IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szpital psychiatryczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 404
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Szpital psychiatryczny   Nie Maj 29, 2016 2:01 pm

First topic message reminder :


Ogromny, ciągnący się niczym pałac budynek o potężnej, nieco zabytkowej budowie, spokojnie mieszczący w swoich murach najwspanialsze, największe przyjęcia, czyli całą społeczność Wishtown, a właściwie i jeszcze kilku sąsiednich wiosek. Tak, o takie zastosowanie można pierwotnie posądzić to bogate, urządzone z przepychem miejsce, do kiedy tylko nie zobaczy się tabliczki, znajdującej się tuż przy samym podjeździe. Zdradzającej prawdę. „Szpital psychiatryczny” - głosi większy napis, a pod nim znajduje się jego krótka historia, którą z pewnością przeczytali tylko nieliczni. Pomimo przyjemnego dla oka krajobrazu, nikt nie przebywa w owym miejscu chętnie, łącznie z pracownikami, a o przymusowo przetrzymywanych tu pacjentach nie wspominając.
Budynek dzieli się na dwa skrzydła; w prawym umieszczone są pacjentki, w lewym pacjenci, z tym że drugie z nich pozostaje niezmiennie od lat, o wiele mniej zapełnione. Skrzydła podzielone są na poszczególne sektory, w zależności od stanu chorego. Od zwyczajnego pokoju, a na izolatce kończąc. W głównym budynku znajdują się pokoje pracowników, wszelakie gabinety i inne pomieszczenia, służące wyłącznie do załatwiania formalności.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn

AutorWiadomość
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Gru 02, 2017 1:26 pm

Antoinette już swoje pokazała. Zaprezentowała swoje umiejętności, łącznie z tym, na co ją stać, jak daleko może się posunąć w swoim szaleństwie. I żadne słowa ani słodkie spojrzenia nie mogły tego zmienić, sprawiając, że czyny zostaną jej przebaczone lub zapomniane. Po każdej zbrodni przychodził czas na karę. Lekarzowi pozostawało tylko uświadomić swoją pacjentkę, że popełniła błąd, który naprawić może wyłącznie pokutą.
Nie przeszkadzało mu jej milczenie. Z dwojga złego, wolał to od ataków szału i nieprzerwanego wrzasku, znacznie bardziej utrudniającego mu pracy. Wiedział, że nie będzie milczała wiecznie. To nie ten typ. Wkrótce znudzi się jej albo samymi słowami trafi w punkt tak bolesny, że nawet się nie spostrzeże, gdy wpadnie w zażarty dialog.
Skrzętnie ignorował jej wiercenie się, kontynuując rozmowę, nawet jeśli nie usłyszał odpowiedzi na zadane pytania:
- Nie próżnowałem, po zamknięciu cię w tym pomieszczeniu. Moim pierwszym, przepisowym posunięciem, były próby skontaktowania się z twoją rodziną, Antoinette. Zebraliśmy trochę informacji... teraz mamy więcej czasu, dlatego pragnę wysłać twoim rodzicom list zawierający szczegóły sprawy - poinformował ją, podążając wzrokiem dokładnie tam, gdzie spoglądała dziewczyna. Na okno, ścianę. - Myślisz, że twoja rodzicielka byłaby zadowolona, gdyby dowiedziała się o wszystkim? Pogratulowałaby ci twojego zachowania? - dopytywał niby z ciekawości, mając nadzieję, że zmusza ją do myślenia.
- A co jeśli zobaczy cię w tym stanie? Spętaną, w izolatce, pośród innych, ewidentnie zagubionych pacjentek? - Ponownie usiłował ją sprowokować, pytaniami sugerując zaproszenie rodziny Antoinette do ich skromnego przybytku.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Gru 03, 2017 3:58 pm

A ona milczała.
Siedziała tak, niezbyt się ruszając, a wzrok, swój nieustępliwy, uparty wzrok miała teraz wbity ponownie w spojrzenie lekarza. Tak, jak to było i wcześniej, usta miała zaciśnięte w cienką, długą linię. Nie pomyślała nawet, że to zagranie dość infantylne. Ale ona nigdy nie myślała o sobie w ten czy też podobny sposób. Ba - nawet przez głowę jej nie przeszło, że jej zachowania mogą zostać tak odebrane i że zaiste, takie są. Przecież była wspaniała. Nad wyraz inteligentna. Urocza. Doskonała... można by tak wymieniać jeszcze długo, pod warunkiem, że to przymiotniki pozytywne, pokazujące ją samą w dobrym świetle. Innych opcji nie rozpatrywała. Po prostu taka była, a przynajmniej tak sama o sobie myślała.
Nie da się ukryć, że jego ostatnie słowa nieco ją zszokowały. Nieco? W sumie, lepiej tu pasuje słowo "bardzo". Uniosła automatycznie głowę i nadal milcząc, posłała mu pytające spojrzenie. No bo była ciekawa, jak niby udało mu się złapać kontakt z rodziną, jej rodziną... znał jej imię. I nazwisko. I wiedział, jak wygląda. Czy na podstawie takich danych da się namierzyć rodzinę kogokolwiek? Szczerze w to powątpiewała. Początkowo w jej oczach można było ujrzeć strach, tak, czystą obawę, że lekarz zaprosi tutaj jej rodziców. Ten stan był widoczny w jej spojrzeniu jednak tylko na chwilę, gdyż na początek stwierdziła, że mogą sobie tu przychodzić, w końcu i tak im nie zależy na córce. Tylko na tym, by wypaść dobrze przed ludźmi, a skoro tak, wystarczy że zadbają, by wieść o córce, która jest w psychiatryku nie rozeszła się dalej.
Tak więc, już się nie bała tak bardzo, jak wcześniej. Teraz przestała bać się w ogóle, uznając że lekarz zwyczajnie stroi sobie z niej żarty. No bo nadal nie wierzyła, że na podstawie takich powierzchownych informacji udało mu się złapać kontakt z jej rodziną. Dlatego w jej oczach już od jakiegoś czasu widniał spokój. A może nawet... coś na wzór rozbawienia? Tak. Rozbawienia. I była z siebie dumna, że znów się nie odezwała. W końcu to było jej postanowienie.
Tak więc, milczała nadal. Milczała dalej. I upartym spojrzeniem wpatrywała się w jego oczy. Było w nich (w oczach rudej) coś tak jakby... wyzwanie? Tak, wyzwanie pokazujące, że nie, że się nie da. Że dalej będzie milczeć. I nie zamierzała tego (jak na razie) zmieniać, chociaż w tej kwestii w jej osobistym, mentalnym słowniku "jak na razie" nie istniało. Sądziła, że będzie mogła milczeć ciągle. Czy jej się to uda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Gru 12, 2017 3:47 pm

Pozwalał jej na to wszystko. Nie byli przecież na torturach; nie miał najmniejszego zamiaru wydobywać od niej odpowiedzi za sprawą przemocy. Używał wyłącznie własnych słów, sugestii, może wymownego spojrzenia. Brzydził się brutalnymi rozwiązaniami, przecież był naukowcem, dżentelmenem, któremu to nie przystawało. Zresztą... od takich spraw miał ludzi pod sobą, aby nie brudzić swoich szlachetnych rąk.
Spojrzał na nią ze zdumiewającym, mimo wszystko, spokojem, opierając swój notes na kolanie i przytykając do niego stalówkę pióra. Przemówił w zamyśleniu, jakby uzewnętrzniał swoje najgłębsze pomysły:
- Szanowne państwo Apsley... - zaczął, jednocześnie pisząc i wypowiadając słowa. Zamierzał sprowokować Antoinette do odpowiedzi za sprawą wywołania w niej wyrzutów sumienia, przywołując w niej dawne dzieje z matką. - Z największym żalem jesteśmy zmuszeni zawiadomić o konieczności hospitalizacji pańskiej córki, Antoinette Zoe Apsley od dnia... - naskrobał na papierze datę. Czy prawdziwą? Nieistotne.
Skoro nie zamierzała rozmawiać, udawał, że zajął się sobą, pisząc w jej towarzystwie list i myśląc jednocześnie na głos.
- Pańska córka zdradza bardzo niepokojące nawyki, a mianowicie... - urwał, zerkając na tekst. Zmrużył oczy, jakby w głębokim zastanowieniu. - Nawyki? - zapytał się w głos, oczekując jej porady, a może i sprzeciwu. - Jakby to inaczej...? O wiem, może: „zdradza niepokojące obyczaje, wyraźnie świadczące o zaburzeniu na podłożu psychologicznym”? Podoba ci się? - mówił, najwyraźniej chcąc poznać jej opinię.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Gru 14, 2017 7:23 pm

Antoinette wiedziała, że lekarz byłby bardzo zadowolony, gdyby się odezwała. Ale nie, wolała go wkurzać, denerwować dalej, mimo że nic takiego nie było po nim widać. Tak więc, istniały dwie opcje: albo się zdenerwował jej wymownym milczeniem, tyle że jako osoba doświadczona w swoim fachu po prostu tego po sobie nie pokazuje, albo do wkurzenia się jeszcze nie doszło. Odpowiedź być może jest aż nazbyt oczywista, lecz Antoinette wciąż się nad tym zastanawiała. Tak więc, miała wielką nadzieję, że bliższa prawdzie jest opcja pierwsza. Jeśli tak jest, jej kolejnym celem powinno być sprawienie, żeby lekarz wybuchnął wielkim gniewem. Antoinette sądziła, że byłaby niezwykle zadowolona z takiego obrotu spraw, nie myśląc w ogóle o negatywnych konsekwencjach, jakie by w takim przypadku się pojawiły.
Słysząc jego prowokację, to, co mówi, Antoinette przewróciła teatralnie oczami. I ponownie wbiła je w jego osobę, pokazując po sobie niewzruszenie, że to, co słyszy nie robi na niej chociażby najmniejszego wrażenia. Raz nawet zachichotała pod nosem, czego bardzo żałowała. No ale nic, nie da się cofnąć czasu. A jeśli on sądzi, że odpowie na jego pytanie, tak jakby wieńczące dotychczas wypowiedziane przez niego słowa, to musiał być kompletnym idiotą. Przynajmniej tak sądziła sama Antoinette, która rozdawała takie "plakietki" komukolwiek się dało, z wielką chęcią i zaangażowaniem. Tak, lubiła odznaczać innych mianem idiotów. Chociażby dlatego, że sądziła, iż ona sama odznacza się wielką inteligencją.
Usiawszy po turecku, co było nie lada wyzwaniem zważywszy że jej ręce z tyłu nadal były związane, wbiła ponownie wzrok w jego oblicze. Teraz ten zdradzał upór wraz z rozbawieniem, co było mieszanką zdecydowanie wybuchową. Ale siedzący na krześle, naprzeciwko rudzielca mężczyzna mógł to odczytać na każdy możliwy sposób, chociaż według Antoinette to nie jest możliwe, bo uznała, że teraz jej wzrok w połączeniu z mimiką twarzy jest wymowny i raczej jednoznaczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Gru 17, 2017 5:16 pm

Nie przerywał pisania, piórem stawiając swoje pociągłe i zamaszyste litery, z które, z pewnością, przysporzą trochę kłopotu czytającemu. Wyglądał na nią zza kartki, wciąż oczekując reakcji, ale nie wymuszając jej. Najwyraźniej dobrze spędzało mu się z dziewczyną czas. Nie poganiał, nie używał siły. Jedynie mówił.
- Dobrze się bawisz, Antoinette? - zapytał z lekkim uśmiechem, wraz z postawieniem kropki po ostatnim zdaniu listu. - Mam szczerą nadzieję - dodał, wzrok przenosząc na papier.
- Dalej więc... Pańska obecność w naszym szpitalu byłaby ogromną pomocą w zrozumieniu podstaw tego zjawiska. Jak powszechnie wiadomo, wszystko zaczyna się w naszej głębokiej przeszłości, zakamarkach pamięci... Jeżeli obchodzi państwa los waszej córki, prosimy o niezwłoczne  przybycie do szpitala psychiatrycznego imieniem świętego Dympna. Z wyrazami szacunku... - zatrzymał się na moment, powoli analizując tekst. Zrozumiał, że za bardzo się pospieszył. Wzrok przeniósł na rudowłosą, jak zwykle pytając ją o opinię.
- Co o tym sądzisz? Nie jest zbyt bezpośrednio? Może powinienem dodać więcej szczegółów? Wzbudzić ich litość? Jak myślisz, Antoinette... Pojawią się? - wypytywał, jakby zastanawiając się głośno. Już nie liczył na odpowiedź. Wiedział, że dziewczyna wkrótce zmięknie. Czy miałoby się to wydarzyć teraz, czy za całe miesiące - nie miało najmniejszego znaczenia. On miał czas. W końcu mu za to płacili.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pią Gru 22, 2017 10:56 am

A ona jak siedziała, tak siedziała. Ze skrzyżowanymi nogami, związana z tyłu, przygladała się beznamiętnie lekarzowi. Wiedziała, że ten, robiąc to co teraz robi, próbuje wywołać u niej reakcję, jakąkolwiek reakcję. Ale nie. Ona się nie da. Pozostawała niewzruszona.
Słuchając go, zaczęła się na poważnie zastanawiać nad jej rodzicami. Wiedziała, że mają ją gdzieś, bo nierzadko narobiła im wstydu przed innymi. A czy przybędą... tego jednak nie wiedziała. Jeśli już, to pewnie przez czystą ciekawość, bo niemożliwe jest, by zależało im na jej zdrowiu...
Zdrowiu... zaraz! Zdrowiu?! Przecież była zdrowa. Ale Oni najwidoczniej uważali inaczej. Ah, to wszystko przez tego popieprzonego mężczyznę. Przez Lynna, ma się rozumieć. Dorwie go. I zniszczy. Jeszcze nie wiedziała, jak go namierzy, co graniczyło przecież z cudem, ale mimo tego i tak tkwiła nadal w swoim postanowieniu. Gdyby nie on, nie siedziałaby teraz w izolatce, na dodatek związana. Gdyby nie on, nie marnowałaby teraz swojego czasu, cennego czasu w takim miejscu. No ale cóż.
W końcu nie wytrzymała, odezwała się.
- Mam to w dupie. – odparła wyjątkowo cichym szeptem – To wszystko mam w dupie. I ciebie też mam w dupie, rozumiesz? – nagle wstała, co, jak już wiemy, było wielkim wyczynem z jej strony skoro nadal była związana i stanęła tuż przed nim. W jej oczach tańczyła złość.
I nie wytrzymała. Udało jej się podnieść jedną nogę i jej stopą uderzyła go w kolano. Na nic więcej nie było jej stać. Związanie zdecydowanie blokowało jej ruchy. Jeśli by zamachnęła się bardziej, mogłaby upaść. No ale to lepsze niż nic, nie? W sensie że to, że w ogóle udało jej się go uderzyć, to już było coś. Ah, gdyby nie to, że była skrępowana, doktorkowi zdecydowanie dostałoby się o wiele mocniej. Nie pomyślała, że przez to, co teraz zrobiła na pewno jej nie odwiążą. Albo przynajmniej nie odwiążą w najbliższej przyszłości. Ale w tej chwili miała to gdzieś. I cieszyła się, że powiedziała mu, co myśli o nim i o tym wszystkim. Szkoda tylko, że przez to musiała zerwać swoje postanowienie... postanowienie, by milczeć jak grób.
Finalnie stwierdziła, że warto było.
Teraz uznała, że ponowi swój czyn. Już nie myślała o tym, że może upaść. Zamachnęła się nogą jeszcze bardziej, w ten sposób uderzając go nogą w twarz. I stało się, upadła na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Gru 25, 2017 1:49 am

Satysfakcja. Nie szczędził jej okazania tego uczucia, gdy w końcu odezwała się. Nawet jeśli, jej słowa pozostawiały wiele do życzenia. W końcu mu się udało i choćby miała wtedy obrazić śmiertelnie jego, jego rodzinę i cztery pokolenia wstecz, uznałby to za wygraną. Doktor Thompson uśmiechnął się, zatrzaskując swój notes z listem do rodziców Antoinette.
Powstał z nią, gdy tamta się podniosła, woląc dmuchać na zimno. I nie pomylił się, dziewczę dopuściło się kolejnego ataku. Cóż, kopnięcie nie bolało, ale to spowodowało, że ich spotkanie na dzisiaj zakończyło się. Cofnął się o krok, nakazując jej się uspokoić. Schował notes do kieszeni, strzegąc go jak skarbu.
- Droga Antoinette... Zdrowi ludzie się tak nie zachowują - poinformował ją rzeczowo, pukając do drzwi, aby mu otworzono. - Ale nie obawiaj się. Moim zadaniem jest cię wyleczyć, nim urządzisz wiele szkód społeczeństwu... - kiwnął głową, a drzwi otworzyły się. W progu stanął pomocnik doktora Thompsona.
- Przynieście jej wszystkie niezbędne rzeczy. Będzie przebywała póki co w tym pomieszczeniu. Później ją rozwiążcie - wydawał rozkazy. - Mimo wszystko, Antoinette... Czuję, że zdążysz się w tym pokoju zestarzeć - dodał już szeptem, tak między nimi. Cóż, to nie było zdecydowanie zdrowe podejście do pacjenta. Być może rudzielec wyjątkowo zalazł mu za skórę.
Wkrótce dziewczyna została sama. Przed wieczorem faktycznie przyniesiono jej koc, materac, niezbyt wygodną poduszkę i kilka niezbędnych do życia przyborów (które oczywiście nie mogły sprawiać nikomu, ani jej zagrożenia). Po tym została rozwiązana i zostawiona w samotności na długi, długi czas.
Była sama. Jedyną osobą w jej pobliżu była jej sąsiadka, którą mogła słyszeć jeszcze przez uchylone okno. Gdyby chciała, mogłaby się z nią porozumieć.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sro Gru 27, 2017 4:53 pm

- Drogi szanowany panie doktorku – zaczęła z sarkastycznym uśmieszkiem – Zdrowi lekarze wypuszczają ze szpitala psychiatrycznego osoby zdrowe, zamiast trzymać te osoby w izolatkach – i wyszczerzyła się, pokazując rząd równych, białych zębów. - Ah, drogi, szanowany lekarzyku, proszę bardzo. Lecz mnie. Powodzenia. Ale to chyba powinno iść w odwrotnym kierunku, prawda? – próbowała się powstrzymać, ale nie udało jej się to, więc z jej ust wydobył się cichy chichot. I już miała skomentować jego kolejne słowa, gdy nagle... lekarz zapukał w drzwi, a te otworzyły się. A Antoinette stała tak, wpatrując się w tą całą zaistniałą sytuację.
To wszystko działo się tak szybko... zdecydowanie za szybko. Kilku ludzi, układających na podłodze różne przedmioty. To, jak czyjeś dłonie pozbawiają ją uwiązania. Nie zareagowała w żaden ze sposobów, a mogła, oczywiście że mogła! Coś sprawiło, że była w pewnym sensie w szoku. Nie wiedziała jednak, czy stało się to od razu, czy przyniesiono jej to wszystko i odwiązano ją dopiero po jakimś czasie. Przez ten szok całkowicie straciła rachubę czasu.
W końcu drzwi (ponownie bądź nie) zatrzasnęły się i została tu sama, z jakimiś dźwiękami od czasu do czasu dochodzącymi z okna, tak, tego okna przez które Antoinette, mimo swojego wzrostu nie potrafiła spojrzeć, okna które jest tu jedynym, przynajmniej w pokoju, który został rudej przydzielony.
Ale wykorzystała fakt, że została rozwiązana. Podeszła do drzwi i zaczęła w nie walić pięściami. Jednak, po jakiejś niecałej minucie znudziło jej się to, ba, do tego doszedł ból dłoni w miejscach, którymi te waliły w drzwi. Położyła się na materacu i zwinęła w pozycję embrionalną. I nie wiedzieć kiedy, zapadła w sen. Taki zdrowy, głęboki (dziwne, zważywszy na zaistniałe okoliczności) sen. Po paru godzinach obudziła się czując, że jest jej zimno. Czym prędzej znalazła koc i szczelnie się nim okryła. I zasnęła ponownie, ale znowu się obudziła po paru godzinach, czując jak burczy w jej brzuchu. I jak na zawołanie, zauważyła że pod drzwiami leży jakiś talerz i szklanka wypełniona jakąś cieczą. Czym prędzej wstała i zjadła i wypiła wszystko, co znalazła w tych naczyniach, nie zawracając sobie zbytnio uwagi, co tak właściwie spożywa.
Skończyła i powróciła na materac. Otulila się nim ponownie, ale tym razem nie leżała, a zamiast tego usiadła, plecy opierając o wytapetowaną ścianę. Uniosła wzrok do góry, patrząc się w okno, zza którego wciąż dobiegały dźwięki. Zatkała sobie uszy dłońmi (nareszcie mogła to zrobić), a że to niewiele pomogło, krzyknęła.
- Mogłabyś się zamknąć, do jasnej cholery?! – zrobiła krótką pauzę – Nie wystarcza ci, że przez ciebie i Lynna muszę teraz tu siedzieć? – ale nie czekała na odpowiedź. Ponownie zatkała sobie uszy, tym razem jednak wkładając do nich palce wskazujące. Dzięki temu co prawda słyszała jakieś dźwięki, lecz na szczęście były one przytłumione i Antoinette tym samym nie potrafiła wyłapać, co tamta właściwie mówiła (o ile w istocie mówiła). Ale rudej to nie obchodziło. Prawda, zadała pytanie, ale nie oczekiwała odpowiedzi. Może... może chciała jedynie wzbudzić w niej wyrzuty sumienia?
Ponownie zasnęła, tyle że tym razem w pozycji siedzącej. Obudziła się i poczuła silny ból szyi i pozostałych kręgów kręgosłupa. No ale czemu tu się dziwić?
Ile czasu tu już przebywała, zamknięta, osamotniona? Aż bała się o tym pomyśleć (wiedziała, że zasypiała i budziła się już setki razy i setki razy otrzymywała już pożywienie). Ale wiedziała, że minęło wiele czasu. Zaczęła wspominać ostatnie wydarzenia. I... zaczęła żałować (dziwne, prawda?), bo gdyby nie to, że zachowała się w taki a nie inny sposób, nie siedziałaby teraz w izolatce, samotna, zamknięta. Tak, zaczęła żałować. To zamieniło się w złość wobec własnej osoby i postanowiła ukarać samą siebie (co było do niej tak niepodobne...). Dokonała krótkich oględzin swoich paznokci u rąk i uśmiechnęła się cwaniacko. Odwinęła rękaw i wbiła w skórę swoje paznokcie. Wbijając, zaczęła nimi intensywnie drapać swoją rękę, coraz to mocniej się wbijając, coraz to agresywniej ruszając palcami. Bolało, i to jak diabli, ale to dobrze, w końcu... w końcu chciała ukarać samą siebie, prawda?
Siedząc tak, pochylona nad podłogą, drapała dalej. Rysowała paznokciami na rękach kwiaty, kwitnące czerwienią, jak to można ładnie, poetycko określić. Ale to były same kreski. Proste (czasem ich plątanina) kreski, nierzadko na siebie nachodzące. Drapała, aż po jej ręce cienkim strumyczkiem zaczęła płynąć krwistoczerwona ciecz. Ta ciecz zaczęła skapywać na podłogę, tworząc już po chwili wielką kałuże, kumulującą się tuż przy jej nogach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Sty 02, 2018 4:46 pm

Placówka nie należała do najgorszych, z pewnością. Antoinette dostała wszystko, co było jej niezbędne do życia. Oczywiście, bez luksusów, na nie zdecydowanie jeszcze nie zasłużyła. Jednak gdy lekarze poznają się na osobie dziewczęcia, na jej poczytalności (ha, ha!), z każdym postępem będzie ona obdarzana w nowe dogodności, jak jej głośna sąsiadka. Książki? Może druty i kawałek włóczki? Nie ma problemu, współpraca w szpitalu bywała nagradzana. Przy odrobinie szczęścia, można byłoby spędzić tu całkiem przyjemnie tygodnie, miesiące, lata życia, a może i całą wieczność. Pacjentce dostarczane jest wszystko, co rzekomo miałoby jej pomóc w terapii. Wszystko poza... wolnością, rzecz jasna.
I Antoinette mogła powoli zacząć to dostrzegać. Owszem, pokój był ciasny i skromny, ale nie mógł się przecież wiele różnić od jej przyczepy w Cyrku. Może to pora się przyzwyczaić? Nie było tak źle. Poza... No dobrze, poza sąsiadką mówiącą samą do siebie.
Zza okna dobiegały ją przeróżne odgłosy. Czasami płacz, w innym przypadku skrobanie i chlupanie farby, reszta to przekleństwa i mamrotanie pod nosem. Kobieta najwyraźniej dobrze bawiła się w swoim towarzystwie. Wszystko ucichło, gdy malarka usłyszała to wzbudzające wyrzuty sumienia pytanie. Przestraszyła się nie na żarty, czego An widzieć już nie mogła, kręcąc się i krocząc żywo po pokoju. W końcu uderzyła mocno w dzielącą ich ścianę, co niewątpliwie było słychać.
- Gówno! Skandal! Nieprawda! Nie! - krzyczała, lecz po tym zakwiliła cicho, milknąc na trochę. - To... to moja wina? - zapytała w końcu ze skruchą. - To on! To wszystko jego wina! Nie, nie, nie moja! Lynn, tak?! Lynn! - krzyczała, nieumiejętnie powtarzając po raz pierwszy w życiu zasłyszane imię.
Antoinette mogła sobie tylko wyobrażać, co działo się w pokoju obok. Sądząc po odgłosach nie było to jednak nic dobrego. Kroki i przesuwanie elementów wystroju to jedno.
- To nie moja wina, prawda? Czemu? Czemu miałabym chcieć? A może... Może tak? Może chciałam, abyś została moją sąsiadką? Skandal! Nieprawda! Nie jestem samotna! Nie potrzebuję nikogo! - zawołała, kopiąc w puszkę farby, co odbiło się metalicznym dźwiękiem.
- Hej? Jesteś tam? Żyjesz? Halo, nie po to przecież cię tu ściągałam! Nie po to knułam z... tym, jak mu tam... Młynnem! Halo! Mów do mnie! - krzyczała, aż w końcu zwróciła na siebie uwagę strażników. Ktoś kopnął w drzwi malarki. Była najwyraźniej pora nocna.
- Przepraszam bardzo, czy z łaski swojej mogłybyście się zamknąć!? - odezwał się strażnik, nieświadom, co dzieje się w celi obok.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Sty 04, 2018 5:41 pm

A ona drapała dalej. A kałuża krwi robiła się coraz to większa i większa. W międzyczasie słuchała odgłosów docierających do niej zza wysoko ulokowanego okna. Matko Boska, gdzie ja trafiłam?!, myślała Antoinette, coraz to bardziej zrozpaczona. Że nie poznała się od początku na nikczemnych zamiarach Lynna. Lynna, który specjalnie zwabił ją w te miejsce, by ją zamknęli. A przecież to był jego cel. Była zła na samą siebie, że nie zrozumiała tego od razu. No i do głosu doszedł kolejny powód, by krzywdziła siebie, chcąc się ukarać za wszelką cenę. I, nie przerywając swojego a jakże destrukcyjnego działania, nie przerywając tego bolesnego aktu zadawana sobie kary, odkrzyknęła jej.
- Słuchaj, kobitko. Ty zepsuta wariatko, która ani trochę nie potrafi kłamać. Ja znam prawdę. – A kiedy jej sąsiadka odpowiedziała ponownie, Antoinette początkowo nie wiedziała, co ma sądzić o jej słowach. Myślała, czy kobieta nareszcie przyznała się do swojego występku, czy powiedziała tak specjalnie, by zbić rudą z tropu. Finalnie zdecydowała się na konkretną odpowiedź. I była ona dwuznaczna, to trzeba przyznać, bez dwóch zdań. Mimo, że tak nie wyglądała. - A no widzisz. Mówienie prawdy popłaca.
A kiedy kobieta znajdująca się za ścianą przekształciła imię Lynna (o, albo to co było wcześniej, gdy można było uznać, iż malarka wcale go nie zna, bo pewnie wymawia to imię po raz pierwszy, a przynajmniej tak się mogło zdawać), w umyśle rudej jakby... coś się rozjaśniło. Bo... może ona wcale go nie zna? Ale już po chwili powróciła dawna Antoinette – uznała, że kobieta przekształciła to proste słowo celowo, by zmylić pannę Apsley. I była tego coraz to bardziej pewna.
Antoinette, oczywiście nadal drapiąc swoją rękę, czego nie zaprzestała ani na moment (co było z pewnością wielkim wyzwaniem – robić sobie bolesną krzywdę i jednocześnie rozmawiając z kimś, na dodatek musieć uciec się w tym do krzyku, innej opcji nie było), usłyszała głos strażnika.
- A pocałuj mnie... nas w dupę! – krzyknęła, kiedy tylko tamten się odezwał. Krzyknęła o wiele głośniej, niż to było konieczne, w czym wielki, piekący wręcz ból ręki bynajmniej jej nie przeszkodził. No, twarda była. Ale i tak drapała dalej... i dalej. Wiedziała, bo słyszała, że ten kopnął w drzwi jej sąsiadki, z czego nad wyraz się ucieszyła. Nie chciała przecież, żeby wszedł do jej pokoju, pokoju Antoinette, a powód jest przecież nad wyraz oczywisty. Nikt nie może jej przeszkodzić w tej destrukcyjnej akcji. Może... może uda jej się wykrwawić na śmierć? Antoinette zamknęła na moment oczy i rozmarzyła się, widząc swój pogrzeb, na który przybyli sami poważani ludzie, wspominając z bólem niezwykłą, najpiękniejszą, najmądrzejszą, wszystko naj, och i ach, Antoinette.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Sty 14, 2018 11:18 pm

Antoinette była bliska śmierci jak nigdy wcześniej. Otarła się o nią tak mocno, aż mogła poczuć na sobie oddech mrocznego żniwiarza. A przy okazji dosłyszeć jęki swojej sąsiadki z izolatki obok. Iście nieromantyczne i niesprzyjające umieraniu warunki! Krwawiący intensywnie rudzielec wkrótce otrzymał odpowiedź:
- Cholera! Tak! Zawsze mówię prawdę! Zawsze! Tylko... Czemu chciałam? Skandal! Nie wiem! Nie pamiętam! Nieprawda! - wykrzykiwała, a odgłosy trącanych mebli i przedmiotów nasiliły się. - Właśnie tak! Pocałujcie nas w dupę! - powtórzyła za towarzyszką, wyraźnie zła.
- Jak się nazywasz, sąsiadko? Mogę do ciebie mówić po imieniu? Sąsiadko? Adelia? Clementine? Eleanora? Tak? Mogę tak do ciebie mówić? - prosiła ją dalej, zręcznie przechodząc do nowego tematu, jakby zapominając o całej sprawie z Lynnem. Tym samym coraz bardziej denerwując strażników.
- Hej, nie słyszałyście?! Zaraz inaczej porozmawiamy! - zawołał jeden z nich, a zaraz rozległy się kroki kolejnego. Zastukano w drzwi sąsiadki Antoinette. Zapewne na tym poprzestaliby, odbębniając swój obowiązek i wracając drzemać na kanciapie w końcu korytarza. Jednak... jeden z nich zauważył coś bardzo niepokojącego na podłodze korytarza, a mianowicie ciemną, w tym świetle niemal czarną plamę, wydobywającą się przez szparę u drzwi rudzielca.
Rozległy się podniesione głosy, którym towarzyszył brzęk metalu, najwyraźniej w poszukiwaniu odpowiedniego klucza.
Wpadli do jej izolatki, od razu spostrzegając się do czego tu doszło. Nie było to wielkim wyczynem; krew była już wszędzie, a biała jak ściana Antoinette leżała na podłodze. Z pewnością trawiło ją uczucie słabości, mogła też już zacząć odpływać w krainę nieświadomości. Może usłyszała jeszcze:
- O kurwa! Ta ruda wariatka się zabiła! - wrzasnął, na co zarobił zaraz cios w potylicę od swojego towarzysza.
- Zamknij się! Kurwa! Musimy... musimy to posprzątać! Szybko, nim ktoś nas usłyszy! - mówił przyciszonym głosem, rozglądając się po pokoju. - Wyrzucimy jej zwłoki do lasu, upozorujemy ucieczkę!
- Ona jeszcze żyje, kretynie! - jęknął, jakby bliski płaczu.
Strażnik zabrał się do rwania prześcieradła w cienkie pasy, podczas gdy drugi przykucnął nad rudzielcem, usiłując przywrócić ją do życia. Obudziła się też sąsiadka, gdyż wyraźnie zaniepokoiły ją dochodzące odgłosy.
- Co? Halo?! Kto się zabił?! Skandal! Niemożliwe! HALO! MORDERSTWO! MORDERSWTO, POMOCY!!! - darła się wniebogłosy, na co strażnik trzymający Antoinette odłożył ją z powrotem na ziemię, wybiegając z izolatki, aby uciszyć krzyczącą wariatkę w celi obok.
Tymczasem drugi z nich zabrał się do udzielania pomocy rudzielcowi, silnie oplatając jej nadgarstki prześcieradłem, tamując krwotok. Jęczał przy tym:
- O boże... wyleją mnie, jak nic... co ja zrobiłem...

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Sty 16, 2018 6:39 pm

Chciała się skupić na słuchaniu swojej sąsiadki mimo, że wiedziała iż z tej rozmowy najprawdopodobniej nic nie wyniknie. Ale miało to swój plus – tymi krzykami dwóch kobiet, które robiły to, by się ze sobą porozumiewać, nieźle wkurzyły strażnika. Antoinette jednak nadal miała w sobie lęk, że zajrzą do jej izolatki. I zaiste, usłyszała jej odpowiedź, jednak ona dotarła do rudej... jakby przez mgłę. Poczuła, że zaczyna robić się jej słabo. Racja, usłyszała jeszcze w miarę wyraźnie padające imiona, ale Antoinette nie wiedziała, po co tamta je wymienia. Po prostu nie poznała się (a raczej – nie skupiła, bo to w końcu skupienie się w jej przypadku tu i teraz byłoby niemałym wyczynem) tym razem na ogólnej wypowiedzi tamtej malarko-wariatki. A tymczasem Antoinette opadała z sił. Ale tak powolutku, bez zbędnego pośpiechu. Najpewniej to utrata sporawej ilości krwi za to musi odpowiadać. Do jej uszu dotarł jeszcze jakiś brzdęk, ale nie skojarzyła w ogóle, że to brzdęk kluczy. Jeszcze tylko usłyszała jakieś krzyki... i odpłynęła. Ale nie była martwa. Ot, tylko zemdlała.
Do czasu...
Czuła, jak ktoś robi coś z jej rękami. Otworzyła lekko oczy i spojrzała w oczy jednemu z mężczyzn.  Wzrok miała jednak wciąż nieobecny, a głos cichy i mocno zachrypnięty, przynajmniej teraz, gdy usiłowała w krtani rozbudzić drgania. Było to dla niej niemałe wyzwanie... a jednak udało się.
- Gdzie ja jes... – przerwała, nieco szerzej otwierając oczy i wpatrując się w strażnika – I co ty... co ty robisz? – miała na myśli oczywiście, co tamten czynił z jej rękoma. Z oddali dochodziły do niej głosy, które wydawały jej się dziwnie znajome. To po prostu tamta wariatka dała o sobie znać. Niezbyt rozumiała to, co tamta wykrzykuje, i, szczerze powiedziawszy, mało ją to obchodziło. Pewnie dlatego, bo znowu odpływała. Tym razem na jak długo? Może na chwilę, może na kilka godzin. Tu i teraz wszystko jest możliwe. Co teraz z tym fantem poczną strażnicy? Ale nie tym teraz przejmowała się Antoinette (w sumie, podobnie byłoby i w innych okolicznościach). Nie mogła, bo po prostu znowu była nieprzytomna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Sty 21, 2018 3:22 pm

Dziewczyna była przerzucana jak worek ziemniaków, gdy podejmowano zapalczywe próby ratowania jej życia. Co, swoją drogą, było dość ironiczne, gdyż strażnik się nią zajmujący, z całego serca życzył jej śmierci. Doprawdy, miał ochotę ją zamordować i to we wcale wybredny sposób. A mimo to oplatał nadgarstki Antoinette aż śnieżnobiałe prześcieradło przestało przesiąkać krwią. Wtedy przyciskał je mocno, najwyraźniej zapoznany z postępowaniem w takich sytuacjach. Kto wie, to może wydarzyło się w tym szpitalu wcześniej?
Do izolatki Antoinette przywleczono jej sąsiadkę, trzymaną przez drugiego strażnika, aby móc kontrolować jej wrzaski, zajmując się jednocześnie ranną. Tak. Ich niedoczekanie. Gdy tylko dostrzegła podłogę spływającą krew, wyszarpała się gwałtownie, biorąc oddech w płuca i wrzeszcząc ile sił:
- ZABILIŚCIE JĄ! SKANDAL!!! POMOCY!!! POMOCY! - Jej krzyk niósł się korytarzami, aż z oddalonych izolatek również zaczęły się podnosić rozbudzone głosy. - MORDERSTWO! RABUNEK! GWAŁT! SKANDAL SKANDAL SKANDAL! GÓWNO, CHOLERA! - wrzeszczała, nie dając sobie zatkać ust dłonią strażnika.
- Kurwa! Ucisz ją, nim cały szpital... - urwał, słysząc wołania pacjentek dochodzących nieopodal. Ta misja zawiodła, nawet jeśli artystka została w końcu uciszona przy użyciu dość brutalnych środków. Teraz pozostało doprowadzić do niewykrwawienia się rudowłosej dziewczyny.
Po opatrzeniu, zajęli się sprzątaniem. Jakby nic się nie wydarzyło. Podczas zmywania krwi dziewczyny, strażnicy porozumiewali się ze sobą, zupełnie ignorując obecność artystki z zakneblowanymi ustami:
- Co robimy? Musimy coś...
- Możemy... Wyrzucimy ją oknem. Upozorujemy ucieczkę. Później udamy, że znaleźliśmy ją w takim stanie. Nie odpowiadamy przecież za to, co zrobiła na zewnątrz, co nie? - mówił prędko, nie zastanawiając się nad senesem swoich słów.
- Chwila... To się nie trzyma kupy. A ona? - drugi wskazał na artystkę, wijącą się i szarpiącą. - Wszystko słyszała.
- Nie żartuj. To wariatka. Nikt nie będzie słuchał wariatki.... - mruknął w odpowiedzi, wzrok przenosząc na Antoinette, zastanawiając się, jak prędko zwalić winę na inne okoliczności...

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Sty 25, 2018 4:25 pm

A dziewczyna raz była nieprzytomna, potem zaraz było zupełnie inaczej. To oczy miała zamknięte, innym razem otwarte, ale nie do końca, a raczej lekko przymrużone. A kiedy była w pełni przytomna, słuchała wrzasków i rozmów i powoli zaczynała sobie uświadamiać, do czego doszło. A raczej: do czego doprowadziła ona sama. Ból rąk ewidentnie dawał o sobie znać, do tego na jej ustach zaczynał wykwitać cwany uśmieszek. Zrozumiała bowiem, że tym, co zrobiła, uczyniła wielki kłopot strażnikom. To znaczy, zabierając się za ten a jakże destrukcyjny czyn oraz będąc w jego trakcie nawet nie pomyślała, że nieźle wkurzy pracowników. A może nawet sprawić, iż ci będą mieli kłopoty.
Owszem, czasami, będąc w stanie świadomości sądziła, że to tylko sen, z którego lada chwila się obudzi. Jednak, finalnie uznała że nie ma takiej opcji, bo... no bo w śnie raczej nie odczuwa się bólu, prawda?
Prawda?
Leżała tak, i trzeba dodać, że była przytomna już od dłuższego czasu. To pewnie przez te krzyki tamtej malarko-wariatki i nawet sama Antoinette była w stanie sobie to uświadomić. Od jej krzyków aż rozbolała ją głowa, ale nie na tym głównie się skupiała. Zwłaszcza, że krzyki na razie ucichły, a do uszu Antoinette zaczęły docierać przytłumione rozmowy, ale rozumiała wszystko. Dosłownie wszystko. Przez ten wypadek najwidoczniej jej zmysł słuchu nie uległ przytłumieniu. Teraz jednak poczuła, że robi jej się słabo... ponownie. I ponownie odleciała w stan nieświadomości, i ponownie przestała kontaktować. Ale to nie trwało długo – ot, pewnie zaledwie kilka minut. Leżała tak i dochodziła do siebie. W końcu, po jakimś czasie rozumiała i pojmowała wszystko o wiele wyraźniej. Oczy jednak wciąż miała przymrużone, ale to nie przeszkadzało jej zbytnio w obserwacji otoczenia.
- Spokojnie – wymruczała w stronę strażników – Nic nie powiem. A co do rąk, naciągnę na nadgarstki rękawy mojej sukni – i teatralnym gestem wyciągnęła do przodu ręce. Powiedziała to, niezbyt zastanawiając się, co tak właściwie mówi. Chociaż, z drugiej strony... mogła powiedzieć im jedno, a zrobić drugie. Dość długo zastanawiała się, co zrobić, co począć, co powiedzieć, i właściwie komu. Co prawda teraz na jej obliczu był brak tego jej cwaniackiego uśmiechu, ale już obmyślała w głowie kłamstwo, ot, niewinne kłamstewko, które już po chwili zyskało rangę poważnego kłamstwa. I uwierzyła... stop. Miała uwierzyć. W to, co wymyśliła, ale była na dobrej drodze (oczywiście nieświadomie), by do życia pobudzić jej dolegliwość, która zwie się pseudologia fantastica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Lut 03, 2018 12:36 pm

Spojrzeli po sobie, słysząc propozycję Antoinette. Ich intensywnemu myśleniu przeszkadzało jedynie wicie się spętanej artystki, mruczącej, bo na krzyk nie było ją stać.  Musieli zdecydować się szybko, zwłaszcza jeśli chcieli zatuszować całą sprawę, udając, że żadna próba samobójcza nie miała w szpitalu miejsca.
- Jezu...  - wzdychał jeden, najwyraźniej zagubiony. - Przecież wszyscy się dowiedzą... Pójdziemy do więzienia... - przewidywał najczarniejsze scenariusze, a najwyraźniej nie chodziło mu o zdrowie i życie Antoinette, a swoją własną przyszłości.
- Cicho bądź! Gdyby ukraść więcej bandaży... - planował, wzrokiem otaczając skąpane we krwi pomieszczenie. O tak. Aby to posprzątać, będą musieli się solidnie napracować. Łącznie z przewróceniem materaca na drugą stronę, bo cudem krople krwi znalazły się również na nim.
Bezradność nieustannie malowała się na ich twarzy. Spoglądali po sobie, to po rudzielcu, aż po malarce, jakby to miało ich zainspirować w odnalezieniu właściwej drogi. Wtedy spłynęło na ich olśnienie. Ten, który próbował zatamować krwotok Antoinette, przemówił ściszonym, lecz wyraźnie rozentuzjazmowanym głosem:
- Hej... A gdyby tak... - zaczął, powoli zbierając słowa. - Ty nie chcesz tu być, prawda? A gdybyśmy pozwolili ci uciec? Ba, moglibyśmy odeskortować cię pod bramy. Nie wrócisz tu chyba? - dopytywał się, natychmiast napotykając niezadowolone spojrzenie drugiego z pracowników.
- Ty żartujesz, tak? Co to zmieni?
- To nasza wina, że nie zajęliśmy się jej paznokciami i rękoma. Ale jeśli ucieknie... Cóż, kto mógłby to powstrzymać? - wyjaśnił w prostych słowach swoją logikę. - To jak, rudzielcu? Odpowiada ci to? Uwierz mi, to jedyna okazja, by się wyrwać z tego kurwidołka...

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Lut 04, 2018 11:13 am

Słuchała uważnie ich rozmów i zbierało jej się na śmiech. Tak. Śmiech, ale nie roześmiała się, nie pokazała tego w ogóle po sobie. Dlaczego? Co by jej to zaszkodziło? W ten sposób mogłaby jeszcze bardziej zdenerwować strażników. A przecież poniekąd właśnie jej o to chodziło, prawda?
Siedziała więc i z najwyższą uwagą przypatrywała im się. Po mimice jej twarzy nie można było raczej niczego wyczytać. Do czasu. Antoinette nie mogła uwierzyć, że słyszy to, co słyszy. Oni... pozwolą jej uciec! Ale początkowo nie rozumiała. Podświadomie myślała, że przez taki "wyskok" kobiety, którą mieli pilnować będą mieli jeszcze większe kłopoty, niż za niedopilnowanie, by ta kobieta nie zrobiła sobie niczego złego. Niedopilnowanie, by nie uciekła kontra niedopilnowanie, by nie zrobiła sobie krzywdy. Cóż, dla Antoinette gorsze było to pierwsze. No ale najwidoczniej oni mieli na ten temat inne zdanie. Dla niej to dobrze. Uśmiechnęła się radośnie.
- Uu-uciec? – zająknęła się, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście. - Wy chyba żartujecie, pytając się, czy chcę?! – zastanawiała się, jak to wytłumaczą, no bo drzwi były zamknięte na klucz, a nie było tutaj okna prowadzącego na zewnątrz... a zwłaszcza takiego, do którego ta mogłaby dosiegnąć. Ale uznała, że to już ich problem. Nie jej. Oni pomogą się jej stąd wydostać i dla Antosi tu i teraz liczyła się tylko ta myśl. Myśl pełna nadziei. Nie będzie musiała się dłużej użerać z lekarzem, wścibskim lekarzem. Nie będzie musiała zjadać tych ohydnych potraw, jakie tu serwowano. Nie będzie musiała... ah, lista była doprawdy długa. Jednakże chodziło tu głównie o wolność.
I do głosu doszło znowu to, co sobie wcześniej ubzdurała.
- Jak już opuścimy mury szpitalne, czy moglibyście mnie odprowadzić do pierwszej większej ulicy? No bo widzicie, tam czyha na mnie Lynn. To on kazał mi zrobić to. – uniosła ku górze oplecione prześcieradłem ręce. Tak, ubzdurała sobie, że ów mężczyzna tu do niej zawitał, nie zastanawiając się jak mógł to zrobić. Przecież już wcześniej rozmyślała, jak mogłaby stąd uciec, skoro drzwi zamknięte, okna brak... no ale nieważne. - No i on tam na pewno czeka. Odprowadzicie mnie, prawda? – spytała z nadzieją w głosie. Doprawdy, nie mogła uwierzyć we własne szczęście. - To co, możemy ruszać? – wstała gwałtownie i w tej chwili ostry ból okaleczonych rąk dał o sobie znać. Skrzywiła się znacząco. Usiadła na chwilę.
- Ale najpierw... kurwa, dajcie mi coś na ból! – wykrzyczała ostatnie słowa. - Obojętnie co. Jeśli mi nic nie dacie, zostanę tu i opowiem, co zrobiłam, a wy będziecie mieli kłopoty. – uśmiechnęła się przebiegle. Wiedziała, że oni naprawdę nie chcieli, by Antoinette zrobiła to, o czym przed chwilą powiedziała. Na pewno dadzą jej coś na ból. Innej opcji nie było. A przecież oni wszyscy najwidoczniej chcieli, by ruda się stąd "wydostała". A najbardziej chyba sama panna Apsley. Wiedziała, że wszystko pójdzie dobrze. Wydostanie się stąd, ale... ból był silny, na dodatek rósł z każdą chwilą. Wiedziała, że w takim stanie trudno będzie jej gdziekolwiek dojść, a tym bardziej dojść do swojego domu. O ile dojdzie... ale nie o tym teraz myślała. Myślała nad tym, że już niedługo będzie wolnym człowiekiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pią Lut 16, 2018 12:46 am

Strażnicy spojrzeli po sobie. Oczywiście, nie podobało im się, że byle wariatka stawia im warunki, ale doskonale wiedzieli też, że w obecnej sytuacji nie mają najmniejszego prawa stawiać odważnych warunków. Najważniejsze było przetrwanie.
Dobra wiadomość - dziewczyna była skłonna do ucieczki. W sumie, cóż się dziwić, przecież wierzgała na prawo i lewo, gdy pakowano ją do izolatki. Po wariatkach jednak można spodziewać się wszystkiego. Gdy jednak padło pytanie o opuszczenie szpitalnych murów, obaj nie do końca wiedzieli jak odpowiedzieć. Sprawa zdecydowanie nie należała do prostych.
- Dobra... - zaczął ten, który opatrywał jej rany, zbierając myśli. - Posłuchaj uważnie, zrobimy tak. Potniemy prześcieradło, przewiążemy je w długą linę. To jedyna droga ucieczki, wytestowana wcześniej. Podsadzimy cię i bezpiecznie spuścimy przez okno. A co do Lynna... Zostaniemy w oknie, będziemy cię osłaniać. W razie czego, ustrzelimy go jak psa, możesz być pewna - wypowiedział, kłamiąc jak z nut. Postanowił przypodobać się dziewczynie, udając, że doskonale wie, kim jest arcywróg rudej.
Wszystko szło w miarę sprawnie, do kiedy dziewczyna nie poprosiła środków na ból. W dość bezczelnej odsłonie. Wtedy drugi ze strażników, wyraźnie powstrzymujący gniew i chęć wyrzucenia Antoinette przez okno, wybuchnął:
- I co, kurwa, jeszcze? Sama się tak urządziłaś! Nie masz żadnych praw, aby...!
- Cicho bądź! - syknął na niego drugi, trącając go łokciem. - Słuchaj... Mam szkocką w piersiówce. Nic nie pomoże ci lepiej, zapewniam - powiedział, po czym sięgnął za pazuchę, dobywając metalowe naczynie.
Drugi z pracowników okazał zdziwienie, zapewne w jednakowym stopniu faktem, że jego kolega po fachu ulega wariatce, jak i dlatego, że ten pije alkohol w godzinach pracy. Jednak jego drobne grzeszki były niczym, w porównaniu z tym, co miałoby go spotkać, gdyby przełożony spostrzegł się o jego zaniedbaniu.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pią Lut 16, 2018 2:20 pm

Słuchała uważnie nie wiedząc do końca, czy może im wierzyć. Cóż, bardziej wychodziło na to, że nie. Przez chwilę milczała, analizując sobie to wszystko. Tak, nie wiedziała, chociaż z drugiej strony... nie miała innego wyjścia, skoro chce się stąd wydostać. To była jej jedyna, wielka szansa na uwolnienie się stąd.
Tak więc, po jakimś czasie nieustannego milczenia, w czasie którego dziewczyna bacznie przyglądała się strażnikom, jakby chciała ich przelecieć tym spojrzeniem na wylot, odezwała się cichym głosem.
- Ustrzelicie? Skoro tak... skoro tak, to niech któryś z was wyjmie broń i ją przetestuje. Tu, przy mnie. Na ścianie. Albo nie wiem. Inaczej nie uwierzę. – nie była głupia. I tak czuła, że nie zastrzelą Lynna, bardziej chodziło jej o to, by zdenerwować bardziej mężczyzn, stawiając im coraz to nowsze warunki. Tak, nie wierzyła, że go zabiją. A za to wierzyła, że on tam czyha. Na nią. Doprawdy, skomplikowany jest tok myślenia Antosi.
Mogła sobie pozwolić na to, by ich wkurzać. Wiedziała przecież, że zależy im na tym, by się jej pozbyć. Zależy im również na jej ucieczce. Miała ochotę roześmiać im sie prosto w twarz, ale nie zrobiła tego – miała jeszcze sporo rozumu. Zignorowała nagły wybuch złości jednego z mężczyzn. A usłyzawszy o alkholu, nagle się ożywiła.
- Dobra. Dawaj ją tu – wyciągnęła rękę w jego stronę, a jeśli podał naczynie dziewczynie, ta... wypiła jednym duszkiem wszystko. Doprawdy wszystko. Czując odruch wymiotny, zasłoniła usta dłonią, a niekomfortowe uczucie odeszło.
- Jeśli to nie pomoże, to poża... – nie dokończyła. Gdyż zwróciła na podłogę wszystko, co ostatnio zjadła. Ukucnąwszy nad własnymi wymiocinami, jeszcze przez chwilę kaszlała, a kiedy poczuła, że nie zwróci niczego więcej, wytarła wargi wierzchem dłoni. Tą częścią, która była zabandażowana. Po chwili wstała i spojrzała się na nich z czymś, co z pozoru wyglądało sympatycznie, a naprawdę miało w sobie zero sympatii, a za to wiele jadu.
- Posprzątacie, nie? – puściła do nich porozumiewawcze oczko, najpierw do tego milszego, tego który obiecał zastrzelenie Lynna, tego, który ofiarował jej szkocką, potem do tego drugiego. - To jak, bierzemy się za to prześcieradło?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Lut 24, 2018 10:02 pm

Po żądaniu Antoinette miarka się przebrała. Jeden z nich najwyraźniej stracił chęci na dojście do jakichkolwiek porozumień. Szarpnął się do przodu, najwyraźniej w żywym pragnieniu wyrzucenia dziewczyny przez okno, gdy drugi ze strażników przytrzymał kompana wyciągniętą ręką, zasłaniając ją swoim własnym ciałem, wciąż stojąc przodem do niej.
- Poczekaj - zwrócił się do kolegi po fachu. - Da się załatwić. Pokażemy jej naszą specjalną broń... - powiedział przyciszonym głosem, lekko podenerwowany.
- Kurwa, jaką broń? Wypieprzmy rudą przez okno, upozorujmy jej ucieczkę. Jeśli przypadkowo skręci sobie kark, świat wiele nie straci doprawdy...
- Zamknij się! Załatwimy sprawę po dobroci albo wcale! - syknął na niego, starając się uciszyć przyjaciela. - Zostaw to mi. Poczekaj chwilę i... lepiej poluzuj jej więzy, nasza artystka chyba się dusi - powiedział, wstając na równe nogi i wskazując na spętaną wariatkę, o której wszyscy już na moment zapomnieli. Może przez to, że przyzwyczajono się do jej pomruków.
Strażnik, który bronił życia Antoinette i wcześniej usiłował ją uratować, udał się bez słowa w stronę wyjścia, na moment znikając za uchylonymi drzwiami. Po dochodzących odgłosach i krokach, można było zgadywać, że nie doszedł za daleko, a jedynie  do pomieszczenia obok. Po chwili rozległ się dźwięk szurania po podłodze. Wrócił, trzymając w rękach wielki drewniany przedmiot, który wyglądał jak... Sztaluga?
- Oto nasza tajna broń. Balista. Spójrz tylko. Przestrzelimy go na wylot. Tu się naciąga... - zaprezentował, odchylając jeden z drewnianych ruchomych elementów. - Nie możemy jej jednak teraz wytestować, bo podczas strzału rozchodzi się niemożliwy huk. Użyjemy jej w ostateczności, dokładnie wtedy gdy zobaczmy jakiegoś niecnego jegomościa...! - mówił jak natchniony, ignorując kompana, który spogląda na niego z rozchylonymi ustami, najwyraźniej sądząc, że i on oszalał.
- Jesteś gotowa? - zapytał jeszcze, mając nadzieje, że to przejdzie.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sro Lut 28, 2018 3:50 pm

Antoinette na mężczyznę, który przyniósł tę potencjalną broń patrzyła jak na idiotę. I zaiste, za takiego go brała. Dziewczyna ponownie rozsiadła się na materacu. Wcześniej stała, słuchając ich dialogu, ale uznawszy że nie mówią o niczym ważnym, nie słuchała ich zbyt uważnie. Ale wszystko się zmieniło, jak zobaczyła "broń". Wiedziała, że robią z jej debila. Ale nie tylko. Im po prostu zależy, by ona sama jak najszybciej opuściła te mury. Podobnie, jak to było z pragnieniem Antoinette. Oba pragnienia była identyczne. Z tą różnicą, że strażnicy chcieli to już mieć za sobą, a ruda pannica nieźle się bawiła, mogąc ich denerwować, stawiając warunki. Dzięki im mogła prawie w pełni poczuć się jak prawdziwa Antosia.
Tak. Patrzyła się na niego jak na idiotę. Po jakimś czasie roześmiała się głośno i wstała, po to, by podejść do niego, a kiedy byli już blisko siebie, ta wyciągnęła rękę i popukała go palcem w czoło.
- Dwa huki z broni to jeszcze nic, gorzej by było gdyby było ich więcej, więc spokojnie możecie przetestować – zrobiła słodką minkę do tego milszego z mężczyzn. Wyciągnęła prawą rękę i pogłaskała go po policzku. Od razu wróciły wspomnienia. Ze spotkania z Lynnem... nad wodą? To było nad wodą? Dziewczyna nie mogła sobie przypomnieć. Tak, i Lynna głaskała po policzku. Ale była pewna różnica. Tego pierwszego starała się potem udusić, inaczej było w przypadku strażnika. Ale... pieszczoty trwały dalej, gdyż Antoinette przechodziła powoli do innych części jego twarzy. I nie tylko twarzy, jej ręka na parę sekund zawitała na jego klatce piersiowej. Powróciła jednak na policzek, tym razem ten drugi, i uderzyła go... nie. To nie jest dobre określenie. Poklepała go łagodnie, z cztery albo pięć razy. To nie mogło go boleć. Dziewczyna użyła naprawdę mało siły. Więc... po co to zrobiła? Po co to wszystko, cały ten cyrk? Najwidoczniej Antoinette nie przejęła się tym, jak to wygląda i co oni o tym pomyślą, ale... sięgnęła głową w jego kierunku i na jego ustach złożyła... buziaka. Całusa. Obojętnie, jak to nazwać, ona zrobiła to! Trzymała swoje wargi na jego wargach dokładnie trzy sekundy, po czym oddaliła się na pewien dystans i zatrzepotała zalotnie powiekami. Niestety, to, co zaraz powie, nie będzie już takie romantyczne...
- Nie jestem debilem. Wiem, co to jest, więc nie musicie mnie dalej oszukiwać, nie chcąc wyjmować swoich pistoletów czy co tam trzymacie gdzieś tam. Nie, to nie. Skoro i tak wiem, że go nie zastrzelicie, to dajcie mi, no nie wiem, gaz pieprzowy, jakąś żrącą substancję albo nie wiem... – ponownie rozsiadła się na materacu, krzyżując przy tym nogi – ...dacie mi coś do samoobrony, albo.... resztę sami znacie – wyszczerzyła się, najpierw patrząc na tego mniej milszego mężczyznę, potem przenosząc wzrok na drugiego. - Tak, znacie scenariusz, który wplotę w życie, jeśli nie dacie mi żadnej broni. – po czym wstała i spojrzała rzeczowo na tego milszego.
- Tak, będę gotowa jak tylko dacie mi to, co chcę. W obronie własnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Nie Mar 25, 2018 9:55 am

Wszystko miało swoje granice. A szczególnie cierpliwość strażników. Również ten, który ją z początku bronił, chcąc zakończyć ich spotkanie w możliwie pokojowy sposób, tracił kolejne argumenty i pomysły na sprawienie, by dziewczyna opuściła szpital przez otwarte okno. Spodziewał się, że w końcu ulegnie swojemu wspólnikowi i przy użyciu siły pozbędą się kłopotliwego rudzielca.
Uparta istota ani myślała odpuścić, pogrążając się z każdym słowem coraz bardziej. A jak się wkrótce okazało - odważyła się też przejść do czynu. Strażnik odsunął się odrobinę w reakcji na pierwszy dotyk Antoinette, jednak z czasem pozwolił jej na więcej, dziwnym tokiem rozumowania twierdząc, że tamta nie zrobi mu krzywdy. Właściwie...
Nie pomylił się, gdyż pocałunek nie był niczym nieprzyjemnym. W tle rozległ się jedynie dźwięk obrzydzenia drugiego ze strażników i głośniejsze szamotanie się spętanej artystki. Gdy pierwsza chwila osłupienia minęła, całowany mężczyzna zdecydował... skorzystać z okazji. Porwał ją w ramiona, przechylając jej osłabione po samobójczej próbie ciałko, brudząc się przy tym przelaną krwią. Odwzajemnił pocałunek, przyciskając ją ściśle do siebie, jakby nieświadom otaczającej ich publiki i fatalnego wyczucia czasu oraz miejsca. Oderwał się od niej wraz z wzburzonym, lecz przyciszonym głosem swojego kompana:
- No cholera, naprawdę? - mówiąc uderzył się w czoło otwartą dłonią. - Wywalmy ją przez okno, nim się zakochasz - dopowiedział, na co całowany mężczyzna wyszczerzył zęby w uśmiechu, najwyraźniej cały w skowronkach pomimo tej tragicznej sytuacji. - I czym, do chuja, jest gaz pieprzowy? - mruknął pod nosem, wyraźnie niezadowolony.
- Dobra, mam lepszy pomysł. Odprowadzę cię do bram szpitala i osłonię własną piersią w razie ataku tego... jak mu tam było? Po wszystkim wrócę tą samą drogą - zamrugał, dziwnie rozpromieniony. Najwyraźniej nigdy nie miał wielkiego powodzenia wśród kobiet i zamierzał iść za ciosem. Zresztą, noc była ciepła, jak nic miał nadzieję na miło spędzony czas w pobliskich krzakach. - Chociaż szkoda będzie tracić taką pacjentkę jak ty... - westchnął głęboko, kręcąc głową.
- Wy... Żartujecie, prawda? - jęknął przerażony kompan, na co zamruczała również artystka, najwyraźniej zgadzając się ze swoim przedmówcą.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Pon Mar 26, 2018 3:06 pm

Antoinette nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Miało to być tylko mizianie po buzi i mały całus, a tu... no, proszę. Ale podobało jej się to. Mimo, iż jest lesbijką, ten pocałunek naprawdę jej się spodobał. Czerpała z tego przyjemność. W sumie... usta to usta, ma je każda płeć. No ale musiała przyznać, że nie ma to jak wargi kobiety... mimo tego, nie narzekała. Trochę zabolały ją ręce w miejscach, gdzie się samo okaleczyła, ale to nie było ważne. Ba – można nawet uznać, że ból  nie był tak silny, a to pewnie przez doznanie, któremu uległ milszy ze strażników. I, oczywiście, ona sama. I szczerze w to wierzyła.
Oczywiście nie powiedziała im nic o swojej orientacji... bo w sumie po co?
Wkrótce potem strażnik odstawił ją, a drugi oczywiście musiał to skomentować, chociaż nie ma się czemu dziwić, każdy na jego miejscu by tak postąpił. Z tą różnicą, że każda osoba dobrałaby inne słowa. Wszystko zależy od charakteru, nastawienia, cierpliwości...
Tak więc, zwróciła się do tego mniej milszego, kiedy tylko się odezwał.
- A co, zazdrościsz? – wyszczerzyła się w jego kierunku – Przyznaj się, dawno żadna kobieta cię nie pocałowała. W sumie, niczemu się nie dziwię. – wtedy usłyszała, co mówi ten milszy i spojrzała na niego z wielkim uwielbieniem. Jednak nie rozumiała jednego.
- "Jak mu tam było"? Jak to, nie słyszałeś o Lynnie*? Facecie który prowadzi organizację mającą na celu spieprzenie mi życia? – uniosła jedną brew ku górze – Nie no... serio? – spojrzała na niego pytająco, potem przenosząc wzrok na tego mniej milszego. - Dobra, nieważne. Skoro zejdziesz ze mną, to okay. – przestąpiła z nogi na nogę – To co? Wdrążamy plan w życie? – i nie czekając na odpowiedź, która pewnie po chwili nadeszła, ponownie podeszła do mężczyzny, z którym nie tak dawno temu się całowała i ponownie skradła mu buziaka, jednak tym razem jedynie na policzku. Odchodząc od niego na pól kroku, uśmiechnęła się, rozpromieniona. Ale jej mina od razu zmieniła wyraz, gdy spojrzała na tego drugiego. Teraz twarz Antosi była poważna, jednak długo tak nie wytrzymała i roześmiała się głośno.
- A ten, skoro oboje tam idziemy to może lepiej, żebyśmy wyszli normalnym wyjściem, co? Nie przez okno. – zwróciła się tymi oto słowami do mężczyzny, z którym się całowała.

*Nie wiedziałam, jak odmienić. Jak źle, to proszę mnie poprawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Sob Mar 31, 2018 4:21 pm

Słusznie podzieliła ich na miłego i niemiłego. Właściwie dokładnie tak było, chociaż kryły się też za tym dodatkowe motywy. W tle też cały czas mruczała im spętana artystka, nie zapominajmy o niej. A nuż Antoinette będzie miała sposobność spotkać ją na swojej drodze ponownie? Wszystko było możliwe, tak jak możliwa była jej ucieczka ze szpitala. Nic się na to nie zapowiadało, zwłaszcza, gdy pakowano ją do izolatki i doprawiono kaftanem bezpieczeństwa. Żaden z nich nie wątpił, że Antoinette brakuje piątej klepki i jej miejsce jest właśnie tutaj. Ale przełożyli własne bezpieczeństwo nad dobro i zdrowie dziewczyny.
Zachowali się przy tym niemożliwie nieprofesjonalnie, wdając się w dyskusje, jakby po raz pierwszy w życiu mieli okazję do wymiany bezsensownych zdań z pacjentką. Dodatkowo, tracąc swój cenny czas i narażając się na przyłapanie. Ale to już inna bajka.
Ten, którego An nazywała „mniej miłym”, zdecydował się najpierw przemówić do swojego kolegi po fachu, co było jedynym jego dobrym posunięciem dzisiejszego wieczoru.
- Jeśli nie wrócisz szybko albo zobaczę, że się mizdrzycie... Przysięgam, że jebnę ci z tej... balisty i zatrzasnę okno, a ty będziesz zdany na siebie - poinstruował go, słusznie stawiając warunki rozochoconemu koledze. - A ty, młoda damo... - westchnął ciężko, po raz wtóry zastanawiając się, po co w ogóle z nią rozmawia. - Jestem żonaty. Tak jak mój towarzysz, czego nie widać, bo jest napalonym kretynem - wyjaśnił pokrótce, unosząc dłoń, na której w rzeczywistości świeciła obrączka.
- Hej, z Grace jesteśmy w... separacji! - zastanowił się nad tym trudnym słowem, najwyraźniej czując ogromną potrzebę wybronienia się w oczach rudej pacjentki. - I wierzę ci, piękna. Nie słyszałem o nim pewnie dlatego, że jego organizacja... dobrze się kamufluje - wymyślił na poczekaniu, również promieniejąc, gdy dziewczyna obdarzyła go kolejnym całusem. Ach, gdyby tylko jego żona była choć w połowie tak energiczna!
- Wyjście jest strzeżone przez kolejnych strażników, którzy mogą być... odporni na twoje niewątpliwe wdzięki. Nie ma wyjścia, musimy wybrać drogę na skróty. To tylko pierwsze piętro. Będę cię... asekurował - powiedział to w tak obleśny sposób, jakby obiecywał jej całonocną kopulację pod gołym niebem. - Użyjemy podartego prześcieradła. To sprawdzony motyw. Już kiedyś byliśmy świadkami ucieczki w tym wielkim stylu... - rozgadał się, jednocześnie przechodząc do czynu. W końcu. Rwał na kolejne pasy prześcieradło i pościel, po tym łącząc je w solidną linę o całkiem pokaźniej długości.
Zaczął od przewiązania siebie w pasie, a później z wielką ochotą przeszedł do Antoinette przy pomocy swojego sceptycznie nastawionego do planu kolegi. Drugi koniec liny przywiązali do drzwi.
Przynieśli naprędce stolik z korytarza, który dotychczas służył im do odpoczynku na warcie, teraz pomagając sobie w wdrapaniu się na okno.
- Pójdę przodem, najpiękniejsza. Wiesz... Gdy zagoją się już twoje rany... zawsze będziesz mogła tu wrócić. Powitam cię z otwartymi ramionami - zamrugał do niej, najwyraźniej będąc przykładem człowieka zakochanego od pierwszego wejrzenia. - Mam na imię Tom. Zapamiętaj, proszę, moje imię - szepnął teatralnie, ignorując odruch wymiotny w tle, należący do „niemiłego” pracownika szpitala.
- Pospieszcie się, błagam - jęknął. Gdy Antoinette była gotowa, również jej pomógł wspiąć się na okno.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Wto Kwi 03, 2018 12:10 pm

Najwidoczniej Antoinette już niebawem będzie wolnym człowiekiem. Ale... nie mogła się powstrzymać od tych wszystkich odzywek i czynów, które tylko to opóźniały. Po prostu... nie potrafiła się nie skusić. To było takie zabawne, zwłaszcza że wiedziała iż cierpliwość strażników się kończy. I czerpała z tego faktu niesamowicie wielką satysfakcję.
Kiedy zasugerowała jednemu z nich, że dawno nie całował się z żadną dziewczyną, ten użył argumentu, który tu i teraz nie jest żadnym argumentem. Bycie w związku a całowanie się to dwie zupełnie różne bajki, przynajmniej w mniemaniu Antoinette. I, nie czekając na nic, uznała, że zwróci mu uwagę swoją teorią.
- To, że lubię kolor niebieski, oznacza że muszę ubierać się tylko w tym kolorze? – założyła ręce na wysokości piersi. Ah, jak cudownie jest to zrobić, bez tego, co jakiś czas temu krępowało ruchy jej górnych kończyn. Ale to nie była obecnie aż tak wielka ulga, przecież odwiązano ją dość dawno... - Tak samo jest z wieloma innymi rzeczami. Nie wszystko zawsze musi tak działać. Może i masz żoneczkę, ale to nie znaczy, że się całujecie. Albo pieprzycie. Albo co tam sobie jeszcze wymyślisz. – teraz opuściła ręce, które obiły się częściowo o jej biodra – I ja tak właśnie sądzę. Pewnie gadacie tylko o pogodzie i o tym, jak smakuje obiad, ale pewnie ty się już zużyłeś. Zużyłeś do końca. – miała poważną minę, ale widać było, że to udawane. W rzeczywistości chętnie by wyśmiała go prosto w twarz. Co prawda to nie było aż tak chamskie, jak na Antoinette przystało... ale grzeczne też raczej nie. Cóż, chociaż tyle...
- A bądźcie sobie w separacji z kimkolwiek chcecie, mnie to mało obchodzi.   – i zaiste tak było, rudą niezbyt przejmowało ich życie prywatne. Niektórzy, którzy nie znają Antoinette mogliby pomyśleć, że zależy jej na tym milszym strażniku. Nic bardziej mylnego! Po prostu chciała się z nim chwilowo zabawić. Tyle. A lubiła się bawić na ludziach. Dawało to jej wielką satysfakcję. Dlatego ucieszyła się, obserwując, jak zachowuje się ten milszy ze strażników. A słowo "piękna"? Żartował sobie, czy rzeczywiście ją za taką uważał? Tak czy owak, rudzielec postanowił to przetestować.
- Piękna? Rozwiniesz myśl? – uśmiechnęła się do niego zawadiacko, ocierając własne ramię o ramię mężczyzny. Była przygotowana na każdą odpowiedź, na każdą reakcję. Nawet, jeśli wyszła na głupią. No cóż. A jego "propozycja"? Dziwne, ale na to akurat Antoinette nie miała odpowiedzi. A to dziwne, tak bardzo do niej niepodobne... Oczywiście, gdyby się postarała, wymyśliłaby mistrzowską odpowiedź, ale... przynajmniej nie teraz, nie tutaj. Ale teraz postanowiła, że na razie nie pokaże, jak cięty ma język. Oczywiście wiedzieli o tym. Chodziło tu raczej o chwilę obecną. Mężczyzna się tylko jej przedstawił, tyle. Dlatego ruda sama postąpiła tak samo, ujawniając własne imię. Chociaż możliwe, że oboje mężczyźni znają je. Nic dziwnego, w końcu tu pracują.
A ucieczka? Wszystko szło dobrze, sznur z materiałów gotowy... Antoinette uznała, że to już czas, by przerwać swoją "grę" i rzeczywiście w końcu opuścić szpital. Tak - wszystko gotowe. "Sznur" z jednej strony był solidnie przymocowany do drzwi. Sznur, dzięki któremu za chwilę znajdą się na dworze.
I już byli gotowi... Antoinette uważała, że strażnicy i tak będą mieli przesrane. Przecież widać po tym wszystkim, że jej pomogli. A podłożenie stolika? No właśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   Czw Kwi 05, 2018 8:12 pm

Antoinette mogłaby teraz stanąć na środku izolatki, założyć dłonie na biodra i z dumą oznajmić im, że Ziemia jest płaska, a „milszy” z lekarzy imieniem Tom, wciąż spoglądałby na nią z uwielbieniem. Był zwyczajnie zauroczony. Albo napalony. To wszystko pozwoliło mu zignorować jęk żałości swojego kompana i z lśniącymi ognikami w oczach przemówić:
- Nie dość, że piękna, to jeszcze mądra.
Kwestia w rzeczywistości pozostawała o wiele bardziej skomplikowana. Gdyby jego małżeństwo umarło śmiercią naturalną ze względu na brak okazywania sobie czułości, dziś z pewnością nie spoglądałby na swoją żonę z obrzydzeniem. Jednak nosił w sobie jeszcze tyle rozumu, aby nie zanudzać zgromadzonych tu swoją historią, która od lat ciążyła mu na duszy. Całe szczęście. Spędzili tu wystarczająco wiele czasu dyskutując na zbędne tematy.
Mogli przecież wyrzucić Antoinette przez okno. Byłoby znacznie szybciej i prościej. Ale przecież nie byli mordercami... Zamiast tego, niczym najprawdziwsi dyplomaci, postanowili iść z wariatką na kompromis. Po jej zakończonym wywodzie Tom odchrząknął, zbierając myśli.
- Zużycie... - powtórzył za nią. - Mężczyzna jest prostą maszyną, moja droga. A proste maszyny należy od czasu do czasu naoliwić - mrugnął do niej, siląc się nawet na niezbyt wyszukaną metaforę.
- Błagam, idźcie już sobie... - mruknął z rozżaleniem drugi z pracowników, ten mniej miły, a jakże. Na domiar złego jego słowa potwierdził jakby pomruk artystki. Tom postanowił więc rozwinąć swoją myśl już w trakcie zbierania się do wyjścia najkrótszą drogą.
- Najpiękniejsza na całym ziemskim padole. Mam nadzieję, że jesteś świadoma, jak wielkie szczęście ze sobą nosisz, jako że matka natura obdarzyła cię tym płomiennym kolorem włosów... - wyznał teatralnie, wspinając się po stoliku, aż do ram okiennych. Jego teksty były dość oklepane, a co najzabawniejsze - doskonale sprawdzone. Jego żona w końcu też była ruda. Część z komplementów była sprawdzona, a on nie zawahałby się wykorzystać ich ponownie.
Droga nie była trudna. Gdy już przebrnęli przez znaczne podwyższenie, jakim był parapet okienny, w następnej kolejności wystarczyło się już powoli opuszczać. Tom wyraźnie dbał o zachowanie ciszy. Czy to samo można było powiedzieć o Antoinette?
Odpychali się nogami od muru, a lina z prześcieradła przedłużała się wraz z zbliżeniem się ku ziemi. Gdzieś w oddali, a dokładniej przy głównym wejściu do szpitala mogli dostrzec błysk lampy. Tom nie kłamał, mówiąc, że miejsce jest pilnowane również od drugiej strony. W końcu wylądowali, a mężczyzna od razu pospieszył z rozplątaniem swojej towarzyszki z liny. Bułka z masłem. Dziw, że takie ucieczki nie zdarzały się codziennie.
- Musimy być cicho... Jeszcze kawałek przed nami... - szepnął, zbliżając się do niej i obejmując dziewczynę ramieniem. Nachylił się i pokierował ją w stronę przeciwną od głównego wejścia, do odrodzenia.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szpital psychiatryczny   

Powrót do góry Go down
 
Szpital psychiatryczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Szpital psychiatryczny im. Michaela Cherrisha
» Szpital i pogotowie
» Szpital
» Szpital Magnolii
» Opuszczony szpital

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: