IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Południowa część cmentarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 1:14 pm


Tu będzie opis.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 1:48 pm

Dzień był mroźny, nawet jak na początki zimy. Opatulił się szczelniej szalem, po raz wtóry wypuszczając z ust białą parę. Przemarzł na kość, przemierzając wąskie ścieżki pomiędzy grobami. Mimo to, nie spieszył się. Mijał dobrze znane mu nazwiska, aż stanął przed niepozornym nagrobkiem.
- Jestem - powitał ją tym słowem, a raczej rzucił je wprost w martwą, zimną przestrzeń. Nie otrzymał odpowiedzi, ale też nie spodziewał się jej w najmniejszym stopniu. - Wybacz przerwę... Nie chciałem przychodzić z pustymi rękoma. Tą porą roku, naprawdę ciężko znaleźć bukiet dorodnych lilii... - wyznał zgodnie z prawdą. Ostatnimi czasy, nie mając już dobrego kontaktu z panią Adler, naprawdę musiał stawać na głowie, by zrealizowano jego osobliwe zamówienie.
- „Zbędne wymówki”, powiedziałabyś, wiem - zaśmiał się bezgłośnie.
Najwyraźniej nie potrzebował drugiej osoby, aby prowadzić dialog. Pochylił się, rozpakowując bukiet lilii. Uprzątnął resztki kwiatów z ich ostatniego spotkania, po czym ułożył te nowe w identycznym miejscu. To było dla niego jak rytuał. Zdjął skórzane rękawiczki, brudząc palce ziemią. Z niewyjaśnionego powodu przynosiło mu to ukojenie - właśnie tutaj czuł, że postępuje właściwie. Przeczesał palcami posadzone krzewy, strącając z nich resztki drobnych patyków, jakie miały czelność dostać się pod grób jego narzeczonej.
Dopiero wtedy też dostrzegł zwinięty liść, na wpół zgniły, przylepiony do wyrytego w marmurze nazwiska. Usunął go wierzchem dłoni, własnymi paznokciami zdrapując resztki brudu jakie po nim pozostały. Pocierał czystą już powierzchnię, wpadając w swoisty trans. Końcówkami palców natrafiał na wgłębienia będące ściankami liter, wpatrując się w nie niewidzącym spojrzeniem.
- Żałuje, wciąż żałuję, że nie było nam dane... Nawet jeśli miałbym spoglądać na znienawidzone przez ciebie nazwisko Cavendishów... - szepnął niejasno. Opowiedziała mu cisza. Jej nie musiał się przecież tłumaczyć.
Wyprostował się powoli, stając nad nagrobkiem; dopiero teraz będąc w stanie prowadzić swój monolog w spokoju. Rytuał dbania o popioły, które jako jedyne z nim pozostały, uznał za zakończony. Wtedy zdobył się na uśmiech, a jego twarz przybrała pogodny wyraz. Przemówił beztrosko:
- Byłabyś nieszczęśliwa, wiedząc, że wracam do normy...? Mam wrażenie, że w końcu wszystko jest tak, jak być powinno. Spakowałem stare listy. Odprawię im godny pogrzeb. Po latach załatałem nawet dziurę w dachu; Shilvia pewnie mi nie uwierzy... Wiem, niby nic takiego... - zaśmiał się, wiedząc, że zrozumiałaby jego brednie.
Miał jej tyle do powiedzenia! W jego życiu zachodziły zmiany, za którymi nigdy nie przepadał, a wyjątkowo - poddawał się im z błogą radością. Nie musiał się zastanawiać. Słowa płynęły z ust Lynna same, uzewnętrzniając wszelakie przemyślenia i wydarzenia ostatniego czasu.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 3:02 pm

Jak zwykle, błądziła po mieście w poszukiwaniu... Czego? Jakby się głębiej nad tym zastanowić, to chyba kolejny raz, gdy nogi niosły ją gdziekolwiek. Poniekąd, czuła się, jak zagubiona dusza, która nie ma co ze sobą począć. Poprawiła płaszcz, przy okazji sprawdzając w kieszeni obecność książki. Była! Przynajmniej już wie, w jaki sposób spędzi ten wolny czas. Nie, wcale nie miała wolnego czasu. Powinna pomagać w sklepie i to ostro. E tam, Rem jest silną dziewczyną i wytrzyma bez opieki Col jakiś czas. Zawsze wytrzymuje. A więc, szukając cichego i miłego miejsca do czytania, trafiła na cmentarz. Jest ciche i to bardzo, co do "miłego", to można się posprzeczać. Upatrzyła sobie drzewo wśród nagrobków i skierowała się w jego stronę. Usiadła sobie pod nim, a potem mogła zacząć lekturę. Ktoś mówił, iż dziś miało być cieplej. Czyżby została oszukana? Jak już, to tylko przez matkę naturę. Całe szczęście, że Colette jest odporna na niesprzyjające warunki pogodowe... Gdy chodzi o wiatr! Warto było to przemyśleć, przed wyjściem z domu i założyć coś grubszego. Czemu odwiesiła ten cholerny szalik i rzuciła rękawiczki na stół?! A no tak, słowa Rem: "Coś tam wieje na zewnątrz.". Całe szczęście, blondynka jest tak pomocna. Nagle nieopodal usłyszała pewien głos. Wyjrzała zza drzewa, tym samym dostrzegając przy grobie samotnego mężczyznę. Najwidoczniej prowadził rozmowę ze zmarłymi, zmarłą, lub zmarłym. Udało się wychwycić pojedyncze słowa i mogła z nich wywnioskować, iż jest to zmarła. Ciekawość była mocniejsza, niż czytanie. Schowała książkę i podniosła się z ziemi. Nie chciała mu przeszkadzać w żaden sposób, więc zaczekała, aż nastała długa cisza. Z delikatnym uśmiechem, ruszyła w kierunku grobu. Stanęła za nim i wlepiała swój wzrok w nieznajomego. Wyglądał na takiego co dużo przeszedł. Na kamiennej płycie leżały lilie. Nie umknęła spojrzeniu Col, obrączka na jego palcu.
- Nie pasowałby bardziej róże? Białe róże. Była to dla pana bardzo bliska osoba, prawda? Narzeczona? Żona? Musiała być piękną kobietą. Jaki miała kolor oczu? Co prawda, każdy kwiat ma znaczenie i powinno się tego znaczenia przestrzegać. Oh, przepraszam! Nie powinnam panu przeszkadzać. Słyszałam co nieco i postanowiłam rozpocząć rozmowę. Wygląda pan jakby tego potrzebował, choć i tak doskonale wiem, że takich rzeczy nie mówi się byle komu. Zamiast mnie powinien tu być ktoś o wiele bliższy...
Rzekła szczerze i zerknęła ponownie na grób, dalej się lekko uśmiechając. Nie miała pojęcia czemu, ale liczyła na pogawędkę z nim! Byłą przygotowana w razie czego do uniknięcia, jakiegoś przedmiotu lecącego w jej stronę. Są dwie opcje. Rozmowa będzie miała miejsce, lub zostanie przepędzona, jak szkodnik. Stała naprzeciw niego, choć między nimi znajdował się nagrobek. Poprawiła płaszcz, który zsuwał się z jej ramion. Dopadła ją pewna myśl w międzyczasie. Gdyby tylko rodzice mieli godny pochówek, z pewnością dziewczyna byłaby przy nich codziennie. Sprzątałaby i rozmawiała długie godziny. Jednak, życie nie jest sprawiedliwe. Wygnało ją tak daleko od domu, który był dla niej wszystkim. Zapatrzyła się w jeden punkt, ale wyrwała się z transu.
- Więc? Nie chcę się narzucać. Jednakże, z chęcią posłucham co ma pan do powiedzenia. Następnym razem może i ja przyniosę kwiaty! Wiem, wiem. Jestem nikim, ale zawsze to oddanie hołdu zmarłej.
Dodała posyłając mu ciepły uśmiech. Nie jest pewna, lecz temperatura wydawała się spadać z każdą minutą. Jak to działało... Trzeba sobie wyobrazić kominek. Ciepło. Ciepło. Ciepło. Zimno. Coraz zimniej. Lodowato. Nie w tą stronę!

___________________
Image and video hosting by TinyPic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 6:53 pm

Nie przywykł do tego, by mu przeszkadzano. Często mówił o Lilly, nie potrzebując nawet zachęty w postaci pytania, jednak gdy usłyszał głos za swoimi plecami, odwrócił się bardzo niechętnie. Zdrowym okiem obdarzył młodą dziewczynę z dziwną ekscytacją czekającą na jego odpowiedź. Ta nie padła. Odwrócił się do niej plecami, jakby w nadziei, że tamta odejdzie.
Bez pośpiechu zwinął papier po świeżym bukiecie lilii, składając go kilkukrotnie w kostkę. Wsunął go do kieszeni, zastanawiając się, co jeszcze powinien uczynić. Obecność obcej dziewczyny nieco mu przeszkadzała w kontynuowaniu monologu, dlatego wokół nich zapadła głucha cisza, niezmącona nawet najmniejszym powiewem wiatru. Miał podłe wrażenie, że prowadzenie rozmowy nad nagrobkiem Lil było co najmniej nie na miejscu. Dziewczyna najwyraźniej nie podzielała jego zdania, a może jej zmysł taktu nie działał na najwyższych obrotach, gdyż wkrótce zachęciła go ponownie do podjęcia tematu. Odwrócił się ponownie, ze zmęczeniem spoglądając w nieznajomą. Już chciał rzucić bezwiedną sugestię, nakłaniając ją do odejścia, gdy coś w nim drgnęło.
Wpatrywał się w jej oczy, kolorem podobne do tych, jakie posiadała Lillianne. Wyłącznie kolorem. Oczy nieznajomej były bowiem niewinne, pełne ciepła i bezpośredniej szczerości. Kojarzyły mu się z... Latem? Cóż za absurdalne porównanie! Jego wargi aż drgnęły w niemrawym uśmiechu.
- Oczekuje ode mnie panienka romantycznej opowieści? - prychnął na wpół zirytowany, na wpół rozbawiony. Próbował odgadnąć, po co obca mu dziewczynie zależy na odpowiedzi, poświęcając swój czas, stojąc na cmentarzu w ten mroźny dzień. - Proszę na to nie liczyć. Śmierć bywa podniosła wyłącznie w książkach.
Usiłował ją zniechęcić, ale nie robił tego w sposób brutalny. W końcu tylko zapytała. A on, mówiąc, mógł wspominać. Lilly była mu wtedy bliższa, niemal namacalna. Odpowiedział z lekkim uśmiechem:
- Oczy miała podobne do oczu panienki. Jaśniejsze, złote. Równie... - urwał, powstrzymując się, aby dopowiedzieć cokolwiek więcej. Zamiast tego westchnął, ubierając z powrotem rękawiczki na brudne od ziemi dłoni, wiedząc, że jego spotkanie z Lillianne powoli dobiegało końca. Z serii pytań, wybrał sobie właśnie to, zatrzymując się przy nim dłużej i wspominając całą postać swojej narzeczonej.
- Róże, powiedziała panienka? Róże... - zastanowił się na głos. Nim przeszedł do wytłumaczeń, doskonale wiedział już, że pomysł w sam sobie nie należy do rodzaju najlepszych. - Niewinne uczucie, doprawdy... - szepnął pod nosem, wyraźnie rozbawiony, prędko się opanowując. - Kiedyś, całe wieki temu, nazwałem Lillianne, mianem „pięknej”. Jak dziś pamiętam, jej oburzone prychnięcie. Stwierdziła, że nigdy nie słyszała równie leniwego określenia dla jej urody - wspomniał z istnym uwielbieniem jej popis „skromności”. - Dlatego róże... Byłyby dla niej tym samym, co oklepane, powtarzane przez leniwych zakochanych słowo - wytłumaczył niezbyt jasno. Nie silił się na przejrzystość swojej wypowiedzi, niespecjalnie zależało mu, aby nieznajoma zrozumiała go na wskroś.
Po chwili ciszy odezwał się:
- Tak na przyszłość... proszę się nie kłopotać.  Jak panienka widzi, dbam o jej pamięć - dłonią lekko machnął w kierunku białych lilii. - Jestem również świadom, że nie wyglądam niczym definicja zdrowia, ale zapewniam panienkę - nie potrzebuję żadnej terapii - powiedział jej, niby uprzejmie, jednak jego łagodny uśmiech nie obejmował spojrzenia. Nawiązał on do ostatnich słów na temat własnego wyglądu. Doprawdy, nie miał zamiaru wysłuchiwać kolejnej osoby, mówiącej mu, że powinien więcej jeść.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 8:05 pm

Cóż, mogło pójść gorzej. Liczyła na bardziej nerwową reakcję. Zazwyczaj tak reagowali niektórzy ludzie, gdy im przeszkadzano. Skoro owej nie zastała, to znaczy, iż ma szansę na dłuższą rozmowę. Słuchała z wielką uwagą tego co mówił i coraz bardziej przypominał kogoś bliskiego. Pewnie za mocno działa wyobraźnia Col, ale czasem warto pozwolić jej działać na największych obrotach.
- Pasuje pan do opowiadania romantycznych opowieści! Może nie romantycznych, a bardziej tragicznych. Bohater zostaje w nich bardzo skrzywdzony przez los, lecz mimo to, stara się żyć dalej i podnosić się z każdym krokiem, ku lepszej przyszłości. To nadzwyczaj optymistyczna wersja, ale nawet takie się zdarzają. Czyż to nie dziwne? Jak można starać się żyć normalnie oraz funkcjonować równie normalnie z dnia na dzień, gdy doznało się tak wielkiej straty? Trudne do wyobrażeniaaaa... podobne do moich? Oczy? W takim razie, musiała być strasznie wyjątkowa. Aż, przypomniało mi się, gdy mój niedoszły mąż w dzieciństwie rzucił na szybko komplementem odnośnie moich oczu. To było takie miłe i urocze!
Zaśmiała się cicho, gdy sobie przypomniała tą scenę. Te czasy, gdy wszystko wydawało się takie wesołe i proste.
- Bardzo ciekawa kobieta. Pewnie mogła mieć trochę racji, lecz mowa kwiatów na zawsze pozostanie taka sama. Z jednej strony róże mogą być uznane za oklepane, ale z drugiej nikt nie zbierze im miana kwiatów miłości. Hm? Widzę wyraźnie, iż dba pan o pamięć. Jednakże, oddanie jej hołdu przez kolejną osobę nie będzie raczej przestępstwem, prawda? Wątpię, aby tak było. Może, a raczej na pewno, jestem uparta, bo zdecydowałam się na przynoszenie nawet jednego kwiatu! I niech pan nie marudzi, wiem co robię!
Rzekła pewnym głosem, po czym znalazła się obok niego. Absolutnie, nie można rozmawiać z kimś utrzymując tak wielką odległość! Obeszła go kilka razy dookoła uważnie się przyglądając, bo skoro wspomniał o zdrowiu, to coś było na rzeczy. Czasem podskakiwała, by dokładniej obejrzeć jego twarz. Po wszystkim, stanęła przed nim.
- Tak jak myślałam, jest pan bardzo nieodpowiedzialny! Aż dziw, że znalazłam kogoś bardziej nieodpowiedzialnego ode mnie. Jestem w szoku. Jak pan tego dokonał? Nie, niech pan nic nie mówi. Sama zgadnę. Je pan coś w ogóle? Pije? Ahahah, nie chodzi mi tu o alkohol, bo pewnie z tym to pan jest zaprzyjaźniony bardzo. Albo był. Terapia? Po co? Zresztą, nie potrzebuje pan. Solidny kop w tyłek by wystarczył, zapewniam. Jednakże, nie zamierzam pana tknąć. Spokojnie. Może i jestem szalona, ale znam pewne granice. Eh, zdecydowanie pan nie musiał tyle rosnąć. Utrudnia mi to diagnozę. Diagnoza. Diagnoza... Wreszcie użyłam tego słowa! A teraz przyjrzyjmy się...
Patrzyła mu prosto w oczy, robiąc zamyśloną minę. I to jak zamyśloną! Każdy filozof, by tego pozazdrościł. Gdyby mogła użyć mocy i unieść się, wtedy byłaby z nim twarzą w twarz. Niestety, to niewykonalne.
- Leniwi zakochani? Nie ma czegoś takiego. W miłości nie ma miejsca na lenistwo. To praca na pełen etat. Albo jesteś w kimś zakochany, albo nie. Albo to okazujesz na wszystkie sposoby świata, albo nie. Albo się poddajesz, albo nie. Albo obdarzasz kogoś całą swą miłością, albo nie. Albo umierasz razem z nim, albo... Nie! To jednak złe porównanie. Ups. W każdym razie, mało na ten temat wiem i pewnie na wieleeee tematów również, ale każdy głupi powinien, choć troszkę wiedzieć na czym polega miłość. Nie jest to tylko prawienie "leniwych" i "oklepanych" komplementów. To zawsze ma drugie dno. Naprawdę narzekałby pan, gdyby ktoś zakochany i nie widzący świata poza panem, dawał na każdym kroku dowód swej wielkiej miłości? Myślę, iż byłoby to trochę samolubne z pana strony. Nie sądzi pan? Koniec końców, męczy mnie zwracanie się do pana per pan. Ratunku. Nie chce więcej. Mój język!
Powiedziała pod koniec rozpaczliwym tonem, wzdychając ciężko i opuszczając głowę w dół. Odetchnęła, po czym uniosła głowę z powrotem uśmiechnięta. Wlepiała swe pomarańczowe oczęta w jego twarz, a szczególnie ważny był kontakt wzrokowy.
- Jestem Colette. Niezbyt miłe miejsce do poznania się, ale jak już jest okazja, to...czemu nie? Kto powiedział, że musi być szczególne miejsce! Pfy, nikt nie będzie narzucał jakichś głupich zasad! I tak towarzystwo tu jest strasznie sztywne.
Dumnie wypięła piersi w przód, aby po chwili się roześmiać. Ten żart, był tak głupi, że aż ją rozśmieszył. Oh, trafiła na bardzo intrygującą osobę! Mogła się przy nim rozgadać bez końca. Nawet, jeśli owy nieznajomy zaraz postanowi ją olać i odejść w siną dal. Było warto zagadać!

___________________
Image and video hosting by TinyPic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 9:41 pm

Im więcej mówiła, tym większą czuł potrzebę wzięcia nóg za pas, utwierdzając się w przekonaniu, że dziewczynie brakuje piątej klepki. A on, doprawdy, miał dosyć wariatek z tego miasta. Było już tak spokojnie... Zdążył zapomnieć, że problemy znajdą go wszędzie, niezależnie od tego, jak bardzo usiłowałby ich uniknąć.
Nie przerywał jej, nie czuł się urażony, choć zdecydowanie nie prawiła mu komplementów. A właściwie, wręcz przeciwnie. Cóż, na konkurs piękności nigdy się nie pchał, a dodatkowo był świadomy, że jego obecny stan zdrowia może wzbudzać litość.
- Niedoszły narzeczony...? Och, pod tym musi się kryć równie tragiczna historia! Niech zgadnę, cóż się z nim stało... - przemówił teatralnym tonem, udając, że się zastanawia. - Zagadała go panienka na śmierć? - zakpił, obdarzając ją spojrzeniem spode łba.
Był bezczelny, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Ale i dziewczyna nie grzeszyła ogładą. Za podobną sugestię skierowaną w jego stronę, był gotów zabić. Wszelakie przytyki w stronę Lilly traktował nad wyraz osobiście - jego przyjaciel z dawnych lat, Matthew, mógł to z pewnością potwierdzić.
Nie zamierzał przepraszać, nic z tych rzeczy. Prędzej gotów był popaść w zadumę, dlaczego po świecie krążą tak wielcy desperaci, by podjąć się spędzenia reszty życia z tą katarynką. Sam nie cechował się anielską cierpliwością i Colette z pewnością wkrótce będzie dane to poznać.
- Panienko, naprawdę.... - usiłował wciąć się jej w zdanie, lecz to wcale nie było takie proste. Gdy skończyła, kontynuował. - Nie znała jej panienka. Ba, jestem pewny, że nie polubiłybyście się w najmniejszym stopniu. Wystarczy. Raczej nie znalazła się tu panienka bez powodu? Proszę wyświadczyć przysługę swoim bliskim, pielęgnując pamięć właśnie o nich.
Co jak co, ale w tej kwestii wolał postawić na swoim. Na przyszłość wolał, aby dziewczyna nie kręciła się wokół grobu Lilly, zerkając mu przez ramię, podczas gdy on będzie spowiadał się ze wszystkich swoich żali w martwą przestrzeń. Tylko tego mu brakowało, naprawdę.
Westchnął ciężko, pewien, że jeszcze trochę i z nadmiaru słów rozboli go głowa. Podążał za nią wzrokiem, gdy go okrążała, jakby nie wiedząc, czy gdy spuści z niej wzrok, nie zrobi czegoś niespodziewanego. Bardzo prawdopodobne. W końcu po szaleńcach można spodziewać się wszystkiego.
- Darujmy sobie więc formy grzecznościowe - zaproponował nie zdradzając cienia entuzjazmu, ba - jakichkolwiek emocji. - Nazywam się Lynn Cavendish - przedstawił się, polecając jej, by właśnie tak się do niego zwracała. Wkrótce usłyszał odwdzięczenie się mianem.
- Colette - powtórzył w głębokim zamyśleniu. - Wspaniale. Zapamiętam to imię. Ludzie bezpodstawnie zwykli mawiać, że jestem gadatliwy. Jeśli jeszcze raz usłyszę podobny zarzut, nie zapomnę przytoczyć do rozmowy twojego imienia i osoby - powiedział, próbując się uśmiechnąć. Wyszło mu to beznadziejnie.
Przestąpił kilka kroków, wspierając się na lasce. Wtedy też Colette mogła dostrzec, że kulał na jedną z nóg. Stanął z boku nagrobku, układając na nim swoją dłoń. Z największym oddaniem, czułością, jakby pod palcami nie trzymał chłodnego marmuru, a wciąż bliską mu osobę.
- Sztywne towarzystwo? - powtórzył z prychnięciem. Odwrócił się w jej kierunku, a w spojrzeniu Lynna pojawił się ostrzegawczy błysk. Wkrótce roześmiał się, lecz w śmiechu tym było coś wymuszonego. - Ha, ha. Gratuluję wysublimowanego humoru. Musisz być duszą towarzystwa na przyjęciach - skomentował złośliwie, wciąż zerkając na nią przez ramię.
To by było na tyle. Zrobił niemal wszystko, co planował, a dłużej zostawać nie zamierzał, jako że odebrano mu możliwość prowadzenia monologu.
- Powinnaś wrócić do domu. Wkrótce będzie się ściemniać, wieczorami nie jest tutaj bezpiecznie... - polecił, nie tylko przez to, że chciał się dziewczyny pozbyć. W rzeczywistości słyszał podobne plotki od znanego mu, często widywanego grabarza cmentarnego. Miał też najszczerszą ochotę kazać jej zapiąć płaszcz, ale w porę się powstrzymał. Niech robi co chce, byleby robiła to z dala od niego.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pią Gru 22, 2017 10:30 pm

Nie była tu mile widziana. Wręcz, czuła nienawiść z jego strony. Nie dało się tego nie odczuć, gdy ze wszystkich sił starał się ją przepędzić. Lekko się speszyła, słysząc coraz to bardziej pasywno-agresywne słowa. Nie zamierzał się na nią rzucić z pięściami, więc nie mogło być tak źle! Czy, aby na pewno? Bała się trochę w tej chwili do niego bardziej zbliżyć, więc cofnęła się o trzy kroki w tył. Słowa utkwiły jej w gardle, gdy usłyszała jego imię i nazwisko. Serce zabiło znacznie mocniej, ale przy okazji zabolało. Nie wierzyła. Nie mogła. Wzięła głęboki wdech i z szeroko otwartymi oczętami, wpatrywała się podejrzliwie w oddalonego mężczyznę.
- Lynn...? To, bardzo dziwne. Cóż, za zbieg okoliczności... Mój przyjaciel z dzieciństwa też miał tak na imię... Przyjeżdżał do mojego miasteczka w wakacje. Miał duży, piękny dom. Byłam u niego kilka razy. Za każdym razem mówił o mojej nieodpowiedzialności. P-potem był najazd...
Zamilkła i położyła dłoń na czole, a uśmiech znikł z jej ust. Powracają. Niechciane obrazy i wspomnienia. Nie wiedziała co robić. Czy to był jakiś mały zawał? Nie, nie objawiał się w taki sposób. Próbowała uspokoić drżenie ciała. Nie miała już pojęcia czy to reakcja na zimno, czy na te chore przebłyski w głowie.
- Bawiliśmy się w lesie... Miał siostrę, a jego matka była bardzo piękną kobietą. Mówił, że nie chciała chodzić w sukienkach. Coś w tym stylu... Um. J-Ja przepraszam za zakłócenie spokoju, a teraz... pójdę już. Przepraszam za wszystko!
Powiedziała dość szybko i skierowała się wgłąb cmentarza. Nie zamierzała z niego wychodzić. Znów ją męczą. Nie może odgonić tych myśli. Nie ma nikogo, kto mógł jej pomóc. Krzyki. Te głośne krzyki. Zakrwawione ciała. Oderwane kończyny. Głowy nabite na pale. Krew. Pełno krwi. Doszła do miejsca w którym było naprawdę cicho, ale nadal nie chciała otwierać oczu. Uklękła na ziemi i złapała się dłońmi za głowę. Ciężko było zapanować nad ciałem, fakt. Jednak, jeszcze ciężej szło z oddechem. Co się działo? To było dawno! Nie powinna już w żaden sposób reagować na przeszłość. Nie może się z tym pogodzić. Jak można było? Zostawiła wszystkich w objęciach śmierci. Zrobiło się nagle gorąco? Nie, to chyba tylko jej ciało wariuje. Zdjęła z siebie błyskawicznie płaszcz, rzucając go gdzieś obok. W końcu, uniosła głowę w górę. Powieki zaciskała tak mocno, jak tylko mogła. To jej wina. W mgnieniu oka, na owym cmentarzu zerwał się wiatr. Było przecież tak cicho. Powtarzanie sobie wewnątrz "spokojnie", jakoś nie przynosiło rezultatów. Czemu? Nic się nie dzieje. Jest bezpieczna. Ona. Tylko ona jest bezpieczna. Reszty już nie ma.

___________________
Image and video hosting by TinyPic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Sob Gru 23, 2017 12:10 am

Oszalał. Był tego pewny. Za dużo czasu spędził już na cmentarzu, aż jego umysł zaczął przywoływać wizje nieżyjących od lat postaci. Colette. Uwierzył jej na słowo. Niegdyś znał to imię. Znał młodą dziewczynę, którą obiecał się opiekować. Naiwną, głupią i... nieodpowiedzialną dziewczynę, która - jak wtedy sądził - zginęłaby bez niego na tym świecie. I dokładnie tak się stało, lecz nijak pomogła jego obietnica, los wykpił jego młodzieńczy zapał i setkę zapewnień powtarzanych w listach. Życie po raz kolejny zaśmiało się Lynnowi w twarz.
Zbladł wyraźnie, usiłując doszukać się w dorosłej już osobie cech, jakie nosiła znana mu dziewczyna, chyba w zeszłym jego życiu. Czy jej oczy nie były wystarczającym dowodem? Czy pierwsze wrażenie, które sprawiło, że nie uciął rozmowy, nim w ogóle się rozpoczęła? Skojarzenie, jakie natychmiast nim zawładnęło. Dlaczego nie dał się ponieść uczuciu? Doskonale przecież pamiętał jej oczy, kojarzące mu się z nagrzanym powietrzem, długimi dniami i słodkim czasem dziecinnej beztroski, w których ich jedynym problemem było wymknięcie się na podwórko.
Mówiła, a każde z wypowiedzianych słów było dla niego jak wymierzony policzek. Po raz wtóry został uświadomiony, jak obrzydliwym, zgorzkniałym człowiekiem się stał. Czy wiedziała od początku? Zagadała, niby bez celu, a on odpłacił się jej wszystkim co najgorsze.
Jego stare, zużyte serce zabiło jakby mocniej. Nie pamiętał wszystkiego. To za mało powiedziane. Miewał jedynie mgliste przebłyski ich wspólnych wypraw, niekończących się przygód, dziecięcych planów, jakie nigdy nie miały się ziścić. Za to silnie pamiętał zawód, jaki doświadczył, gdy zamiast na kolejne rozkoszne wakacje, przybył na zwęglone zgliszcza. Pamiętał swój żal do całego świata za niesprawiedliwość, jaka spotkała tych mieszkańców. Nie rozumiał powodu, to wszystko było ponad jego dziecięcy umysł. Został zabrany z tego przeklętego miejsca, nim zdążył pobiec pod jej dom, aby upewnić się, czy piekło sięgnęło również Colette. Zrozumiał za to brak odpowiedzi na listy. Zrozumiał pustkę, która zawisła nad nim i ciążyła jeszcze przez długi, długi czas.
Zrozumiał to wszystko za późno.
Teraz w końcu spełniła jego nieme życzenie, zamierzając odejść. Zbliżył się, już otwierając usta, by ją powstrzymać, gdy nagle jego twarz uderzył gwałtowny, zrywający się nagle powiew wiatru.
Liście wokół nich wirowały. Istny żywioł poderwał jego szal, surdut, targał jego włosami na wszystkie strony. Jeśli jeszcze śmiał wątpić, po tym przedstawieniu najzwyczajniej nie miałby prawa. Wsparł się o lasce, przytykając dłoń do czoła, aby ochronić oczy. Wszystko tańczyło. I z każdą chwilą było tylko gorzej, jakby wkrótce miał zerwać się istny armagedon. Ledwie mógł się zbliżyć. Z wysiłkiem przestąpił krok, krzycząc do niej, aby przedrzeć się przez wycie dzikiego wiatru.
- Ja również... Miałem przyjaciółkę imieniem Colette. Mieszkała nad jeziorem w malowniczej mieścinie, gdzie się poznaliśmy. Była narwana i nieodpowiedzialna, a co najgorsze - sprawiała, że i ja się taki stawałem - podnosił głos, nie wiedząc nawet czy którekolwiek ze słów do niej dociera.
Odpłynęła. Znalazła się w swoim świecie, nie reagując na jego słowa, bodźce zewnętrzne. Znaleźli się w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Gdyby ktokolwiek ich teraz zobaczył... Wniosek nasuwał się sam. Powietrze aż elektryzowało się od nagromadzonej magii. Mimo to, próbował. Nie odszedłby w tej chwili.
- Złożyłem jej wtedy obietnicę, której nigdy nie dane mi było dopełnić. Ona... Umarła wiele lat temu. Zginęła bez śladu, bez słowa pożegnania - powtarzał, jakby również chciał w to uwierzyć. Nie rozumiał, co się tu działo. Jedno było pewne - miał do czynienia zupełnie żywą osobą. - Była jak magnes na kłopoty. Sprawiała, że doceniałem własne życie, gdy nasze przygody kończyły tak, że niemal się z nim żegnałem. Przysiągłem ją chronić. Obiecałem jej... - urwał, usiłując przedrzeć się przez dzielącą ich ścianę wiatru.
- Dlatego, proszę, Colette... Wróć tutaj... - poprosił ją zachrypniętym z żalu głosem.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Sob Gru 23, 2017 1:42 am

Tyle emocji chyba jeszcze nigdy nie nawiedziło dziewczyny. Najgorsze, że wszystkie były negatywne. Starała się ze wszystkich sił zapanować nad wiatrem, lecz im mocniej się starała, tym gorsze wspomnienia i myśli ją nachodziły. Gdzieś tam głęboko obawiała się, że będzie po niej, gdy to wszystko zobaczy ktoś z Inkwizycji. Dlaczego więc, nie mogła zaprzestać siania tego chaosu wokół? Wszystko stracone. Powinna być martwa, tak jak reszta miasteczka. Nie ma prawa żyć. Przyglądanie się ich cierpieniu... Czemu tylko ona przeżyła? Tak bardzo chciała pobiec w tamtej chwili do rodziców, ale nie mogła. Wewnętrznie się hamowała. Nie chciała umierać, jednak powinna to zrobić. Wszyscy zmarli muszą szczerze jej nienawidzić. Każdy chciał żyć, a przetrwała tylko ona. Jakim prawem? Tyle pytań. Nim zamknęła się w sobie na dobre, dotarł do niej cichy głos. Był on, jak światełko w tunelu. Ostatnia deska ratunku w tym koszmarze. Otworzyła oczy i odnalazła z trudem źródło. Hah, to naprawdę był Lynn. Ten Lynn, który nie chciał przyjąć bukietu niezapominajek. Tak, to pamięta idealnie. Chciała go wtedy tak bardzo przeprosić i nie miała zamiaru dać mu odejść. Naprawdę o nią walczył. To niemożliwe! Przecież sam ją od siebie odganiał... Zmienił zdanie? Chciała do niego pobiec, ale wpierw musiała uspokoić jakoś ten koniec świata. Na odwrót! Gdy, wróci pamięcią do tamtych lat, znajdzie również pełno wspaniałych wspomnień. Kołysanki mamy, wspólne spacery i wyjścia na miasto, obiady w rodzinnym gronie, poznanie Lynna... Bardzo powoli wiatr ustępował. Podniosła się na nogi i chwiejnym krokiem kierowała w jego stronę. Nie mogło być za łatwo. Piękne obrazy z przeszłości, pokrywały się czasem z tymi koszmarnymi. Tym sposobem, siła wiatru była raz mocniejsza, a raz lżejsza. Tylko miłe wspomnienia, tylko miłe... wspomnienia i myśli. Uniosła wzrok, by spojrzeć na mężczyznę kiedy była nieopodal niego. Nie panowała nad łzami, które zaczęły obficie spływać po jej policzkach.
- P-Przepraszam, że mnie nie było kiedy cierpiałeś! Tyle musiałeś przeżyć! Nigdy nie chciałam cię zostawić! Czuję się tak bardzo winna..! Nigdy więcej już nie złamię żadnej naszej obietnicy! Wybacz mi! Tak bardzo mi brakowało twojego upominania mnie! Głosu! Obecności...! Jesteś tu, prawda Lynn? Nie zostawisz mnie? Bo ja ciebie nie zamierzam!
Wręcz czuła, jaki ból musiał go dosięgnąć. Stracił kogoś tak ważnego i nie mogła być przy nim w trudnych chwilach. Musi to naprawić. Nie dała rady nikogo uratować, ale nie może mu pozwolić odejść kolejny raz. Komuś tak ważnemu w jej życiu. Uspokoiła się trochę, więc wiatr zrobił to razem z nią. Nadal do końca nie ucichł, lecz nie zapowiadało się już na kataklizm. Całe szczęście, nie było nikogo innego oprócz nich na cmentarzu. Nie ma żadnych świadków, więc jest dobrze. Nie byłoby tak pięknie, gdyby ktoś to widział. Miałaby niesamowicie przewalone, a co gorsza pociągnęłaby za sobą Lynna. Pewnie prawiłby kazania i w zaświatach. O nie. Oh, to nie byłby pierwszy i ostatni raz, kiedy to wciągnęłaby go w coś niebezpiecznego! W prawdzie, samo wyjście z nią na spacer, kończy się niespodzianką. Rzeczywiście, jest jak magnes na kłopoty. Wszystkie istoty w nie wciągnie, ale Lynn będzie miał zawsze pierwszeństwo. Czyli największą rozrywkę!

___________________
Image and video hosting by TinyPic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Sob Gru 23, 2017 3:27 pm

Wiatr uspokajał się, a on w końcu nie musiał nachylać się, aby do niej przemawiać. Podszedł, bez większego problemu, spostrzegając się, że stracił gdzieś cylinder. Nie kłopotał się tym jednak; aktualnie miał na głowie większe zmartwienia.
Kobiecy płacz zawsze działał na niego w jednakowy sposób. Cały świat mógł się kończyć, walić i palić, a on - widząc łzy w jej oczach, za punkt honoru ustanowił sobie zapobiec temu wyrazowi smutku.
Przyległ do niej, chwytając w ramiona i obejmując ściśle. Nie przemyślał tego. Po prostu działał, dokładnie tak, jak podpowiadał mu to dawno nieużywany instynkt. Otulił ją materiałem własnego surduta, pewny, że dziewczyna przemarzła do reszty. Gdy ujął jej twarz w dłonie, poczuł coś zgoła odmiennego - była rozpalona, niemal buchała gorącem. Musiała być to zasługa magii lub gorączki, innego rozwiązania nie widział. Nie zdejmował rękawiczek; w końcu nie chciał zostawić na jej twarzy śladów ziemi.
Zapomniał, gdzie się znajduje. Zapomniał, że im nie wypada, a on bezcześci pamięć o Lilly. Obecność Colette zdała mu się tak niespotykanym cudem, że na drodze wyjątku przełożył teraźniejszość nad przeszłość. Doprawdy, niespotykana chwila.
- Col... Och, Colette - szeptał, mając ochotę powtórzyć jej imię sto razy dla samej przyjemności usłyszenia go, dla upewnienia się, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ścierał z jej twarzy łzy, najdelikatniej jak potrafił, nim te zginęły w gąszczu materiału ubrań.
Miał tyle pytań! Miliony wątpliwości cisnęły mu się na raz na usta, a on ze wszystkich słów wybrał do powtarzania jej imię. Stracił resztki zawahania; nawet jeśli miałby do czynienia z podłym spiskiem lub kaprysem jego wyobraźni... Dla tej chwili szczęścia, było to tego warte. Gdy w końcu zdecydował się na rozmowę, mógł zdecydowanie zawieść oczekiwania dziewczyny.
- Głupia...! Ty nierozważna, nie... - urwał, nim wypowiedziałby zakazane słowo. Pewnie i tak zrozumiała, co miał na myśli. - Jak mogłaś pojawić się akurat tutaj!? W samym sercu chaosu! Wiesz, co cię tu czeka? Nie powinnaś... - mówił desperacko, w wyraźnym pośpiechu, choć czasu posiadał całkiem sporo.
- Och, Colette... - podsumował po raz kolejny, patrząc na nią czule; zupełnie inaczej niż przed wybuchem destruktywnego żywiołu. Wszystko się zmieniło. Nie stała przed nim już obca kobieta, tylko jego Colette. W jego geście nie było nic wymuszonego - obejmował ją jak dawną przyjaciółkę, mimo że jakby pierwszy raz widział ją na oczy. - Mam ci tyle do powiedzenia... - wypowiedział cicho, wciąż nie decydując się, od czego zacząć. - I chcę wiedzieć... wszystko. Chcę, abyś wypełniła mnie każdym, najmniejszym szczegółem swojej historii, aż do teraz, aż do naszego spotkania pod grobem Lil... - zażądał dość twardo, nie zamierzając odpuszczać. Musiał wiedzieć czy to na pewno ona, czy nie kolejny chory wytwór jego wyobraźni.  
- Posłuchaj... Już raz cię zawiodłem. Nigdy nie zdołam ci tego wynagrodzić. Nie złożę ci już żadnej obietnicy. To działa... jak klątwa, nie uważasz? Obdarzamy się podniosłymi przysięgami, dopełniamy wszelakich starań, aby je zrealizować, a życie za wszelką cenę udowadnia nam, że to nie my decydujemy o naszym losie... - Automatycznie po wypowiedzeniu tak dziwacznej teorii, zawstydził się, jakby powiedział o słowo zbyt wiele. Niestety, nie ugryzł się w język w porę. - Nieważne... Nie rozmawiajmy o tym tutaj. Znajdźmy twój płaszcz i chodźmy w ciepłe miejsce. Zaprosiłbym cię do siebie, ale nie wiem, czy to najlepszy pomysł... - westchnął, nie zdradzając więcej szczegółów. Jego posiadłość wciąż nie zachęcała do odwiedzin.

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Colette
Wiedźma Wiatru
avatar

Liczba postów : 60
Join date : 12/11/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Sob Gru 23, 2017 4:57 pm

Najszczęśliwsza chwila w życiu dziewczyny właśnie nastąpiła. Nie mogła uwierzyć, że to naprawdę był on. Stał tu, oddychał, po prostu żył... To był wielki szok, lecz jak pozytywny! Prześcignął ją i zaraz obejmował mocno. Absolutnie się nie hamowała przed odwzajemnieniem przytulenia. Zrobiła to równie mocno, co on. Był taki ciepły i czuła się przy nim tak dobrze. Każdy dotyk mężczyzny sprawiał, iż serce Colette biło niesłychanie mocno i szybko. Jeszcze, gdy dodał do tego wypowiadanie jej imienia... Coś niemożliwego. Miała aktualnie gdzieś swój stan. Co prawda, czuła się słabo. Nie tak słabo, by miała tu zaraz paść. Jednakże, jest duże prawdopodobieństwo, iż to przez używanie magii. Czy to możliwe, że dopadła ją gorączka? Tak szybko działa przeziębienie? Nie. Nie ma opcji. Chociaż... Na ustach brązowowłosej widniał uśmiech.
- Ah, tyle cię nie widziałam, a nadal ubóstwiam twój głos. Moje imię brzmi wtedy tak wspaniale... Nieodpowiedzialna? Wiem, jak jest tu niebezpiecznie. Jednak, nie mam się czego obawiać skoro jesteś już przy mnie. Prawda? W końcu, Lynn zawsze mnie obroni! Poza tym, nie pakuje się w kłopoty... Przy świadkach. Mniejsza! Czasem mi się zdarza. Może częściej! Kogo staram się oszukać. Nie obchodzi mnie, to co na mnie tu czyha. Znalazłam cię. Koniec końców, udało mi się. Nawet głupi los mnie nie powstrzymał!
Mówiła cicho, rumieniąc się bardziej i patrząc mu w oczy. Te słowa były przeznaczone tylko dla uszu Lynna! Wtuliła się w niego mocniej mimowolnie, nie zamierzając za nic puszczać. Nawet nie musiał tego nakazywać dziewczynie, bo i tak odpowiedziałaby mu wszystko ze szczegółami.
- M-Myślę, że masz rację. Ah, ależ skąd! Co to za bzdury... Nie mogłeś powstrzymać tego co spotkało moje miasteczko. Nawet ja nie mogłam nic zrobić, oprócz ukrywania się w lesie. Czasem myślę, że powinnam być martwa. Nie powinnam istnieć. Jednak, gdybym zniknęła na dobre, nie mogłabym więcej cię zobaczyć. Hmm, jest mi przy tobie tak idealnie, że ciężko będzie się ruszyć po ten płaszcz. Znaczy się! Już idę!
Odparła lekko speszona, gdy uświadomiła sobie to co mówi. Jest pewna, że teraz calutka jej twarz była czerwona, jak dorodny burak. Zjadł ją kompletnie wstyd. Tak to jej Lynn. Jednakże, mógł nie mieć ochoty słyszeć takich słów. No i trochę urósł od ostatniego spotkania. Odeszła od niego bardzo wolno. Co jeśli się odwróci, a on nagle zniknie?! Rozpryśnie się, jak bańka mydlana i więcej się nie spotkają? Spokojnie, nie stanie się tak. Nie wyglądał, jakby lada moment miał ją opuścić. Dostrzegła płaszcz, który leżał na jakimś grobie. Błyskawicznie po niego pobiegła, by równie szybko pojawić się z powrotem przed Lynnem. Założyła go, choć nie dawał tak wielkiego ciepła, co mężczyzna stojący naprzeciw.
- Nie najlepszy? Coś się stało z twoim domem? Pożar? Nieporządek? Ukrywasz kogoś niebezpiecznego?! Poza tym... Bardzo mi przykro z powodu... Twojej narzeczonej? Żałuje, iż nie mogłam jej poznać i pogratulować. Naprawdę mi przykro! I nadal czuję się źle. Nie było mnie w tak ważnych dla ciebie chwilach! Ugh. Ale...
Rzekła zła na siebie, lecz zaraz uśmiechnęła się i to był uśmiech przeznaczony tylko dla niego. Stanęła na palcach, by ująć w zimne dłonie jego twarz. Tak, jak robiła to za dawnych lat! Niektóre rzeczy się nie zmieniają.
- Postaram się wynagrodzić ci te lata. Ze wszystkich sił! Kto by pomyślał, że zwykły spacer w te rejony przyniesie coś tak wspaniałego? Oj tak, ty też mi wszystko wyśpiewasz!
Zaśmiała się pod nosem. Starała się pamiętać o tym, że są w takim miejscu. Miejscu, gdzie nie powinno się coś takiego odbywać. To było silniejsze od niej! Cud! Po tylu latach, spotkała go.

___________________
Image and video hosting by TinyPic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynn Cavendish
Zegarmistrz
avatar

Liczba postów : 352
Join date : 10/02/2016

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Sob Gru 23, 2017 7:44 pm

Obietnice cisnęły mu się na usta, oczywiście. Ale zmienił się, przez te wszystkie lata dojrzał, w końcu pojmując, że czasami lepiej nie kusić losu, trzymając język za zębami. Walczył ze swoją porywczością, co wychodziło mu z lepszym lub gorszym wynikiem.
Mina mu nieco zrzedła, słysząc jej kolejne słowa. Choć nie zamierzał mówić tego Colette, od teraz jego dziecinne postanowienie ponownie nabrało znaczenia. No dobrze, może nie do końca w całości, jakiej oferował jej to wiele lat temu... Byli już dorosłymi ludźmi. Zdążył pojąć, że nie potrzebuje uświęconego związku małżeńskiego, aby móc się nią opiekować. Swoją drogą, gdyby miał czas przypomnieć sobie szczegóły, zapewne umarłby ze wstydu.
- To nie są żarty, Colette... Boże... Wciąż nie mogę w to uwierzyć! Ty nic się nie zmieniłaś! - Już chciał prawić jej morały, gdy uderzyła go kolejna fala niezrozumienia i przejęcia tą zaskakującą sytuacją. - I nic o siebie nie dbasz. Nie jesteś już małą dziewczynką. Z pewnością nie odpowiadasz już wyłącznie za siebie. Nie możesz się tak dalej zachowywać...
Może i był dla niej nudny. Może zrzędził i sprawiał, że automatycznie przestawała go słuchać... A jednak nie zamierzał jej odpuszczać. I nie było to zasługą jego naturalnego ojcowskiego instynktu, którym obdarzał Shilvię na każdym kroku.
- Już nic nie mów. Opowiesz mi wszystko wkrótce. Porozmawiamy na spokojnie w... - zastanowił się, lecz na myśl nie przychodziło mu żadne rozwiązanie. Nawet w jego ulubionej gospodzie nie czułby się swobodnie w obawie przed podsłuchaniem. Może jego zrujnowana posiadłość wcale nie była takim złym rozwiązaniem...?
- Co zabawne, zgadłaś dokładnie we wszystkim, łącznie z niebezpiecznym osobnikiem. Ale może to dobra okazja, abyś zobaczyła na żywo wszystko, czego doświadczyłem przez ostatnie lata. Nie chcę tworzyć zbędnych złudzeń. Chodźmy, jeśli masz czas, to niedaleko... - powiedział, gdy ona zajmowała się już poszukiwaniem własnego płaszcza. Postawił trzymaną dotychczas w połowie laskę na ziemi, również rozglądając się za straconym cylindrem. Niestety, on tyle szczęścia nie miał. Nieistotne. Chciał jak najszybciej znaleźć się w progu własnego domostwa, z nią, aby zrozumieć po raz kolejny, że rzeczywistość nie jest snem. - Wciąż... Wciąż mam listy od ciebie. Nie uwierzysz... Na dniach zamierzałem je spalić, akurat teraz... - wyznał, niemal wzruszony.
Pragnął zerwać z przeszłością, dumny, że zdecydował się na ten krok po latach. Teraz jednak nie wybaczyłby sobie tego. Nie po jej spotkaniu.
- Przepraszam za niefortunny początek naszego spotkania. Gdy pomyślę, że przez to mogłabyś odejść, a nigdy miałbym nie poznać, co straciłem... - westchnął, nie kończąc wypowiedzi. - Nieważne. Pewnie zdążyłaś już zamarznąć. Chodźmy z tego miejsca... - polecił jej, wyciągając rękę, by mogła ująć go pod ramię i podążyć tuż u jego boku.
W myślach próbował rozszyfrować, jak wielki szok przeżyje Colette po tym, gdy zobaczy w jakich warunkach przyszło mu żyć na własne życzenie. Nim odeszli, pożegnał się krótko z Lillianne, mając wrażenie, że znacznie się jej tym naraził.
/zt x2

___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t243-lynn
Lissandra Sayashi
Lodowy Wiatr Północy
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 19/01/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Nie Sty 14, 2018 7:45 pm

Cmentarzysko nie budziło w niej strachu. Raczej przypominało jej normalny spacer w parku. Lissandra szła spokojnym krokiem i rozglądała się od czasu do czasu. Jej wzrok, przykuwał każdy stary nagrobek. Szczerze mówiąc, zapach nie był zbyt ciekawy w tym miejscu. Czuć było stychlizną, gnijącymi trupami i słodką wonią kwiatów. Gdzie nie gdzie dopalały się zapalone świece. Nawet te świecące płomki dodawał uroku temu miejscu w ciemną noc. Wszystko było by piękne, gdyby nie fakt, że miała się spotkać w tym miejscu z pewną osobę, z którą miała wyruszyć na poszukiwanie tajemniczego klejnotu, który nawet nie wiadomo czy istnieje? Ten klejnot był niesamowity i posiadał moc przepowiadania przyszłości. Rozglądała się raz jeszcze, jednak nie zauważyła żadnej żywej duszy w pobliżu. Liss znudzona, usiadła na marmurowej płycie. Nagle spostrzegł lekki szelest i cień dobierający z poza drzewa. Uśmiechnęła się dość szyderzco mówiąc ;
- Podejdź słodko. Nie nauczyli Cię kultury? Nie ładnie tak chować się za drzewem.- siedziała wygodnie i patrzyła w dziwny cień, który po woli zaczął się ruszać w jej stronę, a jej błękitnym oczom powoli, zaczęła ukazywać się nieznana postać.


Ostatnio zmieniony przez Lissandra Sayashi dnia Czw Sty 18, 2018 12:58 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Umbra
Rubin
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 01/05/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Nie Sty 14, 2018 9:02 pm

Umbra już jakiś czas temu zjawiła się tym miejscu. Jeśli chodzi o aurę tego miejsca, nie miała praktycznie żadnego problemu z nią. Zabiła dostatecznie dużo inkwizytorów aby pozbyć się lęku przed śmiercią. Wiedziała że śmierć właściwie dla wielu z jej ofiar była ukojeniem. A jeśli chodzi o rzeczy niewytłumaczalne, nadprzyrodzone. Niespecjalnie w nie wierzyła. Nie obawiała się duchów zabitych ofiar. Wsadzała takie bajeczki między legendy. Jedyne czego ta dziewczyna się obawiała to porażki na polu walki z inkwizycją. Z wiadomych powodów. Jeśli chodzi o dosyć nieciekawe zapachy wydobywające się z tego miejsca, Umbra się do nich przyzwyczaiła. Na dzisiejszą misję była ubrana w skórzane spodnie oraz prostą białą koszulę. Zakrywała ją czarna szata przypominająca szatę mitycznej śmierci. Czekała na swoją towarzyszkę kilkanaście minut. Wiedziała doskonale po co tutaj miała się pojawić, jednakowoż nie miała pojęcia gdzie należy szukać owego klejnotu. Jedna rzecz ją niesamowicie napełniała to perspektywa zobaczenia przyszłości. Czy to co robi okaże się słuszne, czy dojdzie do tego o co walczy? Te pytania były bardzo ważna dla dziewczyny. Czekała na swoją towarzyszkę zmieniona w cień. Po kilkunastu minutach zobaczyła przepiękną kobietę i bardzo pięknych kształtach oraz niecodziennej bladej cerze. W zasadzie była strasznie podobna do fiołkowo-okej. Z różnicą włosów oraz koloru tęczówek. Chwilkę obserwowała ją gdy nagle usłyszała od niej dosyć nieprzyjemne zdania. Postanowiła elegancko wyłonić się z cienia. Jej ciało powoli stawało się całkowicie materialne. Powoli podchodziła do białowłosej, jej oczy błyskały znanym kolorem fiołków odbijając się od światła księżyca. Powiedziała swoim zdystansowanym i dosyć spokojnym głosem. Który przypominał ton wyższości ale też kata. Był on ciekawy na swój sposób.
- Nie chowam się za drzewami, po prostu na ciebie czekałam w cieniu. A co do kultury wierz że jest na bardzo wysokim poziomie. Podała z gestem szacunku dłoń dziewczynie. Po chwili powiedziała.
- Jestem Umbra Regina, prawa ręka królowej. Najwyższy klejnot królowej Rubin. Mamy razem współpracować dzisiejszej nocy. Po tych słowach czekała na reakcję dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://wishtown.forumpolish.com/t458-umbra-regina
Lissandra Sayashi
Lodowy Wiatr Północy
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 19/01/2017

PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   Pon Sty 15, 2018 7:50 am

Siedziała nadal spokojnie na marmurowe płycie, niczym w fotelu. Fakt smród śmierci unosił się w powietrzu. Nie jeden dostał by tu gęsiej skórki, nawet i zawału. Liss spojrzała chłodnym spojrzeniem na kobietę, którą nie raz nie dwa widziała w pobliżu zamczyska. Jednak nie miała okazji, poznać jej bliżej. Na jej przechwałki zareagowała dość mocno mówiąc ;
- Nie wymądzraj mi się tu skarbie. Zabijałam Inkwizytorów zanim Ty przesłałaś sikać w majtki. O przepraszam. Pozwól, że się poprawię jeszcze Cię w planach na tym świecie nie było. Jestem najstarszą wiedźmom zasadami o których Ty już nie masz bladego pojęcia.- wycedziła przez żęby. Liss nie nienawidziła jak ktoś się przechwalał i brał górę nad innym bardziej utalentowanymi wiedźmiami. Gdzie się podziała kultura?Wychowanie? Co się dzieję z tą dzisiejszą młodzieżą? Pokręciła lekko głową, po czym zeszkoczyła z płyty, a Umbra, mogła zauważyć szron jaki na niej pozostał. Nie odezwała się przez chwilę żadnym słowem. Przechwałki młodej kobiety nadal, tkwiły w jej w uszach. Biedna Królowa, otacza się takim wiedźmami? Co myślą że wszystko potrafią i pozjadły resztki swojego rozum, a o godności nawet nie wspomnę. Obruciła się na pięcie, po woli plecami do niej, po czym rzekła surowo, a gdy padały kolejne słowa z jej ust zimny wiatr, zaczął poruszać gałęziami drzew. Czyżby to była sprawka Liss? A może pogoda się zmieniła? Kto wie? Jedno było pewne z tą wiedźmą lepiej nie zaczynać o ile cenni się własne życie.
- Nie mam zamiaru się z Tobą droczyć lub Cię niańczyć. Jesteśmy tu bo wyczytałam w księgach o pewnym niezwykłym artefakcie, który może, jeśli istnieje? Wspomóc naszą sprawę. Więc jeśli chcesz możesz mi towarzyszyć. Muszę odnaleźć wskazówki, które z pewnością się znajdują w tym miejscu. - przygryzła lekko usta i ruszyła do przodu kilka kroków. Stanęła przy pierwszym z brzegu nagrobku i przypomniała sobie, że tamta nie wiedziała jakich wskazówek ma szukać. Jeśli się zgodziła wyruszyć na przygodę. To białowłosa sięgnęła do kieszenie i wyciągał z niej stary pergamini. Wiadomość na owym pergaminie, została wypisana starożytnymi runami. Jego odszyfrowanie, mogła dokonać tylko Liss ze względu na swój wiek oraz umiejętności czytania, tego starożytnego języka.
- Naszym pierwszym zadaniem jest znalezienie w tym miejscu pewnych wskazówek, które umożliwią nam znalezienie artefaktu. Więc nie ma czasu na dążenie się,
ani na zuchwałości. Słuchaj uważnie. Przeczytam Ci to, co znajduję się na pergaminie.
- Liss była typem kobiety dominującej jeśli, chodziło o tego typu poszukiwania, więc jeśli chce się Umbra czegoś dowiedzieć, nie powinna przeszkadzać białowłosej, a szczególnie w czytaniu, bo to może ją wkurwić. Nie zwracając uwagi na towarzyszke, zaczęła czytać :

~~ Na cmentarzu, leży samotny grób, gdzie ludzie boją się chodzić. Nie świecą na nim żadne znicze, ani nie ma żadnych świeżych kwiatów. Posąg kostuchy na nim widnieje. On ukaże wam drogę. Lecz strzeżcie się, to miejsce jak wiele innych jest przeklęte. Kto otworzy grób zginie w płomieniach, a jego dusza zostanie uwięziona w nim na wieki... ~~

Kończąc czytający fragment, zaczęła ponownie się rozglądać się i dodała między czasie ;
- Mam nadzieję, że wszystko zrozumiałaś, kiedy znajdźemy to miejsce, przeczytam kolejny jego fragment.
Śnieżne Lilia nie lubiła rozdrabniać się na drobne i tłumaczyć czego kolwiek, więc miała nadzieję, że tym razem Królowa niebprzydzieliła jej szaraka, któremu będzie musiała wszystko tłumaczyć.
- Chcesz o coś zapytać? Lub może coś dodać?- zapytała chłodnym głosem, jak na nią przystało. A z dłoni poleciały jej iskry czerwonego lodu. Liss schował do kieszeni płaszcza pergamin i ruszyła przed siebie, wpatrując posągu. Przecież nie trzeba stać w miejscu, aby rozmawiać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Południowa część cmentarza   

Powrót do góry Go down
 
Południowa część cmentarza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Południowa część lasu
» Kraniec Świata - Granica Południowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Wishtown :: Obrzeża Miasta :: Cmentarz-
Skocz do: