IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pustelnicza Chatka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Pustelnicza Chatka w lesie   Wto Lis 21, 2017 5:42 pm

Niewielkich rozmiarów pustelnicza chatka stojąca pośrodku lasów górskich. Została dosyć niedawno zbudowana na twardym, górskim gruncie. Nie widać w niej żadnych śladów wykorzystania gwoździ mimo, że zbudowano ją z drewna. Wykorzystano do tego wyciosane, drewniane kołki, by podtrzymywać całą strukturę zaś sam dach został wykonany ze splecionych gałęzi. Przed chatynką znajdują się dwa stojaki. Jeden najpewniej do rozwieszania prania, drugi zaś by suszyć mięso lub inne potrzebne rzeczy. Domek nie ma okien, a jego drzwi wykonano z kilku desek związanych ze sobą liną.
Za domem znajduje się prowizoryczna szklarnia, w której rośnie parę gatunków warzyw i owoców. Nie jest specjalnie duża, jedynie na tyle, by zaspokoić potrzeby jednej osoby. Sam dom otoczony jest gęstymi krzakami oraz wysokimi drzewami.
Wewnatrz znaleźć pieniek służący jako krzesło oraz w podobnym stylu wykonany stolik. Pośrodku domu jest palenisko ogrodzone kamieniami, zaś nieco wyżej nad nim jest dziura w dachu odpowiednio zabezpieczona przed deszczem, a jednocześnie pozwalająca na wentylację. W prawym rogu pokoju jest również wyciosane w drewnie łóżko, gdzie rolę materaca pełni parę koców. Kołdrą są tu skóry zwierząt, którymi można się przykryć i ogrzać. Narożnik lewy natomiast ma szafę, w której składowane są narzędzia, jedzenie, woda oraz ubrania.
Chatka postawiona jest na wzniesieniu nieopodal rzeki, więc to chyba rozwiązuje problemy z wodą. Chociaż trzeba przejść całkiem spory kawałek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Wto Lis 21, 2017 5:59 pm

Już jakiś czas Adrastia mieszkała w górach. Tamtego dnia zwątpiła w swoje powołanie i postanowiła poszukać odpowiedzi. Wierzyła, że Inkwizycja jakoś sobie radzi, w końcu mają naprawdę świetną kadrę, która nie pozwoli by wszystko się posypało. Zostawiła też wszystko w rękach Azazel jeśli chodzi o akcje spółki. Zaufała swoim sojusznikom oraz córce. Pokładała w nich wiarę, że wszystko opanują i będzie dobrze, a mimo to nie było dnia, by nie rozmyślała o uwijających się w pocie czoła Inkwizytorach. Ciekawe jak tam aktualnie jest? Nie mogła jednak wrócić do nich w takim stanie psychicznym jak obecny. Jeszcze nie. Musiała znaleźć rozwiązanie, które raz a dobrze zakończy tę wojnę między gatunkami.
Przez ten cały czas, który spędziła w domku zbudowanym własnymi rękoma doskwierał jej brak wygód. Nie było nigdzie alkoholu, a wszystko co mogła zjeść musiała upolować sama. Na dodatek zbudowanie czegoś takiego w górach było niezwykle trudne, aczkolwiek czasami pomagała jej moc, którą posiadała. W opalaniu desek, rozpalaniu ognia oraz ogrzewaniu pomieszczenia. Adrastia była w stanie żyć w tym miejscu długie lata, a ze swoją wiedzą mogłaby na stałe się tu przeprowadzić. Nie była już tą samą kobietą, która trzymała w garści całe Wishtown i świat zarazem. Przebywając tutaj nauczyła się pokory oraz spokoju ducha. Tego, że bogactwa o niczym nie świadczą, a wystarczy odrobina pracy by mieć swój własny raj. Wróciła do korzeni, by poczuć się jak ci najubożsi lub czarownice, które są tropione przez Inkwizycje.
Aktualnie czerwonowłosa siedziała przed wyjściem na pieńku. W dłoniach miała futro, które właśnie cerowała zaimprowizowaną igłą oraz uplecionym sznurkiem. Będzie to kolejne ubranie, które może się przydać na później. Mimo wszystko noce były tutaj chłodne, a Inkwizytorka widziała nadchodzące czarne chmury, które niechybnie zwiastowały deszcz. Pochowała do domu rozwieszone pranie i część obciekających z krwi zwierząt mięs. Jednym pstryknięciem palców zapaliła palenisko, w którym ułożone były kawałki drewna. Ustawiła wokół niego stojaki z mięsem, by zacząć przygotowywać sobie kolację. Za kilka godzin pewnie będą gotowe do jedzenia. Akurat wtedy kiedy zacznie się ta ulewa i trzeba będzie rozgrzać ciało. Przygotowała również niewielki czajniczek, w którym chciała ugotować sobie wody. W sumie wtedy nie musiała nawet go kłaść nad ogniem, a wystarczyło by płomień oplótł metalowe naczynie.
Nie była już odziana w inkwizycyjne szaty, a nałożyła na siebie proste, materiałowe spodnie koloru brązowego. Okazjonalnie łatane tu i tam, zaś na sobie miała kubrak ze skóry wilków. Pod nim zaś brązowa koszula, która też lepsze dni już miała za sobą. Włosy inkwizytorki były rozpuszczone, ale zarazem zadbane. Często je szczotkowała, by nie mieć kołtunów ale zazwyczaj w ciągu dnia były wiązane tak żeby nie przeszkadzać. Na głowie miała swój kapelusz, a na nogach wygodne obuwie wykonane ze skóry. Miało być ciepłe i wygodne, a nie ładne. Stronheim przytargała pieniek z zewnątrz i przysiadła przy stołku, by usiąść do swojego dziennika, który prowadziła. Nie miała tu do kogo gęby otworzyć, więc jest to jedna z metod by zachować poczytalność.
- Ile bym dała żeby napić się dobrego wina lub ugościć kobietę - wymruczała. Tak dawno nie odczuwała żadnej z tych przyjemności, do których była przyzwyczajona.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sro Lis 22, 2017 2:30 pm

| Po spotkaniu z Fanny |

Szła, zataczając się. W jednej dłoni trzymała za pączka, którego zajadała z apetytem, w drugiej zaś dzierżyła butelkę jakiegoś mocnego trunku. Śmiała się przy tym pod nosem. Prawda była taka, że była pijana, jednak nie aż tak bardzo. Pewnie jutrzejszy kac tym samym będzie łagodny.
Nie wiadomo jednak, co się dzisiaj przydarzy...
Szła przed siebie, nie wiedząc konkretnie, jaki jest jej cel. No dobra: jej celem było poszukanie jakiegoś towarzystwa do picia. Jednak... dziewczyno, nie tędy droga! W rejonach, w jakie się zapuściłaś na pewno nikogo nie znajdziesz. Mimo tych natarczywych myśli, które radziły jej jak najbardziej dobrze szła dalej. I dalej chichotała. I dalej miała zajęte dłonie, a czym, to już omówiliśmy na początku. Raz mało brakowało, a przewróciłaby się, rozbijając nie tyle kolano czy też inne wrażliwe części ciała, jej ciała, co butelkę z mocnym trunkiem.
W końcu, po dłuższym okresie nieustannej (i dość zabawnej, przynajmniej dla niej samej) wędrówki zauważyła jakąś chatkę. Stanęła na chwilkę, oceniając ogólnie aparycję tej nieruchomości, po czym pobiegła w tamtą stronę. Pierwsze, co zauważyła to drzwi, niezbyt solidna robota, no ale cóż poradzić. Czym prędzej dojadła pączka by użyć tej dłoni do zgięcia jej w pięść, po czym zapukała – szybko i pewnie. Nadsłuchiwała jednym z uszu, przystawiając je do drewna, które najwidoczniej miało uchodzić za drzwi.
- Halo-hola! – wrzasnęła – Jest tam kto?! – miała nadzieję, że ktoś tutaj jest. I miała nadzieję, że ten ktoś jej otworzy, i to jak najszybciej. Czekała i czekała, nawet jeśli drzwi otworzyły się od razu, trzeba bowiem wiedzieć, że czas dla Antoinette dłużył się niemiłosiernie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sro Lis 22, 2017 2:56 pm

Adrastia już sięgała po pióro, które zwykle maczała w kałamarzu wypełnionego upuszczoną krwią oraz kilkoma dodatkami. Jakoś musiała sobie radzić kiedy brakowało atramentu, a krew na papierze zostawia tak samo wyraźne ślady jeśli rozcieńczy się ja w odpowiednich proporcjach. W dzienniku chciała zamieścić własne przemyślenia na temat dzisiejszego dnia oraz zanotować kolejne rzeczy, które miała zrobić jutro. Wychodziło, że do zrobienia było załatanie dziury w szklarni oraz naprawienie dzbanka na wodę. Jakoś tak się stało, że pękł w jednym miejscu lub glina, z której go ulepiła była nędznej jakości. Chyba będzie musiała zrobić sobie drewniany kubek na wodę, a przecież wiadomo ile z tym pracy.
W oddali grzmiały już pierwsze oznaki deszczu. W górach należało zwracać uwagę na pogodę, gdyż zmieniała się ona błyskawicznie. W jednej chwili jest słonecznie, a w drugiej leje jak z cebra. Wiedziały o tym wszystkie osoby, które chociaż raz zapuściły się na te dziewicze tereny. Glamred była pochłonięta swoim zajęciem na tyle, że z początku nie usłyszała kroków za drzwiami. Kiedyś pewnie już by usłyszała, w końcu trzeba było uważać na swoje życie, a teraz? Teraz była nieistotna, nikt nie wiedział, że ona tutaj jest. Wszyscy myśleli, że zginęła. Pewnie Czarownice miały niezły ubaw z tego, a w Wishtown zarządzono żałobę albo święto. Zależnie jak głowa inkwizycji była postrzegana przez opinię publiczną rzecz jasna.
Słysząc pukanie do drzwi z początku je zignorowała. Myślała, że już od tej samotności miała omamy słuchowe. Nie zdziwiłaby się, gdyby za niedługo zaczęła mówić do niedźwiedziej skóry wiszącej po wewnętrznej stronie drzwi. Jakoś musiała je docieplić, by wiatr nie wiał do środka, a zarazem mogła podziwiać z wnętrza domu tą piękną niedźwiedzią skórę. Z zewnątrz raczej tego nie było widać, bo deski to zasłaniały. Dopiero przy drugim dźwięku pukania wstała. To na pewno nie są omamy słuchowe, jednak któż to?
Głos jakiś znajomy, jednak nie pamiętała skąd. Może jakaś zagubiona turystka? W każdym razie jedno jej życzenie zostało właśnie spełnione, bo właśnie najpewniej ugości kobietę. Zamknęła dziennik i schowała go w szafie, z której od razu wyciągnęła siekierę. Tak na zaś. Podeszła do drzwi, opierając narzędzie do cięcia drewna o ramę, a następnie je uchyliła. Zerkając kto stoi po drugiej stronie. Jej oczom ukazała się dosyć znajoma sukienka oraz ta sama dziecinna twarz rudzielca, którą już kiedyś przecież widziała. Z odmętów pamięci próbowała wygrzebać kto to był, jednak nie mogła. To oznaczało, że najpewniej poznały się jak Adr była pijana, zaś teraz wyglądało na to, że dziewczyna podziela jej los. Chociaż… miała butelkę to może i drugie życzenie się spełni?
Otworzyła szerzej drzwi – W czym mogę Ci pomóc drogie dziecię? Zgubiłaś się w lesie? Wejdź, zbiera się na burzę, a nie chcesz chyba zmoknąć i się wyziębić – powiedziała i machnęła dłonią w zapraszającym geście do swojej izby. Pachniało tu świerkiem. Głównie dlatego, że dom był z tego drewna wykonany, a o takie drzewa w górach nie jest trudno. Na dodatek wszędzie unosił się ten zapach zwierzęcych skór.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Czw Lis 23, 2017 11:11 am

Czekała na odpowiedź, stojąc przed drzwiami. Trochę się chwiała, co było dość oczywiste z tego względu, że była w takim stanie, w jakim była. Nie wiedziała, czy jej się to wydaje, a może nie, ale usłyszała jakieś dźwięki, dochodzące z wewnątrz chaty. Ucieszyła się niezmiernie z tego powodu. Tak więc, z przybrudzonymi ustami od pączka uśmiechnęła się do osoby, która otworzyła jej drzwi. I wyszczerzyła się nienaturalnie, na swój pijacki sposób. Wtedy zauważyła, co dzieje się z pogodą, więc na słowa gospodyni przekroczyła próg chatki.
Pachniało tu niesamowicie, nie dało się zaprzeczyć. Wdychała woń świerku, który sprawiał, że tutejszy klimat był, co by tu zaprzeczać, niesamowity. Do tego inna woń... woń, której Antoinette nie potrafiła sobie skojarzyć, rozpoznać jej. Ale czy to było aż tak ważne?
I dopiero wtedy... rozpoznała w gospodyni kogoś znajomego. Ponownie na jej obliczu wykwitł szeroki, choć nienaturalny uśmiech.
- Ty.... – wskazała na nią butelką wódki. - ...ty, ja cię znam! – ostatnie słowa wypowiedziała wolno i dziwnie wyraźnie, co, całkiem możliwe, rozbawiło kobietę. Na dodatek niezbyt młodą, ale starą na pewno też nie. Miała włosy o pięknym odcieniu. I była zdecydowanie niższa od Antoinette. No ale to nic, nie przeszkadzało to jej zbytnio. Ba – nawet cieszyła się z tego powodu.
- Słuchaj... – wybełkotała tym swoim pojackim tonem – Fajna ta twoja chatka, sama ją skleiłaś? – i zaśmiała się głośno, wciąż patrząc w jej oczy – Fajna nieruchomość – słowo "nieurchomość" wypowiedziała tak, jak wcześniej, wolno i dziwnie wyraźnie. Gdyby Antoinette usłyszała od kogoś coś w tym tonie, na pewno roześmiałaby się. A gospodyni? To zależało tylko i wyłącznie od niej. W końcu nie każdy jest taki, jak ruda pannica, zgadza się?
- Dobra – odkaszlnęła – Może się napijesz, co? – uniosła ku górze butelkę z alkoholem i potrząsnęła nią mocno – Dobre, bardzo dobre wino. – zaśmiała się pijacko. Już nie kojarzyła, co przyniosła, dlatego powiedziała błędnie co do tego, jaki trunek trzymała w szczupłej dłoni – Tylko nie mów mi, że nie masz ochoty... ty... - Podeszła do niej niebezpiecznie blisko i uniósłszy palec wskazujący wolnej ręki (brudnej od pączka) wbiła go jej w mostek. Chciała tym samym pokazać, że nie chce słyszeć o sprzeciwie. - ...znamy się. Mogę się założyć. A teraz bądź tak grzeczna i napij się – tu podała jej butelkę. Przyjęła ją, czy nie? To zależało już tylko i wyłącznie od Adrastii. Szkoda tylko, że Antoinette nie mogła sobie przypomnieć jej imienia... a może...  w ogóle go nie znała? Dziewczyna nie mogła sobie przypomnieć, co było teraz o wiele trudniejszym zadaniem zważywszy, że była, no, pijana. Nie jakoś bardzo. No ale była, nie dało się zaprzeczyć.
No i powróciła do oglądania wnętrza i bezczelnie zajęła miejsce na pieńku. Rozsiadła się na nim, rozsuwając nogi i (jeśli kobieta jej nie przyjęła) między nimi stawiając butelkę. Teraz bacznie przyglądała się gospodyni, lekko przekrzywiając głowę na bok. Bacznie lustrowała ją rozpijaczonym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Czw Lis 23, 2017 4:19 pm

Od dziewczyny, która stała przed chatką czuć było zapach alkoholu. Pobudzało to zmysły Adrastii i przypomniała sobie mimowolnie czasy, gdy każdego dnia praktycznie rozpoczynała poranek od leczenia kaca. Aktualnie była na odwyku z własnej woli, bo w lesie raczej nie było alkoholu. Gdyby był to faktyczny nałóg to mogłaby nawet otworzyć bimbrownie i pędzić wódkę z szyszek czy czegoś innego, bo jak wiadomo ten napój bogów da się zrobić praktycznie ze wszystkiego. Z buraków, ryżu, zboża, a nawet ziemniaka. Wystarczyło tylko znać się na procesach fermentacji oraz konstruowaniu właściwej do tego aparatury. Abstrahując już od samego zapachu to znajoma dziewczyna miała jeszcze ubrudzone usta jakimś białym proszkiem. Z drugiej strony nie zachowywała się jakby jednocześnie coś wciągała i piła, bo nie doszłaby tak daleko o własnych siłach. Najpewniej było to coś innego, ale niegrzecznie byłoby zlizywać z jej ust proszek by sprawdzić co to dokładnie jest. Chociaż nie przeczyła, że dawno nie miała kobiety i z wielką chęcią by to uczyniła.
Ruda była pijana jak bela, widać to było po sposobie poruszania się jak również zwyczajnych gestach. Nawet po tym uśmiechu. Stronheim dostatecznie dużo naoglądała się libacji alkoholowych, by umieć rozpoznać ten stan, ale gorzej szło jej rozpoznanie dziewczyny, którą właśnie zaprosiła do chatki. W pewnej chwili dziewczyna wskazała ubrudzonym tym samym białym proszkiem palcem na czerwonowłosą. Mogła to być zwykła pijacka imaginacja, że stojąca przed nią kobieta z kimś się skojarzyła, ale równie dobrze mogła ją skojarzyć jako Arcymistrzynię Inkwizycji. Tak czy siak, czerwonowłosa pewnie zaprzeczyłaby jakoby nadal była tą samą osobą co wtedy. Teraz odnajdywała spokój wewnętrzny, na dobrą sprawę swingując swoją śmierć z ręki wiedźmy. Chociaż może inkwizycja i taką informację ukrywałaby, żeby przypadkiem nie podnieść morale czarownic. Byłoby to całkiem sprytne zagranie, by zachować twarz.
- Sama ją zbudowałam. Było ciężko, ale dałam radę – powiedziała przechadzając się koło suszarek na mięso, które stały koło ogniska. Na nich właśnie wędzeniu ulegała dziczyzna, którą jakiś czas temu Adrastia upolowała. Dotknęła kawałka mięsa by ocenić jego stan, a miękkość sugerowała, że jest dobry do zjedzenia. Dziewczyna chciała wyjść z twarzą i zapewne dlatego powoli składała słowa, by nie brzmiało to jak pijacki bełkot. Glamred tylko uśmiechnęła się pod nosem widząc tak młodą osobę, która ją odwiedziła. Nie pamiętała dlaczego, ale czuła do niej pewien rodzaj sympatii.
W butelce potrząsanej przez Antoinette było jeszcze trochę płynu. Zapewne dziewczyna zostawiała sobie na drogę powrotną, ale że ktoś ją ugościł to wypije na miejscu. Z rumianymi od alkoholu polikami rudzielec wyglądała naprawdę zjawiskowo i mimo tej pijańskiej gracji pozwalała czerwonowłosej popuścić wodze fantazji. Chociaż względem kształtu butelki i bycia winem to inkwizytorka miała bardzo mieszane uczucia. Zresztą dźwięk się nie zgadzał, bo wina są gęstsze. Istniały rzecz jasna wina białe, które miały przejrzysty kolor i były mniej gęste, ale również wprawne ucho wyłapałoby taki dźwięk. Pozostała jedna z możliwości, a podchodząca bliżej dziewczyna właśnie miała jej ją dać.
Popatrzyła na wystawioną w jej stronę butelkę i odruchowo wyciągnęła rękę. Stare przyzwyczajenia dawały o sobie znać, a gdy tylko powąchała zawartość butelki to domyśliła się, że nie jest to wino. To była wódka, która ma wykręcać gębę, a nie smakować. Chociaż teraz Adrastia mogła spełnić jedno ze swoich dzisiejszych życzeń oraz sprawdzić teorię na temat odwyku. Głosiła ona, że jeśli długo się nie piło to głowa jest mocniejsza. Z grzeczności nie wypadało odmówić, a mniszką nie była by się katować. Bardziej chciała sobie udowodnić, że da radę wytrzymać bez alkoholu i poniekąd już tego dowiodła. Tak właśnie usprawiedliwiała brak silnej woli ze swojej strony w tej kwestii. Brakowało jej czasami tego wygodnego życia.
- Też mam wrażenie, że miałyśmy okazję kiedyś się spotkać. Tyle, że pewnie wtedy byłam zupełnie innym człowiekiem – powiedziała przechylając butelkę i opróżniła jedną czwartą zawartości na raz. Odstawiła ją na stoliku i sięgnęła po kawałek mięsa znad ogniska, którym zagryzła gorzki smak wódki. Sprawnym ruchem rzuciła kapelusz na jeden z wystających kołków na ścianie, który pełnił formę wieszaka. Dziewczyna zajęła jedyne siedzące miejsce. Pieniek. Chociaż właściwie nie jedyne, bo jeszcze można było usiąść na podłodze albo łóżku. Po chwili zaczęło już regularnie grzmieć, a z nieba spadł deszcz, który stukał o drewnianą konstrukcję chatki. Spojrzała na dziewczę, które rozsiadło się w dosyć… no powiedzmy, że z poprawnym zachowaniem szlacheckim i nie pokazywaniem rzeczy spod sukienki to miało mało wspólnego. Zresztą ta sukienka nie wyglądała na dostatecznie ciepłą, by ogrzać dziewczę w nocy, a zapowiadało się na długą ulewę.
- Przysuń się do ogniska. Może to być długa ulewa, więc Cię przenocuje. Góry są bardzo zdradliwe jeśli nie wiesz jak się po nich poruszać i robisz to w deszczu. Jak Ci na imię? – zapytała przysiadając się bliżej ogniska i gestem dłoni zapraszając obok siebie Antoinette. Jeśli dołączyła do niej to Adrastia zdjęła swój kubrak i zarzuciła na ramiona dziewczyny. Patrząc się w płomienie miała przebłyski poprzedniego życia, gdy jako wiedźma została spalona.
- Podoba Ci się mój domek? Zakładam, że w jakiś sposób tak skoro zapytałaś czy go zbudowałam.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Pią Lis 24, 2017 7:15 pm

Siedząc wciąż na pieńku, kołysała się lekko. W te i wewte. W końcu otrzymała odpowiedź na swoje pytanie (które, nawiasem mówiąc było retoryczne, ruda zadała je by jakoś podtrzymać rozmowę, nie dlatego, że jakoś specjalnie ją to obchodziło), a wtedy Antoinette przechyliła się na drugi bok i odezwała się.
- Taak, i sama to wszystko zbudowałaś tak? – mimo jej pijackiego bełkotu, w jej głosie dało się wychwycić nutkę sarkazmu. Nagle zachwiała się tak mocno, że prawie upadła, jednak udało jej się tego uniknąć. Nie wierzyła jej. Mimo upicia się, potrafiła jeszcze racjonalnie myśleć. A może to dlatego, że nie była jeszcze aż tak bardzo pijana? Pewnie tak. Pewnie coś w tym było.
Kołysząc się, zaczęła cichutko pod nosem nucić jakąś melodię. Skąd ten pomysł, by to robić i skąd wzięła się w jej głowie podobna melodia, nie miała pojęcia. Nuciła ją coraz głośniej.... i głośniej. W końcu doszło do tego, że zaczęła się niemalże wydzierać. Wtedy ponownie zeszła do szeptu, i znowu zaczęła pogłaśniać swój system dźwiękowy... i tak dalej. I tak w kółko. W końcu znieruchomiała, i wstała powoli i zaczęła powoli przechadzać się po pomieszczeniu.
Ucieszyła się gdy czerwonowłosa przyjęła od niej butelkę. I ucieszyła się, widząc, jak tamta z niej pije. A słysząc jej słowa, aż podskoczyła i klasnęła w dłonie, rozradowana.
- Ha! No widzisz! – zatoczyła się znowu – Miałam rację! My się znamy! – zachichotała pijacko pod nosem – Pewnie tak, byłaś innym człowiekiem. – znowu podeszła do niej niebezpiecznie blisko i uśmiechnęła się tym samym uśmieszkiem, który już dobrze znamy – Pewnie byłaś bardziej seksowna. I w ogóle. – wtedy odebrała butelkę ze stolika i pociągnęła sporawy łyk wódki. - Ej, to nie twoje, nie wypijaj mi wszystkiego! – wrzasnęła na nią, zanim jeszcze wzięła naczynie, po czym roześmiała się ponownie.
Usłyszała, jak deszcz uderza o drewno chatki. Grzecznie usiadła pod kominkiem i nie odezwała się ani nie zareagowała w żaden z innych możliwych sposobów, gdy czerwonowłosa otuliła ją kubrakiem. Było jej miło, naprawdę miło.
Nocować? Zastanawiała się, czy kobieta mówi serio. Bo jeśli tak, to... to byłoby wspaniale! Naprawdę byłoby świetnie. Ciekawe tylko, jak by spały... Ale Antoinette nie przejmowała się tym zbytnio.
- A na imię mi Ewangelina – spojrzała na nią ze szczerością, po czym wybuchła śmiechem. - Haha, nabrałaś się! Nie mam na imię Ewangelina! Mam... – podrapała się po przedziałku. Przez chwilę naprawdę się nad tym zastanawiała, w końcu doszła do prawdy. - ...mam na imię Antoinette. Prawda, że ładnie? Ba, wyjątkowo ładnie! Moi rodzice mają gust, nie ma co... chociaż... – zapatrzyła się w taniec ognia w kominku – ...chociaż to idioci. – przez chwilę bała się, że się rozpłacze na myśl o własnych rodzicach, ale całe szczęście nie doszło do tego, ba, nie dała po sobie niczego poznać. I ponownie się roześmiała.
- Czy mi się podoba? – uniosła nieznacznie lewą brew do góry, ponownie wymawiając te słowa jak wcześniej, czyli powoli, (pseudo) wyraźnie, dokładnie, z czego czerwonowłosa mogła mieć niemały ubaw. - Wiesz, kobiecinko, mylisz fakty. Mylisz wszystko z rzeczywistością... i wiesz, co? Mam na to receptę! – wykrzyczała ostatnie słowo i podała jej ponownie butelkę, w której było już naprawdę mało trunku. Ale ruda nie przejmowała się tym, co było co najmniej dziwne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sob Lis 25, 2017 6:26 pm

Cóż mogła powiedzieć Czerwonowłosa, gdy otwarcie dziewczyna z niej drwiła. Jeśli nie uwierzyła to już jej kwestia, a budowa samego domku zdecydowanie nie należała do najłatwiejszych. Inkwizytorka musiała zbudować sobie parę rzeczy, które służyły za dźwig oraz kilka innych maszyn prostych opierających się na metodzie dźwigni. Inaczej na własnych barkach nie dałaby rady powbijać tych kawałków drewna we właściwe miejsca. Chociaż moc zdecydowanie jej pomogła, bo łatwiej mogła wypalać w drewnie dziury żeby móc w nie potem wbić kołek. Po prawdzie cała konstrukcja chatki polegała na kilku drzewach położonych na sobie, przez które przechodziła znaczna ilość kołków mających za zadanie je utrzymać. Całość uszczelniona była za pomocą żywicy i docieplona odpowiednio. Adrastii nie zajęło to tygodnia, a praktycznie dwa miesiące z przerwami. Nie potrzebowała architektów, by zaprojektować coś takiego, wystarczył mały model, który kiedyś zbudowała z zapałek i igieł.
Dziewczyna zachowywała się w sumie jak młoda inkwizytorka. Kiedy to jeszcze dopiero poznawała uroki życia w tawernach oraz miała pierwsze kontakty z alkoholem. No może to odrobina przesady, bo za czasów bycia arcymistrzynią zdarzyło jej się zatańczyć na stole nago, po zażyciu odpowiednie ilości procentów. Przepiła wtedy 10 inkwizytorów, a dopiero po podaniu tej zabójczej dawki alkoholu zatańczyła i padła jako ostatnia. Odruchem chciała złapać dziewczynę, gdyby ta miała uderzyć głową o podłogę jednak okazało się to zbędne, gdyż ustabilizowała swoją pozycję. Dopiero później uraczyła Adrastię swoim koncertem. Skądś znała tę melodyjkę. Może to była jakaś pijacka przyśpiewka, którą zachęcało się kamratów do wzniesienia kufli? Na szczęście były w górach i Antoinette mogła krzyczeć ile chciała. To był właśnie urok tego miejsca, że człowiek mógł się poczuć naprawdę wolnym jak ptak. Dopiero kiedy pożyło się tak parę miesięcy można było odczuć ten klimat. Nie trzeba było martwić się biurokracją, a jedyne co było ważne to przetrwanie. Polowanie, woda oraz pilnowanie domostwa, by nic się nim nie działo.
- Cóż moja droga, nie noszę już pięknych szat, a o olejkach zapachowych czy innych specyfikach zapomniałam jak się tutaj przeprowadzałam – zachichotała pod nosem i westchnęła sobie na wspomnienie dawnych dni, gdy mogła zażywać kąpieli z drugą kobietą w wielkiej wannie. Bawić się pianą oraz wcierać w swoje ciała olejki zapachowe. To było bardzo przyjemne uczucie. Musiała też przyznać, że Antoinette nie należała do brzydkich i jest jak najbardziej w jej typie. Inkwizytorka nie zraziła się, gdy dziewczyna na nią krzyknęła. To była typowa pijacka zagrywka, by napędzić komuś strachu, a potem rozbawić. Uśmiechnęła się. Ciekawe jak na trzeźwo zachowuje się dziewczyna?
Już chciała pochwalić, że bardzo oryginalne imię. W sumie tyle co podróżowała to miała okazję spotkać się z różnymi kulturami i usłyszeć nieco. Imie pewnie pochodziłoby od Evangelion, czyli ewangelii. Bardzo katolickie imię, chociaż nie wyglądała na specjalnie religijną co potwierdziła po kilku chwilach swoim żartem. Kłamstwo najwyraźniej przychodziło jej bardzo łatwo. Kijkiem Adrastia szturchnęła płonące kawałki drewna, by nie wypadły z ogniska, jednocześnie obserwując jak zachowuje się pijaczka kiedy mówiła o swoim prawdziwym imieniu. Słyszała to drobne przestoje. Może były to ciężkie dla niej wspomnienia? Zwłaszcza sądząc po tym, że wpatrywała się przez jakiś czas w ogień.
Pijańska rzeczywistość zdecydowanie była piękniejsza niż ta na trzeźwo. W końcu według czerwonowłosej, która właśnie wpatrywała się w ogień i dokładała kawałki drewna by go podsycić, świat był jednym wielkim boskim żartem. Komedią, która przeplata się z tragedią ludzką. Przyjęła od niej butelkę i wyzerowała ją, ponownie odkładając na stolik. Poczuła jak jej poliki napływają rumieńcami, jednak wypadałoby jakoś odpowiedzieć na wcześniejsze uwagi gościa. Przysunęła się bliżej Antoinette i siadła sobie za nią. Obejmując dziewczę w pasie, położyła głowę na jej ramieniu. Po chwili otarła się policzkiem o jej policzek, który ucałowała po chwili delikatnie.
- Jesteś jeszcze młoda i piękna. Dumna kobieta, której nie brak animuszu. Nawet po pijaku. Nazywam się Adrastia. Może nie pachnę jak dworskie damy, ale czy nie sądzisz, że mam w sobie troszkę tej szorstkiej urody? – zapytała zerkając w oczy dziewczyny. Lekko naparła na nią, by położyć dziewczynę na sobie, a dłonią zaczęła głaskać jej policzek. Oddychając spokojnie i patrząc się w ogień – Wiesz moi rodzice już dawno nie żyją. Mimo, że szybko odeszli to mam z nimi dobre wspomnienia. Myślę, że gdyby nie oni to nie byłoby mnie tu teraz. Mieszkam w górach z wyboru. Dopóki nie odnajdę wewnętrznego spokoju będę tu mieszkała moja droga Antoinette – powiedziała zaplatając sobie kosmyk jej włosów na palec. Głaskała ją pieszczotliwie po głowie, z dobrocią w oczach utrzymywała kontakt wzrokowy z rudzielcem. Miarowo głaskając ją, drugą dłoń położyła na wierzchu lewej dłoni Antoinette.
- Masz naprawdę piękne imię, więc chyba nie byli do końca takimi idiotami co nie? – zapytała retorycznie i sięgnęła do kieszeni po parę prażonych kasztanów, które niedawno sobie zrobiła. Podsuwając jeden z delikatesów prosto pod usta rudzielca, karmiąc ją i jednocześnie głaszcząc po głowie.
- Jeśli masz ochotę zwierzyć mi się ze swojej historii to z chęcią posłucham i obiecuję, że nikomu nie powiem. Będzie to taki nasz sekret - zaproponowała.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Pon Lis 27, 2017 8:14 pm

Antoinette ewidentnie nie wierzyła kobiecie, że ta zbudowała tę chatkę. Na dodatek sama. W sumie,  gdyby na jej miejscu byłby ktoś inny, pewnie byłoby podobnego zdania. Ale uznała, że nie będzie sobie tym głowy zaprzątać. Teraz postanowiła oddać się melodii, którą pod koniec niemalże wykrzyczała. Mimo główkowania (co po pijaku szło jej dość opornie) nie mogła skojarzyć, skąd zna tę przyśpiewkę.
Usłyszawszy pochlebiające uwagi odnośnie jej osoby, osoby Antoinette, ruda zarumieniła się, co było niezbyt widoczne zważywszy, że już miała zarumienione poliki od picia alkoholu. I nie chciała tego przyznać, ale była zadowolona z jej słów. Ah tak, jeszcze potrafiła dobrze rozumować, mimo podpicia się, gdyż nie dała po sobie poznać, jakie wrażenie wywarły na niej słowa "jesteś jeszcze młoda i piękna". Tak, nie dała po sobie poznać, gdyż nie miała w zwyczaju pokazywać, gdy ktokolwiek mile połechtał jej dumę. Pewnie to dlatego, że nie do końca tak było? Po prostu Antoinette dobrze wiedziała, że jest kimś wyjątkowym, w końcu miała zbyt zawyżoną samoocenę. I w ten sposób nie trzeba było jej niczego udowadniać. Chociaż, w sumie... gdyby ktoś sprowadził ją na ziemię mówiąc, że nie jest wcale aż taka wspaniała, pewnie by to jej nie zaszkodziło. A raczej... nie "pewnie", tylko "na pewno".
Siedziała tak przed kominkiem i wpatrywała się w ogień, jak jego płomienie liżą intensywnie drewno. Było jej tu i teraz dobrze, naprawdę dobrze.
Nie skomentowała słów czerwonowłosej co do jej urody, urody jej samej. Antoinette postanowiła te słowa puścić mimo uszu. Jak na razie milcząc, patrzyła się w ogień i słuchała jej kolejnych słów. To oczywiste, że gdyby ich nie było, to byś nigdy się nie narodziła, kretynko, pomyślała, słysząc jej następne słowa. Ale jakoś nie miała ochoty wypowiadać tych słów na głos. W stylu Antoinette były jak najbardziej takie kąśliwe uwagi, ale nie chciała stracić tego cudownego klimatu. Dlatego trzymała język za zębami, przynajmniej w tej kwestii.
Tyle że niezbyt dobrze zrozumiała jej słowa... No ale nic, najważniejsze że nie odezwała się słowem, czyż nie?
Oderwała wzrok od płomieni, czując spojrzenie kobiety na sobie. W takim razie Antoinette odwzajemniła spojrzenie. Ah, jakie to wszystko było przyjemne. Relaksowała się, kosztując kasztana, który został jej podsunięty do ust. Gryzła powoli, nie spiesząc się, może bała się, że z racji nietrzeźwości może się zakrztusić? Wszystko było fajnie i dobrze, do czasu aż Adrastia zadała jej kolejne pytanie. To nie było w stylu rudej pannicy, ale nagle poczuła wielką chęć zwierzenia się.
Nie odpowiedziała co prawda na retoryczne pytanie odnośnie jej rodziców, ale inaczej było z następnym pytaniem. Spojrzała na nią tym swoim rozpijaczonym spojrzeniem, i najpierw roześmiała się pijacko, a potem zaczęła opowiadać jej, jak to rodzice zawsze się jej wstydzili, a potem wyrzucili ją z domu. Dziwne, bardzo dziwne, że Antoinette odważyła się komukolwiek o tym powiedzieć. Na głos. Pod koniec historyjki (dziwne, ale Apsley nie kłamała) dziewczyna rozpłakała się, aż poczuła wielką potrzebę napicia się.
Wtedy zauważyła, że jej butelka została wyzerowana...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Pon Lis 27, 2017 9:20 pm

Ogień trzaskał w palenisku, zapewniają oświetlenie dla wnętrza chatki oraz ogrzewając obie kobiety. Płomień miał destrukcyjne możliwości w złych rękach, ale mógł być użyty do ugotowania czegoś lub – tak jak teraz ogrzania ciała. Wszystko zależało od człowieka, który go używał. Być może również taką samą analogię można zastosować wobec czarownic, używających swoich darów w określonych celach. Mimo bycia abominacjami to wciąż byli ludzie i zdarzały się takie jednostki, które zdecydowanie chciały pomóc ludziom. Przykładem była Azazel – pasierbica Adrastii, aktualnie pewnie obracająca kapitałem rodziny Glamred. Nie było dnia, ani nocy, podczas której nie tęskniłaby za płomiennowłosą córeczką, jednak z własnego wyboru nie mogła jej odwiedzić. Jeszcze nie teraz póki ma swoje sprawy do uporządkowania.
Czerwonowłosa wsłuchiwała się w opowieść Antoinette, która również łatwego startu nie miała. Podobnie jak Adrastia musiała pracować od wczesnych lat, tyle że jej nikt z bliskich pomóc nie chciał. Mogli, ale bez powodu bliscy jej się wyrzekli. Wewnętrznie zrobiło jej się szkoda dziewczyny, czując wobec niej empatię postanowiła w jakiś sposób ulżyć cierpieniu młodego rudzielca. Mocniej przycisnęła ją do swojej piersi i głaskała po głowie, by uspokoić dziewczę w swych objęciach. Ocierając dłonią jej łzy, kołysała ją lekko na boki. Nie mówiła, że wszystko będzie dobrze, a trwała z nią tak kilka chwil w ciszy, zanim nie wtuliła swojego policzka w jej.
- Miałaś naprawdę ciężko jak również masz pełne prawo czuć żal do rodziców. W pełni to rozumiem, bo również nie miałam lekko moja droga – powiedziała patrząc jej w oczęta i ucałowała dziewczynę w czoło. Rozczesując dłonią jej grzywkę na boki zawczasu. Ujęła jej lewą dłoń w swoją, a następnie zaczęła gładzić wierzch – Przy mnie nie musisz udawać silnej. Możesz być tym kim zapragniesz Antoinette – powiedziała przymykając oczy i zbliżając swoje usta do ust rudzielca. Adrastia złożyła na wargach Antoinette najdelikatniejszy pocałunek, na który mogła się wysilić, obracając jednocześnie dziewczynę bokiem do siebie, by mieć łatwiejszy dostęp do jej ust. Nie był to pocałunek z czystego pożądania, a dłoń inkwizytorki obejmowała dziewczę w pasie, zaś drugim gładziła rudzielca po wierzchu dłoni. Był to pocałunek, w którym Adrastia przekazywała współczucie, a zarazem troskę wobec Antosi. Dopiero po chwili, gdy oderwała się na moment, by spojrzeć w oczy dziewczęciu, uśmiechnęła się do niej ciepło i rzekła – Nie wiedzą, że wyrzucili z domu taką piękną i silną kobietę. Ja z drugiej strony bym Cię przygarnęła i nigdy nie chciała wypuścić ze swoich objęć. Nawet jeśli masz cięty język, ale to część Ciebie – powiedziała przenosząc rękę z dłoni Antoinette, na jej ramię, które zaczęła gładzić czerwonowłosa.
- Zostań na dłużej niż noc, a pomogę Ci wewnętrznie się uspokoić - zaproponowała inkwizytorka, wpatrując się w oczy dziewczyny. Teraz jej ręka przeniosła się na policzki rudzielca, które palcem zaczęła gładzić. Jakby rozmazując farbę na płótnie jakim była jej aksamitna skóra.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Wto Lis 28, 2017 5:05 pm

- A-a-ale ja jestem silna! – zaprzeczyła wysłuchanym słowom, jakając się z lekka. Cóż, winą należy za to obarczać alkohol. - No i widzisz, obie jesteśmy pokrzywdzone przez los. – przy ostatnich słowach gło jej się łamał, więc w końcu ponownie rozpłakała się. Była wdzięczna swojej aktualnej towarzyszce, że zaopiekowała się nią w ten sposób. Było jej dobrze, naprawdę dobrze, a klimat podsycał ogień w kominku.
Kiedy tak siedziały, Adrastia złożyła pocałunek na jej ustach, a wtedy Antoinette już nie wytrzymała. Najpierw spojrzała na nią jeszcze wilgotnymi oczami, a następnie.. mocno ją przytuliła. Teraz czuła się jeszcze lepiej, niż to było do tej pory. Przytulając kobietę, była w jakby błogim stanie. A jej słowa działały na Antoinette kojąco. Dzięki niej przestała już myśleć o rodzicach, o tym, jak ją traktowali i jak potraktowali finalnie. Wierzchem dłoni otarła mokre oczy i policzki. Już nie czuła się źle z powodu złych wspomnień. Teraz czuła się dobrze, pocieszona i zrozumiana, przy boku czerwonowłosej. Na dodatek polubiła sposób, w jaki była przez nią głaskana. To zdecydowanie działało na nią kojąco. Dawno nie czuła się tak odprężona. I wysłuchana. I zrozumiana. I... może coś jeszcze? Może było, ale Antoinette nie zawracała sobie tym głowy. Teraz liczyło się to, co tu i teraz. Ta urzekająca chwila, mająca w sobie wiele magii.
To, co powiedziała w końcu gospodyni przybytku, lekko zszokowało pannę Apsley. No dobra. Nie "lekko", a raczej "bardzo". Zostać na dłużej? Z chęcią by to zrobiła, ale nie wiedziała do końca, czy powinna (śmieszne, od kiedy Antoinette przejmuje się takimi rzeczami?). Tak czy owak, zwolniła uścisk, jaki zawiązała w talii kobiety, i w czasie gdy zastanawiała się nad odpowiedzią (a jednak była w stanie, nawet po pijaku), tamta zaczęła gładzić jej policzki. To również było bardzo, bardzo przyjemne. Mogłaby nawet rzec, że przyjemniejsze od tego wszystkiego, co ta robiła, no, może nie licząc pocałunku. Ten był lepszy od wszystkiego, nawet od tego, co było naprawdę urzekająco piękne.
- Zgoda – pokiwała lekko głową – Zostanę. – i znów roześmiała się pijacko, ale w jej głosie, postawie i mimice pozostawał smutek. Dało się go łatwo wyczaić. Adrastia pewnie nie miała w tej kwestii żadnych problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Wto Lis 28, 2017 6:39 pm

Adrastii nie pozostało nic innego jak uśmiechnąć się pod nosem, gdy Antoinette wyrażała swoją siłę. Prawdę mówiąc o tym świadczyły bardziej czyny niż słowa, gdyż jak wiadomo czyny nie przekręcają znaczenia tak jak robią to słowa. Nie przeinaczają, ani nie zniekształcają rzeczywistości. Inkwizytorka wielokrotnie miała momenty, że tęskniła za swoim ojcem. Ile dałaby, żeby móc znowu z nim porozmawiać, pośmiać przy butelce dobrego wina oraz posłuchać jak opowiadał o mamie i swoich życiowych perypetiach. Dzieciństwo było z jednej strony pięknym czasem, ale z drugiej miało tę nutkę goryczy w postaci potrzeby ciągłych podróży i zarabiania pieniędzy. Dopiero jak już rozkręcili spółkę to szło jako tako, ale najgorsza była choroba, która trawiła jej ojca. Być może właśnie przez tą stratę, inkwizytorka tak bardzo opiekowała się swoimi bliskimi oraz podwładnymi. Nie wynikało to jedynie z etyki zawodowej, lecz właśnie tej postawy rodzicielskiej – mimo, że nigdy własnych dzieci nie miała, a ciągnęło ją bardziej do kobiet niż mężczyzn.
Dlatego właśnie dbała teraz tak o Antoinette. Okazywała jej uczucia, pieściła za rodziców, którzy nigdy tego nie robili. Poczuła jak dziewczyna się do niej tuli, a wtedy serce inkwizytorki napełniało się radością. Nie pozostawało nic innego jak kontynuować pieszczoty i pozwolić ronić łzy tej rudej istocie, która potrzebowała zrozumienia. Nosicielka posiadała ciężkie brzemię, z którym musiała żyć, ale nie znaczyło to, że nie mogła chociaż na chwilę odpocząć i poczuć się u boku kogoś dobrze. Tak to widziała czerwonowłosa, która chciała zostać dla dziewczyny taką ostoją ukojenia, a zarazem może kimś ważniejszym.
Adrastia widziała w dziewczynie te negatywne emocje. Być może był to lęk przed przywiązaniem do kogoś. W końcu mogła być nieufna w stosunku do innych, w momencie gdy jej właśni rodzice potraktowali ją jak psa i wyrzucili z domu. Ale ostatecznie zgodziła się, a to był już krok na przód, by wyzwolić się z oków przeszłości, które pętały dusze rudzielca. Nawet jeśli była to tylko deklaracja pijaka, to wymawiali oni zwykle trzeźwe myśli. Glamred postanowiła, że zaopiekuje się tą duszyczką. Zagubioną w świecie Antoinette, a przy okazji pokaże jej nieco dobroci. Inkwizytorka cały czas przyjaźnie uśmiechała się do dwudziestolatki, którą od czasu do czasu głaskała po policzku.
- Głupcy nie wiedzą co stracili – zaśmiała się i zmierzwiła pieszczotliwie rude włosy dziewczyny, po czym spojrzała jej głęboko w oczy z tą psotną iskierką. Ucałowała jej szyję wtulając dziewczę w siebie po chwili. Zamruczała jej do ucha, przez moment zbierając się by o coś zapytać, aż w końcu wypaliła – Masz kogoś specjalnego? – zapytała dziewczynę, wpatrując się ciekawsko w jej oczęta, jednocześnie przenosząc dłonie na talię Zoe. Poczęła ją gładzić po niej, zaś inkwizytorka przy okazji tych drobnych pieszczot chciała zaspokoić swoją ciekawość. Ogień trzaskał w kominku, a kobiety siedziały wtulone w siebie, rozmawiając o wszystkim, a zarazem o niczym, jednak żadnej nie to nie przeszkadzało.
- Bo wiesz, jak nie masz to taki skarb sama bym z chęcią przygarnęła i nie wypuszczała – zażartowała. Oczywiście mogła do tego dojść riposta, że skarb zwykle się zakopuje, ale z drugiej strony chciała trochę połechtać dumę Antoinette, by pozbyć się tego złego nastroju.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sro Lis 29, 2017 5:08 pm

A chwila trwała. Ta piękna, urzekająca chwila. Siedziały obie przy kominku, Antoinette chwilowo obejmowała ją w pasie, a Adrastia dotykała i pieściła różne części jej ciała, nawet włosy, ale nie, nie miało to podtekstu erotycznego. A ruda nawet nie wiedziała, czy to dobrze, czy też nie. W końcu była pijana, a osoby nietrzeźwe często w tym stanie mają problemy z racjonalnym myśleniem. No, może nie zawsze. No ale tak bywało często, nie da się ukryć.
W sumie (mimo rozpijaczonego umysłu myślała w tej kwestii dość trzeźwo) nie wiedziała, czemu kobieta jest dla niej aż tak miła. I opiekuńcza. I w ogóle. Możliwe, że sama nie chciała znać odpowiedzi na to pytanie (nawet, jeśli je otrzymała, to zapomniała albo nie przyjęła odpowiedzi do świadomości). Albo pytania, można to uformować, jak się chce. I tutaj do głosu doszła ponownie jej nietrzeźwość.
Następnego dnia pewnie będzie inaczej, zwłaszcza że zgodziła się i postanowiła zostać u kobiety dłużej. Nie pomyślała o skutkach ewentualnego kaca, o tym, co może się z nią jutro dziać. Ale jutro to jutro. Nie dzisiaj. Dzisiaj chciała nie myśleć o sprawach mało ważnych, pragnęła cała oddać się magii chwili. Lubiła dotyk jej dłoni na swoim ciele. Lubiła, jak ruszała jej włosy. Mogłaby w tym stanie trwać i trwać, tak bez końca. Wiedziała jednak, że już wkrótce przyjdzie czas na sen. Była ciekawa, jak będą spały... jedna osoba na łóżku, druga na podłodze, obydwie na tym drugim, a może obydwie w tym pierwszym? Nie wiedziała dlaczego, ale bardziej skłaniała się ku tej ostatniej opcji. Podświadomie wiedziała, że to dlatego iż zdawała sobie sprawę z opiekuńczości Adrastii.
Wtedy, zaraz po stwierdzeniu że jej rodzice to głupcy, usłyszała pytanie, na którego dźwięk Antoinette spojrzała na nią rzeczowo. Przez chwilę milczała, ale już po chwili jej usta otworzyły się powoli i wydobył się z nich dźwięk.
- Proszę. – odparła na jej słowa zawierające pytanie, czy ma kogoś specjalnego. - Błagam. Nie poruszajmy tych tematów... – i ponownie rozpłakała się na dobre. Adrastia w takim wypadku na pewno wiedziała, jaka jest prawda. Jej płacz i błagania były dość wymowne. W sumie, miała siostrę, ale jakoś nie wliczała jej do nielicznego (bo zerowego) grona "osób specjalnych".
- Skarb? – zaśmiała się histerycznie – Że niby ja, tak? – najwidoczniej po pijaku Antoinette odsłaniała na światło dzienne zupełnie inną, dotąd nie znaną nikomu część jej osobowości. - Oh, nie znasz mnie, nie znasz, nie znasz... – ostatnie dwa słowa wypowiadała ciągle, lecz coraz to bardziej cicho i niewyraźnie, aż w końcu doszło do tego, że w tej kwestii zamilkła całkowicie.
Walczyła z powiekami, które chciały się zamknąć. Bała się że zaśnie, a co wtedy Adrastia z nią pocznie?
Oby nie odleciała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sro Lis 29, 2017 5:44 pm

Pod wpływem dotyku czerwonowłosej Antoinette rozpływała się. Dziewczyna najwyraźniej od bardzo długiego czasu pragnęła pieszczot, ale nie tych o zabarwieniu erotycznym, a tych czułych. Głaskania jej zafrasowanej główki, przymilania się, jak również nie wymagającego nic w zamian ciepła drugiej osoby. Rudzielcowi zapewne obecnie brakowało tego rodzinnego ciepła, które zwykle krewni zapewniali. Ciekawe tylko czy jutro Antoinette się zmieni nie do poznania? Ponoć alkohol i inne używki obnażają ludzką naturę, a osoby pod ich wpływem rzadziej kłamią.
Nie przeszkadzałoby jej spędzić tak resztę wieczności z dziewczyną opartą o siebie oraz ogniskiem przed sobą. Czuć ten zapach drugiej kobiety, mimo że trochę podpitej, ale jednak. Czuć ten aksamitny dotyk czystych, zadbanych rudych włosów oraz miękkiej skóry. Adrastia planowała, że obie razem zajmą łóżko. Nie tylko ze względu na to, że rudzielec jej się podobała i z chęcią obejrzałaby jej ciało nago, ale głównie dlatego, że była to najskuteczniejsza metoda ogrzania się. Właśnie poprzez nagie ciało oraz przykrycie mogły wytracać jak najmniej temperatury. Nie było tu pieca grzewczego, a ognisko pewnie wygaśnie z czasem. Pozostało więc okryć się skórami i liczyć, że się nie zamarznie. Podłoga zresztą również nie wchodziła w grę, bo dla jednej to byłoby murowane przeziębienie.
Czerwonowłosa postanowiła nie ciągnąć tematu tych specjalnych osób. Wymruczała tylko ciche „cii” do uszka rozklejającej się dziewczyny i pogładziła ją po policzku, by uspokoić rozemocjonowaną dwudziestolatkę, która wpadła w histerię. Dała jej kilka chwil, żeby ta mogła uspokoić swoje emocje, by zaraz potem wrócić do wcześniej serwowanych pieszczot. Adrastia wychyliła się po jeden z suszonych na stojaku kawałków mięsa i podsunęła pod usta opartej o nią kobiety.
- Jedz skarbie. Lepiej zniesiesz jutrzejszego kaca jak zjesz coś tłustego – powiedziała wsuwając do ust dziewczęcia kawałek ususzonej dziczyzny. Mięso było absolutną podstawą jeśli chodziło o radzenie sobie z efektami upojenia alkoholowego. Inkwizytorka o tym wiedziała z autopsji, dlatego zawsze do wina zamawiała sobie odpowiednie mięso. Najgorzej było wymiotować gdy nie miało się czym, a mięso pozwalało na chociaż częściowo ułatwioną detoksykację organizmu. No i któż by tym nie pogardził?
- Może Cię nie znam, ale czuję czego Ci potrzeba. Chcę Cię lepiej poznać Antoinette, bo w każdym jest coś pięknego – powiedziała patrząc jej w oczy i nim cokolwiek odpowiedziała, chwyciła dziewczę za dłonie. Składając zaraz potem na jej policzku całusa, czułego, nic nieznaczącego – Rozbierz się. Wyglądasz na padniętą, a będziemy spać razem. Bez ubrań łatwiej się ogrzać – powiedziała zsuwając swoją koszulę i odsłaniając jędrne piersi oraz nagie ciało wytatuowane oraz pokryte bliznami. Zaczęła też stopniowo ściągać spodnie z siebie. Kwestia czy Antoinette poszła w jej ślady i zrobiła to samo. Inkwizytorka poprowadziłaby ją wtedy do swojego łoża, w którym ułożyłaby się tuż obok niej, tak by móc patrzeć na jej twarz.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Czw Lis 30, 2017 4:19 pm

Siedząc tak, z miłą chęcią zjadła kawałek mięsa, przyłożony jej do ust przez Adrastię. Przeżuwała powoli, nie spiesząc się, na dodatek zbyt szybkie zjedzenie czegokolwiek plus alkohol krążący w żyłach mogły wywołać wymioty. Nie to, że Antoinette zdawała sobie z tego sprawę... tylko wspominamy, poza jej myślami, jak to może wyglądać.
- Jak to pomoże jutro na kaca to daj więcej – roześmiała się cichutko pod nosem. - Haha, żartowałam. Nie możesz wszystkiego brać dosłownie. Mówię... ci... to cię... kiedyś... wykończy – i ponownie zaniosła się śmiechem, tyle że tym razem o wiele głośniejszym i paskudniejszym. Ostatnie słowa wypowiedziała ewidentnie się męcząc, na dodatek lekko się jąkała, w końcu alkohol robił swoje. To głównie jego musimy obarczać winą, jeśli chodzi o to, jak wypowiedziała tamto ostatnie zdanie. Alkohol był również winny, jeśli chodzi o ogólny sens słów wypowiedzianych przez Antoinette. No bo gadała lekko bez sensu, nie da się ukryć.
Siedziały tak i siedziały, a Antoinette – o czym już wiemy – była naprawdę szczęśliwa. Chyba jeszcze nikt w jej nie aż tak bardzo krótkim życiu nie zachowywał się tak wobec niej, jak to czyniła czerwonowłosa. Jednak po chwili przypomniała sobie pewne słowa swojej towarzyszki i postanowiła coś dodać do wtedy wypowiedzianych przez nią słów. Przypominając sobie to, Antoinette nie wytrzymała. Wyrwała się jej dłoniom i spojrzała na nią rzeczowo, na dystans, mimo że alkohol nieco jej to utrudniał.
- Wyjaśnijmy sobie coś... ja... ja... ja nie jestem skarbem. – patrzyła się prosto w jej oczy – Nie jestem skarbem. Nie jestem... nie jestem... – i, podobnie jak to było z innymi słowami, uwonionymi jakiś czas temu z ust rudej, to, co powtarzała uparcie, wypowiadała coraz to bardziej ciszej... i ciszej. - Nie jestem skarbem. Nie znasz mnie. Po prostu mnie nie znasz. – i ponownie wybuchnęła płaczem, ale już nie przysunęła się do Adrastii. Pewnie sama by to uczyniła, chociaż?... Chociaż, tak naprawdę to nic nie wiadomo. Świat i ludzie dookoła potrafią zaskakiwać.
W końcu po krótkiej chwili zapomniała, co do niej powiedziała. Dlatego ucieszyła się z całusa, złożonego przez Adrastię na jej policzku.
Antoinette, chichocząc pod nosem i patrząc na podłogę, pozbyła się sukienki i jakimś cudem udało jej się ją złożyć w miarę równo i położyć w nogach łóżka. Została w samej bieliźnie. Nie zwróciła na nagie ciało gospodyni przybytku. Nie wiadomo dlaczego, ale, postanowiła usiąść na łóżku, więc udała się ku niemu, chwiejąc się na nogach. Kiedy już spoczęła, zaczęła podskakiwać na nim tyłkiem, co było z jej strony dość infantylne. No ale no nic, nie przejmowała się tym. Może to dlatego, że niezbyt zdawała sobie sprawy, co tak właściwie robi?
Kołysząc się, poczuła się jakoś dziwnie, było jej słabo, miała nudności kręciło jej się głowie. Nagle pochyliła się odruchowo i... zwróciła wszystko, co dzisiaj jadła, łącznie z kasztanem i dziczyzną. Powróciła do normalnej pozy. Śmiała się i kiwała na boki, siedząc na łóżku. Nie była świadoma, co właściwie uczyniła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Czw Lis 30, 2017 6:20 pm

Nie wiadomo jak dużo Antoinette wypiła, dlatego Adrastii ciężej było ocenić stan żołądka dziewczyny. Nie znała też jej tolerancji na alkohol, więc tym bardziej zwrócenie obiadu stawało się niejako loterią. Niby w mieszkaniu znajdzie się jakieś wiadro oraz ścierka, aczkolwiek sprzątanie czegoś takiego nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. Chociaż Adrastia do tego w sumie już przywykła, bo jak nie wytrzymała we własnej komnacie to sama sprzątała. Nie wykorzystywała do tego młodych inkwizytorek, a sama już miała dostatecznie długi staż jeśli chodzi o karczemne imprezy dobrze zakrapiane. Tam zapach wymiocin był na porządku dziennym, dlatego jakoś specjalnie jej to nie będzie brzydziło w razie czego.
- Jutrzejszego kaca wyleczymy rano – powiedziała cierpliwie inkwizytorka po wysłuchaniu rechotu Antoinette. Dziewczynie chyba już siadało gardło od tego śmiechu oraz odczuwała efekty niedotlenienia. W końcu jeśli długo gadasz bez oddechu albo się śmiejesz to również odczuwasz skutki zmęczenia bardziej. W końcu to też praca pewnych mięśni.
Rudzielec znowu wpadła w histerię z powodu tego jednego określenia. Chyba miała z tym jakieś złe wspomnienia, a może po prostu tak działał na nią alkohol? Ponoć po niektórych używkach osoby zaczynają się bać dziwnych rzeczy lub ich zachowanie ulega diametralnej zmianie. Może w przypadku Antoinette alkohol wywoływał właśnie takie ataki paniki, a może w przeszłości rodzice uczynili jej taką krzywdę związaną z tym słowem. Mogło to oczywiście być też związane z tym, że dziewczyna nikomu nie ufała, a Adrastia uparcie próbowała wedrzeć się do serduszka rudzielca, którego przygarnęła. Nie znała jej, ale pozna. Jeśli będą ze sobą dłużej przebywać to będzie miała ku temu okazję. Sama czerwonowłosa przysunęła się do dziewczyny, która zaczęła szlochać i ponownie zaczęła ją uspokajać. Najwyraźniej zadziałało, a całus jeszcze bardziej poprawił dziewczynie nastrój. Może kwestia leżała w tym, że po alkoholu Antoinette miała zwyczajne wahania nastroju? Jak kobieta w okresie, zresztą to niewykluczone bo dziewczyna wyglądała na bardzo młodą.
Rudzielec była aktualnie jak dziecko, którym najpewniej nigdy nie miała szansy być. Śmiała się, odbijała się na łóżku i nawet nie myślała o konsekwencjach. Glamred miała co do tego złe przeczucia, które podsuwała jej pijacka intuicja dlatego zanim się położyła postanowiła iść po miskę. Drewnianą miskę, której zwykle używała do prania. Jednak zanim ją przytargała to było już po ptokach. Antoinette zwróciła zawartość swojego żołądka wprost na drewnianą podłogę. Czerwonowłosa tylko westchnęła i poszła do szafki po wiadro z wodą do gotowania. Wlała trochę do miski i z szafki wyciągnęła szmatę, która kiedyś była jedną z jej koszul. Umoczyła szmatkę w wodzie i podeszła do Antoinette, by przetrzeć jej usta szmatką, a dopiero potem posprzątać ten bałagan, który zrobiła. Nie powiedziała podczas tego dziewczynie żadnego złego słowa, ot po prostu posprzątała i wrzuciła szmatę do wody. Podsuwając wiadro koło łóżka, by móc w nocy w razie czego z niego skorzystać. Usiadła obok dziewczyny i uśmiechnęła się miło do niej. Objęła ją w talii po kilku chwilach, całując w policzek.
- Uważaj następnym razem. Jak będziesz czuła, że Ci niedobrze to wiadro masz obok łóżka. Chodź spać kochana. Lepiej zniesiesz ewentualne nudności jeśli je prześpisz – powiedziała popychając rudzielca, by ją położyć na łóżku. Okryła wtedy obie kocem i przytuliła dziewczynę do siebie, wsuwając nogę między jej nogi. Postanowiła poświęcić chwilę, by spojrzeć w jej oczy.
- Nie sprawiasz mi kłopotów. Bądź po prostu sobą i nie martw się o nic – powiedziała gładząc w międzyczasie policzek dziewczyny dłonią. Moment później ucałowała jej usta delikatnie oraz czule, jednak nie głęboko i namiętnie, gdyż rudzielec przed chwilą zwracała i mogłoby to wywołać kolejny odruch wymiotny. Plus samo w sobie nie byłoby przyjemne ze względu na ten kwaśny posmak żółci. Chciała jej tylko dać do zrozumienia, że nie podda się tak łatwo. W końcu czerwonowłosej zależało na szczęściu tej rudej istotki, dlatego po chwili czułości wtuliła głowę rudzielca w swój biust, a dłonią przeczesywała jej włosy. Miarowo głaszcząc i próbując uśpić tym samym dziewczynę.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Pią Gru 01, 2017 2:53 pm

I znowu Adrastia musiała ją pocieszać, ale Antoinette nie było z tego powodu głupio czy coś. Nie była w stanie tak myśleć, a to wszystko przez alkohol. Szumiał jej w głowie, przyprawiał o mdłości... można by tak wymieniać w nieskończoność. Nie można więc się jej dziwić, że nie pomyślała o tym, że robi Adrastii same problemy. Po prostu jej rozpijaczony umysł nie był w stanie myśleć właśnie w taki sposób.
Zastanawiała się za to, ile zabawi w jej chatce. Dziwne, a jednak w tym stanie potrafiła jeszcze racjonalnie rozumować! Tak czy owak, nadal nie myślała o sobie jako o potencjalnym ciężarze dla gospodyni przybytku. Czy kiedykolwiek tak pomyśli? A może dopiero jak otrzeźwieje? To również stało pod wielkim znakiem zapytania. W końcu wiemy, jaka z natury jest ta nasza Antoinette. Bezczelna. Bezwstydna. Zazwyczaj myśli o sobie najlepsze rzeczy. To wszystko nie pasowało do portretu, jej portretu, który ujawniła przed Adrastią. A to wszystko przez alkohol, który zazwyczaj ujawniał przez innymi zupełnie inną stronę naszej osobowości, naszej psychiki. A kiedy z rana ruda będzie się zachowywać (pewnie) inaczej, kobieta, to całkiem możliwe, pozna prawdziwą panienkę Apsley. I możliwe, że nie spodoba jej się ta odsłona jej osobowości... no ale cóż poradzić? Już taka była. I czerwonowłosa raczej nie zdoła tego zmienić, jej zmienić.
Na słowa Adrastii o wiadrze, Antoinette spojrzała na nią, trzepocząc swoimi długimi, nienaturalnie czarnymi rzęsami, by zaraz potem unieść dłoń i przyłożyć ją do głowy w geście oficerskim.
- Tak jest, sir! – krzyknęła dobitnie i znowu się roześmiała. Teraz jednak w jej śmiechu było wyczuć o wiele więcej upojenia alkoholem, niż to było kiedykolwiek wcześniej. Nie oznacza to oczywiście, że nie było tak od samego początku. Po prostu z czasem... było coraz gorzej. Tak, z czasem, co może podkreślić jej nagłe zwrócenie tego wszystkiego, co ostatnio zjadła.
W końcu dziewczyny położyły się, a Antoinette przez cały ten czas, okres kładzenia się, chichotała cichutko, niemalże niezauważalnie, niedosłyszalnie pod nosem. Kiedy jednak kobieta przykryła ją oraz siebie kocem, Antoinette, nie wiadomo z jakiej racji, przestała. Nie dosłyszała jej ostatnich słów, gdyż... po prostu zasnęła. Na dodatek niemalże automatycznie, czego dowodem było jej chrapanie. Trzeba też przyznać, że ruda wierciła się niemiłosiernie. Ale z czasem i to uległo osłabieniu, aż w końcu dziewczyna uspokoiła się, więc chyba jedyne, co mogło teraz Adrastii przeszkadzać, było donośne chrapanie jej towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sob Gru 02, 2017 8:19 am

Na zewnątrz już rozpadało się na dobre. Krople deszczu uderzały o drewniany dach chatki oraz jej ściany. Rano będzie można poczuć to rześkie powietrze, które budziło inkwizytorkę znacznie lepiej niż potrzeba napicia się wody na kacu. Co za tym jednak szło również temperatura wewnątrz domku spadnie, w momencie kiedy ognisko wygaśnie. Adrastia była ognistą wiedźmą, jednak nie mogła podczas snu podtrzymywać tego ognia bez czegoś co mogłoby się palić. Niby magia była czymś niepojętym, a jednak wymagała podstawowych praw fizyki do istnienia. Ogień nie mógł palić się bez materiału jak również w wodzie czy próżni bez tlenu. Dodatkowo na zewnątrz zaczęły uderzać pioruny, zapewne co jakiś czas smagając swymi świetlistymi językami niebo. Uderzenia gromów były o tyle głośniejsze, gdyż były w górach i nie było czegokolwiek co mogłoby je zagłuszać w nawet najmniejszym stopniu.
Pijana Antoinette była naprawdę interesującym zjawiskiem. Widziała wielu pijanych ludzi, jednak żaden z nich nie zachowywał się, aż tak skrajnie. Z radości w rozpacz, a potem absolutne posłuszeństwo wobec czerwonowłosej. Ważne, że zużywała całą energię na śmiech, a to oznaczało, że najpewniej będzie miała spokojny sen z racji braku sił. Adrastia przymknęła powieki słysząc ten chichot przeplatany z odgłosem uderzających piorunów, zaś wiercąca ruda dziewoja utrudniała jej przez jakiś czas zmrużenie oka. Tym bardziej nieznośne było chrapanie jak niejeden facet. No dobra, trudniej jej było dać jakiś ogólny obraz tego, gdyż częściej gościła w swojej sypialni kobiety niż mężczyzn, ale do tej pory raczej nie zdarzało się, by one chrapały tak głośno. To było oznaką równouprawnienia, w końcu kobieta chrapie tak samo głośno jak facet! Pomyślała sobie o tym ironicznie w ten sposób. Pozostało wtulić rudzielca w siebie i liczyć, że ciało jakoś zagłuszy odgłosy chrapania. Był jeszcze problem oddechu dziewczyny, ale to już inkwizytorka mogła rozwiązać dosyć prosto. Wykorzystała trochę swojej magii, by fioletowy ogień spowił Antoinette. Nie czynił on żadnej szkody, bo miał temperaturę pokojową czyli mniejszą niż temperatura ciała. Mogła tylko odczuć nieznaczny wzrost ciepła, zaś sam płomień wpełzł do jej ust. Nie parząc ich, a jedynie odświeżając oddech fiołkowym zapachem. Musiała jeszcze załatwić jedną rzecz, którą było chrapanie uniemożliwiające spokojny sen.
Inkwizytorka wyciągnęła lekko dłoń nad kołdrę, a na niej pojawił się niewielki ognik koloru żółtego. Palcami rozdzieliła go na dwa i uformowała w niewielkie stożki. Robiła to dosyć często, gdy błyskawice nie dawały jej spać albo gdy na kacu pragnęła odrobinę się zdrzemnąć. Woskowy ogień szybko zastygał przez co Adrastia mogła go wykorzystać jako zatyczki do uszu. Wsadziła sobie obie w uszy i na dobranoc ucałowała śpiącego rudzielca w czoło, po czym sama zasnęła.
Jej zegar biologiczny kazał obudzić się dosyć wcześnie. Prawdopodobnie było w okolicach 7 rano, a słońce już dawno wzeszło. Na zewnątrz śpiewały ptaki, a po burzy nie było już ani śladu. No może poza cieknącymi kropelkami z dachu, które gdzieś pośrodku domu uformowały kałużę. Inkwizytorka jeszcze drzemała, ale mogła już wyciągnąć zatyczki z uszu i gdzieś rzucić je w głąb izby. Obejmując ciaśniej śpiącą obok niej kobietę. W sumie jak już miała okazję to postanowiła dłońmi pomacać jej pośladki, a potem biodra. Piersi już odczuwała na swoich, więc mogła ocenić ich miękkość. Tak, bardzo przyjemny poranek.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Sob Gru 02, 2017 4:42 pm

Spała twardym snem. Ale już nie chrapała. Może to zwiastun tego, że niedługo się obudzi? Niestety, nic z tego. Jej sen nadal był twardy. Mimo, że już nie wierciła się, przynajmniej nie tak bardzo, jak to było dotychczas.
W końcu... jedna z jej powiek uniosła się, niezwykle powoli. Potem to samo zrobiła z drugą. Przez okno zauważyła, że to piękny dzień. Próbowała się ruszyć, jednak w tym momencie jej głowę przeszył wściekły grymas bólu. Dlatego ponownie opadła na łóżko.
Próbowała sobie przypomnieć cokolwiek ze wczorajszego dnia, jednak wszystko widziała jak przez mgłę. Jak się tu znalazła? Powoli zaczynała sobie to uświadamiać. Ale nie przypomniała sobie wszystkiego do końca, co miała utrudnione przez wielki ból w czaszce, który mógł w każdej chwili ją rozwalić.
Nie czuła, jak Adrastia jej dotyka. Wtedy jeszcze spała głęboko, co już nie było aktualne. Nie wiedziała, czy Adrastia (tak – mimo wszystko, pamiętała ją) nadal leży w łóżku. Nie obejrzała się w jej stronę. Nie było to ważne. W nogach łóżka zauważyła swoją sukienkę i czując zimno, szybko się w nią ubrała. Wtedy zaczęła uważnie rozglądać się po wnętrzu chatki, wędrując w te i wewte. Nie wiedziała, co tamta poczyniła na jej chrapanie. Ba – sama nawet nie wiedziała, że chrapie. I że się rzuca. No ale noc minęła, nie ma co się nad nią rozwarstwiać. Teraz był dzień, i Antoinette zastanawiała się, co teraz powinna zrobić. Wyjść? Ale tak bez pożegnania? Nie chciała tego ostatniego, zwłaszcza że kobieta zrobiła dla niej tak wiele. Tak wiele... Musiała jej się zrewanżować. Początkowo nie wiedziała jak, ale już po chwili w jej głowie zrodził się pomysł. Czym prędzej znalazła pomieszczenie, wyglądające na kuchnię i rozglądała się wokoło, zastanawiając się, co by tu zrobić im na śniadanie.
W końcu, po jakimś czasie z jej rąk zrodziło się kilka kanapek. Dziewczyna, niezwykle z siebie zadowolona, zaniosła je do pokoju na jakiejś drewnianej tacy. Postawiła na czymkolwiek, nie zwracając zbytniej uwagi na to, czym to było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Nie Gru 03, 2017 2:16 pm

Z rana jak już Adrastia pomacała sobie Antoinette, to przyszła pora by, w końcu wstać. Śmierdziały tu te wymiociny, które wczorajszego wieczora sprzątała. W szybki sposób, niechętnie na dodatek, wysunęła się z łóżka i dotknęła stopami chłodnej powierzchni chatki. Inkwizytorka ubrała się, a potem otworzyła jedno z okien, by światło nie padało bezpośrednio na twarz jeszcze śpiącej dziewczyny. Czerwonowłosa wzięła miskę i postanowiła ją opróżnić gdzieś w krzakach, po czym wybrała się nad pobliską rzekę by obmyć ciało oraz drewniane naczynie. Wymyć siebie było dosyć prosto, zwłaszcza, że zimna woda nie była tu problemem. Podgrzała sobie za pomocą ognia wodę, a następnie przemyła miskę, a gdy ta była już czysta to sama inkwizytorka się w niej obmyła świeżo wypraną w rękach szmatką. Błyskawicznie suszyła swoje ciało za pomocą drobnego płomienia, który przebiegał po jej skórze. Zanim jeszcze rudzielec wstała to Adrastia wróciła do domku, by odstawić miskę. Gdzieś na wierzchu przy szafce położyła chleb. Lekko czerstwy, ale zjadliwy oraz kawałki mięsa i warzyw. Zauważyła, że tego ostatniego brakuje więc z koszem wybrała się do swojej szklarni, by pobrać trochę zapasów.
Weszła do środka, a na miejscu okazało się, że jedna z gałęzi zrobiła dziurę w dachu. Czym prędzej Glamred zaczęło to łatać przy pomocy płacht, które wcześniej miała przygotowane na takie wypadki. Dosyć często szklarnia ulegała uszkodzeniu, dlatego miała już nad to przeciwśrodki. W środku rosły dosyć odporne rośliny. Troszkę ziemniaków, pomidory jak również ogórki, które inkwizytorka zebrała do kosza. Z małej jabłoni zerwała też kilka jabłuszek nadających się już do jedzenia. W koszu miała jeszcze miejsce, a pozostało jej trochę czasu. Postanowiła przejść się na pastwiska górali, którzy koczowali nieopodal miejsca zamieszkania czerwonowłosej. Trzymała z nimi dobre stosunki. Ona dawała im warzywa, oni zaś owcze skóry oraz mleko.
Inkwizytorka odwiedziła swoich znajomych i w zamian za trochę warzyw dostała zsiadłe mleko oraz nieco owczego sera. Z pełnym koszem wróciła w końcu do domku i okazało się, że nawet nie będzie musiała budzić Antoinette na śniadanie. Co lepsze sama się już obsłużyła, jednak dziewczyna wyglądała jak siedem nieszczęść. Włosy w nieładzie, a i kac pewnie dawał o sobie znać. Dlatego inkwizytorka starała się zachowywać jak najciszej tylko się dało. Otworzyła drzwi i delikatnie je za sobą zamknęła. Pogodnie uśmiechnęła się do dziewczęcia z kanapkami.
- Witaj. Jak się spało? Mam coś dla Ciebie – powiedziała i sięgnęła po garnek ze zsiadłym mlekiem, który podsunęła praktycznie pod nos biednego rudzielca – Widzę, że się zadomowiłaś. Napij się. To owcze zsiadłe mleko. Nie smakuje dobrze, ale kaca leczy – powiedziała bardziej z własnego doświadczenia. Na ogół zsiadłe przetwory mleczne świetnie radziły sobie z dolegliwościami tej natury. Nie wiedziała dlaczego, ale ogólnie tak było. Widziała, że rudzielec rozbiła się przy jej stoliku, więc Adrastii pozostało usiąść na łóżku i zacząć jeść jabłko, które wyciągnęła sobie z koszyka.
- Jeśli chcesz się umyć to będziemy musiały przejść się nad rzekę. Nie mam tu łazienki – powiedziała inkwizytorka. Nie było tu wygód, a wychodek był na zewnątrz. Standardowa latryna, którą kopano w lesie. Oczywiście za papier musiały służyć kawałki papieru lub liście jeśli ktoś nie miał.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Nie Gru 03, 2017 4:42 pm

Siedziała z kanapkami i dopiero wtedy spostrzegła, że zaiste, Adrastii nie było w łóżku. Walcząc z pokusą sięgnięcia po kanapkę (chciała z tym poczekać na koleżankę), zastanawiała się, gdzie ta mogła pójść. Czy była w chatce? Szczerze w to powątpiewała, bo gdyby tak było, na pewno by o tym wiedziała, przybytek był mały, a hałasy w takich miejscach szybko się rozchodzą. Trochę się bała, że coś mogło jej się stać. A wtedy... przez główne drzwi wparowała... no kto? Adrastia oczywiście, dzierżąc w rękach zapchany koszyk. Antoinette automatycznie rozpromieniła się na jej widok. Wstała gwałtownie, w sumie nie wiedząc po co i na co, więc już po chwili usiadła ponownie.
- Witaj - odrzekła z sympatycznym uśmieszkiem, co nie było do niej podobne. Wiedziała jednak, że kobieta zrobiła dla niej wiele, naprawdę wiele, więc nie może być bezczelna. Musi być jej wdzięczna, o czym świadczyły chociażby te zrobione przez nią kanapki. Może nie były idealne, no ale zjadliwe na pewno.
Z chęcią wypiła sporo zsiadłego mleka prosto z garnka. No, może nie należało do najsmaczniejszych, ale przynajmniej ugasiło chociażby częściowo jej wielkie pragnienie, będące na pewno jednym ze skutków kaca.
- Dziękuję - odparła, wierzchem prawej dłoni wycierając usta, tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że ubrudziła się podczas picia. Wcześniej oczywiście odstawiła garnek. Teraz zauważyła, jak Adrastia zajada się jabłkiem, a wtedy Antoinette zwróciła jej uwagę.
- Jabłko? - uniosła nieznacznie lewą brew ku górze - Nie jedz jabłek, zrobiłam kanapki! Na jabłko czas przyjdzie, ale potem. - uśmiechnęła się, znowu tym sympatycznym wykrzywieniem warg. Ciekawe, czy przyjdzie czas, gdy będzie dla niej taka, jaka jest dla większości społeczeństwa. Czyli wredna, niemiła, sarkastyczna, jadowita. Cóż, czas pokaże. Ale na razie chyba nie ma co się tego spodziewać. Wystarczy spojrzeć na ten uroczy obrazek, który się wytworzył, tu, w tej małej, prymitywnej chatce zbudowanej przez tylko jedną osobę. Antoinette jej w to ostatnie nie wierzyła, przynajmniej na początku. Teraz mogło być oczywiście zupełnie inaczej.
- A chętnie się odświeżę - wzięła wreszcie jako pierwsza kanapkę z wierzchu - Ale to potem. Najpierw pomóż mi zjeść te kanapki. - i znowu ten piękny uśmiech zakwitł na wargach rudej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Wto Gru 05, 2017 12:32 am

Dobre wrażenie na czerwonowłosej zrobiła ta grzeczność Antoinette. Wstała do niej i uśmiechała się promieniście. Szczerze to myślała, że przejdzie jej ten stan po wytrzeźwieniu, a kac zapewni marudność. Naprawdę była zaskoczona, że dziewczyna tak dobrze zniosła upojenie alkoholowe, a zdecydowanie wypić musiała dużo. Nie czarujmy się, pewnie przyszła z miasta po pijaku, a żeby wejść w góry to trzeba być już ostro naprutym. Adrastia pamięta do dziś, jak pijana obudziła się na statku płynącym do Szkocji. To była bardzo duża popijawa, z której Glamred niewiele pamięta. Do dziś zagadką pozostawało jak przebyła taki kawałek drogi i nie wytrzeźwiała.
Nie można było sprawić dziewczynie przykrości, więc wystarczyło się do niej miło uśmiechnąć. Skoro była pierwszym gościem od dłuższego czasu i na dodatek sama zatroszczyła się o jedzenie, to niech przynajmniej poczuje pełen komfort. No może nie jest to jak u niej w domu, ale najpewniej są to standardowe warunki takiej typowej chatki traperów w górach. To właśnie oni nauczyli Adrastię jak budować takie domy i jak strzec się przed zimnem, bądź dzikimi zwierzętami. Tak, zdecydowanie miała tu komfortowe warunki. W nocy mogły grzać się własnymi ciałami, a rano dostawała świeże produkty.
Czerwonowłosa gdy zwrócono jej uwagę odłożyła już ugryzione jabłko na stolik i przysiadła się do Antoinette. Siedziała praktycznie ramię w ramię z kobietą, a tacę ułożyła na ich kolanach. Chociaż to był po prostu kawałek deski, z którego Adrastia czasem korzystała, gdy wypiekała chleb w niewielkim, kamiennym piecu. Osiągnięcie potrzebnej temperatury z jej mocami było naprawdę proste. Jak widać to wiedźmy z mocą ognia potrafiły najlepiej się przystosować i przetrwać w dziczy. Inkwizytorka sięgnęła po jedną z kanapek i zaczęła żuć chleb z twardą skórką. Może były trochę nierówno pokrojone, ale zjadliwe. Liczyły się kalorie oraz tłuszcze, więc nie mogła narzekać, a przecież rudzielec zrobiła to z dobroci serca. Stronheim objęła ją w pasie jedną ręką, drugą jedząc sobie kanapkę. Lekko oparła się o ramię Zoe i w spokoju jadła sobie.
- Jak dużo pamiętasz z zeszłego wieczoru? – zapytała zerkając ciekawsko w oczęta rudzielca. W sumie z nudów postanowiła się trochę pobawić i zaczęła karmić Antoinette kanapkami, które tamta zrobiła. Oczywiście w rewanżu również dawała się nakarmić, od czasu do czasu popijając zsiadłym mlekiem. Patrząc na rudzielca widziała zagubioną dziewczynę, której ktoś dał drugą szansę i okazał trochę dobroci. Jakoś tak sprawiało to, że serduszko czarownicy biło szybciej. Po skończeniu jedzenia, odstawiła tacę na stolik i rozsiadła się okrakiem na kolanach rudzielca. Zarzucając ramiona przez jej szyję i opierając głowę na jej prawym ramieniu - Teraz ja chcę trochę luksusu w zamian za to, że się Tobą zajęłam. Po prostu mnie przytul i pogłaszcz - wymruczała jej do ucha. Czerwonowłosa na ten moment nie miała dużych potrzeb, a jedynie chciała troszkę bliskości z drugą osobą. Czuła się tutaj po prostu samotna.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Czw Gru 07, 2017 6:24 pm

Ucieszyła się widząc, jak kobieta bierze do ręki swoją pierwszą kanapkę. Czerwonowłosa zrobiła to oczywiście po tym, jak przysiadła się do Antoinette. Ta ostatnia przy okazji obserwowała ją, chcąc widzieć po mimice jej twarzy, jak smakują jej kanapki. Niestety, niewiele mogła odczytać. Tak czy owak, nie przejmowała się tym zbytnio. Ucieszyła się natomiast, kiedy została objęta z pasie. Czy ktokolwiek kiedykolwiek był dla niej taki miły, czuły i troskliwy? Nie przypominała sobie. Dlatego po jej policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy. Udało jej się jednak uratować przed następną ich porcją, płynącą z jej oczu. Spojrzała rzeczowo na kobietę.
- Ze wczoraj? No, chyba dużo. Ale nie wszystko. A w większości mam jakieś strzępki jakby... przesłonięte mgłą? - westchnęła głęboko - Dobra, nie rozmawiajmy o tym, co było... skupmy się, proszę, na tym, co będzie - jej policzki były teraz już zupełnie suche - Tak, o tym, co będzie. Ile mogę jeszcze u ciebie zostać? Jeśli chcesz, możesz mnie wygonić w każdej chwili. - uśmiechnęła się do niej blado - Jestem na to gotowa.
Nagle poczuła kawałek kanapki przysunięty do jej ust. Początkowo nie wiedziała, o co chodzi, ale w końcu zrozumiała. Adrastia chciała ją nakarmić. Antoinette miło przyjęła ten gest, więc ugryzła kawałek chleba z dodatkami. Nie było ich wiele, w końcu dziewczyna zrobiła kanapki z tego, co znalazła w kuchni kobiety. Tak czy owak, ruda odwzajemniła ten gest i sama zaczęła karmić czerwonowłosą. Odkryła w tym jakąś dziwną przyjemność. Trzymać jedzenie przed jej ustami i czuć, jak owo jedzenie niknie jej w palcach. W końcu doszło do tego, że tym oto sposobem... "taca" pozostała pusta. Antoinette dopiero co uświadomiła sobie ten fakt, aż tu nagle Adrastia usiadła na jej kolanach. Dziewczyna nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Ale spodobało jej się to. To, co robiła, siedząc na niej okrakiem. A jeszcze bardziej zdziwiła się, gdy usłyszała prośbę (a może tego nie można nazwać prośbą, a łagodnym rozkazem?). Tak czy owak, uśmiechnęła się lekko, gestem pokazując jej, by z niej zsiadła, a wtedy złapała ją za rękę i delikatnie poprowadziła ku łóżku. Nie, nie miała żadnych zbereźnych myśli, po prostu uznała, że tutaj będzie jej wygodniej spełnić prośbę Adrastii. Kiedy już tam siedziały, Antoinette obróciła ku niej tułów wraz z głową i patrząc jej w oczy głaskała ją po długich włosach, potem dłonie przeniosła na policzki i te również subtelnie głaskała. Teraz nadszedł czas na przytulenie. Początkowo lekkie, z czasem przeobrażające się w dość mocny uścisk. Nie przestawała przy tym jej głaskać, tyle że ręce z policzków przeniosła ponownie na jej piękne włosy.
- Masz takie piękne włosy - wyszeptała jej do ucha.


Ostatnio zmieniony przez Antoinette dnia Pią Gru 08, 2017 3:53 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrastia
Arcymistrzyni
avatar

Liczba postów : 130
Join date : 24/02/2017

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Pią Gru 08, 2017 3:46 pm

Z luksusów inkwizytorka musiała zrezygnować w momencie, gdy osiedliła się w pustelniczej chatce. Nie było tu kelnerów, ani też kucharzy, a dania dalekie były od czegoś godnego szlachcica. Zwykle w domku miała rzeczy, które bardzo wolno się psują. Zapobiegawczo to miało być na wypadek, gdyby przyszła zima i nie byłoby opcji zapuszczać się w góry. Tak na wypadek, gdyby czerwonowłosa złamała sobie nogę albo była w jakiś sposób kontuzjowana i musiała wydobrzeć. Nigdy nie znasz dnia, ani godziny, a żywienie się swoim własnym ogniem było trochę mało opłacalne. Smakował jak pomarańcze i miał dokładnie te same wartości odżywcze, a nikt jeszcze nie przetrwał tygodnia o samych cytrusach.
Na policzkach rudej pojawiły się łzy, ale nie był to smutek, a radość, że ktoś jej okazywał trochę uczucia i zrozumienia. Szybko się opanowała, a Glamred postanowiła nie drążyć tematu. Z czasem pewnie rudzielcowi przejdzie taka huśtawka nastrojów, gdyż pobędą dłużej razem i tego uczucia dostanie znacznie więcej. Z wczoraj nie pamiętała zbyt wiele, nawet chyba dobrze według czerwonowłosej, że dziewczyna była pijana wtedy. Mógłby to być nieco wstydliwy obraz dla rudzielca, a jak wiadomo nie zawsze człowiek jest zadowolony z tego co robił po pijaku. Adrastia do tej pory czuje wstyd przed tym, że pijana zatańczyła kiedyś nago na stołówce inkwizycyjnej. Panom pewnie się podobało, a niektóre panie już ten widok miały okazję zobaczyć wcześniej. Arcymistrzyni wolała kobiece piękno, więc nic dziwnego, że każdego dnia miała praktycznie inną kochankę w swoim łożu. Jakoś trzeba było wyładować stres związany z pracą, zaś teraz kiedy nie musiała mieć tego wszystkiego na głowie to nie czuła, aż tak mocnej potrzeby.
- Zostań tyle ile chcesz – odpowiedziała gładząc Zoe po biodrach i wtulając się ramieniem w nią. Stronheim nie planowała jej wygonić z mieszkania. Nie miała powodu, by takie akcje poczynić. Chyba, że domostwo stanie w ogniu to logicznym byłoby ewakuować wszystkie osoby ze środka, ale czyż ognista wiedźma nie jest wprawna w rozniecaniu jak i również radzeniu sobie z płomieniem?
Kanapki z suszonym mięsem i owczym serem nader smakowały inkwizytorce. Nawet nie trzeba było korzystać z masła, gdyż taki świeży ser jest dosyć tłusty sam w sobie i świetnie komponuje się z suszoną dziczyzną. Chociaż ta ostatnia jest dosyć ciągliwa. Niemniej podobała się jej ta zabawa, w której obie kobiety karmiły się wzajemnie śniadaniem. Jak kochankowie po udanej nocy, gdy doniesiono już nad ranem śniadanie wprost do łóżka.
Adrastia zeszła z kolan rudzielca i została poprowadzona na łóżko, na którym przysiadła się tuż obok Antoinette. Czerwonowłosa utrzymywała kontakt wzrokowy i uśmiechała się wdzięcznie do rudzielca, który właśnie ją głaskał. Inkwizytorka przymknęła lekko oczy, wydając z gardła kilka pomruków przyjemności. Takie drobne i subtelne pieszczoty, w istocie były najbardziej przyjemne. Nienacechowane niczym, a jednak rewanżujące się w pełni za to co Glamred uczyniła rudzielcowi. To była po prostu wdzięczność i chęć sprawienia przyjemności drugiej osobie, a gdy poczuła na sobie mocny uścisk, odwzajemniła przytulenie równie mocno. Gładząc jednocześnie dłonią Antoinette po plecach. Na komplement tylko odmruknęła zadowolona i ucałowała policzek dziewczyny.
- Trochę zaniedbane przez warunki w jakich żyję, ale cieszę że Ci się podobają. Możesz je dotykać ile zechcesz – odpowiedziała pociągając dziewczynę w bok, by razem położyły się na łóżku, po czym odsunęła lekko twarz, by spojrzeć rudzielcowi w oczy – Zostań tak długo jak uznasz za stosowne. Ja Cię nie wygnam, mało tego pragnę byś została na dłużej. Potrzebujemy się nawzajem nie sądzisz? – zapytała z zawadiackim uśmieszkiem na ustach, po czym potarła się z nią policzkami, by bardziej móc odczuć bliskość z dziewczyną.
Trwała tak przez kilka chwil, aż w końcu zapytała wprost do ucha Antoinette – Podobam Ci się tak bardzo jak Ty mnie? – zapytała i wtuliła głowę szyję dziewczyny. Oczekując dalszych pieszczot z jej strony. W międzyczasie wsunęła noge między nogi dziewczyny, by móc być z nią jeszcze bliżej. Leżała sobie w takiej pozycji z przymkniętymi oczyma i obejmowała Apsley. Głaskanie przeniosła teraz na rude włosy dziewczyny oraz na jej barki. Zadała jej od tak pytanie, które podchodziło pod jedno z tych intymnych, a zarazem dawało rudzielcowi wskazówkę jaki stosunek ma do jej ciała, a może nawet wnętrza czerwonowłosa.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t426-rose-red#4784
Antoinette
Marionetkarz
avatar

Liczba postów : 148
Join date : 24/04/2016

PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   Pią Gru 08, 2017 4:45 pm

- Serio? – uniosła nieznacznie lewą brew ku górze. - No ale... – zaczęła niepewnie – No ale kiedyś będę musiała się stąd wynieść, prawda? – mówiła szeptem, jakby wstydziła się swoich słów, co oczywiście nie było zgodne z prawdą.
Teraz Antoinette mogła to stwierdzić. Czy kanapki smakują Adrastii, więc z radością stwierdziła, że tak właśnie jest. Ruda uśmiechnęła się szeroko, widząc również uśmiech na ustach swojej towarzyszki w momentach, kiedy nie przeżuwała i nie połykała akurat kanapki.
Adrastia dała się łatwo zaciągnąć, by usiadły razem na łóżku. Po pieszczotach ze strony tej młodszej, czerwonowłosa pociągnęła ją na bok, dzięki czemu teraz obie kobiety leżały na łóżku. Aż w końcu Adrastia odezwała się. Antoinette początkowo nie wiedziała, co powiedzieć, w jaki sposób ubrać w słowo mówione słowa będące dotychczas tylko jej myślami.
- W porządku, zostanę. – chwila wahania – Ale nie wiem, kiedy stanę się dla ciebie ciężarem. Wiesz, teraz łatwo ci mówić, że mogę zostać, ile będę chciała. Ale... ale przyjdzie przecież dzień, kiedy poczujesz, że... – tu ponownie zastanawiała się nad doborem słów – ... że naprawdę jestem tutaj już zbędna. Że nie dasz rady utrzymywać dwóch osób, i chodzi mi tu głównie o żywność. – ponowne westchnięcie wydobyło się z jej ust – Nie wiesz, co może się zdarzyć. A zdarzyć może się wiele. Naprawdę wiele.
Chwilę tak leżały, nie mówiąc nic, aż w końcu...
Jej ostatnie słowa zbiły ją z pantałyku. Nie spodziewała się takiego pytania. Każdego innego, owszem. Ale nie takiego, do jasnej ciasnej! Antoinette zazwyczaj ciężko jest zdziwić, zaskoczyć. A jednak, zdarza się i tak. Widać, świat potrafi zaskakiwać. W tym przemiany wewnętrzne Antoinette. A w tym przypadku może nie przemiany, co chwilowe zmiany wywołane czymś, co teraz było pytaniem, na które nie potrafiła odpowiedzieć.
Prawda, przez moment myślała że kobieta tylko chciałaby ją wykorzystać seksualnie, ale tak, szybko, jak owa myśl pojawiła się, tak szybko zniknęła. Powinna być jej wdzięczna, ile ciepła od niej otrzymała, zamiast posądzać o cokolwiek. Ale nie wiedziała też, co odpowiedzieć. Nie potrafiłaby, bo chyba nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Uznała, że dobrze będzie, jeśli zwinnie ominie ten temat. Jak pomyślała, tak zrobiła.
- Nie mów nic. Nie mówmy nic. Nacieszmy się tą chwilą... dobrze? – i pogłaskała ją subtelnie po policzku. Dopiero po fakcie zorientowała się, że jej słowa są dwuznaczne, mogą sugerować że tak, Adrastia się jej podoba. Ale Antoinette wiedziała, że nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem, więc finalnie tylko położyła palec wskazujący na jej wargach i przytuliła się do leżącej obok kobiety. Po przytuleniu chwilę głaskała jej – jak to ona sama ujęła, piękne – włosy, i przejechawszy po nich palcami, doszła do zakończenia jednego z pasm czerwonych włosów, by zacząć się nim bawić, nakręcając pasmo na palec wskazujący ręki, której łatwiej było to robić. Dzielnie ocieplała jej nogę, którą tamta włożyła między nogi Antoinette. I teraz to ona złożyła na jej policzku subtelny pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pustelnicza Chatka w lesie   

Powrót do góry Go down
 
Pustelnicza Chatka w lesie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Chatka Gajowego
» Dróżka w lesie
» Chatka nad jeziorem
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Lasy :: Wish Mountain-
Skocz do: