IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Początki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Początki   Sob Sie 27, 2016 7:10 am

Niska postać o długich, blond włosach prześlizgnęła się przez ogrodzenie swej dawnej rezydencji. Przystanęła na chwilę i w lekkiej zadumie przyglądała się delikatnie przybielonym światłem księżyca ścianom budynku, który kiedyś był jej domem. O ile można to tak nazwać. Zaczynała teraz nowy rozdział w życiu, z dala od upartych matek i wszędobylskiej służby. Jeszcze raz tęsknie spojrzała na ogród, w którym uwielbiała spędzać czas, a którego już nigdy nie zobaczy, i ruszyła w dalszą drogę. Nie wiedziała, gdzie powinna się udać. Przez ułamek sekundy  poczuła się przerażająco bezbronnie i obco pośród mroku nocy i nawet pomyślała o powrocie do domu, ale szybko odgoniła tą myśl. Zmusiła nogi do zrobienia kilku kroków przed siebie. Tak, znacznie lepiej. Póki jest w drodze, nie będzie myśleć o powrocie.
    Otworzyła leniwie oczy, naciągając wyżej płaszcz na swoje skulone ciało. Wszystko, co zrobiła w nocy wydawało jej się tylko snem i nie była do końca pewna, czy byłby to koszmar, czy droga do marzeń. Nagle zimny powiew wiatru uświadomił ją, że wcale nie śniła. Przetarła oczy i rozejrzała się. Miejsce, które w ciemności wydało jej się idealnym na przystanek i oczekiwanie świtu, w blasku dnia nie do końca takie było. Okazało się, że znajduje się blisko jednej z bocznych dróg, prowadzących do centrum Wishtown. Minął już jakiś czas od brzasku, wciąż mogła zostać odnaleziona. A wyglądała… szczególnie. Nawet pomimo licznych zadrapań, otarć i przybrudzonych ubrań była zadbana. Delikatna, jasna skóra, lśniące włosy. Wstała niepewnie, krzywiąc się przy rozprostowywaniu zastałych mięśni. Właśnie odnalazła pierwszy minus całego przedsięwzięcia – nie będzie doznawała już więcej wygód. Owinęła się szczelniej najzwyczajniejszym płaszczem, jaki znalazła w domu. Miała nadzieję, że chociaż się nie przeziębi.
   Miasto zaskoczyło ją… zwyczajnością. Zwykle widziała wszystko z wysokości dorożki i rzadko przejeżdżała przez biedniejsze dzielnice. Rodzice robili wszystko, by ustrzec ją przed brzydotą i brudem. Z jednej strony była im wdzięczna, a z drugiej nie widziała powodu, by aż tak się wywyższać. Szła więc przed siebie, uważnie przyglądając się budynkom i mijanym ludziom. Dalej nie miała większego planu na przyszłość, więc postanowiła najpierw rozejrzeć się na własną rękę. Nie wiedziała jeszcze, ile niebezpieczeństw może ją spotkać. Nie widziała wszystkich ciekawskich i podejrzliwych spojrzeń, kierowanych w jej stronę. Nagle dwóch mężczyzn zastawiło jej drogę.
-  Panienka się zgubiła? – spytał jeden z nich. Był niewiele wyższy od Rachel, ale i tak wyglądał przerażająco.
- Możemy panience pomóc. Odprowadzić w bezpieczne miejsce – dodał drugi, paskudnie się uśmiechając. Oboje ubrani byli w poszarpane, brudne ubrania. Nie wyglądali na zbyt wymagających przeciwników, ale dziewczyna była zbyt zaskoczona i sparaliżowana, by cokolwiek zrobić. Jedynie rozglądała się bezradnie, szukając ratunku.


Ostatnio zmieniony przez Rachel dnia Sob Sie 27, 2016 10:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 10:25 am

Astaroth nawet nie mogła zdawać sobie sprawy z dramatu, jaki tej nocy dział się w którejś z bogatych rezydencji. Jej życie od jakiegoś czasu było znacznie prostsze i ograniczało się w większości do samych przyjemności. Spójrzmy no na nią: właśnie ze zwinnością pantery przeskakiwała przez okno którejś z mieszkanek Wishtown prosto na bruk. Nie trzeba było mówić, co robiła w nocy ani dlaczego uciekała jeszcze zanim cały dom wstał na nogi, ani jak bardzo rozsierdzona będzie panna, która nie ujrzy w swym łóżku tajemniczej cyrkówki, która poprzedniego wieczora skradła jej serce.
Aktualnie owa kobieta o dwukolorowych włosach szła najpodlejszymi uliczkami miasta w stronę Cyrku. A przynajmniej miejsca, gdzie ostatnio ten latający burdel się znajdował. Najwyżej przejdzie się trochę więcej, niż zamierzała, a później podpyta jakichś miastowych, czy nie widzieli wielkiego namiotu z dziwnymi ludźmi. Była do tego przyzwyczajona, a po drodze może spotka kogoś fajnego!
Tu powinnam zaznaczyć, że Astaroth to jeden wielki magnes na przygody i problemy, co objawiło się, gdy tylko skręciła w niewłaściwą uliczkę. Niezbyt szeroka ścieżka schowana między dwoma, wysokimi kamienicami, byłaby całkowicie pusta, gdyby nie trzy postaci. Dwóch potężnych byków najwidoczniej postanowiło się zabawić, dręcząc niewysoką, uroczą blondyneczkę, która najwyraźniej w ogóle nie mogła odnaleźć się w takiej sytuacji. Dla wiedźmy sprawa byłaby jasna: albo parę solidnych kopniaków i ucieczka, albo użycie magii i ucieczka, albo po prostu... ucieczka. Ale dziewczyna nie wyglądała na tak odważną, żeby dać sobie radę sama. Prawdę mówiąc, zdawała się być z kompletnie innego świata. Wyglądała na zbyt zadbaną i delikatną, żeby wychowywać się w tych okolicach. Niby As mogła udawać, że tego nie widzi, zrobić w tył zwrot i pójść dalej, jednak jej duma na to nie pozwalała. Miała nie uratować pięknej księżniczki z opresji? Dobre sobie. A nuż księżniczka później jej się jakoś odpłaci? Tej myśli ognista nie mogła zignorować, a jej twarz mimowolnie wykrzywiła się w szerokim uśmiechu. Nawet jeśli nie, warto było spróbować.
Będąc nadal za plecami oprychów, schowała się za fasadą najbliższego budynku. Jeśli dobrze kalkulowała, gdyby chciała obejść budynek i wrócić do tej uliczki, powinna wyjść idealnie obok blondynki,  a to już dawało jej jakieś pole do popisu. Rozejrzała się wokół, ale prócz tamtej osobliwej trójki nie dojrzała nikogo. Westchnęła. Typowe: coś się dzieje, to wszyscy udają, że ich tu nie ma i niczego nie widzą. Ale to dobrze, bo pozwalało jej na użycie odrobiny magii bez ściągania sobie Inkwizycji na kark. W jednej chwili tyłki obu gagatków zapłonęły żywym ogniem, przez co ci odskoczyli na boki jak poparzeni (u don't say!) i popatrzyli się po sobie przerażeni.
- Coś ty kurwa zrobił?
- To nie ja, to ta wiedźma!
Ale tego ani kolejnych krzyków Astaroth już nie słyszała, albo raczej nie zwracała na nie uwagi. Aktualnie sprawnie przeskakiwała wszystkie płotki i drobne przeszkody, żeby jak najszybciej okrążyć dom, a następnie chwycić blondynkę za rękę i wciągnąć ją w jeszcze węższą uliczkę między kamienicami. W tym czasie oprychy bluzgały wniebogłosy i próbowały ugasić płomienie, które jak na złość nie chciały odstąpić nawet, kiedy zaczęli się turlać po bruku.
- Chodź szybko, zanim wezwą kumpli - szepnęła do dziewczyny i znowu pociągnęła ją za sobą gdzieś w labirynt rynsztokowych uliczek i ścieżek, byle jak najdalej od dwóch oprychów, którym powoli udawało się opanować mały pożar na ich spodniach.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 11:24 am

Ratunek przyszedł o wiele szybciej niż mogłaby się spodziewać w najmilszych snach. W jednej chwili stała przerażona, niemal niezdolna do żadnego ruchu przed dwoma mężczyznami, w następnej ledwie zauważyła, że zbłąkana iskra narobiła im kłopotów, by ostatecznie zostać porwaną przez tajemniczą osobę. Porwaną? Skarciła się za tę myśl. Owa kobieta właśnie przed chwilą uratowała jej zdrowie, a może i życie. W biegu nawet nie miała czasu zastanowić się, z kim właściwie ma do czynienia. Wszystkie siły skupiała na tym, by nadążyć, nie wywrócić się i nie wypuścić z rąk torby z całym aktualnym dobytkiem. Kilka skrętów, przeskoków nad niespodziewanymi przeszkodami, trójkę potrąconych ludzi i pospiesznie rzuconych przeprosin później już kompletnie straciła orientację, gdzie się znajduje. Była to ta część miasta, w której jeszcze nigdy nie była. Gdy oddaliły się już znacznie od feralnego miejsca i zaczęły zwalniać, by nie robić więcej zamieszania, Rachel wypatrzyła spokojny zaułek i teraz ona pociągnęła nieznajomą w tamtym kierunku. Dopiero po dotarciu na miejscu przypomniała sobie słowa mężczyzn, przerażone okrzyki, że zaatakowała ich wiedźma. W pierwszej chwili chciała się zerwać i uciekać znów, ale ostatecznie ustała na miejscu. Nie można przecież wiecznie biegać i uciekać. Na pewno nie na tym polega wolne życie. A tym bardziej nie powinna uciekać bez podziękowania. Ta kobieta wcale nie może być zła, prawda?
- D-dziękuję – wydukała wreszcie, powoli już panując nad oddechem. Co prawda ćwiczyła w przeszłości gimnastykę i była w tym niesamowita, jednak kondycję wciąż miała przeciętną. Przez myśl przeszło jej, że patrząc na początkowe przygody, chyba będzie miała okazję nad nią popracować. Uśmiechnęła się delikatnie do tej myśli. Zaraz jednak powróciła do obecnej sytuacji i spoważniała. Jeśli miała przed sobą prawdziwą wiedźmę, nie wiedziała, co się może wydarzyć. Pomyślała nawet, że za kilka chwil straci życie, właśnie w tym zaułku skończy się cała jej nowa przygoda. Odtrąciła irracjonalne obawy. Jak mantrę zaczęła sobie powtarzać, że nie będzie tak źle. Nie będzie i już. Pochyliła się, wciąż próbując wyrównać oddech. Teraz zauważyła, jak beznadziejnie się przedstawiała jej własna osoba. Włosy rozczochrane w kompletnym nieładzie, płaszcz ledwo trzymał się jej ramion, a sukienka… wcześniej pocięte i ponownie zszyte części, by bardziej przypominały spodnie, teraz delikatnie popękały w szwach. Widocznie musiała o coś zaczepić w biegu. Trudno, tak jest nawet lepiej. Może nikt jej nie rozpozna.
- Naprawdę jesteś wiedźmą? – spytała od razu, ignorując na chwilę zasady tak namiętnie wpajanej przez lata etykiety. Zaraz potem zastanowiła się, czy nie powinna się najpierw przedstawić, ale ciekawość wzięła górę. Przy okazji przyjrzała się bliżej nieznanej osobniczce. Wyglądałaby normalnie, gdyby… Nie. Właściwie to wcale nie wyglądała normalnie. Rachel najbardziej zafascynowały jej włosy, dwukolorowe i kompletnie odstające od świata, który dziewczyna znała. Aż zapragnęła wsunąć w nie rękę, dotknąć, by przekonać się, czy są prawdziwe. Czy stojąca przed nią osoba jest prawdziwa. Powstrzymała się jednak i spuściła wzrok.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 1:40 pm

Tymczasem Astaroth w ogóle nie zastanawiała się nad tym, kogo właściwie ciągnie za sobą. Wolała się skupić na unikaniu ewentualnych przeszkód i próbach nie wyrżnięcia o ziemię. Co jakiś czas tylko zerkała, czy dziewczyna jest w stanie dotrzymać jej kroku, ale wyglądało na to, że pomimo wątłej postury i bagażu w rękach dawała radę. Wiedźma sprawnie lawirowała po znanych i nieznanych sobie uliczkach, a w pewnym momencie pozwoliła sobie zwolnić do szybkiego marszu, bo była więcej niż pewna, że już nikt ich nie ściga. Misja zakończona powodzeniem!
Kiedy role się odwróciły i to ona została zaciągnięta w ciemny zaułek, wcale nie okazała strachu, jak zrobiłoby sporo ludzi na jej miejscu. Była nieco zdziwiona, ale zaraz wyszczerzyła ząbki w szerokim, zaczepnym uśmiechu. O, czyli teraz przyszła pora na zadośćuczynienie? Tak, jasne, chciałaby. Zamiast tego dostała niemrawe podziękowania, ale dobre i to!
- Nie ma za co. Nie mogłabym patrzeć, jak tych dwóch osłów robi panience krzywdę - odrzekła szarmancko, kłaniając się w pas. O As można było powiedzieć wiele złego, ale na pewno nie to, że była złym człowiekiem. Znaczy wiedźmą. Gdyby tylko wiedziała, jakie obawy rodzą się w umyśle uroczej blondyneczki, czym prędzej by je zdementowała. Owszem, zdawało jej się brać udział w tych gorszych cyrkowych rytuałach, ale tylko wtedy, kiedy absolutnie musiała. Nie lubiła bezsensownej przemocy na ludziach, którzy na to nie zasłużyli. Czym innym była obrona własna albo kogoś innego, a czym innym krzywdzenie niewiniątek.
"Naprawdę jesteś wiedźmą?" Na dźwięk tego pytania As delikatnie zmarszczyła brwi. Oj, już wiedziała, do czego to zmierzało. Niepotrzebny popłoch i uprzedzenia. Czy każda czarownica musiała być zła? Tak były przedstawiane przez Inkwizycję i we wszystkich plotkach, ale rzeczywistość była całkowicie inna.
- Wiedźmą? - dopytała, lekko przechylając głowę na bok. - Myślałam, że to ty nią jesteś, bo podpaliłaś tamtych dwóch. To chyba na ciebie wskazywali, kiedy darli się jak zarzynane kozły, prawda? - dodała, udając zdziwienie, aby po chwili znowu unieść kąciki ust w delikatnym uśmiechu. - Wiedźma czy nie, nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy. To byłoby głupie, biorąc pod uwagę, że niejako właśnie uchroniłam panienkę przed nieprzyjemnościami - rzekła i puściła jej oczko. Z tego co widziała, bardzo zainteresowała dziewczę swoją osobą. Nic dziwnego. Swoją innością przyciągała wzrok każdego i czerpała z tego niezwykłą satysfakcję. Gorzej, kiedy ściągała na siebie uwagę nie tych ludzi co trzeba, ale tym razem się o to nie martwiła.
- A co panienka robi w tej okolicy sama? To niebezpieczne, można się zgubić, zostać okradzionym albo i nawet gorzej - zapytała, zbliżywszy się nieco do dziewczyny, po czym oparła się ramieniem o mur. Mogłaby ją jeszcze troszkę nastraszyć i tym samym dać nauczkę na przyszłość, ale postanowiła sobie darować tego typu nauki. Blondynka i tak była wystarczająco wystraszona i odebrała już swoją lekcję od życia, a Astaroth miała nadzieję utrzymać dobre pierwsze wrażenie. Może przyda jej się na przyszłość.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 3:02 pm

Mimo wszystko ucieszyła się, że udało jej się spotkać i poprowadzić rozmowę z miłą osobą, która gotowa jest pomóc biedaczyskom, takim jak Rachel, w opresji. Oczywiście dziewczyna nie miała zielonego pojęcia, czego owa osoba od niej oczekuje w ramach podziękowania.
Zmieszała się nieco, a nawet zawstydziła swoim tak nagłym stwierdzeniem. O wiedźmach wiedziała jedynie tyle, ile usłyszała z plotek i rozważań służby, a nie były to opinie zbyt przychylne. Słyszała także o Inkwizycji i ich pościgach. Mogła się domyślić, że zadanie tak bezpośredniego pytania jest co najmniej nie na miejscu, a nawet mogło zaszkodzić im obu. Skarciła się za to. Postanowiła kontynuować grę i unikać póki co tego tematu. Nadal miała mieszane uczucia na myśl o przerażających, według służek oczywiście, istotach i niemal odetchnęła z ulgą, kiedy otrzymała odpowiedź. Cały czas jednak miała na uwadze fakt, że kobieta nie zaprzeczyła.
- Nie wyglądasz mi na złą osobę – powiedziała z przekonaniem. Przestudiowała jeszcze raz pobieżnie wygląd i ubiór swojej rozmówczyni. No dobra, wyglądała szczególnie, właściwie też jakby miała kilka grzeszków na sumieniu, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Poza tym miała dobry uśmiech. Przez chwilę przemknęło blondynce przez myśl, że może jest zbyt naiwna, stara się myśleć pozytywnie o obcych, a tak naprawdę zaraz zostanie okradziona. Spięła się. Takie myśli wcale nie pomagały w obecnej sytuacji. Ani fakt, że nieznajoma przysunęła się bliżej. Jej zachowanie także było nieco dziwne. Rachel nie widziała, żeby ktokolwiek dotychczas posyłał jej tyle uśmiechów i innych.. sygnałów. Z drugiej strony, być może tak zachowywali się normalni, wolni ludzie. W domu spędzała czas głównie z opiekunkami, służbą i własną matką. Wszyscy czuli do niej respekt, a matka nie okazywała zbyt wiele emocji. Odsunęła te rozważania póki co na bok. Dla bezpieczeństwa zrobiła też pół kroku w tył, żeby odzyskać dystans.
- Szukam… kogoś. Byłam już prawie u celu, gdy tych dwóch… No wiesz. – wymyśliła odpowiedź na poczekaniu. Przecież nie przyzna się od razu, że uciekła z domu i nie ma dalszego planu. Stopniowo jednak zaczęło do niej docierać, że kobieta ma rację. Okolica bynajmniej nie była bezpieczna, o czym świadczą wcześniejsze przygody, a zgubienie drogi to najmniejsze zmartwienie. Przypomniała sobie, że nawet nie wie, gdzie się obecnie znajduje. – Gorzej? – Na jej twarzy wykwitł delikatny wyraz przerażenia. Próbowała go jakoś zdusić i odzyskać spokój, ale średnio jej to wychodziło. Po raz kolejny pomyślała, że może popełniła gigantyczny błąd, opuszczając bezpieczne mury. Naciągnęła płaszcz na ramiona, otulając się nim. Najchętniej zapadłaby się w nim i rozpłynęła w powietrzu, ale takie cuda nie były możliwe. Po raz pierwszy poczuła się bezbronnie bez własnego kąta na świecie.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 4:06 pm

Jedyne, co dziewczyna dostała w odpowiedzi, to wzruszenie ramionami i leciutki uśmieszek ze strony wiedźmy. Astaroth nie była taka pewna, czy aby nie wyglądała na złą osobę. W końcu wyróżniała się w tłumie, czasami była zbyt nachalna, podpalała różne przedmioty i ludzi... Ale nie tym razem. Nawet to drobne podpalenie zdawała się rekompensować dobrymi chęciami i szczerym uśmiechem, który rzadko schodził z jej ust. Cieszyła się, że nie została uznana za złą, ale bardziej zastanawiało ją, czemu nie pytała dalej o tożsamość As. Koniec końców cyrkówka nie dała jej jednoznacznej odpowiedzi. Czy to jedna z tych osób, która ma gdzieś różnice międzyrasowe? Oby. Bo jeśli się okaże, że panienka podkabluje ją do Inkwizycji, to będzie niepocieszona.
Uważnie obserwowała blondynkę, która zdawała się być zestresowana nawet pomimo tego, co przed chwilą powiedziała. Astaroth postanowiła zrzucić to na fakt, że prawie została napadnięta i jeszcze nie doszła do siebie. Nie sądziła, że dziewczyna mogła przestraszyć się jej otwartości i wszelkich innych gestów, które w mniemaniu wiedźmy miały tylko dodać otuchy oraz rozluźnić atmosferę. Tym bardziej zdziwiło ją, kiedy piękność odsunęła się od niej i zaczęła dukać coś o szukaniu kogoś. Wiedźma mogła robić wrażenie beztroskiej i momentami niezbyt rozgarniętej, ale nie miała większego problemu ze stwierdzeniem, iż coś jej tu śmierdziało. Ktoś miałby puścić tę delikatną panienką w środek najgorszej dzielnicy i kazać kogoś szukać, nie ostrzegawszy jej o niebezpieczeństwach?
- Zdecydowanie gorzej... Ale chyba nie sądzisz, że to ja mogłabym być tego źródłem? - przerwała nagle i zapytała prosto z mostu. Momentalnie odsunęła się od ściany i uniosła dłonie ku górze, pokazując, że nie ma żadnych asów w rękawie i jest całkowicie bezbronna. - Gdybym chciała ci zrobić krzywdę, dawno bym to zrobiła, ale niech mnie kule biją, jeśli chciałabym zrobić coś złego tak niewinnej panience - wyjaśniła, nieco niezadowolona faktem, że dziewczę wciąż miało przed nią jakieś uprzedzenia. Starała się jak mogła, żeby pokazać, iż nie jest diabłem w owczej skórze. Co jeszcze powinna zrobić? Odpowiedź na jej pytanie przyszła bardzo szybko.
- Powiedz mi, kogo szukasz? Pomogę ci. Nie mogę pozwolić, żebyś szła sama. Jeszcze coś ci się stanie po drodze - zaproponowała nie tylko dlatego, żeby wybielić swój obraz w jej oczach, ale też z ciekawości. Nie przypuszczała bowiem, żeby sprawy miały się tak, jak zostało jej pokrótce przedstawione. Tu chodziło o coś innego, czego Astaroth nie była w stanie określić. Może dziewczyna sama była wiedźmą i właśnie odbywała swoją ucieczkę przed ludźmi w kapturkach? To byłoby dobre wytłumaczenie i nawet pasowałoby do ogółu sytuacji.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 5:36 pm

Rachel wcale nie miała zamiaru rozmawiać z Inkwizycją, a co dopiero kogokolwiek tam wydawać. Widziała zagadkowych ludzi w płaszczach o twarzach skrytych w kapturach raz w życiu, a już mogła stwierdzić, że przerażali ją bardziej niż cała ta otoczka wokół czarownic.
Pierwszy szok po ataku i nagłym ratunku pozostał już wspomnieniem. A przynajmniej taką miała nadzieję. Potrzebowała teraz zdolności jasnego postrzegania sytuacji. Która po pobieżnym podsumowaniu wcale nie była najgorsza.
- Ty? Dlaczego? – spytała niepewnie. Z każdym słowem rozmówczyni, Rachel porzucała wszystkie irracjonalne myśli, że mogłaby doznać od niej jakiejkolwiek krzywdy. Nawet zaryzykowałaby stwierdzenie, że jej uśmiech działał odstresowująco, niemalże uspokajał. W dziwny sposób, bo przecież dopiero co się poznały, ale jednak. – Nie boję się, że zrobisz mi jakąś krzywdę lub cokolwiek takiego. Przepraszam, jeśli odniosłaś takie wrażenie. – Po raz pierwszy w ostatnim czasie usta blondynki uniosły się w uśmiechu, a oczy zdały się nabrać nowego blasku. – Szczerze mówiąc, aż dziw bierze, że udało mi się spotkać dzisiaj kogoś takiego. Wnioskując po minach… tamtych mężczyzn – W tym miejscu zrobiła niemal niezauważalną przerwę. Widocznie cała sytuacja wywarła na niej większe wrażenie niż by tego chciała. – Nie codziennie widuje się na ulicach tak młodą dziewczynę. Kto wie, co by chcieli ze mną zrobić. – Przerwała na chwilę. – Ty nie wyglądasz na kogoś im podobnego. - Zaczęła się wpatrywać w nią ponownie z zaintrygowaniem. Zastanawiała się, czy przypadkiem czegoś od niej nie oczekuje, wciąż zapewniając, że nie ma złych zamiarów. Zapyta o to później.
Gdy usłyszała propozycję pomocy w poszukiwaniach, westchnęła cichutko i spojrzała w niebo. Widok powoli płynących chmur wprawiał w nastrój zadumy. Ciekawe, ile przetrwa to kłamstwo. Chociaż nie. Właściwie nim nie było. Przedstawiła jedynie połowę prawdy. I powoli zaczęła dostrzegać, że chyba wie, czego szuka. Ponownie zadźwięczały jej w uszach echa dawnych rozmów dorosłych, niezmiennie przepełnione lękiem. Rachel nie chciała się bać. Chciała poznać wszystko, o czym mówili ludzie. Niezwykle ją to fascynowało.
- Nie jestem pewna, czy będziesz w stanie mi pomóc – odezwała się wreszcie, po dłuższej chwili. Oderwała wzrok od nieba. Poza zasięgiem jego uspakającego, błękitnego całunu poczuła się znów bezbronna. Wszystkie wcześniejsze zapewnienia, że nie będzie okazywać strachu, nagle gdzieś prysnęły. Nie dała po sobie tego poznać.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Sie 27, 2016 7:14 pm

Odetchnęła z ulgą, usłyszawszy zapewnienia blondynki. Może jednak nie było tak źle, a Astaroth była nieco przewrażliwiona? Mimo wszystko warto było usłyszeć, że jest się dobrym elementem czyjegoś dnia, a jeszcze zobaczyć uśmiech i błysk w oku tej dziewczyny... Skądkolwiek się wywodziła, musiała podbijać serca wszystkich wokół, a nawet jeśli nie, to zdecydowanie wpadła w oko pewnej wiedźmie.
- Wiesz, właśnie dałam popalić dwóm rosłym facetom, więc i panienka nie byłaby dla mnie wyzwaniem - zaśmiała się krótko, a dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że może powiedziała ciut za dużo... Pozostało jej mieć nadzieję, że dziewczyna nie wyłapie drugiego dna wypowiedzi i jednak nie zwieje w popłochu przed złą wiedźmą. - Niemniej jednak dziękuję za tę krztę zaufania do mojej skromnej osoby - dopowiedziała po chwili, wyraźnie zadowolona. - Och, jest tu masa dziewcząt w tym wieku albo i młodszych, to nie jest nietypowy widok - naprostowała szybko, po czym przez moment zatrzymała się, żeby przyjrzeć się stojącej naprzeciwko panience. - Ale one dają sobie radę, a panienka nie wygląda, jakby była stąd. Myślę, że to zwróciło ich uwagę - oceniła. Szacowała, że mogła być niewiele młodsza od Astaroth, maksimum dwa do trzech lat, podczas gdy po rynsztokach biegały dziewki znacznie mniejsze, których nikt nie zaczepiał. Ta jednak miała w sobie coś, co przypominało czarownicy bardziej księżniczkę, niż biedaczkę, nawet kiedy miała rozczochrane włosy i stare, podarte ubrania na sobie. A może to tylko kolejny nietrafiony domysł?
Wyjątkowo cierpliwie czekała na odpowiedź, która widocznie nie była aż taka prosta. Jeszcze bardziej utwierdziło to As, że sprawa jest co najmniej szemrana, czyli jak najbardziej warta zbadania.
- Uwierz, jeśli jest to ktoś żywy i nie chowa się w piwnicach, prawie na pewno go znam albo wiem, jak do niego trafić - odparła pewnie i wyprostowała się z dumą. Jej żądza przygód i łatwość w nawiązywaniu kontaktów powodowały, że nie było dla niej osoby niemożliwej do znalezienia. Coś podpowiadało jej jednak, że nie otrzyma jasnej odpowiedzi. - Czy to jest coś, co ma panienka przekazać temu komuś? - spytała, wskazując na torbę trzymaną przez dziewczynę. W tym przypadku również nie spodziewała się konkretów, ale może w końcu uda jej się nieco zmiękczyć blondynkę i skusić do przyjęcia pomocy? Przecież jej tu teraz nie zostawi, żeby znowu wpadła w kłopoty, więc tak czy siak była ona skazana na obecność Astaroth, póki ta się nie upewni, że pora się ulotnić, a nawet wtedy będzie ciężko się jej pozbyć.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Nie Sie 28, 2016 2:37 pm

Zaskoczyła ją lekkość i hardość zapewnień dziewczyny. Zapewne tak było w istocie, jednak coś przykuło jej uwagę mocniej niż fakt, do czego mogła by być zdolna zagadkowa osóbka. Czy ona właśnie się przyznała, że faktycznie zaatakowała tych mężczyzn? A co za tym idzie, przyznała się, że może być wiedźmą? Bicie serca Rachel przyspieszyło. Bynajmniej nie ze strachu. Z fascynacji. Być może faktycznie osoba, której szuka, właśnie teraz stoi przed nią.
- Zapewne – odpowiedziała pospiesznie, gdy dotarło do niej, że zastygła przez chwilę w milczeniu. Zaczęła kombinować, jak tu wyciągnąć interesujące ją informacje, jednocześnie nie wystawiając się na możliwe podejrzenia. W końcu rodzina jej już pewnie szuka, oferując niemałe pieniądze za pomoc w odnalezieniu zguby. Tak łatwo nie zrezygnują z małżeństwa, mogącego dać im większe wpływy w handlu. A niech ich. Skupiła się na dalszych słowach rozmówczyni.
- Znasz.. znasz rodzinę Herrington? – spytała o wiele szybciej niż się nad tym zastanowiła. O czym to ona wcześniej…? A tak, nie zbudzać podejrzeń. I właśnie to zrobiła. Zawsze istniał cień szansy, że nie zna jej rodziny, albo pomyli z jakąś inną. Byli arystokracją, ale nie tak znaną, jak inne rody. Miała nadzieję, że rozmówczyni nagle nie zapała chęcią odprowadzenia młodej panienki do domu. Potem przeniosła spojrzenie na torbę.
- Nie – Przestudiowała ją uważnie wzrokiem. Przedstawiała się nie lepiej niż cała postać arystokratki. – Jest moje – dodała w zamyśleniu.
Przestąpiła niepewnie z nogi na nogę. Znów spojrzała w niebo.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Nie Sie 28, 2016 4:24 pm

Milczenie dziewczyny wydało jej się niepokojąco długie. To co, teraz w tył zwrot i ucieczka? Astaroth naprawdę denerwowała się, że coś takiego może się stać. Nie raz i nie dwa razy tak się działo, kiedy wiedźmie wymsknęło się o słowo za dużo, a tym razem było to o tyle niebezpieczne, że znajdowały się w nieprzyjemnej okolicy, a blondyneczka wyglądała na zagubioną. Dlatego w duszy odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała tę szczątkową odpowiedź, której nie zawtórował rozpaczliwy bieg w losowym kierunku. Powinna się przyzwyczaić, że jej towarzyszka jest dość roztrzepana i błądziła w chmurach wcale nie mniej, niż ona sama. Gdyby nie to, już dawno zauważyłaby, iż nie przebywa ze zwykłą kobietą w jej wieku, lecz z postacią, która ma coś na sumieniu.
- Rodzinę Herrington? - zdziwiła się. No nie spodziewała się tego. Znaczy nie samej treści, a w ogóle faktu, że dziewczę zacznie współpracować, więc tym bardziej wytężyła umysł, żeby odnaleźć to nazwisko wśród setek innych. - Herrington, Herrington... - powtarzała jak mantrę, marszcząc przy tym brwi i powoli stąpając w kółko, jakby to mogło jej pomóc. Odpowiedź miała na końcu języka, a kiedy wreszcie przypomniała sobie, skąd zna to nazwisko, momentalnie zmieszała się. - Och, Herrington - odparła po chwili, tuszując emocje lekkim uśmiechem. Kiedyś założyła się z jednym ze znajomych, że wejdzie na teren ich rezydencji i ukradnie złoty świecznik stojący na parapecie, ale misja szybko zaczęła się niepowodzeniem, kiedy ktoś zaczął strzelać do niej ze strzelby, żeby ją przepłoszyć... Wspaniała przygoda, nie ma co, jednak wolała nie dzielić się nią z tą panienką.
- Nie znam osobiście, ale kojarzę. I wiem, gdzie mieszkają - powiedziała. Dobrze to ujęła. Nie miała bladego pojęcia o członkach rodziny, a także nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wyglądała córka pani Herrington, o której parę razy słyszała. Tamten sam facet, który polecił jej kradzież, opowiedział jej o niej trochę, ale z jego opowieści wyniosła, że jest dużo młodsza od Astaroth. Może i dlatego nie połączyła wątków, a przynajmniej nie do końca. Wiedziała bowiem, że blondynka miała coś wspólnego z rodziną Herrington, może i była ich dalszą krewną... Jeszcze się tego dowie. - Czyli co, mam cię do nich zaprowadzić, panienko? Tylko obawiam się, że ich rezydencja jest w przeciwną stronę - spytała, zapewne niszcząc wszelkie nadzieje dziewczyny. Cóż, nikt nie powiedział, że As jest jedynie od spełniania marzeń!~
Kiwnęła głową. Interesowała jej zawartość owej torby, ale nie chciała tego powiedzieć wprost. Zamiast tego postanowiła zapytać o rzecz, w jej mniemaniu, bardziej neutralną.
- Jak się panienka nazywa, jeśli można wiedzieć? - spytała. Zawsze to milej znać imię swojej współtowarzyszki, którą uratowało się z opresji i zamierzało się z nią spędzić jeszcze trochę czasu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Pon Sie 29, 2016 4:18 pm

Panienka przyjęła odpowiedź ze spokojem. Może nawet i z ulgą. Właściwie nie powinno jej to już interesować, ale mimo wszystko ulżyło jej, gdy nie usłyszała negatywnej opinii. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że rozmówczyni nie jest do końca pewna stosunków panienki z ową rodziną i podała neutralną i dyplomatyczną odpowiedź. Tak czy inaczej, sytuacja nie przedstawiała się tak źle, jak Rachel zakładała na początku. A potem usłyszała dalszą część wypowiedzi i mina jej trochę zrzedła.
- Nie! – wypaliła prawie natychmiast, może trochę zbyt gwałtownie. Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy wymyślić kolejne kłamstwo, ale skoro już zaczęła… Nieznajoma z pewnością się już zaczęła domyślać, o co tu chodzi. – Ja… Nie chcę tam wracać. – Niech się dzieje, co ma się dziać. Stanęła pewnie na nogach i wpatrywała się w rozmówczynię ze spokojem, może i nawet odrobiną melancholii. Jedynie jej ręce dalej wskazywały na niepewność – stała, trzymając dłoń zaciśniętą na przedramieniu drugiej, wyprostowanej i opuszczonej wzdłuż ciała ręki. – Właściwie to stamtąd uciekłam.
Już zaczęła się przygotowywać na grad pytań, dotyczących tak drastycznej decyzji. Dlaczego opuściła tak bezpieczne miejsce? Zdawała sobie sprawę z ciemnej strony miasta? Ze wszystkich niebezpieczeństw? Czy sądziła, że sama sobie poradzi? Oczywiście, że nie. Nie zdawała sobie sprawy nawet z połowy sytuacji i zagrożeń, które mogą spotkać tak małą i drobną osóbkę. Z drugiej jednak strony miała już dosyć matki do tego stopnia, że nie przykładała wagi do nadchodzącej przyszłości.
- Rachel – przedstawiła się z delikatnym ukłonem. Teraz już nieznajoma miała pełniejszy obraz panienki, która przed nią stała. Dalej jednak Rachel nic nie wiedziała o drugiej stronie, poza pewnymi podejrzeniami. I musiała przyznać, że intrygowała ją niesamowicie.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Pon Sie 29, 2016 7:02 pm

Zdziwiła się taką stanowczą i nagłą odpowiedzią, która na domiar złego była przecząca. As zdecydowanie nie wiedziała, co powiedziała nie tak, więc skierowała tylko pytające spojrzenie na swoją współtowarzyszkę, cierpliwie czekając, aż ta powie coś więcej. Nie była również w stanie ukryć zdumienia, kiedy blondynka znowu przemówiła. Kimkolwiek była dla tej rodziny, najwidoczniej nie żyło jej się najlepiej. Pozostawało tylko pytanie, kim dokładniej była. Służką o wyjątkowo szlachetnych rysach twarzy czy może kimś z rodziny? Może nawet córką pani Herrington? Wiedźma chciała zadać to pytanie, ale zamiast tego tylko przygryzła wargę. Temat wyglądał na świeży, więc wolała się powstrzymać.
- Rozumiem - powiedziała tylko, chociaż tak naprawdę niczego nie rozumiała. Sama jako dzieciak nie żyła we wspaniałych warunkach, ale nigdy nie pomyślałaby, żeby uciec z domu. A ona? Herringtonowie to bogata rodzina, więc pewnie miała wszystko, czego chciała... Albo i nie? Aktualnie nie mogła ocenić, czy to tylko fanaberia rozpieszczonego dzieciaka czy coś poważniejszego, a nie chciała oceniać po pozorach, bo tego najbardziej nie lubiła. Postanowiła więc delikatnie podpytać o szczegóły, tylko jak to zrobić, żeby nie urazić panienki albo jej nie zasmucić? Po raz pierwszy od dawna As czuła, że stąpa po niepewnym gruncie i bardzo nie chciała zrobić czegoś nie tak. Kto by pomyślał! Zawsze waliła prosto z mostu, a teraz powstrzymywała się przez jedno dziewczę. - Masz w ogóle gdzie się podziać? Do kogo pójść, gdzie pracować? - spytała, bo to wydało jej się najważniejsze. Pal licho jej przeszłość i motywy, bo to nie było teraz ważne. Najistotniejsze było to, żeby nie pozwolić jej spać na ulicy w nocy i żebrać za dnia, bowiem ognista miała wątpliwości, czy dziewczę dałoby sobie radę samotnie. Jeśli dotychczas mieszkała lub pracowała w rezydencji, na pewno większość wygód miała zapewnione, a życie na bruku to był znacznie cięższy kawałek chleba.
- Astaroth - również się przedstawiła i wyciągnęła poznaczoną małymi bliznami dłoń przed siebie, aby uścisnąć rękę Rachel. Nie wiedziała, czy tak się robi na bogatych dworach, ale na ulicy tak się właśnie witało, jak równy z równym. - Miło mi cię poznać, Rachel. Nawet, jeśli w tak nietypowych okolicznościach - uśmiechnęła się do niej leciutko, wręcz zachęcająco. Jeśli przypadkiem miała mieć jedynym punktem oparcia dla nowo poznanej, chciała to robić jak najlepiej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Wto Sie 30, 2016 2:05 pm

„Rozumiem”? Blondynka aż musiała dwa razy przetworzyć odpowiedź kobiety. Spodziewała się wszystkiego, ale nie tak krótkiej i prostej odpowiedzi, a w dodatku o takim brzmieniu. Naprawdę, na każdym kroku spotykała zaskoczenia. Zobaczyła, że mimo wszystko rozmówczyni chciała o coś dopytać, ale wyraźnie się powstrzymała, więc postanowiła nieco więcej jej wyjaśnić. Powoli nabierała większego zaufania.
- Pewnie się zastanawiasz, jak wygląda życie arystokratki i dlaczego postanowiłam z niego zrezygnować. Zaskoczę cię, wcale nie jest kolorowe. Żyjesz w świecie wiecznych oczekiwań, musisz się zachowywać tak, jak ludzie chcą byś się zachowała w odpowiednich sytuacjach. Musisz wiecznie wyglądać nieskazitelnie, musisz udawać damę nawet wtedy, gdy tego nie chcesz. – Odsunęła się od ściany, czując się na tyle pewnie, by zrezygnować z osłony i poczucia wątpliwego bezpieczeństwa, jaki dawał mur za nią. Zamiast tego stąpała leciutko wokół Astaroth, sprawiając wrażenie całkowicie rozluźnionej. – Żyjesz w luksusach, nie znasz ani głodu, ani zimna. Znajdujesz się w bezpiecznych murach, odgradzających cię od świata. Nie rozumiem, czemu widziałam tyle zazdrosnych spojrzeń. – Zamyśliła się na moment. – Żyjesz jak laleczka. A twoje ruchy kontrolują wszyscy wokół.
Zatrzymała się. Uderzyło w nią uczucie wolności. Zerwała się ze sznurków i cokolwiek by przyniosła przyszłość, poczuła się na nią gotowa. Następne pytania sprowadziły ją na ziemię. Zdała sobie sprawę, że nigdy nie pracowała i ta wizja nieco ją przeraziła.
- Nie… - wydukała. Zapomniała o wcześniejszym kłamstwie, że rzekomo kogoś szuka.
- Astaroth – powtórzyła nieobecnie, patrząc gdzieś w przestrzeń. Zauważyła, że nieznajoma wysunęła w jej stronę rękę. Przez chwilę Rachel zastanawiała się, co powinna zrobić. Na dworze nikt nigdy nie zdobył się na takie spoufalanie się względem niej. Wyciągnęła jednak swoją i uścisnęła dłoń drugiej strony. – Osobliwe imię. Ciebie również miło poznać. – Znów się leciutko ukłoniła.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Wto Sie 30, 2016 6:38 pm

Rachel z sekundy na sekundę zaskakiwała ją coraz bardziej. Wszystkie trudy Astaroth, żeby nie dręczyć tej małej, uroczej istotki mogły się paść, bo ta zaczęła jej opowiadać właściwie wszystko, o co wiedźma wcześniej chciała zapytać. W tym momencie poczuła, jak bardzo się od siebie różnią. Wiedźma, córka dziwki i wieczna włóczęga szukająca swojego kąta w świecie kontra urzekająca, niewinna arystokratka przywiązana do jednego miejsca. As powoli zaczynała rozumieć jej motywy. Sama nie usiedziałaby za długo w jednym miejscu, a tym bardziej nie dałaby się kontrolować, ale... Wcześniej myślała, że wysoko urodzeni tak lubią. Lubia opływać w luksusach i mieć wszystko podane na tacy. Jak widać, trafiła na wyjątek od reguły. Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć, tylko obserwowała chodzącą z gracją dziewczynę.
- Rozumiem panienki motywy. To musiało być straszne uczucie, być marionetką w rękach innych - powiedziała i zamyśliła się chwilkę, próbując zebrać myśli w słowa tak, żeby nie sprawić Rachel zbyt wielkiego zawodu. - Jednak życie włóczęgi też nie jest łatwe. Pomogę ci, ale nie wiem, czy w mieście będziesz bezpieczna. Rodzina już cię pewnie szuka. Zabrałabym cię ze sobą, ale... nie wiem, czy to będzie dobre miejsce dla panienki - westchnęła. Nie była pewna, czy arystokratce spodobałyby się cyrkowe warunki i pozostawał jeden, ważny szczegół: w Cyrku dominowały wiedźmy. Co prawda nie była stuprocentowo pewna, czy blondynka też nie była jedną z nich, ale nie wyglądało na to. Nie mogła wymagać od niej, żeby nagle je zaakceptowała, a tym bardziej mieszkała wśród nich i z nimi pracowała.
Gdy tylko kobieta wyciągnęła doń rękę, uścisnęła ją delikatnie, a następnie cofnęła dłoń. Było tak, jak się spodziewała: Rachel miała dłonie delikatne i nieprzywykłe do jakiejkolwiek pracy. Nawet, gdyby As jakimś cudem załatwiła jej lokum z jednym ze znajomych, to nie była pewna, czy arystokratka będzie w stanie się utrzymać.
- Właściwie to nie imię, tylko pseudonim artystyczny - zaśmiała się. O ile artyzmem można było nazwać to, przez co zdobyła owy przydomek, ale hej! Ona uznawała kolekcjonowanie kochanek za rodzaj sztuki, którą nie każdy przecież umie. - Moja mama nie była tak popieprzona, żeby nazywać mnie od diabłów - dodała po chwili.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sro Sie 31, 2016 3:59 pm

Zatrzymała się niemal natychmiast po propozycji zaopiekowania się drobną panienką i wpatrywała z zainteresowaniem. Astaroth nie sprawiała wrażenia zmęczonej koczowniczym życiem. Nie mogło być tak źle. A Rachel już czuła, że pokocha to życie. Ze wszelkim wianuszkiem niedogodności i stresu.
Znów uderzyła w nią myśl o rodzinie. Czy ktoś już zaczął poszukiwania? Jak wielkie? Gdzie teraz są? Uspokoiła się. Gdziekolwiek by poszli, na pewno nie szukaliby młodego dziewczęcia w tak obskurnej dzielnicy. Na pewno? Może jednak miała wątpliwości. Ostatnie, czego by sobie życzyła, to trafić na kogoś z dworu.
- Ze sobą? Cóż to za miejsce? – spytała, wyraźnie zaciekawiona. Węszyła przygodę. Wielką.
- Gorsze od brudu ulicy i wszelkich niedogodności miasta?
Zaciekawiła się jeszcze bardziej. Słyszała opowieści, baśnie i historie opowiadane jej przez nianie i opiekunki. Mnóstwo historii o księżniczkach i rycerzach na białych rumakach. Jednak nie te ją interesowały. O wiele ciekawsze były te, w których bohaterowie wyruszali w świat. Można powiedzieć, że właśnie w tej chwili zaczyna pisać własną opowieść. Zaczyna odkrywać świat, który inni tak namiętnie starali się przed nią ukryć. Nie miała pojęcia, że rozmówczyni chodziło o tajemniczy i wystrzegany się przez wszystkich Cyrk.
Pomyślała jeszcze o tym, że nie powinna się więcej przedstawiać swoim prawdziwym imieniem. Nie każdy może być tak wyrozumiały jak Astaroth, więc istniała szansa, że to spowoduje kłopoty. Będzie musiała także pomyśleć o pseudonimie dla siebie.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Czw Wrz 01, 2016 2:49 pm

Na dźwięk zaintrygowanego głosu rzucającego jej oba pytania, spięła się nieco i zdystansowała. Naprawdę nie sądziła, żeby to był dobry pomysł. Z jednej strony sama była znajdą uratowaną przez Cyrk, ale ona to co innego. As była gruboskórna i faktycznie nadawała się do tego miejsca jak nikt inny ze względu na swoje zdolności i ogólnowidoczną inność. Nie wiedziała też, na ile może zaufać Rachel w powierzaniu swoich i cyrkowych sekretów. Przecież ona właśnie opowiedziała mi historię swojego życia i zawierzyła mi jej dalszą część - pomyślała. Być może ta myśl w połączeniu z jej dziecinną wiarą, że każdy jest w pewien sposób dobry, a ta mała blondyneczka nie może być wyjątkiem i raczej nie zrobi jej krzywdy, zadecydowały o tym, że Astaroth postanowiła jej zaufać.
- Słyszałaś kiedyś o Cyrku? - zapytała wprost. - Rozumiesz, wielki namiot, a w nim występy ludzi, którzy niczego się nie boją i nie zawsze mają równo pod sufitem? - wytłumaczyła jeszcze, jakby panienka nie załapała za pierwszym razem.
Na samym początku chciała sprawdzić, czy Rachel nie ma jakichś uprzedzeń co do tej organizacji. Część z nich... Na pewno była słuszna. Ale to nie oznaczało, że arystokratka powinna się bać. Chyba. Z tymi chorymi pojebami wszystko było możliwe. Najlepiej byłoby, gdyby dziewczyna znała ogólne pojęcie cyrku, ale nie znałaby tego konkretnego, w którym buszowały wiedźmy. Nie byłoby wtedy trudnym, żeby zniszczyć uprzedzenia. Jeśli jednak miała jakieś wyobrażenie o tym, co tam się działo, prawdopodobnie nie będzie łatwo przekonać ją, że jest inaczej. Może koniec końców uzna, że warto przyjąć opcję A i przystać na propozycję załatwienia innego meldunku? W najgorszym przypadku uzna As za chorą wariatkę i pójdzie w diabły, ale ognista nie sądziła, żeby jej towarzyszka była aż tak głupia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sro Wrz 21, 2016 5:55 pm

Blondynka spojrzała na rozmówcznię z delikatnym zdziwieniem. Cyrk?
-Nie zawsze... równo pod sufitem? - spytala ze zdumieniem, zwracając większość uwagi na to właśnie wyrażenie. Cóż, na dworze nigdy nie słyszala, by ktoś takich używał.
Zaraz jednak powróciła myślami do znaczenia słowa 'cyrk'. Co prawda nie miała okazji brać udziału w przedstawieniu, bo matka uważała to za stratę czasu i rozrywkę dla mieszczan, nie arystokracji. Wielokrotnie jednak pytała nianię, czy wie coś o tym tajemniczym miejscu. Dostała opowieść, w której pod ogromnym namiotem skrywał się inny świat. Świat pełen kolorów, występów, zdumiewających ludzi. Podobno nawet zdarzało się zobaczyć dzikie zwierzęta!
- Naprawdę możesz mnie tam zabrać? - Aż młodej panience oczy zalśniły, gdy wyrwała się z wyobrażeń. - Ja.. ja chciałabym...
Nie sądziła, że kiedyś stanie przed taką okazją. A może to podstęp? Z jednej strony czuła, że nie powinna tracić czujności, ale z drugiej... To by było cudowne! Ciekawe, jak wygląda życie w takiej grupie. Panuje nudna hierarchia jak na dworze? Jakie obowiązują ich zasady? A przedstawienia....
Stała zauroczona, uważnie wpatrując się w oblicze Astaroth.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Sob Wrz 24, 2016 10:33 am

Zachichotała, zauważywszy to zdumienie. Że niby Rachel myślała, iż artyści są jak przeciętny, nudny przechodzień? Każdy z nich był tak wyjątkowy i tak bardzo chciał tą innością popisać się przed innymi, że to było aż komiczne. Astaroth nie bawiła się tak dobrze nawet z bandą cyganów, którzy również do normalnych nie należeli. Już sam fakt, iż posiadali zmutowany gen czyniący ich odmieńcami świadczył o tym, jak bardzo byli inni.
- Tak, zdecydowanie nie jesteśmy normalni - uśmiechnęła się wieloznacznie, trochę zawadiacko, ale na pewno szczerze i z niejaką dumą. Sama myśl o cyrkowcach napawała ją dziką radością i fascynacją. Ci ludzie byli niesamowici. No... Poza momentami, kiedy robili rzeczy wyjątkowo paskudne.
Spodobał jej się entuzjazm dziewczyny, gdy tylko wiedźma wspomniała o Cyrku. Widać, że wszyscy kochają artystów! Astaroth bała się tylko jednego: że ślicznotka przeżyje brutalne zderzenie z rzeczywistością, kiedy pozna ciemniejszą stronę cyrkowców. Bądź co bądź to było trochę przerażające... Ale skoro sama chciała, to As nie mogła jej odmówić i zostawić ją na ulicy. Tym bardziej, iż wyglądała teraz tak uroczo, że można byłoby ją schrupać!
- Skoro panienka prosi, nie powinnam odmawiać - wymruczała i skinęła głową na bok, jakby wskazując kierunek podróży. - Chodźmy - rzekła i powoli ruszyła przed siebie. Jedna rzecz tylko nie dawała jej spokoju, a nie byłaby sobą, gdyby szła w ciszy i prędzej czy później nie zapytała o to, co ją trapiło.
- Dlaczego pytałaś mnie, czy jestem wiedźmą? Boisz się ich? - spytała, kątem oka zerkając na Rachel. Jeśli była bardzo niedomyślna, mogła to uznać za zwykłą próbę podtrzymania rozmowy, rzucenie byle jakim tematem, byle tylko nie milczeć, ale Astaroth interesowała ta kwestia. Poniekąd było to dość ważne, biorąc pod uwagę, że właśnie prowadziła panienkę do istnego siedliska tych "bestii", które na pewno gorąco przyjmą gorąco nowego członka swojej rodziny. Oczywiście zaraz po tym, jak upewnią się, że nie jest to kolejna kochanka ognistej (jeszcze nie!), nowa ofiara lub szpieg Inkwizycji, ale to tylko głupia formalność!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Czw Gru 15, 2016 2:50 am

Przekrzywiła główkę, wciąż zastanawiając się, co dziewczyna ma na myśli mówiąc „normalni”. Dla młodej panienki, bycie „normalnym” oczywiście oznaczało zachowania nudnej arystokracji, ale czy te znaczenia się pokrywały? Jeśli tak, Rachel wietrzyła przygodę. I bynajmniej nie była tym przerażona.
Najpierw chwilowo się zawahała, zawieszając wzrok na ognistej, jednak ostatecznie zdecydowała się ruszyć za nią. No co, przecież nie zostanie z tyłu. Nie teraz.
Wyszły na ulicę, która przywitała je ponownie stukotem butów na bruku. Rachel rozejrzała się kilka razy. Ta droga była już nieco bardziej uczęszczana i nie wyglądała tak przerażająco, jak pierwsze miejsce spotkania z osobliwą dziewczyną. Blondynka niemal poczuła się, jakby miała własnego przewodnika w świecie, który nie do końca rozumiała i to uczucie na pewno dodawało nieco pewności siebie. Spojrzała jeszcze raz w niebo i uśmiechnęła się delikatnie.
Wróciła do rzeczywistości, słysząc pytanie o wiedźmy.
- To nie tak, że się ich boję… - zaczęła cichutko, nieco przystając. – Ludzie zawsze mówili tyle złych rzeczy o nich. Jestem ciekawa, czy to wszystko prawda. Osobiście nie sądzę, żeby wszystkie wiedźmy były złe. Na pewno są niezwykłe! – Na chwilę jej błękitne oczy rozbłysły podekscytowaniem. – Ja… Po prostu chciałabym jedną spotkać. Jak myślisz? Wyróżniają się z tłumu? A może wyglądają jak zwykli ludzie… Pokojówki mówiły, że mają zło i mrok w oczach i nawet Inkwizytorzy się go obawiają. – dodała, ściszając głos. Zupełnie zapomniała o fakcie, że dwóch mężczyzn oskarżyło jej przewodniczkę właśnie o bycie „wiedźmą”.

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Czw Gru 15, 2016 4:07 pm

Uliczka była bardziej zaludniona, to fakt, ale większość ludzi o tej porze była zajęta sobą. Nieliczni zerkali na dwie młode kobiety kroczące po bruku, ale zaraz po tym wracali do swoich zajęć, czyli najczęściej marszu przed siebie, gdziekolwiek mogliby iść. Wyglądało na to, że obie mogły porozmawiać w miarę swobodnie, bo i tak nikt nie był nimi zainteresowany na dłuższą metę. To się dobrze składało, bo temat przez nie poruszany był jednym z tych, których raczej nie porusza się w tłumach ludzi, gdzie każdy mógłby podsłuchać coś, a później donieść o swoich podejrzeniach złym ludziom w kolorowych kapturkach, czego Astaroth wolałaby jednak uniknąć.
Ognista zwolniła, żeby zrównać się z Rachel. Cały czas patrzyła na nią z zainteresowaniem, bo nie chciała, żeby jakiekolwiek słówko jej umknęło. Musiała się dowiedzieć, jak sprawy się mają, żeby jako-tako zaplanować, co zrobić. Całe szczęście, że blondyneczka okazała się nie mieć tak bardzo radykalnych poglądów w kwestii wiedźm. Przeciwnie, wyglądała na naprawdę zafascynowaną tematem. Aż się wiedźmie cieplej na duszy robi, kiedy słyszy takie słowa od zwykłego człowieka!
- Zło i mrok w oczach? - wręcz wybuchnęła śmiechem, słysząc tę jakże zabawną plotkę. Kto zobaczył w ślepiach Astaroth coś innego niż bezbrzeżne rozbawienie, a tym bardziej coś takiego jak "zło i mrok", niech pierwszy rzuci kamieniem. - Myślę, że gdyby bardzo wyróżniały się z tłumu, to nie dość, że na pewno byś jakąś spotkała, to jeszcze Inkwizycja nie miałaby problemów ze znalezieniem ich - stwierdziła, wsadzając dłonie do kieszeni spodni, przy okazji spoglądając, czy nikt przypadkiem nie przysłuchuje się ich rozmowie, tak dla pewności. - Chociaż nie wątpię, że są w pewien sposób niezwykłe. Złe też pewnie nie zawsze są. Słyszałam, że czasami ratują małe arystokratki przed śmiercią na ulicy - ściszyła głos przy ostatnim zdaniu, uśmiechnęła się leciutko i kątem oka zerknęła na Rachel, wyczekując jakiejś reakcji. Karty na stół, kawa na ławę i tak dalej. Może było to kompletnie nierozsądne z jej strony, ale czasami trzeba zaryzykować. As nie czuła, żeby robiła coś złego. Jeśli okaże się, że zdemaskowała się przed niewłaściwą osobą, na pewno znajdzie na to sposób, jednak skoro miała pomóc Rachel, powinna być szczera. I hej, właśnie spełniała jej marzenie o poznaniu wiedźmy, czyż to nie cudowne?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Czw Gru 15, 2016 6:44 pm

Zamyśliła się na moment ze wzrokiem utkwionym w tłumie. Wszyscy wyglądali zwyczajnie, nikt się nie wyróżniał. No może poza Astaroth i Rachel. Przeskakiwała co chwilę wzrokiem z jednej osoby na drugą. Ciekawe, czy ktoś z nich… Może właśnie minęły wiedźmę i nawet o tym nie wiedzą? A może Inkwizytora w przebraniu? Nagle świat wydał się panience taki intrygujący!
- Pewnie masz rację… - odpowiedziała w zadumie. Sama do końca nie wiedziała, jak działa Inkwizycja i w jaki sposób wyłapują czarownice. Zawsze myślała, że od początku wiedzą, kto jest czarownicą, a kto zwykłym mieszkańcem, ale… Westchnęła.
Resztę wypowiedzi swojej przewodniczki przyjęła z milczeniem, wciąż wpatrując się w tłum. Dopiero po chwili dotarł do niej jej sens.
- Ratują… arystokratki…? – powtórzyła bez większego składu. W następnej chwili aż przystanęła z wrażenia. Przypomniała sobie teraz tych dwóch mężczyzn, mały płomień, swoje późniejsze pytanie…
- A więc ty naprawdę jesteś…! - Opamiętała się i nie powiedziała tego zbyt głośno, by nie zwrócić na siebie uwagi żadnego z przechodniów. Mimo że podejrzenia były słuszne, jednak wciąż ciężko było uwierzyć. Ona wcale nie była… taka, jak mówili. Nagle ta cała sytuacja wydała się dla Rachel jak sen. A może faktycznie śni, a później obudzi się w rezydencji, jak co dzień? Cóż, zawsze mogła sprawdzić.
- Czy ja… Czy mogę… cię dotknąć?

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 317
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Czw Gru 15, 2016 8:29 pm

Uśmiechała się tajemniczo, będąc pod wrażeniem tego, jak bardzo urocza i czasami niedomyślna była jej kompanka. To, jak bardzo ognista musiała podsuwać jej rozwiązanie i jak zabawnie na to zareagowała, spowodowało u czarownicy niejakie rozczulenie. Czy tak zachowują się wszystkie arystokratki? Jeśli tak, to musiała poszukać jakiejś, która podwyższyłaby jej poziom cukru i endorfin we krwi równie mocno co Rachel. Albo po prostu zabrać się za nią samą.  
Przystanęła tuż obok niej i kiedy ta już miała powiedzieć, kim Astaroth jest, przyłożyła palec do ust i spojrzała na nią porozumiewawczo.
- Jestem tylko artystką, połykaczką ognia. Nic, czym trzeba się specjalnie chwalić - powiedziała niezbyt głośno. Na całe szczęście Rachel nie powiedziała głośno tego, co im obu chodziło po głowie. "A więc ty naprawdę jesteś czarownicą!" niemalże wykrzyczane na środku ulicy mogłoby przysporzyć im sporych problemów. Na takie zachwyty można było poczekać, aż będą w bardziej ustronnym miejscu.
- Dotknąć? - uniosła brwi i przekrzywiła lekko głowę na bok. W tej chwili poczuła się jak duch czy inna zjawa, którą można zobaczyć, ale rozpływa się jak mgła, kiedy wyciąga się rękę w jej stronę. - Nie jestem potworem i nie mam skóry jak wąż, jeśli o to chodzi - zaśmiała się krótko i po chwili zamilkła. Wyciągnęła dłoń w stronę Rachel i pogłaskała jej policzek, aby następnie delikatnie ująć jej podbródek i spojrzeć jej w oczy. - Jak dalej mi nie wierzysz, to kiedy dojdziemy do Cyrku, mogę ci to udowodnić - wymruczała i dopiero teraz w jej spojrzeniu można było ujrzeć pewną drapieżność, ale na pewno nie taką, jaką widać w oczach szalenie niebezpiecznej bestii. To była raczej niewinna zabawa w kotka i myszkę, która absolutnie nie miała zakończyć się źle dla którejkolwiek ze stron.
Odsunęła się dopiero po chwili i zaraz znowu obie jej dłonie znalazły się w kieszeniach, zamiast błądzić po ciele arystokratki, czego sama Astaroth na pewno bardzo by chciała.
- Ale dopóki do niego nie dojdziemy, to ani nie porozmawiamy normalnie, ani nie pokażę ci niczego ciekawego - westchnęła ciężko, a zaraz wyszczerzyła się wesoło. - Jeśli jesteś bardzo ciekawa, mogę mówić po drodze, ale centrum miasta nie jest dobrym miejscem.
A później poszły do przyczepy Fanny, gdzie Asztarot zmacała Raczka po czole, pokazując jej krainę wiecznych rozkoszy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Rachel
Akrobatka
avatar

Liczba postów : 92
Join date : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Początki   Pią Mar 10, 2017 2:19 pm

Niczym, czym trzeba się specjalnie chwalić? Rachel mogła sobie jedynie wyobrażać widowisko, które tworzyła wokół siebie osobliwa dziewczyna, co jeszcze bardziej potęgowało zafascynowanie panienki. Chciała to zobaczyć. I wiele więcej. Chciała zobaczyć wszystko!
Już miała zaprzeczać, że nie chciała jej urazić i nie uważa, żeby ze skórą Astaroth miałoby coś nie tak, ale stała jedynie jak zaczarowana. Jeden dotyk sprawił, że zapomniała kompletnie, o czym wcześniej rozmawiały i co chciała powiedzieć. Patrzyła jedynie w oczy diablicy, które zdawały się przeszywać na wskroś. Zobaczyła w nich coś… nowego. Coś, za czym mogłaby pójść na koniec świata. I sama nie wiedziała, czy powinna bać się tego uczucia, czy…
W następnej chwili wszystko się skończyło, Astaroth odwróciła się, zostawiając biedną blondyneczkę z konfliktem wewnętrznym i pewnym… niedosytem?
- Chodźmy już – powiedziała szybko i stanowczo, ruszając zdecydowanie do przodu. Może trochę zbyt gwałtownie. W tym momencie chciała być już w spokojnym miejscu, gdzie mogłyby normalnie porozmawiać i… Zacisnęła oczy z ekscytacji.
Dopiero po chwili oprzytomniała i zastanowiła się, jak jej zachowanie mogło być odebrane.
- Ja… – zaczęła, ale nie była pewna, co powinna powiedzieć. – Chyba wierzę, ale…
Zwolniła nieco prędkość kroku.
- Ulica to nie jest dobre miejsce, masz rację. – westchnęła. – Po prostu prowadź.

[z/t]

___________________


-  Czy stoję wystarczająco blisko, żeby twoja iluzja się powiodła?

-  Czy jeżeli zaprzeczę, to podejdziesz bliżej?



SPECJALNIE DLA VIV
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Początki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pamietniczek - Początek
» Gothic "Nowy Początek"
» Porady na początek & FAQ

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Off-Topic :: Strefa pozafabularna :: Retrospekcje-
Skocz do: