IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Poznani

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Poznani   Sob Sie 12, 2017 12:42 pm

Nadia Vinogradova

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.
           Suspendisse iaculis ornare aliquet. Vivamus a posuere justo, commodo efficitur nis.    Suspendisse mauris tellus, pretium nec eros ullamcorper, auctor imperdiet arcu. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.
          Suspendisse iaculis ornare aliquet. Vivamus a posuere justo, commodo efficitur nis.    Suspendisse mauris tellus, pretium nec eros ullamcorper, auctor imperdiet arcu. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.
           


Vivian Lambert

Zdaje mi się, że wciąż pamiętam ją doskonale. Moja siostrzyczka. Powierniczka myśli. Przyjaciółka. I kolejna z ofiar Inkwizycji. Doskonała w moich wspomnieniach o przeszłości, lecz nie wiem już, ile w tym zasługi dziecięcej naiwności czy też historii dopowiadanych do zacierającej się pamięci. Oczarowała mnie błahostką, prostą reakcją, jakiej mimo wszystko nie otrzymałam od niemalże nikogo. Tolerowała mnie, z czasem najwyraźniej polubiła, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nasz słodki sen był oparty wyłącznie na moim kłamstwie, z którego nie potrafiłam zrezygnować aż do samego końca. Nie znała mnie tak jak inni w Cyrku. I to pozwoliło mi odegrać nową rolę, pierwszą w moim życiu. Byłam tym, kim od zawsze pragnęłam być. Normalną osobą. Skrzętnie ukrywałam żal, przywołując wyraz ciekawości na mojej twarzy, gdy sztuczki Vivian zawsze kończyły się fiaskiem.
Przyjaźń. Z dumą używałam tego słowa, nie sądząc wcześniej, że doświadczę go na własnej skórze. Już wtedy lubiłam podniosłe wypowiedzi. I obietnice, których jako dziecko nie mogłam dopełnić. Uwielbiałam w niej wszystko. W całym pakiecie z wyrozumiałą rodzicielką. Nawet te durne, śmierdzące stworzenia nabierały przy niej odrobinę uroku. Odkrywałam się z nią na nowo. Uśmiechałam się częściej, przywoływałam na wierzch każdą z zapomnianych przeze mnie uprzejmości. Przy Vivian poznałam nawet czym jest zazdrość oraz jak zaborczą jestem osobą.
W naszej beztroskiej sielance pojawiła się ona. Ta szkaradna małpa. Miała nade mną przewagę, była wszystkim, czego oczekiwała ode mnie Vivian. Catherine. Wdzięczne imię, nieprawdaż? Chuja tam. Znienawidziłam ją od pierwszego wejrzenia. Była zbyt idealna. Leczyłam szczękościsk po każdym spotkaniu z Vivian i Catherine, nawet nie potrafiąc dostrzec tego, o czym z takim zapałem mówiły. Nie widziałam nic złego  w tym, że chciałam mieć przyjaciółkę, tylko dla siebie...
Żadne z moich planów nie doszły do skutku. Rozdzielono nas, bez mojej woli. Nie zdążyłam się nawet pożegnać. Nawet nie pamiętam dnia, w którym widziałyśmy się po raz ostatni...
Nie myślałam o niej podczas moich pierwszych tygodniu pobytu w inkwizycyjnych lochach. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że myślałam wyłącznie o przeżyciu lub zakończeniu tego cierpienia. Sporo czasu minęło nim w samotnych, niekończących się nocach, wróciłam do wspomnień, zdających się być jak z poprzedniego życia. Wtedy cała nasza przeszłość była dla mnie jeszcze piękniejsza. Obiecywałam sobie, że wyjdę na wolność, wrócę do niej i powiem jej całą prawdę.
Nawet gdybym z czasem nie wydoroślała  z tej decyzji, ta prędko została mi uniemożliwiona.
To ona odwiedziła mnie, nie na odwrót.
// C.D.N. po sesji w teraźniejszości, czyli za tysiąc lat ( ͡° ͜ʖ ͡° )  


Frans Anker

Nie zwykłam wierzyć w przypadek. I moja relacja z Fransem jedynie potwierdza moje przekonania.
To był słoneczny, wybitnie leniwy dzień. Z koszem pełnym jagód, sunęłam jak duch pomiędzy drzewami lasu, gdy dosłyszałam podniesione, lekko poddenerwowane głosy. Nie zwykłam brnąć w źródło zamieszania, z reguły unikałam wszelakiej maści zgromadzeń i wydarzeń. Ten dzień był jednak inny, a za rosnącym dźwiękiem wyjątkowo nie prowadziła mnie ciekawość. Po prostu czułam, że powinnam się tam znaleźć. Przyglądałam się zamieszaniu z oddali, nim zdecydowałam się na interakcję. Kilku mężczyzn, czuwające psy myśliwskie, strzelby. Jedna, dość paskudna rana postrzałowa oraz nieumiejętnie tamowany krwotok przez jego towarzyszy. Wniosek nasuwał się sam, nie potrzebowałam ani słowa wyjaśnienia. Zbliżyłam się powoli, już z oddali oferując pomoc.
Jak zwykle powstrzymywałam się od złośliwych komentarzy, choć te tym przypadku same cisnęły mi się na usta. Niektórym po prostu nie jest pisana broń, jeśli z nieuwagi obraca się przeciwko jej posiadaczu. Po moim łagodnym uśmiechu nie sposób było jednak wykryć kpiny, która wprost zalała mój umysł. W fartuchu zielarskim miałam wszystko, co potrzebne było do pierwszej pomocy w ramach autopostrzelenia się w stopę. Nawiązałam z nimi rozmowę. Na dalszą kurację zaprosiłam jegomościów do mojej chatki, akurat znajdującej się na skraju lasu, w którym polowali.
Dwóch mężczyzn wsparło rannego pod barki, ja prowadziłam. I wtedy właśnie poznałam Fransa. I również wtedy wywęszyłam interes. Niematerialne korzyści. Wywnioskowałam, że mężczyzna był swojego rodzaju autorytetem dla reszty. A ja... Cholera, lubiłam stać po wygranej stronie. Taka moja przypadłość.
Nienachalnie dowiadywałam się więcej, już w chatce częstując ich ziołowym naparem i jednocześnie zajmując się stopą rannego. Nie spieszyłam się, bynajmniej nie czyniąc tego z empatii do bólu poszkodowanego. Chciałam wyciągnąć z nich jak najwięcej informacji. I nie pomyliłam się znacząco. Byli ludźmi, z których obecności mogłam skorzystać.
Handel opium. Czy jako zielarka niemająca na co dzień dostępu do niczego poza prymitywnymi technologiami, mogłabym wymarzyć sobie lepszego dłużnika? Za łatanie rany postrzałowej zażyczyłam sobie wcale wygórowanej zapłaty.
Co było dalej? Dopomogłam przeznaczeniu. Pojawiłam się w miejscu, w którym zwykł bywać. Niby przypadkiem. Tak, przypadkiem, w który nie zwykłam wierzyć. Starałam się go zainteresować swoją osobą. Nie wiem, na ile się udało, jednak jak odnosiłam wrażenie - potrzebował tej chwili spokoju i niezobowiązującej rozmowy, nieprzysparzającej mu dodatkowych trosk. Oddałam mu tyle, a nasze kolejne spotkania zaczęły wpisywać się w plan. Czerpałam wiedzę z każdej jego opowieści, słuchałam, gdy miał chęć nauczyć mnie czegoś nowego. Odpowiadała mi ta relacja.
W jego oczach byłam tym, kim chciałam być. Wdową, Catherine. Samotną zielarką, może zbyt ciekawą świata po traumie, w której straciłam swojego niby-męża... To jedna z moich nieuleczalnych wad - pragnienie czerpania z dobrodziejstw życia pełnymi garściami zawsze bierze we mnie górę. Mimo wszystko, jak mówiłam, odpowiadało mi to. Jemu najwyraźniej też. Nie mogłam się spodziewać, że już wkrótce wszystko zostanie wywrócone do góry nogami...
***
Reszta po pierwszej sesji~


Desideria

Uzupełnię po pierwszej sesji~
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.
          Suspendisse iaculis ornare aliquet. Vivamus a posuere justo, commodo efficitur nis.    Suspendisse mauris tellus, pretium nec eros ullamcorper, auctor imperdiet arcu. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.
         Suspendisse iaculis ornare aliquet. Vivamus a posuere justo, commodo efficitur nis.    Suspendisse mauris tellus, pretium nec eros ullamcorper, auctor imperdiet arcu. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.


// ja kiedyś naprawię ten kod, przysięgam

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Poznani
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Organizacja :: Zapisy :: Relacje-
Skocz do: