IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Droga Cmentarna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Droga Cmentarna   Pon Lis 14, 2016 5:17 am


Cytat :
Bardzo stare zniszczone tereny cmentarne, które zostały potem przerobione jako nieudolna długa kręta droga, prowadząca do nieco nowszej części cmentarza, choć równie starej. Droga jest bardzo nierówna i wydaje się jeszcze bardziej niepewna gdy się po niej idzie. Po drodze widać wiele drewnianych starych spróchniałych krzyży, które raczej pod sobą już niczego nie kryją. Po co więc są? Widocznie jak już tutaj się posiały, tak już nikt nie chciał nic z tym robić. Nadają dzięki temu jeszcze bardziej ponury klimat. Ogrodzenia są zniszczone, mają pełno ubytków i raczej nie przetrwały z walką nierównej powierzchni ziemi. Dodajmy tutaj jeszcze wierzby, które tylko potęgują urok tych okolic. Jak już droga wita Ciebie takim obszernym klimatem, to kto jeszcze będzie chciał dochodzić do jej końca, by zobaczyć główny zniszczony cmentarz?

***


Mogłem odejść, tak w końcu mogłem odejść. Starałem się nawet nie odwracać, bo jeśli tylko idzie za mną, to jeszcze do czegoś się sprowokuje. Ale jeśli już jakiś czas idą tą urokliwą drogą i nie słyszę żadnych obelg, to może oznacza, że udało mi się bez problemowo wybrnąć? Tylko gdzie Ja się teraz mam podziać? Co sensownego mam teraz wymyślić? Co by nie było, odetchnąłem nerwowo i rozejrzałem się. Czyżbym znowu musiał przechodzić przez tą mało przyjemną krętą drogę? Chwyciłem kawałek urwanego drewnianego płotu, które jakąś ładnie się zachowało. Reszta części była już spróchniała i tą porzuciłem. Po co w ogóle to chwyciłem? Z prostej sprawy, byłem głodny. Przegryzłem stalowymi zębami kawałek niezbyt twardego drewna i najzwyczajniej je konsumowałem, tak jakby to były krakersy. Bo chyba najważniejsze jest, zadbać o swój głód, prawda? Może też przestane zwracać uwagę po jak nieprzyjemnym miejscu chodzę. Męczy mnie tylko wrażenie, jakby droga była jeszcze dłuższa niż jak szedłem w drugą stronę... Ach te mylne wrażenie, zaraz będzie koniec i wyjdę na ulice, prawda?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Lis 19, 2016 4:37 pm

| Przed spotkaniem z Octavią |

Szła w kierunku cmentarza. Robiła to powoli, nie spiesząc się wiedząc, że ma dużo czasu, nic ani nikt jej nie pogania, nie ma w tej chwili jakichś poważnych obowiązków. Ba, nie miała żadnych, jeżeli brać pod uwagę to, co jest tu i teraz.
Krok za krokiem. W dłoniach znicz oraz niewielki bukiet kwiatowy. Czemu zmierzała do miejsca, gdzie chowa się zmarłych? Odpowiedź jest prosta i aż nazbyt oczywista (oczywiście pod warunkiem, że zna się ją choć trochę, w kwestiach dotyczących jej najbliższej rodziny): zmierzała w kierunku wielkiego krzyża postawionego pośrodku terenu, gdzie można postawić znicz i pomodlić się za osoby nie pochowane w tym miejscu. Tak się akurat złożyło, że matka Esther została spalona na stosie, więc dziewczyna, chcąc zapalić znicz, znicz symbolizujący jej pamięć, oraz położyć kwiaty pokazujące, jak bardzo ją kochała i szanowała (w sumie, można to napisać i w innych czasach niż przeszły, Esther miała nadzieję że, kiedy i jej przyjdzie opuścić ten świat, spotka się z matką i będą szczęśliwe już do końca świata), musiała podejść pod ten właśnie monumentalny krzyż.
W końcu przeszła przez bramę i dopadł ją dreszcz strachu. W końcu było dość ciemno i raczej nie przytulnie. Do tego fakt, że droga do równych nie należała, który sprawiał, że Esther musiała uważać, żeby się nie potknąć, co było możliwe, zwłaszcza przy tych ciemnościach. Ale to nie przeszkodziło jej, by ujrzeć jakiegoś osobnika. To się dobrze składa, pomyślała gdyż zupełnie nie wiedziała, gdzie powinna teraz skręcić, gdyż naprzeciwko siebie wielkiego krzyża nie widziała (wiedziała, że takowy tutaj jest, gdyż kiedyś, na jakiejś kartce luźno wepchniętej w jej nieśmiertelny zeszyt zapisała sobie taką informację. Jakie były okoliczności stworzenia przez nią takiej notatki, tego nie wiedziała nawet ona. No ale nie można się jej dziwić). Uznała, że podejdzie do niego i spyta o dalszą drogę. Szła teraz nieco szybciej, acz nadal dość wolno. Do czasu...
Przystanęła. Zamurowało ją. Ów osobnik... jadł płot. Tak. Dokładnie tak. Była w szoku i nie wiedziała, co robić: uciec gdzie pieprz rośnie? A może mimo tego podejść i zadać pytanie odnośnie położenia wielkiego krzyża?
Stanęła tak w połowie drogi i przechyliła głowę na bok, tak, jak to robiła gdy nad czymś się mocno zastanawiała. O, albo jak czegoś kompletnie nie rozumiała. Jeszcze tylko odruchowo położyła dłoń na swojej torbie, gdzie miała najpotrzebniejsze rzeczy, a potem położyła ręce wzdłuż ciała i stała tak, bojąc się jakkolwiek poruszyć, by nie zrobić niczego, czego potem by żałowała. Dlatego tak stała i przyglądała się tej niecodziennej scence.
Całe szczęście, że nie upuściła kwiatów. Ani znicza wraz z pudełkiem zapałek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sro Gru 28, 2016 10:26 pm

Ach, jaki Ja potrafię być kompletnie bezmyślny! Podjadam sobie jakby niby nic, mając prawie że wyłącznie tylko głód na uwadze. W sumie małe były szanse by ktoś tutaj chodził, ale raczej nikt tutaj nie jest przyzwyczajony do osób które pożywiają się... Drewnem? Dlatego gdy odgryzałem akurat stalowymi zębami kolejny kawałeczek, stanąłem na moment zamurowany. No jestem po prostu genialny i kompletnie niereformowalny. Przegryzałem w milczeniu do końca i wsunąłem swojego nietypowego krakersa pod płaszcz. No nie, kolejna osoba która najpewniej nie da mi spokoju. Co teraz, co teraz? Może najzwyczajniej odejdę i będę udawał, że nic się nie stało? Może wtedy ominą mnie kolejne obelgi od kolejnej osoby z tego mało zachęcającego miasta. Uśmiechnąłem się tylko głupio i z dziwną skruchą obniżyłem głowę. Wolnym krokiem co by nie sprowokować, próbowałem iść dalej w kierunku wyjścia. Zaczepi mnie? Czy może zrobi to samo i też pójdzie w swoją drogę?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Czw Gru 29, 2016 5:19 pm

Stała i przyglądała się. Przechyliła głowę na drugi bok widząc, jak ów dziwaczny jegomość kawałek swojej dziwacznej przekąski (może to było danie główne? Widząc jak on je płot, uznała, że już nic jej nie zdziwi. Przynajmniej tutaj. Przynajmniej teraz. Przynajmniej jeśli chodzi o tę dziwaczną istotę) chowa pod wierzchnie ubranie.
Było ciemno, a mimo tego Esther widziała to wszystko, może nie dokładnie, ale zorientowała się, że ten ktoś je drewno. Nie widziała jego twarzy, ale coś w jej wnętrzu mówiło jej, że powinna ją zobaczyć. Aha, i zapytać o drogę prowadzącą do wielkiego krzyża. Niby podświadomie tego chciała, ale... w jakiś sposób nie potrafiła odkleić stóp od podłoża, żeby już wkrótce stanąć z nim twarzą w twarz. Strach, niepewność? Jakieś uprzedzenia? Niewykluczone. Chociaż powodów mogło być więcej, to jednak prawdziwym mogło być tylko jedno. Albo żadne, chociaż to raczej mało prawdopodobne.
Nie znała jego myśli. Tym samym nie mogła wiedzieć, że obawia się spotkania z nią. W sumie, ona też nie była wolna od strachu. On obawiał się jakichś obelg, ona tego... sama nie wiedziała, czego. Nie znała jego obaw, ba, nawet nie wiedziała, że te się u niego pojawiły, a jednocześnie nie mogła nawet przed samą sobą odkryć własnych. W sumie, Esther dość często się czegokolwiek obawiała. Strach towarzyszył jej w największej dawce wieczorem, przed pójściem spać, jak już wykona notatkę w swym nieśmiertelnym zeszycie. Strach przed zapomnieniem: jak się nazywa, gdzie jest i tak dalej, i tak dalej...
Zobaczyła, jak ten oddala się. Muszę zadziałać szybko, pomyślała i jakimś cudem udało jej się wykonać pierwszy krok. Za nim był drugi, potem trzeci, aż w końcu chód przeobraził się w bieg. W końcu dogoniła go.
- Uhm, przepraszam – teraz miała szansę bliżej przyjrzeć się temu zjadaczowi płotów. - Wie pan może, jak trafić do wielkiego krzyża na tym cmentarzu? – zapytawszy się, wbiła swoje (dziwnie uparte) spojrzenie w jego ślepia, które wydały jej się przerażające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Sty 01, 2017 8:00 pm

Tak w sumie czy kiedyś bardziej myślałem nad strachem innych? Jeśli tak, to bardziej to była obawa by dokonać jakiejś krzywdy. Słownej, fizycznej, sposoby mogą być przeróżne. Starałem się uciekać wzrokiem jak to tylko możliwe i tym bardziej poprawić swój kaptur, który miałem trochę niedbale założony na głowę. Udało mi się? Mogę iść dalej i nawet pozwolić sobie na dokończenie możliwej konsumpcji? Już chciałem w duchu sobie to zatwierdzić, nie mogłem tego jednak zrobić, ponieważ wyraźne okazały się kroki i to jeszcze coraz bliższe. Zatrzymałem się, ostatecznie w sumie przeprosiła. Tylko czy powinienem być z tym jednym prostym słowem tak łatwowierny? Odwróciłem się i nawet spróbowałem jakąś głupio a zarazem łagodnie się uśmiechnąć. Myślicie może że tak wyglądało? Mam straszne wyrazy twarzy i nawet przy próbie udawania łagodnego, wyglądam jak uśmiechający się psychopata. Cóż, z taką twarzą się już rodzi i co tutaj wiele poradzić?
Wracając jednak do pytania, które starała się chyba uprzejmie zadać. Machnąłem głową przecząco i dopiero teraz przyjrzałem się jej od stóp do głowy. Co ona może chcieć od tamtego miejsca? I to tak ubrana? Żałoba? Nie... Ile taka może trwać, że kieruje się na taki stary cmentarz? Może pomyliła miejsca? Albo... Problem jak z tamtą nie do końca zdrową na umyślę dziewczyną?

- Przykro mi. Widziałem wiele krzyżów na pobliskim starym cmentarzu, żaden w sumie nie do końca w zbyt dobrym stanie. Żaden nie utrwalił mi się jakąś mocniej w głowie.
I co teraz? I co teraz? I co teraz? Bombarduje mnie nachalnie wzrokiem, choć chciałoby się swoim uciec, to jednak starałem się utrzymać jak tylko mogę i nie odstępować swoim spojrzeniem. Tylko... Po co to?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Wto Sty 03, 2017 6:11 pm

Zapytała się grzecznie, i co dalej? Przestała patrzeć się w jego oczy,. Pewnie z racji, że uważała iż wyglądają... no, co by tu owijać w bawełnę, strasznie. Przynajmniej dla niej. Przyglądała się dziwnemu wykrzywieniu jego warg. Czy to miał być... uśmiech? Tak, uśmiech. Najwidoczniej, ale dla Esther powinien nieco nad nim jeszcze popracować.
Czuła na sobie jego spojrzenie. Zerknęła na swoje odzienie sądząc, że coś z nim nie jest w porządku. Podniosła głowę do góry i już miała się spytać, czemu ten tak się na nią spogląda, ale pomyślała że to bez sensu.  Po pierwsze, może nie być z nią szczery. Po drugie, może odpowiedzieć jej niezbyt uprzejmie, więc obawiała się bólu psychicznego (już bardziej wolała ten fizyczny, nawet, gdyby był najgorszym bólem na świecie), jaki może zostać przez to u niej wywołany. Bo psychicznie była bardzo kruchą i wrażliwą osobą, która może się załamać wewnętrznie z naprawdę byle powodu. Ale do głowy przyszło jej, że nie ma co się martwić na zapas, ale mimo tego nie spytała o jego zainteresowanie jej wyglądem. Jeszcze przez chwilę się wahała, po czym odpowiedziała mu.
- Skoro tak... – nie była pewna, czy powiedzieć to, co w tej chwili wpadło jej do głowy. Przez chwilę tak jakby walczyła ze sobą w myślach, czy to powiedzieć czy nie, ale nie mogło to trwać w nieskończoność. Zdecydowała się, że uczyni tak, a nie inaczej. - ... skoro tak, czy mógłby mi pan wskazać drogę do jednego z tych krzyży? O ile pamięta pan, gdzie były... – początkowo miała wzrok wbity w ziemię, ale dotarło do niej że to niezbyt grzeczne, zwłaszcza podczas rozmowy, więc uniosła spojrzenie. Jakimś sposobem przestała się obawiać widoku jego oczu. Przyzwyczajenie? A może coś zupełnie innego? - Bo obojętnie, jaki krzyż... po prostu chcę do jakiegoś dotrzeć, by... – w samą porę ugryzła się w język. Całe szczęście, nie rozgadała się o tym, po co go szuka. Poza tym to trochę dziwne, Esther nigdy nie należała do gadatliwych. Ale mogła myśleć, że w jej naturze jest zupełnie odwrotnie, w końcu nie zna siebie zbyt dobrze, bo dopiero od rana. Tak, jak zwykle. Obudziwszy się, tak jakby od nowa poznaje samą siebie. Poznaje, poznaje, a zanim zdąży w pełni poznać, nadchodzi wieczór i tym samym czas na sporządzenie notatki i pójście spać. Czasami powątpiewa, czy jest w ogóle jakiś sens, by to dalej ciągnąć, z tą chorobą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Wto Sty 03, 2017 10:57 pm

O co jej chodziło? Nie potrafiłem jej rozgryźć. Nie była bezpośrednio niemiła jak typowy mieszkaniec tego miasta. Ma jakiś wewnętrzny konflikt? Może po prostu powstrzymuje się przed pewnymi słowami, bądź po prostu zachowaniem? Gdyby brać pod uwagę jak wyglądam i to że kaptur nie zawsze wiele pomaga, to może nawet trzyma się dobrze przed mało uprzejmymi uwagami? W sumie myślałem, że moja odpowiedź będzie dobrze sugerowała, że niewiele cokolwiek wiem. Zwłaszcza, że jak tylko natrafiłem na konkretną osobę, to szybko chciałem się stamtąd wynieść, kto by wtedy podziwiał ewentualne krzyże i ich dokładniejsze rozmieszczenie? Nie jest to za bardzo coś o czym mógłbym mówić bezpośrednio. Co więc teraz odpowiedzieć? Jakbym mógł się odpowiednio wymigać? Co jeśli natrafię na tamtą dziewczynę ponownie?
- Dokładnie? Niezbyt. Nie rzucały mi się szczególnie w oczy. Choć wydaje mi się, że jak się wkroczy na otwartą część cmentarza, to szybko się rzucą w oczy co niektóre domniemane krzyże.
Nie dokończyła? Ale co chciała powiedzieć? I do czego jej jest krzyż, który nie wiadomo do kogo może należeć? A może... Ona potrzebuje kości? Nie no, tak to mogę sugerować najgroźniejsze scenariusze bez większego sensu. Westchnąłem głębiej, bo właśnie chyba wygrywała moja bardziej szczera strona osobowości.
- Zostałem stamtąd wygoniony.
Dodałem do całego pogmatwania bez większych wyjaśnień. Bo w sumie kto wie czy zaraz najzwyczajniej nie pójdzie dalej sama? Mnie żadną siłą tam nie zaciągnie, o nie. Starałem się dalej jakże bardzo nieudolnie uśmiechać. Coś czuje, że już lepiej by uśmiechał się kat przed wykonaniem egzekucji. A może się nie doceniam? Starania się liczą, prawda?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Sty 07, 2017 4:23 pm

Była zawiedziona. Miała nadzieję, że ów dziwaczny jegomość pokaże mu drogę do krzyża, ale najwidoczniej nic z tego. Ale skoro powiedział, że wchodząc na otwartą część cmentarza uda jej się jakiś zauważyć, pomyślała, że warto spróbować iść tą drogę, rozglądając się na boki. Bała się, że w tej ciemności nie zauważy żadnego, ale nagle uświadomiła sobie że przecież tego trudnego do zdefiniowania osobnika zauważyła, mimo braku jakiegokolwiek światła, który by jej pomógł dostrzec o wiele więcej. Tak, światło byłoby tutaj pomocne, ale najwidoczniej niekonieczne. Zobaczyła jego, zobaczy jakiś krzyż. Była tego coraz to bardziej pewna.
- Dziękuję wylewnie panu za radę. – uśmiechnęła się do niego nieśmiałym uśmiechem, który był u niej typowy. - Więc... – już miała powiedzieć "do widzenia", albo "dobranoc", wszystko jedno, ale ponownie przerwała sobie w pół zdania. Trzeba wiedzieć, że po podziękowaniu zaczynała się powoli oddalać, a na słowo "więc" przystanęła, więc zaraz potem zaczęła znów się do niego przybliżać. Stanęła znowu naprzeciwko niego i obserwowała jego rysy twarzy, dość ostre, wraz z częstym częściowym przymykaniem oczu. Na nosie zauważyła wystające metalowe elementy, nie zważając początkowo że ma tak i z innymi częściami ciała, ale chwilę potem zauważyła je również zamiast brwi. Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać nad rubinową barwą jego tęczówek.
Przez chwilę zastanawiała się, czy zadać to pytanie. Z jednej strony to niezbyt grzeczne wtrącać się w czyjeś sprawy, nawet jeżeli taką prywatną sprawą jest możliwość konsumpcji drewna... chociaż z drugiej, była tego bardzo ciekawa. Dziwne, Esther nigdy nie była aż tak śmiała, ale teraz ciekawość brała górę nad wszystkim innym, między innymi nad rozsądkiem oraz własną naturą, na którą nie ma wpływu.
- Czemu... – zawahała się jeszcze na chwilę – ...czemu właściwie pan jadł płot?
Powiedziawszy to, od razu pożałowała tych słów. I to nawet bardziej, niż można to sobie wyobrażać. Na dodatek zignorowała jego słowa co do wygonienia, niezbyt je rozumiejąc. to znaczy pojmowała ich znaczenie, inaczej jednak było z odniesieniem ich do tego osobnika. No ale trudno, nie będzie się aż tak zagłębiać w jego życiorys, prawda?
Prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Sty 08, 2017 11:26 pm

Stałem się wylewny? Tak po prostu tym zarzuciła po moich słowach? Niech to, powinienem się jednak opanować przed dodawaniem niepotrzebnych informacji, zwłaszcza stwierdzających jakieś moje niedogodności. No ale gdybym tego nie powiedział, to by mogła jeszcze brnąć, a tak chyba właśnie się poddała. Czyli chyba ostatecznie zrobiłem tak jak być powinno. Czemu mam się przejmować jak ktoś mnie odbierze, przecież mogę jej już nigdy więcej nie spotkać. Nie byłem jej w stanie bardziej pomóc, w sumie to pomoc od początku jej nie była potrzebna.
Zaczęła odchodzić. To niesamowite, nie doszło do żadnych głębszych nieprzyjemności. Żadnych kolejnych niepotrzebnych konfliktów. Jaka ulga! Choć jeszcze nie odnalazłem dla siebie spokojnego miejsca. Nie chwalić dnia przed zachodem słońca? No niby nigdzie nie widzę by się jawiło, jednak nie wiadomo co jeszcze może mnie spotkać w dalszej drodze. Odwróciłem się, ale moje uszy zarejestrowały, że się zatrzymała. Już miałem podniesioną nogę, już miałem iść i... Cofnęła się. No niech to, czyli jednak mi nie odpuści? Na powrót wyprostowałem się w jej kierunku i ponownie na nią spoglądałem z swoją typową nutką niepewności.
Zatkało mnie na moment. Czemu akurat teraz zachciała zwrócić uwagę? Czyżby teraz dopiero dała pod uwagę wszystkie fakty, które układają jakim to odmieńcem jestem? Jeśli tak, to chyba mam kolejne problemy. Przestałem się już głupkowato uśmiechać, nie miałem co już chyba robić za nieudolnego sympatyka. Wyszczerzyłem zęby, stalowe zębiska które nawet swoim kształtem wzbudzają niepokój. Bo w sumie kto widział by wszystkie były tak ostro zakończone? Stuknąłem w nie swoim własnym palcem.

- Sprawdzałem solidność swoich stalowych zębisk.
Jestem kretynem. Nie mogłem wymyślić nic lepszego? Poważnie nie było mnie stać na lepszy pomysł? Skarciłem się w swojej mało dumnej główce. Zamknąłem swoje usta i zostało czekać co powie. Mogłem dać, że to proteza, ale to było by już ewidentnym kłamstwem. Ale jakbym powiedział, że takie mam naturalne, to kto by w to tak po prostu uwierzył? Z pewnością zwiększył bym tylko swój status cudaka.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esther
Władająca porcelaną
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 16/05/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pią Sty 13, 2017 3:43 pm

Nie da się ukryć, że, widząc jak ten wyszczerza swoje zęby, zlękła się. Nie był to przesadnie wielki strach, no ale zaistniał. Poczucie pewności ulotniło się. Nawet pomimo faktu, że nigdy nie miała go zbyt wiele. A to, co zrobił potem przyprawiło ją o nieznaczne rozbawienie. Po jaką cholerę pukał w nie palcem? Chciał ją wystraszyć jeszcze bardziej, niż to było do tej pory? Tak czy owak, nie udało mu się, jednak trzeba przyznać że lęk na jej twarzy pozostał, nietknięty nawet tym chwilowym rozbawieniem, więc mógł pomyśleć, że osiągnął swój cel w pełni. O ile oczywiście wystraszenie młodej czarownicy o godności Esther Rodriguez było jego aktualnym celem. Nawet po jakimś czasie dziewczyna zaczęła o tym myśleć w ten właśnie sposób. Chodziło oczywiście o to całe "przestraszenie".
On oczekiwał pewnie odpowiedzi, a odpowiedź nie nadchodziła. Dlaczego? Esther jakby zapomniała języka w gębie. Ponownie, tak, bo zdarzało jej się to, i to nie jeden raz, ale nie mogła o tym wiedzieć, chyba że coś takiego zdarzyło jej się kilka razy w ciągu tego samego dnia. W końcu udało jej się coś powiedzieć, a że rozmowa o jego atutach i dziwactwie polegającym na wcinaniu drewna była czymś co ją w jakiś sposób przerażało, postanowiła powrócić do pierwotnego tematu.
Zanim jednak otworzyła usta, uzmysłowiła sobie że nie ma co dłużej ciągnąć tej rozmowy. No bo on pewnie też ma swoje sprawy, a skoro nie mógł (albo tylko nie chciał) wskazać jej drogi do któregoś z krzyży, przy jakim to można było postawić zapalony znicz i położyć kwiaty (tak, któregoś z tych krzyży z jakich korzysta się, gdy nie ma się dostępu do grobu konkretnej osoby... albo taka zmarła osoba po prostu go nie ma), to nie mógł i nie ma sensu przedłużać tego spotkania.
- Cóż, w takim razie dziękuję bardzo i żegnam. Jakoś znajdę krzyż. – nie czekając na jakąkolwiek reakcję, odwróciła się szybko na pięcie i powędrowała w głąb cmentarza.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Sty 16, 2017 7:10 am

Jak można uznać tak dziwny moment? Oczekujesz wiele złych przypadków, ale ostatecznie nie dzieje się nic? Powinno się być uradowanym, a może jednak ostatecznie rozczarowanym? Nie wiedziałem jak mam na to ostatecznie wszystko zareagować. Najpewniej oddaje tutaj w pełni niezbyt przychylne wrażenie o sobie. Jednak pytanie czy rzeczywiście powinienem się tym tak przejmować, przecież mogło się skończyć tak samo źle jak przy tamtej dziewczynie. Więc może właśnie tak jest dobrze? Jeśli przestane oczekiwać od innych, to wyjdzie mi najpewniej na lepsze. Nie mogłem nawet przyznać jak bardzo szczere jest jej zachowanie, bo wydawało mi się sztuczne. Nie ważne jak bardzo było to faktyczne uczucie czy zwyczajne ubzduranie. Straciła najpewniej wszelkie dalsze chęci i zainteresowanie. Niech więc tak będzie. Smętnym wzrokiem obserwowałem jak odchodziła, tym sposobem Ją pożegnałem. Jak tylko w miarę zniknęło z oczu, poprawiłem kaptur i dałem wzrok niżej. Zostaje mi tylko odejść i gdzieś ukryć się przed innymi. Stanowczo powinienem wyruszyć w dalszą podróż, to miasto do mnie nie pasuje.

(zt)

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 10:28 am

Jakiś czas po spotkaniu Fanny/

Od spalenia matki Az upłynęło trochę wody, jednak ona nadal wzbierała w sobie nienawiść do tych, którzy bezczelnie ośmielili nazwać jej matkę wiedźmą. Mało tego, ona sama do tego się przyznała. A Azia? Co ona miała zrobić? Została sama, no może nie do końca, wiedziała że w razie potrzeby jej siostry sabatu pomogą jej. Jednak ona, jakoś nie do końca była przekonana do tego co jej mówiono. Ona wiedźmą? Ba, dobre sobie. Nie była taka jak one, nie miało to żadnego sensu. Tyle lat wychowała się bez świadomości magii. Bez wiedzy o niej. A teraz nagle co? Aziu, jesteś jedną z nas. Twoja matka to wiedziała, ale chciała Cię chronić przed Inkwizycją przez co zginęła. Hahaha dobre! Niech sobie mówiąc co chcą i ile chcą! Ona nadal w to nie wierzyła. Chociaż jej umysł dawał jej wiele psikusów i powątpiewań to jednak nie dopuszczała do siebie tej wiedzy. Krocząc między grobami kierowała się w stronę posągu kostuchy. Jednak do niej miała do przebycia jeszcze kilka alejek cmentarnych. Jej celem jednak była droga cmentarna prowadząca przez cały cmentarz. To w jej okolicach zakopała proch matki z dala od innych grobów ale też nie za daleko. Bowiem tylko tyle po niej zostało. Pamiętała jak matka jej opowiadała, że są tam pochowane wiedźmy, które strzegą je za dnia i nocy, a ogromny posąg, który znajduje się w głębi cmentarza ponoć chroni ów groby kobiet. Niestety opieka nad żyjącymi wiedźmami marnie im szła. W końcu gdy znalazła się na miejscu przykucnęła przed maleńkim pagórkiem i ułożyła kwiaty na grobie matki. Robiła tak każdego dnia, wyrzucała stare a kładła tam nowe.
-Przysięgam, pomszczę Cię kiedyś. Dowiem się, kto jest winien Twej śmierci. Odebrania mi Ciebie.
Szepnęła cicho bardziej do siebie niż do nasypu przypominającego grób. Rozejrzała się dookoła czy nikt nie idzie, czy jest w miarę bezpiecznie. Musiała uważać na siebie, tym bardziej teraz, gdy wszędzie robiło się od ciekawskich oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 11:39 am

W życiu każdego inkwizytora albo zwykłego śmiertelnika zwykle przychodzi ten jeden specyficzny moment. Jego koniec może być przewidywany lub całkowicie przypadkowa. Adrastia regularnie odwiedzała cmentarz i składała na nim kwiaty. W swoim pijackim kalendarzu miała dwa razy w miesiącu czas przeznaczony dla dwóch typów osób. Pierwszym byli koledzy po fachu, czyli znajomi kupcy oraz inkwizytorzy, zaś drugim typem była rodzina i najbliżsi. Dzisiaj akurat wypadał dzień przeznaczony dla rodziny. Glamred zakupiła dwa bukiety kwiatów oraz dwie butelki francuskiego białego wina. Ubrana była dzisiaj w czarny płaszcz, białą koszule oraz ciemne spodnie. Skórzane buty na niewielkim obcasie wystukiwały rytm jej kroków o kostkę miasta, aż w końcu dotarła na cmentarz. Inkwizytorka poprawiła fioletowy kapelusz na głowie i nasunęła go delikatnie na oczy.
Mimo, że wiele osób mogło uznać ją za najgorsze zło, gdyż Inkwizycja nie miała najlepszej opinii w pewnych kręgach, to nikt chyba nie mógłby przewidzieć tego typu zachowania. Kobieta miała nawet na palcu obrączkę zaręczynową, którą dostała od męża zaś na co dzień zwykle jej nie nosiła. Była zbyt cenna, by ją od tak uszkodzić. Arcymistrzyni nawet nie brała ze sobą broni. Nie w ten dzień. Dzisiaj po prostu chciała być tą kobietą, którą pamiętali jej bliscy. Przechodząc pomiędzy alejkami cmentarza mijała od czasu do czasu ludzi. Starców, młodych, a czasami księdza który rozmawiał z potencjalnym nabywcą krypty. Inkwizytorka mogła im poświęcić więcej czasu i przyjrzeć się, gdyż dobrze znała to miejsce i szła praktycznie z pamięci.
Idąc w stronę grobu rodzinnego zauważyła jeszcze jedną osobę, która stała w pobliżu pagórka oddalonego od grobu rodzinnego o jakieś 10, może 20 metrów. Czerwonowłosa nie wierzyła w takie zabobony, że miejsca pochówku wiedźm strzeże jakiś duch. Mógłby to być po prostu Koszmar, który zwyczajnie postraszył ludzi raz czy dwa, ale nigdy nie odmówiła tego, by spaloną kobietę pochować. Ogień już oczyścił jej duszę, a ciało należało złożyć w grobie. Kwestia, że nie każdego było stać na ładny grób. Ojciec Adrastii oraz jej mąż byli pochowani w jednym, kamiennym grobie. Mimo, że mogła jako Arcymistrzyni zapragnąć najpiękniejszego mauzoleum jednak nie chciała zakłócać spokoju zmarłym. Jeśli już się pochowało to nie powinno się tego ruszać. Zresztą sama dla siebie chciałaby dosyć skromny pochówek, ale za to stypa… cóż tutaj już inna kwestia, bo wymogiem byłoby wypić wszystkie beczki wina z prywatnej piwniczki Adrastii. Wolała żeby ludzie bawili się i zapomnieli o smutku, a nie żeby było sztywno.
Adrastia minęła kobietę stojącą przed górką i wyciągnęła stare kwiaty z wazonu. Za płytą było wiaderko, w której zbierała się deszczówka, jednak teraz kiedy panowała zima to jedyne co pozostało było kawałem lodu. Sprzątnęła z grobu śnieg, a świeże rośliny włożyła do wazonu. Długo nie postoją, ale liczył się gest.
- To już 18 lat tato. Interes się kręci, a ja pnę się w górę. Brakuje mi Ciebie i Mamy– powiedziała do grobu i cicho westchnęła sobie. Pamiętała jak jeszcze była dzieckiem i te wspólne podróże. W grobie jeszcze była matka Adrastii. Kobieta do dziś żałowała, że nie poznała jej ze swoim mężem. Trudno było się wychowywać z jednym rodzicem, ale nie oznaczało to, że o matce zapomniała. Była jej wdzięczna między innymi za to, że wraz z tatą postarali się i przyszła na świat. Adrastia miała teraz trochę poważniejsza niż zwykle. Dla męża przeznaczone było jego ulubione francuskie wino. Położyła butelkę na grobie, jednak zdawała sobie sprawę, że ktoś ją prędzej czy później ukradnie. Nawet na cmentarzu kradli znicze, kwiaty oraz inne ozdoby, a potem sprzedawali na straganach przed cmentarzem. Stronheim regularnie toczyła swoje batalie z tymi ludźmi i ciągnęła takie osoby do odpowiedzialności karnej. Nie paliła, a po prostu oddawała w ręce służb porządkowych.
Kobieta odkorkowała drugą butelkę i pociągnęła z niej. Spojrzała na grób i uśmiechnęła się delikatnie.
- Za spotkanie w zaświatach Marcusie– powiedziała i pociągnęła jeszcze jeden łyk. Trzymając butelkę w dłoni wspomniała tamte dobre dni. Dni z Marcusem były naprawdę szalone, a noce gorące. Jakie były imiona rodziców na grobie? Eleanora oraz James.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 12:26 pm

Kobietę, dopiero dostrzegła w chwili, gdy ta ją mijała. Nie spodziewała się, że ktoś może się pojawić w okolicach grobu, gdzie pochowała matkę. Wspomnienia matki były dla dziewczyny niczym lek, ukojone bólem serce powodowało, że Azarel wpatrywała się teraz pustym wzrokiem w pagórek, grób który zaledwie jakiś czas temu mogła uporządkować na tyle, by było coś widać na nim. Z ulgą, na zbolałej twarzy przez ostatnie minione dni, przyjęła łagodny powiew wiatru. Czuła się nieco spokojniej i pewniej. Ułożyła kwiaty na grobie starając się je ustawić tak, by nie zasłaniały imienia matki. Musiała wyryć ręcznie jej imię, nie było jej stać na wykup grobu. Żyła z matką za to, co udało się sprzedać, czy też wyhodować gdy nadeszła wiosna i lato. To właśnie w te miesiące Azarel oraz jej matka Irmina musiały zająć się uprawami. Rozdzielały je tak by stać je było na przetrwanie oraz by sprzedać część z upraw. Gdy ułożyła kwiaty wyciągnęła nóż oraz dwie deseczki. Na jednej z nich wyryła imię ukochanej matki. Następnie co zrobiła to związała sznurem obie deski by umieścić koniec jednej, która stanowiła pion do ziemi.
- Teraz jest idealnie mamo. Zasłużyłaś na lepszy nagrobek. Ale to się zmieni. Jeszcze trochę, przyjdzie wiosna, a potem lato. Zacznę zbierać plony. Część tego co mam sprzedam na targowisku.
Odezwała się przenosząc wzrok na kobietę, która popijała sobie przed grobem. Nie znała jej, nie wiedziała kim jest. Czemu? Ba, temu że siedziała zawsze w domu, dopiero od pojmania jej matki przez Inkwizycję opuściła chatę. Wtedy dopiero poznała co to znaczy świat. Poznała jego "zapach", otoczenie było dla niej czymś nowym, czymś co nie było do końca przyjemne. Przeniosła wzrok na zmęczone dłonie, które choć przyzwyczajone do ciężkiej pracy teraz były skazane na tyranie. Musiała sobie radzić, bo świat nie był łaskaw dla nikogo. Ułożyła kilka ciastek domowej roboty i uśmiechnęła się lekko.
- Pamiętasz, jak razem je jadłyśmy? Zawsze je kruszyłaś mówiąc, że są nasiąknięte magią. Teraz...teraz ja...
Ułamała kawałek rozkruszając go na grobie. Po jej policzku pociekła łza.
- Teraz mamo, ja mówię...zjedz ze mną...opowiedz mi jeszcze raz baśń o naszych przodkach.
Dodała z delikatnym uśmiechem na twarzy. Zerknęła na oddaloną kobietę od niej upewniając się, że ta nic nie usłyszy szepnęła.
- Ludzie coraz bardziej zaczynają być bezczelni...przed Twoim spaleniem, za które zapłacą mi winni zaczęto szeptać, że jestem...czarownicą. Ale wiesz...zaczynam się nad tym zastanawiać...chociaż to jest niemożliwe...bo jest to niemożliwe prawda? Przecież nigdy nic...
Uklękła przed grobem, siadając na swoich piętach.
- Ale wiesz...już kilka razy...coś się stało dziwnego...czy to coś ze mną nie tak?
Szepnęła pochylając się do przodu udając, że coś poprawia. Chociaż, gdyby się tak przyjrzeć dokładniej nie było tam czego poprawiać. Uniosła się lekko i roześmiała pod nosem.
- Oczywiście, że nie....przecież byś mi powiedziała.
Niestety, tego nie do końca była pewna. Wiedziała, że owszem może i chciała ją chronić, ale córce by nie powiedziała tylko po to, by nie stresować młodej wiedźmy. Przecież każdy wiedział, że obecnie trwało polowanie na czarownice. Podniosła się na nogi dotykając w geście pożegnania już grób matki. By po chwili odwrócić się w drogę powrotną. Nie miała zamiaru przesiadywać przecież cały wolny czas na cmentarzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 2:00 pm

Nikt nie spodziewałby się, że przywódczyni Inkwizycji byłaby tak niewielką istotką. 160 cm wzrostu w kapeluszu nie było czymś co budziło lęk w sercach wiedźm. Zawsze istniała ta tendencja do demonizowania tej istoty w czerwonym płaszczu, która była obecna na spaleniach potężniejszych wiedźm. Podobno również zbierała trofea po pokonanych czarownicach, które okazały się wyzwaniem. Adrastia wierzyła, że w jakiś sposób jest to uhonorowanie przeciwnika. Jak łowcy, który zakłada skórę pokonanego zwierzęcia by uczcić to starcie. Inna kwestia, że Glamred lubiła pamiątki różnorakie. Z podróży miała ich całkiem sporo w gabinecie. Nawet ta obrączka, którą miała na palcu była oznaką przywiązania do tak drobnych rzeczy.
Swoją drogą ta kobieta, która stała nieopodal była od niej znacznie wyższa. Praktycznie prawie o głowę i chyba też była pochłonięta rozmową ze swoimi bliskimi. Ten cmentarz mimo, że był zniszczony to jednak miał dla pewnych osób wartość sentymentalną. Ojciec nie wybrał innego miejsca na pochówek, gdyż tutaj byli pochowani jego przodkowie. Kiedyś to miejsce było znacznie ładniejsze i bardziej zadbane. Teraz przychodziły tu pojedyncze osoby, których krewni nie zostali pochowani w znacznie lepszej lokacji. Adrastia żałowała, że nie doczekała się potomstwa wraz ze swoim kochankiem. Zresztą teraz była już zdecydowanie na to za stara i ciąża niosła ze sobą ryzyko. Może jednak dobrze się stało, że poświęciła swoje życie polowaniu na czarownice, które bądź co bądź są źródłem problemów? Nie dość, że wiedźma może wykorzystać swoje moce do niecnych czynów, to jeszcze z ich snów powstają Koszmary, które mogą stanowić dla ludzi zagrożenie. Nie wiadomo co te spaczone umysły mogą wydać na świat, a opoką dla tej ciemnoty była czerwona róża Inkwizycji.
Półwiedźma odwróciła się na pięcie i już chciała wracać do gabinetu. Czekała ją praca, którą odkładała dostatecznie długo. Brakowało jej kogoś, kto mógłby pilnować jej terminów. Ktoś z grabarzy nadałby się do tego perfekcyjnie, w końcu byli sumienni i ogarniali papierkową robotę. Jednak musiała to być osoba godna zaufania lub na tyle ciapowata, że bałaby się nabroić. W końcu dokumenty, którymi operowała Adrastia należały do tych naprawdę istotnych. Z drugiej jednak strony w dłoni nadal dzierżyła butelkę, a szkoda by wino wywietrzało. Trzeba było je spożyć jak najszybciej, ale jeśli zacznie sama pić to wyjdzie, że jest alkoholiczką. Uznała wtedy, że może podzieli się z kobietą, która również przebywała na cmentarzu. Arcymistrzyni nie wsłuchiwała się w to co tamta mówiła. Każdemu należało się trochę prywatności w takich miejscach, a poza tym sama była przez większość dialogu pogrążona w rozmyślaniach o tym co było. Było jej niezmiernie przykro, że kobiety nie stać było na normalny grób. Taki kamienny, godny by pochować zmarłego chociaż z drugiej strony może takie właśnie było ostatnie życzenie osoby?
Czerwonowłosa podeszła szybkim krokiem w stronę wysokiej kobiety i minęła ją. Zatrzymała się tuż przed nią i uniosła rondo wiedźmiej czapki nieco w górę. Adrastia wyglądała poważnie, aczkolwiek nie w sposób odstraszający. Miała podkrążone oczy wywołane wielodniowym kacem oraz niewyspaniem. Wyciągnęła w jej kierunku butelkę z winem. Dosyć drogim francuskim winem, na które przeciętny człowiek mógłby sobie pozwolić kosztem pozostałych potrzeb.
- Napijesz się ze mną? Nie lubię pić sama, a szkoda by wino straciło smak – wino, które poleżało otwarte za długo było zdecydowanie najpaskudniejszą rzeczą jaką tylko mogła wziąć do ust. Adrastia oczywiście liczyła się z tym, że kobieta może odmówić ale zauważyła na jej policzkach ślad po łzie, która niedawno spłynęła. Pewnie również chciałaby sobie ulżyć, więc zakładała, że pewnie się zgodzi. Poza tym czerwonowłosa miała drobny uśmiech na twarzy. Nostalgiczny uśmiech.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 2:24 pm

Nieświadoma dziewczyna obecności przedstawiciela Inkwizycji zamroczona swoimi myślami brnęła przed siebie w zadumie. Zastanawiając się co może zrobić, co rozszyfrować a co po prostu przemilczeć. Do tego nowe informacje jakie drażniły jej umysł nie dawały jej spokoju. Czyżby oznaczało to, że odziedziczyła magię? Czy była z krwi i kości wiedźmą? A co jeśli faktycznie, to co się działo nie było czystym przypadkiem? Zadumana kroczyła przed siebie skupiając swoje myśli daleko w głąb swej duszy, gdzie mogła rozstrzygnąć, całą resztę niespokojnych myśli. Jej dusza, była owiana żałobą, jednak była już na tyle ogarnięta, że mogła zacząć skupiać się na tym, co działo się nie tylko dookoła niej. Wszystkie informacje, te mniejsze i większe były dla niej punktem zaczepienia. Mrowienie w ciele dawało się we znaki gdy tylko pomyślała o tym, co z dnia na dzień, zaczęła oswajać. Magia. Nie była zwykłym człowiekiem, co to panicznie wszystkiego się boi. Była osobą na tyle już roztropną, że jej myśli zaczęły oswajać się z nową wiedzą. Z nowym światem, który otrzymała w darze w raz ze spaleniem matki. Z myśli wytrąciła ją nagle kobieta, ta sama, która chwilę temu jeszcze stała przed swoim grobem krewniaka. Uniosła twarz, przyglądając się w pierwszej chwili kobiecie. Nie spodziewała się, że ktoś ją zagada. Również nie pamiętała jej, czyżby może kiedyś jej pomogła? Ale nie, raczej nie. Jej nowa znajoma miała na tyle zadbane odzienie, i pewną twarz, że wątpiła by miała okazję pomóc jej swoją zdolnością zielarstwa. Spojrzała na butelkę.
- Nie przywykłam do picia...ale czemu nie.
Zgodziła się, w końcu czemu by miała odmówić? Owszem, powinna bo nigdy nie wiadomo na jaki tor zejdą rozmowy. Do tego nie znała jej. Chociaż dałaby sobie rękę uciąć, że gdzieś tą czarną pelerynę widziała. Przed stosem? Podczas spalenia jej matki. Tak, tego była już pewna. Miała dobrą pamięć i wzrok więc miała stu procent pewności. Jednak nie wiedziała też, kim do końca jest kobieta. Przyjrzała się jej twarzy nieco niepewnie.
- Jesteś czarownicą?
Zapytała zaraz, może to ona stała obok jej matki. Może ta peleryna...może była jedną z nich? Sięgnęła po butelkę i pociągnęła z niego odrobinę. Słodycz rozlała się po przełyku dziewczyny, na co nieco się uśmiechnęła. Nie zawsze dane było jej kosztować tak drogiego i dobrego trunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 3:19 pm

Az nie musiała nawet specjalnie wysoko unosić twarzy. Raczej musiałaby spojrzeć w dół, gdyż różnica wzrostu była znaczna bądź co bądź. Zakładając oczywiście, że patrzyłaby jej w oczy. Swoją drogą ten niski wzrost ujmował latek arcymistrzyni przez co mogła wydawać się młodszą niż była faktycznie. Adrastia nie tępiła zielarek, ani nie uznawała posiadania ksiąg i paru innych dyrdymałów za oznakę bycia wiedźmą. One używały znacznie ciekawszych metod, a ta cała magia była trochę inną rzeczą niż sobie wyobrażano. Czasami wiedźmy wykorzystywały kostury i inne akcesoria ale one same w sobie nie były specjalnie wyjątkowe. Głównie służyły jako przedmiot skupienia bądź po prostu były jakimś wymogiem użycia mocy każdej z nich. Balsamiści przebadali niezliczone ilości ciał wiedźm, a badania nad tym jak zatrzymać rozprzestrzenianie się tej zarazy w dalszym ciągu trwały. Chociaż nie zapowiadało się, że przybliżali się do rozwiązania w jakiś sposób. Danych było zdecydowanie za mało, jednak z tego co Glamred wiedziała były zasady działania świata wiedźm. Głównie ze względu na kapelusz, który właśnie miała na głowie. Hierarchicznie wyglądały one jak każde inne pomniejsze państwo, gdzie władze ma kobieta. Jednak wiedźmy nie zdawały sobie zapewne nawet najmniejszej sprawy jakie zagrożenie stwarzają. W tym momencie Stronheim stwierdziła, że powinna na moment oderwać się od pracy. Nie godzi się rozmyślać o takich rzeczach na cmentarzu, miejscu dla niej świętym.
Na szczęście kobieta się zgodziła. Czerwonowłosa miała dosyć słabą pamięć do twarzy osób, które widziała tylko raz. Była to istna loteria, bo czasem pamiętała, czasem nie. Zależy czy dana osoba była dla niej istotna. Cortez najwyraźniej nie należała do tego grona, dlatego Arcymistrzyni jej nie kojarzyła. Za to pytanie, które zadała podwyższyło czujność inkwizytorki i momentalnie otrzeźwiło ją. Spojrzała w błękitne oczy kobiety i pokręciła przecząco głową. Nie mogła się przecież otwarcie przyznać, że pała się magią ognia i jest jednocześnie arcymistrzynią. Z drugiej strony kobieta mogła coś wiedzieć, bo w przeciwnym razie nie zadałaby takiego pytania. Chociaż może to po prostu kwestia kapelusza, który Adrastia miała na głowie?
Inkwizytorka postanowiła obrócić to w żart. Zaśmiała się i powiedziała udawanym skrzekliwym głosem – Tak, mam swojego kota i miotłę tuż przy wyjściu z cmentarza. Polecę potem do domku na kurzej stopce i upiekę dwójkę dzieci w piecu– odkaszlnęła i odebrała od kobiety butelkę. Przepłukała gardło winem, rozglądając się w pobliżu. Ujrzała zwykły głaz przydrożny, na którym mogła sobie przysiąść co też uczyniła. Obok było dostatecznie dużo miejsca, żeby Azazel również mogła się przysiąść. Oczywiście jak chciała to zawsze były jeszcze kolana inkwizytorki.
- Żartowałam. Nie jestem czarownicą, po prostu lubię ten kapelusz - pyknęła go w rondo lekko – a Ty? Jesteś czarownicą? – zapytała popijając wino z butelki. Słodki smak wina nie zaburzał jej zmysłu percepcji oraz trzeźwego myślenia. Nie w takiej ilości. Poza tym zaraz potem podała butelkę kobiecie. W końcu jeśli wypije troszkę więcej to język jej się może rozwiąże? A co jeśli znalazła czarownicę i mogłaby ją skutecznie wykorzystać jako narzędzie do wybicia większej ilości wiedźm? Czerwonowłosa założyła nogę na nogę i wyczekiwała odpowiedzi kobiety.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 3:39 pm

Błąd, za błędem...gdyby matka żyła, pewnie by dała jej do wiwatu. No ale, niestety dwudziestojednoletnia zaledwie wiedźma, była na tyle niedoświadczona, że można było z niej czytać jak z otwartej księgi. Nieboszczka nie raz jej to wypominała, niestety na nic się to zdało Azia nie potrafiła się za nic wyrobić w twardej i pewnej minie. Do tego, teraz jej duma niemal kazała wołać, że tak jest czarownicą. Jednak co miała zrobić? Odpowiedź kobiety sprawiła, że Az parsknęła śmiechem, co nie przystoi na cmentarzu, jednak kto by na to zwracał teraz uwagę? Spojrzała na Adrastie by przekrzywić po chwili głowę w zadumie.
- Powiedziałabym, że pasuje Ci ten głos, jednak nie wyglądasz na wiedźmę co to ma przeszło tysiąc lat. A domek na kurzej łapce...dobre sobie. Opowieści o Jasiu i Małgosi nie idą w parze z rzeczywistością.
Roześmiała się pod nosem by po chwili przysiąść obok kobiety. Na jej stwierdzenie, że żartowała skinęła delikatnie głową.
- Domyśliłam się, jednak mówiłaś tak poważnie...
Odezwała się jednak mina jej zrzedła gdy ta zapytała ją o to czy jest wiedźmą. Ha, spójrz w te oczka, one Ci prawdę powiedzą! A nie, to cyganie tak wołają...chociaż...może i jest częściowo cyganką. Wszak dorabianie tańcem szło jej całkiem nieźle! Spojrzała na Ad udając oburzenie.
- No proszę Cię, ja i czarownica. Czy ja mogłabym być do nich podobna? Pomagam potrzebującym, leczę ich...ogrzewam gdy zimno...kocami.
Wydukała czując się pod presją tych wielkich oczu. Jej nerwowość było widać jak na dłoni. Jednak nie miała zamiaru się do niczego przyznawać, tym bardziej że nie do końca była pewna tego kim jest. Owszem, niby sprawiła, że ogień podczas rozpalania buchnął ogromnie, ale no zaraz by była wiedźmą. Spojrzenie przeniosła pospiesznie na inny grób, gdzie palił się znicz. Nerwowo popiła z butelki wpatrując się w ogień. No i Bum...stało się! Znicz jak nie huknął, jak nie buchnął tak rozprysł się w drobny mak. Szkło niemal wybuchło, pod wpływem ciepła. Azazel zakrztusiła się winem oddając butelkę kobiecie. Tego przypadkiem już nie mogła uznać. Zaniepokojona zacisnęła pięści podnosząc się.
- P...przepraszam, ale muszę już iść.
Wydusiła ostrzej niż zamierzała. Co ona sobie wyobrażała? Mogła być świadoma pytania kobiety, przecież tyle plotek na jej temat było, chociaż uznawali ją za tą dobrą wiedźmę, za przeciwieństwo innych. Jednak ona to ona. Co miała zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 4:27 pm

O tak, w Inkwizycji czasem się podśmiewali z mistrzyni. Zwłaszcza jak była skacowana i zachowywała się jak zgnębiona staruszka. Tu za głośno słońce świeciło, a tam bolała ją główka, w krzyżu łupało oraz ogólnie była jęczybułą jakich mało. Tak wyglądał każdy jej poranek, gdy dzień wcześniej popiła. Zwykle nie była to jedna butelka, a kilkanaście zacnego trunku. Adrastia miała kaca przez 4 dni po tym jak sama opróżniła całą beczułkę wina. Zabójcze stężenie alkoholu we krwi, a ona dała sobie radę. No a potem cierpiała przez parę dni. Swoją drogą wtedy miała naprawdę srogie rozkminy na temat wiedźm. Śmiała się z bajek o Jasiu i Małgosi oraz z tych domków na kurzych łapkach. Podobno Hansel i Gretchel byli praprzodkami obecnej Inkwizycji. Na dodatek ta bajka pochodziła z rodzinnych stron inkwizytorki. Z Niemiec, które z wielką chęcią ponownie by odwiedziła.
Kobieta przysiadła się obok czerwonowłosej. Na cmentarzu nie wypadało się śmiać, jednak z drugiej strony były tu tylko we dwie, a jej mąż raczej nie miałby nic przeciwko temu, by Adruś uśmiechała się częściej. W końcu mówił jej wielokrotnie, że uśmiech był najlepszym czym mogła go kiedykolwiek obdarować. Oczywiście były też inne rzeczy, które mu dawała i była szczęśliwa. Chyba po jego stracie przerzuciła się na kobiety. Nie chciała ponownie być z mężczyzną, gdyż wtedy zdradziłaby swojego ukochanego. On miał bardzo luźne podejście do tego i jeśli żona przespała się z inną kobietą to nie robił z tego problemu. Z mężczyzną by robił, ale do kobiet absolutnie nic nie miał. Za to Adrastia była zazdrosna o męża jeśli spoglądał na inne kobiety.
Inkwizytorka mogła oburzenie kobiety odczytać dwojako. Również tę pauzę, która była dosyć nietypowa. Dukanie sugerowało, że Azia mogła coś mieć na sumieniu lub nie mówiła całej prawdy. Glamred będzie próbowała pociągnąć ją za język, bo coś tutaj nie grało. Była nerwowa, a czerwonowłosa w tym momencie zaczynała trochę żałować, że nie wzięła ze sobą laski. Mogłaby się przydać jeśli trafi na dwie z trzech opcji. Pierwszą było, że jej towarzyszka jest czarownicą i należy ją jak najszybciej pojmać. Drugą zaś, że ukrywa wiedźmę, a trzecia to po prostu przykre wspomnienia związane z tą rasą.
Dopiero kiedy ogień jednego ze zniczy buchnął, a kobieta spanikowana chciała się ewakuować dało inkwizytorce pewne podejrzenia. Chwyciła butelkę i odłożyła ją tuż obok kamienia szybko, a ręką pochwyciła kobietę za nadgarstek. W głowie Adrastii zaświtała pewna myśl. Otóż trafiło jej się, że najpewniej może mieć obok siebie niedoświadczoną wiedźmę. Taką, której talent nie został ukierunkowany. Była świetnym narzędziem, które aż prosiło się by je wykorzystać. Oczywiście jak już okaże się zbędna to najpewniej pośle ją na stos, jednak najpierw wypadało ją zatrzymać. Nie puszczała jej, a wstała i spojrzała w jej oczy spod kapelusza.
- Wiesz, że znicze nie wybuchają od tak? Jeśli nie umiesz tego kontrolować to prędzej czy później inkwizycja Cię pojmie. Za konszachty z czarownicą lub bycie nią. Nie wydam Cię ale powiedz prawdę – stanęła i założyła ręce na piersiach. Na moment schyliła się i sięgnęła po butelkę, którą wyciągnęła w stronę kobiety. Kolejny łyk na odwagę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 4:45 pm

Oj, wolałaby posiadać przykre wspomnienia. Wolała nie być jedną z nich, ale była. Może to i dobrze? W końcu miała cel, cel który chciała doprowadzić do ładu. Ale jak? Nagle poczuła na nadgarstku dłoń kobiety. Spojrzała na nią unosząc wzrok. Na jej słowa zacisnęła pięści. Buch, kolejny znicz trzasnął jak porcelanowa lalka. Spojrzenie przeniosła na ściskaną dłoń, chciała wyrwać się, jednak ta ją zaraz puściła. Spojrzała na Ad nie wiedząc co w pierwszej chwili powiedzieć. Była totalnie zielona, niedoświadczona w magi, jaką posiadała. Nie miała pojęcia czemu to wszystko tak dziwnie wyglądało w jej oczach. Nie rozumiała wielu rzeczy. Spojrzała na wyciągniętą butelkę. Wzięła, napiła się by zaraz potem oddać butelkę.
- Inkwizycja może mi naskoczyć. Są pierwsi na mojej liście.
Wycedziła oschle spoglądając na kobietę, po czym wyciągnęła dłoń wskazując grób matki.
- Te ścierwa spaliły moją matkę. Kobietę, która nic nikomu nie zrobiła. Chciała mnie chronić...udawało się jej to, do czasu aż została pojmana. Widziałam jak ją palono...jak wydawała ostatnie tchnienia.
Wysyczała wściekła a kolejne znicze zaczęły powoli trzaskać. Co się z nią działo? Traciła panowanie nad sobą, zaczęła się denerwować. Była jak tykająca bomba zegarowa. Cyk, naciśnięcie guziczka i wielkie bum. Tak teraz stało się z Azią.
- Czy jestem wiedźmą? Nie, nie jestem wiedźmą, jestem córką czarownicy. Zwykłą dziewczyną, która straciła matkę bo ktoś sobie ubzdurał, że jest niebezpieczna.
Fuknęła odwracając się do niej plecami.
- Obiecałaś milczeć, wiec milcz skoro Ci życie miłe. Nie chcę mieć niewinnych na sumieniu. Nie po to pomagam ludziom.
Dodała nieco spokojniej by po chwili powoli ruszyć przed siebie o ile w ogóle była w stanie się ruszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 7:03 pm

Po zachowaniu kobiety, Adrastia mogła mniej więcej ocenić jej stan psychiczny oraz mentalny. Była rozjuszona oraz bardzo młoda. Naprawdę myślała, że może tak otwarcie prezentować swoje poglądy nie licząc się z konsekwencjami? Oczywiście tak długo jak nikt nie rzucał oszczerstw w stronę Inkwizycji, tak długo Glamred mogła na to machnąć ręką i puścić mimo uszu. Jedynie obłożyć kijami takiego krzykacza i tyle. Tutaj jednak sprawa miała się inaczej, gdyż widziała, że moc czarownicy wymyka się spod kontroli. Wszystko wywołane tym wspomnieniem. Tym jednym jedynym, które nie należało do najprzyjemniejszych. Arcymistrzyni natomiast znała sprawy czarownic od nieco innej strony. Zwykle na stos szły dwa typy wiedźm. Te, które chciały oraz takie, którym nie w smak była współpraca z Inkwizycją oraz wydawanie swoich koleżanek. Może i nie czyniła nikomu krzywdy, jednak ukrywanie innych wiedźm było krzywdą dla ogółu. Mogły one bez przeszkód tworzyć koszmary, a nawet szkodzić innym. Aż dziw brał Stronheim, że od razu nie pojmali tamtej kobiety wraz z całą rodziną, jak to zwykle bywało. Może wtedy jeszcze u władzy była stara arcymistrzyni?
Nie mogła natomiast uwierzyć w to, że tamta wydała ostatnie tchnienie w ogniu. Zwykle stosy były rozkładane tak, że czarownica umierała i całkowicie się spalała. Tyle, że po prostu umierała od zatrucia tlenkiem węgla, a ciało paliło się przez jakiś czas. Adrastia nie panikowała, gdyż wiedziała, że jest odporna na płomienie ale raczej zerkała w kierunku zniczy, które pękały jeden po drugim. Bardziej bała się lecących odłamków aczkolwiek było to mało prawdopodobne. Talent dziewczyny był jeszcze bardzo nierozwinięty więc o tyle dobrze, że łatwiej ją będzie kontrolować. Samymi czynami dowiodła już, że jest czarownicą i nie byle jaką dziewczyną z ulicy. Stronheim odetchnęła, chłodno kalkulując sytuację.
Jednak kiedy usłyszała groźbę to tylko prychnęła. Oczywiście powiedziała, że jej nie wyda ale nic nie mówiła o tym, że sama jej nie pojmie. Nie byłoby to złamanie obietnicy, a zarazem miałaby poczucie dobrze wykonanej inkwizytorskiej pracy. Takiej na półgwizdka, a na coś takiego nie mogła sobie pozwolić.
- Naprawdę myślisz, że w takim stanie możesz cokolwiek zdziałać? Jesteś słaba, nie umiesz używać swojego daru. Arcymistrzyni nawet na Ciebie nie spojrzy, a jedynie każe jakiemuś podrzędnemu inkwizytorowi pojmać i rozłożyć na stole katowskim – zastąpiła jej ponownie drogę i wystawiła rękę przed siebie. Nasuwając rondo kapelusza lekko na oczy i wystawiła przed siebie rękę.
- Pomagać ludziom? Jesteś jak niedopałek rzucony w stronę beczki prochu. Wszystkie znicze popękały z powodu Twojego braku kontroli. Jak myślisz kiedy zrobisz to samo z ludźmi, którym chcesz pomóc? – postanowiła zagrać na jej emocjach oraz zdrowym rozsądku. Nie planowała jej puścić, a w butelce jeszcze trochę było tego świetnego wina. Wcisnęła ją ponownie w dłoń Az i wcisnęła ją w pierś. Popchnęła przy tym lekko w tył kobietę i pochyliła się, lekko uginając przy tym kolana. Adrastia przekręciła się profilem do czarownicy i rzekła – Jeśli dalej tak będziesz postępowała to spalą Cię tak samo jak Twoją matkę. Mogę Ci pomóc opanować ten dar, jednak w zamian za to wymagam posłuszeństwa oraz szacunku – powiedziała, a czerwona kula ognia pojawiła się w dłoni arcymistrzyni. Dłoń miała przed sobą także, jeśli ktoś był z tyłu to nie powinien tej kuli widzieć. Była zresztą dosyć niewielka, bo wielkości kurzego jaja. Za to o idealnym kształcie tegoż. Zamknęła dłoń i upewniając się, że tamta odłożyła butelkę, wyprowadziła cios w splot słoneczny kobiety. Miało to na celu pokazać, że niewiele potrzeba by ją powalić i uniemożliwić złapanie oddechu na kilka sekund. Po tym ciosie, Adrastia szybko by dziewczę złapała, ale nie poleciałby za tym kolejny cios, a... przyciągnięcie do piersi i wtulenie w nią.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 7:22 pm

Drżała, cała dygotała z wściekłości dając upust furii, jaka ją trzymała. Starała się uspokoić, skupić na czymś miłym, przyjemnym. Jednak niestety nie miała takiej możliwości. Wzięła głęboki wdech i spojrzała na kobietę przymrużając niebieskie oczy, które były już nieco błyszczące od upojenia alkoholem. Słaba głowa Azazel nigdy nie miała styczności z mocnymi trunkami. Słysząc jej słowa odnośnie tego, że może kiedyś skrzywdzić ludzi wróciła wspomnieniami do chwili, gdy wystraszyła się Fanny. Pięknie, jeszcze by tego brakowało, by przypadkiem spaliła jakiegoś dzieciaka. To nieco ostudziło Azie bowiem spojrzała na kobietę w milczeniu.
- A jak myślisz...kto ubiera te dzieciaki? Kto leczy ich rany, wspomaga matki, które nie wiedzą co robić z chorym, czy rannym dzieckiem. Bądź takimi, co to nie wiedzą jak się wyleczyć by przetrwać kilka zim? Tak, to mnie wołają na mieście "Czarna Pani". Anioł i wiedźma.
Parsknęła pod nosem odpowiadając dopiero po chwili.
- To dzięki mnie wielu z nich jeszcze żyje. Bo Inkwizycja nic z tym nie robi! Siedzą jak takie cioty na dupach i skupiają się tylko na takich jak ja!
Krzyknęła, pierwszy raz wykrzyczała to kim jest. Poczuła ulgę ale zaraz potem poczuła butelkę w dłoniach, którą odstawiła nie miała zamiaru pić. W kolejnej chwili poczuła cios. Jęknęła cicho zwijając się w pół, jakby miała zaraz polecieć jak długa. Ale nic się nie stało, wręcz przeciwnie. Poczuła jak została przytulona. Już nie interesowało ją to, co zobaczyła chwilę przed ciosem. Ból nie był może tak silny, ale jednak poczuła jak wypity alkohol zaczyna działać na nią. Poczuła jak wszystko podchodzi jej do góry by zaraz potem wrócić na miejsce a Az cicho westchnęła próbując się wyprostować i oddalić od kobiety.
- Jesteś wiedźmą.
Wydukała zaskoczona próbując się wyprostować.
- Zgoda. Naucz mnie jak to opanować.
Dodała siadając w miejscu niemal bo nadal czuła jak żołądek podchodzi jej do gardła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 8:43 pm

Łatwo było ją sprowokować, a Adrastia wiedziała, że z takimi emocjami tamta stałaby się łatwym łupem. Nawet dla początkującego inkwizytora, który ledwo co odebrał swoją broń. Stawała się przez to przewidywalna oraz łatwa w manipulacji. Zwłaszcza, że najwyraźniej nie miała jeszcze mocnej głowy i alkohol uderzał jej do głowy. Zresztą podobno pijany człowiek wypowiada trzeźwe myśli i tutaj Glamred nie była pewna pewnej rzeczy. Mianowicie tego czy agresja Azi wynika z tego, że jest roztrzęsiona czy może to kwestia tej butelki wina? Wyglądało również na to, że wiedźma ma jednak swoich bliskich. To bardzo dobrze, bo w razie czego czerwonowłosa będzie miała kartę przetargową jeśli tylko dowie się kimże są te osoby. Spójrzcie jak wiele wprawna inkwizytorka może wyciągnąć z krótkiego dialogu oraz nagłego wybuchu emocji, a zapowiadało się, że tamta powie znacznie więcej.
O dziwo wiedźma nie wyglądała na taką złą. Znaczy tak by pomyślał statystyczny człowiek. Dobra samarytanka, która leczy ludzi i pomaga biednym. Brakuje tylko, by poszła krok dalej i stała się istnym Robin Hoodem, a tego Inkwizycja raczej nie puści płazem. Zwłaszcza jeśli wiedźma będzie okradała ich, by oddać coś biednym. Adrastia stała i ze stoickim spokojem wysłuchiwała tego, co kobieta miała do powiedzenia. Dokładniej tego co wylewała z siebie. Najwidoczniej chciała podbudować swoje ego i pomagać biednym dając jedynie rybę. Nie planowała najwyraźniej po prostu dać im wędki i nauczyć łowić. Taka pomoc nigdy nie była rozwiązaniem, a stwarzała kolejny problem. Zniechęcała ludzi do jakiegokolwiek działania, by poprawić swoją sytuację. Oczekiwali tylko, że ktoś im coś da za darmo.
Poczekała aż tamta się wykrzyczy, a kiedy padł cios i kobieta zgięła się w pół, ból najwyraźniej ją otrzeźwił. Ognik, który Stronheim niedawno miała w ręce teraz został zgaszony. Patrzyła jak kobieta łapie powietrze i już zastanawiała się czy dojdzie do szarpaniny, lecz ta dała się przytulić. Cios w splot słoneczny pozbawiał tchu i mógł również wywołać nudności. Zwłaszcza w upojeniu alkoholowym. W końcu jednak postanowiła odezwać się, a raczej dała radę złapać powietrze i wydukać coś. Czerwonowłosa tylko skrzywiła się na to określenie i usiadła tuż obok niej. Płaszcz podkładając sobie pod pupę, by nie ziębiła od kamienia.
- Nie. Po prostu pewien przedmiot pozwala mi na takie rzeczy – skłamała i jednocześnie powiedziała kawałek prawdy. Mogło się to kobiecie wydać niewiarygodne, że jeden przedmiot pozwala dokonywać cudów tak jak robią to wiedźmy.
- Pozwól, że wytłumaczę Ci jaka jest rola Inkwizycji. Nie jest nią pomaganie bezdomnym, chorym oraz ubieranie dzieci. Jest nią zwalczanie Koszmarów poprzez eliminację ich źródła jakim są umysły wiedźm. Te szkaradne stworzenia mogłyby zamordować więcej ludzi niż niejeden dyktator – teraz Adrastia pochyliła się po butelkę i jednym duszkiem opróżniła połówkę tego co pozostało w butelce. Oblizała wargi i włożyła korek w szyjkę, odkładając naczynie pomiędzy swoje nogi.
- Dajesz tym ludziom rybę, jednak nie dajesz wędki. Dajesz im coś za darmo, jednak nie uczysz ich jak mają sobie radzić sami. Przychodzą i oczekują stale, że coś im dasz. Myślisz, że stawiliby się za Tobą gdyby Inkwizycja posłała Cię na stos? – inkwizytorka wstała i zaczęła przez materiał z płaszcza zbierać odłamki zniczy i układać je w jedno miejsce. Po prostu sprzątała po tym, co tutaj zaszło, gdyż na cmentarzu powinien być porządek i tyle.
- Owszem, jeśli ktoś chory zgłosi się do Inkwizycji to zwykle pomoc otrzyma jednak nie za darmo. Coś za coś i to ludzi odstrasza, gdyż nie chcą spłacać swoich długów. Oczekują, że za nic otrzymają wszystko – powiedziała i powróciła do Cortez. Usiadła tuż za nią i zaczęła rozmasowywać jej podbrzusze, żeby żołądek przypadkiem się nie zbuntował. Mogła się oprzeć jeśli tylko chciała o inkwizytorkę.
- Dlatego zastanów się kto w tej historii tak naprawdę jest zły. Myślisz, że wszystkie wiedźmy są takie biedne i skrzywdzone? Że żadna nie postanowiła użyć swoich mocy by uczynić człowiekowi krzywdę ku własnej uciesze? – spokojnie przedstawiała jej możliwe scenariusze. W pracy widywała różne przypadki. Niektóre wiedźmy z czystej chęci uczynienia komuś krzywdy wykorzystywały swój dar. Takie bezwarunkowo trafiały na stos w momencie kiedy już wpadły w łapy Inkwizycji. Arcymistrzyni chciała Rzucić Azazel nieco innego spojrzenia na tę sprawę.
- Inkwizycja wie jak walczyć z czarownicami i Koszmarami. Zresztą nie czarujmy się, by Cię powalić wystarczył mi jeden cios skierowany w splot słoneczny. Jesteś jak nieoszlifowany kamień. Teraz jesteś brzydkim czarnym głazem jednak – tutaj ujęła podbródek kobiety w dwa palce – przy odpowiednich zabiegach możesz stać się najpiękniejszym z klejnotów – powiedziała i puściła jej podbródek. Przestała masować jej podbrzusze i po prostu usiadła obok niej. Dając pijanej wiedźmie trochę czasu do namysłu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 9:06 pm

Milczała słuchając jej słów. Nie odzywała się, nie chciała ingerować. Nie chciała w ogóle się odzywać, pragnęła teraz tylko wrócić do domu, położyć się i zasnąć. Ale to było niemożliwe, po pierwsze, kobieta jej nie puszczała, a po drugie miała do wykonania jeszcze kilka rzeczy. Co tam, że karcące słowa z ust kobiety jakie padły, dały Azi cios w policzek. Może i robiła to bezcelowo, może i nie oczekiwała niczego od ludzi, ale zaraz robić jej wyrzuty. Przecież nie oczekiwała od nich niczego. Poza tym, gdyby się sprzeciwili...wiedziała jaki los by ich czekał. Więc po prostu, znała sytuację i wiedziała co przeraża ludność. Nawet gdyby się za nią nie wstawili, nie miałaby im tego za złe. Słuchała słów w milczeniu czując jak ta zaczyna po chwili masować jej brzuch. Nie zrobiła żadnego gestu. Siedziała zesztywniała jak kołek. Czy się bała? Może troszkę, może też po prostu nie była przyzwyczajona do takiego dotyku? W ogóle nie była przyzwyczajona do gestów troski z dłoni innej niż matczyna.
- Jedyne co mi w tej chwili przychodzi na myśl, to to, że jesteś z Inkwizycji. Mówisz o nich jak o kimś bliskim. Twoje słowa, brzmią jakbyś wiedziała o czym mówisz. Znam ten ton. Jednak nadal mnie zastanawia...kim jesteś. Skoro nie wiedźmą...to kim? Jesteś z Inkwizycji? A może jesteś Nosicielem? Setki jak nie tysiące takich się szlaja po mieście.
Urwała czując nadal jak wszystko podchodzi jej do gardła. W końcu nie spodziewała się tego. No i jej słowa...chociaż nie były one dla Az tak pewne to jednak, jakieś ziarenko zostało zasiane.
- Dziwisz się mi, że zwaliło mnie to z nóg?
Parsknęła pod nosem.
- Zrobiłaś to niespodziewanie. Mało tego, zaatakowałaś mnie gdy ja nic Ci nie zrobiłam. Ulżyło Ci?
Mruknęła pod nosem. Ale nie powiedziała nic więcej. Milczała długą chwilę by w ułamku sekundy dopaść do butelki i popić z niej, odstawiając na miejsce chwilę potem.
- To jest niemożliwe, jak możemy takie coś tworzyć...wypuszczać...
Dodała w końcu nie wiedząc jak ma to wszystko ugryźć. Owszem, słyszała o potworach, o Koszmarach przybierające postać dziecka. Dla tego starała się unikać miejsc, gdzie można by je spotkać. Życie jeszcze było jej miłe. Jednak nigdy nie mogła mieć pewności, czy za zakrętem nie spotka właśnie ów stwora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 114
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Sob Mar 11, 2017 9:44 pm

- Gdybym była z Inkwizycji to już byś szła na stos albo nie bawiłabym się w rozmowę z Tobą i zwyczajnie wbiła nóż w plecy. W końcu takie masz o nich wyobrażenie czyż nie? Wiem jak pracuje Inkwizycja, bo miałam z nimi w życiu parę epizodów. Na świecie istnieje zło konieczne i mając do wyboru zwykłych, zorganizowanych ludzi, a istoty z nadprzyrodzonymi mocami, które wprowadzają swój reżim wybrałabym to pierwsze. Łatwiej ich obalić – wzruszyła ramionami. Inkwizycja istniała od praktycznie 50 lat, a nadal miała pewne wady, które Arcymistrzyni na bieżąco likwidowała. Organizacja była naprawdę młoda, a sukces jaki osiągnęła to po prostu cud. Nie wszystkie spółki, które mają pół wieku, są w stanie nawiązać kontakty praktycznie ze wszystkimi krajami Europy, częścią krajów Wschodu oraz niektórymi krajami Ameryki i Afryki. Wypadało jednak jakoś odpowiedzieć kobiecie na temat tożsamości. Nosiciele nie byli nawet tak bardzo szkodliwi. Ot, osoby chore bez specjalnych mocy. Można im stworzyć normalne warunki egzystencji i nie stanowili tak wielkiego zagrożenia dla ludzkości.
- Jestem po prostu Czerwoną Smugą – wymyśliła na szybko jakiś pseudonim, którym mogłaby się posłużyć. Azazel nie musiała wiedzieć, że jest zmyślony ale również może przypadek chciał i znała kogoś takiego. Cóż Adrastia postawiła na tę jedną kartę, że rzadko kto by się tak nazwał.
- Jestem Twoją przyjaciółką i mistrzynią zarazem. To powinno Ci wystarczyć za odpowiedź – skoro była po jej stronie to czy dalsze dywagacje na temat przynależności miały sens? Niemniej wiedźma najwyraźniej jakoś wewnętrznie zareagowała na słowa czerwonowłosej. Mogła mieć w niej przyjaciółkę i mistrzynię, jednak tamta w zamian wymagała tylko jednego – posłuszeństwa. Glamred już miała plany dla młodej czarownicy oraz kierunek, który jej pokaże. Światopogląd, który postara się jej wpoić i przedstawić jego pozytywne strony w jak najlepszych superlatywach.
- A czy Koszmary lub inny napastnik będzie czekał, aż będziesz gotowa? – zapytała retorycznie. Nikt raczej nie będzie otwarcie atakował wiedźmy, a jeśli już ktoś tak głupi się znajdzie i będzie narażał swoich kolegów z pracy na uszczerbek, to Arcymistrzyni już się zatroszczy o degradację takiego delikwenta. Samowolka i działanie bez planu było bardzo surowo karane wewnątrz murów Inkwizycji. Od szorowania podłóg zamku przez miesiąc, aż po kary cielesne. Wszystko rzecz jasna zależnie od przewinienia, którego dopuścił się delikwent.
- Moja droga, nie czerpię przyjemności z krzywdzenia kogokolwiek. Czerpię ją z pomocy, jednak nie takiej, którą oferujesz biednym. Czerpię przyjemność z pomagania ludziom długoterminowo – powiedziała uśmiechając się i pieszczotliwie klepiąc ją po plecach. Adrastia zerknęła jak dziewczyna przykłada do ust butelkę, a kiedy ją odłożyła, Arcymistrzyni potrząsnęła flaszką delikatnie. Jeszcze trochę płynu się tam ostało, aczkolwiek niewiele. Dziewczyny prawie opróżniły butelkę, a tej na grobie inkwizytorka nie ruszy. Nie godziło się i tyle. Jednak wyglądało na to, że również poniekąd osiągnęła swój cel. Okryła się teraz szczelniej swoim płaszczykiem, bo jak wysokie temperatury nie robiły na niej wrażenia, tak niskie już nieco przeszkadzały półwiedźmie.
Oparła się barkiem lekko o ramię wiedźmy i planowała w jakiś sposób odpowiedzieć na jej pytanie. Koszmary jak sama nazwa wskazywała były potwornościami, które powstawały z chorych umysłów wiedźm. Miały taką moc, by móc zabijać zwykłych, nieprzygotowanych do walki ludzi.
- Cóż poradzić – wzruszyła ramionami i wstała. Obeszła dookoła kamień, na którym przysiadła Azazel i stanęła przed nią. Pochyliła się i położyła ręce na jej ramionach. Spojrzała w szklące się pijaństwem oczy czarownicy i spokojnym, wyrozumiałym tonem zaczęła tłumaczyć cóż to w główce Adrastii się pojawiło.
- Bo widzisz… świat nigdy nie jest sprawiedliwy. Każdy kij ma dwa końce. Jesteście obdarzone wielkim darem, a zarazem przekleństwem. Mogłybyście być boginiami i przewrócić porządek tego świata do góry nogami. Uczynić zwykłych ludzi swymi niewolnikami jeśli tylko byście chciały. Jednak niezależnie co uczynicie to on się nie zmieni. Nadal będzie głód, nierówności oraz zło. Tylko w innym wydaniu– poklepała ją lekko wierzchem dłoni po policzku, który zaraz zaczęła głaskać tłumacząc dalej – Bóg tak chciał byście cierpiały, ale będąc na właściwej ścieżce zapewnicie sobie zbawienie. Nie wszystkie wiedźmy chcą pracować z Inkwizycją. Uważają, że ich moc należy jedynie do nich i to one będą decydowały jak jej użyją. Zważ jedna, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność – poczochrała ją pieszczotliwie po główce i przerwała kontakt dotykowy. Dala wiedźmie czas, by znów przetrawiła słowa Arcymistrzyni, aczkolwiek była na tyle blisko, że tamta mogłaby się w nią wtulić gdyby tylko lekko się pochyliła.
- Gdyby większość wiedźm była tak dobroduszna jak Ty, to ludzie nie baliby się was. Nie wytykali palcami i nie powstałaby Inkwizycja. Ludzie dokonali wyboru i wybrali to mniejsze zło. Czarownice również takowy wybór posiadają – powiedziała zdejmując kapelusz i bawiąc się jego rondem w dłoniach. Jej czerwone włosy, spięte w zgrabny kucyk powiewały teraz na wietrze, który zawiał. Glamred patrzyła na dziewczę, które najwyraźniej było w stanie jej wysłuchać, a może nawet przejąć część poglądów, które arcymistrzyni chciała jej wpoić. W Inkwizycji było również miejsce dla czarownic, które pragnęły tropić swoje siostry. Któż powiedział, że arcymistrzyni nie może mieć takiej jednej na własność w charakterze uczennicy?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
 
Droga Cmentarna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Droga do Hogsmeade
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cmentarz-
Skocz do: