IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Skarpa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Skarpa   Pon Lip 24, 2017 1:58 pm

Na wysokości nie większej niż dwieście metrów, na bliższej miastu stronie góry znajduje się dość stroma, naturalna skarpa. Wieńczy ona prawie że owalną, rozległą polanę, z drugiej strony ograniczoną lasem. Ten skrawek ziemi pozbawiony jest wyższej roślinności, dodatkowo znajdują się na nim spore kamienie, które spokojnie mogą służyć za wygodne siedziska. Polana jawi się jako idealne miejsce na odpoczynek czy nawet rozbicie obozu, jednak otaczająca ją bór jest gęsty, a prowadzące przez niego przejścia nie są znane każdemu. Mimo to spotkać tam można wypaloną trawę, świadczącą o wzniecaniu ogniska w tymże miejscu.
Cały urok tego zakątka wychodzi na jaw dopiero po zmroku, gdy, siedząc na krawędzi, można w spokoju obserwować gwiazdy.

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Pon Lip 24, 2017 2:05 pm

Vivian uśmiechnęła się delikatnie, słysząc zaskakującą odpowiedź Astaroth. To nawet nie tak, że miała jakieś brudne myśli, po prostu zdążyła się już nieco rozeznać w zainteresowaniach koleżanki po fachu, przez co wolała uprzedzić fakty, nawet za cenę lekkiego nietaktu. Ognista nie wydawała się być jednak urażona ostrzeżeniem, więc nie było powodu, by dłużej to roztrząsać.

Wciąż miały dużo czasu, poruszały się sprawnie, jednak nadal pozostał im znaczny kawałek do przejścia. Szczęśliwie prędko dotarły do pierwszego punktu orientacyjnego, z którego Vivian mogłaby dotrzeć na miejsce sabatu z zamkniętymi oczami. Podczas wędrówki treserka uważnie słuchała Astaroth, co i raz wtrącając jakąś odpowiedź czy komentarz, prezentując się tym samym niezwykle rozmownie jak na siebie.

Aż w końcu dotarły do podnóży góry.

- Chodź za mną – odezwała się cicho Vivian i ruszyła przodem, w skupieniu wybierając drogę między drzewami. Żadna konkretna ścieżka nie prowadziła w to miejsce, jedynie zaznajomione osoby lub wielcy szczęściarze mogli przedostać się przez mur gęstych drzew. A dzisiejszej nocy nie tylko one chroniły sabat przed niepożądanymi gośćmi. Treserka dobrze wiedziała, czego się spodziewać, więc gdy tylko pokonały kilkadziesiąt metrów zbocza, nagle odbiła w lewo i po przejściu jeszcze odrobiny, przystanęła.

- To już chyba w tym miejscu… - mruknęła z lekkim wahaniem, po czym przeniosła wzrok na Astaroth. - Daj rękę. Głupio byłoby, jakbyś wpadła na barierę.

Wyciągnęła swoją w zapraszającym geście. Jeśli tylko Ognista ją chwyciła, ruszyła do przodu, coraz bardziej zbliżając się do majaczącego gdzieś w oddali skraju lasu. Tym sposobem obydwie pomyślnie przekroczyły ową barierę.

To nie było przyjemne uczucie. Wrażenie przypominające zimny deszcz, jednak przenikający aż do środka ciała. Przeszywające na wskroś igiełki chłodu, oglądające intruza od wewnątrz i poddające osądowi jego istnienie. Vivian aż się wzdrygnęła, choć przeżyła to już wielokrotnie. Nic w tym dziwnego – w końcu nie lubiła, gdy ktoś ją oceniał.

- Ach – westchnęła z lekkim niezadowoleniem w głosie, po czym przeniosła wzrok na Astaroth, jednocześnie puszczając jej dłoń. - Tym sposobem jesteśmy niemalże na miejscu.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Sro Lip 26, 2017 5:45 pm

Astaroth wyjątkowo dała się prowadzić i nawet nie próbowała w tym momencie przejąć inicjatywy, tłumacząc się tym, że lepiej zna las. Chwilami bowiem miała wrażenie, że Vivian istotnie byłaby w stanie zaprowadzić je w odpowiednie miejsce z zamkniętymi oczami, nawigując jedynie dzięki zapachowi wilgotnej trawy i wybrzuszeniach na korze poszczególnych drzew. Jak inaczej wytłumaczyć to, że ciągnęła As przez prawdziwy gąszcz, o którym zapomniał sam Bóg i gdzie ludzie nie wytyczyli żadnej ścieżki, a wyglądało na to, że zmierzają w dobrym kierunku? Ten sabat wybrał sobie idealne miejsce. Nawet ognista nie wpadłaby na to, żeby w swoich leśnych wędrówkach zawędrować tak daleko od wytyczonych szlaków.
Toteż szła grzecznie za Vivian, unosząc poły sukni, żeby przypadkiem jej nie zniszczyć i nie przewrócić się o nic. Nie przywykła do chodzenia w kiecce, zwłaszcza po lesie, więc nietrudno byłoby się o nią potknąć i zabić. Wtedy usłyszała głos treserki.
- Hm? - mruknęła, podając jej dłoń. - Macie barierę magiczną...? - spytała z niedowierzaniem. Po co komu dodatkowa ochrona, skoro sabat odbywa się na takim pustkowiu? Z drugiej strony, to dobre rozwiązanie. Tej nocy pewnie niejeden Inkwizytor kręci się w okolicach Wish Mountain, szukając nieostrożnych wiedźm, które udają się, aby celebrować przesilenie letnie.
Nie spodziewała się momentu, kiedy będą przekraczać barierę, toteż zimno dotknęło ją jeszcze bardziej. To było jak zimny prysznic, czy raczej oberwanie wiadrem z lodem. Wzdrygnęła się i przygarbiła, jakby to miało uchronić ją przed chłodem, lecz wciąż czuła, jak magia przenika ją całą, na zmianę z rosnącą ekscytacją i podnieceniem. To oznaczało, że były już blisko, co też zaraz zostało zakomunikowane przez treserkę.
- Nareszcie - mruknęła radośnie, po czym aż przyspieszyła kroku, zmierzając w stronę, gdzie, jak jej się wydawało, odbywał się sabat. Dopiero po chwili przystanęła i obróciła się do Vivian, stwierdziwszy, że nie powinna się tak wyrywać. Jeśli inne wiedźmy zobaczą samotną, obcą czarownicę na swoim terenie, mogą zareagować różnie. - No pospiesz się! - powiedziała głośno z wyraźną niecierpliwością w głosie. Chciała już teraz iść tam, poznać wszystkich i rozpocząć zabawę!

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Sro Lip 26, 2017 10:47 pm

Vivian uśmiechnęła się szelmowsko na pełne niewiary pytanie Astaroth, odczuwając jednocześnie dumę ze swojego sabatu. To zabezpieczenie, a także manewry przygotowane na wypadek niefortunnych zdarzeń nie byłyby możliwe, gdyby nie niesamowite talenty niektórych stałych bywalczyń zlotu. Przez tyle lat środki ostrożności zostały dopracowane niemalże do perfekcji, choć żadna z czarownic nie ośmieliłaby się zatopić w zwodniczej pysze, opuszczając tym samym gardę.

- Owszem – odparła treserka z nutą zadowolenia w głosie. - Przede wszystkim ma zatrzymać niechcianych gości. Właśnie dlatego muszę cię przez nią przeprowadzić, zaprosić do środka.

I zaprosiła. Kiedy znalazły się już za barierą, Vivian w pierwszej chwili nie zwróciła nawet uwagi, że Ognista zdecydowała się pośpieszyć. Treserka przystanęła tam, gdzie nie odczuwała już efektów bariery i pewnym ruchem ściągnęła wstążkę, przytrzymującą jej niestaranny warkocz. Kilka szybkich ruchów dłonią sprawiło, że splot rozluźnił się całkowicie, a uwolnione fale spłynęły na ramiona i plecy czarownicy. Zaraz po tym odszukała wzrokiem czekającą na nią Astaroth.

- Już idę.

Uspokoiwszy połykaczkę tymi słowami, faktycznie ruszyła o wiele energiczniejszym krokiem, wyprowadzając Ognistą z labiryntu drzew prosto na oblaną światłem księżyca polanę. Zdążyły spokojnie. Sabat wciąż się nie rozpoczął, lecz już, już lada moment!…

Jeśli Astaroth pamiętała słowa Vivian, mogła się zdziwić, gdyż czarownic nie było parę. Na łące znajdowało się co najmniej kilkanaście wiedźm, niektóre spacerujące, inne siedzące na kamieniach lub rozłożonych kocach. Dało się słyszeć szmer rozmów prowadzonych z podnieceniem i ekscytacją, a także nieśmiałe dźwięki instrumentów, strojonych gdzieś na uboczu. Wszystko zdawało się być doskonale zaplanowane. Na prowizorycznym stole, wokół którego skupiły się miejsca siedzące, znajdowały się proste przekąski, takie jak pieczywo, suszone mięso, czy wczesne owoce. Nie brakowało również napitków. W wielkich dzbanach spragniony mógł odnaleźć zarówno wodę, jak i czerwone wino, a gdyby komuś zabrakło doznań, w tajemniczych woreczkach kryły się różne mieszanki ziół i tytoniu, gotowe do palenia w kadzidłach i fajkach.

W pewnym oddaleniu od strefy biesiadnej znajdował się niepozorny jeszcze stos, mający już wkrótce przeobrazić się w święte ognisko. Więcej uwagi przykuwał wysoki kamień, pełniący zaszczytną rolę ołtarza. Leżało się na nim wiele drobnych przedmiotów, jednak w oczy rzucały się przede wszystkim dwie gliniane misy, zawierające wodę zmieszaną z odrobiną pachnących olejów. Tutaj wszystko zdawało się być gotowe.

- Chodź, zajmijmy już miejsce przy ognisku – stwierdziła Vivian, dostrzegając, jak i inne czarownice decydują się podejść do stosu klonowego drewna. Również ona majaczyła gdzieś w pobliżu – ich Przewodniczka.

Choć wszystkie obecne tu czarownice wyróżniłyby się z tłumu swoim zwiewnym, zdobnym a nawet i skąpym odzieniem, tamta kobieta sprawiała, że reszta wyglądała zwyczajnie. Nie była już młoda, czas odznaczył się na jej twarzy zmarszczkami uśmiechu przy ustach i oczach. Postawna, a jednak jednak w jej ruchach kryła się zwinność i szybkość. Miała długie, kędzierzawe i brązowe włosy, z których część splotła w drobne warkoczyki, chowające się między wolnymi puklami. Nosiła jedynie płócienną, beżową suknię, której spódnica posiadała głębokie rozcięcia po bokach, sięgające ud Przewodniczki. Poza wymalowanymi na skórze znakami i wzorami, jej wygląd dopełniały również ozdoby. Całe mnóstwo ozdób. Dary natury powplatane we włosy i zawieszone na rzemieniach; kamienie i szkiełka, świeże i suszone zioła, a nawet kości. Prezentowała się dziko i niedbale. Nie bez powodu nazywano ją córą lasu.

Skierowała już swoje kroki do stosu, by oficjalnie rozpocząć sabat. W jednej dłoni dzierżyła pochodnię, w drugiej zaś kostur, widocznie wysłużony i ozdobiony równie bogato co sama kobieta. Przewodniczka nie śpieszyła się, dawała szansę, by wszyscy w spokoju zajęli miejsca, co wykorzystała Vivian, wskazując Astaroth szeroką lukę między dwiema kobietami, jednocześnie ruszając w tamtym kierunku.

- Mam nadzieję, że nie zgubiłaś swojego kwiatu – szepnęła z uśmiechem do Ognistej przy pierwszej możliwej okazji. Treserka gdzieś po drodze zdążyła pozbyć się lampy i butów. - Jenica zaraz rozpocznie rytuał.



Co tu się to ja nawet nie... ;;

___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Nie Sie 13, 2017 3:35 pm

I nareszcie dotarły do miejsca sabatu, a ciekawość Astaroth została podsycona przez nie kilka, lecz kilkanaście wiedźm. Spodziewała się tego, czy może bardziej dopuszczała taką możliwość po tym, jak bardzo ogólnikowo Vivian mówiła o planach na swój nocny wypad. Już z jej słów i wskazówek można było wywnioskować, że nie chodzi o spotkanie w malutkim gronie najbliższych przyjaciółek. Te zapewne nie osłaniałyby się magiczną barierą.
Nie mogła skupić spojrzenia w jednym miejscu, bo ciągle coś ją rozpraszało i zmuszało do zerknięcia w inną stronę. Stos, kobiety odziane w zwiewne i wyzywające stroje, porozkładane wokół tajemnicze przedmioty, przekąski, dźwięki strojonych instrumentów i rozmów. Ognista pragnęła obejrzeć to wszystko, dotknąć. Czuła tę niesamowitą atmosferę i unoszącą się wokół magię, chociaż obrzędy jeszcze się nie zaczęły.
Nim głowa zdążyła jej odlecieć od przyglądania się wszystkiemu w jej najbliższym otoczeniu, Vivian skutecznie ściągnęła na siebie jej uwagę, ale tylko na chwilkę. Astaroth skinęła głową i powoli ruszyła w stronę ogniska. Cóż za ironia losu. Spotykały się wokół stosu, podczas gdy każdego dnia kolejne z nich ginęły w płomieniach na dokładnie takich samych konstrukcjach. Podeszła do przerwy w okręgu i zapełniła ją. Zaraz też uśmiechnęła się do czarownicy po swojej lewej stronie, rozpoznawszy w niej starą znajomą i kochankę, lecz ta, zamiast odwzajemnić miły gest, fuknęła na ognistą i zabrawszy swoją towarzyszkę, odeszła o parę osób dalej, byle jak najdalej od As.
- Nawet jej nie tknęłam, przysięgam! - szepnęła do Vivian, jakby chciała jej udowodnić, że danego słowa nie złamała i nie miała takiego zamiaru. Tym razem poszło jedynie o dawne niesnaski. Cyrkówka aż zaczęła się zastanawiać, ile z tych kobiet miała już okazję poznać... Miała nadzieję, że nie było ich aż tak dużo, bo nie chciała spędzić nocy w takiej atmosferze, odtrącana przez wszystkich tylko dlatego, że kiedyś chciała się zabawić.
Spytana o kwiat, uniosła go i pomachała nim delikatnie w powietrzu, uważając na to, żeby go nie uszkodzić. Dopiero teraz spojrzała uważniej na poskramiaczkę bestii i zauważyła pewne zmiany w jej wyglądzie. Westchnęła cicho, widząc jej rozpuszczone włosy opadające na ramiona i bose stopy. Wyglądała tak czarująco, a As doskonale wiedziała, że nic z tym faktem nie zrobi i przez to czuła się naprawdę źle.
- To jest Jenica? - spytała cicho zaraz po tym, jak ściągnęła buty i cisnęła nimi gdzieś za siebie, uważając, żeby nikogo ani nic przy tym nie uszkodzić. Właściwie nie musiała pytać. Doskonale było widać, kto tutaj rządzi i kto jest mistrzem ceremonii. Kobieta wyglądała jak wyciągnięta z innego świata, z legend o wiedźmach mieszkających w lesie i gotujących dzieci w kociołkach.
Kto właściwie powiedział, że Przewodniczka tego nie robiła? W tym towarzystwie wszystko było możliwe, co ognistej w ogóle nie przeszkadzało. Przeciwnie - wszystko to ją fascynowało i czekała na rozpoczęcie sabatu z niecierpliwością przestępując z nogi na nogę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Pią Sie 25, 2017 8:55 pm

Ledwie zbliżyły się do kręgu, ledwie zajęły wolne miejsca, a wzrok Vivian już pomknął ku twarzom zgromadzonych, starając się odszukać znajome oblicza. Z łatwością dostrzegła gości, zarejestrowała kilka bliższych znajomych, a wreszcie, gdy przyjrzała się już niemalże wszystkim, ze zdumieniem odkryła, jak niewiele członkiń jej dawnej, przybranej rodziny pojawiło się na sabacie. Poczuła... mimowolne zaniepokojenie. Tak silne, że aż wymalowało się na twarzy treserki, gdy w roztargnieniu odpowiadała na gesty przywitania. Miała świadomość, że przecież rzadko kiedy wszyscy byli obecni, jednak po tak długiej rozłące… To alarmujące. Vivian gorąco obiecała sobie, że wkrótce po zakończeniu rytuału zapyta się kogoś o wieści.

Tymczasem z zamyślenia wyrwało ją lekkie zamieszanie po lewej, ku któremu od razu skierowała wzrok. Dostrzegła oddalające się czarownice, u których nie znalazła odpowiedzi na swoje nieme zapytanie, więc przeniosła spojrzenie na samą Astaroth, która natychmiast wyparła się swojej winy za ten tajemniczy incydent. Vivian zupełnie nie orientowała się, co właściwie zaszło między wiedźmami, nawet nie spodziewała się, że Astaroth będzie kogoś tutaj znać. Decyzja kosztowała treserkę chwilę zawahania, jednak zdecydowała się nie wtrącać. Dopóki obywało się bez magii i rozlewu krwi, dopóty było dobrze. Kiwnęła jedynie lekko głową, by Ognista wiedziała, że nie posądza jej o jakieś wybryki, po czym przeniosła wzrok na Jenicę, która stała już przy ołtarzu i ustalała ostatnie sprawy ze swoją pomocnicą.

- Tak – odpowiedziała szeptem, nie dostrzegłszy nawet, jak przez moment spojrzenie Astaroth zawisło na jej osobie. - Już od wielu, wielu lat prowadzi obrzędy. Przez ten czas zgromadziła wierne towarzyszki, choć zaczynała samotnie.

Nagle rozmowy stopniowo zaczęły cichnąć, a zgromadzone czarownice skupiły spojrzenia już tylko na Jenice. Kiedy cała uwaga należała już do niej, kobieta wzniosła obydwie ręce w podniosłym geście.

- Siostry – zaczęła, a jej głos zabrzmiał melodyjnie, choć chrapliwie. - To radość widzieć was tutaj w tę świętą noc. To zawsze ulga powitać tak liczną grupę. Znajome twarze… Dawno niewidzianych przyjaciół... I gości…

Podczas wypowiadania tych słów wzrok Jenicy wędrował po obecnych wiedźmach, zatrzymując od czasu do czasu na konkretnych osobach. Spoczął nawet na Vivian, która przez moment poczuła nieprzyjemne uczucie niezdefiniowanego wstydu. Nie trwało długo; odeszło, kiedy Przewodniczka odwróciła spojrzenie, kierując je tym razem ku Astaroth. Jeśli cyrkówka nawiązała kontakt wzrokowy, mogła zauważyć pełne przenikliwości, błękitne oczy, dogłębnie, choć krótko przypatrujące się jej osobie.

- Witam was wszystkie raz jeszcze. Dziś sprzyjają nam i niebo, i ziemia; wyczekują naszych tanów i pieśni. Nim to się jednak stanie…

Przewodniczka skinęła lekko głową swojej pomocnicy, na co wiotka wiedźma chwyciła misy stojące na ołtarzu i podała je czarownicom po swoich dwóch stronach. Nadszedł czas na rytuał, mistyczne rozpoczęcie sabatu...

- Natura nas wyróżniła, obdarzyła swoją łaską, z Nią nierozerwalnie złączone są nasze życia. Jesteśmy jednością, splecioną przez odwieczne prawa, których nie pogwałci nawet gniew, zawiść i ignorancja. Będziemy trwać zawsze, tak jak wieczna jest nasza Matka.

Misy wędrowały z rąk do rąk, czarownice subtelnie maczały swoje zioła i kwiaty, by móc podarować je ognisku, gdy tyko zapłonie. Wkrótce i Vivian przejęła naczynie od swojej sąsiadki i delikatnie skąpała w płynie rumianek tak, aby z niego nie kapało. Mieszanka wody i olejków pachniała aromatycznie, z miejsca wprawiając w nieco bardziej niezwykły nastrój. Vivian uśmiechnęła się ciepło, gdy już mogła przekazać misę Astaroth.

- Cieszę się, że jesteś tu z nami – szepnęła w chwili nagłej wylewności, po czym wróciła do czujnego śledzenia przebiegu rytuału.

Kiedy już wszystkie czarownice były gotowe, Jenica zbliżyła się do krawędzi przygotowanego paleniska i przymknęła oczy. Napięcie zdawało się wzrastać, a Przewodniczka doskonale to wyczuwała. Rozłożyła szeroko ręce, odchyliła głowę w tył i… Bum—bum—bum. Miarowy i głęboki dźwięk bębna dobiegł zza pleców kobiety, która na ten znak głęboko odetchnęła.

- Ogień jest święty – rzekła powoli natchnionym głosem, zataczając pochodnią łagodny łuk w powietrzu. – Tak jak gleba, woda i powietrze. Przyjdzie dzień, gdy dobry los wyzwoli go z okowów przemocy, teraz zaś… wykradnijmy go raz jeszcze!

Przytknęła pochodnię do przygotowanego stosu, a drobne gałęzie i suche liście, powtykane między balami drewna, zajęły się niemalże od razu. Ogień tańczył, wspinał się po szczapach i rozjaśniał mrok nocy coraz skuteczniej. Nic nie mogło stanąć na drodze głodnym płomieniom, więc po paru chwilach, wypełnionych hipnotyzującą muzyką instrumentu, ognisko przyjęło właściwą sobie postać.

- Natura to przedwieczna jedność i my dobrze o tym wiemy. Powierzmy teraz dobremu losowi nasze skryte pragnienia!…

Na ten sygnał czarownice jedna za drugą zaczęły wrzucać swoje rośliny do ognia. Każda robiła to na swój własny sposób; jedne przed wrzuceniem szeptały coś do swoich, inne wykonywały jakieś gesty, a niektóre miały bardziej skomplikowane zwyczaje. Vivian po prostu rzuciła; lekko, wręcz… zbyt lekko. Rumianek upadł na skraj ogniska i musiała minąć chwila, nim płomienie go dosięgły.

Przeraziła się. Uważała, że nie potrafi odczytywać znaków, a jednak przeraziła się dogłębnie. Prosiła o coś tak prostego, tak banalnego: o harmonię, o spokój ducha i zrozumienie. Czyżby nawet tego nie mogła doznać?

Potrząsnęła głową nieznacznie, odtrącając od siebie niepotrzebne zmartwienie. Miała ich zdecydowanie zbyt wiele, więc chociaż dzisiejszej nocy powinna odpocząć. Zerknęła na Astaroth, aby zorientować się, czy i ona poświęciła już swój kwiat.

Jenica nie pośpieszała swoich towarzyszek, dając im czas na spokojne wypełnienie rytuału. Obserwowała czujnie, więc gdy tylko zorientowała się, że wszystkie czarownice skończyły, potrząsnęła energicznie kosturem, po raz kolejny zabierając głos:

- Niech zatem rozpocznie się sabat!


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Sob Wrz 16, 2017 3:17 pm

Jej spojrzenie na dłużej spoczęło na Jenice. Z perspektywy zwykłego człowieka mogła ona wyglądać na typową wariatkę mieszkającą w lesie i zbierającą przedmioty, aby potem gromadzić je w swojej lepiance. Astaroth czuła jednak podziw, kiedy patrzyła na jej dumną sylwetkę i słuchała opowieści od Vivian. Fascynowało ją, jak jedna kobieta mogła mieć takie zdolności przywódcze, żeby przewodzić sabatowi przez wiele lat, zaczynając od zera. Kim musiała być, żeby osiągnąć tak wiele, będąc jednocześnie tak obcą, inną od świata?
Ognista nawet nie śmiała się odezwać, nawet odpowiedzieć treserce półsłówkiem, gdy Przewodniczka mówiła. Kobieta budziła respekt wśród wszystkich wiedźm, nawet jeśli zdawała się być kobietą wyjątkowo ciepłą, jak taka stara ciotka, która wszystkich wysłucha i wszystko zrozumie. A jednak kiedy na ten krótki moment Astaroth nawiązała kontakt wzrokowy, przeszedł ją lekki dreszcz. Jakby dziwiła się, że w ogóle zasłużyła na uraczenie jej spojrzeniem. Dziwne jak na kogoś, kto uwielbiał się wyróżniać i być w centrum uwagi, ale tak właśnie było. Jedno się nie zmieniło: ekscytacja cyrkówki, która rosła z każdą sekundą. Przez nią, gdy tylko została jej podana misa, wzięła ją do siebie tak gwałtownie, że o mało nie wylała zawartości. Na szczęście opanowała się w odpowiednim momencie, zamoczyła kwiat bodziszka w wonnym olejku i podała naczynie dalej.
- Ja też się cieszę - mruknęła niezbyt głośno, racząc Vivian delikatnym, szczerym uśmiechem. W tym momencie nie mogła sobie wyobrazić, co by było, gdyby przypadkiem nie spotkały się na cyrkowej polanie. Wizja samotnie spędzonej nocy była dla niej tak odległa, że nie potrafiła jej uchwycić na dłuższą chwilę, zbyt skupiona na obrzędach, które się właśnie działy.
Czuła rosnące napięcie, potęgowane hukiem bębnów, których wcześniej nawet nie zauważyła. Jednak dopiero gdy płomień zaczął tańczyć po gałązkach i listkach wetkniętych w stos, poczuła najprawdziwszą magię. Długo wpatrywała się w ognisko, obserwowała, jak ogień pnie się ku górze. Przez chwilę chciała mu pomóc, przyspieszyć ten proces, ale czuła, że nie powinna. Tego dnia nie powinna manipulować naturą bardziej, niż to potrzebne. Sama doskonale dawała sobie radę.  
Na dany sygnał nie spieszyła się, nie rzuciła swojej rośliny w ognisko, nie wymachiwała rękami w dziwnej formie modlitwy, lecz po prostu zbliżyła się do ogniska, nieco przy nim przykucnęła i wyciągnęła łodyżkę w stronę ognia. Ta szybko zajęła się, płomień muskał jej zielone listki i kolorowe kwiatki, a Astaroth obracała ją w palcach i patrzyła, jak płonie. Dopiero gdy cała już się tliła, wiedźma wrzuciła ją do ogniska i wróciła na swoje poprzednie miejsce. Miała nadzieję, że poświęcając roślinę swojemu żywiołowi, zwiększy się szansa na realizację jej pragnień, które wcale nie były wielkie. Nie prosiła o pieniądze, wielką miłość, sławę. Chciała jedynie, aby do jej życia powróciło szczęście i spokój, a dobre moce uchroniły ją przed negatywną energią. To wszystko.
Gdy wszystkie czarownice wypowiedziały swe prośby i poświęciły płody natury, a Jenica ogłosiła rozpoczęcie sabatu, Astaroth od razu odwróciła się w stronę Vivian. Niewiele pozostało z jej zamyślenia i nagłego przypływu uduchowienia: znowu wyglądała tak radośnie i beztrosko, jakby nie uczestniczyła w obrzędach, lecz wspaniale bawiła się w cyrku. Tudzież na placu zabaw.
- Tooo co teraz? - zapytała. Widziała bowiem, że wiedźmy rozchodzą się w różnych kierunkach, a ona sama nie do końca wiedziała, dokąd powinna się udać i co zrobić. Chcąc nie chcąc Viv została jej przewodniczką, chociaż zapewne nie na długo - jak już się zaaklimatyzuje, ognista na pewno nie będzie chciała trzymać się tylko jej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Pon Wrz 25, 2017 6:22 pm

Vivian nie zdążyła nic zaproponować - te czarownice, które pozostały na miejscu, niemalże od razu podeszły i zaprosiły dwie cyrkówki do wspólnego tańca wokół ognia. Zaledwie chwilę temu dźwięki bębnów zastąpiła żywa, ludowa muzyka, która skutecznie nęciła, by oddać się beztroskim pląsom. Treserka uznała to za dobry początek zabaw, jednak zerknęła na swoją towarzyszkę pytająco, decyzję pozostawiając jej.

Jeśli Astaroth okazała się chętna, zaraz wszystkie zaczęły okrążać ognisko w tanecznych ruchach. Nie liczyły się umiejętności czy poczucie rytmu, każda mogła tańczyć jak chciała, po swojemu interpretując melodię. Wkrótce do grupki dołączyło jeszcze parę wiedźm, aż w końcu mogły swobodnie złapać się za ręce, by zatańczyć prawdziwie wspólnie. Płomienie rzucały chybotliwe światło na poruszające się postacie, podrygując razem z nimi.

Po chwili dzikich pląsów lub też od razu, jeśli Astaroth nie miała na nie ochoty, Vivian zaprowadziła Ognistą bliżej stołu. Tam również powoli zaczynało się coś dziać. Jedna z czarownic, ciemna blondynka o mocno zaróżowionych policzkach, rozłożyła na chuście przeróżne akcesoria do wróżenia. Vivian dobrze ją znała i wiedziała, że kobieta szczerze marzy o zdobyciu daru swobodnego jasnowidzenia i dąży do tego poprzez praktykowanie i doskonalenie wróżb. Tutaj mogła swobodnie oddawać się swojemu hobby. Jej własna moc była o wiele bardziej przyziemna i materialna, ale to nie zniechęcało młodej czarownicy, która właśnie zaczęła układać komuś pasjansa. Nieco bardziej na lewo dwie inne wiedźmy z pasją rozprawiały o ziołach i wywarach, wymieniając się uwagami i radami, a także wymieniając małe, tajemnicze sakiewki. Nagle tuż przed nosem Astaroth przeleciał kielich wypełniony winem. Trafił prosto do rąk innej wiedźmy, która podeszła i przywitała się, jednocześnie przepraszając za swoją nieuwagę. Widać było, że Ognista wzbudziła w niej ciekawość, bo zaraz zaczęła zadawać uprzejme pytania, które oscylowały wokół magii, opowiadając jednocześnie o sobie. Nie ona jedna zagadywała Astaroth. Poza dawną kochanką, stałe bywalczynie zdawały się być nastawione do niej pozytywnie i zapraszały obydwie cyrkówki do dołączenia do różnych aktywności. Vivian dyskretnie opowiadała swojej towarzyszce nieco więcej o nowo poznanych osobach i ich sabatowych praktykach, dzięki czemu Astaroth nie była już zmuszona, by trzymać się treserki przez cały czas.

Nim zdążyły się rozdzielić, zaczepiła je jeszcze jedna osoba. Pewien znajomy głos znienacka dobiegł zza ich pleców:

- To niesamowite, jak zagadkowo splata się los, prawda, moje drogie?

Vivian odwróciła się natychmiast, stając oko w oko z Jenicą, która przypatrywała się dwóm młodym wiedźmom z delikatnym uśmiechem. W końcu skierowała się głównie do Astaroth:

- Pierwszy raz zdarza się, by Vivian przyprowadziła kogoś ze sobą. - Kobieta zrobiła krótką pauzę, by uśmiechną się jeszcze serdeczniej. - Mam nadzieję, że poczujesz się tutaj jak wśród swoich. Zwę się Jenica, a ty?

Przewodniczka, w przeciwieństwie do innych czarownic, nie pytała o nic. Po wymianie uprzejmości przekrzywiła lekko głowę i widocznie się nad czymś zastanowiła.

- Mam coś pasującego do ciebie... - zaczęła powoli, po czym zaczęła przeglądać ozdoby zawieszone na kosturze. - Tak, chyba tutaj było...

Po chwili wyplątała z tego różnorodnego gąszczu czarny turmalin zawieszony na rzemyku. Przyjrzała mu się uważnie, zerknęła na Astaroth i sięgnęła jeszcze do sakwy przyczepionej do pasa, wyciągając z niej dość regularny hematyt. Obydwa te kamienie podała Ognistej, czemu przyglądała się z zaintrygowaniem Vivian.

- Proszę, przyjmij je. Mogą przysłużyć ci się w życiu.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Nie Paź 01, 2017 5:29 pm

Wciągnięta we wspólne tańce, nawet nie miała zamiaru zaprotestować czy skromnie udawać, że nie ma ochoty. Przeciwnie - nie bacząc na nic, od razu oddała się w wir zabawy. Miałaby odmówić tradycyjnego tańca wokół ogniska? Prawdziwe wiedźmy tak nie robią. Wkrótce radosne pląsy ustały na moment, aby wznowić się, gdy czarownice chwyciły się za ręce. Astaroth dojrzała w kółku nawet tę dziewczynę, która żywiła do niej tak wielką urazę i doszła do wniosku, że tej nocy nawet największe waśnie musiały na moment odpuścić, jeśli wszystkie miały się dobrze bawić. Przecież nikt nie chciał spędzić sabatu na kłótniach, czyż nie?
Gdy odeszły od ogniska (co As zrobiła z ogromną niechęcią) i skierowały się w okolice stołu, uwagę ognistej od razu przykuła młodziutka wróżbitka. Czarownica obserwowała przez dłuższą chwilę, jak ta stawia pasjansa innej wiedźmie, a kiedy skończyła, wdała się z nią w krótką rozmowę o wróżeniu. Wymieniły się radami i doświadczeniami, a Astaroth nareszcie poczuła, że znalazła z kimś wspólny język. Rozmawiałyby dłużej, ale przed jej buźką nagle przeleciał kielich z winem i musiała zrobić unik, żeby nie dostać nim w twarz. W ten sposób zyskała kolejną rozmówczynię, z którą również nie omieszkała się porozmawiać o magii, o sobie, o sabacie i o pierdołach. Kiedy zaraz do rozmowy dołączyły inne wiedźmy, ognista poczuła się jak w siódmym niebie. Bycie w centrum uwagi to jej żywioł, toteż nie miała problemu z gadaniem ze wszystkimi wokół i zaczepianiem kobiet, które przyciągnęły jej oko. Chyba powoli zaczynała żałować obietnicy danej Vivian, ale jeszcze się dzielnie trzymała i oscylowała w granicach bardzo delikatnego, nienachalnego flirtu.
Już chciała na dobre odłączyć się od swojej sabatowej przewodniczki, kiedy zaskoczył ją charakterystyczny głos Jenici. As aż drgnęła, po czym powoli odwróciła się w stronę kobiety z uśmiechem na ustach. Wyglądała na odrobinę speszoną, jak zawsze, gdy Przewodniczka skupiała na niej swoją uwagę. Tym bardziej, że ta postanowiła się najpierw odezwać właśnie do niej. Ognista przybrała lekko zaskoczony wyraz twarzy, po czym zerknęła na Vivian.
- W takim razie czuję się zaszczycona - odpowiedziała, posławszy treserce zaczepny uśmiech. - Jestem Astaroth. Miło mi cię poznać, Jenico. I dziękuję, już zdążyłam poczuć się tu jak u siebie - dodała.
Przyglądała się z zaciekawieniem kobiecie, gdy ta zaczęła szukać czegoś wśród kamieni, kryształów i innych ozdóbek uczepionych na kosturze.
- Do mnie? - zapytała tylko, bo chyba zmieszała się jeszcze bardziej. Gdy Jenica podała jej dwa kamienie, Astaroth uniosła je tak, aby oświetlał je płomień ogniska. Od razu rozpoznała turmalin i krwawnik. Trochę dłużej zajęło jej przypomnienie sobie magicznego działania obu kamieni, a kiedy wreszcie jej się udało, była zaskoczona tym, jak Przewodniczka ją rozgryzła. - Och. Dziękuję, Jenico. Niewątpliwie mi się przydadzą - odrzekła. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna się jakoś odwdzięczyć, ale miała wrażenie, że cokolwiek by jej nie dała, kobieta i tak pewnie już to posiadała, toteż jedynie zawiesiła rzemień z turmalinem na szyi, a hematyt wrzuciła do swojej torby.
Spojrzała na Jenicę, która tym razem przypatrywała się Vivian. To był dobry moment, żeby odłączyć się i wyjść do ludzi. Poeksplorować, nawiązać nowe znajomości, pobawić się. Tego potrzebowała po ostatnich wydarzeniach z jej życia - oderwania się od problemów w świeżym towarzystwie.
- Pozwólcie, że was teraz opuszczę. Obiecałam Emily, że nauczę ją wróżenia z run - powiedziała i poklepała swoją torbę, z której wydobył się szczęk magicznych kamyczków. - Bawcie się dobrze - życzyła im, po czym obróciła się na pięcie i skocznym krokiem odeszła w stronę stołu. Po drodze wymieniła jeszcze parę słów z innymi wiedźmami, aż w końcu doszła do rumianej wróżbitki. Przykucnęła przy stole tuż obok niej, sięgnęła dłonią po sakiewkę i po chwili wysypała z niej dwadzieścia cztery szare, regularne kamyczki z wyrytymi i pociągniętymi czarną farbą runami.
- Gotowa? - zapytała radośnie, po czym zaczęła tłumaczyć jej znaczenie znaków w systemie celtyckim i podstawowe metody wróżenia. Nigdy nikogo nie uczyła, ale wyglądało na to, że jej uczennicy wcale to nie przeszkadzało i chłonęła wiedzę jak gąbka.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Sob Paź 07, 2017 1:10 pm

Jenica pożegnała Astaroth, życząc jej w nieco metaforyczny sposób dobrej zabawy, zaś Vivian kiwnęła jedynie głową z lekkim roztargnieniem. Tak samo jak Ognista, zdążyła już zauważyć spojrzenie Przewodniczki. Przeczucie podpowiadało jej, że do niej kobieta ma sprawę poważniejszą niż podarowanie kamieni czy rozmowa o sabacie.

Przeczucie to nie myliło się ani trochę.

Po wymianie kilku ściszonych zdań, obydwie kobiety oddaliły się nieco od świętujących, by w spokoju dokończyć rozmowę. Nikt nie zwrócił na nie większej uwagi; nie pierwszy raz zdarzało się, by Jenica brała którąś z bliżej znanych czarownic na stronę. Przewodniczka lubiła wiedzieć, co słychać u jej bliskich, a takie rozmowy wymagały spokoju. Zabawa toczyła się dalej, nie czekając na nikogo.


Emily okazała się dość pojętną uczennicą, na dodatek niezwykle entuzjastyczną. Z uwagą słuchała Astaroth, a ich krótki kurs wróżenia prędko przyciągnął widzów: czarownicę, która wcześniej omal nie uderzyła cyrkówki kielichem, a także jej daleką kuzynkę. Wiedźmy nie obserwowały w milczeniu - czasem wtrącały swoje pytania, starając się jednak nie przeszkadzać za bardzo. Cała ich uwaga skupiła się wróżbach.

Do czasu.

Emily, zapatrzona w układ run, nawet nie zauważyła przybycia jeszcze jednej czarownicy. Niezwykle wysoka wiedźma nie zaszczyciła spojrzeniem żadnej z wróżbitek; od razu nachyliła się do Cariny, czarownicy od kielicha, szepcząc jej coś na ucho. Wyraz twarzy telekinetyczki zmieniał się jak w kalejdoskopie, przechodząc od zaintrygowania do głębokiego zdziwienia, by zastygnąć zaraz w zadowoleniu i podnieceniu. Od razu przekazała sekretne wieści swojej kuzynce, która zareagowała identycznie. Nauka wróżenia z run zaraz straciła dla nich na znaczeniu, wszystkie trzy ruszyły z miejsca, wyraźnie kierując się w stronę lasu. Nagle Carina zatrzymała się i obejrzała. Odnalazła wzrokiem Astaroth, spoglądając nań tajemniczo i lekko prowokująco. Przypłaciła to pozostaniem w tyle, jednak subtelnym gestem zachęciła Ognistą, by do niej podeszła.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Nie Paź 08, 2017 2:29 pm

Dodatkowa widownia wcale nie przeszkadzała Astaroth. Cierpliwie odpowiadała na wszystkie pytania, a do tego powoli tłumaczyła Emily wszystko, czego kiedyś sama się nauczyła. Całe szczęście, że dziewczę nie rozpraszało się tak łatwo z powodu stojących nad nimi wiedźm, toteż całość szła bardzo gładko i wreszcie ognista mogła z dumą stwierdzić, że nauczyła swoją podopieczną najważniejszych podstaw. Reszta to już kwestia treningu czy dodatkowej interpretacji.
W przeciwieństwie do Emily, Astaroth prawie od razu zauważyła przybycie kolejnej czarownicy. Uśmiechnęła się do niej lekko, ale szybko wróciła do przekazywania rad wróżbitce. Jeśli nowoprzybyła coś by od niej chciała, pewnie by jej odpowiedziała czy pomogła, ale póki rozmawiała z innymi, nie widziała powodu, żeby się do niej zwracać i przerywać naukę. Bardziej zainteresowała się dopiero wtedy, kiedy zobaczyła, jak podekscytowane kobiety opuszczają stolik do wróżenia i idą w stronę lasu, szepcząc coś w podnieceniu. Cyrkówka uniosła na moment głowę, co wystarczyło, żeby zobaczyć jak jedna z nich przystanęła i patrzyła się w jej stronę. Krótki kontakt wzrokowy wystarczył, aby As urwała zdanie w połowie, najwidoczniej zaintrygowana tym, gdzie udawały się trzy czarownice. Nikt jej przecież nie mówił, że cokolwiek odbywa się w lesie. Rozejrzała się wokół, ale nigdzie nie widziała Vivian. Pewnie zajęła się swoimi sprawami. Ognista postanowiła skorzystać z tego i zaspokoić swoją ciekawość. Prowokująca prośba Cariny zdecydowanie ją do tego przekonała. A nawet, jeśli tam, gdzie ją zaprowadzi, będzie działo się coś, co przeczyłoby obietnicy danej Viv, to przecież "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal", czyż nie?
- Poćwicz trochę. Niedługo wrócę, to najwyżej dopowiem ci jeszcze parę rzeczy. Nie pogub mi kamyków - rzuciła szybko w stronę Emily, po czym szybkim krokiem udała się w stronę Cariny, żeby ta nie musiała dłużej czekać.
- O co chodzi? - spytała wprost, nie czekając, aż czarownica sama jej to wytłumaczy. Znowu czuła tę nutkę podniecenia, tym razem spowodowanego tajemniczym spotkaniem gdzieś poza głównym miejscem odbywania się sabatu. To musiało być coś niesamowitego, do czego dostęp mieli tylko wybrani. Czyżby orgia ku czci bóstw natury?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Wto Paź 10, 2017 6:10 pm

Emily nie zatrzymywała Astaroth. Oderwała się od interpretowania układu znaków jedynie na moment, by zapewnić, że kamienie cyrkówki są z nią bezpieczne, po czym znów utkwiła wzrok w runach, nie zwracając nawet uwagi na oddalające się kobiety. Carina przez cały ten czas czekała cierpliwie, tylko raz oglądając się na swoje towarzyszki, które wkrótce zniknęły między drzewami. Kiedy Astaroth znalazła się tuż przy niej, uśmiechnęła się zadziornie i pochyliła się tak, by cyrkówka bez problemu mogła usłyszeć szept.

- Powiedz mi... - zaczęła zagadkowym tonem, zerkając kątem oka na Ognistą - ...czy gdybyś miała szansę zemścić się na Inkwizycji, wykorzystałabyś ją bez względu na to, co byś musiała zrobić?

Odsunęła się i nawiązała kontakt wzrokowy, jednocześnie przekrzywiając z ciekawością głowę. Pytanie mogło należeć do tych hipotetycznych, jednak Carina zdawała się być zbyt poruszona jak na zwykłe filozoficzne rozważania. Jeśli Astaroth odpowiedziała jakkolwiek twierdząco, telekinetyczka kiwnęła zachęcająco w stronę skraju lasu, gotowa powieść tam cyrkówkę.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Czw Paź 12, 2017 11:18 am

Wytężyła słuch, żeby ani jedno słowo nie umknęło jej uwadze i nawet nie usiłowała kryć zaskoczenia, gdy usłyszała to pytanie. Okej, czyli jednak nie chodziło o orgię. Astaroth zacisnęła dłonie w pięści i zawahała się przez chwilę. To brzmiało bardzo podejrzanie, zupełnie jakby Carina właśnie próbowała zawlec ją pod mury Inkwizycji, żeby wznieciła pożar i starła całą organizację na popiół. Z drugiej strony, czy to nie tak postępowali Inkwizytorzy każdego dnia? Zabierali ich siostry, torturowali je, aby później spalić przy uciesze gawiedzi, która zaczynała się czuć bezpiecznie, bo oto zginęła niewinna czarownica, która przez całe życie wykorzystywała magię jedynie do tego, aby jej roślinki rosły szybciej i dawały więcej plonów.
Zemsta. Jakże często ostatnio słyszała to słowo. Zawistni ludzie posługiwali się nią, aby odebrać to, co do nich należało, albo po prostu utrzeć komuś nosa. Astaroth zdążyła się już nauczyć, jak wielką cenę czasami przychodzi zapłacić za to, że chciało się komuś pokazać, gdzie jego miejsce i odzyskać swoją godność. Sparzenie, jakiego doświadczyła z powodu Mściwego Ducha powinno być wystarczającym argumentem za odmową, jednak ognista czuła coś całkiem innego: gniew. Zbyt nienawidziła Inkwizycji za to, że cały czas uprzykrzała jej życie, aby teraz nagle stwierdzić, że się wycofuje. Zresztą, skoro miała po swojej stronie Mściwą, uznała, że może całość przyjdzie jej o wiele łatwiej, dlatego nie przeciągając potaknęła i spojrzała na Carinę.
- Nawet nie wiesz, jak o tym marzę - odmruknęła i uśmiechnęła się tajemniczo. Jej entuzjazm wcale nie zmalał, a jedynie przybrał trochę inną formę, niż gdyby właśnie dowiedziała się o grupowych igraszkach w lesie. Bez dalszych wyjaśnień zaczęła iść za wiedźmą, jednak nie wytrzymała zbyt długo w niewiedzy, dlatego wkrótce odezwała się znowu:
-Powiesz mi, co się szykuje?

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Sob Paź 14, 2017 7:31 pm

Carina narzuciła dość żwawe tempo, aby choć trochę dogonić inne czarownice. Na jej twarzy wciąż widniał tajemniczy uśmiech, a gdy Astaroth zadała pytanie, posłała cyrkówce przez ramię powłóczyste spojrzenie.

- Zaraz sama zobaczysz, to niedaleko - odrzekła niejasno, lecz zaraz dodała: - Nie musisz się obawiać, nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo.

Wydawała się być niezwykle pewna swoich słów. Nie zdradziła nic więcej, nawet jeśli Astaroth nalegała, choć zapewniła ją, że nie będzie żałować, o ile faktycznie pragnęła zemścić się na Inkwizycji. Szły nieco innym szlakiem niż ten, którym wcześniej prowadziła Ognistą Vivian, jednak i tutaj w końcu natknęły się na barierę.

- Jenica nie toleruje tego, co robimy, dlatego właśnie musimy się trochę oddalić. - Carina spojrzała na Astaroth, chcąc upewnić się, że ta nie zmieniła zdania. - Nie martw się; potem wrócimy, jak gdyby nigdy nic, a jeśli się z niczym nie zdradzisz, one też cię nie osądzą. To taka nasza niepisana umowa, by ustrzec się przed waśniami.

Wcale nie przejmowała się tym, że jej słowa nic nie wyjaśniają, wręcz przeciwnie, widocznie ją to bawiło. Nawet się nie zatrzymując, zaczęła ściągać wierzchnią część swojego stroju (który zresztą nie należał do najbardziej skomplikowanych), aż wreszcie została w samej koszulce i halce. Obecność Astaroth ani trochę jej nie krępowała.

- Nie chciałabym się pobrudzić. - Krótko wyjaśniła swoje intencje, zwijając pośpiesznie suknię. - A tak właściwie... Jesteśmy prawie na miejscu.

Zatrzymała się nagle i zastąpiła Astaroth drogę. Wyjątkowo jej oblicze nieco spoważniało, gdy spojrzała prosto w oczy cyrkówki i przemówiła cicho, lecz stanowczo:

- Jeśli postanowisz się wycofać, po prostu odejdź, niczego nam nie utrudniając, dobrze?


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Nie Paź 15, 2017 8:17 am

Dotrzymywała Carinie kroku, chociaż momentami było to trudne. Zwłaszcza, że nie przywykła do chodzenia w sukni po ciemnym lesie. Jej ekscytacja z każdym kolejnym zdaniem wypowiedzianym przez telekinetyczkę coraz bardziej mieszała się z obawą. A skoro wiedźma próbowała w ogóle upewniać ją, że są bezpieczne, na pewno coś było na rzeczy. Astaroth straciła wszelką nadzieję na to, że całość na pewno była legalna i niezagrażająca życiu, gdy czarownica powiedziała o nieprzystawaniu Jenici na ich praktyki.
- Och - mruknęła jedynie ognista, nie mogąc zdać się na cokolwiek lepszego. Mimo wszystko wciąż szła za nią. To nadal nie wykluczało dobrej zabawy, której teraz pragnęła. Czuła jednak to lekkie ukłucie niepokoju gdzieś pod warstwą innych emocji. Kiedyś pewnie nawet by się nad tym nie zastanawiała, ale ostatnio była jakaś czujniejsza. Ostrożniejsza. Bardziej skłonna do refleksji.
Obserwowała Carinę, gdy ta się rozbierała i sama zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna zrobić tego samego, ale wreszcie zrezygnowała. Nie chciało jej się. Jeśli się ubrudzi (czymkolwiek miałaby to zrobić), to trudno. Po raz pierwszy przez jej głowę przemknęła myśl, czy gdyby ta niespodzianka jej się nie spodobała, to mogłaby się wycofać i po prostu wrócić na teren bezpiecznego sabatu. Telekinetyczka jedna zdążyła uprzedzić pytanie, którego Astaroth tak bardzo nie chciała wypowiadać, żeby nie wyjść na tchórza. Odwzajemniła jej spojrzenie, a po chwili skinęła głową i uśmiechnęła się do niej z przekąsem.
- Czy nie powinnyśmy już iść? Jak się spóźnimy, to nie będzie czego utrudniać - powiedziała, skutecznie maskując obawy pod maseczką odwagi i chwilowej złośliwości.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Pon Lis 06, 2017 11:19 pm

Poważny wyraz od razu zniknął z twarzy Cariny, gdy tylko usłyszała tę nieco uszczypliwą odpowiedź - znowu się uśmiechnęła, przypominając przy tym psotnego chochlika. Nie czekała na więcej; okręciła się wokół własnej osi, a halka zawirowała wokół jej nóg, omiatając leśne runo. Niczym tajemnicza boginka z lasu powiodła cyrkówkę dalej w nieznane. Nieznane, które prędko wyjawiło swe tajemnice.

Po zaledwie kilku metrach wyszły na przerzedzenie między drzewami. Ze swoimi rozmiarami nie zasługiwało na miano polany, szczególnie że ziemia była tu wyschnięta i pozbawiona roślinności, jednak pozwalało na swobodne przebywanie i poruszanie się małej, obecnej już grupki osób.

Dwie czarownice, które pozostawiły Carinę w tyle, przystanęły pod klonem o dość grubym pniu. Poza nimi znajdowały się tutaj jeszcze trzy osoby. Trzy obce osoby, które tej nocy nie zbliżyły się do świętego ogniska Jenicy. Jedna z tych osób zdawała się pozostać w wycofaniu. Okutana szczelnie czarnym płaszczem i obszerną chustą, skryta między drzewami w najciemniejszym miejscu. Niemalże zlewała się z otoczeniem, lecz nie tylko to sprawiało, że ciężko było ją dostrzec. Dwójka pozostałych osób na samym środku przerzedzenia skutecznie ściągała całą uwagę.

Kobieta. I mężczyzna. Oboje ubrani jak wojownicy. Oboje z obrażeniami po ciężkiej walce. Ona miała opatrunek na głowie. On - płócienny worek. Ona okrążała go niczym głodny drapieżnik swoją ofiarę. On klęczał, spętany silnymi więzami, niezdolny do przemieszczenia się choćby o centymetry. Ona była czarownicą, dumną ze swojego pochodzenia. On zaś... inkwizytorem w czarnym płaszczu żniwiarzy. Ów został z niego już wcześniej brutalnie zdarty i szyderczo narzucony na ramiona. Mężczyzna poruszał się gwałtownie, usiłując rozerwać lub chociaż rozluźnić sznury, jednak bezskutecznie. Kobieta zatrzymała się nagle, pogardliwym uśmiechem kwitując jego starania. Grymas nie zniknął z jej twarzy, gdy przeniosła spojrzenie na postać skrytą w cieniu, a potem... z całej siły kopnęła inkwizytora w twarz.

Przewrócił się, jednak wiedźma nie dała mu pozostać w takiej pozycji. Gwałtownym ruchem złapała go za koszulę i pociągnęła z powrotem do klęku. Zaraz po tym odsunęła się i obróciła w stronę dopiero co przybyłych.

- Spóźniłaś się znowu - warknęła do Cariny, ale telekinetyczna wyraźnie nie przejęła się wrogim tonem. Wzruszyła ramionami z beztroskim uśmiechem, spoglądając częściej na inkwizytora niż na nią. - Kto to?

Wojownicza czarownica kiwnęła w stronę Astaroth, na którą zresztą przeniosła zaraz wzrok. Można było wyczuć jej dystans wobec obcych, nie wyglądała też zbyt przyjaźnie. Cała jej aparycja prezentowała się srogo. Miała mocno zmarszczone brwi, usta wygięte w niezadowoleniu i gniewne spojrzenie. Jakby tego było mało, kosmyki ciemnobrązowych włosów w nieładzie opadały na jej twarz, zaś ubranie zabrudzone krwią i ziemią jeszcze bardziej psuło pierwsze wrażenie.

- Przyjaciółka - odparła prędko Carina, poręczając w ten sposób za cyrkówkę.

- Przyjaciółka. - Czarownica prychnęła, ale wszystko wskazywało na to, że nie zamierza podważyć zapewnienia Cariny. - Zatem jak cię zwą, przyjaciółko?


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Nie Lis 12, 2017 6:51 pm

Wkrótce dojrzała nieliczne, mieszane grono. Grono osobliwe, bo tak bardzo inne od tego, które jeszcze niedawno opuściła. Rozpoznała dwie wiedźmy, które wcześniej stały przy stoliku do wróżenia, ale pozostawała kwestia dodatkowych osób: rozzłoszczonej wojowniczki, spętanego mężczyzny i postaci, która kryła się w cieniu. Wszystkich łączyły te negatywne emocje, gniew, różne od poczucia wspólnoty i zaufania wokół ogniska Jenicy.
Astaroth spojrzała na faceta, który właśnie klęczał zgięty wpół przed czarownicą. Inkwizytor. Role się odwróciły, lecz i ten akt wyglądał jak dzieło świętej organizacji. Był kat, który znęcał się swoją ofiarą ku uciesze zgromadzonych wokół i była ofiara, torturowana i poniżana. To była najzwyklejsza egzekucja. Ognista przyglądała się jej jednak ze swoistym zainteresowaniem. Nie kłamała, gdy mówiła o pragnieniu zemsty na Inkwizycji. Zbyt wiele śmierci widziała, aby uważać zastaną scenę za coś bardzo złego. Nie była z tego dumna, ale naprawdę fascynowało ją to, co rozgrywało się na jej oczach. Drapieżnik stał się ofiarą, sprawiedliwości stawało się zadość.
Obdarzyła panią kat wielce nieufnym i nieprzychylnym spojrzeniem. Nie podobało jej się, jak ta traktowała ją i Carinę z wyższością. Mogła gardzić Inkwizytorem, ale zachowywanie się w ten sposób wobec innych wiedźm wydawało się nie na miejscu. Dlatego As postanowiła nie dać się tak łatwo, nie podkulać ogona i nie uciekać w popłochu, lecz dzielnie zniosła jej gniewne spojrzenie, wyprostowała się i posłała jej pewny siebie uśmiech.
- Zwą mnie Astaroth. I spokojnie, przychodzę w pokoju... choć może nie powinnam? - spytała, wskazując dłonią na Inkwizytora i tym próbując odciągnąć uwagę od siebie. - Kto to? Losowy zakapturzony zaciągnięty do lasu czy ktoś konkretny? - rzuciła jeszcze, przyglądając się mężczyźnie, ale niestety jego twarz zakrywał płócienny worek. A szkoda. Facet powinien mieć możliwość popatrzenia na swoje oprawczynie w ostatnich godzinach życia, a one powinny móc napawać się jego przerażeniem. Astaroth miała ochotę odkryć jego twarz, ale nie chciała się ładować w paradę rozgniewanej i uzbrojonej wiedźmie.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Vivian Lambert
Treserka bestii
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 28/09/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Sob Gru 02, 2017 10:16 pm

Ta demonstracja pewności siebie wyraźnie przypadła do gustu agresywnej czarownicy. Uśmiechnęła się nagle, nie tracąc przy tym nic ze swojej srogości, i obdarzyła Astaroth spojrzeniem pełnym uznania.

- Witaj, Astaroth - przywitała ją wreszcie jak należy, po czym uniosła lekko brwi. - Możesz nazywać mnie Melva. Pod tym mianem znana jestem wśród magicznych sióstr. - Kobieta odwróciła się nagle w stronę inkwizytora. - A co do naszego honorowego gościa...

Podeszła do mężczyzny szybkim, sprężystym krokiem i nim ktokolwiek zdążył się jeszcze odezwać, gwałtownie zerwała worek z jego głowy. Każda z obecnych wiedźm mogła dokładnie przypatrzeć się obliczu więźnia.

Kuzynka Cariny wydała z siebie okrzyk zdumienia, a sama telekinetyczka pochyliła się do przodu, nie kryjąc zaintrygowania. Twarz inkwizytora szpeciła rozległa blizna po poparzeniu, ciągnąca się od szyi przez policzek, wykrzywiająca kąciki ust i oka. Być może przeklinałby cały wiedźmi ród, lecz powstrzymywał go przed tym szczelny knebel. Wbił spojrzenie pełne morderczej pasji w Melvę, po czym dziko rozejrzał się po otoczeniu. Przyjrzał się niemalże każdej czarownicy w pobliżu, aż wreszcie jego wzrok spoczął na Astaroth.

Wytrzeszczył oczy, jakby nie dowierzał temu, co widzi.

- Losowy czy konkretny... - odezwała się nagle Melva, nie zauważywszy jeszcze intensywności, z jaką inkwizytor wpatrywał się w Ognistą -  ...to nieistotne. Plami go taka sama wina, jak każdego z tych parszywych psów Inkwizycji.


___________________



Karta Postaci | Relacje | Lista sesji | Teczka | Theme
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t359-vivian-k-lambert#3494 Online
Astaroth
Połykacz ognia
avatar

Liczba postów : 337
Join date : 06/02/2016

PisanieTemat: Re: Skarpa   Wto Gru 05, 2017 6:25 pm

Aprobata czarownicy wobec charakternego zagrania Astaroth chwilowo wybiło ją z rytmu, jakby w ogóle nie spodziewała się, żeby starcie dwóch silnych osobowości mogło skończyć się tak pozytywnie. Tak czy siak, konsternacja trwała krótko, a ognista odwzajemniła uśmiech, jakby znalazła z tamtą wspólny język.
Tak jak wszystkie wiedźmy, również i ona podążyła spojrzeniem za kobietą i patrzyła, jak ta zdziera worek z twarzy skrępowanego mężczyzny. Tak samo jak i one przez ten ułamek sekundy poczuła ukłucie ekscytacji, gdy oto zaraz miała spojrzeć w oczy katowi, który stał się ofiarą. Długo obserwowała jego twarz "ozdobioną" przez paskudną bliznę, która budziła tyle emocji. Żadne jednak okrzyki zdumienia, westchnienia i szepty nie wyrażały tylu emocji, ile właśnie skumulowało się w sercu jednej cyrkówki i częściowo znalazło ujście na zewnątrz. Najpierw całkowicie zbladła. Próbowała wyrzucić z siebie myśl, że kiedyś już mogła mieć do czynienia z mężczyzną klęczącym na runie, ale jego spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości. Nagle kolor wrócił na twarz Astaroth, odznaczając się wyraźnym różem na jej policzkach. Jej dłonie zaczęły drżeć, więc zacisnęła je w pięści.
Nie słyszała już tego, co mówiła do niej Melva. Nie docierało do niej nic, co mogły jej chcieć przekazać wiedźmy. Powoli, trochę nieprzytomnie zbliżyła się do Inkwizytora i przykucnęła przy nim. Na jednej jej dłoni zaczął tańczyć ognik, który miał oświetlić twarz Żniwiarza, podczas gdy druga ujęła jego brodę i pomimo tego, że próbował się odsunąć od jej dłoni i przez knebel coś jej przekazać, przejechała kciukiem po bliźnie, którą sama niegdyś zostawiła. Jakże mała to była cena za to, co zrobił.
- Ty też miałeś nadzieję, że nie żyję? - powiedziała niezbyt głośno i nadzwyczaj spokojnie, po czym uniosła nieco głowę. Blizna na jej szyi błysnęła w wątłym świetle ognia. To z kolei było jego dzieło. Mężczyzna bardzo chciał coś odpowiedzieć, ale nie mógł, jakkolwiek by się nie starał.
Astaroth podniosła się gwałtownie i odwróciła w stronę pozostałych czarownic. Przebiegła po nich spojrzeniem pełnym goryczy i gniewu, aż zatrzymało się ono na Melvie.
- Pozwólcie mi się nim zająć - rzuciła nagle, twardo i bez żadnych tłumaczeń. W obliczu takiej nagłej burzy emocji nie umiała myśleć i mówić racjonalnie, ale nawet z tego krótkiego zdania można było wywnioskować, że odpowiedź odmowna nie spotka się z jej aprobatą.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t239-call-to-priests-and-call-to-gods-my-name-is-astaroth
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skarpa   

Powrót do góry Go down
 
Skarpa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wilcza skarpa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Wish Mountain-
Skocz do: