IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Namiot Astaroth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Namiot Astaroth    Czw Lut 23, 2017 8:32 am


Postawiony wśród wielu innych namiotów i wozów Cyrkowców, nie wyróżnia się absolutnie niczym. Zawsze ogrzewany dzięki pewnemu magicznemu zaklęciu, które przy okazji chroni go przed innymi zjawiskami pogodowymi. Wydaje się niezbyt duży z zewnątrz, ale w rzeczywistości jest w stanie pomieścić wszystko co najważniejsze i jeszcze parę osób do tego. W środku znajdują się takie rzeczy jak dość spora prycza, kufer z różnorakimi ubraniami i bibelotami, różne dziwne i przysmolone przyrządy kuglarskie rozrzucone wokół, a wszystko to oświetlane blaskiem świec lub, jeśli właścicielka znajduje się w środku i ma ochotę na zabawę, lewitującymi kulami ognia. Dziwne, że to wszystko jeszcze nie wybuchło, jeśliby dorzucić do tego drażniący swąd nafty unoszący się w powietrzu i biorący się nie wiadomo skąd.
Wskażcie mi chociaż jedną Cyrkówkę, która w życiu w nim nie była, to zadbam o to, żeby się tu znalazła.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Czw Lut 23, 2017 1:20 pm

Jeszcze nigdy nie zaliczyła tak ciekawego powrotu do domu. Fakt, momentami kończyła niesiona przez swoich pijackich towarzyszy, ale jeszcze nigdy przez cholernego duszka zemsty. Tym bardziej nie jej WŁASNEGO duszka zemsty. Jako kontrahent, który po śmierci odda swoją duszę owej zjawie. Nie żeby As bardzo to przeszkadzało, bo lepiej tak niż gdyby jej dusza miała się błąkać po świecie albo zamienić się w kwiatek.
- Jestem Astaroth. Zwykła wiedźma, której dusza pewnie nawet nie jest smaczna - mruknęła, przyglądając się dokładniej znamieniu na dłoni, chociaż to zdawało się być nadal nieco niewyraźne i zamazane, ale coś jej przypominało, tylko nie mogła pociągnąć tej myśli dalej. Zapewne dlatego, że była zmęczona i nie była w stanie skupić się na tyle, aby myśleć logicznie i widzieć wyraźnie.
Może to było przyczyną braku protestów z jej strony. Absolutnie poddała się Vengeful, a w pewnym momencie nawet przysnęła w jej chłodnych objęciach, podczas gdy ta niosła ją do Cyrku. To było głupie, ale na swój naiwny sposób ufała duchowi i czuła się przy nim bezpiecznie, trochę jak dziecko niesione przez matkę. Powoli zdawała sobie sprawę z tego, że nie czekała jej śmierć, a przynajmniej nie tak szybko. Najpierw musiała umrzeć tamta czwórka, a na końcu ona sama, więc miała jeszcze ciut czasu na sen i cieszenie się życiem. Pozostawało jednak pytanie, czy Mściwa pozwoli jej to robić.
Przebudziła się w samą porę, żeby wskazać jej dokładne miejsce swojego pomieszkiwania. Nikogo nie było na zewnątrz, jedynie w paru namiotach tliło się wątłe światełko, ale nikt nie wyszedł, aby sprawdzić przybyszy. Wszyscy byli przyzwyczajeni do nocnych powrotów Astaroth i innych Cyrkowców, nierzadko w towarzystwie. Co miałoby pójść nie tak tym razem?
Gdy weszły do namiotu i została ułożona na łóżku, początkowo chciała zwinąć się w kłębek i pójść spać, żeby jakoś odreagować to wszystko, ale zostało jej rzucone nagłe polecenie, którego zapewne nie szło zignorować, nawet jeśli brzmiało jak miły rozkaz podczas nocnych zabaw.
- To moja kwestia - burknęła i podniosła się do siadu, bezmyślnie rozpinając guziki płaszcza. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, co robi i że Mściwa jej pomaga, więc zaprzestała dokładnie w momencie, gdy w miarę zręcznie zdjęła płaszcz i zamierzała ściągnąć chustę z szyi. - Dlaczego w ogóle mam to robić? Tak mam ci zabić czas? - uśmiechnęła się zadziornie, chociaż słabo, z wyraźnym wysiłkiem. Skoro już wiedziała, że nie umrze, to nikt nie zabronił jej być... no cóż, sobą. Właściwie nie miałaby nawet nic przeciwko, gdyby nie fakt, że jeszcze niezbyt wiedziała, czego może się spodziewać po Venge. No i była troszkę niesprawna, a seks to przecież poważny i wyczerpujący sport. Prócz tego nie było żadnych "ale", bo halo, tym to dopiero mogłaby się pochwalić!
Ponownie zerknęła na spiralę na swojej dłoni, która nadal piekła niemiłosiernie. Dałaby sobie głowę uciąć, że gdzieś już widziała ten symbol. I wtedy nadeszło olśnienie.
- Masz jakiś związek z tymi ludźmi, którzy czczą zemstę, prawda? - spytała. Chciała uniknąć słów, jakie używali ludzie, kiedy o nich nieśmiało wspominali, żeby nie rozgniewać ducha. Szaleńcy, antychryści, heretycy. Ponoć składali ofiary z ludzi. To wszystko faktycznie brzmiało okrutnie, ale czy nie podobnie mawiano o czarownicach? Z tą różnicą, że one za bardzo nie miały wyboru, a ich "sekta" poniekąd służyła społeczeństwu, bawiąc je i czasami pomagając zwykłym śmiertelnikom za pomocą swoich mocy.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Czw Lut 23, 2017 1:59 pm

Astaroth… brzmiało jak imię jakiegoś biblijnego demona, który siedział w piekle wraz z Belzebubem oraz innymi potępionymi duszami. Religia chrześcijan była doprawdy bardzo okrutna gdyby spojrzeć na nią z innej strony. Konsumowali boskie ciało oraz jego krew i nawet jeśli było to tylko symboliczne to jednak symbol nie wyglądał jak religia pokojowa. Nie wspominając już o krucjatach, które miały miejsce oraz istnieniu inkwizycji. Były również momenty jak ukrzyżowanie oraz zadanie cierpienia ich własnemu bogu, który mimo wszystko im wybaczył. Coś się tutaj jednak zawsze Vengeful nie zgadzało, bo gdyby faktycznie byli stworzeni na jego obraz to Mściwy Duch umarłaby z głodu i znudzenia. Nie byłoby aż takiego zapotrzebowania na zemstę i raczej długo to się utrzyma nim ludzie albo wzajemnie się wymordują co do nogi albo zaprzestaną walk.
Wiedźma nawet nie zdawała sobie sprawy, że dusze nie mają smaku. Były trochę jak ten opłatek, który jest kawałkiem ciasta bez żadnego dodatku. Teraz jednak jej duszyczka spokojnie drzemała w ramionach swej wybawczyni. Zmęczona zapewne ilością emocji, które jednak również człowieka męczą oraz samym wydarzeniem podczas którego ją delikatnie sponiewierali. Wyglądała naprawdę uroczo jak tak spała, a Vengeful nie chciała jej budzić zbyt szybko. Aczkolwiek nie mogła się nadziwić, że dziewczę ufało jej do tego stopnia. Ludzie lękali się Mściwego Ducha i ciągle zerkali na jej ręce, upewniając się czy niczego nie knuje. Ta wiedźma jednak oddała się jej w pełnym zaufaniu i teraz drzemała. Spirit chyba polubi swoją nową własność.
Weszły w końcu do namiotu Astaroth, który wyglądał w sumie jak namiot każdego cyrkowca. Z tym, że tutaj czuć było naftę. Vengeful może nie odczuwała skutków zimna jednak nadal miała zmysł powonienia. Wkrótce nos przyzwyczai się do tego zapachu i przestanie go czuć, a na razie As została ułożona na łóżku i rzucono jej tamto polecenie. Mściwa wpakowała się na łóżko i przysiadła okrakiem przed wiedźmą. Odkładała ubrania gdzieś na bok, by nie przeszkadzały zbytnio.
Była bardzo zadowolona, że trafił jej się zadziorny egzemplarz. Oznacza to, że czas spędzony razem nie będzie nudny oraz najpewniej będzie regularnie wpadała w tarapaty. Spirit przysunęła się bliżej i położyła dłoń na policzku dziewczyny. Pogładziła go delikatnie opuszkami swych błękitnych palców i utrzymała z nią kontakt wzrokowy – To tylko jeden z elementów Astaroth. Zanim przejdziemy do zabaw chcę doprowadzić Twoją rękę do sprawności – powiedziała siadając na niej okrakiem. Objęła ją drugą dłonią na wysokości karku i zaczęła skrobać delikatnie swoimi paznokciami. Chciała swojej nowej towarzyszce zrobić nieco smaku, a jednak z drugiej strony pokazać, że ona też lubi tego typu igraszki. W końcu teraz miała ochotę na deserek w postaci pozytywnych emocji oraz odczuć nieco przyjemności cielesnej. Zbliżyła swe usta do czoła dziewczyny i złożyła delikatny pocałunek na nim. Wróciła do niej wzrokiem i zsunęła się z jej kolan, jednak zanim to uczyniła szepnęła jej na uszko – Połóż się na brzuchu, a ja obejrzę rękę i zobaczę co da się zrobić – powiedziała zsuwając skrobiące karczek paznokcie.
Niezależnie czy jej posłucha czy też nie, na pytanie duch odpowie. Jeśli się posłuchała to zdjęła pozostałą resztę góry ubrań i zaczęła oglądać jej gładkie plecki oraz bark uszkodzonej ręki. Przejechała wzdłuż kręgosłupa swymi chłodnymi palcami żeby wywołać w niej dreszcze i ździebko przyjemności, a dalej zaczęła macać ten bark. Sprawdzając w jakich miejscach tamta odczuwa dyskomfort. Najpewniej mogło to być po prostu naderwane ścięgno albo mięsień dlatego korzystając z wiedzy jaką zapewniała sztuka masażu postanowiła takowy jej sprezentować. Najpierw jednak musiała wymacać całą rękę i sprawdzić co boli. Dopiero potem przyszła pora na trochę przyjemniejszego masażu nadwyrężonych mięśni. Z rączki przeszła dalej na bark, a potem na plecy. Vengeful wiedziała gdzie naciskać oraz jakie ruchy wykonywać by było przyjemnie. Wodziła swoimi zimnymi dłońmi po ciałku Astaroth, jednak stopniowo ogrzewały się one od jej ciała oraz temperatury otoczenia.
- Czcili mnie za życia, a teraz czczą mnie po śmierci. Nic poza tym mnie z nimi nie łączy. Spełniam zachcianki każdego kto dostatecznie silnie pragnie zemsty – odpowiedziała Vengeful. Jeśli mogła ją masować to teraz przysunęła usta do uszka wiedźmy i spytała kuszącym głosem – Chcesz więcej? – jedynie otarła swe usta o jej kark. Oczywiście chodziło tu o pieszczoty, które Spirit jej serwowała właśnie teraz. Jeśli się zgodziła to przekręciła Astaroth przodem do siebie i tym razem usiadła lekko na jej podbrzuszu. Rozpoczęła masaż jej kuszących ducha piersi, a potem szyi oraz ramion.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Pią Lut 24, 2017 2:22 pm

Była wiedźmą. Osobą, której lękała się większość ludzi, którym przyznała się do swojego pochodzenia. Doprawdy, nigdy tego nie rozumiała, skoro nie krzywdziła tych, którzy sami nie chcieli jej skrzywdzić. Do tego widziała Koszmary, istoty momentami tak szpetne i straszne, że nie mogła przez nie zmróżyć oka i które mogły jednym ruchem zakończyć życie nawet najbardziej hardych osobników. Na dodatek wierzyła w magię, siły i istoty nadprzyrodzone inne niż czarownice i Koszmary, w pogańskich bożków i potężne boginie. Również w duchy. Oto jeden z czynników, dzięki którym nie uciekła na sam widok Vengeful ani nie próbowała się jej sprzeciwiać. Wierzyła, że istoty jak one istnieją i właśnie miała żywy dowód swojej wiary. Z tą różnicą, że mógł różnić się nieco od tego, co ona sobie na jego temat wyobrażała i co myśleli o tym inni poganie i cyganie. Przede wszystkim wiedziała, iż nie powinna się stawiać, bo pakt był już zawarty. Poniekąd należała do ducha i nie było od tego ucieczki, mogła jedynie pogodzić się z losem i próbować jakoś przechylić to na swoją korzyść, co zdawało się nie być złym ani trudnym do zrealizowania pomysłem.
Spojrzała w oczy Mściwej, poniekąd do tego zmuszona. Jej oczy z jednej strony przerażały specyficzną barwą, przypominającą kolor krwi ludzi, których krew przelała, ale z drugiej strony było w nich coś kojącego i pociągającego zarazem. Coś, co skłaniało Astaroth do zaufania jej. A może chodziło zwyczajnie o kuszącą bliskość, na jaką pokusiła się zjawa. Początkowo wiedźma odchyliła głowę do tyłu, jakby próbowała strącić dłoń ze swojego karku, ale po chwili rozluźniła się nieco, zauważywszy, że kobieta wcale nie miała złych zamiarów. Przez ścianę bólu, zmęczenia i niepewności zaczęło się przebijać porządanie, a ognista nie była w stanie stwierdzić, czy to uczucie jej się podobało czy nie. Niby powinna się cieszyć, że po takim stresie przyjdzie czas na rozluźnienie, jednak nie była pewna, czy miała na nie ochotę. Naprawdę musiała być srogo sponiewierana psychicznie i fizycznie, skoro w ogóle rozważyła opcję przeciw!
Z pomocą Vengeful kolejne elementy górnej części garderoby lądowały gdzieś z boku, aż Astaroth siedziała przed nią naga od pasa w górę, posiniaczona w każdym możliwym miejscu i absolutnie nieskrępowana. Zaraz po tym grzecznie położyła się na brzuchu, sprawną rękę wsuwając sobie pod głowę dla zapewnienia sobie większej wygody. Spod półprzymkniętych powiek bacznie obserwowała poczynania ducha, bardziej z ciekawości niż z powodu nieufności. Jej skóra szybko pokryła się gęsią skórką, gdy tylko palce Mściwej się z nią zetknęły. Było jej okrutnie przyjemnie, dopóki zjawa nie dotarła do barku - sinego od popękanych naczynek i lekko spuchniętego, co prawdopodobnie oznaczało naderwanie ścięgna. Mruknęła coś, okropnie niezadowolona, i wtuliła twarz w poduszkę, jednocześnie zaciskając palce lewej ręki w pięść. Chciała mieć to za sobą, więc nie wyrywała się, pozwalając czynić ze sobą to, co było potrzebne. Niestety, na barku się nie skończyło i gdy kobieta doszła do nadgarstka, Astaroth zawyła w poduszkę, przeklinając wszystkich bogów, szatana, złodziei, kurtyzany, pijaków, szaleńców... Wszystkich obsmarowała po równo za prawdopodobnie zwichnięty nadgarstek, ponieważ było widać jego lekkie zniekształcenie i opuchliznę, a do tego bolał jak diabli. Zapewne wystarczyło nastawić i odpowiednio usztywnić, co na chwilę obecną wydawało się jej bólem nie do przyjęcia.
Na całe szczęście ten szybko minął, kiedy Venge zaczęła bardziej relaksacyjną część masażu, dając odpocząć sobie i wiedźmie od bólu. Ta zdawała się całkowicie wyluzować, pomrukując cicho niczym kot. Milczała przez dłuższy czas, zbierając myśli dotyczące tego, co właśnie powiedziała jej Mścicielka. Oto była masowana przez bóstwo czczone przez grupkę szaleńców. Czy to dawało jej jakieś przywileje? A co najważniejsze...
- Oni cię czczą, a ty uważasz, że nic cię z nimi nie łączy i przychodzisz do nich tylko, jak bardzo cię potrzebują? Czy tak wygląda praca każdego bóstwa? - szepnęła. To trochę psuło jej światopogląd na temat bożków, którzy są z ludźmi zawsze i ich obserwują. Odpowiadają za udane zbiory, ratują w razie potrzeby, nadają niektórym sens życia. To, o czym mówiła Venge, brzmiało raczej jak opis katolickiego Boga, który na co dzień w ogóle zdawał się nie towarzyszyć swoim wiernym, ale pojawiał się od czasu do czasu, żeby przypadkiem o nim nie zapomnieli. Dlaczego Mściwa nie wspierała swoich chowających się po katakumbach wiernych, tylko ganiała za niezwiązaną z tym wiedźmą i robiła jej cholerny masaż?
Ponownie zapadła cisza. Astaroth jeszcze próbowała przetrawić to, co usłyszała. Mogło zdawać się, że rozważa za i przeciw tej propozycji, jak to robiła wcześniej, ale i w tym przypadku musiała zaskoczyć swoją kontrahentkę, bo po chwili faktycznie obróciła się, nawet bez pomocy ducha. Przyglądała jej się uważnie, początkowo twarzy, a później również całokształtowi. Delikatnie pogłaskała jej policzek, a później powoli zjeżdżała łapką coraz niżej, po obojczykach, piersiach, brzuchu. Nie tak wyobrażała sobie ducha, nigdy jako piękną kobietę z tak delikatną i gładką skórą. Całość mógł psuć fakt, że była błękitna, ale to wcale nie ujmowało jej urody. Astaroth pragnęła nade wszystko dotknąć płomienia buszującego na jej głowie, więc przyciągnęła kobietę do siebie i wplotła palce w jej włosy, ostrożnie muskając to, co wyglądało na ogień, ale zdecydowanie nie mogło nim być. Ogień parzył, a ten płomień był równie zimny co reszta ciała Venge. Ponadto wiedźma nie miała nad nim żadnej kontroli. Oczarowana tym zjawiskiem, prawie całkiem zapomniała o tym, że Mściwa dalej siedziała na jej podbrzuszu i zajmowała się jej ciałem. A jednak spowodowało to, że ognista całkiem się rozluźniła, a na dodatek w jednym momencie przyciągnęła ją do siebie na tyle, żeby móc szepnąć na jej uszko:
- Zdejmij zbroję - uśmiechnęła się szeroko. Chciała ją zobaczyć w pełni okazałości, nawet jeśli nie miało to poskutkować niczym więcej. Była piekielnie ciekawa tego, co mogło kryć się pod kawałkami skóry i metalu i czy było tak samo fascynujące jak to, czego nie zakrywały.
A tak naprawdę pewnie chciała zobaczyć cycki.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Pią Lut 24, 2017 6:31 pm

Ciało kobiety było jak najdoskonalsze dzieło sztuki, które zależnie od czynników zewnętrznych odpowiednio brzydło lub stawało się piękniejsze. Niektóre antyki w swej ułomności miały wyjątkowość. Przykładowo Wenus, której urąbano obie ręce. Mimo tak znaczącego braku nadal przedstawiała obraz piękna z tamtych czasów. Rzeźba zresztą miała się nie najgorzej gdyż najpewniej obecnie była w jakiejś galerii albo muzeum. Astaroth również posiadała ciało porównywalne z pięknem tej greckiej bogini jednak teraz nie miała oderwanych rąk, a siniaki na większej powierzchni ciała. Vengeful znała się na torturach i wiedziała mniej więcej od czego jakie ślady powstają. Wiedziała również jak bić tak by nie pozostały ślady, a co za tym idzie również posiadała wiedzę jak zaradzić w niektórych wypadkach. W końcu ten sam lekarz, który leczy wie również jak kogoś otruć więc czemu kat miałby nie wiedzieć jak przywrócić kogoś do normalności?
Czuła jak dziewczę jest spięte i to nie tylko przez jej odruchy. Podczas masażu mogła wyczuć spięte mięśnie, którym poświęcała odpowiednio dużo czułości by je rozluźnić. Vengeful z pieczołowitą dbałością zajmowała się każdym centymetrem ciała swojej kontrahentki. Było to trochę jak dbanie o swoją własność. Swoją inwestycję, której nie mogła zaniedbać. Gładziła delikatnie jej zbolałe mięśnie, a gdy zauważyła że dotyk samego barku oraz nadgarstka sprawia dyskomfort to zaprzestała dalszych operacji tam. Trzeba będzie obłożyć to chłodem i pozwolić samoistnie się zaleczyć, aczkolwiek nadgarstek będzie musiała usztywnić wraz z barkiem. Może to być bardzo nieprzyjemne dla Astaroth dlatego na początku postanowiła zaserwować jej odrobinę przyjemności, by dziewczę nie wspominało Mściwego Ducha jako tego kata. W żadnym wypadku nie liczyła teraz na żaden stosunek. Jaka byłaby z tego przyjemność, skoro druga osoba jest połamana i obita z każdej możliwej strony? Pogładziła jej łepetynkę, w geście że dzielnie zniosła wstępne badanie.
Pomruki przyjemności jak i samą przyjemność Spirit również odbierała. Było to jak słodki deser serwowany zaraz po głównym posiłku. Coś co rozleniwiało do reszty biesiadujących, którym już po obfitym daniu nie chciało się odejść od stołu. W wypadku błękitnoskórej zjawy działało to jeszcze w pewien sposób stymulująca. Następowała reakcja zwrotna, więc można powiedzieć że im większe pożądanie odczuwała As, tym bardziej napalona była Vengeful.
- Nie jestem bóstwem. Sami mnie okrzyknęli tym mianem. Za życia byłam próżna i to mnie zgubiło. Pragnęłam wielbienia i przez to moja czujność osłabła na tyle, by skrytobójca pozbawił mnie głowy – odpowiedziała masując odcinek lędźwiowy kręgosłupa As. Od czasu do czasu drapiąc leniwą kocicę, którą miała pod sobą, by jeszcze troszkę podsycić ten płomyczek namiętności tlący się w jej wnętrzu.
Widziała również podczas masażu pozostałe blizny Astaroth, ale zjawa domyślała się na podstawie dzisiejszego wydarzenia skąd mogły się wziąć. Nic dziwnego, że wpadała w tarapaty sądząc po tym jak zuchwale sobie poczyna ze swoją właścicielką. Jednak mimo wszystko posłusznie wykonała jej polecenie. Być może ze względu na to, że było jej przyjemnie, bo nie odczuła tego subtelnego smaku strachu. Za to Vengeful dała się przyciągnąć bliżej, zresztą sama musiała się podczas masażu troszkę pochylić więc to nie był tak duży ruch. Pozwoliła jej się czymś zająć, by nieco zrekompensować fakt tego co niebawem może nastąpić. Mściwy Duch dopiero potem uniosła nieco wzrok by spojrzeć wiedźmie w oczy. Nie przerywała masażu, a we wzroku czaiła się psotna iskierka, a szelmowski uśmiech jedynie to podkreślał. Włosy Vengeful były zadbane i czyste. Nie pociła się tak naprawdę, więc jedyne co mogłoby je zabrudzić to czynniki zewnętrzne. Za to odczuwała, że ktoś bawił się jej płomieniem. Poniekąd była to integralna część jej ciała i czuła go mniej więcej w ten sam sposób, w który ktoś czuje ruch własnych włosów.
- Jeśli tego pragniesz – powiedziała i wyprostowała się. Pancerz również był integralną częścią ducha. Nie był czymś co odkładało się na bok. Wystarczyła chwila skupienia, a strój wyparował w czarnej mgle, odsłaniając błękitne piersi Mściwego Ducha z nieco ciemniejszymi, granatowymi sutkami. Odkryła przed wiedźmą swą miseczkę B oraz ładnie wyrobiony brzuch. Po chwili zniknęła reszta ubrań, które miała na sobie, odsłaniając przy tym gładkie nogi oraz wygolone łono. Z grubsza fizycznie poza błękitnością skóry nie różniła się tak bardzo od pozostałych kobiet. Wszystko było na miejscu, a Vengeful miała sylwetkę atletki. Wysportowanej kobiety, która równie dobrze mogła być amazonką z legend. Mściwy Duch siedziała teraz obnażona, w pełnej nagości nad Astaroth, która praktycznie miała wszystko na wyciągnięcie ręki. Jednak zanim przejdą do przyjemności, Duch położyła palec wskazujący na ustach dziewczyny.
- Teraz nastawię Ci nadgarstek i usztywnię bark. Jeśli dzielnie to przetrwasz to możemy w nocy zrobić – przybliżyła usta do jej uszka i szepnęła ponętnym głosem – co tylko zechcesz – po czym ugryzła delikatnie jej szyję i odsunęła się. Rozejrzała się po namiocie i czarna mgła przyniosła Vengeful kilka szmat oraz kawałek deski. Powędrowały one tuż obok rączki Astaroth i ułożyły się w gotową formę.
- Na trzy? – zapytała wiedźmy. Oczywiście jej ranna ręka również pokryła się czarną mgłą na wysokości nadgarstka, a Mściwy Duch wręczyła jej kawałek deseczki by włożyła do ust. W ramach znieczulenia miała przed sobą również dwie kuszące piersi ducha, które dyndały tuż przed jej oczkami. Oczywiście nadal na niej siedziała, ale wolną dłoń splotła ze zdrową ręką As, zaś drugą głaskała ją uspokajająco po tym dwukolorowym łebku. Nienajgorsza oferta.
Jeśli się zgodziła to Duch odliczała i kiedy doszła do dwóch od razu telekinezą przekręciła nadgarstek na właściwą pozycję. Usztywniła go deseczką oraz owinęła materiałem. Drugą splecioną ręką oraz swoją masą przytrzymała ją przygwożdżoną do łóżka. Dalej ją głaskała uspokajająco po głowie, a następnie założyła po prostu opatrunek usztywniający na bark. Wypuściła ją z uścisku po skończeniu i głaskała po głowie oraz policzkach szepcząc „dzielna dziewczynka”. Po chwili po prostu wtulając jej głowę w swoją pierś gładziła ją po włosach. Bawiła się nimi oraz zaplatała na swoje szpony. Astaroth w sumie mogła nawet wyczuć, że Spirit nie biło serce ani ciało nie wydawało żadnych dźwięków.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Lut 25, 2017 7:16 pm

Aż jej się głupio zrobiło po tym, co usłyszała od Vengeful. Nie dość, że uratowała As przed śmiercią i jeszcze fundowała jej masaż, to ta odwdzięczała się głupimi pytaniami. Nie wiedziała jeszcze, czy mogło to ducha obrazić, ale nie chciała przekonywać się o tym na własnej skórze. Widziała już przykład gniewu zjawy i nie chciałaby, żeby ten był skierowany w jej stronę z tak błahego powodu.
- Wybacz - tak postanowiła zakończyć rozmowę o bóstwach i o śmierci ludzkiej postaci Mściwej. Z jednej strony był to dość smutny i makabryczny temat, na pewno nie należący do najprzyjemniejszych dla samego ducha, jednak fascynował on samą Astaroth. Ciekawe, jak to w ogóle możliwe, że zjawa pamiętała szczegóły sprzed swojego morderstwa i swoje ostatnie chwile. Zapewne mało kto chciałby widzieć swoje martwe ciało i pamiętać ból związany ze śmiercią, lecz As postrzegała to jako niesamowite! Nie żeby chciała spróbować na własnej skórze, oby nigdy do tego nie doszło, chociaż niczego nie mogła być pewna, mając na karku Vengeful.
Od tego czasu będzie grzeczna. Oczywiście, dopiero jak już zapozna się dokładnie z włosami i ciałem Mściwej, ale to chyba nie było nic złego. Nie w jej mniemaniu. Błękitna też nie wyglądała na bardzo zasmuconą tym faktem, nie kiedy patrzyła na As i uśmiechała się do niej w ten sposób. Powodowało to subtelne dreszcze u wiedźmy, która w ogóle nie myślała, że pod tym grymasem mogły kryć się jakieś niecne plany względem jej osoby. W tej kwestii myślała zabójczo prostolinijnie, trochę jak facet. Podgrzało to odrobinę atmosferę jeszcze przed tym, jak Mściwa postanowiła pozbyć się swojej zbroi w dość osobliwy sposób. Dobra, ognista w ogóle się tego nie spodziewała, ale musiała przyznać, że ten sposób był niezwykle praktyczny i wiele ułatwiał. Gdyby tylko umiała sprawiać, że ubrania każdej kobiety znikałyby w taki sposób! Wiedźma przejechała koniuszkiem języka po wargach, spragnionych kontaktu z odkrytym przed nią ciałem młodej bogini. Żadnych więcej dodatków w postaci rogów, łusek czy innych nietypowych struktur. Astaroth uniosła się nieco i powędrowała łapką po udzie Mścicielki, następnie przenosząc ją na piersi kobiety, idealne i jędrne. Dopiero kiedy poczuła dotyk na swoich ustach, spojrzała zjawie w oczy i cofnęła rękę. Czyżby zrobiła coś złego?
Och... To tylko niezwykle kusząca propozycja zrobienia jej krzywdy zaraz po tym, jak już wzbudziła w niej pożądanie. Wspaniale. Zmarszczyła brwi i z nieco obrażoną miną obróciła głowę w bok, jakby nie chciała tego słuchać. Wyjątkowo podłe zagranie ze strony ducha, lecz As zdawała sobie sprawę z tego, że zabieg był niezbędny, jeśli chciała jeszcze kiedykolwiek ruszyć tą ręką bez problemów. Dlatego skinęła głową na propozycję Ven, odwracając wzrok od składanej ręki.
- Daruj sobie, przeżyję i bez tego - mruknęła, gdy ta zaproponowała jej kawałek deski. Nie była aż takim mięczakiem! Zresztą, połamałaby sobie na tym zęby, jeśli ból faktycznie miał być taki nieznośny. Przymknęła ślepia i zacisnęła łapkę na dłoni Vengeful, chcąc mieć to wszystko już za sobą. Spróbowała wyłączyć się, jakoś zrelaksować, żeby nie myśleć o tym, co miało nadejść i...
OMÓJBOŻEZARAZUMRĘRATUJCIEMNIEONAURYWAMIRĘKĘ!
Zamiast tego słowotoku z jej ust wyrwało się tylko krótkie, acz głośne i siarczyste "kurwa mać!" oraz niemalże podskoczyła na łóżku, jednak ciężar Mściwej skutecznie ją do niego przygwoździł. Zaraz po tym było po wszystkim, chociaż ból nadal promieniował wzdłuż całej ręki, a serce dziewczyny biło jak szalone, jakby chciało wyskoczyć jej z piersi i rąbnąć Ven. Kiedy ból trochę zelżał, a zjawa kończyła usztywnianie nadgarstka i barku, Astaroth odchyliła głowę do tyłu i westchnęła głęboko.
- Nigdy. Kurwa. Więcej - sapnęła przynajmniej tak, jakby właśnie była po kilkunastu godzinach porodu i usiadła. Spojrzała na prowizoryczny opatrunek. Świetnie. Może się pożegnać z występami na najbliższy czas, chyba, że znajdzie jakiś sposób, żeby zakryć to cholerstwo. Do tego dochodziła kwestia znamienia. Będzie zmuszona do noszenia rękawiczek... A wszystko po to, żeby ukraść jeden zegarek, który i tak został jej później odebrany.
Wtuliła się w pierś Mścicielki, ale wcale nie po to, żeby zacząć ją w jakikolwiek sposób pieścić. Potrzebowała po prostu odrobiny bliskości, ukojenia płynącego z niej, możliwości słuchania bicia cudzego serca. O ile tej ostatniej rzeczy nie dostała od swojej poniekąd martwej towarzyszki, tak całą resztę odnalazła w tych atletycznych ramionach, podczas gdy kobieta gładziła ją po głowie i szeptała pocieszające słówka. W tej chwili poczuła się, jakby wtulała się w swoją matkę, chociaż tamta nie była aż taka chłodna, zanim umarła. Rzecz w tym, iż Astaroth poniekąd znalazła w niej wsparcie, nawet jeśli miała je przepłacić w okrutny sposób i było całkowicie interesowne. Oto znalazła kogoś, kto w zamian za jej duszę był w stanie towarzyszyć jej i zajmować się nią, kiedy samej ciężko było jej to zrobić. Cóż za ironia. Żeby poczuć, że ktoś o nią dba, musiała związać się z duchem. Dawno nie odczuwała takiego bezsensu istnienia. Pewnie powinna zabić czymś to uczucie, najlepiej wielogodzinnym i wyczerpującym stosunkiem, ale naprawdę nie miała na to ochoty.
- Wiesz, czego teraz chcę? - spytała, odsunąwszy się nieco od Mściwej i spojrzawszy jej głęboko w oczy. - Obawiam się, że odpoczynku. Jeśli byłabyś taka miła... - mruknęła i delikatnie popchnęła ją na łóżko, poniekąd zmuszając ją do położenia się. Bez względu na to, czy ta jej uległa czy nie, Astaroth wtuliła się w nią i przez moment wyraźnie się nad czymś zastanawiała.
- Czy możesz zawierać pakt z innymi ludźmi, kiedy zawarłaś pakt ze mną? - naprawdę ciężko stwierdzić, skąd wzięło się to pytanie i dlaczego zadała je teraz, mając twarz pomiędzy piersiami zjawy. Tego pewnie nie dowiemy się nigdy, bowiem sama As prawdopodobnie nie znała odpowiedzi. Oczekiwała jednak, że Ven jej to wyjaśni, podczas gdy wpatrywała się w nią z zaciekawieniem i sprawną łapką delikatnie gładziła jej ciało, albowiem takiej przyjemności nie mogła sobie odmówić nawet wtedy, gdy nie liczyła na nic więcej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Lut 25, 2017 8:01 pm

Vengeful Spirit nie odczuwała specjalnego dyskomfortu gdy mówiła o swojej przeszłości. Co było to minęło i obecnie nie miało najmniejszego znaczenia. Nawet jeśli opowiedziałaby dziewczynie cały swój życiorys od początku do momentu śmierci, ta nie mogłaby w żaden sposób z tego skorzystać by urazić Ducha. Pogodziła się już dawno z tym czym była obecnie, aczkolwiek czasami odczuwała nutę nostalgii spowodowaną pobytem w miejscach przypominających jej o dawnym życiu. Nie mówiła również, że obecne życie jest złe. Doceniała drugą szansę jaką otrzymała i postanowiła ukierunkować resztę swego istnienia ku zemście. Poniekąd sprawa była szlachetna, gdyż była obrońcą tych, którzy nie mogli odegrać się na swoich wrogach. Nie każdy rycerz musi być odziany w białą zbroję oraz jeździć na białym koniu. Vengeful była tym mrocznym rycerzem, o którym społeczeństwo chciałoby zapomnieć jednak właśnie ten czarny krzyżowiec mógł rozwiązać problemy, które przez moralność wydawały się nierozwiązywalne.
Nie obruszyła się, ani nie wykazywała najmniejszego niezadowolenia z pytania As. Wyjaśni jej to później jeśli przyjdzie okazja, a dziewczyna nie uśnie przez ten czas w jej ramionach. Venge nawet specjalnie nic nie czuła kiedy jej głowa była oddzielana od szyi więc nie można powiedzieć, że specjalnie długo cierpiała.
Zjawa mruknęła zadowolona, niczym pieszczona kocica kiedy poczuła dotyk Astaroth na swoim udzie, a potem na piersi. Sutki może nie reagowały na spadek temperatury, ale na dotyk i przyjemność już tak. Błękitnoskóra poruszyła kusząco biodrami dając kontrahentce do zrozumienia, że jest jej przyjemnie. Wyglądała na zadowoloną w każdym razie.
Zjawa tylko wzruszyła ramionami gdy As odrzuciła deseczkę. Cóż istniała szansa, że sobie przygryzie język podczas tej próby pokazania swej hardości Duchowi. Nie potępiała tego, a co więcej taką dziecinność Spirit nawet uznawała za interesującą. Docisnęła ją mocniej gdy wyrywała się i dopiero potem gdy się uspokoiła puściła.
- Nie daj zatem zrobić sobie krzywdy – skomentowała Mścicielka, w której pierś wtulała się właśnie wiedźma. Zemsta ma wiele twarzy, zaś być może oparcie jest tylko przygotowaniem na to co ma nadejść. Spirit by być stabilną mentalnie i nie oszaleć potrzebowała obecności kontrahentów. Ich dotyku oraz rozmów. W innym wypadku nie odróżniałaby zemsty od czystej niczym niepokierowanej furii.
Jedynie mruknęła pytająco kiedy wiedźma do niej się odezwała. Pokiwała głową i zaplotła kosmyk jej włosków za ucho. Patrząc głęboko w oczęta, a następnie rzekła – Jak sobie życzysz… moja droga – dała się kontrahentce położyć i wtuliła ją w swój biust. Zerknęła tylko w stronę jej dolnych partii, które owinęła czarna mgła. Pociągnęła lekko spodnie oraz obuwie, by ściągnąć całą resztę ubrań z As w miarę komfortowo. Następnie została na nie zarzucona kołdra, a Vengeful mogła kontaktem wzrokowym wrócić do swojej kontrahentki, której włoski stały się nową zabawką Ducha. Objęła ją w talii, a kciuk drugiej dłoni ułożyła na jej policzku delikatnie go gładząc. Spojrzała jej głęboko w oczy i bez cienia najmniejszego kłamstwa odpowiedziała – Mogę, jednak Ty jesteś wyjątkowa. Lubię Twój buntowniczy charakter oraz kipienie emocjami – powiedziała składając na jej nosie drobnego całusa, którym przekazała część tego pożądania pochodzącego od mieszanki emocji Mściwego Ducha i Astaroth. Przeczesała ponownie dwukolorowe włoski dziewczyny zanim dorzuciła jeszcze drugą kwestię.
- Nie musisz przepraszać. Pogodziłam się ze swoją przeszłością i nie jest ona łańcuchami, które mnie trzymają – rzekła spokojnym głosem i objęła lewą nogą ciałko As w dolnych partiach, czyniąc je jeszcze bliższymi. Dziewczyna mogła nawet poczuć, że Vengeful Spirit nawet oddech ma dosyć chłodny, a mimo to potrafiła ze swojego gardła wydobywać naprawdę przyjemne dla ucha dźwięki.
- Może połączy nas coś więcej niż pakt – powiedziała przeciągając się i drapiąc Astaroth po karku. Mogła to zinterpretować jak chciała, bo Vengeful nie miała w tym momencie na myśli nic konkretnego. Zapomniała już zresztą przez te wszystkie lata jak okazuje się komuś własne uczucia. Była zbitkiem emocji osób, z którymi przebywała. To dawało jej siłę do dalszego istnienia - Nie przejmuj się tym co powiedziałam. Najpierw wypocznij oraz odzyskaj siły. Ja się Tobą zaopiekuję - dodała po chwili, cały czas drapiąc dziewczę po karku. Vengeful nie potrzebowała snu, dzięki czemu mogła czuwać przez całą noc nad wtuloną w siebie kontrahentką. Miała swoje własne przemyślenia na jej temat. Czuła tą potrzebę bliskości, którą emanowała tamta i przez to ta sama emocja zapętlała się wewnątrz Mściwego Ducha. Dokładnie przez to jedno odczucie, Spirit również pragnęła być w jej pobliżu oraz czuć jej bliskość. Nawet ciepłota ciała, której od bardzo dawna nie czuła była czymś wyjątkowym i atrakcyjnym. Nie mogła jednak od razu dzielić się z As tymi spostrzeżeniami. Po jej bunciucznym charakterze szło wywnioskować, że wiedźma zaprzeczy lub się zdenerwuje. Nie chciała pokazywać słabości, jednak z drugiej strony pragnęła by ktoś ją wsparł. Być może Vengeful właśnie postanowiła takie wsparcie dodać jako swoisty bonus do paktu.
- Śpij dobrze, mój skarbie. Ja się Tobą zajmę - powiedziała Vengeful Spirit głaszcząc kolorową łepetynkę As tak długo, aż tamta ułoży się do snu i w końcu zaśnie. Zjawa nawet pokusiła się, by obdarować ją całusem w główkę. Niczym matka, która właśnie kładła swoje dziecko spać. Jeśli As zapragnęła bardziej odważnego całusa to Venge nawet go odwzajemniła, po czym uważając na zranioną rękę, szczelniej otuliła ją swoimi ramionami oraz kołdrą. Swymi czerwonymi ślepiami obserwowała swoją kontrahentkę, która teraz była jej własnością. Obiecała jej, że się nią zajmie i słowa planuje dotrzymać. W końcu zemsta nigdy nie kłamie. Przez cały ten czas kiedy były blisko siebie, Venge mogła się zapoznać z wieloma elementami, które składały się na postać Astaroth. Gładkością jej skóry, zapachem oraz ciepłotą ciała, a nawet miękkością w pewnych miejscach. Mogła do woli dotykać i czerpać z tego dobrodziejstwa, a mało tego nawet emocje, które dziewczę wydzielało były całkiem smaczne. Nawet jeśli w większości zawierały pikantność pożądania. Nawet jeśli Duch nie miała bijącego serca to nie oznaczało, że traktowała wszystkich kontrahentów jak robactwo. Traktowała ich różnie w zależności od tego jakie oni mieli podejście. Co wyniknie z tej znajomości? Czas pokaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Wto Lut 28, 2017 6:47 pm

"Nie daj zatem zrobić sobie krzywdy"
Łatwo było powiedzieć komuś, kto sam dał sobie zrobić krzywdę, więc teraz nie musiał się martwić o takie rzeczy. Dla Astaroth to była rzecz dużo bardziej skomplikowana i złożona. Ona nawet nie chciała robić sobie krzywdy! Zawsze to tak jakoś wychodziło, że zakręciła się w złym miejscu, przypadkiem zrobiła coś nie tak i już ściągała na siebie problemy. Od zwykłej kłótni po otarcie się ze śmiercią, do wyboru, do koloru. Nigdy nie myślała, że robi coś złego i może rozdrażnić innego człowieka, póki nie była bliska owej krzywdy. To nie był pierwszy ani ostatni raz, kiedy przesadziła i musiała ponieść tego konsekwencje. Vengeful Spirit będzie miała ręce pełne roboty, jeśli chciała, żeby jej kontrahentka była cała i zdrowa, nieskalana tym nieprzyjemnym uczuciem bólu, które drażniło je obie. Astaroth i tak zawsze będzie udawać, że nic się nie dzieje, dopóki nie zacznie się robić gorąco, tak jak to było tej nocy. Bo czym innym jest honorowe obicie sobie mordy i spokój, a czym innym sytuacja z tego wieczora.
Mściwa zaskakiwała wiedźmę na każdym kroku swoją tolerancją i spokojem. Niezwykłe, że była w stanie wytrzymać z dziewczyną, której większość miała dość, a dodatkowo ulegać jej prośbom. Nie tak wyobrażała sobie duchy. Bardziej jako byty niezależne, które dzięki paktowi zyskują władzę nad człowiekiem i mogą z nim robić co chcą. Pomiatać nimi, ubliżać, w ewentualności pomagać, żeby później dalej je dręczyć, aż do śmierci. Tutaj sytuacja była odwrotna, a As mogła poczuć się bezpieczna w towarzystwie Ven. Kiedy już ułożyła się wygodnie, jej łapka od razu zawędrowała na jedną z piersi zjawy. Okej, to już była prawie pełnia szczęścia. Resztę dopełniła Vengeful, ściągając z wiedźmy resztę ubrań. Czarownica przez dłuższy czas przyglądała się temu magicznemu procesowi i jeszcze bardziej zapragnęła posiadać tę umiejętność. Jakże ułatwiłaby jej życie!
- Nie możesz tego stwierdzić, skoro ledwie mnie znasz - skwitowała krótko, wtulając jednak twarz w dłoń zjawy. A może nie miała racji? Przez ten krótki czas Mściwa mogła bowiem dostrzec cały kalejdoskop emocji Astaroth, od śmiertelnego przerażenia po pożądanie, z pominięciem zaledwie paru z nich. Tylko czy po tych paru uczuciach w momencie silnego stresu można było określić to, jaka wiedźma była na co dzień. Cóż... Zapewne tak. Może zazwyczaj nie była tak potulna jak w tej chwili, było w niej jeszcze więcej beztroski i skrajnych emocji takich jak gwałtowny przypływ radości lub nawet ekstazy, które pod wpływem chwili mogły przechylić się w drugą stronę, powodując niepohamowany gniew.
Kiwnęła głową, przyjmując do wiadomości to, że nie musiała obchodzić się z Vengeful jak z jajkiem, chociaż póki co i tak zdecydowała, iż zachowa dystans. Przynajmniej do czasu, aż lepiej pozna swoją nową towarzyszkę i wszystkie hamulce pójdą precz. Zresztą, podobało jej się nastawienie ducha, podziwiała je. Ona sama wolała odciąć się od niewygodnej przeszłości i raczej o niej nie mówić. Po co, skoro teraz działy się znacznie lepsze rzeczy? Zdarzyło jej się rzucić jakąś anegdotką z przeszłości, ale chyba nikomu nie opowiedziała o tym, co działo się w jej dzieciństwie. Może dlatego nie chciała robić tego samego z Ven. Nie rób drugiemu co tobie niemiłe, czy coś.
- Zawsze chciałam wziąć ślub z duchem - zaśmiała się pod nosem, chociaż absolutnie nie podważała słów Mściwej. To nie musiała być zwykła relacja polegająca na wypełnianiu zachcianek As i czerpaniu korzyści z jej uczuć oraz z tego, co miało się wydarzyć po jej śmierci. Głównie dlatego, że wbrew pozorom wiedźma całkiem szybko się przywiązywała, zwłaszcza do tych, z którymi miała spędzić więcej czasu, niż tylko jedną noc. Jak dziecko. Tylko, że na pewno będzie pamiętać o tym, kto tu właściwie rządzi i kto miał ostatnie słowo. To prawdopodobnie uniemożliwi nawiązanie bardzo głębokiej relacji, ale kto wie? Wszystko było możliwe z tą ognistą łajzą.
 Zasnęła szybciej, niż można było przewidzieć. Zmęczona po emocjonującym wieczorze, usnęła wtulona w nagie ciało Mściwej, uśmiechając się lekko. Przyszła ofiara przytulona do swojego przyszłego oprawcy. To musiał być wyjątkowy przypadek syndromu sztokholmskiego, lecz któż oparłby się kobiecie tak dbającej o niego i do tego ubraną w strój pierwszych rodziców? Wiedźmie nie przeszkadzały nawet łapki badające jej ciało, które paradoksalnie sprawiły, że sen zmógł ją tak szybko.

Nie wiedziała, ile spała, lecz kiedy ponownie otworzyła oczy, znajdowała się w dokładnie takiej samej pozycji jak w momencie zaśnięcia, obejmowana przez Vengeful, która nie zdawała się spać, lecz jedynie czuwać i czekać, aż Astaroth wstanie. Mogłaby przysiąc, że minęło zaledwie parę minut, jednak nieśmiały świergot ptaków za oknem i niezbyt głośne rozmowy dochodzące zza namiotu mówiły jasno, iż nastał kolejny, piękny (lub nie) dzień. Przeciągnęła się ostrożnie, wydając przy tym leniwy pomruk i spojrzała na ducha. Korzystając z tego, że miała przymknięte powieki, zbliżyła się do niej powoli jak kot polujący na polną myszkę, aż jej twarz znalazła się przy buźce zjawy. Nie miała odwagi, żeby ją pocałować, ale żeby przejechać noskiem i wargami po jej policzku i złożyć na nim delikatnego całusa już owszem.
- Dzień dobry - wymruczała niezwykle ponętnie, po czym wyślizgnęła się z objęć Mściwej i zeszła z łóżka, rozglądając się za swoimi rzeczami. Przyjemność przyjemnością, ale nie mogła przeleżeć całego dnia. Tym bardziej, że burczało jej w brzuchu, jakby nie jadła od tygodnia.
Jednak kiedy schyliła się po swoją koszulę i wyciągnęła po nią rękę, zapomniała o jednej ważnej rzeczy. Cała prawa ręka nie bez powodu była unieruchomiona. Każdy, nawet najmniejszy ruch, powodował ból nie do zniesienia. Jęknęła boleśnie i złapała za nadgarstek, a następnie za bark, jeszcze zastanawiając się, która część jej ciała bolała bardziej. Spróbowała drugi raz, tym razem wykonując operację ręką lewą, więc obyło się bez problemów. Spojrzała na koszulę, później na opatrunek. To będzie długi bój.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Wto Lut 28, 2017 8:18 pm

Taka już dola Mściwego Ducha, że trafia na różne skrzywdzone przez los istotki. Nawet takie, które same sobie czasami gotują krzywdę czego przykładem była Astaroth. Z drugiej jednak strony nie musiał to być jej własny wybór. Sytuacja ją najpewniej do tego zmusiła oraz wrodzony, buńczuczny charakterek, który był jedną z jej najciekawszych cech. Dziewczyna była dla Ducha jak szwedzki stół zastawiony pełną gamą emocji. Od smutku, po radość oraz wiele innych. Nie oznaczało to jednak, że Vengeful musi ją traktować przedmiotowo. Mogła w końcu mieć ze swoją kontrahentką dobre relacje, bo któż jej śmie zabronić? Nawet jeśli dziewczyna nadal będzie pakowała się w tarapaty, to Spirit będzie interweniowała tylko w momentach, kiedy Astaroth faktycznie coś zagrozi. Duch Zemsty mogła się do kogoś przywiązać, mało tego bardzo dbała o swoich kontrahentów, by byli cali i zdrowi. Może właśnie ze względu na poprzednie życie, w którym ludzie traktowali ją jak bóstwo?
W swoim zachowaniu dziewczę było nawet urocze. Niewielka istotka, na pozór nieistotna wiedźma pragnęła zawalczyć ze światem o to, co jej się należało. Nawet jeśli od czasu do czasu będzie wymagała drobnej asysty sił nadprzyrodzonych. Vengeful wyczuwała, że As jest dobrze w jej towarzystwie co również udzieliło się samemu duchowi. W jej pobliżu czuła się na swój sposób spełniona jako ta obrończyni. Nie planowała wykorzystywać wiedźmy jak takiej typowej niewolnicy. Zrobi dokładnie to co było warunkiem kontraktu – spędzi z nią czasu tyle ile się da. Czując dotyk jej łapki na swej piersi Spirit wydała z gardła pomruk przyjemności oraz rzuciła dziewczynie spojrzenie otwarcie mówiące „moja chciwa mała kontrahentko, czyżbyś znalazła nową zabawkę?”. Oczywiście Duch była tym zachowaniem rozbawiona, zwłaszcza gdy posmakowała emocji Astaroth. Szczęścia, zadowolenia i dodanej nutki sprośności, której na pewno jej nie brakowało.
Nie mogła stwierdzić, ale zarazem nie mogła zaprzeczyć. Zresztą póki co As nie musiała się dowiedzieć o tym, że Vengeful zna jej każdą emocję jaką tylko wydziela. Ukrywanie czegokolwiek przez Mściwym Duchem było praktycznie równoznaczne z próbą zawrócenia oceanu kijem. Przy okazji pogładziła jeszcze chwilę policzek dziewczęcia, które wtuliło swe delikatne lico w jej dłoń. Miała bardzo przyjemną w dotyku skórę, bez żadnych blizn ani problemów dermatologicznych. Czuła również ten podziw, który za to zadziałał nieco inaczej po skonsumowaniu emocji. Otóż Vengeful w odpowiedzi na tą emocję odczuła głębszą fascynację swoją kontrahentką. Chciała ją bliżej poznać, nawet jeśli niejeden raz dojdzie do walki między nimi to więź jaka je połączy może stać się naprawdę wyjątkowa.
- Uważaj czego sobie życzysz – uśmiechnęła się do niej szelmowsko. Swoją drogą to musiałoby być bardzo ciekawe wydarzenie. Może nawet pierwszy taki przypadek na świecie gdy Duch wziął ślub ze śmiertelnikiem. As nawet miałaby co ściągać z Venge podczas nocy poślubnej. W końcu cóż za problem zdjąć kilka fragmentów opancerzenia, które same na dobrą sprawę mogą zniknąć? Z suknią ślubną to prawie jak odpakowanie prezentu! Sama białowłosa teraz złapała się na tej myśli i poczuła się nieco dziwnie. Dawno nie czuła, że pogłębia jakąś otrzymaną emocję tak sama z siebie. Szampańsko przy tej rozchwianej emocjonalnie dwukolorowej dziewczynie się bawiła. Jakby na to spojrzeć z drugiej strony to związek jest sztuką wyrzeczeń, więc najpewniej mogłyby wymiennie mieć ostatnie słowo. Nawet jeśli to Spirit ma znaczącą przewagę nad tą śmiertelną duszyczką.
Zjawa pilnowała snu dziewczyny praktycznie do samego rana. Dopiero kiedy poczuła, że jej skarb obudził się, zerknęła w dół. Venge nie odczuwała zmęczenia, ani również chęci snu. Aczkolwiek kości trochę jej zesztywniały i lekko, by nie zrzucić z siebie As, przeciągnęła się. Mruknęła zadowolona kiedy wiedźma podsuwała się coraz wyżej, a chwilę potem na policzku odczuła przyjemne ciepło oraz dotyk najpierw nosa, a potem ust leżącej na niej dziewczyny. Vengeful uśmiechnęła się szerzej do dziewczyny i podrapała ją w nagrodę po karku. Odpowiadając równie ponętnym i zachęcającym do dalszych zabaw tonem – Witaj, cóż chciałabyś zjeść na śniadanie? – Przeciągnęła się, przejeżdżając po swojej własnej piersi dłonią, jakby żartując sobie, że nią właśnie wykarmi wiedźmę. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że Astaroth również odczuwa głód i sama ta emocja również miała swój smak. Był bardziej pusty i dosyć niesmaczny. Najprościej porównać go z chrzanem bo smak sam w sobie był drażniący dla kubków smakowych ducha.
Niechętnie, oj bardzo niechętnie zjawa wypuściła wiedźmę ze swojego uścisku. Podniosła się do pozycji półsiedzącej i obserwowała poczynania połykaczki ogni. Nie minęło długo kiedy tamta odczuła ból związany z wczorajszą eskapadą. Spirit podsunęła się do niej i lekko objęła w pasie nagie ciałko Astaroth. Przybliżyła się do jej uszka i szepnęła – Zostań dzisiaj w łóżku. Wypocznij, a ja zorganizuje Ci śniadanie – zaproponowała zjawa i szybkim ruchem znalazła się przed Astaroth. Jej dłoń z talii przesunęła się na plecki dziewczyny. Zjawa lekko naprała piersiami na jej pierś i przybliżyła usta do jej ust. Spojrzała swymi czerwonymi ślepiami w jej oczęta z psotną iskierką w karmazynie.
Pocałowała ją delikatnie i zmysłowo, oddając całe wczorajsze pożądanie, które od niej przejęła. Dosłownie przekazała As jej własne odczucia, którymi wczoraj emanowała, aczkolwiek nie wszystkie a tylko te konkretne. Wsunęła delikatnie język i porwała Aśiowy do krótkiego tańca. Druga dłoń znalazła się dosyć szybko na karku dziewczęcia, który poczęła machinalnie skrobać pazurkami. W końcu jednak oderwała się od wiedźmy i uśmiechnięta rzuciła – Zostań grzecznie w łóżeczku, a dostaniesz nagrodę jak wrócę – ucałowała nosek wiedźmy i nakładając pancerz udała się na zewnątrz namiotu. W poszukiwaniu posiłku dla Astaroth. Na ustach wciąż czuła tą miękkość wiedźmy. Ten słodki smak jej ust. Nawet jeśli był to ukradziony pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Mar 04, 2017 9:19 pm

Powinna ugryźć się z język, bowiem duch miał rację i w jej obecności faktycznie powinna zacząć zważać na swoje słowa, jednakże naprawdę nie przypuszczała, że akurat to "marzenie" zostanie spełnione. Przede wszystkim dlatego, że nie było prawdziwym marzeniem, ani tym bardziej możliwym do zrealizowania. Że niby Mściwa miałaby posłuchać żartu jakiejś losowej kobiety i nagle zacząć aranżować wesele? Tak to nie działało, As tego nie widziała, dlatego nawet nie myślała nad tym dłużej, niż było potrzebne.
Gdyby każdy poranek był taki jak ten... Dość leniwy, ale też ciekawy ze względu na fakt, że w jej łóżku była naga kobieta. Kto nie chciałby mieć w łóżku nagiej kobiety?! W dodatku takiej, która nie dość, iż również wykazywała chęci na małą zabawę, to jeszcze oferowała śniadanie.
- A więc robienie śniadania również należy do twoich obowiązków? - spytała i początkowo spojrzała na nią z błyskiem w oku. Co za dobrodziejstwo! Nawet zbliżyła się do tej kuszącej piersi i przygryzła ją delikatnie, ale niedługo później przypomniała sobie o jednej rzeczy. Vengeful była widoczna dla wiedźm. Większość Cyrkowców to czarownice, co oznaczało, że będą widzieć ducha tak samo, jak widziała go Astaroth. A wiadomo, co mogło się wtedy stać. W najlepszym przypadku uciekną w popłochu i będą próbowali przeczekać obecność Mściwej schowani gdzieś za namiotami, w najgorszym przypadku Vivian weźmie ją za Koszmar i będzie próbowała spacyfikować w asyście innych Cyrkowców. Tak czy siak, niefajnie.
To tak jakby ktoś się pytał, dlaczego As w ogóle wstała z łóżka, zamiast delektować się chwilami samotności z Venge. Nie sądziła jednak, że ta będzie aż tak bardzo naciskać, aby jednak zająć się tym cholernym śniadaniem. W dodatku naciskać w najbardziej bestialski (w tym przypadku) sposób. Czując dotyk chłodnych dłoni na swym ciele, ognista powoli wyprostowała się i zerknęła przez ramię na Mściwą.
- Ale... - nie, w takich warunkach zdecydowanie nie była w stanie myśleć. Przez całe jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, kiedy kobieta stanęła przed nią i przysunęła się tak blisko.
Wiedźma uniosła nieco głowę, żeby móc spojrzeć jej w oczy. Dłonie odruchowo wylądowały na lędźwiach ducha i przyciągnęły go do ognistej. Zjawa znowu mogła poczuć ten pikantny smaczek pożądania, powoli wzbierający na sile, może powodując pewien przesyt, o który sama się jednak prosiła. Dlatego ciężko nazwać ten pocałunek skradzionym, skoro Astaroth włączyła się do niego z równą namiętnością. Łapkami zjechała w dół, na pośladki kobiety, na których zacisnęły się i za które próbowała przysunąć ją jeszcze bliżej siebie, o ile w ogóle było to możliwe.
Tym boleśniejszy był moment oderwania się od siebie dwóch ciał z powodu tak prozaicznego jak śniadanie. Skrzywiła się wręcz na tego drobnego całusa. Czuła się tak, jakby ktoś zabrał jej z przed nosa kawałek tortu i zamiast tego dał jej starego herbatnika. Jeszcze żyła wspomnieniem minionego pocałunku, kiedy Vengeful zbierała się do wyjścia, dopiero przed jej wyjściem z namiotu przypomniała sobie, dlaczego nie chciała jej puścić.
- Zostań! - zawołała, ale ta już wyszła. Astaroth chciała ruszyć za nią w pościg, zanim ktoś ją zobaczy, ale... Była naga. Nie żeby pół Cyrku nie widziało jej nagiej, lecz nadal miała jakieś resztki przyzwoitości, które podpowiadały jej, że nie powinna. Nie była też w stanie ubrać się na tyle szybko, żeby podołać zadaniu, jakim było odnalezienie i dogonienie ducha.
- Szlag - warknęła i ze złości aż podpaliła grunt tuż pod swoimi stopami. Zgasiła nikły płomień gołą stopą i rzuciła się na łóżko, przeklinając Mściwą oraz nieprzyjemny, pulsujący ból w ręce, który jakby narósł, od kiedy zaczęła się denerwować. Musiała zaufać swojej kontrahentce, która poniekąd powinna mieć więcej rozumu w głowie niż As i powinna dać sobie radę. Powinna. Ale nie zapominajmy, kto zdążył już umrzeć przez swoją nierozwagę.
Przez ten czas wcale nie zamierzała leżeć w łóżku. Ba, nie miała zamiaru robić tego przez cały dzień jak jakiś życiowy przegryw, skoro czuła się całkiem nieźle. No, z wyjątkiem tego, że jej prawa ręka była absolutnie nieruchoma. Mimo to zdecydowała się na przygotowanie sobie rzeczy i bardzo powolne założenie ich, chociaż nie obyło się bez trudności i pewnego bólu, przekleństw i potu, lecz w końcu udało jej się ubrać w pełni bez najmniejszej pomocy. Wyglądało to trochę koślawo, ale lepsze to niż bieganie nago, gdyby przypadkiem któryś z Cyrkowców postanowił zabić jej ducha. Dopóki nie słyszała krzyków, postanowiła grzecznie położyć się do łóżka i, jak to miała w zwyczaju znudzona Astaroth, pobawić się niewielkim ognikiem skaczącym między jej palcami i przyjemnie grzejącym skórę zdrowej ręki. Miała leżeć, więc leżała, to się nazywa pokora.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Mar 04, 2017 9:57 pm

Śniadania nie należały do obowiązków ducha tak na co dzień, jednak zjawa postanowiła, dla tej jednej specjalnej kontrahentki gratisowo wykonać tę przysługę. Jak dobroduszne z jej strony nieprawdaż? Pomijając już to, że nie było jej na rękę by Astaroth przymierała głodem gdyż to zdecydowanie wydłuży jej czas leczenia, a jak wiemy Vengeful nie potrafiła leczyć. Zadawała głównie cierpienie innym, a leczyła jedynie w poprzednim życiu. Najpewniej gdyby wtedy się spotkały to mogłaby poskładać rękę czarownicy w sekundę.
Czując ząbki As na swej zimnej piersi, Venge mruknęła z przyjemności. Bycie duchem nie oznaczało kompletnego znieczulenia. Odczuwała dotyk, a na dodatek przyjemność swoją oraz osoby obok. Taki dodatek, który potęgował doznania jeszcze bardziej. Zjawa pozwoliła swojemu skarbowi na zabawy swoją piersią, a dłoń ducha momentalnie znalazła się we włosach dziewczęcia. Głaskała ją i drapała czule. Wszystko do momentu kiedy wiedźma wstała z łóżka, a zjawa wraz z nią.
Mściwy Duch chłonęła emocje swojej kontrahentki podczas pocałunku, który odwzajemniła i to z jeszcze jaką przyjemnością! Białowłosa mruknęła kiedy poczuła uścisk na swoich pośladkach, a sama na dodatek zacisnęła dłonie na talii stojącej przed nią Astaroth. Było jej mało, a wzajemne pożądanie nakręcało obie kobiety, by przejść dalej jednak to dopiero nastąpi. Jeszcze nie teraz, chociaż zjawa również niechętnie odklejała się od dziewczęcia. Ostatni krzyk zanim wyszła sprawił, że na moment jej martwe serce chyba się poruszyło. A może to był po prostu martwy podryg? Niemniej zjawa pragnęła powrócić do dziewczęcia i porwać ich języki oraz ciała w ten namiętny taniec. Czuła gorąco pod policzkami mimo, że jej skóra nadal emitowała ten sam chłód. Pożądanie, które miała w sobie jej kontrahentka na pewno w Vengeful będzie dosyć długo i sama musiała się powstrzymywać, by nie zawrócić.
W tym czasie Duch mogła zobaczyć jak obóz żył. Ludzie odziani w kolorowe szmaty chodzili i żyli swoim własnym życiem. Dzieci, kobiety, mężczyźni. Na pozór tacy szczęśliwi, że znaleźli swoje miejsce, a jednak z drugiej strony nie mogli przyznać, że czują ukryty żal wywołany przepędzeniem. Zjawa domyśliła się, że ktoś może ją tutaj widzieć, zwłaszcza w momencie kiedy jedno z dzieci wskazało ją rodzicowi palcem. Vengeful ukryła się za jednym z namiotów, z którego dochodziły przyjemne zapachy. Zajrzała do środka od dołu namiotu i faktycznie ktoś tam miał postawiony kusząco wyglądający półmisek z mięsem oraz warzywami. Na dodatek w pobliżu leżały ciężarki, więc namiot najpewniej należał do siłacza w cyrku.
Błękitnoskóra niewiele myśląc po prostu skorzystała ze swoich mocy i przyciągnęła półmisek wraz ze sztućcami do swojej ręki. Wstała i z półmiskiem udała się w stronę namiotu Astaroth. Nie miała żadnych oporów moralnych by zabrać komuś jedzenie gdy ten miał go dostatecznie dużo. Zresztą to nawet nie wyglądało jak śniadanie, a obiad ale to już pomińmy. Z tak kuszącymi zapachami zjawa wróciła do namiotu połykaczki ognia. Półmisek trzymała w jednej ręce, zaś drugą oparła o biodro i uśmiechnęła się pod nosem patrząc na leżącą kontrahentkę. Ubraną, co nieco zasmuciło ducha, aczkolwiek będzie miała z czego ją rozebrać. Ale to po śniadaniu.
- Nakarmię Cię, a potem dostaniesz swoją nagrodę – powiedziała i w ramach przystawki góra jej ubioru zniknęła, a zjawa podeszła bliżej łóżka, kusząco kręcąc przy tym biodrami przy każdym kroku. Przysiadła na skraju, a Astaroth spowiła czarna energia, która uniosła ją w górę. Zjawa wsunęła się i opuściła dziewczynę wprost na swoje kolana. Objęła ją w okolicy podbrzusza jedną ręką zaś w drugiej trzymała półmisek. Wtuliła dziewczę w swoje piersi, a następnie kawałki mięska z talerza odrywane były od kości za pomocą telekinezy i wędrowały wprost do ust wiedźmy. Oczywiście w tym czasie Vengeful dłonią masowała podbrzusze dziewczyny, by jedzonko układało się. Właśnie w ten sposób karmiła tę istotkę do momentu, kiedy tamta była syta. Wtedy zjawa odstawiła półmisek gdzieś w bezpieczne miejsce i zdjęła resztę ubrań. Odwróciła nieco twarzyczkę kontrahentki i uśmiechnęła się do niej zadziornie.
- Przyszła pora na nagrodę kochanie – wymruczała prosto w jej usta i złożyła na nich pocałunek. Namiętny i czuły, w tym czasie obejmując ją i wędrując dłońmi na jej piersi. Ścisnęła je delikatnie, kciukami rozmasowując sutki dziewczęcia. Podczas pocałunku przekazywała Astaroth coraz więcej pożądania, a w tym czasie czuła jak gorąco rozpala jej duchowe ciało. Ogień namiętności trawił ją od środka, a całość na dodatek była jeszcze przekazywana kontrahentce, którą trzymała w swoich objęciach. Po chwili jednak miała zamiar nieco uatrakcyjnić zabawę. Oderwała lekko usta i szepnęła dziewczęciu – Weź mnie tak jak tego pragniesz – zamruczała do tego kusząco i otarła się o policzek Astaroth. Miała na swoją kontrahentkę naprawdę wielką ochotę, która ukierunkowana była wcześniej wchłoniętymi emocjami.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Pią Mar 10, 2017 10:15 pm

Astaroth jeszcze nie wiedziała, że to wszystko działało na zasadzie perpetuum mobile. Im bardziej sama się rozgrzewała, tym bardziej robił to duch, więc sama As w efekcie również jeszcze bardziej się nakręcała i tak w kółko aż do śmierci. Może bez przesady, ale chociażby do momentu, kiedy któraś z nich naprawdę będzie miała dość albo coś je rozdzieli, tak jak w tym momencie rozdzielił je głód ognistej, która wcale nie chciała odsuwać się od Mściwej. W postaci niebieskoskórej kobiety było coś niezwykle pociągającego, co wręcz prosiło się, aby nie pozwolić jej wyjść z namiotu, dopóki Astaroth nie zaspokoi swojej ciekawości i nie tylko ciekawości. To na pewno wina jej wspaniałego ciała, które pragnęłaby posiadać niejedna kobieta i które na pewno wzbudzało skrajne emocje u wielu mężczyzn.
Jeszcze długo po wyjściu ducha wokół ognistej unosił się płomień pożądania. Gdyby ktokolwiek wszedł teraz do namiotu, mógłby się przekonać o tym na własnej skórze, bo atmosfera panująca w tym miejscu była nieznośnie ciężka i jakby jego mieszkanka na coś oczekiwała. W tym momencie było wszystko jedno, czy oczekiwała swojej kontrahentki, czy kogoś innego. Ona potrzebowała kogokolwiek, byle szybko, żeby zabić to przyjemno-nieprzyjemne mrowienie w podbrzuszu.
Z czasem to wszystko przemijało, także kiedy Vengeful przyszła, mogła wyczuć bardziej głód, niźli chętkę na cokolwiek innego. Podniosła się na łokciu i oblizała leciutko wargi na widok i zapach takiego wyśmienitego dania o poranku. Oczywiście, szybko jej uwaga rozproszyła się, a Astaroth częściowo straciła zainteresowanie pożywieniem, kiedy piersi ducha zostały nagle odsłonięte. Ach, jakże ona była zmienna! Zamruczała radośnie i podniosła się jeszcze bardziej, próbując zbliżyć się do kobiety, zanim ta po raz kolejny użyła na niej tej niezwykłej mocy i usadziła ją na swoich kolanach. As wtuliła mordkę w jej piersi, wyglądając przy tym na zadowoloną z takiego obrotu spraw, kiedy jej żołądek postanowił przerwać przyjemną chwilę, wydając z siebie rozpaczliwe burczenie. Zażenowana wiedźma najpierw próbowała to ignorować, ocierając się policzkiem o pierś Mściwej, ale ta najwyżej wzięła swoje zadanie nakarmienia jej na poważnie.
- Mam rączki... - burknęła ognista, ale nie oponowała specjalnie. Na dobrą sprawę, zaczynało jej się to podobać. Nareszcie nie musiała martwić się sama o siebie, a do tego zyskała kogoś na kształt bratniej duszy (na którą była poniekąd skazana). W dodatku bardzo ładnej bratniej duszy. Przez taką mogła być nawet karmiona, chociaż ta dłoń na podbrzuszu As w połączeniu z jej ciekawą pozycją sprawiały, iż jedzenie schodziło na drugi plan.
Nie oszukujmy się więc, że kiedy Vengeful pozbyła się reszty ubrań, Astaroth odmówiła, grzecznie ubrała je obie i poszła wypełniać swoje cyrkowe obowiązki. Przeciwnie - ognista absolutnie dała się porwać. Odwzajemniła pocałunek Mściwej, w międzyczasie siadając okrakiem na jej kolanach. Czuła, że z każdym pocałunkiem napięcie rośnie coraz bardziej, aż w końcu Cyrkówka nie wytrzymała. Ledwie usłyszała zbereźną propozycję, a już popchnęła niebieską na łóżko i...
Nie trzeba kończyć tego zdania. Wystarczy napomnieć, że faktycznie zrobiła wszystko to, co tylko pragnęła zrobić z duchem i musiała przyznać, iż nigdy jeszcze nie przeżyła czegoś takiego. Można było porównać to do duchowego przeżycia połączonego z cielesną przyjemnością. Z całą pewnością nie był to ostatni raz. Astaroth po prostu nie umiałaby powstrzymać się po tym, co doświadczyła tego pięknego poranka. Teraz znowu leżała naga koło Vengeful, lecz role się odwróciły i tym razem to ona obejmowała i tuliła do siebie zjawę, nie na odwrót. I chyba dawno nie wyglądała na taką zadowoloną.
- Czy twój kult i bóstwo wzięło się od... tego? - miała zacząć zważać na słowa, jednak to powinno być odebrane jako niezwykły komplement z jej strony, a nie próby zirytowania bestii. Delikatnie gładziła ciało Mściwej, tym razem wyjątkowo rozgrzane. Swoją drogą, czas na rozmyślanie o tym, że właśnie przespała się z trupem, przyjdzie dopiero później.
Leniwie przeleciała wzrokiem po namiocie, aż jej spojrzenie napotkało na pusty półmisek leżący bezpiecznie gdzieś obok.
- Pamiętasz, komu to zwędziłaś? - spytała trochę od niechcenia. Nie chciała zrugać kobiety za to, co złego zrobiła, bo sama nieraz czyniła podobnie. Zastanawiało ją tylko, komu będzie musiała podrzucić nieszczęsny pusty półmisek, najlepiej nie zostając przyłapaną. Podejrzewała, że to robota Romana, ich najsilniejszego z najsilniejszych, bo tylko on jadał takie duże i bogate w mięso śniadania. W takim wypadku nie powinno być większego problemu ze zwrotem naczynia, bo facet niezbyt często przebywał na terenie Cyrku, a na dodatek był w całkiem niezłych relacjach z Astaroth jak na faceta.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Pią Mar 10, 2017 11:10 pm

Cóż zjawa wyłapała całkiem niezły żart, może niezamierzony ale jednak. Aś miała rączki, a jedną niesprawną. Gdyby była bardzo złośliwym duchem to rzekłaby, że chwilowo do dyspozycji ma jedną. Głównie dlatego Vengeful chciała ją nakarmić, bo tak jedzenie jedną ręką i krojenie czegoś mogło być upierdliwe. Wątpiła też by jej kontrahentka poprosiłaby o pomoc w tak prozaicznej czynności. Raczej wydawało jej się, że Astaroth jest taką bardzo upartą osóbką, która próbuje zrealizować wszystko co chce. Nawet jeśli zostanie z tym sama i odniesie rany. Nie przeszkadzało to białowłosej, by nieco pomóc swojej kontrahentce, do której czuła sympatie oraz parę innych pozytywnych uczuć wywołanych emocjami dziewczyny.
Najpierw by móc baraszkować należało to pchające się we wszelkie kłopoty maleństwo nakarmić. Czuła jak pożądanie rosło z każdą sekundą, a zbereźna propozycja była jedynie tą niewielką kroplą, która przelała tę czarę. Przez jakiś czas w namiocie unosiły się pomruki przyjemności, jęki, a w na ściankach tańczyły i wiły się cienie ich splecionych ze sobą ciał. Zjawa musiała uważać, by nie sprawić dziewczęciu zbyt dużo bólu w końcu zwichnięty nadgarstek oraz sińce nie należały do tej przyjemnej kategorii. Mogło to również zaspokoić ciekawość czarownicy na temat fizjologii ducha. Otóż wyszło, że pod tymi względami nie różniła się zbytnio od zwykłych kobiet. Odczuwała przyjemność, miała orgazmy oraz wszelkie inne oznaki podniecenia. Różnicą było tylko to, że Spirit praktycznie miała niespożytkowane zasoby energii i mogła się kochać z Astaroth tak długo, aż tamta opadnie z sił. Przesyłała wiedźmie podczas ich całego stosunku wszystkie doznania, które również sama otrzymywała. Raz na jakiś czas musiała podominować w trosce o bezpieczeństwo kontrahentki, jednak efekt końcowy był tym czego pragnęła. Gorsze było jednak to, że wszystkie rany i inne ugryzienia goiły się zjawie nader szybko. Po całym stosunku jeśli np. As robiła jej malinki to te świeże i największe powoli zanikały. Teraz naga Vengeful czuła się spełniona oraz błoga, a jej policzek ocierał się o ciepłą pierś jej partnerki. Obejmowała Caroline i głaskała ją po plecach, na których podczas całego zajścia zostawiła parę śladów. Odczuwała ten błogi stan, a pierś tylko zachęcała by złożyć na niej drobnego całusa od czasu do czasu. Zjawa cały czas była uśmiechnięta, a jej płomyk nieprzerwanie płonął.
Zachichotała oraz przeciągnęła się leniwie, kiedy Astaroth wspomniała o kulcie. Nie szkodziło, by o tym mówić tak więc zjawa postanowiła uchylić rąbka tajemnicy. Podsunęła się nieco wyżej do uszka dziewczyny i wymruczała ponętnie „nie tylko, a cudów mam dla Ciebie więcej w zanadrzu”. Zaraz potem ucałowała jej policzek i powróciła do swojej pary poduszek, którymi naturalnie obdarzona była połykaczka ognia.
- Jeśli tego pragniesz to mogę być Twoją boginią na wyłączność. Tak długo jeśli będziesz moją wyznawczynią - wymruczała leniwie w piersi Astaroth. Oczywiście nie planowała naprawdę być boginią, a postanowiła przeciągnąć tę grę, w którą od jakiegoś czasu grały. Zjawa zresztą drwiła sobie z bożków, których wymyślali sobie ludzie. Ciężko by ktoś kto jest duchem i boga nie widział, ani tego światełka w tunelu, nagle stał się bardzo pobożny. Można powiedzieć, że ma informacje z pierwszej ręki. Wątpiła również, że Aś pójdzie na coś takiego. Czuła, że dziewczyna pragnęła kogoś w pobliżu oraz tę iskierkę radości, która się pojawiała ilekroć zjawa była przy niej. Nie musiała to być nawet boginii, ani kochanka, a po prostu ktoś. Ktoś taki kto nie zrazi się jej problemami, a tym bardziej taka osoba, której nie umkną żadne. Vengeful spełniała oba te kryteria, gdyż nawet jeśli Astaroth czegoś nie powie to zjawa wyczuje te emocje.
- Jakiemuś dosyć dużemu mężczyźnie. Przygotował kilka takich porcji, więc jedną zaanektowałam – odpowiedziała wsuwając kolano pomiędzy nogi Astaroth i grzejąc się ciepłotą jej ciała. Po chwili jednak Mściwy Duch wysunęła się z objęć swojej kochanki, siadając obok niej. Miała plan cóż to z nią począć, więc jako, że leżała na boku to zjawa pociągnęła ją lekko w swoją stronę, by ułożyć Aś na brzuchu. Szepnęła jej do ucha „rozluźnij się”, a następnie odwinęła bandaż i zaczęła czule oraz delikatnie masować bark. Robiła to delikatnymi, okrężnymi ruchami by nie sprawić kontrahentce bólu, a ulżyć nieco. Po wymasowaniu tamtej części po prostu zawinęła ponownie bark w bandaż i przeszła dalej. Do plecków, a potem odcinka lędźwiowego, który jeszcze niedawno pieściła swoim dotykiem. Nie umknął zjawie również karczek oraz ramiona Caroline, które również otrzymały pieszczoty. Kiedy wymasowała pośladki, uda oraz łydki i stopy, przekręciła Aś na bok. Wsunęła się w jej objęcia i spojrzała czerwonymi ślepiami w oczy kontrahentki. Posłała jej uśmiech oraz tym razem ona postanowiła przejąć inicjatywę. Mimo bycia wtuloną, postanowiła pogładzić nimfomankę z tyłu głowy, wplatając palce w jej kolorowe włoski. Drugą dłoń splotła ze zdrową ręką Aś i wtuliła twarz mocniej w jej pierś.
- Opowiedz mi coś o sobie. Skąd jesteś oraz jak znalazłaś się w Cyrku? – zapytała wsuwając kolano między nogi Astaroth, by były jeszcze bliżej siebie. Chciała ją lepiej poznać, skoro mają ze sobą spędzić znacznie więcej czasu. Była ciekawa cóż takiego spotkało ją w życiu, że znalazła się w takim miejscu. Pomiędzy nosicielami, Koszmarami oraz czarownicami, które uciekały przed inkwizycją. Oczywiście byli tu też zwykli ludzie, którzy wiedli żywot złodziei lub morderców szukających azylu i ucieczki przed prawem.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Nie Kwi 02, 2017 6:58 pm

W najśmielszych snach nie marzyła o nocy spędzonej z duchem. Nigdy nie spodziewałaby się też, że ktoś, kto jest martwy, potrafi być tak dobry w łóżku, jak ona sama, a nawet lepsza, bo mogła to robić bez przerwy. Astaroth z fascynacją obserwowała to połączenie ludzkich odruchów i pragnień z nadnaturalną zdolnością do regeneracji i nieograniczonym zasobem energii. Próbowała przekonać się, jak długo Vengeful jest w stanie znosić kolejne pieszczoty i orgazmy oraz jak długo będzie w stanie to odwzajemniać i... przegrała. Podczas kiedy ognista nie mogła już złapać tchu i ruszyć chociażby palcem, po Mściwej w ogóle nie było widać, ze właśnie spędziła niebywałą ilość czasu na igraszkach. Żadnych śladów na ciele, brak objawów zmęczenia pomimo największych starań As. Musiała wreszcie przyznać, iż trafiła na godną konkurentkę, której zapewne nigdy nie uda się doścignąć. Nie dopóki sama była częścią świata żywych.
Plusem było to, że duch wyglądał na zaspokojonego, więc istniało coś, co Ven potrafiła odczuwać. Chociaż tyle. Wiedźma uśmiechnęła się szeroko. Trzymała ją za słowo i oczekiwała jak największej ilości takich "cudów".
- Mogę cię wyznawać i wielbić. W sypialni lub gdziekolwiek zechcesz - odmruknęła, wtulając buźkę we włosy swojej bogini. To był jedyny sposób, w jaki Astaroth mogła cokolwiek czcić. Nie wierzyła w Boga, z tyłu jej głowy krążyły jedynie cygańskie bożki, chociaż to opierało się bardziej na wierze w klątwy, magię, dobre i złe mocy oraz demony, niż wielkich bogów będących nad nią. Nie miała również zamiaru czcić Vengeful, bo to byłoby strasznie niezdrowe. Miała przyznać się do tego, że ktoś jest nad nią i oddawać mu hołd? Nigdy w życiu.
- A... Przyda mu się dieta - stwierdziła jedynie, lekko wbijając pazurki w udo Mściwej. Podobała jej się taka pozycja, dlatego jęknęła zrozpaczona, kiedy kobieta odsunęła się od niej i usiadła obok. Przez chwilę opierała się, gdy zjawa próbowała obrócić ją na brzuch. W końcu zmiękła, lecz nie spuszczała wzroku z ducha, czujnie przypatrując się temu, co ta knuła. Jak się okazało, nic złego. Po chwili faktycznie rozluźniła się i poczuła ulgę w bólu, o którym prawie zapomniała podczas wspólnych igraszek. Dała się masować, nie tylko dlatego, że nie miała sił na walkę. Zaczęła zazdrościć Mściwej. Też chciała być łóżkową boginią, umieć zabijać samym spojrzeniem i robić taki świetny masaż!
Kiedy było po wszystkim, przytuliła Vengeful i dała jej buziaka w policzek w ramach podziękowania. Dopiero kiedy ta zadała jej pytanie, spięła się lekko i skrzywiła. Aj, niewygodny temat. Aż odsunęła się odrobinę od ducha, zanim postanowiła odpowiedzieć.
- Jestem spod Aberdeen. Kiedy moja mama umarła, zajęli się mną Cyganie. Jak tylko Inkwizycja dowiedziała się, że większość z nich to czarownice i czarownicy, postanowili się nimi zająć - odchyliła lekko głowę i wskazała na długą, szpetną bliznę na szyi - pamiątkę z tamtej felernej nocy. - Rozbiliśmy obóz niedaleko Wishtown, zaatakowali nas zanim wstało słońce. Miałam tyle szczęścia, że udało mi się zwiać. Cyrkowcy mnie znaleźli, zawlekli tutaj i tak już zostałam - uśmiechnęła się lekko, może trochę gorzko. Nawet, jeśli podobało jej się życie artystki, kochała być w centrum uwagi i chwalić się swoimi umiejętnościami, tak często zastanawiała się, co by było, gdyby nie musiała opuszczać rodzinnej wioski. Prawdopodobnie prędzej czy później również wyruszyłaby w świat, ale może z mniejszym brzemieniem na duszy.
- A ty? Dlaczego skończyłaś w ten sposób? - spytała od razu, prawie odruchowo, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że miała nie dopytywać w tak nachalny sposób. - Jeśli można wiedzieć, oczywiście - dopowiedziała odrobinę mniej pewnie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Nie Kwi 02, 2017 7:52 pm

Vengeful zastanawiała się właśnie czy Astaroth by jej brakowało gdyby mogła udać się do zaświatów? Czy jej kochanka, której pożądanie napędzało ją przez cały czas ich łóżkowych igraszek zapłakałaby po niej gdyby odeszła? Pani Zemsty nie sądziła, że kiedyś nastąpi taki dzień, gdy będzie mogła spocząć w spokoju. Nie mogła dopóki w ludzkich sercach gościła chociaż odrobinka goryczy, która utrzymywała zjawę przy życiu. Jednak póki co miała inne sprawy na głowie, jak chociażby spędzanie czasu ze swoją wyjątkową kontrahentką. Taką, która starała się jej dogodzić oraz sprawić przyjemność co zostało odwzajemnione, gdyż takie najwyraźniej nawyki posiadał Duch. W końcu zemsta zawsze była wprost proporcjonalna do uczynionej krzywdy, a rzadko kiedy ktoś był na tyle szalony, by zapragnąć łóżkowych przygód z czymś co budziło przerażenie u większości ludzi. Między kobietami tworzyła się pewna specyficzna więź, która nie była uwzględniona w kontrakcie. Mutualny rodzaj relacji, który wiązał obie. Astaroth należała teraz do Vengeful, która nie lubiła gdy ktoś dotyka jej własności, a tym bardziej próbuje ją uszkodzić. Była tą dominującą stroną, jednak pokazała również, że potrafi pójść na ustępstwa i dogodzić ognistej czarownicy.
Zjawa zamruczała zadowolona słysząc słowa Pierce oraz chwilę później odczuwając jej twarz w swoich włosach. Nawet to wbicie pazurów mimo, że krótkotrwałe i nie pozostawiało po sobie śladów sprawiło Duchowi przyjemność. Zwłaszcza, że odczuwała ten przyjemny smak emocji, które wydzielała jej kochanka, a zarazem kiedy dodała nutkę tej goryczy w trakcie odsunięcia się. Zjawa bardzo cierpliwie podchodziła do próby położenia dziewczyny na brzuchu, a gdy tylko się to udało to zasiadła do stołu, który właśnie zastawiony został przyjemnością wywołaną masażem. Ulga w cierpieniu również jest emocją, a porównać ją można trochę do imbiru, który odświeżał kubki smakowe Zjawy, by nie przejadała się jednym smakiem. Z tego właśnie powodu często podczas torturowania swojej ofiary dawała chwilę wytchnienia, by móc ponownie po chwili zadać odpowiednią ilość cierpienia.
Spirit objęła czarownicę, gdy ta się do niej przytuliła. Pogłaskała ją po biodrach, a następnie otarła się o jej policzek pomrukując niczym kocica, która otrzymała pieszczoty. Oczywiście nie oznaczało to, że nie pragnęła więcej, a tym razem ona była niezbyt zadowolona, że czarownica się od niej odsunęła. Tym razem Zjawa mruknęła lekko zasmucona tym faktem, jednak odczuła nieprzyjemne wspomnienia, które zadziałały jak pożywka dla niej. Danie, które najbardziej upodobała sobie właśnie zostało jej zaserwowane. Orientowała się gdzie jest Aberdeen. Przez 20 lat swojej świadomej egzystencji zwiedziła kawałek Anglii, a zarazem miała wspomnienia ze swojego poprzedniego życia, które czasami było przydatne. Poznała też okoliczności powstania blizny na szyi Astaroth, aczkolwiek to było zadziwiające, że przetrwała uszkodzenie w takim miejscu. Mogło naruszyć tętnice gdyby uszkodzenie było głębsze, a wtedy już tylko krótka droga do nieba bądź piekła – o ile to pierwsze istnieje, gdyż to drugie aktualnie nazywano życiem.
Czarownica nie mogła jednak ukryć negatywnych emocji za swoim uśmiechem. Zjawa objęła ją wokół szyi i spojrzała w jej oczy, by złożyć czuły pocałunek na jej czole, a następnie przeczesać palcami jej piękne, dwukolorowe włosy w ramach drobnej pieszczoty. Uśmiechnęła się unosząc kącik ust lekko do góry, gdy cyrkówka zapytała o jej pochodzenie. Wyciągnęła dłoń i pogłaskała po policzku swoją kochankę spoglądając jej w oczy – Byłam boginią. Pomagałam ludziom, dawałam tego czego zapragnęli najbardziej. Tuż przed śmiercią chciałam spełnić swoje jedyne pragnienie jakim była zemsta i by moi zabójcy umarli. Teraz jestem tym czym jestem. Zjawą, która podpisuje pakty oraz żeruje na emocjach. Zważ, że nigdy nie ukryjesz niczego przede mną, a za kłamstwo czeka Cię kara – powiedziała poważnym głosem, aczkolwiek po chwili przysunęła się do uszka Astaroth i przygryzła je delikatnie. Następnie ucałowała w usta namiętnie swoją kochankę, by zaraz potem zerknąć na jej twarzyczkę i opleść ręce wokół jej szyi – Błąkam się po tym świecie już 20 lat, bez innego celu jak zapewnianie zemsty. Gdy zniknie z ludzkich serc niegodziwość lub sama zapragnę to udam się w zaświaty. Dopiero wtedy zaznam spokoju. Jaki jest Twój cel w życiu? Czego najbardziej pragniesz? – zapytała dalej pozostając w tej samej pozycji, aczkolwiek teraz zaczęła palcami skrobać kark Caroline. Nie miała co zrobić z dłońmi, więc machinalnie zaczęła poruszać palcami, przy okazji zapewniając kochance pieszczotę.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sro Kwi 05, 2017 5:47 pm

Nawet nie wiedziała, że może być szwedzkim stołem dla Vengeful. Wędrówka między kolejnymi uczuciami i emocjami przychodziła jej z taką łatwością i płynnością, że faktycznie było w czym wybierać. Wystarczyło poruszyć jedną strunę, żeby wywołać w Astaroth odpowiednią reakcję, a ona już sama nieświadomie pogłębiała to, aby zaraz nagle zmienić radość w smutek, ekscytację i podniecenie w gniew. Teraz zjawa wprawiła ją w melancholijny nastrój związany z nieprzyjemnymi wspomnieniami i jeśli chciała dalej sycić się tym uczuciem, wystarczyło dalej brnąć w temat, co jednak nie powinno być łatwe, bo ognista za wszelką cenę chciała zmienić bieg rozmowy na coś przyjemniejszego, a przynajmniej innego.
Najwidoczniej Vengeful nie miała jej za złe tego, że poruszyła temat jej wcześniejszego życia. To było coś, co Astaroth niezwykle interesowało. Może nauczy się czegoś na przyszłość? Nie, pewnie nie. Nawet, jeśli usłyszy jakieś cenne rady, to pewnie je zignoruje i zrobi po swojemu, niestety.
- Kara? A czy nie powinno zależeć ci na tym, żebym była cała i zdrowa? - uśmiechnęła się zadziornie, jakoś nie przejmując się tym jakże poważnym tonem. I chyba słusznie. Zamruczała, gdy ich usta połączyły się w pocałunku, który odwzajemniła, jednocześnie przyciągając Mściwą bliżej siebie za biodra. - Chyba nie mam zamiaru kłamać. Nie mam po co - dopowiedziała jeszcze. W jej życiu nie było niczego takiego, co mogłaby chcieć ukryć. Oprócz swojej głębokiej przeszłości, ale i to dało się od niej wyciągnąć, jeśli się chciało. As zdawała sobie sprawę z tego, że zjawa i tak wszystkiego się dowie dzięki swoim zjawowym mocom, jakiekolwiek one nie były.  
- Nie mam planów. Jest mi dobrze tutaj, w Cyrku. Wiesz, sława, pieniądze, ogień i piękne kobiety. Póki co nie potrzebuję niczego więcej - odpowiedziała. Nie kłamała. Naprawdę nie miała marzeń, żyła z dnia na co dzień, ale wcale na to nie narzekała. Jej życie było piękne. Proste, ale zarazem emocjonujące, a na dodatek nie musiała martwić się tym, że coś jej nie wyjdzie, skoro i tak nie miała wymagań wobec swojego życia.
Chwilę wpatrywała się w zjawę, wyraźnie zastanawiając się nad czymś, aż zmarszczyła nieco brwi i przygryzła dolną wargę.
- Mówiłaś, że to oni wybrali cię na boginię, ale nią nie byłaś w rzeczywistości. Czy ty też byłaś wiedźmą? - spytała wreszcie. Próbowała tylko połączyć wątki. Bogini spełniająca marzenia? Brzmiało jak dobra wróżka, która dzięki swoim mocom była czczona przez zwykłych ludzi, zachwyconych jej zdolnościami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Czw Kwi 06, 2017 8:15 pm

Vengeful miała w zanadrzu również kary, które nie wymagały ingerencji w cielesność Astaroth. No może takiej bezpośredniej, bo gdyby chciała ją ukarać to byłaby w stanie to zrobić bez wyrządzania jej specjalnej krzywdy na zdrowiu fizycznym. Gorzej z psychiką o czym czarownica mogła się przekonać patrząc na tamtych mężczyzn, którzy uciekali w popłochu. Nie wyglądało jednak, by czarownica planowała w najbliższym czasie ją oszukać. Ich ciała były perfekcyjnie kompatybilne ze sobą. Połykaczka Ognia była spragniona rozkoszy, a Duch mogła ją zaspokoić na tyle ile tylko tamta zapragnęła. Podczas pocałunku Zjawa poczuła się potrzebna. Cyrkówka nie planowała jej puścić z miłosnego uścisku, w którym trwały od jakiegoś czasu. Nie odczuwała, że chodziło jedynie o fizyczne pożądanie, gdyż jeszcze wcześniej odczuwała tamte emocje wiedźmy, która przecież pragnęła by ktoś się nią zaopiekował. Nawet jeśli by tego nie potrafiła otwarcie przyznać to Spirit wiedziała, że wewnątrz As jest zagubiona w tym świecie. Zresztą nie trzeba było do tego próbowania jej emocji, gdyż nawet sama odpowiedź na tamto pytanie nasunęła, że Caroline nie ma celu w życiu.
Zjawa nie wiedziała co jest gorsze. Nie chcieć żyć czy może nie mieć w tym życiu celu? Chyba to drugie, gdyż posiadając cel staje się on motorem napędowym, który pcha człowieka przez resztę życia. Ambicje poparte pracą pozwalają tym nędznym istotom osiągnąć czego tylko zapragną. Cyrk natomiast był zbieraniną osób, które tego nie posiadały. Żyli z dnia na dzień okradając ludzi niczym żebracy lub najgorsi łachmaniarze, który założyli jedynie kolorowe stroje i weszli na scenę, by równie prosta gawiedź cieszyła oczy występami. Chociaż może kwestią było to, że Astaroth nie myślała o tym co się stanie jeśli chociażby Inkwizycja postanowi zrobić jej powtórkę i również zaatakuje obóz cyrkowców?
- Sława? Zabawiacie gawiedź, która czuje wobec was obrzydzenie. Traktują was jak przedmioty lub piękne zwierzątka w klatce, które skaczą ilekroć wrzuci się smakołyk. Gdybyś otrzymywała z tego tyle pieniędzy, by móc godnie żyć to nie zostałabyś pobita za kradzież – powiedziała Zjawa, bawiąc się w trakcie swojego monologu włosami ognistej. Zaplatała je sobie między palcami w niewielkie, dwukolorowe loczki. Ciekawe jakby Czarownicy było w takich pełnych lokach? Venge wyobraziła to sobie, a wizja była tak komiczna, że na jej ustach wykwitł niewielki uśmieszek. Gryzło się to trochę z tym moralizatorskim tonem, który towarzyszył jej wcześniej podczas zwracania delikatnej uwagi swojej kochance, że powinna zerknąć na przyszłość nieco inaczej. Do pewnego momentu Spirit również była taką istotą, która była pewna, że przeżyje resztę życia jako bogini. Faktycznie przeżyła, tylko był to bardzo krótki żywot i niezbyt przyjemnie zakończony.
- Byłam wiedźmą, która mogła naginać rzeczywistość, by móc uczynić każde swe lub cudze pragnienie realnym. Posiadałam niemalże boskie możliwości i gdybym wtedy zapragnęła to stworzyłabym świat tylko dla czarownic, gdzie nie byłoby miejsca na Inkwizycję – powiedziała obejmując czarownicę w biodrach i drapiąc ją lekko wzdłuż kręgosłupa – Jednak to było kiedyś i z tej szansy nie skorzystałam. Nie żałuję tego, gdyż teraz umierałabym z głodu jako Zjawa. Może bym przeżyła zamach na moje życie i umarłabym w luksusach ze starości. Z mojego przykładu winnaś wyciągnąć lekcję. Nie zawierzaj wszystkiego cyrkowi, gdyż tak samo jak sekta może przestać istnieć z dnia na dzień – powiedziała poważnie Zjawa podkładając Astaroth swoją rękę pod głowę. Spojrzała dziewczynie w oczy z mniej uśmiechniętym wyrazem twarzy, by chwilę później zacząć ją głaskać po głowie. Nie chciała by jej ulubiona kontrahentka zginęła z tak błahego powodu jak cyrk.
- Szanuj swe życie, albowiem na jego końcu będziesz taka jak ja. Wykorzystaj je jak najlepiej potrafisz. Aktualnie marnujesz je na chwilowy splendor – powiedziała Zjawa, jednak by osłodzić tę lekcję wsunęła kolano pomiędzy nogi kontrahentki i przygryzła lekko jej dolną wargę, by chwilę potem złożyć na jej ustach czuły pocałunek. Objęła ją ciaśniej uważając na zraniony bark i wtuliła w siebie.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Pią Kwi 07, 2017 7:23 pm

W życiu nie powiedziałaby, że Cyrkowcy to tylko grupa ludzi bez celu. Faktycznie, była to mieszanina bardzo różnych ludzi i mogły się zdarzyć takie przypadki, lecz dla większości tych, którzy nie byli artystami z przymusu, sztuka była sama w sobie celem. Dążyli do perfekcji w tym, co robili, doskonalili się, żeby ich występy były coraz bardziej atrakcyjne. Duża część z nich miała też osobne hobby, nawet normalną pracę i czasami rodziny. Czy oni również nie mieli żadnych ambicji i marzeń? Dlatego kiedy Astaroth usłyszała, co Vengeful miała jej do powiedzenia, odsunęła się od niej jak poparzona i syknęła krótko, nie wiadomo, czy z bólu, czy z oburzenia.
- Zwierzątka? Obrzydzenie? Skończ pieprzyć i powiedz mi, ile razy byłaś w Cyrku? Czy kiedykolwiek widziałaś to wszystko z bliska? Ach, zapewne nie, bo to twój pierwszy dzień po tej stronie. Więc pozwól, że wyjaśnię ci parę rzeczy - na moment przysunęła twarz do jej twarzy i kontynuowała dalej, patrząc jej głęboko w szkarłatne, puste oczy. - Widziałam tu wszystko. Również ludzi, którzy przychodzili z przymusu i patrzyli na nas jak na kolorowe papużki. To tylko wyjątki, okruszek w morzu tych, którzy przychodzą do nas, ponieważ jesteśmy po prostu dobrzy, inni, a ich to cieszy. Tak długo, jak za to płacą i biją brawa, mnie to rajcuje, a po występie przychodzą za kulisy, chyba nie będę się martwić garstką sfrustrowanych idiotów. A zegarek ukradłam, bo był ładny, a swój zgubiłam - wyszeptała, po czym usiadła na pryczy, uciekając z objęć kobiety. Zirytowało ją to, że Vengeful prawdopodobnie tak mało wiedziała o Cyrku, a ośmieliła się odzywać na ten temat. Coś mogło być w tym, co mówiła. Może część ludzi faktycznie tak na nich patrzyła, bo poniekąd byli dziwakami i takimi kolorowymi zwierzątkami, jednak czy wtedy zapełnialiby trybuny? Czy biliby im brawo? Rzucaliby pieniądze, a po wszystkim szli z nimi na stronę? Zapewne nie. Szybko nudziliby się i nie płaciliby pieniędzy za coś, czym się brzydzili.
Chwilę milczała, wpatrując się w ziemię i zaciskając zdrową dłoń w pięść. Najwidoczniej pierwsze zasłony i maski zostały zdjęte, bo nie miały najmniejszych oporów przed powiedzeniem sobie wprost, co im nie pasuje. Jedna igrała z ogniem, druga ze śmiercią, ale najwidoczniej teraz o tym nie myślały, a przynajmniej nie robiła tego As. Była zbyt rozsierdzona tym, co właśnie usłyszała.
- Byłaś potężną wiedźmą, która wolała udawać boginię w swojej sekcie, niż skończyć wszystkie cierpienia swoich sióstr? A teraz tego nie żałujesz, bo masz co żreć? - pod koniec parsknęła, bo zabrzmiało to tak absurdalnie i głupio, że aż zabawnie. - W takim razie myślę, że jesteś ostatnią osobą, która może mi mówić, co powinnam robić - dodała, po czym schyliła się po swoją koszulę i zaczęła ją z wolna ubierać. Odechciało jej się pieszczot i bliskości, nagle zapragnęła odrobiny ciszy i spokoju, żeby pokontemplować. A miała o czym teraz myśleć, oj miała.
- Więc co nie jest marnowaniem życia? Ja przynajmniej robię to, co lubię robić. Wielu nie ma takiego szczęścia - powiedziała w przerwie między zapinaniem ostatniego guzika a szukaniem spodni. Momentalnie przypomniała jej się jej własna mama. Ona nie miała wyboru, musiała sprzedawać swoje ciało, żeby przeżyć i wychować córkę. Astaroth miała ten komfort, że mogła w każdej chwili zrezygnować i ruszyć dalej. Miała już znajomości w mieście, a nawet gdyby nie one, to dałaby sobie radę. Posiadała podstawowe zdolności, które pozwoliłyby jej na przetrwanie, nawet znalezienie pracy i szczęścia gdzieś poza Cyrkiem i Wishtown.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Pią Kwi 07, 2017 8:34 pm

Vengeful nie była zbyt wiele razy w cyrku, jednak odczuwała emocje ludzi i to jej wystarczyło w zupełności. Czuła wszystko co osoba, która przechodziła obok ulicznego grajka lub innego artysty. W dużej mierze była tam ciekawość, jednak pod nią kryła się zazdrość z powodu braku talentu. Obrzydzenie do tych ludzi, którym życie nie ułożyło się tak jak powinno i teraz robią za pajace na ulicy, byleby utrzymać się przy życiu. Spirit w tym momencie odczuwała gniew, który odebrała od Astaroth i również w jej głowie pojawiły się bardziej negatywne myśli.
- W takim razie jeśli jesteście tacy dobrzy to czemu mieszkacie w namiotach, a nie gmachach? Czemu nie kupiłaś sobie zegarka, a go ukradłaś skoro tak wam dostatnio? – warknęła Zjawa swoim nieprzyjemnym głosem, a czerwone oczy zaświeciły się złowrogo. Jej płomienna grzywa zwiększyła swój rozmiar i ogień stał się znacznie intensywniejszy niż do tej pory. Venge nie odczuwała przyjemności z obserwowania tych pokazów. Była zresztą naczyniem na emocje, które nie zawsze umiało okazać cokolwiek pozytywnego. Jest Duchem Zemst, a w niej nie ma miejsca na pokazy i sztuczki. Posiadała umiejętności akrobatyczne, jednak nie korzystała z nich w innym celu niż polowanie na swoje ofiary. Teraz jednak jej kontrahentka również ją zirytowała i gdyby Zjawa była agresywna lub mogła jej uczynić jakąś krzywdę, to najpewniej by to zrobiła. Nie byłoby to nic wielkiego, a najpewniej zwykłe uderzenie z otwartej dłoni w policzek. Chociaż w wypadku dłoni Spirit mogłoby to się skończyć na paru rozcięciach. Błękitnoskóry Duch stała teraz obok pryczy, a na jej ciele pojawiały się elementy jej pancerza, by w krótkim czasie przyodziać ją kompletnie.
Zacisnęła swe błękitne dłonie w pięści, a z niej zaczął wydobywać się czarny smog, który już Astaroth widziała wcześniej. Sądząc po ostrych rysach twarzy Zjawa była zirytowana, a jej płomienna grzywa sięgała aktualnie do połowy pleców. Tworząc w ten sposób piękne włosy z błękitnego ognia.
- W takim razie może przyniosę wam ukojenie teraz? Dając spokój wieczny – zaproponowała uśmiechając się pod nosem drapieżnie. Widząc, że połykaczka ognia ma problemy z założeniem koszuli przez moment Zjawa odczuła potrzebę niesienia jej pomocy. Dlatego czarny smog oplótł koszulę i wcisnął ją na ciało cyrkówki. Gniew kipiał w Mściwej, jednak czara goryczy jeszcze się nie przelała. Brakowało w niej tej ostatniej kropelki, która sprawiłaby, że Astaroth mogłaby oberwać od swojej właścicielki. Zjawa zerknęła w kierunku spodni czarownicy, które chwilę później za pomocą czarnej energii wcisnęły się na nogi cyrkówki. Zjawa tylko fuknęła na nią i wbiła pazury w filar podtrzymujący namiot. Wyżłabiając w drewnie ślad po swoich dłoniach, tym samym wyładowując część gniewu. Podeszła do Astaroth i spojrzała na nią z góry.
- Czym jednak się różnisz ode mnie? Wygłupiasz się i zabawiasz znudzonych ludzi za pieniądze za wymówkę dając sobie sztukę. Czy ktokolwiek zapamiętałby Twoje imię gdybym Ci w tym momencie skręciła kark? Myślisz, że nie znaleźliby nikogo na Twe miejsce? Jesteś naiwna dziecko – powiedziała chłodno Duch, a następnie postanowiła na czarownicy wykorzystać odrobinę swojej mocy. Czarna mgła owinęła szczelnie dziewczę, by następnie ukazać jej wizję. Vengeful Spirit pokazywała jej obrazy tego, co czaiło się w ludzkich sercach. Wybierała to najgorsze szambo, które skrywał w sobie każdy człowiek. Pokazała obraz zakatowanego artysty na ulicy. Artysty, którego każdy szanował jednak ostatecznie nikt mu nie chciał pomóc, gdy dwóch zbirów zatłukło go na śmierć kijem. Mało tego czarownica mogła odczuć na własnej skórze te uderzenia, mimo że fizycznie nic jej nie dolegało. Wokół była tylko gawiedź, która patrzyła na widowisko. Prawie jak na trybunach, a skoro o nich mowa to chwilę później przenieśli się na arenę cyrkową. Nie tego cyrku, do którego należała a jakiegoś innego najwyraźniej. Gdzie zarządca właśnie katował linoskoczka, który spił się i nie wystąpił przez co ludzie zażądali zwrotu pieniędzy. Odczuwała cały gniew tego zarządcy, a zarazem cały ból i strach linoskoczka. Ostatnią wizją, która została jej ukazana było wydarzenie sprzed niedawna. Spirit pokazała jej wersję, w której nie przyszła z pomocą czarownicy. Wersję, w której została brutalnie pobita oraz zgwałcona, a jej ostatnie chwile upływały właśnie w tym ciemnym zaułku. Po tym całym spektaklu mogła się ocknąć i zobaczyć, że Zjawa zmierzała właśnie do wyjścia z namiotu z ciągnącym się po za nią po ziemi warkoczem niebieskiego płomienia. Czy jednak postanowi coś uczynić, by powstrzymać Venge przed wyjściem z namiotu? Duch była wściekła, jednak gdzieś wewnątrz coś ją bolało, że tak potraktowała swoją kontrahentkę. Czuła jednak, że zrobiła to dla jej dobra i będzie musiała jakoś to uczucie przeboleć.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Kwi 08, 2017 10:31 am

Astaroth nie czytała w myślach ani uczuciach, mogła jedynie wyciągać pewne wnioski z obserwacji ludzi. Ci ludzie nie zdawali się być wrogo nastawieni do kolorowej gawiedzi, nawet jeśli często jej zazdrościli czy ich nie rozumieli. Cyrkowcy rzadko występowali na ulicach i nie byli żebrakami, na których patrzy się nieprzychylnie z powodu ich biedy. Tym bardziej nie rozumiała Vengeful, która mówiła o jej cyrkowej rodzinie jak o największych szumowinach, biedakach i nieudacznikach.
- Ci, którzy chcą, mają swoje własne majątki i łączą to z Cyrkiem, ale dla większości jest to chuja warte. Nie potrzebujemy własnych pałaców. Niektórzy wręcz uciekają z nich, aby mieszkać w małym namiocie i, jak to powiedziałaś, zabawiać gawiedź, która się nami brzydzi - warknęła. Istotnie, większość z nich nawet nie myślała o luksusie. Większości wystarczały te pieniądze, które dostawali i które mogli wydać na co tylko chcieli, nie musząc przy tym martwić się o dach nad głową. Ich sposób życia nie był dyktowany małymi zarobkami w Cyrku, lecz dobrowolnym przystaniem na takie życie. Było to też wymuszone przez ich warunki: łatwiej było szybko zwinąć mały obóz i uciec w inne miejsce, niż robić to samo z gmachem. - Czy zadasz takie samo pytanie sroce, która zabrała z parapetu zostawioną tam obrączkę, bo była ładna i świeciła? - dodała jeszcze, jednak po jej głosie było słychać, że chce uciąć tę rozmowę. Ktoś, kto najpierw pławił się w luksusach, a później mógł mieć wszystko jako duch, nigdy nie zrozumie złodzieja. Tym bardziej, że Astaroth nie była typowym złodziejem, który kradł, żeby przeżyć. To było jak niemoralne hobby, nie miało żadnego większego celu, prócz chęci zdobycia czegoś ładnego i poczucia dreszczyku emocji.
Widziała, jak płomienny warkocz Vengeful Spirit wydłużał się coraz bardziej. Jeszcze nie wiedziała, co może to oznaczać, jednak przez to, że to zjawisko budziło w niej zarazem fascynację jak i delikatny lęk, mogła wywróżyć, że nic dobrego. Chmura czarnego dymu pojawiającego się w dłoniach ducha jeszcze bardziej ją w tym utwierdzało, aż wreszcie do jej uszu doszły słowa zjawy.
- Nie waż się tknąć któregokolwiek z Cyrkowców. Jeśli już musisz kogoś zabijać, to proszę bardzo, bierz mnie. Skoro moje istnienie to i tak tylko szkodzi społeczeństwu i brzydzi dumnych mieszczuchów - powiedziała szybko i stanęła przed Mściwą z rozłożonymi rękami, jakby chciała ją sprowokować do ataku. Zamiast tego jednak doczekała się jedynie pomocy w ubraniu się. Ognista skrzywiła się, ale nie odezwała ani słowem, próbując stłumić gniew, który w niej teraz siedział. Widziała, jak jej emocje przechodzą również na Vengeful. Zapowiadała się powtórka z rozrywki, tylko że wcześniej napędzały swoje pożądanie, które mogło doprowadzić tylko do dzikiego, całodobowego seksu. Tym razem chodziło o te najbardziej negatywne emocje, których nadmiar mógł być fatalny w skutkach.
Nie bała się, gdy duch do niej podszedł i spojrzał z góry. Nie spuściła wzroku, lecz wbijała roziskrzone spojrzenie w czerwone ślepia bestii. Jej słowa uderzały dokładnie w te miejsca, które u wiedźmy były najbardziej unerwione. Od jej wiary w Cyrk, przez jej styl życia i pragnienia, aż po jej przekonanie, że chociaż nie ma rodziny, po jej śmierci ktoś jednak zapłacze. To bolało, jednak w przypadku Astaroth, ból szybko zmieniał się w gorycz i złość.
- Skoro niczym się nie różnię od ciebie, a ty nawet po śmierci masz swój krąg wyznawców... - wycedziła przez zaciśnięte zęby i uśmiechnęła się gorzko.
W tym momencie zobaczyła mgłę otaczającą ją ze wszystkich stron i uniemożliwiającą jej jakikolwiek ruch. Miała pewność, że to już koniec. Mściwa faktycznie ukróci jej żywot, później ktoś znajdzie ją martwą w namiocie, pochowają ją, a za tydzień będą mieć nowego połykacza ogni. Zamiast bólu, Astaroth poczuła jedynie nieprzyjemne mrowienie, a zaraz po tym przed jej oczami stanął obraz katowanego grajka, którego dwóch mężczyzn okładało do nieprzytomności, podczas gdy wokół chodzili ludzie. Mimo, że patrzyła na to z pewnego oddalenia, czuła każdy cios, jaki spadał na biednego artystę, lecz nie mogła nic zrobić, aby mu pomóc. Nie mogła nawet się poruszyć, bo mgła skutecznie uniemożliwiała najmniejsze drgnięcie. Gdy ciało biedaka skończyło drgać w pośmiertnych konwulsjach, przenieśli się do cyrku. Nie rozpoznawała żadnego z ludzi ani nawet samego namiotu, jednak jej uwaga została skupiona na bitym linoskoczku. Tutaj znowu czuła wszystkie cięgi batem i kopnięcia, jednak do tego doszły uczucia cyrkowca i jego zarządcy, zmieszane w ciemną chmurę bólu, strachu i nienawiści.
Kiedy miała już dość i zamierzała zacząć błagać ducha o litość, ukazała jej się znajoma scena. Pusta, ciemna uliczka i banda zbirów otaczająca cyrkówkę o dwukolorowych włosach. Widziała samą siebie z odległości może trzech metrów. Widziała strach będący na jej twarzy i wszystko to, co robiły zbiry. Nie mogła zamknąć oczu ani odwrócić wzroku od tej sceny.
- Nie... - jęknęła, kiedy w tej wizji zabrakło Mściwego Ducha, który noc wcześniej drastycznie zmienił bieg sytuacji. - Przestań! Zabierz to! - rozpaczliwe okrzyki rozniosły się po namiocie cyrkowym, jednak wizja nie ustała nagle. Astaroth musiała patrzeć, jak grupa bandytów gwałci ją i katuje na śmierć, a następnie zostawia zmasakrowane i pozbawione godności ciało na zimnym bruku.  
Gdy czarna mgła odstąpiła, ognista wiedźma zatoczyła się. Dopiero po chwili złapała równowagę i zorientowała się, że jest cała i zdrowa w swoim namiocie. Rozejrzała się wokół i dostrzegła Vengeful wychodzacą na zewnątrz. Chciała krzyknąć za nią, ale z jej ust wydobyło się tylko cichutkie jęknięcie. Była w szoku, do tego stopnia, iż przez moment nie mogła się ruszyć ani odezwać. To, co widziała, wciąż krążyło po jej głowie i powodowało paraliżujące przerażenie. Minęło parę sekund, nim wreszcie przysunęła się do swojego łóżka i usiadła na nim, kryjąc twarz w dłoni, którą mogła ruszać. Płakała. Z bólu, strachu, gniewu. Z lęku o własną przyszłość, która po raz pierwszy od dawna wydała jej się tak bardzo niepewna i tragiczna.
Nagle pomyślała o Cyrkowcach, którym Mściwa mogła chcieć przynieśc wieczne ukojenie. Zerwała się na równe nogi i ostrożnie wyjrzała na zewnątrz. Wszystko było w porządku, ludzie normalnie krzątali się wokół i zajmowali własnymi sprawami. Odetchnęła z ulgą i ponownie zaszyła się w namiocie. Miała świadomość, że i tak nic by nie zrobiła, gdyby zjawa zapragnęła wypełnić swoją propozycję. W tym momencie czuła się jak nic nieznaczący śmieć, który nie miał realnego wpływu na nic. Położyła się na swojej pryczy, skuliła się i przez długi czas leżała w tej pozycji. Z otwartymi oczami, bo ilekroć próbowała je zamknąć, upiorne wizje wracały.
Minęło sporo czasu, nim powoli zaczęła się ubierać i doprowadzać do względnego porządku, a następnie apatycznie wyszła na zewnątrz, kierując się... Dokądkolwiek. W tej chwili było jej wszystko jedno, mogła nawet zostać skatowana na ulicy jak tamten grajek lub zabita przez Mściwą, która zapragnęłaby więcej.

// zt x2

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Maj 13, 2017 12:42 pm

Podirytowana Zjawa wracała przez miasto o poranku. Noc była niespokojna, a część stoisk targowych ucierpiała na skutek gniewu Pomsty. Teraz na szczęście sytuacja nie wyglądała aż tak tragicznie. Vengeful nieco ochłonęła i może przyczyniło się do tego spotkanie z zielonowłosą nimfomanką. Mogło się też przyczynić wyładowanie całej energii w postaci destrukcji, jednak teraz czuła w sobie pustkę. Nie wiedziała gdzie ma się udać, ani co ze sobą zrobić. Przysiadła na jednym z dachów, obserwując z oddali wielki namiot cyrku, który stał w centrum. Miejsce rozrywki śmiertelników oraz siedziba wszelkich wynaturzeń. Żałośni ludzie, którzy przychodzili obserwować cyrkowców niczym fikuśne zwierzątka na smyczy, nie zdając sobie nawet sprawy, że część z nich należy do znienawidzonego gatunku czarownic. Dla Spirit było wszystko jedno z jakiej rasy ktoś pochodził, jednak i od tej reguły był wyjątek. Gardziła Koszmarami, a nawet sprawiało jej przyjemność zabijanie ich lub po prostu obserwowanie niegodnego traktowania. Były jak bakterie, wirusy, które trzeba było wytępić.
Zjawa siedziała z podkulonymi kolanami, które objęła rękoma. Jej błękitny płomień kołysał się na wietrze, a w tłumie wypatrywała czerwonej poświaty, którą mają ludzie pełni nienawiści w swych sercach. Na dole jednak nic nie wzbudzało jej szczególnego zainteresowania. Mężczyzna idący w parze z kochanką lub żoną. Oboje nosili niewielkie naleciałości karmazynowej aury. Potem były dzieci, czyste jak łza, a dalej kupcy i uliczni złodzieje, którzy byli już nieco ciemniejsi. Błękitnoskóra westchnęła ciężko, a następnie powstała i wyprostowała się. Przeciągając swe ciało przeciągle, aż słychać było trzaśnięcie jej kości. Skoczyła na kolejny dach, a potem jeszcze jeden i jeden, ostatecznie lądując w pobliżu cyrku. Przeskoczyła przez nietrwałe ogrodzenie, które tymczasowo zostało ustawione wokół przybytku, a następnie manewrowała między namiotami. Unikając wzroku cyrkowców jak tylko się dało. Patrzyła na ich rozpromienione błogim głupstwem gęby, które nie sygnalizowały nawet najmniejszej obawy o swe życie.
Zjawa przemknęła niczym cień, aż w końcu znalazła się w tym jednym, konkretnym namiocie. Nie było w nim jeszcze Astaroth, która wywoływała w Vengeful mieszane uczucia. Były one zarazem ciepłe, ale również wywoływały gniew. Cała gama uczuć, którą cyrkówka jej wtedy zaprezentowała, teraz jakby budziła się wewnątrz błękitnoskórej istoty. Zjawa pamiętała, że jej kontrahentka była ranna oraz nie powinna się nigdzie ruszać. Nie posłuchała jej, zrobiła tak jak uważała za słuszne. Spirit przysiadła na łóżku, w którym jeszcze niedawno baraszkowały razem radośnie. Każdy z kontrahentów cechował się pewnym rodzajem wyjątkowej więzi z duchem, przez co na swój sposób Venge mogła odczuwać tęsknotę za nimi jeśli ich zabrakło. Mimo, że Czarownica wciąż żyła to Duchowi jej brakowało. Jakby czegoś co było zawsze i nagle to zabrano. Jak ręka czy noga, albo inna część ciała. Jedyne co jej pozostało to czekać na powrót cyrkówki i mieć nadzieję, że nic po drodze do domu jej nie zabije. Tak jak w tamtej wizji, którą jej pokazała wtedy. Dla samej Spirit jak teraz o tym myślała było to również bolesne wspomnienie. Nie do tego stopnia, że odczuwała fizyczny ból, a jakiś rodzaj dyskomfortu. Nie było to spowodowane tym co jej pokazała, a samym faktem zrobienia dziewczynie krzywdy.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Maj 13, 2017 4:43 pm

Trochę jej zajęło dotarcie do Cyrku, ale wcale jej się nie spieszyło. Najpierw musiała się uspokoić, co w towarzystwie Hawke szło jej całkiem nieźle. Przyjaciółka doskonale wiedziała, jak postawić Astaroth do pionu. Ognista miała nieco problemów ze snem, jednak zaśnięcie po wybudzeniu się z kolejnego koszmaru wydawało się znacznie łatwiejsze, gdy miała kogoś obok. Nawet, jeśli ten ktoś nie mógł uratować jej przed zmorami, zwłaszcza gdyby te się zmaterializowały. Wystarczył sam fakt, że w razie czego może się wtulić w ciało Haw, aby móc przespać się prawie do południa, gdy obie wstały, trochę leniwie i niespiesznie. Nikt ich nie gonił, mogły sobie pozwolić na ociąganie się. Następnie poszły na nieco spóźnione śniadanie do karczmy. As była wygłodniała jakby nie jadła przynajmniej od paru dni, więc bez problemów pochłonęła swoją porcję.
Gdy przyszedł czas powrotu do namiotu, niezbyt chciała to robić. Wiedziała, że Hawke nie mogła jej towarzyszyć przez cały czas i kiedyś musiał nadejść ten moment, lecz nie był on ani trochę przyjemny. To oznaczało, że ognista znowu zostawała sama. Obawiała się też, iż Mściwa Zjawa w niedługim czasie może wrócić i chcieć zapytać ją, czy aby nie zmieniła zdania w niektórych kwestiach. Oczywiście, wiedźma nie miała zamiaru wyzbywać się tego, czego była pewna i w co wierzyła, tym bardziej, kiedy miała już pewność, że jest to słuszne. Nie chciała jednak przechodzić powtórki z rozrywki. Nie przeżyłaby pokazywania jej tego samego dzień w dzień, aż zmieniłaby zdanie i krzyknęła „życie w Cyrku jest do dupy, chcę robić coś pożyteczniejszego i godniejszego!”. Prędzej podcięłaby sobie żyły, zabierając duchowi możliwość korzystania z jakichkolwiek przywilejów, jakie były związane z życiem z Astaroth.
Starała się nie pokazywać lekkiego zdenerwowania, jakie towarzyszyło jej podczas wchodzenia na teren Cyrku. Przecież to był jej dom, prawda? Nikt jej tu nie skrzywdzi... Zresztą, zaprosiła Hawke na przetestowanie nowego trunku, jaki niedawno dostała od swojego znajomego, który naprawdę znał się na rzeczy. Może jak się trochę znieczuli, przestanie się tak martwić wszystkim.
Do namiotu weszła pierwsza i niemalże od razu dostrzegła zjawę siedzącą na jej łóżku. Po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz i odsunęła się nieco do tyłu, lecz nie wyszła na zewnątrz. Ta konfrontacja musiała kiedyś nadejść. Szkoda, że tak szybko i w towarzystwie Erin.
- Nie spodziewałam się, że tak szybko wrócisz - rzuciła nad wyraz oschle i zaraz zdobyła się na zrobienie paru kroków do przodu. Naprawdę miała nadzieję, że Mściwa już nigdy nie wróci. Mimo wdzięczności, jaką do niej czuła ze względu na uratowanie jej tyłka i zajęcie się nią, czuła również ogromny gniew i irytację związane z tym, co zrobiła później. - Obawiam się jednak, iż mam gościa, więc możesz wyjść albo udawać, że nie istniejesz. Moja przyjaciółka i tak cię nie widzi - uśmiechnęła się krzywo. Chyba wyraziła się jasno co do tego, że wolałaby zostać z Hawke sam na sam. Przez moment przemknęło jej przez myśl, co Erin musiała pomyśleć, ale doszła do wniosku, że była już w Cyrku tyle razy, iż powinna być świadoma tego, że nie wszystko widzi. Gdyby Astaroth się nie odezwała, może w ogóle nie wyczułaby obecności osoby trzeciej, która nie wydzielała przecież żadnego ciepła i dla której ciche poruszanie się nie powinno być najmniejszym.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 327
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Maj 13, 2017 5:46 pm

Nie była to jej najspokojniejsza noc, ale nie należała do najgorszych. Bywało o wiele gorzej. Większość czasu przespała spokojnie. Tylko z dwa razy się obudziła, a przez to miała i okazję do pewnego ogarnięcia swojej przyjaciółki, by ta mogła z powrotem oddać się objęciom krainy Morfeusza. To tylko upewniało ją w tym, że coś serio złego ostatnio musiało się stać. Jednak jak już wcześniej postanowiła, nie dopytywała o nic cyrkówkę. Sama dziewczyna nie lubiła łamać swoich wcześniejszych postanowień.
Mimo wszystko całkiem przyjemnie jej się spało. Trochę czasu minęło od tego jak ciemnowłosa miała okazję spać przy kimś. Szczerze mówiąc po raz kolejny zrozumiała jak bardzo czasem doskwiera jej samotność oraz może być męcząca dla człowieka jej pokroju. Cóż, przynajmniej tej nocy Erin mogła się nacieszyć posiadaniem kogoś obok siebie. To było w jakiś sposób pocieszające.
Przez cały czas widziała, że przyjaciółkę dalej coś męczy. Starała się jak mogła, aby ustach Astaroth pojawił się choć cień uśmiechu. O dziwo się jej to udało. Ba, nawet sprawiła, że As uśmiechała się. Jednak gdy przyszło wracać do Cyrku ta już nie była taka pogodna. Hawke w pewnym momencie już nawet nie wiedziała zbytnio co powinna zrobić, aby podnieść przyjaciółkę na duchu. Ech... Chyba musiała się w pewnym momencie ograniczyć tylko i wyłącznie do bycia obok.
Minęło trochę czasu zanim obie panie stanęły przed wejściem do namiotu Astaroth. Gdyby nie szybka reakcja Erin prawdopodobie przyjaciółka wpadła na nią, robiąc ten krok do tyłu.
- Co, do... - urwała, gdy jej oczom ukazała się postać, której ciemnowłosa bardzo długi czas nie widziała. Stała jak wryta, wbijając burzowe tęczówki w Vengeful Spirit. Szczerze? Przez te kilka lat w Hawke wyrosło przekonanie, że Ven nigdy nie była czymś prawdziwym tylko wyobrażeniem wystraszonego, zmęczonego dziecka, które chciało choć odrobiny sprawiedliwości oraz ociupiny uwagi i ciepła. A teraz? A teraz widziała ją znów. Niczym wyjętą z swoich wspomnień istotę, na której czas nie odcisnął swojego piętna. Nie... To musi być jakiś sen... Przecież to niemożliwe... Ja muszę śnić... przebiegło jej przez myśli. Czuła się ociupinę jak we śnie. Nawet nie zwróciła zbytnio uwagi na słowa cyrkówki. W tej chwili wszystko zdawało się jakieś takie nierealne.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Vengeful Spirit
Mściwy Duch
Mściwy Duch
avatar

Liczba postów : 70
Join date : 07/02/2017

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Maj 13, 2017 6:42 pm

Siedząc na łóżku Czarownicy, Vengeful miała całkiem sporo czasu na własne przemyślenia względem tej bandy złodziei oraz oszustów, która nazywała się cyrkiem. Prawdę mówiąc jeśli istniał rynsztok, do którego wszystko co najgorsze spływa to były takie dwa. Inkwizycja, której psy gończe były aberracjami godnymi najgorszych horrorów oraz istotami, których życie należało zakończyć przedwcześnie. Drugim zaś był właśnie Cyrk, czyli miejsce gdzie niepasujące do pierwszego rynsztoka osoby trafiały. Złodzieje, niespełnieni artyści, oszuści, mordercy i wiele innych osób z mroczną kartą historii zbierało się właśnie tutaj. Wszyscy byli dla siebie jak rodzina, jednak ze swojej perspektywy Zjawa widziała to jako mutualne egzystowanie. Istnieli tak długo jak mieli korzyści ze swojej obecności, bo gdyby tak nie było to czy faktycznie ta wielka rodzinka trzymała się razem? Nie interesował ją ani fanatyzm Inkwizycji, ani również chciwość cyrkowców. Obie z tych rzeczy były dla Zjawy błahe i nieistotne, zresztą wobec artystów jak Astaroth również miała pewne spostrzeżenie. Tworzyli by zaistnieć w oczach innych, gdyż zdawali sobie sprawę z własnej nieistotności oraz tego, że nic nie znaczą na tym świecie. Jednego dnia mogą stać na arenie, zbierając owacje na stojąco, a drugiego mogą zostać zakatowani w zaułku i większość o nich zapomni.
Teraz wyczekiwała powrotu Ognistej, zaciskając palce na swoim kolanie od czasu do czasu. Zjawa siedziała spokojnie, wyprostowana, ciekawie oglądając chwilami wnętrze namiotu. Momentami nawet z braku lepszego zajęcia sprzątała walające się tu i ówdzie przedmioty za pomocą swych mocy. Wszystko to jednak skończyło się dosyć szybko, gdyż w oddali wyczuła ten znajomy strach. Te pyszne emocje, którymi została nakarmiona przedwczoraj, dokładnie te które dały jej siłę, by skrzywdzić tamtych ludzi.
Swymi czerwonymi ślepiami zlustrowała Połykaczkę, która oschle się z nią przywitała. Zjawa nie pozostawała dłużna, gdyż Astaroth odpowiedziało jedynie prychnięcie oraz karcący wzrok, którym obdarzyła cyrkówkę. Gdyby wzrok mógł czynić krzywdę to właśnie teraz dziewczyna miałaby złamaną drugą rękę. Jej błękitny płomień poruszył się niespokojnie, a odczucie gniewu dolało do niego oliwy przez co ponownie został rozpalony. Buchnął lekko, jednak nie był to tak okazały ogień jak tamtego wieczora, jedynie delikatnie wydłużył włosy Zjawy. Aczkolwiek po chwili ponownie zapłonęły, gdyż Czarownica śmiała jej rozkazywać lub sugerować, że ma odejść.
- Jesteś moją własnością. Znaj swoje miejsce– wycedziła swymi świszczącym głosem przez zęby. Właśnie tym samym upiornym tonem, który stosowała wobec swoich wrogów. Tym, który wwiercał się w uszy i był czymś co mogło straszyć po nocach nawet najwprawniejszych poszukiwaczy przygód. Zjawa wstała z łóżka. Była zła, oj bardzo zła. Zacisnęła pięści i spojrzała gniewnym wzorkiem na wiedźmę, by chwilę później za jej plecami dostrzec znajome rysy twarzy. Mimo swojego wieku oraz nieprzywiązywania wagi do istnienia ludzi to znała ten zapach oraz tę aurę. Poznawała te rozczapierzone, czarne kudły oraz oczy. Pamiętała małą dziewczynkę, której pomogła uciec z sierocińca przed laty, a potem jeszcze zaoferowała swoją pomoc przy innej okazji. Być może tak liczne styczności z Duchem spowodowały, że Erin mogła ją zobaczyć.
Spirit nie gniewała się na Hawke, a na Astaroth więc tamtej posłała już nieco bardziej neutralny wyraz twarzy oraz przemówiła do niej tym przyjemniejszym tonem głosu. Nie uśmiechała się, jednak również nie wyglądała na rozgniewaną. Do momentu, aż spojrzała na swoją kontrahentkę, która wywoływała w niej mieszane uczucia. Pozytywne jak i negatywne, ale jednak jakieś. Wróciła wzrokiem do Erin i przywitała się jak należało. Złożyła dłonie za plecami, splatając swe palce.
- Witaj. Pamiętasz mnie? – zapytała Zjawa.

___________________
Straszny głos|Normalny głos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t423-let-my-vengence-soar#4695
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 301
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Namiot Astaroth    Sob Maj 13, 2017 7:22 pm

Gdyby spojrzenia mogły zabijać, obie leżałyby już martwe. Oczywiście na tyle, na ile nieżyjąca już istota może być martwa. Astaroth nie spuszczała spojrzenia z Mściwej, chociaż kątem oka zauważyła, że niektóre przedmioty zmieniły swoje położenie. Ach, czyżby zjawa już zdążyła się zadomowić? Z każdą siłą malał jej strach, a rosły zirytowanie i gniew, które tylko zagęszczały atmosferę. Zdawać się mogło, że wystarczyłaby jedna iskra, żeby wszystko wokół stanęło w płomieniach. Obserwowała, jak grzywa jej kontrahentki powiększa się i zaczyna płonąć żywym ogniem, który na szczęście nie był w stanie strawić namiotu. Słysząc słowa ducha, wiedźma zacisnęła dłonie w pięści, ignorując ból uszkodzonej kończyny. Gdy znowu rozprostowała palce, wokół nich zaczęły tańczyć płomienie. Zdawały się muskać materiał białych rękawiczek, lecz nie przypalały ich ani nie parzył skóry As. Ten ogień z kolei mógł narobić szkód. Od gorącego policzka wymierzonego Mściwej aż po podpalenie wszystkiego, co było wokół.
- Ten namiot jest moim miejscem. Chyba mogę prosić o odrobinę prywatności we własnym miejscu, czyż nie? - syknęła, unosząc kąciki ust w gorzkim uśmiechu. Nie bała się tego upiornego głosu ani tego, że nie miałaby żadnych szans w starciu z duchem. Nie miała zamiaru ustępować tak łatwo, nie bacząc na skutki. Nie chciała przeżyć całego życia pod jarzmem zbyt władczej istoty, która również nie wiedziała, gdzie jej miejsce. Pragnęła pokazać, że również ma coś do powiedzenia i należy się z tym liczyć, jeśli chce się z nią żyć.
Dopiero gdy Vengeful przeniosła spojrzenie na Hawke, Astaroth zrobiła to samo. W tym momencie dostrzegła jedną, niepokojącą rzecz. Jej przyjaciółka wpatrywała się dokładnie w miejsce, gdzie stała zjawa. Ale przecież... Erin nie mogła jej widzieć. Była tylko człowiekiem, w dodatku na jej dłoni nie widziała śladu po zawarciu paktu. Gdy Mściwa zwróciła się bezpośrednio do niej, As lekko uchyliła usta w zdziwieniu, a ogniste płomyki przestały krążyć wokół jej dłoni. Stała skonsternowana, spoglądając to na przyjaciółkę, to na kontrahentkę.
- Czy wy... - wymamrotała tylko, nie będąc w stanie złożyć czegokolwiek lepszego. Wbiła spojrzenie w Erin, próbując znaleźć na jej twarzy odpowiedzi na parę pytań, które wisiały w powietrzu. Skąd się znały? Czy Hawke też była zmuszona skorzystać z usług Vengeful? A jeśli tak, to dlaczego?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
 
Namiot Astaroth
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Namiot cyrkowy
» Pole biwakowe
» Namiot nauczycielski - Chantal Lacroix
» Namiot biesiadny
» Namiot (Bellamy Blake)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cyrk-
Skocz do: