IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hol główny w teatrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 311
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Hol główny w teatrze   Wto Lis 08, 2016 9:31 pm

First topic message reminder :


Miejsce, które należy przebyć, aby znaleźć się na widowni podczas przedstawienia. Bogate, znaczone na każdym możliwym fragmencie przesadnym przepychem, zdobione pokaźnymi, ciągnącymi się aż do sufitu o wysokim sklepieniu kolumnami. Marmurowa podłoga na środku wyłożona jest ciemnoczerwonym dywanem, od wielkich drzwi poprzez schody, aż do szatni, gdzie można zostawić swoje okrycie wierzchnie. Pomimo że na holu nie znajduje się nic ciekawego, na całej długości, po jego bokach umieszczone są korytarze z barierkami, w celach niewątpliwie obserwacyjnych lub jak kto woli - aby pokonać drogę z pierwszego piętra na podłogę holu skrótami, ignorując znajdujące się w pobliżu schody.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Lynn Cavendish dnia Nie Gru 18, 2016 2:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn

AutorWiadomość
Shilvia Cavendish
Hodowca
avatar

Liczba postów : 135
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sob Gru 31, 2016 3:56 am

Nawet gdyby odcięli jej uszy, rozpoznała by ten diabelski stukot. Zadarła natychmiast głowę. A jednak o niej nie zapomniał. Przez chwilę poczuła taką euforię, że na jej twarzy pojawił się wielki banan. Była skłonna zapomnieć mu to że ją zostawił tam samą, taka była szczęśliwa, że jednak był cały, lecz trwało to tylko kilka sekund, gdyż przyjrzała się w końcu jego twarzy.
Nagle spochmurniała i z przejęciem wstała na równe nogi. - PANIE CAVENDISH, CO SIĘ... - Niemalże krzyknęła, ignorując jego nieprzyjemny ton (zdążyła się już do tego przyzwyczaić), lecz widząc, że skupia na sobie uwagę tych paru osób, które jeszcze nie wyszły, nie dokończyła. Spuściła tylko głowę i mruknęła cicho. - Przepraszam…
Ubrali się w swoje płaszcze i w końcu wyszli z teatru, po czym skierowali się w stronę miasta, nie wymieniając ze sobą ani słowa. Na ulicach ze względu na ziąb i późną porę nie było prawie nikogo, bardzo dobrze. Wstrzymywała się jeszcze z rozmową, ale denerwowała się coraz bardziej. Znowu wpakował się w jakieś kłopoty, jak on mógł? Wystarczy, że spuści się go ze wzroku na pięć minut, by ktoś mu nie obił mordy, aż trzęsła się ze złości.
Nagle, pośród nocnej ciszy, rozniósł się głos. - Fajna sprawa… Ten teatr. - Mówiła nie patrząc mu w oczy. - Niech pan naprawdę żałuje, że pana nie było…
Nie chciała o tym teraz wspominać, ale jak już otworzyła usta to na pewno nie zamknie się do jutra, kiedy będą razem w pracowni. W końcu się buc dowie, że nie może sobie tak postępować o. - Widzę, że dobrze się pan tam bawił ze swoją znajomą. - Wypluła jadowicie i spojrzała na niego pełna wyrzutu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 311
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pon Sty 02, 2017 1:45 am

Widział jej niezadowolenie, a jednak powstrzymała się od obwieszczenia go w dosadniejszy sposób przy wszystkich, za co był jej wdzięczny. Przytaknął jej, nie dodając już nic. Nie spodziewał się, że tak łatwo pójdzie, zwłaszcza po natłoku jego wszystkich wypadków. Z ulgą opuścił teatr, jeszcze raz krocząc po pamiętnym holu, ukradkiem rozglądając się, w celu wyszukania ewentualnych śladów walki, jakie mogli nieuważnie zostawić. Wszystko grało, poza zgubionym już na wieki dowodem zbrodni - cylindrem, po którym ostatecznie nie będzie bardzo płakał. Wyszli na zewnątrz, a do końca towarzyszył im odgłos stukającej o marmur laski.
Gdy już zdążył uwierzyć, że temat jego zniknięcia został na wieki zapomniany, ona na nowo go poruszyła, zaczynając początkowo niewinnie. Otulając się szczelniej szalem, spróbował przenieść rozmowę na bezpieczniejsze tory:
- Widziałem to przedstawienie już wielokrotnie wcześniej, co prawda z inną obstawą. Zawsze zachwyca mnie jednakowo. Z pewnością zajrzysz tu jeszcze nieraz. – mówił, właściwie zgodnie z prawdą. Próbował sobie przypomnieć szczegóły ostatniego spektaklu, co przyszło mu ze sporym trudem. Ileż to już lat minęło? Zbyt wiele. – Przypomnij mi… Jakie zakończenie spotkało głównego bohatera? – dopytał, chcąc ją zająć tym tematem, nim przejdzie do bardziej męczącej części. Wolał się pospieszyć, odprowadzić Shilvię do mieszkania i złapać czym prędzej powóz, aby w zaciszu swojej posiadłości położyć lodowaty okład na obitą twarz, w nadziei, że to cokolwiek jeszcze pomoże. Jutro w końcu czekał go normalny dzień w pracy, a nie mógł się przecież wiecznie tłumaczyć klientom, stosując tę samą wymówkę. Wypadki przy pracy zdarzały się często, ale jaka maszyna mogłaby mu nabić siniaka pod okiem?
- Nie interesuj się – uciął prędko, zaciskając wargi w poziomą kreskę. Nieraz zdawać by się mogło, że Lynn byłby skłonny opowiedzieć Shilvii o wszystkim. Poza tym, co naprawdę chciała wiedzieć. Nie miał zamiaru jednak wysłuchiwać wykładu od nieznającego świata dziecka. Ten wieczór był i tak wystarczająco dziwny. – Bawiłem się wybornie, jednak niestety, nigdy więcej jej nie spotkam, więc proszę, nie zaprzątaj nią swojej małej główki – zdecydował się ostatecznie dorzucić kilka słów wyjaśnienia, nie do końca wiedząc, co zamierzał przez nie osiągnąć. Chciał zakpić? Uspokoić ją, że już nie ma się czym martwić? Był przekonany o prawdziwości swoich słów. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo mógł się wtedy mylić.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Shilvia Cavendish
Hodowca
avatar

Liczba postów : 135
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pon Sty 02, 2017 8:04 pm

Zmarszczyła srogo brwi. Ewidentnie chciał ją spławić. Phi, niech sobie próbuje! Tym razem się już tak łatwo nie podda bez walki. Z szyją ze względu na jego stan wtedy mu odpuściła, a później nie było co rozdrapywać sprawy (póki co). Z okiem to było już zupełnie co innego, ale i wtedy postanowiła po nim tak nie jeździć, bo obydwoje byli równie przerażeni, lecz teraz? Teraz nie miał żadnej taryfy ulgowej! Oj, odechce mu się obrywać po mordzie jak już ona z nim skończy!
Zacisnęła dłonie w piąstki i znów bezpiecznie uciekła wzrokiem przed siebie, o tak, by sprawiać wrażenie, że jego słowa w ogóle nie robią na niej wrażenia. Wydęła usta. - Humpf - burknęła. - Jakby zdecydowałby się pan jednak dotrzymać obietnicy i jednak zaszczycić mnie swoją obecnością na siedzeniu obok to nie musiałby pan pytać. - Całkowicie już porzuciła pozory, że da się jakoś udobruchać. Tak szczerze to sama nawet nie mogła się na tyle skupić na przedstawieniu, by śledzić akcję. Wszystko jak zwykle przez niego!
- Och, jest pan taki pewien? - Zaczęła cedzić przez zęby. - Po tak dobrej zabawie kobiety zazwyczaj wracają po więcej, nieprawdaż? - Trochę kpiła z niego. - Tym bardziej, że jak widać wzięła ze sobą fanta. - Zauważyła brak cylindra. Poczęła go mierzyć gniewnym wzrokiem. - Chyba, że to coś pod okiem to nie malinka, hm? - Już w ogóle nie kryła się z tym o co miała do niego żal. Będzie nieugięta.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 311
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Wto Sty 03, 2017 8:10 am

Jeśli Shilvia miała w planach nie osiwieć przed skończeniem szesnastego roku życia, całkiem rozsądnym pomysłem było przestać się przejmować różnymi, często samobójczymi wyskokami Lynna. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. On również zdążył się do niej przywiązać, a co za tym szło, nie chciał dopuścić, aby ktokolwiek ją skrzywdził. Jednocześnie jednak stawiał ich na zupełnie innej pozycji – swoją podopieczną uważał za dziecko niepotrafiące postawić samodzielnie kroku w tym samolubnym świecie, samemu będąc dorosłym człowiekiem, za wszelakie uszczerbki mogącym czuć żal wyłącznie do siebie.
- Słuchaj, mądralo – zaczął nieco sceptycznym tonem, podejmując temat, gdy już nabrał pewności, że dziewczyna nie odpuści. – Wiem, co robię. Pilnuj więc swojego nosa. Gdyby zależało mi choć w jednej setnej tak, jak mi aktualnie nie zależy, z pewnością spełniłbym dane słowo. Przecież cię nie zostawiłem! O co ta cała gadka? – prychnął rozdrażniony, odruchowo przyspieszając kroku, a więc jeśli chciała za nim nadążyć musiała porządnie wyciągać nogi.
Oddalili się już od teatru i pomimo korzystania z dość uczęszczanych uliczek, na których wciąż krzątali się ludzie, zrezygnował z nazywania jej chłopięcym imieniem. W połowie poczuł się już na tyle bezpiecznie, a w połowie zrobił to z rozpędu, denerwując się coraz bardziej i wczuwając w zacięty dialog.
- Oho, znawczyni kobiet się znalazła – zakpił, musiał ukryć zdziwienie spowodowane jej słowami. Wkraczała na dosyć niebezpieczne tereny, czego by się nie spodziewał po Shilvii, a przynajmniej jeszcze nie teraz. – Proponuje ci spuścić z tonu – ostrzegł ją, rzucając wściekłe spojrzenie. I on nie zamierzał ustępować; w tej sprawie chciał, aby ostatnie słowo należało do niego. Miała jeszcze szansę się wycofać, nim da się wplątać w najprawdziwszą awanturę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Shilvia Cavendish
Hodowca
avatar

Liczba postów : 135
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Wto Sty 03, 2017 9:42 pm

Jeżeli chciał ją jeszcze bardziej rozzłościć to mu się z niebywale dobrym skutkiem udało. Im więcej słów wydobywało się spod jego ust, tym bardziej miała ochotę mu przywalić (lub też ugryźć w rękę). Wiele potrafiła znieść, ale nienawidziła tego jak traktował ją jak dziecko, co w sumie robił cały czas, ale w tej sytuacji działało to na nią jak czerwona płachta na byka, wydęła aż policzki ze złości, a to że zegarmistrz przyspieszył w ogóle jej nie przeszkadzało, ba, sama sunęła przed siebie tak, że zapewne przebiła by mur ceglany.
- O co ta cała gadka się pan pyta? O co? - Huknęła na niego gniewnie, zupełnie jak nie ona.- A o to, że następnym razem zamiast cylindra, może panu zabrać sobie drugie oko, albo jeszcze lepiej rękę! Wtedy też pan będzie udawał, że nic się nie dzieję? Ciekawe co wtedy pan powie klientom, hm?! - Niemalże zaczęła krzyczeć nie zważając uwagi na ewentualnych przechodniów.
Mimo, że była bardzo emocjonalną osobą, zazwyczaj starała się nie pokazywać tego tak wprost. Mijało się to trochę z celem, gdyż on i tak widział chyba najwięcej ze wszystkich ludzi, a i tak samo ukrywanie nie wychodziło jej najlepiej. Lecz tym razem było inaczej. Czuła, że ten wybuch emocjonalny różnił się od tych wcześniejszych, o wiele. Było jej z tym nieswojo. Im dłużej przebywała z tym mężczyzną tym bardziej nie wiedziała co do niego czuć. Nie było to już bezpieczne “zostaję z nim tylko dla długu i bezpieczeństwa”, ale też mimo jego oschłości i zwyczajnego chamstwa dostrzegła również, że pojawiło się między nimi coś innego, coś czego nie potrafiła nazwać i coś czego dawno już nie doświadczyła (o ile w ogóle). Jednak wątpliwości nie dawały jej spokoju, przez co zachowywała się bardzo dziwacznie.
- A żeby pan wiedział, że wiem coś o kobietach! To, że noszę pantalony nie znaczy, że nią już nie jestem! - Mówiła właściwie bez sensu. Tak naprawdę nie miała pojęcia o czym papla, nawet nie wiedziała co to jest tak naprawdę malinka i jak się ją robi, ale przez te szesnaście lat jak już żyła po tej ziemi zdążyła zauważyć, że ludźmi targają najprzeróżniejsze emocje jak wspomina się, o rzeczach związanych z czułością, a na tym jej teraz najbardziej zależało.
Znów odwróciła od niego wzrok, chcąc ukryć swoje emocje i starając się brzmieć dosadnie i zdecydowanie, odrzekła w końcu. - Dziś nie wracam do mieszkania! Idę z panem do rezydencji. - Już niemal czuła jak obrywała od niego laską, ale pozostanie nieugięta.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 311
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sro Sty 04, 2017 3:26 am

- Myślisz, że tego chciałem, gówniaro?! – w końcu podniósł głos, wtórując jej i denerwując się na tyle, że przestał zwracać uwagę na świat zewnętrzny. Mówiąc, machał wściekle dłonią, ale nawet na chwilę się nie zatrzymał. – Myślisz, że zrobiłem to specjalnie? – powtórzył, nie wierząc w nagły przejaw bezczelności u Shilvii. – Wypadki chodzą po ludziach. Nie tułam się nocami po ciemnych uliczkach, Shilvio, byłem w jebanym teatrze! To nie zależy ode mnie, sama widziałaś – nawet nie wyściubiając nosa poza próg pracowni można sobie nabić guza – wspomniał ich pamiętne spotkanie z Koszmarem na dachu, w którym to poza oczywistym nieszczęściu w natknięciu się na niego, mieli również niesamowite szczęście, że wyszli z sytuacji bez większych uszczerbków na zdrowiu.
Nie wierzył w cokolwiek, co miało kierować jego życiem. Pech nie istniał, choć chciałoby się w ten sposób tłumaczyć serię wypadków, pojawiających się znikąd, gdy w życiu ich nie szukał. Z dwojga złego, wolał, aby dziewczyna nie była przy nim, jeśli znów do tego dojdzie.
- Poradzę sobie, nie kłopocz się – warknął na nią, ponownie podejmując próbę ucięcia tematu, co nie było wcale takie proste, gdyż prowokowała go z każdym nowym słowem. Nie mógł pozostawić niektórych spraw bez komentarza. Co prawda, nie do końca wiedział, jak w łagodnych słowach oznajmić, że do kobiety wciąż jej daleko. Aż zdołał spostrzec jedno – wciąż nie wie, ile jego podopieczna ma tak właściwie lat. Pytanie w tym momencie uznał jednak za niestosowne.
Zatrzymał się aż z wrażenia i stał jak wryty dobre kilka sekund, jakby nie potrafił jednocześnie iść i trawić tej strasznej wiadomości. Zamrugał ze zdziwieniem, postanawiając ściszyć głos, w nadziei, że to przemówi jej do rozumu.
- Nie ma takiej opcji. Rezydencja nie jest miejscem dla ciebie. Jest już zimno… a wszystkie koce ponadgryzały mole. To nie jest twój dom. Pani Monaghan będzie się o ciebie martwić. I tak wracamy zbyt późno… - nakłaniał ją, tłumacząc się gwałtownie, co bynajmniej nie dodało mu pewności siebie. Nie spodziewał się tego tak nagle, o nie, co nie oznaczało również, że miał zamiar jej ulegać. Nawet jeśli nie chciał, aby witała w jego zrujnowanej posiadłości, teraz ich sprzeczka urosła do rangi walki o honor. Jeśli trzeba będzie, zaciągnie ją do jej nowego mieszkania za ucho.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Shilvia Cavendish
Hodowca
avatar

Liczba postów : 135
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pią Sty 06, 2017 3:18 am

- Ach tak?! Panu zdarzają się jakoś zbyt często! - Wtórowała mu gniewnie. - Nic dzieję się przecież bez powodu! Dlaczego pan musi tak kłamać?! - Ich początkowo mała sprzeczka zaczęła się przeradzać w istny teatr, budząc przy tym wszystkich ludzi w pobliskich kamieniczkach. Powoli traciła jakiekolwiek hamulce, co mogło się skończyć naprawdę tragicznie.
- Ja też byłam w tym cholernym teatrze i nic mi się nie stało! - Aż zadrżała. Zatrzymanie się w miejscu nie było najlepszym pomysłem z jego strony, gdyż rozsadzała ją jeszcze adrenalina, a nie mogąc jej rozładować biegiem, musiała jakoś wykombinować sobie inny sposób, niekoniecznie taki, który mógłby się mu spodobać. Zbliżyła się więc do niego na parę kroków, tak że niemal stykali się swoimi ciałami, wiercąc mu dziury w oczach (albo oku) swoim spojrzeniem, po czym znowu huknęła.- Pan nigdy, cholera, nie mówi prawdy!
Robiło się coraz gorzej. Od dawna nie jadła już żadnego metalu, co niestety miało wpływ na jej zachowanie, przez co była rozdrażniona, a nawet czasami agresywna. W tym momencie tym bardziej miała ochotę krzyczeć i gryźć wszystko na swojej drodze, łącznie z ludzkimi kośćmi. Chwyciła się jego rękawa i zaczęła go szarpać w dół, jakby chcąc zbliżyć się do jego twarzy. Przewidując to co zapewne zegarmistrz zrobi jej po tym wszystkim, można z łatwością wysnuć wnioski, że niekoniecznie myślała co teraz robiła, aż wyszczerzyła zęby, a jej wzrok zrobił się jeszcze wścieklejszy.
- NIGDZIE NIE DAM PANU IŚĆ SAMEMU! - Wrzasnęła ze wszystkich sił, a w jej oczach zabłysnęła łza. Wszystko wskazywało na to, że zaraz wybuchnie. Zaczęła się z nim szamotać na wszystkie strony i krzyczeć wniebogłosy, zapewne budząc już połowę Wishtown. - PAN KŁAMIE! NIE MAM DOMU! NIGDY NIE MIAŁAM DOMU!!! - Strzępki jej stabilności emocjonalnej w końcu pękły, nie było już odwrotu, wyrzuci z siebie wszystko.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 311
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pią Sty 06, 2017 6:15 pm

Oho, czyli miara się przebrała i zamierzali sobie nawrzucać wszystko, co im na sercu leżało, aż do kapitulacji jednej ze stron. Zapewne odpowiedziałby Shilvii w zupełnie inny sposób, gdyby tylko nie zaczęła mu wtórować, krzycząc i używając coraz ostrzejszych słów. Starał się dbać o swoją reputację, jednak chyba za późno było na próby ratowania jej. Miał zbyt wiele za uszami, łącznie z dalszą przeszłością, więc postanowił nie zwracać uwagi na publikę. Do wszystkich plotek dołączy zapewne też to, że trzyma swojego pomocnika nadzwyczaj krótko. Ale to chyba nic złego, czyż nie?
- Co powiedziałaś!? WYRAŻAJ SIĘ, GÓWNIARO!!! – ryknął na nią, zupełnie zapominając, że dziewczyna jest ubrana w chłopięce odzienie. – Jak jeszcze raz usłyszę, że przeklinasz, przysięgam, dam ci prawdziwą lekcję manier!!! NIE USIĄDZIESZ NA TYŁKU PRZEZ MIESIĄC! – wrzeszczał na nią, zupełnie ignorując sens całej wypowiedzi, a skupiając się na jednym, wybranym słowie. Ot, nie będzie przy nim przeklinała, nie tak ją przecież wychował…! A nie, chwila… Nieważne! On tu jest starszy, tak? A więc zawsze ma rację!
- NAZYWAJ TO JAK CHCESZ, wrócisz tam i zostaniesz, bez słowa dyskusji!!! – wydzierał się dalej, w końcu denerwując się na tyle, że złapał ją za ucho i pociągnął w swoją stronę, zaczynając iść, prowadząc ją wzdłuż uliczki, aby nie tracić cennego czasu na kłótnie. – IDZIEMY. TERAZ. – gotów był użyć najbardziej śmiercionośnego z narzędzi, a mianowicie własnej laski, gdyby dziewczyna stawiała opór. – Chcesz prawdy!? CHCESZ? To przestań zachowywać się jak pierdolony bachor i zacznij ze mną rozmawiać, a nie stawiać niedorzeczne warunki! Nie zasłużyłaś na traktowanie cię jako dorosłej, więc, z łaski swojej, nie dziw się, że nie biorę twojego zawodzenia na poważnie. A teraz, zamknij się. Ani słowa więcej, bo nie zdzierżę. – Ton jego głosu znacznie się wyostrzył, choć puścił jej ucho i przestał krzyczeć, właśnie po tym można było poznać, że Shilvia jest bliska przekroczenia ustalonej przez niego, niewidzialnej granicy.
Był tak wściekły, że niemal myślał o porzuceniu jej na tej uliczce, wróceniu w samotności do rezydencji i wyżyciu się w jakikolwiek sposób, jednak wciąż miał w sobie te resztki odpowiedzialności, niepozwalające mu tego uczynić. Zobowiązał się, wziął ją pod swoje skrzydła, nie zamierzał więc z tego rezygnować, nawet jeśli przez większość czasu znacznie utrudniali sobie życie, z pełną wzajemnością.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Shilvia Cavendish
Hodowca
avatar

Liczba postów : 135
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Sob Sty 07, 2017 9:44 pm

Szarpała się na wszystkie strony próbując wyrwać się z żelaznego uścisku Lynna, motając się wszędzie niczym opętana. O dziwo jednak tym ją uspokoił, lecz nie do końca, gdyż owszem, ewentualnie przestała już krzyczeć jakieś brednie i ucichła, ale zamiast tego zaczęła już głośno łkać.
Dla wszystkich przechodniów musieli być niezłym przedstawieniem, w szczególności, kiedy mniejsza z osób zaczęła ryczeć na całe gardło. Nawet, kiedy ją puścił, nie przestawała. Stała w miejscu jak słup soli na tym zimnie i jedynie zakryła oczy. Zaczęła drżeć. Już od dawna kumulowały się w niej te rzeczy i najwyraźniej postanowiły wyjść z niej akurat teraz - w najgorszym możliwym momencie, na oczach wszystkich. Niestety to nie ona panowała na swoimi emocjami.
Nie miała już siły nic ukrywać. Poddała się.
- P-panie C-cavendish… - Po dłuższym milczeniu jęknęła łamiącym się głosem. - Ja nie mogę pana puścić samego! Po prostu nie mogę! - Dalej tłumaczyła się żałośnie. - Zawsze kiedy nie ma mnie przy panu, dzieje się coś złego. Gdybym była tam z wtedy z panem… Kiedy wrócił pan tego dnia bez oka, myślałam że umrę! Ja… Ja nie chcę… Boję się, że pan raz po prostu nie wróci! A pan co?! Nic mi nie mówi! Nikomu nic nie mówi! JAKBY ROBIŁ TO PAN SPECJALNIE!- Wyła coraz głośniej. Udowadniała mu dalej, że jest jeszcze tylko małym gówniarzem, ale przynajmniej w końcu od dawna była szczera.
- NIE ŻYJE PAN TYLKO DLA SIEBIE! - Krzyczała i zalewała się łzami dalej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 311
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pon Sty 09, 2017 6:13 pm

Ponownie się zatrzymał, czując rosnące zażenowanie. Przyglądał się jej cieknącym po policzkach łzom, chwilowo nie będąc w stanie wykrztusić z siebie słowa. I tak powiedział ich zbyt wiele. Dla odmiany milczał jak zaklęty, nie wtórując jej, a do końca wysłuchując, co ma do powiedzenia, nawet jeśli daleki był od zgodzenia się z wypowiadanymi przekonaniami. Co miał z tym zrobić? Trafiła w jego słabość. Nie znosił tego widoku. Widząc płaczącą kobietę, wszystko schodziło na dalszy plan – najważniejszym było zostać na miejscu i dokonać czegokolwiek, nawet cholernego cudu, byleby poprawić sytuację.
- Och, Shilvio – zaczął spokojnie, po tym jak zamilkła i nic nie zapowiadało się na to, aby kontynuowała swój wywód. Pochylił się nad nią, aby ograniczyć ich przedstawienie do minimum, ściszając głos i utrzymując kontakt wzrokowy. – Rozumiem to. Dziękuję, że się o mnie martwisz i… ech, przysięgam, nie szukam guza specjalnie. Twoja obecność nie sprawiłaby różnicy, uwierz mi. A nawet... Jestem za ciebie odpowiedzialny, Shivio. Gdybyś poszła wtedy ze mną… zapewne oboje nie wyszlibyśmy z tego cało – mruknął, wzruszając lekko ramionami.
Usłyszał za plecami gwizd, jakby ktoś z gapiów zaczął im kibicować. Nie odwrócił się, ale poczuł gorąco na twarzy. Miał ochotę stąd zniknąć.
- Uspokój się, proszę – nalegał, prostując się i przechodząc już do sedna sprawy. – Dziś odprowadzę cię do twojego nowego mieszkania, dobrze? Jednak następnym razem… Możesz mnie odwiedzić. Przygotuję się nieco na twoją wizytę, zaczynając chociażby od załatania dachu w twoim tymczasowym pokoju… - uśmiechnął się smutno, wspominając krótki czas po ich pierwszym spotkaniu, gdy Shilvia wybrała sobie pomieszczenie w najdalszym kącie całej jego posiadłości.
Czekał na jej odpowiedź, gotowy do dalszej podróży.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Shilvia Cavendish
Hodowca
avatar

Liczba postów : 135
Join date : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   Pią Lip 28, 2017 4:49 pm

Zacisnęła mocno wargi, próbując jakoś stłumić łkanie. Zaczęła zdawać sobie sprawę z tego jakie zamieszanie robili i jakie to było niebezpieczne.
Próbowała się na siłę wyciszyć, i mimo tego jak wściekła i smutna była to udało jej się wysłuchać go w ciszy i nie przerywać mi ani razu, choć miała wrzask na końcu języka. Możliwe że było to możliwe jedynie bo była już wyczerpana tymi emocjami, jak również tym że policzki ją już szczypały z zimna.
- Dobrze… Ale niech pan już nic nie mówi… - Wyskrzeczała na tyle głośno, by doszło to jedynie do uszu Lynna i zmierzyła go gniewnym, zapłakanym wzrokiem, po czym zapadła między nimi bolesna cisza, a jedynym dźwiękiem pośród tej zimowej nocy wokół nich był szmer głosów przypadkowych gapiów, dopóki i oni całkowicie nie ucichli.
Otarła wtedy oczy po raz kolejny, oraz poprawiła szalik. - Jest już późno. Musimy iść, panie Cavendish. M-miał mnie pan o-odprowadzić - Wydusiła z siebie, bardzo tłumiąc swój rozdrżony głos. - Ludzie się gapią… - fuknęła i jakby sytuacja przed chwilą nie miała miejsca, po czym ruszyła przed siebie, nie patrząc nawet na zegarmistrza.
Szła tak brodząc w śniegu, póki nie doszli do miejsca docelowego. Nie odzywała się do niego przez całą drogę, lecz bynajmniej nie zapomniała o tym całym zajściu, lecz tylko diabli wiedział co tam jej w głowie siedziało, jednakże dobrze wiedziała co nadal czuła - jedno wielkie rozżalenie.
Nim zniknęła za drzwiami domu, w którym pomieszkiwała to obróciła się na pięcie i przeszywając zegarmistrza wzrokiem na wylot, i w końcu stęknęła, niby bezpłciowo, lecz jakby z pogardą. - Nie musi pan latać żadnej dziury - przygryzła wargę. - I niech pan zapomni to co mówiłam wcześniej. Ja tylko chcę pana spłacić i mieć czyste sumienie. W ogóle nie obchodzi mnie co się z panem stanie! Chcę się pan zabić?! PROSZĘ BARDZO!!! - głos jej się załamał a oczy znów napełniły łzami. - Niech tylko nie traktuje mnie pan jak idiotkę!
Zanim znów się rozpłakała to zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Zapewne pójdzie płakać na łóżko i jutro go przeprosi. Miała sobie nie pozwolić na to by do kogoś się tak przywiązać, lecz jak zwykle nie potrafiła nawet dotrzymywać własnych obietnic.


/ztx2

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hol główny w teatrze   

Powrót do góry Go down
 
Hol główny w teatrze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta :: Teatr-
Skocz do: