IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój przesłuchań

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Pokój przesłuchań   Czw Maj 19, 2016 7:57 pm



Pokój przesłuchań, zwany również pokojem zwierzeń. Tak, to całkiem przyjemna nazwa dla miejsca wypełnionego po brzegi wymyślnymi narzędziami tortur, zalanego również ciepłem wiecznie żarzącego się kominka, ewidentnie nie w celu zadbania o komfort przesłuchiwanej. Pomieszczenie, w którym wyznasz, ba - wykrzyczysz na głos swoje grzechy, a właściwie nie tylko swoje, bo przyznasz się do wszystkiego, co jest ci zarzucane, łącznie z zamachem na królową Wiktorię.
Pokój umieszczony jest przy lochach, w najciemniejszych inkwizycyjnych piwnicach. Co z tego, odbijane echem o kamienne ściany, wrzaski torturowanych wiedźm często słychać u samych bram siedziby. Ku uciesze Inkwizytorów.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Czw Maj 19, 2016 11:11 pm

Ach te słynne inkwizycyjne lochy... Epicentrum codziennych arii krzyczących w agonii, torturowanych wiedźm i nie tylko. Któż by nie kochał zapachu wsiąkającej w zatęchłe mury krwi i łez, jak również odbijających się od ścian jęków? Według Matta każdy, kto nie był do końca zepsuty przez tą organizację i miał jeszcze ostatnie okruchy poczytalności unikałby tego miejsca jak ognia. Przesłuchania były najgorszą częścią jego roboty. Nie cierpiał patrzeć jak ktoś znęca się nad drugą osobą i jeszcze czerpie z tego przyjemność. Przez lata pracy wyrobił sobie dość klarowne zdanie o katach jako niezrównoważonych sadystach, którzy już dawno powinni spędzać resztę życia w pokoju bez klamek, lecz Inkwizycja zawsze z wielką chęcią przyjmowała przypadki skrajnej socjopatii i sadyzmu. Oczywiście te najcięższe zawsze trafiały się mu (a przynajmniej tak sądził). W wielu przypadkach uniemożliwiało mu to spisywanie zeznań, bo oskarżona była bita do nieprzytomności ku czystej uciesze jego "partnera". Doprowadzało go to do wściekłości. Najgorsze jednak było to, że chuja mógł z tym zrobić. Co on powie? Że mu za mocno biją oskarżonego i nie może się wywiązać ze swoich zadań?
Matthew głośno westchnął opierając się o drzwi pokoju przesłuchań od zewnątrz. Jak zwykle zaczadził cały korytarz dymem z fajki. Nerwowo zaczął drapać się po głowie wbijając wzrok w sufit. Można by było zapytać, dlaczego nie jest on w środku z kobietą która została oskarżona o paranie się magią? Grabarz stwierdził po prostu, że spędzanie w tym pokoju więcej czasu niż trzeba jest wielce nie potrzebne. Wszystkie papiery miał przy sobie, a nie miał jakiejś większej chęci gapienia się na tą kobietę, bo choć pracował już tu ładne parę latek, to mimo wszystko nie potrafił być w 100% obojętny na to wszystko co się tu wyrabiało. Nie wiedział, czy uważać to za swoją słabość, czy nie.
Najgorsze było to, że nie wydawało się być to jego największym zmartwieniem.
Niecierpliwił się coraz bardziej. Nie miał w naturze daru spokojnego oczekiwania na kogoś (,bo zazwyczaj to on nie zjawiał się na czas z powodu swojego zegarka). Zaczął nawet nerwowo przytupywać nogą. Miała się tutaj zjawić jego kuzynka wraz ze swoją "wychowanką". Chciało mu się właściwie śmiać na samą myśl, że Selene miałaby kogokolwiek, czegokolwiek uczyć i zajmować się kimś. Nie podobała mu się ta cała sytuacja. Najchętniej odmówiłby prośbie uzyskania wstępu do lochów Selene, a przy tym tej całej Hawke, ale niestety łączyły ich więzy rodzinne, a jak wiadomo rodzinie się nie odmawia, prawda? Z tym, że rodzina i te całe "więzy" obchodziły go niewiele bardziej obchodziły niż zeszłoroczny śnieg. Tu chodziło o coś innego. O ich tak jakby" układ". Była to taka jakby wymiana usług między nimi. Zimna i wyrachowana. Kiedy on będzie czegoś od niej chciał będzie musiała się zgodzić bez wahania. Tylko ta druga osoba... Bo o tyle ile ufał Selene (mało, bo mało, ale zawsze) to zupełnie nie wiedział czego się spodziewać po tej drugiej, i mimo zapewnień Sel o niej to nadal miał mieszane uczucia. Spodziewał się właściwie najgorszego i tego, że będzie musiał za to odpowiedzieć kiedy najdzie potrzeba. No ale cóż... Sel miała niby plan, ale choć się na niego zgodził to wydawał się mu po prostu głupi, ale to tam wiedział co tak naprawdę siedzi w jej kurzym móżdżku. Ech... Marzył tylko o tym, by mieć już to z głowy.
Był już podirytowany czekaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pią Maj 20, 2016 1:20 am

Stając przed bramami Inkwizycji, Hawke po raz pierwszy mogła dostrzec potęgę jej murów z bliska, a wkrótce i z wewnątrz. Przestąpiła bez wahania granicę między światem zewnętrznym a miejscem, z którego żadna z czarownic nie wychodzi już żywa, nie licząc drogi na stos. Kroczyła szybko, nie dając swojej towarzyszce zwątpić, nie pozwalając na większe zamyślenie, choć była świadoma, że w jej głowie może odgrywać się niemały chaos.
Znalazły się w chłodnym wnętrzu głównej sali, przytłaczającej każdego swoim zbędnym ogromem i przepychem, kierując się w miejsce mniej wizytowe. Przepuściła ją przodem, by szła po stromych schodach, aż do najczarniejszych podziemi Inkwizycji. Chłód od kamienia tworzącego ściany przeszywał je do kości, wilgoć i osobliwy zapach rosnący na sile wraz z każdym ich krokiem, stawały się coraz bardziej nieprzyjemne. Nie mówiła nic. Gdy miały skręcić, wskazywała tylko dłonią, robiła znaczące spojrzenia, które i tak ledwo było widać przy świetle pochodni umieszczonych pod sufitem.
Zapach zgnilizny przeszedł w zapach tytoniu, którego tak nie znosiła. Przynajmniej wiedziała, że idzie dobrze, jakby jeszcze kiedykolwiek mogła zgubić drogę w miejscu, określanego już przez nią mianem „domu”. Echo kroków dawno zwiastowało ich przybycie, wkrótce przestępując ostatnie stopnie i wyłaniając się zza spirali schodów. Mina, którą obdarzyła Matta na przywitanie, nie zdradzała niczego dobrego. Dla dobra sprawy powstrzymała się jednak od zbędnego komentarza, a przede wszystkim – od wyrwania fajki z rąk kuzyna i ciśnięciu jej w najdalszy kąt. Zrobi to następnym razem, z pewnością. Póki co położyła dłoń na talii swojej towarzyszki, popychając ją lekko do przodu, jakby chciała zaprezentować ją Mattowi w całej okazałości.
- Erin Hawke – przedstawiła ją, pomijając zbędne przywitania i przechodząc od razu do konkretów. – Haw, to mój kuzyn, Matthew Borcke. – zaprezentowała ich sobie w kilku słowach, po czym dała im dosłownie trzy sekundy na ewentualne pocałunki i uściski dłoni, wracając prędko do sedna:
- Mam nadzieję, że wszystko jest gotowe. – oznajmiła twardo i wcale nie czekając na potwierdzenie, nacisnęła klamkę od wyznaczonego im pomieszczenia. Przy przekraczaniu progu rzuciła Hawke znaczące spojrzenie, które aż zdawało się mówić „chodź za mną”. Nie miała wątpliwości, że Matt znajdzie się wkrótce tuż obok, gdyż robił to setki razy, ale nie mogła być pewna, czy Erin nie skorzysta ze swojej ostatniej szansy na ucieczkę.
Jeśli jednak weszli do wewnątrz wszyscy, zamknęła drzwi. Na klucz, wedle zaleceń z góry. Znaleźli się w przyciemnionym pokoju, bez ani jednego okna, w którym w przeciwieństwie do reszty piwnicy, panował gorąc, mający swoje źródło w potężnym kamiennym piecu z zamkniętymi drzwiczkami, przez które wydobywało się światło, jako jedynie oświetlając pomieszczenie.
Z przeciwległego kąta dobiegł ich szmer, a następnie, jakby pomruk, prędko stłumiony. Zignorowała ów dźwięk. Przecież nie zamierzała się witać z wiedźmą.
Niemal po omacku odnalazła lampę oliwną, zapalając ją i w końcu powodując, że niewyraźne kształty w pomieszczeniu nabrały konturów i w końcu można było rozpoznać, co jest czym. Nie spieszyła się, musiała się przygotować, jak czynił to aktor przed sztuką.
Położyła torbę na blacie względnie czystego stołu, wykładając z niej swoje skarby, zupełnie ignorując te, które znajdowały się tuż obok – toporne narzędzia tortur, o tak osobliwych kształtach, aż sama Selene pomimo lat praktyki, nie potrafiła odnaleźć zastosowania dla każdego z nich. Jak każdy; miała swoje dziwactwa. Jedni zbierali znaczki, inni zasypiali wyłącznie z zapaloną lampką, a ona zaś przynosiła swój sprzęt na tortury. Przedmioty, które wyciągała starannie na blat nie były zbyt wyszukane, ograniczały się do niemalże zwyczajnych broni. Prostych. Dobrze leżących w dłoni.
- Usiądź, Haw. – przykazała dziewczynie po chwili milczenia. Miejsca w pomieszczeniu było sporo, choć jeśli ktoś chciał spocząć to jedyną opcją były stoły splamione krwią, niewątpliwie służące do tortur. – Tutaj, blisko. Chcę, byś wszystko widziała. – sprecyzowała, aby ciemnowłosa nie czmychnęła w kąt pomieszczenia, w dodatku odwracając się od nich twarzą.
Zabawne, poza gęstą, niemal namacalną atmosferą strachu pochodzącego od wiedźmy, czuła już charakterystyczne napięcie i podniecenie, jakby zaraz miało zdarzyć się coś ważnego. Pomimo to jeszcze sprawiała wrażenie opanowanej. Jeszcze, słowo klucz.
Zdjęła swój płaszcz, rzucając go miękko na kolejny blat. Kazała im czekać kolejną chwilę, wyważonymi ruchami rozpinając guziki od swojej kamizelki. Napięcie rosło, co na chwilę obecną tylko ją bawiło. Wkrótce została w samej koszuli, u której zakasała rękawy, w końcu gotowa, aby przejść do czynu. Chętnymi do pracy dłońmi sięgnęła do dwóch płaskich, egzotycznie zbudowanych noży, sprawiających wrażenie beznadziejnie tępych. Otworzyła drzwiczki od piecyka, wsuwając je pomiędzy rozżarzone do czerwoności węgielki. Tak, wszystko było przygotowane.
- Zaczynaj, Matt. – przykazała mu, aby rozpoczął przedstawienie. Odrobina formalności nie zaszkodziła, niech Hawke zobaczy, jak wygląda ono od strony kuchni. On wygłaszał przemówienia z tych swoich papierzysk, ona brudziła sobie ręce. Bóg jeden wiedział, jak bardzo odpowiadał jej taki układ.
W końcu przystanęła przy wiedźmie, stawiając ich najjaśniejsze źródło światła bliżej. Przyjrzała się tejże kobiecie, wspominając po raz wtóry wszystkie dane, jakie zgromadzone zostały z raportów na jej temat. Nic nie mówiła, jakby dotychczas pozostawała w nadziei, że zapomniano o niej w tym mroku. Siedziała przy ścianie na prostym, solidnym krześle, a ręce miała wsparte na poręczach i jednocześnie do nich przywiązane. To samo uczyniono z jej dolnymi kończynami, skrępowane zostały one za pomocą grubej liny do nóg siedzenia.  
Czarownica była dojrzałą kobietą klasycznej urody, na oko starsza od Selene, ale wciąż młoda i na swój sposób piękna, pomimo widocznego zmęczenia i niezadbania, spowodowanego zapewne przetrzymywaniem w lochu. Sprawiała wrażenie zwyczajnej, jedyną niecodziennością był fioletowy przebłysk w jej ciemnych włosach, aktualnie rozpuszczonych, lekko zmierzwionych.
Załapały kontakt wzrokowy. Oho, odważna, pomyślała Sel. Takie lubiła najbardziej. Harda. Dumna za swojego pochodzenia. Czuła nadchodzące wyzwanie, ręce zaczęły ją świerzbić. Nie mogła powstrzymać się od paskudnego uśmiechu. Hawke zdążyła poznać już jego znaczenie i powinna wiedzieć, że nie wróżył od niczego dobrego.
Na razie nie mówiła nic, oddała Mattowi ten pierwszy przywilej. Ujęła podbródek wiedźmy, obracając jej głową, jakby doszukując się skaz tuż przed zakupem. Na twarzy Selene odbiła się pasja, jaką obdarzyć mogła jedynie przedstawicielki tejże przeklętej rasy.

/wybaczcie, że się tak rozpisałam, później będzie krócej, musiałam Wam wszystko opisać <3

___________________



Ostatnio zmieniony przez Selene dnia Pią Maj 20, 2016 2:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 386
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pią Maj 20, 2016 1:44 pm

Posłusznie i w milczeniu szła przy boku Selene. Nie umiała od tak gadać o głupotach i rzucać głupimi lub zwyczajnie lekko zboczonym żartami jak to robiła zazwyczaj w towarzystwie ludzi. Ręce trzymała w kieszeniach płaszcza, a wzrok miała wbity w ziemie. Starała się nie myśleć o tym wszystkim. To raczej było jasne, że jeśli teraz wątpi to zwyczajnie spieprzy i będzie się chować przez najbliższe kilka, jak nie kilkanaście tygodni przed Selene. Ucieczka przecież byłaby taka łatwa, prawda? Mimo to myśli same przychodziły i nie łatwo było się ich pozbyć z głowy.
Mimowolnie zerknęła w kierunku tej linij zbudowanej z kamienia. Nie czuła podziwu do wielkich i potężnych murów należących do siedziby Inkwizycji. Nie czuła zachwytu na widok ogromnej sali z masą rozmaitych zdobień i bogactwa. Nie, ją to wszystko nie zachwycało. Nie, ona w tej chwili czuła się więzień prowadzony na powieszeni. Tak, Hawke się zwyczajnie bała. Strach ją zżerał, nawet jeśli starała się to jakoś ukryć nadal zwyczajnie się bała. Okej, może nie była jakimś pacyfistą ani nikim w ten desen, ale przecież bójka w barze to nie jakieś cholernie wymyślne tortury, które mogła sprawić katowi radochę. Ją nie kręciło takie znęcanie się nad innym. Okej, po mordzie sobie można dać, ale katować tak bezbronnego? Przecież to cios poniżej pasa... Cóż, może lepiej, że Selene się nie zawahała i pewnie ruszyła przed siebie, bo Hawke prawdopodobnie w takiej sytuacji zwyczajnie, by uciekła.
Posłusznie ruszyła w dół schodami, skręcając to jeśli była taka potrzeba. Pilnowała dłonią ściany. Zaraz owinęła się ciut szczelniej płaszczem, krzywiąc się delikatnie na zapach zgnilizny. Czuła, że nie tylko grzyb na ścianach tak śmierdzi. Tu było coś jeszcze, ale Hawke nawet nie miała zamiaru roztrząsać tego co może być tym drugim smrodem. Nie chciała tego wiedzieć. Zmarszczyła delikatnie brwi, gdy do jej nozdrzy dotarł znajomy zapach dymu tytoniowego. Tak, tego zapachu nie dało się zapomnieć. W końcu w barach bardzo często było go czuć, a karczmy były jakby na o spojrzeć najbardziej znajomą rzeczą dla ciemnowłosej. W tej chwili Erin zrozumiała jak bardzo by się napiła piwa, albo zapaliła papierosa... Powstrzymała się od cichego westchnienia. Nie musiała długo czekać, aby zauważyć mężczyznę o rudych kłakach. Ciekawe czy ich cała rodzina jest ruda... przeszło przez myśli dziewczyny. Drgnęła lekko, gdy poczuła dłoń Selene na swojej tali i mimowolnie zrobiła krok do przodu. Wzrok skierowała w kierunku mężczyzny.
- Um... Witam... - powiedziała dość cicho, wyciągając dłoń w kierunku kuzyna rudowłosej. Los chciał, że to była ta zabandażowana ręka. Raczej nie dane było im na wymienienie innych zdań czy uprzejmości. Hawke zaraz wróciła burzowe tęczówki w kierunku Selene. Przez ułamek sekundy się zawahała, ale mimo to posłusznie ruszyła za kobietą. Zamrugała kilkukrotnie próbując w ten sposób przyzwyczaić oczy do ciemności. Nie żeby mrok był dla niej obcy czy coś. Co to to nie. Noc przecież była idealna do zabawy i kradzieży, nie? Tak dla Hawke był on pewnego rodzaju przyjacielem i nie był obcy, ale tym razem czuła się cholernie niepewnie i naprawdę najchętniej to by w ogóle tu nie była. Nic, nie powiedziała, podeszła do ściany, która znajdowała się najbliżej drzwi i oparła się o nią plecami. Milczała z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Miała głupią nadzieje, że jeśli będzie niczym duch to Selene da jej spokój i nie każe się zbliżać do całej 'sceny' zbyt blisko. Tak, Erin wolała zostać grzeczną i milczącą widownią, która mogła w razie co odwrócić wzrok od 'przedstawienia'. Cóż, nadzieja matką głupich, nie? Zaraz usłyszała swoje przezwisko i kolejny rozkaz. Ciut nerwowo przełknęła ślinę, a wzdłuż jej kręgosłupa przeszły kolejne nieprzyjemne ciarki. Niechętnie odbiła się od ściany i podeszła do Selene, dalej milcząc. Nie usiadła jednak nigdzie. Nie kręciło ją siedzenie na blatach, które były ubrudzone krwią. Kątem oka zauważyła ten uśmiech na twarzy Selene. Momentalnie zaczęła współczuć kobiecie oskarżonej o bycie czarownicą. Erin za dobrze znała ten uśmiech. Wiedziała, że on dla niej samej nic dobrego nie znaczy, a co dopiero dla kobiety, która niby miała być wiedźmą. Boże... Jeśli tam jesteś to wybacz mi w tym momencie, że nic nie zrobię i przebacz mi jeśli będę musiała coś zrobić...

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Nie Maj 22, 2016 5:42 am

Niechętnie spuścił wzrok z sufitu, kiedy wreszcie usłyszał charakterystyczne kroki gdzieś z głębi lochów. Zbliżały się. Odlepił się więc od drzwi i otrzepał z kurzu, który zapewne go w dużej mierze obsiadł w czasie oczekiwania. Poprawił też chustę pod szyją, nie chciał wyglądać niechlujnie, a to znaczyło, że wszystko musiało być dopieszczone do końca, nawet jeśli było to spotkanie z osobami, których chętniej by nie widział.
W końcu ujrzał przed sobą sylwetki dwóch postaci, i mimo kiepskiego oświetlenia mógł rozszyfrować kim były i co chciały mu przekazać. Wystarczył ułamek sekundy, by od razu rozszyfrować relacje między nim, a swoją kuzynką, bo nie pozostał jej dłużny jeśli chodzi o obdarzenie wymowną miną, lecz w jego przypadku niczym się nie różniła od tej, którą witał ją zazwyczaj. Matthew też powstrzymał się od komentarzy, co nie przyszło mu łatwo, bo aż czuł jak świerzbi go język i by nie syknąć do niej coś w stylu siarczystego "spóźniłaś się", albo czegoś podobnego, ale dziś był trochę bardziej przychylny, więc ograniczył się tylko do cichego westchnięcia. Przecież obiecał jej, że trochę dziś się pohamuje ze swoją uszczypliwością, ech...
Zajął się w tym czasie mierzeniem od stóp do głowy towarzyszki Selene. Świetnie, kolejny babochłop, jakby ich tu było mało. Z resztą wyglądała na wystraszoną co oznaczało problemy i dekoncentrowanie podczas przesłuchania. Na samą myśl o tych niedogodnościach, aż delikatnie zmarszczył brwi, lecz nadal starał się przy tym zarówno zachować postawę jak i wyglądać dumnie. Jego reakcja na wyciągnięcie ręki była równie wyrachowana. Na początku tylko patrzył na jej dłoń nie okazując żadnych uczuć na swojej twarzy, choć w środku zżerała go niechęć i odraza, ale przypomniał sobie, że musiał być dla niej do pewnego stopnia "miły", więc z dużym wysiłkiem ujął ją i przybierając wymuszony uśmiech wycedził przez zęby. - Miło mi...
Przepuścił obydwie (do pewnego stopnie) kobiety przed sobą i wszedł do ciemnego pokoju. Czuł się tu strasznie skołowany, bo był tu ślepy jak kret, a w jego przypadku nawet piec nie pomagał. Po prostu stał w miejscu dopóki jego kuzynka nie zapaliła oliwnej lampki, po czym ruszył w stronę najbliższego stołu, który nie był tak mocno zafajdany krwią i wyjął z torby swój "ekwipunek" na co składało się: dość pokaźna sterta papierów, podstawka pod owe papiery ze specjalnym miejscem na kałamarz i świecę, oraz pióro.
Zdjąwszy już surdut i kamizelę, zaczął przygotowywać się do pracy. Wyjął z kieszeni swoje okulary, bez których nie mógłby przeczytać absolutnie nic w tym pomieszczeniu i nie tylko. Nie nosił ich tylko ze względu na walory estetyczne, a jak wiadomo one były dla niego naprawdę ważne. Napełnił też kałamarz atramentem i umieścił świecę na swoim miejscu. Ostatni raz już przeliczył wszystkie papiery, mimo iż zrobił to już co najmniej 4 razy. Musiał być pewien, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W końcu ułożył sobie w jednej ręce podstawkę, a drugą pochwycił pióro. Był gotowy do działania.
Pozwolił sobie jeszcze na ostatnie przelecenie pokoju wzrokiem. Starał się za bardzo nie zwracać uwagi na "zabawki" do tortur, a jego brązowe oczy spoczęły dopiero na Erin. Aura strachu wokół niej była wręcz namacalna, aż mu się przypomniał jego pierwsze przesłuchanie, na którym nie wytrzymał napięcia i zemdlał. Jednak zamiast współczucia jedyne co jej okazał to dezaprobata poprzez dość niedyskretne pokręcenie głową. Wyraźnie nie nadawała się do tej roboty. Nie miał pojęcia co w ogóle skłoniło Selene do zaciągnięcia jej tutaj, poza swoimi chorymi popędami.
Następnie spojrzał na czarownicę. Nie utrzymał jednak zbyt długo wzroku. Wiedział co się zaraz będzie tu działo, a współczucie jej nic nie pomoże. Z resztą musiał się pohamować nawet z myślami, gdyż owa kobieta mogła wykorzystać jego chwilę słabości i przy tym go wkopać, ale nie widział z tym większego problemu. Potrafił tłumić emocje (a przynajmniej tak mu się wydawało). Po prostu skupi się na pytaniach.
Niestety następnym co nawinęło mu się na oczy była jego ukochana kuzyneczka. Widać po niej było, że nie mogła się już doczekać momentu, w którym będzie mogła się wyżyć na tej kobiecie. Aż ścisnął mocniej podstawkę, lecz szybko się uspokoił. Musiał zachować zimną krew w tej sytuacji, ale nie miał zamiaru na to dłużej patrzeć.
- Ekchem! - Odchrząknął. - Postarajmy się zachować profesjonalizm... W szczególności w obecności naszego specjalnego gościa. - Nawet nie raczył odwrócić wzroku w stronę Hawke. Rzucił tylko Selene wymowne spojrzenie i wlepił wzrok w kartkę.
Przeszedł parę kroków w stronę czarownicy, ale zatrzymał się w bezpiecznej odległości. Wyprostowany wypowiedział doniośle. - Przesłuchanie nr. 2394. Rozpatrywana będzie sprawa Abigail Audrey Regney oskarżonej o czarnoksięstwo. - Tu uniósł wzrok znad papierów na kobietę i powiedział bezpłciowo. - Będę Ci teraz zadawał pytania i przypominam tylko, że musisz na nie odpowiadać zgodnie z prawdą. W innym przypadku zostaniesz zdyscyplinowana. - Jak on nie cierpiał tego słowa. Nie będzie się jednak nad tym rozwodził, tylko dalej będzie postępował według planu. - Pytanie pierwsze. Czy jest pani w posiadaniu kart tarota, talizmanów, tablic ouija lub innych przedmiotów z powszechnego spisu przedmiotów zakazanych, lub ksiąg z powszechnego spisu ksiąg zakazanych?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Maj 23, 2016 3:00 am

/Miało być krócej, ale znów nie wyszło. Ale nie czujcie się zobowiązani. Pogrubieniem zaznaczyłam dialog wiedźmy, kursywą tradycyjnie Sel.

Obserwowała poczynania Hawke, oceniając, czy znalazła się w wystarczającej odległości od centrum przedstawienia. Spektakl ten był wyjątkowy, tutaj wbrew chęciom i pragnieniom o miejsce w oddali, dostawało się pierwszy rząd, jeśli nie tylko miejsce dla specjalnych gości, ot, na scenie. Nie spodobało jej się już to, że dziewczę nie usiadło, ignorując tę część polecenia. Jakby otrzymała pierwszą oznakę nieposłuszeństwa, rysę na jej planie, który winien być perfekcyjny co do joty. Powstrzymała się od komentarza, wiedząc, że wyrzuci ją wkrótce za drzwi, jeśli nie naciągnie nieco swojego wąskiego zakresu tolerancji co do działań dziewczyny. Nawet jeśli miało być to ich ostatnim spotkaniem, wolała, aby zakończyło się ono w momencie, w którym Hawke tak zdecyduje, a nie ona przez swoje zdenerwowanie.
Odwróciła się do Matta, wypuszczając podbródek wiedźmy z rąk, wcale delikatne, jeśli tylko nie powiedzieć, że pchnęła go po prostu w przeciwną stronę. Usłyszała jej przekleństwo za swoimi plecami, jednak nie zareagowała na nie, zajęta obdarzaniem swojego kuzyna czarującym uśmiechem.
- Matthew, ależ ja jestem profesjonalna. Nie znajdujemy się na salonach, nie tańczymy razem walca. Jesteśmy na torturach. Jak naiwna musiałaby być wiedźma, aby spodziewać się kultury po swoim kacie? Tutaj mam prawo do wszystkiego… - nie przestając się uśmiechać, zerknęła tym razem na czarownicę. Zdawało jej się, że pomimo strachu odwzajemniła wesołość, aż Selene poczuła jeszcze większe pragnienie, aby się nią zająć. Uwielbiała takie przypadki. Zdziwiła się jednak, gdy usłyszała jej głos; wysoki, ale przyjemny dla ucha:
- To racja. Nie spodziewałam się też, że będziecie tak przedłużać…
Zaśmiała się, tym razem w głos. Spełnienie jej marzeń, inaczej tego nazwać nie mogła. Aż przed chwilę chciała poprosić ją „cierpliwości, pani”. W porę jednak zrozumiała, że nie powinna czuć potrzeby zwracania się do wiedźmy bez konieczności.
To kolejne dziwactwo Selene. Zazwyczaj chociażby uśmiech przychodził Inkwizytorce ciężko, a w chwilach takich jak ta; gdy miała już kontrolę nad sytuacją, wyżywała się nad kimś lub wkrótce miało to nastąpić, rodziła się w niej złośliwa radość, której sama nie potrafiła wyjaśnić. I podobnie miała z nazywaniem swoim kompanów – gdy denerwowała się na swojego kuzyna, nazywała pełnym mienieniem. Gdy usiłowała być miła dla swojej podopiecznej nazywała ją „Erin”, a nie jak w większości przypadków, w skróconej wersji nazwiska.
Przesunęła dłonią po rozłożonych narzędziach, gdy Matt odczytywał pierwsze zarzuty. Wiedziała, jakie przyszykował dla niej pytania, a również w tym, pierwszym przypadku znała na nie odpowiedź. To miało ją tylko sprawdzić. Ścisnęła rękojeść długiego sztyletu o pięknym, niewiele grubszym od palca ostrzu. Mizerykordia. Łaska, miłosierdzie. Prawdziwa perełka w jej kolekcji. Spoglądała w na szczyt jej wąskiej głowni, nawet gdy zaczęła mówić wiedźma:
- Jasne jak słońce. Chociaż zapomniałeś o kolekcji kurzych nóżek, kocich płodów i skrzydeł nietoperza, których potrzebuję do swoich wiedźmich wywarów, pichconych w nów ksi…
Nie dała jej skończyć. Chciała rozegrać to inaczej, ale jawna kpina nie pozwoliła jej na bardziej przemyślane działania.
Dopadła do niej w ułamku sekundy, z głuchym trzaskiem wbijając sztylet w poręcz krzesła. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że pomiędzy ostrzem, a drewnianym siedliskiem spoczywała dłoń wiedźmy, dokładnie sam jej środek.
W pomieszczeniu rozległ się nieludzki wrzask, twarz skazanej wykrzywiła się przez nieoczekiwany ból. Krzyk cichnął z każdą sekundą, zmieniając się w chwilowy szloch, a  wkrótce głośne dyszenie. Po jej drżącym obliczu spływały pierwsze łzy. Selene zaś uśmiechała się, z rozkoszą przyglądając się końcówce ostrza wychodzącej na wylot z poręczy. Musnęła opuszkami palców sam skraj rękojeści, powodując jednocześnie, że wiedźma aż syknęła. Każdy, najdrobniejszy ruch stawał się teraz torturą. Chwyciła pomiędzy palce jej policzki, zwracając głowę do siebie, aby załapały kontakt wzrokowy. Wiedźma wytrzymała spojrzenie Inkwizytorki.
- Zazwyczaj na początku przesłuchania mówię, że nie musi być ono bolesne. Wygłaszam przemówienie o współpracy… Tobie jednak daruje te brednie. Ty znasz prawdę. Przejdziesz przez piekło, a po wszystkim…
- Zabijecie mnie jak psa. – skazana dokończyła wypowiedź Sel, niemalże wypluwając słowa zza zaciśniętych zębów.
Uśmiechnęła się, kiwając głową. Doskonale odczytała jej myśli. Inkwizytorka darowała więc bezczelność w postaci przerwania w pół zdania. Nie chciała, by złamała się do końca. W takim stanie sprawiała o wiele więcej radości Selene. Czarownica zaś zdążyła zrozumieć, że zgromadzili o niej całkiem sporo informacji.
- To jak? Powiedz to na głos. – dopytywała Inkwizytorka, zahaczając czubkiem palca o broń, wywołując u wiedźmy kolejny okrzyk bólu.
- Dużo ksiąg, cały regał w biblioteczce. Amulety. Kryształowa kula. Nic z tego nie miało magicznych właściwości. To zwykłe rekwizyty, nadające mi wiarygodności w pracy. – wydyszała, usiłując nie zerkać na swoją poranioną dłoń.
- Przyznajesz się więc do bycia wróżką? – podjęła dalej, zadowolona, że idzie im tak sprawnie.
- Przecież doskonale wiecie….! Auuuu! Tak! Tak, przyznaję się!!! – związana kobieta prędko zmieniła formę swojej wypowiedzi, gdy Selene nie omieszkała przekręcić ostrza w jej ranie.
Odsunęła się, jakby w nagrodę. Starała się hamować swoje emocje, ale nie potrafiła powstrzymać lekkich rumieńców wykwitających na twarzy. To zawsze tak na nią działało.
- Jak twoja moc pomagała ci w pracy? – z ust kata padło kolejne pytanie, chwilowo pozbawiając Matta pracy, jeśli nie liczyć notowania wszystkiego. Gdyby nie były w pokoju tortur, można byłoby pomyśleć, że Selene z zainteresowaniem usiłuje podtrzymać rozmowę.
- Odczytywałam ludzkie emocje, I myśli, równie łatwo, co otwartą księgę. A stąd już niedaleko do opowiadania bajek, które tak chcieli usłyszeć…
Słowa przewał trzask. Selene zdzieliła wiedźmę po twarzy zewnętrzną stroną dłoni, aż zatrząsnęło się jej całe siedlisko. Warknęła na nią groźnie:
- Nie sil się na wyszukane słowa, ani poetyckie porównania. Chcę konkretów.
Na chwilę zapadło milczenie. Wiedźma oddychała głośno, a jej oprawczyni zastanawiała się nad kolejnym pytaniem. Nie była jednak pierwszą, która się odezwała:
- Niezła z was zgraja – skazana zaczęła cicho, na usta przywołując prawie uśmiech, w tej chwili jednak niewiele mający z radości. – Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam.
Selene powstrzymała dłoń. Pozwoliła jej mówić, czując, że wkrótce osiągnie, to czego chciała.
- On… nie widzisz, że się tobą brzydzi? – wiedźma kontynuowała wypowiedź, zwracając się wyraźnie do Sel i pokazując czubkiem swej brody Matta, znajdującego się nieco dalej. – Wolałby być na moim miejscu, niż się temu przyglądać.
Tego oczekiwała. Pozwoliła jej mówić, nie odwracając się nawet do swojego kuzyna. Nie pogłębiała cierpień czarownicy, chcąc usłyszeć wszystko. Nawet zostawiła w spokoju sztylet wciąż spoczywający w jej dłoni. Niech potraktuje to jako nagrodę. Chwilę przerwy przed ciągiem dalszym tortur. Nie bez powodu wybrała sobie właśnie ten, konkretny przypadek. Wiedźmę czytającą w myślach. Jako jedyna z tego towarzystwa nie miała nic do ukrycia. Jej fanatyzm i oddanie Inkwizycji było widoczne jak na dłoni, a w jej wnętrzu nie kryło się wiele więcej. Chciała pokazać Hawke jak wyglądają przesłuchania. Chciała wytestować posłuszeństwo tejże dziewczyny. A przy okazji nie miałaby nic przeciwko poznaniu jej myśli.
- Łżesz – rudowłosa wzruszyła ramionami, spostrzegając się, że po raz pierwszy w życiu nie wymierzyła żadnej kary, która powinna towarzyszyć temu oskarżeniu. – Chcesz mnie przeciwko niemu nastawić. – dodała, chociaż wcale nie była pewna. Wersja czarownicy pozostawała o wiele bardziej wiarygodna. Ale niewiele ją to obchodziło.
- Oczywiście… A ona? – skrępowana liną kobieta odwróciła się tym razem do Hawke, jeśli ta jeszcze tylko nie zdążyła zemdleć. Skupiła na niej swoje spojrzenie, odczytując jej emocje. – Co ona tu robi? Robię za jakiś pokaz edukacyjny? Spójrz na nią. Trzęsie się ze strachu bardziej niż ja, mimo że nie ma skutych rąk. – syknęła, zatapiając spojrzenie w Erin, usiłując odkryć powód, dla którego znalazła się wewnątrz tych lochów.
Selene milczała, również zwracając spojrzenie w swą podopieczną.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 386
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Maj 23, 2016 4:03 pm

Chciała być miła, choć wcale nie musiała. Nikt jej tego nie kazał robić. Po prostu chciała pokazać, że choć trochę kultury w niej zostało, a co dostała? Odrazę, obrzydzenie i kpinę. Czuła się tak głupio, gdy trzymała tą wyciągnięta dłoń. Miała ochotę ją zwyczajnie zabrać. Przecież mogła go po prostu przejść obok niego, nic sobie z rudowłosego nie robiąc. Może tak powinna zrobić... Dobry człowiek... Dobre sobie... Tu nie ma dobrych ludzi... pomyślała tylko przechodząc przez ten cholerny próg. Ciemnowłosa zauważyła późniejsze kręcenie i to tylko upewniło ją w tym, że ten typ nawet odrobine nie życzy jej dobrze.
Naprawdę niechętnie stanęła w wyznaczonym miejscu przez rudowłosą. Cóż, nie chciała podpaść Selene przed jakąś głupotę. Okej, nie usiadła jednak na stole, ale mimo wszystko miała ku temu powód, co nie? Brzydziła się, a to już w miarę logiczne wytłumaczenie. Szczerze? Nigdy by nie przypuściła, że taka drobnostka może nawet w najmniejszym stopniu zirytować rudowłosą inkwizytorkę. Przecież to był taki mały, ledwo widoczny szczegół. Kto by się nim przejmował? Cóż, najwidoczniej Selene. Hawke tego jednak nie wiedziała i dalej nie miała zamiaru siadać na stole.
To nie tak, że gdy zobaczyła kolejne zachowanie Selene to na jej karku włosy stanęły dęba. To w ogóle nie prawda. Nic, a nic! Ubzduraliście sobie coś, serio... Ech... No dobra, Hawke się przestraszyła i to dość mocno. Naprawdę zrozumiała, że to co jej się zdarzyło oberwać od rudej z powodu kary to musi być nic z porównaniem z tym co inkwizytorka musi tu wyprawiać. Nawet nie chciała sobie tego wyobrażać. Nic jednak nie powiedziała na ten mały pokazik ze strony Selene. Co ona miała niby powiedzieć w takim przypadku? Lepiej milczeć niż powiedzieć coś beznadziejnie głupiego i nie na temat. Słuchała i przyglądała się. Przymknęła delikatnie oczy, gdy usłyszała głos tamtej. Bogowie... Jak on był przyjemny... Och... Aż przez chwilę Hawke uciekła myślami gdzie indziej zastanawiając się jakby to było wylądować z nieznajomą w łóżku.
Naglę wyrwana z rozmarzeń nagłym krzykiem, drgnęła nerwowo, lekko się skuliła, zaciskając mocno dłonie w pięści. Poczuła jak paznokcie jej się wbijają w skórę, a mięśnie się spinają. Powstrzymała się od odwróceniu spojrzenia, czy zamknięciu oczu, choć naprawdę miała na to wielką ochotę. Była jednak świadoma, że Selene może to wziąć za słabo, a ona sama nie zda jej próby. Naprawdę nie zrozumiała czemu rudzielec był taki zadowolony, gdy kobieta dokończyła przez tamtą zdanie. Zdanie przecież było cholernie przewidywalne, nawet Hawke domyślała się jak ono się skończy, więc o co chodziło? Za chwile miała się tego dowiedzieć. Trochę niedobrze jej się robiło od tej całej zabawy Selene. Starała się tego jednak nie pokazywać i trochę uspokoić. Średnio jej to szło.
Zamruga kilkakrotnie, gdy usłyszała przyznanie się do winy tej kobiety, że ona potrafiła czytać w myślach. Naprawdę ją to zaskoczyło i w pewien sposób zakłopotało. No ej, przecież ona przez chwilę miała serio nieczyste myśli! Kurwa, no! Powstrzymała się od jęku niezadowolenia i wbiła ciut mocniej paznokcie w swoją dłoń. Zerknęła kątem oka na drugiego rudzielca. Zaczęła się zastanawiać, czy tamta mówi prawdę czy nie. Choć w sumie strzelała, że ma rację. W końcu nie wyglądało na to by ta dwójka się kochała miłością bezgraniczną, wręcz przeciwnie. Drgnęła lekko, gdy poczuła wzrok przesłuchiwanej na sobie. Burzowe tęczówki skierowała w jej stronę. Wytrzymywała jej spojrzenie. Nie odwróciła od niej wzroku. Mimo to w tym momencie poczuła się przyparta do mury. Ogarnęła ją mała panika. Nie chciała, by ktokolwiek zaglądał jej do głowy. To był tylko i wyłącznie jej świat, do cholery! Jej i nikogo innego! Nikt nie powinien tam zaglądać! Zwłaszcza ktoś obcy i bez jej zgody! Nie chciała tego i już! I naglę wpadła na pomysł. Naprawdę banalny pomysł. Ona czyta w myślach tak? A jeśli Hawke ucieknie myślami od tej całej sytuacji? Jeśli zrobi to co najbardziej kocha? Wzięła głębszy wdech, puściła ręce wolno i zaczęła 'przeglądać' swoją biblioteczkę ballad w głowie. Nie było trzeba długo czekać. Znalazła jedną ze swoich ulubionych i zaczęła jej tekst odtwarzać sobie w głowie. Po kolej zaczynając od swoich ulubionych.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Wto Maj 31, 2016 6:02 pm

Już się zaczęło. Matthew tylko zacisnął zęby i odwrócił wzrok słysząc przeraźliwy krzyk wiedźmy. Niby powinien się już przyzwyczaić, bo ile on tu już pracował? 10 lat? Może 11? Jak widać doświadczenie nie miało z tym nic wspólnego. Z czasem tylko wrzaski zdawały się zlewać ze sobą, jak nieustający dźwięk dzwoniący mu w uszach z tym, że o wiele bardziej przerażający.
Cóż, nie ważne jak mocno mu nie dopowiadały te metody przesłuchań to trzeba było przyznać jedno. Były one skuteczne. Miał chociaż cień nadziei, że nie trzeba będzie użyć tortur, a wiedźma będzie współpracować, lecz jak mawiają (a w tym on): "Nadzieja matką głupich". Sam jednak nie wiedziałby co zrobić, gdyby znalazł się na jej miejscu. Ciekawe jak to jest czuć, że twoje życie jest już przesądzone. Czy ryzykowałby i za wszelką cenę chciał uchronić życie, czy by się poddał... Ale mniejsza z tym.
Notował wszystko dokładanie, a przy tym szybko i sprawnie. Im prędzej skończy tym mniej będzie musiał na to wszystko patrzeć, nieprawdaż? Nie było mu dane jednak robienie tego w spokoju, bo jego ukochana kuzyneczka trochę się zagalopowała. Z miną naprawdę srogą uniósł wzrok znad kartki i podszedł do niej. Następnie wycedził przez zęby. - Selenko? Czy aby nie pomieszało Ci się przypadkiem kto zadaje pytania, a kto... Dyscyplinuje oskarżoną? - Rzucił jej przeszywające spojrzenie prosto w oczy, a przy tym uśmiechnął się jak najpiękniej jak tylko mógł. Jak to on. Nie poprzestał jednak na tym i szybko pochwycił jej nadgarstek. Mocno, lecz jej nie ściskał. - I z łaski swojej nie przerywaj zeznań, dobrze? - Puścił ją. Zapewne popełnił przed chwilą ogromny błąd i wkrótce tego pożałuje, ale nie za bardzo o to dbał w tym momencie. Wszystko co mówiła wiedźma było dlań cenne. Oczywiście, że taki ignorant jak Selene, czy na dobrą sprawę ktokolwiek w tej zaplutej i skamieniałej instytucji tego nie zrozumie i równie dobrze mógł wrzeszczeć na cegłę.
- Skończmy z tą błazenadą i powróćmy do przesłuchania. - Znowu wbił wzrok w pergamin. Szczerze mówiąc śmierdziała mu ta sytuacja. Niby wiedział w co się pakuje, ale to jak zareagowała (albo raczej jak nie) na wypowiedzi przesłuchiwanej. Nikt nie chce, by grzebać mu w głowie, a Selene czerpała z tych informacji zbyt dużą przyjemność. Podobno mieli się skupić na tej całej Hawke i niby miał zaufanie do swojej kuzynki, ale nagle poczuł się niepewnie. Wiedźma mogła by zawędrować trochę za daleko... TFU! Nie powinien nawet tak myśleć! Niestety zaczęła w nim narastać lekka trwoga co go trochę irytowało, bo było to z jego strony bardzo nie profesjonalne tak zachowywać się w stosunku to takiej wiedźmy, ale akurat on miał parę, którymi nie miał zamiaru się dzielić z nikim, a w szczególności z Selene. Był rozczarowany, że nie umie zapanować nad swoimi obawami.
Postanowił pominąć kilka już zbędnych pytań, by przyspieszyć przesłuchanie i się tak nie narażać. - Skoro przyznanie się do czarnoksięstwa mamy już za sobą to przejdźmy do konkretów... - Poprawił sobie okulary. - Dnia 23 marca bieżącego roku była pani widziana z niejaką kobietą pracującą w cyrku o pseudonimie "Mercury", podejrzaną o czarnoksięstwo, liczne kradzieże i porwania. Czy współpracuje pani z tą organizacją?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Wto Maj 31, 2016 10:44 pm

Kap. Kap. Kap. Chwilowo, jedyny odgłos, przerywający martwą ciszę w pomieszczeniu pochodził od krwi, obficie ściekającej na zimną, marmurową posadzkę. Napięcie rosło, a ona pozwoliła mu trwać. Kap. Kap. Szkarłat wsiąkał pomiędzy szczeliny popękanej skały, co nie było żadną nowością. Przez lata wchłonął tyle wiedźmiej krwi, aż dziw, że nie kamień nie zmienił swojej naturalnej barwy.
I wtedy stało się coś, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Nie w tym pokoju. Nie podczas tortur. Ciszę, pełną oczekiwania na odpowiedź, wypełniło… nucenie. Melodyjne, wdzięczne. Lekkie. Zupełnie nie pasujące do panującej wokół atmosfery; kamiennych ścian i żelaznych narzędzi tortur.
Selene stała jak wryta, zupełnie nie wiedząc jak powinna zareagować w takiej sytuacji. Szok i chwilowe zwątpienie jawnie odbijało się na jej twarzy. Miała jasne wytyczne jak traktować wiedźmę, gdy była nieposłuszna, co robić, gdy kłamała. Ale nigdy nie doświadczyła sytuacji, w której jedna z nich zaczynała podczas swoich tortur śpiewać.
Widziała, jak czarownica spogląda na Erin. I nie po podobało się jej to ani trochę. Wyraźnie dostrzegała nić zrozumienia pomiędzy nimi, lecz mogła się tylko domyślać, co kryło się w głowie dziewczyny. Skazana zaś wiedziała, nie musiała się silić na domniemania. Dziwna wesołość, jaka nigdy nie powinna tu zapanować, zdenerwowała ją po stokroć bardziej niż powinna.
Dźwięk urwał się wraz z dotykiem, jaki poczuła na swoim nadgarstku. Nie wiedziała, co jej kuzyn chciał osiągnąć tym posunięciem, ale rozwścieczył ją tylko bardziej. Rzuciła mu mordercze, pełnie nienawiści spojrzenie, od razu wyszarpując się z jego uścisku, nawet jeśli sam miał puścić ją po chwili wolno. Gdyby nie obecność Erin, z pewnością doprowadziłaby go do porządku. Póki co, chciała zachować profesjonalizm. W końcu to przesłuchanie miało być pokazowe. Idealne. Kłótnia dwóch Inkwizytorów nie wchodziła w grę, nawet jeśli aktualnie pałali do siebie równie gorącą niechęcią.
- Nie mów mi, jak się obchodzić z wiedźmami – warknęła, ciągle nie mogąc uwierzyć, że Matt odważył się na tak jawny sprzeciw. Zdążyła jednak wyrobić sobie pewne nawyki i nie zamierzała z nich rezygnować. Wątpiła, by jej kuzyn kiedykolwiek użył siły wobec czarownicy, więc podejrzewała, że ma on nijakie pojęcie o tym, jak powinny wyglądać przesłuchania oczyma kata. Sprawa była prosta; jeśli nie budziła szacunku, musiała budzić strach. Wszelkimi dostępnymi środkami. Miała ochotę mu przywalić, owszem. Strzaskać te jego durne okulary. Ale i ona potrafiła się powstrzymać, nawet od złośliwego komentarza, który aż cisnął się na jej usta: „co ty możesz o tym wiedzieć? Ty, ukrywający się całe życie za swoimi papierzyskami?”.
Odwróciła się od mężczyzny, wracając do swojego pierwotnego zadania. Jej ruchy przestały być spokojne i wyważone, sięgnęła ze stołu po narzędzie pozornie losowe. Nie do końca wiedziała, co chce uczynić, sprawiając tym samym nieprzyjemną niespodziankę czarownicy. Chociaż to może było dla niej lepsze?
Kroczyła za oparciem siedliska, na którym znajdowała się skazana, w końcu zwracając się twarzom do reszty tu obecnych. Stukot obcasów roznosił się po pomieszczeniu. Milczała, trzymając wiedźmę jeszcze trochę w niepewności. Nie musiała jednak czytać w myślach, aby ocenić, że kobieta się boi. Zgrywała twardą, jednak pozostawała świadoma, że nie doświadczy tu niczego dobrego. A co najgorsze – będzie bolało jak diabli, zbyt długo.
Selene wsparła łokcie na poręczy krzesła, spoglądając na nią z góry. Jedną dłoń poprowadziła po ramionach do jej karku, a drugą, w której dzierżyła prosty sztylet, przytknęła końcówką ostrza do klatki piersiowej dziewczyny. Silnie zacisnęła palce, oplatając smukłą szyję, unosząc jej głowę i nie pozwalając drgnąć, a przez chwilę – wypowiedzieć chociażby słowa.
- Słyszałaś, suko? – szepnęła wyzywająco do ucha czarownicy, aż nikt poza nią nie mógł zidentyfikować wypowiadanych słów. Po chwili jednak podjęła głośniejszym tonem. – Mój szanowny kuzyn się niecierpliwi. Przejdźmy więc do konkretów. – glos miała na tyle okropny, że Matthew mógł zacząć żałować swojego przejawu odwagi. Nie mogła uderzyć mężczyzny, to wyżyje się na wiedźmie, proste. A oni będą się temu przyglądać.
Oderwała rękę od jej szyi, pozwalając w końcu na zaczerpnięcie głębszego oddechu. Oswobodzona czarownica natychmiast skorzystała z okazji, zachłystując się powietrzem. Selene nie zatrzymywała się; szybkim ruchem wyciągnęła mizerykordię z poranionej dłoni, odrzucając ją daleko, wciąż ociekającą krwią. Sztyletem przecięła więzy, które krępowały jej kończyny, zaczynając od górnych, aby później zająć się tymi u stóp. Była wolna, pozornie. Ale ona nie ruszała się z miejsca, nie licząc odwrócenia rannej ręki wierzchnią stroną do góry, oceniając straty. Do końca życia nie będzie mogła poruszać przynajmniej dwoma palcami. Całe szczęście; nic nie zapowiadało się na to, że życie to będzie trwało długo.
Jako że wiedźma nie chciała skorzystać z oswobodzenia się, Selene z pasją jej w tym pomogła. Szarpnęła ją mocno za włosy, rzucając niemal o posadzkę. Wkrótce kopnęła i przewróciła krzesło, na którym spoczywały przecięte więzy, torując sobie drogę do skazanej, która zdążyła zaledwie podnieść się na łokciach i przeczołgać o nieznaczne cale.
Teoretycznie nie powinna tego robić. Niektóre wiedźmy były zbyt potężne, aby móc pozwolić sobie na tak ostentacyjne lekceważenie. Selene jednak nie wyczuwała zagrożenia w osobie, która całe swoje życie pławiła się w luksusach, zarabiając na oszustwie, gdzie dodatkowo jej jedyną mocą nie mogła nikogo skrzywdzić. A przynajmniej nie fizycznie.
Zresztą każde przesłuchanie rządziło się innymi prawami. Od góry dostała tylko parę zasad, które i tak można było nagiąć. Po pierwsze powinna oszczędzić twarz skazanej. Po drugie nie pozostawić żadnych trwałych urazów, a nawet jeśli to lepiej, aby nie były one zbyt widoczne. Wszystko ku temu, aby czarownica o własnych siłach mogła dojść na stos, jednocześnie ukazując, że przyznała się do swoich win z jak najmniejszą pomocą ze strony Inkwizytorów. Oczywiście, zdarzały się przypadki śmierci na przesłuchaniach. Każdemu może się omsknąć ręka, nieprawdaż? I Selene nie mogła się poszczycić czystym kontem, jeśli chodziło o takie sytuacje. Ale od czego miała Matta…?
Kopnęła tym razem leżącą na ziemi wiedźmę, aż tamta jęknęła z bólu. Zręcznie zakręciła sztyletem w dłoni, czując jak powoli odzyskuje swój humor. Kuzyn mógł jej naskoczyć. Miała swoje metody. I sprawdzały się one… w większości przypadków.
- Odpowiedź, wiedźmo. Mój kuzyn zadał ci pytanie. – syknęła na nią, nadeptując na jej dłoń. Tę poranioną, a jakże. Rozległo się zwodzenie. Była świadoma, że nie dała wcześniej kobiecie nawet możliwości wysapania z siebie krótkiej odpowiedzi. Ale nie byłaby sobą, gdyby nie wykorzystała okazji do znęcania się.
- Ja… - nie skończyła, bo Inkwizytorka szarpnęła ją silnie za włosy, podnosząc do góry. Przytknęła jej głowę do blatu, na którym spoczywały „narzędzia”, zmuszając tym samym do pozycji klęczącej. Stanęła za nią, trzymając ją w stalowym uścisku.
- Głośniej!!! – ryknęła na nią, uderzając jej głową o blat. Nie wyglądało to zbyt profesjonalnie, ale Selene sprawiała wrażenie wiedzącej, co czyni.
- Nie! Nie znam nikogo takiego! Nie mam nic wspólnego z cyrkiem… - tym razem odparła natychmiast, nie dając rudowłosej powodu, aby ją skrzywdziła. Ale ona zawsze potrafiła wynaleźć sobie powód, nawet gdy go nie było.
- Nie kłam. – zagroziła, wzmacniając uścisk na włosach kobiety. Och, zdążyła polubić te kudły. Nie mogła mieć pewności, na to pytanie nie znała odpowiedzi. Na wszelki wypadek jednak postanowiła nie ufać ani słowu padającemu z ust wiedźmy.
- Hawke… - Inkwizytorka zwróciła się niespodziewanie do dziewczyny, zupełnie innym tonem. Uniosła na nią spojrzenie. – Z łaski swojej, podaj mi jedno z ostrzy z piecyka. Na jednej nodze. Tylko uważaj, nie oparz się. – niemal zachichotała, okazując chwilową troskę kobiecie, tylko w celu skrzywdzenia innej.
Wiedźma jęknęła głucho, również przenosząc swoje spojrzenie na Erin, chociaż miała w tym o wiele bardziej ograniczone pole niż Selene. Wiedziała już, co knuje kat, właśnie usiłując odczytać, czy ciemnowłose dziewczę będzie jej posłuszne.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 386
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Czw Cze 02, 2016 7:53 am

Nie zwracała w tej chwili uwagi na nic. Nie obchodził ją wzrok obu pani utkwiony na jej skromnej osobie. Nie zwróciła uwagi nawet na kapiącą krew z rany Abigail. Może to i lepiej… Hawke stała i starała się skupić na piosence, którą odtwarzała w myślach. Jak na złość przez dłuższą chwilę na samym początku pomyliła się. Chciała odtworzyć balladę za szybko i przez to popełniła kilka drobnych błędów, a to jej się w ogóle nie spodobało. Ej no, przecież to była jej ukochana ballada, którą mogła recytować z pamięci w środku nocy bez żadnego problemu. Tu jednak nie chodziło o pamięć, która Hawke miała dość dobra. Ciemnowłosa się stresowała jak jeszcze nigdy. Nic, a nic nie podobało jej się, że ktoś mógłby czytać w jej myślach. Aż tu do jej uszu doszło nucenie. Dopiero po chwili zarejestrowała, że to była ballada, którą właśnie nuciła w myślach. W pierwszej chwili się nieco wystraszyła, przecież to tylko potwierdzało fakt, że kobieta czyta w myślach! Bała się, że Abigail czytała jej wcześniej w myślach. A ona nie chciała, aby ktoś jej grzebał w głowie. To była jej sfera osobista, do której nikt nie powinien zaglądać. Zaraz jednak się uspokoiła, przymknęła lekko powieki i uśmiechnęła się łagodnie. Z jakiegoś dziwnego powodu zaczęło ją to uspokajać. Sama nie wiedziała czemu. Może to dlatego, że ten głos był taki przyjemny i kojarzył jej się z czym czego w sumie nigdy nie miała czyli ze spokojem i bezpieczeństwem? Możliwe… Licho wie. Z tego błogiego stanu wyrwała ją urwana piosenka. Dopiero wtedy ciemnowłosa zrozumiała co się stało, a raczej co nie powinno się stać w tym momencie nigdy. Hawke zobaczyła jak mężczyzna złapał Selene za nadgarstek. Widziała wściekłość rudowłosej. Wiedziała, że to nie wróży nic dobrego. Zwłaszcza nic przyjemnego dla przesłuchiwanej. Chyba gościu nie wiedział jak bardzo zaszkodził tamtej kobiecie. Przełknęła nieco nerwowo ślinę i zacisnęła znów dłonie w pięście. Tak, moment spokoju całkiem zniknął Coraz bardziej nie chciała oglądać tego wszystkiego. Miała ochotę odwrócić od tego wzrok, albo po prostu je zamknąć i zwyczajnie zatkać uszy rękoma. Czuła się kiepsko. Najchętnie, by stąd zwyczajnie uciekła jak najdalej stąd. Wiedziała, że jednak nie może. Wiedziała, że Selene może to wziąć za słabość, a przez to ona sama mogłaby tego wszystkiego nie zdać. Przecież nie mogła sobie na to pozwolić na porażkę. Po prostu nie mogła. Czuła, że ma za dużo do stracenia, choć sama nie była pewna czy na pewno tak dużo... Jednakże Hawke przez swoje życie nauczyła się ufać swoim przeczuciom i  tym razem też miała zamiar się im poddać, więc stała przyglądając się całej scenie, odsuwając się tylko o krok, by uniknąć kopniętego. Wiedziała, że będzie mieć koszmary dzisiejsze nocy i pewnie przez kilka następnych. Starała się o tym w tej chwili nie myśleć.
Drgnęła niespokojnie, gdy usłyszała słowa Selene skierowane w swoją stronę. Unikała spojrzenia Abigail. Nie chciała przez to zwątpić, choć wiedziała, że właśnie robi coś bardzo złego. Starając się nie myśleć za wiele, ruszyła do tego cholernego piecyka. Ręce jej lekko drżały, a nerwy i chęć zrobienia tego wszystkiego za szybko zrobiło swoje. Zdążył lekko dotknąć uchwyt i od razu go puściła, przez to udało jej się uniknąć większych uszkodzeń.
- Cholera... - warkneła przez zaciśnięte zęby, patrząc na swoje dłoń, której nic wielkiego nie stało.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Nie Cze 05, 2016 11:47 pm

No proszę. Nie spodziewał się na pewno, że kiedykolwiek zobaczy śpiewającą wiedźmę na przesłuchaniu. Teraz to naprawdę zbaraniał/ Można było również zauważyć, że przyczyną tego zjawiska było nawiązanie kontaktu z umysłem Hawke, bo nie sądził że oskarżona sama z siebie zaczęła by nucić jakąś pioseneczkę i to do tego w takim momencie, a Selene nie miała mózgu, więc to ją wykluczało. I dobrze. Znaczyło to tylko, że nie grzebie teraz w jego głowie. Jak na razie, mimo małych nieudogodnień wszystko szło zgodnie z planem.
Nie odpowiedział jej, tylko spojrzał dość wymownie w jej oczy i pokręcił głową. Nie sądził, że to było możliwe, ale udało mu się jeszcze bardziej ją wkurzyć, a o dziwo nie zależało mu na tym. Zdał sobie teraz sprawę, że przez jego chwilę słabości wiedźmie się mocno oberwie. Sam się sobie dziwił dlaczego zachował się tak gwałtownie. W ogóle przez całe przesłuchanie czuł się strasznie nieswojo. Obecność osoby, która może swobodnie przetrzepać jego myśli przytłaczała go. Musiał się w tej chwili uspokoić, mimo iż poczynania jego kuzynki wkurzały go do czerwoności. Nie może sobie pozwolić na więcej takich wyskoków i okazywanie słabości, jeśli nie chce rozpętać tu piekła.
Niestety coś na wzór piekła właśnie się rozpoczęło. Kobieta dalej była maltretowana przez tą niezrównoważoną sukę i to do tego z jego winy, lecz najgorsze było to, że nie mógł teraz nic zrobić. Nienawidził tego uczucia, kiedy był taki bezsilny, ale najlepsze co mógł w tym momencie to nie reagować na to w żaden sposób. Tylko, by pogorszył sytuację tej kobiety. Stał, więc jak kołek i starał się nie patrzeć na ten spektakl wszystkiego najgorszego co ma do zaoferowania Inkwizycja. Ledwo udawało mu się opanować krzywienie się i powstrzymał się od przywalenia pięścią w stół. Tak bardzo teraz nienawidził swojej kuzynki. Począł się zastanawiać dlaczego w ogóle jej pomógł teraz. Ba! Dlaczego kiedykolwiek jej pomagał? Ugh, głupia sentymentalność ludzka! Zaczynał czuć się współwinny. Oj nie dobrze, nie dobrze... Naprawdę trudno sobie wyobrazić jak nim szargało, kiedy usłyszał, że będzie używała tych rozgrzanych ostrzy, ale na szczęście Hawke okazała się być niezdarą i miał chwilę czasu.
Podszedł znowu do nich i zaklaskał w dłonie. - Dobra robota kuzynko, a teraz pozwól, że dokończę przesłuchanie zanim jeszcze nie odetniesz języka. - Tak rozkosznie się do niej uśmiechnął. Miał ochotę zrobić jej na miejscu takie rzeczy, których samej myśli się wstydził.
Będzie serio już kończył. Miał przeczucie, że stanie się tu coś bardzo złego. - A więc Abigail... - Skierował się do niej, a po chwili zmarszczył brwi. Wyglądała naprawdę nieciekawie. Otrząsnął się jednak szybko. Przyszedł czas na ostateczne pytania. To po co w ogóle tu był- Dnia 8 kwietnia bieżącego roku, podczas pani ujęcia znaleziono w pani domu zwłoki jednej z Inkwizycyjnych męczennic imieniem Irene Woodpecker. Sekcja zwłok wykazała zatrucie jako przyczynę śmierci. Jak pani się do tego odniesie?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pią Cze 17, 2016 9:32 pm

W jednej chwili ogarnęła ją taka wściekłość, aż była pewna swojego wybuchu. Rozgrzane do czerwoności ostrze wylądowało z głuchym łoskotem na posadzce i nim jeszcze skończyło się o nią obijać, przestąpiła krok w kierunku Erin, w ułamku sekundy chwytając ją za koszulę i szarpiąc silnie w swoja stronę. Na moment zapomniała nawet o wiedźmie, niemądrze. W oczach Selene lśniło szaleństwo i furia, niewiele więcej.
- Ty...! Zrobiłaś to specjalnie, myślisz, że nie wiem!? – warknęła na nią przez zęby zaciśnięte tak mocno, aż cudem było, że wypowiedziała przez nie choć słowo. Spojrzała w oczy Hawke i udało jej się opanować, a przynajmniej nie kontynuować tego, na co naprawdę miała ochotę. Bo naprawdę – nic dobrego by z tego nie wynikło. Zwolniła uścisk, odpychając ją lekko. – Zachowaj swoją litość dla kogoś innego. W tym pokoju jest ona zbędna. – wywarczała, choć ściszonym już tonem, wiele siły wkładając w powstrzymanie się od brutalniejszych posunięć, które za to z pewnością przyniosłyby jej na ulgę.
Odsunęła się o krok, wracając spojrzeniem do wiedźmy. Ta osunęła się po stole na podłogę, zwracając swe spojrzenie w centrum zamieszania, o dziwo nie mieszczące się przy jej osobie. To przesłuchanie nie było typowym. Atencja nie gromadziła się wokół wiedźmy. Tym razem dla Selene reakcje Hawke grały pierwsze skrzypce.
- Nie myśl sobie, że ci to daruję, Haw. Porozmawiamy później. – syknęła na nią jeszcze, przestępując z nogi na nogę. Chciała skierować się w stronę piecyka, gdyż w jego wnętrzu spoczywał jeszcze jeden sztylet, wciąż czekający na wykorzystanie, a nie bezużyteczny, które stygł z każą sekundą na ziemi, wracając do swojej naturalnej barwy stali i co najgorsze – nie będący już w stanie sprawić nikomu bólu swoim chłodniejącym, płaskim ostrzem. Zatrzymała się jednak prędko, nie mając już na to ochoty.
Oczywiście, nie mogła wiedzieć, czy wypadek był spowodowany nieumyślnie, z czystej nieuwagi Erin. Zakładała najgorsze, z wielu powodów. Wiedziała, że dziewczyna ma zręczne rączki. I znała jej niepoprawną litość do czarownic, które w jej mniemaniu nie uczyniły niczego złego. Dla Selene wystarczyło ich istnienie. Fakt, że oddychają. Nic więcej. Założyła więc już swoją wersję, jedyną i prawdziwą.
- Uch... nieważne. Wróćmy, do przesłuchania, Matt ma rację. – szepnęła, odrzucając gęste myśli, jakie w chwilę spowiły jej umysł. – Chociaż... – zdobyła się na krzywy uśmiech, ujmując twarz wiedźmy pomiędzy dwa palce; wskazujący i kciuk. – Język, mówisz...? – mrugnęła do kuzyna, przejeżdżając kciukiem po ustach kobiety. Gdyby tamta je otworzyła, nie mogłaby się powstrzymać. – Możemy przecież porozumiewać się niewerbalnie, prawda? – zaświergotała radośnie, chociaż nigdy nie uczestniczyła w przesłuchaniu, w którym wiedźma musiała przekazywać informacje na migi bądź pisemnie.
Puściła Abigail, wydając z siebie prychnięcie pełne odrazy. Przetrawiła pytanie zadane przez Matta w myślach, po raz kolejny znając na nie odpowiedź. W jej posiadłości znaleziono martwą męczennicę, otrutą. Z tego nie można było już się tak łatwo wyłgać. W żaden sposób. I chodź Sel nie uznawała pracy męczennic za honorową, ani niezbędną Inkwizycji, za bardzo szanowała każdego oddającego się tej sprawie, aby móc darować taką stratę. A więc... do jej przeklętej rasy dokładało się morderstwo. Dokonane na członkini świętej organizacji. O wiele za dużo.
Zgrabnie przekręciła sztylet w dłoniach, ale nie użyła go. Odwróciła się twarzą do Erin, ponownie.
- Haw. To pytanie należy do ciebie. Proszę. Wyciągnij je od suki. Karz za nieposłuszeństwo. Karz za bezczelność. Użyj swoich dłoni. Albo czego tylko zapragniesz... – przerwała, wskazując na elementy znajdujące się na stole. Miała szeroki wachlarz wyboru.
Selene odsunęła się, dając jej pole do popisu. Ba, usiadła na skraju przewróconego krzesła, zakładając nogę na nogę, pozwalając im wziąć sprawę w swoje ręce. Zamierzała się zrelaksować, dać odpoczynek strudzonym dłoniom. Tortury, wbrew pozorom, nie były wcale lekkim zajęciem. Spojrzała na dziewczynę wyczekująco, nawet radośnie. Tak, właśnie do tego zmierzała. To miała być próba Hawke, ostateczna i rozstrzygająca to, gdzie jest jej miejsce.
Nim cisza zdołała zapaść na dłużej i Erin zdecydować się czy odmówić rozkazu Selene, czy może go spełnić, odezwała się zupełnie wycieńczona wiedźma, siedząc na podłodze i opierając się o stół:
- Nie zrobi tego. – Abigail zwróciła ku Selene swą obitą, z wolna puchnąca twarz. Ton miała pewny swoich racji, ale rudowłosa Inkwizytorka nie wierzyła w to. A przynajmniej mogła mieć nadzieję. Wierzyła w to, jak tylko można wierzyć w przyjaciela, że postąpi właściwie.
- Erin, udowodnij jej, że się myli. – sprostowała natychmiast, spojrzenie wbijając w czarownicę, lustrując ją uważnie. Miała tę przewagę, znała myśli Hawke, doskonale mogła zagłębić się w jej wątpliwościach i ocenić sytuację. Ale… nie mogła przewidzieć wszystkiego, prawda?
- Jesteś świadoma, że nie torturujesz tylko mnie, prawda? – usłyszała lekko stłumiony głos wiedźmy, zza dłoni, którą badała swoją obolałą twarz. Ileż w tym głosie było emocji! Potrafiła przemawiać, Sel nie mogła zaprzeczyć. Nic się nie działo, pozwolili wiedźmie mówić, nawet jeśli nie mówiła na temat. Selene nie popędzała swojej podopiecznej. Miała wrażenie, że może dojść do ciekawej wymiany zdań, a może i myśli.
- Znam ją lepiej niż ty kiedykolwiek zdołasz poznać. Rozumiem ją, choć znam jej myśli od dziś. Ty… czy ty kiedykolwiek próbowałaś jej słuchać? – zwracała się do Sel. Właśnie do niej, do swej największej oprawczyni, której nienawidziła najbardziej. Dlaczego? Co chciała jej przekazać? Co udowodnić…? A może wzbudzić w Selene wyrzuty sumienia? Coś czego wyzbyła się wieki temu? – A on? Aż drży. Spójrz tylko… - przerwała, jęcząc z bólu. – Szkoda, że nie ma w sobie więcej siły. Pozabijalibyście się nawzajem. A ja… przyglądałabym się temu z żywą przyjemnością. – ostatnie zdanie wypluła z pełną nienawiścią, jaką tylko może darzyć wiedźma podczas tortur Inkwizycję. Po chwili jednak podjęła spokojniejszym, niemal życzliwym tonem:
- Porozmawiaj z nim kiedyś. Poznaj jego punkt widzenia. Zdziwisz się. – dokończyła wypowiedź, a w jej oczach zalśniły łzy. Doszła do swojej granicy, nie była już w stanie przeżyć wiele więcej. Nie próbowała się już bronić, uciekać. Mówiła cicho, pogodzona z losem.
- Mam słuchać rad wiedźmy? – Inkwizytorka zapytała z rozbawieniem.
Kobieta, dotychczas prowadząca monolog, zamilkła, choć widać było, że powstrzymywała się od dodania paru groszu od siebie. Słowa mogły zaboleć, nie chciała już więcej obrywać, nawet jeśli miała wkrótce umrzeć. Jednak na usta cisnęło się jej jedno zdanie. Przed nią przecież nie było co ukrywać.
- Hawke. Męczy nie już ten dialog. Sprowadź ją na ziemię. Nie szczędź siły, zasłużyła sobie. – To Selene tym razem zarządziła powrót do przesłuchania, a dokładniej do pytania, na które wciąż nie padła żadna odpowiedź. Nie podobało jej się to, jak wiedźma błądziła po niezrozumiałych metaforach, zamiast konkretach, na które tak liczyła.
- Doprawdy… - w mrocznym lochu rozległ się jeszcze przyjemny głos wiedźmy, nim Erin zdążyła dokonać swojej decyzji. – Nie wiem, kto z was więcej ukrywa… Ty? – zerknęła na Matta, obdarzając go pełnym żalu spojrzeniem. – Ty? – przesunęła wzrok na Hawke, sprawiając wrażenie, jakby w rzeczywistości ją rozumiała. – Czy może… ty? – w końcu odwróciła się do Selene, która aż uniosła brwi ze zdziwienia.
Nie spodziewała się tego. Uważała, że nie ma nic do ukrycia. Ożywiła się nieco, ciekawa kontynuacji tejże wypowiedzi. Po chwili jednak zrozumiała, że była to prowokacja. Kolejna próba skłócenia ich. Powstrzymała swoją ciekawość, kiwając na Erin pospieszającym geście.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 386
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Sob Cze 18, 2016 7:47 pm

W sumie to nic nie zdążyła zrobić. Zanim ogarnęła co się wokół niej dzieje została brutalnie złapała i  pociągnięta w stronę Selene. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie i lekki strach. Skrzywiła się i przymknęła oczy, spodziewając się ciosu ze strony inkwizytorki. Mimo to nawet nie próbowała osłaniać twarzy rękoma przed atakiem. Chyba była zbyt rozkojarzona w tej chwili, a może po prostu coś w jej głowie stwierdziło, że to nie ma sensu. W końcu wiedziała, że jeśli ma oberwać to stanie się to tak czy siak… Zostawała jeszcze świadomość, że drżące ręce i tak nie zatrzymałby ciosu.
- J-ja nie chciałam… To był wypadek… Naprawdę... - wyrzuciła z siebie prawie natychmiast. Choć czuła, że wyjaśnienia na nic się zdadzą. Racja, Hawke miała sprawne i dość zwinne dłonie, ale co jej po nich w takiej sytuacji jak ta, gdy były one niepewne i drżące? Nic, a nic. Popchnięta cofnęła się o jakieś dwa kroki, zaraz zwieszając głowę, wbijając wzrok w podłogę. Włosy delikatnie przysłoniły jej oblicze. Czuła, że ta rozmowa po tym wszystkim nie będzie należała do najprzyjemniejszych, a przecież naprawdę nie zrobiła tego celowo. Zaraz jednak podniosła wzrok z ziemi. Nie chciała przecież bardziej podpaść rudowłosej. Na samą myśl o pozbywaniu się czyjegoś języka z ust zrobiło jej się niedobrze. No ej, ona nie miała ochoty czegoś takiego widzieć.
Nie wiedziała czy bardziej słabo jej się zrobiło czy poczuła większą chęć ucieczki, gdy usłyszała kolejne słowa Selene. Ona miała wyciągnąć zeznania od tamtej kobiety? Dodatkowo miała użyć siły? Na jej twarzy pokazało się lekkie niedowierzanie. Nie sądziła, że będzie musiała coś takiego zrobić.  Do chwili, gdy o tym całym pomyśle o uczestniczeniu w przesłuchaniu usłyszała to raczej uważała, że będzie brać w tym wszystkim dość bierny udział. Będzie musiała na to patrzeć i co najwyżej coś przynieść czy podać… Zabawa w kata nic, a nic jej się nie podobała. Zerknęła w kierunku stołu z narzędziami i miała ochotę się skrzywić, ale się od tego powstrzymała. Wiedziała, że nie chciała tego robić. Była jednak świadoma, że to musi być jedna z tych prób Selene. Hawke dość nerwowo przełknęła ślinę, przenosząc wzrok z inkwizytorki na Abigail. Czuła się cholernie rozdarta, nie wiedziała co ma zrobić. Z jednej strony nie chciała tego zrobić. Wręcz obrzydzeniem napawała ją taka myśl. To przecież co innego bić się z kimś w barze, a torturować bezbronnego, nie? Z drugiej wiedziała,  że musi to zrobić. Przecież to miała być jej próba posłuszeństwa, nie? Wiedziała jak się skończy to jeśli tego nie zrobi. Nie chciała tego. Stała i patrzyła się na tamtą, a w jej myślach dalej toczyła się wojna. Ciemnowłosa miała ochotę złapać się za głowę, a po chwili wszystko w pomieszczeniu porozwalać ze wściekłości. Tak, w tej chwili czuła się jak torturowana. Chciała krzyczeć, zwinąć się w kłębek, płakać i rozwalać na raz. Sprzeczne emocje w niej buzowały, a ona nawet nie miała jak im dać się uwolnić. Z tego wszystkiego oddech jej lekko przyśpieszył. Z jej własnej walki wyrwały ją kolejne słowa, które wypowiedziała Abigail. Poczuła się dziwnie, bardzo dziwnie. Ona miała ją niby rozumieć? Ona, która nawet jej nie znała? Ktoś kto nic o niej nie wiedział? Czy Hawke czuła się nie rozumiana? A czy to raz? Przecież Selene tyle razy jej nie rozumiała. Rudowłosa często nie łapała znaczenia jej słów, a przez to samej Hawke się obrywało. Wielu innych nie pojmowało jej zachowań i tego co robiła. A kim była Erin tak naprawdę? Chyba najtrafniejszym określenie byłoby to, że Hawke była zagubionym, niekochanym dzieckiem, które musiało sobie radzić od zawsze samo i tak naprawdę czuło się wśród wszystkich jak wyrzutek, a ona przecież tak w głębi serca starała sobie znaleźć jakiś ciepły i spokojny kąt dla siebie. Czemu, więc ktoś całkiem obcy, kto tylko zajrzał jej do myśli miał ją od tak zrozumieć i poznać? Przeniosła spojrzenie na kuzyna Selene. Szczerze? Z każdą chwilą on ją coraz mniej obchodził. Dla Hawke już był dupkiem i skurwielem, z którym nie warto się zadawać. Nie chciała o nim w ogóle słuchać, a tym bardziej tekstów o jego mniemanej dobroci. Erin widziała go po prostu jako jednego z wielu skurwieli, którzy siedzieli po barach. Rudzielec różnił się od nich w jej oczach tylko wyglądem. Po prostu był bardziej zadbani niż tamci. Gdy cała dyskusja trwała w głowie Hawke dalej toczyła się bitwa. Nadal żadna ze stron nie mogła wygrać, choć przecież powinna jedna, prawda?
Drgnęła niespokojnie, gdy usłyszała swoje nazwisko z ust Selene. Zerknęła w jej kierunku. Zrozumiała, że to jest ta chwila wyboru, a to wcale jej się nie spodobało. Nie czuła się w żaden sposób gotowa. Przeniosła wzrok z powrotem na Abigail i to jej spojrzenie ją całkiem zbiło z tropu. Otrząsnęła się jednak, przecież musiała zrobić swoje, prawda? Niestety…
Przepraszam...  Ja naprawdę tego nie chcę, ale ja muszę, przepraszam…
Ruszyła w kierunku wiedźmy, a gdy już przy niej była zwyczajnie kopnęła ją z dość sporą siłą, żeby nie było, że tym razem się lituje czy coś. Zaraz przy niej przykucnęła złapała za włosy i spojrzała w oczy.
- Pytanie, odpowiedz na pytanie o zamordowanej dziewczynie, już - warknęła. Starała się brzmieć pewnie oraz schować wszystko co by wskazywało na to, że nie chce brać udziału w tym przeklętym przedstawieniu. Ona chciała stąd iść, zawędrować do chatki Veilore. Schować się tam. Zwyczajnie położyć na tej niedźwiedziej skórze z głową na kolanach Veilore i zasnąć, głaskana po włosach, wsłuchując się w cicho trzaskający ognień w kominku.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 241
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Lip 11, 2016 4:00 am

- Znając Ciebie kuzyneczko, obcięłabyś jej wtedy również ręce. - Jak on jej nie cierpiał. Tego jaką jej to sprawia radość. Była uosobieniem wszystkiego co najgorsze w tej organizacji, a najgorsze jest to, że była z nim spokrewniona i czuł wobec niej chyba jakiś idiotyczny sentyment skoro na nią jeszcze nie doniósł. Dziwne. Przy głębszym zastanowieniu nie uważał rodziny za coś co zasługiwało na jakieś specjalne traktowanie, ale jak widać nie potrafił jednak jeszcze trzymać się swoich reguł całkowicie. To problem. Na pewno tego tak tym razem nie zostawi, skończyło się dobre - po tym wszystkim przestanie być na każde jej skinienie, już dość sobie przez to krwi napsuł, ale to dopiero po przesłuchaniu. Teraz jedynie mógł stać w bezruchu, przyglądając się temu przedstawieniu z uśmiechem na twarzy, który i bez umiejętności czytania w myślach zdradzał jak bardzo ją w tym momencie po prostu nienawidził. Serio, zrobiło mu się w pewnym momencie nawet żal tej całej Erin, lecz szybko się ogarnął czując już, że chyba na trochę za dużo sobie pozwolił względem niepanowania nad emocjami. Postanowił po prostu jakoś to przetrwać do końca. Przecież prawie codziennie ktoś tu umierał w męczarniach nieprawdaż?
Po chwili znowu coś nim szarpnęło. Wiedźma znowu zaczęła mówić na głos, było to do przewidzenia. Jednak słowa przez nią wypowiedziane uderzyły go o wiele mocniej, niż się tego spodziewał, a był gotowy na wiele. Poczuł jakby ktoś wbił nóż prosto w jego żołądek, lecz jedyne co okazał to uniesie brwi.
Nie ma w sobie więcej siły.
Tylko tyle wystarczyło, by jego dłonie znowu zaczęły drżeć. Niby drobnostka i głupota. Bardziej się powinien martwić o to, że zostanie stracony za zdradę, czy coś, ale w tym momencie zeszło to na trochę dalszy plan. Było to chyba to o czym nie chciał słyszeć. Najbardziej był przewrażliwiony na tym punkcie, nienawidził swojego poczucia bezradności, więc starał się je cały czas jakoś maskować. Ta sytuacja w ogóle obnażyła jego słabości, czego chciał za wszelką cenę (chyba nawet życia) uniknąć. Przełknął ślinę. USPOKÓJ SIĘ MATTHEW! Pewnie za bardzo to interpretujesz. Tak, na pewno chodziło o siłę fizyczną, na pewno. Musiał się wyzbyć tych resztek empatii, które w nim jeszcze po tych wszystkich latach zostały, bo jeszcze serio prszez nie zawiśnie.
Spojrzenie wiedźmy, jednak nie pozwoliło mu na dojście do jakiejkolwiek ogłady w głowie. Poczuł się strasznie. Wbił swój wzrok w dość szczątkowe notatki i zacisnął zęby. Po chwili podniósł głowę już z całkiem normalnym wyrazem twarzy, jakby nic się nie stało.
- Nie mów mi, że TERAZ czekasz na przyzwolenie, Selene - odparł zimnym, podobnym do niego tonem. - Nie zamierzam tu siedzieć do jutra. - Obruszył się. Z wierzchu wszystko wróciło do normy, ale w głowie zrodził się mu poroniony pomysł. Wbił swoje spojrzenie w Abigail. Ona również zwróciła się do niego z wielkim wysiłkiem. Znowu poczuł jak coś nim szarpie, ale tym razem musiał się skupić. Chciał jej przekazać ścisłą wiadomość, którą tylko ona zdoła przeczytać. -  Wcale nie musisz umierać. - Starał się o tym myśleć najwyraźniej jak tylko mógł. - Cyrkowcy, tylko o nich chodzi. Błagaj o przyłączenie się do Inkwizycji. Jeśli, tylko powiesz gdzie się ukrywają i potwierdzisz zarzuty wobec nich, będziesz mogła żyć. - Sam wiedział, że to będzie prawie nie wykonalne, ze względu na to, że zabiła już członków organizacji, ale jeśli podziała gdzieś na górze może się uda. Z resztą, gdyby wiedźma czytająca umysł przyłączyła się do nich to oszczędziłaby wiele trudów i cierpienia reszty, ale odbiegamy od tematu. SKUP SIĘ MATTHEW! - Załatwię to jakoś. - To była ostatnia rzecz, którą jej chciał przekazać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Lip 11, 2016 8:18 pm

Aż się podniosła z miejsca, widząc poruszenie Hawke. Chciała to jak najlepiej widzieć. I o mało co nie zawyła z zadowolenia, gdy już dojrzała efekty swojego żądania. O tak, tego właśnie pragnęła. Nie mogła się do niczego doczepić, nawet jeśli w jej najśmielszych pragnieniach wydobycie odpowiedzi przez Erin było bardziej wysublimowane, przemyślanie. Oraz bardziej bolesne. Ale nie, nie mogła narzekać. Cios wymierzony został solidnie, bez żadnej gry.
Selene odetchnęła nawet z ulgą. Nie wiedziała aż do samego końca, czego może się spodziewać i ze wstydem musiała przyznać, że wiedźma namieszała jej nieco w głowie. Zdawała się być taka pewna siebie, gdy mówiła o Haw. Uznała to za swój kolejny tryumf nad wiedźmą, która śmiała twierdzić, że zna dziewczynę lepiej. Nie mogła oczywiście wiedzieć, ile chęci, a raczej niechęci Erin włożyła w tego kopniaka. Póki co obdarzyła ją zadowolonym spojrzeniem i szerokim uśmiechem, ale nie omieszka pochwalić ją za to w przyszłości, jak już wyjdą z lochów. Tak, to był czyn w rzeczywistości godny komplementu Sel.
Wiedźma zachwiała się niebezpiecznie, jednak wkrótce wróciła do pozycji siedzącej, w dużej mierze opierając się o drewniany stół tortur, właściwie za sprawą ostatecznego szarpnięcia Erin, ustawiającego ją do pionu. Oddychała ciężko i głośno, jakby w każdej chwili miała zejść z tego świata, nawet bez ich nieocenionej pomocy. Abigail nie spojrzała już więcej na Hawke, niemrawy wzrok wbijając w podłogę. Ciężko było odnaleźć w niej tę hardą kobietę z kpiącą miną, którą Selene uznała za wyzwanie. To spotkanie było zadziwiająco krótkie. Wydobyli z niej już niemalże wszystko. Nie mogła się spodziewać, że Erin zbuntuje się dla kobiety, której nie zna, jednak… miała cichą nadzieję, że zrobi to dla swoich ideałów, kłębiących się wcale w nie tak odległych zakątkach jej głowy.
Odsapnęła, wypluła krew i zaczęła mówić, cichym, nieco wypranym z uczuć głosem:
- Męczennica. Chciała mnie zabić, więc zabiłam ją pierwsza. Irene, tak? Przedstawiła mi się inaczej, ale to nieistotne… Cykuta. Wielokrotnie przekroczyłam śmiertelną dawkę. Iście poetycko, czyż nie? -  wyjaśniła szczegółowo, potwierdzając wszystko, co zdążyli poznać z sekcji zwłok męczennicy. Nie kłamała, nie miała powodu. Zadała pytanie pod koniec, ale oczywiście nie liczyła na odpowiedź, ani też nikt z tutaj zgromadzonych, nie miał zamiaru jej odpowiadać.
Abigail, gdyby tylko nie zobojętniałą już do granic możliwości na wszystko, co się jej przydarzy, z pewnością okazałaby cień wdzięczności za myśli, którymi obdarzali ją Erin i Matthew. O ironio, że też jej moc, jej największe przekleństwo, zsyłające na nią same kłopoty, przydało się u samego schyłku życia. Chociaż jakże marne było to pocieszenie! Co miała po przeprosinach? Co po bezsensownych radach, których nigdy by się nie podjęła? Marny stał przed nią wybór, ale wolała już umrzeć niż się przyłączyć do Inkwizycji, przedłużając swoją agonię, fizyczne cierpienie, jakie miało co prawda zelżeć… Jednak nie to było najważniejsze. Mogli ją bić i poniżać, zmuszać do mówienia, jednak to nie odejmowało jej dumy i godności. Nie złamią jej w ten sposób. Nie zaprzeda swojej duszy, o nie.
Skurczyła się nieco w sobie, gdy dostrzegła, że rudowłosa Inkwizytorka zmierza w jej stronę. Zacisnęła powieki, jakby to miało w czymś pomóc. Nie poczuła jednak niczego, zamiast tego słysząc tuż obok siebie brzdęk metalu. Selene zgarniała do otwartej dłoni resztę nieużytych sztyletów, starannie układając je wedle rozmiaru i rodzaju. W pięści zmieściła ich może z sześć, po czym nawet nie spoglądając na wiedźmę, zaczęła się przechadzać po sali, aż znalazła się od niej w całkiem sporej odległości. Metal brzęczał w jej dłoni.
Mieli już wszystko. Teraz mogła zacząć się bezsensowna zabawa. Bez żadnego ostrzeżenia cisnęła w stronę wiedźmy jednym ze sztyletów. Jak na jednym z pokazów w cyrku, zupełnie beztrosko. Ostrze z hukiem wbiło się w bok blatu, o który opierała się kobieta, kilka cali od jej głowy. Selene z rozkoszą przyjrzała się jej zwężającym się źrenicom, drgnięciu i minie spłoszonego zająca, zastanawiającego się tyko, gdzie by tu czmychnąć. Poruszyła się lekko w bok, by znaleźć się jak najdalej ostrza, nawet nie myśląc o wyrwaniu go i próbie obrony, jednak nim zdążyła cokolwiek uczynić, rozległ się ponowny grzmot i brzdęk naprężonego ostrza, pojawiającego się tym razem z drugiej strony, niżej. Zamarła, nie poruszając się już więcej.
- Ani drgnij. Nie mam zbyt dobrego cela, a przecież nie chcę cię skrzywdzić… - zapewniła ją niemal wiarygodnie, gdyby nie śmiech, wkrótce wydobywający się z warg Selene. Ta niepewność i strach silnie na nią działały. Nawet jeśli nie zadawała jej bezpośrednio cierpienia, uczucia były ze sobą porównywalne. Jednakowo ekscytujące. – Pomyliłaś się. – Nie zapomniała jej tego wypomnieć, jak by mogła. – Co z ciebie za wróżka? Mówisz, po to by mówić. Słowa nie mają dla ciebie znaczenia. – Przewróciła jeden ze sztyletów w dłoni, zgrabnie przeplatając go przez wolne palce, gotowa do kolejnego rzutu. Wypatrywała jej drgnienia, każdego najmniejszego ruchu, jednak ta nie dała jej powodu. Siedziała spokojnie, wysłuchując ze zmęczeniem w oczach, co Sel miała do powiedzenia. A Inkwizytorkę nieco denerwowała podobna bierność. Ze złością zadała jej kolejne pytanie, choć wcale nie musiała tego robić.
- Cyrk. Podobno miałaś z nimi coś wspólnego. Naprawdę zaprzeczasz? – Pod koniec cisnęła trzymanym ostrzem, choć tym razem chybiła o znaczną odległość; sztylet przeleciał nad stołem i z łoskotem uderzył w kamienną ścianę w przeciwległym skraju pomieszczenia. Przełożyła nową broń do prawej dłoni, choć nie miało to dla niej znaczenia, równie dobrze radziła sobie obiema rękoma. Identycznie potrafiła nimi pudłować, ot.
- Nigdy świadomie… Czy to naprawdę konieczne? – zapytała, wyraźnie zmęczona i zdenerwowana, że nie pozwolą jej po prostu wrócić do lochu. Selene na tak okropną kpinę zareagowała jak można było się spodziewać – cisnęła kolejnym ostrzem, które tym razem wylądowało tuż przy twarzy wiedźmy.
- Nie ty zadajesz pytania – warknęła, rzucając przedostatnim już sztyletem. W złości, dłoń jej się omsknęła. Zamiast huku dosłyszała inny dźwięk, niezbyt przyjemny dla ucha. Broń tkwiła w szyi czarownicy, dokładnie w jej krtani. – Kurwa… - Zaklęła na głos, sycząc cicho. Cóż, nie planowała tego. Przestąpiła krok do przodu, oceniając, czy jeszcze będzie, co zbierać.
Wiedźma dławiła się we własnej krwi, drżąc spazmatycznie na całym ciele, słabą dłonią sięgając do broni, z pewnością nie wiedząc, co czyni. Nie, Selenie nie miała, czego ratować. Nawet gdyby chciała sobie pobrudzić nią ręce. Spoglądała bez wzruszenia w jej gasnące oczy, aż Inkwizytorce zdawało się, że przez twarz kobiety przedarł się cień uśmiechu, prędko jednak tężejący. Z pewnością osunęłaby się na podłogę, gdyby nie przeszkadzałoby jej w tym ostrze, przygwożdżające ją do stołu tortur.
- Ech… Siedemnasta czterdzieści osiem, koniec przesłuchania. – Odczytała godzinę na ściennym zegarze, by Matt mógł ją zapisać. Kucnęła nad wiedźmą, przykładając jej kciuk do niezranionego miejsca na szyi. Nic. Nie żyła.
Ostatnimi słowami wiedźmy to odpowiedź na pytanie Inkwizytorki, pod przymusem. Nie było w tym godności, to nie było naturalne. Wstała, niezbyt poruszona tym, co się tu wydarzyło. Sięgnęła po swoją torbę, zarzuciła na nią kamizelkę, drugą dłonią sięgając po ciemnoszary płaszcz.
- Matt, odwołaj egzekucję – rozkazała jedynie, nawet nie siląc się na przeprosiny. Nie zamierzała się przejmować czymś tak nieistotnym i kruchym, jak losem skazanej. – Haw, idziemy. – Machnęła na dziewczynę. – Zawołam kogoś, by sprzątnął jej ścierwo… - dodała na koniec, ocierając rękawem zgrzane czoło i kierując się do wyjścia.
Lekcja dobiegła końca. Pokazała Erin, jak nieistotne jest życie wiedźmy. Zgasiła je z przyjemnością, ba – w formie relaksu, zabawy. Ukazując po raz wtóry jak bezkarną instytucją jest Inkwizycja, przyzwalając na piekło, które miało miejsce w tych czterech ścianach… i nie tylko, pochwalając je. Święta organizacja kochała swoje gorliwe dzieci, chroniąc je swoim prawem. Była z siebie zadowolona.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 386
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Lip 11, 2016 10:11 pm

Nie spojrzała nawet na Selene. Nie potrafiła w tym momencie tego zrobić. Zwyczajnie nie... Bogowie jak ona się w tej chwili brzydziła tą całą sytuacją. Tak cholernie źle się czuła z tym wszystkim. Naprawdę sobie tego nie wyobrażacie jak ciemnowłosa się w tej chwili źle czuła. Cholernie brzydziła się tą całą sytuacją, a gdy zobaczyła reakcje kobiety jeszcze bardziej ciężko na duszy jej się zrobiło. Przecież to właśnie ona się przyczyniła do złamania jej. Brzydziła się tym tak okropnie... Wbiła swoje burzowe spojrzenie w buty. Miała taką cholerną chęć zniknięcia w tej chwili...
Sama się lekko skuliła i szybko odsunęła, gdy usłyszała zbliżającą się Selene. Tak, przestraszyła się. Przez myśl przebiegła jej myśl jakoby rudowłosa inkwizytorka stwierdziła, że ona sama znów udaje i tym razem jej przyłoży. Nic takiego się nie wydarzyło, za to po chwili uszu Hawke znów mógł dobiec dźwięk wbijającego się ostrza w drewno. Tym razem obiegło się bez krzyków. Na razie... Ciemnowłosa zobaczyła strach malujący się na twarzy wiedźmy. Miała ochotę to przerwać. Miała przecież wrażenie, że w tym momencie Selene robi to dla swojej czystej satysfakcji, ale wszystko zadziało się za szybko. Nim tak naprawdę się zorientowała usłyszała kolejny okropny odgłos i zobaczyła coś, czego tak naprawdę nigdy nie chciałaby zobaczyć. Momentalnie zbladła, zadrżała i bezsilnie patrzyła się na umierającą wiedźmę. Przez jej mózg przez chwilę przebiegła myśl, by ratować kobietę. Jakkolwiek, byle coś zrobić. Jednak po tamtej myśli przebiegła kolejna, która jasno powiedziała, że to niemożliwe, aby ktokolwiek coś takiego przeżył. Kobiecie już żadna pomoc, by się nie przydała. Poczuła zbierające się mdłości. Powstrzymywał je, choć nie wiedziała, jak długo będzie w stanie to robić. Szybko odwróciła wzrok od martwej kobiety, nadal blada jak szkolna kreda. Wręcz bezmyślnie ruszyła za rudą inkwizytorką, nie zwracając uwagi na nic więcej. Chciała stąd jak najszybciej uciec. Zapomnieć. Tak, bardzo chciała zapomnieć. Chciała, by to wszystko było tylko jednym wielkim koszmarem, z którego obudzi się naglę, będąc cała spocona i lekko drżąc na ciele... Chciała, ale czuła, że to nie jest zły sen...

// Zt x 3

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme|| theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pią Wrz 16, 2016 5:31 pm

Trafił jej się wyjątkowo nużący i niewdzięczny przypadek. Zadała suce zaledwie dwa pytania, powykręcała jej palce, a tamta od razu zemdlała. I na nic zdało się lanie lodowatą wodą! Podejrzewała symulację, więc dla symetrii, złamała jej też kciuk u drugiej ręki. Wszystko na nic, przesłuchanie musiało zostać przerwane. Nudy. Towarzyszący jej grabarz, który notował każde słowo padające z ust wiedźmy, wyszedł oburzony, jakby Selene mogłaby rozegrać to inaczej, bez tracenia świadomości przesłuchiwanej. Przed trzaśnięciem drzwiami, kazał inkwizytorce zawołać go, gdy tamta wróci do świata żywych.
Dlatego też od piętnastu minut wlepiała wzrok w nieprzytomną wiedźmę, starając się nawet nie mrugać, aby nie przegapić najmniejszego poruszenia. Delikatna panienka się znalazła, no proszę! Zero radości z takimi, zero zabawy. O wiele bardziej ceniła sobie przypadki okazujące chociażby resztki determinacji, jakąś dumę ze swojego nędznego pochodzenia. Tamta potrafiła się jedynie wić i błagać o litość, co najgorsze – nie odpowiadając na zadane pytania, za co musiała być ukarana. A w ten sposób zataczali błędne koło, co właściwie sprawiało inkwizytorce przyjemność.
W końcu zadała sobie całkiem słuszne pytanie – czy wiedźma w ogóle żyje? Przypadki śmierci na przesłuchaniach się zdarzały, a wiedziała aż za dobrze, że Matthew by ją zamordował, gdyby jeszcze raz posunęłaby się o krok za daleko, doprowadzając do zgonu czarownicy. Kuzyn zapewne by jej nie uwierzył, gdyby mówiła „ja łamałam jej tylko palce, przysięgam!”. Ba, sama by sobie w to nie uwierzyła.
Dlatego podeszła ostrożnie, najpierw dosłuchując z daleka oddechu, a z czasem podchodząc coraz bliżej. W pomieszczeniu panował półmrok, do którego można było przywyknąć, ale z drugiej strony nie było co liczyć na dostrzeżenie wszystkich szczegółów. Powoli, z uwagą przytknęła jej dwa palce do szyi, usiłując wyczuć puls.
Odetchnęła z ulgą, chyba po raz pierwszy w życiu na wiadomość, że wiedźma wciąż dycha. Rozbawił ją absurd tej sytuacji, aż jej złośliwy chichot odbił się od kamiennych ścian pokoju przesłuchań, w którym znajdowała się sama… Dobrze, czy aby na pewno sama?
Zaczęła spacerować po całej jego długości, zręcznie omijając każdą przeszkodę w postaci narzędzi tortur. Znała przecież ten pokój jak własną kieszeń, mogłaby kroczyć tędy przez sen.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Sob Wrz 17, 2016 9:28 pm

Zimno. Zimno. Zimno.
Jeść. Jeść. Jeść.

To były jedyne słowa, które co kilka sekund, na zmianę, atakowały otępiały z zagubienia mózg dziewczyny. Odkąd ruszyła wzdłuż wnętrza jednej z rur, (cholera, jak tam było ciasno!), które biegły przez całą siedzibę tej dziwacznej organizacji, szukała czegoś nadającego się do konsumpcji. Czegokolwiek. Na start wystarczyłaby nawet żaba, żeby tylko uspokoić bolący żołądek. Mijane po drodze pająki to było stanowczo za mało.
Same rury służyły najwyraźniej za coś w rodzaju wlotu świeżego powietrza. A może jakiejś dziwnej maszyny do komunikacji? Nie chciała zgadywać i w sumie miała to gdzieś. Grunt, że łączyły większość pomieszczeń zamku oraz było w nich dość ciepło i przytulnie (pomijając brud, kurz, szlam i inne substancje nieznanego pochodzenia). Jedyną rzeczą, która była na tyle silna aby ją stamtąd wykurzyć, był głód.
Czując silne drgania pochodzące gdzieś z dołu - najwyraźniej krzyki - w pierwszym odruchu ruszyła właśnie tam. Odkąd uciekła z Tamtego Pokoju nie wiedziała co ze sobą zrobić. Dokąd się udać? Czym zająć? Gdzie ukryć? W głowie fruwały jej wspomnienia słów Tamtego Mężczyzny, dokładnie te dotyczące organizacji nazywanej Inkwizycją. Nie pamiętała co było przed zastrzykami i... całą resztą. Może żyje po to żeby zabijać Wiedźmy (czymkolwiek są)?
Uważając na rękawiczki zsunęła się po ścianie, trzymając dłońmi wylotu rury i miękko opadła na stopy. Niemalże od razu na czworaka weszła głębiej w półmrok, który panował w pomieszczeniu. Idealnie. W ciemnościach czuła przyjemne bezpieczeństwo. Powiodła dookoła wzrokiem. Wszystko przywodziło na myśl jakieś lochy lub coś w tym guście. Dziwne narzędzia, klatki, silny odór krwi, potu, chyba też fekalii i uryny. Kierowana głodem zignorowała ostrzegawczy krzyk w głowie, który nakazywał jej niezwłocznie wracać do góry i szukać innego miejsca. To nie należało do bezpiecznych.
Po chwili z zaskoczeniem wyczuła obecność ludzi. Nie wiedziała dokładnie ilu, byli zbyt daleko żeby mogła to precyzyjnie określić. Tak czy owak musiała uważać. Podążając wzdłuż ściany cały czas próbowała namierzyć coś na kieł ząb, z każdą godziną słabła, w końcu nie jadła nic od kilku dni.
Kątem oka dostrzegła ruch w głębi pomieszczenia. Kobieta, wysoka, wydająca dziwne dźwięki. Sojusznik czy wróg? Lepiej nie sprawdzać. No, przynajmniej na razie. Szła więc dalej, bezszelestnie, polując i kompletnie ją ignorując.
Po kilkunastu krokach napięła wszystkie mięśnie z ekscytacji. Czuła szczura. Szczura! Położyła całe ciało na podłodze, próbując wyczuć jego jak najdokładniejsze położenie. W sumie było to zbędne, stopy "pokazywały" wystarczająco wiele.
Jakieś dwa metry przed nią. Po chwili go dostrzegła. On ją też. W panice rzucił się do ucieczki. Z żądzą mordu skoczyła za nim jednym, błyskawicznym susem. Był wolniejszy więc przegrał. Nie przewidziała jednak, że pod jej nogami nagle "magicznie wyrośnie" jakiś pieprzony łańcuch... czy coś takiego. Runęła przed siebie, na brzuch, poniekąd jadąc ślizgiem po brudnej posadzce.
Mimo wszystko szczura złapała, od razu z niewypowiedzianą satysfakcją zatapiając w nim zęby. Zamierzała go właśnie zjeść kiedy zdała sobie sprawę, że ślizg zakończyła około metra od tej spacerującej kobiety.
Zaaferowana zwycięstwem w pierwszej chwili w ogóle jej nie zauważyła.
Hebi musiała przedstawiać sobą ciekawy widok. Dość drobna, wychudzona dziewczyna w poszarpanym ubraniu, niemiłosiernie brudna, blada jak kartka, na wpół leżąca na wpół klęcząca, z umierającym szczurem w dłoniach (i między zębami), dodatkowo białowłosa, rozczochrana i o stricte wężowych ślepiach.
Sparaliżowana strachem znieruchomiała, szeroko rozwartymi oczami obserwując nieznajomą z profilu. Jej już i tak wąskie źrenice zwężyły się jeszcze bardziej.
B...Ból? pomyślała z goryczą. Gadzia część charakteru Anne zamierzała walczyć. Nie w ofensywie, raczej w defensywie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Nie Wrz 18, 2016 2:04 pm

Że też w całej Inkwizycji nagle zabrakło szczurów! Że też świeżo upieczony pies gończy musiał wypaść nie z tej rury co trzeba, omijając pomieszczenie z klatkami, wewnątrz których były niewątpliwie smakowite kąski! Że też…! A nie, chwila, może nie będzie wcale tak źle. Może to początek pięknej znajomości kobiety-kata i kobiety-węża?!
Selene była świadkiem wielu dziwnych sytuacji na przesłuchaniach. Mdlenie i tracenie świadomości to codzienność, ale przez to, że miało się do czynienia z przypadkami, po których można było się spodziewać wszystkiego… och, przesłuchania kończyły się w różny sposób. Raz wyszła z nadpaloną dziurą na spodniach, właściwie cudem unikając dokonania swojego żywota w popiołach, a innego razu Sel wraz z towarzyszącym jej grabarzem, znaleziono chichrających się pod stołem, bo wiedźma (która swoją drogą akurat usiłowała uciekać) potrafiła tworzyć całkiem realistyczne iluzje.
Dlatego… Jeśli nie znała mocy wiedźmy (bo była w trakcie wyciągania od niej ten informacji), zachowywała szczególną ostrożność, tak jak teraz - zawsze, ale to zawsze, spodziewała się najdziwniejszych rozwiązań. Gdyby nie to, że wszystko, co działo się w lochach, najczęściej w lochach zostawało, reputacja Selene, jako okrutnego kata, już dawno odeszłaby z tego świata.
Była już o krok od otworzenia ust, w celu gadana sama ze sobą, gdy usłyszała – początkowo w oddali – szmer, który prędko przerodził się z wyraźniejszy odgłos. Spuściła wzrok ze związanej wiedźmy, natychmiast przytykając dłonie do rękojeści broni przywiązanej do pasa. Gdy dostrzegła pierwsze poruszenie, zaczęła się cofać, gotując się na atak. I tylko wspomniane wcześniej wydarzenia z lochów, sprawiły, że nie zeszła na zawał na widok białowłosej. Nie omieszkała jednak skomentować tego błyskotliwym, ale jakże wymownym:
- O kurwa... - zaklęła, gdy dziewczę zatrzymało się przed nią w nieznacznej odległości, a osobliwości całej sytuacji dodawał fakt, że trzymało w zębach żywe stworzenie, piszczące rozpaczliwie i resztkami sił, usiłujące ucieczki.
W pierwszych sekundach była w stanie spoglądać na nią tępo. A później, całkiem prędko jak na siebie, skojarzyła fakty. Widziała w półmroku jej białe włosy, gadzie ślepia oraz kły zwieńczające ten przerażający obraz. Nie miała wątpliwości z kim ma do czynienia. Ostrzegano ją kilka dni temu o zbiegłym obiekcie, ale nigdy nie spodziewała się, że natrafi na niego tutaj, w jej królestwie. Oderwała dłonie od rękojeści sejmitarów, unosząc ręce i pokazując swoje zamiary. Nie, nie miała pojęcia jak się do tego zabrać, ale pewne było jedno – nie mogła jej zrobić krzywdy, jako że najwyraźniej wciąż wiązano z tym psem gończym jakąś przyszłość, a może i dalsze plany.
Pierwszym jej odruchem był krzyk, aby przywołać do siebie grabarza, uczestniczącego w przesłuchaniu, aktualnie znajdującego się gdzieś za drzwiami. Jednak, jak sądziła, najmniejsze poruszenie mogło sprowokować białowłosą do ataku. Powoli, ale wciąż ostrożnie, ukucnęła, modląc się, aby zdążyła w razie czego odskoczyć. Z trudem utrzymywała z nią kontakt wzrokowy.
- Boisz się, tak? – zapytała szeptem, możliwie spokojnie. Nie mogła zaprzeczyć, że sama również zaczynała się bać. Wiedźma za jej plecami mogła się już przebudzić. Musiała załatwić to szybko. – Niepotrzebnie. Spójrz na siebie. Zobacz, jakim pięknym stworzeniem się stałaś – po plecach przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Na poczekaniu próbowała wymyślić powód, dla którego białowłosa nie czmychnie z powrotem do tajemniczego otworu w ścianie, z którego zapewne przybyła. Selene była gotowa poświęcać się w ramach pracy, ale nie na tyle, aby przeciskać się przez ciasne rury (w których zapewne utknęłaby na wieki).
- Pan był dla ciebie niedobry? – kontynuowała ostrożnie, nachylając się bardziej. Miała na myśli „twórcę” gadziej strony dziewczyny, nie wątpiła, że tamta ją zrozumie. To nie był pierwszy przypadek, w którym eksperyment nie obdarzał wdzięcznością chwilowego „właściciela”. Selene nie wiedziała, co między nimi zaszło, ale uznała za nierozsądne stawać nie po jej stronie. – Pana już tu nie ma. Nikt cię nie skrzywdzi – mówiła ciągle, możliwie uspokajającym szeptem. – Widzę, że… lubisz szczury, tak? – usiłowała jeszcze rozpaczliwie zagaić, aby nie stracić tej chwili zrozumienia.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Nie Wrz 18, 2016 7:29 pm

Przebywająca w głębi pomieszczenia kobieta po przejściach (prawdopodobnie wiedźma) wciąż skutecznie umykała uwadze Hebi, która skupiona była na będącej dużo bliżej Wysokiej Kobiecie. Gdy ta zaczęła mówić, białowłosa skuliła się nieco. Chwilowo, na skutek strachu, nie mogła rozróżnić słów rudowłosej. Działała bardziej instynktami niż mózgiem. Jej wąski język wysuwał się znacznie częściej niż zwykle, gorączkowo badając wszystkie zapachy i inne związki, które pływały pomiędzy atomami powietrza. Po dłuższej chwili uspokoiła nieco szybko bijące serce.
Szczur, którego zdążyła gdzieś w międzyczasie upuścić, wciąż pozostawał nieruchomy, sparaliżowany toksyną z zębów dziewczyny. Mógł jedynie obserwować obie ogromne (z jego perspektywy) persony stojące nad nim niczym karykaturalni kaci.
Gdy nieznajoma uniosła ręce, Hebi odebrała to jako próbę uderzenia. Drgnęła z przerażenia, cofając ciało jakiś centymetr z kawałkiem w kierunku przeciwnym niż ten gdzie stała kobieta. Zamknęła oczy i napięła mięśnie, z rezygnacją oczekując na ból i cios, który jednak nie nadszedł. Uchyliła lekko powieki, zerkając na podniesione dłonie. Były nieruchome. Ten pozornie drobny gest sprawił, że zaufanie białowłosej wobec rudowłosej znacznie wzrosło. Rozluźniła też ciało, z uwagą chłonąc każde padające słowo.
Owszem, była przerażona. Kolejne zaś stwierdzenie wywołało w jej umyśle prawdziwą batalię. Pięknym stworzeniem? Skonfundowana spojrzała na swoje ręce, przejechała dłońmi po twarzy, bokach głowy, gdzie powinny być małżowiny, oblizała kły. Jak wyglądałam wcześniej? pomyślała z goryczą. Wspomnienia dawno zanikły, zastąpione jedynie cierpieniem, zagubieniem oraz dzikim instynktem. Do tej pory przestraszone oblicze Anne szybko wypełnił lekki grymas smutku, który równie szybko zniknął, ustępując miejsca minie nie ukazującej ani krzty emocji.
Wszystkie stwierdzenia na temat Tamtego Mężczyzny (notabene martwego) skwitowała milczeniem oraz spojrzeniem wbitym w nieruchomego szczura. Nie miała nic do powiedzenia na ten temat. Wolała po prostu wyrzucić wszystko z pamięci, nie było to jednak możliwe. Jedno pozostawało pewne - nikt nigdy nie był jej "Panem".
Ostatnie pytanie, czy może stwierdzenie, wprawiło ludzką część Hebi w rozbawienie. Parsknęła niekontrolowanym śmiechem, szybko i z zakłopotaniem go tłumiąc. Był on, podobnie jak jej głos, przytłumiony. Dziewczęcy ale przytłumiony. Czego by białowłosa nie powiedziała, wszelakie dźwięki jakie z siebie wydawała... Brzmiały tak jakby ktoś mocno zaciskał dłonie na jej krtani, podduszał. Przykre następstwa "zabiegów" jakie na niej wykonano.
Cały ten czas nie powiedziała ani słowa. Pozostając w pozycji "na kuckach" powoli, ostrożnie, z uwagą obserwując nieznajomą, wsunęła szczura w usta i po prostu połknęła. Wcześniej była gotowa w każdej chwili go zostawić, rzucić i uciec, głód jednakże wygrał. Mimo to wciąż było jej zimno.
Wstała, otrzepując lekko nogi i ręce, jednocześnie ziewając aby poprawić szczękę. Spojrzała z zaciekawieniem i nutą zaufania na rudowłosą, dostrzegając nagle szansę na ogrzanie zmarzniętego ciała. Powoli podeszła do niej, gotowa w każdej chwili odskoczyć (co jak co, refleks miała błyskawiczny), przeszła ostrożnie pod uniesioną ręką kobiety i owinęła się szarą, katowską peleryną Wysokiej Nieznajomej, wtulając w nią (pelerynę). Zamknęła oczy z zadowoleniem, powstrzymując senność. Gdyby zasnęła mogła zostać zaatakowana znienacka a nawet zabita. Zachowywała więc świadomość oraz czujność.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Wrz 19, 2016 4:43 pm

Domyśliła się, że tamta nie potrafi mówić, a w przekonaniu utwierdził ją jeszcze przerażający widok – język, niezbyt typowy dla ludzi. Nie spowodowało to, że się przymknęła, wręcz przeciwnie, czuła się w obowiązku mówić za dwoje. Odzyskiwała spokój, widząc, że tamta nie planuje poczęstować ją kłami, jak ów szczura, ale nawet na moment nie spuściła z niej uważnego, czujnego spojrzenia.
Dopiero pierwszy śmiech sprawił, że odzyskała stabilny grunt pod stopami, wiedziała już z kim ma do czynienia. Przed nią stała młoda kobieta, choć właściwie bardziej dziewczyna, a nie potwór, co by się nie twierdziło po pierwszym wrażeniu. Aż można było zapomnieć o całkiem istotnym fakcie – ta dziewczyna zabiła swojego „twórcę”, który zapewne poświęcił jej wiele swojego czasu, nawet jeśli niekoniecznie zgodnie z jej wolą. Selene naprawdę nie wiedziała co robić. Musiała ją jakoś nakłonić do pójścia tam, gdzie jej miejsce. Tyle, że aby to uczynić… niezbędne było lekkie pranie mózgu. Nigdy nie była dobra w odgrywaniu przedstawień, ale tu chodziło o dobro Inkwizycji, prawda? Trzeba było się postarać.
- Jak się czujesz…? Pójdziesz ze mną? Zaprowadzę cię w przyjemniejsze miejsce… dobrze? – mówiła, a gdy tamta do niej przyległa, drgnęła mocno, ale powstrzymała odruch chwycenia za broń. Zesztywniała, kontrolując swój oddech, aby białowłosa nie wyczuła jej niepokoju. Jak na złość, przypomniały jej się wszystkie zasłyszane plotki o psach gończych i pracy w laboratorium, co bynajmniej nie pomogło jej w odzyskaniu harmonii. Mówiono, że zwierzęta wyczuwają strach. Słyszała o ich wrażliwości na ludzkie zamiary. Prawdopodobnie popadała w paranoję, ale starała się również zatuszować swoje myśli. Bo w końcu nie wiedziała, co ma z nią zrobić, instrukcje nie były konkretne. Póki co musiała ją zaprowadzić do ludzi odpowiedzialnych za takie stworzenia jak ona. Jeśli jednak zdecydują się pozbyć „nieudanego” eksperymentu… cóż, zawsze poddawała się woli Inkwizycji.
Pozwoliła jej chwilę trwać w tym osobliwym uścisku, prędko jednak ujmując ją za ramiona i odsuwając nieco. Widziała w jakim stanie znajdowało się jej ubranie, nie było mowy o wyniesieniu jej z lochów bez wścibskich spojrzeń. Odpięła płaszcz pod szyją, otulając dziewczynę i zarzucając jej kaptur na głowę, chcąc choć trochę przykryć białe włosy.
- Biedactwo… Niepotrzebnie się ukrywałaś. Musiałaś nic nie jeść od wieków. Zaprowadzę cię, gdzie zostaniesz nakarmiona i ubrana. I zdecydujemy co dalej. Wiesz już, czym będziesz się zajmowała? – usiłowała dopytywać, choć nie spodziewała się odpowiedzi, nie tylko przez milczenie, ale również początkowy brak zrozumienia między nimi. Zdecydowała się więc na monolog. – Pewnie jeszcze tego nie widzisz, ale dostąpiłaś sporego zaszczytu… Zostałaś wybrana, aby robić wielkie rzeczy. – Ściszyła głos do konspiracyjnego szeptu, w głowie desperacko doszukując się plusów płynących z pracowania dla Inkwizycji. Było jej ciężko, bo Sel zwyczajnie lubiła tę robotę i nie oczekiwała wiele w zamian. – Jesteś ciekawa, prawda? Nic nie stało się bez powodu. Stałaś się takim idealnym stworzeniem dla wyższych celów… - mówiła cicho, co wychodziło jej całkiem naturalnie, nawet przez chwilę nie odczuwała wyrzutów sumienia, przez brak współczucia dla niewątpliwie skrzywdzonej dziewczyny. Liczyło się przeciągnięcie na swoją stronę, nic więcej.
- Jak masz na imię? Jak mogę do ciebie mówić? – dodała jeszcze, ale i tym razem nie czekała na jej odpowiedź, słowa padały z ust Selene tylko w jednym celu – chciała uspokoić białowłosą. Poprawiała płaszcz, ukrywając możliwie bardzo każdą część jej poszarpanego, brudnego ubrania. Nie skończyła, nim w kącie pokoju usłyszała skrzypnięcie drzwi. Odwróciła się gwałtownie, wydając z siebie ciche syknięcie. Musiał akurat teraz, serio!?
- Sel? Co się tu wyprawia…? – dosłyszała zdziwiony głos grabarza stojącego w drzwiach, choć w mroku nie zobaczyła jego twarzy.

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pon Wrz 19, 2016 7:45 pm

Fakt, że podczas ogrzewania się płaszczem Wysokiej Kobiety owa jej nie zabiła, stanowił kolejny istotny powód przez który zaufanie białowłosej jeszcze bardziej wzrosło. Wskutek tego rozluźniła do reszty siebie oraz swoje mięśnie i chociaż wyczuwała niepokój nieznajomej to ignorowała go. Była nawet trochę zrelaksowana. Obca nie miała złych zamiarów, prawda?
Prawda...?
Ilość wypowiadanych pytań i stwierdzeń przez rudowłosą uniemożliwiała chociażby próbę odpowiedzi, zwłaszcza że mówienie sprawiało Hebi pewne trudności. Słuchała więc, w myślach rozważając co by powiedziała gdyby dostała taką możliwość. Pozwoliła na złapanie siebie za ramiona i założenie kaptura, obserwując kobietę twarzą nie zdradzającą żadnych emocji. "Wielkie rzeczy" o których mówiła... Czy chodziło o zabijanie tych "Wiedźm"? Otworzyła usta żeby zapytać ale tamta kontynuowała monolog. Na chwilę zmarszczyła brwi i zacisnęła wargi z niezadowoleniem. Czemu pyta skoro nie czeka na odpowiedź?
Słysząc prośbę o imię nie bardzo wiedziała co powiedzieć. Tamten Mężczyzna mówił na nią chyba...
- Hebi... - powiedziała cicho, tym swoim przytłumionym głosem, wbijając bezczelnie wzrok w oczy rudowłosej. Otuliła się szczelniej płaszczem, lekko drżąc z zimna. Nie wiedziała co myśleć o Wysokiej. Z jednej strony nie zadawała bólu, z drugiej zaś białowłosa nie była pewna co do jej intencji.
Skrzypienie drzwi wyrwało Anne z zamyślenia. W pierwszym odruchu, tym instynktownym, chciała uciec, ponownie w ciemność, być może wracając do rur. Wyczuła mężczyznę. Bała się ich, kobiety zaś nigdy nie zrobiły Hebi krzywdy. Przez głowę przeleciała jej jednak myśl ażeby zawierzyć nieznajomej. W końcu nie miała zielonego pojęcia, że to inkwizytorski kat o niezbyt pochlebnej reputacji. Po około sekundzie namysłu wybrała drugą opcję. Gdy ta zrobiła gwałtowny obrót w kierunku źródła hałasu, białowłosa połową ciała stanęła za nią, napinając wszystkie mięśnie i wydając z siebie bardzo głośny, ostrzegawczy, stricte wężowy syk (w kierunku przybysza), który odbił się mocnym echem po całym pomieszczeniu. Nie znała obcego, jeśli będzie trzeba skoczy mu do gardła i rozszarpie aortę. Ponadto zdenerwowanie Wysokiej Kobiety wzrosło, co wzbudziło w Anne błędne przeczucie, że jest on wrogiem, oraz wzmogło agresję.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene Torment
Kat
avatar

Liczba postów : 640
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Pią Wrz 23, 2016 9:42 am

Gdy dosłyszała jej imię, była w niemałym szoku. Może w takim razie powinna była pozwolić dziewczynie mówić, a nie zasypywać ją setką pytań? Chciała dobrze, choć teraz ze złością stwierdziła, że nadaremno, gdyż zapewne będzie musiała się powtarzać. O ile tylko białowłosa nie czmychnie gdzieś na drugi koniec Inkwizycji, co sądząc po jej reakcji – było całkiem prawdopodobne.
Przysunęła się do niej, okrywając ją swoim ramieniem, powstrzymując pierwszy odruch zasłonięcia dziewczyny całym ciałem, bo to w przypadku psa gończego o niesprecyzowanych zamiarach, obracanie się do niej plecami, mogło nie wyjść Sel na dobre. Mężczyzna zbliżał się, wyraźnie zaciekawiony tym, skąd w pokoju przesłuchań wzięła się kolejna osoba, kiedy on stał cały czas przy drzwiach, ćmiąc sobie w spokoju fajkę. Miała ochotę cofnąć się o krok, ale ograniczyła się do twardego spojrzenia i nieprzyjemnego tonu, aby go powstrzymać. A mówią, że to ona nie ma wyczucia!
- Stój. Nie podchodź bliżej – ostrzegła go warknięciem, ściskając białowłosą, nie chcąc, aby cały trud w „oswajaniu” poszedł na marne. – Słyszałeś o zaginionym szczeniaczku, prawda? No to przyjrzyj się, kto u nas zawitał. Spójrz na nią. I nie – nie podchodź bliżej – uprzedziła go ponownie, nim odważył się przestąpić jeden krok dalej. – Przesłuchanie musi zostać przerwane. Może do jutra wiedźma poczuje się lepiej… Póki co, zajmę się tym znaleziskiem. Panuję nad sytuacją, nie widzisz? – skłamała, a może w rzeczywistości w to wierzyła. Tyle że wciąż nie wiedziała, co zrobić z dziewczyną, gdzie się nią odpowiednio zajmą. Nie miałaby żadnych problemów, gdyby od początku dano jej jasne instrukcje: „zutylizować i truchło wyrzucić na kompost”. Teraz musiała się nieco nagimnastykować.
- Poczekaj, Sel – usłyszała, natychmiast obdarzając grabarza piorunującym spojrzeniem. Nie miała najmniejszej ochoty wysłuchiwać jego sprzeciwów. Mężczyzna przynajmniej stał już w miejscu, w bezpiecznej odległości, a ton jego głosu brzmiał całkiem rozsądnie. – Nie nadajesz się do tego; pozwól mi chociaż przyprowadzić jakiegoś balsamistę…
- Och, zamknij się – przerwała mu, wyraźnie rozdrażniona. – Czy ja ci wyglądam na osobę, która nie wie, co robi? – Nie czekała na odpowiedź, bo ta z pewnością byłaby twierdząca. – Po prostu zajmij się wiedźmą.
Zerknęła na białowłosą, mając nadzieję, że ta przystanie na jej plan i nie będzie musiała ciągnąć ją za ucho, aby w ogóle wyszły z lochów. Wolałaby tego nie robić, skoro już zapewniła swojego towarzysza o panowaniu nad sytuacją.
- Pójdziesz ze mną, dobrze? – zwróciła się w końcu do zagubionego dziewczęcia, nim grabarz zdążył zgłosić po raz kolejny sprzeciw. Miało być po jej myśli. I tyle. – Zbadają cię, nic groźnego… A później zadamy ci parę pytań, może być? – zapytała, choć właśnie tych pytań Hebi mogła obawiać się najbardziej. Od udzielonych odpowiedzi zależała będzie zapewne jej przyszłość w Inkwizycji. Lub też jej zupełny brak.
Zgodnie z tym, co postanowiła wcześniej – nie zarzucała jej kolejnymi pytaniami, choć miała ochotę dodać jeszcze całą bajeczkę o tym, co będzie po „przesłuchaniu”, aby ją pocieszyć. Póki co, wlepiała w nią uważne spojrzenie, wyczekując przyzwolenia do ruszenia w dalszą drogę.

/Wybacz, że wczoraj Ci nie odpisałam TT^TT

___________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Nie Wrz 25, 2016 11:12 am

Jak widać syk, w który włożyła tak dużo energii, nie zrobił wrażenia na żadnym z nich, jakby go w ogóle nie było. Ponadto mężczyzna cały czas szedł w ich stronę a zdenerwowanie Wysokiej narastało. Z dziewczyny uleciała cała pewność siebie i odwaga, pękła jak mocno kopnięty szklany wazon. Od obcego biła ciekawość, zero lęku. Był już na tyle blisko że wystarczyło kilka susów i mogła go zabić. Ludzkie ciała są takie kruche, ich krew pachnie tak cudownie. Zdezorientowana i wściekła napięła mięśnie, gotując ciało do skoku...
Gdzieś z boku wyrosła znienacka ręka rudowłosej. Hebi cofnęła odruchowo tors, odchylając go do tyłu. Nie lubiła jak ktoś machał jej przy głowie, mimo wszystko ten gest i ostatecznie uczucie obcego ramienia za własną szyją rozproszył ją, zniechęcając do walki. Na krótką chwilę zapomniała o podchodzącym człowieku, obserwując ze zdziwieniem twarz "towarzyszki". Próbowała odczytać jej intencje, albo chociaż wyczuć je w zapachu, ale nie była w stanie. Utkwiła wzrok we własnych stopach po czym złapała się obiema rękami za głowę skrytą w kapturze. Tak dużo się działo, stanowczo zbyt dużo, nie przywykła do tego. Za dużo emocji na raz, nierzadko sprzecznych. Do tej pory po prostu błądziła po całym zamku, rurach, pustych pokojach... Jej zwierzęca część panicznie chciała uciekać, z kolei ludzka pragnęła kontaktu z innym człowiekiem. Na domiar złego nieznajoma jeszcze ją do siebie przycisnęła.
Dotyk rudowłosej przywołał wspomnienie Tamtej Kobiety i zagubienie Hebi sięgnęło szczytu. To, co miało miejsce w jej głowie, przywodziło na myśl oglądanie kilku filmów na raz, nałożonych na siebie, co, jak wiadomo, nie jest możliwe. Ktoś coś mówił ale białowłosa tego nie słyszała. Umysł zaćmiły chmary myśli, odcinając na krótką chwilę kontakt z rzeczywistością. "Ocknęła" się gdy zdała sobie sprawę, że ruda przemawia bezpośrednio do niej. Spojrzała na nią, nic nie słysząc i próbując wyostrzyć obraz. Był dziwnie rozmazany.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to przez oczy. Łzawiły... Wytarła je szybkim, nerwowym, wręcz poirytowanym gestem, jednak to nie pomagało.
Nieświadomie "wyłączyła" swoją gadzią stronę, przynajmniej na ten moment, ignorując także obecność obcego. Równie szybko jak skoczyła na szczura, tak szybko wykonała obrót, zaciskając palce na ubraniu nieznajomej w okolicach brzucha i wtulając głowę w jej szyję. Twarz skryła w obojczykach Wysokiej, rzucając na nie swój ciepły, delikatny oddech. Co jakiś czas kapały na nie też słone krople łez.
W odpowiedzi na pytanie kobiety próbowała coś powiedzieć, brzmiało to jednak jak bezsensowny bełkot, co dodatkowo sfrustrowało białowłosą. Zrozumiałe było tylko ostatnie słowo.
- ... Samotna.
Jednego Hebi była pewna - nie chciała już odchodzić. Potrzebowała celu w życiu, który mogła nadać chociażby i ta kobieta.

[z/t x2] "i jakieś zdanie, że poszły"

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   Sob Kwi 08, 2017 10:58 am

Minęło już trochę czasu od kiedy Azazel oswoiła się z wiadomością odnośnie tego kim jest jej Ojciec, że ma macochę. Ba, i to jeszcze jaką, sama świadomość, że kobieta jest Arcymistrzynią Inkwizycji przerażało Az, nie dla tego że się bała jej, ale dla tego, że bała się o nią. Wiedziała jak bardzo wiedźmy pragną pozbyć się kobiety, jak bardzo chciałyby pozbyć się każdego z nich. A ona, ona miała stać się jedną z Inkwizytorek. Jednak zanim to nastąpi, musiała przejść szereg przeróżnych ćwiczeń i prób. Musiała pokazać się z jak najlepszej strony. Już sama świadomość, że dostała przepustkę od matki na przebywanie w Instytucie było dla niej dużym plusem. Mogła ją odwiedzić kiedy chciała, iść poczytać księgi w jej gabinecie. Mogąc przypomnieć sobie kilka zaklęć itd. Jednak to nie tylko po to tam chodziła, Mistrz Żniwiarzy był jej partnerem, stąd też przebywała tam nieco częściej niż chciała. A teraz, teraz postanowiła podjąć się próbie. Była już na tyle silna, że potrafiła zapanować nad magią. Więc nie musiała się obawiać, że się zdradzi. Wiedziała, że jedna z Inkwizytorek będzie na nią czekała w sali Ćwiczebnej, ale za nic nie mogła tam trafić. Nie chodziła po całej Inkwizycji bo nie miała ku temu powodu, dla niej liczyło się to, gdzie przebywa jej matka i Brandon, a reszta..kij z resztą! Dla tego zaskoczona otworzyła drzwi Pokoju przesłuchań. O dziwo, znalazła tam Saje, Inkwizytorkę, którą znała z imienia nie miała za bardzo z nią styczności.
- Wybacz, zgubiłam się, ale skoro już tutaj jestem...
Dodała wchodząc do środka i przyglądając się temu co robi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój przesłuchań   

Powrót do góry Go down
 
Pokój przesłuchań
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Sala przesłuchań
» Sala przesłuchań
» Sala przesłuchań #2
» Sala przesłuchań
» Pokój Snów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji-
Skocz do: