IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary Młyn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Stary Młyn   Nie Lut 05, 2017 7:18 pm

Niegdyś całkiem dobrze prosperujące miejsce pracy. Teraz od czasu wypadku gdzie budynek uległ w dużym stopniu spaleniu wraz z jego właścicielem, stoi on daleko od Wishtown, strasząc okolicznych mieszkańców. Przypomina im on jednocześnie o tym, że nałogi, prędzej czy później, ostatecznie prowadzą do klęski człowieka.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 05, 2017 7:38 pm

...zaraz to i ona... on zemdleje... huff... już niedaleko... już blisko...
Tempo znacznie się zmniejszyło. Starał się tutaj dotrzeć tak szybko jak tylko mógł, ale pomimo niewielkiej odległości od miasteczka trochę mu to zajęło. Czuł jeszcze oddech dziewczyny na swoim karku. To dobrze.
Wszedł do środka. Sadza już dawno została z tego miejsca wywietrzona, pozostając jedynie osmoloną podłogę. Dach również widział lepsze dni, a wiatrak miał jedynie trzy z czterech skrzydeł, i do tego skrajnie niekompletnych.
Ale nada się. Położył dziewczynę na lekkim podwyższeniu które akurat się ostało (głównie dlatego, że było z kamienia) a sam padł na ziemię. Ciężko mu się oddychało, i to strasznie... zaraz i on...
Chwycił za rzemień z tyłu. Odpiął go, i z rozmachem zdjął maskę ze swojej twarzy. Chwycił rozpaczliwie powietrze, wydając z płuc delikatny, dziewczęcy głos.
Dyszała ciężko, rozpaczliwie, chwytając każdy haust powietrza. Paliły gardło oraz płuca, ale pozwalały jej na utrzymanie świadomości.
Leżała krzyżem na ziemi, w jednej dłoni trzymając maskę, a drugą zasłaniając swoje oczy i ocierając pot z czoła. To było zdecydowanie zbyt dużo wysiłku jak dla niej.
...musi zaraz wstać. Sprawdzić, czy tamta jeszcze żyje...

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Sro Lut 08, 2017 3:47 pm

Zaczynała odzyskiwać świadomość już podczas ich niezbyt zgrabnej podróży, podczas gdy zwisała z pleców nieszczęsnej Octavii niczym worek ziemniaków. Kilka cudownych chwil spędziła we wrażeniu, że wraca do świata żywych po całkiem produktywnej libacji alkoholowej. Głowa pękała jej na dwoje, jakby ktoś rozbił na niej butelkę i doprawił krzesłem. Czuła się brudna, poobijana i zdecydowanie niegotowa na ponowne starcie z rzeczywistością w postaci nowego dnia. W dodatku, chyba nie wytrzeźwiała do końca, bo jej świat zdawał się wirować, a łóżko chybotało się na każdą ze stron. Łagodnie rozchyliła powieki, zaczynając kontaktować, że nie wszystko jest tak jak być powinno.
Ciemność. Jej twarz muskał materiał, który przy okazji zamroczenia umysłu mogła potraktować jako własną pościel. Wtuliła twarz w coś miękkiego, z ulgą wracając do krainy nieświadomości.
Ocknęła się w innym miejscu. Czarny sufit. Leży na kamieniu. Matko, trafiła do piekła! Albo co gorsza, jest główną atrakcją satanistycznego obrządku i wkrótce zostanie złożona w ofierze. Zaciskając zęby z bólu, ostrożnie, w żółwim tempie odchyliła się w stronę najbardziej niepokojącego z odgłosów – dyszenia; jak u zadowolonego psa. Nie dostrzegła twarzy postaci, ale jej strój i zachowanie bynajmniej nie zachęciły ją do bliższego poznania. Odsunęła się, dając sobie jeszcze kilka chwil na zaczerpnięcie oddechu, podczas których wspominała, co wydarzyło się do tej pory.
Dobra, to by było na tyle, pomyślała i z trudem przekręciła się na brzuch, w celu odczołgania się w bezpieczne miejsce. Błąd, paskudny błąd! Syknęła z bólu, wzrokiem obdarzając najbardziej obolałe z miejsc. Jako że w jej spodniach znajdowała się dziura całkiem pokaźnych rozmiarów, miała doskonały wgląd na krwawiące rozcięcie, pokryte ziemią, sadzą i trawą. Z pewnością przelękłaby się, gdyby tylko wierzyła w bakterie. Pozostało jej tylko zacisnąć zęby i podjąć ponowną próbę odejścia bez pożegnania. Tym razem z większą uwagą na zranioną nogę.
Nasłuchiwała dźwięków ze strony, po której ostatnio widziała dziwaczną postać, planując już sturlanie się z podwyższenia.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Sro Lut 08, 2017 4:46 pm

Odzyskiwała siły, chociaż płuca z trudem przyjmowały piekące, zimne powietrze które raz po razie wpadało do jej płuc. Będzie chora. Sama będzie potrzebowała pewnie pomocy, ale na razie musiała zebrać się w sobie chociaż na tyle, by wstać.
Nie przewidziała, że osoba którą tyle czasu targała i przez ten czas była właściwie na skraju świadomości zacznie wykonywać jakieś gwałtowniejsze ruchy.
-Nie ru....-Głos niepasujący jej absolutnie do tego stroju zapalił czerwoną lampkę. Zimny, mało przyjemny, ale w gruncie rzeczy dosyć delikatny. Albo młoda dziewczyna, albo bardzo młody chłopak. Przycisnęła sobie siłą maskę do twarzy-Leż tam-Zacharczała przez maskę. Zupełnie inna barwa. Trudno by było teraz stwierdzić co to było, ale przez ten kontrast... kobieta. Raczej kobieta.
Musiała sobie zapiąć ją na szybko. Solidnie, bo kto wie co będzie chciała robić. Może zechcieć zedrzeć, więc musiała być solidnie. Mogła mieć tez broń, więc musiała działać ostrożnie. Nie zdążyła jej przeszukać, więc mogła mieć coś w zanadrzu. W każdym z tych wypadków, byłaby zmuszona coś z tym zrobić. Chociaż tak naprawdę pierwszy pewnie gorzej by się dla niej skończył.

Podniósł się z ziemi. Był cały w sadzy, ale na razie nie przejmował się tym za bardzo. Zdjął jedynie z siebie skrzydła, odsłaniając dosyć mało zróżnicowaną figurę, chociaż przez sam krój płaszcza od pasa w dół była nieco szersza.
Podszedł do wyraźnie próbującej się sturlać na ziemię kobiety. Przyjrzał się. Wyglądała jak zwierze gotowe do ucieczki, gdy przekręciła się na brzuch. Z tej pozycji raczej niewiele jej zrobi, ale i on jej nie pomoże.
-Nie próbuj głupot. Daj się opatrzyć-Stał wyprostowany. To nie była zwykła prośba. Brzmiała bardziej jak polecenie.
Przez ramię miał przewieszoną torbę, a teraz, przez brak skrzydeł, widać było ostrze przywieszone przy jego lewym boku. Będą z nią problemy? Inkwizytor, kat. Tacy mieli skrzywione podejście do kwestii bólu, więc mógł się spodziewać wszystkiego-Inaczej umrzesz. Wykrwawienie. Zakażenie. Możesz mieć szczęście, ale nie musisz-Czekał na odpowiedź. Był w odległości szerokości ramion. Zdąży zareagować w razie potrzeby.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 12, 2017 3:05 am

Nie zdążyła osiągnąć znaczących rezultatów w swojej walce o zajęcie kawałka podłogi po sturlaniu się z kamiennego podwyższenia, gdy usłyszała za swoimi plecami szmer, bynajmniej nie zwiastujący niczego dobrego. Gdy zobaczyła go w pełnej okazałości, przeraził ją jeszcze bardziej. Wyglądał niczym postać z jej koszmarów, a sceneria niczego nie poprawiała. Im więcej sobie przypominała z momentu przed utraceniem świadomości, tym bardziej miała ochotę wziąć nogi za pas. Jeszcze przed chwilą walczyła z Koszmarem ze studni, czyż nie? A teraz jest tutaj, gdziekolwiek znajduje się „tutaj”, zapewne dotargana za włosy… oho, to dlatego tak boli ją głowa!
Miała swoje powody, aby nie ufać zamaskowanej postaci i zdawały się one być w obecnej chwili wyjątkowo rozsądne. Choć zdradził jej swoje zamiary już na samym początku, nie uwierzyła mu w żadnym stopniu, odwracając się i zatrzymując na samej krawędzi kamienia.
- Czego ode mnie chcesz? – warknęła, dużo siły wkładając w to, aby brzmieć groźnie i wyglądać na możliwie nieuszkodzoną, sprawną do ewentualnej walki. Szczerze, ledwie zipała po starciu z Koszmarem, a upadek ze skarpy (z własnej winy Selene) był jej gwoździem do trumny. Nie zamierała jednak przyjąć wyjaśnienia „zamierzam cię opatrzyć”, gdyż to zdawało jej się zbyt nieprawdopodobne. – Nie zbliżaj się – rozkazała mu twardym tonem, gdy spostrzegła, że zmierza w jej kierunku. Nie była na to gotowa. Wyciągnęła dłoń w ostrzegawczym geście, jednocześnie odsuwając się, na ile tylko pozwalała jej obecna pozycja. – Dlaczego tu jestem? – zapytała, usiłując grać na czasie, w głowie desperacko poszukując wyjścia z sytuacji. Wędrujące oczy Sel zdradzały chęć podjęcia próby ucieczki.
Zawrzało w niej na kolejne słowa postaci. Za nic na świecie nie miała zamiaru bezwolnie się mu poddawać. Nie zwykła cierpliwie leczyć się w inkwizycyjnych szpitalach, a co dopiero mężczyźnie, którego aparycja w pierwszej kolejności zachęcała do wykonania taktycznego odwrotu.
Nie miała już strzelby. Nawet zgubiła gdzieś królika, na którego polowała cały ranek. Znajdował się zbyt blisko, aby mogła wyciągnąć broń zza pazuchy; z pewnością by zareagował. Musi mieć lepszą okazję. Opuściła dłoń, trzymając ją przy sobie.
- Dotknij mnie, a przegryzę ci tętnicę. Może zdążysz się odsunąć. Możesz mieć szczęście, ale nie musisz. – W dosyć jasny sposób przedstawiła warunki, używając jego własnych słów, wyjątkowo nieprzypadających jej do gustu. Machnęła ręką w kierunku szyi, chcąc zobrazować swoje ostrzeżenie. I choć obecnie zapewne nie byłaby w stanie spełnić swojej groźby, potraktowała ją poważnie, zamierzając się bronić do ostatniej kropli krwi. – Potrafię się sobą zająć – kłamała, choć nie do końca świadomie. No hej, przecież widziała nieraz jak ją leczą, każdy debil mógłby się tym zająć…! Prawda…?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 12, 2017 1:10 pm

Nie był to pierwszy raz kiedy ludzie nie wierzyli w korzystne dla nich intencje. Jego strój był skrojony tak by wywoływać strach, i czuł satysfakcję widząc, że spełniał swoje zadanie. Nawet jeżeli mocno utrudniało mu to pracę.
Może gdyby miał chwilę czasu przebrałby się, przyjmując swoją drugą personę. Może wtedy jej stosunek byłby o wiele bardziej dla niego korzystny, ale teraz nie było sensu się nad tym zastanawiać. Musiał jakoś ją przytemperować, jakimikolwiek środkami. Gaz? To by było najprostsze, ale wtedy mogłaby się zerwać i zrobić sobie krzywdę. Chociaż jakby miała poważniejsze obrażenia wewnętrzne inaczej by się zachowywała. Była jednak słaba, wiec mógł to być albo szok, albo straciła dużo krwi. Wstrząs mózgu? Niepamięć działałaby na jego korzyść.
Wyglądała jak wystraszone, ranne zwierze. Nie przekonywało go to w najmniejszym stopniu. Polował na bestie groźniejsze od tej wystraszonej kobiety. Jednak musiał jej przyznać, mimo tego iż była nosicielem, że przynajmniej starała się bronić. Inkwizycyjne szkolenie, jak sądził.
-Opatrzyć-Powtórzył po raz kolejny. Z jej "rozkazu" niewiele sobie zrobił, stając dokładnie tam, gdzie planował. Podniosła dłoń. Przyjrzał się jej twarzy.
-Sprawna. Dobrze-Nie złamana, prawdopodobnie nawet nie zwichnięta, chyba, że tak dobrze maskowała niespodziewany ból. Mogło to być możliwe. Pytanie, mało sensowne.
-Bym mógł Cię opatrzyć, głupia. Odstraszyłem koszmar-Brzmiał dokładnie tak samo jak wcześniej. Nieprzyjemnie, ale spokojnie. W najgorszym razie zabierze próbkę od trupa, ale wolałby to zrobić od żywego osobnika-To najbliższe, bezpieczne miejsce. Brak wiedźm, brak gapiów... nosicielko-Podszedł bliżej, szukając na dotyk czegoś w torbie. Alkohol by zdezynfekować, nici i igłę by zeszyć, okład i bandaże by rana się dalej nie paprała. Został ostrzeżony. Groźbę uznał za wyjątkowo zabawną. Pochylił głowę, wypuścił głośno powietrze i mruknął rozbawiony na jej słowa.
-Widziałem w miasteczku-Odsunął trochę kołnierz płaszcza. Selene mogła zobaczyć, że pod nim znajduje się jeszcze jeden strój, o wiele prostszy ale i przylegający. I chyba tez zawiązany kaptur. Rozwiązał go, odsłaniając drobną szyje. A mogła się jej przyjrzeć, bo po przestąpieniu paru kroków do przodu znalazł się tuż przy niej.
-Czyżby?-Pochylił się nieco w jej stronę, i odsunął głowę na bok. Skórę miał bardzo delikatną, przez co Selene mogła zobaczyć tętnicę pod nią pulsującą, jak i chyba cień brązowego kosmyka włosów. Miał je trochę dłuższe. W dodatku jeszcze bardziej odsunął kołnierz, by była jeszcze bardziej widoczna.
-Spróbujmy szczęścia
Kąt zachował taki, by mógł pomimo bocznej postawy głowy widzieć do robi. Miał dobry obraz jej górnej części ciała, gorszy na nogi. Lewą rękę miała wolną, blisko swoich rzutek. Wystarczą gdyby chciała zrobić coś głupiego. Rzuciłaby się z twarzą? Spotkałaby na swojej drodze kolec. Coś by wyciągnęła? Przystawiłby go do JEJ szyi.
Zdawał sobie sprawę, że gdyby na przykład chciała go kopnąć to byłoby gorzej. Ale wtedy się wycofa. Zawrze rzutkę mógł rzucić, gdyby to było tylko odwrócenie uwagi. Miał też drugą mieszankę usypiającą. Mogła być ostatecznie potrzebna.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 12, 2017 9:54 pm

Nie wierzyła w ani jedno wypowiadane przez niego słowo. Wrogość i chęć zachowania dystansu nasiliły się. Był zbyt pewny siebie. Podejrzanie bardzo pragnął jej pomóc. Węszyła spisek, doszukując się wszędzie pierwszego błędu, wściekła, że nie potrafił zagrać w otwarte karty. Zacisnęła silnie zęby, gdy nazwał ją „nosicielką”, powstrzymując niewybredne przekleństwo. Czuła się, jakby ją spoliczkował, a następnie roześmiał w głos. Z najwyższym trudem powstrzymała rozwiązanie sprawy w najbardziej typowy dla siebie sposób – za pomocą pięści.
- Dlaczego nosisz maskę? – pytała dalej, coraz bardziej desperacko. Czuła się zapędzona w róg, bez możliwości obrony. Przedłużała więc swoją agonię dialogiem, do kiedy nie podejmie działania, dającego jej szansę na wyjście z opresji.
O mało nie zeszła na zawał, gdy grzebał w swojej torbie, jednak prawdziwą traumę przeżyła podczas jego małego pokazu. Nie potraktował jej poważnie, eksponując miejsce, do którego według swojej groźby miała się dobrać. Niby ułatwił Selene sprawę… a jednak wyjątkowo zaniechała pomysłu, bojąc się jego zdecydowania. Kamienne wzniesienie się skończyło, siedziała na nim i tak jednym pośladkiem. Nie czekała dłużej, aż mężczyzna wykona pierwszy krok.
Rzuciła się do ucieczki, podrywając błyskawicznie, stawiając drżące nogi na podłodze i wciąż odwracając twarz przez ramię, chcąc do końca go widzieć. Pierwszy krok wyszedł jej całkiem zgrabnie. Jednak gdy przestąpiła na prawą nogę – tę ranną, uświadomiła sobie, że rozcięcie nie jest jedynym uszkodzeniem, jakie zdążyła zarobić podczas upadku w lesie. Złamana kostka. Przez adrenalinę i strach nawet tego nie poczuła. Runęła jak długa, w porę, choć niezbyt wydajnie chroniąc twarz przed brutalnym zetknięciem z brudną podłogą. Jęknęła, chwytając się za obolały nos, jednak nie pozwalając sobie na chwilę wytchnienia. Podniosła się na kolana, człapiąc, czy też właściwie bardziej czołgając się w kierunku ściany.
Oparła się, odwracając do niego twarzą. Pierwsza próba ucieczki zakończona niepowodzeniem. Siedząc jednak w tej pozycji, miała idealny dostęp do ostrza znajdującego się w cholewie jej buta. Nim postanowiła co dalej, dostrzegła, że rana na udzie zaczęła na powrót krwawić mocniej. Gwałtowne ruchy najwyraźniej nie wpływały na nią najlepiej. Nie myśląc wiele, przytknęła do niej czarną od sadzy dłoń, dociskając mocno.
- Rzuć mi bandaże. Opatrzę się sama – zażyczyła sobie z uporem, jednocześnie będąc świadoma, że obecnie nie ma prawa stawiać warunków. Żądaniem chciała sprawdzić, czy zamaskowana postać jest w ogóle w posiadaniu jakichkolwiek przedmiotów mających nieść pomoc. Tym razem nie zostało jej już nic, nawet ucieczka; była przyparta do ściany. Żywiła więc głupio nadzieję, że mężczyzna grzecznie jej wysłucha.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 12, 2017 11:27 pm

Widział jej gniew. Była świadoma swojej podrzędności, czy też była wściekła z tego, że ktoś zauważył? Nie interesowało go to w najmniejszym stopniu, dopóki jeszcze oddychała. Powstrzymywała się jedynie przed rzuceniem się na niego z... zębami? Nic bardziej groźnego chyba przy sobie nie miała - strzelba została w lesie.
Aż tu pojawiło się pytanie. Kolejne oczywiste, głupie pytanie. Nie należała do osób zbyt inteligentnych. Będzie trudno skłonić ją do tego, by przestała się zachowywać jak spłoszone zwierze. W ostatniej chwili zauważył, jak daleko się wycofała, ale nim zdążył zareagować choćby słowem rzuciła się.
Do tyłu. Powoli. Mógłby spokojnie ją złapać, rzucić bolasem, bądź w jakikolwiek sposób jej to uniemożliwić. Patrzył jednak jak to robi. Lewa noga sprawna. Druga... upadła. Uszkodzenie musiało być bardziej dotkliwe niż przypuszczał. Nie widział otwartego złamania, więc musiało to być coś w środku. Głupia niepotrzebnie się rusza, kości mogą się przemieszczać. Chyba, że to ścięgno albo skręcenie, ale to by tak nie padła.
Wyprostował się. Podciągnął kołnież i zawiązał kaptur w płaszczu.
Krwawiła jeszcze bardziej. Rany jeszcze bardziej zapaskudzone. Z doświadczenia wiedział, że to nie wróżyło dobrze. Ale nie pomyślał o tym, że będzie się aż tak miotała. Z drugiej jednak strony, mógł to wykorzystać dla siebie.
Gdyby tylko Selena mogła zobaczyć wyraz powątpiewania na jej twarzy...
-"Sama" to zostaniesz kaleką-Rzekł, nie ruszając się z miejsca-Ranę trzeba oczyścić i zaszyć. Sprawdzić kości, w razie potrzeby usztywnić. WTEDY owinąć bandażem. Inaczej wejdzie zakażenie, albo kości źle zrosną i będzie po nodze. Zrobiłbym też okład ziołowy, ale nie mam żadnego-Pokazał jej krótko, jak bardzo nie wiedziała co robi i jaką krzywdę sobie robiła. Trochę przesadził, ale powinno to podziałać na jej wyobraźnię.
Wyciągnął z torby niewielką buteleczkę wypełnioną błękitnym płynem. Przyglądał się jej od niechcenia. Jeszcze była dobra...
-Nie mam wsparcia Inkwizycji. Sam dbam o moje bezpieczeństwo. I tożsamość. Alkahest Crowley, łowca wiedźm-Przedstawił się jej. Przez moment nie był pewny, czy aby na pewno wychwyciła iż to jest jego "imię". Nie przejmował się tym. Obrócił maskę w jej stronę-Mogę "Ci" rzucić mieszankę usypiającą, jeżeli nie zaczniesz współpracować. Chociaż ja bym wolał być świadomy co ze mną robią-Podszedł bliżej. Schował buteleczkę do torby. Zatrzymał się dopiero, gdy był tuż przed nią.
-Nie targałbym Cię aż tutaj, gdybym chciał Twojej krzywdy. Zrobiłbym to w lesie. Nie sprawdzaj dalej mojej cierpliwości i nie próbuj żadnych numerów. Nienawidzę niespodzianek-Popatrzył na nią spode łba. Czekał na odzew, przy czym jeżeli dostał pozytywny to przykucnąłby przy jej nodze i zaczął rozwiązywać buty. Musiał sprawdzić jak wyglądała całość nogi. Jak to na przykład kostka i spuchnie zanim zdejmie but, to sprawy mogą się trochę skomplikować. A na pewno będzie to bardziej bolesne.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pon Lut 13, 2017 12:48 am

Tak dla odmiany… Nie uwierzyła mu. Z oślim uporem trzymała się założonej na początku wersji, ani przez moment nie myśląc, aby mu zaufać. Zwłaszcza, gdy spoglądała na podejrzaną buteleczkę z niebieskim płynem. Przecież to nie trzymało się kupy! Gdyby jej zawartość się zgadzała, z pewnością już dawno byłaby nieprzytomna, a on zrobiłby… no właśnie, co? Wciąż nie potrafiła się doszukać jego prawdziwych motywów. W końcu do głowy wpadła jej myśl – a może wcale nie kłamał? Może naprawdę chciał jej tylko pomóc?
Na wszelki wypadek nie ustępowała, choć jej szanse na wyjście z sytuacji z twarzą drastycznie malały. Powoli godziła się z faktem, że mężczyzna się do niej zbliży, bardziej aniżeliby tego chciała. Nie przeraziły ją zapewnienia o utracie nogi, choć jej jedynym argumentem był fakt, że przeżyła już gorsze obrażenia. Odwlekała moment swojej porażki, podejmując dialog:
- Nie wyjaśniłeś wciąż, dlaczego tak bardzo zależy ci na opatrzeniu mnie. – Tym razem nie pytała. Powinien dostrzec, że jego nastawienie mogło wzbudzać niepewność. Chęć niesienia pomocy pod groźbą śmierci. Alkahest był jeszcze bardziej przerażający niż doktor Deneve, musiała mu to przyznać.
- A więc jesteśmy po tej samej stronie. Nie musisz się kryć – usiłowała go przekonać, jednak nie wierzyła w przedstawiony „zawód”, ani nawet powód, dla którego się maskował. Zależało jej na tym wyłącznie z jednego powodu. Chciała poczuć się pewniej. Jak sądziła, od teraz ta maska z dziobem będzie śniła jej się po nocach. – Dobrze. Zbliż się – przyzwoliła mu łaskawie, choć słowa te kosztowały ją naprawdę sporo. Ledwie przeszły jej przez zaciśnięte gardło, a ona poczuła się jakby przegrała istotną walkę po pierwszym z zadanych ciosów.
Oddychała ciężko, nie tylko z pozostałości po ucieczce, ale również przez narastającą w niej panikę, gdy czuła jego dłonie na swojej nodze. Robił to wprawnie, a i ona zaczęła współpracować, choć z jej strony ograniczało się to tylko do siedzenia cicho. Wtedy przypomniała sobie o broni ukrytej w bucie. Podskoczyła cała, sprzedając mu kopniaka. W dobrej wierze, oczywiście.
- Ostrożnie. Sztylet, ukryty w cholewie. Ja to zrobię, nim się skaleczysz – ostrzegła go. Przecież podobno nie lubił niespodzianek. Jednym ruchem ręki wysunęła z buta broń - bardzo powoli, unosząc ręce, aby pokazać mu zamiar, że nie chce go uszkodzić. A przynajmniej nie w ten sposób. Wydobyte ostrze było długie i cienkie, idealnie dopasowane do wydzielonego miejsca. Odłożyła je na ziemię, cały czas spoglądając w jego oczy – a raczej miejsce, w którym powinny się one znajdywać, gdyby nie maska. Odrzuciła go daleko, sądząc po dźwięku na odległość kilku metrów. Mogłaby mu ją oddać w pojednawczym geście, ale nie czuła się na tyle pewnie. W przeciwieństwie do doktorka, pozwalającego sobie na coraz więcej.
- Nie zapędzaj się. Bo zrobię się nerwowa – oznajmiła z przekąsem. Jeśli przesadzi, udowodni mu, że to co zaprezentowała sobą wcześniej jest dopiero jej lepszą stroną.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pon Lut 13, 2017 1:55 am

Drążyła ciągle temat. Normalna osoba po prostu przyjęłaby pomoc bez zbędnego grzebania w temacie. Ta jednak z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu non-stop szukała dziury w całym. Irytujące, ale równie dobrze mógł jej coś więcej powiedzieć.
-Potrzebuję próbki krwi nosiciela. W miarę możliwości żywego-Pochylił głowę-Uprzedzę Cię. Raz, odwróciłem uwagę koszmaru, ale tam był. Dwa...-Zrobił przerwę. Musiał to powiedzieć zwięźle, ale konkretnie. Tylko wymyślenie sposobu ujęcia tego chwilę mu zajęło
-Szkoda by było Twych umiejętności-Kiwnął głową. To, że działał obok inkwizycji nie znaczyło, że nie doceniał ich kunsztu. Gdyby tylko działali w inny sposób...
Kolejne pytanie. Tym razem nie do końca głupie, acz wynikające z nieznajomości realiów w których ona żyła. Gdyby wyjaśnił wzbudziłby jeszcze większe podejrzenia.
-Mam swoje powody-Krótko. Zwięźle. Niekonkretnie, ale najwidoczniej miał. Czy uwierzyła czy nie, już nie miał wpływu i nawet nie próbował tego rozwijać.
Mimo to, dostał słowne pozwolenie. Nareszcie chociaż minimum kooperacji, nawet jeżeli nie była z tego powodu zadowolona. Może zaczeła myśleć o sytuacji w której się znalazła.
Przykucnął. Starał się delikatnie, acz zdecydowanie ściągnąć jej ten nieszczęsny but. Szło gładko - to znaczyło, że jeszcze noga nie zdążyła aż tak napuchnąć. Może to nie było nic takiego poważnego. Dyszała, czy to z bólu czy z nerwów. Trzymała się jednak dzielnie. Czego się jednak można było spodziewać po inkwizytorce...
...raczej nie tego, że potraktuje go tą stopą po twarzy. Dostał prosto w brodę, i gdyby nie maska prawdopodobnie padłby tam nieprzytomny. Jednak ona zredukowała nieco siłę. Mimo to, tego rodzaju zdarzenie miało pewne konsekwencje.
Przede wszystkim, cofnął się znacznie. Trochę niesiony bezwładnością uderzenia, trochę otumaniony, a trochę w samoobronie. Zamroczyło go, a łzy pojawiły się w oczach. Co najważniejsze jednak, przez wcześniejsze szybkie, pospieszne założenie maski samo kopnięcie wystarczyło, by przesunęła się ona do góry, odsłaniając jego... jej twarz aż po nos. Co prawda zasłoniła ją szybko dłonią, chwytając obolałe miejsce, jednak błysnęło to wyraźnie. Podobnie jak jej piśnięcie i zduszony jęk.
Widziała, że coś wyciągnęła z buta. Powoli, pokazując mu to. Broń. Musiała się pochylić, bo otwory na oczy były tak ulokowane, a jej oczy tak załzawione, że miała problemy z widzeniem.
Właśnie to miał na myśli mówiąc, że nienawidził niespodzianek. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co mogło się stać.
Poprawił powoli maskę. Bardzo powoli. Poprawił zacisk z tyłu głowy, by już taka sytuacja nie miała miejsca, a okrycie twarzy nie zsunęło mu się ani tez by nie było tak łatwo go zerwać z miejsca. Nie mogła go rozpoznać. Za mała powierzchnia twarzy. Ale jego... jej głos. I owal twarzy.
...zostawić przy życiu czy nie... patrzył, roztaczając bardzo niepokojącą atmosferę.
-Mówiłem coś-Zabrzmiało groźnie. Zaczął szukać czegoś w torbie. Podszedł sztywno, zastanawiając się co powinien zrobić. To jeszcze nie koniec świata, ale to był pierwszy poważny trop, który mógł ich nakierować na jego ślad. Może jednak nic nie zauważyła? Nie wyglądała na bystrą...
Przykucnął, wymownie patrząc się na nóż. Policzy się z nią później. Gdy odłoży... kostka była trochę opuchnięta. Najpierw rana. Jak potem będzie ją oczyszczać a ta zacznie znowu skakać - cała robota będzie na nic.
Wyciągnął butelkę z wodą. I alkoholem. I szmatkę.
-Oczyszczę ranę-Proces był prosty. Obmyć ranę wodą by pozbyć się brudu, a potem skórę wokół niej alkoholem, najlepiej przez szmatkę. Będzie pewnie bolało.
Miał morfinę, ale za tego kopniaka nie miał zamiaru się tym chwalić. Przynajmniej na razie.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pon Lut 13, 2017 9:34 am

Wiedziała, co zobaczyła. Na pewno! To nie była męska twarz, nie zdawało jej się. Nie chciała go urazić, bardzo lubiła swoją kończynę, a w dodatku życie jej było miłe… Ale nie miała wątpliwości, ewidentnie dziewczęcy głosik w całości ją już przekonał. Co ona knuła?! Czyżby…?!
Nim wypowiedziała na głos swoje podejrzenia, przyjrzała mu się uważnie, jeszcze raz. Na spokojnie, nie chcąc niczego pominąć. Pozwoliła zająć się własną nogą, oczyma wyobraźni wspominając szyję obnażoną osoby, która swoją droga, nagle wydała jej się drobna i kobieca. Gdzie podziało się jabłko Adama? Nie mogła uwierzyć, że obawiała się tak mizernej postaci. Gdyby stanęły obok, z pewnością byłaby od Sel o wiele niższa. Powoli odzyskiwała stabilny grunt pod nogami, czując się coraz pewniej.
Ustaliła już, z kim ma do czynienia, nie wiedziała jednak, co nią kieruje. Przyglądała się uważniej jej działaniom, zastanawiając się, w którym momencie powinna przerwać. Nie dostrzegła niczego podejrzanego. Zapach alkoholu uderzył Sel do nozdrzy. Nie mogła pomylić go z niczym innym. Pozostawała spokojna, pewna, że jeszcze nic jej nie grozi. A przynajmniej nie na tym etapie. Pozwoliła tajemniczej osobie działać, wytrzymując oczyszczanie rany, co prawda - z zaciśniętymi zębami, pod koniec zaczynając warczeć jak zwierze, gotowa gryźć, gdyby tamta posunęła się o krok dalej. Czas działał na korzyść Selene, była tego świadoma. Zbierała siły przed kolejnym zamiarem uprzykrzenia pracy tymczasowej lekarki.
Ukradkiem zerknęła na swój miecz, przypięty do pasa, wystający na nie więcej niż pół cala z pochwy. Stal przybrała zwyczajny kolor, o dziwo. Wokół nie działo się nic, na co powinna zwrócić uwagę. Czekała w milczeniu na odpowiedni moment. Chwilę przed tym, nim zaczęła ją zszywać, tuż po oczyszczeniu rany uznała za idealną.
Przymierzała się, aż w końcu przeszła do czynu - dokonała wszelkich starań, by złapać ją za nadgarstki i w tej sposób unieruchomić, przynajmniej częściowo. Jeśli jej się nie udało, próbowała obalić lekarkę własnym ciężarem ciała.
- Po co ci krew nosiciela... wiedźmo?! - wrzasnęła na nią, decydując się nazywać rzeczy po imieniu i dzieląc się swoimi podejrzeniami. Podejrzana kobieta, dotychczas ukrywająca się pod przebraniem mężczyzny... Logicznym (dla Selene) było, że ma do czynienia z czarownicą. - Co jeszcze ukrywasz?! - kontynuowała, nie mając zamiaru się poddawać.
Doprawdy, pomyśleć by można, że trafiła z deszczu pod rynnę. Wiedźma odciągnęła ją od Koszmara, o ironio. Selene taka sytuacja odpowiadała o wiele bardziej, o tak. Nie bała się już zamaskowanego mężczyzny. Przecież doskonale wiedziała jak postępować z wiedźmami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pon Lut 13, 2017 6:33 pm

Dawała mu pracować w spokoju. Kosztowało ją to wiele wysiłku, ale tak samo jego by nie ukarać bardziej dosadnie tej wariatki za cios. Zastanawiał się również, co mogła zauważyć. Twarz? Szyję? Głos? Wszystko naraz. W przypadku przeciętnego mieszkańca może by się tym aż tak nie przejęła. Może. Tutaj jednak miała cholerną inkwizytorkę, która nawet jeżeli nie wiedziała kim jest, po zasięgnięciu języka u przełożonych będzie miała jedną informację więcej. Eliminacja średnio połowy podejrzanych, ot co. Co na przestrzeni miasta dawało całkiem sporą selekcję... albo i nie, biorąc pod uwagę ile osobników mogło się ukrywać. Co innego mimika i warczenie kobiety, które dawało mu pewną satysfakcję. Niech cierpi. Zasłużyła sobie nie tylko tym kopnięciem.
Nie wychwycił natomiast jej zerkania na miecz. Zbyt mały ruch, nieznaczący względem tego co robiła. Co innego gdyby go chwyciła, ale tak - nie czuł się zagrożony. Była blisko, ale on też. Zbiłby.
-Przemyłem. Zaszyję-Wyciągnął cienką igłą oraz włóczkę. Miał nawlekać, gdy został pochwycony za nadgarstki, łącząc ze sobą. Za blisko trzymał ręce. Poczuł przypływ gniewu. Co ta idiotka znowu wyrabia?!

Straciło to na znaczeniu, gdy usłyszał pejoratyw skierowany w swoją stronę. Momentalnie wszystko co robił przez ostatnią godzinę straciło na znaczeniu. Jeżeli szukała odpowiedniej obelgi by ją ugodzić, to jej się udało. Jeżeli natomiast miała faktycznie to na myśli co powiedziała, to choćby miała sama to zrobić zębami to sprawi, że tego pożałuje.
-Powtórz to-Zaraz potem wbiła igłę prosto w nadgarstek kobiety. Jedynie po to by odwrócić uwagę, bo zaraz potem wystrzeliła do przodu z czołem. Celowała w nos, by ją oszołomić jeszcze bardziej. Sama ją chwyciła za nadgarstki, ściskając ile mogła.
-POWTÓRZ TO!-Pociągnęła ją potem tak czy owak do tyłu, -BO SIĘ CHYBA KURWA PRZESŁYSZAŁEM!
Maska trzeszczała i skrzeczała przy wyższych decybelach. Podkuliła nogi, by po chwili podciągnięta kobieta napotkała opór w postaci jej butów. Jeżeli wszystko to wyjdzie i po tym dalej będzie ją trzymać - będzie zdziwiona. Puściła ją.
Korzystając z pędu nadanego przez ten "wystrzał", prawdopodobnie wyląduje w przykucu i wyciągnie miecz. Tamta pewnie zrobi to samo

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Wto Lut 14, 2017 9:36 pm

Zawyła w głos, choć igła wbita w przedramię przerażała bardziej widokiem niż przejmującym bólem. Nie miała czasu się jej pozbywać, musiała działać. Zwłaszcza, że lekarkę ogarnął najprawdziwszy szał, przez który plan ratowania życia Selene najwyraźniej odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Szarpała się z nią chwilę, nader wszystko usiłując trzymać ją blisko siebie, świadoma, że walka na dystans byłaby dla inkwizytorki kłopotliwa. Po wypowiedzianych słowach, na jej twarzy odbiło się ledwie zauważalne zwątpienie, wyrażone w postaci łagodnie uniesionych brwi.
Nie. Wiedźmy tak nie reagowały. Na przesłuchaniach zazwyczaj mogła zaobserwować dwa typy działań na podobne oskarżenia. Pierwszą, ulubioną postawą Sel, była szczera duma ze swojego pochodzenia, niestłumiona nawet wszechobecnymi łańcuchami i narzędziami tortur. Inna oznakowała się głębokim zaprzeczeniem, z każdą chwilą spędzoną w lochach coraz bardziej pokrytą strachem, tępym i jednakowym uporem podczas powtarzania „nie jestem wiedźmą!”. Reakcja kobiety zdziwiła ją samą. Nie tego oczekiwała. Jakby… Jakby się pomyliła. Nie! Dlaczego miałaby? Przecież wszystko wskazywało na potwierdzenie jej podejrzeń. W jakim innym przypadku lekarka miałaby udawać mężczyznę?
Nie dane jej było zastanawiać się dłużej, bo zarobiła potężny cios wprost w środek twarzy, aż pociemniało jej w oczach. Na darmo zaciskała ręce mocniej, wpijając mocno paznokcie w wyślizgujący się materiał rękawów i rękawiczek. Puściła ją w chwili, gdy tamta doprawiła cios kopniakiem.
- Nie wiem, do jakiego wywaru potrzebujesz krwi nosiciela, bura suko… - warknęła przez zaciśnięte zęby, podnosząc się o kilka cali, bardziej za sprawą rąk i ściany, o którą się opierała, niż nóg. Wolała nie wstawać, ale lekarka, odsuwając się ją to tego zmusiła. – Ale nie weźmiesz jej wcześniej niż po moim trupie! – dokończyła, lekko przeceniając swoje możliwości. Wszystko podpowiadało Selene, że wiedźma wolała mieć ją żywą niż martwą. Trzymała się tej myśli.
Nie zdążyła się w całości wyprostować, a rzuciła się na swoją przeciwniczkę, nie chcąc dać jej szansy zwiększenia odległości między nimi. Odbiła się od podłoża zdrową nogą, cały czas z igłą w nadgarstku, w locie dobywając swojego miecza. Miała zamiar ją powalić, choć od niepamiętnych czasów – wyciągnięcie przez Selene tejże broni nie kończyło się w pokojowy sposób. Teraz jednak, miała zbyt wiele pytań, ot – zboczenie zawodowe.
- No chodź, wiedźmo! Nie przesłyszałaś się! – syknęła jeszcze, broń trzymając blisko, gotowa sparować pierwsze uderzenie, o ile tamta dobyła broni. Zamierzała ją powalić i unieruchomić, później myśląc co dalej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Wto Lut 14, 2017 11:24 pm

Odwrócenie uwagi zadziałało. Uderzenie głową również. Zaczęła krzyczeć, wołając o wywarach. Normalnie by się chwilę zastanowił, ale teraz przyjął to jednoznacznie. Zburzyło go to jeszcze bardziej.
-Do załatwienia, ruda kurwo!-Potężne jak na jego wątłe ciało kopnięcie załatwiło sprawę unieruchomienia. W momencie gdy jej palce i paznokcie ześlizgnęły się z materiału jego stroju wiedział, że mógł działać tak, jak powinien od samego początku.
Wyciągnął miecz. Trzymał go po swojej prawej stronie. Lepszy pęd gdyby wpadł jej do głowy atak. Łatwiej zbije jej szable, bo jej broń najpewniej ma większą wagę. Może nawet wytrąci z ręki. Gorzej, jak za bardzo poleci do przodu, to wtedy mogłaby nie trafić i na przykład przejechać po twarzy. Albo szyi.
Czekała na ruch. W przykucu, nieruchoma. Była w tym całkiem dobra. Czekała na ruch, którym był...
...rzut do przodu. Z uszkodzoną nogą. Miała jednak uchwyconą broń białą, komplikując sprawę.
Odskoczyła. W stronę jej lewego boku. Nie złapie ją przy wymachu bronią, a nawet jeśli to prosto sparuje. Usłyszała po raz kolejny oskarżenie, które obijało się w jej uszach jak nieznośny dzwon.
Nie puści jej tego płazem. Powiedziała to o trzy razy za dużo. Włącznie z momentem, w którym pierwszy raz w ogóle o tym pomyślała.
-To masz przepieprzone-Pozwolił jej opaść na twarz. Nawet się obrócić. Sam się jeszcze bardziej odsunął, sięgając dłonią do torby. Niebieski flakon był tam gdzie być powinien. Wyciągnął go, trzymając ciasno w dłoni. Wziął głęboki oddech.
-Słuchaj mnie teraz półczarci pomiocie. Nawet nie próbuj drgnąć. Jeszcze jedna taka obelga a obudzisz się z drewnianą belką w dupie aż po samą szyję-Zesztywniał. Stał w pełni wyprostowany, gotowy do rzucenia butelki pod swoje nogi, albo do uchylenia się przed czymkolwiek czym by mogła w niego rzucić. Miał przewagę wysokości, sprawności, i pozycji. I jeżeli nie była kompletną idiotką, ona też to wie.
-Pomyśl chociaż raz w swojej nic nie wartej parodii egzystencji. Na co mi by była Twoja krew, jakbym była wiedźmą? Na cholerę mi by był taki substytut?-Zgrzytnęła butem na samą myśl o tym. Miała ochotę trzepnąć ją butem tak, by padła nieprzytomna. I poprawić-Pracuję nad środkiem umożliwiającym widzenie koszmarów przez normalnych ludzi. Na potrzeby własne. Potrzebuję krwi od żywego obiektu. Od martwego mogłaby stracić swoje właściwości-Oddychał ciężko. Skąd w ogóle ten pomysł? Co niby ją do cholery skłoniło by tak myśleć, skoro wcześniej... nie rozumiał. I bardzo, bardzo go to złościło.
-Właśnie dlatego się kryję. By jakaś pieprznięta kretynka nie spierdoliła mi całej ciężkiej roboty, nie mogąc rozpoznać czarownicy od swojej dupy. I tak to robicie, chowając te wszystkie wiedźmy po lochach-Przekrzywił głowę. Postawił jeden krok do przodu, warcząc-Myślisz, że nie wiem? Wiem dużo więcej, żałości hipokryci, o tym jak je trzymacie, zamiast rzucić ich zdekapitowane ciała na pożarcie psom-Na tym skończył. Musiał się chwilę uspokoić, zanim sam się na nią rzuci. A był bliski. Bardzo blisko.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Sro Lut 15, 2017 7:04 am

Wylądowała na czworakach, natychmiast obracając się w stronę przeciwniczki. Nie upuściła broni, przeszła do niezgrabnego przykucnięcia z obolała nogą i brakiem buta na niej. W pierwszej kolejności chciała wyciągnąć igłę z nadgarstka, a dopiero później wycelować w lekarkę broń, jednak nie zdążyła wykonać żadnej z tych czynności, wyjątkowo poważnie traktując dosłyszane słowa. Właściwie zignorowała pierwszą część obelgi. Gdyby tamta wypowiedziała ją w innych okolicznościach, Selene byłaby skłonna nawet się z nią zgodzić, czując się pod tym względem wybrakowana i gorsza. Jednak wystarczyło kilka słów więcej, a żądza mordu zawrzała a niej na nowo. Tym razem nie podjęła dalszych działań.
Nie miała siły. Uprzednia walka z Koszmarem zrobiła swoje, nie tylko ze względu na obrażenia, jakie pod koniec zarobiła. Była wyczerpana, niezdolna do ciągnięcia ich starcia w nieskończoność. Chciała załatwić to szybko, a po kolejnej porażce, nie mogła mówić o szybkiej (o ile w ogóle) wygranej.
Nie odpowiedziała na pytanie, starając się opanować lekko przyspieszony oddech, choć w głowie miała przygotowaną odpowiedź. Całe szczęście, bo ta była całkiem niewybredna, głosząca, że zapewne z tego samego powodu, dla którego wiedźmy wrzucają do swojego gara skrzydła nietoperza, kość psa, rosę zebraną o poranku i… nie zapominajmy, oczywiście, o krwi dziewicy. Gówno obchodziły ją motywy, nie zamierzała dopytywać o ten durny kaprys, może spowodowany jeszcze innymi pobudkami, jak na przykład niechęć do przelewania krwi własnych sióstr. Nie był to więc argument, który przekonał Selene.
Tak, dopiero kolejne słowa Octavii sprawiły, że zaczęła jej wierzyć. Choć nie miała zamiaru przyznawać się do błędu tak łatwo. Nie, gdy zabrnęła tak daleko w walkę o rację! Takiej wymówki lekarka nie mogła przecież wymyślić na poczekaniu, nieprawdaż? To sprawiło, że wysłuchała jej dalej we względnym spokoju.
- Właśnie dlatego… właśnie dlatego człowiek robi się podejrzliwy, ty podstępna, zakłamana małpo! – wykrzyknęła, gdy tylko jej rozmówczyni skończyła mówić. – Alkahest Crowley, łowca wiedźm, bardzo mi miło. Udaję jegomościa, kryjąc swe cycki w kruczym przebraniu – parodiowała jego poważny ton, wzbogacając go jeszcze na potrzeby tej chwilowej sztuki. – I żądając od nieznajomych - ofiary w postaci krwi, bez słowa wyjaśnienia, bo i, kurwa, po co! – prychnęła, pod koniec wracając do własnego już wzburzenia. Kontynuowała, o ile tylko nie zdążyła jej uciszyć. Instynkt samozachowawczy Selene najwyraźniej nie funkcjonował na najwyższych obrotach. Albo… nie oberwała jeszcze wystarczająco mocno.
Przy okazji zejścia na temat Inkwizycji, pociemniała mocno na dotychczas bladej z powodu utraty krwi twarzy, co zakrawało już o cud lekarski. Tak właśnie oddziaływała na nią kobieta, wzbudzając w Selene najżywsze emocje. Co gorsza, zgadzała się z nią, przynajmniej częściowo. Trzymanie w szeregach Inkwizycji wiedźm, nawet pozbawionych wszelakich praw i upokarzanych na każdym kroku, uznawała za grzech. Przyjmowanie skazańców, również przydatnych, spędzało jej niemalże sen z powiek.
Nie zamierzała jednak dzielić się z nią tym wyznaniem, jako że każdy wytyk wobec świętej organizacji traktowała bardzo osobiście, jako obelgę przeciw sobie samej. Poczuła się w obowiązku bronić tego, co dla niej cenne. Ton głosu Selene stracił jednak na ostrości i dawnym zdecydowaniu.
- Nie godzi się zabijać, nie mając pewności... – wyjaśniła ogólnikowo, chociaż o tym mogłaby mówić i mówić. Podejrzenia zazwyczaj wystarczyły, aby doprowadzić sprawę do końca. Być może przez to, że na torturach każdy przyznałby się do bycia królową Wiktorią, jeśli takie padłoby oskarżenie.
W pierwszych planach po zbliżeniu się kobiety w masce miała podcięcie jej nóg, dla chociażby satysfakcji. Teraz jednak zaniechała zamiaru, czekając na jej decyzję.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Sob Lut 18, 2017 12:46 am

Brakowało jednoznacznej reakcji na początku. Były widoczne niejednoznaczne emocje przewijające się na jej twarzy, ale równie dobrze mogły być one spowodowane fizycznym bólem. Zerknął na ranę, która przed paroma chwilami była oczyszczona, a teraz znowu była cała umorusana sadzą. Brwi pod maską zmarszczyły się, a on... ona sama zazgrzytała zębami. Miała ochotę uciąć jej tą nogę, a kikut wypalić. Przynajmniej wtedy by mniej wierzgała i była lżejsza.
Był jednak pewien postęp - chociaż miał przygotowaną broń, tamta była w tym pokracznym przykucu i nie sięgała po swoją. Co mogło jej chodzić po tej durnej głowie mogła się jedynie domyślać. Trudno było przewidzieć ruchy geniusza, szaleńca, oraz idioty.
Gdy skończył mówić, tamta przemówiła. Miała już pewność - częściowa dekonspiracja. Kiedy zaszła? Jak odsłaniała szyję? Nie, raczej nie, pilnowała by newralgiczne miejsca zostały zasłonięte. Uderzenie? Zrobiła to specjalnie, by się upewnić? Do tego czasu wszystko działało tak, jak należy. Coś wtedy się zmieniło, gdy odkryła ten "drobny" fakt.
-Spełnia swoje zadanie. Doskonale to widziałem. Oczy, ruchy, głos. Niewiele się różniłaś od moich celów. Ciesz się, że nim nie jesteś-Uspokoił się trochę, chociaż nie zamierzał chować mieszanki. Jeszcze. Mógł to być podstęp-Masz rację. Po co? Parę mililitrów krwi za uratowanie skóry przed koszmarem. Tyle powinno Cię interesować
Tego rodzaju obelgi niespecjalnie na niego akurat działały. Nasłuchał się w swoim życiu ich wystarczająco od różnych osób, w różnych okolicznościach. Wyjaśnił spokojnie, oszczędnie. Im mniej podaje informacji tym lepiej.
Tamta natomiast robiła się aż czerwona ze złości. Wyjaśnienie to wyjątkowo rozbawiło Alkahest. Musiał zamaskować śmiech kaszlem.
-Po waszym upewnianiu się, śmierć to niemal akt łaski. Widziałem. Podziwiam. Ale piekło na nich czeka gdzie indziej. Trzymanie ich dla korzyści to zbrodnia-Mówił mechanicznie, trochę nieudolnie kryjąc narastające wzburzenie. Spokojnie. Miał kontrolę. Ona też zdawała się zmęczyć.
Schował broń. Mieszankę zatknął blisko, za płaszczem. Na wszelki wypadek. Przyjrzał się jej dłużej, przekrzywiając głowę na lewą stronę-Baba jak brzoza, durna jak koza. Tak samo uparta-Na swój sposób... nawet to szanował, chociaż to był pomiot. Oddana sprawie.
Ważne, że się uspokoiła. On też.
-Ostatnia szansa. Jeszcze jeden taki numer i przestanę się pieścić. Będziesz spokojna?-Czekał. Nie zamierzał powtarzać tych samych błędów. Czekał na jasną deklarację. W razie potrzeby będzie powtarzał "Będziesz?" aż jej nie uzyska.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 19, 2017 5:13 pm

Powoli, starając się trzymać dłonie na widoku, odłożyła broń na swoje miejsce. Obserwowała ją czujnie, decydując się jednak zaufać zamaskowanej postaci. Wsparła się na rękach i wylądowała dokładnie w punkcie wyjścia – na kamiennym wzniesieniu, w miejscu, w którym ułożyła ją Octavia, gdy Selene była jeszcze grzeczną (bo nieprzytomną) pacjentką. Usiadła, prostując ranną nogę, dając jej tym samym dostęp do działania.
- Nie będę sprawiać więcej problemów. O ile mnie nie sprowokujesz – zapewniła ją, oczywiście musząc postawić swój warunek, choć w obecnej chwili był on wart tyle co nic. – Popilnowałam nawet twojej igły, nie dziękuj – wyciągnęła obie dłonie, układając je pomiędzy nogami, wewnętrzną stroną do góry, zostając bezbronna. Zdołała pojąć, że gdyby tamta chciała ją skrzywdzić, miała ku temu już wystarczająco wiele okazji. Przez jej twarz przemknął nieznaczny cień uśmiechu, gdy eksponowała igłę wbitą w nadgarstek. Miała nadzieję, że kobieta wkrótce ją zabierze, choć robienie za poduszkę do szpilek chwilę dłużej, nie robiło jej różnicy.
Jeśli jej towarzyszka przeszła do pracy, Selene postanowiła spożytkować moment wolnego czasu na rozmowie, zapewne przerywanej krzywieniem się na powrót z bólu.
- Zaufałam ci. Ty też możesz to zrobić. Nie musisz odgrywać dłużej tej roli. Nie musisz ukrywać twarzy – zaproponowała spokojnie, choć bardzo trapiło ją, że wciąż ma do czynienia z zamaskowaną postacią, nieustannie wypowiadającą się po męsku, nawet gdy Selene uświadomiła ją, że zna prawdę. – Nie obchodzi mnie, kim jesteś. Nic nie zrobię z tą wiedzą – spróbowała, jednocześnie wątpiąc w sukces swoich słów.
Niezależnie od jej wyboru, kontynuowała dialog (albo monolog), jako że miały całkiem sporo czasu. Ilości "wolnego czasu" dorównywało równie wiele pytań, co sprawiło, że nie wahała się ich zadawać.
- Przepraszam, że nazwałam cię wiedźmą – mruknęła cicho. Nie przyszło jej to łatwo, ale czuła się w obowiązku sprostować wypowiedziane słowa, zwłaszcza, że były one szczególnie obraźliwe. Za „sukę” i całą resztę przepraszać nie zamierzała, przecież tamta sobie zasłużyła. – Kilka mililitrów w tę czy tamtą… - wzruszyła ramionami, godząc się powoli z jej żądaniem. – Jeśli jednak nie ma różnicy… - słowa przeszły jej przez gardło z trudem, gdyż sama myśl, że ma tak wiele wspólnego z wiedźmami bolała ją niemal fizycznie. – W czasie pracy mam wiedźmiej krwi pod dostatkiem. Jeśli ma to służyć odpowiedniemu celowi… - zasugerowała ostrożnie, nie zdradzając szczegółów, oczekując jej reakcji. Gdy ją otrzymała, wkrótce do głowy Selene wpadła kolejna myśl.
- Wspominałaś o Koszmarze… W jaki sposób odwróciłaś jego uwagę, nawet go nie widząc? – Padło pytanie, które trapiło inkwizytorkę od początku. Dopiero teraz otrzymała sposobność, aby zaspokoić swoją ciekawość.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Lut 19, 2017 11:12 pm

Głowa obracała się za powoli doczołgującą się do wzniesienia inkwizytorką. Wyglądało na to, że zamierzała współpracować. Nareszcie, chciało by się powiedzieć. Podszedł niespiesznie, podczas gdy ona prostowała nogę. Miał wolne pole do działania oraz odpowiednią pozycję. Prawie pełen komfort, gdyby nie to, że od tej całej szarpaniny, skoków, wrzasków oraz uniesień był z lekka zmęczony.
-Cokolwiek uznajesz za prowokację...-Wyciągnął z torby tą samą butelkę, którą wcześniej obmywał jej ranę. To samo teraz planował zrobić. Przemyć ranę wodą. Brzegi alkoholem... zaszyć. Był tylko jeden problem, który został szybko rozwiązany. Igła była na miejscu, czyli w jej nadgarstku Musiał jednak zobaczyć jedną rzecz...
...chyba nie przebił żadnych większych naczyń. Inaczej by znacznie wcześniej zaczęło krwawić przy tych wszystkich skokach. Nie należy jednak tracić czujności...
...jego rękawice były pełne sadzy. Musiał je zdjąć. Jak to zrobił, widoczne stały się delikatne, dziewczęce palce. Starannie przycięte paznokcie, blada skóra. Wyglądały, jakby można było je bez problemu chwycić i złapać przy mocniejszym ściśnięciu.
Wyciągnęła igłę. Zabolało. Polało się trochę krwi, ale nie zamierzała się przejmować tym więcej, niż konieczne.
-Nie zapaskudź-Rzuciła jej zawinięty kawałek bandaża, który przycięła o ostrze swojego miecza-Przyłóż by ograniczyć krwawienie
Przystąpiła do dalszej części pracy. Nie było co oczyszczać za bardzo igły - to i tak była jej krew. Zszywanie rany. Szło jej to całkiem sprawne, napomniała tylko krótkim "nie ruszaj się", co by ręka jej się nie obsunęła. Szew musiał dobrze trzymać. Wykonywała to w skupieniu, słuchając przy tym tego co mówiła... właśnie, kim ona do cholery właściwie dokładnie była? Wiedziała, że katem z inkwizycji. Ale to wszystko.
-Nie-Kolejny szew. Spokojnie. Nie będzie próbowała numerów. Wyraziła się jasno, że to była jej ostatnia szansa-Wróg nigdy nie śpi. Gdy zakładam bądź zdejmuję maskę, mam duszę na ramieniu. Nie wiem co skąd patrzy. Kiedy patrzy. Kto może skąd wyciągnąć informację. Może z ulicy, może z plotki. Może z czyjejś głowy...-Zatrzymała się na chwilę. Często myślała o tym, co robić w tej postaci gdy działała pod drugą personą. Nie powinna. Może już ktoś wie?
Nie, na pewno nie. Wtedy by już była martwa. Był martwy, cholera jasna!
Dokończył szycie. Owinął bandażem. Zerknął na kostkę.
-Przyjmuję-Rzucił, obejmując delikatnie kostkę w dłoniach. Coś było nie tak. Musiał poświęcić chwilę na badanie... podczas, gdy ona rzucała propozycją. Ciekawą, ale...
-Skąd mam wiedzieć, że mnie nie wabisz w pułapkę?-Zapytała po chwili milczenia-Wezmę tyle, by wystarczyło. Chcesz mi pomóc, to zabij te co masz zanim zasną-Selene zabolało. Mocno. Tak, to chyba tam...
-Zaboli-Jeden ruch, nim zareagowała. Zaciągnęło jakby ktoś jej tą nogę uciął, ale przynajmniej wszystko było na pozycji. To, że mogła poranić w środku stopę jeszcze bardziej to się nie przejmowała. Trzymała mocno stopę poniżej i powyżej, by nie wierzgała.
-Już?-Zapytał. Czekał na moment, w którym mógł ją puścić bez obaw, że znowu zacznie psuć jego pracę.
...chwileczkę, chyba pytała o coś. A.
-Mieszanką, którą Ci groziłam. Przy fizycznym wstrząsie i dostępie tlenu następuje eksplozja, rozpylając składnik aktywny. Otumania mocno wiedźmy, ludzi usypia. Koszmary... nie wiem. Jakoś zadziałało. Inaczej byśmy tu nie rozmawiały-Wyjaśniła. Puściła nogę. Chyba już starczało.
-[color=#666666Trzeba to usztywnić... tylko czym...[/color]-I tu był problem. Nie było czym. Brak belek, brak desek. Przynajmniej nie takich, które by mogły wytrzymać. Szlag.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pon Lut 20, 2017 9:08 pm

W końcu dostała swój bandaż. Pierwsza odpowiedzialna robota. Albo zamaskowana kobieta chciała po prostu zająć jej dłonie, aby móc pracować bez obawy o kolejny atak. Przyjęła podarek, postępując zgodnie z zaleceniami. Uciskała nakłucie, przyglądając się poczynaniom towarzyszki. Cierpliwość nie była jednak mocną stroną Selene. Co jakiś czas zaglądała pod opatrunek, a krew zaczynała perlić się w niewielkiej rance na nowo. W końcu zdenerwowała się, wyrzuciła bandaż, a resztki krwi zwyczajnie zlizała.
Drgnęła, mimowolnie, tym razem pragnąc dotrzymać danego słowa i nie sprawiać jej więcej problemów. Nie utrudniała Octavii pracy w sposób znaczący, jej cało reagowało samo w odpowiedzi na cierpienie, jakie niosły za sobą działania mające pomagać. Zamierzała wytrzymać. Tamta w najgorszym momencie, jak na złość – milczała. Chciała wtedy prosić „mów do mnie”, by zająć uwagę, obracającą się wokół zszywania rany. Powstrzymała się resztkami siły woli, starając się nie wyjść na desperatkę. Zamiast tego podjęła rozmowę, w marnym zastępstwie:
- Jesteś paranoiczką – stwierdziła oczywistość, choć nieświadomie, bo dopiero ją poznawała. Gdyby miała z nią styczność dłużej, nawet nie siliłaby się na wypowiadanie tak banalnych prawd. - Siedzimy w zapomnianym przez boga miejscu, a jedyną twoją towarzyszką jestem ja. Jeśli mówiłaś prawdę, nie musisz się niczego obawiać. Nie znam nawet twojego prawdziwego imienia… - Nie planowała naciskać. Im bardziej tamta kryła swoją tożsamość, tym bardziej chciała wiedzieć. Z czystej przekory. – Ani ty mojego, jakby się zastanowić. Nazywam się Selene – dodała cicho, aby uprzejmości stało się zadość.  
Im mniej łagodnie operowała igłą kobieta w masce, tym bardziej Sel powstrzymywała się od wydania z siebie pomruku niezadowolenia. Z czasem jej drobna walka urosła do rangi starcia o honor, więc gdy mogła zaciskała silnie wargi, starając się wytrzymać. Już niedługo. Były na końcówce. Przekłucie. Przeciągnięcie. Pętelka.
- To… często nie zależy ode mnie. Mam rozkazy z góry. Przełożeni nie są zadowoleni, gdy, ekhem, dłoń mi się omsknie i wiedźma wyciągnie kopyta… Mówią, że więcej pożytku jest z publicznych egzekucji. A czasami i z… Au! Nie jesteś zbyt delikatna, co? – Zmarszczyła brwi, obdarzając ją krytycznym spojrzeniem. Wielokrotnie była zszywana, choć nigdy na trzeźwo. W szpitalach robili to równie sprawie, a jednak bardziej ostrożnie. Jak się domyślała, Octavia postępowała w ten sposób celowo, za wszystkie przewinienia, które zdążyła uczynić. – Zapomnij. Nie było tematu – zrezygnowała ostatecznie z dalszych propozycji. Nie wiedziała, jak mogłaby ją przekonać, że wcale nie chce dla niej źle. A przynajmniej nie na tym polu.
Zmylił ją delikatny dotyk, nie zwiastujący niczego złego. Nie spodziewała się, że to jedynie cisza przed burzą. Na ostrzeżenie nie zdołała nawet wyjąknąć zdumionego „co?”, ani się bronić, co niewątpliwie próbowałaby czynić, gdyby wiedziała co ją czeka. Jej wrzask odbił się echem po pustym wnętrzu młyna. Szarpnęła się silnie. Ograniczone przez daną pozycję ruchy, sprawiły, że noga została w dłoniach kobiety. Ból osiągnął swoje apogeum i przeminął, zostawiając za sobą szok i przerażenie.
- Puść mnie – warknęła ciężko, a w oczach jej pociemniało. – Mogłaś mnie ostrzec. Wyraźniej. – Miała jej za złe zadany ból, nawet gdy tamta spełniła życzenie Sel.
Zignorowała odpowiedź kobiety, choć jej treść interesowała inkwizytorkę. Nie tylko wciąż nie potrafiła wyjść ze wstrząsu, jaki towarzyszył nastawianiu kości, ale również zwyczajnie nie zrozumiała wypowiadanych słów. Zbyt wiele trudnych wyrazów na raz, by mogła je spamiętać, a następnie przetrawić we własnej głowie.
- Przynajmniej nie mówisz już po męsku… - zauważyła cicho, obdarzając ją sceptycznym spojrzeniem. Myślała, że to koniec, gdy tamta zaczęła się rozglądać za czymś do „usztywnienia”. Nie brzmiało dobrze. Miała naprawdę dosyć. – Nie chcę już. Przestań. – Dużo starań włożyła, aby w jej głosie nie zadźwięczała panika. Niekoniecznie się udało. Wolała już się czołgać do miasta, niż przeżywać jej „pierwszą pomoc” dłużej.
- Mój ojciec mieszka w wiosce… tuż obok studni – sprecyzowała, wiedząc, że ten punkt odniesienia znają obie. – Poradzę sobie. Tam coś znajdę… Mogę już wstać? – zapytała, wzrokiem poszukując swojego zaginionego buta, którego aktualnie bałaby się zakładać na stopę, aby nie sprezentować sobie kolejnej porcji bólu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Mar 26, 2017 10:44 pm

Zaczęła rozmawiać. Nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo jak można było się spodziewać - nie ruszała nogą, nie wierciła się, nie starała się też wytrącić igły z dłoni. Docenił to. Zrezygnował ze złośliwości. Udzielał suchych informacji.
-Zło konieczne. Nie mam za plecami całej armii. I ona czasem nie wystarcza. Wiesz już wystarczająco-Coś, czym inkwizycja nie lubiła się chwalić. Porażki. Czasem któryś inkwizytor ustępował wiedźmie. Padał w walce, albo co gorsza, wpadał w pułapki zastawione przez grupy wiedźm. Albo koszmarów, które postanowiły sobie obrać za cel członka tej organizacji, chociaż to było zdecydowanie rzadsze. Raz coś takiego widział w swojej "karierze". Nieprzyjemny widok, nawet dla niego.
Taryfa ulgowa się skończyła, gdy zaczęła prawić te frazesy o "przydatności" wiedźm. Zaciągnął nić mocniej, szarpiąc za skórę. Zatrzymał się na chwilę. Nic nie urwał, ale zabolało. Nic nie mówił, ale miał ochotę.
Durne przedstawienia dla mas. Czuł satysfakcje oglądając je, ale stwarzały złudne poczucie bezpieczeństwa. Tą pewność, że wszystko jest pod kontrolą. Nic nie jest. Jedyne co mogą robić to powstrzymywać zalew tej zarazy, by móc chociaż na chwilę odetchnąć przez kolejnymi nocami...
Skoro o odetchnięciu mowa... dobrze by było, by ona swój złapała. Wychwycił moment. Wykonał ruch.
Wrzasnęła spazmatycznie. Alkahest trzymał nogą całym sobą, acz sprawiało mu to trudności. Nic nie przesunąć, a zarazem nie pozwolić się jej wymknąć. Ból zelżał, albo przywykła. Cała była wstrząśnięta zajściem. A Octavia za maską się uśmiechała lekko. Kat zaznał swojej trucizny.
-Już-Kiwnął głową, jakby samemu sobie odpowiadając. Usztywnienie... deszka. Najlepiej jakby wyrwał deskę i obwiązał ją wokół kostki. Szukając słabszych, ale nieco dłuższych dosłyszał komentarz. Zawahał się.
-...jakie to ma dla Ciebie znaczenie, jak mówię-Zapytał, sprawdzając jedną z desek w ścianie. Osmolona, ale może...-Jak tak pójdziesz zniszczysz moją pracę. Trzeba usztywnić, by nic się nie przesunęło. Nie będzie bolało... zbytnio...-Przymierzył się do wyrwania jednej z nich. Siłował się trochę, pomimo osłabienia materiału
-...w każdym razie... mniej niż przy... zszywaniu!-Trzask. Poszedł kawałek, zostawiając ostre końce po jednej ze stron. Wyciągnął miecz i zaczął je przycinać... kiepskie narzędzie. Inne nie miał-Unieruchomić kostkę dwoma kawałkami drewna. Znaleźć kulę. Pobrać krew... potem będziesz wolna-Ostatnie cięcia. Przymierzył się do wyrwania drugiej deski...

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Wto Mar 28, 2017 6:49 pm

Selene właściwie nie była świadoma wszystkich korzyści płynących z jej przynależności do Inkwizycji, kochając tę organizację bezwarunkowo. Swoją bezkarność w niektórych kwestiach, również nadużywanie władzy traktowała jako przywilej, nagrodę za ciężką pracę, na co zupełnie zasługiwała, ale wciąż – zawdzięczała to wyłącznie sobie.
- Nie myślałaś o przyłączeniu się do Inkwizycji? Aż tak bardzo boli cię widok skazańców, którzy sczezną na stosie, gdy tylko wypełnią swoje zadanie? – Ewidentnie głosiła komunały, sama nie wierząc w wypowiadane przez siebie słowa. Ją również skręcało na widok skazańców – najchętniej pozbyłaby ich się wszystkich za jednym razem. Uważała jednak, że postać Alkahest idealnie wpasowałaby się w szeregi Inkwizycji, skoro dzieliły ten sam cel. Jednak w przypadku Selene, potrafiła ona powstrzymać dłoń, gdy sprawa tego wymagała.
Oczywiście, nie była w stanie kontynuować dialogu, gdy tamta ewidentnie się nad nią wyżywała. Twarz inkwizytorki pokryły krople potu, a sama straciła resztki cierpliwości, choć wszystko zwiastowało koniec „leczenia”. To więc czuły wiedźmy na przesłuchaniach? – zastanowiła się, jednak nie ukuło ją najmniejsze współczucie.
Warknęła w złości, słysząc jej kolejne słowa. Nabrała już pewności, że dziewczynie sprawia to przyjemność. Kpiła z cierpienia Selene, chcąc dołożyć go więcej i więcej. Napięła mięśnie, gotowa się bronić. Za dużo czasu już siedziała potulnie, znosząc cierpliwie jej tortury.
- A jakie ma to znaczenie dla ciebie!? – wrzasnęła na nią, coraz bardziej zdenerwowana. Miała już tego dosyć. – Nie zdechnę od skręconej kostki, a jedyne, co potrzebujesz to odrobina mojej krwi. Pierdolę ciebie i twoją pracę! Bierz, co twoje i nie zbliżaj się do mnie więcej!!! – zawyła, już odruchowo odsuwając się odrobinę dalej.
Była w stanie zrozumieć jej nastawienie. Uratowanie życia za dzielenie wspólnego celu, niechęci do wiedźm i Koszmarów, a także konieczność pobrania krwi. Jednak teraz, gdy była opatrzona, nie krwawiła dłużej i wszystko wskazywało na to, że ponownie wyjdzie z opresji bez większych kontuzji. A noga? Przecież nie stanowiła już zagrożenia. Również zdenerwowałaby się, gdyby jej praca poszła na darmo, ale wciąż – nie rozumiała nadgorliwości dziewczyny. W tym nie miała już przecież żadnych korzyści.
- W dupę wsadź sobie te deski – warknęła na nią, odwracając wzrok, nie mogąc znieść już dłużej przyglądania się jej poczynaniom, najwyraźniej przeznaczonym dla Selene. – Pobierz krew. Po prostu. Nim się rozmyślę i wyjdę, chociażby na jednej nodze – ostrzegła ja twardo, chociaż nie była pewna, czy Alkahest nie opatrzy jej na siłę. Ponownie. Nie wstawała jeszcze z miejsca, mając nadzieję, że lekarka z ptasim dziobem przystanie na propozycję bez sprzeciwu i odejdzie w pokoju.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pon Kwi 10, 2017 10:53 am

Opór, ponownie. Dlaczego była aż tak oporna? Zadziorność i agresję jeszcze dało się zrozumieć, to nie była pierwsza z brzegu osoba która by błagała o litość albo potulnie czekała mając nadzieje, że w końcu się to skończy. Jednak jej impertynencja była dosyć irytująca.
Stała z wyrwanymi deskami, wysłuchując jej oskarżeń, i podziwiając pianę cieknącą jej z pyska. Niewiele brakowało w każdym razie. Wyglądała trochę tak, jakby zawisła na moment w przestrzeni. Taka dziwna swoboda ruchu która sugerowała, że gdyby oderwałaby obie stopy od ziemi to poleciałaby prosto w górę.
-Nie interesują mnie Twoje nocne fantazje-Stała jeszcze przez moment. Była zdana na jej łaskę, chociaż mogła dalej gryźć. Komu to się jednak opłacało? Co to miało na celu?
Odstawiła deski. Pierwotnie miała ochotę rzucić nimi w jej okolice, ale odpuściła. Podeszła sztywno. Jedna rękawiczka, druga. Obydwie tam, gdzie powinny być, na jej dłoniach.
-Tak. Sprawia mi to ból-Przyklęknęła. Wiedziała, gdzie powinna być strzykawka. Gorzej z igłami-Każdy dzień to kolejne cierpienia. Kolejne koszmary. Kolejne zbrodnie i grzechy. Wasze przyzwolenie plami wasze dłonie-Odnalazła igłę. Wbrew potencjalnym oczekiwaniom, nie był to wielgachny, zdolny do mordu szpikulec. Ale dalej była słusznych rozmiarów.
-Podaj rękę-Wyciągnęła dłoń. W jednej strzykawka i bandaż z gazą, w drugiej miała już szmatkę i buteleczkę z alkoholem. Dezynfekcja.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Sro Kwi 12, 2017 11:14 pm

Łatwo się denerwowała, co było widoczne już na pierwszy rzut oka. A młoda Octavia działała na nią intensywnie, w możliwie negatywnym znaczeniu tego słowa. Powstrzymała się już od dalszych walk przy użyciu siły, ale nic nie mogło powstrzymać ją od rzucenia kąśliwą, często bezsensowną uwagą. Nie miało to na celu niczego, poza ulżeniem w jej rosnącej frustracji, choć chwilowo. Nawet jeśli nie mogła jej dopiec w inny sposób, zamierzała uprzykrzyć dziewczynie te ostatnie wspólnie spędzone chwile.
Nie zamierzała jednak zrywać ich krótkiego układu. Ceną ratunku, choć przymusowego, miała być krew nosiciela. Zacisnęła wargi w poziomą kreskę i spojrzała na nią z żywym mordem w oczach, ale spełniła życzenie, wyciągając rękę na pełną długość, wewnętrzną stroną do góry, zaraz podwijając rękaw, aby dać jej pole do popisu. Przygotowała się na kolejną porcję bólu, znając już niezbyt delikatne poczynania lekarki. Obdarzyła sceptycznym spojrzeniem igłę, ale nie sądziła, by otrzymała cierpienie rzędu nastawianej kości.
- Pospiesz się - warknęła na nią, jakby miała się w każdej chwili rozmyślić.
Gdy Octavia przeszła do działania, wciąż czuła się zobowiązana do obrony idei Inkwizycji, mimo że wewnątrz musiała przyznać dziewczynie rację. Przemówiła przyciszonym głosem, w którym wciąż brzmiały spore nakłady złości za jej ostatnie zachowanie:
- W Inkwizycji mamy takie powiedzenie… Że trzeba wykonać krok w tył, aby wziąć rozbieg i przeskoczyć przepaść – wypowiedziała, choć miała ochotę ugryźć się w język i po prostu jej przytaknąć. Nie wierzyła w powtarzane porzekadło; widok nieskazanych na stos wiedźm powodował u niej niemalże atak wścieklizny. Nie mogła wiedzieć, że już wkrótce wyląduje za podobne nastawienie na dywaniku u samej arcymistrzyni, która odmieni nastawienie Selene.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Alkahest
Szlachecka lekarka
avatar

Liczba postów : 128
Join date : 27/09/2016

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Nie Kwi 23, 2017 10:29 pm

Przemyła miejsce poboru krwi. Chwilę poświęciła na sprawdzenie, gdzie idzie żyła. Były zresztą całkiem dobrze widoczne - po takim wysiłku zwłaszcza. Zgodnie z oczekiwaniami inkwizytorki nijak dało się porównać ból przebijanej skóry z nastawianiem kości. Niemniej jednak wystąpił.
Ciągnęła krew równo, powoli. Strzykawka była stosunkowo duża, bo potrzebowała sporo krwi. Taka okazja nie przytrafiała się zbyt często.
-Nie popędzaj-Przestrzegła ją. Ręka jej nawet nie drgnęła. Na chwilę pozwoliła sobie na odciągnięcie swojej uwagi przez myśli o planach. Co z nią zrobi? Miała koncepcję, miała plan. Specyfik wykrywający koszmary, o tym wspominała. Ale było w tym coś jeszcze...
...w nosicielach być może tkwił potencjał. Ten element, który powodował nadludzkie cechy wiedźm... może i jej, dla swojego zadania, udałoby się uwolnić potencjał nosicieli. Na chwilę. W momentach, gdy człowiek napotyka swoje własne ograniczenia...
Wyrwało ją z zamyślenia stwierdzenie Selene. Normalnie by się zdenerwowała, jednak teraz... tak. Miała całkiem dobry nastrój. Osiągnęła co chciała. Wyciągnęła igłę, od razu przyciskając gazę do miejsca, i obkręcając bandażem.
-Dlatego nie jestem inkwizytorem-Wyciągnęła fiolkę. Przelała do niej zawartość strzykawki, pospiesznie ją korkując po procesie-Nie mógłbym... nie mogłabym spojrzeć w lustro wiedząc, że dla zysku zostawiam wiedźmę żywcem
Bliżej niezidentyfikowane mruknięcie. Sama myśl nie przypadła jej do gustu... bo i wiedziała, jak ona smakuje. Porażka. Specjalnie wspomniała "dla zysku", bo i samo niepowodzenie "akcji" wprawiało ją w bardzo parszywy nastrój.
-Skończone. Powinnaś przeżyć-Podniosła się z kucków, stając prosto i odsuwając się nieco od kobiety. Mogłaby wyciągnąć rękę, ale... zbytek łaski. Nie chciała więcej pomocy, to i nie zamierzała jej udzielać. Może poza jednym-Mogę sprowadzić pomoc. Mogę Cię zostawić. Obojętne
Dalej stała. Czekała na jej ostateczną decyzję.

___________________
Wygląd postaci bez kombinezonu: http://oi66.tinypic.com/2jbtgjq.jpg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Stary Młyn   Pią Maj 05, 2017 6:35 pm

Długo milczała. Nie chciała dłużej wygłaszać zasłyszanych w Inkwizycji prawd, zwłaszcza że nie potrafiła się z nimi do końca zgodzić. Słowa obcej dziewczyny uderzyły ją mocniej, niż mogła się tego spodziewać. Znienawidziła cała przeklętą rasę wiedźm jeszcze bardziej, wielokrotnie bardziej za to, że jest zmuszona powstrzymywać dłoń podczas przesłuchań. Kilka dni później miała poznać konsekwencje swojego fanatycznego nastawienia. Póki co złość w niej płonęła żywym ogniem, a ona sama zapragnęła zmian. Możliwie natychmiastowych oraz radykalnych – choćby miała porzucić swoje dotychczasowe życie i niczym driada hasać po lesie polując na własną rękę.
Zazdrościła jej owej „dzikości” i niezależności, ale duma i cierpienie, które spowodowała sprawiło, że nie chciała oddawać dziewczynie niczego dobrego. Żadnego z wyrazów uznania, żadnego przytaknięcia. Wpatrywała się w nią jedynie z nieukrywaną wściekłością.
Była wykończona po zabiegu, walka i niezbyt delikatne łatanie ran zupełnie wyprało z sił Selene, która miała zamiar jeszcze doczołgać się do domostwa ojca. Wiedziała, że przeżyje. Wychodziła z gorszych obrażeń. Ścisnęła więc wargi w poziomą kreskę, kręcąc z wolna głową, aż w końcu obwieszczając zdecydowanym tonem:
- Zostaw mnie, skoro już dostałaś to, czego pragnęłaś. – I tak była zaskoczona ofiarowaną propozycją, jakby nie potrafiła uwierzyć w bezinteresowność lekarki tuż po tym, gdy otrzymała tak cenną jej krew nosicielki. – Poradzę sobie – dodała cicho, wiedząc, że to niekoniecznie ją obchodzi. Po chwili jednak zdecydowała się wypowiedzieć głośniej:
- Życzę ci powodzenia w badaniach. Mam nadzieję, że moja krew się przyczyni do walki z ich skurwiała rasą – rzuciła niemrawo, choć w normalnych okolicznościach zapewne uderzyłaby w podniosły ton, dodatkowo stając na baczność, w tak ważnych dla niej kwestiach. Tak czy inaczej, słowa te zastąpiły Selene podziękowania, jakimi zdecydowanie powinna obdarzyć Octavię, a wbrew wszystkiemu, których nie potrafiła wypowiedzieć. Może przy następnej okazji posunie się do podobnego szaleństwa, kto wie?
Wstała powoli, jakby chcąc pokazać, że jest w stanie o własnych siłach opuścić to felerne miejsce. Nie wychodziło jej to zbyt wiarygodnie, ale również wiedziała, że lekarce nie powinno już zależeć. Nie stawała na świeżo nastawionej nodze w obawie przed kolejną porcją bólu.
- Do zobaczenia więc. – „Oby nieprędko”, dodała w myślach, po czym trzymając się ściany podążyła w stronę rzuconej przez siebie wcześniej broni.
/zt? Chyba x2?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
 
Stary Młyn
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stary dąb
» Opuszczony domek na drzewie
» Stary Cmentarz
» Stary farmer farmę... A nie to nie ta piosenka.
» O stary, no wyrosłeś jak spod ziemi!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Pastwiska-
Skocz do: