IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Biuro Fransa Ankera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Biuro Fransa Ankera   Pią Lis 10, 2017 4:09 pm


Trzecie piętro "Perły" wydaje się szczególne, bo zajmowane jest w całości przez niejakiego Fransa Ankera - Osobe, której firma zajmuje się właśnie ochroną kamienicy, a także obiektów się w niej zajmujących. To, co niektórzy nazwaliby mieszkaniem ich marzeń, na które musieliby pracować całymi latami, właściciel nazywa Biurem - Bo nim zresztą jest w połowie, ponieważ połowa piętra została przystosowana pod przyjmowanie klientów i też ta część jest otwarta dla niewielkiej grupy osób.

Na część biurową składa się osobiste biuro Fransa, które umeblowaniem oraz stylem doskonale oddaje jego właściciela - Jest nowoczesne i gustowne, chociaż znajduje się w nim parę rzeczy typowe dla kultury norweskiej mocno związanej z morzem. Jest to kilka modeli statków, duże mapy morza norweskiego, bałtyckiego i oceanu atlantyckiego, złota grawerowana luneta oraz kilka obrazów przedstawiających właśnie morze, statki czy obie rzeczy naraz. No i biuro wygląda jak na magicznym obrazku przedstawionym powyżej. Oprócz biura, w tej części znajduje się poczekalnia dla klientów oraz pokój konferencyjny na którym składa się duży stół i około dziesięciorga krzeseł.

Część mieszkalna zaś jest jedną niewiadomą oprócz paru całkiem logicznych faktów. Najpewniej jest urządzona w tym samym stylu co część biurowa, składa się na nią sypialnia, łazienka, salon oraz kuchnia z jadalnią, zaś sam Frans w niej nie mieszka stale, a używa go, gdy nie opłaca mu się już wrócić do swojego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Sob Gru 02, 2017 7:30 pm

Gdy Badb straciła świadomość, przy tym osuwając się na niego byli właściwie pod samą perłą, gdzieś tak około trzystu metrów. Frans też nie melodramatyzował, bo po prostu podniósł ją i biegiem ruszył do bramy perły, która została otwarta przez strażników, gdy widzieli go jak niósł nieznaną im dziewczynę, a następnie wszedł w drzwi bogato zdobionej, eleganckiej i dużej klatki schodowej, po której zaczął wspinać się na trzecie piętro. Gdyby Badb mogła to zobaczyć byłaby pewnie zaskoczona, bo na schodach i poniższych piętrach stało chyba z czterech mężczyzn, każdy trzymający w rękach strzelbę karabin powtarzalny.
Pracownik, który miał rozprzestrzenić informacje o Alarmie nadanym przez Norwega, musiał całkiem sprawnie wykonać swoją pracę, bo w całej klatce schodowej (Klub dla dżentelmenów miał oddzielną) schodowej dało się zauważyć płachty stali położone przy “barierkach”, które miały służyć jako improwizowane osłony, na wypadek ewentualnego szturmu. Mogła też usłyszeć donośny głos jakiegoś mężczyzny, najprawdopodobniej szkot, który rozniósł się po całej klatce.
- Mamy rannego! Góra otwórzcie drzwi - Wykrzyczał, dając coś w stylu rozkazu.
Sam Frans się zresztą nie odzywał, bo był skupiony na wnoszeniu dziewczyny po schodach i wejściu do poczekalni swojego biura, tam został poprowadzony do sali konferencyjnej gdzie na sporym stole, w którym zwykle omawiał plany lub biznes w większej grupie został rozciągnięty biały materiał, wszystkie krzesła zostały odsunięte pod ścianę, ba na jednym siedział kolejny strażnik trzymający naładowaną strzelbę, ot na wszelki wypadek. Oprócz tego w pomieszczeniu znajdował się Doktor ubrany w białą koszulę i spodnie, bo został wyrwany na ostatnią chwilę oraz jego asystentka, z którą także przebywał w chwili, gdy został powiadomiony. Ta była po prostu ubrana w koszule i spódnice i właściwie to tyle. Norweg ostrożnie położył na stole (Wcześniej ściągając z niej swój płaszcz), wspominając o jej obrażeniach i wyszedłby dać im pracować i udał się do gabinetu, w którym czekał już na niego Kurier i dwóch pracowników wyższej rangi. Ot można było ich nazwać oficerami, jeśli traktować organizacja Fransa jako prywatną armię. Czym zresztą skrycie była.
- Panowie. Dzisiaj jest kolejnym razem, w którym mamy doczynienia z Inkwizycją. Lecz w znacznie bliższym stopniu - Zaczął wyjmując wszystko z płaszcza, na swoje biurko. Dokumenty męczennicy, jej broń, które ustawił na środku oraz swoje ładownice, które postawił gdzieś po boku, bo były mało ważne w sprawie. Po tym na chwili zniknął z biura zlecając jednemu z ochroniarzy by zabrał płaszcz do czyszczenia, i wrócił siadając na swoim fotelu, znajdującym się za biurkiem, spoglądając na trzech stojących przed nim mężczyzn.
- Wracając. Kobieta, którą przyprowadziłem jest moją przyjaciółką i została zaatakowana przez Inkwiztorkę. Nie muszę mówić jak to się skończyło, prawda ? To najciekawsze rzeczy, jakie udało mi się zdobyć podczas przeszukania ciała. - Powiedział, wskazując dłonią na broń, dokumenty oraz portfel. Było to jak zaproszenie, bo dwójka oficerów od razu zaczęła na spokojnie oglądać rzeczy. Jeden doglądał broni a drugi dokumentów.
- A gdzie ciało ? - Odpowiedział ten trzymający pistolet. Pytając nawet nie spojrzał na swojego szefa, będąc bardziej zajętym doglądaniem broni. Ten się jednak za bardzo nie przejął.
- W piwnicy jednej z kamienic na ulicy *tutaj podał adres*. Nie musimy się nim zajmować jego odzyskaniem, bo nie będzie nam do niczego potrzebne. Zwykła ofiara kradzieży. Żadnych śladów, nic. Wracając. Weźmiesz broń i zaniesiesz ją do rusznikarza na przegląd. Przydzielę ci strażnika jakby ktoś wam chciał przeszkodzić. W pełni uzbrojonego. A tobie - Frans spojrzał na mężczyznę trzymającego dokumenty.
- Weź kogoś i spiszcie wszystko, co się w nich znajduje i potem to sprawdźcie. Macie godzinę i chce mieć oryginał dla siebie. Rozejść się. - Dodał i poczekał aż dwójka wyszła, zostawiając go z kurierem. Spoglądając tak na niego, otworzył w końcu jedną z szafek w swoim biurku i zaczął wyjmować białe koperty zabezpieczone woskiem z logiem jego organizacji oraz jedno z emblematem jego rodu.
- Tak więc. Jak zwykle rozdzielisz prace na kilku asystentów oraz siebie. Sześć listów z firmowym emblematem ma trafić do głównych siedzib w Stanach, Norwegii, Hongkongu, RPA, Indii i Francji. Ostatnią zaś dostarczysz do Ambasady Szwecji, do rąk własnych Ambasadora. Dodatkowo mu napomnij mu, że życzę mu wszystkiego dobrego i na pewno zjawie się na balu z okazji jego urodzin. To tyle z mojej strony. - Odpowiedział i kiwnął głową. Kurier po prostu się nie odzywał, bo widział po Fransie, że sytuacja jest nie najlepsza, więc też po prostu zebrał koperty i wyszedł zostawiając go samego. O tak. Chwila spokoju. Mężczyzna więc wstał i podszedł do stołu, na którym stała karafka wypełniona złotym płynem i kilka szklanek z grubego szkła, by nalać sobie trochę whisky co zresztą zrobił, wypełniając szkło do połowy. Tak więc co znajdowało się w kopertach ?
Dwie rzeczy. W tych przeznaczonych do przedstawicielstw jego “firmy” we wcześniej wspomnianych krajach znajdowało się ogłoszenie czerwonego alarmu, który miał stawiać wszystkich w stan gotowości na ewentualne dociekliwości czy ataki ze strony nikogo innego jak Inkwizycji, oraz to by alarm ten utrzymać przez co najmniej trzy tygodnie.
Śmieszne było to, że miał takich kopert kilkanaście, w których opisane były alarmy różnego koloru, ale cóż.
Prowadząc wielonarodową organizację, można było się spotykać kłopotów ze strony innych frakcji i taką frakcją była też inkwizycji. Co prawda kłopot mógł wogóle nie nadejść, ale wolał dmuchać na zimne. W liście do Ambasadora znajdowała się za to prośba o ewentualne przygotowania się do podjęcia działań dyplomatycznych. W końcu Frans był przedstawicielem jednej z większych rodzin arystokratycznych w Skandynawii, a i też kraje zwykły o nie dbać. Szczególnie o te, które pomagały im bezpośrednio.
A Frans to robił. Nie dość, że był oficerem w Armii to teraz pomagał w imporcie różnych dóbr potrzebnych monarchii, a także szkoleniem niektórych oddziałów armii szwedzkiej w “Walce miejskiej oraz na terenie innym geograficznie aniżeli Skandynawskim” jak to było oficjalnie zapisane.
Znaczy nie on, ale jego pracownicy. Ale to on wszystko załatwił i był główną osobą decyzyjną więc też były to głównie jego zasługi. Mężczyzna też zdążył się ponownie przemieścić za swoje biurko, gdzie spoglądał na niebo przez swoje okno, zastanawiając się jak to będzie.
- “Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie ?” - Zacytował pewny dramat i ponownie upił trochę alkoholu. To będzie długa noc.

I miał racje. Alarm trwał około do trzeciej nad ranem gdzie strażnicy spoczęli widząc, że nic z tego nie wynikło i wrócili do swoich zajęć, opuszczając biuro Fransa. W tym czasie też poradzono sobie też z Raną Cath, z której zatamowano krwawienie, a potem wyczyszczono i dokładnie zabandażowano by się wyleczyła. Po upewnieniu się, że kobieta jest cała i zdrowa przeniesiono ją do łazienki, gdzie asystentka doktora ją rozebrała i dokładnie umyła tak by była czysta i pachnąca.
Kolejnym krokiem było zaniesienie jej do sypialni i położeniem na łóżku. Trzeba było ja w coś ubrać więc i też wezwano szewca z pobliskiego domu modu (Co oznaczało, że też jednego z bardziej ekskluzywnych w mieście) gdzie ją zmierzył i wrócił do swojego przybytku zobaczyć czy ma coś w podobnym rozmiarze. I wrócił z ładną czarną bielizną wspominając że dzisiaj zdążył poprawić tylko to a rano wróci już z pełnym ubiorem dostosowanym do czarnowłosej dziewczyny. Więc też asystentka wpadła na genialny plan który opierał się na tym, że ubierze ją w tę bieliznę i z białych koszul Fransa by miała w czym spać...i to zrobiła.
Frans też miał ją okazje zobaczyć pierwszy raz, odkąd pomógł ją zanieść do łazienki i można było powiedzieć, że jego koszula służąca za koszulę nocną ciemnowłosej mu nie przeszkadza. Był zadowolony że jest stabilna no i że nie zeszła na stole. Nie był za to zadowolony, że będzie musiał się przespać na kanapie w salonie. Ale cóż. Asystentka doktora na koniec przykryła ją i wszyscy wyszli z sypialni. W tym czasie Frans zajął się zdjęciem alarmu, zapłaceniem doktorowi i szewcowi i sam udał się do snu na kanapie, który zresztą trwał cztery godziny, bo zbudził się około ósmej rano. Badb obudziła się za to całe dwadzieścia minut później czując całkiem przyjemny zapach jedzenia, i jeśli zdecydowałaby się wyjść zobaczyłaby Fransa, ubranego jak wczoraj stojącego przed kuchenką robiąc jajecznice na jednej patelni ,a na drugiej smażąc bekon, a na trzeciej podpiekając kromki chleba.
Był kurewnie głodny więc uznał, że dzisiaj zje całkiem sporą dobre śniadanie no i też to robił ze względów, że pewnie nie będzie jadł sam. Jeśli czarnowłosa się obudzi, by zdążyć na ciepłe śniadanie.
A jeśliby się martwiła, że jest zbyt mało ubrana to na szafie wisiał powieszony strój, który prawdopodobnie ( a raczej napewno) był przeznaczony dla niej. A raczej był, bo patrząc się na niego mogła zobaczyć, że powinien do niej pasować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Gru 03, 2017 1:41 am

Gdyby Cath była przytomna i świadoma zamieszania wokół niej, z pewnością nie potrafiłaby wyjść ze zdziwienia. Nie sądziłaby, że śmierć jednej osoby i życie drugiej może doprowadzić do tak nagłych zmian. Całe szczęście, pozostawała w stanie błogiej nieświadomości, bez konieczności zastanawiania się, co, do ciężkiej cholery, odpieprza się tuż w pobliżu.
*
Ciemność. Dobiegające mnie odgłosy. Brzdęk metalu. Wiedziałam już, co będzie dalej. Bolało. Zawsze tak samo, krzyczałam, powtarzałam imiona, których ode mnie żądali, aż...
Zerwałam się z łóżka, otwierając szeroko oczy. Dyszałam ciężko, a miniony obraz powoli odchodził, oddając miejsca innemu, zupełnie rzeczywistemu. Zamrugałam ze zdziwieniem, wciąż czując na sobie niepokój z minionego snu. No tak. Nie miałam okazji zażyć swoich ziół, bo...
No właśnie, gdzie ja, do cholery, się znajdowałam? Wspomnienia uderzyły mnie mimowolnie, myśli przyspieszyły, aż poczułam głębokie ukłucie stresu, nakłaniające mnie, bym jak najszybciej znalazła jakąkolwiek broń i najkrótszą drogę ucieczki. Oddychałam głęboko, rozglądając się jak przerażone zwierze po pomieszczeniu, w jakim aktualnie przebywałam. Nieznośna słabość wciąż się we mnie utrzymywała, a ja z wolna doszukiwałam się powodu otumanienia. Uniosłam prawą rękę, przyglądając się obandażowanej części, ciągnącej się od nadgarstka aż do zgięcia w łokciu. Ach, tak. Efekt mojej wczorajszej nieuwagi.
Odzyskiwałam spokój, powoli pojmując, że nic strasznego mi nie grozi. Inaczej przecież już dawno byłabym martwa. Domyślałam się, gdzie się znajduję. Sypialnia Fransa. To brzmiało tak abstrakcyjnie, ledwie potrafiłam przetworzyć swoje pędzące myśli. Odruchowo zacisnęłam palce na pierzynie, podtykając ją pod nos i biorąc głęboki oddech. Poznałabym ten zapach wszędzie. Nie minęła sekunda, nim spostrzegłam się, co ja wyprawiałam. Zawstydziłam się, natychmiast odrzucając pościel, w obawie, że ktoś może mnie zobaczyć.
To z kolei dostarczyło mi nowych wrażeń. Na moim ciele bowiem spoczywał inny materiał, niż ten, w który odziewałam się jeszcze wczoraj. Koszula i... Bielizna, nieco nieskromna moim zdaniem, wykończona pięknie zdobioną koronką. Czarna! Dotknęłam materiału samymi opuszkami palców, czując jednoczesny podziw i oburzenie. Wolałam nie wiedzieć, w jakich okolicznościach doszło do przebrania mojego nieprzytomnego ciała. Nieświadomość z pewnością pozostanie mi dobrą przyjaciółką.
Postanowiłam wstać, nie chcąc tracić już więcej czasu. Nie wiedziałam, na ile mogę sobie pozwolić, wciąż czułam się niepewnie w pozostawionym miejscu. Doprawdy, ciężko było mi zachować czujność, gdy zewsząd dobiegało mnie tyle nowych mi wrażeń! Omal nie jęknęłam w rozkoszy, zanurzając bose stopy w miękkim dywanie.
Nigdzie nie widziałam moich starych ubrań, dlatego z braku lepszego pomysłu, zarzuciłam na ramiona pościel, okrywając się szczelnie. Ociężale podniosłam się na równe nogi, wciąż nie czując się najlepiej. Nie oparłam się pokusie rozejrzenia się po pokoju, początkowo nawet nie wiedząc na czym zawiesić oko.
Cholera, ten koleś miał kasy jak lodu! Nie mogłam powstrzymałam tego wrażenia, rozglądając się z oszołomieniem po pomieszczeniu. Zatrzymałam moje spojrzenie na dłużej na największym, misternie wykonanym modelu statku. Rozchyliłam usta ze zdziwienia. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego w rzeczywistości, dlatego trudno było mi odnieść się do skali tejże poglądowej konstrukcji. Jedyne, co w tej chwili odczuwałam to nieustanny zachwyt coraz to nowymi elementami wystroju i pragnienie ujrzenia statków odpowiadającym modelom na własne oczy. Pewnego dnia, nim dokonam żywota w tym brudnym miasteczku, obiecałam sobie.
Powstrzymałam się od dotykania czegokolwiek, lecz nie przyszło mi to łatwo. Obudziła się we mnie moja naturalna chęć posiadania, przez którą niektórzy zwykli nazywać mnie mianem Kolekcjonerki. Zazdrościłam mu tego i wcale nie obawiałam się do tego przyznać.
Z pomieszczenia obok dochodziły dźwięki zwiastujące czyjąś obecność. Zignorowałam je, chcąc rozejrzeć się do pomieszczeniu jeszcze trochę. Nie zaglądałam do wnętrza szaf i szuflad, gdyż byłoby to według mnie nie na miejscu. Ostatecznie poprawiłam włosy, przyglądając się własnemu odbiciu na jednej ze szklanych gablot.
Nieco zbyt późno rzucił mi się w oczy strój, ewidentnie na moją miarę. Odczuwałam niepokój, nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Ostatecznie poddałam się, korzystając z gościny. Pościel zsunęła się po moich nagich ramionach, lądując chwilowo na dywanie. Sięgnęłam po wieszak, ponownie czując uznanie dla twórcy ubrania. Sama znałam się na szyciu, więc wiedziałam, ileż kunsztu kryło się w tym niepozornym odzieniu. Zaczęłam od koszuli, bez pośpiechu okrywając swoje ciało. Problem natrafiłam dopiero przy gorsecie. Zacisnęłam kilka ze sznurków, jednak ułożenie tego elementu ubioru, jak bym sobie tego życzyła, zwyczajnie nie leżało w mojej mocy. Potrzebowałam do tego drugiej pary rąk.
Doprowadziłam się do względnego porządku, poprawiając ostatnie z zagięć na materiale mojej czarnej spódnicy, w końcu cichym krokiem przechodząc do pomieszczenia obok. Oczywiście, najpierw poczułam zapach jedzenia, a dopiero później dostrzegłam pana tego domu. Wyprostowałam się dumnie, obdarzając go spojrzeniem, które nie zdradzało niepewności.
- Shannon Creswell - wypowiedziałam twardym tonem, witając się z nim właśnie tymi słowami. Podeszłam do niego, a na mojej twarzy malował się wyłącznie spokój.
Nie okazałam wrażenia, jakie wywołało na mnie wypowiedzenie mojego prawdziwego miana. Shannon. Nie budząca respekt "Morrigan", ani nawet "Badb Catha". Shannon, jak dziewczyna z sąsiedztwa. Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek rozbrzmi ono głośno, w okolicznościach innych niż tortury w inkwizycyjnych lochach. Spełniłam jego warunek, to co z tym zrobi, zależało już wyłącznie od niego.
Zbliżyłam się jeszcze bardziej, zatrzymując się dopiero w zasięgu jego ręki. Zadzierałam głowę, uporczywie spoglądając mu w oczy.
- Pomyślałeś o wszystkim. Opatrzeniu mojej rany, zapewnieniu mi spokojnego snu, nawet o kolorze mojej bielizny... - mówiłam odważnie, choć temat był dla mnie żenujący. - O wszystkim, poza jednym... - mruknęłam, przechylając łagodnie głowę, początkowo nie zdradzając, co mam na myśli.
Odwróciłam się tyłem, odgarniając czarne pasma moich włosów na klatkę piersiową. Kontynuowałam lekkim półtonem:
- Majętne damy możesz poznać po tym, jak wiązane są ich gorsety. Te wiązane na plecach wymagają dodatkowej pary rąk, zazwyczaj należących do służby, a co za tym idzie, dobytku, aby je utrzymać - wyjaśniłam pieczołowicie, spoglądając na niego z uśmiechem przez ramię. Powoli zmierzałam do sedna. - Niech twój trud nie pójdzie na darmo. Pomóż mi, a będę nosiła ten gorset z dumą - poprosiłam, opierając obie dłonie na kuchennym stole, pozwalając mu działać, jeśli chciał spełnić moje życzenie.
Sznurki od gorsetu zwisały bezwładnie wzdłuż moich nóg, ciągnąc się aż do ziemi. Zadanie, owszem, nie należało do najprostszych, szczególnie dla początkujących. Nieobeznani mężczyźni nie byli chyba do końca świadomi, ileż to mogą znieść żebra kobiety. Zacisk powinien być solidny, zabierać mi resztki tchu w piersiach, a wiązanie pieczętować całość w okolicach środka, czyli samej talii. Spojrzałam przed siebie, gotowa na te swoiste tortury.
- Dlaczego to wszystko robisz? - zapytałam w końcu, nie potrafiąc dłużej utrzymać pytania, które trapiło mnie od kiedy Frans zawitał w ciemnej uliczce, gotów pozbawić życia obcą mu kobietę. Dla mnie.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Gru 10, 2017 4:14 pm

Frans oczywiście usłyszał otwierające za nim drzwi, ale nie zareagował, wyłączając płomień pod gaźnikiem z jajecznicą, jak i chlebem dając bekonowi jeszcze trochę się podsmarzyć, by wydobyć z niego jak najwięcej smaku. Czuł już w swoich nozdrzach, że śniadanie będzie wyjątkowo dobre i był zadowolony, że będzie mógł na kimś sprawdzić swoje umiejętności kulinarne. Jednak gdy Badb...a raczej Shannon wypowiedziała swoje imię, ten uśmiechnął się lekko i sięgnął po trzy podkładki pod patelnie i powolnym krokiem podszedł do stołu, rozstawiając je na jego środku.
- A ja jestem Frans Anker. Przedstawiciel rodu Ankerów - Jednej z najważniejszych i najbogatszych rodów szlacheckich na Skandynawii. I tak za bardzo nie ma to znaczenia poza Szwecją czy Norwegią, która formalnie nie jest nawet niepodległa - Odpowiedział spokojnie i ruszył ponownie do kuchenki, by zabrać z niej dwie patelnie, położył na podkładkach i zrobił to samo, tylko że w jednej dłoni trzymał rączkę patelni z chlebem a w drugiej dwa duże białe talerze, które rozłożył przy miejscach naprzeciw siebie. W końcu jednak przystanął i odwrócił się w pełni w stronę ciemnowłosej, słuchając jej. Cóż. I pomyślał o wszystkim. Nawet o czarnej bieliźnie. Chociaż on wolał jeszcze bardziej odkrywającą, ale dla większości kobiet była ona zboczona. Nie dla niego. I pewnie przestanie być za ileś tam lat. Ale teraz było teraz i teraz oczekiwała od niego, by zawiązał jej gorset.
- Cóż. Byłaś nieprzytomna dobre paręnaście godzin. Zdążyłem zrobić naprawdę dużo - Odpowiedział podchodząc do niej i łapiąc za końcówki sznurków zaczynając je przewijać przez dziurki. Co prawda nie tak mocno, jak się mogła tego spodziewać. Chociaż było pewne, że potrafił to zrobić parę razy mocniej.
- Problem jest taki droga Shannon, że majętne damy w większości przypadków są strasznymi tradycjonalistkami. A ja nie jestem. Jestem mężczyzną postępu i mądrości więc też przykład wiem, że zbyt mocne wiązanie gorsetu, tak jak zbyt częste jego noszenie powoduje odkształcenie żeber. Ciekawe co ? Czego to nie można się dowiedzieć od książek medycznych czy samych lekarzy, do których obecne Monarchie jeszcze nie dorosły - Odpowiedział i po przejściu sznurków przez ostatnie dwa oczka, zawiązał go trochę mocniej. Tak by Shannon po prostu czuła, że z niej po prostu nie spadnie i że będzie mogła w nim komfortowo chodzić. Norweg tymczasem zasiadł na jednym z krzeseł i na wolny talerz nałożył sobie całkiem sporą porcję jajecznicy, trzy paski bekonu i dwa tosty. Sama jajecznica różniła się od tej typowo brytyjskie, że właściwie była w bardzo dużym stopniu sucha, co nie przeszkadzało Panowi kuchni, by zacząć jeść, odmawiając sobie udawania kulturalnego arystokraty, którym de facto był.
- I czemu to zrobiłem ? Cóż. Pierwszą rzeczą jest to, że cię Lubie. Bez względu na to, czy jesteś czarownicą, czy nie. No i nie Lubie Inkwizycji więc też to jest dodatkowa rzecz. Lecz zapewniam cię, że nie przepadam za nimi z całkiem innych powodów niż ty czy większość ludzi - Stwierdził i usiadł wygodniej kontynuując swoją “mowę”, która mogła wydawać się dziwna. Bo ten poruszał bardzo poważny temat jednocześnie traktując go jako zwyczajową rozmowę o pogodzie.
- Bowiem Inkwizycja w dość sporym stopniu przypomina ideologie Marksizmu - Wspólnego dobra, rządów klasy pracującej i tym podobnych bzdetów, które przeczą Kapitalizmowi i liberalizmowi. Poza tym naruszanie integralności niepodległych narodów i takie tam. Ot przeciętny człowiek z podobnymi do mnie poglądami nie zrobi z tym absolutnie nic - Powiedział i zatrzymał się na chwile, by włożyć do ust pasek betonu, pogryźć go i połknąć. Definitywnie to było jedne z jego lepszych śniadań.
- Ale ja potrafię. I mam do tego wszelką wiedzę, umiejętności, środki i ludzi.
Oddzielam życie prywatne od życia służbowego. Ba. Niektórzy mogliby mnie nazwać “Panem Życia i Śmierci” -
Dodał jeszcze i odłożył o dziwo pusty talerz z powrotem. Kiedy on to zjadł ? Szczególnie że dość długo mówił. Cóż. Nie można ocenić żołądka głodnego mężczyzny. To było pewne. Frans tymczasem zamyślił się, spoglądając na okno oddalone parę metrów od stołu, jakby się nad czymś zastanawiał. I zastanawiał się nad tym, czy czasami lekko nie przesadził mówiąc tak dużo Shannon. Ale raczej by jakoś to nie wpłynęło na ich stosunki. Prawda ?
- Wybacz. Zbyt często kłapie jęzorem na temat swojej pracy. W końcu, zamiast kłapać jęzorem na temat ideologii czy różnych bardziej biznesowych rzeczy mógłbym, nie wiem. Zaprosić cię na randkę ? Brzmi to dla mnie zdecydowanie lepiej, szczególnie że nawet taki pracoholik jak ja może chcieć odpocząć od pracy. A jak odpoczywać to tylko z ładną dziewczyną - Wydusił w końcu z siebie, by przebić poważną atmosferą, ale znając….Shannon to i tak pewnie się nie domyśli, że w swój dziwaczny sposób zaprasza ją na randkę. Albo się okaże, że należy do Haremu jakiejś innej wiedźmy albo….o czym tym on to myślał. A tak. Nawet jeśli się zgodzi to raczej jej nie zabierze do wystawnej restauracji, bo było to dla niego zbyt..oklepane, ale na pewno na coś wpadnie. Nawet jeśli Norwegowie są znani z bycia w miarę oziębłym, cichym i spokojnym narodem. No chyba, że mordują twoją wioskę jako wikingowie. Wtedy nie.


Ostatnio zmieniony przez Frans Anker dnia Sro Gru 13, 2017 12:14 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Wto Gru 12, 2017 10:52 pm

Przyjęłam jego rozwlekłe miano, kwitując je skinieniem głowy na znak, że zrozumiałam. Cóż, nawet gdybym chciała, nie mogłabym dorównać czasem przedstawiania się, o ile pozostawałabym szczera. Shannon Creswell, córka krawcowej. Zachowałam to dla siebie. Pozwoliłam mu mówić, czując na sobie powoli zaciskający się materiał gorsetu. Spodziewałam się bólu i pozbawienia mnie resztek tchu w piersiach, otrzymując coś zupełnie odmiennego. Cały ubiór po prostu trzymał się na moim ciele, ledwie zaznaczając moją talię.
- Piękno wymaga poświęceń - odparłam nieco kąśliwie, odwracając się przez ramię, a gdy spostrzegłam, że na tym poprzestał, wyprostowałam się, biorąc głęboki oddech. O dziwo, byłam w stanie to uczynić. Nie zgadzałam się z nim we wszystkim, ale równocześnie wiedziałam o istnieniu prawd, jakich mężczyźni nigdy nie będą w stanie pojąć.
Wyciągnięty talerz potraktowałam jako zaproszenie, lecz dosiadłam się do niego niepewnie, nie wiedząc, czy życzy sobie mojej obecności. Poprawiłam spódnicę, łokcie opierając na blacie stołu, nachylając się nad posiłkiem.
- Innych powodów? - chwyciłam go natychmiast za słówko. Ważna informacja. Aż zastrzygłam uszami. - Czym Inkwizycja mogłaby narazić się osobie takiej jak ty? - zmrużyłam oczy, usiłując zgadnąć. Pierwszym z pomysłów była oczywiście utrata ważnej mu osoby, którą posądzono o paranie się magią. Siostry? Matki? A może małżonki? Nie... Mówił, że jego powody są nietypowe. Przyczyna musiała leżeć na innej płaszczyźnie...
Nie zgadywałam więcej, pozwoliłam mu mówić. Zabawne. Myślałam, że w obecnych okolicznościach usłyszę prędzej serię pytań i to ja będę tą, która przez długi czas się nie zamknie. Był rozgadany, nie mogłam temu zaprzeczyć. A im więcej mówił, tym bardziej uznawałam go za zadufanego w sobie.
Ponownie, nie mogłam się zgodzić, jednak wypowiedzenie zaprzeczenia w moim przypadku mogłoby wydać się najzwyczajniej śmiesznie. Istniały bowiem idee, (wbrew gorącej nienawiści, jaką obdarzałam Inkwizycję), jakim musiałam przyznać rację. Temat-rzeka, niezbyt dobry na początek, zwłaszcza po tym natłoku nowych informacji i poznanych prawd. Przybrałam więc zamyślony wyraz twarzy, odgrywając rolę posłusznej kobiety, nie chcącej wtrącać się w poważny świat mężczyzn. To wcale nie było takie trudne.
Gdy skończył, niepewnie poczęstowałam się kawałkiem chleba. Nie odczuwałam głodu, po wszystkim, co dane mi było przeżyć w tym krótkim odcinku czasu, jedzenie w spokoju śniadania wydało mi się co najmniej nieodpowiednie.
Zamrugałam oczyma, z początku myśląc, że się przesłyszałam. Randka? Nie tego się spodziewałam. Nie byłam jednak do końca przekonana. Podeszłam do tematu najłagodniej jak potrafiłam:
- Czy nie za wcześnie na spoczywanie na laurach? - zapytałam poważnym tonem. Byłam pewna, że piekło dopiero miało się rozpętać. - To, do czego wczoraj doszło... Nie pozostanie bez konsekwencji. Możesz być i kochasiem samej królowej Wiktorii, ale gdy Inkwizycja zacznie węszyć...! - gwałtownie opuściłam dłonie na blat, gotowa się poderwać na równe nogi. Nie rozumiałam jego spokoju; ja wciąż nie mogłam pozbyć się uczucia niepewności po wczoraj. Mój zapas szczęścia został wykorzystany do końca moich dni, wraz z ucieczką z Inkwizycji lata temu.
- Przepraszam - zrozumiałam, że zagalopowałam się, unosząc niepotrzebnie. Od kiedy nie musiałam wczuwać się w rolę wdowy, emocje brały górę - zwłaszcza, że od teraz były one szczere. - Po prostu... - zagubiłam się, jakby nie wiedząc, co chcę powiedzieć. - Niecałą dobę temu otarłam się o śmierć. Ty, wiem, że nie muszę ci przypominać, ale ty, z kolei, wcale nie tak dawno temu, pozbawiłeś życia nieznaną ci kobietę! To nie tak... To nie tak, że próbuję wzbudzić w tobie wyrzuty sumienia. Jestem ci wdzięczna, szczerze. Nie rozumiem jednak... w jaki sposób możesz mieć tak.. beztroskie podejście? - zapytałam, w końcu wstając od stołu, mimo że ledwie tknęłam posiłek.
Zakręciło mi się w głowie. Odetchnęłam głęboko, próbując się uspokoić. Niezauważalnie oparłam się o skraj szafy, krzyżując ręce na piersi i zerkając na niego niemniej poważnie.
- Chcę przejrzeć jej papiery - zażądałam odważnie, obdarzając go nieustępliwym spojrzeniem. - Nie jestem wdzięczną księżniczką, a ty nie jesteś rycerzem na koniu. Nie będę spokojna, do kiedy nie nabiorę pewności na czym stoję. Później... odpoczniemy. Jakkolwiek sobie tego zażyczysz - Nie zamierzałam niczego obiecywać, ale czułam jedno - pragnęłam tylko normalności. By pozwolić sobie jednak na więcej, musiałam pozbyć się ciążących na mnie problemów.

// kilka faktów mi nie styka, napisałam ci na discordzie, popraw to i owo, proszę~

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Sro Gru 13, 2017 7:18 pm

Frans westchnął lekko i podrapał się po podbródku jakby zastanawiał się, czy jego cała “mowa” była dobrym pomysłem. Mowa, która o ideologii, która opierała się na klasach średnich i wyższych zostawiając, niewyedukowaną klasę robotniczą w tyle. A nie wiedział, skąd pochodziła Shannon. Ale nawet dziewczyna, która mu się podoba nie zmieniłaby jego przekonania, że nikt nie jest równy i że wszyscy powinni być siebie równi. Bo nie powinni. Zaś gdy ta wspomniała o “spoczywaniu na laurach” i konsekwencjach spowodowanych wczorajszym wieczorem spowodowało, że na twarz Norwega wkradł się niewielki uśmiech. Shannon nie wiedziała o nim naprawdę wielu rzeczy, ale też doszło do momentu, kiedy musiał ujawnić kawałek jego charakteru, którego używał tylko podczas swojej pracy.
- Zapewniam cię, że nie spocząłem na laurach i gdy ty się kurowałaś, ja zająłem się paroma rzeczami które miały na celu zatarcie śladów i ochronę mojej, a także twojej osoby. Zaś co do Inkwizycji. Nawet jeśli jakoś zareagują... - Spojrzał na nią i wziął kolejnego tosta, którego dość szybko zjadł. Był dosyć głodny i było to widać.
- Według mojej opinii Inkwizycja jest w najsłabszej od lat. I są efektywni w polowaniu na czarownice, które, wybacz że to mówie, ale są zdezorientowaną grupą osobników, która nie decyduje się na ataki. A teraz porównaj to do co prawda mniejszej, ale wyszkolonej scentralizowanej quasi prywatnej armii, która posiada niezbędne fundusze, ekwipunek, informacje i logistykę, a także jest wspierana przez strony trzecie, o których nie mogę mówić. Ale zdradzę ci tyle. Jeśli sytuacja mnie do tego zmusi, nie uderzę w regularnych członków Inkwizycji, bo jest to grupa, którą można łatwo zastąpić, a w tych, którzy nie spodziewają się represji, których zastąpić jest o wiele trudniej. Koniec tematu - Dodał i dość gwałtownie skończył temat, nie chcąc za bardzo go kontynuować. Bo wiedział jak to się skończy. Szczególnie że wyglądało na to że niestety ich opinie się różniły. Co mu się średnio podobało, ale był nauczony, że trzeba respektować większość odmiennych opinii. No i dochodziło do tego, że Shannon mu się też podobała i chciał ją zabrać na randkę, co też wpływało na jego decyzje o zakończenie tematu. I miał nadzieje, że mimo tego się zgodzi. Już sobie wyobrażał, że mógłby spędzić kilka dni nie pracując, robiąc przyjemne rzeczy z KIMŚ, a nie samemu jak zwykle.
Niby znał całkiem sporo ludzi, ale albo to byli jego pracownicy, albo współpracownicy, albo wyższa szlachta, z którą wymieniał grzeczności od czasu do czasu. Sam jednak nie miał żadnych większych znajomych czy tym bardziej przyjaciół. Nie wspominając nawet o partnerce. Co mu mimo wszystko doskwierało, ale nigdy tego po sobie nie pokazywał.
A raczej okazywał, gdy był samemu i wzdychał do pustego biura. No i dość często zwalał to na pobyt w Armii , zapracowanie czy to, że Norwedzy z zasadami byli trochę zimniejszymi osobnikami, jeśli chodzi stosunki w porównaniu do takich Brytyjczyków, czy o zgrozo Włochów. Co prawda zdawał sobie sprawę, że też to była wina jego charakteru, gdzie dość często - umyślnie lub nie wychodziło z niego poczucie wyższości względem niektórych osób (Bo w końcu ciężko pracował na swój sukces) oraz inne rzeczy, o których obecnie nie chciał myśleć, by nie psuć sobie relatywnie dobrego humoru.
- Nie musisz za nic przepraszać - Odpowiedział jej już ze szczerym uśmiechem na ustach i wysłuchał jej uważnie, gdy przytoczyła wydarzenia wczorajszego dnia co mimo wszystko sprawiło, że jego zaproszenie nawet w jego odczuciu było dziwne. Sam też przestał się uśmiechać i położył swoje dłonie na stole. To była trudna odpowiedzieć i nie podobało mu się, że musi na to odpowiadać, ale mimo wszystko wydawało mu się, że siedząca obok niego kobieta była właściwie najbliższą dla niego osobą w kraju. Bo tak naprawdę było.
- Rozumiem. I jakkolwiek to zabrzmi, to nie wzbudzisz we mnie żadnych wyrzutów sumienia. Ot kolejna śmierć poniesiona z mojej ręki. I tyle. Musisz zrozumieć, że spędziłem ponad dziesięć lat, jako Oficer w wojsku co powinno sporo wyjaśniać bez wchodzenia w zbędne szczegóły. - Stwierdził i wyprostował swoje ręce na stole i położył na nich głowę tak, by mógł dalej patrzeć na ciemnowłosą.
- Ot zastrzelenie jej to była część mojej pracy. Problem jest taki, że zwykle oddzielam pracę od życia prywatnego. A w tej sytuacji te dwie rzeczy na siebie nachodzą. Bo jesteś dla mnie ważna. I myślę, że nieposiadanie znajomych ani przyjaciół poza tobą oraz to, że mi się podobasz mimo faktu, że ukrywałaś prawdziwą siebie może mieć coś z tym wspólnego - Odpowiedział i powoli przymknął oczy, lekko uśmiechając się z tego co powiedziała Badb. Jakkolwiek sobie tego zażyczy ? Bardzo kusząca propozycja, ale wiedział, że najpewniej nie będzie miała ona miejsca. Cóż. Wiedział, tyle że czarownica będzie lekko zaskoczona tym, co powie i jego zachowaniem, ale też był w swoim mieszkaniu.
- Chciałbym. Co do papierów to na stoliku do kawy przy kanapie jest kilka kartek. To pełen transkrypt jej wszystkich dokumentów. Oryginał wysłałem do sprawdzenia - Wymruczał dalej mając zamknięte oczy i wskazał ręką na wspomniany stolik, który znajdował się w części salonu apartamentu. Sam Frans postanowił, że dalej tak sobie “poleży”, szczególnie że w tym momencie i tak nie musiał nic robić. A pozmywa najwyżej potem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Pią Gru 15, 2017 5:38 pm

Pomimo jego słów, nie czułam się bezpieczniej. Wciąż ciążył mi na duszy absurdalny niepokój, pomimo zapewnień samej siebie - nigdzie nie zaznałabym lepszej ochrony. Jak sądziłam, prawdziwej ulgi zaznam dopiero, gdy znajdę się w zaciszu własnej chatki na skraju lasu. Póki co, ta podła sytuacja, w której znalazłam się wyłącznie z mojej winy, musiała zostać doprowadzona do końca.
- To prawda - przyznałam cicho, kiwając głową, mimo że zakończył temat. Cóż, zgodziliśmy się ze sobą, a to należało uwiecznić. Niestety, dane mi było poznać, jak sytuacja wygląda od strony kuchni. Na każdego inkwizytora o nieskazitelnych ideałach i chęci bezkonfliktowego zwalczania mutacji i Koszmarów, przypadało dziesięciu zboczeńców, którym Inkwizycja zwyczajnie dała możliwości zaspokajać swoje fantazje, pozostając przy tym bezkarnym. Po moich plecach aż przebiegł dreszcz. - Mało tego, na mieście coraz głośniej rozbrzmiewają plotki o zniknięciu arcymistrzyni - przyciszyłam nawet głos, jakby moje słowa mogły dostać się do niepowołanych uszu. - Nie wiemy, jednak kim była kobieta z wczoraj, ani komu przyjdzie chęć pomszczenia jej... - dodałam już zupełnie niedosłyszalnie, nie widząc przyszłości w optymistycznych odcieniach.
- Wciąż jednak nie rozumiem... - urwałam, niepewna, czy mogę dopytywać. Zaryzykowałam, obdarzając go czujnym spojrzeniem. - Frans, proszę... Czy jesteś pewien, że polubiłeś właśnie mnie? Czy może postać, którą wykreowałam, aby chronić się w tym przeklętym miasteczku? - pytałam, a ton mojego głosu był nieustępliwy. - Nigdy nie miałam nawet męża, by móc nosić po nim przez lata żałobę! Historie o jego morskich podbojach były czystą fantazją zmieszaną z zasłyszanymi przeze mnie plotkami. Ja... Nigdy nie widziałam morza! Nie mam najmniejszego pojęcia, jak to jest płynąć statkiem! To wszystko... jest ułudą, jaką skrzętnie tworzyłam, czasami oddając się jej tak bardzo, aż odczuwałam tęsknotę za mężczyzną, który nawet nie istnieje! - prychnęłam niemal histerycznie, podnosząc głos, czego nie zwykłam czynić w jego obecności. Nie jako wdowa. Nie musiałam jednak dłużej udawać; po prostu pozbyłam się tego, co ciążyło mi od lat na duszy.
Wypowiedziałam to wszystko, nawet nie licząc na odpowiedź i kolejne wyjaśnienia. Chyba wyłącznie czas pomoże oswoić mi się w obecnej sytuacji. Nic innego.  
Westchnęłam, odwracając się w kierunku wskazanych papierów. Kiedyś sądziłam, że jeszcze zatęsknię za towarzysząca mi niegdyś adrenaliną. Moje niedoczekanie, nie marzyłam o niczym innym jak chwili spokoju.
Jak gdyby nigdy nic, podeszłam do stolika, pochylając się nad dokumentami. Bez słowa wzięłam do ręki pierwszy z rozłożonych papierów, analizując linijka po linijce. Nieprawdziwe dane, wymyślone nazwisko. Maria Goldenheart. Doprawdy, mogłaby się bardziej postarać. Nic nieznaczące słowa, niewiele mówiące mi liczby. Nic specjalnego. Dalej. Wertowałam papiery w skupieniu, nie chcąc niczego pominąć, mimo że większość z nich nie miała najmniejszego powiązania ze mną.
Do czasu aż sięgnęłam po transkrypt, na pierwszy rzut oka zapisany w nieznanym mi języku. A może i w języku, który nawet nie istniał? Notatki męczennicy. Czyżby zaszyfrowane? To rodziło problemy. Wetknęłam złożony papier pod gorset, resztę dokumentów zostawiając na blacie, najważniejsze dane zapamiętując, choć prawdopodobnie było to zbędne.
- Pożyczę jedną kartkę, pozwolisz? - rzuciłam niedbale przez ramię, właściwie już decydując.
Wróciłam do niego, niedosłyszalnie sunąc po miękkim dywanie. Uklękłam tuż obok, głowę tak jak on układając na blacie drewnianego stołu, przechylając ją tak, by móc go widzieć. Wtedy postanowiłam wrócić do urwanej rozmowy.
- Jedno też mnie zastanawia... - Szepnęłam bez emocji, wracając do jego minionej wypowiedzi. - I nie czujesz już nic w środku, kolejny raz pociągając za spust? Nie ma dla ciebie znaczenia kolejne ludzkie życie?
Mogłam brzmieć jak zażarta obrończyni praw ludzkich. Nic z tych rzeczy. Chciałam jedynie wiedzieć, czy jeszcze kiedykolwiek moje sny przestaną nawiedzać demony przeszłości, którym pomogłam opuścić ziemski padół. Pragnęłam zrozumieć, czy bezwzględność jest cechą wyuczaną, wchodzącą w krew niczym nawyk. Czy nie prościej byłoby żyć bez sumienia...?
- Czy za pierwszym razem było trudniej? - dopytywałam, a z każdą chwilą miałam wrażenie, że rozumiem go lepiej.
Bez cienia zapowiedzi i ostrzeżenia, ułożyłam dłoń na jego głowie, palce wplatając we włosy, paznokciami łagodnie zahaczając o skórę mężczyzny. Przeplatałam czarne pasma ledwie wyczuwalnie, jak domowe zwierze nieśmiało zabiegające o uwagę.
- Jesteś smutnym człowiekiem, Frans - stwierdziłam niespodziewanie, przenosząc na niego swoje spojrzenie. - Nie dane ci było doświadczyć tego, co inni uznają za przywilej. Tego, co inni nie doceniają w znanej im codzienności. Jesteś smutnym człowiekiem... - powtórzyłam się, spuszczając wzrok. Co wzięło mnie na mówienie zagadkami? Żal ciążył mi na sercu. Wiedziałam, że pojmie ich znaczenie. - Tak samo jak ja - dokończyłam, czując, jakbym przyznawała się do najcięższej z win.
Byliśmy dziećmi, których pozbawiono dzieciństwa. Nastolatkami, którzy nigdy nie mieli szans śmiać się, ile sił w płucach, zaskakując dorosłych swoją nieodpowiedzialnością. Byliśmy ludźmi, którym bezsensowna wojna zabrała najlepsze lata życia. Jedynie bogowie wiedzieli, jak silnie dławił mnie niewysłowiony żal do całego świata za to, że padło akurat na mnie.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Gru 17, 2017 5:33 am

Frans po prostu coś zamruczał, dalej mając przymknięte oczy. W tej sytuacji ktoś, kto by go widział zobaczyłby zmęczonego mężczyznę rozmyślającym nad swoim życiem i nad wyjściem z problemu, jakie było zabójstwo Inkwizytorki. Zaś gdyby Frans zobaczył samego siebie w pozycji, w której obecnie się znajdował, uznałby, że był zmęczony, ale z powodu może trzygodzinnego snu i dość trudnej rozmowy i pytań ze strony Shannon, na które chciałby rozmawiać. Można byłoby to uznać za niebywale płytkie, ale czy go to teraz obchodziło ? No i zabójstwo nie było problemem. Nie pierwsze i nie ostatnie. Nie było w tym nic wielkiego poza tym, że pierwszy raz pozbawił życia kogoś z Inkwizycji prawie w samym centrum Wishtown. I kogo obchodziłby byle jaki żołdak Inkwizycji ? W tym wszystkim tkwił charakter Badb i uznanie wydarzenia za wyniosłe. A było ni chuja wyniosłe.
- Mhm. To już bardziej parę tygodni albo miesięcy, jeśli się nie mylę. I skoro plotka dotarła już do szerszej publiki to i pewnie akcje pójdą w dół - Odpowiedział beznamiętnie. Arcymistrzyni nie była obecnie jego priorytetem, ale też bardzo chętnie urządziłby świąteczne polowanie, jeśli głowa Inkwizycji znajdowała się w okolicach Wishtown, co pewnie było mało prawdopodobne. Gdyby się zdecydowała ukrywać w okolicach to by tylko świadczyło o jej skrajnym debilizmie. Bardziej interesowało go pytanie od Badb, ale nie na tyle, by otworzyć oczy. Ot tak było po prostu łatwiej.
- Nie da się w pełni ukryć swojego charakteru Shannon. Poza tym to nawet lepiej, że nią nie jesteś, bo wole kobiety i dziewczyny, które jeszcze nie były w żadnych związkach małżeńskich - Odpowiedział spokojnie i poprawił się lekko. To akurat była prawda i był nawet bardzo zadowolony, że nie była wdową. Nie lubił mężatek i byłych mężatek. Były jak wchodzenie do łóżka kogoś innego - Nieswoje. Nie przeszkadzało mu też, że Shannon nie była nawet obok niego. Lubił ją, nawet bardzo, chociaż powoli stawało się dla niego widoczne, że była bardzo...teatralna i wyniosła ze swoimi emocjami, stwierdzeniami i zachowaniem. Nie przeszkadzało mu to zbytnio, chociaż mógł uznać, że ich charaktery były raczej odmienne.
- Musimy rozmawiać na ten temat ? Eh. Mógłbym ci powiedzieć że nic nie czuje i oh jaki ze mnie zimny skurwiel wyuczony zabijania, nie mający uczuć. Jak mówiłem, jest to część mojej pracy i tyle. Nie przejmuje się tym. I każdy człowiek reaguje na to inaczej. I by poświadczyć, że mam jakieś uczucia, że było trudno. Ale nie na tyle bym się zawachał - Odpowiedział, chociaż jego ton głosu zmienił się na….połączenie spokojnego i lekko poirytowanego. Rozmowa o zabijaniu w takim momencie nie była zbyt dobrą rzeczą. Bo taka rozmowa rodziła opinie i myśli co by było, gdyby, ogólnie utrudniała i denerwowała. Więc lepiej było o tym nie rozmawiać, szczególnie z idealistami. Pierdoleni orędownicy wszech pokoju na świecie, który nie ma i nie będzie miał racji bytu. Ale o czym to było ? A tak.
Miał się nie denerwować i zostać spokojnym. Nie chciałby relacja jego i Shannon (jeśli jakaś istniała) została lekko podniszczona przez jego odpowiedzi. I chciał mimo wszystko odpocząć, nie rozmawiając na zbyt poważne tematy.
A właśnie był w środku rozmowy na poważne tematy z osobą, z którą chciał od nich odpocząć. W tym momencie zaczęło mu się wydawać że ciemnowłosa lubiła się nad sobą umartwiać. Co prawda nie był tego pewny, bo w końcu nie potrafił wejść do jej głowy (I nawet, by nie chciałby tego zrobić), ale mu się tak wydawało. Wtedy ostrożnie wsunęła dłoń w jego włosy co spowodowało, że tym razem otwarł oczy, by jej wysłuchać. I jej wypowiedź była, była bardzo teatralna, ale niestety bardzo nietrafna, jeśli chodziło o niego. No i naiwna. Ale mu się podobała co spowodowało, że mężczyzna do niej się uśmiechnął.
- Szczerze mówiąc twoje stwierdzenie było nawet słodkie - Odpowiedział i podniósł głowę, tak by właściwie być na wprost głowy Shannon.
- Ale jestem szczęśliwym człowiekiem. Przeżyłem wiele rzeczy, które dały mi doświadczenie, a to doświadczenie pozwoliło mi spełnić kilka moich marzeń. A do tego znaczącą zwiększyłem swoje bogactwo. I być może nie było mi doświadczyć niektórych rzeczy, ale zapewniam cię, że nie brak mi żadnych normalnych rzeczy, które są zresztą subiektywnym uczuciem. - Odpowiedział i sam wyciągnął rękę i zrobił to samo co ona - Zaczął sunąć powoli ręką z boku jej głowy, poruszając się po jej włosach.
- I być może jesteś smutnym człowiekiem. Ale najpierw musisz chcieć być szczęśliwa poprzez cóż. Nie wspominanie złych wydarzeń w twoim życiu i myśleniu o trochę bardziej przyjemnych rzeczach - Odpowiedział i dość nagle przysunął swoją głowę na tyle blisko jej, by ją pocałować. Ot nie był to przesadnie majestatyczny pocałunek, bo właściwie to ich usta się po prostu stykały. I trwał dobrych parę dobrych sekund, po których Norweg po prostu odsunął głowę i wstał, zaczynając iść w stronę kanapy.
- Jesteś młoda. I ty decydujesz o swoim życiu i o tym, czy ze złych przeżyć, wyciągnąć wnioski i sprawić by sprawiły cię mocniejszą. I tyle. Proste prawda ? Nawet jeśli brzmi to lekko naiwnie - Odpowiedział i usiadł..a właściwie rozsiadł się na prawym boku kanapy, czekając na reakcje Shannon. I był jej ciekawy, bo nie wiedział jak zareaguje. Równie dobrze mogła teraz wybiec z jego mieszkania zła na niego a równie dobrze mogła usiąść obok niego i mogła zrobić coś całkowicie innego. To mu się w niej podobało. Że miała osobowość i charakter, której nie można było rozpracować w godzinę. Była nieprzewidywalna i często go zaskakiwała, czego po sobie jednak nie pokazywał. I do tego była mądra oraz ładna. I dlatego mu się podobała.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Gru 17, 2017 9:57 pm

Zacisnęłam wargi w poziomą kreskę, a moje oczy rozbłysły niebezpiecznie. Na ułamek sekundy. Mój wyraz twarzy prędko złagodniał, a ja straciłam chęć na oponowanie. Niech tak sądzi, proszę bardzo. To przecież mi nie ubliżało - wręcz przeciwnie. Ponownie, niezbyt się z nim zgadzałam, ale najwyraźniej nie chciał kontynuować tematu. Nie zamierzałam go teraz złościć; wyglądał na zmęczonego. Poczekam z tym do lepszej okazji.
Również zamruczałam, gdy ułożył rękę na mojej głowie, nie sądząc, że może być to tak miłe uczucie. Na moje usta wkradł się uśmiech, który znikł wraz z moimi zamiarami o zachowaniu spokoju, tuż po zuchwałym czynie Fransa.
Pocałunek nie trwał długo, a tyle, ile czasu potrzebowałam na reakcję. Nie zdążyłam nawet przymknąć powiek, wyraźnie zaskoczona. Odsunęłam się gwałtownie, podrywając na równe nogi. Serce biło mi jak oszalałe. Zmarszczyłam brwi, usta natychmiast zakrywając dłonią, jakby to miało cokolwiek zmienić. Stało się. I nijak nie mogłam tego cofnąć.
- Frans! - podniosłam głos, nie szczędząc mu oburzenia. - Ty zadufany w sobie, bezuczuciowy, cyniczny...! - krzyczałam, wciąż przytykając palce do ust. Ostatecznie nie udało mi się wymyślić pasującego mu przydomku. Damom w końcu nie wypadało przeklinać. Darowałam mu chociaż to.
Ni z tego, ni owego, oderwałam dłoń od warg, uderzając go w ramię. Niezbyt mocno, ale tak, aby poczuł. Nie poprzestałam na tym, uderzając otwartymi dłońmi w jego klatkę piersiową i okolice barków.
- Złośliwy, przemądrzały, zarozumiały durniu! - wymieniałam dalej, jakbym wcale nie zamierzała przestać. Epitetów pod ręką miałam całkiem sporo, bynajmniej nie poznałam ich z powieści, które pochłaniałam tonami. - Gratuluję wyczucia! Brawo, panie niewrażliwy! Powinnam ci dziękować, że nie zrobiłeś tego nad zwłokami męczennicy?! Ty zimny, nieznośny, pozbawiony empatii... ty... - zamachnęłam się, ale zrezygnowałam w połowie, a oczy zaszły mi łzami. Cofnęłam się o pół kroku.
Co ja najlepszego wyrabiam? Zwariowałam do reszty. Czy tak wyglądam naprawdę? Gdy pozory odchodzą, a ja nie muszę grać, naprawdę przejmuję się tak błahymi sprawami jak... pierwszy pocałunek? Nie... Ale w książkach przecież...! Były kwiaty i obietnice... Były podniosłe słowa i romantyczne krajobrazy! Coś takiego... nie mogło się liczyć jako pierwszy pocałunek!
Jeszcze usiadł na kanapie, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Aż dyszałam ze złości. Miałam najszczerszą ochotę zrobić mu krzywdę; a przynajmniej dotkliwie kopnąć w piszczel. Powstrzymałam się, naburmuszając się i chwilowo tracąc wątek. Nie chwaliłam się moim zupełnym brakiem doświadczenia. Ten, niezbyt wygodny sekret wolałam zachować do grobu.
- Nawet nie zrobiłeś tego, jak powinieneś... - szepnęłam, jeszcze na wpół obrażona. W wiosce widziałam kiedyś całujące się małżeństwo... Uczestniczyłam też kilka razy w weselach! I wtedy... wyglądało to zupełnie inaczej. Poczułam nieznośne gorąco na policzkach. Łapczywie brałam oddech, choć raz będąc wdzięczna, że Frans nie zacisnął gorsetu mocniej. - Naprawdę... - zaczęłam cicho, pochylając się nad nim. - Nie wybaczę ci tego.
Moja twarz zawisła tuż nad jego twarzą. Spojrzenie uporczywie wbijałam w oczy mężczyzny, nie przerywając kontaktu wzrokowego, nawet gdy palce zacisnęłam silnie na kołnierzu koszuli Fransa, ciągnąc w swoją stronę. Wpiłam się w jego usta, niemal nachalnie. Nie szczędziłam mu namiętności, zbliżyłam się jak nigdy wcześniej. Wolną dłoń ułożyłam na jego policzku, palce zanurzając w czarnej brodzie. Na tę krótką chwilę oddałam mu wszystko.
Oderwałam się równie niespodziewanie i prędko, co ostatnio. Wyprostowałam się, spoglądając na niego z nieukrywaną satysfakcją. Kącik moich ust powędrował ku górze, zdradzając dumę ze swojego przedsięwzięcia. Ręce wsparłam na biodrach, jak po skończonej pracy. Odsunęłam się, a gdy znalazłam się już na bezpiecznej odległości zapytałam poważnie:
- Jeśli będę chciała w tej chwili odejść, puścisz mnie wolno?
Niezwykle ważna dla mnie informacja. Nie chciałam być niczyim niewolnikiem, nigdy więcej. Złota klatka wciąż pozostawała klatką - wolałam więc wiedzieć, czego mam się spodziewać.

#leKobiecaLogika

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Sro Gru 20, 2017 2:08 am

Gdy w jego stronę zaczęły lecieć najróżniejsze epitety, nie mógł się opanować i lekko się uśmiechnął. Po części spodziewał się takiej odpowiedzi, ale było też to trochę dla niego śmieszne, gdy ta starała się nie używać większych przekleństw w jego kierunku. I cóż, to było bardzo teatralne. I postanowił na razie się nie odzywać, nawet jak podeszła do niego i zaczęła go uderzać po klatce piersiowej i ramieniu, na co nie zareagował, bo też go to nie bolało. Pozwalał się jej wyładować na nim czy to werbalnie, czy fizycznie, bo wyglądało na to, że była na tyle zaskoczona jego zachowaniem, że inaczej nie mogła na to zareagować.
Szczególnie jeśli połączyć to z wczorajszymi wydarzeniami to, co zrobił i mówił nie wydawało się zbyt...mądre. Jednak, zamiast odreagowywać ta zaczęła nakręcać się jeszcze bardziej i miała ponownie go uderzyć, gdy nagle zajęła się łzami. I tutaj już chciał zareagować, bo mimo wszystko nie chciałby płakała. Tak samo nie chciałby się jej coś stało, co było głównym powodem, dlaczego wczoraj zareagował.
- Eh. Nie płacz Shannon - Powiedział w końcu, dalej się w nią wpatrując, ale od razu się zawiesił, próbując znaleźć i ułożyć słowa, tak by ją lekko uspokoić. Problem był taki, że nie wiedział jak ją uspokoić. Co powiedzieć ? Co zrobić ? Nic mu w tym momencie nie przychodziło do głowy. Nic.
Więc też po prostu nie kontynuował obserwując złość zbierającą się w Badb oraz to jak robi się czerwona na twarzy. I już myślał, że jednak zdecyduje się mu przywalić, jednak powstrzymała się w porę, powoli się uspokajając...i oskarżając go o niemrawy pocałunek. Ale szczerze mówiąc nie mógł sprawić by był inny.
- ….Tak więc powiedz mi, jak powinienem cię był pocałować ? - Zapytał, patrząc się w jej oczy. Naprawdę go zastanawiało, jak miał to według niej zrobić, szczególnie że wynik byłby taki sam. Albo by się odsunęła i odepchnęła. A nie chciał być nachalny i specjalnie robić pocałunku namiętnym czy wsuwać swój język do swoich ust. To był ich pierwszy pocałunek. A pierwsze pocałunki często były drętwe i niepewne, więc czego oczekiwała ? Przerabiał to już parę razy i wiedział, że dość często realia wyglądają zgoła inaczej niż to o czym marzy jakaś osoba. Niestety. Norweg cicho westchnął, gdy ta po pytaniu się do niego nachyliła.
W tym momencie spodziewał się najgorszego. Połączenia kolejne obelgi i oznajmienia mu, że już nigdy się nie spotkają i że zrywa z nim wszelką znajomość. Ale to się nie stało. Złapała go natomiast za kołnierz jego koszuli (Przez co myślał, że będzie nim chciała potrząsnąć) i nagle go pocałowała. I Shannon mogła zauważyć, że niewątpliwie go zauważyła, bo mężczyzna zaskoczony otworzył szerzej oczy, i dobre dwie sekundy zajęło mu zaczęcie pocałunku z jego strony. I nie można mu było odmówić namiętności, bo był równie emocjonalny, jak ona dokładając wszelkie starania by pocałunek był jak najlepszy. I w jego odczuciu był, ich usta ciągle się muskały, wraz z jego językiem który także poszedł w ruch, ale nie był nachalny, lecz zwinnie odpowiadał każdemu ruchowi Shannon.
Oprócz pocałunku także zdecydował się użyć swoich dłoni i wysunął je w stronę boków dziewczyny, zaczynając nimi powoli ruszać w górę i w dół cóż...głaskając ją. Ale niestety i na to przyszedł niespodziewany koniec, gdy ciemnowłosa się od niego odsunęła, proklamując swoją wygraną na nim, jakby tym pocałunkiem zrobiła mu na złość. Cóż. Mogła tak myśleć, ale w rzeczywistości sam był bardzo zadowolony i gdy ta odsunęła się jeszcze trochę, wstał i już miał do niej podejść, gdy został zatrzymany jej słowami. Frans zastygł na parę sekund po jej pytaniu, ale po chwili stanął już normalnie i uśmiechnął się szeroko.
- Oczywiście, że cię puszczę Shannon. Nie jesteś przecież moim więźniem. Chociaż mam nadzieje że jednak zdecydujesz się zostać. Chociaż nie nalegam - Odpowiedział nie przestając się uśmiechać. Cóż. Nawet jeśli sobie pójdzie, to będzie mógł to uznać za dobry dzień prawda ? Chociaż chciałby z nim została to jednak ona odpowiadała za swoje zachowania i nie mógł nic z tym zrobić, oprócz czekać po prostu się w nią wpatrując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Pią Gru 22, 2017 1:15 am

Po wszystkim, całym nadmiarze niespodziewanych wydarzeń i sprzecznych emocji, miałam ochotę roześmiać się w głos. Całe szczęście, powstrzymałam się, ofiarując mu jedynie nieodgadniony uśmiech. Gdybym do palety uczuć, jaką mu zaprezentowałam, dołączyła również radość, z pewnością uznałby mnie za wariatkę. Prostota niekończącej się szczerości cieszyła mnie niemożliwie. Nie musiałam się hamować ani zastanawiać nad kolejnym krokiem. Moje ruchy nie były już oszczędne i wyważone. Nie... W tej chwili zdradzałam swoją ekscytacje na każdym etapie. Byłam otwarta, jak od niepamiętnych czasów. I nie potrafiłam opisać, jak dobrze się z tym czułam. Kocham cię, Shannon Creswell. Chciałabym móc zostać z tobą na zawsze.
Uspokoiłam się, gdy otrzymałam jego zapewnienie. Czyli, przynajmniej według słów, jestem wolna. Nie znałam Fransa z tej strony; na tym polu nie wiedziałam, czego po nim oczekiwać. Możliwość odejścia w każdej chwili rozwiązywała przynajmniej jeden z problemów.
Zatrzymałam się nagle, tuż przed nim. Nie zamierzałam się już cofać; skrzyżowałam ręce na piersi, zachowując krok odstępu od Fransa. Zmrużyłam oczy, obdarzając go odrobinę oskarżycielskim spojrzeniem.
- Wracając do twojego pytania... Wcale nie powinieneś.
Głos miałam spokojny, tak dla odmiany po ostatnim wybuchu. Cóż, nie dam się zaskoczyć w podobny sposób ponownie. Minęłam go, wracając do miejsca, z którego wstał, czyli kanapy. Usiadłam na jej poręczy, zakładając nogę na nogę.
- Posłuchaj mnie uważnie - zaczęłam dość oficjalnie, decydując się na wyznanie kolejnych prawd. - Ja... Naprawdę nie znam życia. A raczej, kojarzę je wyłącznie z mglistych wspomnień i książek. Czasami... N-nie wiem, jak zareagować na proste pytania - tłumaczyłam, wiedząc, że wszystkie moje słowa mogą zwyczajnie do niego nie trafić. Mimo to, próbowałam. - Mój instynkt mnie zawodzi. Dziesięć lat mojego życia zostało mi bezpowrotnie zabrane. Nie mam doświadczenia... w niczym - urwałam na moment, spuszczając spojrzenie.
Nawiązywałam do mojego pobytu w Inkwizycji. Wielu ciągnących się w nieskończoność lat, w których zaczynałam sądzić, że to właśnie mój los; dokładnie na to zasłużyłam. Nie dodałam ni słowa więcej, czując i tak, że powiedziałam za dużo. Na chwilę obecną mógł się co najwyżej domyślać.
- Nie potrafię zachować się nawet w... - zarumieniłam się łagodnie, choć całe zajście zaczęło mnie coraz bardziej bawić. - Ja... Nigdy wcześniej... Nigdy wcześniej nikt mnie nie pocałował. Nikt. Och... - przytknęłam dłonie do własnej twarzy, czując rosnące gorąco. Zachowywałam się jak nastolatka, byłam tego świadoma. Jak głupia, oczarowana dziewczyna, której ktoś po raz pierwszy sprawił komplement.
Ale czy właśnie tego nie straciłam, będąc więziona w Inkwizycji? Kiedy był lepszy czas na nadrabianie pogrzebanych lat niż teraz?
- To zabrzmi infantylnie... Ale zawiodłeś oczekiwania dziewczyny, którą kiedyś byłam. Kiedyś... marzyłam o tym. Dopowiadałam sobie okoliczności, całe scenariusze. I romantyczne słowa na chwilę przed. Wiem, to durne... - westchnęłam, czując się, mimo wszystko, odrobinę lepiej. - Kto by się tym przejmował, prawda? Nie powinnam przywiązywać uwagi to tak błahych spraw... - dodałam uśmiechając się smutno.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Wto Gru 26, 2017 6:42 pm

Można było powiedzieć, że odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że ciemnowłosa się uspokoiła. Ale musiał przyznać, że uśmiech przed tył był całkiem wzięty znikąd i szczerze się zastanawiał, co siedziało w jej głowie.
Ale też nie miał szans się tego dowiedzieć, dopóki mu sama o tym nie powie. Sytuacja ponownie się zmieniła gdy wyraz twarzy Shannon przybrał bardziej oskarżycielski ton...i gdy stwierdziła, że wcale nie powinien jej całować. I widać było, że go dość mocno zakłopotało, bo jego wyraz twarzy ukazywało jego zdziwienie i wcześniej wspomniane zakłopotanie.
- Ohm ? - Wymruczał patrząc na nią, co sprawiło, że musiał się odwrócić i spojrzeć trochę w dół, bo czarownica zdecydowała, że usiądzie na ramieniu kanapy. Badb mogła teraz zauważyć dość ciekawą rzecz apropo dość...żywą reakcję z jego strony. Bo zawsze spokojny, próbujący utrzymywać swoje uczucia na wodzy sprawiał wrażenie lekko przybitego.
Bo był. Tym pocałunkiem chciał jej sprawić, chociaż lekką przyjemność i pokazać, że naprawdę się o nią martwi. Bo się martwił. I cieszył się, że miał doczynienia z tą prawdziwą Shannon. Nawet jeśli jej nie znał. Ale jego zakłopotanie minęło, gdy ta zaczęła mu się tłumaczyć, przybrał już swój normalny wyraz twarzy i zaczął słuchać, o tym, że nie znała życia i jak trudno jest jej funkcjonować z tego powodu.
I musiał jej przyznać trochę racji, bo wydawała się lekko odsunięta od świata i innych ludzi, ale w zupełności mu to nie przeszkadzało. Bo można było się tego nauczyć w każdym momencie. Przynajmniej tak myślał.
- Jeśli nie znalazłabyś naprawdę życia to byś nie znalazła tylu tematów podczas naszych rozmów prawda? Wiadomo, że masz jakieś braki i nic ci nie odda tych dziesięciu lat, ale naprawdę dużo wiesz. Jesteś bardzo mądrą dziewczyną - Odpowiedział i uśmiechnął się ciepło do niej. Ot miał nadzieje, że ten niewielki detal w postaci uśmiechu pomoże jej w odzyskaniu humoru, wraz z jego kolejnymi akcjami, które miały jeszcze nadejść
- Poza tym zawsze jest czas na naukę….i mógłbym, by ci pomóc. Działać razem. - Dodał i wrócił do jej słuchania, samemu czując jak, rumieniec wkradł się na jego twarz, tuż po tym, jak powiedziała, że nikt jej jeszcze nie pocałował. Rozczuliła go tym i szczerze mówiąc właśnie teraz najchętniej by ją cóż, przytulił i pocałował znowu.
Tym razem naprawdę się starając. Jednak w tym momencie zepsułoby to całą...sytuację i rozmowę, która właśnie trwała, która utwierdziła go w przekonaniu, że Shannon. Cóż. Że chciałby z nią “Być” jeszcze bardziej. Szczególnie gdy mówiła i marzeniach. A marzenia miał każdy i nie należało ich się bać wcale. Jak był młodszy, jeszcze zanim udał się do szkoły wojskowej marzył, że zostanie generałem. A potem zostanie prezydentem Norwegii (nawet jeśli była związana paktem z Monarchią szwedzką), że sprawi, że będzie siłą napędową do rozwoju technologiczne i gospodarczego.
I w jakimś stopniu spełnił swoje marzenie. Co prawda opuścił wojsko jako starszy oficer i nawet już nie mieszkał w swoim rodzinnym kraju, ale w jakimś stopniu przykładał się do jego rozwoju w jakimś stopniu. Ale wracając do Badb to gdy ta skończyła, chcąc marginalizować swoje marzenia ten podszedł do niej, ot stał wręcz przed nią, ale niczego nie zrobił poza lekkim przykucnięciem, by ich głowy znajdowały się na tym samym poziomie.
- Shannon. Zdaje sobie sprawę z tego, że zawiodłem i tę dziewczynę i ciebie. Bo dalej jesteś tą dziewczyną. Poza tym nie widzę nic złego w tym, że marzyłaś jak, mógłby wyglądać twój pierwszy pocałunek, bo każdy, dosłownie każdy ma swoje wyobrażenie jak powinien wyglądać dla niego idealny pocałunek z osobą. I sam chciałem by pocałunek z tobą był bardziej...wyniosły, w lepszej atmosferze. I by był przyjemny, ale cóż. Realia świata nie zawsze pozwalają nam w pełni spełnić swoje marzenia. Ale nie można się tym martwić - Odpowiedział jej z uśmiechem i oparł się lewą ręką o siedzisko kanapy, tak by nie musiał balansować na swoich nogach. Ot tak było łatwiej.
- Nie są to błahe sprawy, bo wiesz, bardzo często dzięki marzeniom ludzie robią to, co robią, starają się i dają z siebie wszystko. Ot dużo ludzi po prostu tego otwarcie nie ukazuje. I wiesz… - Dodał i uśmiechnął się szerzej. Czas było podzielić się tym, o czym sam myślał...i miał nadzieje, że poprawi to jakoś sytuacje.
- Ty spełniłaś moje marzenie. Chciałem poznać piękną, inteligentną i ciekawą dziewczynę, z którą mógłbym rozmawiać na różne tematy. I cóż. Dodatkowo doszła taka sprawa, że mi się spodobałaś...jako i jesteśmy w obecnym miejscu - Stwierdził, patrząc się jej prosto w oczy, czując jak robi się, jeszcze bardziej czerwony na twarzy. Ot pewnie reakcja Badb...będzie równie żywa co ostatnie, ale zawsze miał nadzieje.
- I dlatego chciałbym kontynuować naszą relację...i ją rozbudowywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Sob Gru 30, 2017 11:42 pm

Z każdym jego słowem stawałam się coraz bardziej zagubiona i rozdarta. Na zmianę dostarczał mi sprzecznych wrażeń, po których z jednej strony miałam ochotę rzucić się w wir nieodpowiedzialności, zwyczajnie korzystając z wszelakich dobrodziejstw, jakie zaoferować mi mogła jego osoba i jego ciało. A z drugiej strony kusiło mnie odejście z przytupem, w akompaniamencie oddanego mu uderzenia w policzek. Musiałam się uspokoić, jeśli nie chciałam uczynić tego wszystkiego w krótkim odstępie czasu.
Jak ja to wcześniej robiłam? Jak udawało mi się opanowywać szaleńcze bicie serca? Muszę sobie przypomnieć, muszę... A, walić to. Skorzystam z okazji, skoro Frans właśnie stał się jedyną osobą na tym świecie, z którą mogę zachować szczerość.
Założyłam nogę na nogę, skrzyżowałam ręce na piersiach, prostując się i patrząc na niego wyniośle. Bardziej nie mogłam okazać mojej chęci zachowania. Och, mogłam. Dodatkowo zmrużyłam oczy, usta zaciskając w wąską kreskę.
- Nie wykręcaj się i nie zwalaj winy na niesprzyjające realia świata. Nie miałeś styczności z największymi dylematami moralnymi, chodziło o najprostszy z aktów! Fizyczny kontakt. Zero filozofii. Wierzę, że mogłeś poczekać z tym na... lepszą sposobność? Jakikolwiek z moich znaków? - zgadywałam, zła, że usiłował wmieszać w tak prostą rzecz przyczynę sił wyższych. Doprawdy, wtedy w pomieszczeniu znajdowaliśmy tylko my. Ja, on i absurdalny brak nastroju.
Zahaczyłam wyciągniętą nogą obleczoną czarną pończochą o jego nogę. Zatrzymałam się na niej, dokładnie dociskając na materiale spodni Fransa palce własnej stopy. Uśmiechnęłam się zaczepnie, rezygnując z dalszego strofowania go. Na zmianę obdarzałam go odrobiną słodyczy i gorzkiego zawodu. Ciekawe, kiedy uzna, że brakuje mi piątej klepki? Moje chwile są policzone, więc zamierzałam wykorzystać chwile możliwie intensywnie. Zaśmiałam się bezgłośnie, mrużąc rozkosznie oczy, stopą delikatnie wodząc po jego udzie.
- Lubię się uczyć - przyznałam z uśmiechem. Wiedza jest władzą, czyż nie? A ja z przyjemnością czerpałam wszelakie jej zasoby, co zdążył już poznać. Uwielbiałam jego historie, wszelakie ciekawostki, jakie niósł ze sobą z wielkiego świata. - Nie odrzucę twojej propozycji. Chętnie odkryje z tobą nieznane. Będę słuchała wszystkiego, do kiedy zdecydujesz się mówić - poinformowałam go niemal podniośle, jakbym składała ważną obietnicę. Nie mogłabym przecież przegapić takiej okazji...
- Przyjmę wszystko, o ile zachowasz przy tym odrobinę dystansu - oznajmiłam twardo, spoglądając na niego poważnie. W końcu zebrałam się do wyznania kolejnej istotnej dla mnie kwestii. - W ciągu doby otrzymałeś wiele nowych informacji o mojej osobie. Poznałeś prawdę, jakiej nie chciałam zdradzać nikomu. I co z tego? Nic. Najwyraźniej nie interesowała cię ona w żadnym stopniu. W przeciwieństwie do mojego tyłka, niech zgadnę? - uśmiechnęłam się szyderczo, w końcu uzewnętrzniając ten brak pytań, choć jak mi się zdawało - rodziło się ich milion po wszystkim, co do tej pory się wydarzyło.
Nie wiedział o mnie nic. O mojej „mocy”, pochodzeniu, latach spędzonych w Inkwizycji, popełnionych przeze mnie czynach. Poznał moje prawdziwe imię. I tyle mu wystarczyło do oferty tworzenia poważnej, opartej na zaufaniu relacji? Jak mogłabym potraktować to poważnie?
Byłam zła. Ale nie chciałam kończyć tej znajomości. Obiecywał mi naukę, wspólne odkrywanie świata. Czy pragnęłam czegokolwiek bardziej? Chciałam poznać każde z nieznanych mi słów, doświadczyć każdego uczucia w setce nowych dla mnie chwil. Może to czyniło ze mnie szaleńca. Ale do kiedy Frans będzie to akceptował, zamierzałam korzystać.
Odjęłam stopę od jego nogi, pochylając się nad nim uważnie. Jakbym dostrzegła ślad... rumieńca? Nie, zapewne światło odbiło się niefortunnie na jego twarzy, oddając mi mylne złudzenie. Mimo to, sama myśl o tym niezwykle mnie urzekła. Po gorzkiej chwili, następowała słodycz, ponownie.
- Twoje marzenie, swoją drogą... Nie brzmi jak niemożliwe do zrealizowania zadanie. Jestem pewna, że miałeś kobiet na pęczki. Uświadom mnie, jeśli się mylę... - mruknęłam, ręce kładąc grzecznie na własnych nogach. Przybrałam zaciekawiony wyraz twarzy, niczym dziecko szykujące się na wysłuchanie bajki na dobranoc. - Chętnie posłucham o twoich podbojach miłosnych - zachichotałam lekko.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Sty 07, 2018 4:54 pm

Frans stał tak przykucnięty przed Shannon, chociaż ledwo się nie przewrócił, gdy usłyszał jej pierwszą odpowiedź. Wcale się nie wykręcał, a coraz bardziej go to męczyło, bo z kolejnymi częściami rozmowy ciemnowłosa znajdowała kolejne zaczepki czy “argumenty”, które psuły atmosferę i jego humor. Ale nie zamierzał zbytnio sobie psuć humoru z tego powodu, że Badb była...ekscentryczna i jej reakcje przejawiały się w naprawdę różnorodnych reakcjach. Ot mógł to zwalić na zaskoczenie i zestresowanie tą sytuacją i chyba raczej wolał tak myśleć, bo mimo wszystko nie chciałby, by wydawała mu się ona wariatką.
- Mogę się "wykręcać" ile chce Shannon. Poza tym, gdybym miał czekać na jakiś znak od ciebie, to bym się nie doczekał. Nie chciało mi się czekać paru miesięcy, lat czy nieskończoności, by ukazać swoje uczucia. A ukazuje je nadzwyczaj rzadko. - Odpowiedział jej i spojrzał na wyciągniętą nogę ciemnowłosej, której używałaby się z nim droczyć. A myślał, że będzie chociaż w miarę zadowolona. Eh. Gdy ciemnowłosa odsunęła nogę ten w końcu podniósł się z przykucu i usiadł po lewej stronie kanapy ,lekko kiwając głową. Cóż, przynajmniej zgodziła się, by jej pomóc co było dla niego zadowalające. Ale zrobiła to w jakże teatralnym stylu, za którym lekko nie przepadał. Zawsze, gdy ktoś reagował to wydawało mu się, że był zbyt podniosły. Ot wolał bardziej “realne” zachowania.
- Ciesze się. I zachowam. Zawsze zachowuje - Odpowiedział krótko i myślał już, że już skończyła aż tu nagle poczuł się jakby, go spoliczkowała tym pytaniem. Co prawda nie mógł powiedzieć nie że była ładna, i miała przyjemne dla oka ciało, no może oprócz blizn, które zauważył, gdy lekarz składał ją w pokoju konferencyjnym, ale naprawdę mu to nie przeszkadzało. No i też pociągnęła prawdziwą kwestię, bo nomen omen nie wiedział w całości, jaka była naprawdę.
- Eh. Oczywiście, że interesowała. Jakkolwiek jesteś dobra w ukrywaniu siebie i udawaniu to niektóre cechy twojego charakteru i twoich zainteresowań przenikają do twoich postaci droga Shannon - Zaczął i spojrzał na nią nagle, szeroko się uśmiechając. Skoro ona grała w grę, to on też zacznie w swoją grać.
- Chociaż nie mogę zaprzeczyć, że twoje ciało, a w szczególności twój tyłek są ucztą dla moich oczu. Ah. I jeśli użyjesz argumentu, który opiera się na starych bliznach, które masz na plecach, stopach, dłoniach i przedramionach. Nawet z nimi jesteś bardzo ładna - Odpowiedział zadowolony i wstał podchodząc do szafki, na której stała kryształowa karafka wypełnionym złotym alkoholem będącym Bourbonem. Co prawda miał do wyboru szkocką, ale lubił amerykańską whisky.
- Poza tym równie dobrze ty też nie wiesz sporej rzeczy o mnie. Niektórzy zakochują się w sobie od pierwszego wyjrzenia, a ja cię znałem jako Catherine od paru tygodni i od dwudziestu czterech godzin jako Shannon. Nie jest tak źle - Skwitował i zaśmiał się lekko, stojąc odwrócony plecami do ciemnowłosej, nalewając sobie alkoholu do szklanki, która od razu poszła w ruch i została momentalnie opróżniona. Wiedział, że whisky się smakuje, ale nie chciało mu się ruszyć do kuchni po wódkę.
Tak samo jak Shannon był niezadowolony z tego, jak obróciła się przeciw niemu ta sytuacja, ale było mu trochę lepiej z powodu taktyki, którą obrał. Nawet wprawiła go w lepszy humor, którego nawet nie zepsuło stwierdzenie Shannon i jej “prośba” by jej opowiedział o jego związkach.
Bo stawiam sobie marzenia, które nie są niemożliwe do spełnienia. I jasne. Odpowiem ci o moich podbojach miłosnych tylko muszę się odpowiednio do tego przygotować - Odpowiedział jej po tym, jak z powrotem odwrócił się w jej stronę, tylko że w lewej ręce trzymając w karafkę, a w prawej pustą szklankę. Badb mogła się zacząć zastanawiam, na czym polegało “przygotowanie się” i mogła też bardzo szybko to wywnioskować, bo Norweg wypełnił szklankę do 3/4 pojemności i wypił wszystko na raz.
Ah. Nie ma to, jak dobry Bourbon. Napijesz się? - Zapytał i odłożył karafkę i szklankę na swoje miejsce, tuż obok trzech czystych szklanek.
- Więc. Może nie miałem kobiet na pęczki, bo jeśli dobrze pamiętam byłem w czterech związkach. W ostatnim pięć lat temu. Każda z nich była szlachcianką. Dwie z Oslo, dwie ze Sztokholmu a moja ostatnia “dziewczyna” była córką Konsula Hiszpanii w Królestwie Szwedzkim. Ciekawa i ładna dziewczyna, wychowana na typową Hiszpańską arystokratyczną modłę...bardzo wokalna.
Byliśmy ze sobą rok i rozeszliśmy się, bo A: Jej ojcowi nie pasowało, że spotyka się z dziesięć lat starszym mężczyzną B: Znudziłem się jej C: Nie byłem typowym arystokratą, który by ją utrzymywał i chodził ciągle na głupie bale i na sam koniec D: Może była ładna, i dobra w łóżku, ale nie jestem jednym z tych, co myślą tylko penisem, bo myślę nim zaledwie w 40 procentach, ale nie wytrzymaliśmy by ze sobą i tak dłużej.
Inne wychowanie, inna kultura inne charaktery, inny pogląd na świat. Żadna z nich nie była tą jedyną. -
Odpowiedział szczerze i uśmiechnął się szeroko do Shannon. Znając ją bardzo się na niego wkurwi, ale mu jakoś wygarnie, ale skoro chciała prawdy, to ją będzie miała. Brodacz tymczasem oparł się szafkę i założył rękę na rękę wpatrując się na Badb.
- Trzy lata temu przestałem być wojskowym. Odszedłem na wczesną emeryturę z najwyższymi honorami, jakie można dać oficerowi.
Chciałem być wolny i w końcu jestem. Ze wszelkimi plusami i minusami. Jako Oficer a do tego arystokrata musiałem dawać przykład podwładnym, i zresztą dalej go daje, ale nie w typowo wojskowo-arystokratyczny sposób. Nie jestem już uwiązany do tylko arystokratycznych związków i innych bzdetów. -
Dodał po chwili i spojrzał w stronę okna widząc jak na zewnątrz zaczął padać śnieg. Cóż, to była już ta pora roku. Co prawda wolał wiosnę i lato, ale zima mu aż tak mocno nie przeszkadzała, dopóki nie musi brodzić do kolan w śniegu, i maszerować tak przez kilka kilometrów w ramach treningu.
- I tak oto skróciłem ci moje związki droga Shannon. Pewnie na pewno nie są takie jak ci sie wydawało, ale powiedziałem ci prawdę. Mam tylko nadzieje, że nie każesz sobie teraz streścić mojego życia seksualnego bo cóż. Mimo wszystko mam swoje potrzeby. Jak każdy zresztą - Uśmiechnął się szeroko i w końcu ruszył w jej stronę, i usiadł obok niej na miękkiej i przyjemnej kanapie. Ciepło alkoholu powoli zaczęło rozchodzić się po jego ciele i robiło mu się przyjemnie, i coraz mniej przeszkadzało mu ukazywanie swoich uczuć, poglądów i tego, co myśli. Był co prawda prawie pewny, że Badb negatywnie zareaguje na to, co przed chwilą powiedział, ale teraz mu było wsio.
Chciał tylko by ich relacji były dobre, ba, nawet bardzo dobre. Chciał też by mu się udało i zostało razem. I tyle, tego właśnie chciał. Spokoju i przyjemności. I ciepła Shannon, które oddalało się od niego wraz z postępującą rozmową. Ale nadzieja umiera ostatnia, prawda?
- Jesteś ładna, inteligentna. Masz charakter i zacięcie. Jesteś tajemnicza i interesująca co w moich oczach powoduje, że stałaś się także pociągająca. Dlatego chciałbym kontynuować naszą znajomość i rozszerzyć ją do momentu, w którym cóż, moglibyśmy zostać parą - Stwierdził po przymknięciu oczu i tak siedział obok niej, przygotowując się mentalnie na jej reakcje i najprawdopobniej wyjście i trzaśnięcie drzwiami. Ale też miał niewielką nadzieje, że to sie nie stanie.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Sty 14, 2018 8:34 am

Dystans między nami? Jeśli teraz go zachowywał, wolałam nie wiedzieć, jak wyglądał jego brak. Czy tak wyglądała rzeczywistość? Czy każdy, kogo spotkam na swojej drodze okaże mi tę brutalną bezpośredniość? Czyżbym musiała się temu poddać i zaakceptować wciąż rażącą mnie poufałość? Świadomość, że widział najdrobniejsze szczegóły mojego ciała była dla mnie jak wymierzony policzek. Doprawdy, nawet jeśli lubował się napastowaniu nieprzytomnych, powinien zachować to dla siebie.
- Dziękuję za uszanowanie mojej prywatności i okazany mi szacunek - warknęłam przez zaciśnięte zęby. Czułam gorąco na mojej twarzy, choć nie sądziłam, że wzmianka o nagości może jeszcze mnie zawstydzić. Te blizny były jednak... czymś więcej niż zasklepionymi ranami, odcinającymi się jaśniejszym kolorem na skórze. To historia, o którą on nie raczył zapytać.
Miałam święte prawo się zdenerwować. Jednak wraz z rozwojem jego opowieści... Tłumiłam tlącą się we mnie złość, wiedząc, że nie istnieje ni jeden logiczny powód, abym mogła ją okazać. Mimo to, miałam najszczerszą ochotę wybuchnąć. Prosiłam go o odpowiedź, owszem. I teraz szczerze tego żałowałam. Nigdy nie uważałam się za wzór przyzwoitości, jednak temat obcowania pozamałżeńskiego lekko mnie peszył. Nie chciałam słuchać o jego kobietach. Wiem - nie miałam prawa być zazdrosną. Ale jak inaczej mogłabym nazwać to uczucie?
Wysłuchiwałam go w milczeniu, z obojętnym wyrazem twarzy, posiłkując się od czasu do czasu łagodnym uśmiechem, który nie obejmował moich oczu. Nie wiem, co pragnęłam zrozumieć bardziej - jego plany na przyszłość czy moje obecne uczucia.
Kiwnęłam głową, gdy zaproponował mi alkohol, mimo że nie miałam najmniejszej ochoty. Moja potrzeba próbowania odnajdywania nowych wrażeń, jak zawsze wzięła górę. Odebrałam od niego czyste szkło wypełnione złocistym płynem. Od razu wiedziałam, że to był błąd. Zapachem przypominało trochę szkocką whisky, jaką zwykł pić mój ojciec, jednak intensywny, mocny smak rozwiał moje ciepłe wspomnienia o tym trunku. Przed przełknięciem, trzymałam płyn w ustach, aż zdrętwiał mi język. Śmieszne uczucie.
Nie mogłam mu uwierzyć. Nie interesował się moją osobą - to z każdą chwilą stawało się nader oczywiste. Milczałam jak zaklęta, obdarzając go dość nieufnym spojrzeniem, ściskając swoją szklankę niczym koło ratunkowe. Co sprawiało, że nie odeszłam, trzaskając drzwiami? Może wciąż urzekała mnie szczerość, jaką mogłam go obradzać? A może podobało mi się, w jaki sposób wypowiadał moje prawdziwe imię? Przykuliłam nogi, umieszczając je na kanapie i obracając się, by móc bez problemu nawiązać z nim kontakt wzrokowy.
- Frans... - westchnęłam, zaraz pociągając oszczędny łyk, jakby to miało dodać mi odwagi. - Ja też opowiem ci pewną historię - zaproponowałam, niby niewinnie. Jeśli się już na mnie poznał, zdążył zauważyć, że owa łagodność często nie zwiastowała niczego dobrego. Pod nią ukrywałam swoje rozgoryczenie.
- W moim życiu również pojawił się mężczyzna, którego... polubiłam? Pokochałam?  Blisko tego, nie jestem pewna... - zamruczałam z uśmiechem, jakbym już upiła się mililitrami alkoholu. - Niemal trzydzieści lat starszy ode mnie. Chudy jak tyczka, po części siwy, zadufany w sobie. Żonaty. Zaczyna się nieźle, prawda? - zachichotałam, trącając lekko jego ramię, niczym pijana trzpiotka. Zbliżyłam się do niego, układając głowę na ramieniu Fransa, wzrok wlepiając w pustą przestrzeń, jakby przywołując dalekie wspomnienia. - Byłam powierniczką jego myśli, planów, największych tajemnic. Nauczył mnie wielu rzeczy... Podziwiałam go, tolerując nawet chorobliwą ambicję i pasję, znacznie zakrawającą o szaleństwo - westchnęłam.
W myślach przywołałam jego postać, pragnąc odwzorować jak najwięcej szczegółów, jednocześnie czując się jakbym odgrzebywała po latach zmarłego. Nie zagłębiałam się w dotyczące mnie szczegóły, a mianowicie drastycznie niskie standardy, jakimi raczyłam moje ówczesne otoczenie. Czasy, w których brak otwartej przemocy i poniżania mnie uznawałam za szczyt luksusu.
- Był dobrym człowiekiem. A ja jestem skłonna wybaczyć wiele. Wiele... ale nigdy prób ograniczenia mojej wolności - dodałam, cichym, lecz poważnym już tonem. Nie na długo. Wróciłam do łagodnego uśmiechu.
- Mówi się, że trucizna jest bronią tchórzy i kobiet. Niestety, nigdy nie odnajdowałam usprawiedliwienia w tym powiedzeniu - zatrzepotałam rzęsami, choć było to co najmniej nie na miejscu. Po chwili ciszy kontynuowałam, a było oczywiste, co powiem:
- Zabiłam go, wybierając właśnie tę drogę. Nie mam czystych rąk, podobnie jak ty - rozpromieniłam się, unosząc dłonie w dziecinnym geście, jakby ta metafora miała swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Co chciałam uzyskać tym zachowaniem? Czy było to odwdzięczenie się opowieścią? Wystawienie na próbę? A może niezbyt subtelne ostrzeżenie? Interpretację pozostawiłam odbiorcy. Nie zamierzałam się tłumaczyć.
Z hukiem odstawiłam szkło z niemal nieruszoną zawartością. Mina zrzedła mi zupełnie, odsunęłam się, po czym wstałam na równe nogi. Spojrzałam prosto w jego oczy, żądając twardo, niemal przez zaciśnięte zęby:
- Pokaż, gdzie leżą moje rzeczy i wskaż mi drogę do wyjścia. - Krótkie polecenie, bez zbędnych wymówek, choć miałam ich w rękawie całkiem sporo. Fenrisem zajęli się mieszkańcy, jestem pewna. Ale biedny Munin, z pewnością nie ma do kogo otworzyć dzioba. W bezruchu oczekiwałam odpowiedzi.

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Sty 14, 2018 3:57 pm

Frans na razie się nie odzywał i pozwalał jej swobodnie mówić bez żadnego przerywania z jej strony. Można było powiedzieć, że dopiero teraz domyślił się, że jego sposób zachowania był, bardzo nietaktowny w stosunku do Shannon, która była bliska opuszczenia jego apartamentu. Więc też musiał zmienić taktykę i miał nawet pomysł jak to zrobić, chociaż wiedział, że w tej sytuacji był z góry na przegranej pozycji.
Pierwszą rzeczą było zaprzestanie ruletki “czy zostanie, czy sobie pójdzie” w swojej głowie.
I nie powinno być mu wszystko jedno z tego też powodu, bo to tylko gorzej wpływało na jego osobę w oczach ciemnowłosej dziewczyny, która siedziała obok niego. Równie dobrze mógł pójść za argumentem “byłem x lat w wojsku”, ale ten argument był tak naprawdę nic niewart w oczach Badb, szczególnie że spędziła ona sporo czasu w niewoli. Najpewniej Inkwizycji.
Myślał, że najlepiej będzie nie pytać, w związku z wydarzeniami ostatniego dnia czy nawet jej całego życia, bo sam nie lubił, gdy ludzie dopytywali się o jego przeszłość, ale w tym przypadku, chyba musiał to zrobić, co sprawiło, że obawiał się kolejnych jej reakcji.
Sam był w końcu człowiekiem, który okazywał jakieś uczucia, a nie workiem treningowym.
I też, gdy uznała, że warto będzie mu opowiedzieć swoją historię, ten po prostu pokiwał głową, zaczynając jej uważnie słuchać. Historia ta miała dość gorzki smak i nawet wydawało mu się, że stanowi dla niego swoiste ostrzeżenie, ale nie zamierzał być wokalnym z tego powodu. I miał też cichą nadzieję, że ów mężczyzna został otruty z powodu bardziej poważnego powodu.
I wtedy wydarzyła się rzecz, której obawiał się od pewnego czasu, ale też nie zrobił nic, by sprawić, by się nie wydarzyła. Szczerze mówiąc, został zaskoczony przez nią, bo też spodziewał się, że jednak jej chęć wyjścia nie nastąpi tak szybko. Cóż albo teraz naprawi wcześniejszą konwersację, albo nigdy.
Mężczyzna wstał i wpatrywał się przez chwilę w Shannon, zastanawiając się co powiedzieć. I też mogła zobaczyć coś w jego oczach, coś, co mówiło, że naprawdę się nią...przejmuje, interesuje, co jednak nie miało żadnego przełożenia w jego słowach. Frans nie zdawał sobie sprawy z tego, jak na nią patrzy, bo sam czuł się pokonany przez swoje własne zachowanie.
A na początku chciałby wszystko poszło sprawnie, lecz kolejne minuty ich rozmowy coraz bardziej zaprzepaszczały szansę, że rozejdą się lub nie w bardziej niż dobrych relacjach. A sam w końcu chciał stworzyć taką relację. Więcej niż znajomi, przyjaciele.
Ale sam już nie wiedział kim dla siebie byli, nie wiedział też jak ona go tak naprawdę traktuje. I to powodowało, że czuł się...źle. Gdyby ktoś się na niego popatrzył to by uznał, że jest idiotą, bo próbuje się związać z kimś, kogo ledwo zna, kimś, kto bombarduje stwierdzeniami, które coraz bardziej podkopywały jego próby. I chyba nawet mieli racje, ale też zamierzał próbować dalej.
Shannon - Zaczął kolejny raz zresztą, nie przerywając patrzenia się w nią. Ile się na nią tak wpatrywał? Z dwadzieścia sekund, co jemu przekładało się na nieskończoność.
- Być może błędnie na początku uznałem, że rozmowa o twoich bliznach, o twojej przeszłości będzie złym pomysłem. Po części się bałem, że te pytania sprawią, że będziesz na mnie zła. - Zatrzymał się i przełknął ślinę, zastanawiając się jak kontynuować. W swojej opinii stąpał po bardzo cienkim lodzie więc i też musiał uważać, by jeszcze bardziej jej nie zdenerwować i by dała mu powiedzieć to, co chciał powiedzieć.
- Nie będę też kłamał, że to nie jest moja wina, bo jest. Gdybym powstrzymał nieodpartą chęć samolubnego dążenia do bliskości z tobą to ta rozmowa potoczyłaby się zupełnie inaczej, i traktowałaby o bardzo ważnej… - Tu powstrzymał się przed powiedzeniem dla mnie, chociaż Shannon mogła bez problemu zgadnąć, co chciał powiedzieć.
- O bardzo ważnej osobie. O tobie. O twojej przyszłości, o tym, co czujesz….o tym, kim jesteś. Są to dla mnie ważne tematy, nawet jeśli nie przejawiłem nimi żadnego zainteresowania, i nie ma na to żadnej argumentacji - Frans mówił ci spokojnym głosem, nawet ciszej niż zwykle chcąc w ten sposób dodatkowo okazać skruchę przed Badb. Było mu po prostu głupio. Naprawdę było.
- I chciałbym byśmy, podjęli rozmowę na te tematy...w przyjemniejszej dla nas obojga atmosferze. Decyzja zależy od ciebie czy chciałabyś to zrobić dzisiaj, czy jutro, czy nigdy zważając na to, jak pewnie wyglądam w twoich oczach. Nie zamierzam cię do niczego zmuszać, szczególnie po tym, jaki kierunek obrałem podczas naszej rozmowy - Stwierdził, uśmiechając się lekko i w końcu ruszył się, by dać jej swoje rzeczy.
Wtedy też podszedł do fotela, który stał przy trzech, dosyć sporych biblioteczkach i podniósł z niego jej płaszcz który wyglądał jakby został wyczyszczony, oraz torbę, którą jej podał, gdy do niej wrócił. W torbie zaś znajdowały się jej wszystkie ubrania, porządnie złożone w kostkę, zapakowane w szary papier i związane by ich przenoszenie nie było problemem. Znajdowały się w niej też pozostałe akcesoria które miała na sobie minionego dnia. Norweg tymczasem ustawił się za jej plecami i jeśli tylko mu pozwoliła, pomógł jej włożyć płaszcz, a następnie wrócił tuż przed nią. Wcześniej wspomniany wzrok dalej nie ustąpił.
- Chciałbym, naprawdę chciałbym byś poczuła, że naprawdę się tobą przejmuję, i w pewnym momencie pozwoliłabyś mi być...przy tobie. - Dodał na sam koniec i uśmiechnął się szczerze, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Chciałby to, co powiedział pozytywnie wpłynęło na Badb i na to, jak go widzi. Ale też patrząc na to realistycznie wiedział, że szanse na to były nikłe. Chociaż zdążyła go zaskoczyć już tyle razy więc i pewnie zaskoczy go teraz. Ale nie wiedział jak go zaskoczony. I jako że też chciała wiedzieć gdzie jest wyjście to wskazał jej drzwi na samym końcu korytarza który służył jako odnoga od ogromnego salonu. Po wyjściu znalazłaby się w “poczekalni” A tam droga na klatkę schodową i do wyjścia z kamienicy była już bardzo prosta.

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Badb Catha
Kolekcjonerka
avatar

Liczba postów : 66
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Nie Sty 21, 2018 11:46 am

Poczułam ulgę, gdy pozwolił mi odejść. Niby tak niewiele, prawda? A mimo to, w swoisty sposób oczekiwałam najgorszego, jakby Frans miał zniewolić mnie w tej złotej klatce wbrew mojej woli. Życie nauczyło mnie zakładać najgorsze, lecz powoli pozbywałam się tego nawyku, zacierając swój instynkt samozachowawczy; stając się coraz bardziej ufna i łatwowierna. Niedobrze. Wiedziałam jednak, że prawdziwie odetchnę, gdy znajdę się w samotności we wnętrzu mojej chatki na skraju lasu.
Nim jednak przestąpiłam wskazane drzwi, zobowiązana byłam podzielić się choć krótkim wyjaśnieniem. Chyba obudził się we mnie kolejny z ludzkich odruchów, bo po wszystkim czułam, że jestem mu coś winna. Wniosek nasuwał się sam - powinnam jak najszybciej spłacić swój dług, nim uczynię jakąkolwiek głupotę.
- Przyznaję, to nie byłby dla mnie prosty temat... - przytaknęłam bardzo ostrożnie, obdarzając go badawczym spojrzeniem. Nagła zmiana wydała mi się niemal podejrzana. - Jednak... Nawet jeśli nie potrafiłabym w spójny i logiczny sposób przybliżyć ci ich historii, powinnam się przemóc, by sprostać twoim wygórowanym oczekiwaniom... Nie będzie istniała żadna przyszłość, do kiedy nie poznasz przeszłości - dalej mówiłam zagadkami. Cóż, taka moja natura. Nawet jeśli miałabym go później obwiniać o brak zrozumienia.
Taka była kolej rzeczy. Musiał poznać, w co się pakuje. Musiał wiedzieć, kim jestem, aby w pełnym świetle stanąć przed wyborem i rozsądnie zdecydować. Nie wcześniej, a na pewno nie teraz.
Przeniosłam wzrok wprost w jego niebieskie oczy, a moja twarz złagodniała, oddając mu subtelny uśmiech.
- Fakt - przytaknęłam na jedną z jego wypowiedzi. - Porozmawiamy, lecz nie dziś. W innych okolicznościach, jak to mówisz. Teraz byłoby to równie stosowne co żart na pogrzebie - wzruszyłam ramionami, kończąc temat; nie zamierzając niczego wyjaśniać. W końcu zbierałam się do wyjścia.
Odebrałam torbę, założyłam buty na stopy, płaszcz przewiesiłam przez ramię. Pokrótce przeliczyłam swój skromny majątek. Na złapanie powozu powinno starczyć, całe szczęście. Wolałam nie wracać piechotą ani tą porą roku, ani tym bardziej po tym, co wydarzyło się wczoraj. Powinnam być ostrożniejsza względem tego miasta.
- Jestem dobrej myśli - odparłam niejasno, tym razem nie mogąc już powstrzymać uśmiechu. Uniosłam powoli dłoń układając ją na policzku mężczyzny, zadzierając głowę, by móc go lepiej widzieć. Samymi opuszkami palców wodziłam po jego skórze, właśnie w ten sposób się z nim żegnając.
Tłumacząc się w ten sposób, przywodził mi na myśli małego chłopca, czyniącego wszystko, aby uniknąć kary. Nie byłam jednak osobą, która mogłaby ją wymierzyć. Utrata tejże znajomości, z pewnością nie wyszłaby mu na złe.
- Pójdę już - zadecydowałam, odejmując dłoń i odsuwając się o pół kroku w stronę drzwi. Jeśli chciał, pozwoliłam mu się odprowadzić do wyjścia, gdzie mogłam złapać powóz. - Ach! Jeszcze jedno. Mam prośbę - zaczęłam, biorąc głęboki wdech. - Przy innych, nazywaj mnie, proszę, tak jak zwykłeś to czynić do tej pory. Lubię to imię - wyznałam, właściwie trzymając już rękę na klamce.
Podziękowałam mu po raz ostatni, za tak trywialną rzecz, jaką było uratowane mi życia, żegnając się i odchodząc.

/zt

___________________

When you visit a witch bring an offering:
food, tobacco, alcohol, secrets or death.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frans Anker
Skandynaw
avatar

Liczba postów : 58
Join date : 18/12/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   Yesterday at 9:32 am

- Ja też jestem dobrej myśli - Odparł zmieszany spoglądając na twarz Shannon za bardzo nie wiedząc jak zareagować. Po prostu siedział na kanapie ze złączonymi dłońmi i wpatrywał się w dziewczynę zastanawiając się co z tego wszystkiego wyniknie, a co może nie wyniknie. Ale też jej musiał przyznać racje że zbyt....nagłe postępowania mogło się źle skończyć dla obojga, chociaż też nie mógł się powstrzymać się przed stwierdzeniem że uczucie po jego stronie istnieje i ma się dobrze mimo jego całej irracjonalnej otoczki która sprawiała że...wyglądało idiotycznie jeśliby się popatrzyć na to ze strony osoby trzecie albo o zgrozo....narratora!.
Jej dotyk był przyjemny. Był lekki i swobodny i sprawiał mu przyjemność która jakby odganiała bardziej ponure myśli z jego głowy, sprawiając że...to coś pomiędzy nimi mogło zostać realną rzeczą w przyszłości. Przyszłości.
- Oczywiście - To było jego ostatnie słowo które jednocześnie miało potwierdzić to że wychodzi a jednocześnie upewnić ją w przekonaniu że będzie nazywał ją w Catherine. Oczywiście mógł się z nią pożegnać w inny sposób ale raczej miałoby to miejsce za chwilę. W końcu jednak się przemógł i wstał z siedziska bez słowa odprowadzając ją z swojego apartamentu aż do głównego wejścia do kamienicy i tam ją pożegnał, obdarzając ją ostatnim uśmiechem. Po tym wrócił do swojego salonu i położył się na kanapie, zaczynając gdybać i jednocześnie wpatrywać się w sufit, zastanawiając się jak ta relacja wpłynie na nadchodzące miesiące.

Ciąg dalszy w Epilogu który powinien się pojawić w przeciągu kilku dni

___________________
Ain't That Kick In The Head
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biuro Fransa Ankera   

Powrót do góry Go down
 
Biuro Fransa Ankera
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Biuro i mieszkanie Gwen
» Pokój Fransa
» Biuro szeryfa i areszt
» Parowanie - Biuro Matrymonialne
» Biuro koronera i laboratorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Wishtown :: Centrum miasta :: Kamienica "Perła"-
Skocz do: