IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Laboratorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Laboratorium   Sro Lis 01, 2017 9:51 pm

Lilianne napisał:
Raj dla Balsamistów. Znajduje się tu wszystko, czego tylko potrzeba. Przed wejściem do środka należy założyć biały fartuch z wyszytym imieniem i nazwiskiem.
W pierwszej części mnóstwo probówek, fiolek, czyli typowego wyposażenia chemicznego. Ten kącik, zresztą ogromny znajduje się wraz z długim stołem na końcu pokoju. Przy ścianach zresztą są biurka pracowników oraz wszystkie niezbędne, podręczne rzeczy. W samym centrum umieszczone są całkiem wygodne siedzenia, które przypominają wizualnie te u dentystów. Regulowane, obite w skórę, ale z pasami bezpieczeństwa. Tyle, że tu nie ma miejsca na leczenie uzębienia. Dookoła poukładane są stoliki z probówkami, w których widnieje krew każdej badanej Czarownicy. Miejsce to służy właśnie do przebadania ich rasy. Ale nie tylko probówki, bo również mnóstwo innych przydatnych narzędzi. Pracuje się tu w gumowych rękawiczkach. Nikt przecież nie chciałby się zarazić przez przypadek.
W drugiej części pokoju (odgrodzonej jedynie murem, zaś pomiędzy pokojami jest bezdrzwiowe wejście) znajduje się mnóstwo szklanych szaf wypełnionych najróżniejszymi substancjami chemicznymi. Dzięki nim właśnie wytwarza się przeróżne bronie, a raczej substancje do nich. W tej samej części średniej wielkości biblioteka z książkami chemicznymi, ale także fizycznymi oraz konstrukcyjnymi. Złote rączki również mają tu swój raj, lecz w trzeciej części pokoju. Tam zaś znajduje się pracownia służąca do konstruowania, wytwarzania broni. Współpraca między chemikami, a mechanikami jest niezbędna do połączenia substancji chemicznych z resztą broni. Wytworzone bronie zamyka się w specjalnym schowku w dobrze chronionych szafkach. Samo to małe pomieszczenie chronione jest szyfrowanymi drzwiami.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Sro Lis 01, 2017 9:59 pm

Poza Lynnem, ostatni balsamista wyszedł przynajmniej godzinę temu. W laboratorium zapanował szary półmrok, jednak nie silił się na oświetlenie go, nawet jeśli nie widział dokładnie ściany znajdującej się naprzeciw. W pomieszczeniu było przeraźliwie zimno, za sprawą dzieła Cavendisha - otwartych na oścież okien, wszystkich, co do jednego.
Chłopiec, a właściwie już młody mężczyzna nie robił sobie z tego powodu zupełnie nic. Usiadł na jednym z blatów, gapiąc się tępo w przestrzeń. W dłoni trzymał cienki plik niedbale spiętych ze sobą papierów. Nie obchodziła go godzina, nie zauważył nawet kiedy zaczął szczękać zębami z zimna.
Mógłby zostać tu resztę nocy, mógłby w tej chwili umrzeć, nie zależało mu. Wszystko zeszło na dalszy plan. Nie potrafił po prostu wrócić do domu i udawać, że nic się nie wydarzyło. Jego aktualne życie, nawarstwiające się z każdym dniem problemu w końcu zaczęły go przytłaczać, zdając się niemożliwymi do pokonania.
Marznął więc w samotności, czując, że zasługuje na coś o wiele gorszego. Gapił się w ciemność, jakby w nadziei, że zdoła wymyślić karę adekwatną do tego, co uczynił.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Sro Lis 01, 2017 11:30 pm

Ni stąd, ni zowąd nagle po pokoju rozległo się ciche pukanie do drzwi. - Halo? - zza drzwi wyłoniła się dobrze znana, ruda czupryna. Musiał przyznać, że Lynn dobrze się mu ukrył. Naprawdę sporo się nabiegał, nim w końcu go znalazł. Od końca zajęć, poprzez spotkanie Amona, kończąc wałęsając się po laboratorium, kryjąc się przed resztą balsamistów.
Nic nie mógł na to zaradzić. Przecież były już prawie święta, a on zalegał z prezentami od bardzo dawna. Dla Amona udało mu się zdobyć egzemplarz poezji, jednego z jego ulubionych autorów z dedykacją, przy małej pomocy Olivera, który przecież blondyna najzwyczajniej w świecie uwielbiał, więc nie sprawiło to dla niego żadnej trudności. Sam Matthew też został obdarzony naprawdę miłym upominkiem od przyjaciela. Dostał naprawdę prześliczne, jasne pończochy, wykończone koronką, aż zakręciła mu się łezka w oku.
Dla zielonookiego balsamisty również coś miał. Ba, jego prezent sprawił mu najwięcej kłopotów, lecz koniec końców, wszystko się udało. Miał teraz przy sobie niepozorny pakuneczek przewiązany, skrzętnie splecioną wstążką. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik!
- Wesołych świąt, Lynn! - zawołał wchodząc w końcu, kiedy uderzyła go fala zimna. - Brr, jaki przeciąg! - stwierdził i czym prędzej zamknął drzwi za sobą.
Chowając coś za plecami, podszedł do okna, by je zamknąć, mówiąc. - Chcesz się zmienić w sopel lodu? W ogóle czemu tu tak ciemno..? - obrócił się do niego zaciekawiony i podekscytowany. Wtedy dopiero zauważył w jakim stanie był jego przyjaciel. Od razu mina mu zrzedła. Taki był nakręcony tym, że tu przyszedł, że nawet nie przyjrzał się mu. Nagle zrobiło mu się bardzo głupio.
- Lynn, czy wszystko w porządku? Coś się stało? - dopytywał zatroskany, podchodząc do niego powoli i  wyciągając rękę.

___________________


Ostatnio zmieniony przez Matthew dnia Czw Lis 02, 2017 10:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Czw Lis 02, 2017 3:16 pm

Niemal nie zareagował na pukanie. Nie zmienił pozycji, jednak jego oczy podążyły za pojawiającą się w laboratorium postacią. Na śmierć zapomniał, że był z nim umówiony. Zacisnął zęby, usiłując zebrać się w sobie. Każdy kolejny ruch chłopca odbierał jak przez mgłę, nie potrafiąc zareagować w odpowiednim czasie, czując w głowie przeraźliwą pustkę.
- Wesołych? - powtórzył za nim jak echo, dopiero po dłuższej chwili łącząc wątki i spostrzegając się, jaka jest pora roku. Udało mu się kiwnąć głową, co z przymrużeniem oka uznać było można za odwzajemnienie życzeń.
Tego wieczoru wolał pozostać w samotności, jednak dobieranie słów, które miałyby skłonić Matta do odejścia wydały mu się zbyt skomplikowane. Nie chciał, aby się o niego martwił. Jednocześnie też czuł na sobie potworne uczucie, że jeśli cokolwiek więcej dołączy do jego zmartwień, zwyczajnie się złamie.
Obserwował, jak chłopiec zamyka okna, nie mając nawet siły go powstrzymać.
- Wietrzyłem. Nie czujesz już...? - wyjaśnił mu, jakby to było oczywiste. Prędko załapał, że koszmarny zapach podążający za nim cały dzień, mógł być jedynie wymysłem jego wyobraźni, skoro inni tego nie odczuwali. - Nieważne - urwał temat, nie licząc na odpowiedź.
- Zapracowałem się, nie zauważyłem, kiedy zrobiło się ciemno... - skłamał w oszczędnych słowach, jakby w nadziei, że Matthew się prędko znudzi i dobrowolnie odejdzie. Uścisnął jego rękę na powitanie, starając się grać naturalnie. Siedząc wciąż na stole, wydobył z kieszeni marynarki papierośnicę, otwierając ją przy użyciu jednej dłoni. Wyciągnął ją w kierunku Matta z niemym pytaniem, w drugiej ręce wciąż ściskając plik papierów. Niezależnie od decyzji przyjaciela, sam wyciągnął jeden z papierosów, przytykając go do ust, mówiąc niewyraźnie:
- Przyszedłeś się pożegnać? Wracasz do domu na święta?

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Czw Lis 02, 2017 10:55 pm

Uważnie przyglądał się Lynnowi. Nie trzeba tu jednak było kogoś niezwykle błyskotliwego, by zauważyć, że coś jest na rzeczy. Jak widać prezent będzie musiał trochę poczekać, jego przyjaciel był teraz w wyraźnej potrzebie, tylko jakby tu się do tego zabrać?
- W sumie to poniekąd… - odparł, bacznie lustrując go wzrokiem. - Dobrze wiesz, jakie mam wobec nich odczucia. Tym bardziej teraz kiedy Oliverowi urodziło się dziecko. Teraz już zupełnie czuję się tam jak nieproszony gość… Ale to rodzina, a poza tym jaki inny mam wybór? - zapytał sam siebie, po raz kolejny pozwalając sobie na o wiele dłuższy wywód niż było to potrzebne, co później skwitował po prostu: - Nie ważne
- Za chwilę Lynn. Wstrzymaj się jeszcze… -tak odpowiedział na jego propozycję, co było dla niego czymś strasznie nie w jego stylu. Sytuacja była wyjątkowa. Nie często było tak, że to właśnie on mógł pomóc w czymś swojemu przyjacielowi, a nie na odwrót. Nie był przyzwyczajony do tego widoku, który krajał mu w tej chwili serce.
- Pozwolisz? - zapytał siadając obok niego. Zastanawiał się jakby to ugryźć, gdyż balsamista nie był zazwyczaj zbyt skory do zwierzeń, lecz chyba stwierdził, że najlepiej będzie wyłożyć kawę na ławę…
- Lynn, może i mój wzrok daleki jest od ideału, ale widzę że coś jest nie tak. Ostatnimi czasy widzę, że chodzisz cały czas zestresowany, a do tego zachowujesz się jakby uleciała z ciebie dusza... - mówił, wyraźnie rozemocjonowany. Od dawna przeczuwał już, że dzieje się z nim źle, lecz dopiero teraz, kiedy widział go w takim stanie miał odwagę coś powiedzieć. Nagle chwycił się delikatnie jego ramienia, zmuszając go trochę by spojrzał mu w oczy. - Lynn, martwię się i nie przestanę, póki nie poznam prawdy. Musisz mi powiedzieć co się dzieje, inaczej nie dam ci spokoju. - Mówił stanowczo, wiercąc mu dziury w oczach wzrokiem.
Po chwili, jakby doznał wizji i zapytał. - Chodzi o pracę, prawda? - Właściwie nie było to nic odkrywczego, Lynn od kiedy go znał nie był jakiś zbyt rozochocony jeśli chodziło o ten bardziej fizyczny aspekt jego pracy, lecz był pewien, że tak jak on nauczył już sobie radzić z tym okrucieństwem, którego świadkiem był niemalże na co dzień. Starał się wmówić sobie, że to w słusznej sprawie, oraz jakoś to ignorować dla własnego zdrowia… Z czasem stał się niemalże już kompletnie na to znieczulony. Myślał że Lynn miał tak samo. Nawet nie wiedział jak bardzo się mylił. Nagle poczuł wielki żal do siebie, że nie zajął się tym wcześniej.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Pią Lis 03, 2017 7:03 pm

Pokiwał ze zrozumieniem głową, uśmiechając się smutno. Wraz ze śmiercią matki, stracił ostatnią osobę, skłonną do zrozumienia. Miewał wrażenie, że reszta jego rodziny żyje wprost w innym świecie, a komunikację utrudnia kompletna nieznajomość wspólnego języka. Nie poruszył jednak tematu, pozwolił umrzeć mu śmiercią naturalną wraz z ciszą zapadłą po słowach Matta.
Jedynie ożywienie ukazał dopiero po osobliwej prośbie, na którą obdarzył przyjaciela wyjątkowo sceptycznym spojrzeniem. Nie był w nastroju do żartów. Zacisnął zęby na końcówce papierosa, mając nadzieję, że odmówiono mu jedynej przyjemności jego aktualnego życia z dobrego powodu. Odpowiedział więc z papierosem w ustach:
- A gdzieżby. Każdego dnia dziękuję ojcu, że miał kaprys posłać mnie do akademii, bym zgłębiał tajniki... nie wiem, tłuczenia wiedźm młotkiem? - prychnął nieprzyjemnym głosem, aż nie sposób było nie wyczuć ciążącego w nim żalu i złości. Pokręcił głową, spuszczając wkrótce z tonu. - Chyba tak. Chyba o to w tym wszystkim chodziło... -   dopowiedział już zupełnie cicho, zrezygnowany do granic możliwości. Porzucił ostatnie z zasobów sarkazmu, jakie w nim zostały, aby dodać ze złością:
- Nic nie jest w porządku. Nie śpię od dwóch dni, jestem o krok od zamordowania przełożonego, a mój przyjaciel z braku powodu odmawia mi odpalenia papierosa - wymienił, odwracając się w jego kierunku.
Czuł, że źle postępował. Wyżywał się na Mattcie, który nijak był winny w tej sytuacji. Ostatnio był jednak kłębkiem nerwów, gotowym najpierw ugryźć, a dopiero później zastanowić się czy powinien.
- Wybacz... to wszystko... - urwał, spuszczając wzrok. Westchnął, nie wiedząc, jak naprawić. Przerastało go. - Amon nie znosi tego lepiej... Dziś, jeszcze przed świtem... Zastałem go, siedzącego o tam, przy fotelu... Gadał ze zwłokami wiedźmy, uwierzyłbyś? - wzdrygnął się na samo wspomnienie, nieco załagadzając  niektóre z określeń. Amon bowiem płakał nad nieżywym ciałem. Po wszystkim, w przeciwieństwie do Lynna, mając wystarczająco siły, by grać niewzruszonego.
- Mieliśmy tu ostatnio... - zaczął cicho, nim zdążył ugryźć się w język.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Sob Lis 04, 2017 9:31 pm

Źle postąpił, tak po prostu o to pytając. Zapewne na jego miejscu również by się zdenerwował, chociaż tak naprawdę potrzebowałby swojego przyjaciela. Nie zmieniało to jednak faktu, że sknocił i tym bardziej musiał mu pomóc.
- Wybacz… - wydusił w końcu, przez cały czas milcząc. Nie pracowali bezpośrednio razem, lecz miał wrażenie, że dobrze go rozumiał, mniej, lub bardziej. Czuł jednak, że mimo szczerych chęci, nie będzie mógł nic zrobić, jeśli Lynn sam się nie otworzy. Również ta wzmianka o Amonie, była dość niesłychana, lecz nie powinien był się dziwić, przecież blondyn słynął z tego, że potrafił niezwykle dobrze grać.
Nagle sięgnął ostrożnie do swojej kieszeni i wyjął z niego malutki pakuneczek. - Po to cię tak wstrzymywałem. Miałem ci ją wręczyć w jakimś bardziej nastrojowej chwili, ba… Pół dnia myślałem nad życzeniami, ale teraz to chyba bez sensu… - westchnął, lecz uśmiechnął się smutno i wręczył mu prezent.
Była to srebrna zapalniczka, zdobiona motywami kwiatowymi, a uściślając to bardziej - liliami. Na przedzie widniało przedstawienie jelenia i łani, spokojnnie stojących pomiędzy drzewami. Po drugiej stronie znajdowały się biegnące pośród lasu psy myśliwskie, kontrastujące z leśnymi zwierzętami opisanymi wcześniej. Na spodzie znajdowała się nieprofesjonalnie wyryta jakaś data.
Lynn nie musiał o tym wiedzieć, lecz Matthewowi zdobycie jej sprawiło trochę trudności. Tak naprawdę prosił o nią Abrahama już ponad rok temu, a dostał ją dopiero dwa tygodnie temu. Miał też dokładną wizję co chciałby, by znajdowało się na niej, a wszyscy złotnicy w mieście byli po prostu dla niego za drodzy. Nie chciał też, by nikt się o niej dowiedział, bo czuł że była to część jego, zarezerwowana tylko dla swojego przyjaciela.
Rozsiadł się obok Lynna i pochwycił papierosa, po czym westchnął.
- Nie musisz mi nic mówić, wiesz? Rozumiem cię, a przynajmniej się staram... - uśmiechnął się do niego. Rozejrzał się po sali i po chwili ciszy odrzekł dziwnie rozmarzony, a może i nawet trochę szczęśliwy. - Wiesz co? Przypomina mi to ten dzień i TĘ salę, pamiętasz? Tą w której widzieliśmy się po raz pierwszy… Oczywiście ta wygląda na o wiele bardziej używaną, a tamta została wyremontowana, lecz jest w niej coś takiego. Może jakaś mała ucieczka od tego całego zgiełku? Być może to że jesteśmy tu sami we dwójkę? Nie wiem… - westchnął już po raz kolejny, wyraźnie się gubiąc. - Chociaż tym razem nikt mi nie odbił oka, hehe… - zaśmiał się niezręcznie.
- Ech… Kogo ja oszukuję? To spotkanie daleko odbiegało od idealnych. Ale… ale jednak było coś w tym, nie sądzisz? Może to głupie, lecz w sumie to dla mnie dość ważne, bo… bo cieszę się, że cię wtedy poznałem. - uśmiechnął się do niego ciepło. - Tam pod spodem… za późno pomyślałem o tym i sam wygrawerowałem datę, wybacz jeśli jest krzywo...

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Nie Lis 05, 2017 1:54 pm

Wiedział, że będzie żałować swoich słów już w trakcie ich wypowiadania, jednak po geście Matta, był świadomy już o przecenieniu własnych możliwości. Zrobiło mu się niemożliwie głupio. Poczerwieniał na twarzy, mając ochotę zapaść się pod ziemię. To tylko... prezent. On chciał dać mu świąteczny prezent, kiedy Lynn zachowywał się jak skończony frajer... Chętnie wysłuchałby tych życzeń, ale co prawda - przez niego i beznadziejną atmosferę, jaką stworzył, nie miało to już najmniejszego sensu.
Odebrał niepewnie prezent, jednocześnie wyciągając papierosa z ust i odkładając na bok teczkę z papierami. Odpakowywał drżącymi rękoma, jakby bojąc się tego, co zobaczy w środku. Z materiału prześwitywał błysk metalu. Zapalniczka.
Ogarnęło go wzruszenie, ciążące mu na piersi, dławiące każde wzbierające się w nim słowo. Odchylił paznokciem jej pokrywę, przewracając w palcach w milczeniu. Kciukiem gwałtownie przesunął po szczerbatym zaokrąglaniu, wzniecając iskrę, a wkrótce oświetlając ich twarze przyjemnym pomarańczowym balaskiem. Przyglądał się jej z każdej strony, kontemplując najmniejszy ze wzorów, starając doszukać się znaczenia. Paznokciem przejechał o wyrytej dacie, domyślając się już jej pochodzenia.
- B-będę ją nosił ze sobą do końca życia, przysięgam - zapewnił go, niemal się rozklejając. Cóż, nie kłamał. Był ckliwym człowiekiem, wrażliwym zwłaszcza na wymyślone przez niego przywiązanie przedmiotów. - I nadam jej odpowiednie imię. Jest wspaniała... Chociaż musisz potrenować swoje umiejętności grawerskie - poinformował go, nawet w tej chwili zachowując obiektywne oko dla szczegółów. Odwrócił się do niego mówiąc ze skruchą:
- Nawet nie wiesz, jak mi głupio... Ja nic dla ciebie nie mam! Zupełnie zapomniałem... - bredził, pogłębiając swoją winę, lecz brak pamięci nie był najgorszym, do czego się dziś dopuścił. Zamierzał naprawić swoje błędy.
Zatrzasnął zapalniczkę, ściskając ja w dłoni. Zeskoczył ze stołu, wyraźnie się ożywiając. Stanął przed Mattem, patrząc mu prosto w  oczy i zupełnie poważnie proponując:
- Walnij mnie w twarz. - Bynajmniej nie żartował. Cavendish uznał to za świetny pomysł na ukaranie się i przyjęcie natychmiastowego rozgrzeszenia. Tak to działało z Amonem, może z rudzielcem też zadziała. Na wypadek oporów Matta, pociągnął go za koszulę, tym samym zmuszając chłopca do postawienia nóg na podłodze, aby miał lepsze pole do popisu. - Zasłużyłem sobie, uderz mnie. O tutaj. - Ręką niedokładnie pokazał jeden ze swoich policzków.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Nie Lis 05, 2017 6:08 pm

Przyglądał się Lynnowi i temu jak badał on swoją zapalniczkę, a kiedy ją odpalił, zadrżało mu serduszko. Nagle obydwoje byli skąpani w pomarańczowej poświacie płomienia. Matt nie mógł oderwać wzroku od jego twarzy. To był jeden z tych momentów, kiedy wiedział że zostali dla siebie stworzeni, kiedy miał ochotę złapać go mocno za rękę i nigdy nie puścić, kiedy chciał wtulić się w jego pierś i już zawsze słyszeć bicie jego serca.
On nawet nie wiedział ile jego słowa mogły znaczyć dla Matta, który również był bliski uronienia małej łezki. - Nie szkodzi, Lynn… - powiedział rozmarzonym głosem, lecz nie mógł przewidzieć, że jego przyjaciel będzie tak bardzo honorowy.
Brutalnie jednak został wyrwany ze swojego romantycznego nastroju. Lynn najwyraźniej postradał wszystkie zmysły. - C-co mam zrobić? - jęknął jedynie, całkowicie zbity z tropu. - Lynn, ty oszalałeś! - zawył. Był pacyfistą i brzydził się przemocy w szczególności tej fizycznej, ale teraz czuł się trochę zastraszony, na tyle że nawet o tym zapomniał. Już miał ze strachu rękę u góry, jakby chciał się zamachnąć, ale ostatecznie zrezygnował.
Czuł, że Lynn jednak mu tak po prostu nie odpuści. Nie wiedząc jak wyjść z tej sytuacji postawił wszystko na jedną kartę i lekko rozłożył ramiona. - W-wiesz, zwyczajny uścisk wystarczy! A-a do wręczenia czegoś będzie jeszcze sporo okazji… - zamknął się jednak, bo poczuł, że on sam chyba też wariuje.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Pon Lis 06, 2017 10:00 pm

Rozłożone ramiona przyjaciela nie spodobały się mu na tyle, że w pierwszej chwili zmarszczył groźnie brwi, a następnie sięgnął do ramienia Matta, szturchając go.
- Po prostu to zrób...! - syknął.
Najwyraźniej chciał go sprowokować, mając nadzieję, że wtedy łatwiej mu będzie spełnić prośbę. Nie upłynęła sekunda, nim spostrzegł się, jak bezsensowny był jego intuicyjny pomysł.
Naprawdę przeszło mu przez głowę rozwiązywać to przemocą...?
Był zagubiony jak chyba nigdy wcześniej. A troskliwość przyjaciela nie pozwalała mu stanąć na nogi. Wręcz przeciwnie, był o krok od rozklejenia się. Co najgorsze, pozwalał mu otaczać się opieką. Pozwalał mu na wszystko. Okazywał jak nikomu innemu swoją niepewność i wrażliwość. Nie szczędził mu uczuć, choć dorastał wśród chłodnej powściągliwości i odmiennych przekonań. Gdy byli sami wszystko się zmieniało, co obserwował na każdym kroku, dotkliwie jak teraz. Czuł jedno. Czuł, że szczerość, o którą tak walczyli u niego Amon i Lilly, płynęła przy nim prosto z serca, w sposób zupełnie niewymuszony. Ani Amon, ani Lilly nie znali ceny prawdy. Nie wiedzieli, że muszą oddać mu tyle samo, nie mniej.
Ukrył twarz w dłoniach, przestępując krok do przodu. Natrafił na skraj blatu biurka, bokiem ciała dotykał Matta. Nie planował paść mu w ramiona, ale nie powstrzymał uginającego się karku, sprawiającego, że jego pochylona głowa znalazła się na barku przyjaciela. Oparł się na nim.
- Nienawidzę tego miejsca. Nienawidzę tu być - szepnął bluźnierczo, wyjątkowo nie wstydząc się swoich odważnych myśli wypowiadanych na głos. Taka była prawda i ciążąca w nim złość musiała znaleźć w końcu ujście, inaczej by wybuchnął. - Nie wiem, co jeszcze mnie tu trzyma...

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Wto Lis 07, 2017 7:21 pm

Cieszył się, że Lynn nie nalegał dalej. Przynajmniej ten problem miał już z głowy.
Jego przyjaciel mógł zareagować w tym momencie naprawdę jakkolwiek, lecz najmniej spodziewał się tego, że jednak go uściśnie. Gdzieś z tyłu głowy nawet pojawiła się myśl, że sam mu przywali, a to znaczyło, że chyba za dużo czasu spędzał z Amonem. Reakcja przyjaciele, była o wiele bardziej bliska temu czego chciał, niż mógł oczekiwać, a po mimo to dalej był lekko zaskoczony. Z resztą, mimo że znał już Lynna długo i wiedział, że wbrew swojemu oszczędnemu w emocjach usposobieniu, otwierał się przed nim częściej, niż przed innymi, to nie byłoby by dnia, kiedy przestało to być dla niego o tyle nie niezwykłym, jak przyjemnym, mając świadomość, że jest się kimś tak bliskim dla niego, by być powiernikiem jego sekretów. Sam fakt, że był tak blisko wywoływał u niego gęsią skórkę.
Wsłuchawszy go zacisnął mocno usta, musiał jednak być spokojny, dla niego. Wiedział to praktycznie już od dawna ale sam fakt, że usłyszał to od niego sprawił, że zrobiło mu się strasznie smutno. Tylko jak by to ugryźć..?
Matt delikatnie położył rękę na jego ramieniu, lekko go przyciskając i przymknął oczy. Czuł podobnie. Byli niemalże w tej chwili tacy sami, niech więc w tej chwili będą razem.
- Inkwizycja nie jest dla ludzi myślących, ani dobrych… - Zaśmiał się, powtarzając mu to co sam profesor Goldenmayer do niego był zwyczaj powiadać. Spoważniał jednak szybko, mu również po pewnych przemyśleniach w końcu udzielił się nastrój Lynna.
- Ja, też Lynn… Wiem, że ojciec to zrobił, bo chciał po prostu się mnie pozbyć - równie cicho powiedział. Wzruszył się. Chciał coś jeszcze dodać, ale to bardzo, bardzo, jednak ugryzł się w język. - A-ale myślę, że to nie koniec, w sensie... - zadrżał. Szukał słów, bo nagle przed oczami przeleciało mu tysiąc obrazów. - Zawsze jest jakieś wyjście! - nagle zamilkł. - Najlepiej… najlepiej byłoby stąd uciec, razem… gdzieś daleko…

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Czw Lis 09, 2017 10:17 pm

Uspokoił się, oddychając głęboko i przezwyciężając największy kryzys, pod którym niemal się ugiął. Zdjął rękę z twarzy, kładąc ją na blacie stołu i przymykając powieki. Długo milczał, nawet po wypowiedzi przyjaciela. Poklepał go po dłoni spoczywającej na swoim ramieniu, dając tym gestem znak, że już mu lepiej. Bez pośpiechu sięgnął po papierośnicę, chcąc spełnić swój pierwotny zamiar ich spotkania.
Poczęstował swojego przyjaciela papierosem, oczywiście korzystając z podarowanego prezentu. Jeśli Matthew wykazał chęci, podał mu bez słowa zapalniczkę.
- Uciec? - powtórzył głucho, świadom aż nazbyt, że słowo „ucieczka” nigdy nie wyjdzie poza strefę jego marzeń. Cóż, kto zabroni im trzymać się marzeń w tak podłej chwili? - Dokąd chciałbyś uciec? - zapytał cicho, uśmiechając się smutno po zaciągnięciu się papierosem.
Bez zastanowienia się, przemówił, wymyślając na bieżąco:
- Mi marzą się słoneczne, gorące krainy. Może prowincje Toskanii? Albo wybrzeża południowej Kampanii! Campania felix, co może pójść źle? - zaśmiał się głucho, oddając się zupełnie swoim wyobrażeniom. - Ciasne, romantyczne uliczki, pełne życia miasto, rozwijające się z każdym dniem. Mógłbym pracować przy winorośli! Albo... zostać domokrążcą, albo nie, lepiej - konserwatorem zabytków! - wymieniał, czując większe rozbawienie z każdym coraz bardziej abstrakcyjnym pomysłem.
- Założyłbym tam rodzinę. Chciałbym mieć dużo, dużo dzieci... Dziewczynki nazwałbym na część greckich muz, chłopców... imionami włoskich malarzy - bredził, wczuwając się coraz bardziej. Taka wizja świata z każdą chwilą stawała się mniej realna, ale odnajdywał w niej dziwne ukojenie. Z trudem musiał zejść na ziemię. Przytknął papierosa do ust, odwracając się do Matta i zerkając na niego smutnym spojrzeniem.
- Naprawdę w to wierzysz?
To wszystko... było zbyt piękne, by mogło się udać. Mimo wszystko, nie miał nic przeciwko chwilowemu oderwaniu od rzeczywistości.
- Możemy pomarzyć. Ostatecznie pewnie oboje zgnijemy w tym przeklętym miasteczku, nie uważasz? - westchnął zniechęcony.

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Matthew
Grabarz
avatar

Liczba postów : 286
Join date : 11/04/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Pią Lis 10, 2017 12:02 am

Z wielką chęcią sięgnął po papierosa i zapalniczkę, również zaciągając się cudowną używką. Zasłuchał się w opowieści Lynna. W myślach czuł jak jakaś niewidzialna ręka ciągnęła go poprzez te wszystkie uliczki, o których mówił. Czuł żar słońca i słodką skórkę dojrzałych winogron mimo, że nigdy w życiu nie widział plantacji winorośli, ale był tam, nad lazurowym morzem, razem z nim.
- Domokrążcą? - zaśmiał się niedowierzając. Można go nazwać mało kreatywnym, lecz nie wyobrażał sobie swojego druha jako osoby pukającej z drzwi do drzwi, chcącej sprzedać swój towar, uspokoił się jednak, by nie sprawiać mu przykrości.
Wzmianka o rodzinie jednak odbiła się dość mocno na jego wizji pobytu w słonecznej Italii wraz z Lynnem. Nigdy nie myślał o tym w ten sposób tak poważnie, nie widział siebie w roli rodzica jeszcze, bo zwyczajnie wystarczała mu bliskość drugiej osoby. Nie wiedział czemu, ale poczuł się z tym strasznie źle. Balsamista wcale nie musiał być tak bardzo na serio, nieprawdaż? Chyba mu też wystarczyłaby miłość tylko od partnera? Poczuł się naprawdę głupio... Jak on w ogóle mógł o tym pomyśleć? Byłby potworem, gdyby miał go pozbawić czegoś tak naturalnego... Ale nie oznaczało to przecież całkowitego porzucenia starań, nieprawdaż? Na pewno znajdzie się jakieś wyjście…
Miał mętlik w głowie. Nawet nie skomentował tego jak absurdalnym pomysłem było nazywanie dzieci zarówno po grecku jak i włosku, tak go to wybiło z rytmu. Już nie był taki wesoły jak przedtem. Czuł że ta myśl, będzie go nawiedzać za każdym razem jak pomyśli o ich wspólnej przyszłości.
- To piękne marzenia, Lynn… - skomentował tylko, na chwilę oddając się swoim myślom, próbując jakoś to sobie wszystko poukładać.
- Niestety cię zawiodę. Miejsca w których chciałbym być nawet w połowie nie są tak piękne jak słoneczna Kampania. - uśmiechnął się smutno, starając się jakoś nie dać po sobie poznać, że jego rozterki sercowe znów dają mu we znaki. - Jestem strasznie przyziemnym człowiekiem... - skomentował zawstydzony, nim jeszcze cokolwiek powiedział. - Ale… Nie musiałbym wyjeżdżać gdzieś daleko… Zawsze chciałem żyć nad morzem, chociaż widziałem je tylko raz w życiu… - zaśmiał się. - Nawet nad tym naszym brytyjskim morzem. Jest w nim coś, mimo że byłem bardzo mały kiedy nad nim byłem. Często mi się śni, jest strasznie wyraźne, jakby mnie wołało… -rozmarzył się. - Mieszkałbym w małym domku, blisko brzegu, by codziennie móc na niego patrzeć. Paliłbym ogień w kominku, grałbym na pianinie… - nagle coś go uderzyło (znowu). Jego wizja zdawała się być strasznie pusta, opowiadając o tym… Brakowało mu czegoś, a raczej, kogoś… - W sumie mógłbym też zostać latarnikiem. Patrzyłbym codziennie jak słońce wyłania się z wody i wieczorami w niej tonie, mieniąc się we wszystkich odcieniach czerwieni, pomarańczy i fioletu… - znowu czegoś było mu brak. Czuł jednak dziwny komfort w tej samotności, takiej zupełnie bez ryzyka. Cóż, bądź co bądź zawsze był tym dziwakiem odludkiem, i chyba nic tego by nie zmieniło już.
Po chwili ciszy uśmiechnął się szeroko. - Zdaję sobie z tego sprawę, że takiej latarni nie wytrzasnę sobie tak od razu - zaśmiał się. - W sumie tak całkiem szczerze to wystarczyłby mi zwykły dom na słonecznej wsi. Miałbym tam dużo zwierząt, ogród do którego bym chodził upalnymi, letnimi dniami, by posiedzieć tam i napawać się zapachem dzikich róż, oraz rozkoszował żółcią słoneczników… - ta wizja była mu taka bliska i wyraźna, aż serce zabiło mu szybciej. - A zimą… a zimą siedziałbym na fotelu, przy kominku, palił fajkę… i był po prostu… z ukochaną osobą, tak po prostu się zestarzał… - łezka zakręciła się mu w oku. Och, jak on go kochał.Szybko się jednak opamiętał i nie pozwolił sobie na rozklejenie się. - Nie słuchaj mnie - dodał szybko. - To tylko wyidealizowane głupoty - westchnął.
- Wiesz Lynn… - zaczął po chwili myślenia. - Nawet jeśli miałbym koniec końców zostać w tym mieście i tu zgnić, to… to i tak sądzę, że nie jest to wcale taka zła opcja. Zanim poznałem ciebie i Amona, myśl o ucieczce była jedyną rzeczą, która trzymała mnie tu przy życiu, modliłem się tylko, by Ab po mnie wrócił i tak żyłem z dnia na dzień, ale… ale teraz jednak się cieszę, że jednak tak się nie stało, wiesz o co mi chodzi? - uśmiechnął się wymownie. - Życie z wami sprawia, że nawet praca w Inkwizycji nie jest czymś aż tak nieprzyjemnym... - westchnął. - Aczkolwiek… W ostatnim liście od Aba pisał, że planuje tu wrócić na trochę, więc jak będzie wracał to zabranie się z nim do Indii jest całkiem kuszącą opcją. Przebolał bym wtedy rozstanie z tą organizacją. - zaśmiał się.[/b]

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 442
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Laboratorium   Sro Lis 22, 2017 4:23 pm

Uśmiechał się coraz częściej, podniesiony na duchu. Podobała mu się wizja Matta, nawet jeśli miałaby oznaczać rozłąkę. W marzeniach przecież wszystko było idealne, a oni mogli być tym, kim chcieli. W tej pięknej wizji mógłby witać u przyjaciela w samotnej chatce nad morzem, a nawet w latarni, chociażby całą rodziną.
- Do twarzy ci z morzem. Jednak miałem cię za... odrobinę bardziej wygodnicką osobę. Byłbyś w stanie zrezygnować ze wszystkich dotychczasowych luksusów? - podjął rozmowę, chcąc się upewnić, gdyż to trapiło również jego. Od dłuższego czasu przyłapywał się na myśleniu, jak bardzo nie odpowiada mu świat, w którym żyje w całym pakiecie z grą wyższych sfer nieimającej się szczerości.
Strząsnął niedbale popiół, nie siląc się na zachowanie czystości w sterylnym przecież laboratorium. Zerknął na niego, już zupełnie spokojny.
- Chodźmy już. I wiesz... Daj znać, gdy Abraham odezwie się znowu. Jeśli będziecie mieli jeszcze jedno lub dwa wolne miejsca na podróż - zaproponował cicho, mrugając do niego z rozbawieniem. Nie składał mu dożywotnich obietnic, ani po wypowiedzianym zdaniu ciężko było stwierdzić, ileż kryło się w nim powagi. Na chwilę obecną jednak, w rzeczywistości, ucieczka w nieznane wydała mu się szczytem marzeń.
Nim opuścił laboratorium, spakował dokładnie wszystkie rzeczy. Opakowanie po prezencie, papierośnicę oraz zapalniczkę, która od teraz zajmowała honorowe miejsce w jego kieszeni. Jedynie teczkę, która ściskał przez całe ich spotkanie w rękach, rzucił niedbale dokładnie pomiędzy szparę między dwoma szafkami, gdzie zniknęła, niemożliwa już do wyciągnięcia. Tam też została na wieki.
- Indie, mówisz... może być i tak - zastanowił się na głos, ruszając wkrótce przodem. Nim przestąpił przez próg, odwrócił się jeszcze do przyjaciela. - Cieszę się, że wszystko potoczyło się w ten sposób. Łącznie z naszym niefortunnym spotkaniem w klasie - zatrzymał się dłoń kładąc na futrynie drzwi. - Dzięki za zapalniczkę, Matt. I za resztę - wzruszył niedbale ramionami, lecz bóg jeden świadkiem, że nijakie słowa rzucone na odchodne miały dla niego ogromne znaczenie.

// meh post i zt x chyba 2

___________________
Kursywa - dialog Lynna, pogrubienie - dialog Amona, Williama i innych randomNPCów, color=#cccccc - Lil, color=#cc9966 - tatamon aka Wilhelm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Laboratorium   

Powrót do góry Go down
 
Laboratorium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Stare laboratorium Hydry
» Opuszczone laboratorium
» Biuro koronera i laboratorium
» Laboratorium Beta
» Laboratorium [Podziemie]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Off-Topic :: Strefa pozafabularna :: Retrospekcje-
Skocz do: