IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Restauracja "Diamentowy Kielich"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Nie Lis 05, 2017 11:00 am


Restauracja o ciekawiej nazwie "Diamentowy" Kielich mieści się na pierwszym piętrze (czyli parterze dla tych, którzy stosują zamienne nazewnictwo) potężnego budynku znajdującego się w samym centrum miasta zwanego "perłą" ale to już inna historia.
Nazwa owej restauracji odnosi się bezpośredniego do historii jej powstania - Diamentów. A konkretnie kopalni diamentów znajdującej się w Swazilandzie należącej do jednej z najbogatszych rodzin arystokratycznych w Zjednoczonym Królestwie, dzięki diamentom, z której udało się otworzyć jedną z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych restauracji w Wishtown czy nawet tej części wysp tworząc swoisty "Diament w perłowej koronie" jak to zwykli mawiać właściciele. W środku mieści się całkiem spory bar w której można napić się szerokiego spektrum alkoholi, niewielka sala bankietowa, oraz kilkanaście stolików, zaś same wnętrze jest bogato urządzone, lecz brak w nim szukać przepychu czy kiczu, bo zostało one urządzone w niebywale stylowy, elegancki i ponadczasowy sposób.

Co do jedzenia to oprócz wykwintnych typowy dań szlachty można tutaj znaleźć prostsze dania takie jak steki, mięsa, jajecznice i inne proste potrawę (Do przygotowania których używa się mimo wszystko najdroższych i najlepszych składników i przypraw) gdyż restauracja jest i chce być miejscem spotkań szlachty a arystokraci nie żyją samym wytwornym żarciem a też chcą dobrze zjeść, Niestety nie zmniejsza to cen, ponieważ najtańsze danie kosztuje około dwutygodniową wypłatę najzwyklejszego robotnika.

Z większych i mniejszych ciekawostek restauracja (jak i kamienica) posiada własną uzbrojoną ochronę, oraz panuje tam absolutny zakaz wnoszenia broni, o czym informuje tabliczka przed wejściem. Jednak pomyślano i o tym więc swoją broń palna i białą można oddać do przechowania w lobby, co ma zabezpieczać to ekskluzywne miejsce od wszelkiej maści bijatyk, strzelanin, aresztowań przez inkwizycje, chociaż istnieją słuchy, że nielicznym jednostkom pozwala się na różne "ustępstwa" w tej sprawie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Nie Lis 05, 2017 12:31 pm

Droga z Białego Lwa do Perły trwała około dziesięć minut gdzie większość drogi przemijała raczej całkiem szybko, mimo że cicho z bardzo prostego powodu. W ciągu połowy Norweg zastanawiał się, do jakiego miejsca zabrać swoją towarzyszkę, a przez drugą zastanawiał się jak rozwinąć znajomość z nowo poznaną dziewczyną. Chociaż było pewne to, że nie będzie ona wchodziła w jakieś głębsze relacji z wiadomych powodów, więc też Antoinette nie musiała się obawiać z jego strony żadnych prób poważnego flirtu, co też pewnie mogła poczuć. Sam Frans zaś nad tym lekko ubolewał, bo mimo wszystko An była ponad przeciętnej urody. Ale trzeci raz już się na to nie natnie. I tak należał do grupy bardziej otwartych osób, które nie miały żadnych problemów z kobietami lubiącymi inne kobiety w uczuciowych i seksualnych. No chyba, że ją źle ocenił, ale to już była jego strata. Stety czy niestety.
Mężczyzna jednak przerwał swoje rozmyślania, stając przed wyżej wspomnianym budynkiem i spoglądając na wejście do restauracji przy której zawieszona była tabliczka o zakazie wnoszenia broni. Cóż. Mus to mus co ?
- No. Jesteśmy. Myślę, że powinno ci się spodobać, bo jedzenie jest pyszne i można się nieźle najeść. Chociaż jeśli byś mnie spytała to ceny są zbyt wysokie - Odpowiedział uśmiechając się lekko do czerwonowłosej i wprowadzając ją przez drzwi do lobby, czyli przedsionka pomiędzy drzwiami frontowymi a restauracją, w której znajdowała się szatnia i przechowywalnia broni, a także “mównica” ustawiona na samym środku przejścia, zza którą stał elegancko ubrany kelner, który za zadanie miał witać gości, zabierać ich do stolików, a także upewniać się, że do środka nie zostanie wniesiona broń. Zaś przy ladzie szatni stały dwie szatniarki zajmujące się ubraniami, chociaż An mogła dostrzec siedzące w kącie rosłego mężczyznę czytającego dzisiejszą gazetę. Od zwykłego pracownika rozróżniała go kabura przypięta do paska spodni z rewolwerem w środku.
- O witam panie Anker. Widzę, że przyszedł pan z osobą towarzyszącą, a nie wspólnikiem biznesowym. Czyżby sobie pan kogoś znalazł i poraczył się zabrać na wyśmienite śniadanie ? - Powiedział Kelner, gdy oboje weszli do środka, nawet nie zdążyli dojść do miejsca, w którym stał. Frans tylko westchnął i spojrzał na niego mieszaniną zażenowanego i zirytowanego wzroku, na co ten odpowiedział złośliwym uśmieszkiem.
- Wygląda na to, że twoja percepcja cię w końcu zawiodła, no chyba, że był to czysty sarkazm wyprowadzony prosto w moją osobę Rolandzie. Antoinette nie jest moją partnerką a moją…..nową znajomą, z którą postanowiłem pójść na śniadanie. W końcu nie każda poznana przezemnie dziewczyna zostaję moją kochanką. Nie jestem kobieciarzem w przeciwieństwie do ciebie. - Odpowiedział brodacz, a następnie wyciągnął rękę w stronę kelnera, by uścisnąć mu dłoń, co zresztą po chwili zrobił, ku jego uciesze.
- Schlebia mi pan! Zaprawde! I rozumiem, rozumiem i bardzo przepraszam za tą przyjacielską dolinkę. - Odpowiedział kelner zwący się Rolandem i od razu skierował swój wzrok na Antoinette uśmiechając się do niej przyjaźnie. W końcu mu też za to płacili, chociaż Roland - Główny kelner “Diamentowego Kielicha” słynął z bycia miłym.
- Bardzo miło mi panienkę powitać w nieskromnych progach naszej restauracji. Jestem Roland i odpowiadam za to by naszym gościom przebywało się tutaj jak najlepiej. Bardzo bym panienkę prosił jednak o podanie nazwiska, gdyż zwracamy się do wszystkich naszych klientów po nazwisku. Sama panienka rozumie. No i mam nadzieję, że będzie się pani tutaj czuła, cóż. Jak w pałacu. No dalej dziewczyny! Pomóżcie się rozebrać naszym gościom. Tout Suite! - Dodał po paru sekundach w stronę czerwonowłosej, a sekundy potem skierował swoją głowę w stronę szatniarek, które pośpieszony zza lady i podeszły do niej i do Fransa, by ewentualnie pomóc jej zdjąć ubranie wierzchnie, jeśli jakieś miała. Brodacz zaś podziękował za pomoc i sam ściągnął swoją marynarkę i dopiero wtedy ją im wręczył. Wydawało mu się to strasznie przeaktorzone, ale arystokracja to kochała. On zaś mimo że należał do Norwesko-Szwedzkiej szlachty był wychowany inaczej, więc i też takiego wychowania się trzymał.
- Zaprawdę jak w pałacu. Chociaż wolę to miejsce niż nudną audiencję czy bal. Jedzenie i alkohol też lepsze. Co do stolika to chce dwuosobowy, może być gdziekolwiek. I dodaj to do otwartego rachunku. Zapłacę na początku miesiące jak zwykle zresztą. I to chyba wszystko, no chyba, że moja towarzyszka ma jakieś pytania lub zachcianki. - Odpowiedział Frans i spojrzał kątem oka na An. Pierwotnie nie zamierzał ją zabierać tutaj a w jakieś bardziej...inne miejsce, ale tak wyszło. Był tutaj stałym klientem no i w trakcie rozmyślania nad miejscem zachciało mu się dobrego bekonu i kanapki stąd, co było lekko samolubne, ale też jego brzuch wręcz domagał się jedzenie z tego miejsca. No cóż.
- Zapomniał pan o pewnej tabliczce. Musi mi pan okazać swoją broń, a potem mi ją oddać do przechowania - Wydusił w końcu z siebie Roland, przerywając mu jego przemyślenia. Jak zwykle zresztą. Więc też tylko westchnął i wyciągnął z kabury przylegającej do tyłu jego spodni nabity, lecz zabezpieczony rewolwer i położył go na mównicy, a następnie sięgnął po trzy ładownice z pociskami do niego które położył obok. Szczerze mówiąc nie był zachwycony, że musiał zdradzić An, że był uzbrojony, lecz na śmierć zapomniał o tym pierdolonym zakazie.
- Proszę. Jak zwykle. Nic innego przy sobie nie mam. No chyba że swoje ubranie - Odpowiedział żartobliwie, zaś kelner uśmiechnął się, że wszystko poszło sprawnie i po wzięciu rewolweru do ręki...po prostu oddał go Fransowi, tak samo, jak ładownice które ten od razu schował do kieszeni co napewno przeczyło jednej z pewnie najważniejszych zasad tego miejsca. Po schowaniu rewolweru do kabury ten odpiął ją od swojego pasa i zaczął trzymać w lewej ręce. W końcu za chwile pewnie by usiadł a siedzenie na broni nie należało do najmądrzejszych, mimo że de facto broń nie miała prawa przestrzelić. Chociaż też słyszało się historie, że jakiemuś nieuważnemu facetowi przy siadaniu właśnie odpaliła i przestrzeliła mu dupsko. A raczej on nie chciał mieć w niej drugiej dziury . Roland zaś widząc oczywiste lekkie zakłopotanie Fransa, najpewniej faktem, że posiada broń postanowił mu lekko “pomóc” i zwrócił się ponownie do Antoinette.
- Proszę się zbytnio tym nie martwić. Naprawdę duża część wojskowej arystokracji nosi ze sobą broń z powodów swoich przyzwyczajeń. Pan Anker zaś jest naszym stałym klientem i pomagał w nakreśleniu planu ochrony naszej restauracji więc też jako jeden z niewielu może wnosić swoją broń do środka. Ale już zostawiając ten temat, miałaby panienka jakieś pytania, czy zachcianki, które mógłbym spełnić ? - Słysząc to wszystko Frans westchnął jeszcze raz i przyłożył dłoń do swojej głowy. Co jeszcze kurwa ? Powie jej z kim ostatnio przyszedł i co ostatnio zamawiał ? Nie lubił, gdy ktoś wiedział że pochodzi z wyższych, a nawet bardzo wyższych sfer. Zdecydowanie, ale wolał już nie komentować by kelner nie powiedział jeszcze coś głupiego. Zastanawiał się jak Antoinette zareaguje na ten zalew niepotrzebnych informacji i jak negatywne to dla niego będzie.


Ostatnio zmieniony przez Frans Anker dnia Czw Lis 16, 2017 1:09 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 110
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Pon Lis 06, 2017 3:41 pm

Szli, a dziewczyna znowu zastanawiała się, co też chodzi mu po głowie. A to mogło być wszystko, doprawdy wszystko. No ale nic. Szli w milczeniu. Powoli, nie spiesząc się zbytnio.
Nawet nie pomyślała, że ten mógłby w ogóle pomyśleć o flircie. Nie wiedziała, że wysoko ocenia jej zewnętrzną aparycję. Gdyby uwolnił to ostatnie, mówiąc o tym, na pewno podbudowałaby swoją samoocenę. Chociaż... czy jest jej to potrzebne? No właśnie szkopuł tkwił w tym, że niezbyt. Antoinette i bez tego miała zawyżone poczucie własnej wartości. Już taka była, cóż poradzić. Jednak jak na razie nie pokazywała tego po sobie. Nie pokazywała, że w jej mniemaniu jest o wiele ponad przeciętna w naprawdę wielu dziedzinach.
Po pewnym czasie Frans stanął przed pokaźnych rozmiarów budynkiem. Dziewczyna dopiero po jakiś czasie zrozumiała, że ją już na miejscu. Nie da się ukryć, że po tym, jak Frans powiedział jej o cenach, zlękła się nieco. A co, jeśli nie starczy jej na nic pieniędzy? Chyba już mogła zapomnieć o postawieniu mu posiłku. No cóż, tak też bywa. Ale uznała, że na razie nie będzie mu o tym mówić... o ile nie powie tego w ogóle. Wkrótce potem znaleźli się w środku, i szli dalej, w kierunku części restauracyjnej, jednak po drodze minęli szatnię, więc Antoinette zaczynała zdejmować swój płaszcz, zanim padło jakiekolwiek słowo. Podała go niedbale jednej z szatniarek. Spojrzała na nie i odrzekła:
- Uważajcie. Jeśli znajdę chociażby najmniejszą plamkę na moim płaszczu, słono za to zapłacicie. – następnie ochoczo przysluchiwała się wymianie zdań między Fransem a mężczyzną. Oparła się przy tym o blat. Dla niej ta rozmowa była co najmniej infantylna, no ale cóż poradzić, że Antoinette lubila myśleć negatywnie o innych? No, może nie tyle lubiła, co odczuwała dość często taką wewnętrzną, mentalną potrzebę.
Prawda była taka, że kiedy mężczyzna polecił szatniarkom wzięcie wierzchnich ubrań od gości, jakimi byli Frans i Antoinette, ta ostatnia już dawno powierzyła im swój płaszcz, przez co zrobiło jej się nieco głupio. W końcu dotarł do niej sens słów mężczyzny. Wykrzywiła usta w niechętnym grymasie.
- A po cholerę panu moje nazwisko? – patrzyła się na niego przyszpilającym spojrzeniem, co oczywiście miała w swoim zamiarze. - Jestem Antoinette. Tyle i aż tyle. Nie będziecie wykorzystywać mojego nazwiska do swoich niecnych planów – skwitowała to jadowitym uśmieszkiem. Nie wiedziała, co ten na to odpowie, jak zareaguje, chociaż fakt faktem, miała to gdzieś. Zupełnie gdzieś. Za to przeraziła się lekko, uświadomiwszy sobie, że jej aktualny towarzysz ma przy sobie broń. A co, jeśli miałby pretekst, by ją "usunąć", i w rezultacie jej użyje, na dodatek względem jej samej? A tym, co ją zdziwiło, było to, że Frans mógł ją zachować. Jakie, kurde, wyjątki? W końcu zrozumiała to, gdy mężczyzna zwrócił się właśnie do niej.
- Tak – wycedziła przez zęby – Chciałabym końca tej całej gadaniny i w końcu usiąść i coś zjeść. – obserwując mimikę jego twarzy, przechyliła nieco głowę na lewy bok. I przestępowała z nogi na nogę w swym zniecierpliwieniu, a trzeba wiedzieć, że należy do osób, które nie lubią biernie czekać czy też tkwić bezczynnie. Tak, musiała mieć jakieś zajęcie. Jakiekolwiek zajęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Sro Lis 08, 2017 1:16 am

Stwierdzenie że zachowania Antoinette zaskoczyło jakoś Fransa i Rolanda było mało powiedzianym, bo oboje właśnie stali zastygnięci w miejscu, patrząc nawzajem na siebie i za bardzo nie wierząc, że taka sytuacja w ogóle miała miejsce. Fransa jeszcze nikt nie zgorszył w tak prosty sposób na forum publicznym, zaś Roland nie spotkał się z tym, że jakiś z klientów tak się do niego odniósł. Był w końcu znany z bycia miłym i uprzejmym dla klientów, bardziej niż musiał więc i ci najbardziej rozpieszczeni (co czyniło ich automatycznie najgorszymi klientami) nie zwracali się do niego w taki sposób, więc ta sytuacja oprócz bycia taką, która nie powinna się wydarzyć w takim miejscu, to jeszcze była zaskakujące.
- S-Słucham ? Jakich niecnych planów ? - Zapytał w końcu kelner, przenosząc swój wzrok na czerwonowłosą dziewczynę, nie za bardzo rozumiejąc, o co jej chodzi i zarazem jakby chcąc odpowiedzi na to wysoce niekulturalne zachowanie. Całą atmosferą w przedsionku zmieniła się diametralnie. Wszyscy byli cicho. Szatniarki z ciekawością spoglądały na Antoinette i na Fransa który po prostu stał w miejscu, wpatrując się w drzwi prowadzące z przedsionka do głównej części restauracji. Ba, sytuacja zainteresowała też strażnika, który odłożył swoją gazetę i wstał, zaczynając się z też wpatrywać na całą trójkę, tylko że w przeciwieństwie do dwóch kobiet, oparł swoją rękę na kaburze przypiętej do swojej nogi. Ot, tak na wszelki wypadek.
- Rolandzie. Nie pytaj o nic - Wydyszał w końcu brodacz i odwrócił się w stronę Antoinette...wkurwiony. Bardzo wkurwiony. Wyglądało na to, że dość mocno mu się odcisnęła na odcisk, bo odcisnęła. Jakby wieści się rozeszły kogo wprowadza do Kielicha to naraziłby się na niepotrzebny ostracyzm ze strony innych osób reprezentujący klasę wyższą. A on nie zamierzał psuć sobie reputacja przez jakąś niewychowaną idiotkę, która właśnie wyczerpała u niego kredyt zaufania.
- Słuchaj, bo powiem to tylko raz i lepiej dla ciebie byś mnie uważnie posłuchała. Przeprosisz Rolanda za swoje zidiociałe zachowanie, weźmiesz swój płaszcz i wypierdolisz stąd w podskokach. Natychmiast ty kurwa smarkulo. Ba. Nawet ci pomogę - Norweg odwrócił się i podszedł do lady szatni, gdzie jedna z szatniarek wręcz z automatu podała mu Płaszcz Antoinette, jakby przeczuwając, co chce zrobić. I przeczuwała dobrze, bo kiedy dostał go do rąk, to cisnął nim pod same drzwi wejściowe. Roland zaś patrzył na to wszystko, nie odzywając się. Jedyne co zrobił to pokazał coś strażnikowi, który podszedł bliżej w stronę przedsionka.
- Nikt. Powtarzam nikt nie potraktował mnie tak skandalicznie, jak ty tutaj. Już ci odpuściłem to pod białym lwem, ale to nie przesada. To jest kurwa żart. - Dodał jeszcze i już nie spoglądając na nią podszedł do drzwi, z chęcią napicia się czegoś w barze. Lepiej było jak opuści ten przedsionek, zanim czerwonowłosa wkurwi go jeszcze bardziej, a raczej nie chciałby jej czegoś zrobić. Szczególnie że nikt by go nie zatrzymał.
- I lepiej przemyśl swoje zachowanie, bo z takim długo nie przeżyjesz w tym mieście. Bo inni nie mogą mieć tyle cierpliwości co ja i albo cię uszkodzą, albo wyślą do psychiatryka. Miłego dnia - I po tym wszedł do środka, kierując się w stronę części barowej i po chwili zniknął z pola widzenia każdego znajdującego się przedsionku, co oznaczało, że Lambert musiał to dokończyć, o czym doskonale wiedział. W końcu to on działał w imieniu restauracji prawda ?
- Tak więc. Nie powinienem tego mówić, ale zgadzam się w całości z Panem Ankerem. Pani zachowanie jest niedopuszczalne w miejscu takiego sortu. Tak więc proszę by opuściła ten lokal, jak najszybciej, najlepiej bez kłótni, bo pomoże pani Ochrona. A oni należą do bardziej szorstkich niż ja - Powiedział w stronę An, przybierając prostą postawę ciała, zaś strażnik zbliżył się na tyle blisko, że oparł się lekko o ladę, spoglądając uważnie na An.


Ostatnio zmieniony przez Frans Anker dnia Czw Lis 16, 2017 1:08 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 110
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Sro Lis 08, 2017 7:21 pm

Szczerze powiedziawszy, spodziewała się że wyniknie z tego niezłe bagno. Ale... nie wiedziała, że aż do tego stopnia. Dziewczyna oparła się o blat i już chciała coś powiedzieć, w jakikolwiek sposób zareagować, ale ciągłe zabieranie głosu przez mężczyzn nieco uniemożliwiło jej wtrącenie od siebie jakiegokolwiek słowa. Do czasu... aż Frans rozkazał jej przeprosić mężczyznę. Na dodatek mężczyzna, który ją tu zabrał ewidentnie cały kipiał wściekłością, a Antoinette raczej mu się nie dziwiła: ba, nawet go rozumiała, z czego była nad wyraz zadowolona.
Na to zareagowała głośnym prychnięciem.
- Przepraszać? Ja? – jej wzrok był pełen niedowierzania – A czym ja tu niby zawiniłam, co? Bo co, byłam szczera? – przestąpiła z nogi na nogę – A może trafiłam w czuły punkt, co? – zalotnie zatrzepotała czarnymi, niezwykle długimi rzęsami, co miało oczywisty, drwiący przekaz. - Spokojnie – wcześniej zwracała się do obydwóch mężczyzn, ale teraz skierowała swe drogi do tego... jak on miał... Rolanda? - Mi możesz się zwierzyć. U cioci Antoinette wszystko jest bezpieczne. Nawet wyzwania z najmroczniejszych zakamarków twojej duszy. – tu zaśmiała się cichutko pod nosem.
To, co potem zrobił Frans, nie zdziwiło jej zbytnio. Rzucił jej płaszczem, a dziewczyna natychmiast  podbiegła w tamtym kierunku. Czym prędzej założyła go, uprzednio zdejmując torbę, którą po odzianiu się przełożyła ponownie przez ramię. Ukłoniła się czym prędzej wszystkim obecnym przy tym nagłym przedstawieniu. Tak, nagłym bo nikt nie mógł przewidzieć, że to rozstrzygnie się tak, a nie inaczej.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Pon Lis 13, 2017 1:32 am

...tamta dziewczyna wyszła z kamienicy. Ciekawe przedstawienie. Nie spodziewała się tego zupełnie, acz miny osób w środku zwiastowały, że stało się coś nieprzewidzianego. Butna dziewczyna przeszła uliczką w kierunku... Hm, gdzie w sumie się kierowała? Trudno powiedzieć, nie orientowała się w mieście jeszcze aż tak dobrze, jakby chciała. Mało ją interesowało, ale parę razy już tu była by się zorientować chociaż trochę w terenie. Może kiedyś jej się to przydać, nawet nie wiadomo kiedy... Tak, to było jedno z tych wyjść.
Ubrana w futrzany płaszcz, pod spodem miała na sobie ciemnogranatową suknię. Zdecydowała się na dość ciekawy ubiór, z delikatnymi szarymi elementami, leciutko połyskującymi w świetle. Lubowała się w takich lekko ekscentrycznych ubiorach, na butach również nie oszczędzała - wysokie, ale to też dlatego by za bardzo nie szurać kantem po dość brudnej nawierzchni ulicy. Jesienna pogoda zdecydowanie nie zachęcała do spacerów... Stąd też czarny parasol, o barwie takiej samej jak jej torebka w której trzymała różne "kobiece" przedmioty... I nie tylko. Makijaż jednak dobrała pod kolory wyróżniające się trochę na tle szarości świata, nawet miała delikatny róż na policzkach.
...Hm, czy tu wchodzić, czy nie wchodzić... Troszkę ją interesowało jaka była przyczyna tego zajścia. Miejsce to jednak wyglądało na dość drogie, a nie chciała nadwyrężać swojego budżetu... zbyt mocno. Jej usługi może były bardzo użyteczne, ale jej forma altruizmu pozostawała ją jedynie z drobnymi... No, na pewno jak na tutejsze warunki...
...Coś dziwnego było w tej dziewczynie. Ledwo weszła, a już wyszła. Nietypowe. Ale było coś w jej spojrzeniu takiego... Hm, czy czasem... Nie, może jej się tylko wydawało. A może nie? Jeżeli miała rację to by mogło trochę tłumaczyć. Chociaż ona i tak była uznawana za tą bardziej specyficzną. Zupełnie nie wiedziała dlaczego~
Wpadła jednak na inny pomysł, jakby tu zaspokoić swoją ciekawość i do tego wyjść na swoje. Dlatego też skierowała swoje kroki do kamienicy. Tam już najpierw niemo, acz wyraźnie zapatrzyła się na wnętrze, wymieniła spojrzenia z obsługą i ochroną, skłaniając lekko głowę i obdarzając każdego stoickim, acz przyjemnym uśmiechem. Wiedziała, że najważniejszą rzeczą w ludzkim ciele jest twarz, więc ją miała akurat wyszlifowaną bardzo dobrze. Pozwoliła też sobie odebrać płaszcz, zauważając, że jest przeprowadzana weryfikacja broni. Ona jednak przez nią nie przeszła... Nikt się nie zapytał. Ciekawe. Ludzie są jednak dziwni, ustalają zasady tylko po to, by ich potem nie przestrzegać.
-Najmocniej przepraszam, mogłabym to pozostawić pod pańską opieką?-Zapytała gdy minęła już przedsionek, po chwili zastanowienia. Wyciągnęła z torby owinięte w papier dłutko, nożyk, oraz dwa skalpele. Nieco to było dziwne wyposażenie, ale nie spotkało się to ani ze zdziwieniem, ani żadnymi pytaniami. W tym miejscu i tak nie obawiała się o swoje bezpieczeństwo. Przeszła koło kelnera w atmosferze wzajemnego zrozumienia. Widział zresztą jak się zachowywała. Lekko zagubiona? Być może, ale też była sama, to też może dlatego~
Szukała tego mężczyzny. Z brodą, dobrze przystrzyżony. Gdzie mógł być... stoliki nie... przy kontuarze... oho, chyba go zauważyła~ Alkohol nie był czymś specjalnie przez nią lubianym, ale skoro tego wymagał jej cel... Czy jej się tylko wydawało, czy ludzie na nią patrzą?
Przeszła jednak do lady. Przywitała się z barmanem dyskretnym dygnięciem, przy czym jakby zwróciła uwagę na osobnika przed nią. Usiadła boczkiem na jednym z siedzeń, w myślach zastanawiając się nad praktycznością tego rodzaju mebelka. Zdecydowanie nieprzystosowana do damskich potrzeb, ale... Czy czasem tym bardziej nie zwracała na siebie uwagi?
-Najmocniej przepraszam szanownego pana-Głos miała delikatny, spokojny, z pewną głębią, ale zdecydowanie dziewczęcy-Nie chciałabym być wścibska, ale zdaje się pan sprawiać wrażenie strapionego czymś
Przede wszystkim jednak postawa. Nie nachylała się jak wścibski podlotek. Siedziała prosto, ale z luźno skrzyżowanymi dłońmi. "Chciałabym pomóc, jeżeli pan pozwoli". Tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Wto Lis 14, 2017 3:49 pm

Młodą wyglądającą Catherine rzeczywiście mogły spotkać ciekawe spojrzenia, lecz nie trwały one zbyt długo. Ot ludzie byli ciekawi osobę, którą widzieli pierwszy raz, w której restauracji większość klientów była stałymi bywalcami. Tak jak zresztą Frans, który kilka pięter wyżej posiadał biuro i mieszkanie na własność. Sam Norweg mimo zaledwie paru minut dzielących wyrzucenie Antoinette z restauracji zdołał się już całkiem nieźle usadowić na krześle barowym, trzymając w ręku szklankę z grubym dnem, wypełnioną złotą cieczą i dwoma kostkami lodu. Mężczyzna zaś nie wyglądał na zasmuconego sytuacją która wynikła wcześniej, bardziej na zażenowanego i zirytowanego. Uważał on zresztą, że powinien dostać to minimum wdzięczności, szczególnie że ofertę zapłacenia w całości za posiłek. Ale cóż, An raczej była zbyt młoda i zbyt głupia, by ogarnąć podstawy kultury. I to, że niektóre cechy swojego charakteru należy zachować dla siebie. On na przykład nie chwalił nikomu, że przejawia skłonności socjopatyczne. Bo po co ? Chociaż i tak ta umiejętność przydawała mu się od niemal zawsze, nieważne czy w wojsku, kierując organizacją czy prowadząc rozmowy związane z biznesem. Frans spojrzał na zawartość szklanki, którą był Bourbon i pociągnął całkiem spory łyk, wypijając połowę, a następnie spojrzał w stronę głosu, który niewątpliwie był skierowany w jego stronę. I był całkiem zadowolony z tego, co widział i co słyszał. Był w końcu mężczyzną z krwi i kości więc też podobały mu się ładne, młodsze dziewczyny. A ta była bardzo ładna łącznie z szaro zielonymi i oczami i jedyną rzeczą, która z nim dzieliła. Bladą skórą, która sprawiała, że zaczął się zastanawiać czy też nie pochodziła z Skandynawii. Ale nagle poczuł jakby ktoś uderzył go szpadlem w tył głowy co miało być czymś w rodzaju otrzeźwienia. Otrzeźwienie polegające na tym, że jego mózgownica przypomniała mu co go spotkało z Antoinette ledwie pięć minut temu, a także z dwoma innymi kobietami przez ostatni rok. Musiał więc uważać, by nie trafić na kolejną wariatkę. A szczerze mówiąc miał tego dość. Przydałoby mu się trochę normalnej socjalizacji z płcią piękna, a nie czymś, co było równowartością biegu po torze z przeszkodami z opaską na oczach. Ta myśl spowodowała, że westchnął lekko, ale następnie uśmiechnął się lekko w stronę dziewczyny co było związane, z tym że chciał być uważany za w miarę kulturalnego.
- Ah. Błahostka, nic czym można było się martwić - Odpowiedział nie będąc zbyt chętnym na dzielenie się historią, ale w tym momencie w początek konwersacji wdarł się barman, który wszystko słyszał.
- Ha! Błahostka ? Jeśli błahostką dla ciebie jest rozprawienie się z wariatką, która cię uraziła na oczach restauracji, której jesteś częstym gościem to muszę cię zaprowadzić do mojej żony byś się z nią też rozprawił. - Wypowiedział dość niskim głosem, a następnie zaczął się śmiać prawie upuszczając szklankę którą przecierał. Frans słysząc to, wyprostował się i wypił do końca swój bourbon, a następnie położył szkliwo na barze, kwitując jego odpowiedzieć czystym
- Spierdalaj. - I rozluźnił się jakby coś z niego uszło. Ale nikt nie wiedział co.
- I nalej mi kolejną kolejkę - Dodał po sekundzie i przekręcił oczami, patrząc się na barmana, na co ten zareagował kolejną salwą ściszonego śmiechu, gdy sięgał po butelkę trunku i wypełniał nią szklankę brodatego mężczyzny. Nie powinien był przeklinać szczególnie że mogło to wpłynąć na to, jak dziewczyna, która się do niego “przysiadła” na niego. Ale też bardzo, bardzo tego potrzebował, więc też uznał, że było chociaż trochę warto.
- No cóż. Jednak nie była to żadna błahostka a moje złe osądzenie osoby, którą zdecydowałem się tutaj zaprosić. Sprawa i tak jest rozwiązana więc tak bywa. Ale też nie spodziewałem się, że ktoś zechce zapytać o trapiący mnie problem. Tak więc dziękuje - Powiedział już w stronę Catherine, lekko obracając się na krześlę, że siedział on półbokiem, tak by nie zleciał ze swojego siedziska i by przyjemnie mu się rozmawiało. A był ciekawy jak ta rozmowa się pociągnie, prosił tylko w duchu by nie trafił na kolejną nawiedzoną osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Catherine Vanderbilt
Rzeźbniarka
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 06/11/2017

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Czw Lis 16, 2017 10:10 pm

Jednak nie była to na tyle poważna sprawa jak sądziła. Tsk, to niedobrze, niedobrze, ale z tym też będzie w stanie pracować. Krótka wymiana zdań pomiędzy mężczyzną a barmanem trochę powiedziała jej o celu. Był w głębi duszy prosty, chociaż obracał się w takim towarzystwie i raczej był zamożny. Dorobkiewicz, czy może za dużo spędził czasu nie w tej warstwie społecznej w której się urodził? Takie osoby również się zdarzały.
-Ah tak... Widziałam zajście przez okno, gdy przechodziłam koło kamienicy. Nie wiem co ta dziewczyna musiała powiedzieć, by wywołać tutaj taką reakcję. Jest to trochę smutne gdy ludzie nie potrafią się zachować adekwatnie do miejsca w którym się znajdują-Leciutko się pochyliła w stronę Fransa. Zainteresowała się, tak było to widać.
-Nie wiedziałam, na ile poważna jest ta sprawa, a przykro było patrzeć, nawet jeśli się było przypadkowym świadkiem. Także nie ma pan za co dziękować-Skinęła głową. Jedna z dłoni została wyciągnięta w stronę najemnika-Catherine Vanderbilt, rzeźbiarka
Przedstawiła się, nawet wystawiła dłoń tak jak na pannę z dobrego domu przystało. Lubiła trzymać się manier. Nadawały one życiu odpowiednie tempo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t499-catherine-vanderbilt#6547
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 33
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Restauracja "Diamentowy Kielich"   Sob Lis 18, 2017 4:55 pm

Frans przez chwile spoglądał dziewczynie w oczy, jakby próbował dowiedzieć się z nich co tak naprawdę o nim sądzi, lecz niestety mu się nie udało, co było w pewnym sensie dobre i złe jednocześnie. Mężczyzna lubił, chociaż w pewnym stopniu mieć kontrolę nad sytuacjami, które go spotykałyby uchronić się od przypadków takich jak Antoinette, ale też odbierało to całą “magie” przypadkowości i poznawania nowych ludzi. I pewnie sam Frans nie chciałby wiedzieć, że czarodziejka pomyślała, że jest prostą osobą. A nie był. Był miszmaszem wartości wyznawanych w Skandynawii, nowoczesnego wychowania, na które mogła sobie wtedy pozwolić tylko bogatsza szlachta, swoistą szkołą życia, którą przeszedł w wojsku i koniec końców własnego charakteru, którego nawet on sam nie potrafił rozegrać.
Ale też pewnym było, że blada ciemnowłosa dziewczyna siedząca przed nim również przeżyła swoje co najpewniej ukształtowało jej charakter. Norweg słysząc, że ta wspomniała o zajściu w lobby lekko się uśmiechnął i wyciągnął dłoń w stronę pełnej już szklanki, a następnie upił z niej trochę alkoholu, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Catherine, samemu nie wiedząc czemu.
- Ah cóż. Powiedzmy, że niektóre osoby nie potrafią obejść się bez zachowywania się jak dziecko i wolą dać się ponieść swojemu ego aniżeli skorzystać z propozycji, która w pewnym stopniu nie pasuje pod ich widzimisię, co w tym przypadku było zaproszeniem na obiad. - Odpowiedział spokojnie śledząc wzrokiem ruchy dziewczyny, co w tym przypadku było pochyleniem się z rzekomego zainteresowania. Cóż, sztuczne czy nie to zawsze było coś prawda ?
- Zaś co do reakcji mojej i personelu restauracji, śmiałbym twierdzić, że była ona normalna. Zachowanie tamtej dziewczyny można by ją podsunąć do typowych reakcji bardziej rozpuszczonych członków Brytyjskiej arystokracji. A dla reszty jest to świetną okazją dla plotkowania - Dodał do tego jeszcze, przez co Catherine mogła spokojnie wywnioskować, że nie był z wysp. Chociaż i tak jego słyszalny akcent mógł podpowiadać, że pochodził z krajów Europy Północnej. I też nie mógł się nie zgodzić z jej ostatnim zdaniem, ale też domyślał się, że spora część szlachty zareaguje odwrotnie niż Catherine. Biedniejsza arystokracja go nie lubiła, w mniejszym stopniu średnia i wysoka z którymi częściej robił interesy. I to byli prości ludzie - Ci, którzy go skreślili za niebycie “Czystej krwi Brytyjczykiem” jednocześnie nigdy nigdzie nie wyjeżdżając, czy mnożąc swojego majątku. “Pełna konsumpcja, zero produkcji” jak to zwykle miał mawiać podczas spotkań z właścicielem restauracji, jak i budynku, w którym się znajdowali.
- Jak mówiłem nic się nie stało. Bierność w tym przypadku świadczyłaby również o mnie i moim przyzwoleniu na zachowanie w takim miejscu. - Po tym, widząc jak czarodziejka wystawiła rękę, ten odstawił szklankę i lekko złapał ją za jej wystawioną dłoń, schylając swoją głowę i składając na niej pocałunek.
- Frans Anker, przedsiębiorca. Miło mi - Powiedział i wyprostował się czując spojrzenia grupki arystokracji na sobie i pewnie na Catherine, zaczynając samemu na nich patrzeć. Młode chłystki, których reprezentowali rodzice reprezentowali średni szczebel szlachty, które od razu odwróciły głowy widząc pogardliwy wzrok Norwega, oprócz jednego norwega, który wyprostował w jego kierunku środkowy palec, na co ten zareagował równie pogardliwym uśmiechem i odwrócił swoją głową z powrotem do Catherine, przybierając już normalny i na razie komentując sytuacji, która wydarzyła się parę sekund temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Restauracja "Diamentowy Kielich"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Restauracja Tamesis
» Restauracja „Pod skrzydłami”
» Aleksander Rogoziński
» Restauracja Helgi Hufflepuff
» Restauracja ,, Pod krzywym ryjem"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta :: Kamienica "Perła"-
Skocz do: