IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Evelyn Henderson

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Evelyn
Mistrzyni Balsamistów
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 04/03/2017

PisanieTemat: Evelyn Henderson   Sob Mar 04, 2017 6:17 pm

Imię i nazwisko: Evelyn Henderson
Pseudonim:
Wiek: 25 lat
Rasa: Nosiciel


Because all your hate
Won't wear me down

Grupa: Inkwizycja
Ranga: Mistrz Balsamistów
Zawód: Lekarz/zielarz dla zwykłych ludzi


I lie awake and dream of how we will change the world

Moce:
Broń: Zdobiony w stylu steampunk rewolwer: lufa krótka i szeroka, komora mieszcząca jednorazowo sześć specjalnych pocisków (kaliber ?). Pociski owe wykonane są ze specjalnego stopu metali (wytrzymały, o bardzo wysokiej temperaturze topnienia) znanego tylko Evelyn. W środku każdego z nich znajduje się pojemnik z uprzednio spreparowaną trucizną, do którego z nasady pocisku wiedzie wąski kanalik zakryty z zewnątrz. Zakrycie to spada razem z łuską w trakcie wystrzału.
Trucizna: Mieszanka jadów węży i trujących ziół, dokładny skład zastrzeżony. W założeniu ma służyć osłabianiu Koszmarów bądź likwidacji mniejszych (niepewne). W razie zakażenia człowieka następuje ograniczona reakcja na jad w godzinę po kontakcie. Evelyn specjalnie na takie przypadki przygotowała surowicę powstrzymującą działanie trucizny. Testowała ją na gryzoniach oraz miejscowych w Indiach, podana nawet godzinę po zakażeniu działa.
Umiejętności: Jako kobieta z dobrego domu, Evelyn potrafi grać na fortepianie oraz szyć. Nie przejawia w tych względach specjalnych talentów, jednak niektóre utwory na fortepian idą jej niezwykle dobrze i lubi cicho do nich śpiewać, gdy jest sama. Poza tym uczona przez ojca, matkę i zastępy innych mądrych ludzi, posiada rozległą wiedzę w dziedzinie chemii, metalurgii, zielarstwa, rusznikarstwa i samoobrony. Z własnych badań zaś wynosi informacje na temat węży, szczególnie tych jadowitych, oraz Koszmarów.


Your arrogance blinds you
Why don't you open your mind

Charakter: Trudne dzieciństwo i nosicielstwo zmutowanego genu naznaczyły wyraźnie jej charakter. Evelyn jest często kapryśna i ma różne, skrajne nawet humory, którym często daje się targać bez większego powodu. Jednak zupełnie inaczej przedstawia się w sprawach związanych z badaniami czy Inkwizycją. Staje się wtedy rzeczowa i może lekko zarozumiała, lecz na pytania odpowiada konkretnie, nie popisując się bezprzedmiotowo swoją wiedzą. W podejmowaniu decyzji jest stanowcza i uparta, gdy raz wejdzie na daną ścieżkę, mimo przeciwności losu i napotykanych trudności, nie zejdzie z niej, chyba że znajdzie lepszą, wiodącą do tego samego celu. Evelyn to indywidualistka, nie znosi rad i poleceń. Wobec osoby próbującej jej w jakikolwiek sposób pomóc może stać się wyniosła i opryskliwa. Co więcej, jedynym, co zdaje się sprawiać jej radość, jest praca i zajęcia w aptece. Jednak nie pomaganie potrzebującym napawa ją satysfakcją, a proces myślenia polegający na dopasowaniu odpowiedniego sposobu leczenia do danych objawów. Evelyn uwielbia samorozwój, więc wciąż stawia sobie nowe cele do osiągnięcia. W momencie, gdy uda jej się wejść na określony stopień, potrafi nawet zacząć tańczyć, grać na fortepianie proste radosne utwory zapamiętane z dzieciństwa czy śpiewać. Przez większość czasu jest jednak przeraźliwie poważna i oschła; wciąż krążą historię, że nawet na pogrzebie rodziców wcale nie płakała, a z jej twarzy nie można było poznać śladu smutku. I tu można zauważyć kolejną ważną cechę charakteru Evelyn – nienawidzi poruszać tematu swojej przeszłości. Liczy się dla niej teraźniejszość, już nawet pytanie o to, co robiła rano jest niebezpieczne i grozi zimnym milczeniem i pogardliwym zmrużeniem oczu.
Ciekawostką na jej temat jest to, że lubi czasem wyjść na miasto i poczuć się kobietą piękną, na którą ludzie patrzą z uśmiechem i uznaniem. I chociaż nie zależy jej na względach przedstawicieli płci brzydkiej, niemałą satysfakcję sprawiają jej ich spojrzenia zaczepione o jej biodra czy kibić, gdy przechodzi powoli ulicą. Całe życie uwiązana w domu i przy książkach, w życiu prywatnym woli  być wolną i nieskrępowaną żadnymi przysięgami.
Ludzi zaś Evelyn ocenia poprzez intuicję i charakter. Niejednokrotnie bliższe poznanie człowieka potrafiło zmienić obraz narzucany przez intuicję nie do poznania. Nie przeszkadza jej to jednak dalej stosować się do tego sposobu, ponieważ jak dobrze wiadomo, wyjątek potwierdza regułę.
Co do przynależności i pracy w Inkwizycji – dwudziestopięciolatka darzy Koszmary bezbrzeżną nienawiścią, która nie dotyczy jednak czarownic. Poprzysięgła sobie dawno temu, że nie poprzestanie w staraniach, dopóki nie wynajdzie ostatecznej broni na tę pełnię zła.
Evelyn zakopuje się w pracy w udawaniu, stara się nie dopuszczać do siebie świata zewnętrznego. Balansuje na krawędzi równowagi psychicznej, chociaż sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Każde „złe myśli” od razu stara się zagłuszać i zająć się czymś, boi się zostać sam na sam z rzeczywistością. Lecz nic nie może trwać wiecznie. Kiedy nadejdzie moment utracenia tej delikatnej równowagi?


Just so know you'll never go under
Please try and tell me I'm wrong

Wygląd: Evelyn nie jest ani zbytnio wysoka, ani niska (1,69m). Jej smukłe ciało zdobią zawsze eleganckie i idealnie dopasowane suknie najnowszych krojów ukazujące piękne kobiece kształty zbliżone do klepsydry – suknia wydyma się na biodrach, gorset opina wąską talię, a falbany w dekolcie podkreślają krągłości biustu. Dziewczyna mogłaby służyć jako wzór szlacheckiego piękna. Prócz posągowej figury posiada również jedwabistą, jasną cerę bez skaz, smukłe dłonie o długich palcach fortepianistki oraz małe stopy prezentujące się cudownie w trzewikach na sześciocentymetrowym obcasiku. Jednak pomimo całego piękna ciała, potencjalnych adoratorów odrzuca natychmiast chłód twarzy szlachcianki. Lekko podłużna twarz z miękko zarysowanym podbródkiem również przypomina starożytne posągi przedstawiające boginki. Jednak pełne, małe, naturalnie różowe usta Evelyn zawsze zaciska w wąską kreskę tak, że tracą swój cudowny koloryt i pociągający kształt. Spod modelowego łuku brwi, między którymi znajduje się niewielka zmarszczka, spoglądają na każdego zimne, ciemnobłękitne oczy zmrużone w wyrazie pogardy i niezainteresowania. Jedynie węże i biedni chorzy przychodzący do jej „apteki” mogą zobaczyć w nich czasem trochę ciepła.
Jak nakazuje moda i obyczaj, Evelyn zaplata swoje długie, brązowe włosy w zmyślne koki na tyle bądź boku głowy. Jednak od kiedy pojechała do Indii, polubiła nosić włosy rozpuszczone, zaczesane jedynie tak, aby opadały tylko na jedno ramię. Sięgają wtedy one grubą falującą kaskadą trochę poniżej łokci i świadczą o dobrym nastroju właścicielki oraz o tym, że nigdzie nie wychodzi oficjalnie. Ulubioną ozdobą do włosów są papierowe kwiaty. Evelyn wplata je w koki oraz czasem w potok rozpuszczonych kosmyków wtedy, gdy chce się czuć ze sobą dobrze.
Poza tym Evelyn nie lubi ukazywać wszystkim, że należy do Inkwizycji, więc w tych rzadkich chwilach, gdy gdziekolwiek wychodzi, nie zakłada obowiązkowego ciemnofioletowego płaszcza. Jedynie z bronią skrytą w fałdach sukni nie rozstaje się nawet siedząc w aptece.
Patrząc z szerszej perspektywy, Evelyn ma swoje trzy wersje wyglądu i zachowania. Pierwsza to sztywny naukowiec, Mistrz Balsamistów – wtedy jej ruchy są oszczędne, wyważone, chód sztywny i dumny, a twarz przyjmuje wyraz nieodgadniony. Druga z kolei przejawia się wyłącznie przy pracy i w aptece. Dziewczyna siedzi wtedy z rozpuszczonymi włosami, oczy ma otwarte nieco szerzej, usta uwolnione z uścisku przyjmują swój cudowny kształt i różaną barwę, zaś ruchy stają się płynne, nieskrępowane, czasem nawet zdarza jej się tańczyć w pokojach na piętrze. Trzecią wersję można zauważyć, gdy Evelyn wychodzi gdzieś incognito. Modnie ubrana spaceruje małymi kroczkami przyglądając się lekko spod długich rzęs przechodniom i kamienicom, lekko porusza biodrami z każdym krokiem, a jej gestykulacja tylko podkreśla kobiecość i klasę.


This is the road I chose
This is the life I've made


Historia: Rodzina Henderson jest znaną w całym Królestwie. Od zawsze jej przedstawiciele służą Koronie, od wielu lat większa część z nich nosi tytuły lordowskie. Wiążą się z tym ogromne przywileje, ale też i obowiązki. Sławą cieszą się ogromne ziemie Hendersonów, bogate pałace na przedmieściach wielu miast oraz wille w samych miastach. Ciemną stroną zaszczytów są krwawe powinności. Rodzina ta służąc Królestwu straciła wielu w wojnach i zamachach. Mieniący się tym nazwiskiem umierają młodo i w pełni sił, niedoczekawszy wnucząt czy choćby ślubów swych dzieci.
Evelyn Henderson narodziła się 25 lat temu. Matka jej nie oszczędzała się w pracy aż do dnia rozwiązania. Któż mógł wiedzieć jakie będzie to miało skutki? Do jej obowiązków zaliczała się między innymi opieka nad szpitalem. Mimo niebezpieczeństwa dla dziecka przebywającego w jej łonie, nie miała ona możliwości porzucenia swojej pracy. Był to czas panowania dziwnej choroby, mutacji, objawy przystawały do siebie tylko częściowo, a chorych wciąż przybywało. Ciężarna wykonywała swe obowiązki sumiennie, ukrywając przed mężem i służącymi swoją chorobę i wycieńczenie. Często zamykała się w pokoju sama omdlewając i kaszląc w chusteczkę, na której pozostawały krwawe plamy.
Dziecko urodziło się trzy tygodnie przed oczekiwanym terminem. Nie krzyczało, jego skóra miała siny odcień. Służąca podała nieruchome dziecko matce, znając już przypadki, gdy na pozór martwe ożywały poczuwszy ciepło rodzicielki. Wycieńczona kobieta, po godzinach porodu była wściekła na dziecko. Potrząsnęła niemowlęciem i siłą otworzyła mu powieki. Nagle skóra nabrała rumieńców, a tak długo oczekiwany potomek Hendersonów zaczął płakać i przeraźliwie krzyczeć. Cudem odratowana Evelyn musiała być szybko zabrana matce, gdyż ta w przypływie furii mało nie rzuciła swoją córką. Służąca odbiegła z dzieckiem, które uspokoiło się dopiero, gdy opuściło pokój, a matka jej w tym czasie zemdlała z wycieńczenia.
Matka Evelyn nigdy już nie była tą samą kobietą. Osłabła bardzo, przestała pracować w szpitalu i zajęła się prowadzeniem badań chemicznych w urządzonym dla niej specjalnie laboratorium w piwnicach dworu.
Gdy dziewczynka miała lat kilka, rodzice jej dołączyli do rosnącej w siłę Inkwizycji. Ojciec jako genialny metalurg i rozwijający wciąż swoje technologie rusznikarz, niezwykle pomógł w rozwoju balsamistów. Matka pracowało po cichu w laboratorium i pozwalała swemu mężowi korzystać z wyników badań. Dziewczynka nie wiedziała nic o zajęciach rodziców, nikogo nie pytała, dlaczego wciąż ich nie ma. Jedynie stara służąca wiedziała o okropnych wizjach nawiedzających dziecko i straszących je niemal co nocy w snach.
Evelyn zaczęła uczyć się wcześnie i szybko przyswajała wiedzę. Mając 7 lat potrafiła już używać łaciny, francuskiego i angielskiego, płynnie czytała i pisała, znała nuty, umiała szyć i grać na fortepianie. Zwykła wiedza przestała jej wystarczać. Pewnego dnia zamiast ćwiczyć utwory fortepianowe zeszła do laboratorium matki.
– Chcę, abyś mnie uczyła o substancjach, matko. – W głosie siedmiolatki nie było zawahania, przypominał nawet bardziej rozkaz. Matka spojrzała na nią znad kolb i rurek z kolorowymi płynami ze zdziwieniem, jakby nie dowierzając, że dziecko to jest już tak duże.
– Oczywiście, Evelyn, ale musisz mi udowodnić, że jesteś już gotowa. Masz tydzień na nauczenie się tablicy pierwiastków. Wtedy porozmawiamy.
Kobieta rzuciła na podłogę karty z układami i uśmiechnęła się pod nosem myśląc, że ma dziecko z głowy. Jednak po czterech dniach Evelyn przyszła znowu i odpowiadała na pytania bez zająknięcia. Tak też zaczęła się jej poważna nauka chemii i zielarstwa. Matka zadawała jej wciąż trudniejsze zadania, co tylko jeszcze bardziej motywowało milczące i poważne dziecko do nauki.
Prócz tego Evelyn pod czujnym okiem starej służącej wkradała się pod nieobecność ojca do jego gabinetu. Czytała książki, analizowała szkice i plany, poznawała historię broni europejskiej oraz innych. Pewnego dnia, ojciec wrócił niespodziewanie i służąca nie zdążyła ostrzec dziewczynki. Mężczyzna zastał Evelyn siedzącą na podłodze otoczoną szkicami, wzorami, otworzonymi książkami, oraz własnymi rysunkami. Dziewczynka ujrzawszy ojca zaczęła przepraszać i sprzątać wszystko, on jednak ukląkł przy niej i złapał ją za rękę nie pozwalając schować rysunków.
– O. To jest ciekawe. Na czym to polega? – Wskazał na fragment jej rysunku. Evelyn bez słowa wyjęła jego szkic z notatką na boku o zacinającym się cynglu i podała ojcu. Ten przyjrzał się obu rysunkom i szybko zerwał się z miejsca. – Racja! Że nie zauważyłem tego wcześniej! To przecież ułatwia wszystko, otwiera nowe drogi… – Spojrzał na córkę z uśmiechem. – Może chciałabyś odwiedzić jutro targ? Kupię ci, o cokolwiek poprosisz.
Evelyn uśmiechnęła się szeroko i klasnęła w dłonie. Co prawda, nie wyszli na targ ani dnia następnego, ani nawet w tydzień później, lecz po miesiącu dopiero. Nie sprawiało jej to przykrości. Budziła się każdego dnia myśląc, że może to będzie ten… Jednak głowa rodu Henderson nie miała tyle czasu, ile chciała. Znajdował go tylko tyle, by godzinę czy dwie poświęcić dziecku w domu. W taki sposób Evelyn zdobyła kolejnego nauczyciela. Od ojca uczyła się o działaniu mechanizmów, możliwych usterkach i ich naprawie. Porzuciła już całkowicie nauki szycia, gry na fortepianie i języków. Grała, gdy miała na to szczególną ochotę, a języki szlifowała sama, czytając coraz trudniejsze książki.
W końcu nadszedł dzień wyjścia, pierwsze wyjście poza ogród, poza dwór, do miasta i innych ludzi. Evelyn była strasznie podekscytowana, tym bardziej, że wypadało to w dniu jej ósmych urodzin. Jazda karocą, mijające za okienkiem krajobrazy, mnóstwo otwartej przestrzeni – to wszystko sprawiło wielką zmianę. Dziewczynka nigdy tak dużo nie uśmiechała się i nie śmiała w głos. Ojciec rozmawiał z nią przez całą drogę, czuła się tak wyjątkowo. Również miasto było szczególnie piękne. We wspomnieniach Evelyn pobyt na targu zapisał się w różnobarwnych plamach ludzi i produktów. Dla wyobraźni małego dziecka był to istny karnawał. Dziewczynce spodobała się srebrna, ciężka broszka wysadzana błękitnymi kamieniami tak, aby tworzyły one płatki kwiatów. Ojciec skinął z uznaniem głową i zakupiwszy ją nawet nie pytając o cenę, po prostu kładąc garść monet na otwartej dłoni sprzedawcy, przypiął ją do sukienki Evelyn. Dziewczynka pękała z dumy i szczęścia, karnawał kolorów przyśpieszył. Wracali teraz do karocy, słońce chyliło się powoli ku zachodowi, a czekała na nich długa droga do rodowego dworu. Przechodząc pustoszejącymi uliczkami targu, nagle drogę dziewczynki przecięły trzy dziwnego wyglądu koty. Evelyn zatrzymała się w przerażeniu powoli kręcąc głową. Stwory o trójkątnych łbach, długich wąsach i ogonach wskoczyły na plecy pewnego jegomościa skręcającego w zaułek. Ów wcale tego nie zauważył, jakby stwory nie ważyły nic. Jeden z nich siedząc mężczyźnie na głowie odwrócił paskudną mordę do Evelyn i przytknął do pełnych nierównych kłów ociekających zielonkawą śliną warg palec nakazując milczenie. Dziewczyna zdążyła jeszcze tylko spojrzeć na ojca i usłyszeć skrzekliwy śmiech stworka zanim zemdlała.
Ocknęła się już w swoim pokoju. Leżała na poduszkach ze zmierzwionymi włosami, a na fotelu przy oknie siedział jej ojciec. Widząc, że ocknęła się, podbiegł do niej i kazał opowiedzieć, co widziała, a przede wszystkim napierał na informacje o wyglądzie mężczyzny zaatakowanego przez stwory. Evelyn szlochając i zacinając się odpowiadała na twarde pytania ojca cicho i na ile zdołała dokładnie. Gdy skończyła, mężczyzna wyszedł szybko bez słowa i nie wracał przez cały tydzień. W tym czasie Evelyn miała koszmary gorsze niż zwykle, wciąż widziała okropnego stwora z uniesionym do mordy palcem, jednak jej dziecinny umysł pokazywał go wciąż z nowymi przerażającymi szczegółami i rozwijał dalszy ciąg możliwych wydarzeń. Dzień urodzin zmienił się w koszmar. Dziewczynka chciała pocieszyć się chociaż broszką od ojca, jednak ta musiała odpiąć się od sukienki, gdy Evelyn zemdlała, bo nigdzie jej nie było. Dziewczynka popadła w apatię. Nie wychodziła ze swojego pokoju. Całe dnie spędzała siedząc lub leżąc na łóżku i wpatrując się w punkt.
Ojciec wrócił po tygodniu, lecz nie sam. Wraz z nim przybył zupełnie siwy starzec z monoklem na prawym oku. Dziewczynce przypominał pasikonika – taki był smukły i wysoki. Okazało się, że jest profesorem w nowej uczelni i może jej pomóc zrozumieć otaczający świat. Później przyjeżdżali także inni profesorowie. Takim sposobem Evelyn odbyła w pięć lat całą naukę, jaką uzyskać można jedynie w Akademii imienia Świętej Rozalii. Suchy ton wykładów siwego profesora i wypluwane z ogromną prędkością słowa wysuszonej historyczki, surowość trenera walki i enigmatyczność młodego balsamisty w okularach – wszystko to postawiło dziewczynę z powrotem na nogi. Dalej pobierała nauki u rodziców, jednak, co przyznawali sami przed sobą oboje ze skrytą goryczą, uczeń prędko przerósł mistrza.
Ukończywszy naukę w wieku lat trzynastu, Evelyn otrzymała w dworze własny pokój badań, wstęp do hut i narzędzia potrzebne do wdrożenia się w oddział balsamistów. Mimo pierwszych szybkich sukcesów, teraz nastąpił przestój w jej rozwoju. Panienka w jej wieku miała obowiązek uczestniczenia we wszystkich balach, bankietach, festynach i innych oficjalnych przyjęciach, więc Evelyn musiała zaniedbywać swoje obowiązki i choć bardzo pragnęła być jak najbardziej użyteczną, częściej przeszkadzała niż pomagała. Przyswojenie wszystkich zasad zajęło jej aż dwa lata i nawet potem wykonywała jedynie pośledniejsze zajęcia związane z przetapianiem metali czy odlewaniem form. Biurko, które niegdyś byłoby zapewne pełne notatek i nowych modeli, teraz świeciło pustkami. Miała odpowiednią wiedzę, wystarczająco szeroką, by piąć się wciąż wyżej i wyżej, jednak wszystkie próby kończyły się fiaskiem.
Okres ten trwał aż pięć lat. W dniu osiemnastych urodzin, Evelyn bez kontaktu z rodzicami wyszła z dworu i kazała zawieźć się do miasta. Jesienne krajobrazy ukazywały czystą melancholię, w którą wpisywał się popielaty kolor jej sukni oraz smutny wyraz twarzy. Nagle na horyzoncie zobaczyła ogromny namiot i wiedziona kaprysem kazała jechać w tamtą stronę.
– Ależ, panienko, to cyrk przecież, zabawa dla pospólstwa… – próbował oponować woźnica.
– Przecież wiem! Nie jestem głupia! – odfuknęła Evelyn, chociaż tak naprawdę wcale nie wiedziała, czym jest cyrk. Kolorowy namiot przypominał jej o czymś dalekim i zwyczajnie pragnęła zobaczyć go z bliska. Narzuciła na twarz kaptur ciemnofioletowego płaszcza i zamknąwszy oczy czekała momentu zatrzymania się powozu.
Namiot okazał się nawet większy niż myślała, a w jego otoczeniu, niczym planety wokół słońca znajdowały się inne, mniejsze oraz drewniane wozy na kołach. Sennie chodzili wokół nich ludzie i nikt zdawał się nie zwracać na jej powóz uwagi. Poczekała, aż woźnica otworzy jej drzwiczki i wysiadła. Zaczęła przechadzać się wśród wozów i namiotów bez celu. W pewnym momencie zobaczyła coś w rodzaju szczura o wielki oczach zakrytych bielmem i dwóch ogonach, a za nim znany z dzieciństwa koci kształt. Wiedziała już, że są to Koszmary. Obydwa biegły do jednego namiotu. Dziewczyna nie czuła już strachu, przyśpieszyła kroku, chcąc tym razem zobaczyć, co będzie działo się później, jak dokładnie wygląda Przejęcie. Jednak nim otworzyła wejście do namiotu, wybiegł z niego ów ogromny szczur śmiesznie podkulając ogony i tylne łapy. Widać było, że uciekał przed czymś w panicznym strachu. Evelyn szybko zajrzała do środka. W ogromnej klatce położonej wprost na ziemi unosiły swe długie, obłe ciała węże, syczały, a jeden z nich grzechotał specjalną końcówką ogona. Przed klatką przyciśnięty do ziemi przez kły żmii leżał znajomy kotowaty Koszmar charcząc i rzucając w agonii łapami. Ciemny kształt Koszmara malał i blaknął, aż zamieniwszy się w wychudzoną mysz o wielkiej i bezzębnej gębie, wypełzł spomiędzy szczęk węża i uciekł byle dalej od klatki z wężami.
Evelyn stała tam wpatrując się z fascynacją w węże. W głowie właśnie świtała jej myśl, pomysł nie do odrzucenia. Odwróciła się gwałtownie, przypadkiem przewracając jakiegoś cyrkowca, który pewnie chciał zwrócić jej uwagę, że tu nie wolno przebywać i pobiegła w stronę powozu.
– Do miasta! Muszę wykonać ważny telegram. SZYBKO!
Konie ruszyły z kopyta i powóz odjechał we wcześniej zamierzonym kierunku. Evelyn wracała do domu już w zupełnie innym nastroju. Woźnica niósł za nią ciężkie tomy ksiąg biologicznych z państwowej biblioteki, a jej telegram właśnie mknął w stronę Klejnotu Korony Imperium Brytyjskiego – do Indii. Czas oczekiwania na odpowiedź dziewczyna spędziła studiując księgi w swoim gabinecie, lecz nie zaniedbywała też obowiązków balsamisty. Wręcz przeciwnie, bardziej garnęła się do pracy, znajomi nie poznawali w tej energicznej dziewczynie dawnej Evelyn.
Już w miesiąc później wszystko zostało rozplanowane i załatwione. Evelyn żegnana przez rodziców wsiadła na statek i odpłynęła do dalekiego kuzyna, również Hendersona, do Indii. Kuzyn ów imieniem Johnathan był oficerem odpowiedzialnym za jeden z obszarów kolonii indyjskiej i zgodził się pomóc Evelyn w badaniach oferując jej zakwaterowanie i opiekę.
Dziewczyna spędziła w Indiach pięć lat. Wróciła do Anglii niemal prosto na pogrzeb rodziców – zostali zamordowani przez czarownicę dwa tygodnie po rozpakowaniu przez Evelyn waliz. Mimo tego tragicznego wydarzenia, dziewczyna musiała skupiać ogromną uwagę na swojej twarzy, by podczas pogrzebu się nie uśmiechać, tak bardzo była podekscytowana swoją nową pracą i możliwymi z niej korzyściami.
W Indiach uczyła się o wężach i ich jadach w praktyce. Johnathan okazał się bardzo miłym, choć biednym oficerem, więc prócz doświadczeń i studiów z miejscowymi uczonymi, dziewczyna musiała również zdobywać dla siebie jedzenie. Wykorzystała wiedzę zdobytą od matki i stała się lekarką dla miejscowych. Poznawszy prócz europejskich ziół również indyjskie, była w stanie pomagać ludziom na coraz skuteczniejsze sposoby. W zamian za opiekę dostawała nie pieniądze, lecz jedzenie – gotowe lub same składniki. Dnie spędzała na leczeniu, odwiedzaniu chorych i nauce, noce na samodzielnych notatkach i zauważeniach. Pracowała ciężko, jednak w końcu udało jej się stworzyć właśnie to, czego pragnęła – niezwyciężoną broń przeciwko Koszmarom, a z pewnością tym słabszym osobnikom. Miała na czym testować różnorakie mieszanki jadów, w Indiach nie brakowało tych zachłannych dusz ludzkich stworów.
I właśnie w dzień po pogrzebie rodziców, ona, ich jedyna córka, jechała do Arcymistrzyni Inkwizycji zaprezentować swe odkrycia i prosić o rozwijanie i poszerzanie tej wiedzy na wyższym stanowisku. Jechała tam z bronią palną własnego projektu i roboty, jednak w głowie już rodziły jej się pomysły na wykorzystanie jadu węży, tak osłabiającego Koszmary, w broni białej, długodystansowej i krótkodystansowej. Projekty zostały przyjęte po pewnym czasie, tymczasem Evelyn nie poprzestawała w badaniach. Ceremonia odbyła się, została Mistrzem Balsamistów w wieku dwudziestu pięciu lat. Evelyn pozostała w Wishtown, aby rozwijać swoje umiejętności dalej, sprzedała pałace i ziemie należące od pokoleń do Hendersonów, a połowę dochodu z transakcji przeznaczyła na rozwój Inkwizycji. Zakupiła kamienicę na granicy centrum Wishtown, na piętrze zamieszkała, a na parterze założyła oficjalnie aptekę, zaś nieoficjalnie i rzeczywiście lecznicę dla osób biednych.


You say we follow along
Well now follow along


Ciekawostki:


  • Evelyn jest ostatnią z rodu Hendersonów, więc często zamożniejsze i ważniejsze rodziny zapraszają ją na bankiety i bale, jednak jak dotąd w dorosłym i świadomym życiu, Evelyn nie odpowiedziała twierdząco na żadne z nich;
  • O Evelyn, szczególnie wśród wrogich Hendersonom rodów, krąży wiele plotek. Dla przykładu: że biedna dziewczyna jest kompletną wariatką i przyjaźni się z wężami. Albo że w Indiach nauczyła się wężowego i z nimi rozmawia. Kilka osób było niemal pewnych, że Henderson porzuciła wiarę w Boga na rzecz Siwy i Kaali. Złośliwe komentarze dotykają również jej rozpuszczonych czasem w aptece włosów, co lepszą wyobraźnią obdarzone kobiety wysnuły z tego faktu wniosek, że Evelyn musi uczestniczyć w orgiach pod wpływem opium urządzanych w piwnicach miasta. Dla podsumowania: to wszystko są plotki i żadna z nich na szczęście nie została usłyszana przez samą zainteresowaną;
  • Czasem zamiast wierszy czy tekstów piosenek, gdy jest sama Evelyn deklamuje fragmenty z podręczników biologicznych o budowie węży. Takie głośne powtórki informacji zazwyczaj dodają jej trochę dobrego humoru;
  • Aktualnie w specjalnie do tego celu przeznaczonym pokoju na piętrze, do którego tylko ona ma dostęp, hoduje osiem jadowitych węży sprowadzonych z Indii i innych zakątków Azji. Skóry z wylinek zbiera do osobnego pudełka trzymanego również w tym pokoju. A nóż, przydadzą się do czegoś?
  • Evelyn uwielbia swoje włosy i bardzo o nie dba, stosuje różne mydła czy roztwory z ziół, by wciąż były grube i lśniące. Nie pozwala ich dotknąć nikomu, nawet fryzjerowi.





I write these words in blood
I write these words for you
This world deserves to finally know the truth

Tekst pochodzi z piosenki Crown the Empire "Evidence"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evelyn
Mistrzyni Balsamistów
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 04/03/2017

PisanieTemat: Re: Evelyn Henderson   Sob Mar 04, 2017 8:01 pm

Evelyn napisał:
Imię i nazwisko: Evelyn Henderson
Pseudonim:
Wiek: 25 lat
Rasa: Nosiciel


Because all your hate
Won't wear me down

Grupa: Inkwizycja
Ranga: Mistrz Balsamistów
Zawód: Lekarz/zielarz dla zwykłych ludzi


I lie awake and dream of how we will change the world

Moce:
Broń: Zdobiony w stylu steampunk rewolwer: lufa krótka i szeroka, komora mieszcząca jednorazowo sześć specjalnych pocisków (kaliber ?). Pociski owe wykonane są ze specjalnego stopu metali (wytrzymały, o bardzo wysokiej temperaturze topnienia) znanego tylko Evelyn. W środku każdego z nich znajduje się pojemnik z uprzednio spreparowaną trucizną, do którego z nasady pocisku wiedzie wąski kanalik zakryty z zewnątrz. Zakrycie to spada razem z łuską w trakcie wystrzału.
Trucizna: Mieszanka jadów węży i trujących ziół, dokładny skład zastrzeżony. W założeniu ma służyć osłabianiu Koszmarów bądź likwidacji mniejszych (niepewne). W razie zakażenia człowieka następuje ograniczona reakcja na jad w godzinę po kontakcie. Evelyn specjalnie na takie przypadki przygotowała surowicę powstrzymującą działanie trucizny. Testowała ją na gryzoniach oraz miejscowych w Indiach, podana nawet godzinę po zakażeniu działa.
Umiejętności: Jako kobieta z dobrego domu, Evelyn potrafi grać na fortepianie oraz szyć. Nie przejawia w tych względach specjalnych talentów, jednak niektóre utwory na fortepian idą jej niezwykle dobrze i lubi cicho do nich śpiewać, gdy jest sama. Poza tym uczona przez ojca, matkę i zastępy innych mądrych ludzi, posiada rozległą wiedzę w dziedzinie chemii, metalurgii, zielarstwa, rusznikarstwa i samoobrony. Z własnych badań zaś wynosi informacje na temat węży, szczególnie tych jadowitych, oraz Koszmarów.


Your arrogance blinds you
Why don't you open your mind

Charakter: Trudne dzieciństwo i nosicielstwo zmutowanego genu naznaczyły wyraźnie jej charakter. Evelyn jest często kapryśna i ma różne, skrajne nawet humory, którym często daje się targać bez większego powodu. Jednak zupełnie inaczej przedstawia się w sprawach związanych z badaniami czy Inkwizycją. Staje się wtedy rzeczowa i może lekko zarozumiała, lecz na pytania odpowiada konkretnie, nie popisując się bezprzedmiotowo swoją wiedzą. W podejmowaniu decyzji jest stanowcza i uparta, gdy raz wejdzie na daną ścieżkę, mimo przeciwności losu i napotykanych trudności, nie zejdzie z niej, chyba że znajdzie lepszą, wiodącą do tego samego celu. Evelyn to indywidualistka, nie znosi rad i poleceń. Wobec osoby próbującej jej w jakikolwiek sposób pomóc może stać się wyniosła i opryskliwa. Co więcej, jedynym, co zdaje się sprawiać jej radość, jest praca i zajęcia w aptece. Jednak nie pomaganie potrzebującym napawa ją satysfakcją, a proces myślenia polegający na dopasowaniu odpowiedniego sposobu leczenia do danych objawów. Evelyn uwielbia samorozwój, więc wciąż stawia sobie nowe cele do osiągnięcia. W momencie, gdy uda jej się wejść na określony stopień, potrafi nawet zacząć tańczyć, grać na fortepianie proste radosne utwory zapamiętane z dzieciństwa czy śpiewać. Przez większość czasu jest jednak przeraźliwie poważna i oschła; wciąż krążą historię, że nawet na pogrzebie rodziców wcale nie płakała, a z jej twarzy nie można było poznać śladu smutku. I tu można zauważyć kolejną ważną cechę charakteru Evelyn – nienawidzi poruszać tematu swojej przeszłości. Liczy się dla niej teraźniejszość, już nawet pytanie o to, co robiła rano jest niebezpieczne i grozi zimnym milczeniem i pogardliwym zmrużeniem oczu.
Ciekawostką na jej temat jest to, że lubi czasem wyjść na miasto i poczuć się kobietą piękną, na którą ludzie patrzą z uśmiechem i uznaniem. I chociaż nie zależy jej na względach przedstawicieli płci brzydkiej, niemałą satysfakcję sprawiają jej ich spojrzenia zaczepione o jej biodra czy kibić, gdy przechodzi powoli ulicą. Całe życie uwiązana w domu i przy książkach, w życiu prywatnym woli  być wolną i nieskrępowaną żadnymi przysięgami.
Ludzi zaś Evelyn ocenia poprzez intuicję i charakter. Niejednokrotnie bliższe poznanie człowieka potrafiło zmienić obraz narzucany przez intuicję nie do poznania. Nie przeszkadza jej to jednak dalej stosować się do tego sposobu, ponieważ jak dobrze wiadomo, wyjątek potwierdza regułę.
Co do przynależności i pracy w Inkwizycji – dwudziestopięciolatka darzy Koszmary bezbrzeżną nienawiścią, która nie dotyczy jednak czarownic. Poprzysięgła sobie dawno temu, że nie poprzestanie w staraniach, dopóki nie wynajdzie ostatecznej broni na tę pełnię zła.
Evelyn zakopuje się w pracy w udawaniu, stara się nie dopuszczać do siebie świata zewnętrznego. Balansuje na krawędzi równowagi psychicznej, chociaż sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Każde „złe myśli” od razu stara się zagłuszać i zająć się czymś, boi się zostać sam na sam z rzeczywistością. Lecz nic nie może trwać wiecznie. Kiedy nadejdzie moment utracenia tej delikatnej równowagi?


Just so know you'll never go under
Please try and tell me I'm wrong

Wygląd: Evelyn nie jest ani zbytnio wysoka, ani niska (1,69m). Jej smukłe ciało zdobią zawsze eleganckie i idealnie dopasowane suknie najnowszych krojów ukazujące piękne kobiece kształty zbliżone do klepsydry – suknia wydyma się na biodrach, gorset opina wąską talię, a falbany w dekolcie podkreślają krągłości biustu. Dziewczyna mogłaby służyć jako wzór szlacheckiego piękna. Prócz posągowej figury posiada również jedwabistą, jasną cerę bez skaz, smukłe dłonie o długich palcach fortepianistki oraz małe stopy prezentujące się cudownie w trzewikach na sześciocentymetrowym obcasiku. Jednak pomimo całego piękna ciała, potencjalnych adoratorów odrzuca natychmiast chłód twarzy szlachcianki. Lekko podłużna twarz z miękko zarysowanym podbródkiem również przypomina starożytne posągi przedstawiające boginki. Jednak pełne, małe, naturalnie różowe usta Evelyn zawsze zaciska w wąską kreskę tak, że tracą swój cudowny koloryt i pociągający kształt. Spod modelowego łuku brwi, między którymi znajduje się niewielka zmarszczka, spoglądają na każdego zimne, ciemnobłękitne oczy zmrużone w wyrazie pogardy i niezainteresowania. Jedynie węże i biedni chorzy przychodzący do jej „apteki” mogą zobaczyć w nich czasem trochę ciepła.
Jak nakazuje moda i obyczaj, Evelyn zaplata swoje długie, brązowe włosy w zmyślne koki na tyle bądź boku głowy. Jednak od kiedy pojechała do Indii, polubiła nosić włosy rozpuszczone, zaczesane jedynie tak, aby opadały tylko na jedno ramię. Sięgają wtedy one grubą falującą kaskadą trochę poniżej łokci i świadczą o dobrym nastroju właścicielki oraz o tym, że nigdzie nie wychodzi oficjalnie. Ulubioną ozdobą do włosów są papierowe kwiaty. Evelyn wplata je w koki oraz czasem w potok rozpuszczonych kosmyków wtedy, gdy chce się czuć ze sobą dobrze.
Poza tym Evelyn nie lubi ukazywać wszystkim, że należy do Inkwizycji, więc w tych rzadkich chwilach, gdy gdziekolwiek wychodzi, nie zakłada obowiązkowego ciemnofioletowego płaszcza. Jedynie z bronią skrytą w fałdach sukni nie rozstaje się nawet siedząc w aptece.
Patrząc z szerszej perspektywy, Evelyn ma swoje trzy wersje wyglądu i zachowania. Pierwsza to sztywny naukowiec, Mistrz Balsamistów – wtedy jej ruchy są oszczędne, wyważone, chód sztywny i dumny, a twarz przyjmuje wyraz nieodgadniony. Druga z kolei przejawia się wyłącznie przy pracy i w aptece. Dziewczyna siedzi wtedy z rozpuszczonymi włosami, oczy ma otwarte nieco szerzej, usta uwolnione z uścisku przyjmują swój cudowny kształt i różaną barwę, zaś ruchy stają się płynne, nieskrępowane, czasem nawet zdarza jej się tańczyć w pokojach na piętrze. Trzecią wersję można zauważyć, gdy Evelyn wychodzi gdzieś incognito. Modnie ubrana spaceruje małymi kroczkami przyglądając się lekko spod długich rzęs przechodniom i kamienicom, lekko porusza biodrami z każdym krokiem, a jej gestykulacja tylko podkreśla kobiecość i klasę.


This is the road I chose
This is the life I've made


Historia: Rodzina Henderson jest znaną w całym Królestwie. Od zawsze jej przedstawiciele służą Koronie, od wielu lat większa część z nich nosi tytuły lordowskie. Wiążą się z tym ogromne przywileje, ale też i obowiązki. Sławą cieszą się ogromne ziemie Hendersonów, bogate pałace na przedmieściach wielu miast oraz wille w samych miastach. Ciemną stroną zaszczytów są krwawe powinności. Rodzina ta służąc Królestwu straciła wielu w wojnach i zamachach. Mieniący się tym nazwiskiem umierają młodo i w pełni sił, niedoczekawszy wnucząt czy choćby ślubów swych dzieci.
Evelyn Henderson narodziła się 25 lat temu. Matka jej nie oszczędzała się w pracy aż do dnia rozwiązania. Któż mógł wiedzieć jakie będzie to miało skutki? Do jej obowiązków zaliczała się między innymi opieka nad szpitalem. Mimo niebezpieczeństwa dla dziecka przebywającego w jej łonie, nie miała ona możliwości porzucenia swojej pracy. Był to czas panowania dziwnej choroby, mutacji, objawy przystawały do siebie tylko częściowo, a chorych wciąż przybywało. Ciężarna wykonywała swe obowiązki sumiennie, ukrywając przed mężem i służącymi swoją chorobę i wycieńczenie. Często zamykała się w pokoju sama omdlewając i kaszląc w chusteczkę, na której pozostawały krwawe plamy.
Dziecko urodziło się trzy tygodnie przed oczekiwanym terminem. Nie krzyczało, jego skóra miała siny odcień. Służąca podała nieruchome dziecko matce, znając już przypadki, gdy na pozór martwe ożywały poczuwszy ciepło rodzicielki. Wycieńczona kobieta, po godzinach porodu była wściekła na dziecko. Potrząsnęła niemowlęciem i siłą otworzyła mu powieki. Nagle skóra nabrała rumieńców, a tak długo oczekiwany potomek Hendersonów zaczął płakać i przeraźliwie krzyczeć. Cudem odratowana Evelyn musiała być szybko zabrana matce, gdyż ta w przypływie furii mało nie rzuciła swoją córką. Służąca odbiegła z dzieckiem, które uspokoiło się dopiero, gdy opuściło pokój, a matka jej w tym czasie zemdlała z wycieńczenia.
Matka Evelyn nigdy już nie była tą samą kobietą. Osłabła bardzo, przestała pracować w szpitalu i zajęła się prowadzeniem badań chemicznych w urządzonym dla niej specjalnie laboratorium w piwnicach dworu.
Gdy dziewczynka miała lat kilka, rodzice jej dołączyli do rosnącej w siłę Inkwizycji. Ojciec jako genialny metalurg i rozwijający wciąż swoje technologie rusznikarz, niezwykle pomógł w rozwoju balsamistów. Matka pracowało po cichu w laboratorium i pozwalała swemu mężowi korzystać z wyników badań. Dziewczynka nie wiedziała nic o zajęciach rodziców, nikogo nie pytała, dlaczego wciąż ich nie ma. Jedynie stara służąca wiedziała o okropnych wizjach nawiedzających dziecko i straszących je niemal co nocy w snach.
Evelyn zaczęła uczyć się wcześnie i szybko przyswajała wiedzę. Mając 7 lat potrafiła już używać łaciny, francuskiego i angielskiego, płynnie czytała i pisała, znała nuty, umiała szyć i grać na fortepianie. Zwykła wiedza przestała jej wystarczać. Pewnego dnia zamiast ćwiczyć utwory fortepianowe zeszła do laboratorium matki.
– Chcę, abyś mnie uczyła o substancjach, matko. – W głosie siedmiolatki nie było zawahania, przypominał nawet bardziej rozkaz. Matka spojrzała na nią znad kolb i rurek z kolorowymi płynami ze zdziwieniem, jakby nie dowierzając, że dziecko to jest już tak duże.
– Oczywiście, Evelyn, ale musisz mi udowodnić, że jesteś już gotowa. Masz tydzień na nauczenie się tablicy pierwiastków. Wtedy porozmawiamy.
Kobieta rzuciła na podłogę karty z układami i uśmiechnęła się pod nosem myśląc, że ma dziecko z głowy. Jednak po czterech dniach Evelyn przyszła znowu i odpowiadała na pytania bez zająknięcia. Tak też zaczęła się jej poważna nauka chemii i zielarstwa. Matka zadawała jej wciąż trudniejsze zadania, co tylko jeszcze bardziej motywowało milczące i poważne dziecko do nauki.
Prócz tego Evelyn pod czujnym okiem starej służącej wkradała się pod nieobecność ojca do jego gabinetu. Czytała książki, analizowała szkice i plany, poznawała historię broni europejskiej oraz innych. Pewnego dnia, ojciec wrócił niespodziewanie i służąca nie zdążyła ostrzec dziewczynki. Mężczyzna zastał Evelyn siedzącą na podłodze otoczoną szkicami, wzorami, otworzonymi książkami, oraz własnymi rysunkami. Dziewczynka ujrzawszy ojca zaczęła przepraszać i sprzątać wszystko, on jednak ukląkł przy niej i złapał ją za rękę nie pozwalając schować rysunków.
– O. To jest ciekawe. Na czym to polega? – Wskazał na fragment jej rysunku. Evelyn bez słowa wyjęła jego szkic z notatką na boku o zacinającym się cynglu i podała ojcu. Ten przyjrzał się obu rysunkom i szybko zerwał się z miejsca. – Racja! Że nie zauważyłem tego wcześniej! To przecież ułatwia wszystko, otwiera nowe drogi… – Spojrzał na córkę z uśmiechem. – Może chciałabyś odwiedzić jutro targ? Kupię ci, o cokolwiek poprosisz.
Evelyn uśmiechnęła się szeroko i klasnęła w dłonie. Co prawda, nie wyszli na targ ani dnia następnego, ani nawet w tydzień później, lecz po miesiącu dopiero. Nie sprawiało jej to przykrości. Budziła się każdego dnia myśląc, że może to będzie ten… Jednak głowa rodu Henderson nie miała tyle czasu, ile chciała. Znajdował go tylko tyle, by godzinę czy dwie poświęcić dziecku w domu. W taki sposób Evelyn zdobyła kolejnego nauczyciela. Od ojca uczyła się o działaniu mechanizmów, możliwych usterkach i ich naprawie. Porzuciła już całkowicie nauki szycia, gry na fortepianie i języków. Grała, gdy miała na to szczególną ochotę, a języki szlifowała sama, czytając coraz trudniejsze książki.
W końcu nadszedł dzień wyjścia, pierwsze wyjście poza ogród, poza dwór, do miasta i innych ludzi. Evelyn była strasznie podekscytowana, tym bardziej, że wypadało to w dniu jej ósmych urodzin. Jazda karocą, mijające za okienkiem krajobrazy, mnóstwo otwartej przestrzeni – to wszystko sprawiło wielką zmianę. Dziewczynka nigdy tak dużo nie uśmiechała się i nie śmiała w głos. Ojciec rozmawiał z nią przez całą drogę, czuła się tak wyjątkowo. Również miasto było szczególnie piękne. We wspomnieniach Evelyn pobyt na targu zapisał się w różnobarwnych plamach ludzi i produktów. Dla wyobraźni małego dziecka był to istny karnawał. Dziewczynce spodobała się srebrna, ciężka broszka wysadzana błękitnymi kamieniami tak, aby tworzyły one płatki kwiatów. Ojciec skinął z uznaniem głową i zakupiwszy ją nawet nie pytając o cenę, po prostu kładąc garść monet na otwartej dłoni sprzedawcy, przypiął ją do sukienki Evelyn. Dziewczynka pękała z dumy i szczęścia, karnawał kolorów przyśpieszył. Wracali teraz do karocy, słońce chyliło się powoli ku zachodowi, a czekała na nich długa droga do rodowego dworu. Przechodząc pustoszejącymi uliczkami targu, nagle drogę dziewczynki przecięły trzy dziwnego wyglądu koty. Evelyn zatrzymała się w przerażeniu powoli kręcąc głową. Stwory o trójkątnych łbach, długich wąsach i ogonach wskoczyły na plecy pewnego jegomościa skręcającego w zaułek. Ów wcale tego nie zauważył, jakby stwory nie ważyły nic. Jeden z nich siedząc mężczyźnie na głowie odwrócił paskudną mordę do Evelyn i przytknął do pełnych nierównych kłów ociekających zielonkawą śliną warg palec nakazując milczenie. Dziewczyna zdążyła jeszcze tylko spojrzeć na ojca i usłyszeć skrzekliwy śmiech stworka zanim zemdlała.
Ocknęła się już w swoim pokoju. Leżała na poduszkach ze zmierzwionymi włosami, a na fotelu przy oknie siedział jej ojciec. Widząc, że ocknęła się, podbiegł do niej i kazał opowiedzieć, co widziała, a przede wszystkim napierał na informacje o wyglądzie mężczyzny zaatakowanego przez stwory. Evelyn szlochając i zacinając się odpowiadała na twarde pytania ojca cicho i na ile zdołała dokładnie. Gdy skończyła, mężczyzna wyszedł szybko bez słowa i nie wracał przez cały tydzień. W tym czasie Evelyn miała koszmary gorsze niż zwykle, wciąż widziała okropnego stwora z uniesionym do mordy palcem, jednak jej dziecinny umysł pokazywał go wciąż z nowymi przerażającymi szczegółami i rozwijał dalszy ciąg możliwych wydarzeń. Dzień urodzin zmienił się w koszmar. Dziewczynka chciała pocieszyć się chociaż broszką od ojca, jednak ta musiała odpiąć się od sukienki, gdy Evelyn zemdlała, bo nigdzie jej nie było. Dziewczynka popadła w apatię. Nie wychodziła ze swojego pokoju. Całe dnie spędzała siedząc lub leżąc na łóżku i wpatrując się w punkt.
Ojciec wrócił po tygodniu, lecz nie sam. Wraz z nim przybył zupełnie siwy starzec z monoklem na prawym oku. Dziewczynce przypominał pasikonika – taki był smukły i wysoki. Okazało się, że jest profesorem w nowej uczelni i może jej pomóc zrozumieć otaczający świat. Później przyjeżdżali także inni profesorowie. Takim sposobem Evelyn odbyła w pięć lat całą naukę, jaką uzyskać można jedynie w Akademii imienia Świętej Rozalii. Suchy ton wykładów siwego profesora i wypluwane z ogromną prędkością słowa wysuszonej historyczki, surowość trenera walki i enigmatyczność młodego balsamisty w okularach – wszystko to postawiło dziewczynę z powrotem na nogi. Dalej pobierała nauki u rodziców, jednak, co przyznawali sami przed sobą oboje ze skrytą goryczą, uczeń prędko przerósł mistrza.
Ukończywszy naukę w wieku lat trzynastu, Evelyn otrzymała w dworze własny pokój badań, wstęp do hut i narzędzia potrzebne do wdrożenia się w oddział balsamistów. Mimo pierwszych szybkich sukcesów, teraz nastąpił przestój w jej rozwoju. Panienka w jej wieku miała obowiązek uczestniczenia we wszystkich balach, bankietach, festynach i innych oficjalnych przyjęciach, więc Evelyn musiała zaniedbywać swoje obowiązki i choć bardzo pragnęła być jak najbardziej użyteczną, częściej przeszkadzała niż pomagała. Przyswojenie wszystkich zasad zajęło jej aż dwa lata i nawet potem wykonywała jedynie pośledniejsze zajęcia związane z przetapianiem metali czy odlewaniem form. Biurko, które niegdyś byłoby zapewne pełne notatek i nowych modeli, teraz świeciło pustkami. Miała odpowiednią wiedzę, wystarczająco szeroką, by piąć się wciąż wyżej i wyżej, jednak wszystkie próby kończyły się fiaskiem.
Okres ten trwał aż pięć lat. W dniu osiemnastych urodzin, Evelyn bez kontaktu z rodzicami wyszła z dworu i kazała zawieźć się do miasta. Jesienne krajobrazy ukazywały czystą melancholię, w którą wpisywał się popielaty kolor jej sukni oraz smutny wyraz twarzy. Nagle na horyzoncie zobaczyła ogromny namiot i wiedziona kaprysem kazała jechać w tamtą stronę.
– Ależ, panienko, to cyrk przecież, zabawa dla pospólstwa… – próbował oponować woźnica.
– Przecież wiem! Nie jestem głupia! – odfuknęła Evelyn, chociaż tak naprawdę wcale nie wiedziała, czym jest cyrk. Kolorowy namiot przypominał jej o czymś dalekim i zwyczajnie pragnęła zobaczyć go z bliska. Narzuciła na twarz kaptur ciemnofioletowego płaszcza i zamknąwszy oczy czekała momentu zatrzymania się powozu.
Namiot okazał się nawet większy niż myślała, a w jego otoczeniu, niczym planety wokół słońca znajdowały się inne, mniejsze oraz drewniane wozy na kołach. Sennie chodzili wokół nich ludzie i nikt zdawał się nie zwracać na jej powóz uwagi. Poczekała, aż woźnica otworzy jej drzwiczki i wysiadła. Zaczęła przechadzać się wśród wozów i namiotów bez celu. W pewnym momencie zobaczyła coś w rodzaju szczura o wielki oczach zakrytych bielmem i dwóch ogonach, a za nim znany z dzieciństwa koci kształt. Wiedziała już, że są to Koszmary. Obydwa biegły do jednego namiotu. Dziewczyna nie czuła już strachu, przyśpieszyła kroku, chcąc tym razem zobaczyć, co będzie działo się później, jak dokładnie wygląda Przejęcie. Jednak nim otworzyła wejście do namiotu, wybiegł z niego ów ogromny szczur śmiesznie podkulając ogony i tylne łapy. Widać było, że uciekał przed czymś w panicznym strachu. Evelyn szybko zajrzała do środka. W ogromnej klatce położonej wprost na ziemi unosiły swe długie, obłe ciała węże, syczały, a jeden z nich grzechotał specjalną końcówką ogona. Przed klatką przyciśnięty do ziemi przez kły żmii leżał znajomy kotowaty Koszmar charcząc i rzucając w agonii łapami. Ciemny kształt Koszmara malał i blaknął, aż zamieniwszy się w wychudzoną mysz o wielkiej i bezzębnej gębie, wypełzł spomiędzy szczęk węża i uciekł byle dalej od klatki z wężami.
Evelyn stała tam wpatrując się z fascynacją w węże. W głowie właśnie świtała jej myśl, pomysł nie do odrzucenia. Odwróciła się gwałtownie, przypadkiem przewracając jakiegoś cyrkowca, który pewnie chciał zwrócić jej uwagę, że tu nie wolno przebywać i pobiegła w stronę powozu.
– Do miasta! Muszę wysłać posłańca. NATYCHMIAST!
Konie ruszyły z kopyta i powóz odjechał we wcześniej zamierzonym kierunku. Evelyn wracała do domu już w zupełnie innym nastroju. Woźnica niósł za nią ciężkie tomy ksiąg biologicznych z państwowej biblioteki, a jej telegram właśnie mknął w stronę Klejnotu Korony Imperium Brytyjskiego – do Indii. Czas oczekiwania na odpowiedź dziewczyna spędziła studiując księgi w swoim gabinecie, lecz nie zaniedbywała też obowiązków balsamisty. Wręcz przeciwnie, bardziej garnęła się do pracy, znajomi nie poznawali w tej energicznej dziewczynie dawnej Evelyn.
Już w miesiąc później wszystko zostało rozplanowane i załatwione. Evelyn żegnana przez rodziców wsiadła na statek i odpłynęła do dalekiego kuzyna, również Hendersona, do Indii. Kuzyn ów imieniem Johnathan był oficerem odpowiedzialnym za jeden z obszarów kolonii indyjskiej i zgodził się pomóc Evelyn w badaniach oferując jej zakwaterowanie i opiekę.
Dziewczyna spędziła w Indiach pięć lat. Wróciła do Anglii niemal prosto na pogrzeb rodziców – zostali zamordowani przez czarownicę dwa tygodnie po rozpakowaniu przez Evelyn waliz. Mimo tego tragicznego wydarzenia, dziewczyna musiała skupiać ogromną uwagę na swojej twarzy, by podczas pogrzebu się nie uśmiechać, tak bardzo była podekscytowana swoją nową pracą i możliwymi z niej korzyściami.
W Indiach uczyła się o wężach i ich jadach w praktyce. Johnathan okazał się bardzo miłym, choć biednym oficerem, więc prócz doświadczeń i studiów z miejscowymi uczonymi, dziewczyna musiała również zdobywać dla siebie jedzenie. Wykorzystała wiedzę zdobytą od matki i stała się lekarką dla miejscowych. Poznawszy prócz europejskich ziół również indyjskie, była w stanie pomagać ludziom na coraz skuteczniejsze sposoby. W zamian za opiekę dostawała nie pieniądze, lecz jedzenie – gotowe lub same składniki. Dnie spędzała na leczeniu, odwiedzaniu chorych i nauce, noce na samodzielnych notatkach i zauważeniach. Pracowała ciężko, jednak w końcu udało jej się stworzyć właśnie to, czego pragnęła – niezwyciężoną broń przeciwko Koszmarom, a z pewnością tym słabszym osobnikom. Miała na czym testować różnorakie mieszanki jadów, w Indiach nie brakowało tych zachłannych dusz ludzkich stworów.
I właśnie w dzień po pogrzebie rodziców, ona, ich jedyna córka, jechała do Arcymistrzyni Inkwizycji zaprezentować swe odkrycia i prosić o rozwijanie i poszerzanie tej wiedzy na wyższym stanowisku. Jechała tam z bronią palną własnego projektu i roboty, jednak w głowie już rodziły jej się pomysły na wykorzystanie jadu węży, tak osłabiającego Koszmary, w broni białej, długodystansowej i krótkodystansowej. Projekty zostały przyjęte po pewnym czasie, tymczasem Evelyn nie poprzestawała w badaniach. Ceremonia odbyła się, została Mistrzem Balsamistów w wieku dwudziestu pięciu lat. Evelyn pozostała w Wishtown, aby rozwijać swoje umiejętności dalej, sprzedała pałace i ziemie należące od pokoleń do Hendersonów, a połowę dochodu z transakcji przeznaczyła na rozwój Inkwizycji. Zakupiła kamienicę na granicy centrum Wishtown, na piętrze zamieszkała, a na parterze założyła oficjalnie aptekę, zaś nieoficjalnie i rzeczywiście lecznicę dla osób biednych.


You say we follow along
Well now follow along


Ciekawostki:


  • Evelyn jest ostatnią z rodu Hendersonów, więc często zamożniejsze i ważniejsze rodziny zapraszają ją na bankiety i bale, jednak jak dotąd w dorosłym i świadomym życiu, Evelyn nie odpowiedziała twierdząco na żadne z nich;
  • O Evelyn, szczególnie wśród wrogich Hendersonom rodów, krąży wiele plotek. Dla przykładu: że biedna dziewczyna jest kompletną wariatką i przyjaźni się z wężami. Albo że w Indiach nauczyła się wężowego i z nimi rozmawia. Kilka osób było niemal pewnych, że Henderson porzuciła wiarę w Boga na rzecz Siwy i Kaali. Złośliwe komentarze dotykają również jej rozpuszczonych czasem w aptece włosów, co lepszą wyobraźnią obdarzone kobiety wysnuły z tego faktu wniosek, że Evelyn musi uczestniczyć w orgiach pod wpływem opium urządzanych w piwnicach miasta. Dla podsumowania: to wszystko są plotki i żadna z nich na szczęście nie została usłyszana przez samą zainteresowaną;
  • Czasem zamiast wierszy czy tekstów piosenek, gdy jest sama Evelyn deklamuje fragmenty z podręczników biologicznych o budowie węży. Takie głośne powtórki informacji zazwyczaj dodają jej trochę dobrego humoru;
  • Aktualnie w specjalnie do tego celu przeznaczonym pokoju na piętrze, do którego tylko ona ma dostęp, hoduje osiem jadowitych węży sprowadzonych z Indii i innych zakątków Azji. Skóry z wylinek zbiera do osobnego pudełka trzymanego również w tym pokoju. A nóż, przydadzą się do czegoś?
  • Evelyn uwielbia swoje włosy i bardzo o nie dba, stosuje różne mydła czy roztwory z ziół, by wciąż były grube i lśniące. Nie pozwala ich dotknąć nikomu, nawet fryzjerowi.





I write these words in blood
I write these words for you
This world deserves to finally know the truth

Tekst pochodzi z piosenki Crown the Empire "Evidence"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 611
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Evelyn Henderson   Sob Mar 04, 2017 8:04 pm

Wybacz mi zamieszanie z tym nieszczęsnym telegrafem, gdybym wiedziała, co z tego wyniknie, przymknęłabym oko.
Jak zwykle jestem pod wrażeniem Twojego warsztatu pisarskiego, KP ponownie na poziomie. Akceptuję i życzę miłej gry!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
 
Evelyn Henderson
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Organizacja :: Zapisy-
Skocz do: