IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna sala szpitalna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 708
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Główna sala szpitalna   Sro Sty 25, 2017 1:47 am

First topic message reminder :

Główna sala w skrzydle szpitalnym Inkwizycji, wysłana wieloma łóżkami. Na próżno spodziewać się tu prywatności, przypadki wymagające interwencji nagle lub te niezbyt groźne, lądują właśnie tutaj, oddzielone w najlepszym przypadku materiałowymi parawanami. Na sali za dnia panuje zgiełk i odór typowy dla podawanych lekarstw, chorób i umierania.
Od głównej sali odchodzą dwie pary drzwi - wejście od strony budynku i kolejne, za którymi zastanie się długi korytarz z kolejnymi salami, dla pacjentów, przebywających w szpitalu dłużej oraz gabinety lekarskie.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Selene dnia Sob Cze 17, 2017 9:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene

AutorWiadomość
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Czw Paź 25, 2018 4:52 pm

W przestrzeń padły przeprosiny, które on doskonale przyjął do wiadomości. O czym nie można było go w żadnym stopniu podejrzewać, gdyż jego dłonie nie drgnęły chociażby o cal. Zmarł w bezruchu, jakby walcząc sam ze sobą, za nic mając już jej prośby, a decydując przed samym sobą.
Dlaczego miałby zrezygnować z ugryzienia ukrojonego, podanego na porcelanie, kawałku tortu, już w połowie otwierania ust? Znajdował się w punkcie, od którego sam nie potrafił zawrócić, jednocześnie świadom konsekwencji. Mieli współpracować, a on był gotów dopuścić się niewybaczalnego czynu. W tej chwili, nawet obraz, w którym Yvette pewnej nocy, podczas jego snu pod gołym niebem na setnej wspólnej misji, roztrzaska mu głowę kamieniem w imię zemsty, nie wydał mu się przesadnie odstraszający. Do tego dochodziły następstwa, pojawiające się natychmiast. Wystarczyło, że skazana podniesie głos. Otaczający ich, wybudzeni ze snu pacjenci może i nie rzucą się do pomocy, lecz strażnik czuwający pod drzwiami, z pewnością nie będzie tracił czasu na słuchanie wyjaśnień Setha głoszących, że jest żniwiarzem pragnącym jedynie chwili uciechy.
Zacisnął zęby. Było już na to za późno. O jedną zagrywkę za daleko. Odezwał się warkliwym szeptem, przez zupełnie zaciśnięte szczęki:
- Dlaczego miałbym ci odpuścić?
Jego instynkt podpowiadał jedno, nie sądził, by dał radę cofnąć się o krok, gdy przygotował się już do skoku. Ale... Czym wtedy różniłby się od inkwizycyjnych zwierząt, którymi tak gardził?
Dawno nie był tak wściekły, a emocja ta przybierała na sile wraz ze świadomością, że nie może dać jej nigdzie upustu - używając przemocy czy pieprząc ją do utraty tchu. Frustracja w nim wrzała. Tak niewiele wystarczyło, by doprowadziła go do tego stanu. Z nadludzkim wysiłkiem oderwał od niej obie dłonie, pozwalając materiałowi sukni skazanej opaść swobodnie na nagie nogi, wydając cichy szelest.
Odsunął się od niej, odwracając lekko. Nie chciał w tej chwili na nią patrzeć, ani nie chciał, by widziała jego. Przysiadł na samym skraju łóżka Yvette, ze złością krzyżując ręce na piersiach. Krew szumiała mu w uszach, jego ciało było niczym rozgrzany do czerwoności węgiel, wyrzucony omyłkowo z kominka. Bodźce tej cichej nocy dochodziły do niego ze zdwojoną siłą.
- Nie wierzę ci - wyznał prosto z mostu. Czy istniałaby odpowiedź, która by go zadowoliła? Sprawiłaby, że nie postawiłby jej zarzutów kłamstwa, biernie przyjmując podarowany stan rzeczy? O nie, cuda nie miały miejsca. Te śliskie brednie miały go ugłaskać? Nagła zgoda oznaczała podstęp, jej brak spowodowałby zdenerwowanie i atak. I tak źle, i tak niedobrze. - Ani razu nie zapytałaś o swoją siostrę - poinformował ją tonem, jakby przyłapał ją na oszustwie.
Zawsze trzymały się razem, a on jasno dał jej do zrozumienia, że chce mieć przy sobie tylko tą obdarzoną szczęśliwszą mocą. Czyżby nie obchodził ją los bliźniaczki, z którą spędziła całe życie?

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Czw Paź 25, 2018 7:46 pm

Pozostawała cierpliwa, gdyż po ukazaniu chęci poprawy, jego ręce nadal znajdowały się na udach. Pytania jakie odwiedzały jej myśli, kręciły się głównie wokół poprawności ułożenia słów w celu załagodzenia zajścia. Czy mogła brzmieć bardziej przekonująco? Pewnym jest to, iż nie miała czasu na złożenie ładniejszej treści i bez reszty improwizowała. Jak na takie warunki, była z siebie dumna.
Mimo podejrzliwego podejścia, o dziwo, zostawił ją w spokoju. Większość napięcia jakie zbudowało się do tej pory u Yv, dość szybko zeszło i pozostawiło po sobie ulgę, chwilową ulgę. Nie mogła być pewna, że było to ostatnie takie wtargnięcie ze strony Setha na tylne rejony jej ciała. Tylko tylne? Kto go tam wie, zdążyła dostrzec brak zahamowań w tym obszarze, a przy tym wizja wyboru każdej dobrze płatnej roboty, stała się nad wyraz jasna.
Wolała sobie postać, rezygnując z zajęcia miejsca obok niego. W aktualnej chwili nawet nie uraczył jej krótkim spojrzeniem i dalej wyglądał na podminowanego, więc narzucanie swej osoby byłoby cholernie złe. Czasem niepotrzebnie przesadzała, w przypadku tego żniwiarza ponosiło ją za bardzo, lecz doskonale wiedziała jak daleko może postawić kroki oraz kiedy należy solidnie przystopować.
Westchnęła cicho, gdy wspomniał o bliźniaczce.
- Nie musiałam o to pytać... - odparła, odwracając się odrobinę w stronę mężczyzny. Obserwowała go, choć on twardo patrzył gdzieś indziej. - W moich planach brak egoistycznego podejścia, które kompletnie odcięłoby mnie od niej. Zrozumiałym jest, iż nikt nie chce mieć pod opieką czystego pecha i każdy chciałby tylko pięknego szczęścia. - zaczęła wolno, aby wszystko zostało dobrze objaśnione. W międzyczasie rozpuściła całkiem włosy, rzucając gdzieś wstążkę na łóżko. - Wybierając tylko mnie, szansa na znalezienie opiekuna dla Yvonne jest znikoma. Brak tej ważnej osoby oraz mnie u boku, oznacza koniec uczestniczenia w jakichkolwiek misjach. Między innymi, nie będzie musiała wystawiać się na większe niebezpieczeństwo, które i tak minimalnie towarzyszy jej zawsze. - rzekła mocniejszym szeptem.
Ciągła obecność przy siostrze była niemożliwa. Już teraz Yvette miała pełno obowiązków, zaś Yvonne najczęściej pojawiała się na eksperymentach. Niektóre zaliczały się do cięższych, inne z kolei jawiły się jako lżejsze... Zadania poza murami Inkwizycji narażały białowłosą na znacznie większe problemy niż tu.
Pochylając się w stronę Setha, postanowiła zadać aktualnie najważniejsze pytanie.
- Czy moje przeprosiny zostały teraz prawidłowo przyjęte? Albo... Mogę zrobić coś jeszcze, abyś mi uwierzył? - spytała zaintrygowana, chociaż nic szczególnego nie przychodziło jasnookiej do głowy.
- Jakim cudem tak cię zdenerwowałam? Niezwykłe. - dodała pod nosem zamyślona przez moment, aczkolwiek pewnie sama będzie zmuszona dojść do źródła problemu. Wyglądało jakby miała jakiś szczególny wpływ, a przecież jest to wykluczone.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Paź 26, 2018 8:21 am

Siedząc na skraju łóżka, chłonął chłód i ciszę nocy, powoli odnajdując spokój ducha. Zdolność składania rozbudowanych zdań i logicznego myślenia w końcu wskoczyła na wyższe obroty, nienapędzana jedną pokusą, której był o krok od zrealizowania.
W końcu też zmusił się do spojrzenia w jej stronę. Płonne były przecież nadzieje Setha, że nie dziewczyna nie dostrzeże wyrazów jego podniecenia na zasadzie: „ja nie widzę ciebie, więc i ty nie widzisz mnie”. Oddech wciąż miał przyspieszony, klatka piersiowa opadała mu niespokojnie pod skrzyżowanymi nań rękoma.
Przynajmniej zaczęli rozmawiać. Istniała jeszcze szansa na dojście do jakiegokolwiek porozumienia.
Przez chwilę podejrzewał ją o brak jakichkolwiek zahamowań i sumienia względem porzuconej siostry. Przez myśl przeszło mu nawet, że jest gorsza od niego samego, gotowego na złamanie danego słowa, nieprzejmującego się bliskością relacji. Gorsza, bo w końcu, jak mu się zdawało, miał jeszcze te resztki przyzwoitości, by nie odwrócić się od tych, z którymi łączą go więzy krwi.
- To racjonalne podejście - przytaknął krótko, całkiem ukontentowany, że nie otrzymał próśb o niańczenie pecha, ani radości z kompletnego odcięcia się od bliźniaczki. - Chyba. To wszystko zdaje się tak proste, teraz, w założeniach... Musi być coś, czego nie dostrzegam - mówił tak cicho, że sądzić można było, że słowa te przeznaczone są tylko dla niego, co zresztą odpowiadało ich treści.
Dopiero gdy spytała o możliwość naprawy poprzedniego błędu, ożywił się bardziej. Złość zapulsowała w nim ponownie, na samo wspomnienie, że nie może łatwo pozbyć się tego uczucia. Odwrócił się do niej gwałtownie, dłoń wspierając na środku szpitalnego łóżka, które zaskrzypiało niebezpiecznie. Zignorował dźwięk, patrząc na nią spode łba.
- Nie masz pojęcia, jak funkcjonuje mężczyzna. Albo doskonale jesteś tego świadoma i z pełną premedytacją wykorzystujesz moje frajerstwo. Nie wiem, co gorsze - prychnął, żałując, że nie ma możliwości pokazać jej, do czego jest zdolny.
Nie chciał w końcu, aby od teraz na zawsze zaszufladkowała go w pojemniku z nazwą „Ten, z którym można pogrywać. Bez żadnych konsekwencji”. Jeśli myślała, że kuszenie jest chwilową rozrywką, o której zapomni w następnej chwili, grubo się pomyliła. I tak myślał o tym wystarczająco długo, nie potrzebował kolejnych niepewności przed snem.
Chciał ją ostrzec, zagrozić, że w przyszłości nie będzie pobłażliwy, lecz skutecznie uniemożliwiło mu to poruszenie się w okolicach przeciwnej ściany sali szpitalnej. Odwrócił się, dostrzegając migoczącą lampę, światłem wyraźnie zbliżającym się w stronę wnętrza pomieszczenia. Cholera! Co za amatorszczyzna! Nie był pewny, czy ich rozmowy w końcu zostały dosłyszane, czy strażnik właśnie ruszał na nocny obchód.
- Kładź się, szybko! - syknął na nią, zrywając się z łóżka.
Po krótkiej ocenie sytuacji, stwierdził, że za późno już było na ucieczkę wejściem prowadzącym do innych sal. Parawan, który postawił na początku, nie dawał wystarczającej osłony. Pozostawał bez wyjścia, poza...
W ułamku sekundy wsunął się pod łóżko Yvette, kuląc się na niewielkiej przestrzeni i ściągając kawałek pościeli, by choć minimalnie się przykryć. Z tej perspektywy doskonale dostrzegał pojawiającą się łunę światła, słysząc nadchodzące kroki strażnika.
Nie był jeszcze przyzwyczajony do obecności skazanej, gdyż uczynił dość głupią rzecz - nie pomyślał nawet, by chwycić jej jakąkolwiek część ciała, chcąc dodać im odrobinę szczęścia.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Paź 26, 2018 12:34 pm

Uznanie jej wytłumaczenia było miłą niespodzianką, której absolutnie się nie spodziewała. Sądziła, że Seth będzie podążał w zaparte i wytknie jeszcze kilka niepasujących mu kawałków układanki. Zapewne wpływał na to stan w jakim się znalazł, a ten z kolei fascynował Yvette.
Wyobrażała sobie za dużo? Ten widok nie składał się wyłącznie ze złości, tego była pewna. Z drugiej strony, wiara w wywołanie u niego żądzy jest czymś nieprawdopodobnym. Trochę już żyje i znane jest wiedźmie znaczenie owego słowa, lecz bazuje tylko na książkowych przykładach. Co prawda, ukradkiem słyszała rozmaite, jak i nieprzyzwoite opowieści wśród ludzi, nad którymi przychodzi jej czasami dumać. Mimo wszystko, pisane dzieła pokazują tą całość dokładniej oraz zrozumialej, a przynajmniej tak sprawa wygląda u białowłosej.
Myśląc do czego mogło dojść, gdyby uparcie stała dalej przy swoim i nie szczędziła coraz bardziej rozległych prowokacji... Blade policzki na moment przybrały delikatny, czerwony odcień, ale panujący półmrok skutecznie ukrył tę reakcję.
- Która opcja jest wiarygodna? Któż to wie. - wzruszyła ramionami, choć ziarenko prawdy znalazło swe miejsce w każdym z tych zdań. - Jednakże, frajerstwo to za dużo powiedziane. Jesteś dla siebie za ostry. - stwierdziła, uśmiechając się przy tym zaczepnie.
W końcu zjawiły się kłopoty, lub chwilowa przerwa w rozmowie. Weszła spokojnie na łóżko, aby nie narobić hałasu. Dodatkowe skrzypienie pogorszy sprawę, więc bez zbędnych ruchów, położyła się na brzuchu i wtuliła głowę w poduszkę.
Zostali wykryci? Wątpliwe przypuszczenie. Straż ruszyłaby wtedy biegiem, zaś tu kroki były normalne. Zwykły, kontrolny spacer po pomieszczeniu.
Wsuwając ręce głębiej pod poduchę, natrafiła na koniec materaca. Pozwoliła wisieć dłoniom poza szpitalnym posłaniem.
Cóż za pech! Mężczyzna musiał gnieść się pod łóżkiem i to była jedyna możliwość, albowiem próby schowania go pod przykryciem skończyłby się fiaskiem. Musiała opanować uśmiech, który pojawił się zaraz po wyobrażeniu sobie jego zachowania, gdyby usłyszał taką oto propozycję z jej ust.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Paź 26, 2018 6:49 pm

Odszczekałby jej, gdyby tylko miał sposobność. Pojawiający się znikąd inkwizytor, skutecznie mu ją odebrał. Może to nawet lepiej? Odwdzięczy się przy następnym spotkaniu... O ile do takowego dojdzie, w co mógł wątpić, gdy zostanie tu przyłapany.
Dokładnie widział oświetlone przez migoczącą lampę stopy, zatrzymane tuż pod łóżkiem skazanej. To nie mógł być przypadek, musieli hałasować. Czemu się dziwić, skoro zdecydowanie nadużywał okazji, swój powód przybycia rozszerzając o nieplanowane gierki! Najwyraźniej lubił przeceniać swoje umiejętności, myśleć, że jest tak zręczny, by ograć przeciętnego inkwizytora.
Serce biło mu jak oszalałe, zwłaszcza, że ponownie pozostało mu tylko czekanie i żywienie nadziei, że strażnik ruszy dalej. Wolał nie wiedzieć, co spotkałoby w ramach kary.
Nie mógł być tego świadom, ale przechodzący strażnik w rzeczywistości zwiedziony podejrzanymi odgłosami, postanowił sprawdzić ich źródło. Pochylił się nad łóżkiem Yvette jednak z zupełnie innego powodu. Dostrzegł w ciemności jeden, niepasujący element. Porzucona wstążka do włosów, znajdująca się w nogach łóżka lśniła jedwabiście, przykuwając jego uwagę. Obcy mężczyzna podniósł przedmiot w ręce, doszukując się sensu.
Tymczasem Seth, widząc buty strażnika na cale przed swoimi skulonymi nogami, wstrzymał powietrze, wiedząc już, że to nie skończy się dobrze. Coś tu nie gra...
Od razu dostrzegł wyciągniętą dłoń Yv, bezwładnie opadającą z łóżka. Od razu do niej sięgnął, ujmując łagodnie sam jej kraniec. Że też nie pomyślał o tym wcześniej! Musiał nauczyć się korzystać z dostarczanych mu narzędzi, jeśli te same chciały być przydatne.
Nie minęło wiele czasu, a strażnik zwinął wstążkę w zgrabny kłębek, nie dostrzegłszy powodu do interwencji. Dziewczyna spała jak zabita, sąsiedzi wkoło podobnie. Zewsząd otaczały go ciche, miarowe oddechy. Rzucił wstążkę na łóżko, unosząc lampę wyżej i odchodząc.
Jeszcze podczas krótkiego obchodu strażnika po innych łóżkach, Seth puścił dłoń Yvette, zabierając się do ucieczki. Przeczołgał się pod łóżkami, z przyczyn wiadomych postanawiając się nie żegnać. Wolał więcej nie kusić losu.
***
Dzień zapowiadał się dobrze. Yvette mogła odczuwać jedynie zmęczenie spowodowane nocną wizytą, która teraz, w obliczu słonecznego poranka wydawała się być jedynie snem.
Do łóżka podano jej śniadanie, a niedługo później u boku skazanej pojawił się Albert z całym przenośnym zestawem narzędzi laboratoryjnych. Był w całkiem przyzwoitym humorze, zasypywał Yvette pytaniami związanymi z jej samopoczuciem i ewentualnymi zmianami. Nic nie zwiastowało tragedii.
A jednak, los zaśmiał się dziewczynie w twarz, sprawiając, że jeszcze raz dane było jej ujrzeć swojego obecnego opiekuna, kata. Gerarda Larsena. Pojawiającego się znikąd w głównej sali szpitalnej.
Gdyby nie wspierająca go o boku kula i ślady po gojących się ranach, pomyśleć by można było, że jest jedynie zjawą, która postanowiła ją nawiedzić. Niestety, obraz ledwie mieszczącego się w wąskim przejściu mężczyzny o długich, brązowych włosach związanych w kitkę, nie był senną ułudą. Uśmiechnął się on na widok białowłosej bliźniaczki. Czy słusznie? Czyżby odróżniał już, która z nich jest która? Podchodził wyraźnie do Yvette, ignorując chwilowo nawet Alberta, zasiadającego obok. Wyraźnie kulał, a przez niedbale zapiętą koszulę prześwitywały mu znajdujące się na całej długości jego klatki piersiowej i brzucha bandaże.
- Ty żyjesz! - wykrzyknął zdumiony Albert, nie podnosząc się jednak, by przywitać się z mężczyzną.
Jego stan był fatalny. Ale żył, do cholery, żył i nic nie zapowiadało się na to, że w najbliższych chwilach dokończy żywota. To oznaczało jedno. Yvonne poważnie zjebała swoją misję.
- Tęskniłaś za mną, śnieżynko? - zapytał przywołując uśmiech na usta, patrząc wyłącznie na nią. Gdyby Seth zdobył się na podobną zagrywkę, z pewnością zostałby upomniany. Jednak postać Gerarda budziła swojego strach. Albert nie zamierzał mu jednak pozwalać na zbyt wiele.
Dopiero ze sporym opóźnieniem, kat zdecydował się podzielić dość istotną odpowiedzią:
- Żyję i mam się dobrze. Miałem niezawodną opiekę - w kilku słowach wyjaśnił się, zaraz zerkając z brakiem zrozumienia na cały sprzęt przy balsamiście. Najwyraźniej sporo wydarzyło się pod jego nieobecność. Będzie musiał to wszystko nadrobić...

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pią Paź 26, 2018 11:19 pm

Utrzymanie spokoju oraz bezruchu, by nie wzbudzić większych podejrzeń szło znakomicie, chociaż strażnik był nieugięty. Całe szczęście, żniwiarz wykorzystał szansę na dotyk i zaraz mogli odetchnąć z błogością.
Przeczuwała, iż Seth dotrze do swojego łóżka bez komplikacji. Skoro udało mu się tu zakraść, to powrót powinien być niesłychanie łatwy. Dziwne, czemu w ogóle o tym myśli? Teraz w jej interesie jest przyjąć wygodniejszą pozycję, po czym zaznać ociupinkę snu, który mógł zostać jeszcze wykorzystany. To dobry pomysł, zatem dlaczego ta jedna wizyta, totalnie usadowiła się wewnątrz głowy czarownicy i za nic nie pozwalała szybko zasnąć?
Po tylu latach, nagle dostała możliwość na pracę w dość sympatycznym towarzystwie, bez nienawiści, jak również strachu o kolejny dzień. Odczuwała pewną... radość? Ta emocja już dawno nie witała u Yvette, dlatego też została przyjęta z takim zaskoczeniem. Naprawdę mogła sobie pozwolić na entuzjazm, nawet krótki? Całe zajście nie było żartem ze strony inkwizytora, zaś czystą rzeczywistością!
Łapiąc miękką poduszkę po bokach i ściskając, przywarła twarzą do niej jeszcze mocniej. Ciągle nie dowierzała, a miłe uczucie rozrastało się coraz prędzej. Na pozostałe myśli, jawnie reagowała podekscytowaniem i dokładnie czuła silne uderzenia swojego serca. Z trudem mogła pojąć skąd ta pozytywna energia, ponieważ wszystko stało pod znakiem zapytania.
Opanowała się w końcu. Takie zachowanie nie przystoi Yv, lecz środek nadal szalał bez opamiętania. Wywalczyła sen, jednak owa bitwa zaliczała się do tych skomplikowanych.

xxx

Kolejny poranek wydawał się nadzwyczaj przyjazny dla kobiety. Swoją pobudkę zaczęła od poszukiwań zaginionej w nogach czarnej wstążki, którą związała włosy.
Przeciągnęła się krótko, siadając wygodniej na łóżku i obserwując tutejsze zamieszanie.
Niebawem zjadła śniadanie, porozmawiała z Albertem... Jeśli o tym mowa, zauważyła lepsze podejście z jego strony. Doceniała dobry humor mężczyzny, oddając to samo. Zrezygnowała z bezczelnych odzywek na rzecz współpracy. Odpowiadanie na same pytania odbywało się w pogodnej atmosferze, do chwili przerażającego odkrycia.
Odrywając wzrok od balsamisty, zerknęła w stronę zbliżającego się jegomościa i przysięga na wszystko, zimny dreszcz przeszedł po każdym zakątku jej ciała. Wstrzymała mimowolnie oddech, uważnie wpatrując się w dobrze znaną twarz.
Dalej śniła, wszystko jasne. Tym razem wiedźmę nawiedził wyjątkowo straszny koszmar, a ten z kolei był niezwykle realny. Ucieczka nie była w stanie jej uratować, mogła tylko przypatrywać się nadchodzącej bestii. Wszelkie plany i wyobrażenia przed snem, znikły błyskawicznie.
Głos Gerarda uświadomił Yvette, iż wcale nie śni.
- Ja... Jakbym mogła nie tęsknić za swoim opiekunem, absurd. - odparła słabym tonem, przenosząc wolno spojrzenie w dół, na swoje dłonie. Szok wywołany tak niemiłym widokiem z rana, przez chwilę odbierał białowłosej możliwość dalszej wypowiedzi. To nie mogło się dziać.
- Przepraszam za moją nieuprzejmą reakcję. - dodała w miarę pośpiesznie, ponieważ mógł odebrać to bardzo negatywnie. - Bałam się, że stracimy pana na zawsze. Całe szczęście, dobrze się panem zajęli. - przyznała już opanowanym głosem, aczkolwiek w głowie panował zupełny chaos.
Yvonne zawiodła. Jak? Miała mieć idealny dostęp, aby zakończyć sprawnie jego żywot. Co takiego się wydarzyło, że nie dopięła swego? A co najważniejsze... Czy są zmuszone ostatecznie powrócić do dawnych czasów?
Jedno jest pewne. Wrócił, zaś wraz z nim odżyły sprawy, które nigdy miały nie być dokończone. Kątem oka bacznie obserwowała kata, czując niemały lęk.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Paź 27, 2018 6:44 pm

Albert sprawiał wrażenie najbardziej zagubionego w sytuacji, błądząc wzrokiem od skazanej do jej opiekuna. Czuł, jakby nie powinien uczestniczyć w ich spotkaniu. Pragnął się wycofać, mimo że to jemu przeszkadzano właśnie w pracy.
Ich zgromadzenie w jednej chwili dopełniła oburzona siostra szpitalna, pojawiająca się u boku najbardziej poszkodowanego pacjenta, piskliwym głosem wołając:
- Panie Larsen! Powinien pan natychmiast wrócić do swojego łóżka! - machnęła gwałtownie ręką, lecz nie śmiała go dotknąć, by poprowadzić na miejsce.
Kat łaskawie odwrócił się w kierunku siostry, obdarzając ją pobłażliwym spojrzeniem.
- Spędziłem w nim wystarczająco wiele czasu. Z pewnością, twoje poświęcenie przyda się teraz innym pacjentom, siostro... - mruknął, w ułamku sekundy tracąc zainteresowanie kobietą. Nie miał zamiaru spędzać w szpitalnym łóżku ani chwili dłużej.
Z mężczyzną nie było dyskusji. Siostra wycofała się, lecz zamierzała przyprowadzić wkrótce kogoś z większą siłą przebicia, zdolnego przemówić katu do rozsądku.
Tymczasem Gerard powrócił spojrzeniem do Yvette, wyraźnie zadowolony z jej odpowiedzi.
- Jak zwykle jesteś dla mnie zbyt dobra, Yvette - wypowiedział wyraźnie jej imię, pochylając się i przyglądając zmianom, jakie zaszły w dziewczynie pod jego nieobecność. Rozróżniał je bez dotyku. Czasami wystarczyło jedno zdanie jak właśnie teraz.
Wkłucie na przedramieniu, powielane wielokrotnie. Ładne, symetryczne, dobrze wykonane. Pochwalał to. Jej nieco potargane włosy naruszały poczucie estetyki Gerarda, lecz nic nie dorównywało temu, co wkrótce ujrzał. Bladosine ślady na delikatnej szyi dziewczyny, ledwie widoczne. Układały się one w kształt palców, co rozpoznał od razu. Kto mógłby być tak nierozważny? Kto ukarał ją pod jego nieobecność?
- Kto ci to zrobił? Nie byłaś grzeczną dziewczynką? - zapytał ojcowskim tonem, pochylając się nad Yv, by krańcem palca dotknąć śladów na jej szyi, które siedzący w pobliżu Albert dostrzegł pierwszy raz.
- Posłuchaj... Zaraz zaczniemy... - zaczął balsamista, najwyraźniej usiłując nakłonić kata do zajęcia się swoimi sprawami. Prędko spostrzegł, że nie zajął nawet najmniejszej uwagi Gerarda, przenoszącego spojrzenie na wejście do sali szpitalnej.
Stał w nich nikt inny niż Seth, zwiedziony z bocznego korytarza dobrze mu znanym głosem. Głosem, którego nigdy więcej nie chciał usłyszeć. Doprawdy, uważał się za dobrego aktora. Ale nie mógł zareagować inaczej. Otworzył usta ze zdziwienia, stojąc w miejscu jak wryty.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha... -  zażartował Gerard, witając go ciepłym uśmiechem, wyraźnie rady ze zdziwienie kolegi po fachu.
Jakim, kurwa, cudem? JAK? Był już jedną nogą w grobie. Do cholery, Christine mnie zabije. A ja zabiję tę pechową mendę, która nie dopilnowała swojego zadania. Kurwa jego mać! - przez jego głowę przemknął się tok nieskładnych myśli.
Zdołał się opanować, nie mogąc dłużej okazywać zdziwienia. Podszedł do niego, szczerząc zęby i nagle rozciągając ręce na całą ich długość.
- Gerard, bracie! - zawołał, witając się z katem, któremu niemal dopomógł zejść z tego świata, jakby był mu najlepszym przyjacielem. Radość w oczach żniwiarza wyglądała na szczerość.
Objął mężczyznę, klepiąc go solidnie po plecach ręką, która nie spoczywała w gipsie. Tylko kątem oka zerknął na Yvette i skołowanego Alberta, który z pewnością myślał „tylko tego jeszcze tu brakowało...”.
- Spisaliśmy cię na straty! Spodziewaliśmy się wszystkiego, ale wybacz mi, twój powrót do zdrowia wydawał się być poza granicami cudu. Co za nowina, co za... - odsunął się od Gerarda, kręcąc głową w niedowierzaniu, jakby nie mógł uwierzyć, że stojący przed nim mężczyzna jest prawdziwy. Wyobrażanie sobie, jak roztrzaskuje mu czaszkę o szpitalną kaczkę, nieco pomogło Sethowi w utrzymaniu komfortu psychicznego. Grał doskonale.
- Chyba nie masz nam za złe, że cię zostawiliśmy? - wypalił nagle, nie dając dojść nikomu do głosu. Jego ton brzmiał przejęciem. - Ratowałem swój tyłek, a miałem na głowie jeszcze te dwie - machnął niedbale w stronę Yvette, nawet na nią nie zerkając.
Obiecywał jej wczoraj to wszytko. Zeszłej nocy. Kilka, krótkich godzin temu. Planowali współpracę, uwzględniali każdy punkt... Nie przewidując wstania z łoża śmierci jedynej osoby, mogącej zrujnować każdy ich pomysł. Czuł się okropnie. Jakby został obiektem złośliwych żartów bóstw, skręcających się właśnie ze śmiechu, obserwując go z góry.
- Rozumiem to... - przytaknął cicho, uśmiechając się, aż paskudna blizna na twarzy Gerarda wygięła się w upiornym kształcie. - Każdy z nas odpowiada za siebie. Niektóre życia są cenniejsze od innych. Śmierć inkwizytora na misji nie byłaby niczym niespotykanym. Nie bierz tego do siebie - udzielił pocieszenia, przenosząc wzrok z Yvette, wprost na Setha.
Po plecach żniwiarza przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Kurwa. On już wie. Wszystko wie. Przejrzał nas. On... wie, że próbowaliśmy go zabić. Wystarczyło spojrzenie, by doszedł do tych panicznych wniosków, niepotwierdzonych żadnym logicznym argumentem. Musiał powstrzymywać się od nerwowego śmiechu.
- Ja też nieźle oberwałem. Wróciłem wyłącznie dzięki wiedźmiemu szczęściu - odparł, jednocześnie chcąc zmienić temat, jak i ukazać się również w roli poszkodowanej ofiary. Tak było bezpieczniej. Jednak Gerard najwyraźniej nie chciał dłużej kontynuować tego tematu.
- Właśnie, przy okazji szczęścia... Co się tu dzieje? Co zmieniło się pod moją nieobecność? - rzucił pytanie w kierunku Yv i Alberta, marszcząc brwi w niezrozumieniu.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Sob Paź 27, 2018 11:44 pm

Oszukanie Gerarda graniczyło z cudem, toteż rozpoznanie bliźniaczek opanował pod każdym względem. Zbyt wiele czasu przebywał wśród nich, poznał dokładnie zachowania i podejście do niektórych spraw. Nic dziwnego, iż bez wahania padło imię szczęśliwej siostry. Trafił w dziesiątkę, jak zwykle.
Nie drgnęła ani o milimetr, gdy pochylił się i tym samym zbliżył, by dobrze obadać jej wygląd. Odkładając na bok chęć zerwania się z łóżka, mogła odświeżyć nieprzyjemne odczucia, które przedtem towarzyszyły przy każdej bliskości kata. Opisanie ich było ciężkie, jednakże wieloraki niepokój i obawa przed byciem potraktowaną niczym Yvonne, wybijały się najmocniej ze wszystkiego.
Zdziwienie jakie nastąpiło po jego słowach, ukryła z niezauważalnym wysiłkiem. Ślad zostawiony niegdyś na szyi Yvette przez żniwiarza był znikomy, ale tyle starczyło w zupełności dla opiekuna.
- Starałam się jak tylko mogłam, lecz jedynie pan w pełni docenia moje posłuszeństwo. - odparła pokornie, unosząc odrobinę głowę, by złapać z nim kontakt wzrokowy. Niestety lub stety, zaraz do zabawy dołączył również Seth.
Pierwsze co zauważyła, to godną podziwu grę mężczyzny. Gardził tym człowiekiem, dokładnie słyszała nienawistne wypowiedzi o nim, a mimo wszystko potrafił tak wspaniale udawać kogoś bliskiego. Zdobył się nawet na nikłą troskę, wszelkie miłe gesty, czy uśmiech... To co musiało dziać się w jego głowie, zapewne zaliczało się do kompletnych przeciwności. Dodając chęć poderżnięcia Gerardowi gardła, wszystko dążyło ku cudownej harmonii.
Obserwując tę dwójkę dalej, zdała sobie sprawę z czegoś ważnego. Seth mówił dużo, ciągle i skutecznie odcinał możliwość odpowiedzi, co mogło wydawać się podejrzane. Czyżby był wewnątrz, aż tak niespokojny? W sumie, była w stanie zrozumieć jego obawy. Ustalane nocną porą plany, nadawały się do wyrzucenia i całkowitego zapomnienia. Nie mówiąc o zawaleniu zadania przez bliźniaczkę oraz idących konsekwencjach.
Istniała jakakolwiek nadzieja na zmianę aktualnego stanu rzeczy? Było za późno? Nie, gdzieś jest wyjście. Tylko gdzie? Teraz kat będzie ostrożniejszy i na pewno odpuści sobie dręczenie Yvonne, przynajmniej do czasu polepszenia swego zdrowia. Co gorsza, Yvette stanie się główną rozrywką.
Padające pytanie sprawiło, że jasnooka porzuciła rozmyślania.
- Byłam na zleconych eksperymentach i... Właściwie, pan Albert wyjaśni to o wiele lepiej niż ja. - rzekła, powracając na kilka sekund spojrzeniem w stronę balsamisty.
W wolnym czasie, zaczęła przyglądać się uważnie po kolei mężczyznom, którzy postanowili ją odwiedzić. Nie robiła tego otwarcie, można rzec, iż dokładała starań by wyglądało to jak najmniej dziwnie. Przepadała za obserwowaniem innych, chociaż nierzadko ktoś miał spore uwagi w tym temacie.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Paź 28, 2018 7:35 pm

W normalnych okolicznościach Albert upomniałby Yvette o gadulstwo, jednak teraz nie odczuwał ulgi, gdy dziewczyna przekazała mu pałeczkę, zmuszając do wyjaśnień przed jej opiekunem.
- Nie próżnowaliśmy pod twoja nieobecność. Skazana została poddana niegroźnym eksperymentom wedle odgórnych zaleceń. Setha przydzielono do kontroli w razie ewentualnych komplikacji, co nie okazało się konieczne. Jeśli chcesz poznać ich dotychczasowy przebieg, wszystko jest w kartotekach... - wyjaśnił, nieszczególnie zadowolony, że musi się tłumaczyć ze swojej pracy.
- Ach, tak... Tak niegroźnym, aż wylądowała w szpitalu - Gerard zmrużył łagodnie oczy, usiłując dopowiedzieć sobie resztę tej historii. Czyli to Seth był sprawcą tajemniczych śladów na szyi Yv? Czymże więc sobie zasłużyła...? - Rozumiem. Mam nadzieję, że dotarliście już do oczekiwanych rezultatów. Mam bowiem wobec Yvette plany. Gdy tylko opuszczę szpital, ona pójdzie ze mną - oznajmił władczym, ale spokojnym tonem.
Nie sposób było doszukiwać się w głosie Gerarda form wywyższania się. Nie, on prostu rzucał stwierdzenie w przestrzeń i zazwyczaj stawało się ono prawdą. Seth obserwował tężejącą twarz Alberta. Gdyby on zwrócił się równie zaborczo w stronę Yv, zapewne zostałby zbesztany przez starszego balsamistę. Wokół Gerarda panowała jednak dziwna aura, która kazała traktować jego uprzejmości ze strachem.
- Nie mi ani tobie o tym decydować - prychnął Albert, wyraźnie zniecierpliwiony. - Jeśli góra tak zadecyduje, będę wdzięczny za każdą chwilę pracy. - Łagodnie podzielił się sugestią, że przyda mu się cisza i prywatność, aby mógł kontynuować.
- Gdzie się spieszysz, Gerard? - zapytał niespodziewanie Seth, siląc się na uśmiech. - Ochłoń trochę, odpocznij po ostatnim wypadzie... - przechylił głowę na jedną stronę, sprawiając wrażenie zupełnie rozluźnionego. Atmosfera pomiędzy rozmówcami mimo to, nie należała do najprzyjemniejszych.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Paź 28, 2018 10:03 pm

Zadbała o włączenie biednego Alberta do dyskusji, nawet jeśli było to zrzucenie obowiązku tłumaczenia całego zajścia. Uczynna osoba z tej Yvette.
Przez słowo "plany" otworzyła szerzej oczy, na nowo czując powracające napięcie w całym ciele. Zwykły wyraz, który płynąc z jego ust brzmiał niczym zapowiedź czegoś diabolicznego. Przełknęła ciężko ślinę, przypuszczając najgorsze, choć nie zrobiła niczego złego. Pamięć o starciach pomiędzy siostrą, a nim, fachowo zasiała automatyczną obawę.
Załatwianie spraw w przypadku Gerarda, zawsze wyglądało tak samo. Egzystencja zbędnego rozgadywania się była przekreślona, ponieważ wolał same konkrety. Dzięki temu misje przebiegały zadziwiająco sprawnie, a Yvette nie mogła wyjść spod wrażenia. Władczy ton jakim teraz się posłużył, był znany jej od dawna i nie sposób z nim walczyć, choć Yvonne nadal jest uparta jak osioł.
Zdecydowała się zabrać głos, bo nastrój zjeżdżał coraz szybciej w dół.
- Myślę, że powinien pan wypoczywać. Nabranie sił po tym strasznym incydencie, będzie najlepszym wyjściem. Nie chciałabym, aby znów mnie pan zostawił... - powiedziała nieśmiało z początku, lecz w ostatnim zdaniu dodała wyczuwalnie utęsknioną barwę.
Podniosła się z łóżka, by zaraz stanąć na ziemi przed katem. Przyjmując wyprostowaną pozycję, bez oporów wpatrywała się w jego oczy. Wkrótce wolno przeskakiwała sobie spojrzeniem na blizny czy usta.
- Nawet nie wyobraża sobie pan, jak bardzo dotknęła mnie pańska nieobecność. Sam ten wypadek... - zamilkła, chwytając dłonią przedramię drugiej ręki i wbijając w skórę paznokcie, co chwila mocniej. Tak naprawdę nie miało to nic wspólnego z pozytywnymi uczuciami, wręcz przeciwnie. Jednak wywołanie wrażenia poczucia winy za swoje pechowe rodzeństwo jest dobrym zagraniem.
Była taka zła. Wydarzenie w tamtym miejscu miało być ostatnim ich spotkaniem, a on przeżył dzięki niej. Nie dość tego, Yvonne pomimo wszelkich zapewnień zawaliła najważniejsze zadanie i w ten sposób pozwoliła mu dalej żyć. Jak wiele pomyślności jest dane temu mężczyźnie?
- Ujrzenie pana żywego i powracającego do zdrowia, to najlepszy widok jaki mogłam zastać. Przepraszam za moją śmiałość. - podsumowała sprawnie, unosząc delikatnie kąciki ust oraz przymykając do połowy powieki.
Kompletnie zignorowała wszystkich dookoła. Musiała wypaść wiarygodnie w oczach Gerarda, lecz trudno byłoby osiągnąć zamierzony cel, gdyby przejęła się którymś z obecnych tu dżentelmenów.
- Odnośnie pańskich planów... Mam nadzieję, że bardzo nie zawiniłam... - dodała z małym zaniepokojeniem, opuszczając powoli głowę w dół.
Chciała dowiedzieć się choć trochę, co planował. Marne szanse, iż zdradzi coś przy publice, ale warto spróbować.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Nie Paź 28, 2018 11:01 pm

Gerard był chyba jedynym ze zgromadzonych mężczyzn, który uwierzył Yvette. Albert w najszczerszym niedowierzaniu przyglądał się wstającej z łóżka dziewczynie, nie upominając jej na głos, do kiedy opiekun skazanej nie raczył sam o to zadbać. Słyszał o kacie wiele plotek, mniej lub bardziej przerażających. Ale żadna z nich nie sprawiała, by ktokolwiek mógł za nim tęsknić, co wyraźnie okazywała Yvette. Istniały dwie prawdopodobne opcje. Dziewczyna wczuwała się w swoją rolę, nie chcąc narazić się na gniew przełożonego lub... ukształtował się w niej silny syndrom sztokholmski.
Seth nie wierzył jej z bardziej oczywistego powodu. Przecież jeszcze nie tak dawno współpracowali razem, usiłując pozbyć się Gerarda. Gdyby Yvette w rzeczywistości nie chciała tego uczynić, z pewnością doniosłaby na żniwiarza jak i na Christine. Czy tak usłużne nastawienie było koniecznie? Żniwiarz obawiał się, że dziewczyna przegnie w drugą stronę, zgrywając milszą, niż nakazywałaby ku temu racjonalność. Obaj mężczyźni przyglądali się scenie z jednakowym zdziwieniem.
Gerard jednak odebrał każde ze słów skazanej z doskonałym zrozumieniem, jakby wiedział wszystko, co wypowiedziała, nim w ogóle to uczyniła.
- Wiem, śnieżynko. Wiem - powiedział tak czule, aż Seth wychylił się zza pleców kata, by swoim spojrzeniem wywrzeć presję na Albercie.
„Zamierzasz mu pozwolić się tak do niej zwracać?!” - krzyczało spojrzenie czarnowłosego żniwiarza. W głowie jeszcze słyszał poprzednie kazania Alberta o spoufalaniu się z wiedźmami. Do cholery, czyli wystarczy być katem, którego się wszyscy boją, a pozwolą ci robić, czego tylko zapragniesz? Cudownie! - przeklął w duchu. Był wściekły, co jednak nie uzewnętrzniło się na jego twarzy.
- Wiem o wszystkim. I ty nie musisz udawać. Bo nie ma czego się wstydzić. Zadbałaś o swojego opiekuna - mówił tak niejasno, aż Seth zaczynał podejrzewać, że mężczyzna wcale nie wyzdrowiał. Wręcz przeciwnie, coś musiało mu paść na mózg. - Zakradłaś się do mnie po zmroku, by dopomóc mnie w gorączce. Trzymałaś moją dłoń. Nie wątpię, że to tobie zawdzięczam powrót do świata żywych... - wyjaśnił cicho.
Seth zbaraniał. Yvette wieczory spędzała tutaj. Jakim cudem...? O kurwa. Czyżby Yvonne jednak udało się przemknąć do Gerarda, który pomylił bliźniaczki w półprzytomności? Czyżby jej pech nie przyniósł oczekiwanych skutków? Żniwiarz o mało nie złapał się za głowę z natłoku myśli. O co tu chodziło?
Spojrzał na Alberta, który teraz zaparcie udawał, że ich nie słyszy. Świetnie. Czyli jego marudzenie było wybiórcze? Najwyraźniej musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
- Chyba nie zamierzasz pisać się na powtórkę, Gerard? Wystarczająco dostaliśmy po tyłku ostatnim razem... Nie wiem, po co upierałeś się, by brać na misję tę pechową, jak jej tam... - zagaił, nim kat zdobył się na wyjaśnienia do swoich planów.
Mężczyzna w odpowiedzi przybrał zamyślony wyraz twarzy.
- Wiesz przecież, gdzie popełniliśmy błąd. Obaj wiemy. Czy zwyczajne doświadczenie nie wystarczy, by podjąć się zadania po raz kolejny i wyjść z niego bez szwanku? - zapytał, zupełnie pochłonięty swoimi myślami.
- Panowie... Możecie kontynuować tę dyskusję poza szpitalem. Chciałbym wrócić do...
- Czekaj - uciszył go prędko Seth, dostrzegając w sytuacji pewną szansę. Zarówno on, jak i Gerard nie zwracali już uwagi na obecność Alberta. - Chcesz mi powiedzieć, że... Tak. Czemu nie? To odpowiedzialne podejście. Tylko w ten sposób możemy zmyć hańbę, jaką okryliśmy się po ostatniej porażce - dodał zupełnie poważnym tonem, choć daleko mu było do szczerości.
W dupie miał honor i odpowiedzialność. W całej sytuacji węszył okazję to powtórki z tajemnej misji. Tym razem musiało się udać.
- Co ty na to, Yvette? - zapytał się Gerard. Spoglądał na nią badawczo, czekając na jej opinię, nim udzieli odpowiedzi Sethowi.

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yvette
Skazaniec
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 13/06/2018

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Pon Paź 29, 2018 5:19 pm

Ciepły sposób mówienia kata z początku był do reszty niezrozumiały dla Yv, idąc dalej zmieszanie zamieniło się w podejrzenia. Grał w jakąś swoją grę? Próbował podejść ją z którejś strony? Zastawiona wcześniej pułapka, w którą sama nieświadomie weszła i tym samym ogół wyjdzie na jaw?
Jak się okazało, nic z tych rzeczy. Wnioskując po jego słowach, pech bliźniaczki jest bez wątpienia najbardziej bezużyteczną mocą pod słońcem. Zamiast odprowadzić Gerarda w stronę rychłej śmierci, ta przywróciła go jakimś niepojętym cudem do zdrowia i równocześnie postawiła Yvette w roli wybawczyni. Można wyjaśnić to inaczej? Pewnie polegała tylko na swej mocy, zamiast na dokładkę przydusić poduszką ledwie żywego potwora. Yvonne...Ty idiotko.
- Więc o wszystkim pan wiedział... - odparła jedynie, poprzedzając wypowiedź krótkim westchnięciem.
Naprawianie błędów po siostrze jest dla niej czymś normalnym, zajmowała się tym ciągle. Miejsce w którym się urodziły, ulica na której spędziły większość czasu, rezydencja i w końcu, siedziba Inkwizycji. Podobnie jest z obroną Yvonne przed wielce niezadowolonymi ludźmi, czego ona sama nie ułatwia. Przeprosiny? A gdzie tam! Lepiej brnąć zawzięcie w kłótnie, a na końcu dostać za swój niewyparzony język.
Wspomnienie Setha o powtórzeniu tamtego wypadu, natychmiastowo dało nadzieję wiedźmie na zrealizowanie obiecanych w nocy rzeczy. Jednak historia ma okazję potoczyć się inaczej, nic nie jest stracone.
Rzadko na czymś tak jej zależało, lecz sprawa dotyczyła kata, który zdecydowanie powinien ponieść konsekwencje. Blizny, brak cierpliwości do bliźniaczki, podłe i niezwykle wymyślne sposoby znęcania się nad innymi... Będzie cierpieć w czeluściach piekielnych na wieki wieków.
Zanim się odezwała, kątem oka zerkała na uciszanego oraz ignorowanego Alberta. Piękny widok, aż przez chwilę uśmiechnęła się pod nosem. Im dłużej trwała rozmowa pomiędzy tą dwójką, tym balsamista raz po raz przestawał istnieć w tej sali.
- Sądzę, iż brak Yvonne przy boku daje możliwość na całkowite zwycięstwo. Zważając na to, że będę tylko ja... Nie ma przeciwwskazań. - stwierdziła pogodnym tonem, krzyżując ręce pod biustem.
Poszło za łatwo. Ma złe przeczucia, ale z drugiej strony szybkie załatwienie uciążliwego problemu jest najlepszą drogą. Stresowała się? Trochę, jednakże chowała każdą nieproszoną emocję głęboko w sobie.
- Pan Seth ma racje. Powrót po porażce ze zdwojoną siłą to najlepsza opcja, by pozbyć się ujmy na honorze i przy okazji, pokazać swą wyższość. - dodała, przerzucając beznamiętny wzrok na żniwiarza. Obawa przed patrzeniem na niego była głupia, więc zachowywała się tak jak zawsze.

___________________
"Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ringleader
I have no idea what I'm doing here
avatar

Liczba postów : 118
Join date : 31/01/2017

PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   Czw Lis 01, 2018 7:16 pm

Atmosfera wyraźnie się zagęściła, czego kat imieniem Gerard jakby nie dostrzegał. Za stan naturalny uważał nie wysilanie się z dialogiem, na którym mu nie zależało. Albert nie należał do osób, mających na niego jakikolwiek wpływ, dlatego też w tym towarzystwie spadł do najniższej rangi. Niższej nawet niż skazana w Inkwizycji wiedźma, zabierająca głos w dyskusji. Zabawny widok, nikt nie pytał go o zdanie, ani nie przejmował się jego obecnością. Aż Seth żałował, że nie miał okazji napawać się tym widokiem dłużej, jako że musiał wykorzystywać całe zasoby swojego umysłu do przekonania kata, by ponownie zechciał wejść do paszczy potwora.
Po słowach Yvette zapadło milczenie. Gerard najwyraźniej zastanawiał się nad czymś głęboko, więc żniwiarz nie zamierzał przeszkadzać mu w tym zaawansowanym procesie.
- Może... Pozostawienie Yvonne w bezpiecznych murach Inkwizycji, będzie w tym przypadku mądrym rozwiązaniem - zastanowił się na głos. - Wbrew temu, co wam obiecywałem... - dodał cicho. Mężczyźni mogli się tylko domyślać, że zazwyczaj byli nierozłączni.
- Cudownie - wyszczerzył zęby Seth. - O ile mi wiadomo, nikt o zdrowych zmysłach nie chciał podjąć się tej misji, więc nasze jest pierwszeństwo - starał się pokazać swoją naturalną, chciwą stronę, lecz tym razem żadne skarby nie dorównywały możliwości pozbycia się kata. Nie odda za nic swojej kury znoszącej złote jajka, gdy już prawie wszedł w jej posiadanie.
- Przemyślę to. W pierwszej kolejności powinniśmy wylizać się z naszych obrażeń - spojrzał znacząco na mężczyznę obok siebie. - Tymczasem zostawię was samych. Muszę rozmówić się z moja druga oblubienicą, Yvonne. Ostatnim razem nie rozliczyliśmy się do końca... - ściszył głos, który nagle zaczął brzmieć złowrogo. Od razu było widać, za którą z sióstr przepada bardziej.
Cofnął się o krok, ustawiając wspomagającą go kulę pod ramię, gotów do drogi. Na pożegnanie, zwrócił się skazanej:
- Chcę, byś przy tym była, Yvette - powiedział, zaraz przenosząc wzrok na Alberta. - Gdy skończycie, chcę, by wróciła do swoich kwater - oznajmił, nawet nie czekając na słowa sprzeciwu.
Nikt nie był zadowolony. Seth chwilę później również oznajmił, że wzywają go obowiązki, co było oczywistym kłamstwem, jako że wciąż dogorywał w szpitalu na obserwacji. W rzeczywistości czuł przemożną potrzebę kopnięcia czegoś, więc poddał się temu uczuciu czym prędzej.
/zt, zapewne x2

___________________

Art w avatarze autorstwa Shilvii~
#a0b7bf - Christine, #7d8e85 - Gerard, #b2b9ba - Seth Kursywa + kolor --> myśli
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna sala szpitalna   

Powrót do góry Go down
 
Główna sala szpitalna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sala szpitalna
» Sala szpitalna
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Siedziba Inkwizycji :: Szpital-
Skocz do: