IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet Matta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Gabinet Matta   Pon Lip 11, 2016 8:17 pm

First topic message reminder :



Na końcu korytarza, za drewnianymi drzwiami z wyrytymi cyframi "93" znajduje się typowy gabinet Inkwizycyjnego grabarza. Ze względu na położenie ów pokoju jest tu tylko jedno małe okno, przez które nie wpada wiele światła. Poza tym gabinet nie różni się niczym od innego, typowego gabinetu grabarza - dębowe biurko, a nań lampka naftowa, kałamarz z atramentem i popielnica, krzesło, oraz dwie półki na dokumenty. Po pokoju wala się również wiele różnorakich papierzysk, bo jak sam właściciel utrzymuje "już od, cholernego roku nie może się doprosić tej jebanej, trzeciej półki", ale przyzwyczaił się już do irytującego bałaganu...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Czw Sie 18, 2016 1:02 am

Ech... Oczywiście zachowywała się jak skończony bachor, jakże mogło być inaczej? Chyba jak zwykle nie docenił jej zdolności robienia z siebie kompletnego pajaca, ale cóż... Powinien był to przewidzieć. Jednak mimo chyba już nieuniknionych, infantylnych zachowań swojej kuzynki zauważył coś jeszcze, bo Selene wydawała się jakoś dziwnie... wyhamowana? I jakoś taka mniej odważna w swoich ruchach. Takie przynajmniej odnosił wrażenie, dopóki brutalnie nie został sprowadzony do pionu i kuzynka nie przypomniała mu o tym, że w jej obecności zawsze trzeba zachować czujność.
Właściwie sam mnie zdążył nawet zauważyć, że tak bezprecedensowo wyrwała mu fajkę z ust i ani się nie obejrzał, a Selene uznała jego dłoń za popielniczkę. Nie krzyknął jednak (ból nie był do niewytrzymania), a tylko wyszarpnął się tak mocno, że nieomal spadł z krzesła. Natychmiast spojrzał na ślad na dłoni. Zmarszczył brwi i zacisnął zęby. Gdyby nie to, że coś od niej w tym momencie chciał, urządziłby jej taką awanturę, że już do końca życia nie śmiała by się pokazać na tym samym piętrze na którym znajdował się jego gabinet, ale przecież teraz zależało mu na czymś zupełnie innym, nieprawdaż? Tak więc zduszony w sobie, zmusił się do jadowitego uśmiechu i niczym żmija syknął:
- Wybornie! Tylko może na przyszłość mi to najpierw powiedz, a później ewentualnie przejdź do rękoczynów, skoro nie możesz się powstrzymać...
Później para trochę z niego zeszła, w czasie kiedy ona mówiła. Z zamkniętymi oczami wsłuchiwał się w każde jej słowo, jakby szukał jakiegoś głębszego sensu w każdej literce.
W końcu uchylił swoje powieki i uraczył ją swoim spojrzeniem. Minę zachował poważną, choć szczerze mówiąc w środku był dość zaskoczony jej zachowaniem. Nigdy wcześniej nie widział ją w takim stanie. Bo mimo iż starała się to ukryć najlepiej jak potrafiła to widać było jak na dłoni, że jest tym niemiłosiernie skrępowana, co było nawet dziwnie urocze. Teraz jednak musiał zachować zimną krew, więc wziął głęboki oddech i powiedział:
- To ty uważasz, że to jest chore? A może raczej myślisz, że inni "którzy by o tym wiedzieli" uznają to za chore? - Mówił, a brzmiało to bardziej jak zdania twierdzące, niż pytania. - Sama przyznałaś, że sprawia to tobie przyjemność, więc w czym leży problem? Przyznaję, nasze pierwsze spotkanie zostawia sobie wiele do życzenia, lecz nie mógłbym nie zauważyć i żywię szczerą nadzieję, że ty również, że... po tym wszystkim całe napięcie i to nie tylko pomiędzy nami się ustabilizowało. - Ciągnął dalej spokojnym tonem. - Nie zaprzeczysz chyba, że byłaś po tym spokojniejsza? Ulżyłaś sobie i ci się podobało, a przy tym ja również odczułem.. ulgę, więc nie widzę powodów dla których miałabyś mieć jakieś wątpliwości moralne. Chyba nie robiłaś tego po raz pierwszy?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Czw Sie 18, 2016 2:40 pm

Spojrzała na niego tylko groźnie, ale powstrzymała się od komentarza. Zdanie za bardzo ją skrępowało. Gdyby zawierało inną treść, nie wahałaby się zdzielić go po potylicy, jednak teraz musiała zachować zimną krew, aby nie pokazać, że nie może się obejść bez katowania wszystkich naokoło, wbrew jego słowom.
Och, dlaczego musieli rozmawiać?! Selene była człowiekiem czynu, jeśli by tylko nie powiedzieć, że zwyczajnie nie nadawała się do poważnych tematów. Zamiast tego mogłaby po prostu zaprzeczyć wszystkim swoim zapewnieniom i przejść do dzieła. Szarpnąć go za te rude kudły, przygwoździć do blatu i żądać przeprosin za ten protekcjonalny ton. Uległby jej, była pewna. Ale jednak wciąż rozmawiali, co raczej dobrze świadczyło o resztkach poczytalności i odpowiedzialności Sel.
- Inni tak uznają? Opinia ogółu jest zazwyczaj prawdą, Matt. Nie ma znaczenia, czego pragnę ja. – Zmarszczyła brwi, spoglądając na niego z powątpiewaniem. W rzeczywistości to wierzyła, tak samo było z Inkwizycją, bo jak sądziła – taka potęga nie może się mylić.
- Tego? To… ma jakąś nazwę? – ożywiła się nagle, bardziej niż by chciała okazać. Chętnie wpadłaby w nałóg i czyniła do końca swoich dni. – I nie… Starałam się szanować protesty innych… na ile tylko było to możliwe. Zdarzało mi się posunąć o krok za daleko, ale, och, nigdy aż tak! – Owszem, nieraz panny opuszczały jej alkowę z siniakami, zadrapaniami i śladami ugryzień, ale nigdy nie była w stanie długo sprzeciwiać się ich woli, zwłaszcza, że żadna z nich nie czerpała z tego przyjemności, jak czynił to Matt.
Na samo wspomnienie poczuła rozkoszne mrowienie w okolicach podbrzusza. Świadomość, że siedzi na pamiętnym biurku już na nią działała. Wstała prędko, bojąc się, że odczyta jej pragnienia. Zaczęła krążyć po pomieszczeniu, przystając raz co raz przy leżących na półce papierzyskach, jakby coś ją w nich zainteresowało.
- Zakładam za to, że ty jesteś nieopisanie doświadczony, tak? – prychnęła, aż nie sposób było nie wyczuć drobnego przekąsu w jej głosie. Zazdrościła mu tego, oczywiście. I za nic na świecie nie chciała, aby ktoś taki jak on, uczył ją sztuki, w której to ona wina być panią sytuacji. Miała do niego drobny żal, że ujął ich pierwsze spotkanie w tak niepochlebne słowa – „pozostawia sobie wiele do życzenia”, podczas gdy ona sądziła, że lepiej być nie może. Starała się przecież! Była z siebie prawdziwie dumna!
Wypuściła pojedynczy dokument z rąk, zbliżając się do Matta, stając tuż za jego siedliskiem, aby jej nie widział. Teraz mogła rozmawiać swobodniej. Uniosła łagodnie dłoń, muskając samymi opuszkami palców kosmyki jego włosów, pewna, że mężczyzna nie powinien tego poczuć.
- Ja… z tobą właśnie posunęłabym się o krok za daleko. Łagodnie powiedziawszy. Przez twoje reakcje, ja… - przerwała, czując nieznośne gorąco na policzkach. – Jestem tego świadoma. Nie potrafiłabym się pohamować, gdy już dawno wypadałoby przestać. To nie skończyłoby się dobrze. Któregoś razu pewnie skrzywdziłabym cię na poważnie, nie mogąc się powstrzymać. Nie znam swoich możliwości… Ile ostatnio brakowało, abym cię udusiła? Mogłabym zbyt mocno spętać ci dłonie. Bić cię do krwi, podczas gdy ty reagowałbyś nienaturalnie jak na człowieka; prosząc o więcej. Nie wiem, jak miałby działać taki „układ”, ale nie wróżę mu świetlanej przyszłości. – Ostatecznie ściszyła głos niemal do szeptu. – Jestem pewna, że kiedyś znajdziesz kogoś bardziej odpowiedzialnego ode mnie do tej zabawy – oznajmiła bez żalu. Co by się nie mówiło i jak by się nie zachowywała, wciąż pozostawał jej kuzynem, którego nie chciała krzywdzić w sposób, z którego odwrotu już nie było.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Pią Sie 19, 2016 9:09 pm

Zmarszczył brwi i westchnął. - Ogół nie zawsze ma rację, Selene. Większość ludzi kiedyś uważała, że ziemia jest płaska i chyba nie muszę ci mówić, na ile było to zgodne z prawdą? - Naprawdę nie cierpiał myślenia typu: "skoro wszyscy tak uważają, to musi być to prawda" i ogólnego owczego pędu, w tym wszystkim jeszcze nie poddawania niczemu krytycznemu myśleniu. Właśnie tego chyba najbardziej nie znosił w swojej kuzynce, a przy tym wyjątkowo dobrze oddawała całą mentalność tej zakichanej organizacji. Szczerze wątpił, że jakiekolwiek próby uświadamianie jej tego przyniosą jakieś pożądane skutki, lecz trzeba było chociaż spróbować. Co miał do stracenia?
- Z resztą co "ogół" miałby mieć do gadania na temat tak intymnych rzeczy jak to w jaki sposób sprawiasz sobie czasem najzwyczajniejszą w świecie, ludzką przyjemność? O ile nie stwierdzisz, że musisz komuś to wygadać masz gwarancję, że z mojej strony żaden "ogół" się niczego nie dowie. - Była jeszcze opcja, że ktoś ich mógł nakryć, ale na to też się coś poradzi, na razie nie to było ich największym problemem.
Wodził za nią wzrokiem, kiedy ta nerwowo kręciła się po jego gabinecie, a on nadal w spokoju siedział na swojej poduszeczce. Jaka ona teraz była spięta, co w sumie było uzasadnione... No, może nie uzasadnione, bo Matt nie widział żadnych powodów dla, których miałby się czuć skremowany, ale zważywszy na to, że była to Selene ,to mógł jakoś zaakceptować to co robiła.
"Nieopisanie doświadczony", aż mu się na twarz wdarł lekki uśmiech.
- Och Selene, ten akt nosi wiele imion, a właściwie sama nazwa zależy od inwencji twórczej jej uczestników. Ja proponowałbym mówić o tym jak o "zabawie", gdyż koniec końców tym właściwie jest. - ciągnął trochę weselej niż dotychczas - Poza tym używasz takiego tonu, jakbym dopuścił się nie wiadomo jakiej zbrodni, ale owszem, mam pewne pojęcie i doświadczenie w "tym". Za to z tego co mi mówisz wynika, że ty nie masz za grosz ani jednego, ani drugiego, ale... - Pozwolił sobie przymknąć ponownie oczy i skrzyżować ręce. - Ale muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Jak na kogoś kto robił to po raz pierwszy, niemalże bezbłędnie wczułaś się w rolę, polegając jedynie i wyłącznie na swoim instynkcie. Brakowało ci tylko... Jak już mówiłem samej wiedzy co można zrobić. Dałoby ci to więcej swobody i pola co popisu. Naprawdę masz predyspozycje... - Rozmarzył się przez chwilę,  ale właściwie myślał o sobie i raczej o braku owej swobody.
Nawet nie zauważył jak Selene znalazła się za nim. Spuścić ją z oczu i dać jej zajść siebie od tyło, było właściwie równoznaczne z popełnieniem samobójstwa, ale o dziwo Mattowi to nie przeszkadzało. Nie, on był zbyt pogrążony w swoich rozmyślaniach (co nie znaczyło, że jej nie słuchał), a jego humor znacznie się poprawił. Ba, nawet zapomniał o tym przypalonym śladzie na jego dłoni.
Nagle głupawo zachichotał pod nosem, aż sobie zasłonił i odchrząknął późnej, po czym rozbawiony rzucił. - Selene, jestem w szoku... Nie miałem pojęcia, że aż tak Ci zależy na twoim starym kuzynie. Chyba się wzruszę. - Obrócił się w końcu do niej z szerokim uśmiechem na twarzy. Wbrew pozorom nie drwił z niej teraz w taki złośliwy sposób jak zwykle, lecz bardziej  z przymrużeniem oka. Ten jej mały wywód z jakiegoś powodu wydał mu się jakiś taki pocieszny, mimo iż dotyczył on jak najbardziej poważnych w ich przypadku tematów. Może stało się tak przez to jej dziwno-urocze spięcie? Kto wie?
Odwróciwszy się już, przed oczami mignęła mu jej ręka. Zdziwiło go to niemiłosiernie i jakby przez chwilę się zwiesił na momencie. O co chodzi? Co to miało znaczyć? Czyżby ona..? W sensie jak zaczęła gadać o tych jego całych reakcjach... Nonsens! Zapewne to były jakieś kpiny!
W tym momencie właśnie zdał sobie sprawę, że całkowicie się rozproszył. Weź się w garść Matthew!
Natychmiast zerwał się z krzesła i poprawił włosy, po czym skierował się w jej stronę i przybierając poważną rzekł z niemniej poważnym tonem.
- Właśnie z tego powodu cię tu przywołałem... Nasze pierwsze spotkanie, było nakręcone bardzo negatywnymi emocjami i oboje możemy potwierdzić, że wyszło to trochę... przypadkiem, a o ile będziemy "bawić się" w sposób kontrolowany, to żadne z nas nie powinno tego żałować. Każde z nas tego chce, a ja przecież nie jestem jakimś pierwszym lepszym żółtodziobem i doskonale wiem jakie potrafią być konsekwencje takich zabaw, poza tym też znam moje ciało i wiem ile potrafię wytrzymać. - Ciągnął dalej. - Choć muszę przyznać, że nad supłam i węzłami trzeba będzie jeszcze popracować, ale wszystko w swoim czasie. Co do możliwości uduszenia... Pamiętaj o tym, że gdyby moja twarz przybrała fioletowawy kolor to należałoby troch zmniejszyć nacisk. - Kiwał głową i już miał się odwracać, by sięgnąć po swoją torbę, lecz nagle się zatrzymał i nie patrząc kuzynce w oczy dodał jeszcze. - Same twoje wątpliwości dowodzą, że może jest coś w tobie takiego jak odpowiedzialność. To chyba nie jest nic nowego dla ciebie? Dzień w dzień jesteś, przecież odpowiedzialna za tą Erin, nieprawdaż? Chyba mógłbym ci się wystawić na talerzu i nie martwić się, że umrę? Ufam ci, że taki przywilej mają tylko czarownice. - Ostatnie zdanie wypowiedział trochę żartobliwie, ale nie zmieniało to faktu, że sumienie odciągało go od tego pomysłu jak najdalej. Niestety pokusa była zbyt silna, a takich jak ona nie znajduję się tak, od tak. Zasmakował już w zakazanym owocu, było mu to potrzebne i to bardzo. Tylko czas pokaże, czy nie popełnił największego błędu w swoim życiu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Sob Sie 20, 2016 5:15 am

Spojrzała na niego ze zdziwieniem, jakby dopiero teraz uświadomiła sobie, że Ziemia wcale płaska nie jest. Odpowiedziała z względnym spokojem, zza zmarszczonych brwi:
- Wbrew pozorom, inni też mają coś do powiedzenia. Jeśli przez to, co sprawia mi przyjemność, mam być wytykana palcami albo traktowana gorzej… Tak, to ma dla mnie znaczenie. Możesz nie mieć wstydu, jednak ja nie będę zadowolona, gdyby to wyszło na jaw.
Puściła komplement mimo uszu, bo jak sądziła – był on nieszczery, Matthew zapewne rzucił nim tylko, aby pomóc sobie w dojściu do upragnionego celu. Dużo większą uwagę za to poświęciła do drobnej złośliwości, która padła z jego ust, nawet w dobrej wierze.
- Nie muszę cię wysłuchiwać, Matt. Jeszcze jedna kpina w moim kierunku, a przysięgam, że stąd wyjdę. Nie jestem tu dla siebie, więc proszę, nie denerwuj mnie bardziej niż to konieczne – syknęła, rzucając mu ostrzegawcze spojrzenie. – Nie chodzi to; twoja śmierć nie byłaby wielką stratą dla świata ani dla Inkwizycji, mimo wszystko, wolałabym się jednak do niej nie przyczyniać, a tym bardziej nie chciałabym, aby mnie znaleziono nad twoimi zwłokami – wyjaśniła rzeczowo, minimalnie naciągając prawdę. Oczywiście, nie życzyła mu źle. Ale też nie żywiła do Matta cieplejszych uczuć, z jego osobą wiązała jedynie przykre wspomnienia, gdyż te lepsze, z dzieciństwa, zdążyły się zamazać pod upływem czasu. Nie uroniłaby łzy na jego pogrzebie. A jednak, coś sprawiało, że wysłuchiwała go do końca, dawała się z wolna przekonywać na ten szalony plan. Czyżby to z chęci zaspokojenia swoich chorych potrzeb? A może ze wzgląd na stare czasy? Wolała nie wiedzieć, obie opcje przerażały ją równie mocno.
Jak oparzona, zabrała prędko dłoń, chowając ją za siebie niczym narzędzie zbrodni. Mogła mieć tylko nadzieję, że nie dostrzegł jej idiotycznego zamyślenia, w którym nie kontrolowała swoich ruchów.
- Właśnie tu leży problem, Matt. Nikt na tym świecie nie denerwuje mnie równie mocno co ty. No prawie nikt – poprawiła się prędko, przypominając sobie osobę doktor Deneve, która strącała jej kuzyna z pierwszego miejsca, jednak wciąż przyzwalając mu na miejsce u swojego boku, na szlachetnym podium. – Prowokujesz mnie samym oddychaniem. Ledwie się odezwiesz, a ja już mam niepohamowaną ochotę wetknąć ci słowa z powrotem do gardła, ha. – Wzruszyła ramionami i wykonała w jego kierunku wymuszony uśmiech z miną pt. „nic na to nie poradzę”. – I nie zmieni tego, nawet to, że oddasz mi się jak na tacy. Jeśli… naprawdę to lubisz – powiedziała niepewnie, wciąż nie potrafiąc przyjąć do wiadomości, że po świecie kroczą ludzie, pragnący być poniżani. – Pewnie będziesz chciał więcej, ponad swoje siły. Albo i ja się przesadnie wczuję? To nie skończy się dobrze, tylko mówię. A uwierz mi, istnieją przyjemniejsze sposoby na popełnienie samobójstwa. – Pokręciła głową, wykrzywiając wargi w grymasie, jakby wcale jej nie zależało. Nie zamierzała go dłużej przekonywać, w tej kwestii nadawali na zupełnie innych falach, nie doszliby do porozumienia.
Na jego szczegółowe wyjaśnienia rumieniła się tylko bardziej, choć zdawać by się już mogło, że jej twarz nie przybierze koloru głębszej czerwieni. Raziła ją swoboda mężczyzny, jego bezpośredniość i niedbałość w nazywaniu rzeczy po imieniu. Nie przywykła do tego, wychowała się w środowisku, w którym o seksie małżeńskim mówiło się nieśmiałym szeptem, nawet nie wspominając o… tym, jakkolwiek się to nazywało. Bardzo chciała mu dorównać, ale zawstydzenie brało górę, dając jej znak, że nie jest jeszcze gotowa. Jedynie ciekawość nieznanego kazała jej słuchać kuzyna.
- Co? – wyjąkała nagle, zupełnie zbita z tropu. – Chciałbyś powtórkę z rozrywki? Miałabym cię jeszcze raz…?! – omal nie przytknęła dłoni do ust, jakby co najmniej wyrwało się jej głośne przekleństwo na pogrzebie. Klapsy to jedno, jednak duszenie wykraczało poza wszelakie granice. Zaczynała naprawdę podejrzewać, że Matt chce dokończyć żywota za jej pomocą.
- Nie bierz mnie pod włos. Erin to inna sprawa. Ona… nie jest tak delikatna jak ty. A przynajmniej potrafiłaby mi oddać, gdybym ją skrzywdziła – „i gdybym tylko dała jej przy tym szansę” – dodała w myślach, zastanawiając się głośno, zupełnie nie wiedząc, skąd mógł wysnuć takie absurdalne porównanie. – Nie wiem, nikt wcześniej nie zdawał się wyłącznie na mnie. Jeśli tak ujmujesz sprawę, mam większe doświadczenie w krzywdzeniu ludzi niż w nie robieniu tego… Twoja sprawa, jeśli tego właśnie chcesz. Pewnie będziesz płakał, jeśli pogruchotam ci kości albo uszkodzę cię na dłużej… Och, nie oznacza to, że się zgadzam! - wymieniała, przesadzając odrobinę, aby go przestraszyć i odwieść od tego szalonego pomysłu. – Skoro już staram się zrozumieć… Może powinnam poznać twoje motywy? Ty pojmujesz, dlaczego taki układ mi odpowiada, prawda? Władza jest pociągająca. To, że ktoś jest zdany wyłącznie na mnie. Świadomość, że mogę zrobić z drugą osobą, co mi się rzewnie podoba. Powiedz mi więc, jak wygląda to z twojej perspektywy. Co jest przyjemnego w obrywaniu? Ciągłym poniżeniu? Braku swobody i poddaniu? Wyjaśnij mi ten fenomen – poprosiła grzecznie, starając się przy tym nie umrzeć ze wstydu. Nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze zbierze się na podobną otwartość przy nim.
- I… czego ode mnie oczekujesz? Nie znam się na tym, jak sam zdążyłeś zauważyć. Niczym cię zapewne nie zaskoczę… - przyznała, z trudem spoglądając mu w oczy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Pią Sie 26, 2016 7:03 am

Westchnął głęboko. - Z tym że śmiem wątpić aby inni mieli coś istotnego do powiedzenia w tej sprawie. Nie widzę sensu dalszego drążenia tego tematu, a na pewno nie teraz.- Mruknął i zmierzył ją wzrokiem z góry do dołu. Nie lubił tak po prostu sobie odpuszczać, lecz trzeba czasami wiedzieć, w którym momencie do rozmówcy po prostu nic nie dotrze. - Uwierz mi, mi również nie widzi się być obrzucanym kamieniami na ulicy. Dlatego właśnie radziłbym nie wspominać o tym poza drzwiami gabinetu, ale zapewne takich rzeczy nie muszę ci tłumaczyć... - odparł.
Ech... Selene miała niezwykły dar interpretowania prostych i nieskomplikowanych wypowiedzi na swój pogmatwany sposób. Ze wszystkich jej odchyleń od normalnej, myślącej osoby, chyba to doprowadzało go do szewskiej pasji najbardziej, choć ludzie z całkowitym brakiem dystansu do siebie sprawiali mu wiele rozrywki, musiał przyznać, lecz czasami jej debilny upór przy błahych sprawach potrafił mu nieźle zleźć za skórę.
Powstrzymał się więc na jej własne życzenie od wszelakich "kpin", ale nie miała nad nim jeszcze takiej kontroli, by całkiem go zamknąć.
- Mądry wybór. - Mruknął do niej, odwracając wzrok i krzyżując ręce. - Zacząłbym się naprawdę o ciebie martwić, gdyby było to z jakiegokolwiek innego powodu. - Mówił dalej i jakby cicho westchnął. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że przebywanie z nim dłużej niż było to konieczne było spełnieniem najgorszych koszmarów, ale nie przeszkadzało mu to tak bardzo. Ba, było mu to nawet na rękę, bo kto chciałby na głowie chmarę szczebioczących idiotów w wolnym czasie? Nie dość, że musiał zmagać się z tym w pracy to jeszcze miałby się nimi raczyć wtedy, kiedy nie musiał? Aż takim masochistą to nie był. O wiele bardziej cenił sobie chwile, które nie wymagały od niego jakichkolwiek interakcji z innym osobnikami, na dodatek tak drażniącymi jak jego kuzynka (a ich wcale nie było tak mało).
Reszty jej wywodu wysłuchał już w ciszy i powstrzymując się z całych sił od kpiącego uśmiechu. Chciała pokazać, że jakoś sobie radzi w tej sytuacji że to ona robi mu łaskę, ha! Może słowa Selene głosiły jedno, lecz jej ciało całkowicie zdradzało jej pragnienia i intencje, nieważne jak bardzo chciała to ukryć. Miejmy tylko nadzieję, że podczas ich "zabaw" będzie sobie lepiej radziła niż podczas tej rozmowy.
- Nie twierdzę, że tak nie jest i oczywiście nawet nie oczekuje, że twoje nastawienie do mnie miałoby poza granicami tego gabinetu ulec jakiejkolwiek zmianie, jak również nie przewiduję, że moja niebywała zdolność do uprzykrzania innym życia miała w stosunku do ciebie miałaby jakkolwiek stracić na intensywności, ale jak już mówiłem... To co dzieje się w gabinecie jest w ogóle nie związane z tym co dzieje się poza nim i na odwrót, więc nie wskazane, by było mieszanie tych dwóch płaszczyzn. - Mówił poważniejąc z każdym słowem. - To, że tu będę zdany jedynie na twoją łaskę, nie znaczy, że możesz mi cokolwiek zrobić poza nim, ale o dyskrecji chyba nie muszę ci mówić, bo zdążyłem zauważyć że na tym ci akurat zależy...
- Humpf. - Rzucił Selene trochę zaczepne spojrzenie. -Nadal mi nie ufasz... -Mruknął, ale bardziej było to przeznaczone wyłącznie dla jego uszu. Obruszył się trochę. To on powinien mieć o wiele więcej wątpliwości co do jej kompetencji, a nie ona! Nie odzywał jednak na ten temat. Jak na razie.
Reakcja na wspomnienie o podduszaniu jednak go trochę rozpogodziła. Rany, była jak dziecko, które po raz pierwszy słyszało o takich czynnościach jak seks. Bawiło go to, ale zaczynał mieć wątpliwości, czy taki żółtodziób się do tego nadaję. Troszkę uszczypliwości i naprostowania nie zrobi jej nic złego. -Tu nie chodzi o to czego bym chciał, a o to ze mną będziesz miała zamiar zrobić i ile dam radę wytrzymać. To ty jesteś tu panią sytuacji...
Kiwał głową, dopóki nie usłyszał jej następnej wypowiedzi. Zrobił wielkie oczy, które w pierw wbił w nią, a później skierował go w stronę podłogi. Nagle poczuł coś dziwnego... Jakby zażenowanie? Przez co? Przez to, że wychodziło na to, że był wielką ciotą i dlatego Selene nie miała ochoty brać udziału w ich małym układzie? A może dlatego, że nazwała go "delikatnym" a on był zwyczajnie nie przyzwyczajony do takich rzeczy i czuł się delikatnie ujmując nieswojo? Dlaczego ona się nad nim tak rozczulała? I do tego ta akcja z ręką przed chwilą. Czyżby coś..? Nie! Pewnie znowu wszystko nadinterpretuje i robi z siebie kompletnego idiotę! Otrząsnął się, modląc się przy tym w myślach, by Selene niczego nie zauważyła.
Wysłuchał ją do końce nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Przez chwilę jeszcze nic nie powiedział, a jedynie uśmiechnął się niezauważalnie pod nosem, po czym wyprostował się i w końcu zaczął coś mówić.
- Selene, nikt tu Cię nie bierze pod włos, ja tylko dziele się z tobą moimi przemyśleniami. Chyba nikt tak bardzo jak ja tak doskonale zdaję sobie sprawę z tego do czego potrafisz być zdolna, lecz po mimo wszystkiego chciałbym się co do ciebie pomylić... Jak już mówiłem, masz do tego naturalny dryg i naprawdę wielkim marnotrawstwem byłoby zaniechać tego jedynie dlatego, że masz wątpliwości czy dasz radę się pohamować. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas "zabaw" będziesz odpowiedzialna za wszystko co się tam wydarzy... - Miał coraz większe wątpliwości odnośnie swojej decyzji. Dobrze znał Selene i nie dziwota, że uznała go za samobójcę. Każdy kto kiedykolwiek był z nią na przesłuchaniu wiedział, że była wyjątkowo okrutna w swoich metodach i tylko najbardziej zdesperowany wariat powierzyłby od tak dla kaprysu swoje życie, ale jego chore fantazje przejęły już całkowicie kontrolę nad jego zdrowym rozsądkiem i nie było mowy o wycofaniu się.
- Co jest w tym przyjemnego? - Uśmiechnął się trochę szerzej i przymknął delikatnie oczy odwracając od niej głowę. Odpłynął myślami, ale doskonale znał odpowiedź.
- Cóż... Za władzą idzie w parze odpowiedzialność, a ona potrafi być męcząca i niewdzięczna. Już nawet do samego istnienia jako istota ludzka przypisane nam jest wiele obowiązków jako istota wyższa, czyż to nie jest logiczne wtedy, że pragnę się wyrzec swoich praw, które mi ciążą i pozostawić to komuś innemu? Wyzbyć się godności i człowieczeństwa, stać się należącą do kogoś własnością, zwierzęciem. Czerpać doznań z uwagi jaką by taki właściciel poświęcał, zarówno tych kojących jak i dotkliwych. To coś w rodzaju miłości w swojej najpierwotniejszej formie, bez patosu i pretensjonalności. - Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego co wygaduje.
Powoli zaczął się kierować ku swojej torbie. Obrócił się jeszcze ku niej i na nią spojrzał. -Tego właśnie oczekuje. By ktoś mnie złamał, pokazał mi gdzie jest moje miejsce i doprowadził do zatracenia w swoich najprostszych instynktach do, których nikt nie miał, by odwagi się przyznawać...
Począł grzebać w swojej torbie. - Z tym, że nie będzie to wcale takie proste. Na czyjąś uległość też trzeba sobie trochę zapracować... - Wciągnął z niej dość grubą książkę w skórzanej oprawie, z lekka podniszczoną, ot, nic ciekawego, lecz wyróżniała się tym, że nie posiadała ona żadnych napisów na okładce, a spomiędzy kartek wystawały mniejsze karteczki i szpicrutę. - Dlatego chciałbym, abyś to wzięła. Jest dość obszerna, ale specjalnie pozaznaczałem ciekawsze rzeczy. - Podszedł z powrotem do Selene. - Znajdziesz w niej bardzo dużo przydatnych rzeczy, podsunie Ci jakieś pomysły, rozwieje wątpliwości i ogólnie ułatwi sprawę... - Z pokerową twarzą wcisnął jej książkę. - To również może być przydatne... - Delikatnie podał jej przyrząd do poganiania koni, przejechawszy po jego całej długości palcami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Pon Sie 29, 2016 12:49 am

Zachowywała się bardzo potulnie jak na nią. Przytakiwała mu grzecznie, ani raz nie przerywając, wysłuchując w większym zamyśleniu. Może robiłaby notatki, gdyby wyciągnięcie notesu w tej chwili nie byłoby tak śmiesznie absurdalne. Pomysł coraz bardziej wkradał się w jej gusta, miała wrażenie, że ulegnie mu już zupełnie. Przestała myśleć o konsekwencjach, możliwość zabawy je doskonale przyćmiła. Dalej ukrywała, jak podobało jej się ostatnie spotkanie, ale wiedziała również, że sama jej obecność w tym pokoju świadczy o chęci dalszych, intensywniejszych doznań. Szczerze, nie mogła się doczekać. Najchętniej kiwnęłaby głową po raz ostatni przeszłaby do dzieła. Przecież to nie mogło być takie trudne, prawda? Po co ma edukować się dalej? Dała sobie radę ostatnio, da i teraz.
Spoglądała nieco rozmarzonym spojrzeniem w jego brązowe oczy, choć gdzieś w najciemniejszych zakamarkach jej umysłu właśnie szarpała go za te rude kudły, każąc mu zachowywać się jak na psa przystało. Całe szczęście, już bardziej nie mogła się zarumienić, więc Matthew nie mógł rozszyfrować jej myśli.
Otrząsnęła się po chwili, niezbyt chętnie. Musiała coś sprostować. I ona chciała postawić swoje warunki, nie tylko z wrodzonej przekory i satysfakcji z panowania nad sytuacją, ale i z powodu pewnych wątpliwości, którym nie mogła ulec, bez określenia konkretnych warunków.
- Ach, tak? Co się wydarzyło w gabinecie, zostaje w gabinecie? – streściła jego wypowiedź, prychając pod nosem. Gdyby to było takie piękne…! – Już się pozmieniało, Matthew, wszystko przez tamto spontaniczne wydarzenie. Mówisz, że twoje nastawienie nie ulegnie zmianie. Mylisz się. Rozmawiamy ze sobą, a to już nie lada wyczyn. Nie musiałam stawiać się na rozmowie z powodu niefortunnego wypadku na przesłuchaniu, mimo że powinnam za tamto odpowiedzieć. I co? Nawet jeśli ma nam to wyjść na dobre… Nie chcę tego. – Pokręciła głową, poważniejąc niego, uporczywie mu się przyglądając. – Nie życzę sobie twojej łaski, twoich komplementów. Nie pójdę na żadne ustępstwa tak błahego powodu, jakim jest wspólne spędzony czas po dniu pracy. Odpowiada mi taka relacja, jaką prowadzimy teraz. Dlatego… będziesz musiał mi obiecać, że między nami nic się nie zmieni. Najlepiej w żadną ze stron. To chyba niewiele, prawda? Niczego więcej wymagać nie będę, jeśli już przyjąłeś do wiadomości, że to nie skończy się dobrze i ostatecznie oboje będziemy tego żałować – zakończyła niby beznamiętnie, wzruszając ramionami, jednak kwestia ta była dla niej ważna i nie mogła o niej nie wspomnieć.
Słuchała go, ale nie do końca rozumiała. Wytłumaczył jej to dobrze, jednak różnica w charakterach i upodobaniach robiła swoje. Nawet, gdyby chciała się zamienić rolami na krótki moment, z pewnością prędko by tego pożałowała. Niełatwo przyjmowała upokorzenie, a i te najmniejsze brała bardzo do siebie. Sama nie wiedziałaby, jak mocno musiałaby zaufać człowiekowi, aby potrafić mu spojrzeć jeszcze w twarz po dobrowolnym poniżeniu. To nie było dla niej. Całe szczęście, nie musiała teraz o tym myśleć. Bo trafiła na swojego. Osobę, której nieświadomie pragnęła już od dawna. A to, że w postaci jej kuzyna, nie miało żadnego znaczenia. No prawie.
- Dobrze. Postaram się cię nie skrzywdzić. Znaczy… wiesz. Skrzywdzę cię, ale tak, jak lubisz – zmieszała się, odwracając spojrzenie. Będzie musiała trochę poćwiczyć, nim wyczuję tę granicę pomiędzy jego przyjemnością a cierpieniem. Nikt nie mógł wiedzieć, ile radości sprawi jej taka edukacja. – Żadnych poważniejszych urazów. Postaram się być odpowiedzialnym człowiekiem. Ale nie traktuj tego jako przysięgę; doskonale wiesz, że dopiero się uczę – wyszczerzyła złośliwie zęby, co mężczyzna właściwie mógł odebrać jak groźbę.
„Na czyjąś uległość też trzeba sobie trochę zapracować…” – niemalże westchnęła na dźwięk tych słów. Właśnie tego brakowało jej ostatnim razem; Matthew poddał się Selene bez większych sprzeciwów, jakby bardzo tego wyczekując. A ona nie uznawała zwycięstwa bez walki. Nie było w tym zabawy, ani finał nie dawał jej satysfakcji. Jednak zniewalająca myśl, że teraz, gdy znają już zasady może będzie to zupełnie inna rozrywka. Bardziej wymagająca. Przynosząca nieopisane spełnienie, za którym będzie tęskniła.
Pragnęła pokazać mu jego miejsce. Zmusić do czegoś, czego nie zrobi z przyjemnością. Doprowadzić do granicy i nakłonić do przekroczenia jej, mimo chęci. Złamać. Poniżyć. Możliwie dotkliwie, aby jej słowa jeszcze długo odbijały się echem w jego uszach. Och. Serce Selene zaczęło walić jak młotem. Po raz kolejny była wdzięczna stwórcy, że Matthew nie słyszy jej myśli. Z największym trudem powstrzymywała się, aby go nie dotknąć; zwłaszcza, że rozmowa łagodnie przeszła w swobodną dyskusję, do której osobliwej tematyki powoli zaczynała się przyzwyczajać. Chciała tego. Nie mogła bez końca patrzeć na smakowity kawałek tortu, nie ruszając go.
I wtedy Matt począł grzebać w swojej torbie. Natychmiast do głowy wpadła jej pewna myśl, niemal uderzyła się otwartą głową w czoło. Że też zapomniała…!
- O, ja też coś dla ciebie mam! – zawołała, korzystając z okazji i również sięgając do swojego skromnego dobytku, gdzieś spomiędzy papierów wyciągając chustę. Aksamitną, koloru ciemnej zieleni, wyszywaną w delikatne, niemal niewidoczne wzory. – Nosiłam ją już jakiś czas… - Już chciała się tłumaczyć, gdy dary Matta okazały się być bardziej zawstydzające niż przypuszczała. Ścisnęła chustę między palcami i odebrała od niego książkę z głupią miną.
Inaczej wyobrażała sobie tę chwilę. Miała zamiar przeprosić go za zniszczenie tamtej chusty, wybierając na targu inną, oczywiście przy pomocy sprzedawczyni, bo sama się na tym kompletnie nie znała. Obecnie jednak… nie potrafiła wykrztusić z siebie ani słowa.
Otworzyła księgę, akurat na bardzo niedwuznacznej rycinie. To było nieco ponad jej siły. Serce zabiło jej mocniej, otworzyła szeroko oczy, przekładając stronnicę i nie potrafiąc się nadziwić, że takie książki w ogóle istnieją, a tym bardziej, że jej kuzyn jest w ich posiadaniu.
Wolała nie wiedzieć, jak kretyńską minę wykonała, gdy Matt obrócił w palcach przedmiot znany jej dotychczas do zupełnie innych zastosowań. Oczy zaszły jej łzami, była pewna, że wkrótce wybuchnie od nadmiaru emocji.
- T-to… przecież dla konia… - zdołała jedynie wyjąkać, prawie się trzęsąc. Na twarzy była czerwona i nie były to już urocze rumińce, tylko niezdrowy wyraz zawstydzenia.
Nie dała rady go słuchać. To wszystko… nie była gotowa! Spojrzała na niego z przerażeniem, z trzaskiem zamykając trzymaną w rękach książkę i zaciskając na niej palce. Chusta, której jeszcze nie zdążyła mu wręczyć, z cichym szelestem opadła na podłogę, czego w obecnym zamieszaniu nawet nie zdążyła zarejestrować. Cofnęła się o krok, jakby w obawie, że Matt użyje tego przeklętego przedmiotu na niej.
- Ty… Ty zboczeńcu! Lecz się!!! I sam się w to baw! Nie mieszaj mnie w to, nigdy więcej!!! – wrzasnęła na niego, powstrzymując łzy. Cofnęła się jeszcze o krok, po czym rzuciła się do biegu, jakby Matt miał ją gonić. Drżącymi dłońmi otworzyła drzwi. I biegła tak, pustymi już korytarzami Inkwizycji, do kiedy starczyło jej tchu, zupełnie zapominając, że w rękach dzierży tę książkę bez tytułu na okładce.

/zt xD

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Wrz 04, 2016 4:06 am

On również nie śmiał wtrącać się w wywód Selene. Można by było to uznać za nagrodę za grzeczne zachowanie z jej strony (nie wliczając tego, że chamsko wyrwała mu papierosa z ust i ugasiła go na jego dłoni).
Słuchając jej zmarszczył delikatnie brwi, tak jak to zazwyczaj robił, kiedy coś szło nie po jego myśli. Zachował jednak zimną krew. - To ty się mylisz, Selenko. Odwołałem twoje przesłuchanie, tylko dlatego bo nie na rękę by mi było gdyby cię teraz wyrzucili - prychnął. - A rozmawiamy ze sobą, bo musimy ustalić parę rzeczy i jest to nieuniknione - Tak naprawdę nic się nie zmieniło, ani na gorsze, ani na lepsze. - Po zakończeniu swojej wypowiedzi jeszcze chwilę przyglądał jej się w milczeniu, po czym westchnął i dodał jeszcze. - ...Lecz jeśli jest ci to TAK BARDZO potrzebne do szczęścia to tak, mógłbym to obiecać, choć nie widzę w tym najmniejszego sensu.
Na samą jej "groźbę" zareagował jedynie pobłażliwym uśmiechem i przewróceniem oczyma. Tak, dalej zachowywała się jak bałwan, ale można było przy tym zauważyć, że trochę tak jakby się rozluźniła. Oczywiście oznaczało to, że Matthew Borcke po raz kolejny odniósł sukces, co miało też ostateczne potwierdzenie w jej słowach. Niemalże zaczął sobie sam bić brawo. Już wyobrażał sobie jak to będzie wyglądało (o ile oczywiście choć trochę zainspiruje się książką, którą jej wręczy). Na pewno będzie go ciągnąć za włosy, zapewne też nie zabraknie drapania i innych, jeszcze bardziej cielesnych doznań, aż przeszedł go rozkoszny dreszcz. Musiał się z wielkim trudem powstrzymywać od przygryzienia wargi.
Wszystko właściwie zaczęło iść jak po maśle. Jeszcze tylko parę szczegółów i mogliby się już rozejść. Zdobył to czego chciał, nie potrzebował już od niej niczego więcej, lecz byłoby zbyt pięknie, gdyby miało się to zakończyć w taki sposób, gdyż Selene nagle i bez uprzedzenia zaczęła krzyczeć, aż w końcu wybiegła z jego gabinetu i tyle po niej było słychu.
Matthew wytrzeszczył oczy, jak gdyby zobaczył przed sobą słonia na monocyklu. W tym momencie miał chyba najgłupszą minę jaką udało mu się zrobić przez ostatni rok. Stał tak z tą szpicrutą na środku pokoju i za cholerę nie mógł ogarnąć co się właściwie przed chwilą stało. Przestraszyła się? Był zbyt gwałtowny?
Chwilę zajęło mu dojście do siebie. Zauważył wtedy, że Selene wypuściła coś z rąk i teraz leżało to porzucone na ziemi. Była to chusta. No tak, przecież mówiła mu ostatnim razem, że kupi mu nową, lecz szczerze mówiąc nie spodziewał się, że zrobi to naprawdę. Podniósł ją więc i przejechał po niej kciukiem, badając jej powierzchnię. Aksamit, a na dodatek była w jego ulubionym kolorze. Nie wierzył, że Selene sama ją dobrała.
Westchnął głośno i rozsiadł się na krześle przy biurku. A więc to koniec? A może jednak odniósł zwycięstwo? Cholera wie... Tylko czas pokaże. Na razie musiał pomyśleć co zrobi ze szpicrutą. Ech, dogadywanie się z ludźmi jest niewiarygodnie wyczerpujące.

/zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Czw Wrz 29, 2016 6:50 pm

Nie była pewna jak postąpić, ale wystarczyło jedno zdanie, to jedno słowo, aby upewnić się, że nie chce dla niej źle. Nie objęła jej, usilnie udawała, że nie czuje łez na swojej klatce piersiowej. Zacisnęła zęby, przez chwilę nie mogąc nawet drgnąć. Poruszyło ją to do żywego, co właściwie było pięknym kontrastem na to, co oferowała przed chwilą wiedźmie, będącej w podobnym wieku i stanie. W przypadku Hebi widziała po prostu skrzywdzoną dziewczynę, a nie kogoś, kogo trzeba automatycznie pozbawić życia, zabawiając się przy tym wedle uznania.
W końcu ruszyła, gdyż z każdą sekundą wrażenie, że wybuchnie płaczem, stawało się silniejsze. Odwróciła twarz, ale prowadziła ją blisko siebie, gotowa bronić przed złem tego świata. Aż dziw, że zdołała w tej sytuacji zachować resztki rozsądku, rzucając przez ramię grabarzowi, który aktualnie zastanawiał się, co zrobić z przywiązaną do krzesła wiedźmą.
- Idź na piętro balsamistów, opowiedz o całej sytuacji. Przyprowadź kogoś, kto mógłby ją zbadać. I znajdź wszystkie dokumenty, które mogą jej dotyczyć – rozkazała twardo, chociaż nie miała do tego prawa. Nie miała również wątpliwości, że tamten przeklina ją w myślach, ale najwyraźniej wszystko wydawało mu się zbyt poważne, więc nie pyskował, kiwając jedynie głową.
Szła możliwie wyludnionymi korytarzami, nie chcąc poddawać dziewczyny na dodatkowy stres. Hebi zapewne jeszcze tego nie wiedziała, ale kierowały się do gabinetu jednego z dobrze znanych Sel grabarzy. Uznała to za idealne miejsce, aby móc spokojnie odbyć nieuniknioną rozmowę. No i pozostawała jedna, wciąż nie dająca jej spokoju kwestia…
Pokłóciła się z Matthewem. Łagodnie powiedziawszy, bo kazał jej wypierdalać z gabinetu, dając doń dożywotni zakaz wstępu. Oczywiście, nie miała odwagi wracać, więc nie widziała się z kuzynem już od pewnego czasu. Źle się z tym czuła, a nawet nie mogła zapytać o stan jego złamanej ręki. Hebi… spadła jej z nieba. Zamierzała wykorzystać to możliwie mocno.
Na ostatnim odcinku drogi dopiero zwolniła, czując się niepewnie. Zdążyła już poznać, że Matthew rozróżnia jej kroki, zastanawiając się, co odczuwa teraz, gdy słyszy, jak nadciąga. Czy jest zły? Czy może zamknie jej drzwi przed nosem? Dla bezpieczeństwa zamierzała załatwić do szybko, atak z zaskoczenia to przecież idealna taktyka!
Zapukała i nie czekając na „proszę” otworzyła drzwi, popychając lekko Hebi, by przekroczyła próg. Początkowo obdarzyła Matta jedynie krótkim spojrzeniem. Miała nadzieję, że skoro nie są sami, nie będzie robił jej żadnych uwag.
- Matthew, musisz mi pomóc. Polecenie z góry - skłamała prędko, w takim tonie, jakby sytuacja była największej wagi. Przyszło jej to o dziwo łatwo, bo w rzeczywistości wzięła ją na poważnie. – Słyszałeś już o zaginionym piesku, prawda? Trzeba będzie ją zbadać i zadać kilka pytań… Twój gabinet uznano za lepsze miejsce od lochów, a ciebie za odpowiedniejszą osobę do zadawania pytań ode mnie – wzruszyła ramionami, wyjaśniając, udając spokojne niezadowolenie, jakby i jej się to nie uśmiechało. Miała tylko nadzieję, że białowłosa nie wygada mu prawdy, skoro ją znała.
- Nazywa się Hebi. I jest odrobinę przestraszona, więc… - nie skończyła kręcąc głową i kładąc ręce na ramionach dziewczyny. – Hebi, usiądź proszę. Ten pan to Matthew, mój kuzyn. Nie bój się, na pewno nie zrobi ci krzywdy. Będę cały czas w pobliżu, dobrze? – zwracając się do dziewczyny, głos Selene stał się ciepły i uprzejmy. Gdy odzywała się do Matta, aż wiało chłodem.
- Zaraz pojawi się tu balsamista z jej papierami… - rzuciła jeszcze cicho, bojąc się, że wkrótce zapadnie niezręczna cisza. Przełknęła ślinę, starając się sprawiać wrażenie wiedzącej co czyni.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Sob Paź 01, 2016 12:51 am

Siedział tak w swoim gabinecie ze złamaną ręką i zajmował się swoimi sprawami. Próbował wrócić do swojej rutyny, pozwolić sobie odpłynąć w papierzyskach, lecz okazało się to o wiele trudniejsze niż przypuszczał. A więc był to koniec? Wszystko na to wskazywało. Najlepsze co mógł teraz zrobić to najzwyczajniej w świecie o zapomnieć o całej sprawie i zachowywać się jakby ostatnie miesiące nie istniały, lecz czy to możliwe, tak po prostu wymazać to z pamięci?
Nie ważne jak mocno, by zaprzeczał zaczęło mu czegoś brakować. Zaczął żałować tego co zrobił tego pamiętnego dnia, kiedy to Selene stała się przyczyną dlaczego jego ręka była teraz unieruchomiona. Potraktował ją trochę za ostro, przecież nie trzeba być geniuszem by domyśleć się, że był to wypadek i mimo iż miał powody, by ją w tym momencie szczerze nienawidzić, z tym że po prostu nie mógł, a czuł jedynie dziwne rozżalenie względem siebie. Co za nieznośne uczucie. Marzył tylko o tym, by to wszystko wyjaśnić.
Można było sobie wyobrazić co poczuł, kiedy usłyszał znajomy stukot obcasów na korytarzu. Czyżby to naprawdę była ona? Jego serce zabiło szybciej. Natychmiast zaniechał swoich dotychczasowych zajęć i nieomal nie wstał z miejsca. Oczywiście wszystko z tego cholernego poczucia winy bez sensu, nieprawdaż?
Gdy jego kuzynka jednak wpadła do jego gabinetu (i jest to wielkim niedopowiedzeniem) całkowicie stracił rachubę. Przez dłuższy moment stał w miejscu milcząc, wytrzeszczając na nią wzrok. To wszystko działo się tak szybko. Co? Rozkaz? Jaki piesek? Kto do jasnej cholery? - Chwila... Co? - Wyjęknął w ogóle nie nastawiając się na taką rozmowę. Spojrzał wtedy też na białowłosą postać w konfuzji. Nagle coś do niego trafiło i natychmiast zmarszczył brwi. Nie miał wyboru, musiał się szybko ogarnąć.
Domyślił się kim była ta dość osobliwie wyglądająca dziewczyna. Postawiła cały personel Inkwizycji swoim wybrykiem, aż dziw że zlecono przesłuchanie, ale cóż... Nie będzie się przecież kłócił z decyzją z góry nieprawdaż?
Westchnął wtem głośno, można powiedzieć, że wręcz dla zasady. - Oczywiście, że jestem odpowiedniejszą osobą. Nie masz do tego uprawnień w takiej sytuacji... - Mruknął, jakby ochota na wyjaśnienia zupełnie mu przeszła. - To... stworzenie w ogóle potrafi mówić? - Zapytał całkiem poważnie. Różnie to bywało z tymi całymi Psami Gończymi. Była to jedna z wielu rzeczy związanych z Inkwizycją, o której wolał nie myśleć. Robienie z ludzi maszynki do zabijania, całkowicie pozbawiając ich człowieczeństwa i jak tu się z takim kimś obchodzić? Dla Matta było to jasne nawet bez zadawania pytań - znaleziono martwego Inkwizytora, więc musiał ją spotkać los identyczny o ile nie gorszy. W pewnym sensie cieszył się, że Selene również tu była (choć jej zachowanie wobec tego białego monstrum były zupełnie nie w jej stylu), on sam nie mógł się zbytnio obronić przed ewentualnym atakiem ze strony tej całej "Hebi", tym bardziej w bandażach i gipsie.
- Wyśmienicie... - odparł Selene i rozsiadł się na krześle bacznie obserwując osobnika, którego będzie musiał przesłuchiwać.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Pią Paź 07, 2016 10:07 pm

Co prawda Hebi czuła emocje rudowłosej ale nie umiała ich nazwać słowami lub opisać. Do tej pory nikt w jej otoczeniu nie okazywał tego typu uczuć, nie bardzo więc wiedziała czym są i do której kategorii je przypisać. Zagrożenie? Brak zagrożenia? Coś w nich jednak nieco uspokoiło rozchwianą psychicznie białowłosą, w związku z czym pozwoliła się poprowadzić, nadal jednak trzymając blisko Wysokiej. Gdy mijali obcego, do którego nieznajoma rzucała rozkazy i na którego Anne wcześniej syknęła, rzuciła mu groźne spojrzenie. Mimo to mocniej przywarła bokiem do kobiety, kuląc się nieco. Dopiero teraz zauważyła inną osobę, nieprzytomną, przykutą do czegoś dziwnego. Miała inny zapach, który w jakiś sposób sprawił, że Hebi poczuła nieodpartą chęć skoczenia do jej gardła i rozszarpania go. Zaskoczona, z ogromnym trudem stłumiła to uczucie, nie odstępując rudowłosej na krok.
Chociaż droga przez korytarz była nieznośnie długa i stresująca (najwyraźniej nie tylko dla niej, czuła także niepokój i podenerwowanie Wysokiej) to drzwi, przed którymi w końcu stanęły, nie rozwiały strachu oraz wątpliwości białowłosej. Nie pomogły też ręce, którym ufała a które bezpardonowo wepchnęły ją do wnętrza pomieszczenia. Skojarzyła to z Tamtym Miejscem, gdzie również nierzadko wprowadzano ją siłą. Poczuła przypływ paniki, napinając ze strachu wszystkie mięśnie i niemalże zupełnie nieruchomiejąc.
Jakby tego było mało za biurkiem siedział mężczyzna. Nie był to On ale wciąż był obcy. Chociaż nabrała jeszcze większych wątpliwości widząc złamaną rękę. On też miał złamaną rękę.
Ona Mu ją złamała, niedługo przed tym zanim Go zabiła.
Czy ją też zabiją? A może zamkną ją z powrotem w Tamtym Pomieszczeniu?
Podskoczyła lekko, zaskoczona, czując dłonie opadające na jej ramiona. Rudowłosa coś do niej mówiła ale połowa słów gdzieś umykała, potęgując stres i zagubienie dziewczyny. Ze wszystkiego co powiedziała najmocniej uderzyło Hebi jedno słowo, które przy obecnej sytuacji sprawiło, że wpadła w kompletną panikę.
Balsamista.
Później wszystko potoczyło się błyskawicznie.
– NIE WRÓCĘ TAM! – wrzasnęła rozpaczliwie, mocnym szarpnięciem wyrywając się z rąk Wysokiej. Czuła jakoby cały świat ją zdradził i obrócił przeciw niej.
Jedyną drogą ucieczki była pojedyncza rura, do połowy schowana w ścianie. Nie myśląc nad tym co robi, kierowana zwierzęcym instynktem oraz chęcią przetrwania, szybkimi susami wskoczyła na stojący pod rurą wysoki regał z książkami, próbując wspiąć się po półkach jak po drabinie i czmychnąć z powrotem do rur, z powrotem do samotniczego życia. Być może to jedyne wyjście, być może nie ma innej przyszłości…
Zamroczona przerażeniem, zanim zdążyła chociażby zorientować się, że półka, na którą wskoczyła, pęka, już z hukiem upadła na podłogę, uderzając weń mocno plecami. Wypuściła ze świstem powietrze, zaciskając powieki. Jakby tego było mało książki bezlitośnie opadły na nią a któraś z nich rozcięła jej łuk brwiowy. Ból spotęgował strach i zagubienie, zwłaszcza, że Hebi miała dość wrażliwą skórę i wszystko odczuwała kilkakrotnie mocniej niż normalny człowiek. Zapach cieknącej ze skroni krwi, dodatkowo zalewającej oko i ograniczającej widzenie, nie pomagał.
Pogodzona ze swoim losem, pełna rezygnacji, zaczęła powoli, mozolnie, pełznąć po podłodze w kierunku kanapy, szlochając cicho i z trudem próbując złapać oddech w poobijane płuca. W akcie desperacji zamierzała się schować za tym meblem, nie widząc już innego bezpiecznego miejsca.
Ostatnia deska ratunku.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Paź 09, 2016 9:20 am

Na co ona liczyła? Że dziewczyna z upodobaniem do szczurów, która spędziła kilka dni w rurze, nagle zechce współpracować, grzecznie usiądzie na tyłku i będzie potakiwała, podczas gdy oni wyłożą jej serię warunków? Sama nie wierzyła w swoją naiwność, ale uderzyło ją to podwójnie, gdy pojedyncze kartki wbiły się w powietrze, grube tomiszcza wylądowały z łoskotem na podłodze, a regał (jakby Matthew narzekał na nadmiar półek w swoim pokoju) idealnie dopełniał ten obraz chaosu i nieszczęścia.
Przyglądała się temu we względnym spokoju, przytykając jedynie dłoń do ust, wyglądając co najwyżej na lekko zatroskaną. Nie zareagowała w pierwszej chwili, gdy Hebi dopiero zaczynała swój popis, więc teraz zwyczajnie nie było pośpiechu, skoro już wszystko leżało w gruzach i stosie papieru. Matt nigdy tego nie posprząta, już łatwiej było po prostu podłożyć zapałkę i czekać aż ogień zrobi swoje. Doskonale wiedziała, że zostanie zamordowana. I to nie byle jak, jej kuzyn zapewne już knuł w głowie wymyślne plany tortur za sprowadzenie tego nieokiełznanego stworzenia wprost do jego gabinetu. Śmierć była blisko.
Obrała więc inną taktykę. „Najlepszą formą obrony jest atak” – zasłyszała gdzieś, od razu podpisując się pod tym obiema kończynami. I właśnie do tego się dostosowała, piorunując Matta spojrzeniem, nim ten zdążył wyrzucić ich z tego pomieszczenia (co niewątpliwie chciał zrobić). Zaczęła się na niego wydzierać, zupełnie ignorując to, cokolwiek w tej chwili odpieprzała Hebi.
- CZYŚ TY DO RESZTY ZGŁUPIAŁ?! Wystraszyłeś ją!!! Nie potrafisz nawet przez chwilę nie być chujem!? BRAWO, MATTHEW. Czemu ty zawsze... – Jej głos z każdym zdaniem nieco cichnął, zwłaszcza gdy uświadomiła sobie, że do wszystkich wyrzutów dołącza również osobiste pobudki i żal za to, jak potraktował ją ostatnim razem. – No spójrz. Spójrz, co zrobiłeś! „To stworzenie” ma na imię Hebi i tak, pajacu, jak już widzisz – potrafi mówić!!! Boże, Matthew...  Zrób mi przysługę i nigdy się nie rozmnażaj – zawyła wściekle, chociaż zupełnie nie potrafiła pojąć dlaczego tak zawzięcie broni białowłosej, której jeszcze przed godziną zupełnie nie znała. Możliwość zepsucia Matthewowi życia pozostawała chyba nad wyraz kusząca.
Prychnęła na niego złośliwie, po czym odwróciła się na pięcie, usiłując powstrzymać Hebi, za wszelką cenę starającą się ukryć gdzieś w najciemniejszych odmętach gabinetu Matta. Selene w życiu by jej tego nie poleciła, zwłaszcza, że tutaj można było natrafić na... bardzo dziwne przedmioty. Przykładowo, w biurku Matta zapewne wciąż znajdowała się szpicruta.
Zaczęła więc mówić, zupełnie innym tonem niż tym, którym obdarzała Matta, zachowując przy tym odległość porządnego kroku, wyciągając jedynie dłoń w kierunku dziewczyny.
- Nikt nie każe ci wracać. Chcemy jedynie... z tobą porozmawiać. Musisz odpowiedzieć nam na kilka pytań. I wiesz, młoda damo, nie możesz sobie tak skakać po regałach w cudzych gabinetach. Zrobisz sobie jeszcze krzywdę... – zaznaczyła pod koniec pouczająco, jakby siniaki Hebi były o wiele gorsze od tego, co zostawiła za sobą po tym szaleńczym skoku. – Przepraszam, jeśli zrobiłam coś wbrew tobie. Nie powinnam cię tak szybko... – nie dokończyła, nie wiedziała do końca do chce powiedzieć. Musiała wziąć głęboki wdech, bo jej (i tak ogromne w stosunku do Hebi) pokłady cierpliwości zaczynały się kończyć. Aktualnie mocno powstrzymywała się, by nie szarpnąć dziewczyny za ucho i siłą zaciągnąć jej na wskazany taboret. – Nie wchodź tam, Hebi. Za tym meblem jest naprawdę dużo kurzu, nie warto – napomknęła przekonującym tonem, jakby odrobina pyłu była najgorszym co może ją spotkać.
Nim zdążyła przekonać ją dalej, do pokoju wtargnęła kobieta w fioletowym płaszczu, na oko około trzydziestki, nie pukając, w wyraźnym pośpiechu. W ręku dzierżyła plik dokumentów, a przez ramię miała przerzuconą torbę, jednak gdy ogarnęła wzrokiem chaos w pomieszczeniu, stanęła jak wryta. Nie musiała pytać „kim jest ta dziewczyna i dlaczego próbuje się wcisnąć za kanapę?”, prędko odnalazła się w sytuacji. Wręczyła papiery Selene, najwyraźniej uznając ja za najbardziej odpowiedzialną. A Sel... rzuciła tylko spojrzeniem na tytuł dziennika, otwierając go i prędko zamykając, jakby nagle straciła umiejętność czytania. Poddała dokument dalej, wprost do rąk swojego kuzyna, nie dodając przy tym ani słowa, nawet na niego nie spoglądając. Cóż, teraz odpowiedzialność ciążyła w jego dłoniach, ona zamierzała tu tylko pilnować porządku. I wrzeszczeć na Matta w zależności od potrzeby (albo jej braku).
Nowoprzybyła postawiła torbę na biurku, zupełnie ignorując osobliwość sytuacji i stosy papierów, jakby to było codziennością w gabinecie Matta. Kątem oka, Selene dostrzegła błysk we wnętrzu torby. Strzykawki. Zapewne na wypadek nieposłuszeństwa. Po plecach przeszedł ją dreszcz.
- Dobre posunięcie, pani, z pójściem do gabinetu. Lepiej nie narażać obiektu na dodatkowy stres – odezwała się w końcu, również mówiąc o Hebi, jakby wcale jej nie było w pobliżu. – Zaczynajmy. Przydałby się ktoś do notowania przesłuchania... – zerknęła znacząco na Matthewa i jego złamaną rękę.
- Ja chętnie będę pisała! – zapewniła natychmiast, jakby było to jej spełnieniem marzeń. Dobra, wyrzuty sumienia o niesprawną kończynę Matta, wciąż dawały się we znaki.
- Niech pani na początku... przywoła obiekt do porządku – poprosiła nieco przemądrzałym głosem, najwyraźniej kojarząc Sel jako kata (a przy tym osobę do brudnej roboty), pomimo braku szarego płaszcza.
Przełknęła ślinę, wracając wzrokiem do Hebi (gdziekolwiek się ona w tej chwili znajdowała) i próbując ponownie, tym razem szeptem, by jedynie białowłosa dosłyszała jej słowa.
- Hebi... bądź grzeczna, proszę. Usiądź na krześle. Nic złego ci się nie stanie, obiecuję. Chcemy tylko porozmawiać – poprosiła ją, pomimo tego, że nie mogła jej zapewnić wyjścia z sytuacji bez szwanku. To co z nią zrobią, zależało od tego, co powie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Paź 16, 2016 2:00 am

Co tu się nagle zaczęło wyrabiać? W jednej chwili ten mieszaniec zaczął mu skakać po półkach i  rozwalać cały gabinet. Nawet nie zdążył się wkurzyć, a już słyszał jazgot dobiegający z ust Selene, która jeszcze dolewała oliwy do ognia. Trudno sobie wyobrazić co przeżywał w tym momencie. Był jeszcze bardziej wściekły na swoją kuzynkę, niż zwykle, przestało go to bawić już zupełnie, a nawet można ująć, że poczuł się... dotknięty? W każdym razie, po chwili poczerwieniał ze złości na twarzy i aż uderzył zdrową ręką w biurko i syknął niczym wąż. - COŚ TY POWIEDZIAŁA?! - Tym razem nie mógł się już pohamować i wybuchł zupełnie nie jak on.
- Posłuchaj mnie, ty bezmyślna, ruda... UGH!!! Czego ty ode mnie do jasnej cholery chcesz?! Nie dość, że złamałaś mi rękę to jeszcze masz czelność... - Nie dane było mu dokończyć, gdyż do gabinetu wpadła balsamistka i to na całe szczęście, bo Matthew był o krok, dosłownie o maleńki kroczek od wykopania Selene wraz z tym kundlem za drzwi. W tym szczególnym wypadku odwrócił się tyłem do zgromadzonych tu kobiet, zrobił cztery głębokie wdechy, policzył do siedemnastu i postarał się puścić w niepamięć słowa Selene, choćby na chwilę, lecz i to wydawało się niewykonalne, gdyż niemalże czuł, że krew się w nim gotuje tak długo jak ona przebywa w tym pomieszczeniu.
Sytuacji nie pomagało również to jak owa balsamistka pieprznęła dokumenty na jego biurko, lecz był to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie widział zupełnie jak niby miałoby wyglądać przesłuchanie zarówno przez siebie czytającym dziennik, piszącym i prowadzącym przesłuchanie w tym samym czasie, lub co gorsza uwzględniającego Selene w roli kogokolwiek innego, a niżeli body-guarda pilnującego tego niezrównoważonego obiektu. Nim jednak Matthew zdążył zaprotestować, albo zrobić cokolwiek, po gabinecie rozległ się cieniuteńki pisk Marthy, która stała przerażona w drzwiach. Oczy grabarza rozbłysły.
- Martho, z nieba nam spadłaś. - Zwrócił się do swojej młodziutkiej asystentki uprzejmie, jakby sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca. - Jak już pewnie zauważyłaś, mamy tutaj gości. - Kontynuował w czasie, kiedy dziewczyna nie wiedziała na czym zawiesić swojego przymglonego horrorem wzroku. Na kobietę w fioletowym płaszczu, na ten przeokropny bałagan i zerwaną półkę, na rudowłosą istotę, którą poznała już wcześniej, i na której widok przełknęła ślinę, czy w końcu na tą przerażającą albinoskę, którą ledwo można było zaliczyć jako człowieka. Dziewczyna czuła jak uginają się pod nią kolana. Nie miała jednak zbyt wiele czasu na zastanowienie się co tu robi gdyż znowu rozległ się głos Matthewa. - Wiesz jak przebiega przesłuchanie, prawda?Podkładka jest w szufladzie, w szafce pod oknem. Notuj wszystko.
Martha już miała otworzyć usta i zaprotestować, albo błagać o wyjaśnienia, lecz wzrok grabarza jasno dawał do zrozumienia, że w tej sprawie nie było żadnych negocjacji. Przełknęła więc ślinę (po raz kolejny), zacisnęła powieki i w końcu weszła do gabinetu. - Dzień dobry - Przywitała się ze wszystkimi w pokoju, nie spuszczając wzroku z zbuntowanego psa gończego, po czym ruszyła się przygotować, a kiedy była już gotowa, całkowicie poważnym tonem się odezwał się Matthew. - Wszystko jest już gotowe, nie przedłużajmy więc... - Lecz po chwili dodał - Tylko niech to stworzenie nie rusza się więcej, choćby wymagało to użycia drastyczniejszych metod - Prychnął do Selene nawet nie racząc ją swoim wzrokiem, jakby to ona wskoczyła mu na półkę. Nadal był na nią wściekły, aż sam nie wiedział dlaczego tak bardzo. Wcześniej zdarzały się im większe awantury, i w sumie nigdy z denerwowania jej nie czerpał jakiejś większej radości, ale tym razem było o wiele gorzej.
Otworzył w końcu dziennik, bo jak na razie to mu się wydało najbardziej potrzebne w tym momencie i zwrócił się do obiektu przesłuchania zupełnie już innym, spokojnym głosem - Hebi, powiedz mi proszę... Jakie jest twoje najwcześniejsze wspomnienie, czy pamiętasz kto Cię stworzył? - Skoro owe stworzenie umiało mówić to musiał sprawdzić na ile dobrze, bo jak na razie po jej wcześniejszych próbach słabo widział ich współpracę.[/b]

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Katerina
Córeczka tatusia i mamusi
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 11/03/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Mar 26, 2017 3:15 pm

Jakiś czas od wprowadzki do Instytutu. //


No i pięknie, znowu się zgubiła?! Serio?! Kiedy w końcu będzie wiedziała gdzie jest gabinet Ad. Zacisnęła pięści i zaczęła szukać. Na szczęście, nie musiała długo szukać. Dostrzegła w końcu drzwi do jakiegoś pomieszczenia. Pchnęła je z zadowoleniem przekonana, że Ad będzie na nią tam czekać. Bo jakby nie było, to był czas by w końcu przyszła odpocząć.
- Jestem kochanie...
No i tutaj było takie wielkie "kurwa, że co?". Jeszcze dla pewności rozejrzała się po gabinecie, ale nie na pewno to nie był ten, gabinet gdzie powinna być. Jej wzrok powędrował wpierw na bałagan a potem na siedzącego faceta za biurkiem. Uniosła powieki spoglądając niemal na odbicie matki przed sobą. Zaskoczona cofnęła się zza drzwi by po chwili ponownie nimi trzepnąć. Musiała się upewnić, czy może się przewidziała, te oczy, te usta...zarys twarzy...znała go i to bardzo dobrze. Dla tego była w totalnym szoku.
- Sorki, pomyliłam gabinety...
Fuknęła mając zamiar wyjść niemal w biegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t435-katerina-fiazzo#4895
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Czw Mar 30, 2017 4:40 pm

Dziś pracował w kompletnej ciszy. Ba, nawet nie kazał dziś Marthcie przynosić herbaty, by mógł się w spokoju skupić spokojnie na tym co robił. A co robił? Dziś od wielu, wielu dni miał w końcu chwilę, by oddać się jednemu ze swoich ulubionych zajęć, a mianowicie przepisywaniu i tłumaczeniu starych ksiąg Inkwizycji. Można by było naprawdę znaleźć co najmniej z tysiąc powodów dla których to uwielbiał i nawet kolejna zarwana szafka nie była w stanie mu tego zepsuć.
Cisza. Można usłyszeć swój własny oddech. Już kończył kolejny rozdział, kiedy to nagle… TRACH! Matthew niemalże co nie spadł z krzesła. Ktoś chyba z buta wyłamał mu drzwi z zawiasów, co najmniej dwu i pół metrowy żniwiarz, prosto z lochów, który dowiedział się, że rudy grabarz grzebał mu papierach. Na szczęście nie było to jednak prawdą.
Matthew wnet spojrzał na papier i zobaczył długą, czarną, kreskę ciągnącą się przez środek. Krew w nim zawrzała i to jak! Zwinął dłoń w pięść i wbił wściekłe spojrzenie w osobę stojącą w drzwiach.
- STAĆ! - wrzasnął jak jeszcze nigdy. - Za przeproszeniem, mogę wiedzieć co ty tu w ogóle robisz?! - Był taki wściekły, że nie docierało do niego gdzie się znajdował, lecz dziś o tej godzinie nikt nie powinien był do niego wejść. W końcu zmierzył kobietę wzrokiem, co rozzłościło go jeszcze bardziej, prawie że zaczął się czerwienić. - Kim ty w ogóle jesteś? - warczał dalej, widząc brak obowiązkowego płaszcza. -Nawet najbardziej tępa osoba w tym zakichanym mieście, że cywile nie mają wstępu do tej placówki, a już na pewno nie na tę część zamku! Jesteś czyjąś żoną, córką? Mam nadzieję, że wiesz, że właśnie wkopałaś siebie i jego, i to poważnie. - O, tak. Zadarła nie z tym grabarzem co trzeba!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Katerina
Córeczka tatusia i mamusi
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 11/03/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Czw Mar 30, 2017 4:57 pm

Uniosła brew wpatrując się w rozjuszonego faceta. Uśmiechnęła się pod nosem bo wypisz wymaluj jakby widziała siebie samą gdy ktoś nadepnął jej na odcisk. Oparła się bokiem o framugę drzwi i zwinęła usta w słodziutki rąbek. Uśmiechnęła się diabolicznie i pochyliła się nieco w stronę mężczyzny nie ruszając się z miejsca.
- Pan wybaczy mości władzo, ale pomyliłam pokoje. Widzi Pan...chciałam zrobić prezent swojej partnerce. Adrastia na pewno się ucieszy, jeśli się dowie, że Pan tak bardzo na mnie nawrzeszczał o nic. Niech zgadnę...hm...żona nie dała wystarczająco? Ojć...niech Pan przyśle ją do mnie, poćwiczymy, na pewno się nauczy jak powinno się postępować.
Zadrwiła i spojrzała z chłodem na chłopaka. On śmiał na nią się wydzierać? Jakim prawem?!  Bo co? Przecież pomyliła pokoje, to nie jest żadne przestępstwo!
- A tak się składa, że gabinet Adrasti, znajduje się na tym samym poziomie i mieszkam tam...hm...od kilku dni.
Wyjaśniła przekrzywiając pyszczek nieco w zabawnym wyrazie.
- Jestem Katerina Fiazzo.
Uśmiechnęła się przenosząc wzrok na bałagan w gabinecie.
- Jaki tutaj bałagan, Adrastia widziała ten syf? Znajdujesz tutaj w ogóle coś?
Zapytała nie ruszając się z miejsca i zerkając na rozjuszonego brata z zadziornym uśmiechem na twarzy.
- Cholernie mi kogoś przypominasz.
Zaśmiała się pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t435-katerina-fiazzo#4895
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Sob Sie 12, 2017 10:47 pm

Czekał tak na nią jeden dzień, drugi, trzeci. Czyżby o nim zapomniała? A może tamten wieczór był tylko słodkim snem? Nie, nie mogło być, przecież rękawiczki były jak najbardziej prawdziwe. Niczego nie rozumiał, dopóki nie podsłuchał rozmowy pielęgniarki, która się nim zajmowała. Nie rozwlekając tematu, można stwierdzić po prostu, że urządził im tam małe piekło, choć to mało powiedziane. Doktorek i tak był nieugięty.
Wynudził się tę parę tygodni jak nigdy. Jedyną osobą go odwiedzającą była Martha, która zdawała mu raport co wieczór na temat każdego dnia. Przejęła na ten czas większość jego obowiązków i był to świetny sposób, by ją trochę przetestować, chociaż tak mógł wykorzystać ten czas, w którym i tak leżał bezczynnie, od czasu do czasu robiąc sobie notatki. Wciąż jednak nie mógł przestać myśleć o Selene; odliczał wręcz dni do kiedy go nie wypuszczą.
Była to dla niego istna katorga, aż w końcu go wypuszczono. Tamtego dnia popędził natychmiast do domu. Martwił się przez chwilę kluczami, lecz były tam gdzie mógłby się tego spodziewać - pod wycieraczką. O dziwo w domu nie zastał w mieszkaniu swojej małej księżniczki, przez co spanikował przez moment, lecz później po dokładnych oględzinach domu znalazł na stole małą karteczkę wyjaśniającą co się stało z jego kotką. Uśmiechnął się szeroko. Miał nadzieję, że się nie pozabijają nawzajem.
Musiał się z nią spotkać, lecz to nie dzisiaj… Dzisiaj miał się za zadanie doprowadzić do porządku. W szczególności jeśli chodziło o jego zarost, aż mu się niedobrze robiło jak widział się w lustrze.

***
Następnego dnia ubrał się naprawdę nienagannie (nawet jak na niego), oczywiście nie zapominając o zielonej chuście i nowych rękawiczkach.
Miał duże zaległości w pracy, lecz go to nie obchodziło w tym momencie. Jakby był zupełnie innym człowiekiem, a prawdziwego Matthewa ktoś uwięził w piwnicy.
Plan był już ułożony. Mniej więcej późnym południem polecił Marthcie, by przyprowadziła jego kuzynkę do gabinetu i zostawiła ich samych, a sam przygotował wszystkie ich sprzęty, którymi niegdyś się “bawili”, lecz dzisiaj miały służyć do czego innego.
Gdy tylko usłyszał jej kroki na korytarzu przeleciał go znajomy dreszcz. Ustawił się tyłem do pomieszczenia, a twarz wlepił w okno, udając wielce zadumanego.
Drzwi się otworzyły. - Witam, Selene - powiedział bezpłciowo. - Długo się nie widzieliśmy… - Odwrócił się do niej i z kamiennym wyrazem twarzy zmierzył ją wzrokiem.
- Zapewne zastanawiasz się po co cię tu przywołałem? Jeśli byś mogła, zamknij drzwi… - mruknął, po czym wyłożył ich “zabawki” na biurko. - Skończyliśmy z tym, tak ustaliliśmy, nieprawdaż? Więc… - oparł dłonie o dębową powierzchnię. - zwracam to co moje nie było, oraz postanowiłem dorzucić coś jeszcze, o ile by ci się spodobało, tobie bardziej przydadzą się te rzeczy - mówił, niby bezpłciowo, lecz cały czas bacznie sprawdzał jej reakcje.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 601
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Sie 13, 2017 12:49 am

Durny kot. W minionych dniach musiała wyjątkowo powstrzymywać się od przerobienia Bethanii na czapkę. Nienawidziły się z wzajemnością i wcale nie była to nienawiść od pierwszego nasikania do butów. Niepotrzebnie brała ją do siebie, biała kotka źle znosiła mieszkanie Selene. Po kilku dniach zawiozła zwierzę do swojego ojca, mając nadzieję, że stary Springer zechce pozbyć się nowego towarzysza, aby ona miała czyste ręce. Niestety, Bethania urządziła się dobrze, podporządkowując sobie psa oraz wykazując chęci do ucieczki stosunkowo rzadko. Jedyną zaletą tego podłego zobowiązania od tamtego dnia było to, że nie musiały się już więcej widzieć.
Prędko powróciła do codzienności, rzucając się w wir pracy i w przeciwieństwie do Matta, funkcjonując w niej bardzo dobrze. Minione wspomnienia dodawały jej sił i przyprawiały o niepohamowaną, okazywaną bez powodu radość. Uwijała się jak mrówka, również tego samego dnia, w którym na jednym z korytarzy odnalazła ją Martha, nieśmiało prosząc ją do gabinetu Matta. Selene wyżywała się na biednej, świeżo upieczonej pani grabarz przy każdej możliwej chwili, dlatego nie miała prawa dziwić się jej chęci zachowania dystansu. Wyjątkowo przeprowadziły cichą, uprzejmą rozmowę, po czym Sel niemal w biegu poprawiała włosy, chcąc wyglądać choć trochę jak człowiek, zmierzając do dobrze znanego jej pomieszczenia na grabarskim piętrze.  
Wpadła do jego gabinetu jak cztery huragany, zupełnie jak ona, bez cienia taktu. Nie pukała, chyba po raz pierwszy w życiu. Stanęła w progu, oddychając, a on mógł dostrzec wtedy, że spieszyła się. Dla niego. Wyszczerzyła zęby, okazując radość.
- Dobrze cię widzieć na nogach, Matt - powitała go, spełniając jego życzenie i zamykając drzwi. Dopiero wtedy dostrzegła osobliwość sytuacji. Mężczyzna zdał się jej poważny, niezbyt podzielając radość Sel. Zachowała ostrożność, szykując się na napad złego humoru kuzyna. Mina nieco jej zrzedła, ale obiecała sobie nie denerwować go bez powodu. Niepewnie weszła w głąb pomieszczenia, trzymając się jednak na jego obrzeżach, jakby gotowa do ucieczki. W zrozumieniu sytuacji nie pomogły jej tym bardziej kolejne czyny Matta.
- C-co? - wydukała, mrugając szeroko otwartymi oczyma, jakby niepewna czy się nie przesłyszała. Cofnęła się, zupełnie nie spodziewając się takiego dialogu po przekroczeniu progu jego gabinetu. Plecami natrafiła na regał z półkami wysłanymi papierzyskami. Usiłowała się uspokoić. - Nie potrzebuję tego! - oburzyła się, bo najwyraźniej potraktował ją jako zboczeńca. - Zatrzymaj sobie te rzeczy... przydadzą ci się bardziej. Z pewnością po raz kolejny znajdziesz sobie kogoś odpowiedniego, by umiejętnie nimi władał. Nie będzie mi to przeszkadzało - skłamała odrobinę niepewnie, usiłując przekonać również siebie. Wiedziała, że w jego oczach jest skreślona. Jako kobieta.
Oczywiście, było jej szkoda kilku przedmiotów, a rzucone na biurko spojrzenie mogło ją wydać. Ale prędzej wolałaby, aby Matthew spalił je w kominku, niż zabierać je ze sobą, by kurzyły się w ciemnych zakątkach jej pokoju.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 211
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Pon Sie 14, 2017 4:25 am

Coraz trudniej było mu utrzymywać tę fasadę kogoś niezainteresowanego im dłużej się jej przyglądał, lecz jego plan całkowicie spłonął na panewce, kiedy zareagowała nie tak jak on tego chciał. Wyraźnie zrzedła mu mina. Już nawet zapomniał co tak naprawdę dokładnie planował zrobić. - Jesteś pewna? - Zapytał wyraźnie zbity z tropu, jakby w ogóle nie zakładał od niej tego, że się sprzeciwi.
- Myślałem, że… Ech, nie ważne. - Szybko porzucił temat, obmyślając szybko co by tu zrobić, aż zaczął się nerwowo drapać po głowie, a na jego twarzy wyraźnie pojawiło się zażenowanie. Nasiliło się to tym bardziej, że najwidoczniej ją wystraszył. Od razu spadła z niego jego maska obojętności, którą chciał jeszcze usilnie utrzymać przez chwilę. - Selene, czekaj! Nie odchodź! - Wyciągnął do niej bezradnie ręce i zaczął jęczeć. - Cholera jasna, to nie tak miało wyglądać… - nieomal ze złości nie kopnął biurka, po czym schował twarz w dłoniach próbując odzyskać rezon.
Chwili potrzebował na dojście do siebie. - Ugh… - wymruczał. - Przynajmniej mamy już to za sobą… - Spojrzał gdzieś w kąt, próbując nie umrzeć ze wstydu, a jego tortury dopiero się zaczęły. Niemalże czuł jak zmienia swój kolor, lecz było już za późno, by się wycofać.
- Tak naprawdę nie był to jedyny powód dla, którego kazałem cię tu przyprowadzić… - Powoli zmierzał do sedna, a przy tym robiło mu się coraz cieplej. Jeśli nie padnie jak długi przed tym jak skończy można by było to zaliczyć jako sukces. - ... Jest jeszcze jedna, dużo istotniejsza kwestia. - Postanowił się (niemalże mechanicznie) do niej zbliżyć, po czym w końcu odważył się spojrzeć jej w oczy.
Nagle zatrzymał się i przełknął ślinę. Poczuł jak dygocą mu dłonie, to był zły znak. - A więc, od czego by zacząć… - dukał. - Chodzi o tę sprawę z tamtej nocy. O to co między wtedy nami zaszło. Obiecałem, że dam ci odpowiedź po wyjściu ze szpitala, nieprawdaż? - po raz kolejny przełknął ślinę, był jednak zdeterminowany.
Co jak co, ale prezencja Selene wydawała się go przytłaczać dziś niemiłosiernie. Zawsze czuł się przy niej… Jakby to ująć.... Wybrakowany, lecz mogła go po prostu zmiażdżyć wzrokiem.
- Wiesz, miałem dużo czasu na przemyślenia tam w szpitalu i logicznie rzecz ujmując nie jest za różowo. - Spuścił głowę. - Sama dobrze wiesz, że wiele nas różni: nastawienie do pracy, moralność, ideały, a to dopiero szczyt góry lodowej. Przez bardzo długi okres też skakaliśmy sobie nawzajem do gardeł z najbardziej błahych powodów, nie wspominając tym jak cię traktowałem… - czuł, że grunt się pod nim obsuwa, a sam wpada w głęboką przepaść. Nie było dobrze, pot po nim spływał strumieniami i był minuty od wyzionięcia ducha.
- A-ale... - głos mu się łamał. - ale za razem jesteś jedyną kobietą, która sprawia, że się tak czuję. - Zbliżył się do niej jeszcze bliżej, tak że nieomal się ze sobą stykali. Podniósł wtedy w końcu na nią wzrok, ewidentnie będąc na skraju rozpaczy. - Sam nie wiem co to jest. Przecież jak już kiedyś mówiłem, naprawdę nie chciałem do tego dopuścić, bałem się po prostu, poza tym myślałem, że nigdy nie będę potrafił… z kobietą… - Robił się coraz bledszy, a jego dłonie trzęsły się jak nigdy. - Przecież wiem, że nie jestem dobry w TYCH rzeczach i nie chcę cię skrzywdzić… Ale… Ale za każdym, kiedy spoglądam ci w oczy, widzę coś co utraciłem, a przynajmniej tak myślałem, już dawno temu. Coś przyjemnego i ciepłego, coś znajomego, niemalże aż za bardzo, coś co spędza mi sen z powiek, coś co sprawia, że żyję w jednym wielkim strachu, lecz też coś przez co czuję się… kompletniejszy.
Nagle ni stąd, ni zowąd złapał ją za dłonie. - Selene, ja… - niemalże krzyczał jej w twarz. - Nie obchodzi mnie to wszystko! To, że to najbardziej popieprzona rzecz jaka mogła między nami powstać, że pewnie obydwoje się na tym sparzymy, lecz przysięgam na Boga, że mnie to w najmniejszym stopniu teraz, przy tobie nie obchodzi. Jestem gotów odrzucić wszystko, tylko po to, by móc chociaż spróbować być przy tobie, mimo że to wszystko przeczy temu co wyznawałem do tego momentu i nie chcę już tłumić tego uczucia, choć zapewne też będzie trzeba mierzyć się z tym w przyszłości… - na chwilę zamilkł, po czym rozdrżonym głosem jęknął. - Chodzi mi o to, Selene, że ja też to czuję. W sensie, też czasami… chociaż nie… nie czasami… Kocham cię, Selene, tak po prostu. Zawsze cię kochałem.
Nie dając jej chwili na odpowiedź, nagle objął ją, stanął na palcach i przycisnął do regału, międzyczasie składając na jej ustach, mocny, trochę nieporadny pocałunek.
Nie liczył czasu, lecz nie prędko się od niej odłączył.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Gabinet Matta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji-
Skocz do: