IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Droga Cmentarna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Trzepot
Włóczykij
Włóczykij
avatar

Liczba postów : 79
Join date : 20/07/2016

PisanieTemat: Droga Cmentarna   Pon Lis 14, 2016 5:17 am

First topic message reminder :


Cytat :
Bardzo stare zniszczone tereny cmentarne, które zostały potem przerobione jako nieudolna długa kręta droga, prowadząca do nieco nowszej części cmentarza, choć równie starej. Droga jest bardzo nierówna i wydaje się jeszcze bardziej niepewna gdy się po niej idzie. Po drodze widać wiele drewnianych starych spróchniałych krzyży, które raczej pod sobą już niczego nie kryją. Po co więc są? Widocznie jak już tutaj się posiały, tak już nikt nie chciał nic z tym robić. Nadają dzięki temu jeszcze bardziej ponury klimat. Ogrodzenia są zniszczone, mają pełno ubytków i raczej nie przetrwały z walką nierównej powierzchni ziemi. Dodajmy tutaj jeszcze wierzby, które tylko potęgują urok tych okolic. Jak już droga wita Ciebie takim obszernym klimatem, to kto jeszcze będzie chciał dochodzić do jej końca, by zobaczyć główny zniszczony cmentarz?

***


Mogłem odejść, tak w końcu mogłem odejść. Starałem się nawet nie odwracać, bo jeśli tylko idzie za mną, to jeszcze do czegoś się sprowokuje. Ale jeśli już jakiś czas idą tą urokliwą drogą i nie słyszę żadnych obelg, to może oznacza, że udało mi się bez problemowo wybrnąć? Tylko gdzie Ja się teraz mam podziać? Co sensownego mam teraz wymyślić? Co by nie było, odetchnąłem nerwowo i rozejrzałem się. Czyżbym znowu musiał przechodzić przez tą mało przyjemną krętą drogę? Chwyciłem kawałek urwanego drewnianego płotu, które jakąś ładnie się zachowało. Reszta części była już spróchniała i tą porzuciłem. Po co w ogóle to chwyciłem? Z prostej sprawy, byłem głodny. Przegryzłem stalowymi zębami kawałek niezbyt twardego drewna i najzwyczajniej je konsumowałem, tak jakby to były krakersy. Bo chyba najważniejsze jest, zadbać o swój głód, prawda? Może też przestane zwracać uwagę po jak nieprzyjemnym miejscu chodzę. Męczy mnie tylko wrażenie, jakby droga była jeszcze dłuższa niż jak szedłem w drugą stronę... Ach te mylne wrażenie, zaraz będzie koniec i wyjdę na ulice, prawda?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Mar 12, 2017 7:37 am

Miała wybrać, mniejsze, bądź też większe zło. Odmowa, zapewne skończyłaby się dla niej stosem. Kobieta coś skrywała, tego była niemal pewna, ale co takiego? Tak czy inaczej nie miała zamiaru się dowiadywać wszystkiego od razu. Powoli, stopniowo. To jest lepsze niż wnikanie w coś, co może się stać kosą dla Azi. Wpatrywała się niemo w swoje dłonie. Owszem, miała rację, nikogo nie będzie interesowało to, czy jest gotowa czy nie. Wielu z nich zginęło wybierając dobrowolnie śmierć. Jednak czy ona musiała być taka jak inni? Od urodzenia była inna, od maleńkiego nie była taka jak wszystkie.
- Przyjaciółka i mistrzyni...
Skinęła głową. Chociaż nie dało jej to spokoju. Musiała ją sprawdzić, musiała się dowiedzieć kim jest. Niestety to była kwestia na dłuższą metę. W głowie zaczęło jej też świtać, że może powinna była wejść do gniazda szerszeni by poznać ich słabe punkty. Tylko tak będzie w stanie coś zdziałać w kwestii zemsty obiecanej nieboszczce. Tym bardziej, że nie miała zamiaru mordować wszystkich. Niewinni byli bezpieczni. A ona...ona po prostu zemści się na tych, którzy odebrali jej matkę. Którzy sprawili, że o mało co nie straciła sama życia.
- Tamtego dnia...gdyby nie to, że nie było mnie w chacie...pewnie stałabym obok matki. Masz rację, nie mogę mierzyć wszystkich jedną miarą. Tak jak wiedźmy tak i Inkwizytorzy są dwiema grupami charakterów. Teraz wiem, czemu moja matka, nie chciała mieszkać w mieście. Wszystko zaczyna się łączyć w jedną całość. Widać, potrzebowałam do tego konkretnego wstrząsu. Dziękuję.
Dodała zerkając na swoją mentorkę. Jej policzki nieco się zaczerwieniły od nadmiaru alkoholu.
- Nim zaczęłam oceniać, powinnam dobrze się zastanowić nad tym wszystkim.
Część prawdy, część minimalna bowiem już w głowie sobie układała co zrobi jeśli tylko zacznie panować nad swoją mocą. Spojrzenie przeniosła na kobietę i uśmiechnęła się lekko.
- Czerwona smuga...ciekawe...niestety nie znam nikogo takiego. A szkoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Mar 12, 2017 11:40 am

Nie mogła otwarcie powiedzieć kobiecie, że jest arcymistrzynią inkwizycji, która była tak znienawidzona przez czarownice. Dowie się o tym w swoim czasie, kiedy Adrastia będzie miała pewność, że Azia się od niej nie odwróci. Zresztą jeśli będzie chciała komuś powiedzieć o tym, że głowa Inkwizycji uczy wiedźmę jak używać swojego daru to bardzo szybko da radę obrócić tę informację na swoją korzyść. Chociażby poprzez zasłonięcie się tym, że eksperymentowała z nową metodą rekrutowania męczennic. Sprawdzała czy możliwym było ukierunkowanie talentu wiedźmy, w pożądanym kierunku. W końcu byłaby to bardzo skuteczna broń przeciwko wrogowi Czerwonych Róż.
Nie wywnioskuje tak prosto, że czerwonowłosa była wiedźmą. Połowicznie, gdyż wszystko brało się z kapelusza, który był z nią związany. Na jej korzyść działało to, że każdy inkwizytor posiadał własną magiczną broń, która miała ułatwić wykonywanie swoich zadań. Adrastia mogła pod to podpisać swój miecz oraz kapelusz, których używała. Dwie rzeczy, które przypadły jej jako arcymistrzyni. Wiadomo, że kłamstwo miało krótkie nogi, jednak dobrze skonstruowane zostanie odkryte dopiero w momencie kiedy nie będzie ten fakt już istotny. Chociażby w momencie kiedy Glamred zlikwiduje Królową Wiedźm i zatknie jej głowę na palu. To zadałoby naprawdę straszliwy cios wszystkim czarownicom, które popadłyby w rozsypkę bez swojej ukochanej królowej. Wiedziała, że walka z pojedynczymi pionkami mijała się z celem i należało uderzyć w łańcuch dowodzenia. Potem już będzie łatwo wyłapać niedobitki z tego pogromu.
- Raczej byłabyś zabrana na przesłuchanie. Jeśli nic by nie wykazało to puściliby Cię wolno – sprostowała. Na stole katowskim torturowano tylko te osoby, co do których miało się pewność, że mogą wiedzieć coś jeszcze. Jeśli ewidentnie widać było, że córka nic nie widziała to jedynym co pozostało jest puszczenie jej wolno lub wcielenie w szeregi Inkwizycji i przeprowadzenie indoktrynacji. Wmówienie, że matka nie chciała współpracować oraz przekazanie wartości inkwizycji mogłoby zdziałać cuda w takich sytuacjach. Kwestia, by ziarenko gorliwości Czerwonej Róży zostało zasiane w serduszku i umyśle kobiety. Należało pielęgnować je i doglądać, a jednocześnie wyrywać chwasty, które utrudniały jego wzrost. Dlatego właśnie z Inkwizycji Adrastia usuwała wszystkich sympatyków wiedźm, którzy przeszkadzali swoim kolegom inkwizytorom. Oczywiście jeszcze musiało się takiej osobie udowodnić, że sympatyzuje z czarownicami i podjąć próby resocjalizacji takiego osobnika. Jeśli nie przyniesie to żadnego skutku, to należało takiego chwasta usunąć.
Wielu próbowało obalić Inkwizycję, najpewniej w tej chwili nadal trwały konspiracje. Zawsze znajdą się osoby, które pragną anarchii i chaosu, a ciemnota może im przytaknąć jeśli pomacha się przed oczyma marchewką. Niewielu zdawało sobie sprawę, że Inkwizycja w gruncie rzeczy stanowi trzon i ostatnią linię obrony przeciwko Koszmarom. Przecież wiedźmy nie będą zainteresowane obroną rasy ludzkiej przed zagrożeniem, które same tworzą. Nie po tym co im już uczynili.
- Pamiętaj również, że nie zawsze świat jest czarno-biały. Jest po prostu odcieniami szarości. Dzisiaj nienawidzisz Inkwizycji, ale jeśli zrozumiesz mechanizmy, które nią kierują to może zmienisz zdanie – powiedziała wzruszając ramionami. Dotknęła wierzchem chłodnej dłoni gorących policzków kobiety. Chyba nie miała tak mocnej głowy i będzie słabym kompanem do picia. Stronheim nawet tego nie poczuje, a tamta już odpadnie. Ehh, długa droga przed nią oj długa.
- Nie piłaś nigdy wina prawda? – zapytała, tym razem splatając ręce za jej karkiem. Pochyliła się nieco i oparła o kobietę nieco przybliżając twarz, aczkolwiek nie miała teraz ochoty na baraszkowanie z drugą kobietą. W sumie była ciekawa czy taki bodziec jakoś zadziała na pijaną Cortez.
- A Ty? Jak masz na imię? Jak chcesz być nazywana moja droga? – zapytała i odgarnęła kosmyk włosów kobiety na lewy bok. Chłodną od zimowego powietrza dłonią zaczęła ją głaskać po policzku na zachętę do odpowiedzi. W końcu trzeba było jakoś zwracać się do siebie, a nie per "Ty kobieto" lub " Ty wiedźmo".

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Mar 12, 2017 12:33 pm

Na szczęście, nie wiedziała o tym fakcie. Może i lepiej, pewnie by biedna spanikowała dostając taką poważną informację. Do tego, sama głowa Inkwizycji zechciała się zając młodą wiedźmą? Cóż...musiała mieć w tym swe niecne plany, o których dla dobra Azi lepiej nie wyjawiać czyż nie? Im dziewczę mniej wie, tym lepiej dla niej i jej ślicznej główki czyż nie? Smukłe dłonie Az przeszły po jej zmęczonej twarzy, kończąc w końcu na kolanach młódki. Owszem, dobrym celem i skutecznym zawsze jest uderzenie w główny cel. Pozbawiając przeciwnika tchu, a co za tym idzie możliwości decyzji o dalszym kroku. Tak też słuszna uwaga Inkwizytorki. Uderzenie w Królową pozbawi tchu nie tylko ją, ale i poddanych tudzież, właśnie pionki w postaci wiedźm. Niestety Azazel nie wiedziała kim jest królowa, nie miała pojęcia o innych, mogła jedynie się domyślać. Znała owszem kilka czarownic, ale nie na tyle by jakoś je wpakować w kłopoty. Jednak nieoszlifowany diament z mocą Ognia może stać się zarówno wrogiem jak i przyjacielem.
- O ile by nic nie wykazało. A gdyby wtedy się ujawniły moje zdolności. Gdybym straciła cierpliwość...wszystko mogłoby się źle skończyć. A jestem przecież za młoda by umierać.
Uśmiechnęła się pod nosem starając się jakoś to ogarnąć. W końcu ile można się panicznie wszystkiego bać? Nie mogła, nie mogła stać się kukiełką, która panicznie boi się zrobić kroku. Musiała podejmować decyzje, będąc świadoma tego, że za każdą podjętą decyzją idą w parze skutki. Niestety, nie zawsze one muszą być pozytywnie zakończone.
- Wiem, jednak czy te odcienie szarości mogą kiedyś stać się barwne? Czy gdyby było inaczej...gdyby to wszystko się skończyło...
Zamilkła i westchnęła pod nosem by po chwili przenieść spojrzenie na stojącą przed nią Ad. Kobieta dotykała jej policzków, tak rozpalonych od alkoholu, że wyglądała jak jedna wielka czerwona kulka. Opuściła wzrok sztywniejąc nieco od jej dotyku. Poczuła mrowienie w ciele i nieco się cofnęła przed tym dotykiem. Co to miało znaczyć? Poczuła się dziwie niepewnie. Zaraz potem jej szyja została objęta dłońmi Inkwizytorki. Azazel zadrżała nieco zmieszana, jej bliskością. Na jej pytanie przez moment milczała. Trochę trwało nim się odezwała, może to przez to, iż nie do końca wiedziała czy ma odpowiedzieć, czy może zachować tę wiadomość dla siebie. Nie patrząc na nią w końcu odezwała się nieco niepewnie.
- Nie, nigdy nie piłam nic z alkoholu. Ale wino...hm...jest całkiem smaczne. Łagodne, słodkie nie za gorzkie. Całkiem smaczne. Nie czuć też tak ziół jak w innych trunkach.
Dodała ciszej a jej ślepka nieco zmętnione przez alkohol sprawiły, że dziewczyna odwróciła wzrok i odsunęła się odruchowo od kobiety.
- Mam na imię Azazel...czarownica Ognia.
Przedstawiła się w końcu tak jak ją wołano również. Przecież bez sensu było milczeć skoro kobieta wiedziała jak wygląda a gdyby chciała zapewne by ją sama wkopała jednym słowem. Prawdę mówiąc wystarczyłoby by krzyknęła wzywając wsparcie. Niedoświadczona, zielona w swojej mocy wiedźma była jak dziecko w klatce, które zamotane mogłoby po prostu spanikować i miast użyć swoich mocy po prostu uciekać jak zwyczajny człowiek. A nim nie była, posiadała moce, które mogłaby wykorzystać w obronie własnej, jednak nie tylko charakter jej na to nie pozwalał, ale też wpojone morale przez matkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Mar 12, 2017 2:21 pm

- No mogłoby być kapkę gorzej jakby wykazało i dobrze, że masz na tyle rozsądku by szanować swoje życie. To bardzo rzadka cecha wśród czarownic – niektóre z nich po prostu emanowały pychą i sądziły, że dzięki mocy Inkwizycja nie dobierze się im do skóry. Były tak próżne i zapatrzone we własną potęgę, że zapominały jak niewiele wystarczy, by obezwładnić ich śmiertelne ciała. Pod względem fizjologicznym czarownica niezbyt różniła się od statystycznej kobiety. Rzadko kiedy zdarzało się, że wiedźma poświęcała swój czas by rozwijać się fizycznie. Zawsze polegały na tych talentach, którymi obdarzyła je natura. O wiele niebezpieczniejsze stawały się te, które były sprawne fizycznie oraz inteligentne. Pilnowały się, a na dodatek trudniej było je pokonać w momencie odcięcia źródła mocy. Wiadomo, że w takich wypadkach czerwoni zwykle mieli przewagę liczebną, a jak mówi stare porzekadło „nec Hercules contra plures”. Chyba tylko dlatego, że wiedźmy nie umiały się zorganizować i kryły się po miastach, Inkwizycja miała tak ułatwioną robotę. Adrastii sprawiało przyjemność patrzenie jak zadowolona zakończonymi torturami wiedźma, pragnie iść na stos i spłonąć. Oczyścić swoją zbrukaną duszę w tym świętym płomieniu.
- Nie będą, jednak możemy je rozjaśnić. Wystarczyłoby, żeby jedna ze stron złożyła broń i podporządkowała się drugiej. Ludzie jednak zbyt kochają wojny, by od tak ich zaprzestać więc najpewniej szarość zawsze będzie nam towarzyszyła – wyjaśniła młodej czarownicy, która pałała ideałami zmiany świata na lepsze. To było niewykonalne, gdyż Glamred jako kupiec już doświadczyła ludzkiej chciwości oraz spektrum w jakim się objawiała. Wojny zawsze wywoływała chciwość oraz ludzka zazdrość i nie zapowiadało się, żeby kiedykolwiek miało to ulec zmianie. Azazel za to była idealistką, która pragnęła to zakończyć. Czerwonowłosa powstrzymała się jednak przed powiedzeniem, że jest to walka z wiatrakami i najszybszym rozwiązaniem byłoby wymordować całą ludzkość. Wtedy nikt by nie prowadził wojen.
Rozpita Cortez również unikała jej dotyku. Może po prostu nie lubiła, gdy ktoś obcy ją tykał, a może ogólnie nie przepadała za tego typu czułościami? Była sztywna jak struna i trzęsła się jak osika. Ona po prostu się bała. Była praktycznie bezbronna wobec arcymistrzyni, która mogłaby w dokładnie tym momencie skręcić jej kark i pozbawić ją życia jeśli tylko by tego chciała. To jednak nie leżało w jej interesie. Na razie chciała wiedźmę sobie wychować i udomowić. Mówi się, że określone rasy psów są agresywne, jednak to tylko połowiczna prawda. Nawet z psa zabójcy można zrobić przyjaznego czworonoga, jeśli tylko poświęci mu się dostatecznie dużo czasu oraz zastosuje właściwe metody.
- Mogę tego mieć więcej jeśli tylko zechcę. Widzę, że gustujesz we własnoręcznych oraz tanich trunkach, które oparte są na ziołach – Stronheim miała w życiu możliwość pijania różnych trunków, z różnych krańców świata jednak nigdy specjalnie nie gustowała w takich dodatkach. Słyszała o rodzaju wódki z Polski, w której dodatkiem było jakieś źdźbło trawy ale chyba wolała zwykłą czystą, którą oferowali. Taką z ziemniaka.
- Azazel? Brzmi jak imię biblijnego upadłego anioła. W oryginale brzmiało to Azazael i żywioł, którym władasz nawet pasuje – podzieliła się swoją refleksją czerwonowłosa, która odsunęła się od kobiety. Po jej oczach sądziła, że ta najchętniej teraz poszłaby spać, jednak nie powinna jej zostawiać na takim mrozie. Przeziębi się, a może nawet umrze. Adrastia oparła się o swoje kolana i uśmiechnęła się lekko do kobiety.
- Chodź. Jesteś pijana, a jak mi tu zaśniesz to najpewniej albo przeziębisz się albo zamarzniesz – powiedziała i wyciągnęła w jej stronę rękę. Jeśli tylko tamta ją złapała to asekuracyjnie czarownica tęczowego ognia dostała się pod jej ramię i podtrzymywała ją. Nie planowała ciągnąć ją przez cały cmentarz, a po prostu chciała ją zabrać do dawnej chatki grabarza, która zapewne gdzieś w pobliżu powinna być. Mimo, że pewnie już była ogołocona przez szabrowników, to przynajmniej można było się skryć przed zimnem, a tejże do wytrzeźwienia potrzebny był sen najwyraźniej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Mar 12, 2017 2:48 pm

- Nie po to matka dała mi życie, by je zmarnować. Chwila uniesienia, może się skończyć źle nie tylko dla mnie, ale dla wielu istnień. Lepiej czasem trzymać ozór za zębami. Jest to o wiele pewniejsze niż skakanie po kamieniach jak dzikie kozy.
Przyznała przenosząc wzrok na Inkwizytorkę. Jej myśli kotłowały się w głowie, nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Musiała jakoś dojść do siebie i zacząć normalnie funkcjonować. Musiała, inaczej stałaby się nieprzydatną gałęzią, którą należałoby usunąć, bo jej kora została skażona tak, że nie można ocalić zdrowej odnogi. Skupiła się na grobie matki, wpatrując się w pagórek, który własnoręcznie uklepała jakiś czas temu.
- A Ty, jak uważasz, sądzisz że moja matka mogła być tak zapatrzona w świat nierealnych pragnień, chcąc skrzywdzić niewinne osoby? Czy to przez to zginęła?
Zapytała zerkając na twarz Ad. Oczy Azi choć szklane, upite winem stały się niczym szpikulce oczekujące odpowiedzi. Chciała wiedzieć, może ona coś wiedziała w tym temacie? Może wiedziała więcej niż się spodziewała?
- Wiesz, powiedziałabym że jesteś...hm że jednak jesteś wiedźmą. Posiadasz moc ognia, tak jak ja. Do tego rozumiesz mój ból, wiesz co czuję jak się czuję. Czasem się zastanawiam...czy nie jesteś moją matką. Ona też mnie tak słuchała, też potrafiła być taka szczera. Czasem się zastanawiam...czy to możliwe, że nie była moją biologiczną matką...dowiedziałam się o tym zaledwie w przeddzień pojmania jej.
Westchnęła pod nosem i przeciągnęła się lekko. Alkohol zaczął na nią działać i to coraz mocniej. Język rozplątał się stąd też, wiedziała już skąd bierze się przysłowie "wódka prawdę Ci powie". No ale skąd mogła wiedzieć, że spije się w towarzystwie Inkwizytorki, która upatrzy sobie ją jako jej własnego pieska przydupasa? Ba, szło jej to całkiem nieźle. Jednak...czy Pani Inkwizytor dobrze słyszała? Dosłyszała słowa młódki? Ba, na pewno.
- Zgadza się, moje imię pochodzi właśnie z biblii. Moja biologiczna matka nadała mi je, nim mnie porzuciła. Tyle tylko wiem. Ale...może to i dobrze? Imię to imię, określenie charakteru danej osoby, określenie jego bytności.
Uniosła się chwiejnie na nogach podpierając się na kobiecie, jednak nadal gdzieś tam czuła się spięta. Nie dla tego, że ją dotykała skąd. Po prostu, Azia była osobą, która nigdy nie miała bliższego kontaktu z żadną osobą dłużej niż podanie dłoni w geście przywitania. Nawet jej matka unikała jej dotykania. Spojrzała na Ad w milczeniu podpierając się ruszyła za nią.
- Może i jestem pijana, jednak nie na tyle by zasnąć. Chyba...
Dodała już nieco mniej pewna siebie, ale grzecznie ujęła kobietę opierając się na niej tak, by nie upaść, potykając się o własne nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Nie Mar 12, 2017 10:36 pm

- Mądrze powiedziane – skomentowała Adrastia. Przynajmniej nie trafiła na głupią czarownicę, aczkolwiek może taką bardziej zagubioną i nie mającą bladego pojęcia cóż ze sobą zrobić. Właśnie ta cecha czyniła z niej łatwy kąsek dla inkwizytorki, która dopiero się rozkręcała jeśli chodziło o manipulację światopoglądem czarownicy. Dopiero zaczęła jej pokazywać opcje, które przedstawiała każdej kandydatce na męczennicę. Na dodatek zdawała sobie sprawę, że kiedy tamta wytrzeźwieje to w jej głowie powstaną kolejne wątpliwości i stworzy to następne problemy, z którymi będzie musiała się borykać. Oczywiście takie było optymistycznie założenie czerwonowłosej, która planowała przyszłość Czarownicy Ognia, którą miała przed sobą.
- Nie znałam jej, jednak według mnie jeśli nie chciała pójść na współpracę z Inkwizycją to najwyraźniej wierzyła w te nierealne pragnienia. Chociaż warto było za nie oddawać życie? Pozostawiając przy tym córkę samotną oraz bezbronną? Na świecie przeżyją tylko ci, którzy twardo stąpają po ziemi – dorzuciła kilka pytań, które miały na celu poddanie wątpliwości słuszności tego czynu. Na dodatek subtelnie zminimalizowała to poświęcenie, zarazem nie określając w żaden negatywny sposób tej kobiety. Po prostu poddała wątpliwościom jej czyny, które były dosyć egoistyczne. Mogła przecież pójść na współpracę i wychowywać swoją córkę, a jednak tego nie zrobiła. Postanowiła w zaparte iść, chronić swoje siostry nie zważając na własne życie. Cóż za nonsens dla Inkwizytorki, która uczyła swoich podwładnych by szanowali swój żywot. Nie potrzebni będą Inkwizycji jeśli będą martwi, a lepiej złamać się na torturach i zachować życie, by potem móc od wnętrza zniszczyć wroga. Nawet można kłamać i podać fałszywe informacje, ale tak logiczne oraz spójne by nikogo nie wydać. Glamred wszystko to co powiedziała wcześniej, mówiła dosyć pewnym, acz spokojnym głosem.
- Cóż po prostu używam artefaktu, który jest substytutem mocy. Czy jeśli domalujemy do worka ziemniaków napis „owies” to będzie owsem? Chociaż fakt, że dzięki temu przedmiotowi jestem w stanie zrozumieć przez co przechodzisz. W końcu również musiałam uczyć się nad tym panować i udało mi się – poklepała ją po ramieniu, a pewna rana w sercu na moment ją zakłuła. Nie miała dzieci, nie miała nawet okazji do rozmnożenia się ze swoim mężem. Nie znała za to jego historii w pełni, a mógł mieć z kimś innym dziecko. Nigdy nie wiadomo, a nóż się okazałoby, że nieboszczyk jest prawdziwym ojcem Azazel?
- Niestety nie miałam nigdy dzieci. Raczej nie będę miała, gdyż jestem już na to za stara. Jeśli nie była Twoją biologiczną matką to jest szansa, że tamta nadal żyje. Z drugiej strony zostałaś podrzucona, czyli prawdziwa matka się Ciebie wyrzekła. Nawet jeśli tamta była jedynie przyszywanym rodzicem to powinnaś szanować trud, który włożyła w wychowanie Ciebie – skomentowała inkwizytorka. Co jak co, ale pewne rzeczy były niezmienne ze względu na rasę. Rodziców należało szanować. Okazywały to nawet zwierzęta, chociaż czasami ludziom brakowało tego instynktu i wypinali się na własnych rodziców, którzy włożyli tyle trudu w wychowanie dziecka.
- Ale miło, że tak o mnie myślisz. Zastąpić jej pewnie nie dam rady, ale mogę spróbować ulżyć twemu cierpieniu – dorzuciła po chwili do tamtej wypowiedzi. Miała świetny punkt zaczepny, gdyż była kojarzona z dosyć przyjazną figurą dla czarownicy. Znacznie ułatwi to nakłonienie jej do pewnych rzeczy, których normalnie by nie zrobiła. W końcu skoro mamusia poprosiła to chyba nie odmówi prawda? Musiała tylko zapamiętać, by nie mówić jej nic ważnego oraz istotnego, gdyż po alkoholu zwyczajnie to wypapla. Niemniej coś w tym było, że Adrastia traktowała wszystkich swoich podwładnych jak własne dzieci. Nawet te osoby, które niespecjalnie lubiła ale wiadomo, że w każdej rodzinie jest czarna owca.
- Imię to druga rzecz, którą otrzymujemy od rodzica. Pierwszą jest życie. Nie zmarnuj szansy, którą otrzymałaś – powiedziała inkwizytorka, która właśnie podtrzymywała wiedźmę. Nie była w sumie aż tak ciężka. Można powiedzieć, że kobiety miały dosyć podobną wagę, chociaż różnica we wzroście była znaczna. Przez ten czynnik nawet Azazel mogła iść lekko zgarbiona i w razie czego łatwiej ją było łapać.
- Jeśli jest coś na czym się znam to na pijaństwie. Chwiejesz się, a wcześniej zarobiłaś w splot słoneczny. Nie zdziwiłabym się, gdybyś uwolniła zawartość żołądka wprost na mnie – odpowiedziała żartobliwie arcymistrzyni, która w Inkwizycji była niedościgniona jeśli chodzi o ilość wypitego alkoholu. Jej wątroba chyba była pancerna lub tak zahartowana, że dawała sobie radę z takimi ilościami trunków. Mogła to być również jakaś wada genetyczna, ale jedno wiadome było na pewno. Inkwizytorka potrafiła rozpoznać pijanego na kilometr, gdyż z wieloma osobami przechyliła kielich. Nastąpił jednak pewien przełom, gdyż Azia przytrzymywała się jej, a był to bądź co bądź rodzaj kontaktu fizycznego. Małymi kroczkami inkwizytorka dążyła do tego, by zagarnąć sobie czarownicę tylko dla siebie.
Szły cmentarną ścieżką przez jakieś pięć, może dziesięć minut robiąc co jakiś czas postój by ułożyć sobie wygodnie ognistą wiedźmę. Czasami też mogła chcieć zwrócić i wtedy po prostu Adrastia trzymała jej włosy oraz klepała po plecach. Wszystko zależało od reakcji organizmu osoby niesionej, ale w końcu dotarły do dosyć niewielkiej kanciapy. Drzwi trzymały się na słowo honoru, więc wystarczyło je lekko szturchnąć, by się otworzyły. Wewnątrz była masa kurzu, pajęczyn, ale również znalazło się parę poduszek i stare łóżko, które może nie wyglądało estetycznie ale wystarczyło położyć na nim płaszcz inkwizytorki by ten problem zniknął. Ułożyła na lekko przegniłym materacu czarownicę i przysiadła obok niej. Nie chciała, by kobieta kładła swoją głowę na poduszce, która zapewne była pełna jakiegoś grzyba więc podsunęła swoje kolana w to miejsce.
- Prześpij się. Ja Cię przypilnuję – zaproponowała i zaczęła czule głaskać czarownicę po głowie. Tak, by uprzyjemnić jej sen i jeszcze bardziej nasunąć ten stereotyp matki, która w ten sposób usypiała dziecko.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 8:05 am

O tak, czasem i tak młodej wiedźmie przychodziły do głowy mądre słowa. Nie mogła przyznać, że zna je od swojej biologicznej matki, bo niestety tak nie było. Dużo czytała, dużo się uczyła od innych, oraz na innych, którzy popełniali notorycznie te same błędy, aż w końcu faktycznie kończyli na stosie czy po prostu znikali z miasta nie wiadomo gdzie. Przeciągnęła pijackim wzrokiem po kobiecie lekko się uśmiechając pod nosem.
- Czyli jednak można nieco trzeźwo myśleć pod wpływem alkoholu. Dobrze wiedzieć.[/b]
Roześmiała się pod nosem krocząc w milczeniu u boku kobiety. Ci, którzy znali Inkwizytorkę zapewne byli nieco...zaskoczeni, że prowadzi pod pachą upitą młodą wiedźmę. Nie jeden zapewne by miał chrapkę na młodziutką bezbronną obecnie dziewczynę. Chociaż, nigdy nie wiadomo, w końcu pijany człowiek jest nieobliczalny. Więc, Azazel mogła nawet nieświadomie skrzywdzić od tak, zaczepnisia co to miałby pozjadane wszystkie rozumy. No ale, nigdy nie wiadomo kogo się spotka na cmentarzu. Na szczęście, duchy nie mogły jej przelecieć więc, nie musiała się bać o cnotkę, która jakby nie było...wiecznie broniona wpierw przez matkę do dnia jej śmierci a teraz przez nią.
- Owszem, masz tutaj całkowitą rację. Jednak nie rozumiem tego, wiedziała, że jak zginie ja zostanę sama, a mimo to poddała się. Zostawiła mnie. Porzuciła tak jak biologiczna.
Westchnęła pod nosem i uśmiechnęła się na kolejne słowa Inkwizytorki. Owszem, szacunek się należał kobiecie, która ją wychowała i taki szacunek do niej właśnie czuła.
- Owszem, szacunek się jej należy, poświęciła mi całe swoje życie. Dała mi to, czego moja biologiczna mi nie dała. Jednak...dziwi mnie fakt, że mój Ojciec się mną nie interesował. Jak pytałam ją...mówiła, że...zostawiła mnie z kartą w koszyczku. Ponoć pismo należało do jakiegoś mężczyzny. Nie wiem...zresztą wychowywałam się z dala od miasteczka.
Czy mąż Pani Inkwizytor mógł być jej Ojcem? Hm..wszystko możliwe, w końcu ona ojca nie znała tak jak i matki. Więc...wszystko było bardzo możliwe, niestety nie Azazel było to oceniać, bo nie miała zielonego pojęcia od czego mogłaby zacząć.
[color#6600cc]- Zresztą, nie chcę jej szukać. Bardziej wolałabym odnaleźć mego ojca. Ciekawi mnie czy ma rodzinę, czy w ogóle o mnie wiedział. Chciałabym poznać go, o ile w ogóle on by chciał mnie znać.[/color]
Niestety prawda była taka, że tylko jeden świadek, który widział kto podrzucił zawiniątko pod chatę pałętał się nocami między najgorszym ścierwem tego miasta. Czy Ad zechce zagłębić się w ów informacje?
- Nie wszystko co jest białe, jest białe. Czasem biel jest przyciemniona i wygląda jak kość słoniowa, a to nie jest czysta biel.
Przyznała z delikatnym uśmiechem na twarzy i przeniosła wzrok pod swoje stopy. Prawda była taka, że żadna kobieta, nie jest w stanie zastąpić jej matki. Każda kobieta, na swój sposób jest inna, na swój sposób wewnątrz ma inne podejście, inne zasady. Azazel doskonale wiedziała o tym. Jednak na jej słowa uśmiechnęła się lekko i ścisnęła nieco jej dłoń.
- Owszem, nie jesteś w stanie jej zastąpić, nikt jej nie zastąpi. Co do cierpień...dziękuję. Dobrze jest mieć, kogoś kto wesprze w trudnych chwilach.
Zgodziła się z nią, w końcu posiadać kogoś, z kim można dzielić smutki jest zawsze lżej. Jednak wiedziała też, że powinna uważać na wszystko. W końcu nie wiadomo z kim tak na prawdę ma do czynienia. Na pozostałe słowa nie odpowiedziała, bo nim ta zdołała przyznać, że na pijaństwie się zna, Az dostała mdłości a potem zwróciła część zawartości żołądka. Świat jej wirował a ona po prostu szła, w milczeniu u boku kobiety. Dopiero gdy były na miejscu ułożyła się na kolanach Adrasti i tak zasnęła, gładzona po głowie czuła się jak w domu. Po dobrej półtorej godzinie zaczęła wracać do rzeczywistości. Ocknęła się otwierając ślepka. Jej gardło odmówiło posłuszeństwa. Czuła kapcia w gardle oraz uczucie kwasu w ustach. Musiała się tego pozbyć. Uniosła się nieco z kolan kobiety.
- Jaki wstyd...przepraszam...nie powinnam była tak się spić.
Usiadła zerkając na kobietę ze wstydem zmieszanym z poczuciem winy. Jak mogła się tak dać upić? Jak? Wstyd zarumienił policzki dziewczyny w kolor czerwieni. A jej wzrok powędrował na jej własne stopy. Co ona sobie wyobrażała? A gdyby kobieta okazała się zupełnie kimś innym? Pewnie ocknęłaby się w lochu na twardej posadzce. Ale na szczęście, nic takiego nie miało miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 2:22 pm

Nigdy Adrastia nie zaprzeczała, że da się główkować nad mądrymi cytatami po alkoholu. Wręcz przeciwnie, najwięksi filozofowie właśnie swoje sentencje wymyślali po kielonie. Z tego też powodu, Grecję uważano za kolebkę tej nauki humanistycznej, a jak wiadomo tam wino lało się strumieniami. Oczywiście inkwizytorka nie chciałaby się tam znaleźć, gdyż kobietom absolutnie zabraniano picia wina. Groziło to karą śmierci, która wykonana byłaby niezwłocznie. Bidulka uschłaby tam i zapłakała się na śmierć.
Gdyby nie niewielki pokaz, który Azazel urządziła ze zniczami to najpewniej nikt nie połapałby się, że arcymistrzyni ma pod ramieniem wiedźmę. Czarownice niezbyt różniły się od ludzi, jednak były metody by coś takiego wykryć. Oczywiście nie tak prymitywne jak zanurzanie kogoś w wodzie i podtapianie, aczkolwiek w momencie zagrożenia życia najczęściej czarownica wykorzystywała swój talent. Sama inkwizytorka nie pogardziłaby walorami, które miała kobieta. Wszakże, żadnej choroby drogą płciową nie przekaże jej Azia, a przespać się z wiedźmą by zbudować między nimi więź i by ta spełniła każdą zachciankę inkwizytorki, nie było takim złym pomysłem. Zwłaszcza, że sama Glamred zdawała sobie sprawę z destrukcyjnych możliwości ognia. Używała ich, a wiele wiedźm za poprzedniego życia spłonęło z jej ręki. Nadal czuła tą przyjemną woń palonej skóry, a krzyki były jak najlepsza muzyka. Wiedźma zaklęta w kapeluszu była naprawdę kawałem suki, która sprzątała wszystko co śmiało jej się sprzeciwić. Była na tyle pyszna, że nawet nie szanowała Królowej Wiedźm, a to przysporzyło jej sporo wrogów i ostatecznie zaowocowało pojawieniem się Inkwizycji za sprawą donosu.
To było dosyć interesujące co mówiła czarownica. Już pomijając to, że inkwizytorce udało się zasiać w kobiecie ziarenko niepewności oraz w pewien sposób poddała krytyce figurę swojej matki, której przed chwilą przecież złożyła kwiaty na grobie. Niezbyt zdziwiła się na to, że tamta dała radę poznać charakter pisma. Otóż mężczyźni bardzo rzadko dbali o takie rzeczy, chyba że brano pod uwagę jednostki wykształcone i wybitne. Tacy zwykle uczęszczali na zajęcia kaligrafii za młodu, by ich podpis na dokumentach był estetyczny. Niemniej czerwonowłosej było na rękę, że niezbyt wiele mówi o sobie, a dowiaduje się coraz więcej o swojej przyszłej uczennicy. Nie mogła dać głowy za to, że jej mąż nie miał innych kochanek na boku, ani nikogo przedtem. Aczkolwiek niezbyt chętnie zawsze mówił o swojej przeszłości. Uważał to za zamknięty rozdział, do którego nie chciał wrócić gdyż był mało przyjemny. Adrastia tego nie drążyła nigdy, ale przyjrzy się chyba tej sprawie. Tak na wszelki wypadek.
Przytaknęła Cortez i dalej ją niosła. Słuchała cierpliwie wszystkiego co mówiła pijana czarownica, spojrzała w jej stronę i również posłała jej ciepły uśmiech. Lekko zaciskając dłoń i splatając ich palce. Adrastia niezbyt łatwo przywiązywała się do obiektów, które określała mianem narzędzi, jednak do tej konkretnej wiedźmy zaczynała nawet czuć sympatię. Była trochę jak taki porzucony szczeniak, którego można wychować na psa obronnego lub cokolwiek się tylko zechciało, a ten na dodatek zawsze bezgranicznie będzie ufał swojej pani. Poza tym inkwizytorka obdarowała ją odrobiną ciepłego uczucia i może nawet nie trzeba będzie słać jej na stos.
Widok wymiotującej wiedźmy był niezbyt przyjemny, aczkolwiek Stronheim znała ten ból oraz wiedziała co działo się potem. No cóż, ze skradnięcia całusa kobiecie nici, bo byłoby to nieestetyczne. Chyba, że wypłucze wcześniej usta. W sumie na to nawet Adrastia dałaby radę coś poradzić. Dlatego kiedy kobieta zasnęła, półwiedźma wyciągnęła pustą butelkę. Wykorzystała nieco żółtego ognia i zmieszała go z pomarańczowym, uzyskując coś z konsystencją podobną do wosku o smaku mandarynek. Upchnęła to w butelce, którą podgrzewała na niewielkim płomieniu przez jakiś czas. Musiała uważać, by butelka nie pękła od temperatury dlatego ogień był dosyć mały, a przy tym zużywała stosunkowo niewielką ilość płomienia. W jednej ręce trzymała butelkę, zaś drugą głaskała po głowie czarownicę, która spała na jej kolanach. Wyglądała tak niewinnie kiedy spała, zwłaszcza że najwyraźniej nie czuła żadnego dyskomfortu.
Po półtorej godziny czarownica przebudziła się, a Adrastia miała w butelce coś co najpewniej przypominało konsystencją bardzo gęsty sok. Pod koniec dorzuciła do tego nieco woni fioletowego ognia, który pachniał jałowcem oraz fiołkami. Na pewno to wszystko zdezynfekuje jamę ustną czarownicy i zarazem sprawi, że jej oddech nie będzie zabijał zapachem.
- Nic się nie stało. Wyglądałaś naprawdę uroczo w trakcie snu. Aż szkoda było mi Cię budzić – podała jej butelkę, z mniej więcej w jednej trzeciej napełnioną – Masz. Napij się. Złagodzi to kaca i efekty tamtych wymiotów – czerwonowłosa przysunęła się do niej i wtuliła się w nią, obejmując kobietę w pasie. Oparła głowę na jej ramieniu i obserwowała cóż tamta pocznie z butelką? Woskowy ogień miał właściwości bakteriobójcze i miał konsystencję wosku, pomarańczowy nadawał smak oraz właściwości witamin zawartych w mandarynkach, a fioletowy po prostu dawał przyjemny zapach.
- Wyglądałaś na tak rozluźnioną. Pięknie się rumienisz Aziu i chyba częściej będę Cię upijała, bo podoba mi się ten rumieniec – cmoknęła ją lekko w policzek i zachichotała, naciskając mocniej swoim biustem na piersi kobiety.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 5:08 pm

O tak, wypadałoby przyjrzeć się sprawie zmarłego męża kobiety. A nóż widelec, a okaże się, że siedząca łyżeczka jest bardziej spokrewniona z nią niż się wydawało. Azazel mówiła i mówiła, jadaczka jej się nie zamykała, widać że alkohol potrafi rozwiązać nie jeden język. Tak też stało się z Azią. Alkohol nie tylko zrelaksował jej ciało, ale też pozwolił na to, by mogła się poczuć swobodniej. Poczuć się o wiele lepiej. Chociaż skutki tego były o wiele...gorsze. Nie mniej, dziewczyna w obecności kobiety czuła się o wiele lepiej. Ba, nawet gdyby spojrzała może jej oczy czy uśmiech spowoduje, że do kogoś będzie podobna..mówią, że człowiek ma swego bliźniaka. Może i Az kogoś takowego miała? Drzemka dobrze jej zrobiła, tak samo jak alkohol. Pierwszy w jej życiu acz kol wiek, nie ostatni. Unosząc się poczuła jak w głowie jej się kręci jeszcze, jednak wirowania ustały po chwili, tak jak się pojawiły.
- Co to takiego?
Zapytała przyjmując butelkę, powąchała zawartość, pachniało bardzo przyjemnie. Uśmiechnęła się do butelki jakby zobaczyła w niej najpiękniejszy i najcenniejszy dar, jaki mogła otrzymać. Zapach...skąd się jej kojarzył? Jałowiec, z domem, lasem obok którego mieszkała, ale do którego się nigdy nie zapuszczała. Ponoć miejsce to było siedliskiem Koszmarów, o których matka Azi tyle mówiła. Jednak nie nazwała ich koszmarami, a jedynie zbłąkanymi, opętanymi przez demony dzieci. Azazel nie chciała w to wierzyć, ale też starała się nie podchodzić do dzieci, które nie potrzebowały pomocy, do tego starała się nie chodzić tam, gdzie wiedziała, że dzieci są same. Wolała być spokojniejsza i bezpieczniejsza z sumieniem, które nie do końca było czyste i spokojne. Jednak wolała uczynić mniejsze zło, niż zginąć. Czyż nie tak postępują roztropne wiedźmy? Ba, gdyby mogła, może i zbawiłaby świat, ale na razie nie było jej do tego spieszno.
- Bo mi wstyd. Zachowałam się nieostrożnie.
Dodała cicho i przechyliła butelkę z zawartością, pozwalając by zawartość ugasiła jej pragnienie. Zaraz potem odstawiła butelkę i spojrzała na kobietę nieco zmieszana. Co ona robiła? Odsunęła się nieco w tył.
- Lepiej będzie jak wrócę do siebie, wieczór może być niebezpieczny.
Wiedziała, że jeśli wróci do domu nie spotka się więcej z kobietą, ale co miała począć? Przecież z nią nie zamieszka, no chyba że ta będzie nalegała. Ale no, nigdy nie wiadomo, czy ta nie będzie chciała mieć jej na oku. Dobry mentor, to wymagający mentor. Nigdy nie wiadomo kiedy żartuje, a kiedy mówi poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 5:49 pm

- To? Lekarstwo na kaca. Zmieszałam trochę przegotowanej wody, wyciągu z jałowca i fiołków, soku z mandarynek, trochę alkoholu, który pozostał na ściankach butelki. Nic specjalnego – skłamała półwiedźma. W końcu nie powie jej, że wypiła właśnie kilka rodzajów ognia Adrastii. Mogłaby poczuć się naprawdę dziwnie, ale póki co to lekarstwo powinno spełnić swoje zadanie. Na kacu wystarczyło napić się czegokolwiek, a jeśli było to piwo lub inny łagodniejszy alkohol to wystarczyło w zupełności, by obudzić człowieka. Na dodatek mikstura inkwizytorki faktycznie pachniała całkiem ładnie więc pewnie nie smakowała najgorzej. Trochę jak gęstszy sok, bo z mandarynkami miała do czynienia wielokrotnie. Nawet znała metodę na komary i inne owady, która przydała się jej w podróży. Zapach tych owocków niejednokrotnie odstraszał paskudztwa, które chciały ją pogryźć i wyssać krew. Mandarynka oraz goździki to zabójcze połączenie dla owadów, które nie lubią intensywnych zapachów. Wystarczyło wysmarować się wyciągiem z tego, a wszystkie problemy znikały jak ręką odjął. Być może dlatego Adrastia nie zachorowała na żadna egzotyczną chorobę podczas swoich podróży.
- Każdy czasami popełnia błędy – wzruszyła ramionami inkwizytorka w odpowiedzi. Czasami nawet arcymistrzyni się zdarzało podstemplować przez przypadek nie ten dokument, który miała podstemplować i koniec końców musiała zdrapywać nożem pieczęć. Była to mozolna i delikatna robota, gdyż nie mogła uszkodzić papieru. Odsuwając się nieco w tył, Azazel po prostu mocniej naparła na piersi inkwizytorki swoimi plecami. Oczywiście ta po prostu roześmiała się, bo reakcja tamtej była dosyć niecodzienna. Spłoszona, jak zwierzątko z lasu, które zostało pogłaskane przez człowieka.
- Myślisz, że coś może zagrozić dwóm kobietom, które potrafią rozgrzać atmosferę? – spojrzała jej w oczy i wyciągnęła dłoń, by pogłaskać kobietę po policzku. Ruchami okrężnymi głaskała, jednak w pewnym momencie przestała – Nie bój się. Jeśli mi w pełni zaufasz i oddasz w moje ręce to obronię Cię praktycznie przed wszystkim. Mogę Cię odprowadzić do domu, a potem raz w tygodniu nawiedzać w celach edukacyjnych. Co Ty na to? – wzięła kosmyk włosów kobiety i założyła go jej za ucho, jednocześnie uśmiechając się do niej psotnie. Poza tym w razie czego dobrze byłoby wiedzieć, gdzie jej inwestycja mieszka oraz czym dokładnie się zajmuje? Może nawet będzie można wyłapać osoby, które do niej przychodzą? Byłoby to naprawdę szczęśliwym zbiegiem okoliczności, gdyby przy okazji takiej obserwacji Adrastia mogła złapać kilka czarownic za jednym zamachem i dalej posiadać na nie wabik w postaci Azazel. No, a przy okazji dla zabicia czasu mogłaby się naprzykrzać czarownicy i w ramach tajnego projektu po prostu ją sobie wychować. Poznać, czerpać z jej wiedzy oraz umiejętności. Na różnych płaszczyznach, a może nawet przywłaszczyć ją sobie na stałe. Nie dawało jej tylko spokoju ta sprawa z jej świętej pamięci mężem. Tak to już jest, że gdy wyciągnie się jakąś dawną sprawę, która jest nierozwiązana to zwykle będzie to wracać i natrętnie o sobie przypominać gdzieś tam z tyłu głowy.
- Wieczór może być bardzo niebezpieczny. Chcesz może jeszcze trochę lekarstwa? – zachichotała inkwizytorka mając na myśli bardzo zbereźny żart, a zaraz potem odebrała od kobiety butelkę jeśli ta ją opróżniła.


___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 6:21 pm

Lekarstwo na kaca? Dobre sobie, jednak w smaku było faktycznie, dobre. Nie mogłaby powiedzieć, że nie bo by skłamała. Po prostu miało to przyjemny smak a gęstość przypominała może bardziej jogurt pitny. Spojrzała na pół wiedźmę i zamyśliła się na chwilę, jej wzrok powędrował gdzieś w przestrzeń, gdzie nie wiedzieć czemu, wszystko w niej zaczęło się kotłować. Miała taki mętlik w głowie, że nie mogła się na niczym skupić. Stos pytań, stos niepewności. Westchnęła pod nosem i odgoniła dziwne myśli. "Każdy czasem popełnia błędy"...niby tak, ale jednak nie do końca. Powinna być ostrożniejsza, dla tego nie dawało jej to spokoju. Ciągle miała obawy, "a co, gdyby"...tak, wieczne rozmyślania nie były dla niej niczym fajnym.
- Podgrzać? Ty może i tak, ja raczej wysadzać znicze. Prędzej bym podpaliła delikwenta niż go nastraszyła.
Wyszczerzyła się nieco w uśmiechu, jednak zaraz jej on zrzedł a ona zerwała się z miejsca.
- Zaufać...postaram się...raz w tygodniu. Dobrze, czemu nie.
Wydusiła wystraszona, czego się bała? Dotyku, pieszczot...bliskości kobiety. Była po prostu spanikowana i nie wiedziała co ma robić.
- Czy ja wiem, nie jest daleko do mnie, nie powinno się nic stać, ale jeśli chcesz...czemu by nie.
Zgodziła się, w końcu czemu by nie? Gdyby tylko wiedziała jakie niecne plany chodzą po głowie Inkwizytorce zapewne kazałaby jej spadać. Ale, obecnie była przez nią tak zamroczona, że ziarno jakie w niej zasiała, zaczęło kiełkować. Wrastać swoimi korzeniami mocno i głęboko w jej umysł by zrobić z niego sieczkę do takiego stopnia, by zaczęła funkcjonować tak, jak ona sobie tego życzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 7:05 pm

Może faktycznie źle się wyraziła, gdyż w obecnym stanie Cortez jedyne co mogłaby zrobić to podpalić delikwenta oraz wszystko w pobliżu, a w skład tego wchodziły również ubrania Adrastii, które bądź co bądź nie były ognioodporne. No może poza kapeluszem, ale nim raczej wszystkiego by nie zasłoniła gdyby miała taki zamiar. Z drugiej jednak strony chciałaby zobaczyć reakcję Azazel na swoje nagie ciało. Wytatuowane oraz poznaczone bliznami, a zarazem wyrzeźbione niczym u bogini.
- Zawsze mogę go ugasić – niezbyt trudno było zdławić ogień jeśli zareagowało się dostatecznie szybko. Inkwizytorka potem po prostu obłożyłaby napastnika żółtym ogniem, który pozamykałby rany, a zarazem zadziałał jak balsam na poparzenia. Grunt, że natłuściłby skórę w jakiś sposób i nie sprawił by wyschła.
Czerwonowłosa będzie miała trudny orzech do zgryzienia jeśli chodzi o kwestię zaufania. Jedna butelka wina tego nie rozwiąże, ale parę rozmów odbytych nad nią najpewniej tak. W końcu kiedyś przestanie się opierać jej dotykowi oraz pieszczotom. Mało tego, jej planem było doprowadzić do takiego stanu, że tamta nie będzie mogła bez nich żyć i zacznie ich łaknąć przy każdej możliwej okazji. Może nie do końca, ale chciała stać się bardzo ważną personą i autorytetem w oczach czarownicy. Wtedy znacznie łatwiej będzie ją przeciągnąć na stronę Inkwizycji, a Selene udowodni się, że nie trzeba wcale komuś grozić, by pozyskać sojusznika.
- Chodźmy więc – powiedziała z życzliwym uśmiechem. Zsunęła się z łóżka i zgarnęła swój płaszcz. Przybliżyła się do czarownicy i wtuliła jej głowę na moment w swoją klatkę piersiową. Przeczesała dłonią jej kudełki i pogłaskała ją po łepetynce czule, a troskliwym wzrokiem spojrzała w jej oczęta. Takim faktycznie obiecującym dokładnie to co potem szepnęła. „Będzie dobrze. Wszystko się ułoży”, a po krótkiej chwili odsunęła się i pomogła jej wstać. Na początek po prostu postanowiła pójść z nią za rękę, by po prostu nie czuła, że może się w każdej chwili ze swoją mentorką rozdzielić. Ot, po prostu chciała by tamta przyzwyczajała się do bliskości.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Azazel
Czarownica Ognia
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 10/03/2017

PisanieTemat: Re: Droga Cmentarna   Pon Mar 13, 2017 7:12 pm

Oj zaraz ugasić, czemu by nie dać popatrzeć, jak ciało płonie? W końcu kiedyś ten moment na bliski kontakt z ogniem, który połyka ciało nieszczęśnika również nastanie. Jednak, oby nie za szybko. Młoda Azazel mogła łatwo się załamać, gdyby teraz miała jeszcze patrzeć jak płonie ktoś, kogo ona skrzywdziła nieświadomie...jej wzrok spoczął w milczeniu na chwile na twarzy kobiety. By zaraz potem poczuć, jak ta ją tuli do siebie i szepce. Słowa były kojące i pocieszające. Zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. Odetchnęła z ulgą i skierowała się powoli w stronę chaty, widać kobieta nie miała zamiaru odpuścić.
zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t433-azazel-cortez#4867
 
Droga Cmentarna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Droga do Hogsmeade
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cmentarz-
Skocz do: