IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Sala treningowa   Nie Mar 12, 2017 12:35 pm

First topic message reminder :

Minął niemalże miesiąc od pierwszego zawitania Erin w Inkwizycji. Czy w jej życiu zmieniło się wiele? Z pewnością miała okazję posmakować zwyczajnego, spokojnego życia. Sumiennej pracy i otrzymywania adekwatnych do niej zarobków. Jeśli tylko nie przeprowadzała żadnego strajku głodowego, nie powinna chodzić o pustym żołądku. Dostała swoje minimum godności – ciepłe łóżko i zawsze czekający na nią posiłek, choć to i tak niewiele. Nie próbując ucieczek, ani buntów, mogła zacząć zapominać o niewygodach dawnego życia, co zresztą powinno odbić się na wyglądzie Erin, mianowicie przyzwoitym ubiorze i pełniejszych kształtach.
Właśnie ten okres „przyzwyczajania się” spędziła wyłącznie z Christine, co tłumaczone było na wiele sposobów. Dziecko nim nauczy się biegać, powinno umieć raczkować, prawda? Także i Erin, nie mogła przecież trenować, gdy z powodu swojej postury nie uniosłaby miecza treningowego w dłoń. Poznawała więc historię Inkwizycji. Relację z innymi państwami. Ich motywy, kilka z znaczących w przyszłości planów. I bóg jeden wiedział, że miała z Chris jak w raju, w porównaniu z tym, co miało ją spotkać.
*
Przetrącona przy pierwszym spotkaniu Selene i Erin, kość w końcu zdążyła się zrosnąć, co było wyznacznikiem gotowości złodziejki to rozpoczęcia tego, po co tu przybyła. W zależności od stopnia jej buntu – została posłana do sali treningowej sama albo w obstawie jednego ze żniwiarzy. Gdy już do niej trafiła, zastała czekającą na nią rudowłosą inkwizytorkę. Gotową do pracy, choć początkowo oszczędną w słowach i czynach.
Znalazły się zupełnie same w wielkim, pustym pomieszczeniu, a każdy ich krok i odgłos niósł się echem po wysokich ścianach. Selene ubrana była zwyczajnie, po męsku, choć tym razem jej dłonie zdobiły lekko na nią za duże, skórzane rękawice sięgające niemal łokcia. Jej włosy wciąż były na tyle krótkie, że nie widziała sensu w ich związywaniu, choć powoli zaczynały cisnąć się jej do oczu i zawadzać. W dłoni trzymała dwie identyczne bronie białe, podobne na wzór rapiera, o podłużnej, cienkiej głowni, choć z łagodniejszą osłoną palców, umieszczonej przy rękojeści.
- Łap – powitała ją tym słowem, rzucając jej jedną z broni, gdy znalazła się wystarczająco blisko. Zaraz też wręczyła dziewczynie skórzane rękawice, każąc jej zabezpieczyć dłonie. Wtedy też chwyciła za swoją broń, cofając się jedną nogą o krok, powoli szykując się do nadchodzącego starcia. – Wiesz, jak się nazywam i co będziemy robić – powiedziała słowem wstępu, uśmiechając się niecnie i celując w nią bronią.
- To szpada dworska. Ostra jak skurwysyn – oznajmiła, choć Erin mogła się już zapoznać z ową bronią. Była o wiele lżejsza, niż mogła się tego spodziewać. – Nic więcej nie musisz wiedzieć… A raczej, dowiesz się w trakcie. En garde, hahaha! – zaśmiała się w głos, choć sytuacja bynajmniej zabawna nie była. Nie dodawała nic więcej, ale złodziejka mogła dostrzec, że stopy Selene układają się pod kątem prostym, z jedną nogą wyraźnie wysuniętą do przodu, palcami skierowanymi do przeciwniczki. Uniosła broń do twarzy, prezentując ją w pełnej okazałości, co dla Erin mogło zdać się szeregiem dziwnych czynności, z wykonaniem delikatnego ukłonu na końcu. Zamierzała wrzucić ją na głęboką wodę. Sprawić, że nauczy się szermierki w przyspieszonym tempie... albo zginie próbując się nauczyć.
- Możesz zacząć, sprawdźmy na co cię stać… - zaproponowała, choć nie oczekiwała od niej wielkiej woli walki. Oczywiście, mogła się zdziwić, jako że Erin miała prawo do zemsty za wszystko, co Selene jej dotychczas zgotowała. – Nie krępuj się, potrzebujesz wyłącznie jednej zdrowej dłoni, o wszystkim pomyślałam… - zachęciła ją, niby uprzejmie, choć w głosie Inkwizytorki kryło się wiele jadu.
Była gotowa do sparowania pierwszego ataku, jeśli ten kiedykolwiek nastąpił. W innym przypadku, nie wahała się przejść do działania, zadając pierwszy, dość przewidywalny cios, wyprowadzając pchnięcie z samego środka, celując mniej więcej w klatkę piersiową dziewczyny. Bez większego problemu mogła odbić atak lub odsunąć się na bezpieczną odległość. A co było kolejnym krokiem dziewczyny? Ucieczka? Czy może kontratak, gdy już spostrzegła się, że Selene wcale nie zamierza jej darować?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene

AutorWiadomość
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Sob Cze 10, 2017 7:29 pm

Była tylko kobietą. Może i aż kobietą, gdy swoim zachowaniem powodowała, że inni kurczyli się w sobie, często spełniając jawnie nadużywające władzy rozkazy. Jednak nie potrafiła być wiecznie silna. Problemy nawarstwiały się, wzbierały się w niej, powodując, że miała ochotę ukryć się przed resztą świata i obowiązkami, którym nie potrafiła już sprostać. W końcu musiała pęknąć. Przeraziło ją tylko to, że osoba, której na co dzień nie zaszczyciłaby pojedynczym spojrzeniem, przyczyniła się do jej zachwiania… a może i potknięcia?
Drżała, wciąż usiłując uspokoić przyspieszony oddech i przeraźliwe bicie serca, łopatkami napierając na drzwi, jakby te mogły w każdej chwili runąć, a u ich progu pojawić się przerażająca bestia. Obserwowała spokojny, leniwy krok Erin, czując, jakby wewnątrz niej coś właśnie obracało się w drobny pył. Ból w klatce piersiowej, pochodzący – jak miała wrażenie – z nadmiaru emocji, stawał się nie do zniesienia. Kruszyła się. I nic nie mogła na to poradzić.
Otarła gwałtownie oczy, desperacko usiłując zatrzymać resztki godności, z jakich jej dziś nie obdarto. Wiedziała, że panika była zbędna, a w Wishtown natrafić było można na setkę innych, mniej bezpiecznych miejsc, które Erin na co dzień mijała lub w nich bywała. Zareagowała zbyt gwałtownie. Dała się ponieść minionemu zagrożeniu, nieświadoma, że po przekroczeniu progu tego pokoju nic złego ją nie czeka.
- Masz rację – przytaknęła cicho, już spokojniej zbliżając się do biurka i bezwiednie puszczając drzwi, które wcześniej trzymała niby kosztem własnego życia. Zbliżyła się do biurka, na którym zostawiła koszyk z owocami i olejkami do kąpieli, z wolna gładząc jego wiklinową rączkę, w milczeniu kontemplując jej kształt. Po głębokim oddechu, zaczęła wyciągać z niego zebrane przedmioty, owoce, broń, a kończąc na podarowanych olejkach zamkniętych w szklanych buteleczkach. – Masz rację – powtórzyła się, przyglądając się beznamiętnie jednej fiolce z starannie wykonanym przez nią napisem. Zacisnęła na niej palce. Po chwili odezwała się zupełnie innym tonem, zwiastującym, że chwilowy spokój był wyłącznie pozorny:
- Dlaczego… dlaczego ty taka jesteś? – jęknęła niemrawo, kręcąc głową. – Staram się dla ciebie, Erin… Ale chyba nie mam już na to siły. – W miarę mówienia jej głos cichnął, łamał się, ale dobrnęła do końca. Ledwie. Odstawiła z hukiem ostatnią fiolkę, powstrzymując się od ciśnięcia nią a najdalszy kąt pokoju. – Jesteś dorosła, poradzisz sobie – dodała, wciskając swoją broń w kieszeń żakietu, teraz wyraźnie wypchaną, niedającą złudzeń, co może znajdować się w środku. Ruszyła do wyjścia. Sama. Nie zwykła prosić dwukrotnie.
- Jutro o świcie pod bramami Inkwizycji, pamiętaj – przypomniała jej, wychodząc z pokoju Erin i spokojnie zamykając za sobą drzwi. Ruszyła przyciemnionym, niekończącym się korytarzem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Sob Cze 10, 2017 8:31 pm

Leżała tak w nadziej, że Christine sobie daruje, da jej przespać tę resztkę nocy. Ba, przez chwilę miała wrażenie, że słowa, które padły z ust ciemnowłosej włóczęgi poskutkowały, ale ów złudne nadzieje bardzo szybko przeszły w zapomnienie. W sumie to po raz kolejny w ostatnim czasie. Tak, Hawke powinna się już do tego przyzwyczaić.
Jej burzowe spojrzenie było skupione na twarzy pani grabarz. Widziała jakie zmiany rysują się na jej obliczu. Już po kilku sekundach wiedziała, że coś jest ewidentnie nie tak, a ona nie wróci za kilka chwil w objęcia krainy Morfeucsza. Jak na złość Erin poczuła się dziwnie: cholernie nieswojo, a dodatkowa z poczuciem winy. Miała wrażenie, że w jakiś sposób w tym momencie zawiodła panią grabarz, a przecież tego nie chciała, prawda? Tyle się starała, aby ta była z niej dumna. Choć nie rozumiała czemu w ogóle obchodziło ją to, że Chris się na niej zawiodła. Przecież Erin nigdy jakoś nie obchodziło co sądzą o niej inni. Czemu więc tym razem nie spłynęło to po niej jak po kaczce? Ciemnowłosa włóczęga tego naprawdę nie wiedziała, a co za tym idzie cholernie ją to dręczyło. Słowa Christine w jakiś sposób ją przygniotły, nie dały tak po prostu bezczynnie leżeć. Jeszcze, gdy ta mówiła Hawke z powodu wyrzutów sumienia podniosła się z powrotem do pozycji siedzącej, ale nie zrobiła nic więcej dopóki ta nie ruszyła w stronę drzwi. Dopiero wtedy szybko wstała i ruszyła za starszą inkwizytorką. Nie zdążyła jej złapać zanim ta wyszła, ale w korytarzu już jej się to udało. Nie była pewna jak powinna się zachować, czy to co chciała zaraz zrobić w ogóle mogło mieć miejsce, ale nawet nie minęły trzy sekundy, a dziewczyna przestała się wahać i złapała Christine za rękę, aby ta się zatrzymała, po czym przytuliła się do jej pleców. Przez chwile nic nie mówiła, ale jej słowa w końcu przerwały ciszę panującą na korytarzu.
- Przepraszam, ja już nie będę. Daj mi chwilę, a pójdę, gdzie będziesz chciała – powiedziała dość cicho, ale nadal na tyle głośno, aby Christine była w stanie ją usłyszeć.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Pią Cze 16, 2017 8:07 pm

Odchodziła, zmuszona planować, jak teraz powinna ułożyć wszelakie nadzieje wobec Hawke. Nigdy nie próżnowała, nie pozwalała sobie na chwilę bezsensownego zamyślenia. Nawet teraz, gdy poczuła się odtrącona i niesprawiedliwie potraktowana za poświęcenie, które – jak miała wrażenie – oddawała jej każdej możliwej chwili. Musiała sobie z tym poradzić i właśnie to zamierzała uczynić, niezależnie od kosztów.
Jednak wszystkie wątpliwości odeszły, gdy tylko usłyszała dźwięk otwierających się za nią drzwi, tych samych, które zostawiła za sobą. Zwolniła, pozwoliła się dogonić. Poczuła uścisk na swojej dłoni. Przyjęła go z ulgą, zrozumieniem. Oddała dotyk, stając w miejscu i pozwalając jej wypowiedzieć słowa przeprosin. Tak będzie lepiej. Bolało ją, że chwila pojednania nie pokrywała się ze zrozumieniem dziewczyny, gdzie leży jej wina. Przyjęła ją i tak. Przecież to tylko kwestia czasu, nim pojmie prawdę, czyż nie?
- Chcę dla ciebie dobrze, Erin. Nic więcej… - szepnęła, hamując łzy wzbierające się w jej oczach. Och, głupia babo! Starzejesz się, robisz się coraz bardziej ckliwa! Nie wyniknie z tego nic dobrego. – Nie spiesz się. Spakuj się dokładnie, bo nie wrócisz tu prędko. O ile w ogóle. – poinformowała ją, a jej pewność siebie powoli wracała, co odbijało się w głosie Christine. – Poczekam na ciebie na dole, zorganizuję nam powóz. Pojedziemy do mnie. Póki co zamieszkasz u mnie. Później zorganizuję coś lepszego. A będziesz wolna dopiero wtedy, gdy nabiorę pewności, że potrafisz zadbać o własną skórę sama – postawiła jej warunki, nie oczekując już sprzeciwu. Zgodziła się przecież na wszystko, łapiąc ją na skraju korytarza, nim zdążyła odejść.
Odwróciła się powoli, uśmiechając się smutno. Nim ją puściła, poklepała dziewczynę pocieszająco po ramieniu, dając jej łagodny znak, by się nie rozklejała.
- Idź. Ja zamienię jeszcze kilka słów z gospodarzem – poleciła, pozwalając dziewczynie odejść. Czekała jeszcze na jej zgodę lub kolejne słowa. Następnie zaczęła układać sobie w głowie tekst do niezbyt przyjemnej przeprawy z właścicielem ów dobytku.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Sob Cze 17, 2017 6:05 pm

Nie rozumiała tego wszystkiego. Nie do końca potrafiła znaleźć i zrozumieć powód czemu Christine się tak na nią zdenerwowała. W końcu powiedziała tylko prawdę, czyż nie? Czuła jednak, że powinna przeprosić, bo zrobiła coś nie tak. Może ów uczucie było zmanipulowane przez zachowanie starszej od niej kobiety, ale Hawke po prostu czuła, że powinna to zrobić.
W sumie to spodziewała się wszystkiego. Była pewna, że grabarz ją odepchnie, a kto wie, może nawet ciemnowłosej oberwie się w twarz? Na całe szczęście obeszło się bez rękoczynów, a sama Christine zareagowała o dziwo bardzo łagodnie. Erin przytuliła się do niej ciut mocniej, niczym małe dziecko spragnione bliskości. Hawke nawet nie zauważyła jak lekko przymknęła powieki i odetchnęła z wyraźną ulgą z powodu nie odtrącenia przez panią grabarz.
Słuchała w milczeniu tego co ta do niej mówiła. Nie zgłosiła żadnego głosu sprzeciwu co do jej planów. Nie było ku temu sensu, zwyczajną hipokryzją byłoby z jej strony sprzeciwianie się w tej chwili. Bezsensowny stawianie się nie miała racji bytu. Pokiwała głową, aby pokazać, że wysłuchała słów kobiety. Spojrzała na nią, uśmiechając się przepraszająco, a po chwili ruszyła do pokoju, aby zebrać swoje rzeczy.
Dobytek miała skromny, więc dużo czasu nie zajęło jej zebranie go. Oczywiście Hawke dwa razy upewniła się, że niczego nie zapomniała. Rzeczy miała mało, co tylko nauczyło ją ich pilnować. Gdy już była pewna, że wzięła wszystko, zabrała swoje bagaże i mimo tego, że zmęczenie coraz bardziej o sobie przypominało, poszła na dół gdzie miała czekać na nią Christine.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Sob Cze 17, 2017 7:55 pm

Gdy się rozstały, od razu podążyła schodami w dół, kierując się na zaplecze, z hukiem roztwierając wszelakie drzwi stojące jej na drodze. Niektórzy ją kojarzyli; nikt nie próbował jej zatrzymać, zwłaszcza, że minę miała całkiem zaciętą. Wypatrzyła gospodarza stojącego nad kucharkami, wyraźnie wytykającego im błędy w fachu. Oho, teraz ona mu powytyka. Wszystko, co leżało jej na duszy.
- Czy Inkwizycja mało ci płaci za zapewnienie bezpieczeństwa swoim ludziom, patałachu? – warknęła wściekle na powitanie, celując w niego dłonią. Drugą rękę trzymała ostrzegawczo w kieszeni. Mężczyzna zarządzający dobytkiem wyprostował się, gotów odeprzeć postawiony mu zarzut. Nim zdołał do zrobić, Christine ponownie przemówiła, równie nieprzyjemnym tonem. – Goście twojego zawszonego przybytku nie życzą sobie być napastowani przez lokalnych pijaczków. Następnym razem, z łaski swojej uważaj, kogo tu wpuszczasz – zacisnęła zęby, choć nie grożąc mu w sposób jawny, mężczyzna mógł wyczuć, że jeśli jeszcze raz z nią zadrze, z pewnością nie skończy się to dobrze. – Zabieram Erin Hawke; jej pokój jest już wolny. A ty, wiedz, że się nie popisałeś tym razem – dodała wyniośle, zadzierając głowę.
Wtedy rozpętało się małe piekło. Gospodarz również podniósł głos, wyrzucając z siebie żal za wszystkie problemy, jakie zgotowała mu przez lata Inkwizycja. Nie był świadomy, jak wiele jeszcze było przed nim. Krzyczał na nią, zarzekając się, że nie odpowiada za zachowanie każdego z biesiadników, a jeśli jej się nie podoba, może wypierdalać w podskokach. Christine wtórowała mu, grożąc, klnąc jak szewc i gestykulując wściekle. Po wymianie nic nieznaczących argumentów syknęła jeszcze:
- Przydaj się na coś i załatw nam powóz!
- Wypchaj się, opętana babo! Nie chcę widzieć cię tu nigdy więcej! – wrzeszczał na nią, choć zgodnie z życzeniem, podążył w głąb zaplecza. Oczywiście, poszła za nim, wyklinając dalej, kiedy on prosił jednego ze stajennych o zaprzęgnięcie koni. Ich podniesione głosy niosły się, ginąc dopiero w oddali ożywionych uliczek Wishtown.
- Świetnie! Moja noga nigdy więcej tu nie postanie! – syknęła, machając mu środkowym palcem, zupełnie ignorując przerażone spojrzenie stajennego.
- Trzymam cię za słowo! – pożegnał ją, trzaskając za sobą drzwiami od zaplecza i zostawiając ich samych. Mógł wyrażać swoje niezadowolenie w dowolny sposób, do kiedy spełniał swoje zadanie, Christine pozwalała mu na bezczelność. Czasami sądziła, że powinna wyciągnąć konsekwencje, a później przypomniało jej się, że mieszkańcy i tak wystarczająco boją się Inkwizycji. Zależało jej na dobrych stosunkach z właścicielem tego dobytku, ale, och… głupoty nie należało nagradzać!
Poczekała, ile trzeba było na Erin, a gdy już ją zastała, pomachała dłonią, poganiając ją i oddychając głęboko, aby ugasić palącą się w niej wciąż złość. Niełatwo było Christine przejść z jednego stanu do drugiego, ale nigdy nie uważała za prawidłowe wyżywanie się na niej przez porażki, które nie powinny jej nawet dotyczyć.
- To niedaleko – oznajmiła krótko, bojąc się, że gdy doda coś jeszcze, stanie się nieprzyjemna.
Jeśli udało im się wsiąść do powozu, zastukała na młodego stajennego, który spełniał funkcję tymczasowego woźnicy i ruszyły wzdłuż uliczek. Zapadł już zmrok, zmarnowały wystarczająco dużo czasu. Christine była wyraźnie niepocieszona z tego powodu. Ale dość już było złości jak na jeden dzień, nieprawdaż?
Nie minęło więcej niż dziesięć minut, aż powóz zatrzymał się, stając przed jedną z wielkich kamienic. Wysiadła ostrożnie z powozu, trzymając się za spódnice, a następnie żegnając się wyjątkowo cierpko z niczego winnym chłopcem.
- To tutaj. Mieszkamy same z Margaret – oznajmiła, powoli się uspokajając. – Pewnie już śpi… A ciebie naprawdę trzeba umyć… - mruczała pod nosem, wydobywając z kieszeni pojedynczy klucz, przyozdobiony zieloną wstążką. – Margaret to moja gosposia. Dobra kobieta, choć pedantka jakich mało – tłumaczyła przyciszonym głosem, otwierając drzwi do mieszkania, jednocześnie starając się nie narobić hałasu. – Nie wejdziesz do domu z ubłoconymi buciorami, nie zjesz posiłku, nim nie umyjesz rąk, nie wyjdziesz z domu, jeśli na twojej koszuli jest chociażby jedno zagięcie. Strzeż się jej – tłumaczyła, stąpając na palcach, po ciemku prowadząc Hawke po klatce schodowej, wprost do drzwi własnego mieszkania. Po omacku odnalazła klamkę i dziurkę od klucza, otwierając kolejne z drzwi.
Znalazły się w gustownym przedpokoju, przyozdobionym obrazami, lustrami i zupełnie zbędnymi w swojej funkcjonalności ozdobami. Tapetowane ściany były koloru kremowego, upstrzone bordowymi wzorami, mieniące się w delikatnym świetle pochodzącym z jednego z otwartych pokojów.
- Rozbierz się. I zdejmij buty, nim obudzisz demona – szepnęła, rozpinając powoli żakiet. Hawke w ciągu tej chwili spędzonej na korytarzu mogła wypatrzeć, że od przedpokoju odchodzą przynajmniej trzy pary drzwi, lecz póki co mogła jedynie zgadywać, dokąd prowadzą. - Mar? – zawołała cicho w przestrzeń, po rozchodzącym się świetle, domyślając się, że służąca jeszcze nie zasnęła.
I jak na jej życzenie, z pokoju z uchylonymi drzwiami, rozległ się dźwięk przesuwanego krzesła, a zaraz i wysoki głos:
- Ma panienka szczęście, że nie czekałam z kolacją! Kto by to widział wracać o… - zamilkła, gdy pojawiła się, stając przed nimi w koszuli nocnej, dzierżąc w dłoni świecznik. Była to starsza, siwowłosa kobieta, o pucołowatej twarzy, choć czarne brwi nadawały jej surowego wyglądu. – Goście?! Mogła mnie panienka chociaż uprzedzić! – przejęła się niemożliwie i lustrując Erin od góry do dołu wzrokiem.
- Też się cieszę, że cię widzę, Mar – sapnęła, choć w głosie Christine dźwięczała ulga. Najwyraźniej wolała użerać się ze swoją osobliwą gosposią niż resztą tego świata. – To Erin Hawke, wspominałam ci o niej. Będzie naszym gościem przez jakiś czas. Bądź dla niej wyrozumiała – poprosiła, popychając lekko młodszą dziewczynę, aby Margaret mogła się jej dobrze przyjrzeć. – Erin, to Margaret. Powinnaś się jej słuchać, jeśli ci życie miłe. – uśmiechnęła się, na co gosposia rzuciła jej potępiające spojrzenie. – Niech zgadnę… Jesteś głodna i chce ci się spać, prawda? – zaśmiała się, co spotkało się z niezrozumieniem starszej kobiety. – Margaret, naszą księżniczkę trzeba wykąpać. Wiem, że jest późno… Ale tylko na nią spójrz… - powiedziała z udawanym przejęciem, doskonale grając na poczuciu porządku służącej.
- Nigdy nie jest za późno bycie czystym! – żachnęła się, chwytając Erin za dłoń. – Pójdziesz ze mną, młoda damo! Coś ty robiła do tej pory, kopałaś ziemniaki na polu!? – pociągnęła ją za sobą, kierując ich prosto do łazienki. Jeśli Hawke odwróciła się do Christine, wciąż stojącą w przedpokoju, mogła dostrzec, jak kobieta macha jej na pożegnanie, bez cienia żalu oddając ją w paszczę potwora. Cóż, miała z tego niezły ubaw. Z wolna podążyła do swojego pokoju, choć zamierzała wkrótce do nich dołączyć – za nic nie chciała przegapić takiego widowiska.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Sob Cze 17, 2017 10:11 pm

Grzecznie podążała za Christine. Nie miała zamiaru jej w tej chwili bez potrzebnie denerwować. Kobieta i tak wyglądała już na nieźle wkurwioną. Nie było sensu podnosić poziomu jej wściekłości. Mogło się to źle skończyć dla otoczenia jak i dla samej Hawke, a ona chciała jeszcze trochę pożyć i mieć wszystko na miejscu. Podróż z karczmy do mieszkania minęła całkiem przyjemnie. Co jak co, ale udało jej się przysnąć na chwilę, ale była to chyba jej jedna z najkrótszych drzemek. Po chwili wysiadała już z powozu, przecierając wierzchem dłoni oczy. Kiwnęła na pożegnanie chłopcu, po czym ruszyła za Christine.
Naprawdę uważnie słuchała tego wszystkiego co mówiła do niej kobieta, co jakiś czas przytakując, albo cicho mruknąwszy coś w odpowiedzi. Oczywiście na tyle ile pozwalał jej na to zmęczony umysł. Choć i tak trzeba przyznać, że w tej chwili rozgadanie Christine miało swoją zaletę – przez słuchanie takiego potoku słów nie dało się zasnąć. Hawke skrzywiła się delikatnie, gdy usłyszała, że usłyszała, że gosposia była pedantką. Cóż, obawiała się odrobinę, że będzie mieć na starcie na pieńku z tą starszą kobietą. Za to Erin nie miała problemu w przemieszczaniu się po cichu. Co jak co, ale miała to już całkiem dobrze wyuczone. Cóż, taki fach. Przez cały czas Hawke trzymała się trochę z tyłu.
Posłusznie zsunęła buty ze stóp, a następnie zdjęła płaszcz i odwiesiła na wieszak. Dziwnie się poczuła, gdy starsza kobieta się jej tak przyglądała. Miała wrażenie, że jej wzrok miałby zaraz zrobić w niej dziurę. Ciemnowłosa nie była też zbytnio zadowolona, że pani grabarz jeszcze ją przesunęła przed siebie. Hawke o wiele bezpieczniej czuła się w jej cieniu.
- Dobry wieczór – przywitała się, aby przypadkiem nie dostać potem z tego powodu zjebki od Chis. Zaraz przeniosła spojrzenie na swoją opiekunkę. - Nie chce mi się jeść… Chcę iść tylko spać – mruknęła ciupkę niezadowolona, że czarnowłosa sobie żartowała z niej w taki sposób. Zaraz skrzywiła się z powodu kolejnych słów kobiety – Nie jestem żadną księżniczką – odparła i nie była nic więcej w stanie zrobić, bo została pociągnięta przez gosposie. Nim się zorientowała, zdążyła się oddalić spory kawałek od swojej opiekunki, na którą gdy spojrzała, zauważyła na jej ustach dość psotny uśmieszek. Jej osobiście nie przypadł do gustu. Przeniosła burzowe tęczówki na Margaret.
- Proszę panią, ale ja sobie dam radę… Umiem się sama umyć – powiedziała. Co jak co, ale Hawke chciała oszczędzić sobie zażenowania całą sytuacją. Drugim powodem był fakt, że z chęcią ochlapałaby się szybko wodą, a następnie poszła dalej spać.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
Selene
Kat
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 21/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Sob Cze 17, 2017 10:55 pm

Ciągnęła ją wbrew wszystkiemu; nie zamierzała odpuścić, do kiedy Erin nie osiągnie stanu zadowalającego. A Margaret miała naprawdę wysoko postawioną poprzeczkę, jeśli chodziło o porządek i czystość.
- Naprawdę? Jakoś tego po tobie nie widać – sparowała służąca, zręcznie otwierając drzwi na prawo, tą samą ręką, w której trzymała świecznik. – Możesz mówić mi Margaret – powiedziała, po czym wprowadziła ją do skromnej, wyłożonej panelami na podłodze i części ścian łazienki, w której mieściła się wanna na metalowych, pozłacanych nóżkach, parawan, drewniane krzesełko i balia oraz komoda. Służąca prędko obdarzyła ogniem stojące w centrum pomieszczenia świeczniki, sprawiając, że Erin mogła przyjrzeć się całemu wnętrzu nie wytężając wzroku. Przy ścianie wisiały białe, puchate ręczniki oraz lustro w ozdobnej ramie. – Odłóż swoje rzeczy i usiądź, nastawię wodę – poleciła jej, wskazując jej drewniany stoliczek i opuszczając łazienkę wraz ze swoim świecznikiem.
Hawke na krótką chwilę mogła zostać w słodkiej ciszy, gdzie nikt nie próbuje jej wrzucić do wody i natrzeć mydłem, ani nikt nie próbuje jej zamordować w ramach treningu. Krótka to była chwila, bo wkrótce w progu znów zawitała Margaret, przyodziewając fartuch, założony na koszulę nocną, a pod pachą dzierżąc drewniane wiaderko z szczotkami, ścierkami i przedmiotami do higieny. Jeśli Erin nie zdążyła jeszcze usiąść, gosposia z pełną werwą jej w tym pomogła.
- Rozczeszę ci włosy – poinformowała ją i od razu przeszła do działania, stawiając świecznik na panelach i sięgając po szczotkę o łagodnie zakończonych, zaokrąglonych ząbkach. Zanurzyła przedmiot we włosach dziewczyny, przesuwając po nich, a gdy wymagało to użycia większej ilości siły – szarpała, ale starała się robić do delikatnie, przytrzymując brązowe pasma u samej nasady. – Dziwna ta moda wśród młodzieży… co się dzieje z tym światem… - mruczała pod nosem, nie zatrzymując się i intensywnie czesząc włosy dziewczyny, najwyraźniej pijąc do ich długości.– To samo panienka! A później dziwić się, dlaczego jeszcze kawalera nie znalazła…! – biadoliła dalej, wczuwając się coraz bardziej, kręcąc z politowaniem głową.
- Z pewnością to wina spodni goszczących na moim tyłku, Margaret – usłyszały chichot Christine, która od jakiegoś czasu przyglądała się już poczynaniom starszej kobiety. Pozbyła się już butów, pończoch, żakietu oraz jej broń spoczywała już w bezpiecznym miejscu.
- O! O tym właśnie mówię! Z takim nastawieniem i słownictwem, nim się obejrzysz, zostaniesz starą panną! – fuknęła na nią, dokonując już ostatecznych poprawek na włosach Erin, na co Chris wzruszyła ramionami ze śmiechem, co najwyraźniej miało oznaczać, że jest już na to za późno. – I taki przykład dajesz tej młodej damie! – oburzyła się, wstając w końcu, szykując kąpiel dla dziewczyny. – Mam nadzieję, że panienka nie demoralizuje cię tam, w Inkwizycji? – zapytała z przejęciem, przetrzepując nieistniejący pyłek z ręczników, gdy Christine usiadła na brzegu komody, przyglądając się całej scenie z nieukrywanym rozbawieniem.
- Biedne dziecko… Pobyt tutaj dobrze ci zrobi…. – szepnęła, przykładając dłoń do twarzy, bo nagle ogarnęło ją wzruszenie. Później prędkim krokiem podążyła do kuchni, aby sprawdzić stan gotującej się wody. Gdy opuściła pomieszczenie, Christine ledwie mogła powstrzymać się od śmiechu:
- Poczekaj, aż będzie próbowała zapleść ci warkoczyki…

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t181-selene
Hawke
Włóczęga
avatar

Liczba postów : 323
Join date : 23/12/2015

PisanieTemat: Re: Sala treningowa   Wto Cze 20, 2017 6:49 pm

Poczuła lekką irytacje. Czemu wszyscy próbowali jej wmówić, że nie jest wstanie o siebie sama zadbać? Do cholery, no! Wychowywała się na ulicy, umiała sobie poradzić z większością trudności i o siebie zadbać. Dobra, czasem zdarzyło jej się upaść i potrzebowała pomocy, ale zazwyczaj dawała sobie radę sama. Naprawdę głupa kąpiel miała sprawić jej taką trudność? No, raczej nie. Była to banalna czynność, a już na pewno łatwiejsza od treningu z Selene. Pomimo jednak złość, ugryzła się w język i nic nie odpowiedziała. Czuła, że nie ma tu nic do gadania, choćby miała się nie wiadomo jak sprzeciwiać i szarpać.
Nim się zorientowała została sama w skromnej łazience. Stała chwilę rozkojarzona, jej mózg ewidentnie działa wolniej przez zmęczenie, a gdy już zrozumiała, że ma szanse na ucieczkę z pokoju, ba, już zrobiła kilka kroków w stronę wyjścia, właśnie w nim stanęła gosposia. Hawke zrobiła minę męczennika, przeklinając wszystkie sobie znane bóstw i bogów. Już po chwili została pozbawiona swoich bagaży oraz etui z lutnią, a sama Margaret usadowiła ją na krześle i zaczęła rozczesywać jej ciemne włosy. Erin kilkakrotnie się skrzywiła, gdy kobieta szarpała szczotką, aby rozczesać jakiś kołtun. Na wzmiankę o swoich włosach, wywróciła tylko oczami. Nie rozumiała takiego czepialstwa.
Hawke nie była świadoma tego, kiedy Christine weszła do pomieszczenia. Jej obecność zdradziły Erin zdradziły dopiero jej słowa. Dziewczyna spojrzała na nią z widocznym niezadowolenie i wyrzutem w burzowych tęczówkach. W końcu to ona namówiła do tego gosposie. Tak, Hawke w tej chwili wyglądała jak niezadowolone dziecko, które było do czegoś przymuszane.
Po chwili musiała się po raz kolejny ugryźć w język, aby nie wypowiedzieć przypadkiem kilku gorzkich słów na temat Inkwizycji.
- Nie dam sobie zapleść jakiś durnych warkoczyków – burknęła. Irytowało ją to rozbawienie Christine, jej wcale nie było do śmiechu.

___________________
I don’t care if you realize
What you see in my eyes
theme || theme || voice


* * * * * * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t221-i-m-not-calling-you-a-thief-just-don-t-steal-from-me
 
Sala treningowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Sala treningowa
» Sala treningowa
» Sala treningowa
» Sala treningowa
» Sala Wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Off-Topic :: Strefa pozafabularna :: Retrospekcje-
Skocz do: