IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stoisko z tkaninami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Esther Rodriguez
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Stoisko z tkaninami   Sob Lip 09, 2016 6:13 pm

First topic message reminder :




Chcesz coś uszyć? Przyszyć łatkę? A może w Twojej głowie rodzą się inne pomysły, jak wykorzystać to, co można w tym miejscu kupić? Proszę bardzo. Stoisko z tkaninami jest całe zawalone różnobarwnymi, wzorzystymi i gładkimi materiałami. Na pewno znajdziesz tkaninę dla siebie, a gwarantujemy, że nie wydasz dużo pieniędzy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Nadia Vinogradova
Poszukiwaczka przygód
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 19/05/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Wto Lip 25, 2017 1:28 pm

Podczas gdy towarzysz Nadii postanowił wykorzystać jej radę, ona sama stanęła obok i zaczęła przeglądać materiały, jakie oferowało to stoisko, przez cały czas jednak nadstawiając ucha, żeby podsłuchać, jak wędrowcowi idą negocjacje. Niestety, nie wszyscy ludzie byli tak mili jak ona sama, o czym prędko się przekonali. Ruda zmarszczyła brwi, słysząc pełne pogardy "czego" i nie rozumiała, dlaczego sprzedawca jest taki niemiły. Wstał lewą nogą i musiał siedzieć tu przez pół dnia? To dalej nie zmieniało faktu, że powinien być miły dla swoich klientów, jeśli chciał ich zachęcić do kupna. Nawet, jeśli ci nie wyglądali na najgrzeczniejszych i najnormalniejszych. Przecież prócz wyglądania jak uciekinier z Cyrku, mężczyzna nie zrobił niczego złego.
Niestety, nie doszli do porozumienia, ku lekkiemu rozczarowaniu Nadii. Może gdyby sama porozmawiała ze sprzedawcą, to byłoby lepiej... Bądź co bądź, miała gadane i mogłaby przekonać obie strony do zawarcia umowy, nawet jeśli materiał nie był idealny z wyobrażeniami wędrowca. W każdym razie, uśmiechnęła się pokrzepiająco. Nim jednak zdążyła coś powiedzieć, mężczyzna zdążył ją wyprzedzić, a na jego słowa Rosjanka pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem. Przykro mi, że nie znalazł pan tego, co chciał, ale może następnym razem... - odparła, wzruszając ramionami. - Jeśli będzie pan szukał krawca, wciąż polecam swoją mamę. Najłatwiej znaleźć ją w salonie krawieckim przy rynku, chociaż często bierze robotę do domu - powiedziała jeszcze, a zauważając, że lekko zbacza z tematu, machnęła niedbale ręką. - W każdym razie, powodzenia następnym razem - dodała na koniec i skinęła grzecznie głową na pożegnanie, bowiem nie sądziła, żeby mężczyzna coś jeszcze od niej chciał.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t463-topic
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Wto Lip 25, 2017 2:13 pm

Zostało mi tylko potaknąć głową i życzyć jej miłego dalszego dnia, jak również podziękować za próby pomocy. Zapewne dodałbym też, że z chęcią kiedyś się odwdzięczę, ale gdy widocznie sama chce już ruszać, no bo raczej w sumie sam się już nastawiłem że nie mam co jej czasu zabierać, to sam tylko skinąłem. Cóż, jeszcze jest wiele do zrobienia tego dnia, więc może gdzieś indziej powiedzie mi się lepiej. Nic jak tylko w drogę!

(zt x2)

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Wto Lis 14, 2017 1:37 pm

Sunęłam po oświetlonej lampami gazowymi uliczce, mijając przerzedzający się tłum mieszkańców, wracających do swoich domostw. Ubrana w krótki, męski płaszcz, kaszkiet i spodnie zwracałam na siebie mniej uwagi niż w stroju wdowy. A mimo to...
Czułam na sobie jej spojrzenie. Obrzydliwie nachalne, ciążące na mnie jak niezasłużona kara. Nie zdradzałam swojego zdenerwowania, gdy łagodnym uśmiechem obdarzałam przechodniów, lecz wewnątrz mnie panika była niczym reakcja łańcuchowa - z każdym krokiem nabierałam większej chęci, by po prostu rzucić się do ucieczki. Nie mogłabym tego uczynić. To sprowokowałoby ją jedynie bardziej.
Nie miałam żadnego wyboru. Nie mogłam wrócić do mojej wsi, wiedząc, że jestem śledzona. Za wiele już się wydarzyło, aby mówić o przypadku. Zachowałam się nieostrożnie. A teraz przyszło mi za to ponieść zapłatę.
Zatrzymałam się przy jednym z zamykających się już straganów, beztrosko zagadując jego właściciela.  Przyjrzałam się sprzedawanym przez niego tkaninom, dłonią sunąc po teksturze upatrzonego jedwabiu, komplementując we wcale wyszukanych słowach kunszt jej twórcy.
Na co ja liczyłam? Że śledząca mnie od dłuższego czasu osoba po prostu przejdzie dalej, widząc, że się zatrzymałam?
Błąd. Kolejny tego - całe szczęście - kończącego się już dnia. Nie musiała się odzywać, abym wiedziała, że stoi za mną. Żywa uliczka zdawała się zatrzymać, wszelakie głosy ucichnąć. Przez sekundy słyszałam wyłącznie ciężkie bicie mojego serca.
Poczułam łagodny uścisk na moim przedramieniu. Odwróciłam się z uprzejmym pytaniem w oczach, natrafiając na jej twarz, blisko jak nigdy wcześniej. Męczennica. Nie miałam wątpliwości. Przemówiła z uśmiechem na ustach:
- Zawsze miłym doświadczeniem jest natrafić na osobistość, która zachwyci się drobiazgami tego świata - powitała się ze mną tymi słowami. Gładko, naturalnie. Jakby w rzeczywistości, nie miała złych zamiarów. - A pan, dodatkowo, jak widzę, zna się na rzeczy - zaświergotała, ujmując mnie pod ramię.
Z największym trudem powstrzymałam grymas obrzydzenia.
- Jest pani dla mnie zbyt łaskawa - zauważyłam, kłaniając się lekko w jej kierunku. Twarz mi nawet nie drgnęła.
- Fałszywa skromność jest zawsze w cenie - zachichotała, za co znienawidziłam ją po stokroć.
Nie odrywałam od niej spojrzenia, doszukując się słabych punktów. Nie sądziłam, że zdobytą wiedzę wykorzystam jeszcze tego samego dnia. Była zwyczajną, solidnej budowy kobietą. Nosiła luźną spódnicę i wąską, kobiecą marynarkę, a jej głowę przyozdabiał skromny kapelusz. Kobieta, jakich tysiące na tym świecie. Wiedziałam już jednak, że nie ma najmniejszego zamiaru mi odpuścić.
Zbliżyła się jeszcze bardziej, jakby chciała wyczuć oszalałe bicie mojego serce, stawiając wszystko na jedną kartę w sposób niebywale swobodny:
- Zaczyna się ściemniać. Damom nie wypada wracać samotnie o zmroku. A ja chciałabym spędzić z tak obeznanym mężczyzną jeszcze choć chwilę. Czy zechciałby pan odprowadzić mnie do mojego mieszkania? To tuż niedaleko - machnęła niedbale dłonią, w kierunku, na który nawet nie zerknęłam.
Nie wiedziałam czy to moja wyobraźnia, czy nachalna nieznajoma z kpiną wymówiła słowo „mężczyzna”. Gdyby nie otaczający nas ludzie, byłam gotowa rzucić się na nią tu i teraz, nawet jeśli moją jedyną bronią byłyby paznokcie i zęby.
Mimo wszystko, przytaknęłam z uniżeniem, nie widząc innego wyboru. Już otwierałam usta, by skłamać jej w równie piękny sposób.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Wto Lis 14, 2017 5:21 pm

Wieczorne powroty do domu stały się dla Fransa czymś normalnym, ale zbytnio go to nie denerwowało z bardzo prostego powodu - “Praca” po godzinach sprawiała, że sprawy organizacyjne jego firmy były dopięte na ostatni guzik. A on lubił jak wszystko szło sprawnie.
Jednak dzisiaj ten postanowił przejść się po Wishtown, a potem zjeść kolację w kielichu więc i dlatego trafił na pchli targ, który o tej godzinie już w dużej części opustoszał, a raczej był w trakcie opustoszenia. Więc i też mężczyzna nie przykładał zbyt dużej wagi do straganów czy większości ludzi po prostu przechadzając się ze swoimi dłońmi włożonymi w kieszeni swojego płaszczu, aż do czasu kiedy zauważył znajomą twarz stojącą przed jakąś bliżej mu nieznaną kobietą.
I na pierwszy rzut oka coś mu nie pasowało, bo ubiór tej osoby świadczył, że był mężczyzną, zaś twarz przypominała mu, że była to Catherine - Wdowa, z którą od jakiegoś czasu robił interesy, a nawet wszedł w jakąś większą relację. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że wdowa była stroną którą czerpała więcej z tej relacji, ale mu też zbytnio to nie przeszkadzało. Rozmawiali na różne tematy, a oprócz tego uczył ją tego i owego, a nawet sprzedawał jej opium, które zostawało z przeróżnych transportów pochodzących z Indii. I zdawał sobie sprawę, że posiadała jakieś tajemnice, ale nie taką, że nie jest osoba, za którą się podaje. Bo szczerze mówiąc wątpił, że wdowa z niewielkiej wsi potrafi ot, tak diametralnie zmienić swój wygląd, więc też doszedł do prostego wniosku. Nie była ani wdową, ani mężczyzną, którego teraz udawała. Była kimś innym. I ten ktoś najwidoczniej nie był zadowolony, że rozmawia z bliżej nieznaną mu kobietą, za której stał plecami. Chociaż za plecami było zbytnim uproszczeniem, bo znajdował się może pięć metrów za nimi. Ale było to dla niego wystarczająco blisko by spojrzeć Cath w oczy, z lekkim uśmiechem, który wkradł się na jego twarz.
Był jednocześnie zadowolony i trochę zły, że udało mu się ją zdemaskować, ale też, że go oszukiwała w taki, a nie inny sposób. Ale on sam nie był aż ta bardzo zawistnym człowiekiem i postanowił sprawdzić czy nie jest jej potrzebna pomoc. Byleby zrozumiała na migi. Korzystając z tego, że męczennica go nie widziała, Norweg sięgnął prawą dłonią za plecy, gdzie jak pewnie Badb pamiętała, znajdowała się kabura z jego rewolwerem, a wolną ręką wskazał na Inkwizytorze, pokazał kciuk górę i raz zamrugał, by po chwili powoli przenieść dłoń pod swoją szyję (po poprzednim lekkim uniesieniu głowy) i przejechać po niej palcem wskazującym co miało reprezentować podcięcie gardła, czyli nomen omen zagrożenie, a następnie zamrugał dwa razy.
Czyli według jego rozumowania, miała do niego zamrugać raz, by pokazać, że wszystkie jest okej i dwa, by pokazać, że wszystko nie jest okej. Co prawda nic za bardzo nie wskazywało na niebezpieczeństwo crossdresserki, ale mimo wszystko nie była sobą i wolał się upewnić. Rozmowę o jego odkryciu zostawi sobie na później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Sro Lis 15, 2017 4:52 pm

Wtedy mój spokój został zachwiany doszczętnie. Nieomal się nie zająknęłam, zdradzając swoje zdenerwowanie. Dostrzegłam dobrze znanego mi mężczyznę za plecami mojej rozmówczyni, zawieszając na nim oko mniej niż przez ułamek sekundy. Tyle mi wystarczyło, by wiedzieć, że pech mnie prześladuje.
Poznał mnie. Za dużo czasu spędziłam w mieście, nie byłam wystarczająco dyskretna. Musiało w końcu do tego dojść, oczywiście. Ale czemu właśnie teraz?! Nie spodziewałam się, że wszystko miało runąć tak prędko.
Twarz mi drgnęła, jednak głębokim głosem zgodziłam się słowami:
- Jeśli tylko pani sobie tego życzy. Służę swoim ramieniem i cenną radą.
Nie mogłam się przecież nie zgodzić. Wciąż grałam rolę dżentelmena, lecz nie wiedziałam, na ile jest to jeszcze konieczne. Przejrzała mnie prawdopodobnie na wskroś, tak samo jak stojący za nią mężczyzna. Dodatkowo, jeśli potwierdziły się moje przypuszczenia i kobieta faktycznie była męczennicą, zdecydowanie miała nade mną przewagę. Całe to brudne miasteczko jej sprzyjało. Gdyby powołała się na Inkwizycję, z pewnością znalazłby się ktoś z tłumu, kto zapragnąłby jej pomóc. Dlatego i tylko dlatego odpowiadało mi rozwiązanie na osobności.
Kątem oka dostrzegałam poczynania Fransa, bojąc się spojrzeć na niego bezpośrednio, gdyż męczennica mogłaby nas przejrzeć. Zrozumiałam lub chciałam zrozumieć, że nie zamierza mnie pogrążyć. Wręcz przeciwnie. To wszystko trwało wyłącznie ułamek sekundy. Już wyciągałam ramię, by kobieta mogła je ująć, niezauważalnie mrugnęłam dwa razy.
- Proszę prowadzić - poprosiłam, a ona ochoczo ustawiła się u mojego boku. Kiwnięciem głowy pożegnałam się ze straganowym sprzedawcą. Nie wiem, czy miało to jeszcze jakikolwiek sens, ale modliłam się w duchu, by pod materiałem ubrań nie wyczuła moich ściśniętych bandażem piersi.
Podwójne mrugnięcie mogło zostać wzięte za przypadek, owszem. Wolałam jednak nie zostawiać swojego bezpieczeństwa w rękach losu, więc gdy tylko spostrzegłam się, że kobieta obok mnie odwraca się i prowadzi w stronę Fransa, zdecydowałam się na kolejny krok.
Minęłam go bez słowa, wzrok wlepiając w swoją towarzyszkę. Jak gdyby nigdy nic. Nie mogła jednak wiedzieć, że po omacku odnalazłam jego dłoń, zaciskając na niej delikatnie palce. Nie zdążyłam nawet szarpnąć go za sobą, nie miałam okazji powiedzieć nic więcej. Zwolniłam uścisk, odchodząc. Jednak gest ten uznałam za bardziej sugestywny niż mrugnięcie. Jeszcze nie wiedziałam, na ile ma mi się to przydać - i czy nie zawadzić bardziej. Jak się to jednak mówi... Tonący brzytwy się chwyta.
Resztę swojej uwagi poświęciłam nowopoznanej kobiecie, nie odwracając się ani razu za siebie. Rozmawiałyśmy, wymieniłyśmy się godnościami. Grałam najlepiej jak potrafiłam, jednak z każdym krokiem, nabierałam pewności, że zmierzam ku własnemu końcowi. Musiała wiedzieć o mnie więcej, niż przypuszczałam. Może nawet śledziła mnie już wcześniej?
Za późno było na gdybanie. Za wcześnie na myślenie, co zrobię, jak się jej pozbędę. Kolejna z ostrzegawczych lampek włączyła mi się, gdy oznajmiła swobodnie:
- Mieszkam przecznicę dalej. Może skrócimy drogę? - zachichotała niczym trzpiotka. Wskazała na boczną alejkę, w której nie było zupełnie nikogo. Nie paliła się na niej żadna z lamp, więc oświetlona była jedynie szarym, ciemniejącym z każdą chwilą niebem. Nie wyglądała zachęcająco. I z całą pewnością nie była to propozycja od przypadkowej kobiety, pragnącej jedynie wrócić szybciej do domu.
Zacisnęłam zęby. Nie sądziłam, że dam jej radę. Nie byłam jednak zupełnie bezbronna. Zamierzałam wykorzystać każdy z dostępnych mi środków, by wyjść ze starcia cało. Na chwilę obecną, bezpieczniejszym wydało mi się odwieść ją od tego pomysłu w możliwie delikatny sposób:
- Nie woli pani dłużej korzystać z uroków wieczora? - mogłam próbować, lecz ostateczna decyzja należała do niej. I ona dobrze o tym wiedziała.
- Zaczynam marznąć. Ale proszę się nie obawiać - zwolnię dla pana kroku - uśmiechnęła się w sposób tak czarujący, aż na moment zapomniałam, że to tylko gra. Tego uczą cię tam w Inkwizycji, brudna suko?, otrząsnęłam się w myślach.
Zgodziłam się, nie miałam wyboru. Jak na własne ścięcie, kroczyłam wprost w boczną alejkę. Teraz też narodziła się szansa na wykonanie pierwszego ruchu. Odliczałam kroki, czekając aż moje oczy przyzwyczają się do mroku. Byłam gotowa, gdy...
Przywarła do mnie mocniej, popychając łagodnie na ścianę, którą dotknęłam plecami. Odruchowo chwyciłam jej nadgarstki. Zerknęłam z nieukrywanym zdziwieniem, dostrzegając na twarzy kobiety figlarny uśmiech. Nie przestała grać, to nie była próba ataku. Jednak to ona zebrała się na pierwszy krok. Zamrugałam, gdy ona wcale sugestywnie szepnęła:
- A może spędzimy tu kilka uroczych chwil?
Zamarłam. Poczułam jej dotyk na swoim udzie. Jej palce sunęły niebezpiecznie ku górze. Najwyraźniej wybrała najprostszą z dróg, aby sprawdzić, czy w rzeczywistości jestem mężczyzną. Wydyszałam prośbę, wspominając o swojej wymyślonej narzeczonej, lecz ona najwyraźniej miała do wszystko za nic. Nim dotarła do kroku moich spodni, warknęłam wściekle.
Zebrałam całą siłę, gwałtownie odpychając ją od siebie, w efekcie czego uderzyła o mur naprzeciw. Nie okazała zdziwienia, wręcz przeciwnie - spodziewała się tego. Jednocześnie, w ciągu jednego, krótkiego bicia serca, sięgnęłyśmy do własnych kieszeni.
Kurwa. Była szybsza. Trzymałam palce na rewolwerze, który wciąż pozostawał w mojej kieszeni. Ona zdążyła wyciągnąć swoją broń, odbezpieczając ją i lufą celując prosto we mnie. Kiwnęła, uśmiechając się przebiegle.
- Ani drgnij. - Jej głos przestał być przyjemny dla ucha. Teraz dźwięczały w nim twarde i ostrzegawcze nutki. Chcąc, nie chcąc, musiałam powolnym ruchem wyciągnąć ręce z kieszeni płaszcza.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Czw Lis 16, 2017 12:05 am

Frans bacznie obserwował dwie kobiety próbując dopatrzyć czy Cath mu odpowiedziała...i mu się nie udało z powodu ich ruchu w jego stronę. Więc też by wyglądając na zwykłego przechodnia odwrócił się na bok wsuwając jedną ze swoich dłoni do kieszeni udając, że zatrzymał się, by coś z niej wyciągnąć. I chyba mu się udało, bo te obok niego przeszły bez zwracania na niego większej uwagi, i nawet pomyślał że był to fałszywy alarm. Dopóki nie poczuł dłoni swojej...znajomej...przyjaciółki..wspólniczki ? Nie był to czas na rozmyślanie kim dla siebie byli a ściśnięcie jego ręki było dość dobitnym dowodem na to, że potrzebowała formy jakiejś pomocy, więc też do tego się zabrał.
Poczekał aż Bad i Męczennica odejdą na około dziesięciu metrów i ruszył za nimi, wsuwając dłonie do kieszeni swojego płaszcza, zastanawiając się co się dzieje. Podczas dłużącej się przechadzki za parą jego głowę nawiedzało ogrom myśli. Kim naprawdę była Cath i w co się wplątała oraz co ważniejsze co zrobiła i komu coś zrobiła. Kobieta, z którą szła i rozmawiała wyglądała aż zbyt normalnie jak na to miasto, co powodowało jeszcze większą konsternacje Fransa. Jedyne co zdążył wywnioskować to, że albo byłą kryminalistką, albo należała do inkwizycji. I szczerze mówiąc wolał tą pierwszą opcje.
Przemyślenia jednak przerwała mu zmiana trasy, gdzie oboje skręciły w jakaś ciemną uliczkę więc też zyskał chwile, by się przygotować. Najpierw jednak rozejrzał się czy nikt na niego nie spogląda i oparł się plecami o ścianę jednej z kamienic na skraju ulicy a alejki i wyciągnął z kieszeni płaszcza czarne, skórzane rękawiczki i je założył. Jeśli miał się babrać to wolał nie zostawić żadnych śladów. Następna rzeczą, jaką zrobił było dobycie swojego rewolweru z kabury znajdującej się w okolicach jego pleców i odbezpieczył go, uprzednio sprawdzając, czy jest w pełni załadowany. I był. Sześć pocisków i dwie pełne ładownice w kieszeni jego spodni. Powinno wystarczyć.
I tak przygotowany Norweg dość szybkim krokiem wszedł w uliczkę trzymając prawą rękę (w której trzymał zresztą rewolwer) za plecami, by chociaż trochę zaskoczyć kobietę. Po paru sekundach jego szybki chód zamienił się w dość krótki bieg widząc moment, w którym Badb przyszpila kobietę do ściany, a także widząc ruchy rąk w kieszeni. Jego reakcja była zdecydowana, bo bez ogródek wyciągnął rewolwer zza pleców i prostując rękę wycelował ją prosto w głowę męczennicy, zwalniając, ale nie stając co spowodowało, że odległość między końcem lufy a głową kobiety to było około metra.
- Strzał w skroń spowoduje śmierć na miejscu albo częściowe sparaliżowanie ciała, jeśli używałbym mniejszego kalibru rewolweru. Jeśli zdecydujesz się strzelić przebierańcowi w brzuch istnieje duża szansa, że przeżyje a ty skończysz z dziurą w głowie. Bardzo nieopłacalna opcja prawda ? - Zapytał retorycznie w końcu stając w miejscu obserwując obie kobiety. Gdyby obie zdecydowałyby się spojrzeć na niego i w jego oczy zauważyłyby dość niepokojące połączenie obojętności i skupienia, które dodawały do jego prezencji. Zaś Frans skupiał się jedynie na sytuacji i na informacji. Ale nie było to dla niego na tyle ważne, by po prostu zastrzelić jej w żadnym momencie. Chciałby poczuła się niepewnie i mu się poddała i podjął wszelkie starania, by to zrobić. Oprócz utrzymywania na niej wzroku sam mężczyzna się nie poruszał, jakby całe jego ciało zamieniło się w kamień, łącznie z palcem na spuście. Jedynymi rzeczami, które były w nim ruchome, były jego oczy i usta.
- Nazwa organizacji, dla której pracujesz i co od niej chcesz - Dodał jeszcze dalej się w nią wpatrując, zupełnie ignorując Badb. Wolałby się jej nic nie stało więc i też na razie wolał ją ignorować i w pełni skupić się na jego celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Pią Lis 17, 2017 12:47 am

Jedynym plusem faktu, że nie trzymałam w dłoni broni, było to, że mogłam się swobodnie odwrócić w stronę kolejnej postaci na planie - Fransa. Męczennica nie miała tyle komfortu. Celowała we mnie lecz jej ręka drgnęła niepewnie, jakby w zastanowieniu, czy od teraz nie powinna się wybrać, kto w rzeczywistości będzie jej przeciwnikiem. Przesunęła się nieznacznie w tył alejki, by lepiej widzieć mężczyznę, postanawiając załatwić sprawę za pomocą słów:
- Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa - odezwała się warkliwie, wyraźnie niezadowolona, że jej przerwano. Zachowała chłodny spokój, lecz uwidoczniło się zniecierpliwienie kobiety.
Prędko pojęła, że Frans nie zamierzał odpuścić tak łatwo, a co za tym idzie, będzie musiała zdradzić mu więcej niż by tego chciała. Ja, z kolei, w tej całej historii zostałam potraktowana jak worek ziemniaków. Zignorowali mnie zupełnie, zajmując się sobą, niczym dorośli nie chcący wtajemniczyć dzieci w poważne sprawy. Drażniło mnie to, ale cóż mogłam poradzić, gdy tego dnia popełniałam błąd za błędem? Zdecydowanie należała mi się kara od bogów.
Mimo to, nie zamierzałam stać bezczynnie. Przyglądałam się intensywnie Fransowi, już nie musząc się dłużej kryć z niczym - ani z moim niecodziennym wyglądem, ani z tym, że wkopałam się w największe gówno z kobietą, która najwyraźniej pragnie pozbawić mnie życia. Wraz z ostatnim słowem, padającym z jego ust, wydyszałam z nienawiścią w głosie, jakiej nigdy wcześniej nie mógł ode mnie usłyszeć:
- Po prostu ją zastrzel.
Nie była to prośba. Zdanie było prędzej żądaniem, w które przelałam całe swoje obrzydzenie od Inkwizycji i złość, jaka się we mnie kotłowała. I to samo zdanie spowodowało opłakane skutki.
Cóż tu dużo mówić, kobiecina znała się na rzeczy. Była świadoma swoich atutów i z pełną premedytacją miała zamiar czerpać z nich korzyści. W końcu jej praca polegała na wyłapywaniu takich... odmieńców jak ja.
Drgnęłam, wypowiadając swoją kwestię, a ona wykorzystała ten drobny ruch, chwytając mnie za przedramię i z niespotykaną siłą ciągnąc w swoją stronę. Poleciałam w jej objęcia niczym słomiana lalka. Jeśli Frans chciał oddać w tej chwili strzał, niespecjalnie mogło mu się to udać - o ile tylko nie planował odstrzelić głowy także mi. Męczennica w ułamku chwili odwróciła mnie i jednocześnie zasłoniła się moim ciałem, przytykając mi dłoń do szyi, aż w pierwszym odruchu musiałam chwycić się jej obiema dłońmi, by nabrać powietrza. Dopiero wtedy poczułam chłodną lufę na mojej skroni, co ostudziło mój zapał, mimo że znajdowałam się w odrobinę lepszej pozycji. O tak, z deszczu pod rynnę.
Teraz obie stałyśmy naprzeciw mężczyzny, ona za mną. Czułam na sobie jej oddech, gdy przemówiła:
- Nie obawiaj się; to nie jest zwyczajna broń - poinformowała go, a w mojej głowie trybiki ruszyły leniwie do pracy. Najwyraźniej miała na myśli te ulepszone bronie, którymi zwykli szczycić się inkwizytorzy. - Mam powody, by twierdzić o jej przekleństwie. Nie unoś się więc - to kurwia wiedźma, emocje są zbędne - wzruszyła ramionami, jakby mówiła o czymś oczywistym. Czułam na sobie każdy jej ruch. - Nie chcę niczego od ciebie. Opuść broń i pozwól mi pracować, oddając ją tam gdzie jej miejsce - odparła, w dość okrężny sposób zdradzając, do jakiej organizacji należy. Kąciki moich warg zadrgały w parodii uśmiechu. Przynajmniej nie miałam żadnych wątpliwości - zrobię wszystko, aby tam nie wrócić. O niebo bardziej wolałabym zgnić w pobliskim rynsztoku.
Nie uczyniłam jednak niczego, czekając na rozwój sytuacji, co w tych okolicznościach i rewolwerem ciążącym na mojej skroni było bynajmniej niekomfortowe. Nie zaprzeczałam, nie widziałam w tym sensu. Dałam szansę mężczyźnie przede mną, może w jego głowie rodził się już plan. W następnej  kolejności zamierzałam postawić wszystko na jedną kartę, dobywając nożyka u mojego pasa. Tymczasem męczennica odezwała się ponownie:
- Pomyśl tylko: strzał zwabi mieszkańców. Nie wyłgałbyś się, gdyby znaleziono cię nad ciałem inkwizytorki. Nie utrudniaj mi tego. Opuść broń i odejdź - ponowiła prośbę równie twardo. Czułam jak chłodny metal przesuwa się wzdłuż mojej czaszki, dotykając włosów. - Ty też ją przejrzałeś, prawda? Czy może jesteś jej wspólnikiem? - zapytała, najwyraźniej nawiązując do ostatnich słów Fransa i ferelnego nazwania mnie przebierańcem.
- Przemyśl swoją odpowiedź. I wiedź, że żadna z kobiet bez grzechu nie miałaby najmniejszego powodu, by ukrywać swoją płeć - mówiła, a ja nie dowierzałam własnym uszom.  Na podstawie moich przebieranek wyciągnęła tenże wniosek?!
Nie miałam czasu się zastanowić, gdyż jednocześnie podważała lufą kaszkiet na mojej głowie. Wcale brutalnie szarpnęła go, wyrywając mi przy tym kilka czarnych włosów, wyłaniając na wierzch ich misterną konstrukcję. Materiał opadł bezwładnir na ziemię.
Nie zareagowałam. Wpatrywałam się w Fransa, czekając na jego reakcje. Byłam cierpliwa. Pobyt w Inkwizycji nauczył mnie chociaż tego, że żadne z upokorzeń nie trwa wiecznie.

// post kończony z tele, przepraszam za błędy

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Nie Lis 19, 2017 3:59 pm

Frans nie był zainteresowany zostawianiem męczennicy przy życiu, nawet jeśli mógłby to zrobić. W końcu należał do tej części ludzi, których Inkwizycja zwykle nie raczyła się tykać. Arystokracji. Ale na razie chciał utrzymać pozór zastanawiania się, więc też i jego rewolwer przesunął się wraz z ruchem kobiety.
- Ta sprawa zaczęła być moja, kiedy wszedłem do alejki - Odpowiedział nadzwyczaj spokojnie na jej warknięcie, robiąc parę kroków w ich stronę co powodowało, że robił się coraz wyższy. W końcu miał około 190 cm wzrostu, więc też był większy od obu kobiet co w jego pomyślunku tylko mu pomagało. Więc też spodziewał się tego, że kobieta trzymająca znajomą mu Catherine na celowniku w końcu będzie musiała odpuścić i odpowiedzieć mu na parę pytań, które nakreśliłoby mu co spowodowało, że jego przyjaciółka była o krok od śmierci, ale do tego potrzebował trochę czasu. Czego nie podzielała sama Cath, która musiała dodać coś od siebie i utrudnić mu sytuację w jakimś stopniu. Gdyby tylko się domyśliła, że ignorował ją tylko dlatego, by kobieta bardziej skupiła się na nim niż na niej. Eh te kobiety.
Cała ta odzywka spowodowała, że Inkwizytorka zmniejszyła rolę crossdresserki do bycia jej żywą tarczą, która mogła zginąć albo od jego strzału, albo od strzału z pistoletu. Norweg więc też nie chciał być dłużnym i po przejściu paru kroków wyciągnął swoją lewą dłoń i złączył ją z prawą, by mieć większą kontrolę nad swoją bronią, co mogło zdradzić, że potrafił się nią obsługiwać. Problemem męczennicy był taki, że przystawiła swoją ciekawie wyglądającą broń do skroni Badb, a nie do jej pleców gdzie znajdował się kręgosłup. No i też jej dłoń była dobrze dla niego widoczna, ale na razie w nią nie celował, tak by ta nie zauważyła swojego błędu. Ważne było to, że jej broń podpowiadała mu, do jakiej grupy należy.
- Zauważyłem. - Odpowiedział krótko i spojrzał w oczy Badb samemu nie wiedząc czemu. Ale gdy inkwyzytorka wróciła do mówienia, ten ponownie skoncentrował na niej swój wzrok, i zaczął słuchać.
Gdy ta zdradzała mu coraz więcej informacji ten stał w bezruchu dalej celując w jej stronę, analizując w głowie wszystko, co powiedziała. I to, co powiedziała trochę go zaskoczyło, ale nie na tyle by po sobie to zdradził. Badb była czarownicą. I tyle. Sam nie wiedział co miałby o tym myśleć, poza tym że wyjaśniło się czemu ta tak bardzo lubiła się przebierać i skrywać swoją tożsamość. Teraz ważniejsze było wyciągnąć ją z tej sytuacje, a pytania zostawić na później. Ważniejszym było to, że kątem oka zauważył jak dobywa swojego nożyka więc i zdecydował się nie zadawać więcej pytań i po prostu dać dokończyć męczennicy, lecz ta napomniała o strzale i o zwabieniu tutaj ludzi, oraz przejrzeniu jego….znajomej...przyjaciółki ? To nie był na to czas.
- Być może. Ale pomyśl kogo się boją bardziej. Inkwizycji czy kogoś z wyższych sfer ? Ludzie bardziej boją się tego, kto ma pieniądz, a nie tego, kto ma durne ideały wprost stworzone dla prostych ludzi. I wspólnikiem ? Nie. Raczej kimś znacznie bliższym - odpowiedział uśmiechając się w jej stronę które kontrastowały ze wzrokiem łączącego zimno z wyższością. I w końcu, gdy ta dodała jeszcze do grzech postanowił skończyć tą zabawę.
- Problem jest taki że nie wierzę w żadną religie - Dodał w końcu i natychmiastowo wycelował w inkwizytorkę a dokładniej tą, w której trzymała swoją broń i wystrzelił co powinno spowodować, że kobieta straci możliwość strzału z przestrzeloną ręką. Zaś gdy Badb zdecydowałaby się na swój ruch ten strzeliłby męczennicy w głowę, by ją na wszelki wypadek dobić.

(To czy mu się uda, czy nie zostawiam ci, bo szczerze nie wiedziałem jakbyś wolała to zrobić. Więc też część po tych nawiasach ze edytuje w razie potrzeby)

Frans, zanim zdecydował się na rozmowę z Badb, schylił się, by podnieść dwie łuski po pociskach, które wystrzelił i gdy to już zrobił, wyprostował się chowając je do jednej z kieszeni swojego płaszczu. To..cóż. Ten dzień zdecydowanie wyglądał inaczej niż myślał. Zamiast być w domu to miał przed sobą Cath i martwą męczennicę przed swoimi nogami. W końcu też schował swój rewolwer do kabury znajdującej się pod płaszczem i uśmiechnął się do ciemnowłosej dziewczyny, jednocześnie lekko wzdychając.
- Cieszę się, że ci się nic nie stało. Przez chwilę myślałem, że przypadkowo cię zastrzelę - Odpowiedział patrząc się w jej stronę przez parę chwil. W jego głowie pojawiła się myśl jak zareaguje na to, że powiedział martwej kobiecie, że jest kimś bliższym, lecz nie było to jego najbliższe zmartwienie.
- Mamy około trzech minut jak ktoś tu przybiegnie. Ja wezmę jej rewolwer. Albo możemy ją schować w cieniu, albo pobiec do kogoś, że byliśmy świadkami morderstwa. - Dodał jeszcze i podszedł bliżej stojąc jedynie parę kroków od Badb i ciała leżącego na ziemi. Oj ten dzień się jeszcze prędko nie skończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Sro Lis 22, 2017 8:02 pm

Nigdy nie sądziłam, że zwyczajne stanie w miejscu może przysporzyć człowiekowi tyle trudności. Zwłaszcza, gdy jest się wiedźmą, czującą na sobie oddech inkwizytorki oraz słyszącą jej stonowany głos ze zdwojoną siłą. Poruszyła się, a ja byłam zmuszona uczynić to razem z nią.
- Twoje słowa są profanacją. Ideały są uniwersalne, niezależnie od...
Strzał. Tak. Czarne charaktery mają to do siebie, że o wiele za dużo gadają. Nie dokończyła nigdy zdania. Nie było jej to dane. Przestałam sądzić, że Frans jest świadomy swoich czynów.
Dopiero po dobrej chwili uświadomiłam sobie, jak blisko otarłam się o śmierć. Po huku, w moich uszach rozbrzmiała cisza, nie dobiegał mnie żaden z bodźców. Nie pojmowałam tego, co się wydarzyło, nie poczułam nawet krwi bryzgającej na mój policzek, ani ruchu za mną. Stałam jak wryta, niepewna czy strzał nie padł z przypadku, a ja nie zostałam celem Fransa, po tym, gdy dowiedział się kim jestem naprawdę.
Ledwie potrafiłam zrozumieć, że mężczyzna przez miniony ruch nie trafił dokładnie tam, gdzie zamierzał, raniąc jednak kobietę w ramię. O cal od mojej głowy...
Nie myślałam wiele. W danej chwili obchodziło mnie wyłącznie przeżycie. Dowolnym kosztem. Skorzystałam z danej mi chwili. Wydobyłam nożyk, odgrywając go gwałtownie od pasa, tym razem nie siląc się na dyskrecje. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, męczennica wycelowała w mężczyznę, również oddając strzał. Nie zdążyłam również zauważyć, czy trafiła, biorąc zamach i wbijając swoją skromną broń w udo kobiety.
Jej krzyk zmącił ciszę, która i tak była przerywana odgłosami tejże zażartej walki na śmierć i życie. Wyrwałam się z uścisku inkwizytorki, natychmiast odwracając się przez ramię i usiłując pojąć całą sytuację. Męczennica krwawiła, trzymając się za zranione miejsce. Przywarłam do ściany, schodząc z pola rażenia. Niezależnie od wyniku starcia, bezpieczniej dla mnie było pozostać niezauważonym, aż do końca.
Kolejny strzał. Nie wiedziałam, kto był jego sprawcą. Otrząsnęłam się z szoku, wyraźnie nie nadążając już za ich poczynaniami. Najważniejsze było to, że żyłam. Chyba. Oddychałam, serce tłukło mi w piersi, lecz nie miałam pewności, czy nie rozpadnę się zaraz na kawałki, gdy pozom adrenaliny w moich żyłach zmaleje.
A męczennica leżała na ziemi. Zamrugałam, słowa Fransa dochodziły do mnie jak przez mgłę. Zerknęłam na swoją dłoń. Krwawiła mocno z rany tuż nad nadgarstkiem, którą musiałam zadać sobie podczas wyciągania ostrza z nogi męczennicy. Nie czułam bólu, wciąż się nie otrząsnęłam. Desperacko potrzebowałam czasu na zastanowienie się, nie chcąc popełnić żadnego błędu, skoro wieczór ten zwyczajnie nie przebiegał w zgodzie z moimi planami.
- Nie wyglądam jak świadek morderstwa - skomentowałam, początkowo będąc w stanie wykrztusić z siebie tylko tyle. Mówiłam swoim naturalnym, kobiecym głosem. Nie musiałam już udawać.
Faktycznie, byłam ranna, zbryzgana cudzą krwią, ubrana w męską garderobę, a moje włosy powiewały teraz bezwładnie na wietrze. Rozejrzałam się za zgubionym kaszkietem. Wyglądałam co najmniej podejrzanie. Plan musiał wyglądać więc inaczej.
- Jeśli zapewnisz mi trochę czasu, posprzątam... łącznie z wydobyciem resztek pocisków z jej ciała... - zastanowiłam się na głos, dopiero teraz przenosząc wzrok na kobietę i w myślach układając sobie plan działania. Było to niezwykle trudne, bo pomiędzy każdym logicznym stwierdzeniem, jakie udało mi się uzyskać, stawałam przed blokadą, niepozwalającą na połączenie dwóch punktów w całość. Stwierdziłam jednak, że warto będzie pozbyć się wszelakich dowodów, zwłaszcza, że po rodzaju nabojów można skojarzyć broń i co gorsza - jego posiadacza.
Powstrzymałam się od poklepania się po policzkach. Spróbowałam ponownie, wzrokiem otaczając głąb alejki:
- Możemy zaoszczędzić trochę czasu i wrzucić ją do pierwszej lepszej piwnicy... - mruknęłam, mrużąc oczy. Wiele z okiennic wystawało bowiem właśnie z poziomu piwnicy. Przy odrobinie szczęścia można byłoby je roztworzyć albo rozbić, wrzucić ciało i liczyć na to, że nie zostanie zbyt szybko odnalezione. A przynajmniej mogłoby nam zapewnić to tyle czasu, aby oddalić się bez zwracania na siebie uwagi.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Pią Lis 24, 2017 11:26 pm

Jedyne co można było usłyszeć od Fransa po strzale Męczennicy a jego dopytywaniem w stronę Badb było soczyste
- Kurwa! - I po tym nastała od niego cisza. Pocisk minął jego głowę o parę centymetrów, ale bliski przelot obok ucha spowodował, że w jego lewym uchu zabębniło i po oddaniu kolejnego strzału złapał się za nie jakby to miało jakoś pomoc lekkiemu otumanieniu przez dźwięk. Ale teraz było teraz i właśnie ostrożnie odsunął rękę, podchodząc do ciała Męczennicy. Kula weszła jej prosto w oczodół i prawdopodobnie utkwiła w mózgu. Ale przynajmniej była martwa. Wpatrywanie się w ciało przerwała mu Badb która dość łatwo zburzyła jego plan. I fakt. Była poplamiona krwią.
- Nie wyglądasz. Ale najważniejsze jest to, że nic ci nie jest i żyjesz. - Odpowiedział w jej stronę i schylił się przeszukując każdą kieszeń, jaką mógł znaleźć zabierając głównie dokumenty martwej kobiety no i jej broń, którą postarał się zabezpieczyć i wsunąć w spodnie. Mieli mało czasu. Zbyt mało by mogli się babrać w wyjmowanie pocisku czy dokładne ukrywanie zwłok, a dodatkowo dziewczyna krwawiła więc musiał się sprężać. Niedobrze.
- Problemem jest to, że nie mamy czasu. Gdybyśmy mieli to z miłą chęcią bym ci pomógł, ale niestety... - Stwierdził przerywając nagle swoje zdanie i podniósł się podchodząc do najbliższej okiennicy i traktując je z kopa co spowodowało jeszcze więcej niepotrzebnego dźwięku. Ot Norweg uznał bardzo prostą zasadę kryjącą się pod nazwą “Jebać Finezje” i po rozwaleniu okna zabrał się za zaciąganie kilkudziesięciu kilogramów mięsa w jego stronę spoglądając czasami na Cath...Badb….nieważne. Szczerze mówiąc to doszli do poziomu tej znajomości gdzie miał szczerze wyjebane czy była z Inkwizycji, czy Czarownicą. Równie dobrze mogła być dla niego Jezusem, byleby nie miała jakiś dziwacznych poglądów na świat. A nie miała. Raczej.
- Wiesz. Można uznać, że oboje mamy farta. Ja mam farta,że cię poznałem a ty masz farta że nie mam nic do czarownic. Ba, nawet uważam, że mogą być bardzo przydatne - Odpowiedział i uśmiechnęła się lekko w jej stronę przysuwając ciało do samego skraju okiennicy i wsuwając je w nią, by po chwili grawitacja zrobiła swoje i wciągnęła ciało w mrok piwnicy tworząc niewielki Huk. Przynajmniej na nic nie wpadła. Mężczyzna westchnął lekko i wstał na proste nogi spoglądając na ranę ręki. Trzeba będzie temu zaradzić i to ukryć. I nawet wiedział jak. Czego to się nie robi dla ładnych inteligentnych dziewczyn w potrzebie.
- Dobrze. Plan jest taki. Pójdziemy do mojego biura i tam cię opatrzymy i pogadamy, dobrze ? I teraz stój prosto, bo musimy sprawić byś wyglądała jak normalna dziewczyna, której jest zimno - Odpowiedział i powoli do niej podszedł, jednocześnie ściągając z siebie długi aż po kolana płaszcz i przełożył go na razie przez swoje lewe ramię stając przed dziewczyną i wziął do ręki i ostrożnie starł przy jego pomocy krew z jej policzka tak by była czysta na twarzy. Następnie poprawił lekko jej włosy i nałożył na jej barki swój płaszcz, który był zdecydowanie na nią za duży, ale o to tu chodziło. I miał duże kieszeni zarówno wewnętrzene, jak i zewnętrzne, bo Frans wyciągnął broń Inkwizytorki i wsunął ją do jednej z wewnętrznej kieszeni tak by nie było jej widać. W tym momencie spojrzał jej w oczy i wziął jej krwawiącą dłoń tak by się nie ubrudzić i wsunął ją do bocznej zewnętrznej kieszeni. Wydawało mu się, że trwało to więcej niż niecałe dziesięć sekund, ale to pewnie jego mózgownica znowu sprawiała, że zaczynał marzyć. Eh. Czasami po prostu był zbyt kreatywny. Ale się udało.
Badb wyglądała jak dziewczyna której było zimno a Frans jak jej towarzysz, który postanowił coś na to zaradzić. Nie przejmował się też Kaburą i rewolwerem w niej przypiętej do tyłu jego spodni bo też broń była całkiem popularna i widziano go z nią dużo razy.
- Cóż. Pomijając obecną sytuację to rozpuszczone włosy i męski płaszcz nałożony na plecy dodaje ci uroku - Powiedział w końcu i uśmiechnął się lekko w jej stronę. Nie wiedział czemu tak stwierdził, ale najlepiej było, jak uznał, że zrobił to, by rozładować sytuacje. Cóż. Przynajmniej tak było mu lepiej myśleć.
- Następnie by nie wzbudzać podejrzeń musimy...przejść się do “Perły” Obejmując się nawzajem. Para wracająca do domu w mroźny dzień nie będzie wzbudzała żadnych podejrzeć. Więc też dobrze będzie ją udawać. - Dodał jeszcze zdradzając do końca swój plan. Jednak zanim pójdą chciał wiedzieć jeszcze jedną rzecz.
- Ale przed tym chciałbym znać twoje prawdziwe Imie. Przynajmniej tyle jesteś mi winna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Sob Lis 25, 2017 11:16 am

Nie odpowiedziałam, bo żadne z wyjaśnień nie przychodziło mi do głowy. Jak miałam powiedzieć mu, że nie należę do gatunku „przydatnych” wiedźm? O ile tylko można nazywać mnie wiedźmą. Wszystko w swoim czasie.
Przyglądałam się scenerii, wypatrując każdego szczegółu, o którym mogliśmy zapomnieć. Szczególnie zainteresowały mnie dokumenty męczennicy, wyciągnięte z jej zwłok, jednak nie pora była sprzeczać się, kto zaopiekuje się papierzyskami.
Podniosłam swój brudny od ziemi kaszkiet, spoglądając na niego z powątpiewaniem. Nasłuchiwałam odgłosów dochodzących z reszty uliczek. Nie było szans, aby mieszkańcy nie słyszeli strzałów. W tym ciasnym zaułku nikt nie mógł również dostrzec nas z okiennic, jednak narastające odgłosy rozmów i kroków zwiastowały, że miejsce zbrodni wkrótce zostanie odnalezione. Stałam więc cierpliwie, choć i to zadanie nie należało do najprostszych. Nie chciałam go popędzać, lecz dobiegające rozmowy stawały się coraz bliższe...
Dość biernie odbierałam jego próby doprowadzania mojego wyglądu do porządku. Nie brzydziłam się krwi, póki co moim jedynym zmartwieniem były plany Fransa i dopasowanie się do powierzonej mi roli. Zabrakło mi czasu na opatrzenie swojej dłoni. Wciąż nie odczuwałam bólu, jednak z upływu krwi lekko ciemniało mi w oczach. Posłusznie ukryłam ranę w jednej z szerokich kieszeni, okryta ciężkim płaszczem, przesiąkniętym jego zapachem.
Nie podzielałam jego entuzjazmu. Rozpuszczone włosy kojarzyły mi się z wyzwolonymi damami lekkich obyczajów, lecz obecnie miałam ważniejsze sprawy na głowie, niżli przejmowanie się własną opinią. Chciałam zachować spokój i życie, więc żadna obelga nie byłaby w tej chwili niemożliwą do zniesienia. Przełknęłam moją godność, wracając myślami na ziemię. Byłam gotowa do odegrania kolejnej z ról - zmarzniętej kobiety, wracającej z udanego wieczoru ze swoim mężczyzną. Wtedy ponownie zaburzył porządek w mojej głowie, stawiając swoje żądanie.
Zamarłam. Spodziewałam się tego, a mimo to, nie byłam gotowa. Imię. Nieznaczne słowo, którego nie wypowiedziałam od lat. Serce zabiło mi mocniej. Nie sądziłam, by moje wdzięczne miano, jakie nosiłam dumnie w poprzednim z moich żyć, mogłoby przejść przez moje ściśnięte gardło.
Słowa miały moc. Musiałam go ostrzec. Ostrożnie ułożyłam wypowiedź w głowie. Ujęłam go pod ramię, gotowa do drogi, biorąc głęboki oddech.
- Zaciągnęłam u ciebie dług, który jest niemalże niespłacalny. Jednak poznanie mojego prawdziwego miana nie jest adekwatną ceną... - zaczęłam niepewnie, dostosowując się tempem, jeśli ruszyliśmy do przodu, chcąc jak najszybciej opuścić alejkę. - Wszyscy, którzy je poznali już dawno odeszli z tego świata. Niekoniecznie w zgodzie z ich zamiarami... - Przez głowę przemknęły mi obrazy i imiona. Matka. Bradley. Vivian. Mogłabym wymieniać w nieskończoność; wszyscy skończyli tak samo, dopełniając to upiorne fatum. Niektórym dopomogłam własnoręcznie. - Nie jesteś przesądnym człowiekiem. Może nie dosięgnie cię to, co ja nie bez kozery nazwałabym klątwą - ostrzegłam go, niczym diabeł przed podpisaniem cyrografu. - Powiem ci prawdę. Odpowiem na każde z pytań, jeśli chcesz tej odpowiedzialności. Ale nie zrobię tego tutaj - postawiłam mu warunek, nawet jeśli po wszystkim nie miałam prawa niczego wymagać. Obawiałam się, że w mieście ktoś pochwyci imię, ciążące przez lata na dnie mojej duszy. A może wolałam wypowiedzieć je w bardziej podniosłych okolicznościach?
Nie potrafiłam odgadnąć, co kombinował. Nie wiedziałam, czy to wrodzona nieufność, czy wciąż groziło mi niebezpieczeństwo, jednak nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że coś pomijam i znowu na tym stracę. Również byłam zdania, że jak najszybciej należy oddalić się od miejsca zbrodni, ale nasz punkt docelowy pozostawał sporny. Jak sądziłam, mogłabym znaleźć się w sytuacji bez wyjścia, gdybyśmy znaleźli się na jego terytorium, a on okazałby się być kimś, za kogo go nie uważałam. Może mój błąd polegał na tym, że przez lata zdążyłam zwątpić w dobroć i bezinteresowność ludzkiego serca?
- Dlaczego tam? - zapytałam, gdy wyszliśmy w częściej uczęszczaną uliczkę, wtapiając się pomiędzy ludzi. Mógł wtedy dostrzec, jak diametralnie zmienił się mój wyraz twarzy i głos; weszłam już w swoją rolę. Byłam zakochaną kobietą, spoglądającą na swojego mężczyznę ze szczerym oddaniem, jakby reszta świata nie istniała. Słowa wypowiadałam w subtelnym, zmysłowym tonie, który nie odpowiadał ich treści. Nikt nie mógł podejrzewać, że jeszcze przed minutą kłopotałam się ukryciem zwłok. - Powinnam udać się do chatki. Spakować się, być gotowa na ucieczkę. Powinnam... - powtórzyłam się w lekkim zagubieniu. - To wszystko przemyśleć, przeanalizować jej słowa - ułożyłam już sobie plan, nie wiedząc jeszcze, gdzie mogę się udać. Raz się udało. Być może szczęście dopisze mi po raz kolejny.
Kroczyłam powoli, przenosząc wzrok na resztki przechodniów, jacy nie zdążyli wrócić jeszcze do swoich domów. Mało kto zwracał na nas uwagę. Najwyraźniej na moim czole nie widniał napis „morderczyni”, choć wciąż miałam przed oczyma minioną scenę. Na usta przybrałam uśmiech, kosztujący mnie teraz wiele siły. Zakochanym nie przystoi strapienie. Poprawiłam uścisk na jego ramieniu, śmiejąc się delikatnie, jakby mój partner podzielił się ze mną żartem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Czw Lis 30, 2017 4:50 am

Frans wpatrywał się w Badb i jej lekkie osłupienie spowodowane pytaniem. Czyżby aż tak bardzo bała się swojego imienia ? I miał racje, bo chwilę później napomniała, że każdy, kto zna jej prawdziwą tożsamość odszedł z tego ze świata co w stety czy niestety nie uwierzył. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że istnieją ludzi, którzy widzą byty zwane potocznie “koszmarami” i pewnie ona też je widziała, ale uznawał dość prostą zasadę, która opierała się na tym, że o nich nie myślał, bo...sam ich nie widział. A potem do tego doszła niby klątwa, która niby go miała dosiągnąć, w co ponownie nie uwierzył. A przeklinały go wiedźmy które….cóż. Nie był to moment jego życia, za który mógł być dumny, szczególnie z jego dzisiejszymi poglądami, ale teraz był wolnym człowiekiem - Szlachcicem, który starał się wyciągnąć z tego świata jak najwięcej, a nie Kapitanem, któremu generałowie kazali dopilnowywać wieszania wyłapanych wiedźm. Mogły klnąc żołnierzy, którzy skopywali pod nimi stołki, a nie wydającego rozkazy. Ale wolał o tym nie myśleć, szczególnie że Badb w tym stanie mogłaby od niego zwiać, gdyby się o tym dowiedziała.
- Wybacz, że to mówię, ale według mnie po prostu boisz się bliższych relacji z innymi ludźmi, bo boisz się ich utracić. - Wypalił, obejmując ją i wychodząc z tej przeklętej uliczki. Wreszcie. Chciał się dostać do biura jak najszybciej, bo tam jego towarzyszka mogłaby zostać jak najszybciej opatrzona o i byłaby bezpieczna, a to był jego priorytet. W szczególności, że wiedział, że będą tam bezpiecznie z ochroną i większą bronią.
No i też chciał się jej pokazać z jak najlepszej strony by mu w końcu do cholery zaufała. I chciał to zrobić jeszcze bardziej po jej pytaniu. Przynajmniej jej ton głos był miły dla jego ucha. Jednak nie odpowiedział, a po prostu szedł dalej, ciągle ją obejmując blisko siebie. Musiało to wyglądać zabawnie bo jego partnerka była okryta dwoma płaszczami, a on szedł w prostej koszuli z długimi rękawami, co najwidoczniej nie robiło na nim wrażenia. Dopóki temperatura nie schodziła do -10 stopni Celsjusza mógł chodzić w koszuli, czując najwyżej lekki dyskomfort. Od lata treningu, ranne biegi kilka razy w tygodniu oraz przedewszystkim urodzenie się w zimniejszej części europy robiło swoje.
Równie dobrze mógłby się nad tym zastanawiać przez całą drogę, jednak stwierdzenie czarnowłosej lekko go zirytowało, co zresztą wydawało się oczywiste. Tak więc zdecydował się na cięższe westchnięcie co raczej było jednoznaczne z tym że, nie był zadowolony z jej slów.
- Nie powinnaś. Będziesz najbezpieczniejsza u mnie. Na razie. Poza tym swoją ucieczką tylko potwierdzisz że miała racje. A tak ? Skreślą cię z listy potencjalnych...wiesz - Odpowiedział spokojniejszym, bardziej miękkim głosem i przy tym pogłaskał parę razy jej ramię, by ją uspokoić. W jego głowie pojawiła się myślże fasada wracającej do domu pary, mogłaby być prawdziwa. Rozmowa o luźnych przyjemnych rzeczach mogłaby naprawdę przyjemna, szczególnie że rzadko takie prowadził. Po powrocie do posiadłości lub mieszkania po prostu siedział przy kominku, lub przed oknem, czytając czy myśląc (co robił aż nazbyt często) popijając przy tym Whisky czy szkocką. Przydałoby mu się tydzień wolnego, który mógłby z kimś spędzić. O tak.
- Wyglądało na to, że nie miała sama pewności. Poza tym powinnaś oszczędzać swoje siły i skupić się na dojściu ze mną do Perły. Chyba że wolisz bym cię zaniósł - Odpowiedział i uśmiechnął się, wpatrując się przez parę sekund w jej oczy. Babd przynajmniej mogła być pewna jednej rzeczy. Że Norwega sytuacja sprzed raptem paru minut nie ruszyła. A przed chwilą przecież kogoś zastrzelił co mogło być albo wyznacznikiem jego profesjonalizmu albo tego że miał skłonności socjopatyczne. I naprawdę się nie przejmował. Ot kolejna śmierć, kogoś nieważnego dla niego, kogoś kto stanął mu na drodze i zagroził...raczej bliskiej mu osobie. Teraz to nie była dla niego osoba. To była kolejna cyfra. Frans ponownie westchnął i spojrzał w niebo jakby chciał uciec od tej całej sytuacji w niebo. Bo chciał.
- Naprawdę wolałbym zabrać cię na randkę czy kolacje aniżeli zabić na twoich oczach jakąś sukę z inkwizycji - Wymruczał w jej stronę, jakby mu było wszystko jedno że powiedział co chciał zrobić od jakiegoś czasu. Z jednej strony uratował jej życie a z drugiej sam musiał z nią “walczyć”. Gdyby mógł ktoś pomóc. I okazało się mógł, bo zauważył jednego ze swoich podwładnych, który akurat wychodził z pubu. Co prawda był to jeden z ochrony dziennej, ale nadał się idealnie do jego małego planu.
Mężczyzna widząc brodacza skłonił lekko głowę w jego stronę, lecz zamiast podobnego gestu został przywołany do pary machnięciem ręki co mogło znaczyć “Chodź tu” więc też do nich podbiegł, stając przed nimi. Ot był to zwykły mężczyzna w kaszkiecie, kratowanej marynarce i prostych szarych spodniach. Nie wyróżniał się za bardzo więc też Badb mogła nie wiedzieć kim on jest i czego chce. Aż do momentu, kiedy jej partner się odezwał.
- Nie odzywaj się. Biegnij do Perły postaw ochronę w stan gotowości i zaciągnij do mojego biura lekarza. Liczę na ciebie - Powiedział krótko, na co jak się okazało podwładny Frans nie odpowiedział. Po prostu odwrócił się i poszedł szybkim krokiem w tą samą stronę co oni. Teraz musiał wyjaśnić na bardzo szybko sytuacje Badb.
- Nikt nie będzie zadawał ci żadnych pytań dopóki wiedzą, że jesteś ze mną. I jeszcze pięć minut….wytrzymaj proszę - Dodał jeszcze ze słyszalną troską w głosie i przyśpieszył lekko by znaleźć się z nią jak najszybciej w jego mieszkaniu. Tam oboje by odetchnęli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   Sob Gru 02, 2017 4:55 pm

Uśmiechnęłam się mimowolnie, czując jak odpływam. Ciemniało mi w oczach, każdy kolejny krok przychodził z coraz większym trudem. Mimo to, resztki sił poświęciłam na wiarygodnym odgrywaniu swojej roli, przyklejając się do mojej podpory bardziej niż pozwalałyby na to normy społeczne. Uniosłam twarz, obdarzając go lekko zmęczonym spojrzeniem. Czułam jak z policzków odpływa mi krew wraz z resztką kolorów.
- To słodkie, jak dobre masz o mnie mniemanie... Nawet po tym wszystkim. - Ułożyłam usta do śmiechu, lecz żaden dźwięk nie wydobył się z moich ust. Nie miałam już na to siły.
Wykreowana przeze mnie postać wdowy nie pojawiła się z obawy przed bliskością. Kłamstwo nie chroniło mnie przed utratą przyjaciół. Nie. Martwiłam się wyłącznie o siebie i robiłam wszystko, by zachować moje marne życie. Dowolnym kosztem. Nie było w tym piękna, podniosłych wartości, bohaterstwa. Byłam tchórzem, który nie chciał już nigdy więcej stanąć w roli ofiary.
Kroczyłam jak we śnie, a kolory i odgłosy dobiegające mnie z każdej strony zlały się ze sobą. Ranną dłoń zacisnęłam w piąstkę, czując jak w wewnątrz kieszeni gromadzi się krew. Nie obdarzyłam pobolewającego miejsca wzrokiem, modląc się, by na ciemnym materiale nie było widać plam krwi. Jeszcze tylko trochę. Wytrzymam.
Nie zgodziłam się ze słowami Fransa, lecz nie miałam siły się sprzeczać. I tak obecnie nie dotarłabym o własnych siłach do chatki oddalonej o wiele kilometrów od podnóży Wishtown. Nie miałam najmniejszego wyboru. Zastanowiłam się na głos, utrzymując ton półszeptu:
- Nie wiedziała, kim dokładnie jestem. Nie powiązała mnie z osobą wdowy, inaczej kojarzyłaby również i ciebie. Musiała... spostrzec się, że mimo przebrania, żaden ze mnie mężczyzna... - analizowałam na głos krok po kroku minioną sytuację. Może to optymistyczna wizja, ale nie sądziłam, by znała moją prawdziwą tożsamość. Gdyby tak było, z pewnością nie chwaliłaby się posiadaniem „niezwykłej broni”. Znając się na mojej „mocy”, musiałaby wiedzieć, że wszystko co niezwykłe, traciło w mojej obecności swoje interesujące cechy. - I to uznała za wystarczający powód, aby oddać mnie w ręce Inkwizycji - wydedukowałam, a myślenie autentycznie powodowało u mnie zmęczenie. - Nie, nie wiem... Muszę... Zobaczyć jej dokumenty - oznajmiłam niespodziewanie, jakby gotowa zrobić to tu i teraz. Odpływałam coraz bardziej, tracąc pojęcie, co jest racjonalne.
- To nie ujdzie nam na sucho... - mruknęłam jeszcze, oddychając ciężko. Wyłącznie czarne myśli gościły w mojej głowie. Niemożliwym było nie spotkać się karą za morderstwo pracownika świętej organizacji. Że też wpadłam w takie bagno... - Prowadź więc - jęknęłam, lecz jak na złość nie byłam w stanie postawić kolejnego kroku. Zatrzymałam się na chwilę, a głowa opadła mi na jego klatkę piersiową. Przymknęłam oczy, walcząc z własną słabością. - Może będziesz musiał... - szepnęłam z lekkim rozbawieniem, nieadekwatnym do obecnej sytuacji, odpowiadając na wzmiankę o niesieniu mnie. - Nie będę też zła, jeśli wzorem tamtej, wrzucisz mnie do którejś z piwnic mieszkalnych... - powiedziałam, żartując tylko w połowie. Miałam dość pragmatyczne podejście - jak ukrywać dowody zbrodni to na całego!
Potrzebowałam po prostu chwili. Chociaż... Nie, odpoczynek był złudną pomocą, po której ciężej będzie mi wrócić do resztek sprawności, jakie we mnie zostały. Nim ruszyłam do przodu, z moich ust wyrwał się mrukliwy szept:
- Chciałabym móc ci zaufać...
Przymknęłam oczy, pociągając niemrawo nogami. Niewiele brakowało, bym leciała przez jego ręce, rozpłaszczając się jak długa na kostce brukowej. Ponownie oparłam o niego głowę, tym razem bokiem, idąc tam, gdzie mnie prowadził. Nie miało dla mnie już znaczenia, w jakim miejscu się znajdę i czy grozi mi dalsze niebezpieczeństwo. Wiedziałam jedynie, że dokończę swojego żywota, jeśli nie zatamuję krwawienia na mojej ręce.
Nie wiedziałam, ile czasu minęło, ani w jakim kierunku poszliśmy. Ledwie odbierałam bodźce z zewnątrz, zupełnie zignorowałam pojawienie się kolejnego jegomościa, zapewne pracownika Fransa.
- Nie obawiaj się. Jestem profesjonalistką w trzymaniu się życia - bezgłośnie zachichotałam z żartu zrozumiałego tylko mi, na moment tracąc świadomość.

/zt x2?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stoisko z tkaninami   

Powrót do góry Go down
 
Stoisko z tkaninami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Stoisko "Rzuć Urok"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Pchli targ-
Skocz do: