IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rachel Herrington

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Rachel Herrington   Wto Cze 14, 2016 4:00 am

IMIĘ I NAZWISKO: Rachel Elizabeth Herrington
PSEUDONIM:
WIEK: 19 lat
RASA: Nosiciel

GRUPA: Cyrkowcy
RANGA: Akrobatka
ZAWÓD: Dorabia na ulicznych występach

UMIEJĘTNOŚCI:
• Podstawy samoobrony – jakoś musiała się bronić na ulicach, jednak kruchość i brak większej siły robi swoje,
• Niezwykłe dla przeciętnego człowieka możliwości rozciągania ciała, a także wykonywanie figur akrobatycznych – m.in. stanie na rękach wraz z licznymi udziwieniami,
• Zdolność do złapania równowagi niemal z każdym momencie,
• Biegłość w posługiwaniu się nożem – wliczają się także umiejętności rzucania nim,
• Znajomość kilku kroków tanecznych i poczucie rytmu,
• Zdolność do nagłego wybrzydzania i kaprysów w najmniej spodziewanym momencie
• Z mniej ważnych: haftowanie, krawiectwo i podstawy gry na pianinie.

CHARAKTER:
Typowa dziewczyna z głową w chmurach. Nie przejmuje się „przyziemnym” światem, typowy lekkoduch z duszą marzyciela. Uwielbia komplementy, jak na dziewczynę urodzoną w wyższych sferach przystało. Raczej pozytywnie nastawiona do życia, świata, otoczenia. Nie ma ustalonej ścieżki do celu, ba, nawet do końca nie wie, czego od tego świata chce. Żyje chwilą, nie chce przejmować się swoją przeszłością, o której nadal pamięta. Czasem zdarzają jej się momenty słabości, kiedy jest roztrzepana, nie myśli zbyt racjonalnie, a nawet zadaje dziwne i zagadkowe pytania. Poza licznymi pozytywnymi cechami posiada też kilka wad – m.in. z powodu tego, że była jedynaczką, czasami zdarzają jej się zachowania egoistyczne i może łatwo się obrazić. Ma też wrażliwą duszę.

WYGLĄD:
Dziewczyna nie sprawia wrażenia silnej i niebezpiecznej. Mierzy zaledwie 1,60m wzrostu i waży 55 kg. Zwykle ubiera się w sukienki niezbyt krzykliwe, raczej o stonowanych kolorach. Nie lubi dodatkowych ozdób. Wyjątkiem są występy: uwielbia, gdy wtedy wszystkie oczy skierowane są na nią i przyciąga wzrok kolorowymi strojami. Włosy nosi długie, barwy jasnej, a wśród nich znajduje się jeden zagubiony warkocz. Jak na blondynkę przystało, oczy ma niezwykłe – barwy skradzionej jasnemu, bezchmurnemu niebu.

HISTORIA: Poniżej

CIEKAWOSTKI:
• Nie pamięta większości swoich snów, ale zwykle śni jej się noc, tak po prostu,
• Uwielbia patrzeć w niebo – czy jest akurat południe, czy też środek nocy,
• Nie lubi słodyczy,
• Ma słabość do kotów – w rezydencji wychowywała się wraz z jednym, oczywiście poza wiedzą matki,
• Czuje delikatne zaintrygowanie wiedźmami,
• Ma obojętny stosunek do Inkwizycji,
• Występuje zawsze w masce.






Szła swobodnie, prosto przed siebie. Nie robiła sobie nic z tego, że ziemia znajduje się dopiero kilkanaście metrów pod nią. Nie zwracała nawet uwagi na stawiane kroki. Po prostu szła.
- Rachel Elizabeth Herrington – powiedziała wreszcie, a delikatny wiatr porwał jeden z kosmyków jej bladych włosów. – Tak się nazywałam.
Mówiła jakby do siebie, jednak wiedziała, że nie jest do końca sama.
Przystanęła. Znajdowała się teraz na jednej z  lin, uwiązanych poziomo i ciągnących się niemal w nieskończoność. Świeciło słońce, cała jej sylwetka skąpana była w jego blasku. Ale już nie odczuwała jego ciepła, nie było jej gorąco. Nie czuła nawet wiatru, muskającego ją po policzku. Nie czuła już niczego. Tu, gdzie się znajdowała, nie było już zimna, gorąca, deszczu. Nie było nic. Kolory, wcześniej znajome, żywe, teraz wyblakły, pozostawiając wszechobecną szarość. A jednocześnie w tej szarości było wszystko.
- Matka zawsze mi powtarzała, że mam za dużo energii. Zawsze mówiła, że mam mieć poukładane życie, nie pozwalała na żadne szaleństwa. Według niej miałam być grzeczną, młodą damą od dnia narodzin. Wysyłała mnie na lekcje dobrego wychowania, korepetycje, najmowała prywatnych nauczycieli. Nawet próbowała nakłonić do gry na pianinie. Chciała mieć córkę, z której mogłaby być dumna. Ale to nie byłam ja. Nigdy nie wiedziałam, skąd się to we mnie wzięło, ale nie chciałam być taka, jak moja matka. Ona zawsze była… zimna. Bez emocji. Liczyło się tylko to, by dobrze wyglądać, dobrze się zachować, mieć poważanie w towarzystwie. Nie pozwalała mi się bawić, biegać po ogrodzie. Gdy wracałam z pobijanymi łokciami i kolanami, nie odzywała się do mnie przez najbliższe godziny, a później nadrabiała ten czas prowadząc monologi. Kilkukrotnie zdarzyło mi się przesiedzieć dzień, dwa, noc w pustym pomieszczeniu, by przemyśleć swoje zachowanie. Przez lata próbowała wbić mi do głowy, że tak nie można. Ale.. właściwie… dlaczego?
Znów przystanęła. Spojrzała w dół, łamiąc swoją zasadę, by nigdy tego nie robić. Ale teraz nie miało to już znaczenia. Przecież nie spadnie.
- Mimo wszelkich starań mojej matki, nigdy nie udało się jej mnie okiełznać. Nie dałam się złamać i żyć życiem, którego nie potrafiłabym zaakceptować. Prowadziło to do wielu kłótni, nieraz bardzo burzliwych i kończonych źle. Matka sądziła, że to przejściowe, że w końcu zrozumiem. Nie zrozumiałam i nie rozumiem do tej pory.
Spojrzała na swoje dłonie, wyciągnięte przed siebie. Skóra wydawała się nieco bledsza, mniej nasycona, mniej nasiąknięta życiem. Znów zawiał wiatr.
- Jaka właściwie byłam? Chciałam przede wszystkim być wolna. Robić to, na co mam ochotę, chodzić tam, gdzie chcę. Nigdy nie lubiłam ograniczeń, z taką lubością nakładanych na mnie w domu rodzinnym. Zawsze uwielbiałam patrzeć w niebo, tonąć w jego błękicie. Uwielbiałam jego kolor, zarówno w południe, jak i o świcie, zmierzchu. Dzień był piękny, a noc… noc była jeszcze piękniejsza.
Nagle podniosła głowę i zakręciła się w powolnym piruecie. Jej długie włosy podążyły za nią, zerwane przez ruch. Nie było już wiatru, który z taką namiętnością uwielbiał je plątać. Przez chwilę szła do tyłu, ponownie nie zwracając uwagi na kroki, a  każdy jej ruch wykonywany był z niezwykłą gracją.  Uśmiechnęła się delikatnie, mrużąc oczy, i przechyliła głowę w bok. Czuła czyjąś obecność.
- Jasne już było, że nie zostanę w domu. Byłam ciekawa świata, chciałam poznać wszystko, co mnie otacza. Dotychczas znałam tylko salony pełne przepychu, czy to w moim domu, czy rezydencjach innych arystokratów, a także ogrody wokół nich. Pragnęłam więcej. Lubiłam spacerować, słuchać opowieści bruku, wierszy łąk i lasów. Tych wolnych, nie zamkniętych i ograniczonych przez ludzi.
Pod nią rozciągało się miasto. Łudziła się, że jest żywe, próbowała dostrzec ludzi miotających się po ulicach, wiecznie pędzących w tylko sobie znanych kierunkach. Wyobrażała sobie właśnie, jak mała dziewczyna prosi z uśmiechem mamę o uliczny przysmak. Kobieta chwilę kręci głową, po czym ulega prośbie i rozmawia ze sprzedawcą. Oboje się uśmiechają.
- Była jeszcze jedna rzecz. Wiesz, jak to jest, kiedy widzisz coś więcej? Masz świadomość, że na świecie oprócz ludzi jest coś.. coś strasznego. Czujesz obecność tego prawie na każdym kroku, a musisz udawać, że tak powinno być, że jest w porządku. Inaczej ludzie wzięliby cię za wariata, idiotę. Koszmary.
Przykucnęła, rękami oplatając kolana. Ulice znów były puste. Wyobrażenie wesołej dziewczynki zniknęło. Gdyby mogła jeszcze cokolwiek czuć, odczuwałaby... strach?
- Okropne istoty, wywołujące przerażenie i strach u każdego, kto mógłby je zobaczyć. Natknęłam się kiedyś w mieście na plotki, że to wiedźmy je tworzą. Wtedy byłam jeszcze młoda i nie wierzyłam. A później dane mi było przekonać się, że opowieści mojej niani nie były w całości zmyślone.
Zamknęła oczy.
- Oczywiście nikt z mojej rodziny nie sprawiał wrażenia, że kiedykolwiek widział coś podobnego. Gdy byłam mała, próbowałam mówić matce o sporadycznie widzianych dziwnych istotach, ale zawsze obwiniała za to moją dziecięcą wyobraźnię. Bagatelizowanie tego także przyczyniło się do mojej decyzji.
Zacisnęła mocno dłonie w pięści. Wstała, poderwana nagłym impulsem. Znów zrobiła kilka kroków w przód, rozkrzyżowując ręce. Zrobiła to raczej z przyzwyczajenia: tak zwykłe łapała równowagę w krytycznych momentach i tak też radziła sobie w ciężkich sytuacjach. Po prostu zamykała oczy, rozkładała ręce i wyobrażała sobie, że znajduje się wysoko, wysoko nad ziemią. Teraz nie było jej to potrzebne, a mimo wszystko postąpiła tak samo.
- Uciekłam. Pierwszego dnia lata, kiedy dni były parne, a noce cieplejsze. Pokłóciłam się wtedy z matką. Tego dnia zrozumiała, że nigdy nie będę jej wymarzonym dzieckiem, a ja wiedziałam, że to był ostatni raz. Jej ostatnia próba, niemal desperacka i błagalna. Przez krótki moment nawet wydawało mi się, że jednak mogłabym to znieść. A później powiedziała mi o planach małżeństwa.
Odwróciła się. I zauważyła .
- Tego już nie mogłam zaakceptować. Nie czułam pociągu do mężczyzn, a było to niemal jak zbrodnia. Żadna kobieta nie pokazałaby się w towarzystwie z inną kobietą. To była kolejna noc spędzona w pustym pomieszczeniu. Przełomowa. Postanowiłam nie brać zbyt wiele – bagaż nie był tym, czego potrzebowałam najbardziej. Wzięłam tylko trochę pieniędzy, jedzenia i dwa stroje. Podarłam jedną z kolorowych sukienek i posługując się nabytymi umiejętnościami krawiectwa, zrobiłam z niej strój. Do występów. Widziałam kiedyś, przelotnie, takich ludzi na ulicach. Od tamtej pory w ukryciu ćwiczyłam – głównie rozciąganie i zachowanie równowagi. Wiedziałam, że któregoś dnia ucieknę i zacznę żyć po swojemu. A chciałam występować.
Za nią stała postać. Była ubrana w ciemne szaty i chyba się uśmiechała. Rachel także odpowiedziała uśmiechem. Krawędzie sylwetki tajemniczej istoty rozmywały się, więc nie mogła jednoznacznie określić, kim jest. Jednak czuła… tak, czuła się bezpiecznie.
- Na ulicy wiodło mi się różnie. Zdarzało się nawet, że tęskniłam za domem. Za ciepłem kominka, za porządnym obiadem, różnorodnością dań. Za opowieściami niani. Jednak… otworzyły się przede mną nowe drzwi, nowe przygody. Wreszcie czułam się  wolna i szczęśliwa. Nie istniała dla mnie większa radość niż możliwość spojrzenia w gwiazdy podczas bezchmurnej nocy, stojąc na bruku, gdzieś pośrodku niczego. A później dowiedziałam się o Cyrku
Zbliżyła się do postaci. Wkrótce zauważyła, że jej karnacja jest niesamowicie blada, niemalże biała. Nie zatrzymała kroku, nie stanęła, nie cofnęła się. Nawet nie zamierzała tego robić. Ta postać… kojarzyła się z ciepłem. Ciepłem posiadania własnego domu, rodziny. Wyciągnęła dłoń i zetknęła się z ręką owej kobiety. A później wszystko zniknęło. Nie było już liny, nie było niemego słońca, pustego miasta. Szarość ustąpiła miejsca czerni. A w tej czerni nie było już nic.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Rachel Herrington   Wto Cze 14, 2016 6:19 am

Właściwie wstałam sobie rano, aby się pouczyć, ale Twoja karta jakoś zmusiła mnie do sprawdzenia w całości. To było urzekające, cudowne. Och, mogłabym Cię teraz zasypać epitetami~! Ale daruję sobie, daję tylko zasłużonego akcepta za kartę wstawioną o 6 rano. Szczególnie oczarowało mnie "a noc…? noc była jeszcze piękniejsza", chodził za mną ten tekst. Podobało mi się, oby tak dalej. Konkrety w wyglądzie, a szczegóły w historii. Ach i och. Życzę Ci udanych występów na fabule~!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
 
Rachel Herrington
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Organizacja :: Zapisy-
Skocz do: