IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pasaż "Biały Lew"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 43
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Pasaż "Biały Lew"   Sob Wrz 30, 2017 7:14 pm



Znajdujący się blisko centrum pasaż "Biały Lew" jest znajdującym się w czteropiętrowym budynku, zbiorem mniejszych i większych sklepików, w których można zakupić szeroką gamę rzeczy, od gazety po zegarki, różnorakie meble, a także przedmioty importowane z Indii. Jednakże istnieją słuchy o tym, że całe miejsce kontrolowane jest przez grupkę lokalnych przemytników i zbirów, zbierając regularnie haracz z każdego sklepiku znajdującego się wewnątrz pasaży, co tłumaczyłoby zawyżone ceny przedmiotów przez nie oferowanych. Chodzą nawet słuchy, że owa grupka zajęła trzecie i czwarte piętro jako swoją główną siedzibę, która pozwala im na utrzymywanie swoich wpływów nad owym budynkiem. Jako ciekawostke architektoniczną można podać schody, znajdujące się na środku każdego piętra, dające złudzenie otwartości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 43
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Sob Wrz 30, 2017 8:34 pm

Można byłoby powiedzieć, że dzisiejszy dzień był pracowity dla właścicieli oraz pracowników sklepów znajdujących się w "Białym Lwie", ponieważ jak co miesiąc był to dzień, w którym lokatorzy górnych piętrem zajmowali się zbieraniem "daniny za ochronę" z każdego sklepu, na domiar złego zawsze było to pod koniec miesiąca, przez co sklepy musiały specjalnie odejmować część swojego dochodu na haracz tuż przed zliczaniem miesięcznych dochodów i wydatków, które zawsze miały miejsce w pierwszym tygodniu danego miesiąca. Jednakże dzisiaj stali klienci mogli zauważyć, że sklepikarze byli jeszcze bardziej spięci niż zazwyczaj. Było to bowiem związane z wydarzeniami, które obecnie działy się na trzecim i czwartym piętrze, na szczęście niewidocznymi dla oka zwykłego klienta.

Wykonywanie zlecenia w dzień targowy i na dodatek nad targiem nie należał do najłatwiejszych, ale Frans liczył na dobrą izolację ścian i podłogi, która w niewiedzy dla niego sprawdzała się całkiem dobrze, bo jedynymi rzeczami, jakie mogli usłyszeć ludzie znajdujące się na poniższych piętrach, były stłumione trzaski...i...grzmoty ?
Tak to jednak jest, gdy pracodawca chce by zadanie wykonane było natychmiast. Chaos i niepotrzebne utrudnienia, którymi w tym przypadku byli gangsterzy stawiający czynny opór w próbie ich relokacji. A raczej stawiali, ponieważ dźwięki walki ucichły dobre parę minut temu. Mimo wszystko nawet grupa o sile ośmiu nie była w stanie powstrzymać czterech osób mających do dyspozycji rewolwery. Co prawda doszło do walk na bliską odległość, ale nie było to nic, w czym nie poradziłby sobie nóż czy nawet siekiera. Na całe szczęście on musiał użyć tylko swojego rewolweru, ponieważ jako dowódca grupy i swoista “osoba reprezentacyjna” musiał zachować czystość swojego ubioru. W końcu jakiekolwiek plamy krwi czy rany spotkałyby się z ciekawością gapiów a tego w końcu nie chciał.


- Cóż, myślę, że naszą operację można uznać za udaną - Powiedział do siebie spoglądając na swojego podwładnego, który zajmował się odwracaniem truchła jakiegoś białego mężczyzny na plecy. A trucheł na tym piętrze i na kolejnym piętrze nie brakowało, jednakże za “strych” odpowiedzialna była pozostała dwójka najemników. Całe piętro wyglądało jakby przeszło przez nie małe trzęsienie ziemi. Zniszczone kilka krzeseł, przewrócony na bok stół mający służyć za (nieudaną) tarcze oraz porozrzucane po podłodze książki z przewróconego regału, który miał czasowo zablokować schody na kolejne piętro. No i cztery ciała z ranami postrzałowymi i jedno ze wbitym nożem w bok szyi. Eh, nie było tak źle. Klient chciał na teraz, to ma na teraz. Chociaż zmywanie zaschniętej krwi z drewnianej podłogi nie należało do najprzyjemniejszych, ale raczej właściciel budynku, który najął ich do zajęcia się niechcianymi lokatorami wolał to aniżeli sklepikarze poniżej zwinęli swoje interesy i zaczęli szukać powierzchni do wynajęcia gdzieś indziej. Minęło kolejne piętnaście minut i po zwołaniu szybkiej narady na strychu grupka uznała, że najlepiej byłoby przenieść wszystkie ciała na strych i chociaż poustawiać meble na trzecim piętrze, a potem wyjść jak nigdy niby nic, ponieważ właściciel tak bardzo chciał się pozbyć obecnie kilkuset kilogramów mięsa tak szybko, że zapłacił Fransowi wyliczoną cenę od ręki. Cóż, tak to jest, gdy wszystko odkłada się na ostatni moment. Mężczyzna zdecydował się pomóc wciągnąć ciała po schodach i gdy już to zrobili, zlecił pozostałej trójce ogarnięcie pięter i po tym wyjście z budynku w dwudziestominutowych przedziałach a on sam udał się na parter budynku, by zakupić trochę tytoniu i paczkę zapałek i wyszedł przez główne drzwi tylko by stanąć po prawej od nich, zaraz przed wystawą sklepu z biżuterią.

- Nie No. Nie ma to jak wyrobienie się z robotą przed jedenastą - Wymruczał wpychając tytoń do swojej fajki, z celem jej zapalenia, co zresztą zaczął po chwili robić, rozglądając się po ulicy i czasami wpatrując w niebo. Jak na dziesiątą czterdzieści rano było całkiem ciepło i przyjemne, co pewnie było spowodowane słońcem, które dzisiaj nie było zakryte chmurami. Lubił taką pogodę, nie musiał wtedy ubierać swojego ciężko płaszcza, tylko ciemną, matową marynarkę, której nie specjalnie nie zapinałby dostarczyć sobie trochę przyjemnego przewiewu. Ni chuja było to dżentelmeńskie jak to czasami do siebie mówił, ale on sam też nie chciał uchodzić na typowego dżentelmena. I tak po prostu stał i myślał, czasami zaciągając się tytoniem z fajki, zadowolony z wykonanego zlecenia.


Ostatnio zmieniony przez Frans dnia Nie Paź 01, 2017 12:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Nie Paź 01, 2017 9:53 am

| przed spotkaniem Lynna |

Nawet nie wiedziała, w jaki sposób się tu znalazła.
Chyba po prostu zabłądziła. O, albo chodziła ot tak, w te i wewte, ciekawa świata. W ogóle to Antoinette często bywała "ciekawa świata". Sęk w tym, że zazwyczaj nie przyznawała się do tego.
Wędrowała tutejszymi uliczkami. Minęła po drodze szpital psychiatryczny, nie zdając sobie nawet sprawy, że wkrótce zawita w tamte progi, mając u boku przystojnego, choć niezbyt dla niej miłego mężczyzny. Że zostanie posądzona o to, że jest chora psychicznie. A tym bardziej, że naprawdę ma problemy z własną psychiką. Tyle niewiadomych. Ah, jak ich dużo. Tak, właśnie tak. Nie wiedziała, po prostu nie zdawała sobie sprawy, że już wkrótce wpadnie w nie lada tarapaty. I że w dużej mierze zadecydują o tym jej własne słowa. Tak, wpadnie do, po części, samodzielnie wykopanego dołku.
Stanęła nagle w miejscu i zaczęła nasłuchiwać. Jakieś dźwięki, oczywiście, bliżej nieokreślone, dochodziły z pasażu. Z pasażu "Biały Lew", konkretyzując. Nie, nie, nie mogła tego przegapić! Jak to wcześniej ustaliliśmy, ciekawa świata Antoinette czym prędzej weszła do środka.
Była na parterze, na którymś z pięter, a może na strychu? A może byli na dworze? A jednak. To było na zewnątrz, a Antoinette tak naprawdę nie weszła do budynku. To była iluzja. Jednakże bardziej przejmowała się dźwiękami, które składały się na cichy chaos. Tym bardziej nie wiedziała, kim jest ów człowiek, była tak zaabsorbowana jego widokiem, że nie wiedziała, czy dźwięki ustały, czy one nadal są. Człowiek ten palił. Dym z tytoniu dostał się nawet do nozdrzy Antoinette, co doprowadziło ją do furii. Czym prędzej podeszła do niego szybkim krokiem, niemalże biegiem, i podniosła prawą rękę, by wyjąć fajkę z jego dłoni.
- Czy ciebie naprawdę porąbało? – spytała, raczej pytaniem retorycznym. Przechyliła przy tym głowę na lewy bok, bacznie go obserwując, a fajkę rzucając daleko za siebie. Z jej wzroku nie można było niczego wyczytać. - Tytoń szkodzi zdrowiu. Rodzicie cię nie nauczyli? – teraz w jej oku coś błysnęło, coś ironicznego a zarazem złowieszczego. - No, chyba że rodzice się ciebie wyrzekli. W sumie, nie dziwię im się. – cichy chichot wydostał się z jej ust drogą krtani. - O wiele zdrowsza jest owsianka, wiesz? – ponownie chichot się z niej uwolnił. - Z dużą ilością mleka, bo widzisz, mleko jest zdrowe. Podobnie jak jogurty, no ale to chyba do ciebie nie dociera? Mam rację? – nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że bredzi od rzeczy. Ah, ta Antoinette... Jeszcze brakowało tego, żeby zaczęła kłamać. I żeby, tak, jak zwykle uwierzyła w samodzielnie sklejone brednie. Ah, ta jej pseudologia fantastica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 43
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Nie Paź 01, 2017 1:57 pm

Frans pewnie by skończył za parę minut i udał w swoją stronę, ale coś mu przeszkodziło….a raczej ktoś. Tym kimś była całkiem wysoka, bardzo ładna młoda dziewczyna o rudych drugich włosach. Definitywnie mu się podobała, ale znając to miasto i jego okolice to pewnie wolała...o czym to było ach tak. Mężczyzna na pewno został przez nią zaskoczony, bo przez pierwszą chwilę się nie odezwał i skupił, wzrok na dziewczynie tylko na chwile odrywając, od niej wzrok, podążając za lecącą w powietrzu fajką. Była z drzewa dębowego więc nie mógł jej stracić. Ale większość jego uwagi skupiała się na dziewczynie i o tym, co mówiła, co szczerze mówiąc, nie miało dla niego sensu. Jakby była wariatką albo tak bardzo zafiksowała się na tym, że pali, że próbowała użyć każdego w swojej głowie dobrego argumentu, że tytoń szkodzi zdrowiu. Eh. Niektórzy ludzie w tym mieście naprawdę przechodzili samych siebie. Do stolicy inkwizycji i wiedźm powinni jeszcze dodać wszelkiej maści wariatów.
- Przepraszam ? - Zapytał, gdy czerwono włosa zakończyła swój moralistyczny wywód i westchnął ciężko poirytowany jego sytuacją.
Jego praca i wychowania zakładała bycie spokojnym, ale kurwa ja pierdole utrzymywanie tego było zajebiście trudne. Był nawet skłonny uwierzyć, że to pieprzone miasto go testowało. Ale mimo tego, że jego myśli były pełne przekleństw on wyszedł na spokojnego, bo po zadaniu pytania po prostu podszedł do fajki, która wylądowała parę metrów za Antoinette i po prostu ją podniósł, po czym wrócił przed dziewczę, zaczynając wycierać swoją własność białą chustką, którą wyciągnął z kieszeni swojej marynarki.
- Mimo wszystko dawanie lektury jak żyć, komuś, kto wygląda na starszego od ciebie nie jest zbyt taktowne. Ale dziękuje za troskę - Odpowiedział, ciągle na nią spoglądając. Miał nadzieje, że jego spokojny ton trochę uspokoi dziewczynę albo jeszcze bardziej ją zdenerwuje widząc, że nie robi to na nim wrażenia. Jedyne uczucia, jakie w nim tworzyła to zdenerwowanie i zrezygnowanie, że nie zdążył spotkać w tym mieście zbyt wielu normalnych osób, a mieszkał tu już prawie rok.
- I nie. Moi rodzice się mnie nie wyrzekli, ale jestem pewien, że ty masz więcej doświadczenia w tej dziedzinie. w końcu nomen omen go zaczęłaś - Dodał jeszcze i wsunął już czystą i pustą do kieszeni. Tymczasem drzwi prowadzące do pasażu się otworzyły i wyszło z nich parę osób w tym wyglądający na zaspanego jegomość w białej koszuli i czarnych spodniach z szelkami, który najprawdopodobniej przyszedł tutaj po gazetę, którą miał pod pachą i udał się w swoją stronę nie przejmując się ani Fransem, ani Antoinette. W końcu to nie była jego sprawa. Cóż, zostało w takim razie tylko dwóch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Wto Paź 03, 2017 3:05 pm

Chociaż powinno być odwrotnie, to, co ów jegomość zrobił potem ze swoją fajką, kiedy już wylądowała za plecami jej samej, zszokowało ją. Nie rozumiała jego przywiązania do fajki. Może to dlatego, bo wyglądała na drogą? Całkiem możliwe. Antoinette, widząc to, uniosła nieznacznie lewą brew do góry.
- Aż tak ci na niej zależy? – spytała cichutko, jakby zupełnie niewinnie, chociaż to ostatnie było oczywiście udawane. Taki ton zdecydowanie nie nie pasował do stylu bycia rudej pannicy. - Przecież to tylko kawałek drewna. Na dodatek ten kawałek drewna, po obróbce, w połączeniu z tytoniem niszczy zdrowie. – zabierając głos, nie spuszczała z niego wzroku ani na moment. - Może rzeczywiście warto pomyśleć o zdrowej diecie, co? – puściła do niego porozumiewawcze oczko.
Słysząc jego kolejne słowa, Antoinette na chwilę odwróciła na niego wzrok i skupiła go na ogólnym wyglądzie pasażu "Biały Lew". Spojrzała w górę i zagwizdała z podziwu, widząc, jak wielki jest ten budynek. Pewnie na tym świecie istniało o wiele więcej, na dodatek większych takich miejsc, jednak najwidoczniej panna Apsley nie widziała w swoim nie aż tak bardzo krótkim życiu ich aż tak wiele. Ale ma czas, by to nadrobić. O ile... o ile jej życie nie zakończy się ot, tak nagle, z rąk jakiegoś psychopaty. Ale to nie musiał być psychopata. To mógł być każdy, ale Antoinette postanowiła, że nie będzie sobie tym zaprzątać głowy. Póki co, żyje. I miewa się całkiem dobrze, nie licząc jej choroby (której oczywiście nie była świadoma). Choroby, która, od rozpoczęcia tej konwersacji jeszcze nie dała jej się we znaki. A raczej: nie dała się we znaki mężczyźnie, który aktualnie jej "towarzyszył". W końcu powróciła do rzeczywistości, zamrugała powiekami i postanowiła w jakikolwiek sposób zareagować.
- Ależ proszę bardzo. – wykonała przy tym mały ukłon w jego stronę. Jeśli mężczyzna już trochę poznał się na niej, zapewne wiedział, jak to odebrać. - Niech pan wie, że zawsze służę pomocą. – i tutaj po raz kolejny uwolnił się z niej cichy chichot. Jednak jego kolejne słowa wprowadziły ją w stan osłupienia. Zesztywniała i spojrzała na niego, tym razem czystym, nienawistnym spojrzeniem. Przecież trafił w samo sedno. Rodzice się jej wyrzekli, to fakt, którego nie da się wymazać. Oczy jej się zeszkliły i mało brakowało, ale łza nie potoczyła się po jej policzku. Stała tak, nie odzywając się. W końcu oczy wyschły, a na usta powrócił ironiczny uśmieszek.
- Dobra, nieważne. – uśmiechnęła się do niego, ale jeśli mężczyzna był chociaż trochę inteligentny, zauważył w tym uśmiechu jad. Jak to u Antoinette. - Planuję kupić sobie coś do czytania... – tu spojrzała na kogoś opuszczającego pasaż, kogoś kto trzymał jakąś prasę. Mężczyzna ten miał na sobie białą koszulę i ciemne spodnie z szelkami. - ...o, najlepiej gazetę. Pomożesz mi w wyborze? – jej wzrok nie zmienił się. Był ciągle taki sam, a nawet mógł sugerować to samo, co wcześniej.  Ale wspomnienia dotyczące odrzucenia przez rodziców pozostały. Po prostu Antoinette zdołała do nich przywyknąć, ale i nauczyła się, co robić, jak czynić, by nie było tego po niej widać. I udało jej się to.
A wspomnienia, natarczywe obrazy z przeszłości, nie zniknęły... tylko dziewczyna zaczęła je kontrolować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 43
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Sob Paź 21, 2017 12:46 am

Mężczyzna lekko uśmiechnął się w duchu, widząc jak trafnie dopiekł nieznajomej mu dziewczynie, i to jeszcze jej własną bronią. Ale mimo wszystko postarał się zachować jakiś format kultury, zachowując neutralny wyraz twarzy, co by bardziej nie urazić dziewczyny. Mimo wszystko nie wyglądała na zupełną wariatkę i też mogła być mądrzejsza, aniżeli się kreowała. Aczkolwiek ludzie z sarkastycznym stylem bycia byli wyjątkową wrażliwi na często dobrze ukryte bodźce, które starali się ukryć. I bodźcem tej właśnie dziewczyny zdawało się odrzucenie przez rodziców, co warto było zapamiętać, gdyby ta informacja miała się jeszcze przydać. Jednak sam Frans nie był typem, który by się pastwił nad niewinnymi, ładnymi dziewczynami przynajmniej bez powodu.
- Aż tak mi na niej zależy. Jest z Hikory. A Hikora rośnie tylko w Północnej Ameryce - Skwitował jeszcze przed swoimi przemyśleniami, a już po zgaszeniu ognistowłosej. Jej nienawistny wzrok spotkał się jednak z jego, bardziej stonowanym i wyważonym, jakby mu było wszystko jedno. I było. Bo chciał też by dziewczyna lekko zmieniła swoje podejście, przynajmniej do niego.
- Słuchaj - Odpowiedział z ciężkim, specjalnie inscenizowanym westchnięciem, co było bardzo widoczne i od razu kontynuował.
- Widzę, że prawdopodobnie udało mi się trafić na dość nieprzyjemną dla ciebie część z twojego życia. Nie mnie jest to oceniać, skoro tak naprawdę się nie znamy, ale zbytnie rozpamiętywanie przeszłości, czy marzenie o przyszłości zasłania to, na czym naprawdę powinniśmy się skupić - Teraźniejszości. - Dodał już całkiem serio, chociaż starał się utrzymywać łagodny ton, by An nie odebrała tego źle i miał nadzieje, że tego tak nie odbierze. Gdy zaś wspomniała o wyborze gazety, uśmiechnął się lekko i spojrzał w stronę wejścia do sklepu.
- W takim razie chodź ze mną, znam idealne miejsce - Po tym stwierdzeniu wszedł do środka i przechodząc parę metrów stanął pod sklepem, który nazywał się „Codzienna Wiadomość”, który znajdował się pomiędzy dość sporawym sklepem z lokalnymi i importowanymi książkami a czymś w rodzaju dość normalnie urządzonej jadłodajni, gdzie można było zjeść kilkanaście dobrych, prostych potraw w dużych porcjach za dość okazyjną cenę. Ale wracając do sklepu, pod którym stał Frans. Był to po prostu niewielki sklep wypełniony naprawdę dużą ilością różnorakich gazet, na które składały się wydawane przez lokalne pisma, krajowe, pochodzące z innych krajów należących do Imperium Brytyjskiego, które głównie były wydawane w języku Angielskim, oraz importowane ze Stanów Zjednoczonych, w której najważniejszym newsem wydawały się pogłoski o sprzedaży należącej do Cesarstwa Rosyjskiego Alaski na rzecz USA oraz gazety z prawie wszystkich krajów Europy, które były wydawane w rodzimych językach. Do wyboru do koloru, dla każdego coś dobrego. Norweg wtedy zauważył, że dwójka jego pozostałych współpracowników, którzy zostali w budynku, właśnie skończyła dość szybkie śniadanie i po wstaniu od stołu wyszła, nie wzbudzając większych podejrzeń, bo nomen omen wyglądali na normalnych klientów. Problem był taki, że sam przez to się zrobił głodny, ale doszedł do wniosku, że zje jak „upora” się z dziewczyną, na którą zresztą teraz czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Sob Paź 21, 2017 4:49 pm

A jednak, mimo własnych usilnych starań nie udało jej się nie pokazać po sobie, co poczuła po tej kwestii o rodzinie. A przynajmniej nie udało jej się częściowo, ale na tyle, że jej aktualny towarzysz zrozumiał w czym tkwi szkopuł. W końcu, po osuszeniu łez i wstępnym, a następnie całkowitym uspokojeniu się, czyli wyciszeniu się wewnętrznie (co oczywiście nie oznaczało zapomnienia o rodzicach, którzy przecież ją porzucili!), zwróciła na jego kolejne słowa.
- A mi aż tak zależy  na życiu kurczaków, a mimo to jem je od czasu do czasu. – uznała, że to była dość dobra odzywka. Aż przez jej uśmiech samoistnie przeszedł uśmiech samozadowolenia, więc czym prędzej podniosła do ust rękę (by, co jest dość oczywiste, zasłonić swe wagi) i udała, że palcem wskazującym drapie się po niedawno wyrosłej tam opryszczce. Zauważył, czy nie zauważył? – zachodziła w głowę i miała nadzieję na tę drugą opcję. W końcu zapomniawszy o tym częściowo, wyprostowała się i wysłuchała jego kolejnych słów.
- Może tak, może nie – odparła sucho i bez emocji. Chodziło jej tutaj oczywiście o to, że zgadł, że trafił na, jak on to ujął: "dość nieprzyjemną dla ciebie (Antoinette) część z twojego życia" – Tak czy owak, co masz konkretnie na myśli, mówiąc o teraźniejszości, co? – założyła ręce na piersi, rozstawiła nogi jakby przygotowywała się na jakąś poważniejszą konfrontację, najlepiej na kłótnie. Oj tak, bardzo brakowało jej tu kłótni, ale uznała że o tym powinna pomyśleć... o ile w ogóle jej się bez tego w przyszłości obejdzie... pomyśleć potem. Przechyliła przy okazji głowę nieco na bok, jak to robiła często w takich, podobnych a zarazem w zupełnie różnych okazjach. I już miała coś dodać. Nawet wiedziała, co, ale wolała skupić się na tym, o co go poprosiła: o pomoc w wyborze gazety. Czym prędzej powróciła do naturalnej pozy i ruszyła za nim. W końcu znaleźli się w sklepie, gdzie było mnóstwo gazet. Nie zwróciła ani na księgarnię, ani na jadłodajnię – całą swoją uwagę skupiła na sklepie z prasą. Podeszła do jednej z półek i podrapawszy się po brodzie, kiedy już znalazła się przy dobrym dla niej regale, oznaczonym nazwą "sztuka", odwróciła się w stronę Fransa, nie zdejmując przy tym ręki.
- Eeee... – spojrzała w jego oczy spojrzeniem nieco poważnym, nieco rozbawionym – ...pomożesz mi wybrać coś z tego? – wskazała palcem wskazującym prawej ręki na miejsce oznaczone wyrazem "sztuka".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 43
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Nie Paź 29, 2017 9:15 pm

Frans tymczasem zdecydował się nie odpowiadać na odzywki czerwonowłosej dziewczyny a zaczął się rozglądać za gazetami, które by go interesowały, jednocześnie wysłuchując pytania An, bo obecnie było ono najciekawsze z puli słów, które wychodziły z jej ust.
- Widzisz poprzez teraźniejszość miałem na myśli to, co dzieje się teraz. Moje doświadczania nauczyły mnie, że zbytnie rozmyślanie nad przeszłością powoduje komplikacje w tym, co robisz obecnie, zaś dalekosiężne myślenie o przyszłości jest nic nie warte, bo zawsze może się zdarzyć coś, czego nie planowałaś. Najlepiej więc przejmować się tym, co robi się teraz i najbliższą przyszłością, bo są one w zasięgu twojej ręki. Na rozmyślanie o przyszłości potrzebujesz dużo informacji, doświadczenia i zdecydowania więc jest to też trudniejsze. Ta-da - Odpowiedział spoglądając pomiędzy nią a półkami, na których były wystawione gazety stricte o tematach gospodarczych, które go zresztą w momencie najbardziej interesowały. I tak więc podszedł do półki i wziął kilka gdzie Antoinnete mogła po nagłówkach, że jedna z gazet była z Wishtown, druga chyba traktowała o całym Zjednoczonym Królestwie, trzecia była w jakimś dziwnym języku, najprawdopodobniej ze Skandynawii zaś czwarta i najdroższa sądząc po jej cenie była ze Stanów i nazywała się “Wall Street Journal” Po wybraniu owych gazet, mężczyzna pokiwał i podszedł do działu sztuki, zastanawiając się co mogłoby się jej spodobać. Sam nie był ekspertem w sztuce, chociaż trzeba było przyznać, że lubił gdy jego domy czy posiadłość posiadały w sobie obrazy i rzeźby często tworzone w różnych stylach były uważane za gustowne. W końcu każdy bardziej znający się na temacie mógł zauważyć, że wystrój jego miejsc zamieszkania zawsze był bogaty, lecz njabardziej minimalistyczny, nawet jeśli uchodził za niepraktyczny czy nie pasujący do aktualnych czasów, lecz według niego było podążaniem za duchem czasu.
- Hm. Myślę, że te będą całkiem pasowały - Wymruczał i sięgnął po ARTnews i dwa magazyny mniej znane w języku angielskim i francuskim, po czym podszedł z całkiem sporą ilością makulatury do sprzedawcy i wszystko kupił. Ot pewnie będzie na niego zła, że zdecydował się jej kupić te magazyny, ale miał nadzieje, że spodoba się jej niewielki gest.
- Bardzo proszę, myślę że powinny ci się spodobać. Szczególnie, że jeśli dobrze pamiętam to ten Francuski i Angielski mają bardziej otwarty charakter, jeśli chodzi o sztuke. Są nowoczesne i mówią że sztuka powinna opierać się na wolności i kreatywności, a nie wpasowywać się w obecną konwencje. Bardzo dobre podejście jeśli mnie zapytasz - Powiedział i podał jej magazyny z lekkim uśmiechem na ustach, przy okazji zastanawiając się jak to wyglądało z boku. A ciekawa jak miało wyglądać, bo to miasto było pełne dziewczyn lubiących inne dziewczyny, co jednocześnie działało na jego wyobraźnie i sabotowało jego sprawy łóżkowe. Inkwizycja, wiedźmy i inne rzeczy. Ale kontynuacje tych jakże interesujących przemyśleń przerwał jego brzuch, który zaczął domagać się jedzenia. Najlepiej dobrego i ciepłego z dodatkiem piwa albo herbaty. O tak, byłoby idealnie.
- Wypadałoby coś zjeść - Wymruczał do siebie co jednak udało się wyłapać Antoinette, a następnie na nią spojrzał, oczekując jakiejś reakcji, bo sam nie wiedział co za bardzo miał powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Pon Paź 30, 2017 7:21 pm

Kiedy mężczyzna prowadził swój monolog, Antoinette była daleko stąd. W sensie że myślami. Dosłownie odleciała, a kiedy już powróciła do rzeczywistości, spojrzała na niego i zauważyła, jak ten patrzy się na półki z gazetami, czasami zerkając na nią. No ale nic. Nie dała po sobie poznać, że uciekła myślami gdzie indziej, przez co w ogóle nie przyjęła do siebie tego, co mężczyzna miał jej do powiedzenia. Skwitowała to uroczym uśmiechem (co oczywiście było u niej rzadkością), ale Frans przez jej milczenie mógł się skapnąć, że nie przyjęła do siebie jego słów.
Teraz obserwowała, jak Frans wybiera z półek jakieś pozycje prasowe. Nie była jednak zainteresowana tytułami wydrukowanymi na pierwszych stronicach. Ziewnęła znacząco. Aż w końcu ruszył do niej, z czego była bardzo zadowolona. Ale nie wiedziała, czy poradzi jej dobrze. No ale cóż, lepsze to niż nic, nie? Nawet, jeśli się okaże, iż ten zupełnie nie zna się na sztuce. Tak czy owak, ważne, że pomógł jej w wyborze. W końcu mogła sama się przekonać, że wiedział, co wybiera. Zdradziły go jego ostatnie słowa na ten temat. Ale... zaraz! On jej kupił te magazyny! Dziewczyna z niemałym szokiem, malującym się wyraźnie na jej młodej twarzyczce, przyjęła do rąk gazety i przez chwilę zajmowała się analizą tekstu na okładkach: w tych tekstach chodziło głównie o to, o czym można przeczytać w akurat tych numerach. I już otwierała usta. Już miała powiedzieć, że zapłaci, że odda mu należną kwotę, kiedy w końcu ten wspomniał o jedzeniu. Antoinette, mając plan, ożywiła się nagle.
- W porządku – zatrzepotała zalotnie rzęsami, spoglądając na niego z lekko przechyloną na lewy bok głową. - W porządku, pójdźmy do jakiejś knajpki, restauracji albo baru... a że ty kupiłeś mi te gazety, to ja ci postawię jakieś znakomite danie. – nie dodała niczego "co ty na to?",  po prostu nie chciała słyszeć żadnego sprzeciwu. - Tylko, eee... znasz jakieś dobre miejsce? Miejsce, gdzie można się naprawdę najeść... – spojrzała na niego ponownie, tym razem pełna powagi – Naprawdę, mam słabą orientację w terenie i nie bardzo wiem gdzie znajduje się jakieś dobre miejsce z jedzeniem, nawet, jeśli widziałam ich po drodze całe tuziny. – przy ostatnich słowach zachichotała cichutko, pod nosem. Przeczesała palcami prawej dłoni po swoich włosach stwierdzając od razu, że przydałaby im się kąpiel. Porządna kąpiel, o tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 43
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Sob Lis 04, 2017 3:48 pm

Frans przez chwilę wpatrywał się w twarz Antoinette i przez parę minut kiwał głową, gdy w tym czasie dziewczyna “zapraszała” go, by coś zjeść, a potem pytała go o miejsca czy zna jakieś dobre miejsce. I to zalotne spojrzenie. Szkoda tylko że sztuczne. Mimo że nie miał warunków, by tak sądzić to po prostu to czuł, zresztą nie pierwszy raz w tym mieście i jego okolicach, ale też zdążył się do tego uczucia w miarę przyzwyczaić, mimo że te niewielkie sytuacje w jakiś tam sposób uderzały w jego ego. A jeszcze musiał rozwiązać sprawę miejsca, w którym oboje mogliby zjeść. “Klub” odpadał z wiadomych względów, no i może jeszcze dlatego, że w zeszły piątek dość dotkliwie pobił syna jednego z okolicznych właścicieli kilku farm, którzy już zaliczali się do spektrum osób mających dostęp do tego miejsca, jak i samego właściciela za durne odzywki w jego kierunku. Przynajmniej walka została uznana za dżentelmeńską więc też, jeśli będą szukali jakiejkolwiek zemsty, to zostaną wyrzuceni z klubu na zbity pysk. Ale i tak wolał poczekać na wszelki wypadek. Oprócz tego była jeszcze jadłodajnia obok i parę mniejszych i większych restauracji w okolicy centrum.
- Dziękuje za zaproszenie i z chęcią z niego skorzystam. A co do braku orientacji to każdemu się zdarza. Miasto jest całkiem spore i pełne różnych ciekawych i mniej miejsc. - Odpowiedział w końcu myśląc, że za to też zapłaci, ale to był akurat detal.
- Cóż, mamy jadłodajnię obok albo też mogę cię zabrać do jednego z paru miejsc, które znam i w którym można by zjeść coś dobrego, więc też wybór czy zostajemy, czy wychodzimy, zostawiam tobie panienko - Dodał i wsunął ręce do kieszeni swoich spodni oczekując odpowiedzi ze strony czerwonowłosej. Miał wielką ochotę znowu zapalić i przy okazji się napić, ale raczej wolał nie tracić znowu swojej fajki. I trzeba było pracować dłużej, przynajmniej wtedy nie zaprzątałby sobie głowy...bardziej rażącymi go myślami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 146
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   Sob Lis 04, 2017 5:08 pm

Nie mogła wiedzieć, co aktualnie dzieje mu się pod kopułą, czego szczerze żałowała. Mogła się jedynie domyślać, że chodzi o jej zaproszenie na posiłek. Dlatego właśnie Antoinette przyglądała mu się uważnie, przechylając nieznacznie głowę na lewy bok, tak, jak to czyniła już wcześniej. W końcu zaczął mówić. Ale zanim z jego krtani popłynęły słowa, Antoinette szykowała się na najgorsze. Dlatego była niezwykle zadowolona z tego, co powiedział.
- Mhm – założyła ręce na piersi – Co do tej orientacji to masz rację – była uradowana (czego oczywiście nie pokazała po sobie) że Frans powiedział to, co powiedział, odnosząc się do faktu, że miasto jest duże. Cieszyła się, że nie uważał jej za ułomną z racji, że nie potrafi się do końca tutaj odnaleźć. Dumała nad tym przez chwilę, aż w końcu jego ostatnie słowa sprawiły, że całkowicie powróciła do rzeczywistości. Frans zauważył to, a może było zupełnie odwrotnie?
Prawda była taka, że wcześniej nie zauważyła tej jadłodajni. Ale coś w niej ją odpychało. I... nie wiedziała, co konkretnie. Dlatego czym prędzej zwróciła się do niego, z tym swoim nagannym, acz lekko zepsutym uśmiechem.
- Lepiej, jeśli pójdziemy w inne miejsce – odparła.


z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pasaż "Biały Lew"   

Powrót do góry Go down
 
Pasaż "Biały Lew"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Biały Port
» Avatary
» Hamaki na drzewach
» Świnka skarbonka Białego skrzydła
» Rodzinna sowa Hartów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Uliczki-
Skocz do: