IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet Matta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 283
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Gabinet Matta   Pon Lip 11, 2016 8:17 pm

First topic message reminder :



Na końcu korytarza, za drewnianymi drzwiami z wyrytymi cyframi "93" znajduje się typowy gabinet Inkwizycyjnego grabarza. Ze względu na położenie ów pokoju jest tu tylko jedno małe okno, przez które nie wpada wiele światła. Poza tym gabinet nie różni się niczym od innego, typowego gabinetu grabarza - dębowe biurko, a nań lampka naftowa, kałamarz z atramentem i popielnica, krzesło, oraz dwie półki na dokumenty. Po pokoju wala się również wiele różnorakich papierzysk, bo jak sam właściciel utrzymuje "już od, cholernego roku nie może się doprosić tej jebanej, trzeciej półki", ale przyzwyczaił się już do irytującego bałaganu...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 283
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Sro Sty 31, 2018 5:45 am

Nie wiedział co powiedzieć. Powoli i mu zaczęło robić się niedobrze. Co teraz? Miał ją obrócić? A może bardziej pochylić? To wszystko na dodatek pod presją, było dla niego za bardzo skomplikowane i wymagające. Gwoździem do trumny była jednak jej odpowiedź na to wszystko. Nagle, niczym ugryzienie jadowitego pająka, został całkowicie sparaliżowany i zaczął się trząść, jakby w grudniu wyszedł na rynek bez pantalonów. - Nie byłaś? - zapytał, a ton miał taki, że zdawać by się mogło, że taka opcja w ogóle nie przeszła mu przez myśl. Chociaż może właśnie tylko ona tkwiła w jego głowie, kiedy tylko myślał o ich zbliżeniu? A powiedzieć, że jej się bał było dużym niedopowiedzeniem, gdyż oznaczałoby to, że Selene jest dziewicą, a on musiałby ją… W tym momencie nogi miał już jak z waty, aż robiło mu się ciemno przed oczami. Naturalnie więc cofnął swoje ręce i zrobił krok do tyłu.
Nie zdążyli jednak na to w jakikolwiek zareagować, kiedy po gabinecie rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Matthew o mało nie umarł w tym momencie, nie miał pojęcia jakim cudem jeszcze trzymał się na nogach, bo widać było jak z jego twarzy ulatniało się życie.
- Panie Borcke? - odezwał się niepewny głosik, młodziutkiej asystentki grabarza - Marthy Birch. Już miała nacisnąć klamkę, kiedy on ryknął - STÓJ! NIE WCHODŹ!!! - o wiele bardziej desperacko, niżeli dziewczyna mogła się tego spodziewać.
Na chwilę nastała cisza, jakby na przetrawienie tego wszystkiego. - O-och, jest pan w gabinecie. Jak dobrze! Miałam-
- MÓWIŁEM CI, ŻE BĘDĘ DZIŚ BARDZO ZAJĘTY! MIAŁAŚ DZIŚ SIĘ DO MNIE NIE  ZGŁASZAĆ!- darł się dalej. Za wszelką cenę musiał ją powstrzymać przed wejściem do gabinetu. Spojrzał żałośnie na Selene. Tym razem nie chodziło tylko o jego życie.
- J-ja wiem, a-ale proszę pana...
- ŻADNE “PROSZĘ PANA”! Znikaj stąd, albo… ALBO SAM SIĘ CIEBIE POZBĘDĘ! A tego byś nie chciała, uwierz mi!
Przez chwilę myślał, że już się mu upiekło, ale asystentka nie dawała za wygraną - T-tak, proszę pana, ale mistrzyni...
Matthewowi znów osunęła się ziemia spod nóg. - Mistrzyni? - po raz kolejny jej przerwał. - Co się stało? Mów i to natychmiast!
Mógł sobie wyobrażać jak ona bardzo była już zmęczona tym wszystkim, lecz nic nie mogło jej przeszkodzić w wykonywaniu swojej pracy, cóż za dedykacja. Wzięła głęboki oddech i w końcu wydusiła z siebie. - Mistrzyni kazała powiedzieć, że przyjdzie osobiście po raporty i… chciała o czymś porozmawiać...
Rudzielec zdawał się zrobić biały jak prześcieradło, całkiem możliwe też, że w tym momencie przybyło mu kilka siwych włosów na jego rudej czuprynie. Ch-christine tutaj? TERAZ?! Nie dość, że była to sprawa z jego przełożoną (z którą łączyły też odrobinę bardziej spoufalone kwestie), to jeszcze specjalnie się do niego fatygowała. Nawet zwykłego dnia stresował by się, tak że o mało co by nie zemdlał. Teraz umierał dziś na kolejny zawał. -C-CO JAK TO?! Ona nie może… tu… BAŁAGAN! - jęczał nerwowo, trzymając się za głowę, zaczął aż chodzić w kółku po gabinecie, po czym znowu wydarł się w stronę drzwi - MARTHO, MUSISZ JĄ ZATRZYMAĆ, ONA NIE MOŻE TU WEJŚĆ!!! - zamilkł na chwilę, lecz zaraz w przypływie geniuszu znów się odezwał - ALBO NIE! HERBATA! TAK!!! Martho, zaparz nam herbaty! I TO DUŻO!!! -  poprosił, po czym szybko zaczął zapinać swoją koszulę. - Cholera… - mruknął tylko cicho pod nosem. W takiej kryzysowej sytuacji nie mógł nie myśleć. Do głowy przyszedł mu tylko jeden, ryzykowny pomysł. Zapiął swój pasek i rzucił Selene jej koszulę. Upewniając się, że Martha już poszła w końcu przemówił do swojej kuzynki. - Jak tylko przestaniesz słyszeć moje kroki na korytarzu, wyjdziesz stąd i skręcisz w lewo. Zachowuj się naturalnie.
Stanął wtedy w drzwiach, lecz od razu nie wyszedł. Zacisnął dłonie w pięści i rzucił na, nie patrząc jej w oczy - Wybacz.
____________

kupost po pięciu latach

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 694
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Lut 04, 2018 1:22 am

Napięcie zdawało się sięgnąć zenitu. A później runęło; rozbiło w drobny mak, tuż po pukaniu do drzwi poprzedzonemu krokami. Na pierwszy rzut oka, Selene zignorowała słowa Marthy, najwyraźniej mrożące krew w żyłach Mattowi. Dopiero po dłuższym czasie wyprostowała się ociężale, w nieadekwatnie powolny sposób poprawiając ubranie, zakrywając swoją nagość. Przysłuchiwała się gwałtownej wymianie zdań bez cienia przejęcia na twarzy.
Do niczego nie doszło. A on był najwyraźniej zadowolony z tego powodu. Wszystko przestało ja obchodzić - sama mistrzyni grabarzy mogłaby wparować do pamiętnego gabinetu, a Selene skomentowałaby to co najwyżej wzruszeniem rąk. Zapięcie spodni zajęło jej przynajmniej dziesięciolecia.
- Poczułeś ulgę? - bardziej stwierdziła niż zapytała, nie szczędząc mu oskarżycielskiego tonu. Napięcie, jakie z nich zeszło mówiło samo za siebie. Strach i podły obowiązek, jaki chciała wypełnić, w końcu odeszły, a ona mimo to nie poczuła się lepiej.
Była wybrakowana. Tak jak on. Nie potrafiła nawet zmusić się do tak pozornie prostej, ludzkiej czynności. Po raz kolejny spotkał ją gorzki zawód, jednak tym razem nie potrafiła go tak łatwo przełknąć.
Zsunęła dłonie po blacie dębowego biurka, zostawiając gabinet Matta w ogólnym chaosie. Odsunęła się, nie potrafiąc spojrzeć w oczy mężczyzny.
Wychodząc, trąciła go lekko, ignorując jego szczegółowe instrukcje. Opuściła pomieszczenie, nawet nie ocierając zaschłych na policzkach łez ani nie poprawiając ubrania pozostawionego w niejednoznacznym, ogólnym nieładzie. Nie zależało jej. Cała Inkwizycja mogłaby ją teraz wyśmiać. Miała to wszystko za nic.
/zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 90
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Nie Mar 18, 2018 10:18 pm

Była dwie rzeczy, których nie znosiła bardziej od braku ambicji. Na pierwszym miejscu pozostawało zdecydowanie niespełnianie własnych obowiązków. Tuż za tym, stała dodatkowo nieświadomość własnego grzechu. Zastukała palcami w blat, twardym spojrzeniem obdarzając zdane jej pod koniec tygodnia raporty. Brakowało tylko jednego. Od dwóch dni. Wniosek więc był prosty: Matthew miał przejebane.
Christine, mistrzyni grabarzów, wstała ze swojego zasłanego stertą papierów biurka, fatygując się na wywiad z pewnym mężczyzną, który zdawał się zapomnieć o swojej powinności i złożonej jej obietnic. I lepiej, aby zastała go martwego albo konającego - tylko taką wymówkę byłaby w stanie obecnego wkurwienia przełknąć. Już jej odbijający się głośnym echem stukot obcasów na korytarzu jawnie głosił, że nie ma najmniejszej ochoty na żarty.
Spodziewała się go zastać we własnym gabinecie. Pierwsze co ujrzała do Mathę Birch, drepczącą w cieniu korytarza ze spuszczoną głową. Dostrzegła błysk w jej oczach, co wyłącznie rozsierdziło Christine bardziej. Nie wykonywać zadanych poleceń to jedno, ale poniżanie własnej podopiecznej i doprowadzanie jej do tego stanu...
Zacisnęła zęby, z trudem zachowując zdolność racjonalnego myślenia. Doprawdy, musiała się powstrzymywać, aby jej pierwszym zdaniem skierowanym do Matta nie było „idziesz na tortury zamiast jednej z wiedźm”. Usiłowała się uspokoić, warkliwym tonem rozkazując Marthcie:
- Cokolwiek teraz robisz, może poczekać. Pójdziesz za mną.
Machnęła na nią ręką, nie zatrzymując się nawet na ułamek sekundy. Minęła ją, zaraz słysząc, że po minięciu ogólnego i chwilowego szoku, młoda pracownica podążyła za nią. Zacisnęła usta, kierując się wprost do gabinetu Matthew.
Spotkali się gdzieś w połowie drogi. Ona, z wcale nietęgą miną, z skuloną Marthą Brich za jej plecami, najwyraźniej niespecjalnie pragnącej brać udział w nadchodzącym starciu.
- Obyś miał dobrą wymówkę, Matthew Borcke - oznajmiła wyniośle, krzyżując ręce na piersiach.
Christine zatrzymała się w odległości kilkunastu stóp od rudowłosego grabarza, lecz jej głos trząsł w posadach całym korytarzem.
- Dwa dni. Dwa jebane dni spóźniasz się z raportem, którego napisanie zajęłoby byle opóźnionemu umysłowo adeptowi mniej niż pół godziny. Jesteś niekompetentny, nieodpowiedzialny i właśnie straciłeś moje zaufanie. Przez najbliższe wieki nie powierzę ci do napisania choćby raportu z przyrządzania śniadań w Akademii. Nie zasługujesz na to, aby mieć w ogóle jakąkolwiek styczność z inkwizycyjnymi dokumentami - dodała przeszywając go na wskroś groźnym spojrzeniem zza zielonych oczu.
Już postanowiła. Konsekwencje musiały nastąpić. Hierarchia zostanie zachowana. Dla nieudaczników też znajdzie się w niej miejsce.
- Martho, wierzę, że poradzisz sobie lepiej od tego imbecyla. Przejmiesz tymczasowo jego obowiązki. I biurko w  gbinecie. Matthew będzie na twoje posyłki. Może nie spierdoli chociaż parzenia herbaty, mam nadzieję... - mruknęła, wracając do niego spojrzeniem. Sprawiedliwości stało się zadość. Młoda, zdolna osoba, na której grabarz wyżywał się przez te wszystkie lata, w końcu obejmie stanowisko, na jakie wprawdzie zasługuje. - A ty... Jeśli dowiem się, że Martha nie jest zadowolona ze swojego asystenta... - mruknęła, przechylając głowę i zastanawiając się nad adekwatną karą.
- Wyjebię cię z Inkwizycji na zbity pysk - dodała, zwieńczając wypowiedź upiornym uśmiechem.

___________________
Art w avatarze autorstwa Shilvii~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 283
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   Sob Maj 26, 2018 10:35 pm

Czy się spieszył? Mało powiedziane. Cóż, musiał przełknąć subtelnie gorzkie słowa Selene i doprowadzić się do pionu. Kogo jak kogo, ale Christine szanował bardzo. Była jak biały kwiat na tej stercie łajna którą jest ta organizacja - perfekcyjna, sprawiedliwa, przepełniona ideą, ale również surowa i za nic na świecie nie chciał się jej narażać. Poza tym można powiedzieć również, że byli trochę bardziej związani niżeli tylko zwyczajny szef i podwładny. Od samego początku jego profesjonalnej kariery mieli ze sobą styczność. Znali się dobrze, nawet za dobrze. Christine wiedziała o tych rzeczach, które Matthew najchętniej wymazałby z pamięci na zawsze. Lecz mimo wszystko okazała mu łaskę w najgorszych momentach jego życia i więcej o tym nie wspominali. Właśnie dlatego tak ją szanował. Byłby nienormalny gdyby miałby ją gościć w swoim biurze.
Widział już jej groźny kontur na horyzoncie. Miał wrażenie, że nie będzie to rozmowa na temat podwyżki, oj nie. Cóż, nie miał sobie niczego do zarzucenia również, zawsze się ze wszystkim wyrabiał w czasie. Te raporty to albo jakaś pomyłka, albo pretekst by pogadać o czymś innym. Nagle przeleciał go zimny dreszcz. A co jeśli dotarły do niej plotki o nim i o Selene? Boże, tylko nie to…
Głos Christine zdawał się był poruszać niebiosa, a przynajmniej trząść ziemią tak, że wszyscy w sąsiednich gabinetach musieli aż podskoczyć na swoich krzesłach. Można było sobie tylko wyobrażać czuł wtedy rudy grabarz.
Doskonale wiedziała w jakie miejsca go ukłuć, jak już wiadomo znała go na wylot. Każde jej kolejne słowo wyjeżdżało w niego z impetem konia i stanie w miejscu robiło się dla niego coraz trudniejsze. A CHCIAŁ SIĘ BRONIĆ, NAPRAWDĘ!!! Parę razy nawet otworzył usta, by protestować, wytłumaczyć jej to, ale ktoś ścisnął go za gardło tak mocno że nawet oddychanie wydawało się sporym wysiłkiem.
Podczas jej ostatecznego werdyktu ledwo utrzymał się na nogach. Co on miał niby robić? Jeszcze chyba nigdy w życiu nie był tak upokorzony. Czuł się po jak naprawdę ostrej sesji “zabaw”, tylko bez jakiegokolwiek ulgi, a jedynie że wciąż narastającym stresem.
Christine przeszła jak burza, równie szybko jak się pojawiła tak i zniknęła.
Cały czas stał jak kamień, lecz teraz nogi zaczęły mu odmawiać posłuszeństwa i aż musiał się oprzeć o ścianę.
Wszystkiemu temu przyglądała się równie milcząca Martha, do której jeszcze chyba nie doszło co się właśnie tu wydarzyło, nie mniej jednak ona również to przeżywała. Spojrzała na swojego byłego przełożonego. Jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie - był blady jak ściana, minę miał jakby zobaczył ducha, jego wolna dłoń drżała. Nie trudno domyślić się, że była przerażona, wyglądał jakby zaraz miał skonać.
Zrobiło mu się jej niewiarygodnie żal, mimo tego jak on miał w zwyczaju nią pomiatać. - Panie Borcke? - Zapytała cichutko i ostrożnie wyciągnęła rękę jakby chciała pogłaskać wystraszone zwierzątko domowe.
Sama nie wiedziała co w sumie chciała tym osiągnąć i chyba na całe szczęście nie było dane jej sprawdzić co się stanie, gdyż o ile wcześniej zdawał się być topniejącą figurą z wosku to tak szybko podniósł rękę do góry, że aż sama Martha odskoczyła. Dziewczyna nagle poczuła w powietrzu niezykłe napięcie, jeszcze większe niż podczas spotkania z mistrzynią. Przełknęła ślinę. Kątem oka dostrzegła jego mrożący krew w żyłach wzrok. Autentycznie wtedy miała wrażenie, że ją najzwyczajniej w świecie zabije. Zrobiła parę kroków w tył.
On jednak dalej nic nie powiedział, odwrócił się jedynie na pięcie i nawet na nią nie spojrzawszy ruszył przed siebie do gabinetu, zostawiając ją przy tym całkiem samą. Serio, tak najzwyczajniej w świecie tam wrócił i po prostu posprzątał, a kiedy skończył wyszedł i wrócił prosto do domu. Na jego twarzy nie pojawił się nawet cień jakiegokolwiek uczucia, nawet nie drgnęła mu powieka. Jedno za to było pewne - dzisiejsza noc nie będzie należała do najprzyjemniejszych.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet Matta   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Matta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora
» Gabinet profesor Lacroix

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji-
Skocz do: