IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Eksperyment H.E.B.I.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Eksperyment H.E.B.I.   Czw Wrz 15, 2016 7:24 pm

Wśród papierów porozrzucanych na biurku Grabarzy w Inkwizycji natknąć się można na różne rzeczy, niektóre bardziej przerażające, inne mniej, czasem szokujące, okrutne lub po prostu obrzydliwe. Niedawno (słowo klucz) na blat jednej z takich osób trafił dziennik pewnego świętej pamięci Balsamisty, którego zgubiły własne ambicje i - prawdopodobnie - szaleństwo, które w końcu zawładnęło jego umysłem.


Dziennik Balsamisty z oddziału BNMG Charles'a Hummingtona
Praca badawcza na temat wariacji genu Terceta u Homo sapiens


Eksperyment H.E.B.I. Inauguracja Projektu, Dzień 1
Rozpocząłem moje badania po namowach dr Sarah Miles, która gorąco zachęcała mnie do stworzenia nowej broni – konkretnie Psa Gończego – dla Inkwizytorów. W walce z herezją padają jak muchy, trzeba nam ich więcej. Wspólnie ustaliliśmy nadrzędne cele do uzyskania – przede wszystkim szybkość, skuteczność i cicha eliminacja. Muszę wybrać odpowiedni gatunek i zdobyć obiekt do doświadczeń. Póki co szykuję laboratorium oraz pomieszczenie, w którym obiekt będzie egzystował. Projekt nazwałem H.E.B.I., od „Hermoterywna Esencja Biologicznej Infruktazacji” *. Póki co nikogo więcej nie wprowadziłem w szczegóły mojego małego przedsięwzięcia. W końcu wciąż nie mam pewności, że się powiedzie. Niech, póki co, pozostanie tajemnicą.
To będzie mój pierwszy eksperyment z udziałem żywego człowieka.


Eksperyment H.E.B.I. Inauguracja Projektu, Dzień 2
Przypadkowo odnalazłem odpowiednią osobę, która spełniała wymagania projektu. Czystej krwi człowiek, młoda dziewczyna, dwudziestoletnia, o brunatnych włosach i dużych, okrągłych, błękitnych oczach. Ma śniadą, wręcz nieskazitelną cerę, smukłą twarz, mały nos i pełne, dziewczęce usta. Szczupła, o niedużym biuście i zgrabnych nogach. Jest trochę brudna i zaniedbana ale wciąż śliczna. Mówi, że nazywa się Anne Hemingway. Nie ma rodziny ani domu, szła przez ulicę próbując od kogoś wyżebrać jedzenie lub coś ukraść. Tak też ją poznałem. O dziwo nie jest wychudzona. Nie pamięta (lub nie chce pamiętać) swojej przeszłości ale w sumie mnie to nie interesuje. Stanowi świetny materiał do eksperymentu gdyż nikt nie będzie jej szukał, nikt nie będzie za nią tęsknił i nikt nie poczuje zmartwienia na wieść o jej zaginięciu. Niemalże od razu, bez zbędnych pytań, zamieszkała w pomieszczeniu, które dla niej przygotowałem. Średniej wielkości pokój z kilkoma mało istotnymi meblami. Chyba uznała to za dar od losu.
Wygląda na zagubioną. Obficie ją nakarmiłem, by nabrała sił, i porozmawiałem z nią aby zbudować zaufanie. Adaptuje się szybko, co świetnie rokuje. Póki co nakazałem Anne sen. Nie do końca wie jakie wyzwania przed nią postawię. Potrzebuje energii.
Ja potrzebuję jej energii.


Eksperyment H.E.B.I. Pierwsze Testy, Dzień 3
Dziś rozpocząłem standardowe testy mające na celu określić stan fizyczny Obiektu. W każdym calu jest raczej przeciętny. Wydolność płuc w normie, krwiobieg w pełni drożny, układ nerwowy nienaruszony, wzrok w normie, jedynie iloraz inteligencji dość wysoki. Obiekt** na nic nie choruje, współpracuje i najwyraźniej jest w dobrym humorze. Cechuje go duże zaufanie, wręcz naiwność, cierpliwość, infantylność, opanowanie, ciekawość, poczucie humoru, poza tym – nawet jak na swój stan – jest pełny energii i nie przestaje się uśmiechać. Chyba traktuje to jako coś w rodzaju dobrej zabawy.
Dr Miles dostarczyła mi w międzyczasie dwa gatunki węży, o które prosiłem (jeden posiada uzębienie z rodzaju Solenoglypha, drugi zaś Proteroglypha***) i z których pobrałem niezbędne surowice oraz części materiału genetycznego. Po ekrawadanacji, wstępnej obróbce i wymieszaniu nie zwarzyły się, co świadczy o tym, że substancja jest stabilna. Czy bezpieczna – nie wiem. Uznałem te gady za idealne, to wysoce skuteczni drapieżcy, szybcy i bezszelestni, w większości spełniają wymagania projektu. Gatunki nie są istotne, interesuje mnie jedynie ich DNA, struktura oraz jad. Poprzednie próby z wężami, o których słyszałem i o których czytałem, kończyły się niepowodzeniem z powodu śmierci testowanych Obiektów. Mój rokuje wyjątkowo dobrze. Wierzę w powodzenie eksperymentu.
Planuję z surowicy wydzielić konkretne dawki, które będę podawał Obiektowi.
Pozwoliłem dr Miles porozmawiać z Obiektem. Oczywiście byłem cały czas obok aby nie zdradziła zbyt dużo. Obiekt i Sarah są tej samej płci więc najwidoczniej lepiej się dogadują. Będę musiał poprosić ją o asystę przy Obiekcie i samym eksperymencie. ****
Dziś poza tym wszystkim nie zrobiłem nic więcej.


Eksperyment H.E.B.I. Pierwsza dawka, Dzień 4
Po krótkiej konsultacji z dr Miles postanowiliśmy, że najwyższa pora zaczynać. Na wszelki wypadek zabrałem ją ze sobą.
Wprowadziłem Obiekt do mojego obszernego gabinetu. Oglądał wszystko z dużym, niegasnącym zainteresowaniem. Na wskazanym miejscu usiadł bez sprzeciwów. Wszystko było w porządku dopóki nie wziąłem strzykawki. Obiekt okazał śladowe oznaki lęku. Pomimo to bez problemu dokonałem iniekcji w miejscu, które położone było kawałek nad lewym obojczykiem. To bardzo ważne, gdyż, aby wiarygodność badań była większa, muszę wkłuwać się zawsze w to samo miejsce. Dość szybko skórę pokrył zaczerwieniony ślad.
W jednej chwili Obiekt spokojnie siedział, obserwując moje skupienie i oczekiwanie z niepokojem, a w drugiej zerwał na równe nogi, krzycząc (różnica czasowa to około minuty), najwyraźniej z bólu. Obiekt złapał się za szyję i upadł, nie przestając krzyczeć. Wierzgał nogami, lekko szlochając. Potem zwymiotował, obrócił się na drugi bok i znieruchomiał, ciężko dysząc.
Ogarnęło mnie przerażenie. Następuje zgon? Tak szybko? Ale rokowania były świetne! Całe szczęście Obiekt żył, stracił jedynie przytomność. Korzystając z okazji dokładnie go obejrzałem. Poza wyraźnym zaczerwienieniem w miejscu dokonania iniekcji nie dostrzegłem innych zmian w ciele Obiektu. Najwyraźniej trzeba czasu. Po zastrzykach pozostanie mu zapewne blizna.
Kątem oka widziałem, że w trakcie całego zamieszania dr Miles jakby pobladła. Z jej pomocą zanieśliśmy Obiekt do łóżka w jego pomieszczeniu. Sarah poszła posprzątać podłogę, ja zaś, podczas wycierania Obiektowi ust z womitów, zauważyłem, że Obiekt cały posiniał. Odruchowo sprawdziłem oddech – był już zupełnie normalny.
Pozostawiłem Obiekt samemu sobie aby odpoczął. Zostawiłem mu też wodę z dodatkiem elektrolitów. Jutro podam kolejną dawkę, póki co w tej samej ilości.


Eksperyment H.E.B.I. Druga dawka, Dzień 5
Wchodząc rano do pomieszczenia Obiektu ze śniadaniem w rękach zauważyłem w jego oczach nową emocję, której nie pokazywał (i najwyraźniej też nie odczuwał) wcześniej – nieufność. Obiekt najwyraźniej zaczyna uświadamiać sobie, że to nie jest odyseja, której pragnął.
Po śniadaniu wykonałem serię testów, które miały wykazać czy cokolwiek w ciele Obiektu uległo zmianie. Uszy Obiektu najwyraźniej obumierają. Od zewnątrz nie widać żadnych objawów, małżowiny wyglądają jedynie na lekko zsiniałe, jakoby trzymane za długo na mrozie, jednak ucho wewnętrzne jest mocno uszkodzone. Takie zmiany już po pierwszej dawce! Fascynujące!
Obiekt wrócił do siebie na kilka godzin. Wolałem podać następną dawkę na pusty żołądek. Gdyby wymioty miały się powtórzyć miałbym mniej sprzątania.
Dziś musiałem użyć perswazji, gdyż Obiekt nie chciał usiąść na krześle. W końcu wyraził zgodę. Na strzykawkę zareagował lękiem większym niż wczorajszy niepokój i strach z rana razem wzięte. Mimo to iniekcja przebiegła bez większego problemu i sprzeciwu.
Tym razem różnica czasowa wydłużyła się z minuty do sześciu. Obiekt zdążył wstać, podrapać miejsce, w którym dokonywałem zastrzyków, obejrzeć kilka z moich aparatur do badań (aczkolwiek bez entuzjazmu), po czym niespodziewanie zachwiać się i upaść. Tym razem nie utracił przytomności. Obrócił się na plecy, znieruchomiał, najwidoczniej ogarnięty paraliżem, i spoglądał prosto w moje oczy. Nie umiem opisać ilości cierpienia, przerażenia i pretensji, które wyczytałem w jego oczach. W ich kąciki napływały powoli łzy.
Dopiero dr Miles (która od wczoraj zaczęła brać czynny udział w moim eksperymencie) zwróciła uwagę na fakt, który, co prawda, widziałem, jednak podświadomie zignorowałem go, zaabsorbowany spojrzeniem Obiektu. Z jego uszu dość obficie ciekła krew. Gęsta i śmierdząca ropą. Najwyraźniej surowica doszczętnie zniszczyła ucho wewnętrzne. Szybko pobiegłem po otoskop, dr Miles zaś sięgnęła po apteczkę. Oględziny potwierdziły moje przypuszczenia – Obiekt ogłuchł. Fascynujące! W dwa dni! Wszystko, co działo się na moich oczach, było zupełnie inne niż wydarzenia z poprzednich eksperymentów, o których jedynie słyszałem lub czytałem. Czyżbym był geniuszem?
Jak najszybciej poddaliśmy Obiekt narkozie, przenieśliśmy do sali operacyjnej i chirurgicznie usunęliśmy zniszczone elementy ucha wewnętrznego oraz małżowiny, które zwyczajnie obumarły. W głowie obiektu pozostały więc dwa niewielkie otwory, których „wloty” poprzez szycie zmniejszyliśmy do minimum. Dziwnie wygląda, tak bez uszu… Co zrobić. Nauka wymaga poświęceń.
Zrobiłem dodatkowo serię szybkich badań jej głowy. Narząd Jacobsona (którego funkcja u normalnego człowieka wraz z dorastaniem zanika) najwyraźniej znacznie się rozwinął i samoczynnie wzbogacił o kolejne funkcje. Przypomina teraz bardziej ten „wężowy”. Najwyraźniej Obiekt będzie słyszał, aczkolwiek inaczej niż każdy człowiek.
Odczekaliśmy aż Obiekt odzyska świadomość i spytaliśmy o samopoczucie. Nie odpowiedział. Usiadł na łóżku po czym utkwił w nas pełne niedowierzania, szoku i bezkresnego przerażenia spojrzenie. Bąknął coś niezrozumiałego, dotknął boków swojej głowy po czym – najwyraźniej uświadamiając sobie, że ogłuchł – wybuchł pełnym rozpaczy płaczem.
Dr Miles wyciągnęła ręce, najwyraźniej chcąc Obiekt przytulić. Kategorycznie i stanowczo jej zabroniłem. Nie wolno nam emocjonalnie związywać się z obiektami eksperymentów, to nieetyczne.
Odprowadzając Obiekt do pomieszczenia, w którym pomieszkiwał, zauważyłem, że kolor jego oczu uległ zmianie. Barwa stała się intensywniejsza i z niebieskiej przeszła w jasny fiolet. Z kolei włosy z brunatnych zrobiły się jasnobrązowe, jakby wyblakłe. Najwyraźniej surowica ma bardzo szerokie spektrum działania. I działa bardzo szybko, niesamowite!

Noc, godzina nieokreślona
Nie mogę zasnąć. Kiedy zamykam oczy widzę to spojrzenie. Z tą różnicą, że oprócz wyrzutów i cierpienia widzę w nim nienawiść.





Eksperyment H.E.B.I. Trzecia dawka, Dzień 6
Dzisiejszego ranka Obiekt nie chciał wyjść z pomieszczenia. Gdy wszedłem do środka Obiekt siedział pod jedną ze ścian, przytulając swoje kolana. Nie ruszył jedzenia, nawet na nie nie spojrzał. Zostawiłem je na biurku i wyszedłem. Dałem mu kilka godzin.
Po powrocie od razu zauważyłem, że jednak zjadł. W dalszym ciągu nie mogłem przekonać go do wyjścia, zwłaszcza że teraz nie słyszał moich słów. Pomogła dr Miles, która samą swoją obecnością zaczęła sprawiać, że Obiekt był spokojniejszy. Nie wiem od czego to zależy ale Sarah przydaje mi się ostatnio znacznie bardziej niż początkowo sądziłem. Poza tym zachowuje milczenie więc informacje o naszym eksperymencie nie wychodzą poza mury mojego laboratorium. Mogę jej ufać.
Z ogromnym wahaniem i ociąganiem Obiekt w końcu usiadł na krześle. Podałem trzecią dawkę, trochę mocniejszą od dwóch poprzednich. Twarz Obiektu podczas iniekcji wykrzywił grymas bólu. Może powinienem zmienić miejsce wkłucia? (Zdanie zostało skreślone grubą, mocno wciśniętą w papier kreską, jakby w gniewie) Czas reakcji był dużo krótszy niż przy drugiej dawce, około kilkunastu sekund. Wymioty się powtórzyły jednak towarzyszyła im krew. Założyłem rękawiczki i w odstępie między kolejnymi torsjami chwyciłem Obiekt za szczękę, zaglądając do jamy ustnej. To był język. On… po prostu pękł. Od połowy był pęknięty, jego boki zaś pomarszczone i blade, wręcz białe. Niesamowite, fascynujące!
Obiekt wrzasnął. Przestraszyłem się i odskoczyłem do tyłu. To był wrzask bólu. Ponownie upadł, zwijając do tzw. „pozycji płodowej” i dłońmi trzymając za twarz. Już nie wymiotował ale pluł krwią. Posoka spływała spomiędzy jego palców, była wszędzie dookoła i na moich rękawiczkach.
Niespodziewanie dr Miles wcisnęła mi w ręce apteczkę. Ostatnio miała więcej opanowania i rozsądku niż ja. Wspólnie odczekaliśmy aż Obiekt uspokoi siebie i krwotok po czym zajęliśmy się raną.
Obiekt od momentu pierwszych objawów nie przestawał płakać. Widocznie dałem zbyt dużą dawkę. Nie wiem czy będę ją zmniejszał skoro zmiana zaszła tak szybko i efektywnie. Zauważyłem też, że na całym ciele – z wyjątkiem głowy (ciekawe dlaczego) – Obiekt zaczął tracić włosy. Jego skóra miejscami była zrogowaciała, naskórek odpadał a pod nim, na plecach i karku, były jakby wybrzuszenia. Ponadto na całym ciele znacznie zbladł. Wygląda to tak jakby toksyny wypalały pigment ze skóry i włosów, a nawet oczu, które znowu zmieniły kolor – na ciemny róż. Muszę to dokładnie obserwować. Swoją drogą włosy jeszcze bardziej pobladły, mają teraz kolor dojrzałego zboża.
Po zamknięciu w pomieszczeniu Obiekt nadal płakał i krzyczał, słyszałem też dźwięki świadczące o tym, że rzucał przedmiotami (lub sobą). Musiałem na siłę wyprowadzić dr Miles z mojego laboratorium bo również zaczęła płakać. Jeśli nadal będzie się tak zachowywać to odsunę ją od projektu.


Eksperyment H.E.B.I. Czwarta dawka, Dzień 7
Obiekt zatrzasnął drzwi. Najwyraźniej przestał współpracować. Nie byłem w stanie otworzyć ich bez pomocy odpowiednich narzędzi. Gdy wszedłem do środka zauważyłem, że Obiekt się schował. Szukałem go chwilę podczas gdy dr Miles pilnowała wejścia. Znalazłem go za biurkiem. Z ogromnym zaskoczeniem zdałem sobie sprawę, że ma białe włosy i krwistoczerwone oczy. Ponadto jego źrenice zrobiły się wąskie, jak u węża. Niesamowite! Musiałem wyciągnąć Obiekt siłą. Bronił się i wyrywał ale jakoś posadziłem go na krześle. Kiedy tylko usiadł zaczął płakać. Dr Miles w tym momencie wyszła, bez słowa. Obiekt, widząc to, wpadł w szał. Płacząc, machał rękoma, bijąc mnie. Jak na drobną posturę miał znacznie więcej siły. Czy to też skutek surowicy? Mocno przytrzymując go jedną ręką drugą dokonałem iniekcji. Było to bardzo trudne. Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
Obiekt wrzasnął, przeciągle i rozpaczliwie. Odepchnął mnie. Upadłem około metra dalej. Strzykawka poleciała gdzieś w bok ale była teraz nieistotna.
Obiekt chciał mnie zabić. Chwycił krzesło i cisnął nim we mnie. Cudem zrobiłem unik. Potem skoczył na mnie, przygważdżając do ziemi.
Zęby… Nigdy nie zapomnę przerażenia jakie mnie ogarnęło gdy je zauważyłem. Zrobiły mu się kły jak u węża, długie, cienkie i ostre jak brzytwy. Nie widziałem ich wcześniej bo Obiekt potrafił je w jakiś dziwny sposób złożyć. Nie umiem tego wytłumaczyć.
Cały czas wrzeszczał, trzymając mnie za ramiona i uderzając mną o podłogę. Myślałem, że ogłuchnę, to nie był ludzki krzyk. Szarpanina trwała krótko, chociaż dla mnie ciągnęła się w nieskończoność. Byłem bezbronny. W pewnym momencie Obiekt gwałtownie wstał, chwytając się za boki głowy. Hałas był nie do wytrzymania. Obiekt upadł, miotając się wściekle na podłodze. Znowu zaczął płakać. Zauważyłem, że z jego oczu ciekła krew.
Gdzieś w trakcie tej szarpaniny wróciła Sarah. Z jej pomocą, co nie było łatwe, zamknęliśmy Obiekt w pomieszczeniu.
Na kłódkę.
Ludzie pytali mnie co ja u siebie wyprawiam, skąd te wrzaski. Powiedziałem im, że badam reakcje dzikich zwierząt na ból a wyniki ujawnię w niedalekiej przyszłości i że póki co są tajne. Na jakiś czas mam ich z głowy.
Dr Miles nie chce ze mną rozmawiać.
Nie wyobrażam sobie jutra.

Noc, godzina nieokreślona
Nie zasnę dzisiaj. Hałasy jakie dochodzą z pokoju obiektu są zbyt głośne. Ta dziewczyna… Ona go demoluje. Wrzeszczy, rzuca przedmiotami, tłucze w ściany…
Z tego wszystkiego najgorsze są te chwile kiedy przestaje, najwyraźniej łapiąc oddech. Słyszę wtedy jak cicho płacze tym swoim delikatnym, dziewczęcym głosem. Muszę się wziąć w garść bo zaczynam odczuwać wyrzuty sumienia.
Naukowiec musi być chłodny, opanowany, nie może czuć litości.
Nauka wymaga poświęceń.
Muszę znaleźć moje stopery...


Eksperyment H.E.B.I. Piąta dawka, Dzień 8
Dr Miles nie przyszła. Zostałem sam.
Przyznaję szczerze, że bałem się wejść do pokoju Obiektu. Postanowiłem, że kolejną dawkę dam mu w środku. Kiedy wszedłem… To, co zobaczyłem… Pokój był zdewastowany. Wszędzie walały się kawałki mebli, tynk ze ścian, tapeta, jakieś kartki… Istne pobojowisko. Gdzieniegdzie były plamy krwi, większe i mniejsze. Ręce Obiektu były podrapane, zdarte i poobijane. Siedział w kącie, obserwując mnie dzikim, nieufnym spojrzeniem. Po jego skórze w wielu miejscach spływała bądź widniała zaschnięta krew Obiekt w ogóle się nie poruszał. Jedynie patrzył. To było przerażające. Miałem wrażenie, że w każdej chwili może na mnie skoczyć.
Zamknąłem drzwi na klucz i ruszyłem w jego kierunku, mając strzykawkę schowaną w rękawie. Szedłem powoli, próbując gestami pokazać, że chcę zabandażować mu ręce. Najwyraźniej w tym pomieszczeniu czuł się bezpiecznie bo dał do siebie podejść.
Zastrzyk wykonałem tak szybko jak się tylko dało, wciąż w tym samym miejscu. Do surowicy tym razem dodałem środek usypiający. To pomoże mi dokonać oględzin.
Kiedy Obiekt poczuł ból po iniekcji najwyraźniej szybko doszedł do wniosku, że go oszukałem i nawet „u siebie” nie jest już bezpieczny. Wpadł w furię. Odepchnął mnie tak mocno, że poleciałem na drugi koniec pokoju. Źle upadłem, skręcając nadgarstek. Skąd tyle siły? Czy to przez mutację połączoną z furią?
Chwycił jedną z desek i zaczął iść w moim kierunku. Powoli, ze spokojem, doskonale wiedział, że jestem bezbronny i słaby. Miałem mroczki przed oczami. Po części z bólu, po części ze strachu.
Obiekt syknął, identycznie jak wąż, wysuwając kły. Powoli kapał z nich jad.***** Nie zapomnę tego widoku do końca życia.
Nagle zamknął oczy i powoli zasnął, najpierw padając na kolana a potem wypuszczając z ręki deskę i kładąc się na podłodze. Środek zadziałał.
Miałem niewiele czasu toteż zebrałem resztki energii i wstałem, podchodząc do niego i kucając nad nim. Obiekt miał, w istocie, kły jadowe, które mógł chować w szczeliny w podniebieniu. Zastąpiły dwa górne kły. Reszta zębów nieco się zmniejszyła ale wciąż pozostały. W pełni wysunięte kły miały około 3 – 4 cm i były bardzo ostre. Kanaliki jadowe mógł dowolnie otwierać lub zamykać. Panował nad tym. Język Obiektu znacząco zmalał, przypominając teraz bardziej ten wężowy. Obiekt oddychał nosem ale to językiem wyczuwał zapachy i poniekąd dźwięki. Wydaje mi się, że potrafi nim odbierać drgania powietrza i interpretować je jako różne odgłosy. Niesamowite! Skóra była pozbawiona włosów i niego twardsza niż u normalnego człowieka, aczkolwiek bardzo czuła. Na plecach i karku była tak gruba jak na piętach, w dodatku nierówna. Przypominała przejeżdżanie ręką po skorupie żółwia. Zauważyłem, że pozbył się butów, najwyraźniej drgania podłoża odbierał stopami.
Mój Obiekt był doskonałą maszyną do zabijania, szybką, bezwzględną, zabójczą, w przypływie furii także potężną, musiałem tylko go złamać żeby posłużył Inkwizycji. Nie miałem już, niestety, dr Miles, przydałaby się.
Korzystając z reszty czasu, jaki mi pozostał, pobiegłem po łańcuchy i wbiłem je bardzo mocno w podłogę, dodatkowo umacniając wszelkimi możliwymi sposobami. Na ich końcach zamontowałem żelazne kajdany, w które zakułem nadgarstki Obiektu. Wolałem żeby nie zrobił sobie krzywdy.
Chyba mogę już przestać dawać surowicę. Teraz będę obserwował.
Zrobię trzy dni wolnego, muszę wyleczyć rękę.
Głodówka powinna złamać mój Obiekt, zostawiłem mu tylko wodę.

Noc, godzina nieokreślona
Znowu słyszę jej płacz. Czy to paranoja?


Eksperyment H.E.B.I. Dzień 10
To czekanie jest męczące. Coś się ze mną dzieje. Chcę już zobaczyć mój Obiekt, móc go poobserwować, dać mu ofiarę. Minęły dopiero dwa dni. Jeszcze tylko jutro. Pojutrze ją zobaczę.
Ją. Nazwę ją Hebi, tak jak projekt. Jej przeszłość nie ma żadnego znaczenia bo zaczyna nowe życie.
Ona jest moja.





Eksperyment H.E.B.I. Pierwszy kontakt, Dzień 12
Pełen podekscytowania wszedłem do pomieszczenia. Hebi leżała na podłodze, na plecach, obserwując sufit. Była spokojna. Nie ruszała się. Podeszwami bosych stóp cały czas dotykała podłogi. Usiadłem obok niej, próbując dostrzec ten nieokreślony punkt, w który wbijała wzrok.
Siedzieliśmy, w ciszy. W końcu odezwała się. Do mnie. Pierwszy raz od długiego czasu. Zadała jedno pytanie: „Dlaczego?”
Jej głos się zmienił. Brzmiał tak jakby ktoś ją podduszał. Mówiła z trudem, głos przypominał bardziej szept. Miał śmieszny akcent gdyż lekko sepleniła. Wytłumaczyłem Hebi działanie naszej organizacji, objaśniłem zadania jakie ją czekają, powiedziałem tak dużo jak tylko mogłem. W międzyczasie uwolniłem ją z kajdan. Nie wiem ile czasu minęło. Milczała, słuchając. Nie okazywała żadnych emocji. Co kilka sekund na krótką chwilę, dosłownie mgnienie oka, wysuwała ten swój cienki język, jak wąż, najwyraźniej łapiąc drgania i zapachy. Zdałem sobie sprawę, że zapewne potrafi także wyczuć tym językiem emocje (a konkretnie zmiany zapachu skóry pod wpływem hormonów, które wydzielają się na skutek emocji), bo gdy wstałem, zamierzając przynieść jedzenie, ona również się podniosła, patrząc na mnie z tłumioną ekscytacją. Chyba odzyskiwałem jej zaufanie.
Chciałem zobaczyć jak poluje. Przyniosłem więc szczura. Wszedłem do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Byłem ciekaw czy będzie nim zainteresowana.
Zwierzę natychmiast zaczęło miotać mi się w rękach. Wyczuło zagrożenie. Hebi, jeszcze zanim dostrzegła gryzonia, błyskawicznie skoczyła w róg pomieszczenia, kucając i nieruchomiejąc. Jej oczy zogniskowane były na mnie, konkretnie moich rękach. Taka zaczajona, wysuwając ten język, naprawdę przypominała węża. No i te oczy. Jest naprawdę piękna.
I jest moja. Ja ją stworzyłem. Jestem nieopisanie dumny.
Puściłem szczura na podłogę. Pobiegł pod biurko. Mięśnie dziewczyny napięły się ale wciąż pozostawała nieruchoma. Najwyraźniej działały w niej zwierzęce instynkty bo nie zwracała na mnie kompletnie uwagi. Gryzoń poruszał się powoli i ostrożnie. W około sekundę, korzystając z jego chwili nieuwagi, skoczyła do niego, łapiąc go w ręce i natychmiast po tym wbijając mu w plecy kły. To było niesamowite, była zabójcza i skuteczna. Błyskawicznie szybka.
Zwierzę znieruchomiało, umierając, a ona powoli, bardzo powoli, wsunęła go do ust, połykając w całości. Rozstaw jej szczęk był dużo większy niż normalnego człowieka. Najwyraźniej żuchwa w wyniku działania surowicy oddzieliła się jakoś od reszty czaszki. Albo uelastyczniła.
Obróciłem się do tyłu i zwymiotowałem. Nie umiałem opanować obrzydzenia.
A ona nadal była głodna. Sama mi to powiedziała, nadal nie okazując emocji.
Dziś laboratorium mojego znajomego, Yacoba, uszczupliło się o kilka szczurów. No i dla odmiany sprzątałem moje własne rzygi.


Eksperyment H.E.B.I. Dodatkowy ekwipunek, Dzień 13
Dziś dostarczono mi broń dla Hebi, którą opracował mój dobry kolega, Frank, specjalista w tej dziedzinie. Nie wiem jak to dokładnie działa ale wiem jak wygląda. Długo myślałem nad tym czy jej ją dać, w końcu stwierdziłem, że nie ma wyjścia. Są to dwie nakładki na dłonie, konkretnie na ich wierzchnią część, bardzo wygodne i elastyczne. Przypominają rękawiczki bez palców, bardzo obcisłe i zarazem wytrzymałe. Mają dwa nieduże otwory, z których na żądanie wysuwają się dwa dość długie, równoległe ostrza. Skąd się wysuwają? Nie mam pojęcia. Wiem, że broń reaguje na ruch ciała, trzeba szybko zakręcić nadgarstkiem i ostrze się wysunie. Sama broń po aktywacji wygląda trochę jak dawna broń zwana katarem – przynajmniej tak mówił Frank.
Hebi się podobały. Nie powiedziała tego ale jej oczy to mówiły.


Eksperyment H.E.B.I. Analiza, Dzień 14
Cały dzisiejszy dzień poświęciłem na badaniu jej charakteru, co łatwe nie było. Próbowałem z nią rozmawiać ale nie była do tego skłonna. Czasami coś bąknęła od niechcenia. Udało mi się ustalić, że jej „ludzka część” jest bardzo nieufna, także w stosunku do mnie, nie lubi hałasu, wbrew pozorom jest bardzo delikatna, nie okazuje zbyt wiele emocji, jest małomówna, bardzo spokojna i cierpliwa. Bywa wredna, sarkastyczna i złośliwa. Jest sprytna i bystra. Lubi się chować w różnych miejscach a kiedy śpi to nienaturalnie dla człowieka zwinięta, nierzadko w dziwnych pozycjach. Najwyraźniej ma bardzo elastyczne ciało, umie je wyginać pod takimi kątami, że do głowy by mi to nie przyszło. Kiedy moje ręce znajdują się w pobliżu jej głowy lub szyi to nerwowo się odsuwa. To chyba też kwestia braku zaufania.
Podobnie do „normalnych” węży kiedy coś zje to woli pozostać w cieple, ażeby lepiej strawić pokarm, kiedy zaś jest głodna to wędruje w raczej chłodne miejsca. Zapytałem ją o preferencje pokarmowe. Powiedziała, że jej apetyt zdecydowanie rośnie gdy myśli o małych kręgowcach, gryzoniach, rybach, płazach lub po prostu mięsie.
Zauważyłem też, że Hebi czasami ziewa, ale nieco inaczej niż ludzie. Tak jakby nastawiała sobie szczękę.
Jutro spróbuję namówić dr Miles żeby zobaczyła moje małe cudo. Będzie zachwycona.


Eksperyment H.E.B.I. Dzień 15
Długo musiałem przekonywać dr Miles żeby wróciła do mojego laboratorium. W końcu się zgodziła.
Kiedy weszła do pomieszczenia i zobaczyła Hebi, rozpłakała się. Nie wiem czy ze smutku czy szczęścia. W każdym razie moja mała bez wahania, ze spokojem, podeszła do niej i się doń przytuliła. Nie powiedziała ani słowa podczas gdy Sarah ciągle coś mówiła.
Nie słuchałem. Czułem jak ogarnia mnie szaleńcza zazdrość. Dlaczego Hebi do mnie się nie przytula? Dlaczego mi nie ufa? Przecież to ja ją karmię.
Ja i dr Miles pokłóciliśmy się. Padły ostre słowa. Mam to w dupie. Nie potrzebuję jej.
Resztę dnia spędziłem z Hebi. Próbowałem ją pogłaskać po włosach ale wyczuła to. Odskoczyła, sycząc ostrzegawczo i pokazując kły.
Niedługo będę musiał ją przedstawić Inkwizycji.

Noc, godzina nieokreślona
Nie chcę jej oddawać tym szujom. Oni nic nie rozumieją.
Zdałem sobie sprawę, że pragnę Hebi. Tak samo jak normalny mężczyzna pragnie normalnej kobiety.


Eksperyment H.E.B.I. Dzień 17
Próbowałem ją przytulić. Złamała mi rękę.
Uderzyłem ją. Mocniej niż powinienem. Polała się krew.
Nie wiedziałem że mam tyle siły.
Nie wiedziałem że jest tak delikatna.
Kurwa mać jak JA MOGŁEM JĄ UDERZYĆ
(Resztę wpisu stanowią nieczytelne i niezrozumiałe bazgroły oraz napisy.)


Dzień (nieczytelne słowo)
Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Koledzy pytają co się ze mną dzieje. Pytają co zrobiłem w rękę. Mówią, że stałem się „temperamentny”, „oschły”, „złośliwy”, że często „odlatuję myślami”, że „nic nie robię”.
Co za banda sukinsynów.
Mam plan. Zabiorę ją. Wyjedziemy gdzieś daleko, gdzie nikt nie będzie mógł jej ruszyć. Będzie tylko moja. W końcu to zrozumie.
Inkwizycja jej nie dostanie. Jebać te wiedźmy.
Jutro pójdę do niej i wszystko jej wytłumaczę. Jutro wszystko się zmieni.
Kocham moją małą Hebi. Mój udany eksperyment.


******

Lepsza przyszłość dla Charles'a Hummingtona nigdy nie nadeszła. Zaalarmowani nagłym, trwającym kilka dni, zniknięciem kolegi Balsamisty oraz jego zmianą charakteru w pierwszym odruchu sprawdzili należące doń laboratorium, znajdując ów dziennik (który rozwiał wszelkie wątpliwości i pytania oraz natychmiast trafił w ręce Grabarzy), otwarte na oścież drzwi zdewastowanego pomieszczenia, w którym oprócz szczątek mebli leżały kajdany, odchody oraz… martwe ciało Charles'a. Na twarzy miał grymas bezkresnego przerażenia i cierpienia. Późniejsze sekcje wykazały, że umierał długo i boleśnie. Był posiniaczony, najwyraźniej został pobity leżącą obok deską, która była pokryta zaschniętą krwią (jak wykazały badania – jego krwią). Na szyi, klatce piersiowej i rękach miał ślady licznych ugryzień oraz rozcięć, bardzo głębokich. Jego ubranie było mocno poszarpane.
Hebi dokonała zemsty, na którą tak długo czekała i którą planowała od dawna. Dla niej samej zaś owa lepsza przyszłość się znalazła. Uciekła z laboratorium. Była wolna.
Gdzie jest teraz? Nie wiadomo.
Jedno jest pewne – Inkwizycja wzbogaciła się o nowego Węża Psa Gończego. Tylko czy będzie chciała współpracować?




-----------------------------
* Większość (jeśli nie wszystkie) rzeczy w tym tekście, które brzmią bardziej lub mniej naukowo/fachowo/profesjonalnie to stek bzdur/fantazja autorki.
** Wszelakie nagminne powtórzenia, zmiany narracji, czasu, nazewnictwa czy określeń są zazwyczaj celowe. W końcu to dziennik a nie powieść (domyślnie), poza tym pisał to nierozgarnięty umysłowo Balsamista :^)
*** To akurat jest prawda. Znaczy takie zęby serio u węży istnieją.
**** Wszelkie adnotacje oznaczone gwiazdkami znajdują się na końcu KP. Ups… Trololo :^)
***** Przy ugryzieniu miejscowy paraliż (w miejscu ugryzienia), czas trwania 2 posty. Po paraliżu „ofiarę” atakuje ból porównywalny do tego przy postrzale. W przypadku nie podania surowicy po ugryzieniu następuje postępująca martwica zaś po dwóch tygodniach w 90% przypadków – śmierć.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Hebi dnia Pon Wrz 19, 2016 3:41 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Eksperyment H.E.B.I.   Pią Wrz 16, 2016 5:57 am

Ojej. Że też musiałam przy trzecim dniu doczytać wyjaśnienie gwiazdek. Głupia ja, guglowałam te wszystkie „infruktazacje” i „hermoterywne esencje”, z myślą, że o czymś nie wiem XD. Karta bardzo mi się podobała, aż przymykam oczy na drobiazgi. Tylko może zbyt często miałam wrażenie, że wybiegasz w przyszłość; na fabule jesteśmy jeszcze gdzieś w pierwszej połowie XIX wieku. Okej, wspomniane w kompendium wiedzy było pewnie nieraz, że Inkwizycja znacznie wybiega swoimi technologiami i swoją wiedzą w stosunku do tego co było w rzeczywistości w tym okresie, ale chyba nie mogę winić Twojej fantazji, jeśli na forum nie ma żadnych konkretów. Przykładowo – pojęcie ilorazu inteligencji, cała genetyka, DNA. Tego być nie powinno. Z drugiej strony... jak inaczej miałyby powstawać psy gończe? Nieważne, zostawmy to XD.
Muszę jeszcze tylko dodać, że chyba żadna karta nie sprawiła mi tyle problemów pod względem treści, dlatego się tak rozpisałam, czego zazwyczaj nie robię. No dobrze, to zaczynając od początku:
Mam wątpliwości do prawdziwego imienia Twojej postaci. Bo tak... jej godność jest jakby azjatycka, wygląd (przed eksperymentem) nieazjatycki, a miejsce, w którym została znaleziona – ulice Anglii. Oczywiście, mogła skłamać lub kryje się za tym głębsza historia, więc nie jest to błąd, po prostu zaznaczam, ot, żeby nie było.
Kolejna sprawa; druga gwiazdka głosi, że błędy są (zazwyczaj) celowe. Nie wiem, jak traktować przecinki w nieodpowiednich miejscach lub ich brak, Ty spryciulo XD. Nie pojawia się to jakoś nagminnie, ale jeśli chcesz - chętnie Ci je pozaznaczam.
Cytat :
Po ekrawadanacji, wstępnej obróbce i wymieszaniu nie zważyły się
W tym przypadku „warzenie” będzie pisane przez „rz”, bo zapewne masz na myśli zepsucie wskutek gotowania. Klick
Nie wnikam w treść, nie wiem czy te składniki miały prawo się zwarzyć, no, ale powiedzmy, że Twój balsamista nie popełniał błędów ortograficznych xD.
Momentami opis naukowca zdawał się być zbyt emocjonalny (myślę, że w akademii uczyli go czegoś innego), jednak bez tego nie byłoby tak ciekawie~.
Cytat :
fakt, którego bym nie zauważył, zaabsorbowany spojrzeniem Obiektu. Z jego uszu dość obficie ciekła krew.
Nieco ciężko to przeoczyć, zwłaszcza, że patrzy się komuś w oczy.
Nie rozumiem, na jakiej zasadzie miałby działać u Hebi narząd Jacobsona. W ogóle nie wiem, jak się do tego odnieść, bo podobno narząd występuje również u ssaków. To może... Ty powiesz mi coś więcej na ten temat, a ja póki co jadę dalej!
Od siódmego dnia, aż do końca wciągnęłam się w kartę tak bardzo, że aż ciężko mi było skupiać się na tym, na czym powinnam. Nie we wszystko łatwo uwierzyłam, pojawiło się znów parę „ale”, szczególnie z tak szybkimi efektami, naiwnością balsamisty – danie swojemu obiektowi, który chciał go zabić jakieś parę dni wcześniej, jest trochę nierozsądne, co nie xD? (Przy okazji, jeśli chcesz, możesz ją nieco ulepszyć, bronie Inkwizytorów przecież mogą mieć "magiczne właściwości". Nie jest to obowiązkowe, ale dlaczego rezygnować z tego przywileju? Jeśli nie rozumiesz, jak mogłabyś zmodyfikować taką broń, zgłoś się do mnie, chętnie Ci wyjaśnię co i jak. A tu masz temat, w którym też jest co nieco opisane.)
Znacznie utrudniłaś sobie sprawę, opisując wszystko z perspektywy naukowca, a nie obiektu. Czyta się jednak świetnie. A koniec jest po prostu urzekający.
Cytat :
Będzie tylko moja. W końcu to zrozumie. Inkwizycja jej nie dostanie. Jebać te wiedźmy.
BOSKIE.
Dobra, jeszcze jedna uwaga. Hebi, chcąc dłużej zabawić w Inkwizycji, musi się dostosować do panujących tam reguł. Powinna być posłuszna przełożonym, nawet jeśli ten pierwszy... no, zginął w nieszczęśliwym wypadku, co było zrozumiałe. Powinna, jeśli nie chce mieć kłopotów, ani Inkwizytorów na karku, którzy nagle stwierdzą, że Hebi sprawia im więcej problemów niż pożytku. Ale zrobisz, jak zechcesz <3.
Kolorek Ci już dam, ale chcę, abyś wyjaśniła mi jeszcze parę wspomnianych wcześniej kwestii, nim zamknę kartę. Masz nieoficjalnego akcepta i życzę Ci miłej gry <3.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hebi
Pies Gończy
avatar

Liczba postów : 18
Join date : 12/09/2016

PisanieTemat: Re: Eksperyment H.E.B.I.   Pią Wrz 16, 2016 10:38 am

Cytat :
Ojej.
Ojej!
Cytat :
Że też musiałam przy trzecim dniu doczytać wyjaśnienie gwiazdek. Głupia ja, guglowałam te wszystkie „infruktazacje” i „hermoterywne esencje”, z myślą, że o czymś nie wiem XD.
Czyli troll udany <333
Cytat :
wybiegasz w przyszłość;
Poniosło mnie trochę, przyznaję.
Cytat :
ale jeśli chcesz - chętnie Ci je pozaznaczam.
JEŚLI JESZCZE NAUCZYSZ MNIE JE WSTAWIAĆ TO BĘDĘ CIĘ WIELBIĆ DO KOŃCA ŻYCIA.
Cytat :
Mam wątpliwości do prawdziwego imienia Twojej postaci.
Już zmieniłam xd
Cytat :
Twój balsamista nie popełniał błędów ortograficznych xD.
Fakt, nie zauważyłam~
Cytat :
Momentami opis naukowca zdawał się być zbyt emocjonalny
To celowe, podkreśla tylko jaki był popierdolony
Cytat :
Nieco ciężko to przeoczyć, zwłaszcza, że patrzy się komuś w oczy.
JEZU XDDD ZARAZ TO POPRAWIĘ XDDDD
Cytat :
To może... Ty powiesz mi coś więcej na ten temat, a ja póki co jadę dalej!
W sumie jak teraz doczytałam to zaraz poprawię. Nobojasięwliceumnicnieuczyłam. Dopieronastudiachzaczęłam. Niewiedziałamżeludzieteżgomają Q___Q Generalnie wstępnie chodziło mi o to żeby ten narząd był poniekąd wyjaśnieniem dlaczego Hebiksa przestała czuć zapachy nosem a zaczęła językiem, trochę podobnie do węży. Plus reszta jego "funkcji" to w większej mierze fikcja literacka xDD
Cytat :
danie swojemu obiektowi, który chciał go zabić jakieś parę dni wcześniej, jest trochę nierozsądne, co nie xD?
No bo on był nierozsądny ;-;
Cytat :
chcąc dłużej zabawić w Inkwizycji, musi się dostosować do panujących tam reguł.
Pierwszą fabułą chcę jakby "dokończyć" historię, żeby było ciekawiej, dlatego będę szukać do pisania jakiegoś członka Inkwizycji. Jesteś chętna? :^)

Nie wiem co zrobić z tą bronią ._.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Eksperyment H.E.B.I.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Organizacja :: Zapisy-
Skocz do: