizycja? - spytała, nie wiedząc tego... stop. Wiedząc, ale zapomniawszy o tym z racji dość oczywistego, powodu. Powodu, jakim jest jej choroba. Bo amnezję można chyba nazwać schorzeniem, nie? Może nie w pełni, no ale jednak. Nie pomyślała, że gdzieś wśród stronic jej zeszytu powinno mieścić się to – przynajmniej dla niej – trudne słowo, a wraz z tym jego wyjaśnienie. Nie potrzebowała wielu informacji. Z całą pewnością wystarczyłaby jej jedynie wzmianka oraz krótka, nawet jednozdaniowa wzmianka o tym, co to właściwie jest. Ale niestety, nawet o tym nie pomyślała, chociaż, z drugiej strony może to trochę dziwnie wyglądać. Zwłaszcza dla nowo spotkanej istotki: otwiera torbę, chwilkę w niej grzebie, po czym wyciąga wielki zeszyt, wyjmuje z środka długopis i wrzuca go niedbale do swojego bagażu, potem wertuje stronice z niezwykle wielkim skupieniem na twarzy. A potem odpowiada "nie, nie należę do Inkwizycji". W rzeczywistości dodała na głos: "nie, nikt mnie tu nie wysłał". Po kolejnej pauzie, która nieco zwiększyła napięcie, powiedziała jeszcze, siląc się na obojętny ton "przechodziłam sobie tu od tak. Nie moja wina, że i ty się tu znalazłaś".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Krwawe spotkanie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Krwawe literki
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Romantyczne (choć i nie) spotkanie przy pełni księżyca!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Off-Topic :: Strefa pozafabularna :: Retrospekcje-
Skocz do: