IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hol główny w teatrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Hol główny w teatrze   Wto Lis 08, 2016 9:31 pm


Miejsce, które należy przebyć, aby znaleźć się na widowni podczas przedstawienia. Bogate, znaczone na każdym możliwym fragmencie przesadnym przepychem, zdobione pokaźnymi, ciągnącymi się aż do sufitu o wysokim sklepieniu kolumnami. Marmurowa podłoga na środku wyłożona jest ciemnoczerwonym dywanem, od wielkich drzwi poprzez schody, aż do szatni, gdzie można zostawić swoje okrycie wierzchnie. Pomimo że na holu nie znajduje się nic ciekawego, na całej długości, po jego bokach umieszczone są korytarze z barierkami, w celach niewątpliwie obserwacyjnych lub jak kto woli - aby pokonać drogę z pierwszego piętra na podłogę holu skrótami, ignorując znajdujące się w pobliżu schody.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Lynn Cavendish dnia Nie Gru 18, 2016 2:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Wto Lis 08, 2016 9:32 pm

Serce mu zadrżało. Jego naiwność pozwoliła mu uwierzyć, że upadek aktorki był jej dramatyczną śmiercią, a podniosły dialog słowami, poprzedzającymi ostatnie tchnienie. Zakrył usta dłonią, iście oczarowany. Oddał się scenie w zupełności, przeżywając ją razem z głównym bohaterem, gdy kurtyna zapadła, zwiastując przerwę przed kolejnym aktem. Zerknął na siedzącą obok Shilvię, ubraną jak na dżentelmena przystało. Wypatrywał jej reakcji, ostatecznie zadowolony, że zaproponowała podobne wyjście. Od wieków nie opuszczał swojego zakładu, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak tęsknił za tego rodzaju sztuką.
Schodzili z loży po schodach, udając się na przerwę, jednocześnie dyskutując (mniej lub bardziej żywiołowo) na temat przedstawienia. Wkrótce znaleźli się w bogato urządzonym pomieszczeniu, gdzie pozostali widzowie poddali się niepisanej zasadzie podejmowania rozmowy, nawet na tematy niekoniecznie związane z minioną sztuką. Shilvia wzbudzała zainteresowanie, Lynn nie zaznał nawet chwili wytchnienia, aby móc skorzystać z sposobności zapalenia. Odpowiadał na pytania, śmiał się wdzięcznie i żartował, ale gdy znalazł się sam na sam ze swoją podopieczną zawsze komentował szczerze, co myśli o danej osobie, dzieląc się z nią podobnymi radami. Ledwie co pozbyli się starszego małżeństwa, gdy załapał kontakt wzrokowy z wiekową przyjaciółką jego ojca. Natychmiast wycedził do Shilvii, niemal zupełnie nie poruszając ustami:
- Oho, widzisz tę starą kurwę? Idzie w naszym kierunku. Pocałuj jej dłoń na przywitanie i udawaj, że jej pierdolenie sprawia ci przyjemność. – Zdecydowanie nie świecił przykładem dobrego wychowania, jednak gdy starsza kobieta znalazła się bliżej przez jego twarz przemknął się wyraz nieopisanego szczęścia i zaspokojonej tęsknoty, jakby jej obecność była szczytem największych marzeń Lynna. Idealnie potrafił odnaleźć się w zakłamanej grze, jaką obdarzał się każdy zgromadzony tu człowiek. On jednak, w dość niecenzuralny sposób wyrażał swoje myśli na głos, tuż do ucha Shilvii. Poza chwilami brutalnej szczerości grywał jak pierwszorzędny aktor:
- Madame Sybil, cóż za szczęście panią widzieć! – rozemocjonował się, kłaniając głęboko i składając na jej wyciągniętej dłoni pocałunek. Miał nadzieję, że Shilvia uczyni to samo. – Pozwolę sobie uprzedzić pani pytanie. Ten młody dżentelmen to mój siostrzeniec, chcący zasmakować trochę wielkiego świata. Ostrzegam, nie mówi płynnie po angielsku, to dziecko francuskich prowincji – opowiadał, prezentując Shilvię w całej okazałości. Z przymrużeniem oka można było nabrać się na tę bajeczkę. Kobieta jednak nie wyglądała na przekonaną. Krzywiąc swoje obrzydliwie pomarszczone, pociągnięte czerwoną szminką wargi, odpowiedziała z niemałym przekąsem:
- Ach, Lynn, tobie zawsze zdaje się lepiej, czego może chcieć kobieta. I nie skłamię, jeśli powiem, że przez to wciąż jesteś kawalerem – szczebiotała, nawet nie próbując zachować przyzwoitej ciszy. Jeśli Shilvia w tym momencie zerknęła na twarz zegarmistrza, nie odnalazła na niej nic poza uprzejmym zainteresowaniem. Jedynie silnie zaciskające się palce na jego lasce mogły zwiastować, że ma szczerą ochotę wsadzić ją kobiecie w tyłek. – Nie bywasz już na salonach, z kolei gdy cię już spotykam, wyglądasz jakbyś opuścił właśnie dziewiąty krąg piekielny, a ty myślisz, że zwiedziesz mnie swoją opowiastką o siostrzeńcu, która, nota bene, wcale mnie nie interesuje? – zapytała wyniośle, a Lynn wiedział już, że będzie to ciężka przeprawa. Powstrzymał się od westchnięcia.
- Nie, madame. Ja jedynie troszczę się o twój czas. Z góry pomijam nudne szczegóły mojego życia, nakierowując rozmowę na ścieżki, mogące wzbudzić twoje zainteresowanie. Simon, mój siostrzeniec, jest bowiem dziedzicem wielkiej fortuny rodu de Noailles. A jeśli dobrze pamiętam… pani wnuczka będzie kończyła w tym roku czternaście lat, czyż nie? – udał zamyślony ton, sam będąc pod wrażeniem, jakie brednie potrafi wymyślić na poczekaniu. Żywił tylko nadzieję, że nikt inny nie słyszał ich rozmowy. Przedstawiał Shilvię już w kilku różnych odsłonach i stanach społecznych.
W oczach starszej kobiety pojawił się niebezpieczny błysk, mogący oznaczać wszystko. Gdy jednak ujęła go pod ramię, wypytując o szczegóły, poczuł cudowny tryumf, który został spotęgowany dzwonkiem, obwieszczającym bliskie rozpoczęcie kolejnego aktu. Odpowiadał półsłówkami, w końcu oswobadzając się z jej uścisku i przyjmując zaproszenie na obiad w kolejnych dniach. Dobre sobie.
Miał zamiar odstawić kieliszek na jedną z tac trzymanych przez lokajów, gdy w tłumie, pomiędzy dziesiątkami wytwornych gości, dostrzegł jakby… niepasujący szczegół. Znaną twarz. Zmarszczył brwi. Bardzo niepokojący widok. Przestąpił krok, mijając kilku mężczyzn, chcąc się upewnić, czy to co widzi jest prawdą. I wtedy postać zniknęła mu z pola widzenia, a w pomieszczeniu rozległ się ostatni dzwonek. Zatrzymał się, niepewny, co ma uczynić. Nie. Nie było mowy o pomyłce. Podrzucił laskę, łapiąc ją pod rączką, gotowy do rzucenia się w pościg. Odwrócił się jeszcze do Shilvi, mówiąc przez ramię:
- Wracaj beze mnie, zajmij nasze miejsca. Dołączę do ciebie wkrótce – rozkazał, a na jego twarzy malowało się wyraźne roztargnienie. Nie czekając na odpowiedź, ruszył w przeciwnym kierunku niż wszyscy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sro Lis 09, 2016 9:46 pm

Wodziła wzrokiem za jej każdym gestem.

Aktorka poruszała się lekko po scenie, zachwycając kunsztem swojej gry, a także niezwykłą, eteryczną wręcz urodą. Idealnie pasowała do roli ukochanej głównego bohatera, wpierw wzgardzonej, a później zdradzonej przez fałszywych przyjaciół. Upadła tak prawdziwie, jakby zwykły rekwizyt naprawdę był morderczym sztyletem, pokrytym trucizną. Jeszcze ostatnie słowa... Kwestia wypowiedziana przez amanta poruszyła publiczność, której rozemocjonowania nie przerwał nawet dzwonek, obwieszczający koniec aktu i konieczną przerwę.

Uśmiechnęła się zagadkowo, podpierając dłonią policzek. W ciszy obserwowała, jak garstka ludzi bez zbytniego pośpiechu wstaje i opuszcza niewielki balkon. Początkowo Vivian planowała pozostać na swoim miejscu przez całą przerwę, jednak po chwili zastanowienia zdecydowała się rozprostować nogi i dołączyć do tłumu. Decyzja ta zaprowadziła ją do sali, w której przygotowano poczęstunek dla jakże znamienitych gości. Sam spektakl był wydarzeniem przeznaczonym dla wyższych klas, jednak pewien Cyrkowiec załatwił specjalnie dla Vivian zaproszenie, aby odwdzięczyć się za przysługę.
Na tę okazję przywdziała jeden z niewielu lubianych, klasycznych ubiorów. Długa spódnica, do której czarownica z premedytacją nie zakładała krynoliny, lekko ciągnęła się po podłodze. Kobieta zrezygnowała również ze sztywnego gorsetu, co odróżniało ją od dam o nienaturalnie wygiętych sylwetkach, ale gwarantowało pewną swobodę ruchu. Nawet bez tego bordowa suknia z czarnymi elementami z koronki i batystu prezentowała się elegancko, szczególnie gdy cały wygląd wieńczyły włosy upięte w kok, przystrojone ozdobą z czarną, długą woalką.
Przechadzała się pomiędzy ludźmi bez pośpiechu, czując ich zainteresowane spojrzenia na sobie. Nikt jej nie zaczepiał, nie wypadało. W końcu przebywała tu sama, a w takim wypadku nawet zagajenie rozmową mogło zostać źle odebrane. Taki stan rzeczy bardzo odpowiadał młodej czarownicy. Nie przyszła tu, by wdawać się w zbędne pogawędki. Skosztowała wina, poprzyglądała się strojom innych kobiet, mimowolnie planując, jak mogłaby naprawić niektóre nieestetyczne koszmarki, a także niechcący usłyszała kilka rozmów. Nic ciekawego. Zwykłe, puste pogaduszki. Chciała już wracać na balkon, gdy nagle poczuła mocny powiew wiatru z uchylonego okna. Niby nic, a jednak wystarczył, by unieść w górę woalkę, która zaraz zaczepiła się o ozdobę. Kobieta z irytacją poczęła ją poprawiać, jednocześnie dyskretnie rozglądając się, czy ktoś nie postanowi poświęcić jej teraz zbyt wiele uwagi. Nagle zamarła.
Opuściła ręce, nawet tego nie zauważywszy. Intensywnie wpatrywała się w jedną postać, nie wierząc własnym oczom. Mogłaby pomyśleć, że to sen, przewidzenie, może pomyłka, ale za nic w świecie nie chciałaby teraz sprawdzać prawdziwości tej niespodziewanej sytuacji. Jedynym dobrym rozwiązaniem, które przychodziło jej do głowy, był taktyczny odwrót.
Chwila, w której podejmowała decyzję, trwała jedynie sekundy. Miała nadzieję, że nie zdołał jej dostrzec. Rzucając krótkie spojrzenia za siebie, wmieszała się w tłum, by zaraz odłączyć się od ludzi i szybkim krokiem skierować się w stronę wyjścia. Zdradliwa woalka sama z siebie wróciła na miejsce, ale czarownica zignorowała to. W tym momencie bardziej interesowało ją wycofanie się na bezpieczniejszą pozycję. Miała pewne przeczucia, że wyjście do teatru może okazać się złym pomysłem. Lecz żeby aż tak? Czy to możliwe, by był to tamten..?
Dźwięk kroków odbijał się echem w pustym holu. Syknęła ze złością pod nosem i uciekła w półmrok kolumn, starając się nie robić tak wiele hałasu. Może nie zauważył. Może nie podjął pościgu.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Czw Lis 10, 2016 4:59 pm

Wyróżniała się. Nie tylko ubiorem, była zwyczajnie inna od zgromadzonych tu kobiet. To spowodowało jedno – zwrócił na nią uwagę, choć zdawać by się mogło, że to Shilvia w swojej chłopięcej wersji jest atrakcją wieczoru. Im dalej kroczył, tym mniej napotykał ludzi; w końcu nikt nie chciał przegapić kolejnych losów spragnionego zemsty za swą ukochaną amanta. Aż w końcu ją dostrzegł, najwyraźniej niepodzielającą opinii ogółu, zbiegającą po czerwonym dywanie na schodach prowadzących wprost do głównego holu. Spieszyła się jak Kopciuszek na minuty przed północą.
Przeraziło go, jak zareagował na ten widok. Jego pierwszym odruchem było rzucenie się do biegu, w morderczą pogoń, byleby dopaść, złapać i… I co dalej? Nie wątpił, że oboje się już zauważyli, jednocześnie doskonale pamiętając ich ostatnie spotkanie. Przez chwilę jego jedynym odruchem była właśnie gonitwa, jak za uciekająca zwierzyną. Prędko skarcił się w myślach. Miał niepokojące pomysły. A miejsce zdecydowanie nie nadawało się do ich realizacji. Jednak… Poza stojącym w oddali lokajem, nie dostrzegł już nikogo. Dbał o swoją reputację, ale mógłby ją nieznacznie naciągnąć, właśnie dla tej jednej osoby.
Nie myśląc już więcej, rozejrzał się wkoło i chwytając laskę mocniej w połowie jej długości, zeskoczył z balustrady, torując sobie drogę na skróty. Przyspieszył znacznie kroku, starając się zachować ciszę. Krył się za kolumnami, zostając w półcieniu, sam nie wierząc w to, co robi. Im bliżej, tym bardziej jego trucht przechodził w bieg, a serce przyspieszało swój rytm, nawet niespecjalnie z powodu zmęczenia, a prędzej emocji, jakie żywiło w nim rychłe spotkanie oko w oko ze swoją… niedoszłą morderczynią.
W końcu udało mu się ją wyprzedzić, wciąż się skradając. Skręcił w bok, wyłaniając się za kolejnych kolumn, aż przestąpił ostatnie parę kroków, ostatecznie stając naprzeciw ściganej, a właściwie zasłaniając jej drogę. Siłą rzeczy, musiała się choć na sekundę zatrzymać, jeśli nie chciała się z nim zderzyć. Dzieliła ich bezpieczna odległość kilku kroków, jednak wredny, tryumfujący uśmieszek zegarmistrza nie wróżył, że ten stan rzeczy zostanie z nimi na dłużej. Mogła zacząć wrzeszczeć lub rzucić się do ucieczki w stronę przeciwną, jeśli tego nie uczyniła, zbliżył się do niej o krok, z łoskotem stawiając laskę na ziemi. Vivian mogła pamiętać ich ostatnie spotkanie. A to na pewno nie zwiastowało długiego życia Lynna, ani tym bardziej sprawności w lewej nodze, którą tak upodobał sobie Koszmar kobiety. Teraz jednak miała przed sobą okaz zdrowia, jeśli nie liczyć bandaża przykrywającego jego prawe oko i tego przewiązanego na szyi, częściowo przykrytego materiałem halsztuka.
Wiele się zmieniło, minęły już niemal trzy lata. Ich pamięć jednak najwyraźniej funkcjonowała bardzo dobrze, sądząc po specjalnych względach, jakimi się obdarzali.
- Nie interesują panienki dalsze losy tego tragicznego romansu? Nie chce panienka wiedzieć, w jaki sposób zemści się zrozpaczony młodzieniec za odebrane mu szczęście? – dopytywał, jakby zainteresowany jej decyzją o opuszczeniu spektaklu w połowie. Jego okropny uśmiech zwiastował, że zna już odpowiedzi na zadane pytania. Zacisnął zęby, zadziwiony ogarniającą go złością. Jak podejrzewał – wciąż nie wyszedł spod wrażenia, jakie wywarła na nim wiedźma, która jeszcze nie tak dawno pozbawiła go oka. Miał za to żal do całego świata, a teraz nadarzyła się okazja, aby się go pozbyć. W iście niepokojowy sposób. Nagle spoważniał, porzucając swój uprzejmy ton, formę grzecznioścową i gierkę, którą z taką łatwością obdarzał jeszcze niedawno innych widzów.
- Gdyby nie twoja desperacka ucieczka, byłbym pewien, że zapomniałaś o moim istnieniu. I cóż się dziwić, przecież spisałaś mnie wtedy na straty… - obdarzył ją twardym, czujnym spojrzeniem. - Jednego jednak żałuję. Nie zdradziłaś mi swojego imienia. Szkoda. Przez te wszystkie lata byłoby mi znacznie łatwiej cię przeklinać… - pod koniec wypowiedzi ukłonił się lekko.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pią Lis 11, 2016 1:27 pm

Przez cały czas trwania swojego nagłego odwrotu nasłuchiwała czujnie, starając się wychwycić możliwe oznaki pościgu. Nie było to proste, gdyż własne kroki i szelest sukni dominowałyby nad innymi, ewentualnymi dźwiękami. Co chwila rozglądała się ukradkiem, nie chcąc czegoś pominąć. Miała wrażenie, że usłyszała jakiś szmer po swojej prawej, jednak gdy spojrzała w tamtym kierunku, nie ujrzała nic. Instynktownie zwolniła, wytężając wszystkie zmysły.
Była tak zaskoczona jego widokiem przed chwilą. Postanowiła uciec, bo nie wiedziała, czego spodziewać się po tym spotkaniu. Zemsty. Lecz jakiej? Całkowicie osobistej? Próby wydania Inkwizycji? Centrum Wishtown nie prezentowało się jako idealne miejsce ku tego typu starciu. Bliskość siedziby wroga, mnóstwo ludzi o nieznanych motywacjach, prawie całkowity brak Koszmarów. Zdążyła już to sprawdzić w ostatnich dniach, choć według niektórych plotek potwory wciąż grasowały, najczęściej po zmroku. Nie miała szczęścia do natknięcia się na nie.
Kolejny szmer, tym razem już wyraźny. Obejrzała się ponownie, lecz szybko odkryła, że została przechytrzona. Mężczyzna ujawnił się przed czarownicą, sprytnie zachodząc jej drogę. Przystanęła, krzyżując ręce pod biustem.
Zmienił się, choć niezbyt wiele. Vivian dziwiła się sobie, że tak dobrze zapamiętała twarz mężczyzny, dzięki czemu teraz bez problemu dopatrywała się różnic. Najbardziej rzucał się w oczy opatrunek na oku. Przekrzywiła lekko głowę, z zadowoleniem dostrzegając w tym przewagę dla siebie. Miał przy sobie laskę, ale sprawiał wrażenie, jakby nie była mu potrzebna. W innym przypadku raczej nie dogoniłby jej tak szybko. Zdawał się być w formie, o jaką nigdy by go nie podejrzewała po tamtym wydarzeniu. Interesujące.
Napięła wszystkie mięśnia, gdy tylko się zbliżył, akcentując to uderzeniem laski o podłogę. Czekała, zbyt dumna, by krzyczeć o pomoc i by próbować ponownie uciekać.
- Dalsze losy tegoż bohatera zapowiadają się równie tragicznie, co sam romans. Być może zbyt krwawo dla niewieścich oczu, szanowny panie - odparła kpiąco, częściowo podejmując grę w uprzejmości. Przesunęła prawie niezauważalnie jedną nogę do tyłu, zapewniając sobie bardziej stabilną pozycję ciała. Widziała malujące się na twarzy mężczyzny emocje. Jej pozostała kamienna, choć oczy, wciąż skryte pod woalką, mogłyby zdradzić napięcie. I nadal zdziwienie. Nie poczuła jak na razie złości, że zdołał przeżyć, ot, przypadek.
- Och, niewiele brakowało! Gotowa byłam raczej pomyśleć, iż jakiś niewychowany prostak obrał mnie za cel swych prymitywnych awansów, lecz prawda okazała się być gorsza - odezwała się słodko, ani na moment nie pozwalając sobie na rozluźnienie. - Trupowi moje imię na nic by się zdało. Skąd mogłam wiedzieć, że utrzymasz się życia niczym ten rzep psiego ogona i zapragniesz wspominać tak często mą osobę?
Umilkła, krzywiąc się lekko. Złośliwości same opuszczały jej usta, gdy miała do czynienia z wrogiem, jakby walka na słowa miała pomóc w walce fizycznej. Vivian była świadoma, że w ten sposób może tylko bardziej rozjuszyć mężczyznę, lecz cóż, za późno już na wycofanie się.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Lis 20, 2016 8:39 pm

Pozwolił przedstawieniu trwać, jakby w rekompensacie za to, że odmówił sobie dalszego siedzenia na widowni, gdzie odgrywała się prawdziwa sztuka. Im jednak wcale nie tak daleko było do pierwszorzędnych aktorów; reprezentowali naprawdę wysoki poziom. Gdyby ktoś zasłyszał ich wyrwane z kontekstu półsłówka, nie mógłby podejrzewać, ile niechęci znajduje się w tej prostej rozmowie o teatrze!
- Zbyt krwawo? – powtórzył, nie ukrywając rozbawienia. – Och, a więc jest panienka wrażliwą duszą, zwłaszcza, jeśli chodzi o cudzą krzywdę? To się ceni – skomentował z udawanym uznaniem, wspominając, jak wyżywała się na nim, gdy był już jedną nogą w grobie. Wiedział jedno – wrażliwość zwyczajnie nie szła w parze z tą małą wiedźmą. Złość zawrzała w nim ponownie, przypomniał sobie dosadniej powód, dla którego rzucił się za nią w gonitwę. Z ulgą przyjął powrót do brutalnej szczerości:
- Mówiłem ci: „dobij mnie”. Trzeba było korzystać z okazji; kolejna taka zwyczajnie się już nie wydarzy.  Zwłaszcza, że... Nie widzę tu twojego czarującego przyjaciela. Mam nadzieję, że u niego wszystko w porządku? – zapytał, niczym o zdrowie dawno nieodwiedzanego kuzyna, a nie krwiożerczej bestii, którą upodobała sobie dziewczyna naprzeciw niego. – Stoisz tu sama, bez jego towarzystwa, zupełnie bezbronna... Nawet ubrana w sukienkę, tak jak ostatnio! - roześmiał się. - Dziwi mnie jedno – zapuściłaś się tak daleko w świat, spragniona ujrzenia na własne oczy tragicznych losów kochanków? Nie podejrzewałbym cię o podobną ckliwość – mówił spokojnie, uprzejmym tonem, choć jego paskudna mina zupełnie nie pasowała do wypowiadanych słów.
Zbliżał się do niej, powoli, obdarzając ją czujnym spojrzeniem. Chciał, aby się go bała. Liczył na to, że drgnie, gdy posunie się zbyt blisko, cofnie o krok lub chociaż zdradzi jakąkolwiek oznakę strachu. Gotów był zgrywać inkwizytora mającego zamiar wyrównać stare porachunki i czynić to, co do niego należy – zaprowadzić czarownicę na stos, by nań spłonęła. Właśnie tak w końcu widziała go ostatnim razem, odzianego w ciemnofioletowy płaszcz. Zanim cokolwiek uczyni, wolał złożyć rozpoznanie. Nie był pewny czy w życiu młodej wiedźmy nic się nie zmieniło. Może już obrała lepszą drogę?
- Nie dziw się, proszę, że tak dobrze cię zapamiętałem. To żaden wstyd, mogę przyznać – wspominałem cię często. Byłaś w końcu ostatnim widokiem, nim zapadłem w długi, długi sen… A śniłaś mi się wielokrotnie. Ale i ty o mnie nie zapomniałaś, co mi pochlebia. Jak jednak widzisz, mam się całkiem dobrze. Nie miej mi tego za złe, to w końcu typowo ludzki odruch desperacko trzymać się życia, nieprawdaż? – odparł na jej zarzut, choć również był świadom, że gdy cofną się pamięcią o ładne trzy lata, bynajmniej nie ujrzą Lynna usilnie próbującego przeżyć. Wręcz przeciwnie, łapał się on każdej okazji, aby zejść z tego świata. Ale Vivian nie wiedziała wszystkiego, ani też nie wszystko musiała pamiętać. Nie miał zamiaru dzielić się z nią powodami, dla których tamtego dnia zamierzał targnąć na swoje życie w iście tchórzliwy sposób. Zamiast tego wolał nawrócić rozmowę na tematy związane z jej osobą.
- Powiedz mi... czy coś się zmieniło przez te trzy lata? Wciąż jesteś zachłanną fanatyczką, która potrafi dostrzec różnicę w morderstwie dla idei wiedźmy a inkwizytora?  - rozgadał się nieco, znajdując się przy niej na wyciągnięcie ręki, o ile tylko nie cofała się szybciej, niż on kroczył. – Czy może w końcu dostrzegłaś, że niezależnie od dobranych słów oraz stron to wciąż jedno i to samo? – zapytał się, w końcu przystanął. Ręka powoli ruszyła mu w stronę kieszeni fraka. Albo blefował, chcąc ją przestraszyć, albo faktycznie, z niejasnych gróźb przeszedł do konkretów.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pon Lis 21, 2016 12:23 pm

Czujnie obserwowała jego osobę, starając się ocenić siły i umiejętności, ukradkiem zerkała na boki, zapamiętując szczegóły otoczenia. Umysł Vivian pracował szybko, analizował fakty i domysły, tworzył prawdopodobne scenariusze i wybierał najbardziej dogodne rozwiązania. Ani trochę nie podobała jej się sytuacja.
- Jak mógłby pan zwątpić w kobiecą wrażliwość? – odparła, rzucając krótkie spojrzenie na laskę, którą dzierżył. Nie widziała dalszego sensu w przeciąganiu sprawy gierkami. Jednak słuchała uważnie, w pełni skoncentrowana.
Zaskoczenie, które zmroziło ją na tak długo, powoli ustępowało. Każda kolejna myśl, przeczucie czy wniosek uświadamiały jej, w jak tragicznym położeniu się znalazła. Tętno i oddech nagle przyśpieszyły, a adrenalina nasyciła krew. Przez tę automatyczną reakcję organizmu kobiecie wręcz zakręciło się w głowie, a mimo to utrzymała opanowanie. Nawet jeśli naprawdę zaczęła się bać, nie miała zamiaru tego okazywać. Chciała utrzymać wrażenie pewności siebie jak najdłużej, aby nie obnażać słabości. Czas wyznaczały teraz uderzenia serca, trzepiącego się niczym ptak w klatce.
- Skąd ta pewność, że kolejna się nie nadarzy? - wymusiła krzywy uśmiech, spoglądając mu w oczy. - Skąd ta pewność, że jestem sama? Być może za murami teatru pozostawiłam Koszmar, który tylko czeka na rozkazy?... - uśmiechnęła się szerzej. Nawet gdyby tak było, nie zdecydowałaby się wezwać go do wnętrza budynku. Zbyt ryzykowne posunięcie, zbyt wiele nieznanych ludzi, niezaprzeczalnie wśród tłumu widzów znalazłby się kolejny Inkwizytor w cywilu. Stojący przed nią mężczyzna nie musi jednak o tym wiedzieć, chciała go tylko nastraszyć. - To nieroztropne, oceniać przeciwnika jako bezbronnego, nie mając najmniejszej wiedzy o jego obecnym stanie – mimowolnie przyjęła nieco pouczający ton, zaraz jednak prychnęła kpiąco  - Czyż wspaniała sztuka, grana przez znamienitych aktorów, nie jest wystarczającym powodem do podróży? W duszy człowieka leży uwielbienie dla piękna.
Początkowo chciała odpowiedzieć mu inaczej, tym jednak mogłaby tylko niepotrzebnie sprowokować przeciwnika. Zignorowała też wcześniejsze pytania o Koszmar, który niegdyś był ulubieńcem Vivian. Oceniła, że wiedza o losach stwora jest całkowicie zbędna mężczyźnie.
Kolejne szaleńcze uderzenia serca, sekundy przybliżające do rozstrzygnięcia. Obserwowała czujnie, jak się zbliża, choć sama trwała w kamiennym wręcz bezruchu, z mięśniami napiętymi aż do bólu, by w razie potrzeby zareagować błyskawicznie. Oddychała cicho, lecz głęboko, tą prostą metodą próbując panować nad strachem, by nie zniszczył jej skupienia i zdolności trzeźwej oceny sytuacji. Przypomniała sobie, że każdy Inkwizytor posiada własną, wyspecjalizowaną broń. Czy miał ją przy sobie teraz? Nadgarstek drgnął jej odruchowo, gdy pomyślała o sięgnięciu po rewolwer. Czuła znajomą twardość metalu na skórze, jednak nim zdążyłaby go dobyć, minęłoby zbyt wiele cennych sekund. Zareagowałby. Prawdopodobnie zdobywając chwilową przewagę.
Tak swobodnie opowiadał o wspomnieniach, podczas gdy ona zapamiętała go przypadkiem. Może tak nie do końca przypadkiem, w końcu z mało którym Inkwizytorem obcowała inaczej niż przez wymianę spojrzeń i góra paru słów, jednak gdyby nie… wypadek sprzed paru tygodni, postać mężczyzny mogłaby pozostać na skraju pamięci. Nie wiedziała, co odpowiedzieć na to wyznanie.
- Niesamowite są zdolności ludzkiej pamięci, szczególnie, gdy przechowuje obraz, którego człowiek nie spodziewa się nigdy więcej ujrzeć – odrzekła w końcu, lekko unosząc brwi w geście uprzejmego zdziwienia. - Prawda, nikt nie chce umierać. I dlatego niektórym trzeba bardzo mocno pomóc w przeprawie na tamten świat – znów chwyciła się fałszywych gróźb, próbując wzbudzić w nim rezerwę wobec swojej osoby. Nie była świadoma, jak prezentowała się prawda o ich poprzednim spotkaniu. Widziała go raczej jako człowieka, którego przerosło spotkanie z Koszmarem.
Kolejne słowa mężczyzny obudziły w Vivian złość. Czystą złość, którą do tej pory utrzymywała na wodzy. Już samą swoją obecnością wszystko psuł, a teraz na dodatek śmiał pytać, tak bezpośrednio, tak bezczelnie. Nie zdążyła jeszcze rozgryźć jego gierki, lecz gniew sprawił, że zareagowała instynktownie, tak jak przywykła.
- Niby czemu miałoby coś się zmienić? A może Inkwizycja się zmieniła i o tym nie wiem? - wyrzuciła z siebie ostrym tonem, po chwili lekko kręcąc głową i cofając o krok – To wciąż zaraza świata, którą należy wyplenić!
Zaraz po tych słowach złość wyparowała, a jej miejsce zajęło rozgoryczenie. Zignorowała ostatnie pytanie i ruszyła ostrożnie, kierując się w lewo.
- Zatem miło było dowiedzieć się, że jednak wszystko w porządku. Przykro mi niezmiernie, że spotkanie nasze okazało się tak krótkie, lecz obawiam się, że muszę już odejść…
Powiedziała to tylko po to, by nadać jakieś usprawiedliwienie swojemu posunięciu. Całkowicie zbędna, wręcz żałosna wymówka, podczas wypowiadania której zaczęła okrążać go od lewej strony, na tyle blisko, by móc szybko zareagować na niebezpieczny ruch ze strony mężczyzny. Celowo wybrała lewą stronę, wiedząc, że z powodu opatrunku posiada on zwężone pole widzenia. Ułamki sekund, które mogły zaważyć na rezultacie. Nie przeoczyła ruchu dłoni, brała pod uwagę włączenie broni w starcie. Zamierzała wytrącić ją mężczyźnie od razu, a następnie szybko go ogłuszyć i zbiec z teatru, nim ktokolwiek obcy się w to wmiesza. Dawno nie była zmuszona walczyć wręcz, brudną robotę zostawiała Koszmarom, podczas gdy Vivian jedynie planowała posunięcia i dyrygowała potworami. Wciąż jednak pamiętała, gdzie należy uderzyć, by zabolało najbardziej. Wiedziała też, że przeciwnik również posiada tę wiedzę. Liczyły się sekundy, nawet nie, ułamki sekund, wyznaczane rytmem popędzanego stresem serca.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Czw Gru 01, 2016 1:00 am

Chciał to załatwić szybko. Był świadomy, że Shilvia prawdopodobnie już zaczęła się niepokoić, zwłaszcza że ostatnimi czasy zdarzyło mi się zbyt często wracać w opłakanym stanie do posiadłości… z dziurą na szyi czy też bez oka… Obiecał o siebie dbać, ale jak widać, nie zamierzał się mocno tego trzymać, pakując się w nowy konflikt, który może nie skończyć się kolorowo. Sporo czasu stracił na gonienie młodej kobiety, przedstawienie zapewne dochodziło już do swojego kulminacyjnego momentu. Niezależnie od jego zamiarów, musiał się pospieszyć, jeśli nie chciał mieć więcej świadków. Nie wdawał się więc w większe dyskusje, ale niektórych kwestii nie potrafił zignorować, pomimo początkowych zamiarów. Filozofia podstawowych pobudek ludzkich była tematem, który podejmie zawsze, najwyraźniej niezależnie od stopnia trzeźwości i towarzystwa.
- Mówi się, że podstawową potrzebą ludzką, tuż po spełnieniu potrzeb fizjologicznych jest poczucie bezpieczeństwa. Jeśli to prawda, musisz być bardzo pewna siebie, skoro potrafisz docenić piękno płynące z tej sztuki. Albo… twój system wartości jest nieco zaburzony. Z pełną świadomością liczebności i zapalczywości twoich wrogów, ty wciąż wzdychasz do podniosłych tekstów oszukanego młodzieńca. Doprawdy, istnieją przyjemniejsze okoliczności na popełnienie samobójstwa – wzruszył ramionami, nieświadomie poruszając wspomnienie o targnięciu na własne życie. Im dłużej na nią patrzył tym więcej obrazów przywoływał na myśl. Spalone zgliszcza na polanie. Biała sukienka. I jej paznokcie zaciskające się na jego ranach.
Nie zdążył zareagować od razu. Dorzuciła do pieca, nagle twierdząc, że pora na nią. Był niemalże zawiedziony. Przecież dopiero się rozkręcał! Ich upragnione spotkanie po latach miałoby się skończyć tuż po rozpoczęciu? Nawet gdyby udało mu się pojąć tak szybko, co do niego powiedziała i tak nie pożegnałby się, dając jej wolną rękę. Zamiast tego, podążył za nią wzrokiem, odwracając głowę, aby wciąż mieć ją w zasięgu wzroku pomimo ograniczonego pola przez bandaż przykrywający jego prawe oko. Po prostu nie mógł jej puścić wolno. Nie teraz, gdy już udało mu się ją dopaść. Szczerze bał się nadchodzących rozwiązań, ale możliwość zemsty ofiarowana przez los zbyt mocno go kusiła.
Sięgnął ręką (tą samą, którą dobywał do kieszeni, odbiegając od pierwotnego zamiaru) do kobiety, usiłując chwycić jej nadgarstek. Jeśli mu się udało, nie szczędził siły, nie tylko zacisnął silnie palce wokół drobnej kończyny wiedźmy, a także szarpnął ją w swoją stronę, ostrzegając, by nigdzie się nie ruszała. Nie czuł się z tym najlepiej, nawet w Inkwizycji nie przywykł do okazywania podobnej brutalności względem kobiet. Od tego byli przecież inni ludzie, on siedział sobie bezpiecznie w kąciki balsamistów. Czasami jedynie wydobywając się na powierzchnię w celu brutalnego kontaktu z rzeczywistością.
- Nie bądź naiwna. Ostrzegasz mnie przed Koszmarem w pobliżu, w pięknych słowach grozisz dopełnieniem swojego dzieła, które niefortunnie przerwano ci przy naszym ostatnim spotkaniu, a co najciekawsze… wciąż z jednakową pasją chcesz kontynuować świętą wojnę. Po wszystkim chcesz odejść, jak gdyby nigdy nic. Naprawdę sądziłaś, że ukłonię się, podziękuję za rozmowę i życzę ci spokojnego wieczora, kiedy masz tyle na sumieniu? – zmarszczył brwi, jakby rzeczywiście nie potrafił uwierzyć, skąd Vivian mogła wziąć tak absurdalny pomysł.
Chciał wyciągnąć od niej więcej. Nie satysfakcjonowały go wymienione półsłówka, przecież nie po to skakał dla niej z balustrady. Zamiary nie precyzowały się wokół żadnego punktu, nie wiedział jeszcze czy będzie wolał wygłosić jej kazanie na swój osobliwy sposób, czy może przejść do czynów. Zapewne połączy obie opcje.
- Ciekawa taktyka, muszę przyznać. Nigdy nie słyszałem o wiedźmie, która grzecznie odpowiedziała inkwizytorowi: „Przepraszam, nie mam czasu spłonąć na stosie, obowiązki wzywają”. Prawie udało ci się wykorzystać moje niedowierzanie, brawo. – Uśmiechnął się, tym razem ze szczerym rozbawieniem. Przyjął rolę pamiętliwego inkwizytora, który nie mógł pogodzić się z przeszłością. Chciał zyskać w ten sposób przewagę, przestraszyć ją. Dodał jeszcze:
- Mam nadzieję, że nie jesteś nigdzie umówiona po teatrze…

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 04, 2016 1:34 pm

Mówił, mówił coraz więcej, zamiast przejść do czynów. Być może chciał w ten sposób uśpić czujność Vivian, lub też grał na czas? Z każdą kolejną chwilą kobieta  coraz bardziej przychylała się do myśli, że to ona musi wykonać pierwszy krok, jeśli chce wyjść cało z tej sytuacji. O ile nie wpadnie tym sposobem w pułapkę. Skrzywiła się nieznacznie, analizując całość jego wypowiedzi, ale zaraz przybrała obojętny wyraz twarzy.
- Nie ma potrzeby martwić się o mój system wartości, jest jak najbardziej poprawny. Nie pozostawiłam przy życiu aż tylu świadków moich działań, aby obawiać się teraz przebywania w mieście– odrzekła chłodno, prześlizgując się niechętnym spojrzeniem po całej jego postaci. Nie pozostawiała wątpliwości, że jest prawie jedynym wyjątkiem. - Ostrożność i dokładność to niezwykle ważne cnoty, gdyby nie moje ówczesne niedopatrzenie, teraz mogłabym cieszyć się spektaklem do końca.
Uśmiechnęła się do niego znacząco. Nie czuła się dobrze, kierując ku mężczyźnie groźby i aluzje. Chciała kłamać, ale w rzeczywistości nie potrafiła określić, czy w swoich słowach mimowolnie nie zawarła zbyt wiele prawdy. Ich dzisiejsze spotkanie było prawdziwym zrządzeniem losu. A może testem? Karą?
Obserwowała go uważnie kątem oka. Mężczyzna podążył za nią wzrokiem. Vivian w każdej chwili spodziewała się ataku, choć jej przeciwnik wydawał się być zaskoczony nagłą próbą wycofania się. Nie śmiała nawet pomyśleć o tym, że mógłby pozwolić jej odejść. Zacisnęła dłoń w pięść, chowając ją w materiale sukni.
Zareagował, zrezygnowawszy z początkowego zamiaru sięgnięcia do kieszeni. Vivian nie pozostała bierna, odskakując gwałtownie, niczym spłoszona łania. Dłoń mężczyzny zacisnęła się w powietrzu tam, gdzie jeszcze ułamek sekundy wcześniej był nadgarstek kobiety. Ta zmarszczyła lekko brwi, już prawie przechodząc do kontrataku, gdy nagle mężczyzna znowu zaczął mówić. Zaskoczenie wymalowało się na jej twarzy i na moment zrezygnowała ze swoich zamierzeń.
Słuchała go uważnie, choć niechętnie, a każde kolejne słowo było niczym szpila godząca w jej dumę. Już podczas ich poprzedniego spotkania zdążyła stwierdzić, że mężczyzna uwielbia straszliwie dużo gadać, na dodatek tak dobierając słowa, że Vivian momentalnie traciła całe swoje opanowanie. Nic się nie zmieniło.  
- Przestań już pieprzyć – syknęła pod nosem, gdy tylko skończył. Nie czekając na odpowiedź, wymierzyła cios kantem dłoni w jego szyję, w miejsce nieco poniżej jabłka Adama. Gdyby nie zrobił uniku, uderzenie na moment odebrałoby mu oddech, nie czyniąc jednocześnie większej krzywdy. Vivian chciała go zdezorientować i ogłuszyć, więc celowo nie włożyła w ten atak za dużo siły. Niezależnie od powodzenia, w następnej chwili zdecydowała się spróbować uderzyć mężczyznę pięścią w żołądek, o ile nie udaremnił jej tego posunięcia.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sob Gru 10, 2016 8:27 pm

Powstrzymał śmiech, ograniczając się do złośliwego drgnięcia warg aż nadto mówiących „żywy przykład twojego niedopatrzenia stoi teraz przed tobą”.
- Jeśli nie chcesz mnie słuchać, będziesz musiała mnie uciszyć… Mam ci wciąż całkiem sporo do powiedzenia! – oznajmił, po raz pierwszy podnosząc głos, gdy Viv zdecydowała się zainicjować walkę. Jego ton dźwięczał rozbawieniem, czego prędko pożałował, dostrzegając jedno – poczuł się zbyt pewnie.
Udało mu się uniknąć, a raczej zniwelować pierwszy cios, odsuwając się na pół kroku przed jej ręką, jednak pobłażliwe traktowanie spowodowało, że nie spodziewał się natychmiastowej kontynuacji. Zarobił uderzenie w okolice żeber, aż na moment zabrakło mu tchu. Mina mu zrzedła, a cylinder, który dotychczas ściskał pod pachą, wypadł mu na posadzkę, tocząc się wzdłuż kolumn. Nie podążył za nim wzrokiem, wzdychając i odsuwając się błyskawicznie, aby zebrać siły. Nie trwało to długo, nie dał jej czasu na zastanawianie się, ani tym bardziej na ucieczkę. Wyprowadził cios laską. Prędko, nie szczędząc siły, celując w okolice kostki jej lewej nogi.
- A jeśli chcesz odejść, zrobisz to wyłącznie po moim trupie – zasugerował wściekle. Nie zamierzał toczyć poważnej walki, chociaż coraz bardziej się na to zapowiadało. Chyba za późno za to było na próby prowadzenia dialogu. Mimo to, zwyczajnie nie potrafił się przymknąć. – Naprawdę uważasz, że zasługujesz na wolność po tym, co zaprezentowałaś mi trzy lata temu? Po twojej wprawie, śmiem twierdzić, że tortury to dla ciebie chleb powszedni– syknął, w końcu zdradzając swoje prawdziwe nastawienie. Odezwały się w nim osobiste pobudki. Jeszcze niedawno uważał, że każdemu należy się druga szansa; nikt nie jest w końcu na tyle zepsuty, aby wiecznie nie dostrzegać swojej winy. Teraz jednak zaczynał ustawiać Vivian na tej samej pozycji co zagorzałych inkwizytorów, gotowych zamordować niewinnego w imię idei.
Ścisnął laskę mocniej, zbliżając się na powrót, by spróbować złapać ją za włosy, szarpnąć i w końcu zmusić do wysłuchania jego „pieprzenia”. I ten kolejny ruch, jak poprzedni cios nie dawał kobiecie jasnego znaku, że chce ją zabić, najlepiej jak najszybciej. W jego fraku ciążyła broń, czuł ją wyraźnie, jednak nie zamierzał jej wyciągać, póki choć w niewielkim stopniu panował nad sytuacją. Skupił się na obronie i atakowaniu tym, co trzymał w rękach – jego drewnianą laską.
Wtedy też zaczął pojmować, jak dokuczał mu ograniczony zakres widzenia. W codziennych pracach nie sprawiało mu to aż tyle problemu, nie licząc psychicznej traumy, z którą wciąż nie potrafił się pogodzić. Ból odszedł, zagoiły się pozostałe rany, jednak właśnie z przerażeniem stwierdził, że minie sporo czasu nim przyzwyczai się do takiego stanu rzeczy. Vivian spokojnie mogła wykorzystać tę przewagę. Ostrzegł ją przez zaciśnięte zęby:
- Nie hałasuj. Lepiej będzie, jeśli nikt nie zobaczy cię podczas walki ze mną, prawda? – zasugerował wyraźnie, że wciąż należy do Inkwizycji. Oskarżenia pochodzące od członka świętej organizacji miałyby w końcu większą moc. Zamierzał wielokrotnie podkreślać swoją pozycję, jednak nie kłamiąc bezpośrednio. Jeszcze nie do końca pojmował logikę tego zachowania, trzymając się jedynie myśli, że z Inkwizycją nie chce mieć już nic wspólnego. – To osobista sprawa, nie musimy mieszać w nią dodatkowo świętego osądu arcymistrzyni… - zaświergotał, przesadnie słodkim tonem, co ledwie przeszło mu przez gardło, bo na samą myśl o kobiecie sprawującej władzę nad Inkwizycją, krew się w nim gotowała. Dla odmiany, cofnął się o pół kroku, rezygnując z kolejnego ataku. Usiłował sprawdzić, czy Viv zdecyduje się na kontynuację, dostrzegając, że on nie wykazuje ku temu zbyt wiele chęci.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 11, 2016 1:40 pm

Uniknął. To było do przewidzenia, jedynie kompletny laik mógłby nie zdążyć z reakcją, po Inkwizytorze należało spodziewać się umiejętności i doświadczenia w walce. Dlatego też Vivian postanowiła od razu wyprowadzić kolejny cios, co okazało się właściwą decyzją. Zaskoczyła go, być może nawet bardziej, niż początkowo oszacowała, jednak Lynn odsunął się, nim zdążyła choćby wybrać miejsce następnego uderzenia.
Kobieta chciała go dopaść, nim dojdzie do siebie po poprzednim ataku, co okazało się być niemożliwe do zrealizowania. Tak jak się obawiała, mimo wszystko uderzenie okazało się zbyt słabe, a mężczyzna już kontratakował, próbując uderzyć ją laską. Odskoczyła, unikając ciosu, który zapewne na stałe przeważyłby szalę zwycięstwa na stronę Lynna. Uraz kostki uniemożliwiłby jej sprawne poruszanie się i szybką ucieczkę. Gdy tylko już znalazła się poza zasięgiem laski, Vivian warknęła wściekle pod nosem niewyraźne przekleństwo, wbijając w mężczyznę mordercze spojrzenie.
- Chętnie – syknęła, przyjmując pozycję wygodniejszą do wyprowadzania i unikania uderzeń. Nie odpowiedziała nic na dalsze jego słowa, nie chciała, by przypadkiem zauważył, jak bardzo ją dotknęły. Choć na twarzy kobiety wciąż malowało się względne opanowanie, w oczach odzwierciedlały się wszystkie buzujące w niej emocje. Te na szczęście kryły się pod materiałem woalki.
Ruszył ku niej, a Vivian prawie w tym samym momencie cofnęła się. Spojrzała na jego rękę i wykonała jeszcze kolejny krok do tyłu, chcąc uciec przed niewątpliwie bolesnym chwytem. Zawiodła w swych zamiarach, gdyż Lynn zacisnął dłoń na materiale ozdoby. Kobieta jedynie prychnęła gniewnie i gwałtownie się szarpnęła z zamiarem oswobodzenia. Spinka przesunęła się parę centymetrów, lecz wciąż mocno trzymała włosów.
- Puszczaj – wycedziła te słowa raczej instynktownie, jednocześnie sięgając do jego nadgarstka, chcąc złapać i spróbować oderwać od siebie. Drugą ręką, zaciśniętą w pięść, zamachnęła się wojowniczo, licząc, że uda jej się trafić mężczyznę.
Zgrzytnęła zębami, gdy ostrzegł ją, chociaż przez cały czas była tego świadoma. Zorientowała się także, że Lynn prawdopodobnie nie zamierza mieszać Inkwizycji w ich sprawy. Dobrze, z jednym wrogiem wciąż mogła sobie poradzić. O ile się oswobodzi. Mężczyzna zaś wypowiedział słowa, przez które Vivian na moment znieruchomiała.
Arcymistrzyni.
Słyszała o tej osobie i szczerze jej nienawidziła. Widziała w niej źródło całego problemu, winną wszystkiego, kogoś, komu nie można wybaczyć. Już otworzyła usta, by powiedzieć Lynnowi, co sądzi o świętym osądzie tej kobiety i gdzie go może sobie wsadzić, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język. Prowokacje były najgorszą możliwą decyzją w tym momencie. Zamiast tego znienacka spróbowała kopnąć go w wewnętrzną stronę łydki, wkładając w cios całą swoją siłę.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 11, 2016 3:07 pm

Wciąż nie dopuszczał myśli, że może przegrać, chociażby z prostej przyczyny – do cholery, miał do czynienia z kobietą! Mógł chodzić na co dzień o lasce, mieć zabandażowane oko, ale nie mógł być od niej słabszy! Naprawdę, głęboko w to wierzył. Dlatego też musiał stłumić tryumf, jaki go ogarnął, po udanej próbie złapania Vivian, aby nie odbił się na jego twarzy, rozwścieczając ją jeszcze bardziej.
- Nie puszczę – odparł jej rezolutnie, postępując przeciwnie do jej prośby, bo usiłując złapać jak największą część włosów przyczepionych do nieszczęsnej spinki, którą udało mu się pochwycić. Nie do końca o to mu chodziło, ale w efekcie nie mógł narzekać. Minusem ich nagłego zbliżenia było ograniczone pole do robienia uników. Trzymał ją jak ostatniej deski ratunku po wyrzuceniu na otwarte morze, za nic nie chcąc puszczać, więc najzwyczajniej na świecie nie potrafił obronić się przed ciosem, padającym wprost w jego skroń. Wydał z siebie przekleństwo, ale swój cel spełnił – nie puścił czarownicy. Drugą ręką wraz z laską usiłował zapobiec kolejnym ciosom padającym z jej strony. Nie atakował więcej, choć miał ku temu całkiem dobrą sposobność.
Pchnął ją silnie, celując w jedną z kolumn, w nadziei że trafi, bo w innym przypadku zapewne oboje runą na marmurową posadzkę. Zacisnął mocno szczęki, wiedząc, że to co teraz powie, sprawi mu sporo kłopotu.
- Źle zacząłem, przyznaję – wydyszał, nawet przez moment nie przestając się z nią szarpać. Przerażało go to, że zaczynają coraz bardziej hałasować; odgłosy ich walki zapewne niosły się już po krańce holu. Nie chciał ani tracić na swojej reputacji, gdy już zostanie przyłapany na walkę z kobietą, ani też tym bardziej nie chciał mieszać w ich sprawę Inkwizycji. Niosłoby to za sobą zbyt wielkie konsekwencje, być może ponownie zainteresowaliby się jego sprawą i sprawnością, pomimo wyraźniej wzmianki w kartotekach brzmiącej „zapewne nigdy nie stanie już na nogi”. Chciał tego uniknąć, ale w obliczu iście wkurwionej kobiety musiał równie mocno skupić się na pozostaniu przy życiu.
Ponowił próbę unieruchomienia jej, jednocześnie starając się za bardzo nie uszkodzić kobiety, co przy jej zawziętości było dosyć kłopotliwe. W umyśle szukał łagodnych określeń na swoją zgorzkniałość i żal, który pchnął go do podobnego czynu. Zaczął od niezbyt dobrej strony:
- Uspokój się. Nie planowałem cię zabijać – poinformował ją niejasno, nie do końca mając to na myśli. – Nie mam już nic wspólnego z Inkwizycją – rzucił prędko, na ile tylko pozwolił mu stan w walce. Prędko zrezygnował z prowadzonego przedstawienia, jednocześnie świadom, że Vivian nie uwierzy mu od razu, o ile w ogóle. Od tego postanowił rozpocząć swój wywód argumentujący jego nastawienie, którego sam wcale nie rozumiał.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 11, 2016 6:51 pm

Lynn nie przepuścił okazji, która mu się nadarzyła, poza ozdobą łapiąc też włosy, pomimo usilnych szarpnięć i prób wyrwania się Vivian. Kobieta cios pięścią wymierzyła raczej na oślep, nie licząc na wiele, lecz ku swojemu własnemu zdziwieniu trafiła przeciwnika. Szybko cofnęła rękę i rozprostowała obolałe palce, jednak atak nie przyniósł upragnionego rezultatu – Lynn wciąż trzymał ją w żelaznym uchwycie. To jeszcze bardziej ją rozjuszyło. Uniknął kopnięcia, samemu nie kontratakując. Vivian podejrzewała, że odwet jest tylko kwestią czasu.
Nagle uczynił coś, czego najmniej się spodziewała. Nagłe pchnięcie sprawiło, że wydała z siebie głośne westchnięcie, a w następnej sekundzie mocno uderzyła plecami o kolumnę. Impet wyparł jej z płuc resztę powietrza, które zaraz złapała gwałtownym wdechem. Spojrzała na niego nienawistnie i szarpnęła w próbie oswobodzenia.
- Co? - otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, niepewna, co ma na myśli mężczyzna. Chciała ponownie go uderzyć, jednak zmniejszony dystans tego nie ułatwiał, więc szamotała się jedynie, jednocześnie próbując nadepnąć go lub kopnąć. Nie zwracała większej uwagi niż niezbędne minimum na jego czyny, nie zauważyła jego niezwykłej jak na wroga bierności w walce. Teraz chciała się tylko uwolnić, póki jeszcze mogła, nim nie będzie za późno. Serce waliło jej niczym młot, oddychała szybko i łapczywie, zmęczona dotychczasowymi przepychankami i zdenerwowana niebezpieczną sytuacją.
- Co? - powtórzyła, gdy odezwał się ponownie.  Zmarszczyła brwi i uspokoiła się na moment, napinając tylko mięśnie, by nie wykorzystał tej chwili przeciwko niej. Analizowała jego słowa, kompletnie nie pasujące do wydarzeń, w środku których się znaleźli. Brzmiały niczym żart, lecz być nim nie mogły.
- Masz mnie za idiotkę?! - warknęła z furią, instynktownie wykonując zamach kolanem przed siebie  i pięścią w jego twarz, jeśli tylko miała oswobodzoną rękę.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Czw Gru 15, 2016 7:39 pm

Nie mógł się powstrzymać i prychnął śmiechem, słysząc jej pytania, pod rząd takie identyczne, mimo że sytuacja wcale zabawna nie była, a on swoją wypowiedzią zdecydowanie dał jej powód do zdziwienia. Nie odpowiedział, nie zamierzał się powtarzać, a na szczegółowe wyjaśnienia czasu nie było. Przecież równocześnie musiał się bronić.
Usiłował przygwoździć ją do ściany kolumny, ale szarpała się zbyt żywo, że objęcie jej ramion powodowało wiele trudu. Otrzymując pytanie, na które musiał ugryźć się naprawdę mocno w język, aby nie udzielić natychmiast odpowiedzi twierdzącej, stwierdził, że jego próba uspokojenia przeciwniczki spełzła na niczym. Postanowił postarać się bardziej, przemawiając do niej spokojnym, ale niezbyt przekonującym tonem:
- Nie, nie mógłbym, naprawdę…! Jesteś bardzo m-mądrą i… - próbował ją zapewnić, jednocześnie unikając atakowania, a nawet wpadając na kolejną genialną myśl – pozwolić się okładać! Niech wyżyje się, zmęczy, może wtedy zacznie go słuchać. Dał się więc chwilowo bić, ba – dzielić, szarpać i kopać jak leciało, licząc na to, że się wkrótce uspokoi, jednak… Problem polegał na tym, że Vivian w swoich szczupłych rękach, wbrew pozorom, miała całkiem sporo siły. Wybranie pokojowej ścieżki było zwyczajnie głupie i zdecydowanie nie w jego guście przeciwko tak zawziętej wiedźmie. Gdy oberwał po raz wtóry, tym razem w nos, nie wytrzymał, zawył wściekle i zaczął wrzeszczeć:
- TY TĘPA JAK SKRZYNIA TREPÓW KRETYNKO!!! Kurwa, uspokój się, powiedziałem! – wydzierał się, powstrzymując się od ponownego użycia siły. Przygwoździł ją jedynie bardziej, używając swojego przedramienia. – Przymknij się i przestań wierzgać! – dodał, już spokojniejszym głosem.
O ile nie próbowała go zatrzymywać, odsunął się, wypuszczając ją z uścisku i zatrzymując się w bezpieczniej odległości, gdzie nie mógłby jej nawet sięgnąć laską. Spoglądał na nią wyczekująco, dysząc lekko, bo wbrew pozorom – również obrywanie mogło być męczące. Czuł jak przynajmniej jedno miejsce na twarzy zaczyna mu puchnąć.
- To nie ma sensu… Daj mi się wytłumaczyć – poprosił ją grzecznie, chociaż wciąż mogła odczytać ślady wściekłości, które nie odeszły po prowadzonej szarpaninie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Czw Gru 15, 2016 10:25 pm

Krótki śmiech jedynie bardziej ją rozjuszył, co ujawniło się w agresywniejszych szarpnięciach. Lynn wciąż ją trzymał, choć wcale mu tego nie ułatwiała. Vivian nie miała zamiaru się tak po prostu teraz poddać. Skrzywiła się z niedowierzaniem, słysząc jego wymuszoną odpowiedź na wcześniejsze retoryczne pytanie. Nie wiedziała, w co tak właściwie pogrywa.
...ale zaczęła się zastanawiać.
Wciąż się szarpała i uderzała bez konkretnego celu, jednak jej myśli oderwały się od chwili obecnej i zaczęły analizować całą sytuację. Dostrzegła parę istotnych rzeczy, na które wcześniej pozostała ślepa. Cała dotychczasowa walka, jak i obecna bierność mężczyzny, który jedynie przyciskał ją do kolumny, próbując utrzymać w bezruchu, były podejrzane. Pułapka. Nie dostrzegała innej możliwości. Rozdarta, już miała zagrać w tę grę i uspokoić się na moment, gdy jej ostatni cios nagle trafił w jego nos. Zupełnie nie spodziewała się tego, co nastąpiło później.
Zapowietrzyła się, zszokowana i oburzona wyzwiskami. Skrzywiła się gniewnie, gdy przycisnął ją mocniej. Jak wcześniej postanowiła, nie zareagowała na to, choć przygotowała się na ewentualny atak ze strony Lynna, skoro już stracił opanowanie. Tylko jedna, mała myśl nie dawała teraz spokoju kobiecie. Tymczasem mężczyzna odsunął się, po raz kolejny ją zadziwiając.
- Sam jesteś kretynem! – warknęła cicho, w popłochu się rozglądając. W duchu modliła się, by jego wrzaski nie zwróciły niczyjej uwagi. Jednocześnie odsunęła się od kolumny, nie zbliżając się do przeciwnika zanadto.
Zmęczyła się, zdecydowanie bardziej niż Lynn. Chwilowe zawieszenie broni było Vivian jak najbardziej na rękę. Nie spuszczając wzroku z mężczyzny, powolnie sięgnęła do wiszącej smętnie ozdoby na włosach i odpięła ją, by zaraz schować do saszetki. Nie chciała, by posądził ją teraz o jakieś sztuczki, więc celowo wykonywała aż nadto jawne ruchy. Po całej szarpaninie kok kobiety prawie się rozwalił, ale postanowiła nie poprawiać go w tym momencie. Uniosła głowę i spojrzała na Lynna dumnie i wyzywająco, tak, jakby nic nie zaszło.
- Co niby wytłumaczyć? - warknęła głosem wciąż pełnym wściekłości, której nie potrafiła tak po prostu zdusić.
Przygryzła wargę mimowolnie, gdy przypomniała sobie o pewnym drobnym, kłopotliwym szczególe. Nieznana zawartość kieszeni mężczyzny. Już wcześniej do niej sięgał, a teraz znów miał ku temu możliwość. Żałowała, że nie spróbowała go rozbroić, gdy znajdował się blisko. Zrobiła kilka powolnych kroków w stronę przeciwnika, zatrzymując się w bezpiecznej, ale i pozwalającej na manewry odległości, o ile nie postanowił się odsunąć.
- Nie powinniśmy mówić głośno – odezwała się prawie szeptem, licząc, że tak wymusi skrócenie dystansu.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pią Gru 16, 2016 11:14 pm

Pierwsze chwile wolności spędził na łapczywym braniu oddechu i próbie powstrzymywania przekleństw. Och, oczywiście, miał ochotę ją zamordować, ale nie bardziej niż na parę minut temu, z jednakową świadomością, że tego nie uczyni. Spojrzał na swoje dłonie. Drżały, zauważalnie. Oddałby duszę za możliwość zapalenia, tak zmęczyła go cała walka. Wolał jednak nie sięgać ponownie do prawej kieszeni fraka, w której trzymał papierośnicę, nawet w sposób tak ostentacyjny jak czyniła to ona. Zdecydował się wytrzymać jeszcze chwilę, obiecując sobie spalić po spotkaniu z dawną „koleżanką” całą garść papierosów.
Nim przeszedł do odpowiedzi, miał jej również przytaknąć, że powinni się zachowywać cicho, jeśli mają zamiar się mordować bez świadków lub chociażby przeprowadzić rozmowę. Ale akurat, jak na złość, lokaj przy szatni musiał przestać ignorować dziwne odgłosy dochodzące z holu, upewniając się, że nie są one jedynie wytworem jego wyobraźni. W tym samym momencie, w którym rozległ się niepewny głos pytający „jest tu ktoś?”, ukrył się za najbliższą kolumną, na powrót znajdując się blisko Vivian, tym razem jednak niezainteresowany ani obroną, ani walką, a jedynie ukrywaniem się przez utratą reputacji. Nie miał wątpliwości, że mężczyzna dopowiedziałby sobie już całą historię, bez względu na wymówki, jakich właściwie wciąż nie przygotował.
- Staram się – syknął do niej, dostrzegając światło zbliżającej się lampy i przesuwając się wraz z krokami mężczyzny, aby ich nie dostrzegł. – Suń się, durna babo – dodał jeszcze wściekłym szeptem, by przesuwała się żwawiej, jeśli mieli pozostać niezauważeni. Na ten krótki moment musieli współpracować, aby później w spokoju skoczyć sobie do gardeł. Lynn nie zamierzał tracić czasu, pomimo że kroki nadchodzącego lokaja były aż nadto wyraźne. Mówił najciszej jak potrafił:
- To raczej nic osobliwego, że postanowiłem zagadać do starej… znajomej? – zaczął odrobinę niepewnie, choć nie sposób było poznać tego po jego głosie. – Chciałem sprawdzić co się zmieniło. I widzę, że wciąż jesteś głęboko pogrążoną w swoich przekonaniach kretynką… Jednak ja nic nie mogę z tym zrobić. Za późno dla ciebie na naukę. Baw się dalej, umrzesz młoda i piękna. Nie ma sensu cię pogrążać, doskonale zrobisz to sama… - usiłował tłumaczyć jej swoje zachowanie, wiedząc jednocześnie, że nie będzie potrafił wyjaśnić wszystkiego. Dlaczego więc nie pozwolił jej odejść? Przełknął cicho ślinę, przesuwając się o kolejne cale, w zależności od ruchów lokaja wypatrującego jakichkolwiek nieścisłości.
Słyszał, jak mężczyzna się zatrzymuje i cicho wzdycha. Powstrzymał przekleństwo. Założył, że służący natrafił właśnie na jego zgubiony cylinder. Cóż, będzie musiał wracać bez niego, gdyż nie zamierzał się już upominać. Kroki ponownie rozbrzmiały po wielkim holu. Czyżby wracał w okolice szatni?
- W mojej prawej kieszeni jest papierośnica z zapalniczką. Wyjmij je, proszę. Poczęstuj się – wypowiedział niespodziewanie. Nie chciał sięgać do wnętrza własnego okrycia sam, nie wzbudzając jej niepokoju, a jednocześnie po raz kolejny miał zamiar pokazać Vivian, że nie miał złych zamiarów, ruszając dłonią na początku ich „walki” do owej kieszeni. – Muszę przyznać, goniłem cię z innym zamiarem… I jak powiedziałem – nie zasługujesz na wolność, ale nie ja ci ją odbiorę; nie miałbym z tego żadnych korzyści… jeżeli nie liczyć niewątpliwej satysfakcji za spełnioną zemstę – kontynuował zmierzając w końcu do prawdy i sedna, łagodnie wysuwając się zza kolumny, usiłując dostrzec, czy zostali już na powrót sami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sob Gru 17, 2016 1:45 am

Ledwo zdążyła się zbliżyć, gdy Lynn nagle ruszył do przodu. Początkowo odebrała to jako próbę ataku, lecz nim zareagowała, usłyszała narastający dźwięk obcych kroków. Szybko skojarzyła ich właściciela i instynktownie, śladami Cavendisha, skryła się za tą samą kolumną. Ponowna bliskość mężczyzny sprawiła, że gniew znów zawrzał w Vivian. Ani trochę nie podobała jej się wizja współpracy, szczególnie gdy Lynn siłą zmusił ją do przesunięcia się wzdłuż obwodu kolumny. Celowo, choć wcale tego po sobie nie pokazała, w trakcie tego pokracznego manewru usiłowała nadepnąć go piętą na stopę, nie szczędząc siły.
Przewróciła oczami i wbiła w niego mordercze spojrzenie, gdy zamiast w ciszy przeczekać inspekcję lokaja, znów zaczął gadać. Sama zamierzała zachować się rozsądnie i nie pisnąć nawet słówka, póki mężczyzna nie postanowi odejść, co okazało się niezwykle trudne – Lynn ponownie poruszył drażliwy temat. Gdyby nienawiść i gniew mogłyby stać się materialne, Cavendish na pewno odczułby ich moc w tej chwili.
- Zamknij się – warknęła w końcu, nie będąc w stanie dłużej się powstrzymywać. Próbowała się uspokoić, więc przymknęła oczy, a zaciskaną od dobrej chwili pięść przyłożyła do chłodnego marmuru kolumny. Zimno materiału czuła też plecami, nawet nie zauważyła, kiedy oparła się o filar całym ciężarem ciała. Nie reagowała, gdy rozległo się westchnięcie lokaja, ani też gdy ponownie rozbrzmiały kroki. W myślach odliczała sekundy.
Ze skupienia wyrwał ją głos Lynna po krótkiej przerwie. Otworzyła oczy ze zdziwieniem i zerknęła na niego, dostrzegając, że mówił jak najbardziej poważnie. Początkowo chciała wykorzystać utraconą wcześniej okazję, by sprawdzić, co znajduje się w tajemniczej kieszeni, lecz wycofała się, gdy tylko jej palce musnęły krawędzi materiału.
- Nie będę ci grzebać po kieszeniach – cofnęła dłoń nieufnie. Co jeśli natrafiłaby na igłę pokrytą trucizną? Wiele słyszała o sztuczkach Inkwizytorów, nie miała zamiaru ryzykować przez zwykłą ciekawość, a tym bardziej przez polecenie mężczyzny.
Kolejne słowa, rozbijające się o resztki opanowania, które z trudem odzyskała. Zgrzytnęła zębami i, wciąż nie odpowiadając na żadne zarzuty, cicho przesunęła się tak, by stać za nim, gdy wychylał się zza kolumny. Zawahała się. Otrzymała teraz niepowtarzalną okazję, by sięgnąć po broń i uzyskać przewagę niezależnie od wszystkiego. Mogła też spróbować uciec, lecz tym samym pewnie zwróciłaby na siebie uwagę lokaja. Zastanawiała się, co uczynić, lecz już nieintensywnie, bo rozwiązanie pojawiło się samo, wbrew rozsądkowi.
- Pojawiłeś się i wszystko spieprzyłeś, czyż nie wystarczająca korzyść? - warknęła nagle szeptem, gdy jeszcze był odwrócony do niej tyłem. Zatrzymała się na moment, niepewna swojej nagłej wylewności, lecz nie rozważała już dłużej. - W co ty właściwie pogrywasz? Myślisz, że uwierzę ci, że nie masz już nic wspólnego z Inkwizycją? Brednie! Myślisz, że nie wiem, że te brudne płaszcze nosi się przez całe życie? Och, pomińmy to! - zaczerpnęła głębszy wdech, cały czas wpatrując się w niego tym samym, gniewnym wzrokiem i sztucznie obojętną twarzą. - Nie masz prawa mnie oceniać. Załóżmy, że byłeś jednym z nich dawniej… ale byłeś! Co, może myślisz, że twoje grzechy są już rozgrzeszone?! Nic nie zmyje win, których dopuszcza się tam, w… - urwała, krzywiąc się ze złości. Zdawałoby się, że nakręca się na nowo, jednak po krótkiej przerwie głęboko odetchnęła. Następne słowa wycedziła przez zęby. - Nie wiesz o mnie nic, co pozwoliłoby ci mnie oceniać.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sob Gru 17, 2016 11:18 pm

Nie zamierzał się przymykać z powodu jej słów, ani nawet brać ich do serca w jakimkolwiek stopniu. Był ostrożny i za nic miał jej obawy, do kiedy tylko był przekonany, że wie co robi.
- Uczyniłbym to sam, gdybyś tylko mi na to pozwoliła – mruknął zniechęcony, ostatecznie decydując się na powstrzymanie rosnącej chęci na zapalenie, aby Vivian nie rzuciła mu się do gardła, gdy tylko drgnie dłonią. Wyjrzał śmielej, ograniczając jednak swoje ruchy do minimum. Nie był pewny, czy znaleźli się już sami, a każdy hałas z pewnością zdradziłby ich i rozwiał wszelakie wątpliwości.
- To ty spieprzyłaś swoją robotę, nie ja. Masz mi za złe, że wybrałem tę samą sztukę? – prychnął, chwilowo na nią nie patrząc. Był opryskliwy i nie zamierzał wracać do uprzejmości, ale zachowywał ogólny spokój, a przynajmniej nic nie zwiastowało rozpoczęcia kolejnej bójki między nimi. – Moja wina w byciu inkwizytorem ma identyczne podstawy, co twoja w posiadaniu przeklętego genu. Tyle samo nosimy w tym grzechu – rozpoczął niejasno, zerkając po raz ostatni na pusty hol, aż w końcu wracając do niej twardym i nieustępliwym spojrzeniem – Może kiedyś był to wybór świadomego człowieka. Aktualnie jest to wybór rodziców, którzy chcą, by ich dzieci były ważne lub ludzi mających jako alternatywę stryczek – rzucił, wzruszając ramionami. Nie tłumaczył się dalej, nie zamierzał przeciągać dialogu, jeśli nie zrozumiała tego za pierwszym razem. Nie zależało mu aż tak bardzo, mówił dla własnej przyjemności, przeklinając wszystkie nauki, jakie pobrał w inkwizycyjnej akademii. – Niektórzy z tego wyrastali, a inni dopisywali do swoich morderstw coraz to nowe ideologie, jakby to miało ich rozgrzeszyć… - ostatnie słowa wypowiedział już tak cicho, że kobieta mogła mieć problemy z dosłyszeniem ich.
Nie przekonywał jej, dał sobie spokój, gdy na nowo poznał okazany mu upór. Odsunął się od kolumny stając naprzeciw, aby wygodniej prowadzić rozmowę.
- Jakie to ma teraz znaczenie? – zapytał z rozbawieniem. Niezależnie od jego fuchy, zachowanie, jakim ją obdarzał dawało jednoznaczne znaki, mówiące „nie mam zamiaru prowadzić cię na stos”. – Nie udowodnię ci tego, mając do dyspozycji jedynie słowa. Dzień, w którym widziałaś mnie ostatnim razem, był również ostatnim dniem, kiedy nosiłem inkwizycyjny płaszcz. – mówił spokojnie, urzeczony tą chwilową szczerością. Zbyt długo musiał udawać, że scena sprzed trzech lat nigdy nie miała miejsca.
Kobieta, którą przeklinał za niedoprowadzenie swojego celu do końca, teraz stała się powierniczką jego najskrytszych myśli, kłębiących się w jego głowie nie przez wstyd, ani zawiść, a zwyczajną samotność, powodującą, że nie miał kogo obarczyć swoimi jednakowymi, wciąż niezmiennymi problemami. Nie miał już do kogo otworzyć ust, więc biada Vivian, jedynej na świecie znającej scenariusz bitwy pod Wzgórzem Wisielców.
- Nie znam cię, to prawda – przytaknął jej grzecznie, ale oczywiście, nie byłby sobą, gdyby zostawił to bez zachowania okrutnej równowagi. – Ale nie mów mi, że nie mam prawa cię oceniać, po tym co zrobiłaś. Dałaś mi ku temu wystarczająco wiele powodów. Morderstwo nie przychodzi łatwo z początku, prawda? – zapytał, nawiązując do tego, co miał nieszczęście widzieć, nim dopadła do niego. – Nie wspominając już o kopaniu leżącego… - wspomniał jeszcze, w dosyć łagodnych słowach określając to, czym uraczyła go Vivian.
- Po prostu mam nadzieję, że pewnego dnia zdążę przyjść na czas, gdy już usłyszę o nadchodzącej egzekucji „Matki Koszmarów”… - wzruszył ramionami, podsumowując wcześniejszą wypowiedź, obserwując ją badawczo.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 18, 2016 2:40 am

Zerkała wciąż nieufnie na tę feralną kieszeń, krzywiąc się tylko, gdy Lynn wypowiedział swój zarzut. Podniosła wzrok, celując nim w jego oko, po czym warknęła i skrzyżowała ręce pod biustem.
- Czy ja ci czegoś zabroniłam? Weź sobie te cholerne papierosy!
Gdyby się na to zdecydował, obserwowałaby uważnie każdy najmniejszy ruch mężczyzny, na wypadek jakby jednak coś knuł. W innym przypadku ponownie przewróciła oczami, mrucząc niewyraźnie obelgi pod adresem Lynna.
Przygotowała się na to, że jej wylewność wywoła jeszcze większe rozgadanie ze strony mężczyzny.  Chyba nie byłby sobą, gdyby w takim przypadku powstrzymał się od mówienia. Zacisnęła usta w wąską linijkę, przygotowując się na kolejną falę prowokujących słów, zdolnych do pchnięcia jej ku całkowitemu wzburzeniu.
- Tak. Mam  - odpowiedziała brutalnie szczerze. - To miał być tylko miły wieczór, spędzony na obcowaniu z najwspanialszym rodzajem sztuki. I gdzie to się wszystko skończyło? Goniłeś mnie tylko po to, by powiedzieć mi, jaka zła i okropna jestem? Doprawdy, mogłeś sobie darować.
Wypuściła powoli powietrze z płuc, błądząc wściekłym spojrzeniem po sylwetce Lynna. O ileż prościej by było, gdyby usiłował ją pojmać, a ona szczęśliwie zbiegłaby przed tragicznym losem.
- Dziecko nie wybiera. Dorosły owszem – odparła krótko, jakby zaledwie tyle miała na ten temat do powiedzenia, a przez jej twarz przebiegł nieokreślony grymas. Zaraz po tym odwróciła głowę, spoglądając gdzieś w bok. Nigdy nie myślała o tym w ten sposób. Zawsze postrzegała Inkwizytorów jako zwykłych zbrodniarzy, wykorzystujących odmienność wiedźm do zaspokajania swoich chorych żądzy. Żądzy zadawania bólu, sprawowania władzy, siania terroru. Zagryzła wargę. Nawet jeśli wybór nie był tak do końca ich, czy to coś zmieniało, skoro chętnie dalej podążali tą ścieżką?
Otrząsnęła się, znów patrząc na Lynna hardo. Przesunął się tak, że stali naprzeciw siebie, tym razem nie dążąc już ku walce. Przynajmniej na razie. Teraz dostrzegała jego bierne zachowanie, choć wcale nie zamierzała mu wierzyć. Za wcześnie na ufność, zresztą… wciąż byli wrogami. Miała okazję przyjrzeć mu się dokładnie. Niechętnym spojrzeniem błądziła po jego twarzy, zauważając opuchnięcia wywołane jej uderzeniem. Zmrużyła powieki, ponownie uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
- I co niby cię pchnęło do tej ogromnej przemiany duchowej? - warknęła, nie wspomniawszy nawet słowem, że oboje są dzisiaj innymi ludźmi, przynajmniej powierzchownie. - Nie moja chyba w tym zasługa? A może to sama Inkwizycja z ciebie zrezygnowała? Sądząc po stanie, w jakim cię zostawiłam, niewiele było z ciebie pożytku…
Na wargi Vivian pchało się jeszcze pytanie, jakim cudem przeżył, lecz nie zadała go. Być może podświadomie nie chciała wiedzieć. Opuściła jedynie ręce wzdłuż ciała, przypadkiem muskając przez materiał sukni rewolwer, przypięty w kaburze do uda. Wciąż pamiętała o nim, gdyby z jakiegoś powodu musiała go użyć.
Drgnęła lekko, gdy wypowiedział pytanie, dodając jeszcze po nim aluzję do ich poprzedniego spotkania. Wykrzywiła usta w wymuszonym uśmiechu, który nie miał odbicia w oczach kobiety.
- A… może ty mi powiesz? W końcu masz pewnie równie bogate doświadczenie, co ja. Jak to było, hmm? Podziel się ze mną tą historią, jak to było zacząć? Bo ja… - zawahała się na moment, dłuższy do tej pory w ich rozmowie, ale w końcu pozwoliła słowom płynąć. Mówiła powoli, ważąc każde z nich. - To było straszne. Byłam sama. Prawie. Poza mną była tam tylko czarownica, która musiała wprowadzać się w trans, by korzystać ze swojej mocy. Miałam z nią zostać dla jej bezpieczeństwa, chociaż nic nie powinno nam grozić. Nie umiałam wtedy jeszcze panować nad swoją mocą. Bałam się. Bardzo. Domyślasz się pewnie, co się stało? - przerwała, ale nie czekała na odpowiedź Lynna - Zjawił się tam Inkwizytor. Dorosły mężczyzna. Nie miałam z nim najmniejszych szans. Nie chcę wdawać się w zbędne szczegóły,  lecz niewiele brakowało, byśmy nigdy się nie spotkali - uśmiechnęła się szerzej, wciąż z przymusem. - Ale złapałam rewolwer. Zamknęłam oczy, nawet nie celowałam. Nie spodziewał się tego po mnie. Miałam szczęście.
Wzruszyła na koniec ramionami. Nie dopowiedziała mu reszty historii swojej pierwszej walki z Inkwizytorem. Szybko też pożałowała, że w ogóle zdecydowała się mówić. Była ciekawa, jak zareaguje, lecz jaki tkwił w tym sens? Nie spodziewała się, by zrozumiał, więc jedynie dała mu więcej powodów do oceniania.
Zdążyła wpaść już we wręcz melancholijny nastrój, gdy nagle Lynn znów sprawił, że krew jej zawrzała. Zmarszczyła brwi i zacisnęła dłonie w pięści, całą siłą woli powstrzymując się od pochopnych czynów.
- Obawiam się, że możesz się nigdy nie doczekać – warknęła. Zaraz po tym cofnęła się o krok. A gdyby teraz spróbować odejść?...

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 18, 2016 5:12 pm

Zamrugał, nie do końca wiedząc co robić. Jeśli jednak miał spędzić jeszcze chwilę prowadząc tę niewątpliwie stresującą rozmowę, wolał spróbować raz kolejny. Sięgnął do kieszeni ruchami tak nienaturalnymi i możliwe wyraźnymi, że przez chwilę wyglądał, jakby odgrywał przez Vivian pantomimę, której znaczenie miała odgadnąć. Z ulgą pochwycił metalowe pudełko i zapalniczkę o wdzięcznym imieniu, nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu pomimo obolałej twarzy.
- Proszę, nie krępuj się. Te po lewej nie są zatrute – zaświergotał, wyciągając ku niej szereg zawiniętych papierosów, pozwalając sobie nawet na żart, gdyż nieufność (choć uzasadniona) zaczynała go coraz bardziej bawić. Sam sięgnął po papierosa, natychmiast wtykając go pomiędzy wargi i odpalając, a dopiero później ewentualnie oddając zapalniczkę Vivian, jeśli ta wykazała chęć do zapalenia. W końcu mogła zaznać błogiej ciszy, bo Lynn przez dobre kilkanaście sekund po prostu delektował się dymem tytoniowym, zaciągając głęboko i uspokajając drżące dłonie.
- Szczerze, goniłem cię z innym zamiarem. Sam twój widok mnie sprowokował, muszę przyznać. Uciekałaś. A ja poczułem się w obowiązku cię gonić. Myślałem… że dasz mi więcej powodów. Ani że nie będę miał więcej wątpliwości. – Ćmił swoją fajkę, a ogarniał go taki spokój i błoga przyjemność, że prawie nie żałował przerwania sztuki. – A później dotarło do mnie gdzie jestem – „I z kim jestem”, dodał w myślach, wspominając Shilvię, której nie zamierzał mieszać w ten bezsensowny konflikt. – Masz mi teraz za złe, że nie posunąłem się dalej? – wciąż nie rozumiał, jak mógłby sobie darować, skoro los podarował mu sposobność zamienienia kilku słów ze swoją niedoszłą morderczynią.  
Westchnął ciężko, zbierając słowa, zastanawiając się, czy w ogóle chce i potrafi wyjaśnić kwestię, jakiej zrozumienie zajęło mu długie lata. Było to dla niego trudne, często żałował. Rozumiał jednak, że mierzył się przeciwko potędze, wobec której pozostawał skazany na porażkę.
- Umysł dziecka potrafi nasiąknąć jak gąbka. Nikt nie przyznaje się łatwo do błędu, zwłaszcza jeśli poświęcił temu lata swojego życia. Łatwiej jest po prostu wierzyć, aż do końca. Zwłaszcza, że wiara ta bywała hojnie doceniana. – Powoli otwierał się jeszcze bardziej, zagłębiając się w przeszłość, jeszcze z czasów akademii. Pojął swój błąd stosunkowo późno, z początku nawet niechętnie odchodząc od pierwotnych nawyków, skoro głaskano go po głowie za każde powodzenie. – Tak, tak to ujmijmy – zachichotał prawie, przeciągając pierwszy wyraz. – Jestem oficjalnie kaleką, nie przydam się już więcej w świętej wojnie – uniósł dłonie w obronnym geście, a w tonie jego głosu na próżno było dopatrywać się żalu. Nie powiedział niczego wprost, ale Vivian mogła się domyśleć, ile w tej oficjalnej opinii było prawdy i jak bardzo jest mu z tym źle. Zresztą, pewnego dnia mogłaby przejść uliczkami Wishtown, zaglądając przez witrynę jedynej w swoim rodzaju pracowni zegarmistrzowskiej. - Może nawet powinienem ci podziękować? - zastanowił się jeszcze na głos, gdyż ta myśl spontanicznie wpadła do jego głowy.
Zatrzymał się, przez chwilę spoglądając na nią jedynie zza uniesionych wysoko brwi. Naprawdę uważała go za potwora. Lynn widział Inkwizycję od strony kuchni, a więc miał okazję poznać nieudolność niektórych pracowników. Znał przecież doskonale grabarza niepotrafiącego używać swojej broni pomimo dogłębnego szkolenia, nie wspominając o innych, ciekawych przypadkach.
Wysłuchiwał jej historii w milczeniu, usiłując połączyć wątki i zalepić luki, których nie potrafił pojąć. Tym razem zdecydował się na pohamowanie złośliwych komentarzy. Broniła się. Przecież postąpiłby tak samo. W jego umyśle mieniła się jako bardziej bezwzględna, pozbawiona skrupułów osoba, nawet czerpiąca przyjemność z zadawania bólu. Ta opowieść nie trzymała się całości. Miał do niej dystans, ale zdawała mu się zbyt osobista, aby mógł sądzić o kłamstwie. Nie zakładał niczego, kiwnął głową na znak, że przyjął do wiadomości.
- A więc do był początek – skomentował jedynie, nie dodając nic więcej na ten temat. Przyszła jego kolej, nie zamierzał tracić tej okazji, skoro mógł się wygadać i zapewne nie mieć już nigdy więcej z tą osobą nic wspólnego. – A ty... przeceniasz moje możliwości – przyznał na początek, w końcu gasząc niedbale papierosa o ścianę kolumny. – Pewnie kogoś zabiłem przez te wszystkie lata, o tak. Ale nigdy bezpośrednio. Dawałem im bronie, unikając świadomości, co mogą z nimi uczynić. Nie ja ciągnąłem za spust, żyłem w sporym dystansie od głównego zamieszania. I to mi odpowiadało. Dziś po raz wtóry przekonałem się, że to wcale nie takie proste – wypowiedział szczerze, wzrokiem otaczając łagodne wybrzuszenie na jego fraku – broń spoczywającą po jego wewnętrznej stronie. Niech wie, bo czemu nie?
- Ale, och, jak mogłem zapomnieć! – Miał ochotę uderzyć się otwartą dłonią w czoło, ale unikał wykonywania tak zamaszystych gestów, aby Vivian nie zechciała sprzedać mu ostrzegawczego strzału w klatkę piersiową. – Mam doświadczenie w torturowaniu wiedźm! – wypowiadane słowa zupełnie nie pasowały do jego radosnego tonu. – W akademii prowadzono właśnie takie, drobne formy uświadomienia. Za wiele nie pamiętam, na każdym przesłuchaniu albo mdlałem, albo rzygałem jak kot – powiedział bez cienia wstydu, śmiejąc się nieco wymuszenie, z żalem przeklinając świat, na jakim przyszło im żyć. I tak, według opowieści innych uczniów, wyszedł na tym całkiem dobrze. Chwilę słabości były niczym w porównaniu dziesiątek nieprzespanych nocy przez widok, jakiego dziecko nigdy nie powinno oglądać.
Dostrzegł jej poruszenie, odczytując zamiary. Nie miał już nic przeciwko, powiedziane zostało tyle, że teraz czuł potrzebę ułożenia sobie wszystkiego w głowie.
- Odejdź, jeśli chcesz. Nie będę cię dłużej zatrzymywać. – Kiwnął głową, odsuwając się o krok i dając jej wolną drogę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Czw Gru 22, 2016 12:00 am

Mimowolnie wykrzywiła wargi w uśmiechu, widząc te przesadzone gesty. Obserwowała uważnie, próbowała też udawać brak zainteresowania, ale gdy wyciągnął ku niej papierosy, spojrzała nań całkowicie jawnie, ponownie zdziwiona tym gestem i niepewna intencji.
Po chwili wahania wzięła jeden papieros, zdobywając się na kiwnięcie głową w podzięce, a zaraz po tym przyjęła zapalniczkę. Była zaintrygowana. W przeszłości, na różnych tradycyjnych spotkaniach czarownic zdarzało się, że palono w kadzidłach bądź fajkach tytoń z różnymi dodatkami, mimo to Vivian nigdy nie miała okazji spróbować czystego tytoniu. Z wielką ciekawością oglądała papieros, a nawet podsunęła go pod nos, próbując wyczuć zapach suszu. Nie brała pod uwagę, że takie zachowanie może zostać odebrane jako wyraz nieufności. W końcu, po wstępnej kontemplacji, wetknęła papieros w usta i odpaliła. Zaciągnęła się głęboko, lekko przymykając oczy.
W następnej sekundzie poczuła ostry, palący dym, wypełniający jej płuca. Zaraz po tym nadszedł odruch kaszlu, na który pod żadnym pozorem nie mogła sobie pozwolić. Automatycznie pochyliła się do przodu i zatkała dłonią usta, by zaraz zacząć pozbywać się dymu ni to urywanymi oddechami, ni to bezgłośnymi kaszlnięciami. Być może gdyby nie doświadczenie i świadomość długiej abstynencji, kobieta pomyślałaby, że Lynn jednak postanowił ją otruć, ale w tym momencie nawet nie przyszło jej to do głowy. Wreszcie wyprostowała się, opanowawszy nagłą niedyspozycję.
- Na święte gaje, co ty palisz, węgiel? - wydusiła z siebie zachrypniętym głosem, zerkając na niego z mimowolnymi łzami w oczach.
Odetchnęła jeszcze kilka razy i zgrzytnęła zębami. Nie chciała wystawić się na kpiny ze strony mężczyzny, co i tak pewnie już się stało, więc zaciągnęła się ponownie, tym razem gotowa na nieprzyjemności.
- A nie masz wystarczająco powodów? Skąd te wątpliwości? - warknęła wciąż zachrypniętym głosem, choć już prawie przywykła do dymu papierosowego. - Gdybyś posunął się dalej, sprawa byłaby czysta, prosta i łatwa do rozwiązania. Wiedziałabym doskonale, co z tobą w takiej sytuacji zrobić – czuła niesamowitą irytację, świadoma ograniczeń, jaką narzucało jej postanowienie. Nie miała jednak zamiaru go łamać. Dotrzymywała obietnic, zawsze, nawet jeśli dawała je sobie.
Przypatrywała mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Słowa Lynna miały sens… jakiś. Vivian mimo wszystko nie chciała rozważać tej tezy w rozmowie, zamierzała zgłębić ją, gdy tylko wróci do Cyrku.
- Co z tego? Pozostają do końca ślepymi, nie wykazując nawet chęci refleksji nad sobą, swoimi czynami, złem, jakie sprowadzają na świat. Inkwizycja jest jak kończyna trawiona przez gangrenę. Jej się nie leczy. Ją się ucina.
Odetchnęła cicho. Wiedziała, że nigdy nie wyzbędzie się tych nienawistnych uczuć względem organizacji. Same były niczym pasożyt, który zagnieździł się głęboko w jej duszy i widocznie naznaczył kilka ostatnich lat życia swoją obecnością. Starała się panować nad nienawiścią. Z różnym skutkiem.
Otaksowała go spojrzeniem od góry do dołu. Ani trochę nie wyglądał na kalekę. Fałszywe oświadczenie, łapówka podarowana gdzieś pod stołem? Wszystko możliwe, nie wyglądał na kogoś z klasy niższej, ani nawet średniej. Uniosła brew z zdziwieniu, gdy wspomniał o podziękowaniu, lecz prychnęła cicho, spodziewając się jedynie kpiny.
Nie zdążyła jeszcze dobrze pożałować swojej wylewności, gdy Lynn skomentował jej wypowiedź i sam zaczął mówić. Słuchała go w milczeniu, tylko momentami delikatnie się krzywiąc i prychając. Z lekkim zdziwieniem przyjęła jego słowa jako prawdę, uznając taką rolę za pasującą do tego człowieka. Po aluzji zabijania krytycznie zerknęła w to samo miejsce co mężczyzna, znajdując potwierdzenie swoich wcześniejszych przewidywań. Miał dużo lepszy dostęp do broni palnej, więc w duchu ucieszyła się, że nie doszło do żadnej strzelaniny.
Nagle zmienił ton wypowiedzi, a jej treść zmroziła Vivian krew w żyłach. Zmarszczyła gniewnie brwi, lecz nim zdążyła w jakikolwiek sposób dać wyraz złości, Lynn zdążył przyznać się do swojej ówczesnej słabości. Nie wpłynęło to w żaden sposób na nastrój kobiety. Spojrzenie wyraźnie zdradzało nienawiść i obrzydzenie, które teraz całą sobą odczuwała.
- To… odrażające… - wydusiła z siebie drżącym głosem. - Jak można zmuszać dzieci, by oglądały takie rzeczy?! Przecież… to jest…
Przesłoniła oczy dłonią, próbując za wszelką cenę pozbyć się wyobrażonych mimowolnie obrazów tych scen. Trwała tak przez chwilę, póki nie spojrzała znów na Lynna bardzo zmęczonym wzrokiem.
- To nie powinno nigdy mieć miejsca...
Gdy cofała się o krok, nawet nie spodziewała się, że tak łatwo rozszyfruje jej zamiary. Zawahała się, ponownie rozważając wszystkie możliwe konsekwencje. Wydawało jej się, że to najlepszy moment, by odejść, mimo to nie była w stanie się to tego zmusić. Najgłębiej zakorzeniony instynkt przetrwania powstrzymywał ją przed odwróceniem się plecami do człowieka z bronią. Zamiast tego, oparła się o kolumnę, intensywnie szukając innego rozwiązania.
- To ciekawe, wcześniej twierdziłeś, że odejdę dopiero po twoim trupie – odezwała się sarkastycznie, grając na czas.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Nie Gru 25, 2016 1:05 am

Zdziwił się jej nagłym przypływem zaufania, ale niczego nie dał po sobie poznać, hamując nawet odruchowe uniesienie brwi, aby nie zaprzepaścić tego, do czego starał się doprowadzić. Nawet nie zauważył, aby faktycznie wybrała te z lewej, zabawne. Wyczekiwał w milczeniu jej reakcji i… stało się! O tak, uwielbiał ten moment. Wybuchnął gromkim śmiechem, a dźwięk ten odbił się echem po całym holu. Prędko zakrył usta dłonią, z lekkim niepokojem zerkając w stronę wejścia. Nie zamierzał jej tego darować.
- Och, nie do końca. Najlepszy tytoń sprowadzany z drugiego końca świata, aromatyzowany wiśnią, ale rozumiem twoje niedowierzanie, niektórym, czy też kompletnym ignorantom pozbawionych kubków smakowych, zdarza się pomylić węgiel z wiśnią; nie mam ci tego za złe – skłonił lekko głowę, choć ton jego głosu brzmiał, jakby w rzeczywistości był obrażony. Mimo że przed podarowaniem kobiecie zapalniczki, doskonale pamiętał o tym, aby ją odebrać z powrotem, to reakcja Vivian rozbawiła go na tyle, że porzucił tę myśl, na rzecz nabijania się z jej prawdopodobnie pierwszej przygody z tytoniem. Oczywiście, nie był inny, a dodatkowo każdy kogo znał, reagował w identyczny sposób, zastanawiając się, jak inni ludzie są w stanie palić to gówno. Zatrzasnął papierośnicę, śmiejąc się w głos.
- Zaraz dokończysz żywota bez mojej przysługi, wszystko idzie zgodnie z planem – śmiał się dalej, komentując jej gwałtowny kaszel i duszenie się. – Ale fakt… miałbym mniejsze wyrzuty sumienia, gdybyś przyłożyła się bardziej. Może wtedy wyświadczyłbym przysługę światu, ot. Innym razem… Spotkamy się w innych okolicznościach. Teraz nie wiedziałbym nawet, co zrobić z twoimi zwłokami – mówił lekko, a uśmiech wciąż nie schodził mu z ust, właściwie sam nie wiedząc, gdzie przebiegała granica między żartem a groźbami. – Powodów mi wystarczy, nie będę jednak brudził sobie rąk. Czujesz się na tyle pewnie, aby zaglądać na publiczne przedstawienia, to kwestia czasu nim cię dopadną – wzruszył ramionami, obdarzając ją nieco złośliwym spojrzeniem. Nigdy nie zamierzał ukrywać, że nie życzy jej do końca dobrze. O szczerość z wrogami było mu prościej, nie musiał się hamować. Rozmawiał z nią jak z dobrą przyjaciółką, paląc papierosa, nim ugasił go o kolumnie w holu.
Nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią, nawet jeśli poruszyła temat, na który niegdyś bał się wypowiadać. Teraz jego zdanie pozostawało wyrobione i nie wstydził się, że pod wpływem wydarzeń i czasu uległo ono zmianie. Postanowił poświęcić jej odrobinę więcej czasu i własnych sił na pokazanie nowej perspektywy, o jakiej być może nie miała pojęcia.
- Ha ha, doprawdy… - roześmiał się, tym razem ciszej. Aż ciężko było mu uwierzyć, że jeszcze przed chwilą szarpał się z stojąca przed nim panną. – Nastawienie godne inkwizytora – wypowiedział, czujnie wypatrując jej najmniejszego grymasu na twarzy. Zagorzałość i przeświadczenie o jednakowym zepsuciu przeciwnej strony już trzymało się jej dobrze. Zmiana poglądów o sto osiemdziesiąt stopni i Voilà – fanatyczny łowca wiedźm gotowy! – Zdziwiłabyś się, ilu z zagubionych ludzi… nie szuka sposobności wyżycia się, nie nadużywając otrzymanej władzy do zaspokojenia prymitywnych pobudek… Są i tacy, którzy odmawiają wykonania rozkazu i inni, wierzący w możliwość „wyleczenia” mutacji, bez – jak ty to ujęłaś – odcinania kończyny. Bezsensem jest… - zaczął, ale wkrótce uderzył się otwartą dłonią w czoło, zerkając na nią przez palce. Posunął się o krok za daleko, zwłaszcza że jeszcze niedawno uznawał ją za niewyleczalny przypadek. – Ale po co ja ci to mówię? Zapomnij – wzruszył ramionami, nie kończąc swojej wypowiedzi.
Nie opowiadał jej żadnej z tych historii, aby wzbudzić w niej jakiekolwiek uczucia. Nie chciał jej żalu ani oburzenia. Mówił dla siebie, dla własnej przyjemności – bo los w końcu zesłał mu osobę, która rozumie jego nastawienie, nawet jeśli się z nim nie zgadza. Pierwszym odruchem na reakcję Vivian była próba załagodzenia tematu, ba – pocieszenia jej, że wcale nie jest tak źle. Och, po co miałby kłamać?
- Sprytne – dokończył za nią urwane zdanie. – Z początku każdy reagował tak samo. Jako dzieciaki zachowywaliśmy się różnie, ale tam, w inkwizycyjnych lochach… każdy pękał. Jednak… muszę przyznać - to miało swój sens. W niektórych przypadkach lekcja spełniła swoje zadanie. Władza jest pociągająca, nawet jeśli można ją wykorzystać przeciwko związanej osobie, ha… - uśmiechnął się, tym razem wyjątkowo żałośnie. – Człowiek ma jedną, paskudną przypadłość… Potrafi się przyzwyczaić do każdego ze stanów. I ja przywykłem. Inni posunęli się o krok dalej – ściszył lekko głos, milknąc na dłuższą chwilę i oddając się wspomnieniom. Nie dodawał już nic więcej, choć w zanadrzu miał wiele historii, które wyryły na jego umyśle trwały ślad. Krzyki wiedźm bywały nieraz codziennym dodatkiem w tle, nawet jedzenie śniadania na zajęcia z medycyny w towarzystwie zwłok do sekcji przestało kogokolwiek dziwić.
- Nie powinno, ale ma to miejsce… wciąż, o ile dobrze orientuję się w nawykach akademii. Jestem jednak zaskoczony, że wywołało to u ciebie podobne oburzenie. Twoje siostry również nie są święte… - obdarzył ją pytającym spojrzeniem, mając nadzieję, że powie na ten temat więcej. Nie chciał jej uświadamiać, jednak słyszał co nieco o praktykach stosowanych w cyrku, w nadziei, że wiele z tych opowieści jest wymysłem Inkwizycji.
Gdy zakończyli swoją wymianę zdań, przewrócił teatralnie oczyma. Właściwie to się wygadał. Wystarczyło, przynajmniej na dzisiaj. Myślami wrócił już do Shilvii i tego, co jej opowie jako wymówkę.
- Taki był plan, jednak chyba… pomyliłem się w obliczeniach. Może kiedyś. Gdy będziesz miała większe szanse… - nie mógł się powstrzymać od mrugnięcia. Był zmęczony i obolały, a w dodatku przegapił cudowne przedstawienie, ale właściwie… nie bawił się wcale najgorzej. – Pójdę przodem. Tylko… Och, zdradź mi, proszę, swoje imię. Coś czuję, że może się przydać. – Nie dodał już „w ogłoszeniach na murach, obwieszczających kogo dziś palą na stosie”, ale nic więcej nie miał na myśli. Już miał się odwracać i kierować do szatni, gdzie zamierzał poczekać na Shilvię, gdy do głowy wpadła mu jeszcze jedna myśl:
- Jeszcze jedno… Wyglądam… ekhem, znośnie? – Słowa te ciężko przeszły mu przez gardło, ale był do nich zmuszony, jako że po raz kolejny Vivian była ostatnią osobą, która mogła go poinformować o obecnym stanie bez zadawania zbędnych pytań. – Muszę tam wrócić. Wolałbym jednak, aby nie komentowano mojej aparycji jako obiektu przemocy w rodzinie… - ostrożnie dobierał słowa, łypiąc na nią spode łba.
Gdy już odpowiedziała mu na ostatnie pytanie, doradziła lub nawet przypudrowała nosek, odszedł, kiwając głową na pożegnanie, nie odwracając się już więcej. Skierował się do szatni, zapewne zastając zdziwione spojrzenie lokaja. W końcu musiał się dowiedzieć, jak potoczyły się dalsze akty i czy zemsta zakochanego młodzieńca została spełniona. Miał szczerą nadzieję, że główny bohater wykazał się większą stanowczością niż on sam.

/zt

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Vivian
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pon Gru 26, 2016 7:11 pm

Rozważyła wszystkie za i przeciw, nim zdecydowała się sięgnąć po ten nieszczęsny papieros. Pozwoliła zwyciężyć ciekawości tylko dlatego, że ryzyko oceniła jako stosunkowo niskie, a na dodatek miała zamiar zapobiegawczo wypić odrobinę odtrutki tuż po zakończeniu rozmowy. Antidotum było prezentem od starej znajomej i jeszcze nigdy nie zawiodło młodej czarownicy. Dlatego Vivian zawsze miała przy sobie tę niewielką, szklaną buteleczkę.
Spojrzała krytycznie na Lynna, gdy tylko wybuchnął śmiechem. Oczywiście wykorzystał okazję do kpiny, lecz Vivian nie miała zamiaru wdawać się w czcze szyderstwa, więc zignorowała jego słowa,  powoli wypuszczając kłąb dymu przed siebie. Próbowała doszukać się wspomnianej wiśni w tym specyficznym posmaku tytoniu, lecz czuła jedynie piekącą gorycz. Prychnęła raz jeszcze, ubolewając nad gustem mężczyzny.
Kobieta zmrużyła oczy, gdy Lynn odpowiedział na jej wcześniejsze pytania. Nie dziwiły jej odczucia mężczyzny, były całkowicie naturalne. Miał powód, by się mścić, a fakt, że zmarnował okazję…  Nie mogła narzekać, choć w głębi duszy bawiło ją, jak źle jej życzy, nie mając nawet odwagi, by własnoręcznie wyrównać rachunki.
- I wzajemnie – zdecydowała się na niejasną odpowiedź, dopalając papierosa chwilę po nim.
Po raz kolejny porównał ją do Inkwizytora. Niegdyś zareagowałaby gniewem, teraz poczuła jedynie wstyd. Nie dała tego po sobie poznać, spoglądając na Lynna hardo. Utrzymała to spojrzenie przez całą jego wypowiedź, na koniec jedynie uśmiechając się paskudnie.
- Z rozkoszą zapomnę, większych bzdur w życiu nie słyszałam – skłamała gładko, gdyż wiedziała, że nie zapomni, a przemyśli dokładnie, co ostatnimi czasy było jej swoistym rytuałem. Uciekła spojrzeniem i zamknęła na moment oczy. Ta rozmowa ciążyła jej coraz bardziej, miała ochotę uciec, lecz pamiętała, jak usiłował zatrzymać ją poprzednio.
- Sprytne? Może i tak – warknęła z tym samym obrzydzeniem, które wciąż odczuwała. Nie patrzyła na Lynna, a z jego tonu głosu nie była w stanie odczytać nastroju. Kiedy odsłoniła oczy, wydawał się rozmyślać głęboko, lecz wkrótce zaczął ponownie mówić, odpowiadając na jej kolejny zarzut. Zmarszczyła brwi, ale nie pozwoliła się sprowokować do nadmiernej wylewności.
- Nie przypominam sobie, by któraś uczyła dzieci tortur – odpowiedziała jedynie ze złością, opierając się na własnych doświadczeniach. Prawie. Być może nie powiedziała do końca prawdy, lecz Lynn nie musiał znać szczegółów jej prywatnego życia. Trzymała głowę uniesioną w górę, nie spoglądając nawet na niego, w rzeczywistości nieco unikając kontaktu wzrokowego.
Skrzyżowała ręce pod biustem i spojrzała na niego posępnie.
- W innych okolicznościach ty możesz nie mieć zbyt wielkich szans – warknęła, ponownie sięgając po fałszywe groźby.
Początkowo, gdy zapytał o imię, uniosła jedynie brwi w górę w grymasie zdziwienia, lecz zaraz po tym roześmiała się krótko, nieszczerze. Wymianę godności uważała za całkowicie bezsensowną, przynajmniej dla niej.
- Skoro tak pięknie prosisz… Vivian. Zapamiętaj, bo pewnie przyda ci się, gdy następnym razem będziesz chciał mnie przeklinać.
Z ulgą przyjęła oświadczenie Lynna, że wycofa się pierwszy. W napięciu oczekiwała, aż odejdzie, jednocześnie planując już jak najbezpieczniejszy powrót do Cyrku, gdy nagle mężczyzna odezwał się raz jeszcze. Prychnęła kpiąco.
- Oczywiście, że nie – odparła ze złośliwym uśmiechem. - W tym momencie pomogłaby ci jedynie papierowa torba, no ale niestety nie mam żadnej pod ręką – omiotła spojrzeniem już lekko fioletowe opuchnięcia, ślady niedawnych ciosów. - Komentarzy w żaden sposób nie unikniesz.
Odczuwała pewnego rodzaju satysfakcję, chociaż w świetle faktów nie powinna była posunąć się do walki wręcz. Zamarła w bezruchu, oczekując, aż wreszcie odejdzie. Wciąż nie rozumiała, co właściwie się wydarzyło, jakimi motywacjami tak naprawdę kierował się mężczyzna i czemu zrezygnował z możliwości zemsty. Nielogiczne i podejrzane. Skrzywiła się, świadoma, jak wiele razy niepotrzebnie straciła panowanie nad sobą. Vivian doskonale wiedziała, że to przez ostatnie przełomowe wydarzenia, jak i szok spowodowany niespodziewanym spotkaniem. Że też jak na złość Lynn pojawił się, gdy podjęła tak wiele trudnych dla siebie decyzji. Miała szczerą nadzieję, że ich ścieżki już nigdy więcej się nie splotą.
Po odczekaniu dłuższej chwili i poprawieniu włosów, zdecydowała się w końcu opuścić teatr. Przedstawienie wciąż trwało, lecz zapewne chyliło się już ku końcowi. Z wielką ostrożnością wymknęła się z budynku, choć nie dała rady schować się przed czujnym wzrokiem lokaja. Kobieta nie była pewna, czy połączył ją z wcześniejszymi hałasami, lecz nawet jeśli, nie zatrzymał jej. Na szczęście. Nie dostrzegła nic niepokojącego przed gmachem, więc prędko wmieszała się w tłum ludzi, a później skierowała w drogę powrotną do Cyrku, cały czas pilnując, czy nikt jej nie śledzi.

[z/t]

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494
Shilvia
Hodowca
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Czw Gru 29, 2016 7:04 am

Zaczęła mocno żałować, że go tu w ogóle wyciągnęła. Mieli przyjemnie spędzić razem wieczór: ona mogła w końcu pójść do tego tajemniczego miejsca, o którym słyszała tyle rzeczy i przekonać się na własnej skórze, czy naprawdę jest tam tak fajnie jak mówią, a staruszek mógł w końcu się troszeczkę rozerwać i wyrwać się rutynie. Strasznie dużo ostatnio przeżył (a ona razem z nim), należało mu się, ale jak widać on znowu gdzieś się zawinął, przez co nie mogła skupić się na dalszej części spektaklu. W pewnym momencie zaczęła się tak wiercić w miejscu, że aż inni widzowie zaczęli jej posyłać gniewne spojrzenia, musiała się więc jakoś opamiętać, lecz z każdą chwilą było coraz gorzej. Ostatnio zdarzało się, że wracał następnego dnia do pracowni pobity, albo bez oka, a dziś miała złe do tego przeczucia.
Czas jednak mijał, a Lynn nie wracał.
Po dwóch godzinach, które wydały się być wiecznością, nagle wszyscy dookoła wstali i zaczęli bić brawo. Shilvia obruszyła się. Tak była zaabsorbowana myśleniem gdzie ten zgred się podziewa, że nie zauważyła że spektakl już się skończył. Wszyscy powoli zaczęli opuszczać salę. Przeleciał ją zimny dreszcz.
O ile wcześniej tylko się niepokoiła, to wpadając w tłum ludzi zaczęła powoli panikować. Krzyknęła parę razy “Panie Cavendish”, ale skupiała tym na sobie zbyt dużą uwagę nieproszonej publiczności więc musiała obrać inną taktykę. Zaczęła więc krążyć po sali w poszukiwaniu wysokich, jednookich chuderlaków, ale poza paroma pomyłkami tego jej nadal nigdzie nie było.
Ludzie ubywało i ubywało, a po zegarmistrzu nadal ani śladu, chyba jej tu nie zostawił? Pewnie znowu wpędził się w jakieś kłopoty. Może ktoś go zadźgał w toalecie? Święty Boże. Dziewczyna usiadła zmęczona w kącie i złapała się za głowę, myśląc że już go nie zobaczy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 268
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pią Gru 30, 2016 4:10 am

Przy szatni tuż po zakończeniu spektaklu, zgromadził się pokaźny tłum ludzi, więc postanowił dokładnie w tym momencie odszukać Shilvię, aby w końcu opuścić to miejsce i odprowadzić dziewczynę bezpiecznie do domu. Miał serdecznie dosyć kontaktu z innymi, marzył wyłącznie o znalezieniu się w zaciszu własnych czterech ścian, gdzie będzie mógł na spokojnie przeanalizować zaistniałe wydarzenie. Jako że przerastał co niektórych o głowę, dostrzegł ją całkiem prędko, zauważając również, że i ona najwyraźniej go poszukuje. Już miał odpowiadać na jej wołanie, gdy zrozumiał jedno – zwraca na siebie zainteresowane spojrzenia innych. Vivian nie kłamała, ślady bojki musiały być najwyraźniej widoczne i bynajmniej nie powinien mieć sposobności zarobić żadnego z tych obrażeń podczas trwania przedstawienia, gdy jeszcze przed przerwą wyglądał zupełnie normalnie, a dodatkowo dzierżył pod pachą cylinder.
Usunął się więc z pola widzenia, nim ktokolwiek zdążyłby się mu lepiej przyjrzeć lub co gorsza – zadawać niechciane pytania. Stanął w cieniu korytarza, przepuszczając rzednący z każdą chwilą tłum ludzi, nawet na moment nie spuszczając z oczu Shilvii, zastanawiając się jedynie, co ona do cholery wyprawia. Gdy w pomieszczeniu zostały pojedyncze osoby, wysunął się z cienia, podchodząc do dziewczęcia i lekko stukając laską o marmurową podłogę.
- Mogę wiedzieć, co ty wyprawiasz, Shi… Simon? – stanął nad nią, obdarzając ją surowym spojrzeniem zza zmarszczonych brwi. – Nie przynoś mi wstydu. Idziemy już – oznajmił twardo, wyczekując aż wstanie. Jeśli udało jej się to uczynić, wkrótce zdecydował się na kilka słów wyjaśnienia, okazując niecodzienną łaskę, bo na co dzień nie czuł podobnej potrzeby tłumaczenia się osobie, którą można zbyć machnięciem ręką. – Spotkałem starą znajomą, nasze spotkanie przedłużyło się, a ja nie chciałem wchodzić w trakcie trwania przedstawienia, aby nie przeszkadzać innym – rzucił oschle, a jego wyraz twarz jawnie pytał: „zadowolona? Możemy już iść?”.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
 
Hol główny w teatrze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta :: Teatr-
Skocz do: